zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jadacie?

17.11.08, 11:17
od paru lat "walcze" z waga i zawsze wydawalo mi sie, ze "na starosc" (i
zwlaszcza po ciazach) moja przemiana materii po prostu spowolnila i, jedzac
tyle samo, co dawniej, tyje...
ale ostatnio, gdy przeczytalam na zaprzjaznionym forum, co i ile dziewczyny
jadaja, to stwierdzilam, ze to nie moja przemiana materii jest winna, ino...
obzarstwo... tyle, co one jedza w ciagu calego dnia, ja zjadam na jeden
posilek...
staram sie odzywiac racjonalnie i zdrowo. jem 3 razy dziennie, ale solidnie
(tak mi odpowiada, nie pasuje mi zupelnie wersja 5 mniejszych posilkow, wtedy
ciagle jestem glodna i podjadam). rzadko podjadam. slodyczy malo - zwyczajowa
gorzka czekolada po obiedzie, to w zasadzie moj jedyny regularny grzeszek...
cukru prawie wcale, bialej maki prawie wcale... sporo warzyw, malo owocow.
moze jadam troche za tlusto (lubie, zostalo mi z dziecinstwa ;), ale za to
malo wegli (raz dziennie), wiec zgodnie z nowoczesnymi teoriami nie jest tak
zle ;)

troche ruchu mam (ale mogloby byc wiecej)

... i ciagle jestem na granicy nadwagi (BMI mi oscyluje miedzy 24 a 25)...

czy ja jem za duzo?
czy jednak mam slaba przemiane materii?

niby recepta jest jedna - mniej jesc ;)
ale interesuje mnie, jak to jest u Was...

ile jadacie? i co?
i czy szczuple jestescie :)

nie wiem, czy tamto moje zaprzyjaznione forum jest niemiarodajne, czy
rzeczywiscie, zeby byc szczupla (lub normalna - BMI w normie), trzeba sobie
"oszczedzac" jedzenia...

ps. po odpowiednim ostanikowaniu sie (i kupieniu swietnie lezacych spodni ;)
wszyscy mi powtarzaja, ze schudlam :) wiem, ze nie, ale fajne jest takie
empiryczne potwierdzenie teori stanikowych :) bo faktem jest, ze biust mam
swietny w nowych stanikach (mimo, ze mam ich niewiele ;)
    • luliluli Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 11:35
      ja uważam, że najważniejsze to sie ruszać:) wszelkie spadki wagi,
      jakie zaliczyłam, osiągnęłam zostawiając diete w spokoju, a
      zwiększając wysiłek fizyczny (ale tez bez przesady).

      Jadam 3 posiłki dziennie (czasem 4, 5 nie odpowiada mi zupełnie).
      - Sniadanie o 6 (zazwyczaj chleb wieloziarnisty z czymkolwiek albo
      płatki jak dla dzieci, owsiane tylko latem jak mam jakąs
      supermotywację, aby sie zdrowo odżywiać:)
      - Jogurt - między 6 a 10.
      - Drugie śniadanie ok. 10 w pracy (zazwyczaj kanapka, zazwyczaj z
      zółtym serem :P i jakimś warzywem albo nawet drożdżówka).
      - Obiad ok. 16.30-17.30, różnie bardzo, jadam wszystko od bigosu,
      pierogów, gołąbków przez ryby z warzywami, zupy aż po sałatki z
      kiełkami:)
      Z racji późnego obiadu nie jestem zazwyczaj głodna w porze kolacji,
      dlatego "do faktów" popijam herbatę, podgryzam jakieś dziwactwa jak
      dynia czy słonecznik, albo popijam wino lub grzańca (zimą to
      uwielbiam!), albo też nie spożywam całkiem nic:)
      W ciągu dnia zdarza mi się sporadycznie wszamać jakieś Kinder Bueno,
      albo lody, albo ciasteczka, nie umiem przegryzać marchwii, bakalii
      czy innych zdrowotności:)

      Mam tendencję do przybierania "puchu" zimą, jednak od kilku lat
      wahania mojej wagi to co najwyżej 0,5 kg w górę zimą lub 0,5 w dół
      latem. Jednak latem jestem zawsze sporo szczuplejsza (wizualnie).

      Generalnie wiem - jadam za dużo słodyczy i uprawiam za mało ruchu:)
      Teraz chodzę 2 x w tygodniu na taniec brzucha, kiedyś tyle samo na
      jogę. Latem dużo chodzę.
      Aha - waże 55 kg (a mam 162 cm wzrostu) i jestem zadowolona ze
      swojej sylwetki - mogę się czepić jedynie brzuchowych okolic (tu mi
      się gromadzą te wszystkie princessy i ziemniaki;)), które
      sukcesywnie umięśniam tańcem:D

      Podsumowanie: jakbym miała odmawiać sobie wszystkiego dobrego, żeby
      zrzucić 1 kg (lub zamieniać wafelki na rzodkiew lub ziemniaki na
      brązowy ryż), to bym od razu poszła się powiesić. Jedzenie to dla
      mnie coś więcej niż tylko wrzucanie czegoś do żołądka:)
      • kura17 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 11:59
        ja Cie widzialam na blogu o ubraniach (w czerwonej bluzce to Ty bylas??). piekna
        masz figure, chcialabym odpowiednik takiej (jestem sporo wyzsza) :)

        ja wezme nawet 10 kg wiecej od Ciebie, ale na razie i do tego mi duuuzo brakuje
        :) wazylam kiedys 68kg i uwazam (nieskromnie), ze wygladalam swietnie (jestem
        spora kobieta i mam mocne, solidne, ciezkie kosci). jakbym jeszcze wtedy stanik
        dobry miala, to hoho :)) zadowole sie rowniez 70kg (i dobrym stanikiem)...
        • luliluli Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 12:41
          nie jestem dietetykiem (ale jest tu ktoś, chyba daslicht), ale może
          to dlatego, że rzadko jadasz? cośtam czytałam na temat indeksu
          glikemicznego i paru innych ciekawostek i wniosek jest taki: jak nie
          jesz czegokolwiek przez więcej niż ileśtam godzin, to organizm
          przestawia się na taki oszczednościowy tryb, dokładnie nie
          wytłumaczę, bo się nie znam, ale krótko mówiąc chodzi o to, żeby nie
          pozwalać na długie przerwy:)
          a teraz domowe sposoby, dzięki którym schudłam (znowu tylko
          wizualnie:
          na czczo pijesz szklankę wody z sokiem z cytryny (jesli wieczór
          przed wrzucisz tam łyżeczkę cukru, a rano dokapiesz trochę cytryny
          masz idealny koktajl witamin na zimowe przeziębienia) to oczyszcza
          organizm:)
          śniadanie obojętnie jakie, bo i tak masz cały dzien na spalanie
          (najważniejsze to coś zjeść, a nie jogurt i łyk soku, bo to tylko
          drażni biedny głodny brzuch:P)
          obiad rozmaicie:) polecam kiełki słonecznikowe, mniam. Nie znosze
          kiełków, ale te smakują jak świeży słonecznik prosto z ogrodu i są
          bardzo zdrowe:) no i ruch! choc o ile pamietam, jezdzisz rowerem,
          prawda?
          • luliluli Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 12:42
            zapomniałam dygnąć za komplement;) <dyga>
          • luliluli MIOOODU, nie cukru 17.11.08, 12:44
            wrrr, nie ma jak pisanie z pracy, do szklanki wrzucasz łyżeczkę
            miodu, nie cukru oczywiście:)
          • kura17 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 13:03
            jezdze rowerem, spaceruje z dziecmi, gimnastykuje sie (krotko, ale prawie
            codziennie) :)

            i tez jem solidne sniadania - bez tego ani rusz!
            obiady tez niczego sobie...
            i lekka kolacja :)

            a sposob z woda z cytryna wykorzystam, bo uwielbiam wode z cytryna (i kostka
            lodu)! w czasie pierwszej ciazy tak mnie do tego ciagnelo, ze nic inne w
            zasadzie nie gasilo mi pragnienia... pijalam ta wode litrami... ale jakos nigdy
            na czczo, nie przyszlo mi to do glowy :)
    • urkye sport sport sport :D 17.11.08, 12:27
      To jest moja recepta na figurę;) Biegam i jeżdżę na rowerze-ćwiczeń takich
      zwykłych w miejscu nie trawię, nudzę się już po 1 serii ;)

      Fakt, jestem młoda, jeszcze studiuję :P Zobaczymy co będzie po dzieciach... no
      ale na dzień dzisiejszy sam sport mi wystarcza, mogę jeść co chcę, wystarczy, że
      codziennie wieczorem pójdę biegać tak na pół godzinki (wychodzi jakieś 5 km
      biegu, to na prawdę nie jest dużo, warto spróbować:))
      Jem dość normalnie-tzn bardzo dużo na śniadanie i 2 śniadanie (czasem i 3
      śniadanie się zdarzy;))) i potem coś na obiad-chociaż prawdę mówiąc, nie
      przepadam za obiadami:P Jem dużo "zakazanych" rzeczy-białe pieczywo, mnóstwo
      tłustych serów, słodycze... ;) I nie stosuję żadnych diet;)

      Ostatnio namówiłam mamę (49l.) na bieganie-początki są trudne-już po 200m biegu
      łapie zadyszkę, to idziemy 100m. Potem 300m biegu i znowu 100m marszu. Za
      tydzień mama będzie już biec 2km bez zatrzymania-pamiętam doskonale swoje
      początki:) Po 500m umierałam:P I co? po roku przebiegłam maraton;)
      Systematyczność działa cuda:D No i zgubiłam 10kg bez żadnej diety. W ogóle
      bieganie jest fajne-ma się poczucie lekkości po biegu i spełnienia dobrego
      uczynku dla siebie :D No i nie trzeba się zadręczać jakimiś bezsensownymi
      dietami... Wszak jedzenie to przyjemność:))) Ach i jeszcze bardzo fajna
      sprawa-bieganie to chyba najtańszy sport na świecie-nie trzeba kupować
      specjalnego sprzętu, można biegać w adidaskach i zwykłym dresie, czy czymkolwiek
      innym co akurat jest w szafie;) A jak spodoba się nam bieganie, wtedy warto
      zainwestować w specjalne buty z amortyzacja (ok.300zl).

      Polecam Tobie gorąco bieganie-spróbuj:D Wieczorem załóż adidasy i idź biegać:)
      Na początku biegnij systemem-2min. wolnego truchtu, 1 min. marszu. I tak przez
      pół godziny, wystarczy:) Na następnym treningu staraj się wydłużyć okres biegu,
      mniej marszu. Biegaj codziennie, a zobaczysz, że po tygodniu dystans jaki
      będziesz w stanie przebiec bez marszu się mocno wydłuży:D +Bonus pt. lepsze
      samopoczucie i spadek wagi :D

      O rany, ale się rozpisałam:D Ale to dlatego, że zaczęłam pisac o bieganiu:D
      Serio, to niesamowicie wciąga:D
      • luliluli Re: sport sport sport :D 17.11.08, 13:07
        > Polecam Tobie gorąco bieganie-spróbuj:D Wieczorem załóż adidasy i
        idź biegać:)
        > Na początku biegnij systemem-2min. wolnego truchtu, 1 min. marszu.
        I tak przez
        > pół godziny, wystarczy:)

        o jeny! potwierdzam, bieganie dużo daje, ALE:
        jak przed ślubem chciałam schudnąć i zaczęłam biegac (co prawda
        wybiegłam tylko 5 razy), o mało ducha nie wyzionęłam! Po minucie
        biegu po lesie za domem, miałam w gardle kluche, bolały mnie płuca,
        trzęsły mi się nogi, i nie mogłam złapać tchu.
        Moja metoda ("na lenia") to ćwiczyć takie zwykłe gimnastyczne
        wygibasy jak pajace, brzuszki, skłony, etc. co rano przez jakies 20
        min. to naprawde mało, a daje tyyyyle:)
        I wszelkie zabawne, ciekawe, nowe i interesujące formy aktywności
        fizycznej. Ja (zagorzały wróg ruchu jak kiedyś sądziłam) uwielbiam
        taniec brzucha, jogę, itp. Nie znoszę aerobikowo-podskokowo-
        szaleńczych ćwiczeń:)
        • kura17 Re: sport sport sport :D 17.11.08, 13:12
          no ja wlasnie taka gimnastyke robie, ale wieczorem. rano nie da rady, chyba
          musialabym o 4 wstawac, bo nasze dzieci regularnie budza sie kolo 5 :)

          a na "zorganizowane" cwiczenia na razie czasu brak :( marzy mi sie, od lat,
          taniec (taki nowoczesny, albo jazz, albo cus), ale jakos nie moge sie zebrac...
          jest nawet blisko mnie "szkola baletowa", ktora prowadzi rozne takie fajne
          kursy, ale ceny mnie powalaja :(
          moze jednak zainwestuje w siebie? albo pozwole mezowi, on to lubi? ;)
        • urkye Re: sport sport sport :D 17.11.08, 14:09
          > jak przed ślubem chciałam schudnąć i zaczęłam biegac (co prawda
          > wybiegłam tylko 5 razy), o mało ducha nie wyzionęłam! Po minucie
          > biegu po lesie za domem, miałam w gardle kluche, bolały mnie płuca,
          > trzęsły mi się nogi, i nie mogłam złapać tchu.

          achhhh... typowy błąd :D Pewnie biegłaś za szybko i stąd taka reakcja
          organizmu-na początku trzeba biegać wooooollniuuuuuutko, minimalnie szybciej niż
          szybki marsz, a nie od razu szybki bieg;) I na początku koniecznie marszo-bieg a
          nie sam bieg! :D Kurcze, taki początek biegania to by każdego zniechęcił;)
          Rzadko kto ma taką kondycję, by od razu przebiec spory dystans:P
      • kura17 Re: sport sport sport :D 17.11.08, 13:09
        widac, ze jestes pasjonatka biegania :))
        fajnie sie to czyta...

        ... jej, ale mi sie nie chce... ja leniwa jestem... dodatkowe pol godziny
        dziennie na "obowiazki" wydaje mi sie, ze to tak duuuuzo ;)
        poza tym, przyznam szczerze, dla mnie bieganie jest... nudne...
        no i ciemno jest tak szybko... i zimno i buro i ponuro... jak sobie pomysle, ze
        kolo 21 (wtedy dopiero mam czas) musze wyjsc i biegac przez pol godziny, to az
        mnie ciarki przechodza... ;)

        fajnie byloby, gdybym miala kogos do biegania - jak Twoja mama :)
        ale raczej nie ma szans :(
        nie wiem, czy sie zbiore w sobie... musze to przemyslec... latwiej by bylo,
        gdyby bylo teraz lato...

        ... hehe, widze, ze zaczynam sie zachowywac jak Kuraiko (prosze, nie obraz sie,
        nasz forumowy Klapouszku :)))
        • urkye Re: sport sport sport :D 17.11.08, 14:17
          Jak już się zaczęła uczelnia;) To chodzę biegać właśnie o 21-23, potem od razu
          kąpiel i do wyrka:P Bardzo fajnie się biega wieczorem-ludzi już w ogóle nie ma:)
          Ej ej-masz złe podejście-to nie jest "obowiazek", ale czysta przyjemność :D
          Najgorsze to zacząć, fakt, początki są tragiczne;) Ale potem jest super, wciąga
          i w ogóle :D
          A nie masz jakiejś koleżanki-sąsiadki? Może byście razem spróbowały? We 2 zawsze
          raźniej :) No i można poplotkować... :P A jeśli nie znajdziesz nikogo chętnego,
          to zawsze mp3 zostaje:D I uwierz, to nie jest nudne, bieganie w samotności daje
          możliwość pobycia tylko ze sobą, przemyślenia wszystkiego i w ogóle :) Swoją
          drogą-najlepsze pomysły (czy na projekt na studia, czy ogólnie życiowe;P)
          przychodzą mi do głowy właśnie jak biegam:D

          ps. gdyby było lato, to bardziej by Ci się nie chciało biegać-tak
          gorąąąąąąąąąącooooooo:P Serio, serio :) Teraz jest lepsza pogoda:) Tylko
          obowiązkowo szalik i opaska na uszy :) Aha-wiesz, że od biegania niesamowicie
          poprawia się odporność organizmu? :P No same plusy! :P
          • kura17 Re: sport sport sport :D 17.11.08, 14:29
            cos Ty, jakie przemyslenia??? ja bede walczyc, zeby nie umrzec z wyczerpania :)))

            moja siostra biegala codziennie rano, przez lata. teraz jezdzi do pracy rowerem
            (ok 40 min w jedna strone), wiec juz nie biega, bo twierdzi, ze sportu ma
            wystarczajaco :)
          • plica Re: sport sport sport :D 17.11.08, 22:41
            jak czytam twoje posty o bieganiu, to oczyma wyobrazni widze Cie niecierpliwie truchtającą w miejscu :)
            • urkye Re: sport sport sport :D 18.11.08, 22:10
              :D
        • monika_i Re: sport sport sport :D 18.11.08, 10:01
          oj kura, kura, ale z ciebie maruda.

          ja tez len jestem, rower stoi od lata w komorce i nie mam ochoty go
          wyciagnac, chociaz mieszkam przy samym lesie wiec mam gdzie jezdzic.
          moze jak sie przeprowadze to zaczne znowu na basen chodzic,
          niedaleko zlobka jest kompleks sportowy i moze sie zmusze zeby
          chociaz trzy razy w tygodniu sie wybrac?
          nienawidze sie meczyc, pocic, brudzic, fuj. basen to jedyna forma
          aktywnosci fizycznej ktora jestem w stanie zaakceptowac. wszelkie
          wygibasy na aerobiku badz silowni to dla mnie katorga.


          lubie jesc :) ale odkad wrocilam do pracy to nie mam czasu, kuchnia
          w polowie spakowana w kartowe pudla, na podlodze walaja sie moje
          ubrania i zabawki, w domu tylko spie, bo inaczej moje poczucie
          estetyki cierpi. juz sie nie moge doczekac konca tej przeprowadzki,
          ugotuje sobie jagniecinie z okra i bede jesc, jesc jesc.....
    • pitupitu10 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 12:37
      > od paru lat "walcze" z waga i zawsze wydawalo mi sie, ze "na starosc" (i
      > zwlaszcza po ciazach) moja przemiana materii po prostu spowolnila i, jedzac
      > tyle samo, co dawniej, tyje...

      Z wiekiem rzeczywiście przemiana materii spowalnia, zmiany hormonalne i te
      sprawy. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy.

      > ale ostatnio, gdy przeczytalam na zaprzjaznionym forum, co i ile dziewczyny
      > jadaja, to stwierdzilam, ze to nie moja przemiana materii jest winna, ino...
      > obzarstwo... tyle, co one jedza w ciagu calego dnia, ja zjadam na jeden
      > posilek...

      Dlaczego zakładasz, że jakieś anonimowe osoby na jakimś forum dobrze się
      odżywiają? Bo tak napisały? Taa.. znam takie wpisy. "Na śniadanie jem jedną
      kromkę z serkiem, o 16 jedno jabłko, a na kolację jogurt, oczywiście bez
      owoców." A później płaczą, że im włosy wypadają. Stosując cudowną i wychwalaną
      pod niebiosa dietę 1000kcal można tylko sobie spowolnić przemianę materii i
      schrzanić zdrowie.

      > niby recepta jest jedna - mniej jesc ;)

      Więcej się ruszać! 30 minut spaceru, rower, basen, etc. Wiele osób po
      przeczytaniu słowa "ruch" ucieka w popłochu, no bo przecież "ruch" to 2 godziny
      aerobiku codziennie. Spacer z psem? Nieee, przecież po tym nie jest się
      czerwonym, nie pada się na twarz i nie ma problemu z oddychaniem, więc się nie
      liczy... :/

      Kuro, my możemy się tutaj produkować, wypisywać jadłospisy, itd., ale nie możesz
      traktować tego co ktoś napisze jako idealną receptę na szczupłą sylwetkę. Ludzie
      mają różną przemianę materii, wiek, pracę, styl życia, upodobania kulinarne...

      Samemu trudno ocenić, czy je się zdrowo, czy nie. Może przejdź się do
      dietetyka/dietetyczki? Lekarz cię zbada, oceni, czy dobrze się odżywiasz i da ci
      kilka dobrych rad.

      Możesz też zbadać poziom hormonów, może po ciąży ci zaczęły szaleć?

      IMO trochę więcej ruchu powinno wystarczyć.


      I proszę nie pisać o tym, że jedzenie to "grzech", a z ciałem trzeba "walczyć",
      bo dostaję białej gorączki jak to czytam. ;)
      • kura17 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 13:01
        nienienie... nie chce, zebyscie za mnie ukladaly dobre jadlospisy :)
        po prostu chce zobaczyc, czy ja (statystycznie) za duzo jem. po wpisach na
        tamtym forum sie przerazilam - bo moze rzeczywiscie sie obzeram (choc tak nie
        uwazam). mam malo porownania "na zywo". moj maz, troche wzyszy ode mnie, wazy
        mniej wiecej tyle, co ja, jada jednak mniej ode mnie; nie duzo mniej, ale mniej
        (i od 20 lat ma ta sama wage :).
        nie sadze, aby tama dieta opisana na forum byla zdrowa (w zasadzie opisalas ja
        idealnie ;)). mysle, ze moja nie jest taka zla (jesli chodzi o zdrowie). tylko
        powaznie zastanawiam sie, czy nie jem za duzo i stad te klopoty. a ja bardzo
        lubie jesc, ograniczenie jedzenia to dla mnie "klopot" :)

        i jako grzechy rozumiem rozne "syfy" jedzeniowe (slodycze, chipsy itp), a nie
        normalne jedzenie.

        niby wiem, ze ruch to podstawa... od ponad miesiaca pracuje nad rozruszaniem sie
        :) codzienna (prawie, jak leje to nie daje rady...) jazda do pracy rowerem,
        prawie codzienna krotka gimnastyka wieczorem. spacery z dziecmi :) ale zadnych
        efektow, poza lepsza kondycja, nie widze...
        na wiecej troche nie mam czasu... dni takie krotkie i tak malo widuje dzieci po
        pracy... i meza... o tej 20-21 to bym chciala miec troche czasu dla siebie, a
        nie na sporty ;) zycia za malo na to wszystko...
      • masza.s Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 16:17
        Popieram pitupitu. 1000 kalorii to za mało! Trzeba się najadać. I to widać - po
        skórze, paznokciach, włosach.

        Nie jestem dietetykiem, ale natrafiłam na dietę IMHO najlepszą, czyli w zasadzie
        na styl życia MM i bardzo mi on pasuje. Bardzo. Widzę znaczą różnicę w ogóle w
        tym, jak jem, co jem i dlaczego jem i jak wyglądam.

        A z ciałem się współpracuje. Jedzenie jest pycha. Ja zaraz wsunę kurczaczka i
        brokuły. Do oporu. ;)
        • wera9954 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 16:31
          Popieram :) Jedzenie jest mniam i nie mam zamiaru się głodzić ;) Po głodówkach
          bardzo szybko się wraca do dawnej wagi, a często jeszcze dodatkowo tyje.
    • angella456 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 13:40
      Ruch to podstawa. Mnie załatwiła moja praca - siedząca, przed komputerem, w
      domu. Przegapiłam moment, kiedy należało albo zacząć się więcej ruszać albo
      mniej jeść. Teraz walczę ze skutkami - przybyło mi jakieś 5-6 kilo i BMI mi
      wylądowało na granicy nadwagi.
      W pobliżu nie mam żadnej siłowni, a nie chciało mi się poświęcać godziny na
      dojazdy po to, żeby godzinę poćwiczyć, więc zainwestowałam w DVD. W moim
      przypadku się sprawdza, bo jestem systematyczna, a efekty, które już widzę
      mobilizują najlepiej.:)
      Jedzenia nie ograniczałam ilościowo (zresztą z racji pracy w domu i wcześniej
      jadałam w miarę regularnie 4-5 posiłków dziennie), tylko zmieniłam to co jem -
      więcej warzyw, owoców, sałatka zamiast kanapek itp. Nie znaczy to, że
      zrezygnowałam z pizzy, czekolady itd. Po prostu jem ich mniej, ale jeśli mam
      ochotę, nie odmawiam sobie. I tak sobie powoli chudnę.
    • tfu.tfu Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 13:46
      albo hormony :) ja mam PCOS i chudnięcie to u mnie jedynie wynik działania
      hormonów, tycie też. mogłabym się zagłodzić na smierć i nie schudnę nic a nic,
      mogę żyć naleśnikami i kluchem wszelakim i spada mi w 2 tygodnie 2 rozmiary.
      w moim przypadku należało polubić ;) no a jak arabelkę sorbetową i aragona
      zakładam, to już w ogóle nawet kocham ;)
      joga pomaga, ale tak na serio pomogłaby chyba tylko kuracja hormonalna, o której
      z innych przyczyn zdrowotnych mogę na razie zapomnieć.
      a, nauczyłam się jeść tylko wtedy, kiedy rzeczywiście jestem głodna. nie
      odmawiam sobie niczego, staram sie po prostu jadać zbilansowane posiłki.
      • klymenystra Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 22:30
        tfu tfu ja tez mam PCOS i mi lekarka zalecila wlasnie diete MOntignaca jako
        sposib na unikniecie otylosci cukrzycowej PCOSowej. Z tym, ze ja biore Diane, po
        ktorej nie przytylam, wiec jest mi latwiej, ze moja waga zalezy tylko ode mnie.
    • yaga7 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 15:24
      Mnie po 30 na pewno siadła przemiana materii.
      Staram się jeść mniej, staram się mniej podjadać, ale niestety, nie rzucę piwa, słodyczy, pizzy i chipsów. No nie rzucę i już ;))) Co najwyżej mogę spróbować rzadziej to wszystko jeść.

      Co do ruchu - od paru miesięcy łażę na fitness, raczej nieregularnie, jak mam czas to idę, czasem 2,3 razy w tygodniu, czasem wcale. Raz poszłam na siłownię i kręgosłup mi wysiadł, bo się przetrenowałam ;)) Po fitnessie na pewno nie schudłam, ale nabrałam trochę mięśni i brzuszek się wyrównał trochę ;)

      Mnie na pewno gubią słodycze i przekąski. I piwo ;))) Gdyby mi się udało te powyższe zredukować o połowę, podejrzewam, że by pomogło.

      A z drugiej strony - niby tak narzekam na swoją przemianę materii, ale tak naprawdę nigdy nie miałam bardzo dużych wahań wagi i w sumie teraz ważę ok 7 kg więcej niż ważyłam w liceum. Uważam, że nie jest to tak źle ;)) Biorąc pod uwagę, że w życiu żadnych diet nie stosowałam i nie odchudzałam się dłużej niż przez trzy dni ;)))
    • masza.s AAAAa KURO! 17.11.08, 16:06
      Trzeba jeść tyle, ile się chce. O ile pamiętam, mówiłaś, że byłaś na MM, tak?
      Być może dlatego nie możesz schudnąć, bo chcesz jeść coraz mniej. Absolutnie
      ograniczenia jedzenia w ilości i kcaloriach powodują spowalnianie się przemiany
      materii i nie warto.

      Ja jem za mało i to mój wielki problem.
      • masza.s Re: AAAAa KURO! 17.11.08, 16:15
        A. Ja się odżywiam dość zdrowo - staram się. 5 posiłków dziennie to dobra opcja,
        ale wiem, jaka trudna. Dzisiaj jestem w szkole krótko, jutro i przez następne 2
        dni będę od 7:45 do 17:00, bez dojazdu, w piątek do 16:00 od 8:30. To dużo.
        Jednak sama zauważam, że jedzenie regularnie i często mi pomaga.

        Jedzenia ograniczać nie zamieniam, tak samo, jak się nie ważę i nie liczę
        kalorii. Mogłabym schudnąć jeszcze - jak wyjdzie, zobaczymy.

        Dziewczęta z Twojego forum będą niedługo tyły po zjedzeniu jabłka, tak sobie
        rozwalą organizm. Jedz, jedz, jedz, tylko zdrowo.

        I pamiętaj, że owoce fermentują w żołądku - dlatego rano, przed śniadaniem (
        oprócz jagód, jeżyn, truskawek i czegoś jeszcze chyba :>).

        Do podgryzania warzywka się u mnie sprawdzają.
      • kura17 Re: AAAAa KURO! 17.11.08, 19:57
        Masza :) ja jem, naprawde jem sporo!
        po pierwsze jeszcze karmie, a po drugie nienawidze byc glodna :)

        naprawde, u mnie poroblemem nie jest jedzenie za malo.
        jem tak, by nie byc glodna. mysle, ze w kaloriowych normach tez sie mieszcze...
        ... mysle, ze jem za duzo ;)
      • kuraiko Re: AAAAa KURO! 17.11.08, 22:53
        masza ----> jak byłam w liceum, to czasem "zmniejszałam" sobie
        żołądek... jadłam mniej i mniej i w końcu potrzebowałam mniejszych
        porcji... to działa ;) ale czasem miałam takie jazdy, że jadłam
        naprawdę bardzo mało w pierwszej części dnia, potem słonecznik, ryż
        na mleku, no pewnie mało na obiad, coś tam na kolację i przez to
        przegładzanie się przez pół dnia miałam "zrąbane jelita", tzn co
        chwilę problemy żołądkowe, ból brzucha :/ ogólnie nie polecam ;)
        no ale to chyba bolączka i tych co mają na rano do szkoły, a w
        szkole nic sensownego do jedzenia nie ma, oraz osób pracujących nie
        mających dostępu do zdrowego jedzenia. sposób myślenia na
        zasadzie "jeśli mam zjeść pszenną drożdżówkę albo seven days to już
        wolę nic nie jeść" no i ja tak często mam :/ inna sprawa że jak
        miałam praktyki prawie rok temu, to brałam ze sobą jabłko i jak już
        miałam go zjeść, to szef zawsze mi coś wynajdywał, heh...
        • masza.s Re: AAAAa KURO! 17.11.08, 23:12
          Zjedzenie jabłka to 5 minut, naprawdę, zawsze można to zrobić. Nie dziwię się,
          że łatwo tyjesz przy takiej diecie - każdy by utył. Pewnie, że głodzenie działa,
          tj. chudniesz, ale rozwalasz sobie cały organizm i potem głupie jabłko sprawia,
          że tyjesz. Tym bardziej, że w liceum 1000 czy 1200 kcal to ZA MAŁO.
        • pierwszalitera Re: AAAAa KURO! 17.11.08, 23:57
          kuraiko napisała:

          > masza ----> jak byłam w liceum, to czasem "zmniejszałam" sobie
          > żołądek... jadłam mniej i mniej i w końcu potrzebowałam mniejszych
          > porcji... to działa ;)

          Acha, działa. ;-) Do tego baaaardo skutecznie. Najprostszy sposób na oszczędną przemianą materii i nadwagę. Będziesz leciała tak dalej, za dziesięć lat masz murowanie 10 kg więcej na żebrach. Jesz mniej niż potrzebujesz kalorycznie, przy pierwszej okazji twój organizm tyje "na zapas". Biologii nie oszukasz. Genów na odchudzanie niestety nie mamy, natomiast na "głodne" czasy przygotowała nas ewolucja. :-)
          • kuraiko Re: AAAAa KURO! 18.11.08, 00:24
            z tym że ja nie tyłam ;) przez wiele lat tyłam w zimie ok 2kg i
            chudłam na wakacjach podobnie... czyli średnio ważyłam ok 59kg
            właściwie od końca podstawówki do przełomu 2006/2007 roku. nigdy nie
            miałam czegoś takiego jak koleżanki z roku, którym zdarzało się utyć
            np 5kg przez siedzenie na tyłku. ja po prostu cały czas się
            pilnowałam i przez ok 10 lat utrzymywałam w miarę stałą wagę. to
            fakt, że nie mogłam schudnąć, ale też nie tyłam.

            poza tym pisałam, że zmniejszanie żołądka było w LICEUM, czyli dobre
            kilka lat temu (a tak z 6 ;) ), jak tylko zaczęły mi przeszkadzać
            dolegiwości, to to zarzuciłam...
            • pierwszalitera Re: AAAAa KURO! 18.11.08, 00:34
              kuraiko napisała:

              > z tym że ja nie tyłam ;) przez wiele lat tyłam w zimie ok 2kg i
              > chudłam na wakacjach podobnie... czyli średnio ważyłam ok 59kg
              > właściwie od końca podstawówki do przełomu 2006/2007 roku.

              No tak, bo na początku, jak się pilnujemy, to jeszcze funkcjonuje. Z czasem organizm się uczy i daje sobie coraz lepiej radę. Od niskokalorycznych diet się tyje. Żaden specjalista już dzisiaj temu nie zaprzeczy. A ty jesteś dopiero 6 lat po liceum. ;-)
              • masza.s Re: AAAAa KURO! 18.11.08, 00:37
                Lubię Cię, wiesz? :)
                U nas chyba jednak liczenie kalorii wciąż jest modne. :(
                U mnie niskokaloryczne diety nigdy się nie sprawdzały, bo słusznie byłam głodna.
                Organizm ma się domagać wartościowego posiłku.

                Teraz się pilnuję, by jeść dużo, bo mam tendencję do omijania posiłków, złą.
                Podobno ominięcie już jednego posiłku jest szkodliwe.
                • pierwszalitera Re: AAAAa KURO! 18.11.08, 00:48
                  Ja pracuję z ludźmi z nadwagą. I jak piszę nadwagą, to nie mam na myśli kosmetycznych 5-ciu kilogramów, tylko wskaźniki BMI około 30-40. Wyższe się też zdarzają. W zasadzie mówi się już o otyłości. I takich dietetycznych, beznadziejnych życiorysów nasłuchałam się już miliony. Jak się ma genetycznego pecha, to pierwsza głodówka może stać się wstępem do baaaardzo tłustego życia. Po każdej próbie walki z naturą waga skacze wyżej.
              • kuraiko Re: AAAAa KURO! 18.11.08, 01:13
                no po samym liceum jestem 5,5 ;)
                • pierwszalitera Re: AAAAa KURO! 18.11.08, 01:18
                  kuraiko napisała:

                  > no po samym liceum jestem 5,5 ;)

                  A co za różnica? ;-) W pewnym sensie rozumiem też twoich "twardych" rodziców. Mam wrażenie, że gdybyś mogła decydować sama o swoim życiu, to.... wiele tych decyzji w ogóle byś nie podjęła. ;-) Z drugiej strony usamodzielnienie, nie tylko w zakresie odżywiania chyba dobrze, by ci zrobiło. Brakuje ci odwagi? ;-)
                  • kuraiko Re: AAAAa KURO! 18.11.08, 01:51
                    nie rozumiem, co masz na myśli pisząc "usamodzielnienie". mieszkałam
                    9 miesięcy w innym mieście i żyło mi się dobrze. teraz nie mam
                    zamiaru się wyprowadzać z domu - kiedyś nie miałam nawet własnego
                    biurka, a teraz mam dwa pokoje dla siebie. (jeśli ktoś nie mieszkał
                    jak ja ponad 16 lat z rodzicami w jednym pokoju to nie zrozumie)
                    na pewno dużo by rozwiązało, gdybym zarabiała, ale jakoś nikt nie
                    chce mnie przyjąć do pracy.
                    nie wiem zatem jak się można usamodzielnić nie mając pracy i
                    mieszkając z rodzicami. jedynie studiując w innym mieście, ale to mi
                    już nie grozi. mój brat siedzi od kilku lat w innym mieście i ma
                    święty spokój, mówi się że czego oczy nie widzą tego sercu nie żal...
            • masza.s Re: AAAAa KURO! 18.11.08, 00:35
              Tylko, że pilnowanie jedzenia na pewno doprowadziło do Twego pogorszenia się
              przemiany materii.
              Ja dzisiaj pożarłam mnóstwo kurczaka i mnóstwo brokuł, wróciłam wygłodniała i
              mam pewność, że NIE UTYJĘ od tego. Po prostu.

              No i dieta to ma być zdrowie, a nie tylko stała waga. Waga tak naprawdę nic nie
              znaczy, ilość tłuszczu tak.
    • wera9954 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 16:11
      Ja się przyznam, co jem, chociaż to wstyd :))
      Na śniadanie jem 2 kanapki, oczywiście z białym chlebem.
      Potem 1 kanapka na drugie śniadanie.
      Obiady jem dość urozmaicone, bo mama takie gotuje.
      Na deser wciągam jakiegoś syfa.
      Potem nie jem nic, o ile się uda. Postaram się też zneutralizować te słodycze,
      które jem na deser, bo muszę się odchudzać.
    • kuraiko Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 16:43
      mój brat zawsze jadł o wiele więcej niż ja i wcale się nie ruszał
      dużo i zawsze był chudy :/
      w ogóle ja zawsze jadłam mało, słodyczy i wszystkiego porównywalnie
      tyle ile szczupłe/chude osoby, a nawet czasem sporo mniej. i to nie
      były osoby uprawiające sport, raczej o niskiej lub umiarkowanej
      aktywności fizycznej :/
      • masza.s Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 16:50
        Nie dziw się. Sama sobie szkodzisz, bo jesz ZA MAŁO. To najlepsza droga do
        tłuszczyku, którego ciężko się pozbyć. +
        • kuraiko Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 17:37
          właśnie jak jem więcej to od razu tyję ;)
          • madzioreck Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 17:46
            No możliwe, bo jak organizm jest wiecznie podgłodzony, to ciągnie z tego co jemy
            ile się da, zwalnia procesy itd. Tak jakby magazynował na przyszłość, bo nie
            wiadomo, kiedy i ile znów dostanie. Musi się to unormować, po jakimś czasie
            prawidłowego odżywiania wraca wszystko do normy, ale co i jak z z tym
            prawidłowym odżywianiem, to ja nie wiem. Chyba najlepiej do dietetyka...
            • kuraiko Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 22:37
              to pewnie najlepiej te 5 mniejszych posiłków, bo jak zjem 3 większe
              to mi od razu niedobrze, jestem napchana, na obiad jem zazwyczaj
              jedno danie, dwa to tylko jak wygłodzona jestem.
              np od wczoraj co chwilę się czymś napycham i się boję że utyję :(((
              snif... zawsze zazdrościłam tym co mogą jeść ile chcą i nie tyją (i
              nie muszą ćwiczyć aby spalić kalorie). chociaż też prawda, że są
              osoby, które mówią "mało jem, a mimo to tyję", mam taką znajomą,
              która tak deklarowała, a na wspólnym wyjeździe jadła tyle co mój
              facet ;))) czyli sporo.
              z tym, że takie rzeczy się wynosi z domu, ja zostałam nauczona w
              dzieciństwie jeść max dwie kromki na śniadanie i max dwie na
              kolację, na obiad 5 pierogów itd, a w niektórych domach porcja
              pierogów to od 10 wzwyż ;)
              • tfu.tfu Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 22:49
                o tak, ale w tym domu, który znam (10 pierogów wzwyż) wszyscy jacyś dziwnie
                chudzi ;) musi geny
          • masza.s Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 23:10
            Skoro od dzieciństwa psujesz sobie przemianę materii, to się nie dziw. Im mniej
            jesz, tym szybciej będziesz tyć, Kuraiko. Ograniczanie porcji i kalorii to
            najgłupsza metoda chudnięcia.
            • kuraiko Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 23:35
              O____o no sorry, ale od kiedy to dziecko jest odpowiedzialne za
              własne żywienie? ja miałam dietę zaleconą przez endokrynologa i
              m.in. to miały być małe porcje (za małe), na moje oko dieta
              1000kcal, co dla małego dziecka raczej nie jest w porządku. miałam
              zaburzenia hormonalne podobno, nagle utyłam sporo, tak więc musiałam
              się odchudzać i ćwiczyć :/
              no jakoś nie chce mi się wierzyć, że jak zacznę wsuwać tyle ile np
              mój facet to zacznę chudnąć ;) raczej utyłabym z powrotem do tego z
              czego udało mi się schudnąć rok temu :/
    • madzioreck Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 17:01
      No dobra, więc tak to wygląda: śniadań niet, bo rano wszystko staje mi kołkiem w
      gardle. W pracy najczęściej też nie, bo mam stresującą pracę i brak apetytu w
      związku z tym. Chyba, że są okazje typu czyjeś imieniny, to wciągamy tradycyjnie
      W_Z, albo czasem wyskakuję sobie po chińszczyznę. W domu po pracy jem obiadek
      jeśli jest, np. 2 porcje dobrej zupki, jeśli obiad typu 2 danie to porcja jak
      dla drwala. Albo ze 2 kanapki, jeśli obiadu brak. Nadrabiam za to wieczorem i,
      niestety, wiem, że to zaburzenie, ale szamam w nocy. Kanapke, sałatkę, potrafię
      też wciągnąć całą czekoladę (słodycze jem tylko w nocy lub w pracy, bo
      generalnie nie przepadam, wolę chipsy). Budzę się często, więc właściwie to
      można powiedzieć, że z jedzeniem mam poprzestawiany dzień z nocą.

      Co lubię? Wszystko właściwie, zdrowe i niezdrowe. Wolę ciemny chleb, ale mam po
      nim zgagę, więc jem grahamki. Lubię warzywa, surowe, gotowane, każde. Owoce
      średnio, bo słodkie. Lubię kasze, wszystkie poza manną. Nie lubię tłustego mięsa
      typu boczek, ale lubię smażone potrawy.

      Zamierzam coś zrobić z tym jedzeniem, bo żołądek mi protestuje i ogólnie to
      niezdrowo, przynajmniej śniadanie chcę zacząć nosić do pracy. Jeśli natomiast
      chodzi o figurę, to nie zamierzam się odchudzać. Ważę ok. 83 kg (dokładnie nie
      wiem, bo od jakiegoś czasu waga nie jest mi potrzebna do życia, wolę miarkę),
      mam 172 cm wzrostu. Przez większość życia byłam szczupła, ważyłam 58 kg, kilka
      lat temu w rok przytyłam do obecnej wagi.

      Zgadzam się, że ruch to jest to. Kiedyś krótko pracowałam w sklepie, co drugi
      dzień sama lub z 1 osobą rozładowywałam dostawy, i przez 2 miesiące zrzuciłam 10
      kg, nawet nie wiedziałam kiedy, zorientowałam się, jak weszłam na wagę, bo mi
      spodnie spadały :)

      A generalnie, to z wiekiem raczej ta tzw. przemiana materii nie przyspiesza,
      tylko chyba odwrotnie...
      • schaetzchen Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 19:40
        Kurczę, ale zazdroszczę (a co?) osobom, które tak "od niechcenia" schudły! Mi się to nie udaje... Po trzydziestce zdecydowanie trudniej mi utrzymać wagę, kiedyś zimowe sadełko zrzucalam raz-dwa, a teraz... nie zrzucam, za to co roku dochodzi mi nowa porcja :(
        Teraz się zawzięłam, jest mnie już 5 kg mniej. Stosuję dietę ŻP ;), 5 małych posiłków, omijam słodycze (ale nie ortodoksyjnie, jak idę gdzieś na imprezę to zjadam kawałek ciasta. Ale JEDEN). Uważam wieczorem - staram się nie zalegać na kanapie z kolacją, a zadowolić się np. jabłkiem.
        Sportów wlaściwie nie uprawiam, poza spacerami. Chodzę sporo ponad 10 tys, kroków dziennie (nie mam pedometru cały czas przypiętego, ale myślę, że robię koło 20 tys kroków). Na basen nie pójdę, bo się brzydzę, rower już odstawilam na zimę, biegać nie umiem. Zostają spacery :) No i trochę jogi - ale tu biję się w piersi - bardzo nieregularnie.
        • schaetzchen Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 19:40
          Acha, mam szlaban na kuchnia tv i forum galeria potraw. Nic tak nie
          pobudza do podjadania jak oglądanie różnych pyszności...
    • daslicht Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 21:06
      Kuro droga, faktycznie jestem dietetyczką jak tu ktoś napisał, a
      raczej "dietetyczką", bo dopiero się uczę ;) Byłoby bardzo fajnie,
      gdybyś pospisywała co jesz i kiedy (ale uczciwie!) przez parę dni i
      podesłała mi na maila, bo w kółko wałkujemy "wywiad żywieniowy,
      analizę jadłospisu i porady dietetyczne" oraz liczenie kalorii i
      byłaby to znakomita odmiana od przerzucania w kółko kart pacjentów
      na przemian z tabelami.

      Ultraszczegółową ankietę dotyczącą zwyczajów żywieniowych też mam
      jakby co ^^ w dwóch wersjach
      • plica Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 22:54
        ej. zapodaj ankietke. unaocznie se co jem :)
      • lasillaamarilla Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 23:51
        A czy ja też mogę podesłać taki spis z paru dni??? ;) Bardzo bym chciała coś
        zmienić w swojej diecie, bo ze mnie "czekoladowy potwór" niestety. Nie z powodów
        typu " chęć schudnięcia " , bo ważę ok. 60 kg przy 174 cm wzrostu, ale dla
        zdrowia.
        • pierwszalitera Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 00:09
          Jeżeli nie masz nadwagi, to nie kombinuj zbyt dużo przy odżywianiu. "Ulepszenia" mogą wyprowadzić cię z naturalnego rytmu sytości i głodu. Organizm reguluje to całkiem dobrze, jak mu się nie przeszkadza dietami. Odrobina czekolady też nikomu nie zaszkodziła. Po pierwsze, mamy genetyczną preferencję do słodyczy, więc nie ma co z nimi nadmiernie walczyć, bo przegramy. A po drugie czekolada jest nawet bardzo zdrowa. Szczególnie ta z dużą zawartością kakao. Pamiętaj tylko, by nie jeść jej gdy jesteś głodna, czyli w zamian posiłków i kupuj lepiej mniej, ale taką dobrej jakości, która autentycznie ci smakuje. I staraj się nie wykorzystywać słodyczy jako pocieszyciela i poprawiacza humoru. Jeżeli już, to delektować się w dobrym nastroju i w pełnej świadomości słodkiej przyjemności. :-)
      • kura17 Daslicht 18.11.08, 09:52
        napisalam Ci maila na gazete

        i poprosze o te ankiety, nie wiem, czy dam rade je wypelniac, ale sprobowac moge :)

        czy teraz dostane numerek i bede jakims klocuszkiem w Twoich statystykach? :)
    • klymenystra Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 22:26
      Ja jestem tez z tych montignacowych :)
      Za pierwszym podejsciem do diety schudlam 6 kilo, wazylam 57 przy 168 i czulam
      sie idealnie. Potem rok stypednium za granica, zarcie typu parowki i bialy
      chleb, skonczylam z 66 - jak dla mnie za duzo- wszystko mi idzie w brzuch, tylek
      i uda, w biuscie tylko 2 cm na plusie.
      Jak wiadomo, trudno drugi raz wrocic do diety, teraz chudne wolniej, waze 63,
      mam zamiar zej-sc do 58. A jak jem?
      Rano 2 kromki mesemachera zytniego (czasem z chudym twarogiem i dzemem z
      fruktoza, ostatnio z hummusem. Dawniej jadlam platki, ale teraz mam odruch
      wymiotny na ich widok :() Do tego garsc suszonych moreli.
      Obiad- roznie. Przewaznie kurczak albo ryba, smazone, mniam mniam i mnostwo
      warzyw- szpinak, papryka, czasem pomidory (ale ostatnio wszystki smakuja
      nawozem, fuj), straczki, czasem do tego ser zolty, sosy na bazie majonezu i
      smietany.
      Kolacja- przewaznie tunczyk w oleju, jakies jajka, ser, no i warzywa :)
      Dwa dzue grzechy - kawa i gorzka czekolada w nadmiarze :( Z czekolada walcze.
      Bez kawy zyc nie moge. No i piwo pije.
      Codziennie staram sie gimnastykowac, tanczyc przez pare minut- raz w tygodniu
      taniec brzucha.
      Niby powinnam chudnac bardziej, ale mam tez brak motywacji i miewam grzeszki
      typu ciasto. A czemu brak motywacji? Przez cholerne lobby :p i taniec brzucha ;)
      • ciri1971 klymenystra- trochę OT 18.11.08, 11:13
        Dziękuję Ci za pomoc na forum MM! To już jakis czas temu
        było...miałam problemy z cukroholizmem:) Suszone morele o poranku
        rzeczywiście pomagają.
        • klymenystra Re: klymenystra- trochę OT 18.11.08, 17:37
          o, to swietnie :)) bardzo sie ciesze :)))
    • plica Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 22:35
      > ... i ciagle jestem na granicy nadwagi (BMI mi oscyluje miedzy 24 a 25)...

      aaaaaaaaaaa. no litosci. to normalny wskaznik BMI. mam jakies 23,5 i w zyciu mi do glowy by nie wpadlo, ze za duzo waze.

      ale skoro zle sie z tym czujesz - polecam diete south beach. moj malzonek stisuje z drobnymi modyfikacjami i zrzucil juz 14 kg :)
    • kuraiko co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 17.11.08, 22:42
      no co? xDDD ja nie mogę się obejść... ostatnio jeśli zjem coś na
      obiad słonego, to muszę ten smak zneutralizować słodkim, choćby to
      były 3 łyżeczki lodów... wieczorami mam ochotę na słodkie, czasem
      świruję jak nie ma, szukam czegokolwiek - ratuję się chrupkim
      chlebem z margaryną i miodem :/
      pewnie bym coś schudła jakbym rzuciła słodycze, miałam koleżankę w
      liceum, nie była gruba, ale pulchna trochę (no po prawdzie nie można
      nawet powiedzieć żeby miała nadwagę), ale kiedyś po wakacjach czy
      jakiejś innej przerwie wróciła no po prostu laska, na pytanie co
      zrobiła, odpowiedziała że tylko przestała jeść słodycze...
      • tfu.tfu Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 17.11.08, 22:48
        mi sie dzis od rana marzy ananas kandyzowany ;]
        ze słodyczy nie zrezygnuję :P wolę byc gruba i szczęśliwa niż chuda i jojczyć
        ciągle jak to mi się strasznie chce czekoladę ;)
        • kuraiko Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 17.11.08, 22:49
          moja mama chciała musli ;))) i to musli było takie pyszne i tak mało
          go było - 350g :/ i tam też był ananas kandyzowany i papaja
          kandyzowana ;))) mmmmmmmm
          muszę jeszcze raz musli kupić, ale tańsze xD
          • tfu.tfu Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 01:12
            ano, właśnie zeżarłam znowu trochę ;)
            • kuraiko Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 01:52
              ja już dzisiaj chyba nie zjem ;)
      • jolka-pol-ka Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 17.11.08, 23:03
        Kuraiko, a próbowałaś łykać BioChrom? Niedobór tego pierwiastka
        powoduje wilczy głód słodyczowy.
      • masza.s Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 17.11.08, 23:15
        Napiszę to po raz dziesiąty - ustabilizować przyjmowanie cukru do krwi plus
        kontrolować to, ile organizm wydziela insuliny. Chcesz słodyczy, bo Twoje ciało
        chce, bo jesteś uzależniona. Zmień dietę całkowicie, kontroluj przyjmowanie
        cukru, a ochota mija sama. Naprawdę. BEZ wykręcania, że "ale Ty masz ochotę". To
        nie kwestia silnej woli, tylko odpowiedniego wyboru.
        • kuraiko Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 17.11.08, 23:32
          no właśnie mam okresy, że nie muszę jeść słodyczy, a potem się na
          nie rzucam :/ wow, całkowita zmiana diety to niewykonalne ;) nie
          przy moich rodzicach ("znowu nie jadłaś obiadu??")
          • masza.s Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 17.11.08, 23:44
            Przecież będziesz jadła. W dodatku chyba jesteś już dorosła, prawda? Możesz
            zadecydować co jesz.
            • kuraiko Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 00:18
              teoretycznie tak ;)
              w praktyce wiek nie ma nic do rzeczy, jeśli chodzi o moich rodziców.
              dla nich mogę jeść co chcę, jeśli sobie zarobię i się wyżywię za
              własne pieniądze. póki oni kupują jedzenie, to oni dyktują warunki.
              właściwie bardzo powoli ich przyzwyczajam do pewnych rzeczy, ogólnie
              nie robią problemów jak chcę sobie kupić otręby czy oliwki, ale co
              chwilę słyszę "nic nie jesz" (nieprawda), "wpadniesz w anoreksję"
              (po tym jak schudłam 5kg i wcale nie wyglądałam chudo), "co
              PODJADASZ", "czemu nie jesz mięsa", itd itp.
              być może mnie też się kiedyś wydawało, że jak będę pełnoletnia to
              wszystko mi będzie wolno, w praktyce mam tyle wolności co w wieku 15
              lat...
              • pierwszalitera Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 00:26
                kuraiko napisała:

                > być może mnie też się kiedyś wydawało, że jak będę pełnoletnia to
                > wszystko mi będzie wolno, w praktyce mam tyle wolności co w wieku 15
                > lat...

                Najwyższa pora się usamodzielnić. ;-) A wagę (jeżeli nie skłamałaś i masz 55kg) masz faktycznie niską, na zdjęciu, które gdzieś wstawiłaś, wyglądasz jednak na więcej. Sorry. A wiesz dlaczego? Bo w tych 5kg, które straciłaś przez głodówkę poszło ci na pewno sporo tkanki mięśniowej i wcale nie tak dużo tłuszczu. Można ważyć jak ptaszek i być i tak otłuszczonym. Waga to nie wszystko.
                • masza.s Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 00:30
                  Ja mam siedemnaście lat i od 5 gotuję obiady. Piernik mojej mamy przeszedł do
                  historii - mój ojciec i znajomi zrzucali go z II piętra. Nie pękł.

                  Jakoś nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek zmusił mnie do jedzenia. Przecież to
                  moja sprawa. I warto się usamodzielnić, naprawdę. I nauczyć rodziców gotować
                  dobrze. Bo profilaktyka nie zaszkodzi, a choroby takie jak cukrzyca można
                  zminimalizować, tj. można minimalizować na ryzyko zapadnięcia na któryś z rodzajów.
                  • kuraiko Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 01:03
                    masza ----> nie znasz moich rodziców ;) to nie jest tak, że ja
                    jestem "zbuntowaną nastolatką", a oni rodzicami dziecka, które
                    weszło w okres dojrzewania. nastolatką przestałam być trochę temu, a
                    moi rodzice mają swoje lata i są twardzi i niereformowalni. jeśli
                    robię coś co odstaje od normy, to od razu słyszę, że jestem
                    nienormalna i trzeba iść ze mną do psychiatry. gdybym mogła zmienić
                    moich rodziców, to doszłoby do tego już dawno.
                    a oni nie są tępi - moja mama ma problemy z cholesterolem, robi
                    badania, słucha co lekarz mówi, ale zazwyczaj się nie stosuje. i to
                    nie jest "prosta" kobieta, ale wykształcona, po prawie 40 latach
                    pracy w poważnym zawodzie, gdzie tym bardziej powinno się spodziewać
                    po takiej osobie jakiegoś oświecenia w dziedzinie profilaktyki
                    różnych chorób, tymczasem jest odwrotnie. czy ja, która jestem
                    właściwie nikim, mam prawo dyktować warunki mojej matce, która jest
                    na poziomie, którego ja możliwe, że nigdy nie osiągnę? co najwyżej
                    mogę usłyszeć że przesadzam lub jestem pyskata albo nienormalna.
                    • masza.s Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 01:11
                      Ja jestem nastolatką. I na szczęście mam dużo wolności -> co oznacza to, że
                      jestem nudna jak flaki z olejem, nie imprezuje, jej zdrowo i tak dalej. To
                      wyrabia odpowiedzialność.

                      Naprawdę nie wyobrażam sobie, jak rodzice mogą zmuszać do jedzenia pewnych
                      rzeczy dorosłą kobietę. Weź po portu któregoś dnia sama im ugotuj obiad. Podaj
                      kolację. Zrób zakupy. Powiedz "czytałam tu i tu, że..." albo "w radiu lekarz
                      mówił że i że".

                      Moja babcia się okazała reformowalna - pojechała do świetnego sanatorium i nagle
                      okazało się, że dieta wnuczki jest niemal idealna. :D A moja babcia to charakter
                      paskudny i uparty.

                      U mnie to mam odżywia się tostami z serem i kawą, bleeee. Potem narzeka na
                      pryszcze.
                      • kuraiko Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 01:27
                        to nie działa ;) jak coś ugotuję, to mama zje, bo zadowolona, że ona
                        nic nie musiała robić. ale sama potem nie wykazuje zainteresowania
                        żeby zrobić coś podobnego. "bo ten ciemny makaron to jakiś taki", "a
                        tacie oliwa nie smakuje" i zawsze potem robi to samo co zwykle.
                        a hasła, że coś czytałam i że coś gdzieś mówili nic nie skutkują.
                        moja mama też czyta prasę, ogląda tv i sama uznaje co jej się
                        podoba, a co nie. mówi "a ludzie przez lata jedli to i nic im nie
                        było", "jem całe życie biały chleb i żyję", "trzeba wszystko jeść"
                        itd. beton, nie dam rady go przebić.
                        heehe pewnie Twoja babcia jest w wieku zbliżonym do moich
                        rodziców ;)))) ja bym chętnie wysłała mamę do jakiegoś Spa, ona ma
                        pieniądze, ale niestety potrzeba chęci. a mojej mamie szkoda czasu
                        np na wcieranie kremu do rąk czy balsamu do ciała, to co tu o Spa
                        mówić :/
                • kuraiko Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 00:56
                  no widzisz, a jak się skarżyłam, że ludzie mówią że na zdjęciach
                  wyglądam na 10kg więcej, to było że "narzekam" :PPP

                  ale skąd pomysł, że straciłam 5kg przez głodówkę? O___o
                  to był bardzo powolny proces - zaczęłam walczyć z wagą na początku
                  stycznia i gubiłam niecały 1kg miesięcznie. zaczynałam
                  od "poświątecznego" 60,3kg na początku stycznia 2007, 15 maja było
                  55kg. potem nawet 54kg, ale to po wyjeździe gdzie mało jadłam i od
                  tamtej pory wahania wagi między 54,5 a 56kg (ale od czerwca tego
                  roku nie przekraczam znowu 55,5kg). gdyby to była głodówka, to na
                  pewno nie miałabym stałej wagi przez ponad rok!
                  a wtedy to było dziwne, że udało mi się schudnąć. ćwiczyłam mało,
                  chodziłam trochę na basen, ale przestałam przez zapalenie pęcherza,
                  opiekowałam się dwójką dzieci dorywczo (przez ok 3 miesiące) i
                  miałam przy nich trochę biegania, starałam się nie jeść słodyczy,
                  odżywiać zdrowo i tak jakoś zeszło, a przedtem przez wiele lat nic.
                  w każdym razie nie wróciłam do starej wagi i nie mam zamiaru
                  • pierwszalitera Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 01:11
                    kuraiko napisała:

                    > ale skąd pomysł, że straciłam 5kg przez głodówkę? O___o
                    > to był bardzo powolny proces - zaczęłam walczyć z wagą na początku
                    > stycznia i gubiłam niecały 1kg miesięcznie.

                    Dla mnie każda dieta, przy której traci się tkankę mięśniową, to głodówka. Nie ważne jak szybko, czy wolno tracisz przy tym na wadze. Jedynym wyjątkiem są ludzie z ekstremalną nadwagą, u nich spadek tkanki mięśniowej przy chudnięciu jest w pewnym sensie nieuchronny. To i tak zwykle te mięśnie, które wyrobiły się dodatkowo, podczas noszenia ciężaru ciała. W twoje kategorii wagowej każdy ubytek mięśni powoduje spadek przemiany materii i łatwiejsze tycie. Piszesz, że odżywiałaś się zdrowo. Skąd wiesz? Warzywa i owoce, to nie jest jeszcze zdrowe odżywianie. Oragnizm potrzebuje jeszcze całą masę białka i pewną ilość węglowodanów, by utrzymać spalanie. Trudno powiedzieć jak jest u ciebie. Gdybyś miała okazję, to zrób sobie profesjonalne badanie zawartości tłuszczu. U młodej, zdrowej kobiety tłuszcz waha się gdzieś koło 25 procent. Trochę mniej mają osoby z natury bardzo szczupłe i uprawiające regularnie sport. Kobiety "kanapowo-dietowe", nawet te z niską wagą mogą mieć około 30. W górę jest jeszcze spory potencjał. ;-) Wag łazienkowych z funkcją pomiaru tłuszczu nie polecam. Są zbyt niedokładne. Producent nie gra tu roli.


                    • kuraiko Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 18.11.08, 01:22
                      hmm wtedy przede wszystkim sprawdziłam zawartość procentową białka,
                      węglowodanów i tłuszczy i wyszło na to, że jem za mało białka, a za
                      dużo węglowodanów. ograniczyłam węglowodany i jadłam więcej białka.
                      a gdzie się robi badanie zawartości tłuszczu?
      • klymenystra Re: co zrobić aby nie jeść słodyczy?? 19.11.08, 20:45
        Suszone morele rano :)
        • tfu.tfu nie pomaga ;) 19.11.08, 22:20
          a wręcz przeciwnie ;)wzmaga ochotę na czekoladę (przynajmniej u mnie ;))
          • klymenystra Re: nie pomaga ;) 19.11.08, 22:28
            Dziwne, bo morele maja chrom, ktorego niedobor odpowiada za parcie na slodkie:)
            To moze po prostu przerzucic sie na gorzka czekoladke? Mniam mniam. Cium cium,
            pyszulka.
            • tfu.tfu Re: nie pomaga ;) 20.11.08, 03:16
              w lidlu obok jest gorzka z malinami ;]
              ale to jak się obudzę, bo teraz zamknięte na 7 spustów ;)
    • kuraiko Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 22:48
      moja mama utyła po rzuceniu palenia... już jej nie mogę, bo narzeka
      jaka jest gruba (a wcale że nie), nosi za mały stanik, bo w namiocie
      Doreen podobno nie dopnie bluzki. ale - pierogi to muszą być polane
      masłem, chleb najlepiej biały (chociaż coraz częściej sięga po
      ciemny), na śniadanie płatki kukurydziane z mlekiem (bo jogurt
      naturalny czy kefir z otrębami to dla niej jest okropne "jak ty
      możesz to jeść brrr), ogólnie niechęć do zrywania z nawykami,
      dopiero ostatnio małe ustępstwa...
      oczywiście nie mówię tu o słodyczach, bo sama wiem jak to ciężko
      rzucić, ale można zastosować wiele modyfikacji - np zrezygnować z
      białego makaronu, całkowicie z białego pieczywa, rybę piec zamiast
      smażyć itd
      • masza.s Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 17.11.08, 23:17
        Nie jest ciężko. Rezygnacja z makaronu, chleba to najprostsza droga, by odstawić
        słodycze. Trzeba wziąć to sposobem, nie siłą woli. Po prostu. Pamiętaj, że cukry
        to nie są tylko słodycze.
        • luliluli Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 09:28
          masza, powaznie proszę o radę, co można zjeść na sniadanie zamiast
          kanapki?:P tylko nie pisz, ze:
          - płatki (lubię te dla dzieci z czekoladą, a to niezbyt zdrowe:P
          owsiane, mieszane, z bakaliami - odpadają, jem sniadanie o 6 rano i
          mi sie niedobrze robi po takich rzeczach),
          - sałatki - biorąc pod uwagę, że mamy zimę prawie - pomidory są już
          niedobre, zostaje ogórek, sałata, ser feta, oliwek nie trawię,
          papryki na surowo też, wiecej warzyw nie pamietam:)
          - białe serki z dodatkami - nie najadam się.

          Uważam, że dla tych, którym tak jak mi od nabiału na śniadanie jest
          niedobrze, a inne rzeczy zostawiają "w głodzie", dobrym rozwiązaniem
          jest pełnoziarnisty chleb, gruby, chrupiący, dający poczucie
          sytości, dużo witamin i tak dalej:)

          dietetycy, czy mam rację?
          • kura17 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 09:50
            kanapka nie jest zla, o ile jest wlasnie z ciemnego pieczywa :)
            ale prawdziwego, a nie te oszukanstwa, ktore w polsce nazywaja sie
            wieloziarnisty, a sa z bialej maki i odrobiny ziarenek ;)
            szukaj pieczywa z maki z pelnego przemialu!

            ja tez czesto jadam makarony razowe w roznych wersjach (ja lubie z owocami i
            kefirem, ale mozna na ostro - pomidory w kosteczke, podsmazam na patelni na
            oleju z czosnkiem, do tego ugotowany makaron :). pyszny jest makaron z
            brokulami! ugotowane brokuly podsmazamy chwilke na tluszczu z czosnkiem, do tego
            ugotowany makaron i juz :)

            jak mialam rano czas, to sobie robilam rozne cuda z maki pelnoziarnistej (graham
            1850). nalesniki, nalesniki amerykanskie, cos na ksztalt pieczonego w piearniku
            racucha.

            po prostu "wywal" biala make i zastap ja ciemna :)

            mozna jesc ryz zapiekany z jablkami. i jakies bialko do tego - skoro nie nabial,
            to plaster sera albo cus... bo bialko powinno byc w kazdym posilku
            • pierwszalitera Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 12:07
              A ja wam namieszam. ;-) I powiem, że z perspektywy nowoczesnej dietetyki ciemne, gruboziarniste pieczywo wcale nie jest takim zdrowiem, jak się wydawało, a białe wcale nie jest aż takie złe. To jest tylko moda i mitologia zeszłych lat, ale utrzymuje się w głowach ludzi jak mit o liczeniu kalorii i wiele innych "zdrowych" głupstw. Przede wszystkim nie wszyscy ludzie tolerują pełne ziarno. Z jednej strony niektórzy nie znoszą wielkiej ilości błonnika i kończy się to tylko rewolucją jelit, z drugiej strony pełne ziarno jest nawet toksyczne i można się po nim autentycznie źle czuć. Roślina broni się w ten chemiczny sposób przed zjedzeniem przez ptaki i inne szkodniki. Nie na darmo ludzie przez wieki opracowali corz lepsze sposoby na pozbycie się tego ciemnego paskudztwa, bo w ten spsoób wyroby z mąki stają się lepiej strawne. Owszem witaminy, szczególnie z grupy B i mikroelementy można w pełnym pieczywie znaleść, ale by spełniało to jakąkolwiek rolę, trzebaby było tego pieczywa jeść znacznie więcej. A z punktu widzenia zapotrzebowania energetycznego współczesnego człowieka powinniśmy węglowodany i tak ograniczać. Nie pracujemy już fizycznie cały dzień na roli. Jedząc też białko w innej postaci (mięso, rośliny strączkowe, orzechy, grzyby, nabiał), niedobory witamin B nam nie grożą. I jeszcze ta teoria o glykemicznym indeksie. Prawdą jest, że po ciemnym pieczywie nieco wolniej rośnie poziom cukru we krwi. Jednak nie ma to najmniejszego znaczenia na insulinową odpowiedź ogranizmu, a ta jest znacznie ważniejsza niż poziom cukru. Niektórzy ludzie wydzielają bardzo duże ilości insuliny i będę po posiłku i tak szybko głodni, obojętnie czy jedzą białe, czy ciemne pieczywo. Dla zdrowej kalkulacji można jeść więc i jedno i drugie, każdy tyle ile lubi i znosi. Jedyną autentyczną przewagę ma to gruboziarniste pieczywo. I tak pokazuje się w toalecie. Jeżeli ktoś ma tam problemy, może zauważyć poprawę. Jednak warzywa z dużą ilość błonnika działają podobnie. A przy makaronach, to już zupełnie bez różnicy. Włoski biały makaron zrobiony z mąki durum, czyli twardej odmiany pszenicy jest tak samo dobry jak ciemny. I o wiele lepszy niż wszystkie odmiany pieczywa. Przynajmniej w testach na wydzielanie insuliny. W smaku biały makaron nawet wygrywa. Patrz, cała włoska kultura jedzenia. ;-) I jeżeli komuś zależy na zdrowym zbożu, to może jeść płatki owsiane, te akurat są godne polecenia. Porcja zwykłych płatków z owocami, orzechami, mlekiem albo naturalnym jogurtem, jak kto lubi, to najzdrowsze śniadanie pod słońcem. To taka stara wersja musli i ciągle jeszcze najlepsza. I jak dbacie o wagę, to nie oszczędzajcie rano na śniadaniowach kaloriach, bo organizm i tak się upomni. Ludzie, którzy spędzają dzień na głodno i jedzą dopiero wieczorem, mają wyższy bilans kaloryczny, niż ludzie dbający cały dzień o regularne posiłki.
              • kura17 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 12:30
                hej! a ja sie od dawna zastanawiam, skad ten ped u ludzi do "wybielania" maki!
                to teraz juz wiem :)

                mi cimne pieczywo niezbyt smakuje :( i mam po nim zgage... juz wole mieszane...
                wiec ograniczam, jak moge (pieczywo)
                za to bardzo smakuja mi rozne rzeczy z pelnoziarnistej maki - nalesniki, makaron
                wlasnie, jakies muffinki, ciasta czy buleczki.
                chyba wole, niz z bialej :)

                widze, ze wszedzie potrzebny jest umiar...
                ja jem dosc malo weglowodanow, nie potrzebuje ich. i tak naprawde najadam sie
                bialkiem i tluszczami...

                nie wiedzialam, ze grzyby maja bialko? dobra wiadomosc, bo ja grzyby lubie, a
                bialka nigdy za wiele ;) w rozsadnych proporcjach, oczywiscie...

                ciekawe, ile razy jeszcze teorie zywieniowe sie zmienia w czasie naszego zycia
                ;) pamietam ze szkoly podstawowej "piramide zywnosci" - w podstawie krolowaly
                weglowodany :) a teraz wrecz przeciwnie...
                ... ale niektore rzeczy (slodycze, hehe) sa zawsze 'na czubku' :)
                • martvica Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 15:54
                  > nie wiedzialam, ze grzyby maja bialko? dobra wiadomosc, bo ja grzyby lubie, a
                  > bialka nigdy za wiele ;) w rozsadnych proporcjach, oczywiscie...

                  Nie mają. Znaczy mają, ale co to jest ok 3g/100g?
                  • pierwszalitera Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 20:33
                    martvica napisała:

                    > > nie wiedzialam, ze grzyby maja bialko? dobra wiadomosc, bo ja grzyby lubi
                    > e, a
                    > > bialka nigdy za wiele ;) w rozsadnych proporcjach, oczywiscie...
                    >
                    > Nie mają. Znaczy mają, ale co to jest ok 3g/100g?

                    Nie szkodzi. Chodzi przecież o całość. Potrzebujemy około 60-70g białka na dzień i do tego w różnej kombinacji aminokwasów. Najlepsze są naturalnie białka zwierzęce, ale jak ktoś odżywia się na przykład wegetariańsko, to może mieć problemy właśnie z utrzymaniem należytej kombinacji. Wtedy grzyby w połączeniu z innymi rzeczami są nie do pogardzenia i dostarczają też odrobinę białka.
                    • martvica Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 21:22
                      pierwszalitera napisała: Najlepsze są naturalnie białka zwi
                      > erzęce, ale jak ktoś odżywia się na przykład wegetariańsko, to może mieć proble
                      > my właśnie z utrzymaniem należytej kombinacji. Wtedy grzyby w połączeniu z inny
                      > mi rzeczami są nie do pogardzenia i dostarczają też odrobinę białka.

                      Nie no, nie piszę żeby nie jeść grzybów, ale jako podstawowe źródło białka bym
                      ich nie traktowała ;) Jestem wegetarianką, na studiach mieliśmy przedmiot
                      'warzywa w dietetyce' gdzie musieliśmy napisać przykładowy jadłospis i policzyć
                      w nim różne rzeczy - ku wyraźnemu zniesmaczeniu pani prowadzącej moja dieta
                      okazała się zbilansowana niemal idealnie.

                      Inna rzecz, ze nie wiem jak z aminokwasami, staram się odżywiać różnorodnie i
                      łączyć ze sobą różne grupy produktów - dlatego boję się próbować tych wszystkich
                      diet 'rozdzielnych'.
                      • pierwszalitera Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 21:50
                        martvica napisała:

                        > Inna rzecz, ze nie wiem jak z aminokwasami, staram się odżywiać różnorodnie i
                        > łączyć ze sobą różne grupy produktów - dlatego boję się próbować tych wszystkic
                        > h
                        > diet 'rozdzielnych'.

                        W zasadzie wystarczy. Jednak wegetarianie powinni być nieco ostrożni. Szczególnie ci, którzy jedzą tak jak przedtem, wykluczając tylko mięso. Dodatkową porcją ziemniaków, albo brokuł zwierzęcego białka nie zastąpimy. A w produktach mlecznych kombinacja esencjalnych aminokwasów jest niepełna. Najlepiej wzorować się na tradycjonalnych kuchniach wegatariańskich, np. azjatyckich i uzupełnić jadłospis o większość ilość roślin strączkowych (fasola, soczewica, groch) i soję.
                        • martvica Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 21:59
                          pierwszalitera napisała:

                          > W zasadzie wystarczy. Jednak wegetarianie powinni być nieco ostrożni. Szczególn
                          > ie ci, którzy jedzą tak jak przedtem, wykluczając tylko mięso.

                          Ale im szybko przechodzi, bo żywią się głównie kanapkami z serem i łapią anemię ;)

                          >Dodatkową porcją
                          > ziemniaków, albo brokuł zwierzęcego białka nie zastąpimy.

                          Uch, nie powstrzymam się i przyczepię - brokułów :)

                          Kumpel m kiedyś opowiadał jak był na obozie studenckim. W stołówce trzeba było
                          zgłosić fakt bycia wegetarianinem i zamiast porcji mięsa do
                          ziemniaków/kaszy/makaronu/ryżu dostawało się porcję
                          ziemniaków/kaszy/makaronu/ryżu, znaczy skrobi. Innej niż ta która była. Czyli na
                          przykład ziemniaki i kasza. Zszokowałam się pomysłem, rozumiałabym jajko, kotlet
                          z sera, coś takiego, ale to? ;)
                          • pierwszalitera Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 23:12
                            martvica napisała:

                            > Kumpel m kiedyś opowiadał jak był na obozie studenckim. W stołówce trzeba było
                            > zgłosić fakt bycia wegetarianinem i zamiast porcji mięsa do
                            > ziemniaków/kaszy/makaronu/ryżu dostawało się porcję
                            > ziemniaków/kaszy/makaronu/ryżu, znaczy skrobi. Innej niż ta która była. Czyli n
                            > a
                            > przykład ziemniaki i kasza. Zszokowałam się pomysłem, rozumiałabym jajko, kotle
                            > t
                            > z sera, coś takiego, ale to? ;)

                            Fajnie. :-D Po prostu jedne kalorie zastąpili innymi. Dobrze, że zadbali o rozmaitość, bo możnaby było i do ziemniaków dostać tylko ziemniaki. ;-) Z głodu się przy takim odżywianiu na pewno nie umrze, ale co to za życie? ;-)
              • pitupitu10 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 12:38
                Z mojej strony to wygląda tak: jak zjem zwykły chleb to bardzo szybko robie się
                głodna, jak zjem chleb razowy (czy jak tam on się nazywa) to mi kanapki dłużej
                "siedzą" w żołądku. Ale to, co piszesz, wydaje się sensowne.
              • plica Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 22:43
                skoro tak jedziemy po ciemnym gruboziarnistym, to dodam, ze niektorym nadmierne ilosci autentycznie szkodzą :) jestem dosc powaznym alergikiem. miedzy innymi trawa, zboża itd. mam też pare alergii pokarmowych, miedzy innymi wlasnie zboża i żyto.
                zjedzenie grahama, kubeczka musli czy innych farfocli konczy sie u mnie rewolucją w toalecie. wiec ja podziękuję. jadam owszem, ale w malutkich ilosciach. jedna ciemna bułeczka z farfoclami dziennie wystarczy.
                • tfu.tfu Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 19.11.08, 11:52
                  u mnie to samo z nabiałem, a po mleku mi skóra gnije :/ sojowe jest obrzydliwe,
                  a koziego nie uświadczysz w tej dziurze ;)
              • kasica_k Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 03:06
                Czy znasz może jakieś dobre strony w sieci, gdzie można poczytać o zdrowym
                żywieniu? Bardzo mi się spodobało to, co napisałaś o włoskich makaronach ;)
                Jestem wegetarianką i tak wyszło, że muszę się pilnie nauczyć, jak jeść i nie
                tyć. Najwyraźniej to, co już wiem i stosuję, przestało się sprawdzać (nie, nie
                jem ziemniaków z brokułami zamiast mięsa, na szczęście nigdy mi to nie przyszło
                do głowy ;)
                • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 12:05
                  Jeżeli mam szczerze przyznać, to wielką zwolenniczką wegetarianizmu nie jestem. Potrafię zrozumieć, gdy ktoś zdecydował się na ten krok ze względów ideologicznych. Ja sama miałam taką fazę w moim życiu, jednak bardzo źle ją znosiłam. Kiedy zaczęłam się poważniej zajmować tematem odżywiania, zrozumiałam, że rezygnacja z mięsa wcale nie ma aż tak wielu plusów dla naszych organizmów. Badania w Niemczech wskazują na przykład, że młodzież odżywiająco się wegetariańsko jest statystycznie cięższa od reszty. Mięso ma bowiem bardzo wiele cennych odżywczych składników, przede wszystkim białka w prawie idealnej kombinacji. Kiedy nie dostarczamy ich organizmowi, może być, że mamy cały czas poczucie tzw. specyficznego łaknienia. To znaczy mimo wypełnienia żołądka ciągle chętnie byśmy coś zjedli. Ponadto białko autentycznie bardzo dobrze syci i nie powoduje eksplozji insuliny, tak jak robią to węglowodany. Problemem wegatarian jest, że orientują się zwykle na naszej tradycjonalnej europejskiej kuchni, która z założenia jest mieszana i tylko w ten sposób zdrowa. Nabiał jako zamiennik i od czasu do czasu jajko, są niewystarczające. I już nie chodzi o anemię, bo to jest skrajność i wychodzi raczej przy głodówkach, albo weganiźmie, ale przy niedoborze pełnowartościowego białka brakuje budulca dla regeneracji mięśni. Niska masa mięśniowa oznacza też niższe spalanie i łatwość tycia. Zdrowy wgeteranizm jest w pewnym sensie bardzo zajmującą kuchnią, bo trzeba kupować inne produkty, te zawierające sporo roślinnego białka, kombinować je odpowiednio, no i jedzenie często poza domem też nie jest łatwe, bo bez mięsa, nie znaczy zaraz wystarczająco odżywcze. Często słyszy się jednak, że wegetarianie są zdrowsi i rzadziej chorują na choroby cywilizacyjne. Niekoniecznie ma to związek z wegetariańskim odżywianiem. Wegetarianie, szczególnie ci pierwszej fali, prawdzą zwykle też bardziej świadomy, ekologiczny, zdrowszy tryb życia, to są ważne co-faktory. Ja osobiście mam z wegetarianizmem mało wspólnego. Zajmuję się przede wszystkim ludźmi z nadwagą, a ci tracą na wadze łatwiej przy diecie wysokobiałkowej, z ograniczeniem ilości węglowodanów. Bez mięsa i ryb jest wtedy bardzo trudno. Ponadto obracam się prawie wyłącznie w języku niemieckim i literatury, albo linków w języku polskim podać nie potrafię. Myślę, że w angielskiej Wikipedii pod hasłem wegetarianizm znajdziesz kierujące linki do interesujących stron. Tycie jednak, może mieć wiele przyczyn. Statystyczny Amerykanin z normalną wagą (znaczy bez nadwagi) między 25 a 60 rokiem życia przybiera około 9kg. Tycie jest więc biologiczną normą. Jeszcze gorzej wygląda to u ludzi z genetyczną predyspozycją do tycia. Tu trzeba całego arsenału sposobów, by zachować szczupłą sylwetką. Ja zalecam zwykle zmianę całego trybu życia. ;-) Więc nie tylko niskoinsulinowa dieta, tylko aktywny tryb życia i pogodzenie się ze świadomością, że nie każdy ma szczęście szczupłych genów i wszystkiego mieć nam nie można. Albo figura, albo radosne pogryzanie smakołyków przy telewizorze. ;-)
                  A ja jestem faktycznie wielbicielką kuchni włoskiej. Moja najbliższa przyjciółka jest Sycylianką i imprezy u niej, to rozkosz dla podniebiena. Dziewczyna waży jednak 105kg, więc przypuszczam, że makaron w jej kombinacji do odchudzania się nie nadaje. Bo kto by jadł sam makaron. ;-)
                  • kasica_k Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 15:12
                    Do tego, że wegetarianizm jako taki nie gwarantuje ani zdrowia, ani szczupłej
                    sylwetki, mnie przekonywać nie musisz :) Mimo to nie zamierzam z niego
                    rezygnować, a dieta niskoinsulinowa prawdopodobnie będzie w moim przypadku
                    konieczna. Do kuchni europejskiej ani tym bardziej polskiej jakoś szczególnie
                    przywiązana nie jestem, żywię się w dużej mierze po azjatycku, ale włoszczyznę
                    lubię... Bez wątpienia coś jednak muszę w diecie zmienić, więc muszę się
                    podbudować teoretycznie. Artykuły o wegetarianiźmie jako takim są dla mnie mało
                    użyteczne, żywię się w ten sposób od prawie 20 lat, wiem mniej-więcej jak jeść,
                    żeby się najeść i nie mieć niedoborów i żeby jeszcze smacznie było.

                    Chcę na przykład wiedzieć, czy te wszystkie indeksy glikemiczne, których cała
                    sieć jest pełna, się do czegoś nadają? :) Do tej pory byłam przekonana, że biała
                    mąka to zło wcielone, toteż makarony we włoskiej knajpie jadłam z poczuciem
                    szkodzenia swojemu zdrowiu. A strączkowe - czy wszystkie są równie cacy, a może
                    niektóre są be? Lepsza soja, fasola czy soczewica (która? Bo jest jej multum
                    gatunków), a może każdego po trochu (co by mnie cieszyło)? Czy np. masło jest
                    cichym mordercą, czy wręcz przeciwnie? ;) Więc jakbyś przypadkiem znała jakieś
                    źródło na temat zdrowej diety dla osób z nieciekawymi genami, nie sprowadzające
                    się wyłącznie do porad typu: jedz na zmianę kurczaka i rybę pieczoną (jak
                    większość cudownych diet - a ja nie będę jadła ani jednego, ani drugiego), to
                    jestem żywo zainteresowana :) (jak w sieci, to może być nawet po niemiecku).
                    • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 20:55
                      kasico, diety ograniczajace wyrzuty insuliny sa genialne. Zapraszam tu:
                      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
                      Poczytaj, poszperaj w necie, znajdz tabelke z IG (trzeba uwazac, nie wszystkie
                      sa dokladne), i kombinuj. W razie czego sluze rada.
                      Makaron durum jest zdrowy poprzez proces produkcji. Mozna go jesc z warzywami
                      albo np z tunczykiem w sosie wlasnym:) A jesli sie nie chcesz odchudzac, to z
                      czym chcesz, byle bylo zdrowe.
                      Dobrze jednak przez pierwsze 3 miesiace nie laczyc tluszczy z weglami, zeby
                      uregulowac prace trzustki. A potem laczysz, co chcesz, w granicach oczywiscie :)
                      Zapraszam na forum :)
                      • martvica Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 21:04
                        Właśnie nie do końca sobie wyobrażam wszelkie niełączenie w wypadku
                        wegetarianizmu :)
                        • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 21:29
                          Da sie :) Tzn jesli sie jest takim wegetarianinem, co je produkty mleczne i
                          jajka, to jak najbardziej. Sa takie osoby na forum MM i daja rade :)
                          • martvica Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 22:36
                            O, to mnie zaciekawiłaś - jadam produkty mleczne, wprawdzie z dużą ilością
                            wyjątków (białe sery poza fetą, śmietana, kefir, maślanka) których nie znoszę od
                            dzieciństwa, ale jednak. Czyli da się? I dobrze im z tym? Bo ja mam wbite do łba
                            że trzeba łączyć różne białka/aminokwasy w posiłkach, znaczy np ryż z soczewicą
                            czy soję i kaszę, a to przecież białko i węglowodany, czego się chyba powinno
                            unikać w tych wszystkich kombinacjach?
                            Rozumiem że te osoby żyją i mają się dobrze, nic im nie brakuje?
                            • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 22:56
                              Martvica robisz dobrze. Nie daj sobie nic wmówić. Nabiał ma niepełną kombinację esencjalnych aminokwasów i trzeba łączyć. Szczególnie, gdy traktujesz wegetarianizm jako rozwiązanie długoterminowe. No chyba, że je się konsekwentnie i codziennie jajka. Niedobory pokazać się mogą jednak dopiero po bardzo długim czasie, bo nasze organizmy są długo odporne na rabunkową gospodarkę. ;-)
                              • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 23:23
                                Pierwszalitero, poczytaj troche o Montignacu, dobrze? Nic Martvej nie wmawiam,
                                napisalam, ze nabial mozna laczyc z weglami i z tluszczami, zalezy od proporcji
                                tluszczu do wegli w danym nabiale! I to tylko na poczaktu diety, po 3 miesiacach
                                juz mozna zjesc jajko z ryzem, byle odpowiednim.
                                • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 23:54
                                  klymenystra napisała:

                                  > Pierwszalitero, poczytaj troche o Montignacu, dobrze?

                                  Ach, MM to Montignac. :-) Jak mogłam zapomnieć, że w Polsce to jeszcze popularne. ;-) Całkiem sensowne przemyślenia, jednak już przestarzałe. I wiele rzeczy całkowicie zbędnych.
                                  • masza.s Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 00:25
                                    Czyli, dokładnie jakie? Serio się pytam, bez konieczności czytania dwóch
                                    podreczników do dietetyki. Dietę stosuję i na mnie działa w 100%. Zwłaszcza, że
                                    nie ogranicza kalorii/ilości jedzenia.
                                    • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 01:55
                                      To nie są podręczniki do dietetyki, tylko praktyczne, popularnonaukowe, dobrze się czytające książki, na poziomie ostatnich odkryć. Wybacz, ale chyba nie myślisz, że wszystko da się wyjaśnić w luźnej dyskusji na forum? Nawet nie zaczynam, bo byłoby to trochę niepoważne. Pamiętaj jednak, że mnie chodzi o sposoby dla ludzi z autentyczną nadwagą, a nie dla młodych, szczupłych dziewczyn z kosmetycznymi poprawkami. To co działa teraz u ciebie, niekoniecznie działa u kobiety, która waży 20-30 kg więcej i ma za sobą całkiem pokaźną dietetyczną karierę. Chudzielcami z urojoną nadwagą się nie zajmuję. ;-)
                                      • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 07:52
                                        Pierwszalitero wchodzilas na forum? Czytalas wypowiedzi ludzi, ktorzy dzieki MM
                                        pokonali np 38 kilo nadwagi? Czemu TY zawsze jestes pewna, ze tylko Ty mozesz
                                        miec racje i poslugujesz sie mentorskim tonem? Masza i ja uwazamy, ze MM jest
                                        ok, Ty znasz inne sposoby, rownie dobre i tyle. Ja Twoich nie krytykuje, wiec z
                                        laski swojej, przestan mowic o MM, o ktorym nie masz pojecia, a ja mam i wiem,
                                        ze dziala.
                                        • kura17 Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 10:26
                                          klymenystra napisała:

                                          > przestan mowic o MM, o ktorym nie masz pojecia, a ja mam i wiem,
                                          > ze dziala.

                                          dziala dla Ciebie, dziala dla Maszki, dzialal i dla mnie.
                                          ale przestal, niestety...
                                          przez prawie pol roku jedzenia montignaciem (z malymi grzechami, moze raz na
                                          tydzien) nie schudlam nic...
                                          a wczesniej chudlam ladnie i dobrze mi bylo z ta dieta...
                                          aha, i jestem na granicy nadwagi, wiec to raczej nie jest efekt "juz schudlas
                                          wystarczajaco, wiecej nie trzeba", ktory ponoc wystepuje w montignacu.
                                          w czasie calej 2 ciazy stosowalam "montignaca dla ciezarnych". i co?
                                          przytylam 18kg, tyle co w pierwszej ciazy, gdy zadnej diety nie stosowalam :( i
                                          tez sie pilnowalam, jadlam zdrowo, pasowalo mi to. a i tak tylam. pozwalam sobie
                                          od czasu do czasu na grzeszki (lody) i momentalnie, na drugi dzien po 1 lodzie,
                                          na wadze bylo 1-2 kg wiecej!
                                          potem przez 1-2-3 tygodnie znow MM, odmawianie sobie ciazowych zachcianek, waga
                                          mniej wiecej w normie i bam! kolejny lod, kolejne 1-2 kg...
                                          i od tej pory tak mam - jakiekolwiek odstepstwo od montignaca okupuje
                                          momentalnym wzrostem wagi... myslisz, ze to jest ok? mnie sie to bardzo nie
                                          podoba. nie jem tych "zakazanych" rzeczy czesto, ale bez przesady, zeby tak byc
                                          za to "karanym"?

                                          ja nie krytykuje diety montignaca. pozwolila mi sporo schudnac (po pierwszej
                                          ciazy), zaczelam jesc zdrowiej, wlosy i cere mam ladne (zwlaszcza cere, zero
                                          pryszczy). dobrze sie czuje.
                                          ale wyraznie widze na sobie "skutki uboczne". nie wiem, moze to moj problem, ale
                                          pragne ostrzec, ze i tak, jak u mnie byc moze...
                                          • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 16:19
                                            Twoj organizm sie zmienia i trzeba go obserwowac i do niego dostosowac, co jesz.
                                            To raz (ja np juz nie wciskam w siebie platkow, mimo ze dawniej uwielbialam, a
                                            teraz jest mi po nich niedobrze). A dwa- na forum np dziewczyny uprzedzaly, ze
                                            bywa tak, ze kazde ostepstwo to kilo wiecej- i potem 2-3 dni pierwszej fazy. I
                                            tyle. Ja jak robie odstepstwa, to robie to swiadomie i nie placze, ze nie
                                            chudne. Bo teraz nie chudne. Jestem na MM poraz drugi, organizm jest oporny,
                                            potrzebuje o wiele wiecej samozaparcia. Zdarza mi sie zjesc kukurydze (ktora
                                            dawniej nie miala na mnie wplywu), czy cos drugofazowego i wiem, ze to dlatego
                                            nie chudne. I nie mam pretensji do diety, bo zalozenia sa dobre, tylko trzeba
                                            ich przestrzegac. Nie przestrzegasz- nie ma efektow.
                                            • kura17 Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 16:31
                                              mi 2-3 dni I fazy nic nie daja.
                                              ba, mi pol roku I fazy nic nie dalo...

                                              jesli to jest dieta, w ktorej naturalne jest, ze po 1 lodzie na miesiac tyje (i
                                              nie moge zrzucic!) 1-2 kg od razu, to sorry, ale to dziwna dieta jest... tzn
                                              nierealna do sotsowania przez cale zycie.
                                              jak napisala Litera - ja chce jesc zdrowo i dobrze, ale od czasu do czasu zjesc
                                              loda lub ciasto i nie zaplacic za to 2 kg na stale...
                                        • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 13:12
                                          klymenystra napisała:

                                          > Pierwszalitero wchodzilas na forum? Czytalas wypowiedzi ludzi, ktorzy dzieki MM
                                          > pokonali np 38 kilo nadwagi? Czemu TY zawsze jestes pewna, ze tylko Ty mozesz
                                          > miec racje i poslugujesz sie mentorskim tonem? Masza i ja uwazamy, ze MM jest
                                          > ok, Ty znasz inne sposoby, rownie dobre i tyle. Ja Twoich nie krytykuje, wiec z
                                          > laski swojej, przestan mowic o MM, o ktorym nie masz pojecia, a ja mam i wiem,
                                          > ze dziala.

                                          Ja nie mówię, że nie działa. Montignac jest tylko trudną, skomplikowaną wersją Low Carb i całkowicie nieżyciową. Bazuje też na niektórych, już odrobinę nieaktualnych założeniach. Jeżeli jednak potrafisz się w ten sposób dycyplinować całe życie, to ci się uda. Wierz mi, schudnąć 38 kg wcale nie jest tak trudno. Nie tylko przy Montignacku. Ja codziennie rozmawiam z luźmi, którzy schudli już w życiu chyba ze 100kg, tylko, że kiedyś ta waga zawsze wracała. I z nadwiązką. Ja znam ludzi, którzy mają tak rozregulowane machanizmy głodu i sytości, że wracają z dwutygodniowego urlopu z 10-cioma dodatkowymi kilogramami. Może dlatego pozwalam sobie na mentorstwo, bo moim zadaniem jest sprowadzenie ich do stanu normalności. Nie schudnąć za wszelką cenę, tylko schudnąć w taki spsosób, by można było tą wagę utrzymać i jeszcze zjeść od czasu do czasu kawałek ciasta na urodzinach cioci. A o Montignacku mam pojęcie, tylko my tego nie nazywamy w Niemczech czuło MM. ;-) Ja po prostu nie uważam tego za najlepszy sposób "na zawsze" i tyle.
                                          • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 16:23
                                            Zasugerowalas, ze Montignac nie dziala na duza nadwage.
                                            Nie znam ludzi, ktorzy waza 100 kilo za duzo, ale wg mnie wtedy juz nie
                                            wystarczy tylko zmiana sposobu odzywania, tylko psycholog? Psychiatra? lekarz?
                                            Montignac jest metoda na cale zycie- dlatego na nim mozna utrzymywac stala wage.
                                            Jesli tylko jest sie wytrwalym, oczywiscie. Nie bardzo widze, jak mozna chudnac
                                            jedzac codziennie ziemniaki, mieso i kiszona kapuste- przeciez kazda dieta
                                            wymaga zmiany nawykow, nie uwazam, ze MM jest bardziej wymagajacy od innych. A
                                            na pewno rozsadniejszy od wielu, bo najadasz sie do syta.
                                            MM to nie jest czulosc tylko kwestia wygody.
                                            • kura17 Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 16:34
                                              ale ja bym chciala UTRZYMAC wage, stosujac I faze MM na codzien, i jedzac raz na
                                              tydzien loda/ciasto/batonika...

                                              i nie udaje mi sie to... (tzn stosuje I faze na codzien, raz na tydzien grzesze,
                                              i tak tyje...)
                                              oprocz tego mam tez troche ruchu, zupelnie gnusna nie jestem...

                                              Litera pisala o TRWALYM spadku wagi, u ludzi po roznych "przygodach"
                                              dietetycznych. a to troche co innego.
                                              • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 19:08
                                                A robilas badania hormonalne?
                                                • kura17 Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 19:21
                                                  no wlasnie sie wybieram
                                                  choc nie mam zadnych innych objawow problemow hormonalnych (ale to zaden dowod)

                                                  wiesz, z jednej strony "chcialabym", zeby to byly hormony, bo polubilam
                                                  montignaca i mi pasuje (ale bez takich jazd, jak mam teraz!! tak sie naprawde
                                                  ciezko, nomen onem ;) zyje)
                                                  a z drugiej strony, oczywiscie, wolalabym, zeby wszystko z hormonami bylo w
                                                  porzadku... tylko wtedy co z dieta (jako sposob jedzenia, nie odchudzania)?
                                                  tak czy siak - troche mnie to martwi ;)
                                                  • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 21.11.08, 07:42
                                                    Przebadaj sie, bo to strasznie dziwne, co piszesz:) I oby wyniki byly
                                                    satysfakcjonujace :))
                                            • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 23:38
                                              klymenystra napisała:

                                              > Zasugerowalas, ze Montignac nie dziala na duza nadwage.
                                              > Nie znam ludzi, ktorzy waza 100 kilo za duzo, ale wg mnie wtedy juz nie
                                              > wystarczy tylko zmiana sposobu odzywania, tylko psycholog? Psychiatra? lekarz?
                                              > Montignac jest metoda na cale zycie- dlatego na nim mozna utrzymywac stala wage
                                              > .

                                              Mnie chodziło o ludzi, którzy w całym życiu stracili już tyle na wadze. W całości. Nie wszystko na raz. Najpierw 20 w dół, 30 w górę, kolejne 20 w dół, 30 w górę i tak dalej. Takich jest mnóstwo.


                                              Nie bardzo widze, jak mozna chudnac
                                              > jedzac codziennie ziemniaki, mieso i kiszona kapuste- przeciez kazda dieta
                                              > wymaga zmiany nawykow, nie uwazam, ze MM jest bardziej wymagajacy od innych. A
                                              > na pewno rozsadniejszy od wielu, bo najadasz sie do syta.
                                              > MM to nie jest czulosc tylko kwestia wygody.

                                              No widzisz, a ja znam sposób z ziemniakami i kiszoną kapustą. To się nazywa tylko zmiana sposóbu odżywiania, a nie dieta. Skoro takie łatwe co robisz, to dlaczego MM po raz drugi? Nie dało się utrzymać?
                                  • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 07:49
                                    No tak, my w Polsce, to takie zacofane jestesmy... Ech, gdzie nam do Zachodnich
                                    oswieconych kobiet...
                            • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 23:14
                              Mylisz z inna dieta :)
                              W MM nie laczy sie tluszczy i weglowodanow zloznych, wegle proste (warzywa)
                              pasuja wszedzie. A bialko powinno byc w kazdym posilku.
                              Czyli przykladowo nie jem ryzu (ale tylko brazowego albo basmati) z miesem czy
                              tlusta ryba, ale za to dodaje do niego pomdory, brokulyn tunczyka w sosie
                              wlasnym, czy inny seler. A jak chce jajko, majonez, rybe, kure, ser zolty,
                              smietane, to wtedy tez tylko warzywa no i bez makaronu czy ryzu. Jedyne
                              przetwory mleczne, ktore mozna jesc z weglami zlozonymi to jogurt i kefir i
                              twarog do 2% tluszczu.
                              Tych zasad jest troche wiecej, np jakie produkty wolno, czego nie. Niektorzy,
                              dla szybszego chudniecia, nie jedza straczkow do tluszczy.
                              Jak widac ja zyje i mam sie dobrze, co? :)
                              • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 23:45
                                Sorry, ale nie wiem o czym piszesz. Mieszkam za granicą i pojęcie MM jest mi nieznane. Diet jest jak gwiazd na niebie i każda jakoś tam działa, niestety nie na zawsze. Ponieważ pracuję z ludźmi z nadwagą już bardzo długo, wiem, że im bardziej coś odbiega od normalnego odżywiania, tym mniejsza szansa, że delikwent wytrzyma dostatecznie długo. A strata wagi, to w zasadzie dopiero początek walki. Sztuką jest tą niską wagę utrzymać. I nie gniewaj się, ale takie łączenia i dzielenia, na przykładach, które podałaś, uważam za pseudonaukowe. Ryż bez mięsa, to jeszcze rozumiem, by odzielić białko zwierzęce od węglowodanów, też tak robimy, ale dlaczego wolno wtedy tuńczyka? Hm. Ja będę trzymała się tego co polecam u mnie, bo my robimy nie tylko dokładną analizę ciała poprzez BIA, ale pacjenci są też pod stałą opieką lekarza i na bieżąco robi się badania krwi i inne, by odpowiednio dostosować leki. Na przykład przy cukrzycy pacjenci potrzebują zwykle coraz mniejsze dawki insuliny, bo z sukcesem diety choroba często się powoli cofa.
                                • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 07:46
                                  Metoda Montignaca jest francuska, wiele dziewczyn mieszkajacych w Niemczech ja
                                  stosuje.
                                  Pseudonakuowe? No nie wiem, jest kilka innych diet, ktore opieraja sie na
                                  nielaczeniu i daja efekty- to proste - organizm najpierw trawi cukry, potem
                                  tluszcze. Jesli polaczymy oba, to tluszcz zdarzy sie odlozyc, bo cialo zajmie
                                  sie cukrem. Gdzie tu pseudonaukowosc?
                                  Tunczyk w oleju jest tlusty. Tunczyk w sosie wlasniym -mozna jesc do wegli. Co w
                                  tym dziwnego, skoro sam tunczyk jest chudy? Nawet chuda kure mozna do ryzu.
                                  CO do badan krwi- ja mam bardzo dobra morfologie (a mam za soba dluuuga anemie),
                                  moj tata, ktory wdrozyl wiekszosc moich rad, pozawalowiec z cukrem w gornej
                                  granicy, ma teraz idealne wyniki.
                        • kasica_k Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 02:24
                          No właśnie ja też nie bardzo. Przecież np. strączkowe, które są moim głównym
                          źródłem białka oprócz nabiału, zawierają też sporo węglowodanów, jako pasza
                          roślinna. A jedzenie kotletów sojowych z wody tudzież gotowanej fasoli bez grama
                          tłuszczu wydaje mi się w tej chwili dość przerażającym pomysłem :)
                          • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 07:55
                            Ale nie mozesz calkiem wyeliminowac tluszczu, bo bez niego witamin nie
                            przyswoisz. Chodzi o to, zeby nie bylo go wiecej, niz 2- 2,5 procent, wiec
                            spokojnie mozesz dodac np lyzke oliwy czy oleju z pestek winogron :) To bardzo
                            zdrowe :)
                            • kasica_k Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 23:49
                              Uff, to mnie pociesza :) Bo ja sobie bez oliwy życia nie wyobrażam :)
                      • kasica_k Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 02:31
                        Dzięki, o kombinowaniu z IG już sobie trochę czytałam swego czasu i nawet
                        schudłam trochę w ten sposób, choć nie trzymałam się tego ściśle i nigdy nie
                        bawiłam się w niełączenie tego z owym. Kilka rzeczy na tej podstawie wywaliłam z
                        jadłospisu - na przykład bułę, ale makaron zostawiłam :) Forum obejrzałam, lekko
                        mnie tylko zniechęciły rady dla wegetarian dotyczące jedzenia ryb. Wegetarianin
                        _nie je ryb_. Jeśli je ryby, to nie jest żadnym wegetarianinem :)
                        • klymenystra Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 07:57
                          Przeciez to sa tylko rady, w swoich ksiazkach MM nie nakazuje nic wegetarianom.
                          Masz wiele innych zrodel bialka, pisalam o tym wyzej.
                          • kasica_k Re: Pierwszalitero - duża prośba 21.11.08, 00:03
                            Tak tak, nikt niczego nie nakazuje, a w praktyce zostaje Ci fasola z wody z
                            łyżką oliwy i jajo na twardo na zmianę ;) Żartuję, ale po prostu tak do tej pory
                            mogę podsumować swoje poszukiwania w dziedzinie zdrowych diet, stąd mam uraz,
                            jak widzę "znowu te ryby" :) No ale muszę wrócić do tematu dietetycznego mimo
                            uprzedzeń :)

                            Swoją drogą, jestem przykładem na fałszywość popularnego poglądu, że wysoki
                            cholesterol jest skutkiem objadania się tłustym mięchem. Zbadali mi i mam za wysoki.
                            • kuraiko Re: Pierwszalitero - duża prośba 21.11.08, 00:22
                              hehe pewnie, że tak ;) ja nie jem tłustego mięsa i mam cholesterol
                              ponad normę. tak samo moja mama i brat (no on lubi ciastka z
                              cukierni z masą ;) ). prawdopodobnie to jest dziedziczne. moja mama
                              bierze jakieś tabletki na obniżenie cholesterolu, lekarz twierdzi że
                              tylko tak w jej przypadku można obniżyć. ja miałam w zeszłym roku
                              cholesterol 204, teraz 220 (norma do 200), rok temu miałam za to
                              trójglicerydy ponad normę o 25% :/ teraz mam trójglicerydy w normie
                              i w sumie inne wskaźniki w porządku z wyjątkiem cholesterolu
                              całkowitego. ale lekarka nic teraz nie zalecała. starałam się
                              wcześniej ograniczać właśnie ze wzgl. na trójglicerydy.
                            • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 21.11.08, 00:56
                              kasica_k napisała:

                              > Swoją drogą, jestem przykładem na fałszywość popularnego poglądu, że wysoki
                              > cholesterol jest skutkiem objadania się tłustym mięchem.
                              >

                              Dokładnie. Podobnie jest z masłem i jajkami. Ale nie przejmuj się, ludzie z trochę wyższym cholesterolem rzadziej chorują na nowotwory. Nie wiadomo na czym polega zależność, ale bardzo niski cholesterol nie jest koniecznie dowodem zdrowia. U ciężarnych cholesterol poniżej 160 jest nawet związany z ryzykiem poronienia. Ponadto przypuszcza się, że medyczne normy są zaniżone i "zbijanie" cholesterolu do ideału jest niepotrzebne. Warto sprawdzić też przy następnym badaniu stosunek między złym cholesterolem (LDL), a dobrym (HDL). Może okazać się, że jest nawet przy podwyższonym ogólnym wskaźniku idealny. LDL:HDL - 4:1 jest w porządku. Powyżej 5 zaczyna być krytycznie. A jak się już chce koniecznie, to bardzo dobrym naturalnym sposobem na obniżenie złego cholesterolu są włoskie orzechy. Wystarczy kilka dziennie. Lepiej zrezygnować też z tłuszczów typu trans. Występują prawie we wszystkich sklepowych wypiekach i ciastkach. Można sprawdzić też pracę tarczycy. No i u kobiet w okolicach menopauzy pod wpływem zmian hormonalnych cholesterol też lubi poskoczyć. Najważniejszym jednak faktorem podwyższającym cholesterol jest insulinoodporność (predyspozycja może być genetyczna) i nadwaga.
                              • kuraiko Re: Pierwszalitero - duża prośba 21.11.08, 01:42
                                tak - to jest współczynnik oznaczany na wynikach jako "risk."
                                można mieć trochę wysoki LDL, ale wyższy wskaźnik HDL może
                                utrzymywać "risk" poniżej 5. więcej niż 5 to ryzyko miażdżycy.
                                ja mam "risk" poniżej 5 (coś powyżej 4) i lekarka powiedziała, że
                                jest ok.
                                rok temu miałam te trójglicerydy za wysokie i zalecono mi tylko
                                modyfikację diety. dostałam ulotkę z piramidką żywienia i produktami
                                zakazanymi, dopuszczanymi sporadycznie i dozwolonymi.
                                starałam się do tego stosować (oczywiście bez przesady, np lubię
                                żółty ser, a tam był na indeksie ;) chociaż staram się wybierać
                                twarożki i serki homogenizowane). to było w tym roku, kiedy schudłam
                                5kg. trójglicerydy po roku też wróciły do normy
                              • kasica_k Re: Pierwszalitero - duża prośba 21.11.08, 03:26
                                Dzięki - w takim razie chyba widzę światełko w tunelu, bo właśnie sprawdziłam
                                swoje wyniki i co prawda całkowity i LDL mam przekroczone, ale owe stosunki
                                wyglądają już lepiej :)
                    • pierwszalitera Re: Pierwszalitero - duża prośba 19.11.08, 23:23
                      Spróbuj najpierw poczytać, o co chodzi z tą dietą niskoinsulinową i z czego wegetarianin mógłby skorzystać. Polecić mogę ci dwie książki:

                      Nicolai Worm, Doris Muliar "Dieta bez wyrzeczeń ubogowęglowodanowa"
                      www.medicon.pl/3541.html

                      dr med.Pape Detlef, dr med. Schwarz Rudolf "Chudnij podczas snu"
                      www.kursy-online.pl/ksiegarnia-jezykowa/chudnij-podczas-snu,p,318500

                      Worm jest wprawdzie zwolennikiem diety mięsnej, ale pisze też sporo o węglowodanach, roślinach strączkowych i maśle. ;-) I wyjaśnia dobrze fizjologiczne mechanizmy działania.
                      Pape łączy dietę białkową z węglowodanami w dosyć łatwy i praktyczny system, pozwalający obniżyć poziom insuliny bez większych wyrzeczeń i z zachowaniem wysokiego spalania. Może też coś skorzystasz. Obaj panowie są w Niemczech dobrze znani i doszli nawet do pewnej sławy w dietetycznym środowisku. Jednego znam nawet osobiście. ;-)
                      W sieci nie potrafię ci niczego polecić. Serio, w tym gąszczu poważnych i mniej poważnych informacji trudno się znaleść. ;-)
                      • kasica_k Re: Pierwszalitero - duża prośba 20.11.08, 02:34
                        Bardzo Ci dziękuję za linki.
              • klymenystra Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 19.11.08, 20:50
                pierwszalitero, biala maka (durum jest tu wyjatkiem, chodzi o pastyfikacje
                chyba) ma bardzo wysokie IG i powoduje uzaleznienie od slodyczy. a do blonnika
                organizm sie przyzwyczaja i tyle.
                • pierwszalitera Dieta niskoinsulinowa 19.11.08, 22:48
                  klymenystra napisała:

                  pierwszalitero, biala maka (durum jest tu wyjatkiem, chodzi o pastyfikacje
                  > chyba) ma bardzo wysokie IG i powoduje uzaleznienie od slodyczy. a do blonnika
                  > organizm sie przyzwyczaja i tyle.

                  Zgadza się. Tylko, że wysokie IG nie ma nic wspólnego z insulinową reakcją organizmu. Indeks glikemiczny był swego czasu modny, ale najnowsze badania dotyczące diet niskoinsulinowych potwierdzają idiotyczność niektórych wskazań. GI to tylko połowa prawdy, dlatego w nowoczesnej dietetyce mówi się o GL wartości glikemicznej, a to jest glikemiczny indeks przeliczony na 100g produktu. Na przykład biały chleb ma GI około 70, a żytni razowy 58. Jednak GL wynosi u pierwszego tylko 34, a u drugiego 32, praktycznie żadna różnica. Podobny GL mają też płatki owsiane. Legenda o wyższości ciemnego pieczywa nad białym jest bzdurą. Dobrą lekturą jest: www.medicon.pl/3541.html

                  Od słodyczy nie można się też uzależnić. To nie są narkotyki. ;-) Głód na słodycze i nieprzyjemne objawy spadku poziomu cukru wywołane są tylko wysokim poziomem insuliny. Wyreguluje się insulinę, co trochę niestety trwa, nie reaguje się już tak gwałtownie ani na na słodycze, ani na białą mąkę. A jak ktoś zakłada, że nie będzie jadł już nigdy słodyczy, to jest skazany na porażkę, bo preferencja do słodkiego jest genetyczna i pokazują ją już noworodki. Na temat jak reguluje się poziom insuliny bez rezygnacji ze słodyczy nie będę tu pisała, bo to trochę skomplikowane i wymaga indywidualnego podjeścia do pacjenta. Ja staram się dla każdego, kto przychodzi do naszej poradni znaleść indywidualne rozwiązanie. Za sukces wcale nieźle mi płacą. ;-) Takie "życiowe" rozwiązanie opisuje niemiecki autor Dr. D. Pape w książce, który przetłumaczona została niedawno z niemieckiego na polski "Chudnij podczas snu".
                  www.kursy-online.pl/ksiegarnia-jezykowa/chudnij-podczas-snu,p,318500
                  Tytuł moim zdaniem idiotyczny, bo ze snem wiele to wspólnego nie ma, ale za to funkcjonuje. :-)

                  A co do błonnika, do dużych ilości niektórzy się nie przyzwyczajają. Ludzie z założenia nie nadają się najlepiej do trawienia celulozy. ;-) Nie piszą tego z obserwacji własnego organizmu, tylko mam doświadczenie lat rozmów z wieloma pacjentami.

                  • klymenystra Re: Dieta niskoinsulinowa 19.11.08, 23:20
                    Pierwszalitero, slodycze absolutnie nie sa niezbedne i znajomy noworodek nic nie
                    wykazywal- dopoki nie byl karmiony slodkim, to sie nie domagal. Warzywka i owoce
                    wystarczaly. Ja jestem przykladem, ze mozna odstawic slodkie calkowicie, swego
                    czasu od samego zapachu ciasta mnie mdlilo, a czekolada 80% kakao byla troche za
                    slodka. To pisze ja, ktora potrafila zjesc czekolade, paczke drazy i cukierki w
                    ciagu godziny.
                    A jak pisze o uzaleznieniu, to wlasnie to mam na mysli- skoki insuliny. Jak
                    palisz, to tez Ci rozne rzeczy skacza, a potem inne domagaja sie ponownego
                    zapalenia. Czysta fizjologia.
                    Ja nie wiem, moze i IG i ciemnie pieczywo to bzdury, ale ja wiem, ze czuje sie
                    po nich lepiej. Bo kromeczce z bialej maki jest mi ciezko na zoladku, nie mowiac
                    o tym, ze blyskawicznie jestem glodna.
                    Moze Ty jestes dietetykiem, ja tylko empirykiem. Wiem, co robi dobrze mojemu
                    organizmowi, po czym lepiej sie czuje, lepiej wygladam, ba, nawet mam lepszy
                    nastroj (niech zyje obiad z pierogow z bialej maki- popoludniowy dol
                    gwarantowany) i wiem, jak dziala na te osoby, ktore to stosuja. Efektow
                    negatywnych nie widze, moza poza tym, ze wiecej kasy sie na jedzenie wydaje i
                    wiecej o tym mysli.
                    • masza.s Re: Dieta niskoinsulinowa 19.11.08, 23:26
                      Mój nauczyciel biologii, który nie jest tylko nauczycielem biologii, ale bodajże
                      doktorem nauk biologicznych, sam osobiście mówił nam parę tygodni temu od
                      uzależnieniu od słodyczy i słodkiego... I z tego co wiem, ten pogląd nie został
                      jakoś znacznie obalony - ja nic takiego nie słyszałam.

                      Moje doświadczenia są dokładnie takie jak klymenstryny.

                      Swoją drogą - przez cały okres dojrzewania byłam wegetarianką, od 11 do 17 roku
                      życia czy nawet dłużej. I generalnie nic nie brakowało mojej diecie.
                      • pierwszalitera Re: Dieta niskoinsulinowa 20.11.08, 00:02
                        masza.s napisała:

                        > Mój nauczyciel biologii, który nie jest tylko nauczycielem biologii, ale bodajż
                        > e
                        > doktorem nauk biologicznych,

                        Hu, hu, hu, doktor nauk biologicznych. ;-) No, ja dietetyczką też nie jestem, kończyłam tylko psychologię. Wcześniej studiowałam wprawdzie trzy semestry biologii, ale to na doktora nie starczy. ;-) A doświadczenie zdobywałam we współpracy z lekarzem internistą dietetykiem na żywym elemencie. A tego w Niemczech nie brakuje. Wprowadzono już nawet nowe autobusy w komunikacji miejskiej ze specjalnymi siedzeniami dla "szerokich" ludzi. ;-)

                        • masza.s Re: Dieta niskoinsulinowa 20.11.08, 00:23
                          Albo biochemii. Licho go wie, w każdym razie omawialiśmy cukry i specyfikę
                          słodyczy dokładnie - tam samo jak szkodliwych tłuszczy.
                          Dlaczego nie można się uzależnić od słodyczy, skoro psychicznie można od
                          wszystkiego? Dlaczego nie występuje fizyczne uzależnienie?
                          • pierwszalitera Re: Dieta niskoinsulinowa 20.11.08, 01:11
                            masza.s napisała:

                            > Albo biochemii. Licho go wie, w każdym razie omawialiśmy cukry i specyfikę
                            > słodyczy dokładnie - tam samo jak szkodliwych tłuszczy.
                            > Dlaczego nie można się uzależnić od słodyczy, skoro psychicznie można od
                            > wszystkiego? Dlaczego nie występuje fizyczne uzależnienie?

                            E, psychicznie można uzależnić się od wszystkiego. Mówimy, tu jednak o uzależnieniu wywołującym fizyczne objawy. A jak komuś spadnie poziom cukru, to podniesie go i porcją ryby z warzywami, fasolki w sosie pomidorowym, albo kromką chleba z serem. Może wolniej niż cukierkami, ale równie dobrze skutecznie. Każdy rodzaj węglowodanów rozkładny jest w organiźmie na cukier prosty, nawet z białka się też da. W pewnym sensie to wszystko jedno skąd bierze się cukier, a że bez cukru żyć się nie da (mózg odżywia się tylko cukrem), nie można mówić o uzależnieniu, a raczej o biologiczniej potrzebie. Jeżeli ktoś nauczył się zabijać głód słodyczami, albo traktuje słodycze jako sposób na zaspokojenie różnych psychicznych potrzeb, to zupełnie inna sprawa. W pierwszym przypadku pomaga regularne, dopasowane do kalorycznych potrzeb odżywianie, w drugim psychoterpia. ;-)
                    • pierwszalitera Re: Dieta niskoinsulinowa 19.11.08, 23:51
                      klymenystra napisała:

                      > Pierwszalitero, slodycze absolutnie nie sa niezbedne i znajomy noworodek nic ni
                      > e
                      > wykazywal- dopoki nie byl karmiony slodkim, to sie nie domagal.

                      To, że preferujemy słodkie od urodzenia jest faktem niezaprzeczalnym, empirycznie potwierdzonym. W każdym podręczniku psychologii, z odpowiednimi fotkami noworodków. Takich po kilka godzin na tym świecie. Nie przekonasz mnie.
                      A skoro wiesz co ci służy, to bardzo dobrze. Każdy powinnien znaleść indywidualne wyjście. :-)
                      • klymenystra Re: Dieta niskoinsulinowa 20.11.08, 07:49
                        Jakis czas temu czytalam bardzo madry artykul na temat tzw genetycznych
                        predyspozycji. No i, co z musze CIe rozczarowac, one nie sa takie kluczowe. Nie
                        powiem dokladnie o co chodzi, bo nie mam juz tamtej gazety, ale srodowisko ma
                        jednak nieco wiekszy wplyw, niz sie do tej pory przypuszczalo. A logiczne jest,
                        ze dziecko bedzie chcialo slodkie, jesli mama w ciazu jadla czekolade. Co tu ma
                        psychologia do rzeczy?
                        • pierwszalitera Re: Dieta niskoinsulinowa 20.11.08, 23:31
                          klymenystra napisała:

                          > Jakis czas temu czytalam bardzo madry artykul na temat tzw genetycznych
                          > predyspozycji. No i, co z musze CIe rozczarowac, one nie sa takie kluczowe.

                          One nie są kluczowe, one są fundamentalne! Ale przypuszczam, że mylisz pojęcia i chodzi ci o ostatnie badania dotyczące wpływów środowiska na zmiany w bazach DNA. Coś takiego czytałam niedawno w niemieckim Spieglu. Autorom chodziło o to, że takie zmiany powstawać mogą z jednej generacji na drugą, o wiele szybciej niż dotychczas przewidywano. Ale jeżeli chodzi o wagę, to genetyka przyjęta od rodziców ciągle gra największą rolę. I oczywiście sposób odżywiania w czasie ciąży. Dzieci matek skrajnie niedożywionych mają częściej skłonność do nadwagi. I owszem, dzieci przejmują często sposób odżywiania od rodziców. Nauka na modelu. To jest psychologia. Genetyczne predyspozycje do słodkiego to też psychologia. Dokładnie psychologia ewolucyjna. Słodki smak informuje o cukrze, cukier jest dobry i potrzebny, dlatego preferencja słodyczy jest ewolucyjnie stabilną strategią przenoszoną z pokolenia na pokolenie. Wynalazek przemysłu cukierniczego jest relatywnie nowy i jednak tak szybko nasza biologia poprawek nie wstawia instalując w mózgu hamulec. ;-)Widzisz, biologia, funkcjonowanie naszego ciała, praca mózgu, genetyka, teorie ewolucyjne, to wszystko należy do programu studiów nowoczesnej psychologii.
                          • klymenystra Re: Dieta niskoinsulinowa 21.11.08, 07:45
                            Ja wiem, co mam na mysli. Nawet, jesli mamy do czegos predyspozycje, to jesli
                            srodowisko nie zadziala, to gen sie nie uaktywni.
                            Cukier jest potrzebny, ale jest w warzywach, owocach, makaronach itd. Jesli ktos
                            ciagle je czekolade, to jest uzalezniony.
                          • klymenystra Re: Dieta niskoinsulinowa 21.11.08, 07:47
                            A co programu psychologii, to moze nie traktuj mnie jak niedorozwinietej, bo
                            zajecia z psychologii mam, jak rowniez znajomych na kierunku psychologia. I cos
                            nieco czytalam. I juz w latach 50 bylo w nich "duzo biologii". Wiec nie do konca
                            taka nowoczesna ta wizja.
                    • luliluli Re: Dieta niskoinsulinowa 20.11.08, 08:13
                      wszystko ok, ale z tymi pierogami nie przesadzajmy:) jako miłośnik
                      pierogów, mam świetny nastrój zawsze jak wpadam do "Pierożka" na
                      ruskie;) Ale może to kwestia psychicznego połechatania, bo ja kocham
                      Pierogi. Każde. Zawsze. Wszędzie:)
                      • klymenystra Re: Dieta niskoinsulinowa 20.11.08, 16:15
                        Nie przesadzam. Odzywczailam sie od bialej maki i teraz, jak juz zdarza mi sie
                        ja zjesc, to zle sie czuje i mam dola, jakby mi hormony skakaly. Fizjologia.
                    • kura17 noworodek i slodkie :) 20.11.08, 10:44
                      probowalyscie kiedys mleko kobiece???
                      slooooodkie jest :) czasem nawet bardzo.
                      zreszta krowie tez. i kozie (takie probowalam).
                      mysle, ze to jakos sie ma do tych predyspozycji do slodkiego.
          • masza.s Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 18:40
            Jajka?

            Chleb byłby idealny żytni z mąki z pełnego przemiału - nie znalazłam takowego.
            Najlepiej w fazie odchudzania odstawić chleb w ogóle - mi to samo pomogło, teraz
            zjadam czasem ciemny.
            • pierwszalitera Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 20:34
              masza.s napisała:

              > Jajka?

              O najlepszym się zwykle zapomina. ;-) Jajka są genialne. :-)
              • kura17 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 20:54
                a cholesterol? tak wszyscy tym teraz strasza... ja jajka bardzo lubie,
                cholesterol mam w normie i w sumie nie wiem, na ile ich moge sobie w tygodniu
                pozwolic?
                • pierwszalitera Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 18.11.08, 21:10
                  Legenda. Cholesterol z żywności nie jest przez organizm przyswajany. Dlatego od jajek nikomu się nie podniesie. Wysoki poziom cholesterolu jest wynikiem zaburzeń w wytwarzaniu cholesterolu w samym organiźmie. Wygodny tryb życia, nadwaga, przetworzone żarcie, tłuszcze typu trans w margarynie, fast foodach, słodyczach i czipsach, mało warzyw i owoców, oraz alkohol, to są rzecz, które sprzyjają wysokim wartościom cholesterolu. Masz za wysoki jedz orzechy, tłuste ryby morskie i olej rzepakowy. I zacznij się ruszać. :-)
                  • kura17 Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 19.11.08, 09:55
                    a to widze, ze mi raczej wysoki cholesterol nie grozi ;) jesli nie przestane sie
                    ruszac, znaczy sie...
                    wysoko-cholesterelowe-grzechy raczej mnie nie dotycza (poza sklonnoscia do
                    lenistwa ;).
                    i ryby i olej rzepakowy jadam regularnie. z orzechow na razie musze zrezygnowac,
                    bo mam aparat na zebach i one akurat sa zakazane przez ortodonte (tzn cale, zeby
                    tego ustrojstwa nie polamac, moge jesc mielone, np w ciastach :)
    • kuraiko ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 17.11.08, 23:39
      ale utrzymanie wagi w normie ;) ja mogę wagę w normie utrzymać tylko
      dzięki kontroli jedzenia, jeśli widzę, że waga idzie chociażby 0,5kg
      w górę, to od razu ograniczam jedzenie i jest spoko. zależy mi w
      pierwszej kolejności żeby nie utyć - gdybym popuściła pasa, to
      szybko bym utyła np 2-3kg.
      • masza.s Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 17.11.08, 23:46
        No, przez zaciskanie pasa zapewne nie dostarczasz sobie odpowiednich elementów.
        Waga codziennie wieczorem idzie Ci o 0,5 w gorę czy w ciągu dnia. Jeśli musisz
        być na diecie ilościowej, by utrzymać wagę, to Twoja dieta naprawdę jest szkodliwa.

        Nie wspomnę o tym, że zdrowy styl odżywiania to nie wygląd, ale przede wszystkim
        zdrowie.
        • kuraiko Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 18.11.08, 00:12
          nie no ja się nigdy nie ważę w ciągu dnia czy wieczorem, a jeśli
          nawet to nie biorę tego pod uwagę, bo wieczorem ważę zazwyczaj 1kg
          więcej niż rano ;) biorę pod uwagę tylko wagę poranną, na czczo,
          ewentualnie po wypróżnieniu i bez ubrania.
          • masza.s Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 18.11.08, 00:31
            Ale i tak zmiany 0,5 nic nie znaczą.
            Dlatego ja nie mam wagi. I tak nie liczy ciężaru cycków, wagi kości ta moja i
            tak dalej. Dla mnie liczy się zdrowie. Plus wygląd.
          • pitupitu10 Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 19.11.08, 11:57
            KAŻDY waży wieczorem ok. 1kg więcej niż rano. Ważyć powinniśmy się tak raz na
            tydzień, a nie codziennie. Z dnia na dzień każdy ma wahania w tę czy inną
            stronę: z powodu cyklu (przed okresem w organizmie zatrzymuje się woda),
            zjedzonego większego posiłku, zjedzenia czegoś słonego (sól zatrzymuje wodę), etc.
      • pitupitu10 Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 18.11.08, 10:46
        Kuraiko, nie staraj się całkowicie zrezygnować ze słodyczy, bo to niewykonalne i
        wpływa na jakość życia ;) Ustaw sobie jakiś limit - np. że w jeden dzień zjesz
        max 3 kostki czekolady albo 2 ciastka. Słodycze jedz po posiłkach. I jedz
        regularnie! Wtedy nie będzie ci spadał cukier i nie będziesz mieć napadów głodu
        czy ochoty na słodkie. Ja tak robię, jem normalne obiady i waga stoi w miejscu.
      • plica Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 18.11.08, 22:49
        jeśli widzę, że waga idzie chociażby 0,5kg
        > w górę, to od razu ograniczam jedzenie i jest spoko.

        haha. pol kilo? nie przesadzasz aby? przeciez to wystarczy pojsc lub nie pojsc do toalety lub porzadnie sie spocic :)
      • plica Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 18.11.08, 22:52
        jeśli widzę, że waga idzie chociażby 0,5kg
        > w górę, to od razu ograniczam jedzenie i jest spoko.

        nie przesadzasz aby? pol kilo? przeciez to pojsc albo nie pojsc do toalety, lub porzadnie sie spocic, albo opic sie wody.
        • plica Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 18.11.08, 22:54
          o. jeden mi wywalilo, potem mnie wywalilo, a tu o! obydwa poszly.
        • kuraiko Re: ale mnie chodzi nie o chudnięcie... 19.11.08, 00:46
          to byłoby możliwe, gdybym się ważyła np w ciągu dnia ;) ale nie rano
          na czczo ;)
    • pitupitu10 Kuro.. 18.11.08, 11:28
      Chcę ci powiedzieć, że miło mi się czyta twoje posty. :) Podeszłaś do sprawy
      rozsądnie, DZIAŁASZ - jeździsz na rowerze, spacerujesz, gimnastykujesz się. To
      jest już duży krok naprzód. Widać, że masz dużą motywację. Mogłaś przecież
      napisać "Od jutra tylko sałata." czy inny bezsens.

      Jesteś już "rozruszana", piszesz, że polepszyła ci się kondycja. Teraz czas na
      kolejny krok. Tak zorganizuj sobie czas, żeby mieć 3 razy w tygodniu wolne 45-50
      minut. Serial/film nagraj i obejrzyj później - będziesz mogła przewinąć reklamy
      HA!. Nie musisz oglądać "Faktów" o 19, jest przecież TVN24 i internet. Raz w
      tygodniu wyjedz resztki z lodówki lub zrób zupę z torebki. Jak się chce, to
      można! Wybierz taką aktywność fizyczną, jaka tobie się podoba. Lubisz jeździć na
      rowerze - super! Opracuj sobie jakąś trasę, której pokonanie zajmie ci ok. 50
      minut. Możesz zabrać ze sobą męża i dzieci. :) Gimnastyka? Zajrzyj na Allegro.
      Jest bardzo dużo różnych zestawów ćwiczeń: aeroboks, pilates, bollydance, różne
      kursy tańca... Zajrzyj też na eBay, jest tam pewnie jeszcze większy wybór.
      Możesz też po prostu wymyślić własny zestaw ćwiczeń. :) Najważniejsze to się nie
      znudzić. Jak czujesz, że opuszcza cię ochota na ćwiczenia, to zrób coś zupełnie
      innego niż dotychczas. Zamiast gimnastyki w domu - idź na basen. Zamiast roweru
      - idź na siłownię. Wymień się z kimś filmami. Włącz ulubioną muzykę i szalej po
      pokoju. :) Jeśli mieszkasz w domu z ogrodem, to polecam stół do pingponga. :) To
      wciąga!

      To jest tak: jak komuś na czymś zależy to znajdzie na to czas. Kinoman pójdzie
      kilka razy w miesiącu do kina, miłośnik książek wysupła ostatni grosz na ciekawą
      książkę, a osoba, której zależy na schudnięciu znajdzie czas na chudnięcie :)

      Kuro, wierzę w ciebie . :)
      • pitupitu10 Re: Kuro.. 18.11.08, 11:49
        Skoro lubisz taniec, to może tutaj znajdziesz coś ciekawego:
        www.tinyurl.pl/?KSu3cWd8
        Na eBay na pewno znajdziesz to taniej.

        No i jeszcze przynudzę o regularnych posiłkach. :) Skoro próbowałaś i byłaś
        głodna, to znaczy, że jadłaś za mało. Te posiłki nie muszą być małe. Jedz tyle,
        na ile masz ochotę. Ważne, żeby wyrobić sobie nawyk. Zjedz coś o danej godzinie,
        nawet jeśli nie nie jesteś szczególnie głodna. Zobaczysz, organizm szybko
        przestawi się na taki "tryb pracy" i nie będziesz miała ochoty jeść bardzo dużo.
        Ja często jem drożdżówki na uczelni. Nie jest to może najzdrowsze jedzenie, ale
        lepsze to, niż nic nie jeść przez cały dzień.
        • kura17 Re: Kuro.. 18.11.08, 12:24
          jak sie najem, zeby nie byc glodna, to mi wystarcza 3 posilki dziennie :)

          na razie od mikolaja (meza :) dostane miesieczny karnet do "szkoly baletowej",
          ktora mamy pod nosem, musze tylko jeszcze wyprobowac i wybrac jakies zajecia :))
        • kura17 Pitupitu 18.11.08, 12:38
          wiesz co, a moze ja sobie NAJPIERW sprawie taka kasete lub dwie, a potem zapisze
          sie do szkoly tanca (jesli mi sie spodoba)??? to tansze rozwiazanie :) i mniej
          czasu mi wyjdzie na dojazdy, ha!

          super pomysl, dzieki!!! teraz wlasnie przegladam te oferty i naprawde sa fajowe.
          ja mieszkam w niemczech, jest amazon.de, nie ma problemu z takimi zakupami :)

          ps. ja tv wcale nie ogladam. jedyne moje grzechy to ksiazki i internet ;)
          aha i lenistwo :))
          • pitupitu10 Re: Pitupitu 18.11.08, 12:42
            > wiesz co, a moze ja sobie NAJPIERW sprawie taka kasete lub dwie, a potem zapisz
            > e
            > sie do szkoly tanca (jesli mi sie spodoba)??? to tansze rozwiazanie :) i mniej
            > czasu mi wyjdzie na dojazdy, ha!

            Myślę, że ze szkołami tańca jest tak jak z klubami fitness: nie musisz od razu
            kupować karnetu, możesz wejść na pojedyncze zajęcia i zobaczyć jak to wygląda.
            Ale może się mylę. Sprawdź na stronie internetowej szkoły.
            • kura17 Re: Pitupitu 18.11.08, 12:51
              tak, tam mozna przyjsc na zajecia probne za darmo.
              ale to zawsze strata czasu "na dojazd" ;)

              musze przemyslec, pomysl z tanczeniem z kaseta mi sie podoba :)
          • tfu.tfu Re: Pitupitu 18.11.08, 13:01
            ja tak zaczynałam z jogą i pilatesem :) pilates na dvd poszedł w dobre ręce, ja
            zakupiłam niedawno "yoga masterclass" ;) i to jest 45 minut bez dojazdów, bez
            pocenia, bez wysiłku właściwie. jedyne czego potrzebujesz to mata
            antypoślizgowa. (mamy wątek o jodze, mamy ;))
            od siebie dodam, że ćwicząc regularnie ani razu nie miałam przeziębienia, grypy,
            zapalenia zatok czy innych cudowności, jakie zwykle miewam przez cały sezon
            jesienno-zimowy.
            każda forma aktywności fizycznej to błogosławieństwo. jak się nie da ćwiczyć
            codziennie, to zamiennik: dłuższy spacer z psem, do pracy podejść, a nie
            podjechać (o ile jest możliwość) i sprzątanie bardzo dobrze robi ;)
            trzymam kciuki! :) (tak na serio z jogą wystarczy 30 minut dziennie, codziennie ;))
            • pitupitu10 Re: Pitupitu 18.11.08, 13:11
              > każda forma aktywności fizycznej to błogosławieństwo. jak się nie da ćwiczyć
              > codziennie, to zamiennik: dłuższy spacer z psem, do pracy podejść, a nie
              > podjechać (o ile jest możliwość) i sprzątanie bardzo dobrze robi ;)

              W moim przypadku codzienne ćwiczenia to nie jest dobry pomysł. Szybko zaczyna
              się "niechcenie" ;). A jak ćwiczę tak 3 razy w tygodniu, to mogę sobie odpocząć
              ;), przesunąć "termin" jak coś mi nie pasuje, no i nie mam w głowie takiego
              przymusu, że MUSZĘ ćwiczyć codziennie.
              • tfu.tfu Re: Pitupitu 18.11.08, 14:31
                z jogą mam tak, że pierwsze 3 tygodnie jest niechciej, a potem jak nie mogę
                poćwiczyć to chora jestem ;) to chyba jedyne zdrowe uzależnienie ;)
            • kura17 joga 18.11.08, 13:13
              a taka joga sie nie nudzi? ;)
              mi sie ona zawsze kojarzy z siedzeniem zwinietym w precelek i patrzeniem w
              przestrzen... nie... to nie dla mnie :)))
              • tfu.tfu Re: joga 18.11.08, 14:33
                a widziałaś kiedyś, żeby na jodze ktoś siedział zwinięty w precelek? :O ja nigdy
                nie siedzę zwinieta w precelek ;) mylisz pojęcia ;)
              • nanah Re: joga 19.11.08, 00:04
                O, mnie zupełnie się nie nudzi:) Joga kojarzy się pewnie większości z relaksem,
                muzyczką, oddychaniem i kadzidełkami, a wcale tak nie jest. Przy niektórych
                pozycjach można bardzo się spocić i tętno mocno skacze:) A nie nudzi się
                dlatego, że jest w jodze olbrzymie pole do progresu w pozycjach. Za każdym razem
                można wyciągnąć się, skręcić mocniej czy utrzymać o chwilę dłużej, ciało staje
                się lżejsze i pozycja przyjemniejsza. I robi się te same pozycje, ale wraz z
                ćwiczeniem czuje się je inaczej i na inne elementy można zwrócić uwagę. I
                właściwie na każdej lekcji znajdą się jakieś pozycje dla mnie bardzo wymagające
                i męczące, jak na przykład
                - mostek: yoga.about.com/od/yogaposes/a/wheel.htm
                - pozycja kija (dla mnie trudniejsza i się bardziej zasapię niż przy
                jakichkolwiek pompkach:) yoga.about.com/od/yogaposes/a/chaturanga.htm
                - albo na przykład okręt: yoga.about.com/od/yogaposes/a/boat.htm
                Oczywiście na siłę nie namawiam:) Zachęcam do spróbowania, szczególnie jeśli
                masz gdzieś w okolicy jogę Iyengara. Natomiast generalnie joga jest dla każdego
                i w każdym wieku. Pamiętam jeszcze jak chodziłam na zajęcia będąc w liceum i
                była tam taka rześka 60latka. Opowiadała, że się przekonała, chodzi na zajęcia a
                także ćwiczy codziennie w domu. Wróciła do swojej wagi z lat wcześniejszych oraz
                zdecydowanie poprawiło jej się zdrowie. Ponadto ten młody wygląd i blask w oku:)
                Fajnie też, że widzi się coraz więcej ćwiczących panów.
                • kuraiko Re: joga 19.11.08, 00:51
                  nigdy nie byłam w stanie zrobić mostka :((( pewnie przez mój
                  pokrzywiony kręgosłup. nawet w okresie, kiedy byłam nieźle
                  rozciągnięta i robiłam na wyluzie niektóre pozycje z jogi (z książki
                  Maliny Michalskiej), to nie byłam w stanie zrobić mostka :/ znam za
                  to osoby, które z takim sobie rozciągnięciem i średnią kondycją
                  mostek potrafią zrobić "od ręki" ze stania...
                  • nanah Re: joga 19.11.08, 00:54
                    Za mostek ze stania to szacun:) Ja umiem tylko z leżenia.
                    Jeśli masz problemy z kręgosłupem, to pozycje jogi trzeba dostosować do swoich
                    potrzeb i możliwości i niektóre robić delikatniej. Ale tu już nauczyciel
                    powinien poradzić:)
                    • kuraiko Re: joga 19.11.08, 00:57
                      hehe ja teraz potrafię nawet oderwać od podłoża część pleców,
                      wooow ;) a mostek ze stania to nie na moje nerwy, tak lecieć do tyłu
                      O_o
                      a to w ogóle chyba wina lordozy lędźwiowej, nie mogłam też wykonywać
                      stania na rękach z nogami opartymi o ścianę bo okropnie mnie bolał
                      kręgosłup :/
                  • tfu.tfu Re: joga 19.11.08, 11:56
                    joga nie jest od wykonywania asan "na siłę", ja mostu nie zrobię, robię
                    wariacje, stania na rękach i na głowie też nie, robię wariacje :)
                    i to jest właśnie w jodze najfajniejsze: jak czegoś nie możesz, to zawsze jest
                    podobna asana o mniejszym stopniu "skomplikowania" :)
                    no i dla "niedowiarków": po 6 miesiącach codziennych ćwiczeń wydłużyłam się o
                    3cm ;) wysmukliłam się i ani razu nie zachorowałam!
                • plica Re: joga 19.11.08, 07:25
                  > - pozycja kija (dla mnie trudniejsza i się bardziej zasapię niż przy
                  > jakichkolwiek pompkach:) yoga.about.com/od/yogaposes/a/chaturanga.htm

                  o wlasnie. to jest trudne. na poczatku w ogole nie moglam tego wystac. teraz wytrzymuję coraz dluzej. faaaaaaaaajne :)
              • plica Re: joga 19.11.08, 07:21
                sa rozne odmiany jogi. te spokojne statyczne i takie co niezle w kosc daja.
      • kura17 Re: Kuro.. 18.11.08, 12:34
        dzieki za sugestie i linki
        moze cos wymysle...

        niestety, czasu ciagle malo... wiem, ze sie da wygospodarowac, ale to zawsze
        jest "zamiast"... musze robic cos, czego specjalnie nie lubie (no nie lubie
        wysilku fizycznego, nie ma sie co oszukiwac :), zamiast czegos, co uwielbiam, a
        na co i tak mam malo czasu... (chocby czytanie). moj dzien zaczyna sie o 5:30,
        konczy o 23 (czasem padam wczesniej). i bardzo potrzebuje, dla kondycji
        psychicznej, troche czasu na poleniuchowanie na swoj sposob (i nie sa to
        cwiczenia fizyczne :)). i jak do obowiazkow dodam 1-2 godziny "dla mnie", to juz
        czasu nie mam...
        ... ale 1-2 razy w tygodniu sprobuje :) jak juz wspomnialam gdzies - mikolaj mi
        przyniesie miesieczny karnet do szkoly tanca :)) to dosc droga impreza, wiec
        pewnie potem kupie sobie jakas kasete i bede cwiczyc w domu. ale maz bedzie mial
        ubaw :))
        • pitupitu10 Re: Kuro.. 18.11.08, 13:00
          > cwiczenia fizyczne :)). i jak do obowiazkow dodam 1-2 godziny "dla mnie", to ju
          > z
          > czasu nie mam...
          > ... ale 1-2 razy w tygodniu sprobuje :)

          PO PIERWSZE: nie żadne 1-2 godziny, tylko 50 minut.
          PO DRUGIE: nie codziennie, tylko 2-3 razy w tygodniu.
          Wychodzi 2,5 godziny na 7 dni. To nie jest jakoś STRASZNIE dużo.

          > niestety, czasu ciagle malo... wiem, ze sie da wygospodarowac, ale to zawsze
          > jest "zamiast"... musze robic cos, czego specjalnie nie lubie (no nie lubie
          > wysilku fizycznego, nie ma sie co oszukiwac :), zamiast czegos, co uwielbiam, a
          > na co i tak mam malo czasu... (chocby czytanie).

          Zawsze robimy coś "zamiast".

          Dlatego ci napisałam, żebyś znalazła coś, co ci się podoba. Jeśli będziesz
          myślała o ćwiczeniach jak o zasuwaniu w kamieniołomach, to będzie ciężko i
          szybko się poddasz. Niech to będzie coś fajnego, zabawa. No i pamiętaj po co to
          robisz.

          Dużo zmieniaj! Jeśli zdecydujesz się na filmy, to nie wykonuj w kółko jednego
          "treningu". Kup sobie 3 różne zestawy i za każdym razem wybieraj inny. W ten
          sposób wolniej ci się znudzą.
          • kura17 Re: Kuro.. 18.11.08, 13:17
            hehe, 50 minut to tylko, gdy trenuje w domu :)
            jesli sie gdzies "wybiore", to trzeba liczyc dojazd :))
            ... i dodatkowy prysznic! czyli kolejne 15 minut :)))

            a tak naprawde, to wiem, ze w zyciu wszystko jest zamiast... ja jestem czlowiek
            ksiazkowo-kanapowy, dlatego tak trudno mi ruszyc tylek... no i jednak troche
            zmeczony czlowiek (2 malych dzieci i praca), wiec tym bardziej trudniej
            wieczorem sie zmusic do wysilku. w sumie idealnie byloby cwiczyc w domu rano
            (brak dodatkowego prysznica, bo i tak zawsze rano sie kapie :)). ale raczej
            niewykonalne, bo musialabym wstac ok 4:30 (o 5:30 i tak mamy pobudke :)...
            troche wczesnie :)

            ale we wszystkim, co piszesz - masz racje.
            ja dojrzewam powoli, robie male kroki, male zmiamy (jazda na rowerze do pracy,
            gimnastyka codziennie, ale krotko).

            i rzeczywiscie, musze postawic na roznorodnosc, bo mi sie te wszystkie cwiczenia
            okropnie nudza :)
            • pitupitu10 Re: Kuro.. 18.11.08, 13:27
              > hehe, 50 minut to tylko, gdy trenuje w domu :)
              > jesli sie gdzies "wybiore", to trzeba liczyc dojazd :))
              > ... i dodatkowy prysznic! czyli kolejne 15 minut :)))

              Tak, tak, wymyślaj jeszcze, wymyślaj... ;)

              A tak serio - czy ciebie ktoś gdzieś wygania? Możesz ćwiczyć w domu, wybrać
              energiczny spacer albo jazdę na rowerze po okolicy.

              > a tak naprawde, to wiem, ze w zyciu wszystko jest zamiast... ja jestem czlowiek
              > ksiazkowo-kanapowy, dlatego tak trudno mi ruszyc tylek...

              Eee tam, co ty mi tu za głupoty wypisujesz. Jeździsz na rowerze, gimnastykujesz
              się... W porównaniu do ogółu populacji to jesteś w całkiem niezłej formie. :)
              • kura17 Re: Kuro.. 18.11.08, 13:35
                pitupitu10 napisała:


                > Eee tam, co ty mi tu za głupoty wypisujesz. Jeździsz na rowerze,
                > gimnastykujesz się... W porównaniu do ogółu populacji to jesteś w
                > całkiem niezłej formie. :)

                po pierwsze - to dopiero od niedawna (miesiac-dwa)
                po drugie - gdybym tylko mogla (czytaj: nie miala problemow z waga), to bym
                tylka wcale z kanapy nie ruszala :)) oprocz spacerow z dziecmi, bo im to juz na
                pewno chce zaszczepic milosc do swiezego powietrza i sportu. i na razie sie
                udaje - za dlugo w domu nie wysiedza, wychodzimy nawet w deszcz :)

                i rzeczywiscie, nikt mnie nie wygania, ja po prostu mam (chyba) staroswieckie
                myslenie o fitness - ze to jest cos, co sie robi w klubie sportowym ;) naprawde
                wczesniej nie pomyslalam, ze mozna sobie kupic tasme i cwiczyc w domu! stara
                baba jestem, nienowoczesna, czas umierac :))
                • pierwszalitera Re: Kuro.. 18.11.08, 14:20
                  kura17 napisała:

                  > i rzeczywiscie, nikt mnie nie wygania, ja po prostu mam (chyba) staroswieckie
                  > myslenie o fitness - ze to jest cos, co sie robi w klubie sportowym ;) naprawde
                  > wczesniej nie pomyslalam, ze mozna sobie kupic tasme i cwiczyc w domu! stara
                  > baba jestem, nienowoczesna, czas umierac :))
                  >

                  No słuchaj, umrzeć też nie jest tak łatwo. ;-) Tłumacz sobie wszystko naukowo. ;-) Znaczy - lenistwo jest normalne. Oszczędzanie kalorii jest zaprogramowane w genach, rozrzutność jest biolgicznie mało sukcesywną strategią. Czyli nie powinnaś mieć żadnych wyrzutów sumienia. Ale.... z drugiej strony organizm można oszukać! :-) Istnieje bowiem też coś takiego, jak uzależnienie od wysiłku fizycznego. :-) Prędzej czy później zaczniemy wytwarzać przy sporcie endomorfiny, a ciałko to bardzo lubi. Spróbuj więc takiego eksperymentu. Sprawdź kiedy się to u ciebie zaczyna. U mnie mniej więcej po pięciu-sześciu tygodniach regularnego sportu. Tylko broń Boże nie codziennie, bo to wtedy nie sport, tylko walka. Co dwa, trzy dni wystarczy. Po tych pięciu tygodniach, jak opuszczę mój trening, to zaczynam być nerwowa i czegoś mi brakuje. Uspokajam się dopiero kiedy wchodzę na rowerek, albo zrobię szybki spacer ;-) Już nawet nie muszę się motywować, motywację mam taką fizjologiczno-wewnętrzną. Film w telewizji wieczorkiem, a ja kładę się na dywanie i w przerwach reklamowych robię 30 brzuszków. Najważniejesze wtedy nie robić dużej przerwy, bo wystarczą dwa tygodnie lenistwa i muszę zaczynać od nowa. Na początku więc planuj swoje aktywności sportowe, tylko na następny tydzień i podchodź do nich jak do innych obowiązków, które trzeba wykonać. Jak mycie zębów i robienie zakupów. Nie zastanawiaj się, czy sprawia ci to przyjemność i ile można przez to schudnąć. Nie celebruj sportu jak światowego wydarzenia, nie czekaj na natchnienie i dobry humor. Opracuj sobie krótki efektywny zestaw ćwiczeń na najważniejsze partie mięśniowe i rób nawet jak padasz na nos. Staraj się wytrzymać tylko kolejne 30 minut, a po treningu przestać w ogóle o tym myśleć. Po kilku tygodniach będziesz zaskoczona, jak bardzo tego potrzebujesz. :-)
                  • kura17 Re: Kuro.. 18.11.08, 19:47
                    bardzo mi sie podoba to naukowe podejscie :))

                    postaram sie sprobowac dotrzec do mojego uzaleznienia ;)
                    ale trzeba AZ 30 minut dziennie?... ;)) ja na razie cwicze jakies 15 minut
                    dziennie (ostatnio co 2 dzien, bo jakies choroby nas w domu nekaja)... no i
                    jezdze na rowerze, prawie codziennie, 2 razy po ok 15 minut. to sie liczy? wazna
                    jest suma wysilku fizycznego dziennie, czy czas wysilku jednorazowo?

                    gdzies czytalam, ze zeby sie do czego "przyzwyczaic", potrzebujemy ok 9 tygodni
                    robienia czegos regularnie... pewnie do wysilku fizycznego to tez pasuje ;)

                    coraz bardziej sie sklaniam do kupienia dvd do tanczenia i zaczecia juz niedlugo :))
                    • pitupitu10 Re: Kuro.. 18.11.08, 20:14
                      > ale trzeba AZ 30 minut dziennie?... ;)) ja na razie cwicze jakies 15 minut
                      > dziennie (ostatnio co 2 dzien, bo jakies choroby nas w domu nekaja)... no i
                      > jezdze na rowerze, prawie codziennie, 2 razy po ok 15 minut. to sie liczy? wazn
                      > a
                      > jest suma wysilku fizycznego dziennie, czy czas wysilku jednorazowo?

                      Każda aktywność jest lepsza niż brak aktywności. Wpływa na zdrowie i
                      samopoczucie. Ale jeśli na serio chcesz mniej ważyć, to 15 minut to za mało.
                      Podobno (podkreślam: podobno) tłuszcz zaczynamy spalać po ok. 30 minutach
                      ćwiczeń. Dlatego napisałam ci, żebyś ćwiczyła przez 45-50 minut 3 razy w tygodniu.

                      Wiesz, to podobno jest tak jak z rzuceniem palenia: jak wytrzymasz dłużej niż 2
                      tygodnie, to wytrzymasz i 2 lata. :) Ty ćwiczysz od 2 miesięcy, więc masz w
                      sobie TO COŚ - motywację.

                      PS. Tu masz inne DVD (po lewej są różne kategorie):
                      www.tinyurl.pl/?b1exrDUb
                    • pierwszalitera Re: Kuro.. 18.11.08, 20:57
                      kura17 napisała:

                      > ale trzeba AZ 30 minut dziennie?... ;)) ja na razie cwicze jakies 15 minut
                      > dziennie (ostatnio co 2 dzien, bo jakies choroby nas w domu nekaja)... no i
                      > jezdze na rowerze, prawie codziennie, 2 razy po ok 15 minut. to sie liczy? wazn
                      > a
                      > jest suma wysilku fizycznego dziennie, czy czas wysilku jednorazowo?
                      >

                      Ja przeznaczam na sport zwykle godzinkę, tak co dwa, czasem co trzy dni. 45 minut na rowerze stacjonarnym jako rozgrzewka. A potem 15 minut ćwiczeń na nogi, pupę, brzuch, ramiona i plecy. Akurat ta długość mi najlepiej służy, przynosi najlepsze efekty i robię to za jednym zamachem, bo dwa razy dziennie, by mi się nie chciało. Ale jak robisz mniej, to na początek wystarczy. Z czasem możesz robić więcej. Lepiej zacząć mniej ambitnie, bo chodzi o nawyk, a nie o godziny. Ale ja staram się też o uczciwy wysiłek. Wypracowałam sobie ćwiczenia, które są trudne i dające w kość, ale się opłacają. Wolę pięć intensywnych powtórzeń, które mają mocne działanie, niż 30 machań, które niespecjalnie męczą. Podejrzewam, że taniec do dvd to bardziej zabawa niż sport. Długo nie będzie widocznych efektów i człowiek się rozczarowuje. Ale to tylko moje osobiste zdanie. Ja tańczę też dla siebie czasem taniec brzucha, wolę jednak w grupie i chodzę na zajęcia raz w tygodniu. Kura, ty mieszkasz w Niemczech, zapisz się na kurs na Volkshochschule. To tańsze niż klub i możesz zorientować się jak sport, albo taniec ci najlepiej podchodzi.
                      • kura17 Re: Kuro.. 19.11.08, 10:10
                        wiesz co, do najblizszej Volkshochschule mam daleko, ok godziny w jedna
                        strone... troche to za dlugo dla mnie...
                        a ta szkola tanca jest pod nosem. i oferuja darmowe zajecia z roznych tancow,
                        zeby zobaczyc, co sie podoba :)
                        maz mi kazal ruszyc tylek i zaczac tam chodzic, nie cwiczyc przy dvd, bo sie
                        ponoc skarze, ze chce do ludzi :) a tam ludzi (ponoc :)) spotkam!
                        w sobote pewnie pojdziemy zobaczyc, jakie kursy oferuja. juz sie ciesze jak
                        dziecko, bo zawsze mi sie cos takiego marzylo, a nigdy czasu jakos nie bylo...
                    • kuraiko Re: Kuro.. 19.11.08, 01:00
                      mnie się też pół godziny wydaje dużo ;))) tzn teraz mnie to nudzi.
                      kiedyś potrafiłam ćwiczyć dłużej - to były zalecane przez lekarzy
                      ćwiczenia pod okiem mamy albo z mamą ;) teraz najdłużej to tylko
                      mogę kręcić hula-hop, jak jest ciepło w pokoju i zarzucę jakieś
                      dicho na kompie, to mogę kręcić i kręcić ;) zazwyczaj 12-15 minut to
                      minimum. przydałoby się znowu zacząć ;)
            • kuraiko Re: Kuro.. 19.11.08, 00:55
              da się zmienić przynajmniej na chwilę przyzwyczajenia ;) na
              wakacjach, kiedy była ładna pogoda, uzależniłam się od chodzenia.
              ja, leń patentowany, zachrzaniałam prawie codziennie do centrum
              pieszo i z powrotem do domu też pieszo ;) plus chodzenie po
              mieście ;) czułam się uzależniona od chodzenia, nie mogłam usiedzieć
              w domu. tak samo było w Bieszczadach - nie mogłam usiedzieć na polu
              namiotowym jak była w miarę ładna pogoda, a zbyt niepewna jak na
              wyjście w góry albo chcieliśmy odpocząć po poprzednim dniu, to ja
              napierałam na spacer do wsi, albo łapanie stopa na wędrówki po
              okolicach (tzn dojechać do jakiejś wiochy i tam poszukać ruin
              cmentarza ;))) ).
              niestety jak się robi szaro i zimno to mi się nie chce nigdzie
              ruszać :(
    • kuraiko ściąganie mięśni pośladków! :D 19.11.08, 01:04
      stary patent mojej mamy - pośladki można ściągać leżąc na podłodze,
      siedząc, stojąc np robiąc coś w kuchni ;) podobno wyszczupla pupę,
      podnosi, oczywiście mięśnie stają się twarde.
      dobre ćwiczenie dla leniwych - daje poczucie, że "coś" robimy ;)
      • luliluli Re: ściąganie mięśni pośladków! :D 19.11.08, 10:04
        patent na łydki:
        czekając na autobus albo stojąc gdzieśtam można się podnosić na
        palcach stóp i opadać, podnosić opadać:)

        patent na brzuch:
        wciągamy mocno, wypychamy mocno robiąc cokolwiek (np. myjąc gary:P)
        • kura17 Re: ściąganie mięśni pośladków! :D 19.11.08, 10:07
          ale to dziala, czy tylko taka sciema??? ;)
    • kuraiko pyt. do pierwszejlitery ;) 19.11.08, 16:14
      tak sobie myślałam o tym co pisałaś i się zastanawiam, jakby to
      wyglądało w moim przypadku.
      gdybym zaczęła "normalnie" jeść (większe porcje), pewnie bym
      przybrała na wadze 3-5kg i co później? bo mnie się nie uśmiecha
      ważyć więcej niż 55-56kg. oczywiście kluczowe są obwody, waga
      mogłaby być i 60kg, gdybym miała w talii mniej niż 70cm, a w
      biodrach mniej niż 95 ;)
      najwięcej w "dojrzałym" wieku utyłam 3kg kiedy leżałam w szpitalu i
      miałam ograniczony ruch, a i słaba byłam trochę. miałam dietę
      lekkostrawną, czyli na śniadanie pszenne buły z serkiem lub wędliną,
      zupa, na drugie często gotowany kurczak z puree i surówką (ale też
      inne dania), jedzenie było dobre, ale małe porcje i głupie odstępy
      między daniami (śniadanie 8, obiad 12, kolacja 17, a potem głoduj do
      wieczora ;) zwłaszcza że ja się kładłam ok 23), dlatego rodzice mnie
      dokarmiali, więc miałam tyle batoników musli, że potem nie mogłam na
      nie patrzeć. niedługo po wyjściu ze szpitala były święta, więc na
      pocz. stycznia miałam +3kg... ale to było tak jednorazowo.
      • masza.s Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 00:27
        Dobrze mierzysz biodra? Bo 95 to JEST mało i znów nie wygląda tak, jak na
        zdjęciach. Biodra mogą być poniżej pupy, na złączeniu ud - mierzysz najszersze
        miejsce w udowo-pupowym zakresie, a nie okolice kości.

        Gdybym mierzyła tam, gdzie mi wystają kości, miałabym bez problemu poniżej 90cm.
        • masza.s Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 00:28
          Ucięło - tak mam jakieś 96 teraz i uważam, że mniej niet, absolutnie niet, za
          chudo! :>
        • agafka88 Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 00:35
          No właśnie, ja mierząc biodra w miejscu kości biodrowej mam jakieś 88 cm,
          natomiast w najszerszym miejscu to już inna bajka ;) A dopiero stosunkowo
          niedawno dowiedziałam się,że trzeba mierzyć w najszerszym miejscu
          • masza.s Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 00:39
            Mi coś nie pasowało, jak mi wychodziło 98 w biuście czy coś takiego i tak mało w
            biodrach. Widziałam w lustrze, że biodra są, pupa jest i jest proporcjonalnie...
            no i się dowiedziałam. ;)

          • kuraiko Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 02:09
            ale też to nie tak do końca ;) w końcu producenci szyją ubrania
            przyjmując JEDNO miejsce jako najszersze. a jedna kobieta może mieć
            w udach, druga przez środek pupy. a załóżmy że producent przyjmuje
            jako najszersze miejsce w pupie i kobieta, która będzie miała
            szerzej niżej, to np nie wciśnie się w nogawki... (ja tak często mam)
        • kuraiko Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 02:06
          noo mierzę w najszerszym miejscu (czyli tak mniej więcej na
          wysokości pupy lub ud) ;) mało to jest być może dla osoby o wzroście
          175, ja mam jednak 159 i jak na niską osobę to jest sporo. w każdym
          razie jak kupuję spodnie, to muszę kupować tak aby przelazły przez
          nie uda i zawsze wtedy skracam. zakładam więc, że to
          wymiary "normalne" dla osoby wyższej ode mnie.
          na kościach biodrowych mam jak wciągnę brzuch około 90cm.
          • masza.s Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 09:42
            A ja Ci powiem, że naprawdę przesadzasz i to kwalifikuje się na zaburzenia
            odżywiania. Po szkole się zmierzę, mam 162 wzrostu i więcej w biodrach. I mniej
            w kościach. Przecież wszystko zależy od Twojej sylwetki! Nie ma czegoś takiego,
            jak norma wymiarowa. :/
            • kuraiko Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 17:14
              no nie przeczę, że kiedyś rozwiązywałam test i wyszło mi, że mam
              sposób myślenia bulimiczki ;)
              ale naprawdę jak na mój wzrost, figurę i "kościstość" to jest za
              dużo. to po prostu jest tłuszcz. obwód jednego uda mam 60cm i jestem
              bardzo nabita z przodu ud, dlatego od przodu może nie widać, że
              szeroko, ale jak się popatrzy z boku, to udźce wystają. w każdym
              razie kilka lat temu miałam w najszerszym miejscu 99-100cm i to
              dopiero był ból przy kupnie spodni. po prostu takie szerokie szyją
              na osoby minimum 170cm wzrostu.
              nigdy nie byłam szczupła, tzn nigdy nie miałam szczupłych ud, więc
              nie mam pojęcia, jakie obwody są dla mnie optymalne. myślę, że
              spokojnie mogłabym mieć na kościach biodrowych 85cm, a w najszerszym
              miejscu 90cm i nie wyglądałabym za chudo. ja tak naprawdę jestem
              mała i drobna, tylko tego nie widać na pierwszy rzut oka ;)
          • plica Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 21:42
            uprzejmie melduję, ze jako osoba o wzroscie 160 cm mam w najszerszym miejscu w dupie 94 cm. i uwazam, ze to nie jest duzo. w sumie, to uwazam, ze to dosc mało :)
            • kuraiko Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 22:49
              xD no zależy jak wygląda całość i czy idzie to w szerokość (szerokie
              biodra), czy w ilość tłuszczu ;) bo mnie się wydaje, że gdyby mi
              tłuszcz okroić, to wiele by tam nie zostało ;)
              tak czy owak to najgorsze miejsce do chudnięcia, przez lata nie
              mogłam schudnąć w udach...
              • plica Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 21.11.08, 07:33
                no u mnie tluszczu w tych okolicach niewiele. na udach prawie wcale. jedynie co mam to oponki nad biodrami z nadmiarowego tluszczu :)
                • kuraiko Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 22.11.08, 01:12
                  no ja mam tłuste uda ;) same biodra trochę mniej, ale nad pupą
                  mam "bułki". podobno działa na nie dobrze takie jedno ćwiczenie, ale
                  od dziecka go nie cierpię :P
            • masza.s Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 23:44
              Bo to JEST mało. :>
              Aż się zmierzę zaraz.
        • luliluli Re: pyt. do pierwszejlitery ;) 20.11.08, 08:05
          powaznie??!! to zdruzgocąca wiadomość dla moich kompleksów:D
          w "kościach" mam 89 cm, ale poniżej będzie 95 i tym samym czuję się
          teraz jak książkowa klepsydra:D może trochę mało "wcięta", ale na to
          już nic nie poradzę:D:D:D ehhh, ale ze mnie głupia baba, ze te
          centymetry tak mnie ruszają;>>
    • a_girl once again @ pierwszalitera ;) sery, śmietana etc 20.11.08, 11:31
      a ja mam pytanie dotyczące tłustych produktów pochodzenia zwierzęcego. ostatnio
      wpadł mi w ręce jakiś amerykański poradnik dot. zdrowego life-style'u i szczerze
      mówiąc przeraziła mnie ta lektura. ogólne założenia były takie: masło jest fuj,
      a cokolwiek z masłem to śmierć. sera to tak można jeden plasterek i to najlepiej
      fety. w przypadku śmietany sama nazwa doprowadza do zawału. sałatę najlepiej
      jeść suchą, ewentualnie zanurzać widelec (!!!) w sosie. z mięsa ino chudy indyk.

      czy żeby odżywiać się zdrowo, naprawdę trzeba się tak katować? osobiście zawsze
      starałam się stosować tzw. "dietę zdroworozsądkową" - 4 posiłki dziennie,
      fastfoody tylko w sytuacji awaryjnej (i nie częściej niż 2 razy w miesiącu),
      żadnych głodówek i co rano porządne śniadanie (2 kawałki chleba, jogurt i/lub
      owoc, czasami jajko). jem dużo nabiału, sporo owoców, warzyw, piję soki
      warzywne... ale moje obiady to trudno raczej nazwać dietetycznymi ;). uwielbiam
      gotować i gotuję treściwie.

      nigdy jeszcze nie skalałam się zastąpieniem śmietany jogurtem. lubię naleśniki,
      tarty z warzywami i duuuuużą ilością sera, sos beszamelowy... oprócz drobiu jem
      też wieprzowinę. i często smażę lub przynajmniej podsmażam mięso lub warzywa.

      czy to oznacza, że za 10 lat skończę jako schorowana, gruba baba i faktycznie
      powinnam zmienić jadłospis, czy też odpowiednie zróżnicowanie w diecie i
      umiarkowany ruch (dwugodzinne treningi Aikido 2 razy w tygodniu + spacery)
      niwelują jakoś trujące działanie zasmażki ;)?
      • pierwszalitera Re: once again @ pierwszalitera ;) sery, śmietana 20.11.08, 13:21
        a_girl napisała:

        > a ja mam pytanie dotyczące tłustych produktów pochodzenia zwierzęcego. ostatnio
        > wpadł mi w ręce jakiś amerykański poradnik dot. zdrowego life-style'u i szczerz
        > e
        > mówiąc przeraziła mnie ta lektura. ogólne założenia były takie: masło jest fuj,
        > a cokolwiek z masłem to śmierć.

        Jakąś starą książkę dorwałaś. Kiedyś wyżywano się na tłuszczach, a Amerykanów w ten sposób ani nie odchudzono, ani nie zrobiono zdrowszymi. Myślę, że w przypadku wagi w normie i pełnego zdrowia "dieta zdroworozsądkowa" sprawdza się lepiej. Z punktu widzenia dietetyki masło jest też o wiele lepsze niż chemicznie utwardzane tłuszcze trans ze sztucznymi witaminami zwane margaryną. A kolorycznie nie ma absolutnie żadnej różnicy. Jeżeli chcesz zrobić coś dla zdrowia, to wprowadź do jadłospisu zdrowe tłuszcze, w postaci oleju rzepakowego, orzechów, tłustych ryb morskich i oliwy. A umiar jest wskazany we wszystkim. To wiedzieli już starożytni. ;-)
        • kuraiko Re: once again @ pierwszalitera ;) sery, śmietana 20.11.08, 22:54
          ja bardzo lubię masło ;) ale moi rodzice od lat kupują margarynę, a
          masło głównie służy do innych celów niż smarowanie kanapki. niestety
          ja lubię sobie czasem wziąć kromkę białego świeżego chleba,
          posmarować grubo masłem i na to trochę miodu ;)))
          ale ostatnio jak robię sobie kanapki z serkiem, to niczym nie
          smaruję, bo tłuszcz jest też przecież w serku.

          w każdym razie należy pamiętać, aby dodawać tłuszczu to sałatek :)
          • ederlezi1981 masło 22.11.08, 22:35
            ja też lubie masło.W zasadzie jem mało pieczywa, rzadko smaruje- ale tak, jak kuaiko- lubie czasem posmarować kromkę masłem, na to miód. Albo jeszcze gorzej- masło plus sól.
            • kura17 Re: masło 23.11.08, 13:53
              ederlezi1981 napisała:

              > Albo jeszcze gorzej- masło plus sól.

              ale sol musi byc gruba, a chleb bialy i gruba pajda...
              ... moj dziadzius mi takie kanapki robil, uwielbialam je (jego tez uwielbialam :)
              • pierwszalitera Re: masło 23.11.08, 14:32
                kura17 napisała:

                > ederlezi1981 napisała:
                >
                > > Albo jeszcze gorzej- masło plus sól.
                >
                > ale sol musi byc gruba, a chleb bialy i gruba pajda...
                > ... moj dziadzius mi takie kanapki robil, uwielbialam je (jego tez uwielbialam
                > :)
                >

                To ja was jako spec od odżywiania jeszcze bardziej przestraszę. ;-) Chleb z domowym smalcem i solą, to jest dopiero fajna rzecz! Uwielbiam i nie dam sobie zabrać. ;-)
                • kura17 Re: masło 23.11.08, 20:01
                  no pewnie, ze fajna :) a smalec z cebulka? bo u mojej babci musowo z cebulka :)
                  a w niemczech to nawet nie trzeba robic domowego, ten sklepowy tez bardzo dobry
                  (ja kupuje czasem na targu ze straganu, swietny :)
                  • ederlezi1981 smalec 23.11.08, 20:49
                    z cebulka pyszny, a z jabłuszkiem to dopieto. Tylko mniej trwały.
                    z niezdrowych rzeczy- tłuszczyk na szynce i wędzona słonika (wujek robi)
          • sangria21 Re: once again @ pierwszalitera ;) sery, śmietana 30.11.08, 18:54
            I dobrze robisz, bo margaryna jest niezdrowa, utwardza się ją przez uwodornienie
            przez co powstają szkodliwe tłuszcze trans. Masełko jest pyszne, zdrowe i nie
            szkodzi. :)
    • kuraiko ej to jeszcze raz to pytanie XD 22.11.08, 01:13
      to znaczy mogę sobie jeść co chcę i ile chcę, przytyję z 5kg, a
      potem schudnę sama z siebie np 7kg??
      • pierwszalitera Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 14:37
        kuraiko napisała:

        > to znaczy mogę sobie jeść co chcę i ile chcę, przytyję z 5kg, a
        > potem schudnę sama z siebie np 7kg??

        Nie wiem do kogo to pytanie kuraiko, bo drzewko się rozwinęło i orientacja trudna, ale jedyną rozsądną odpowiedzią jest:
        Jeżeli przez dłuższy czas jadłaś mnie niż twój organizm potrzebował i twoja przemiana materii przystosowała się do niskiej liczby kalorii, to zwiększając posiłki możesz na początku przytyć. Możesz, ale nie musisz. Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, jak zareaguje twój organizm, tym bardziej, że nie mamy żadnych danych na temat twojej tkanki mięśniowej, tłuszczowej i dokładnego odżywiania. Możliwe, że przybranie na wadze nie będzie przybraniem realnym. To znaczy, waga ci skoczy, ale przez lepsze odżywianie, odpowiednią liczbę energii, twoje mięśnie napełnią się tylko wodą i nie przybędzie ci wcale tłuszczu. Waga to jeszcze nie wszystko. W ten sposób warunki do spalania tłuszczu staną się tylko lepsze. Przybierzesz tylko "dobrą" wagę. Możliwe jednak też, że znajdujesz się w permamentnej fazie oszczędzania i organizm każdą dodatkową kalorię będzie chciał zatrzymać w postaci tłuszczu i faktycznie nieco przytyjesz. Ile, potrafi powiedzieć tylko dobra wróżka. ;-) Jeżeli jednak faktycznie twoja przemiana materii pracuje poniżej swojego optimum, to w zasadzie nie masz innego wyjścia. Powinnaś podwyższyć liczbę kalorii, bo inaczej będziesz z czasem coraz mniej jedząc, coraz bardziej tyła. Do zmuszenia organizmu do większego spalania dobre są proste reguły. Po pierwsze ogranicz się do trzech posiłków dziennie, nie podjadaj pomiędzy, nawet drobnotek, żadnych jabłek i innych "zdrowych" rzeczy, bo to wszystko są impulsy do wydzielania insuliny. To samo doytczy rzeczy do picia, soki, napoje z cukrem i mleko nie nadają się do popijania pomiędzy. By taka rzecz się udała musisz jeść tyle, by wystarczyło na 5-6 godzin, czyli więcej niż do tej pory. Pierwszy posiłek, czyli śniadanie, powinnien być obfity w węglowodany. Spróbuj zjeść coś w okolicach 75-100g czystych węglowodanów, a to jest mniej więcej 150-200g chleba. Można przeliczyć też na inne rzeczy jak płatki zbożowe itp. Słodkie rzeczy są też jak najbardziej dozwolone. Chodzi o to, by dostarczyć organizmowi sporo energii z samego rana, inaczej będzie leniwy i mało spalał. O insulinę się nie martw, o tej porze dnia komórki mięśniowe wykazują w przeciwieństwie do wieczora najwyższą wrażliwość na insulinę i oragnizm produkuje jej mniej. Potem przerwa do drugiego posiłku i tu masz teraz wybór. Możesz zjeść całkiem normalny mieszany obiad do syta. Jeżeli masz stracha, że szybko tyjesz i chciałabyś szybciej wyregulować wydzielanie insuliny, zrezygnuj z węglowodanów i zjedz tylko dużą, sycącą porcję białka (mniej więcej 150-250g mięsa, ryby albo 2-3 jajka,) z warzywami. Tak samo postępuj przy trzecim posiłku wieczorem. Ale na początek wystarczy też, jak zdecydujesz się tylko na jeden białkowy, bezwęglowodanowy posiłek wieczorem i obiad zostawisz normalny. To jest wyjście, które jest łatwiejsze i niektórzy całkiem dobrze przy tym tracą na wadze. To zależy trochę od indywidualnej przemiany materii. Nie każdy reaguje tak dobrze na wykluczenie węglowodanów z diety. Są ludzie, którzy potrzebują ich więcej, inaczej spada im przemiana materii. Czasem odczuwa się to nawet samemu, kiedy zaczynamy marznąć nawet przy wysokich temperaturach na zewnątrz. To nie zawsze od niskiego ciśnienia. To są takie małe genetyczne różnice między ludźmi i trzeba samemu praktycznie wypróbować do jakiego należy się typu, bo to trochę jak ze stanikami i biustem, czyli rozmiar, to nie wszystko. ;-) Być może na początku nie zauważysz żadnych zmian wagowych. To nie szkodzi. Ważne, by przystosować się nowego rytmu W-B-B, albo W-W-B i nie być przy tym głodnym. Jeżeli jesteś głodna, zwiększ odpowiednio porcje tego co jesz, tzn węglowodanów rano, białka wieczorem itd. Przy białkowych posiłkach uważaj na mleko i nabiał, niektóre produkty zawierają sporo laktosy, czyli cukru i liczą się do węglowodanów, nie nadają się na wieczór. Zamiast słodyczy (zostaw na rano, albo do obiadu, jak jesz mieszanie) możesz czasem wieczorem pogryzać sobie trochę orzechów albo migadałów.
        Nie mogę obiecać ci, że przy tym schudniesz, bo to nie jest dieta dla modelek, tylko odżywianie dla uzyskania i utrzymania zdrowej wagi. To znaczy BMI poniżej 21-22 nie wchodzi w rachubę. Jest to jednak dobra metoda do uregulowania wydzielania insuliny bez większych wyrzeczeń i dietowych skoków wagi. I utrzymanie dobrze pracującej tkanki mięśniowej, bo to ona chroni nas przed otłuszczeniem. Nie ma co walczyć o niską (za niską)wagę, kiedy nasze organizmy upierają się przy wyższej. Każdy człowiek ma bowiem indywidualny set point wagowy, jeżeli zejdziesz za dużo poniżej, twoje ciało będzie robiło wszystko, by wagę podwyższyć. To walka z wiatrakami i prosta droga do otyłości. Poza tym ważysz chyba coś koło 55kg, jak pisałaś i mówiłam już, że wyglądasz na więcej. Można ważyć przy twoim wzroście nawet 60kg i wyglądać szczuplej, bo dobrze odżywione mięśnie są ciężkie i to one dbają o dobrą figurę, a niska waga przy sporej ilości tłuszczu niczego ci nie daje.

        • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 18:18
          łaa jeść co 5-6godzin? O___o umarłabym z głodu ;)
          ale może ja jeszcze napiszę co jem, bo w sumie teraz popuściłam pasa
          i wydaje mi się, że jem tyle kalorii ile trzeba, albo nawet więcej
          (przy moim wzroście, wadze i aktywności to powinno być ok 1900).

          na śniadanie najczęściej jem małą miseczkę kefiru/maślanki/jogurtu
          naturalnego (a jak nie ma to mleka) z otrębami i/albo dmuchanym
          zbożem, musli itp. do tego najczęściej zjadam jeden owoc
          (jabłko/gruszka/banan) albo kanapkę, na której najczęściej jest
          serek, czasem plasterek lub dwa wędliny drobiowej, pomidor/keczup
          lub ogórek w sezonie i ewentualnie kiełki albo suszone zioła.
          inne warianty to kanapka + owoc, jogurt/serek/kaszka + kanapka, to
          samo + owoc, same owoce, dwie kanapki.

          na obiad jem ok 150-200ml zupy albo drugie danie (mała porcja, ale w
          moim domu normalna). jem dwa dania jeśli jestem bardzo głodna, ale
          na ogół jedno. czasem jem najpierw zupę, a za 3 godziny drugie danie.

          na kolację jem zazwyczaj dwie kanapki w takim typie jak na
          śniadanie, ewentualnie kanapka + owoc albo ostatnio kaszka+kanapka
          (+owoc).
          w ciągu dnia zdarza mi się jeść słodycze, jeśli są w domu, albo
          spotykam się z facetem.
          co do kanapek, to jeszcze jem z pasztetem, paprykarzem, dodaję
          oliwki, czasem paprykę, czosnek.
          piję zazwyczaj wodę mineralną, jakieś witaminy musujące (1-2 razy
          dziennie), herbatę smakową niestety z cukrem, ale czasem piję bez
          cukru. sporadycznie cappuccino lub gorącą czekoladę (ale to naprawdę
          bardzo rzadko, mniej więcej raz w miesiącu)
          • pierwszalitera Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 20:12
            Przede wszystkim nie piernicz, że jesz 1900 kalorii, bo z tego co podjesz, jesz jak ptaszek. ;-) I nic dziwnego, że nie wytrzymujesz 5 godzin. Po prostu jesz za mało i za często. W ten sposób nie wychodzisz z insulinowej pułapki. Na śniadanie jesz zdecydowanie za mało. Z czego twój organizm ma wziąć energię na wysokie spalanie? 3-4 duże pajdy chleba muszą być, albo micha płatków (około 100g) z owocami bo inaczej organizm oszczędza. Powinnaś zjeść tyle, by wystarczyło na 5 godzin i nie szukać za godzinę czegoś, co włożyć do ust. Chyba, że nie masz nic przeciwko, by organizm spalał własną tkanką mięśniową. Oszczędzając enregię nie zmusisz organizmu do spalania tłuszczu, bo on robi to bardzo niechętnie, a w czasach głodówek jeszcze oporniej. A potem zupka i myślisz, że to starczy? Zjedz dwa dania na raz i nie rób tej idiotycznej przerwy. Po diabła dwa insulinowe impulsy? Jak chcesz to zjedz najpierw drugie danie, a zupę zostaw sobie na kolację. Tylko, że zupa powinna mieć porządną białkową wkładkę, tzn kawałek mięsa, ryby albo jajka, a węglowodany, tzn. ziemniaki, ryż, makaron w niej być nie powinny. I żadnych owoców na kolację. Od owoców wieczorem się tyje. To może brzmi trochę dziwnie, ale tak właśnie jest. Owoce zostaw sobie na śniadnie. I nie popijaj słodkich trunków między posiłkami. Z cukrem zaraz po obiedzie, nie godzinę później.
            • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 20:52
              3-4 duże kanapki to je mój facet albo mój brat :/
              chodzi o to, że ja jestem przyzwyczajona do małych porcji, tzn jak
              zjem więcej to od razu jestem "napchana", mam wydęty brzuch, źle się
              czuję, muszę się położyć...
              no mnie się naprawdę wydaje, że jem za dużo kalorii ;) bo jak
              przychodzi do mnie mój facet i przynosi np paczkę czipsów i
              czekoladę albo ciastka, to zjadamy wszystko po połowie. a połowa
              czekolady to min. 250 kalorii ;)

              no i zasadnicze pytanie - a co z zalecanymi 5 posiłkami dziennie?
              tzn zalecenie - jeść częściej i małe porcje?
              powiem szczerze, że lepiej się czuję kiedy jem co 3-4 godziny, bo po
              przerwie 5-6 godzin (niezależnie od tego ile zjadłam wcześniej)
              rzucam się na jedzenie i jem co popadnie, tzn zanim się zupa
              zagrzeje to jem kanapkę, potem zupę, potem drugie, potem jeszcze coś
              i w rezultacie jestem napchana :/

              "Zjedz dwa dania na raz i nie rób tej idiotycznej przerwy." - no
              właśnie ja nie robię tego przez "widzimisię" tylko mi wystarcza
              miseczka zupy na raz, jak zjem więcej, to się źle czuję. często nie
              jestem w stanie zjeść wtedy drugiego dania do końca i po prostu
              zostawiam resztę.
              • pierwszalitera Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 21:08
                kuraiko napisała:

                > 3-4 duże kanapki to je mój facet albo mój brat :/

                Możliwe, tylko, że kobiety też muszą jeść, a ty sobie te kalorie tak w ciągu dnia dziobiesz, dojadasz słodyczami i nie pozwalasz insulinie spaść. Liczenie kalorii jest i tak bzdurą, bo nie jesteśmy maszynami i nasza przemiana materii zależy od wielu faktorów. Nowoczesna dietetyka nie zaleca już też 5ciu posiłków dziennie. Założeniem było, że poziom cukru w ten spsoób nie spada i człowiek czuje się teoretycznie lepiej. Jeżeli jednak poziom cukru stale jest wysoki, mamy też stale wysoki poziom insuliny, spalanie tłuszczu jest praktycznie w ten sposób utrudnione i na dodatek szybciutko stajemy sią głodni. Do większych posiłków, w większych odstępach można się przyzwyczaić. Zresztą rób jak chcesz, ja na siłę nikogo uszczęśliwiać nie będę. ;-)
                • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 23.11.08, 04:22
                  aha to już rozumiem :>
                • sangria21 Re: Dieta dla kuraiko ;-) 30.11.08, 18:52
                  A to nie jest czasem tak, że zasadę 5 posiłków stosuje się przy znacznej
                  redukcji podaży cukru w diecie? Ja w każdym razie tyle jem, ale w ogóle nie
                  jadam sacharozy (nie słodzę napojów, nie piję soków, nie jem słodyczy itp).
                  Rzaadko (np jak jestem przed kolokwium) pozwalam sobie np na paczkę ciastek
                  czekoladowych. I nie tyję, wręcz chudnę, co staram się ostatnio hamować przez
                  jedzenie większej ilości tłuszczów (waga 53 kg przy 168 cm wzrostu i spada).
            • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 21:02
              aha i to, że wieczorem mam ochotę na słodycze, to znaczy, że coś
              jest nie tak? czy to może kwestia przyzwyczajenia (u mnie w domu
              zawsze się jadło słodycze późnym popołudniem).
              do tego dochodzi problem, że ja nie jem posiłków o takich porach,
              jak ludzie którzy normalnie pracują i wstają rano. tylko jak ja
              wstaję o 13-14, to jem pierwszy posiłek ok godzinę później, a
              ostatni to tak między 24 a 3 w nocy.
              • pierwszalitera Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 21:51
                kuraiko napisała:

                > do tego dochodzi problem, że ja nie jem posiłków o takich porach,
                > jak ludzie którzy normalnie pracują i wstają rano. tylko jak ja
                > wstaję o 13-14, to jem pierwszy posiłek ok godzinę później, a
                > ostatni to tak między 24 a 3 w nocy.

                Bez różnicy. Jak jesz pierwszy posiłek o 14, to drugi powiedzmy o 18, a ostatni białkowy o północy.
                Ale dziewczyno, prześpisz ostatnie promienie słońca. ;-) Ja też nie muszę rano zwykle nigdzie wychodzić, jestem sową, pracuję chętnie i długo do nocy, idę późno do łóżka, śpię dłużej, ale wstawać o 14? To masz całkowicie przesunięty rytm życiowy. Czy ty wiesz, że tak robiąc, podwyższasz swoje ryzyko depresji i tycia? I to w tak młodym wieku. Nie masz żadnych obowiązków?
                • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 23.11.08, 04:31
                  hehe ryzyko depresji to już pewnie dawno osiągnięte :/
                  no obowiązków w stylu "wstać rano, iść do pracy/na uczelnię"
                  niestety nie mam. jeśli mam coś zrobić w domu, to teoretycznie mogę
                  to zrobić i późnym popołudniem. lepiej się czuję, jak wstanę
                  wcześniej i jest słońce (jak jest szaro i ponuro to nie ma szans,
                  najlepiej bym leżała w łóżku). winny jest stan mojej psychiki, ale
                  też przesuwane stopniowo pory kładzenia się spać i wstawania. muszę
                  spać ok 9-10h żeby się wyspać, jak wstanę rano, to muszę odsypiać w
                  dzień, kładę się nad ranem i tak w kółko. próbuję czasem położyć się
                  wcześniej, to efekt jest taki, że nie mogę zasnąć i zasypiam dopiero
                  nad ranem. zawsze byłam typem sowy, ale to też wina moich rodziców.
                  jak już pisałam kiedyś, od urodzenia do początków II klasy liceum
                  spałam w jednym pokoju z rodzicami. moja mama to sowa i lubi czytać
                  w łóżku, czytała więc przy lampce, a ja stopniowo stawałam się
                  uodporniona na zasypianie przy świetle i zasypiałam dopiero, jak
                  mama szła spać, czyli wyłączała lampkę :/ w zasadzie optymalną
                  godziną chodzenia spać byłaby dla mnie 24-1 w nocy. jeszcze w liceum
                  miałam tak, że moja najwyższa aktywność umysłowa przypadała na
                  godziny ok 19-22. w każdym razie nie ma szans, żebym się kładła spać
                  np o 22 ;) w liceum to wyglądało tak, że po prostu zasypiałam na
                  lekcjach, np pisząc co dyktuje nauczyciel, zasypiałam i długopis mi
                  wypadał z ręki. w takich sytuacjach potrafię zasnąć momentalnie,
                  nawet jak ktoś coś mówi. notorycznie nie wyspana na festiwalu
                  muzycznym zasypiałam siedząc na trawie podczas mocnych basów
                  Ladytron... (no nie tylko ja ;) )
        • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 18:25
          aha i jak wygląda osoba ważąca 55kg? O___o ja nigdy szczupła nie
          byłam, więc się nie znam. w każdym razie jestem o wiele szczuplejsza
          niż kiedy ważyłam 59-60kg
          przykładowo ważąc 58,5kg kiedyś miałam wymiary (kolejno biust luźno
          mierzony, pod biustem ciasno, ale tak "normalnie" ciasno", talia
          przy wciągniętym brzuchu, kości biodrowe przy wciągniętym brzuchu,
          najszersze miejsce) 96/76/72/92/98
          a np rok temu przy wadze 55kg - 93/76/65,5/88/94
          więc pewna różnica jest. teraz mam pewnie trochę większe dolne
          wymiary.
          i to wcale nie jest miło słyszeć że się grubo wygląda :(((((
          • sbarazzina Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 19:51
            Kuraiko, Pierwszalitera SPECJALNIE dla Ciebie ułożyła diete,
            poświęciła czas i zwyczajnie wyświadczyła Ci przysługę.

            DZIĘKUJĘ się należy, a nie pretensje, że Ci napisała, że wyglądasz
            na jakimś tam zdjęciu grubo. Zresztą sama cały czas powtarzasz, że
            tak uważasz i chcesz schudnąć. Dlatego właśnie Litera Ci pomogła.

            AHa, moim zdaniem mierzenie się na wciągnietym brzuchu nie jest
            miarodajne. Jeansy w przeciwieństwie do staników nie rozciągają się
            o 20cm.
            • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 20:25
              no tak super, jedźcie po mnie znowu :/

              no ja się mierzę w talii na wciągniętym brzuchu dla samej
              satysfakcji. na potrzeby ubraniowe mierzę się normalnie i np w tym
              roku miałam już normalnie 69cm, ale teraz mam jakieś 70-71
              • sbarazzina Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 20:34
                Nikt po Tobie nie "jedzie".

                Pierwszalitera cierpliwie Ci tłumaczy (ze szczegółami ;)) jak
                schudnąć. I dlatego uważam, że powinnaś jej podziękować.
          • pierwszalitera Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 20:20
            Ach nie dąsaj się, bo nie jesteś malutką dziewczynką. Sama pisałaś już tyle razy, że czujesz się gruba, jak kloc i podobne straszne rzeczy, więc zaoszczędźmy sobie tego razem. ;-) A twoje wymiary w ogóle mnie nie interesują, bo ja nie mam agencji dla modelek. ;-) A to, czy ktoś czuje się szczupło i atrakcyjnie nie zależy od iluś tam centymetrów na biodrach, czy w talii. Nawet waga o tym nie przesądza. :-)
            • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 20:38
              no dobra, tylko chodziło mi o to, czy przy takich wymiarach można w
              ogóle powiedzieć, że wyglądam na więcej niż 55kg. nie mam pojęcia
              jakie wymiary może mieć osoba nabita mięśniami ważąca 55kg przy moim
              wzroście.
              mnie się wydaje, że 95cm w biodrach, czy ponad 70 w talii to jest
              jednak za dużo jak na ten wzrost, niezależnie czy to jest tłuszcz
              czy to jest mięśnie.
              a poza tym rzekomo zdjęcia pogrubiają, a i nie wiem o jakim zdjęciu
              w ogóle mówimy, bo być może byłam po prostu niekorzystnie ubrana w
              ubrania z serii "plus 5 kg". na pewno to nie były najbardziej
              obcisłe spodnie jakie mam, bo w nich wyglądam szczuplej, a i kroju
              bluzki można by się doczepić, postawy, płaskiego obuwia itd.
              dla mnie to jest proste, że jak założę dżinsy za szerokie w
              nogawkach (bo jak schudłam to wszystko na mnie jest za luźne), z
              głupio usztymi kieszeniami, które odstają po bokach dokładnie na
              biodrach, to mnie to pogrubia.

              a zrobiło mi się niemiło, bo po prostu co chwilę otrzymuję sprzeczne
              komunikaty. raz słyszę, że wyglądam szczupło i normalnie, a innym
              razem, że na 5-10kg więcej (i na innym forum jako bonus do tego
              komentarza, że powinnam schudnąć i mam fatalne ciuchy jak pani w
              średnim wieku) i gdyby to się zdarzyło raz, to mogłabym pomyśleć "a
              tam, ta osoba nie wie co mówi i chce mi dowalić", ale jak to się
              powtarza, to oznacza, że coś w tym jest.
              ok, to dam takie foto, na którym mam jakieś 54kg... jeśli wyglądam
              na nim na 60, to się załamię :/ (bo to moje najlepsze zdjęcie z
              ostatnich dwóch lat)

              i13.photobucket.com/albums/a286/Kuraiko_/ok1.jpg
              oczywiście bluzka za duża o minimum rozmiar, spodenki też odstawały
              w pasie...
              • plica Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 21:20
                nie mam pojęcia
                > jakie wymiary może mieć osoba nabita mięśniami ważąca 55kg przy
                moim
                > wzroście.
                > mnie się wydaje, że 95cm w biodrach, czy ponad 70 w talii to jest
                > jednak za dużo jak na ten wzrost, niezależnie czy to jest tłuszcz
                > czy to jest mięśnie.

                prosze bardzo. waze 59 i wzrost chyba tez podobny i wymiary calkiem
                podobne. w biodrach w najszerszym miejscu 94 cm, w biuscie 93.
                reszty nie chce mi sie mierzyc :)
              • a_girl Re: Dieta dla kuraiko ;-) 23.11.08, 11:18
                kuraiko napisała:

                > a zrobiło mi się niemiło, bo po prostu co chwilę otrzymuję sprzeczne
                > komunikaty. raz słyszę, że wyglądam szczupło i normalnie, a innym
                > razem, że na 5-10kg więcej (i na innym forum jako bonus do tego
                > komentarza, że powinnam schudnąć i mam fatalne ciuchy jak pani w
                > średnim wieku) i gdyby to się zdarzyło raz, to mogłabym pomyśleć "a
                > tam, ta osoba nie wie co mówi i chce mi dowalić", ale jak to się
                > powtarza, to oznacza, że coś w tym jest.
                > ok, to dam takie foto, na którym mam jakieś 54kg... jeśli wyglądam
                > na nim na 60, to się załamię :/ (bo to moje najlepsze zdjęcie z
                > ostatnich dwóch lat)
                >
                > i13.photobucket.com/albums/a286/Kuraiko_/ok1.jpg
                > oczywiście bluzka za duża o minimum rozmiar, spodenki też odstawały
                > w pasie...

                Kuraiko, ja tu czegoś nie rozumiem... Jeżeli wiesz, że wyglądasz źle w tych
                ciuchach, to czemu je nosisz? Mówisz, że to Twoje najlepsze zdjęcie, a jesteś na
                nim zgarbiona, w za dużej koszulce w poziome paski, które nijak nie podkreślają
                Twojej figury i w wielkich szortach. Jak tak można? Moim zdaniem to ciuchy Cię
                pogrubiają. Bardziej niż diety potrzeba Ci wiary w siebie i zakupów ;). Poszukaj
                w necie, jakie kroje byłyby najodpowiedniejsze dla Twojej figury, wrzuć na
                siebie jakieś dopasowane i seksowne ciuszki w ładnych kolorach, zrób makijaż,
                wyprostuj się i wyjdź tak na miasto. Poza tym spróbuj może jakiejś salsy albo
                tańca brzucha? Może to pomogłoby Ci poczuć się seksownie i dobrze w swoim ciele?
                Poza tym taki wysiłek pomaga walczyć z łagodną depresją, bo wyrównuje poziom
                wielu neuroprzekaźników i poprawia ukrwienie mózgu. :)
                • kuraiko :DDD 23.11.08, 17:11
                  to zdjęcie było robione w górach, po ok 3,5 godziny wędrówki ;)))
                  wiadomo, że w góry ubiera się wygodne ciuchy, nie krępujące
                  ruchów ;) myślałam że po butach widać, co to za sytuacja. przecież
                  normalnie po mieście tak nie chodzę.

                  a akurat na tym zdjęciu starałam się wyprostować :/ nic nie poradzę
                  na to, że nawet wyprostowana wyglądam na zgarbioną...
                  • pierwszalitera Re: :DDD 23.11.08, 17:29
                    To wiesz co? To zrób sobie zdjęcie w wystrzałowej, obcisłej kiecce, a nie podsyłaj nam wybrakowanych zdjęć do oceny figury, wykłócając się o centymetry i niedopasowane bluzki. Ja mam zdjęcia, na których wyglądam jak słonica i takie, na których mam figurę modelki, tych pierwszych nikomu nie pokazuję, chyba, że chcę się z tym kimś zdrowo pośmiać. ;-)
                    • kuraiko Re: :DDD 23.11.08, 21:24
                      mam jedną w miarę obcisłą sukienkę, ale wystrzałową bym jej nie
                      nazwała, boję się że znowu usłyszę, że jest niemodna/źle w niej
                      wyglądam/itp. ja mogę złazić wszystkie sklepy za sukienką i nigdy
                      nie dostanę idealnej na swoją figurę :/
                      • masza.s Re: :DDD 23.11.08, 22:54
                        Bo głupolu kochany, pewnie szukać nie umiesz ;)
                        Już ja bym Ci kieckę znalazła, że hej! :D
                        • kuraiko Re: :DDD 23.11.08, 23:32
                          e tam, szukać umiem, ale jak wiemy, w sklepach jest porażka. po
                          pierwsze kiecka musi mi się podobać ;) po drugie musi pasować i tu
                          tradycyjnie problem - jak w biuście dobra, to reszta na mnie wisi i
                          sięga za kolana. jak dopasowana, to w biuście za ciasna albo brzuch
                          wystaje i biodra są nieładnie opięte...
                          kupiłam fajną kieckę ze dwa lata temu i nie mogę już w niej chodzić,
                          bo na mnie wisi. mam jeszcze jedną króciutką, mocno dopasowaną w
                          talii, ale nie mam pod nią stanika, a bez nie da się nosić :/
                          no i oczywiście czynnikiem jest cena - jak kiecka za droga, to mogę
                          sobie pomarzyć. aha, no i jak się mojej mamie nie spodoba, to nie
                          dostanę kasy, kilka razy się tak zdarzyło :/
                          • nisiaczek28 Re: :DDD 29.11.08, 01:43
                            W sklepach faktycznie porażka, ale naprawdę można znaleźć fajne rzeczy w
                            lumpeksach za niewielkie pieniądze. Pól mojej szafy to ciuchy za grosze kupione
                            w ciucholandach i na allegro. Dużo robią też dodatki, jakiś fajny pasek, bolerko...
                            • kuraiko Re: :DDD 30.11.08, 19:25
                              no większość moich ciuchów to też z lumpeksów ;) wyjątek stanowią
                              dżinsy i odzież wierzchnia. co do sukienek, to nigdy nie miałam
                              szczęścia - po prostu większość lumpeksowych sukienek w moim mieście
                              to długie prawie jak ciążowe albo nadmiernie strojne, coś jak z
                              przełomu lat 80/90. na pewno nie da się ich porównać z oferowanymi w
                              sklepach, zupełnie inaczej jest z bluzkami ;)
                          • masza.s Re: :DDD 30.11.08, 14:07
                            Nie zawsze. Z Twoimi wymiarami moim zdaniem łatwo coś znaleźć. A kiecek przed
                            kolana na Twoim miejscu bym nie nosiła - podkreśliłabym talię, linię bioder,
                            dekolt, szyję, ale nie nogi.

                            • kuraiko Re: :DDD 30.11.08, 19:21
                              kiecki do kolan, ewentualnie lekko przed kolana - bo mam krótkie
                              nogi.
                              łatwo? :((( nieee, właśnie występuje typowy problem biust/biodra,
                              czyli jak pasuje w biuście, to w biodrach źle i odwrotnie. dlatego o
                              wiele łatwiejszym rozwiązaniem jest kupno spódnicy i noszenie do
                              tego różnych bluzek, ale na sukienki też czasem mam ochotę...
                              chodziłam końcem lata za kiecką, ale niestety było po wyprzedażach i
                              zostały same resztki. mierzyłam taką w stylu lat 50-tych która mi
                              się podobała, to nie dość, że sięgała za kolana, to była ciasna w
                              biuście, a w biodrach za szeroka. w innym sklepie zmierzyłam L (inny
                              trochę fason) i cała się utopiłam.

                              przysięgam - znalezienie na mnie sukienki to masakra, nie bez powodu
                              na półmetek musiałam uszyć, a na studniówkę musiałam kupić komplet
                              spódnicę i bluzkę.

                              hehe zrobiłam w końcu foty tych dwóch sukienek. w pierwszej chodzę
                              dość często, w drugiej w ogóle, bo nie mam pod nią odpowiedniego
                              stanika

                              i13.photobucket.com/albums/a286/Kuraiko_/k1.jpg
                              i13.photobucket.com/albums/a286/Kuraiko_/k2.jpg
                              • sangria21 Re: :DDD 30.11.08, 19:31
                                A mi się ta druga bardzo podoba :).
                                • kuraiko Re: :DDD 30.11.08, 19:35
                                  tylko muszę pod nią znaleźć stanik... bo wszystkie wystają,
                                  ewentualnie skrócić ramiączka sukienki. kupiłam nawet pod nią
                                  Triumpha, ale i tak należało ramiączka skrócić i tego nie zrobiłam,
                                  a w międzyczasie doszłam do wniosku, że ten Triumph jest do kitu i
                                  niedawno go sprzedałam ;) tzn stanik sam w sobie był ładny...
                                  • sangria21 Re: :DDD 30.11.08, 19:39
                                    Może jakiś half cup biały? Albo ta bardotka od Kostara?
                                    • kuraiko Re: :DDD 30.11.08, 23:25
                                      bardotki z Kostara nie mają mojego rozmiaru :( a na half-cupa
                                      poczekam jak będzie można Effuniaki zamawiać ;) czyli do lata mam
                                      nadzieję zdążę :P
                              • masza.s Re: :DDD 30.11.08, 20:41
                                Moim zdaniem wyglądałabyś super w sukience wiązanej na plecach, z podkreślonymi
                                piersiami, w stylu baby-doll trochę. W takim stylu
                                http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://bp2.blogger.com/_yZL1s_x3DP0/SJjDIog2CaI/AAAAAAAAAgY/PgQuYqaeePM/s400/3.jpg&imgrefurl=http://fashionarchitect.blogspot.com/2008/08/dear-net-porter-you-are-evil.html&usg=__T-XOQVcvddqessyfeMhAZ5OnpqM=&h=274&w=400&sz=21&hl=pl&start=2&um=1&tbnid=mRUuvn-azvIHwM:&tbnh=85&tbnw=124&prev=/images%3Fq%3DZara%2Bhalterneck%2Bdress%26um%3D1%26hl%3Dpl%26lr%3D%26sa%3DN

                                ale nie może być zbyt luźna, ma delikatnie okalać sylwetkę. Masz biust taki, że
                                w większość tego sukienek rozmiaru M/L się zmieści. Problemem jest stanik, ale
                                raz na jakiś czas możesz wyjść bez. ;)
                                • kuraiko Re: :DDD 30.11.08, 23:22
                                  a wiem, jaki styl :) tylko musiałoby być w porządku na piersiach, bo
                                  obwisają ;) (jak większość większych i średnich)
                                  • pierwszalitera Re: :DDD 01.12.08, 01:14
                                    kuraiko napisała:

                                    > a wiem, jaki styl :) tylko musiałoby być w porządku na piersiach, bo
                                    > obwisają ;) (jak większość większych i średnich)

                                    Ej, pisz już lepiej tylko o swoich nieszczęściach. ;-) Moje są średnie i wcale nie obwisają. ;-)
                                    • kuraiko Re: :DDD 01.12.08, 01:29
                                      no nie napisałam, że wszystkie ;) poza tym na lobby się pociesza
                                      dziewczyny, że to normalne :PPP
                                      • pierwszalitera Re: :DDD 01.12.08, 01:40
                                        kuraiko napisała:

                                        > no nie napisałam, że wszystkie ;) poza tym na lobby się pociesza
                                        > dziewczyny, że to normalne :PPP

                                        Skoro normalne, to nie pisze się o obwisaniu, tylko o normalnym położeniu biustu. Tylko delikatna różnica w wyrażeniu, a olbrzymia konsekwencja dla samooceny. ;-)
                                        • kuraiko Re: :DDD 01.12.08, 01:55
                                          tzn w moim przypadku biust naprawdę obwisł w stosunku to stanu
                                          poprzedniego ;) (pisałam o tym przy okazji testu ołówka)
                                          teraz prawie wrócił do poprzedniego stanu. wydaje mi się, że jeśli
                                          biust się tak układa od początku, tzn dolna część dotyka ciała, to
                                          jest ok. gorzej jeśli nie dotyka albo dotyka tylko trochę i nagle
                                          się to zmienia poprzez zwiotczenie skóry czy też z innych powodów.
                                          wtedy chyba móżna powiedzieć o opadnięciu/obwisaniu. oczywiście mam
                                          na myśli zmiany u kobiety dorosłej, a nie u nastolatki której
                                          jeszcze rosną piersi ;)
              • masza.s Re: Dieta dla kuraiko ;-) 23.11.08, 12:55
                Wczoraj Ci odpisałam. Tak, wyglądasz niezgrabnie na tym zdjęciu. Nie przez swoją
                figurę, a przez ciuchy! Masz wąskie ramiona i średniu biust i dość masywne uda.
                Taka figura jest w porządku, tylko ja zakładasz mały krótki t-shirt i jeansowe
                szorty o tym kroju, to MUSISZ wyglądać źle.
                Nie jesteś grupa, za to wywalenie części rzeczy z szafy byłoby dobrą opcją. A -
                te ubrania nie są za duże, po prostu ich dobór jest do Twej figury fatalny.
                • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 23.11.08, 17:15
                  a gdzie wczoraj odpisałaś? nie mogę znaleźć :/
                  no jak pisałam wyżej - to strój do chodzenia po górach, nie po
                  mieście ;) w takich spodenkach nie pokazałabym się publicznie w
                  mieście, za to w górach jak najbardziej.

                  niestety nikt nie potrafi mi doradzić, jeśli chodzi o ciuchy. każda
                  osoba radzi inaczej :/
                  • tfu.tfu Re: Dieta dla kuraiko ;-) 29.11.08, 02:33
                    a sukienki? :) mówiłas o gothic lolicie :P może pomyśl o czymś swingującym?
                    dopasowana góra i dół z koła :) mmmmmmm :) cos w typie tej niebieskiej z
                    bravissimo :) moim zdaniem wyglądałabyś świetnie :)
                    • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 30.11.08, 19:32
                      gothic lolita to jak do Japonii pojadę albo będę miała tyle kasy
                      żeby zamówić przez internet ;)
                      np taka jest bossska
                      i4.photobucket.com/albums/y124/Skedar1229/dress1-1.jpg
                      albo taka
                      i211.photobucket.com/albums/bb129/tsubasamahou/flaw_01.jpg
                      a chodzi o coś takiego?
                      www.fiftiesweb.com/fashion/dress-fifties.jpg
                      www.candysays.co.uk/files/imagecache/resize_main_image/files/s3872a.jpg
                      img.costumecraze.com/images/vendors/forum/61719-main.jpg
                      już dawno radzono mi ten fason, ale jakoś nie mogłam znaleźć nic na
                      siebie. do tego strasznie dużo było tego typu sukienek czarnych w
                      białe kropeczki na tiulowej halce, a jak coś jest popularne to tego
                      unikam. pewnie rozwiązaniem byłoby uszycie u krawcowej...
                      aha dałam dwie foty w sukienkach parę postów wyżej ;)






                      • sangria21 Re: Dieta dla kuraiko ;-) 30.11.08, 19:38
                        W kraju kwitnącego sake takie kreacje kosztują bajońskie sumy, jak weszłam do
                        BSSB w Osace to po pierwsze sprzedawczynie patrzyły na mnie jakbym spadła z
                        księżyca (uuu... blada twarz), po drugie kwota, jaką musiałabym wydać na jedną
                        sukienkę to pół tego, co miałam na cały wyjazd.

                        W Japonii ciuchy są maaaasakrycznie drogie, a lolitowe są drogie do kwadratu.
                        Nawet Japonek na nie nie stać i szyją je same.
                        • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 30.11.08, 23:28
                          to był cios w samo serce ;) pozostaje mi mieć nadzieję, że wygram w
                          totka, bo na faceta milionera raczej nie ma co liczyć ;)
                      • martvica Re: Dieta dla kuraiko ;-) 30.11.08, 19:55
                        > www.fiftiesweb.com/fashion/dress-fifties.jpg

                        Pięęęęękna! Tylko te skrzyżowane rzeczy z dekoltu bym jej zabrała. A poza tym
                        idźcie do wątku o ciuchach i nie róbcie offtopa, co? :P
                        • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 30.11.08, 23:27
                          okis ;)
                • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 23.11.08, 17:17
                  aha, a ta bluzka jest za duża ;))) jak było chłodniej, to spokojnie
                  zakładałam ją na bluzkę z długim rękawem. dopasowana była, jak
                  miałam w biuście jakieś 96-97cm...
            • kuraiko Re: Dieta dla kuraiko ;-) 22.11.08, 20:44
              hm a co z tym co jem aktualnie?
              bo może się tylko wydaje, że to mało, a może to tak naprawdę za dużo?
              nie gardzę też pucharkiem lodów wieczorem (na ogół raz na tydzień),
              żeby zabić smak czegoś np po obiedzie, to jem kilka łyżeczek lodów.
              • kuraiko ok teraz zobaczyłam odpowiedź ;) 22.11.08, 20:46
        • plica pierwszalitero, 22.11.08, 19:40
          uzywasz poczty gazetowej? chce Cie o cos pomeczyc :)
          • pierwszalitera Re: pierwszalitero, 22.11.08, 20:21
            Używam :-)
            • plica Re: pierwszalitero, 22.11.08, 20:50
              a mojego maila dostalas? :)
              • pierwszalitera Re: pierwszalitero, 22.11.08, 21:51
                Odpisałam :-)
        • nanah Pierwszalitero! Serdeczne dzięki za informacje:) 23.11.08, 02:53
          To ja się chętnie podepnę:) Od zawsze mam problemy z wagą, obecnie jestem po tej
          grubszej stronie. Twoje rady są fantastycznie pomocne i bardzo chętnie z nich
          skorzystam. Eksperymentowałam z dietami typu South Beach, ale po początkowych
          sukcesach okazywało się, że nie jestem w stanie żyć cały czas na eliminacji
          niektórych produktów. Spróbuję trzech solidnych posiłków dziennie według Twoich
          wytycznych.
          Pozdrowienia:)
          • kura17 Litero :) 23.11.08, 13:42
            i ja tez bardzo dziekuje za ta rozpiske dla Kuraiko! :)
            chetnie skorzystam. w sumie, od kilku tygodni, cos podobnego robie u siebie (po
            gadaniu z Toba, mezem i po posluchaniu wlasnej in tuicji). pilnuje sie
            wieczorem, rano pozwalam sobie na male szalenstwo (czasem), nawet na bialy chleb
            (zgroza dla "montiniakowca" ;). obiady staram sie jesc tluszczowe.
            i przynajmniej zatrzymalam to straszne skakanie wagi po kazdej zabronionej na
            montignaku rzeczy :)
            teraz jeszcze probuje diety niskoweglowej, daje sobie 3 tygodnie, zobaczymy, jak
            wtedy bedzie (czy schudne i jak sie bede czula).

            ale mam jedno wazne pytanie. a w zasadzie dwa ;)
            w tej "Twojej" rozpisce - gdzie jest miejsce na straczkowe i motylkowe? bardzo
            lubie soczewice, fasole, cieciorke. kiedy i z czym moge je spokojnie jesc? wiem,
            ze to zrodlo bialka, ale i sporo wegli tam jest. czyli jak? uwazac wieczorami?

            i to drugie: dla mnie wielka przyjemnosci, z ktorej trudno mi zrezygnowac, jest
            kilka tafelek gorzkiej czekolady (70% kakao lub wiecej) po obiedzie (na ogol
            tluszczowo-bialkowym). czy moge to zostawic? czy lepiej po sniadaniu? oprocz
            tego w zasadzie slodyczy nie jem.

            z gory dzieki! :)
            musze powiedziec, ze swietnie sie ten moj watek rozwija i wiele sie ucze, od
            wielu z Was :)
            • pierwszalitera Re: Litero :) 23.11.08, 14:25
              kura17 napisała:

              > ale mam jedno wazne pytanie. a w zasadzie dwa ;)
              > w tej "Twojej" rozpisce - gdzie jest miejsce na straczkowe i motylkowe? bardzo
              > lubie soczewice, fasole, cieciorke. kiedy i z czym moge je spokojnie jesc? wiem
              > ,
              > ze to zrodlo bialka, ale i sporo wegli tam jest. czyli jak? uwazac wieczorami?
              >

              Strączkowce, jak groch , fasola, soczewica itp. są dobrym źródłem roślinnego białka. Jednak zawierają też sporą ilość węglowodanów, więc do posiłków białkowych, tzn. na wieczór się nie nadają. Jedynym wyjątkiem jest tutaj soja, myślę na przykład o serku tofu, który można przyrządzać jak mięso i przy odrobinie wyobraźni nawet tak smakuje. ;-) Z drugiej strony na te węglowodany w roślinach strączkowych organizm nie reaguje aż tak gwałtownie insuliną, więc jak zjesz od czasu do czasu przy posiłku białkowym do obiadu, albo nawet do kolacji, to świat się od razu nie zawali. Trochę trzeba to samemu wypróbować. Nie każdy człowiek reaguje tak samo. Niektórym mała porcja "mniej szkodliwych" węglowodanów wieczorem nie nie robi, a niektórzy mają tak rozhuśtaną insulinę, że powinni raczej zrezygnować. I jeszcze jedna wskazówka. Niekiedy ludzi skarżą się, że kiedy zjedzą coś węglowodanowego błyskawicznie tyją, nawet po jednym słodkim grzechu. Otóż niemożliwością jest przytyć 3-4 kg w ciągu jednego-dwóch dni. By przybrać 1kg tłuszczu potrzeba około 6-7tys. kalorii. Można sobie wyobrazić ile trzeba by było zjeść. Jeżeli więc nasza waga podskakuje w taki nielogiczny sposób w bardzo krótkim czasie w górę, to jest to tylko zatrzymanie większej ilości wody w organiźmie. To jest wytłumaczalne. Węglowodany powodują silną reakcję insuliny, a insulina ma właściwości zatrzymywania wody. Wiele ludzi obserwuje też po przejściu na odżywianie low carb bardzo mocne odwodnienie, objawiające się częstszą wizytą w toalecie. To nawet w wielu przypadkach efekt pożądany, bo ludzie z nadwagą i wysokim poziomem insuliny mają często też za dużo wody w tkance łącznej.

              > i to drugie: dla mnie wielka przyjemnosci, z ktorej trudno mi zrezygnowac, jest
              > kilka tafelek gorzkiej czekolady (70% kakao lub wiecej) po obiedzie (na ogol
              > tluszczowo-bialkowym). czy moge to zostawic? czy lepiej po sniadaniu? oprocz
              > tego w zasadzie slodyczy nie jem.

              Teoretycznie powiedziałabym po śniadaniu. Ale to jest podobnie jak z roślinami strączkowymi. Gorzka czekolada nie jest aż tak tragiczna, musisz wypróbować, jak reagujesz. Trudno podać ogólne wskazówki dla wszystkich, bo autentycznie tak jest, że niektórzy ludzie tracą bezproblemowo na wadze przy dwóch posiłkach węglowodanowych (śniadanie, obiad), a niektórym udaje się to tylko przy jednym (śniadanie). Trudno nawet powiedzieć, że dwa posiłki białkowe zawsze są lepsze, bo mieliśmy już przypadki, że ludzi ambitnie zaczynali z dwoma białkowymi i niewiele się ruszało, i dopiero przy dwóch węglach dziennie coś zaczęło się dziać. Organizm potrzebował jednak większą ilość szybkiej energii do spalania. Taka indywidualna porada wcale nie jest łatwa. ;-)
              • kura17 Re: Litero :) 23.11.08, 14:48
                wiadomo, ze indywidualna porada nie jest latwa, ale takie spostrzezenia, ktore
                opisujesz sa bardzo cenne (przynajmniej dla mnie). jak piszesz - bede probowala
                i obserwowala.
                ciesza mnie te straczkowe, bo bardzo lubie na obiad wszelkiego rodzaju gulasze z
                fasola/soczewica. i moi domowincy rowniez :)
                ale bede pamietac, zeby nie przesadzac.

                mi akurat bardzo pasuje uklad 3 posilki dziennie, WBB, najeszenie sie do syta i
                wieksze odstepy czasowe. jak probowala jadac te wczesniej popularne 4-5
                posilkow, to oczywiscie jadalam mniej na posilek i bylam w zasadzie ciagle
                glodna, bo nigdy "dojedzona". ja jestem konkretna kobieta - musze zjesc sporo :)
                a wtedy nie podjadam i wystarcza mi 3 posilki w zupelnosci, w miedzyczasie
                glodna nie jestem. jedynym grzechem jest ta czekolada po obiedzie i kilka dni w
                okolicach owulacji, gdy jem jak prosie ;(
                • pierwszalitera Re: Litero :) 23.11.08, 15:14
                  kura17 napisała:

                  i kilka dni w
                  > okolicach owulacji, gdy jem jak prosie ;(
                  >

                  O, ja często jadam jak prosię. ;-) Szczególnie przy pms-ie. Ale ja staram się po prostu nie kupować, czego nie chcę jeść. Może bym i chętnie siadła sobie wieczorem przed telewizorem z torebką czipsów, albo czekoladkami, ale ich zwykle nie mam. Finito. Otwieram też czasem lodówkę i szukam czegoś fajnego, ale wielkiej orgii, z tego co tam znajdę zrobić się zwykle nie da. ;-) I nie chodzę głodna na zakupy. ;-) Należę też do ludzi, którzy bardzo rzadko chodzą od restauracji, albo kupują na mieście, bo w czasie studiów pracowałam jakiś czas w gastronomii i wiem, jak te rzeczy się robi. ;-) A w Polsce, to byłam raz nawet świadkiem jak w dużym centrum handlowym dziewczyna sprzedawała hotdogi. Za każdym razem śliniła palec i pomagała nim sobie rozłożyć serwetkę, do której wkładała bułeczkę. I nikt nie reagował. Mnie w każdym razie apetyt błyskawicznie przeszedł. ;-)
                • pitupitu10 Re: Litero :) 23.11.08, 17:05
                  > glodna nie jestem. jedynym grzechem jest ta czekolada po obiedzie i kilka dni w
                  > okolicach owulacji, gdy jem jak prosie ;(

                  To tak jak ja. Mam takie 2 czy 3 dni w miesiącu, że jestem ciągle głodna. Ale
                  wiesz co? Przecież od dwóch dni objadania się nie przytyję! Dlaczego miałabym
                  się tym przejmować?? Tak mam i już. Tylko czasem ludzie na uczelni się na mnie
                  dziwnie patrzą ;)

                  A czekolada to nie GRZECH, tylko coś słodkiego.
                  • plica Re: Litero :) 24.11.08, 19:11
                    > A czekolada to nie GRZECH, tylko coś słodkiego.

                    a Garfield mowi, ze kalorie to jednostki smaku :)
                • tfu.tfu prosię :) 29.11.08, 02:30
                  to ja ;) tak z tydzień przed okresem :D właśnie mi się chyba faza cyklu zmienia,
                  bo jestem ciągle głodna ;)
                  a propos!
                  pierwszalitero? a co dla osobnika z za niskim cukrem, który rano ma ochote
                  głównie na kawe i papierosy? :(
                  (moje doswiadczenia z dietą: przeprowadziłam kiedyś eksperyment - po 5 dniach na
                  1200kcal zemdlałam byłam na ulicy, to ja już wolę być gruba :P)
                  • kuraiko Re: prosię :) 29.11.08, 04:13
                    to co dopiero te nastolatki "pro ana", które jedzą po 500kcal ;)
    • balbina_alexandra Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 22.11.08, 20:26
      Uważam na to co jem. Niestety, u mnie kobiety w rodzinie są raczej okrągłe,
      jesteśmy niewysokie, biuściaste i biodrzaste i wszystkie mamy spore tendencje do
      tycia. Ja też, o czym przekonałam się parę lat temu kiedy przestałam uprawiać
      sport i jadłam w zasadzie co chciałam, kiedy chciałam, ile chciałam. Odkąd
      pamiętam, zawsze chciałam być szczuplejsza, nawet w fazie mocno anorektycznej,
      nawet kiedy byłam szczupła i miałam świetnie wymodelowane ciało ćwiczeniami,
      nawet kiedy aktualny towarzysz życia sie zachwycał itd. Po prostu tak mam,
      zawsze chcę być szczuplejsza. Myślę że nawet wiem skąd mi się to wzięło - mój
      tata w dzieciństwie nazywał mnie pieszczotliwie Oluchą Kluchą, w dorosłym życiu
      Kluską (mój śp. tata był wspaniałym człowiekiem i bardzo mnie kochał, nie chciał
      mi tym określeniem dokuczyć bynajmniej...).
      Jednym słowem dziś mając już te swoje 31 lat, naprawdę uważam na to co jem,
      oczywiście nie tylko dieta - ćwiczyłam zawsze sporo, ostatnio jakby mniej, ale
      to dlatego że mam wyjątkowo wykańczający okres zawodowy. Wolę sobie odmawiać
      pewnych rzeczy i być szczupłą - to jest mój wybór. Staram się jeść sensownie i
      zdrowo, nie liczę kalorii. Byłam wielką zwolenniczką diet bazujących na IG czyli
      właśnie Montignac i South Beach, teraz sama ustalam sobie co mogę jeść a co nie
      - jestem zwolenniczką diet low carb. Staram się przez cały czas ograniczać
      węgle, jem głównie warzywa i nabiał oraz ryby, staram się nie przesadzać z
      owocami. Mam problem z białkiem zwierzęcym - byłam kiedyś wege, a generalnie za
      mięsem nie przepadam, no i względy ideologiczne zawsze biorą u mnie górę... Ale
      niestety, ciągle mam okresy kiedy zupełnie nie jem mięsa i tyję wtedy od razu.
      Niestety :( no i jem teraz drób i ryby - ryby akurat uwielbiam prawie wszystkie,
      i z nich ciężko mi było zrezygnować. Staram sie wybierać to co ma niski GI i GL,
      staram się jeść w miarę regularnie (cięzko mi to przychodzi, praca koliduje :(),
      staram się nie przejadać i nie dopuszczać do ataku wilczego głodu... Mam teraz
      akurat fazę porządnego low carb bo za dużo ostatnio sobie pozwalałam z węglami
      własnie, co mi się bardzo szybko odbija na wadze. Jestem wielką zwolenniczą diet
      niskowęglowodanowych i wysokobiałkowych, wydaje mi się, że każdy na nich schudnie.
    • joannea Re: zla przemiana materi, czy obzarstwo - co jada 22.11.08, 21:46
      Kuro, moja szwagierka bardzo polecała nam

      caloriecount.about.com
      codziennie można tam wpisywać "spożycie", i widać wtedy, czego się zjada za
      mało, a czego za dużo.

      Ja się niedawno zmobilizowałam, i też próbuję swoich sił (nie mam problemów z
      wagą, ale ze względów zdrowotnych próbuję ograniczyć cukier).
    • ederlezi1981 dieta grup krwi 22.11.08, 23:22
      Boże, ale temat...
      a o diecie grup krwi słyszały? Dla mnie w pierwszej chili wydała sie totalna bzdura, ale ...Mam 0(zero)- czyli moim absolutnym wrogiem są wszelkie wyroby mączne (bez pieczywa mogę zyć, bez ryżu jeszcze jakoś- ale bez kaszy???)i znaczna część warzyw- w tym min. moje ukochane bakłażany, natomiast idealnym pożywieniem- mięso. Coś w tym jest- ubóstwiam tatara i w ogóle mięsko na surowo, zdecydowanie wolę mięso czerwone- wołowinę i koninę od drobiu. Inna sprawa, że przez 6 lat (16-22) byłam wegetarianką i dobrze się z tym czułam.
      Na podstawie obserwacji moich whań wagi przez ostatnie kilka lat doszłam do wniosku, że szkodzi mi fast-food i żrcie z biedronki - przez kilka miesięcy zwiżaku z milośnikiem takiego żarcia masakrycnie przytyłam, a i tak nie jestem jakaś super szczupła (BMI w zdecydowanie górnych granicach normy). I wydaje mi się, że niełaczenie białek z węglowodanami też nie jest daje efekty. Mieszkam sama, wiec nikt nie skarży sie na moje wksperymenty kulinarne
      • martvica Re: dieta grup krwi 22.11.08, 23:29
        Czytałam o tym, mam A i jestem wegetarianką, ale wszystkie warzywa i owoce które
        lubię znajdują się w rubryczce 'niepolecane'. Parsknęłam i zignorowałam.
      • pierwszalitera Re: dieta grup krwi 23.11.08, 00:19
        ederlezi1981 napisała:

        > Boże, ale temat...
        > a o diecie grup krwi słyszały?

        Ignorować. Nie ma absolutnie żadnych dowodów naukowych, tylko naciągane. Grupa krwi to zbyt niedokładny faktor, by opierać na nim odżywianie. Zresztą większość ludzi w Europie ma grupę A, im bardziej na wschód i bliski wschód tym więcej B, a grupi, chudzi, zdrowi i mniej zdrowi przy podobnym odżywianiu są wszędzie.
        • ederlezi1981 Re: dieta grup krwi 23.11.08, 12:04
          ja od kilkunastu lat jetsem sceptycna w stosunku do wszystkiego. O diecie grup krwi czytałam książkę (mamusia mojego ex miała) i troche w internecie (choć wszystkie polskie strony kopiują tę samą źródłową).
          Wydaje mi się, że "coś" może być w ogolnych zasadach (lub może ja szukam potrzeby usprawiedliwienia się z miłości do jaknajmniej przetworzonego mięsa i niechęci do pieczywa), natomiast szczegóły- podział warzywi owocow na polecane i niepolecane- typu pietruszka dobra, seler zły, burak obojętny, porzeczka zła, jabłko dobre- jest za przeproszeniem z du*y wzięty
      • plica Re: dieta grup krwi 23.11.08, 13:38
        ta dieta zgodna z grupa krwi przypomina mi sytuacje ze stanikami, ze
        sa tylko 4 miseczki Aaaaaaaaa Beeeeee Ceeeeeeee i Deeeeeeee.
        • kura17 hahaha :))) n/txt 23.11.08, 13:43

      • kura17 miecho 23.11.08, 13:50
        mam dokladnie tak samo z miesem!!! nie moge zrobic w domu sznycli bez
        sprobowania surowego miesa... jak robie kotlety drobiowe, to sobie odcinam
        kawalki i zjadam na surowo... jak bylam matka solidnie karmiaca, to moja dieta w
        zasadzie codziennie zawierala surowe miecho... troche sie tego wstydzilam i
        myslalam, ze jestem nienormalna, ale widze, ze nie ja jedna :)
        • masza.s Re: miecho 23.11.08, 13:55
          Uuuuu. Ja bym z surowym mięsem uważała, takimi filetami z kurczaka czy coś na
          surowo. Nie ze względu na smak, ale... lepiej nie.
          Jak surowe, to najlepszej jakości musi być.
          • pierwszalitera Re: miecho 23.11.08, 14:28
            masza.s napisała:

            > Uuuuu. Ja bym z surowym mięsem uważała, takimi filetami z kurczaka czy coś na
            > surowo. Nie ze względu na smak, ale... lepiej nie.

            Przede wszystkim salmonella. Bardzo nieprzyjemna rzecz, a u dzieci i starszych możne być nawet zagrożeniem dla życia. Salmonella uwielbia surowy drób. ;-)
        • madzioreck Re: miecho 23.11.08, 15:16
          Nie Ty jedna... potrafię całego kotleta schabowego na surowo wszamać:)
          • ederlezi1981 surowe mięcho 23.11.08, 17:50
            madzioreck napisała:
            > Nie Ty jedna... potrafię całego kotleta schabowego na surowo wszamać:)

            a włośnicy się nie boisz? Bo ja trochę...Zreszta, wieprzowiny staram sie jeśc nie za wiele- zdecydowanie wolę wołowinę, na którą mnie nie stać i kurczaka, bo się szybko robi
            • plica Re: surowe mięcho 24.11.08, 19:14
              a probowalyscie tatara z biedronki? ostatnio sie pojawil :) bardzo smaczne surowe miesko. i co najwazniejsze przeznaczone do zjadania na surowo :)
      • klymenystra Re: dieta grup krwi 23.11.08, 23:31
        Mialam w rekach ksiazke, mam grupe A i jedyne, co zapamietalam, to to, ze mieso
        moge spokojnie odstawic. I fakt- bez miesa jako takiego moge zyc, od drobiu tez
        bym sie pewnie odzwyczaila. Innych zalozen diety nie pamietam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja