Dodaj do ulubionych

LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję...

22.04.14, 21:11
Potrzebuję upiec chleb z czegoś. Musi być bezglutenowy, bezmleczny, bezjajeczny. Na pewno jeszcze coś bez-, ale te pozostałe nie trafiają chyba do mleka... z czego można upiec? Wiem, że robi się różne wypieki z kaszy jaglanej, z mąki gryczanej i różnych innych mąk, nie pszennych i nie żytnich. No ale nie wiem, z czym to wymieszać, żeby powstało coś, z czego można zrobić kanapki... o samym pieczeniu czegokolwiek też mam pojęcie dość mgliste, dysponuję prodiżem tudzież grzecznościowo użyczanym piekarnikiem, wg właścicielki mocno takim sobie. Czy znacie przepis na coś, co będzie trzymać się kupy i będzie jadalne?
Obserwuj wątek
    • magdalaena1977 Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 22.04.14, 21:26
      potrzebujesz bezglutenowego (bezjajecznego i bezmlecznego) miksu.
      np. takiego www.balviten.com/produkt,28,52-koncentrat_maki_razowej_500g_produkt_bezglutenowy.html
      Do dostania w sklepach ze "zdrową żywnością" i np. w auchan.

      Możesz też poszukać gotowego chleba o tych właściwościach, nie wiem, czy są, ale to możliwe.
      • mszn Re: Aaaaa zapomniałam... 22.04.14, 21:55
        Na tym blogu jest mnóstwo przepisów "alergicznych", może coś znajdziesz: Pinkcake.

        A już z całkiem niestandardowych, to może "kanapki" na plastrach jakiś chrupkich warzyw? Albo wrapy z sałaty rzymskiej?

        Ten chleb zmieniający życie może dałby się zmodyfikować na wersję bezorzechową, chociaż według mnie bez migdałów straci sporo na smaku.
        • madzioreck Re: Aaaaa zapomniałam... 22.04.14, 22:02
          > A już z całkiem niestandardowych, to może "kanapki" na plastrach jakiś chrupkic
          > h warzyw? Albo wrapy z sałaty rzymskiej?

          W domu chętnie, ale chodzi mi bardziej o wersję do zabrania do pracy i wygodnego wszamania, na fotelu za kółkiem :)

          >Ten chleb zmieniający życie może dałby się zmodyfikować na wersję bezorzechową,
          > chociaż według mnie bez migdałów straci sporo na smaku.

          Domyślam się, niemniej jednak orzechów zawierać nie może, te wszystkie bez- trzeba po prostu odstawić i rzeźbić z tego, co można...:(
          • brykanty Re: Aaaaa zapomniałam... 23.04.14, 00:22
            Tak się zastanawiam, czy jednak sobie tego chleba nie darować - strasznie trudno przy takich obostrzeniach zrobić coś jadalnego, a porządna sałatka z wypełniaczem z kaszy gryczanej lub ryżu jest równie sycąca. Jeżeli "na fotelu za kółkiem" oznacza jedzenie w samochodzie, to chyba wolałabym:
            1. zatrzymać się na 5 minut,
            2. wyjąć wiaderko po serze sernikowym, w którym mam np. ryż brązowy, awokado, drobno pokrojoną marchew, szpinak, seler naciowy, ogórek, natkę, cieciorkę i co mi tam jeszcze przyjdzie do głowy,
            3. otworzyć malutki słoiczek taki jak po małych kaparach czy pesto, w którym mam szczelnie zamknięty winegret,
            4. zza cholewy wyciągnąć łyżkę, zmieszać toto i zjeść.
            Stosowana przeze mnie alternatywa chleba, czyli wafle ryżowe, ma tę wadę, że się kruszy jak cholera i można sobie nieźle naświnić w samochodzie. No i powyższe składniki, choć może dyskusyjne pod względem zestawienia*, w odróżnieniu od tego styropianu pozwalają na dostarczenie większości elementów typu białko/węglowodany/tłuszcz/błonnik.

            *tzn. wiem, że to dziwne, ale mnie naprawdę smakuje, a każdy może dobrać to, co mu nie szkodzi i pasuje.
            • madzioreck Re: Aaaaa zapomniałam... 23.04.14, 00:29
              Jeżeli "na fotelu za kółkie
              > m" oznacza jedzenie w samochodzie, to chyba wolałabym:
              > 1. zatrzymać się na 5 minut,

              No niestety opcja zatrzymania nie wchodzi w grę, jak się jest kierowcą zbiorkomu :D I nie o jedzenie podczas jazdy chodzi, a raczej o to, że postój na krańcówce to czasem dosłownie 4 minuty, a i przerwa na posiłek czasem niespecjalnie umożliwia zjedzenie w komfortowych warunkach, ale sałatka w pudle też nie jest złą opcją.
              • jul-kaa Re: Aaaaa zapomniałam... 23.04.14, 08:47
                Przeczytałam post Brykanty i wyobraziłam sobie, jak kierowca autobusu nagle przystaje, wyciąga michę, słoik z winegretem, sięga za cholewę i ze stoickim spokojem zaczyna konsumpcję. I wyobraziłam sobie reakcję pasażerów :):)
                  • madzioreck Re: Aaaaa zapomniałam... 23.04.14, 20:02
                    Ludzkość, niezagłębiona w rozkład pracy kierowcy, potrafi się awanturować, że kierowca korzysta z planowego postoju na posiłek, zamiast jechać, szczególnie, jeśli inny autobus z linii nawalił wcześniej ;) Nawet sobie nie wyobrażam postoju w czasie kursu, bo facio głodny :D

                    Ale czasem trafia się wyrozumiała ekipa - mój tata przespał odjazd z krańcówki na jednej prawie podmiejskiej linii. Przespał fest, bo 12 minut... budzi się, rozgląda, a tam pasażerowie grzecznie siedzą i nikt nic nie mówi. Tata pyta: czemu państwo nie krzyczeli, że czas jechać?! A na to jedna uśmiechnięta pani odpowiada: jak kierowca śpi, znaczy, że potrzebuje spać :P
      • madzioreck Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 22.04.14, 22:23
        Już uporządkowałam niżej, pochrzaniło mi się, czego nie mogę ja, a czego nie może mąż, kukurydzy nie mogę ja, on może ;) No ale ja chleba nie muszę, zresztą z tego, co ja mogę, niewiele się da upiec a już na pewno nic chlebopodobnego, bo nie mogę też ryżu. Za to wiem, jakie ciasta mogę sobie zrobić ;)
        • magdalaena1977 Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 07:02
          madzioreck napisała:

          > Już uporządkowałam niżej, pochrzaniło mi się, czego nie mogę ja, a czego nie mo
          > że mąż, kukurydzy nie mogę ja, on może ;)

          A czemu nagle musicie wprowadzić takie drastyczne ograniczenia? i to oboje?
          Jakoś nie słyszałam, żeby komuś wyszło uczulenie na tyle produktów i to od razu na wszystko.
          • madzioreck Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 15:15
            > A czemu nagle musicie wprowadzić takie drastyczne ograniczenia? i to oboje?
            > Jakoś nie słyszałam, żeby komuś wyszło uczulenie na tyle produktów i to od razu
            > na wszystko.

            "Nagle" to nie musimy, to nie jest alergia IgE z ostrymi reakcjami (ale wejdź na forum o alergiach, jest mnóstwo osób uczulonych na mnóstwo rzeczy), raczej coś w rodzaju nietolerancji, robiliśmy testy IgG.
            Też mi się zrobiło słabo, jak zobaczyłam wyniki, no ale co poradzić.
            • roza_am Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 15:38
              > "Nagle" to nie musimy, to nie jest alergia IgE z ostrymi reakcjami (ale wejdź n
              > a forum o alergiach, jest mnóstwo osób uczulonych na mnóstwo rzeczy), raczej co
              > ś w rodzaju nietolerancji, robiliśmy testy IgG.

              To może nie musicie odstawiać tego wszystkiego, tylko np. poobserwować, które z tych produktów faktycznie szkodzą i je odstawić, a zostawić (choćby okazjonalnie) te, które widocznych szkód nie wywołują. Każdy "odzyskany" produkt byłoby już dużym ułatwienie w gotowaniu.
              • madzioreck Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 15:56
                > To może nie musicie odstawiać tego wszystkiego, tylko np. poobserwować, które z
                > tych produktów faktycznie szkodzą i je odstawić, a zostawić (choćby okazjonaln
                > ie) te, które widocznych szkód nie wywołują. Każdy "odzyskany" produkt byłoby j
                > uż dużym ułatwienie w gotowaniu.

                Taki jest plan długofalowy, wiemy, że testy testami, a w praktyce jest różnie. Tyle, że przez te pierwsze parę tygodni musimy zachować ścisłą postać diety, a potem w zależności od poziomu przeciwciał próbować wprowadzać to i owo i obserwować reakcje organizmu. I właśnie w tej kolejności, zamiast wyłączać po jednym i patrzeć, bo przy tej ilości antygenów jakie nam powychodziły może być trudno zaobserwować, co szkodzi, a co nie (bo to, co wymieniłam, to nie wszystko ;) )
                No ale mam nadzieje, że część da się przywrócić...
                • virgaaurea Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 17:11
                  domyslam, sie ze Madzioreck robi to pewnie glownie dla zdrowia, a nie dla chudniecia, ale zauwazylam, ze ostatnio sporo ludzi bada sobie nietolerancje pokarmowe;

                  Siedze troche na roznych forach sportowych i czesto tak jest, ze ludzie staraja sie poprawic wyniki sportowe i w tym celu zrzucic pare kg i nie jest to latwe (mam na mysli w miare lub calkiem wysportowane osoby z prawidlowa waga wg bmi, te pare kg mniej tez bedzie ok wg bmi tylko przy dolnej granicy, z juz od dluzszego czasu rozsadna dieta bez oczywistych do wyeliminowania rzeczy typu slodkie gazowane napoje czy nadmiar slodyczy) - i rzeczywiscie w przypadku ilus osob to jest skuteczne - odstawienei glutenu czy jaj czy czegos tam jeszcze (zazwyczaj to jest lista rzeczy, a nie jedna) powoduje bezproblemowe, spokojne schudniecie, bez ograniczen ilosciowych wiekszych mimo, ze wczesniej bylo ciezko. Oczywiscie jest jakis tam naturalny punkt dla organizmu, ponizej ktorego ciezko jest zejsc, ale widze ze taka dieta wykluczajaca pewne produkty sporo osob przesuwa ten punkt nizej.
                  • madzioreck Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 17:28
                    Dla chudnięcia to za dużo zawracania gitary ;) A i tak wystarczy mi odstawić większość węgli i leci, na szczęście chudnąć nie potrzebuję, mąż tym bardziej, i mam nadzieję, że akurat ten skutek uboczny go ominie, bo już i tak jest szczuplusi :)
                    Ja mam astmę, mąż chorobę zapalną jelita. Jeśli uwzględnienie tych nietolerancji by pomogło na te badziewia, to by było wspaniale.
                    • virgaaurea Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 17:43
                      nie, no domyslilam sie, ze chodzi Ci o zdrowie;) to nie to forum, gdzie wszyscy chca chudnac;)

                      ale zupelnie serio - sporo osob z astma biega/jezdzi na rowerze, mimo, ze podobno powinno sie plywac, i o tym, ze im sie poprawia dzieki diecie eliminujacej nietolerancje tez zdarza mi sie czytac, wiec statystycznie przynajmniej jakas szansa jest:)
                    • virgaaurea Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 23:13
                      Magda, a mozesz napisac, co tam bylo w tym artykule tak mniej wiecej?
                      Albo moze masz skan - chetnie bym przeczytala.

                      Dziwi mnie ten "koszmar" - ja sue zupelnie z tym nie spotkalam i zupelnie nie znam tej negatywnej strony, takie diety wylaczajace spotykam wlasnie u sportowcow oraz u kobiet, ktorym trafilo sie dziecko-alergik. Ale atmosfera jest wokol tych wylaczen raczej pozytywna, w stylu motta tego bloga:
                      allergicgirl.blogspot.com/
                      Raczej nikt nie marudzi, a ludzie dziela sie przepisami itd.

                      W diety cud to raczej nikt nie wierzy, ale na fora sportowe (mysle o amatorskim uprawianiu sportu, nie zaden wyczyn) czesto trafiaja ludzie ze znaczna nadwaga i otyloscia zawiniona najczesciej po prostu ze wzgledu na styl zycia, na poczatku kazda "dieta" dziala (nawet nie ma co nazywac tego dieta, chodzi o zwykle wywalenie slodkiego w nadmiarze, fast foodow, ton bialego pieczywa itd.), a kiedy po pewnym czasie ktos juz schudnie do prawidlowej wagi, potem jakos poprawia trening i w pewnym momencie najwieksze rezerwy sa wlasnie w zgubieniu paru jeszcze kg, a to nie jest proste - to te diety eliminacyjne ponoc dzialaja dobrze. Sama sie pewnie nie przekonam, bo za bardzo kurcze lubie jesc;)
                      • magdalaena1977 Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 24.04.14, 10:13
                        virgaaurea napisała:

                        > Magda, a mozesz napisac, co tam bylo w tym artykule tak mniej wiecej?
                        > Albo moze masz skan - chetnie bym przeczytala.

                        Tu masz link do artykułu: Joanna Solska - Dieta bardzo nieświąteczna
                        www.polityka.pl/tygodnikpolityka/rynek/1576861,1,moda-na-zywnosc-bez-glutenu.read
                        a całość wysyłam Ci na gazetowego maila.

                        > Dziwi mnie ten "koszmar" - ja sue zupelnie z tym nie spotkalam i zupelnie nie z
                        > nam tej negatywnej strony,

                        To jest to niefajne podejście autorki artykułu. Z jednej strony - nakreślanie życia z dietą eliminacyjną w super czarnych barwach, z drugiej - traktowanie wszystkich zaleceń z przymrużeniem oka.
                        A mało kto ma takie drastyczne ograniczenia, jak obecnie Madzioreck i jej mąż - z samą bezglutenowością żyje się dużo łatwiej. Z drugiej strony - nie da się zrobić sobie od niej wakacji czy co jakiś zjeść coś "zakazanego".
                        Taka postawa jak pani Solskiej szczególnie mnie denerwuje, bo wpływa na to, jak inni ludzie odbierają moją bezglutenowość, tzn. że niektórzy uważają, że przesadzam z tym ciągłym tropieniem glutenu w przyprawach czy wędlinie.

                        > ludzie ze znaczna nadwaga i otyloscia zawiniona
                        > najczesciej po prostu ze wzgledu na styl zycia, na poczatku
                        > kazda "dieta" dziala (nawet nie ma co nazywac tego dieta (...)
                        > Sama sie pewnie nie przekonam, bo za bardzo kurcze lubie jesc;)

                        Nie wiem, na ile piszesz to świadomie, ale dla mnie jako osoby otyłej wydźwięk Twojej wypowiedzi jest mało sympatyczny. Tzn. swoje upodobanie do jedzenia przedstawiasz jako niewinną słabość, a siedzący tryb życia otyłego jako jego "winę". Plus bagatelizujesz przykrość związaną z rezygnacją ze słodyczy i fast foodów.
                        • virgaaurea Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 24.04.14, 11:38
                          Dzieki za artykul.

                          > Nie wiem, na ile piszesz to świadomie, ale dla mnie jako osoby otyłej wydźwięk
                          > Twojej wypowiedzi jest mało sympatyczny. Tzn. swoje upodobanie do jedzenia prze
                          > dstawiasz jako niewinną słabość, a siedzący tryb życia otyłego jako jego "winę"
                          > . Plus bagatelizujesz przykrość związaną z rezygnacją ze słodyczy i fast foodów

                          Strasznie przepraszam, jesli to jakos niesympatycznie zabrzmialo, na wszelki wypadek napisze jesli raz - precyzyjnie: chodzilo mi o to, ze 99% ludzi z nadwaga (a moze i 100, ale na wszelki wypadek pisze 99%), ktorzy trafiaja na fora sportowe, to sa ludzie, ktorzy sami przyznaja, ze te ekstra kg sa wynikiem ich trybu zycia, chca ten tryb zycia zmienic, a nie wiedza, co i jak, wiec trafiaja na te fora. Gdyby to zreszta byly to jakies problemy zdrowotne powodujace otylosc, a nie ogolne "zakorbienie", to chudniecie nie rpzyszlo by im tak latwo. Ostatnia rzecza, jaka by mi przyszla do glowy jest napisanie, ze 100% ludzi z nadwaga ma ja ze swojej winy. Tylko Ci, u ktorych wynika ona z choroby nie siedza raczej na forach sportowych, tylko raczej szukaja pomocy u lekarzy.

                          Co do rezygnacji ze slodyczy i niezdrowego jedzenia - akurat tu mam wystarczajaco duzo wlasnych doswiadczen, zeby cos na ten temat napisac, bo odstawilam slodycze, przetworzone lub po prostu zbyt slone/slodkie jedzenie (wliczajac w to pieczenie chleba, jesli mam na niego ochote, robienie wlasnych pomidorow, zeby nie kupowac takich z nadmierna iloscia soli itd.), w Polsce praktycznie nie jem na miescie, i musialam to wszystko zrobic (kwestie zdrowotne), przyznaje, ze nie jest to az tak restrykcyjne, jak Twoja bezglutenowosc, bo jesli zrobie sobie wakacje i zjem od wielkiego dzwonu zapiekanke na miescie czy tort na weselu, to nic mi sie nie stanie.

                          Ale zupelnie szczerze moge Ci napisac, ze to moje "bagatelizowanie" wynika z tego, ze to sie w pewnym momencie, i to dosyc szybko, naprawde stalo latwe (i podobne doswiadczenie ma wiele osob, wlasnie na forach sportowych o tym pisza) - mam wrazenie, ze to jest kwestia pewnego rpzyzwyczajenia kubkow smakowych (nie chce pisac, ze cukier uzaleznia, zeby nie boksowac sie o terminy, bo to pewnie nie jest takie uzaleznienie w sensie scislym), przez jakis miesiac po odstaiweniu przetworzonego jedzenia wszystko bylo dla mnie nieslone i mdle, wypieki bez cukru zupelnie mi nie smakowaly itd. W tej chwili jesli mam jakis przepis z netu, wiem, ze 1/4 cukru wg przepisu to jest max, ktory moge dodac, bo inaczej tego nie zjem (bedzie za slodkie), a do wielu rzeczy w ogole nie dodaje. Rzeczy typu ciastka z cukeirni czy landrynki, wedliny kupne sa dla mnie zwykle niejadalne, albo za slodkie albo tak slone, ze potem mnie suszy (doslownie) przez 2 dni.
                          I naprawde zupelnie nie laczy sie to z zadna przykroscia - mysle, ze wrecz przeciwnie - nauczylam sie robic mase smacznych rzeczy, mam wrazliwszy smak (wiele gatunkow ryzu, soczewicy, ziemniakow, ziol, serow itd. spokojnie poznaje po smaku, kiedys to bylo abstrakcja), poznalam wiele skladnikow, ktorych nie uzywalam, bylam w masie ciekawych miejsc, zeby poznac u zrodla inne smaki, potrafie ugotowac jedzenie znajomym, ktorzy roznych rzeczy nie toleruja, spady mi tez znacznie wydatki na jedzenie.
                          Niewygoda jest chodzenie z pudelkami, zamiast zlapania czegos po drodze w przejsciu podziemnym, rowniez to, o czym pisze Madzioreck, ze czasem trzeba miec "cos do reki" (tez okresowo mialam prace, gdzie pudelko by nie przeszlo:), na poczatku duzym kosztem byla tez czasochlonnosc, teraz juz robie to szybko. Ale bilans ogolny jest tak zdecydowanie na plus, ze nie przyszloby mi przez mysl traktowac to jako przykrosc.
                          • yaga7 Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 24.04.14, 11:58
                            A masz może gdzieś jakiś spis ulubionych blogów kulinarnych? Albo stron?

                            Ja właśnie jestem na etapie zmiany podejścia do żarcia, przeglądam trochę blogów, ale szybko się zniechęcam, jak czytam przepis, z którego nie mam połowy rzeczy ;)
                            Dlatego bardzo chętnie dorzucę do listy czytanych blogów jakieś inne - inspiracji nigdy za mało :)

                            U mnie akurat odstawianie przetworzonego żarcia nie wiąże się ze smakiem, bo od lat jem np. jajecznicę bez soli, solić w ogóle niczego nie solę od dawna, w ogóle używam mało przypraw, warzywa spokojnie mogę jeść same i bez niczego, ale zmiana diety bardzo mocno wiąże się z czasem i myśleniem - w sensie, że muszę wykombinować na cały dzień co zjeść i kiedy to przygotować - bo w sumie cokolwiek nie zrobię, i tak będzie smakowo dobre.
                            • virgaaurea Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 25.04.14, 12:20
                              Yaga, nie mam:(
                              Tzn. mam zabukmarkowanych z kilkaset (!) blogow, bo szegos szukam, znajde, to bukmarkuje, ale potem... do nich prawie albo wcale nie wracam, wiec nie za bardzo wiem, czy one w calosci fajne, czy pojedyncze przepisy, bo rssow nie mam. Kurcze, moze by warto to ogarnac...
                              Do tego z kazdej blizszej i dalszej podrozy przywoze ksiazki, jakos kulinaria to jedna z niewielu rzeczy, ktora ciagle wole w papierze, a nie na czytniku.
            • nomina Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 26.04.14, 01:21
              Hej, Madzioreck, nie wiem, czy to Cię pocieszy, ale te alergie IgE-niezależne, znaczy - nietolerancje, mają to do siebie, że niby nic nie możesz, ale na tę niemoc reagujesz różnie. Są rzeczy, po których Cię przekręca na drugą stronę, ale są takie, że czujesz się gorzej (np. ból brzucha, głowy, czasem biegunka, jak masz w pakiecie astmę, to nasilenie astmy), jednak żyjesz :). Poza tym organizm sobie sam reguluje. Ja, mając upiornie niezbilansowaną przez to dietę, miewam takie zachcianki jak ciążowe - gdy spada mi poziom jakiegoś istotnego elementu, to mimo że reaguję ostrą nietolerancją, jem w każdej postaci to, co ten element zawiera. A jak jest w normie, to znowu mnie odrzuca :).

              Z własnych wieloletnich bojów podpowiem Ci, że jeśli wyszła Ci masakra w food testach, to warto ją "ukierunkować". Zrób sobie badania na celiakię, nietolerancję laktozy, oznacz poziom DAO, zbadaj pod kątem grzybicy jelit czy pasożytów. Potem faktycznie poobserwuj na diecie eliminacyjnej. Jak już rozgryziesz, czego najbardziej nie tolerujesz, nie dość, że łatwiej będzie Ci komponować posiłki, to jeszcze będziesz wiedziała, czym się wspomagać (np. przy nietolerancji histaminy można jeść o wiele więcej normalnych rzeczy, jak suplementujesz sobie enzym DAO).
    • madzioreck Nabałaganiłam, to porządkuję bez- i zapytam... 22.04.14, 22:21
      -bez glutenu, pszenicy, żyta
      -bez drodży
      -bez orzechów
      -bez soi
      -bez mleka
      -bez jajek
      -bez strączków (może też się je gdzieś wrzuca zamiast czegoś)

      Czy jest w związku z tym sens w ogóle upierać się przy pieczeniu "chleba"?
      Jadłam ostatnio takie płaskie, dziwne, ciastowate placki, od biedy można i do tego nakłaść tego samego, co do kanapek...
      • virgaaurea Re: Nabałaganiłam, to porządkuję bez- i zapytam.. 22.04.14, 22:47
        Da sie wyhodowac zakwas gryczany i upiec chleb gryczany. I beda kanapki. Ale to niezla zabawa.

        Prostsze rozwiazanie to zrobienei wrapow - tez sie dobrze sprawdzaja, jako jedzenie do zabrania, mozna uzyc maki gryczanej i wody gazowanej zamiast mleka. Trzeba bardzo cienko rozprowadzic ciasto, troche sie bedzie lamac, ale sie da.

        Gryczanych kruchych ciastek (pyyycha) nie proponuje, bo rozumiem, ze maslo odpada.

        Jesli dozwolony jest ryz i tapioka (a rozumiem, ze tak, bo nic nie piszesz o tym) mozesz kupic papier ryzowy, (jest prosty w obsludze) i zrobic spring-rollsy w wersji na zimno, do srodka to, co pasuje (klasycznie to krewetki, ale moze byc kurczak, czy zgrilowane tofu dla wegetarian) + dodac swiezej kolendry, troche limonki i chilli jesli jest tolerowane - i juz;

        Jeszcze inna opcja latwa do zabrania i zjedzenia "z reki", bez koniecznosi brania pudelka (jesli dlatego w ogole ma byc chleb?) to onigiri, o takie:
        commons.wikimedia.org/wiki/File:Onigiri_Bought_at_a_Convenience_Store.jpg
        Je sie bardzo wygodnie, tylko zawijanie ryzu tak, zeby caly byl zgrabnie zawiniety wymaga pewnej wprawy, nie jest trudne, ale za pierwszym razem moze nie wyjsc.
        • madzioreck Re: Nabałaganiłam, to porządkuję bez- i zapytam.. 22.04.14, 22:52
          Papier ryżowy i wrapy gryczane - nie pomyślałam, też może być :D Chodzi o coś, co da się jak kanapkę zabrać zawinięte w coś, odwinąć jak kanapkę i wszamać jedną ręką. Sałatki w pojemniku to też jakaś opcja, no ale bywa, że jak się ma 4 minuty, to trzeba jedną ręką pisać papiery, a drugą jeść i dlatego zależało mi na czymś kanapkopodobnym.
          Tofu odpada, ale jakieś różności do napchania wymyślić to już nie kłopot, mięso i warzywa poza strączkami dozwolone :)
          Masło dozwolone w postaci klarowanej.
          • virgaaurea Re: Nabałaganiłam, to porządkuję bez- i zapytam.. 23.04.14, 14:31
            No dobra, juz rozumiem, o co chodzi:)

            Ale - jakbys od razu napisala, ze chodzi nie o jednorazowa akcje, tylko o znalezienie ogolnie rozwiazania i do tego o kierowce zbiorkomu, to byloby jasniej, nie da sie ukryc:)))

            W takiej sytuacji to ja bym sie jednak nauczyla robic chleba gryczanego na gryczanym zakwasie. Predzej czy pozniej chleba czy czegos podobnego sie zachce.

            Oprocz wspomnianych wyzej gryczanych wrapow, rollsow (naprawde sa pyszne na zimno z ta kombinacja limonka+swieza kolendra+chili, w sumie nie wiem czemu u nas nie sa popularne, u mnie w rodzinie to jedna z ulubionych rzeczy do przegryzienia) i onigiri mozesz tez:

            - robic z maki grycznaej gofry (no tzreba nabyc gofrownice, ale za to latwo i szybko, spoko do zrobienia rano), smaczne sa posmarowane warzywnymi pastami (ja lubie gryczane gofry z brokulowa), jesli zrobisz gesta paste, to od biedy mozesz nawet posmarowane gofry zlepic ze soba posmarowanymi czesciami, a rozlepic do jedzenia. Nie bedzie to moze pieknie wygladalo, ale dalej bedzie smaczne i zdrowe.

            - od biedy awaryjnie mozesz tez to ciasto gryczane zrobic gestsze (jak b. gesta smietana) i nalac na nalesnikowa patelnie wiecej, tak na pol cm - bedziesz miala takiego grubszego klucha - wykroisz 2 prostokaty i mozesz w ten sposob zrobic kanapke, trzyma sie spokojnie, tylko raczej musisz wlozyc do srodka np. kawalek miesa czy sera niz czyms smarowac;

            - z maki ryzowej tez mozna robic ciastka - w wersji oryginalnej pewnnie nie beda Wam smakowaly (maja w srodku czerwona fasole, ktorej chyba tez nie mozecie) - ale np. dalam kiedys do srodka nutelle (ciastka byly dla dzieci) i obtoczylam w sezamie. Sama bym tego nie tknela, ale jak ktos lubi nuutelle, to podobno dobre i pasuje;)

            - a jaglanka moze byc? glutenu nie ma, o ile sie orientuje; bardzo zdrowa, z jaglanki latwo mozna robic ciasto, ciastka (prawde powiedziawszy wlasnie mam przerwe i wcinam jaglane brownie). W razie problemow z przepisami - jajka mozesz zastapic rozciamkanym bananem albo glutkiem z siemienia, mleko zwykle "mlekami" robionymi w domu (nie wiem, co mozecie - sojowe, migdalowe, owsiane, ryzowe itd.), smietane najlepiej mlekiem kokosowym (moze byc, czy zakazane?)

            - koneicznie zaprzyjaznic sie z daktylami - nawet te tanie, suche, pokrojone w maire drobno, namoczone w goracej wodzie tez sa super baza dla ciast.

            - w ogole "make" mozesz zrobic z wszystkiego mielac to cos w mlynku (najlepiej kup za grosze jakis stary ruski, taki do ziaren kawy i mozesz sobie tam mielic, co tzreba) - np. robie ciasto cytrynowe na "mace" z ciecierzycy i zmielonych na pyl orzechach a maki tradycyjnej (w sensie zbozowej) nie dodaje nic;

            Ogolnie te wszystkie ciacha super wygodnie sie zabiera w formie mufinek - zawijasz w fole spozywcza i juz. Czesto robie na dluzsze podroze, calodzienne wycieczki rowerowe itd. Nic sie z nimi (z ksztaltem) nie dzieje, mimo, ze sa wcisniete w plecaku itd.
            • madzioreck Re: Nabałaganiłam, to porządkuję bez- i zapytam.. 23.04.14, 15:10
              mleko zwykle "mlekami" r
              > obionymi w domu (nie wiem, co mozecie - sojowe, migdalowe, owsiane, ryzowe itd.
              > ), smietane najlepiej mlekiem kokosowym (moze byc, czy zakazane?)

              Mleko z ryżu i owsa dla chłopa się nada, dla mnie nie bałdzo ;) Orzechowe żadne być nie mogą. Trochę mnie to męczy, bo nie mam pojęcia, z czego zrobić coś do dolania do kawy (soja nie, orzechy nie, ryż nie... z czegoś jeszcze da się uzyskać "mleko"?)
              Ale jaglanka tak :)
              Właśnie to ciasto, które jadłam w święta, było z jaglanki, daktyli, bananów i czegoś tam jeszcze :)
              Dziękuję za dużo porad :)
              Młynek mam, a jakże, ruski :D
              • virgaaurea Re: Nabałaganiłam, to porządkuję bez- i zapytam.. 23.04.14, 16:56
                > Mleko z ryżu i owsa dla chłopa się nada, dla mnie nie bałdzo ;) Orzechowe żadne
                > być nie mogą. Trochę mnie to męczy, bo nie mam pojęcia, z czego zrobić coś do
                > dolania do kawy (soja nie, orzechy nie, ryż nie... z czegoś jeszcze da się uzys
                > kać "mleko"?)
                "mleko" mozna zrobic z wszelkich nasion - np. z pestek slonecznika i sezamu (zalewasz na kilka ha goraca woda > odlewasz wode, dodajesz wrzatek, b. dokladnie miksujesz i przecedzasz) albo z blyskawicznych platkow ryzowych i wiorkow kokosowych (po pol szklanki, zalewasz 2 lub 3 szkl. wody, gotujesz ze 20 minut, znowu dodajesz wody, blendujesz, odciskasz przez gaze).
                Albo z jaglanki i migdalow (moga byc) tez wyjdzie.

                No chyba, ze kupisz porzadnego niewyschnietego kokosa - to mozesz zetrzec i wycisnac cale mleko - najlepsze mleko swiata, tylko w naszych sklepach jeszcze ani razu nie widzialam porzadnego kokosa, jakies odpady nam przysylaja.

                Tylko - te wszystkie mleka maja bardzo naturalny smak - jesli ktos jest przyzwyczajony do mleka jakiegokolwiek z kartonu (chocby i sojowego) to przezyje pewien szok, jakis miesiac sie przestawia smak - potem dla odmiany przestanie Ci smakowac wszystko z kupnej mieszanki czy kartonu - ten smak bedzie taki odrzucajaco silny (cos jak srodki czystosci o zapachu zielonego jabluszka czy lesnym, kiedy ten zapach jest za mocny, to smierdza).

                Ogolnie polecam zainwestowac w fajne urzadzenia, ktore beda Ci dobrze mielic (tu juz masz:), blendowac, miksowac bo jesli ine sa kiepskie, to sie mocno przeklada na udawanie sie lub nie tych wszystkich rzeczy. Nie musza byc drogie - mam pare z lidla, juz maja iles lat (z 10?) i sa spoko - raz tylko cos rozwalilam blendujac (od razu testuje porzadnie:) - oddali mi bez problemu kase.

                Jeszcze mi przyszlo do glowy - wszelkie "balls" - na zimno i na cieplo sa smaczne;
                - quinoa moze byc? bez glutenu chyba, nie? droga, ale raz na jakis czas mozna zrobic quinoa balls; orzechy mozesz pominac, zamiast jajka glutek z siemienia (banan smakowo sie nie zgra)
                - rice balls, sycylijskie (arancini di riso), tak samo - duzo glutka, bez jajka, zrobic mniejsze, wybrac kleisty gatunek ryzu - nie probowalam bez jajka, ale powinno trzymac; do srodka to juz co tam chcesz:)
                - ziemniaki moga byc? jesli tak - hinduskie potato bonda, bardzo smaczne:)

                Jeszcze inna opcja to wszelkiego rodzaju "bars" (nie chce pisac batoniki, bo to sugeruje ich slodkosc i czekoladowosc po polsku, a mi bardziej chodzi o ksztalt) - niekoniecznie musza byc z orzechow - mozna je robic np. z fig / suszonych owocow / tahiny / siemienia lnianego
                Konieczny dobry food processor / daktyli / skorki cytrynowej / czekolady /

                o tu sobie jeszcze przeczytaj o mace:
                www.kumquatblog.com/2011/03/dietitian-speaks-part-2.html
                I jeszcze:
                - buraki mozecie? ciasto buraczane powinno wyjsc jesli zastapisz zwykla make maka gryczana (lub jakims Twoim miksem:); orzechy nie sa konieczne - tu to tylko dodatek smakowy; mozna zrobic jako mufiny;

                - juz sa tanie cukinie - placki z nich do zabrania to nie teges, bo jednak musza byc na goraco, ale pyszny, taniutki obiad:)

                - nie robilam, ale jadlam - cos w rodzaju hreczniakow kresowych, zamiast twarogu byly platki ryzowe blyskawiczne przyprawione, troche czuc bylo, ze to co innego, ale jadalne.
                • madzioreck Re: Nabałaganiłam, to porządkuję bez- i zapytam.. 23.04.14, 19:22
                  Jaka kopalnia , bardzo dziękuję:D Zaraz siadam, czytam i spisuję te wszystkie balls i bars :D
                  Hm... co to jest food processor?
                  Kokosa to chyba oboje nie możemy, ale słonecznik i sezam chyba tak :)

                  > Tylko - te wszystkie mleka maja bardzo naturalny smak - jesli ktos jest przyzwy
                  > czajony do mleka jakiegokolwiek z kartonu (chocby i sojowego) to przezyje pewie
                  > n szok,

                  Kartonowe mleko lubię bardzo, ale poza tym zdarza mi się biec z kubkiem do krowy i żłopać jeszcze ciepłe i spienione lepiej niż w ubijarce w ekspresie, więc powinnam przeżyć, nie wiem, jak chłop ;)
                  Blender, znaczy mikser z końcówką odpowiednią mam, młynek jest, siostra męża nauczy mnie robić jogurt z mlek roślinnych (byłoby super, bo lubię mięso i warzywa z sosami na bazie jogurtu, a mięsa i warzywa wszystkie mogę jeść)
                  Quinoa może być, pyrki też, buraki też (za ciasto z buraków zabieram się od jakichś 2 lat, może dlatego, że nie mam piekarnika ;) )

                  > - juz sa tanie cukinie - placki z nich do zabrania to nie teges, bo jednak musz
                  > a byc na goraco, ale pyszny, taniutki obiad:)

                  Na zimno też lubimy :D Aczkolwiek raczej unikam smażonego, po odchudzaniu jakoś się tak sobie czuję po smażonym, a i chłop powinien raczej unikać z tymi flakami, no ale czasem można zgrzeszyć :)
                  Jeśli mąż ma danego dnia pracę z normalną przerwą na posiłek na pętli z budką, to i zupę może sobie zabrać, no ale czasem jest linia do bani albo bałagan na mieście i wygodniej coś, co można jedną ręką :)

                  Jak smakuje ta quinoa? Nie przepadam za ryżami i makaronami, jakoś nigdy nie mogłam się dojeść smaku, ale jak przyszło kombinować z dietą, chłop ugotował na próbę brązowy ryż, dodał do niego tylko trochę oliwy i jakieś zielsko suszone, zioła prowansalskie czy inny lubczyk, lekko osolone smakowało fantastycznie, no a jak mi zasmakowało, to teraz nie mogę :P

                  Generalnie po Dukanie jestem przyzwyczajona do różnych rzeczy robionych "inaczej", smakuje mi większość tego, co jem u osób na różnych dietach, więc z przestawieniem się nie będzie raczej problemu, tylko właśnie jakiś repertuar trzeba sobie zbudować. Na szczęście większość moich ulubionych dań jednogarnkowych nadal możemy jeść w niezmienionej formie. Jedynie nabiału strasznie mi szkoda... pożerałam niesamowite ilości jogurtu naturalnego i serów i wypijałam straszne ilości mleka, no ale to już stopniowo odstawiłam.
                  • teresa104 Quinoa 23.04.14, 21:37
                    Quinoa to po naszemu komosa ryżowa. Jeśli nie dojadłaś się smaku w ryżu i makaronie, to w tym też się nie dojesz. Jest słodkawa, oseskowata taka, jak dla dziecka, dla chorego, łagodna. Jadłam to w Peru jako tani zapychacz, każdy posiłek kojarzył mi się ze ssaniem piersi;) Nie mogą się tam nacmokać nad wartościami komosy, jaka to przyswajalna, święta jest, zaraz po koce, ale ja jakoś nie tęsknię, nie brakuje mi tych wrażeń. Jeśli jednak nie ma co jeść, bo trzeba przestrzegać diety, to warto takie urozmaicenia wprowadzać, chociażby po to, żeby się nie wyjałowić ze wszystkiego od tych eliminacji.
                    • madzioreck Re: Quinoa 23.04.14, 22:21
                      Hm, tak myślałam ;) Ale może chłop wymodzi z tego coś równie ciekawego jak z tego ryżu z zielskiem... Jak kto nie umie gotować, to zagoń go do niejadalnych składników :D*

                      *mój mąż nie umie gotować. Umie ponoć piec ciasta, ale nie mamy w czym piec, kiedyś popełnił jakiś biszkopt z brzoskwniniami przy współpracy mojego wtedy gdzieś tak 3-letniego siostrzeńca. Raz ugotował krupnik z moją instrukcją, ni rytualnie raz na pół roku zostaje królem w kuchni i gotuje żur, wtedy ja nie mam wstępu :P

                      • virgaaurea Re: Quinoa 23.04.14, 23:28
                        Komosa smakuje, no, jak komosa:D
                        Rzeczywiscie taka delikatna jest w smaku, teresa niezle to opisala. Jak przepluczesz (i tak trzeba - saponiny), osuszysz, uprazysz - to taki bardziej orzechowy smak sie wydobywa, pelniejszy, glebszy.
                        Ale w sumie nie powinnam sie wypowiadac, skoro nie lubisz ryzu, bo ja dla odmiany uwielbiam i mam na stanie zawsze co najmniej kilka gatunkow (a nieraz wiecej:) i jak przez 2 miesiace musze jesc codziennie to nie ma problemu nic a nic.

                        Food procesor to robot kuchenny, sorki, funkcjonuje miedzy 3 jezykami i czasem mi sie zdarzaja takie wtrety, nie walcie po glowie;)

                        Co do tego sprzetu kuchennego - generalnie chodzi o to, ze jesli bedziesz robic rozne rzeczy, gdzie trzeba zblendowac ziarna z woda to potrzebne jest cos, co ma porzadne noze i sie nie bedzie przegrzewac.

                        W ogole - lubie ten blog:
                        lexieskitchen.com/recipe-box1/
                        Ale nie tylko przepisy tam sa fajne, inne rzeczy tez.
                        • madzioreck Re: Quinoa 23.04.14, 23:40
                          Nie to, że nie lubię ryżu... po prostu dla mnie nie ma on specjalnego smaku :) Lubię pomidorową z rozciapcianym ryżem, mogę zjeść jako wypełniacz do jakiegoś sosu, ale jak nie ma, to nie ma, a nawet wolę bez ;) A jak jest, to zjem bez cierpienia ;) Po prostu nie jest to coś, za czym bym tęskniła albo zauważyła, że nie ma w domu, podobnie jak w przypadku makaronów i kasz (z wyjątkiem gryczanej, ale też rzadko jadałam, bo mnie po niej żołądek rypie, jak zjem więcej niż 2 łyżki, a za bardzo lubię, żeby zjeść tylko 2)

                          Mam jakiegoś zelmera, mam nadzieję, że poradzi sobie z ziarnem :)
      • joankara polenta 24.04.14, 11:34
        To chyba najprostsze w wykonaniu, a wymogi spełnia. A jak koniecznie chcesz piec, to po ugotowaniu i zestaleniu te placki można opiec w piekarniku albo na grillu. A przyprawić można dowolnie i jeść ze wszystkim. Klasyka kuchni śródziemnomorskiej i...pod nazwą pap, południowoafrykańskiej.
        • virgaaurea Re: polenta 24.04.14, 11:44
          Kukurydziana chyba odpada, jesli mi sie nie miesza (bo te zakazy byly w kilku miejscach;)
          ale kasztany (zarowno w postaci maki z nich, polenty jak i czego do przesmarowania/nadziania slodkosci/ciast) moze maga byc.
          • joankara Re: polenta 24.04.14, 12:59
            Dlaczego kukurydziana odpada? Przecież glutenu nie ma. Gryczana też może być. A kasztany nie dość, że sezonowe, to jeszcze drogie.
          • madzioreck Re: polenta 24.04.14, 12:59
            virgaaurea napisała:

            > Kukurydziana chyba odpada, jesli mi sie nie miesza (bo te zakazy byly w kilku m
            > iejscach;)

            Nie, może być kukurydziana :) Chłop może, ja bez mącznych dam sobie spokojnie radę :)
    • madzioreck Ewentualnie jakieś przepisoblogi albo coś... 22.04.14, 23:40
      Jeśli macie, znacie, to podrzućcie, ja na razie wertuję jeden, Mama Alergika Gotuje. Wiadomo, że każdy ma co innego, alergię/nietolerancję na co innego, ale jakieś pomysły zawsze da się wyciągnąć, coś zastąpić, zamienić.
      W święta siostra męża przywiozła nam fantastyczne ciasto o wspaniałej konsystencji, warstwy jak w torcie, ciasto z jaglanki, kakao i czegoś jeszcze, masa do przekładania z rozciapanych bananów z czymś tam, na wierzchu owoce i coś tam... Bez cukru nawet, duża ilość bananów osłodziła - dotąd myślałam, że nie przepadam za ciastami :) I jakieś takie babeczki... wiem, że da się zrobić fajne rzeczy do jedzenia, tylko trudno się przestawić na inne, dziwne składniki, a odrzucić te, które są tak powszechnie stosowane, no i wszystko robić samemu od podstaw, bo wszystkie gotowce odpadają.
    • wodadobra Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 08:17
      To ja nasmazyłabym tortilli. Z mąki bezglutenowej. Orkisz. Albo cokolwiek innego - u mnie na osiedlu w zwykłym sklepie sprzedają mąkę bez glutenu. Nagnieść z wodą i olejem dość luźne ciasto, nasmażyć na suchej patelni i po wrzuceniu co_kto_lubi zapiekam w opiekaczu do kanapek. Taki fastfood w domowym wydaniu.
        • roza_am Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 23.04.14, 11:33
          > A typowa mąka bezglutenowa zawiera skrobię pszenną :-(

          Miks z Leclerca nie zawiera. Ale go nie polecam. Ma dużo glukozy, więc pieczyw wychodzi masakrycznie słodki. A co gorsza - twardy jak kamień. Do jedzenia nadaje się tylko przez 2-3 godz. po upieczeniu, potem wyłącznie do wbijania gwoździ.
      • szarsz Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 24.04.14, 20:16
        wodadobra napisała:
        > To ja nasmazyłabym tortilli. Z mąki bezglutenowej.

        Tortije robi się z mąki kukurydzianej, fajne placki wychodzą, robiłam kiedyś.
        sante.pl/przepis216/przepis-na-tortille-kukurydziane
        Pszennej nie dawałam, moje były w całości z kukurydzianej.
        • wodadobra Re: LWW - coś w rodzaju chleba potrzebuję... 24.04.14, 23:03
          szarsz napisała:

          > wodadobra napisała:
          > > To ja nasmazyłabym tortilli. Z mąki bezglutenowej.

          > Pszennej nie dawałam, moje były w całości z kukurydzianej.

          Mąka może być jakakolwiek byle spełniała obostrzenia wynikające z wykluczeń. Nagnieść z wodą ociupinką soli i jakiegoś dopuszczalnego oleju i smażyć na suchej patelni. Takie podpłomyki znaczy się.
          I można z nich zrobić np taki torcik z dodatkiem warzywek i sera dopuszczonego lub tofu czy co tam możecie jeść i pokrojone w trójkąciki zajadać.
        • teresa104 Donoszę, że tortije wychodzą. 28.04.14, 12:23
          Tylko musiałam dać więcej wody, niż to podano w przepisie, po prostu tyle, ile weszło (prawie dwa razy tyle), ale można dodawać stopniowo, nic się złego nie dzieje, jeśli ilości modyfikuje się w trakcie.
          Trochę mi brakowało jakichś widocznych oznak usmażenia, proces trwa długo i nudziłam się nad tą patelnią, aż wpadłam na pomysł, by użyć jednocześnie trzech patelni i nuda prysła.

          Lepiej po zdjęciu z patelni nie kłaść placków na sobie w wielu warstwach, trzeba dać im odparować, bo flaczeją i mają oznaki przemoczenia.

          Dziękuję za ten pomysł, choć nie był kierowany do mnie, ale za jego sprawą będę mogła znowu jeść naleśniki (wykonam większe placki z kukurydzy, materia daje taką możliwość), a naleśniki to jedyna rzecz, której mi w mojej bezpszennej diecie brakowało.
    • teresa104 Kokosiak 27.04.14, 12:54
      Wymyśliłam i zrobiłam kokosiaka wczoraj i choć to pewno jak wynalezienie wrzącej wody, ale dzielę się.

      Pół litra wody zagotować z łyżką cukru (albo więcej, jeśli się lubi słodkość, albo bez cukru, jeśli się nie chce jeść cukru), dodać czubatą szklankę płatków ryżowych błyskawicznych, rozgotować je do miękkości wg przepisu (ok. 3 minuty), do masy dodać pół puszki mleka kokosowego (miałam akurat pół puszki) i jeszcze raz przegrzać masę, mieszając. Wyłączyć gaz, dodać pół szklanki namoczonych rodzynek. Całość przełożyć do małej tortownicy czy innej miski, z której da się to łatwo wydobyć po wystygnięciu. Kokosiak pięknie tężeje, można go wyjąć w całości w postaci błyszczącej zwartej meduzy, kroić bezodpadowo jak sernik i jeść jedną ręką bez kruszenia. Myślę, że na drugie śniadanie może być, gdyby go jakoś wzbogacić, mógłby być też na deser dla jedzących desery.
      • teresa104 Niekokosiak 27.04.14, 13:04
        W ogóle w takich płatkach ryżowych można uwięzić wiele rzeczy i jeść zestalone bez konieczności noszenia łyżki za cholewą. Można na przykład przesmażyć drobno pokrojone warzywa z kurkumą, z kostkami na przykład kurzej piersi, zalać to wodą, zasypać płatkami, przegrzać, żeby płatki się rozpulchniły i też wyjdzie, oby nie przedobrzyć z dodatkami, bo zacznie się rozpadać.
        • brykanty Re: Niekokosiak 27.04.14, 19:53
          Polecam też płatki gryczane - w odróżnieniu od ryżowych mają fajny, wyrazisty smak. Standardowo cena paczki 400 g (u mnie na Grochowie jest w Uniwersamie i na bazarku na ziarenkowo-orzechowych stoiskach) ok. 6 zł.

          www.okazje.info.pl/ds/delikatesy/platki-gryczane-blyskawiczne-400g.html
      • madzioreck Re: Kokosiak 28.04.14, 12:22
        O, super pomysł :) Dorzucę innych płatków niż ryżowe i też będę mogła szamać :) Właśnie poczytałam jeszcze raz opis testu i jest tam napisane, że orzechy można zastąpić kokosem :D I mleko się właśnie robi :D
        • madzioreck Zrobiłam to mleko i... hmm 28.04.14, 17:58
          No zrobiłam. Niezłe, tylko strasznie wodniste, z lekkim posmakiem kokosa. Aczkolwiek do kawy się od biedy nada.
          Pewnie coś zrobiłam źle, choć dobrze, że wzięłam mniej niż połowę wody podanej w przepisach, bo wtedy wyszłyby popłuczyny :P
          I oczywiście mam pytanie - może ja mam jakiś mikser do bani, no taki tam zwykły Zelmer z końcówką blendującą. To, że przy kokosie sprzęt musi odpoczywać, to wiem, ale szczerze to słabo sobie wyobrażam zrobienie np. kremu kokosowego, znaczy zmielenie tego na masę - wpadł mi dawno w oko jakiś przepis, żeby wiórki z cukrem tak potraktować i ponoć fantastyczny krem wychodzi, no ale chyba by umarł mój biedny mikserek...
          • akna Re: Zrobiłam to mleko i... hmm 29.04.14, 11:45
            Wiórki działają jak gąbka... przerabiałam przy nalewce ;) ale powiem, że takie wyjadane łyżeczką nalewkowe są pyyycha :)))) Też przez moment myślałam o blendowaniu wiórków ale spasowałam.
            Zainteresuj się blogami smakoterapia i olgasmile - duuużo inspiracji i przepisów.
          • virgaaurea Re: Zrobiłam to mleko i... hmm 29.04.14, 13:43
            mleko kokosowe mozesz uzyskac na rozne sposoby -
            1. kupic w puszce (jest drogawe, nei psuje sie, wiec jak trafisz taniej, to zrob sobie zapas),
            2. kupic w saszetce w proszku importowane z taj (rozcienczas woda i juz, nie rob zapasu), zyskujesz niestety w pakiecie z kokosem konserwanty (wiecej niz w puszcze, w puszcze glownie beda zagestniki), syrop g-f i inne "pysznosci". Zwykle jedna saszetka = jedna puszka.
            3. zrobic z kokosa - trzesz na wiory, odciskasz wiory w wodzie pare razy - jest najsmaczniejsze, tylko jeden "detal" - kokos musi byc swiezy, a o to w naszych sklepach nie jest latwo, przewaznie widze jekies male, stare i wysuszone sztuki.
            4. zrobic z wiorow takich najczesciej sprzedawanych u nas, to sa wiorki, ktore przeszly procedure z pktu 3 w kraju wyrosniecia kokosa;) i to bardzo skuteczna, bo mechanicznie, a nie recznie;) Czyli odcisnieto te wiorki, zanim do Europy przyslano, zeby zabrac z nich to, co najlepsze, wiec sa nienaturalnie, niesamowicie suche. Mleko bedzie nieco oszukane, bo esencje kokosowego smaku to juz z tych wiorkow zabrano. Juz z nich wiele nie wycisniesz, mozna je tylko zetrzec na proszek dodajac nieco wody, ktora wchlona (moze byc z cukrem, jesli ktos lubi). I rzeczywiscie - potrzebna jest niezla maszyna do tego, o duzej mocy, taka, zeby sie nie zagrzala.
            Ale niestety z wszystkimi ziarnami tak bedzie - zmielenie ich wymaga lepszego sprzetu, inaczej trzeba bedzie robic co chwila przerwy, zeby sie nei grzal i wszystko bedzie trwalo wieki. Wprawdzie gdzies w Wwie na jakims eko-bazarku podobno mozna kupic dowolne ziarna czy co tam sie chce i mielic w pyl wszystko na miejscu, wiec pewnie i w innych duzych miastach taka opcja istnieje, tylko wole nawet nie myslec, ile te "eko-ziarna" kosztuja:/
              • madzioreck Re: Zrobiłam to mleko i... hmm 01.05.14, 23:50
                Dziękuję, kupiłam wczoraj, nawet by mi nie przyszło do głowy się rozglądać za czymś takim, myślałam, ze to w tych dziwnych sklepach trzeba polować :)
                Nie wiem, ile kosztuje normalnie a ile tanio, płaciłam chyba 4,99 za puszkę 400ml.
                • teresa104 Re: Zrobiłam to mleko i... hmm 02.05.14, 10:48
                  5 złotych to bardzo dobra cena. Ma dodatek jakichś emulgatorów, czy to samo mleko? Bo zauważyłam, że to z dodatkami jest tańsze. A ja szukam tego bez.

                  Mleko kokosowe zużywam właściwie wyłącznie do curry, ale, ponieważ w moich rodzinach tylko ja to jem, mam zazwyczaj problem z otwartą puszką mleka. Stąd moje rozmaite pomysły, na przykład sernik na zimno z tym mlekiem wychodzi dobrze, kokosiak też jest smaczny. Mrożenie mleka wychodzi tak sobie, po rozmrożeniu jest rozwarstwione na frakcję wodną i serkowate grudki, co zniechęca do używania. Ale w ciepłych potrawach mleko takie się rozprowadza dobrze. W kawie pewno też, nie próbowałam, bo nie lubię kawy z czymś. Czyli można mrozić.
                    • teresa104 Re: Zrobiłam to mleko i... hmm 03.05.14, 09:33
                      Samo mleko wygląda gorzej, nie jest takie homogeniczne, trzeba je pracowicie wstrząsać przed otwarciem puszki, zamraża się gorzej, bo gorzej wygląda po odmrożeniu. Ale może do kawy lepiej by się nadało, bo nie byłoby takie gęste? Nie wiem, eksperymentuj. Ja wybieram mleko bez dodatków nie z jakiegoś szczególnego powodu, tylko dlatego, że nie lubię takiego paprania wszystkiego dla paprania, chrzanu z gumą guar, śmietany z mlekiem w proszku i podobnych.

                      A kozie mleko próbowałaś? Ma specyficzny smak, ale niektórzy lubią. Skoro da się lubić kawę z mlekiem... ;)
            • madzioreck Re: Zrobiłam to mleko i... hmm 01.05.14, 23:48
              zrobic z wiorow takich najczesciej sprzedawanych u nas, to sa wiorki, ktore
              > przeszly procedure z pktu 3 w kraju wyrosniecia kokosa;) i to bardzo skuteczna,
              > bo mechanicznie, a nie recznie;) Czyli odcisnieto te wiorki, zanim do Europy p
              > rzyslano, zeby zabrac z nich to, co najlepsze, wiec sa nienaturalnie, niesamowi
              > cie suche. Mleko bedzie nieco oszukane, bo esencje kokosowego smaku to juz z ty
              > ch wiorkow zabrano.

              No właśnie, kupiłam sobie w końcu w puszce, nie do porównania. Nie wiedzieć po co wsadziłam puchy do lodówki, no i jak się zestaliło, to cała puszka twardej masy i kapeńka płynu, w moim domowym zupełnie odwrotnie, na wierzchu zastygła masa kokosowa, a pod nią mnóstwo wody. Ja dałam kubek wiórków i trochę ponad kubek wody, nie wiem, jak ludziom smakuje to wg przepisu, gdzie wody jest 4 porcje na 1 porcję wiórek, przecież to sama woda będzie... może jakieś wypasione wiórki skądś mają.

              Niemniej jednak do kawy to mleko jest takie sobie, trochę się warzy, choć da się to rozmieszać. Smak trochę taki, jak po wlaniu mleka, które dopiero co zaczyna kwaśnieć, w smaku niby prawie nie czuć, a w kawie lekki kwasek, a kawa robi się gęsta, strasznie toto tłuste. Nie najgorzej smakuje, ale spróbuję jeszcze ukręcić mleko z jakichś ziaren, może z dyni i słonecznika... ech, nie ma to, jak krówkowe :(
    • martvica Muffinki? 28.04.14, 16:18
      Gugiel mówi że bezglutenowe wegańskie muffiny się da zrobić, więc imho to jest dobra opcja - można do nich włożyć co się człowiekowi żywnie podoba przed pieczeniem, dają się wygodnie jeść jedną ręką.

      Przyznaję że nigdy nie robiłam, moje są glutenowe niewegańskie (acz prawie zawsze wytrawne, więc się łapią jako kanapkowa alternatywa), więc jest szansa że będą wymagać drogi prób i błędów zanim znajdziesz satysfakcjonujący przepis:)
    • madzioreck To jak już i tak nie jest o chlebie... 04.05.14, 14:46
      Jestem na diecie 11 dzień. Jem, co mogę, albo co nie jest wyraźnie zabronione. W ciągu tygodnia od rozpoczęcia schudłam 3kg. Nie byłoby w tym nic sensacyjnego, gdyby nie fakt, że oprócz jedzenia tego, co zwykle, czyli moich jednogarnkowych wynalazków, wrąbałam:
      -2 słoiki miodu
      -kilo kaszy z połową flaszki oliwy (po 2 woreczki na kolację :o)
      -porcję owoców, jaką normalnie zjadam w 2 lata, i to konkrety, banany, winogrona, mandarynki, dużo tego wszystkiego.
      -zużyłam 2 puszki mleka kokosowego
      i generalnie sobie nie żałuję. Słodzę cukrem, mało bo mało, ale jednak, bo nie jestem pewna, czy z mleka nie mogę tylko tych białek, czy laktozy też, a ona siedzi w moich słodzikach.
      No ciekawe, ciekawe.
        • madzioreck Re: To jak już i tak nie jest o chlebie... 04.05.14, 23:30
          Nie wiem, co mi zniknęło, wygląda, jakby głównie cycki. Z drugiej strony, na wodę za dużo cukru... co za diabelstwo ta dieta... Inna sprawa, że u mnie wszystko się odbija na wadze i takie wahnięcia to nie jest nic niecodziennego, tyle, że zwykle nie wiem, gdzie ta waga zniknęła albo przybyła, a teraz widać.
      • kasica_k Gofry gryczane? 05.05.14, 13:04
        Dziewczęta, nie przestudiowałam wnikliwie wątku ale wpadły mi tu gdzieś w oko gofry gryczane. Uwielbiam gryczaność, gofry też lubię (za konsystencję głównie), toteż dla czegoś takiego kupiłabym nawet gofrownicę.

        Czy któraś takie piekła i może dać linka do sprawdzonego przepisu? Marzy mi się śniadanko z goferkami...
        • teresa104 Re: Gofry gryczane? 05.05.14, 15:44
          A bliny gryczane Cię nie usatysfakcjonują? To nie jest dużo roboty, jeśli się zastosuje drożdże błyskawiczne (te suche granulki).

          Gofrów nie robiłam żadnych nigdy, zjadłam w życiu kilkadziesiąt i wszystkie w dzieciństwie, ale z obserwacji zachowania mąki gryczanej wnoszę, że konsystencja gofra gryczanego będzie zdecydowanie nie taka jak pszennego.

          Widziałam wczoraj w Leclercu popping z gryki, czy tam grykę ekspandowaną / preparowaną, jakkolwiek to nazwać. Nawet miałam wziąć, ale nie widziałam zastosowania poza zjedzeniem z torby. Tak piszę, skoro lubisz grykę.
    • madzioreck Ta dieta na pewno pomoże :P 13.05.14, 11:42
      Jeśli nie na zdrowie, to przynajmniej małżonek mój nauczy się gotować :D Siedzi, czyta, przepisy jakieś wynajduje, kupuje wynalazki. Wracam do domu, a tam obiady, przedwczoraj pstrąg pieczony, wczoraj gar botwinki... chłopa nie poznaję :D
    • madzioreck Wrażenia z diety ;) 12.06.14, 17:58
      No więc obywamy się bez chleba, mąż targa jednak pojemnik z kaszą/ryżem i dodatkami, a do złapania w garść zabiera owoce.
      Część rzeczy gotuję w niezmienionej postaci, albo zmienionej nieznacznie (zmiana przyprawy, bo miała włókno grochu czy coś tam, ulubiony gulasz bez pieczarek, chilli bez kukurydzy, chłop sobie dorzuca jak ma ochotę).

      Ja zjadam straszne ilości kaszy gryczanej - bałam się o mój żołądek, bo do niedawna nie mogłam zjeść więcej niż symboliczne 2 łyżki, żeby nie cierpieć. Teraz jem prawie codziennie, dużo, obficie zlanej oliwą i osolonej, czasem z dodatkami, najczęściej bez. Korzystamy też z jaglanej, czasem robię pseudociasto (pseudo, bo ciasto pieczone w mikrofali to... hm, ruletka) z bananami, brzoskwiniami, mąką i mlekiem z kokosa, cynamonem. Pachnie obłędnie, smakuje całkiem OK, tylko konsystencję dopracowuję ;)

      Glutek z siemienia jest rewelacyjny, choć glutek się sam w sobie nie uwalnia ;) Zgluciałą masę dodaje zamiast jajek do mielonego i robię fantastyczne pulpety, z jakiegoś powodu siemię nadaje ciekawy posmak, a same pulpeciki nie rozcapierzają się w gotowaniu.

      Używamy też mąki gryczanej (również do pulpeta zamiast buły), przy nadmiarze wolnego czasu planujemy ulepić pierogi. Michał upiekł z niej na patelni coś w rodzaju macy do pogryzania, mieliśmy zdrowe chrupanie i my, i ogony ;)
      Jemy dużo owoców, wcześniej jadaliśmy rzadko. Banany, winogrona, brzoskwinie.

      Tapioka, komosa i amarantus stoją, jakoś się ich boję :P

      Schudłam łącznie 5kg, ale to taki skutek uboczny.
      Nie mam kataru w tym roku. Śledziłam kalendarz pylenia i czekałam, kiedy się zacznie, no ale się nie zaczął. Czasem mnie zakręci, kichnę, ale to są epizody i nawet nie codzienne. w tamtym roku maj i czerwiec to była masakra i tony chusteczek, później nie wiem, bo brałam antyhistaminę. No ale OK, to ja, alergik od roku. Mój chłop, alergik na trawy, zboża i drzewa od wielu lat, odstawił na próbę swoje leki - prawie 3 tygodnie temu. nie ma kataru. Przedwczoraj byliśmy nad stawem, trawska po pachy, ścieżka w trawach, kwitną, pylą - nic. Mąż też mówi, że czasem go zaswędzi podniebienie, coś tam w nosie czuje, jakby się zbierało na katar - ale mija. W poprzednich latach, kiedy kończył się Amertil i gapa nie miał kolejnego opakowania, wszystko wracało następnego dnia.

      Przestały mnie boleć kolana, ale tu poczekam z entuzjazmem, bo nie bolą mnie chronicznie (choć bardzo często).

      Kurz już nie załatwia mnie tak, jak jeszcze niedawno. Jak wpadnę w niego nosem, to mam umiarkowany katar, jak odejdę od kurzu - mija po kilku minutach. Ale chodzi o większe skupisko, niż drobinki wzbijające się przy ścieraniu z mebli.

      Teraz alergolog będzie szukał, na co i czy mnie właściwie odczulać, bo na szczury nie reaguję ("było podejrzenie, ze to one, ale chyba nie"), na trawy w tym roku też ("więc to pewnie nie one mimo testu"), na kurz słabo albo wcale (mirnikiem jest tylko nos, bo na oskrzela biorę leki). Będą mi podawać roztocza kurzu domowego do nosa i wtedy sprawdzimy. A ja nie wiem, czy mu się lekarzowi przyznać, czy nie, do tej diety. Bo może mnie ochrzani że bzdury (nie wszyscy lekarze to uznają, zdaje się, choć jeśli by tak było, to w końcu to tylko żarcie, nie?), a może mnie ochrzani, że nie powiedziałam i to zmienia postać rzeczy (bo może katar jednak był przez trawy), albo, że zaczęłam zanim się dowiedzieliśmy.
        • madzioreck Re: Wrażenia z diety ;) 12.06.14, 19:33
          Czy ja mam przepisy... wiesz, chyba niespecjalnie, bo też i nie gotujemy jakoś diametralnie inaczej niż dotąd, a jak gotujemy, to zwykłe zupy (warzywne, pomidorowa, takie tam), albo lecza/gulasze, raczej z mięchem. Poza tym odżywiamy się od dawna prosto, naprawdę prosto, nie prosto w stylu "to podduś, to zblanszuj, to podsmaż a tamto podpiecz i podlej beszamelem" :D Kasza z oliwą (z egzotyczności - chłop polubił wodorosty i ich diorzuca, ja powąchałam i mnie cofnęło), warzywa najczęściej surowe albo w leczo, owoce, pestki sobie podgryzamy.

          To ciasto mogę napisać, nie mam pojęcia jednak, jak się zachowa pieczone normalnie.
          Wrzucałam:
          ok. 200ml (no taka miarka ;)) kaszy jaglanej (po ugotowaniu robi się więcej)
          z 1,5 banana, rozciapanego widelcem na papkę
          6-8 połówek brzoskwiń z puszki
          ze 2 łyżki mąki kokosowej
          kilka łyżek mleka kokosowego, jeśli masa za such
          z łyżeczka cynamonu
          trochę miodu (dawałam ze 2 łyżki)
          można dorzucić ze 2 łyżki masła (u mnie klarowane), ale niekoniecznie, najlepsza wyszła mi wersja bez masła (nie mam pojęcia, czy to od tego, bo zawsze coś zmieniam)

          Wybełtać to razem, wyrobić, wrzucić do formy i upiec (u mnie była żaroodporna, i do mikrofali na max moc na pół godziny).

          No nie jest to ciasto dla osób lubiących pulchniutkie wypieki, ale jako, że ja wolę zawsze zakalce, to to jest w sam raz :D Wychodzi takie... coś jakby sękacz czy coś.

          A najprostsza wersja, bardziej po prostu deser niż ciasto (choć trzyma się kupy) to wersja bazowa, którą robi moja teściowa: tylko kasza jaglana, banan na sklejenie i owoce - świeże jabłka, albo ostatnio śliwki (konfitura, czy tam powidła), i wersja II była boska :)
      • teresa104 Re: Wrażenia z diety ;) 13.06.14, 17:20
        Myślałam, że to Kosa Ci te restrykcje zalecił. Powiedzieć możesz, ostatecznie obojgu wam chodzi o to, żebyś była zdrowa, jeśli jest jakaś wskazówka, czemu jest Ci lepiej, to czemu to zatajać. Powiedz i niech się doktor głowi.
        Jeśli chodzi o wyszukiwanie alergenów, to nie nastawiaj się na szybkie znalezienie. Ja od czterech lat próbuję odróżnić alternarię czy coś tam od bylicy czy czegoś tam i jajco. Pół lata jestem przez te obserwacje uziemiona w Łodzi. Grunt, że zdrowie się polepsza.

        5 kg dla szczupłej babki jaką jesteś to cała masa, widzę to też na swoim tyłku i nie tylko tyłku.

        Pulpety robię od zawsze w ogóle bez jaj i mąk, trzeba mocno wyrobić mięso, na gładko, dobrze dolać trochę wody (buła spełnia rolę zmiękczenia mięsa po ugotowaniu, takoż woda), kulki wyrobić na gładko w dłoniach natłuszczanych oliwą, wrzucać na gorącą ale nie wrzącą wodę. Żadnego rozcapierzenia. Nie chciałoby mi się bawić w gluty:)
        • madzioreck Re: Wrażenia z diety ;) 13.06.14, 19:18
          Nie nie, Kosa w marcu powiedział mi, że następnej wizycie da mi glejt dla lekarza POZ, żebym nie musiała po recepty przyjeżdżać. Teraz jednak zmniejszył mi dawkę sterydziocha i jednak myśli o odczulaniu, tylko nie wie, na co. No nic, zobaczymy, może znajdziemy. Poplątane to wszystko.

          > 5 kg dla szczupłej babki jaką jesteś to cała masa, widzę to też na swoim tyłku
          > i nie tylko tyłku.

          No tak, ale ja miała zimowy nadbagaż, także spoko, nie znikam ;) Po prostu bez wysiłku wróciłam do letniej normy wagowej ;)

          Pulpetów bez gluta spróbuję w takim razie. Wody do mięsa też dawałam, pamiętając Twoją poradę z jakiegoś staergo wątku mojego, jak nie wiedziałam, co zjeść ;)
        • madzioreck I tu pojawia się pytanie 14.06.14, 22:16
          Po co w ogóle w mielonym jajka w takim razie? Babcia tak robiła, mama i tata, to i ja... sądziłam, że jako klej...?
          Nie pulpety, ale zrobiłam dziś kotlety mielone, normalnie smażone. Mięso, przesmażona cebulka, przyprawy. No i tłuszcz do smażenia. Wyrabiałam jak zawsze, aż się wymieszało i już, dodałam odrobinę wody - wyszły normalne, zwyczajne mielone.

          > Pulpety robię od zawsze w ogóle bez jaj i mąk, trzeba mocno wyrobić mięso, na g
          > ładko, dobrze dolać trochę wody (buła spełnia rolę zmiękczenia mięsa po ugotowa
          > niu, takoż woda), kulki wyrobić na gładko w dłoniach natłuszczanych oliwą,
          • teresa104 Re: I tu pojawia się pytanie 15.06.14, 09:50
            Kotlet / pulpet bez moczonej bułki i jajka jest bardziej zwarty, może wyjść twardy, jeśli się nie ma wprawy i nie zna myków, jest też droższy, można przecież zrobić kotlety w proporcji 1 : 1 mięsa i chleba (+ jajko, żeby to szybko związało) i z 250 gramów mięsa wyjdzie 7 - 8 kotletów i każdy z dużej familii dostanie coś do brzucha.
            Już nie pamiętam, czy ryż tolerujesz, chyba tak, jeśli się chce zejść nieco z kosztów i nagotować dużo strawy z niedużej ilości mięsa, można zrobić pulpety wyrabiając mięso z ugotowanym ryżem. Też w porządku wychodzą, zwłaszcza z dodatkiem cząbru. Dobre są z sosem chrzanowym na przykład (wtedy można darować sobie cząber). Można je zrobić małe, wrzucać na wywar warzywny z włoszczyzny krojonej w słupki i mieć pożywną zupę.
      • turzyca Re: Wrażenia z diety ;) 14.06.14, 15:25
        A ja nie wiem, czy mu się lekarzowi przyzn
        > ać, czy nie, do tej diety.

        Koniecznie mu powiedz. Szczegolnie co wyeliminowalas. Bo moze masz jakies alergie krzyzowe i fakt, ze Ci sie poprawilo, jak przestalas jesc pszenice oznacza, ze uczula Cie mietlica? Albo turowka? Albo cos innego, on sie powinien znac. To mu moze pomoc.
    • madzioreck Wrażenia z diety cd. + przepis dla Yagi :D 20.08.14, 22:26
      Nadal na diecie. Teraz jest już łatwo, mam obcykane produkty, potrawy (w tym kilka, które wymyśliła mi na poczekaniu koleżanka, kiedy u niej gościłam).

      Z mężem jest prosto - zapomniał o alergii, od dawna nie bierze leków, jego choroba jelita też nie daje żadnych, nawet delikatnych objawów, choć wsuwa rzeczy, po których teoretycznie powinno mu dołożyć, o ile nie powinien wylądować w szpitalu (kasza gryczana i inne rzeczy z dużą ilością błonnika są zakazane przy wrzodziejącym zapaleniu).

      Ja też zwykle nie mam kataru, choć okazuje się, że uczula/podrażnia mnie chyba coś w ścianach - mamy obecnie remont w kuchni, i te 3 dni, kiedy fruwał pył remontowy po skuwaniu kafelków, skrobaniu ścian i takich tam przypłaciłam katarem, jaki ostatnio miałam w listopadzie po odkurzaniu, raz też musiałam skorzystać z Berotecu, i po raz pierwszy maszyna do mierzenia wydechu pokazała mi, że mi się nie wydaje. Wieczorem i po Berotecu wykasłałam tenże pył. Ale pyłu już nie ma i wszystko wróciło do normy.
      Coś jeszcze jest, co w sumie mam od lat, od zawsze, ale nie zwracałam uwagi, póki nie zostałam prawdziwym alergikiem - miesiącami swędzi mnie jedno miejsce na skórze, tym razem w zgięciu łokcia. Swędzi, swędzi, a potem mija bez śladu, żeby po paru miesiącach wrócić w innym. Nie swędzi, o ile nie zacznę drapać ;)

      Właśnie tracę dziesiąty kilogram, i to akurat nie jest już zabawne - pierwsze kilogramy mnie cieszyły, bo pozbyłam się tego, co utyłam w zimie jedząc kanapki i folgując sobie słodyczami, dobiłam do 69, najwyższej wagi jaką miałam po odchudzaniu. Ale teraz moja waga spadła mi poniżej 60kg, znów wszystko jest na mnie za duże, łącznie z najmniejszymi stanikami, również kilkoma nowymi, chlip :(

      Doktor o diecie poinformowany, ale zjechał wymysły z IgG od góry do dołu. Perorował, że nie ma żadnych, ŻĄDNYCH dowodów na związek przeciwciał IgG z alergiami i astmą, że to wyciąganie kasy od ludzi, i że jak prawie nic nie można jeść, to wszystko można tym wytłumaczyć... hm. Więc plan tłoczenia mi do nosa roztoczy jest aktualny, będziemy teraz szukać alergenów, bo najwyraźniej nic, co wyszło w testach, mnie nie uczula^^

      Yaga, aspeszyli for you, wegedanie z kaszy gryczanej :) Koleżanka, której przed wizytą wysłałam listę, czego nie mogę, przygotowała różne rzeczy, ale jeszcze coś wymyśliła na poczekaniu, pytając: a to możesz? a to...? i jak mogłam, dorzucała "to" na patelnię :D Wyszło coś, co zdetronizowało u nas w domu inną ulubioną potrawę :D

      Proporcje mniej więcej:
      2 woreczki lub 200g kaszy gryczanej palonej
      ćwiartka małego selera
      ze 2-3 nieduże marchewki
      1 mała cukinia
      cebula
      kilka ząbków czosnku
      przyprawy: czosnek granulowany, zielona czubryca, zioła prowansalskie.

      Drobno pokrojone warzywa zostały podsmażone na oleju do jako takiej miękkości, potem dorzucono ugotowaną wcześniej kaszę i przyprawy, jeszcze chwila na patelni i gotowe.
      Można obsmażać krócej, wtedy warzywa są bardziej chrupkie, można dolać wody i trochę poddusić do wersji rozciapcianej (ja lubię jedzenie o konsystencji rozciapcianej), pewnie można też coś tam modyfikować w składnikach. Polecam bardzo, naprawdę przepyszności :)
      • teresa104 Czyli super. 21.08.14, 08:18
        Jeśli tendencja wagowa Ci się utrzyma, gorąco polecam wizytę w reserved, gdzie stanik w formie dwóch płaskich trójkątów można kupić za 15 złotych;) Stwierdzam to wesoło, bo do wielkości swoich piersi przywiązana nie jestem, nawet wolę być płaska, ale rozumiem, że można mieć inny stosunek do gruczołów (tudzież wydanej na komodę staników kasy).

        To ze ścian może po prostu drażni nadreaktywną śluzówkę.

        O, takie staniki będę kupować, ale 180 złotych!?
        www.zalando.pl/cosabella-dolce-biustonosz-z-trojkatna-miseczka-rozowy-c4721k02v-k12.html
        • madzioreck Re: Czyli super. 04.09.14, 16:36
          Żeby moje obecne D/DD nie było kiedyś J/JJ, to bardzo chętnie nabyłabym trójkąty,bo tak poza wszystkim, to bardzo mi się taki efru-fru podobają :D Ale generalnie stanikowo nie jest mi do śmiechu, ponieważ w obecnym moim rozmiarze balkonetki nie leżą, na mój rozmiar staników zatrzęsienie, ale w większości za niskie mostki, a mostki odpowiedniej wysokości mnie dziobią. Rozważam bezfiszbinowce:)

          Niestety nie umiem odróżnić, czy to podrażnienie, czy reakcja alergiczna, ale te wszystkie gipsy, gruzy i kleje do płytek załatwiają mnie na cacy. Natomiast zwykła ilość nie sprzątanego maniacko domowego kurzu (trudno o częste i dokładne posprzątanie w czasie samorobnego remontu) nie rusza już mojego nosa:D
          • ter-be Re: Czyli super. 05.09.14, 18:22
            Madziorku, a co jadasz na sniadanie? Przepis na mielone bez jaja - swietny. Zlikwidowalam je i ja i powiem Ci, ze polubilam mielone, bo przedtem nie bylo to moje ulubione danie.
            • madzioreck Re: Czyli super. 05.09.14, 18:29
              Szczerze mówiąc, nie jadam śniadań ;) Ale jeśli się zdarzy, to zwykle jest to jakaś kasza z czymś, np. jaglana z masłem :) Nie ma u nas porządku posiłków, czasem cały dzień jemy to, co chciało się ugotować, a nie ukrywam, że nie chce mi się za dużo stać przy garach ;)
    • madzioreck Złamałam dietę i pożałowałam 21.11.14, 01:27
      Jak już zaczęłam to i się "pochwalę". Odwiedziliśmy niedawno znajomych. No i tak jakoś wyszło, że podstawiono nam pod nos piwo... zimne, fajne piwo. No i nie dałam rady... przeszłam bezgrzesznie 7 miesięcy Dukana i przeszło pół roku diety obecnej, a złamało mnie PIWO! Żebym ja chociaż lubiła piwo... a nie lubię. Urok zakazanego chyba... i kosteczka mozarelli zrobionej przez gospodynię (chyba nigdy nie jadłam mozarelli i też mnie rozczarowała, jak już zgrzeszyć, to choć goudą zwykłą mogłam...). Gdybym wiedziała, co mnie czeka, to bym to piwo wylała do kwiatka jakiego, albo przynajmniej nażarła się tego, co naprawdę lubię ;)

      No ale. Przez 2 dni po wyskoku tylko burczało mi we flakach. Natomiast trzeciego dnia:
      -zaatakował mnie paskudny katar, któremu nawet steryd nie od razu dał radę, nos zatkany na amen
      -rozbolały mnie kolana, co mnie ostatecznie upewniło, że boleć mnie przestały dość dawno (dziwne, wiem, ale jak się z czymś żyje od zawsze, to jakoś się już nie zwraca za bardzo uwagi)
      -co po mnie szczur przemaszerował, zostawiał ze 2-3 bąble i swędzenie jak cholera (od dawna tak się nie działo, w trakcie diety tylko u weterynarza, kiedy wijący się szczur wbijał pazury, posikując ze stresu, ale i to mijało po umyciu rąk i 3 minutach, i to też już ładnych parę miesięcy temu ustąpiło)
      -wskoczyło mi natychmiast 2,5kg, ale to już tylko wisienka na torcie i to akurat mogłoby zostać, ale zniknęło bez śladu po kilku dniach grzecznego dietowania.

      Trwało wszystko tak ostro ze 2 dni i stopniowo mija.

      To ciekawe swoją drogą - kilka piwek i/lub okruch sera dokonało tego, czego nie dokonały 2-miesięczne starania w postaci tabliczki czekolady co drugi dzień tak mniej więcej. Efekt taki, że rzygam już czekoladą, a ważę znów 59kg :/

      Niech sobie Kosa mówi, co chce. Ja zostaję na diecie, trzymam szczury, odkurzam*, albo nie odkurzam jak mi się nie chce, a Kosa niech bada, co mu się żywnie podoba i się upiera, że "to niemożliwe i nie ma związku".

      *nie chwaliłam się - jakiś czas temu musiałam spróbować odkurzania w trybie pilnym. Męża nie było, a szczura jedna mi szklankę z biurka zrzuciła i stłukła. Ogony na wybiegu, a tu pół pokoju szkła, niech się dzieje co chce, pomyślałam (lepszy katar niż szkło w 6 kompletach łap i podwozi wijących się stworzeń), i odkurzyłam. I nie stało się nic. Żadnego kataru, żadnych duszności. Nie tykałam odkurzania od diagnozy i tego masakrycznego kataru i duszności tuż przed testami (wtedy też odkurzałam szkło).

      Mąż zero reakcji, ale u niego brak był dolegliwości stałych, choroba jelit w postaci dość łagodnej i niezbyt często dającej do wiwatu, a z alergii jedynie pyłkowiec, więc mu się upiekło.
      • teresa104 Re: Złamałam dietę i pożałowałam 21.11.14, 07:29
        No to reakcja dość odroczona, jak da się zauważyć. Może jednak chodziło o coś innego? Za jakiś czas zrób ponownie eksperyment.

        Ja czasem zgrzeszę jakimś naleśnikiem na mieście i specjalnie mi to nie szkodzi. Ale fakt że poprzestaję na jednym.

        Po piwie czuję się zamulona, po jednej szklance, smak lubię, ale w ogóle nie tykam. Chyba że Beamisha;)

        • madzioreck Re: Złamałam dietę i pożałowałam 21.11.14, 11:15
          Tak, odroczona, tak to przy IgG działa i dlatego tak trudno samemu na to wpaść, inaczej, niż przy "zwykłej" alergii pokarmowej. Kiedy codziennie się futrujesz tym i głównie tym, co szkodzi w trybie opóźnionym, no to raczej trudno w ogóle powiązać cokolwiek z jedzeniem, nie mówiąc o tym, żeby wpaść, które to... pewnie za jakiś czas sprawdzę, choć już raczej nie piwem ;)
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka