syndrom jednego dnia

20.11.08, 01:06
Właśnie się uczę do egzaminu magisterskiego [haha, widać, jak się uczę, siedzę
na Lobby, Offtopach i tym podobnych] i jak zwykle mam syndrom jednego dnia:)
Tzn. należę do niezorganizowanych, nieprzykładnych :D studentów i po każdym
egzaminie stwierdzam, że jeszcze jeden dzień i bym była perfekcyjnie
przygotowana;)
Czy Wam też się coś takiego zdarza? Może nie tylko w przypadku egzaminów? Jak
z tym walczyć? Chociaż jak się zastanowię, to jeśli coś mnie wciąga, to nie
mam żadnych problemów z deadline'ami;)
Obrona w piątek, a ja bym mogła odpowiadać na pytania dotyczące fiszbinologii,
wytrzymałości materiałów na przykładzie polskich i brytyjskich marek,
tendencji kolorystycznych i zjawiska sezonowości w kolekcjach producentów,
natomiast moja wiedza ekonometryczna sięgnęła ekstremum i to bynajmniej
maksymalnego;)
Trzymajcie kciuki:D
    • agafka88 Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 01:08
      evolet, ja mam tak zawsze, po każdym dosłownie egzaminie. Jeszcze jeden dzień i
      wszystko by mi się ułożyło, jeszcze jeden dzień i wiedza by mi się
      ustatkowała... I niestety nigdy nie zdarzyło mi się tak, że nie potrzebowałam
      tego jednego dnia - jestem cholernie niesystematyczna :(
    • jolina3 Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 01:11
      Ja tak mam! :))
      I oczywiście za każdym razem, obiecuję sobie, że NASTĘPNYM RAZEM....
      I za każdym, następnym razem ma być jak nigdy, a jest jak zawsze :))
      Cóż, taka już się urodziłam...

      Trzymam kciuki i powodzenia. No i pochwal się potem koniecznie!
    • aadrianka Mogę Cię zmartwić? 20.11.08, 07:04
      Po obronie to wcale nie przechodzi:)
    • calineczka793 Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 07:30
      Miałam tak samo za czasów studenckich...myślałam, że to "przechodzi"...jednak
      nie przechodzi, a w moim przypadku pogłębiło się...doszłam już do etapu "jednej
      godziny"...ja generalnie uwielbiam pracować pod presją czasu, stres mnie
      mobilizuje, ale sama wiem, że czasami przeginam...:-)...w poniedziałek o godz.
      11.00 mam audyt i doszłam do wniosku, że jak w przyjdę w poniedziałek do pracy
      to się do tego wezmę...i pewnie znowu mi godzinki zabraknie...najdziwniejsze w
      tym wszystkim jest to, że zawsze uchodzi mi to płazem, że tak
      powiem...:-)...zawsze wychodzę z tego typu sytuacji obronną ręką...


      Pozdrawiam!

      Doti
      • esmaya Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 09:42
        też to mam:) doszłam już do wniosku, że mimo to sobie jakoś radzę i wychodzę
        obronną ręką, więc już nie będę z tym walczyć.
        aha! mama ma to samo, więc może to dziedziczne?
        • calineczka793 Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 14:32
          Myślę, że to nie jest dziedziczne...moja mamuśka jest właśnie z tych osób, które
          mają wszystko zapięte na ostatni guzik już kilka dni przed ważnym
          wydarzeniem...które nie spóźniają się na pociąg (mamuśka potrafi godzinę przed
          odjazdem pociągu już stać na peronie)...

          Moja Mama nie może w związku z tym ze mną wytrzymać...bo ja wszystko robię na
          ostatnia chwilę i dodatkowo zaczynam kilka rzeczy naraz...ostatnio stwierdziła,
          że ja mam ADHD...ona potrafi za godzinę wysprzątać dom, a mnie potrzeba kilka
          godzin, bo w trakcie sobie przypominam, że trzeba pranie wyciągnąć, spodnie
          wyprasować, poskładać,...etc...etc...i jak sobie przypominam o następnej z kolei
          rzeczy to rzucam pierwszą, notabene nieskończoną jeszcze:-)

          D.
      • evolet Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 10:23
        Właśnie najgorsze jest to, że zawsze jakoś się udaje, mniej lub bardziej, ale
        zawsze w takim stopniu, że nie opłaca się więcej czasu poświęcać. Jak na jednym
        egzaminie okazało się, że ludzie, którzy byli na wszystkich wykładach mogą sobie
        wymyślić jedno z pytań, to naprawdę cieszyłam się, że te 30 godzin poświęciłam
        na coś innego:)
    • semele2 Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 09:40
      E tam, nie przechodzi. Przechodzi. Mnie przeszło. Kwestia motywacji. Jak
      zaczęłam mieć faceta kilkaset kilometrów od siebie i okazało się, że są mi
      potrzebne wolne wieczory, żeby z nim pogadać, to nagle wszystko dało się zrobić
      wcześniej. I jakoś tak w nawyk mi weszło.

      A uczyć się na ostatnią chwilę do sesji to po prostu nie potrafię. Mam
      krótkodystansowy mózg, który po ok. 70-100 stronach podręcznika po prostu się
      wyłącza, niezależnie od tego, czy egzamin jest jutro, czy za miesiąc. Podziwiam
      ludzi, którzy potrafią spędzić 12h nad książką. U mnie z góry przegrana sprawa,
      ile czasu bym się nie uczyła, pamiętam tylko to, co zrobiłam przez pierwsze 3-4
      godziny. Na dłużej się nie potrafię skoncentrować. Więc naukę do sesji zaczęłąm
      przedwczoraj, bo w innym układzie nie mam szans przebić się przez podręczniki.
      • elrosa Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 10:49
        u mnie dokładnie na odwrót. Nie umiem uczyć się systematycznie, powiedzmy rozdział podręcznika na tydzień, bo nic z tego nie zapamiętam. Muszę uczyć się krótko, ale intensywnie. Zapamiętuję błyskawicznie, ale zapominam jeszcze szybciej, bufor mi się przepełnia i koniec, klapa ;)
        • effuniak Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 12:01
          :)))))
          to cecha , której nie da się wyplenić
          Ja jestem przykładem wręcz książkowym .
          Nawet kiedyś starałam się z tym walczyć i rozpoczynałam prace nad kolejną
          kolekcją z dużym wyprzedzeniem
          ...żeby mieć czas na spokojnie wszystko przygotować, przemyśleć tak, wiecie ,
          żeby było NORMALNIE
          efekt ?....totalna porażka !!!!
          Wzory przygotowane z dużym wyprzedzeniem nadawały sie do śmieci !!!!

          KA SZA NA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

          I przestałam z tym nie walczyć
          Po co sie dodatkowo stresować wyrzutami ?
          Już wiem, że nawet jeśli przesunę termin to i tak zyskam tyko dni na zajecia zbędne
          Pracuje w takim rytmie, który inne osoby oceniaja jako wariactwo i pukaja sie w
          głowę
          Ale ja tak muszę bo inaczej NIC MI NIE WYCHODZI !!!

          Ustawiczne utarczki z jedną z firm , gdzie oddawałam wzory w dniu prezentacji
          kolekcji spowodowały zerwanie kontaktów
          Wzięli inną, systematyczną , lepszą ....

          Tylko, ze ja w moim rytmie pracy robiłam duuuuuużo dużo więcej :)))

          I w tej firmie juz tez to wiedzą :)

          Wielokrotnie spotykaja mnie pytania - nie możesz jakoś racjonalniej ?
          ano - nie mogę
          Taki los , taka karma :))))

          I ZAWSZE wszystko wychodzi bo stres mobilizuje , adrenalina skacze i objawiają
          się niesamowite pokłady ukrytych zdolności

          Dziewczyny podobne do mnie- takie po prostu jesteśmy :)))
          • roza_am Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 12:12
            bo stres mobilizuje , adrenalina skacze i objawiają
            > się niesamowite pokłady ukrytych zdolności

            Tu chyba jest sedno sprawy. To nie jakiś zły los, tylko potrzeba pracy na
            adrenalinie.
            Poza tym, Twoja praca, to praca twórcza, a tej nie da się usystematyzować w
            jakieś ścisłe ramy. Systematycznie możesz trenować technikę kroju i szycia, ale
            do generowania pomysłów artystycznych i nowych rozwiązań konstrukcyjnych
            potrzebujesz odpowiednich warunków i twórczego napięcia wewnętrznego.
            • effuniak Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 12:21
              Święte słowa !!!!
              :)))

              I tej wersji bedę bronić jak niepodległosci ;)
            • roza_am Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 12:22
              Jeszcze jedno. Są dwie kategorie sportowców. Pierwsza to ci, którzy są świetni na treningach, robią postępy, ale na ważnych zawodach dają z siebie dużo mniej, bo trema ich zżera. Drudzy na treningach radzą sobie przeciętnie, ale na zawody mobilizują się do tego stopnia, że przekraczają swoje dotychczasowe możliwości i osiągają wybitne rezultaty.
              Jak myślisz, do której grupy należysz :)
              • effuniak Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 13:56
                zdecydowanie do tych co wygrywają :))))

                (ech ta moja skromność!)
    • tfu.tfu Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 11:58
      ja miałam tak, że im dłużej się uczyłam (w sensie nawet systematycznie, ale
      zaczynałam dłuuuuuuuugo przed egzaminem powtarzać), tym gorzej zdawałam, więc
      zarzuciłam ten proceder ;) max. 3 dni przed egzaminem, zwykle noc przed ;) i
      raczej nie cała, bo ja śpioch jestem ;)
    • plica Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 21:21
      jak jeszcze bylam studentką - zawsze. uczylam sie dzien przed, godzine przed albo liczylam na to co spamietalam ogolnie :) i zawsze mi na zdrowie wyszlo. okazalo sie, ze przez jednorazowe uruchomienie bardzo intensywne pamieci krotkotrwałej mozna zapamietac ogromne ilosci materiału :)
      w sumie w pracy tez dosc dobrze dzialam w ten sposob, ale raczej z tym walczę i raczej planuje sobie czas :) no chyba ze cos ciekawego jest w internecie :)
      • malagracja Jakbym siebie slyszala :D 21.11.08, 21:53
    • ycik Re: syndrom jednego dnia 20.11.08, 22:35
      Ja ma sie wlasnie uczyc na moja jutrzejsza prezentacje... :/ A jak sprawa wyglada, to wiadomo :)

      co do egzaminow to tez zauwazylam, ze bardzo duzo udaje mi sie zapamietac gdy ucze sie intensywnie na krotko przed. A gdy tak se nauke rozmamlam, ze niby naucze sie wczesniej to guzik z petelka mi z tego wychodzi. O! Wiec jak mam ze 3 dni na nauke i noz na gardle to efekty nie sa potem złe ;)
      • joankb Re: syndrom jednego dnia 22.11.08, 14:10
        Nie ma czego żałować, a zmieniać trzeba tylko wtedy kiedy naprawdę powoduje to
        porażki.
        Ja działam najlepiej w natłoku zajęć, pod ciśnieniem chwili. ja mnie zmuszono w
        pewnym momencie do planowania długo naprzód, zaczynania wcześniej itd., to
        skończyło się klapą. Wkurzało mnie wszystko i wszystko robiłam na odwal się.
        Efektów prawie zero,a klienci czuli się olewani. Pożegnałam się z tą pracą
        szybko i beż żalu, a w następnym miejscu lojalnie uprzedziłam jak pracuję.
        Jestem zwolniona z większości druczków i tabelek, a audytorów od ISO na wszelki
        wypadek trzymano ode mnie z daleka :)).
        Mam współpracowników, którzy pracują zupełnie odwrotnie, da się to jakoś
        poukładać, znaleźliśmy modus vivendi. Podział też sobie robimy taki żeby każdy
        mógł się pokazać z najlepszej strony
        Dopóki wszyscy mamy efekty, nikt się nas nie czepia o metody...
      • the_mariska Re: syndrom jednego dnia 22.11.08, 17:41
        ycik napisała:
        O! Wiec jak mam ze 3 dn
        > i na nauke i noz na gardle to efekty nie sa potem złe ;)

        3 dni na naukę do egzaminu to przecież mnóóóóstwo czasu ;) Tyle, że na moich
        technicznych studiach nie ma żadnej pamięciówki, tylko trzeba po prostu nauczyć
        się rozwiązywać różnego rodzaju problemy. I jedni siedzą nad tym dłuugo i pojąć
        nie mogą, a inni siadają i w godzinę mają materiał w małym paluszku :)

        Ja należę do takich osób, które lubią mieć ogólne pojęcie o danym zagadnieniu,
        znać powiązania przyczynowo-skutkowe, i wszystko systematycznie poukładane. I
        co? Jak siadam do roboty z wyprzedzeniem to nic mi nie wchodzi do tej pustej
        głowy, najlepiej idzie mi na dzień (lub noc) przed. Tylko wtedy o wiedzy
        uporządkowanej mogę co najwyżej pomarzyć, i często rozwiązuję na egzaminie
        zadania nie mając pojęcia co kryje się pod którą literką i czemu właściwie to
        rozwiązanie ma służyć. Ani co tak naprawdę jest do policzenia ;)) Za to do
        każdej poprawki przygotowuję się na 200%, w ogóle zauważyłam, ze przedmioty
        które powtarzam idą mi dużo lepiej, bo wiedza zaczyna mi się porządkować w
        głowie. Dlatego czasem wolę sobie odpuścić i zostawić co ciekawsze rzeczy na
        przyszły semestr, zwłaszcza te, które mają mi się w życiu do czegoś przydać :)

        Ale sesja to i tak nic. Prawdziwą zmorą są projekty. Projekty, na napisanie
        których mam pół semestru, a potem nagle okazuje się że w jednym tygodniu
        wypadają 4 deadline'y. Projekty do których nie mogę zabrać się przez miesiąc, a
        potem nie śpię całą noc, szukając w nich błędów. Często bezskutecznie. Rekord
        pobił mój kumpel, który zabrał się do projektu na wieczór przed, skończył go
        pisać o 12.02 (w południe, non stop bez żadnej przerwy!) a do 12.15 musiał go
        oddać. Zdążył. Podziwiam go, ale mimo wszystko wolałabym jakoś to sensownie
        rozłożyć w czasie.

        Więc tym optymistycznym akcentem kończę i zabieram się do jednego projektu na
        wtorek, drugiego na poniedziałek i przy okazji może jeszcze coś ogarnę na
        poniedziałkowe kolokwium... Jak ja bym chciała być systematyczna! :)
    • madzioreck Chcecie zobaczyć szczyt niezorganizowania? :) 10.01.09, 19:03
      I robienia wszystkiego na ostatnią chwilę? No to luknijcie tu, jaka jestem
      zorganizowana ;P

      tiny.pl/vqrr
      • tfu.tfu Re: Chcecie zobaczyć szczyt niezorganizowania? :) 10.01.09, 19:12
        boskie :D:D:D
        (już Ci pisałam, że cudnie wyglądasz, ale sie powtórzę ;))
        • madzioreck Re: Chcecie zobaczyć szczyt niezorganizowania? :) 10.01.09, 19:30
          Dzięki :)
          Szkoda, że nie ma filmiku, na którym byłoby widać, jakie wygibasy robiłam, żeby
          nie upaprać pastą kiecki - bo oprócz tego, że robię wszystko na ostatnią chwilę,
          to jeszcze moje ciuchy są czyste przez jakieś 5 minut, dopóki się nie poleję
          kawą czy czymś :)
          • psuj-ka Re: Chcecie zobaczyć szczyt niezorganizowania? :) 10.01.09, 20:15
            próbuję to sobie właśnie wyobrazić i jakoś mi ciężko :P ale popieram tfu.tfu, super wyglądasz :D
          • tfu.tfu Re: Chcecie zobaczyć szczyt niezorganizowania? :) 11.01.09, 12:52
            Siostro ! :D:D:D
            ja zaprzestałam zaobrusowywania czegokolwiek bo po 5 minutach (zwykle ja
            ubabrywałam, rzadziej pies ;)) obrus tracił wszystkie walory ;]]
      • zawsze_zielona Re: Chcecie zobaczyć szczyt niezorganizowania? :) 10.01.09, 20:43
        Cudne zdjecie:) Doskonale Cie rozumiem, bo ja tez nie zaprzatam sobie glowy
        takimi drobiazgami, a potem wszystko na ostatnia chwile..

        Pieknie wygladasz:))))
    • carmelli Re: syndrom jednego dnia 12.01.09, 22:33
      potwierdzam wystepowanie syndromu w naturze:) dotknal i mnie! o
      dziwo, rowniez studiowalam ekonometrie;))
Pełna wersja