TŻ a "obowiązki domowe" :)

01.12.08, 23:08
Tak sobie siedzę i patrzę: na podłodze w naszym pokoju leżą 2 pary spodni i
sweter mojego nowiutkiego męża. Do pozmywania garnków ten mój szanowny
małżonek się nie garnie, choć jest mistrzem w gadaniu, jak to nie tylko
kobieta jest od "tego wszystkiego w domu". Rozumiem, że trudno mu się
szarogęsić w domu teściów (mieszkamy chwilowo u moich rodziców), ale w naszym
pokoju to już by trochę mógł. Na zmianę pościeli, od jej wyłożenia, czekałam 3
dni. Nie wyręczyłam go. Bo ja cierpliwa jestem, ani mi ta pościel nie zabrudzi
się przez te 3 dni, ani nie przeszkadzają mi aż tak te spodnie, żeby sprzątać
za niego, ale w ten sposób to można utonąć w bałaganie. Specjalnie wywaliłam
pół szafy, żeby miał się gdzie chować. Ja sobie spokojnie poczekam, aż się o
nie przewróci :) A jak u Was?
    • dziudziulek Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 01.12.08, 23:25
      podobnie jeśli chodzi o walające się ubrania :))
      zwróciłam ostatnio uwagę, że polar leży od sierpnia na rowerze i się
      z pewnością zakurzył :), trochę się TŻ obruszył i posprzątał.
      Przełożył w inne miejsce, którego jeszcze nie zlokalizowałam.
      U mnie zmywa zmywarka. Więc walki o brudne naczynia nie ma.
      Gotuje głównie ślubny. Ja dzięki Niemu przybieram na wadze. Taki
      drobny niechciany skutek uboczny.
      Robi i dźwiga zakupy TŻ, wynosi śmieci TŻ, zdarza się, że odkurzy.
      Mi została reszta. Więc nie mam co narzekać. Poza tym dojrzałam do
      tego, że mieszkanie jest dla człowieka, a nie człowiek dla
      mieszkania i już się nie napinam, że mam brudne np. okna. Szkoda
      życia.
      • madzioreck Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 01.12.08, 23:40
        No ja też uważam, że dom jest dla mnie, a nie odwrotnie, ale bez przesady...
        Musimy się z całym dobytkiem pomieścić w jednym pokoju, bywa trudno :) Najlepsze
        są jednak te gadki, że trzeba sprzątać na bieżąco itd. Poza tym mój małż bardzo
        chętnie robi wszystko, o co go poproszę, zakupy, prasuje mi ciuchy, robi mi
        śniadanie i tak dalej, ale ja bym chciała, żeby sam czasem ruszył głową... chyba
        za dużo chcę :) A ponieważ się właśnie nie napinam, to sobie te portki leżą, bo
        oczywiście nie jest to dla mnie powód do awantury ani nawet dłuższej dyskusji.
        • tfu.tfu Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 03.12.08, 15:48
          bo z facetem jak z dzieckiem ;) trzeba palcem pokazać ;)
          inna rzecz, że jak się prosi 3 tygodnie o wywiercenie 2 dziur w ścianie, to może
          szlag trafić ;) (eksio się na mnie obraził, jak ostentacyjnie przemaszerowałam
          mu pod nosem z wiertarką :P ja mu wtedy zrobiłam "wejście smoczycy" za te 3
          tygodnie czekania i wieczne "manana" :P)
    • lawendowata Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 01.12.08, 23:30
      Mój TŻ zmywa, sprząta, odkurza, prasuje, składa ubrania, utrzymuje wszędzie
      porządek, krzyczy na mnie jak nie zmywam, nie sprzątam, nie składam ubrań... ;)
    • stylance Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 01.12.08, 23:40
      Mój "przyszły" ma manię chomikowania wszystkiego, co wpadnie mu w
      ręce. Też pomaga w zakupach, czasem zmyje i ugotuje, odkurzy, za to
      zostawia ubrania tam gdzie akurat stoi. Mogłabym to znieść.
      Najbardziej drażni mnie to gromadzenie wszystkiego. On ma w pudle
      buty i ubrania jeszcze z czasów liceum (a nie jest pierwszej
      młodości), których od dawna nie nosi! W dodatku uparcie nie odkłada
      rzeczy na swoje miejsce. Uprane ubrania przenosi z kąta w kąt tylko
      nie do swojej szafki, i tak w kółko macieju. Uparłam się i składać
      po nim nie będę. Najwyżej nie będzie miał co na siebie włożyć^^ Ale
      to chomikowanie doprowadza mnie do szału. Jeden pokój mamy wyłączony
      z użytku przez te rupiecie :( A tak poza tym, to bardzo porządny
      gość :)
      • brykanty Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 01:17
        Oj, ja bym uważała.
        Potem kończy się jak w tym programie z BBC Prime - przyjeżdza specjalna ekipa, wynajmują boisko piłkarskie i zgromadzonymi skarbami przykrywają całą powierzchnię boiska. A po starannym posegregowaniu rzeczy niepotrzebne wywożą 3 ciężarówki. Domownicy z ulgą i niedowierzaniem odzyskują dawno zapomniane dziesiątki metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej. A autor zagracenia z miną ciężko skrzywdzonego przez los i ludzi siedzi w kąciku, wspominając swoje 40 drewnianych hebli, których właściwie to nawet nie umiał używać do żadnej stolarki, ale miał w oryginalnych, zakurzonych, nigdy nie rozpakowanych kartonowych pudełkach.

        Albo co gorsza, taka ekipa nie pojawia się w ogóle, a człowiek do końca życia przeciska się wąskimi korytarzykami między stosami pudeł z niewiadomoczym, ale bardzo cennym i potrzebnym :(
    • plica Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 07:16
      u mnie w normie. moj maz ma wiecej czasu niz ja, wiec codziennie gotuje obiady, troche wiecej sprzata niz ja. do doskonalosci brakuje mu tylko tego, zebym ja nie musiala mu o tym mowic. bo on taki grzeczny tylko jak mu nagadam "no odkurz ten pokoj wreszcie" tak sam z siebie, to mu sie nieczesto zdarza.
      • effuniak Ło matko ! 02.12.08, 08:21
        Toż u mnie jakby TŻ napisał do jakiejś federacji broniącej praw CZŁOWIEKA to bym
        poszła siedzieć jak nic !
        Pierze , sprząta kuchnie, prasuje
        Gotuje (ja tylko doprawiam i to tez nie zawsze)
        nawet dżemik ze śliweczek mi uważył , mniam!
        Dziećmi sie zajmuje (czasem strasznie na nie wrzeszczy:))
        ...ja nie wiem , taki jakiś mało cierpliwy ....

        Syn lat 16( Awanturnik do sześcianu , też w pewnym sensie Towarzysz Życia , nie?)
        Odkurza , ściera kurze , myje podłogę i wyrzuca śmieci

        Córka lat 7 (tulasek z charakterkiem ! ojjjj czuję że da mi kiedyś "popalić")
        półki w łazience , czasem kabinę , kurz u siebie i oczywiscie porządek w swoim
        pokoju

        A ja .....
        Kuweta kocicy :)

        No i oczywiście - praca iber ales (chyba tak się to pisze)

        A teraz , Oddaję się pod Wasz osąd i proszę o łagodny wymiar kary
        ....tylko, skruchy , niestety , nie okażę ani poprawy nie obiecam
        :)
        • effuniak ...i jeszcze... 02.12.08, 08:23
          Córke regularnie gnam do sklepu po chlebek i mleczko (póki co , to dla niej
          frajda :))
          • effuniak ...a wogle... 02.12.08, 08:36
            TO MĄŻ NA MNIE KRZYCZY !!!!
            Bo wszędzie rozrzucam swoje rzeczy (gupi jakiś :))
        • pierwszalitera Re: Ło matko ! 02.12.08, 11:17
          effuniak napisała:

          > A ja .....
          > Kuweta kocicy :)
          >
          > No i oczywiście - praca iber ales (chyba tak się to pisze)
          >
          > A teraz , Oddaję się pod Wasz osąd i proszę o łagodny wymiar kary
          > ....tylko, skruchy , niestety , nie okażę ani poprawy nie obiecam
          > :)


          Ojojoj, całkowite odwrócenie ról. :-D Ty nie tylko pod jeden sąd się nadajesz. ;-)))
          • plica Re: Ło matko ! 02.12.08, 21:13
            mysle, ze jakbym wiecej pracowala, to tez bym sobie tak to urzadzila :)
            buziaki. osadzona - niewinna :)
    • luliluli pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 09:06
      ... i niestety to moje ciuchy ścielą się warstwami na krześle przy
      biurku, na suszarce na pranie, na fotelu, a skarpetkom zdarza się
      nocować pod stołem (zaznaczam, ze wszelkiej maści skarpety noszę jak
      kapcie, więc muszą być pod ręką rano jak wstaje:)

      Mąż ma za zadanie regularną dystrybucję śmieci do kontenerów (szkło,
      plastik, papier), co skutkuje schowanymi za lodówką reklamówkami z
      ww., bo przecież nie będzie chodził z każdą butelką osobno;). Myje
      też naczynia, co jednak polega na wiecznym myciu 3/4 naczyń w
      zlewie, bo "reszta się nie mieści na suszarce" aaaaa!

      Ponadto ustaliłam, że sprzątamy jak mieszkańcy internatu - na
      zmianę, przy czym zmiana mojego męża czasem ciągnie się 3 tygodnie
      zanim doczeka się spełnienia. Postanowiłam jednak za wszelką cenę
      nie psuć ustalonego porządku i cierpliwie czekam. Ostatecznie
      mieszkamy w bloku, buty ściągamy zaraz po wejściu do przedpokoju i
      prawie nikt nas nie odwiedza, wiec nie ma sie jak szczególnie
      nabrudzic:P

      Poza tym gotujemy zazwyczaj wspólnie, pierzemy jak popadnie.
      Natomiast zdecydowanie wygrywam pod względem zawartości szafy:P Jak
      sie wkurze, to wywalam wszystko na łóżko i skłądam w kostkę, ale
      ostatnio dawno się przestałam wkurzać:D
      • marisella Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 09:43
        > Myje
        > też naczynia, co jednak polega na wiecznym myciu 3/4 naczyń w
        > zlewie, bo "reszta się nie mieści na suszarce" aaaaa!

        AAAAAAAA!!!!
        aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!

        Niewiele rzeczy jeśli idzie o porządki jest mnie w stanie z równowagi
        wyprowadzić, ale to mnie doprowadza do ostateczności niezawodnie! (to plus
        zostawianie po myciu naczyń zachlapanego zlewu i drobinek jedzenia z wymytych
        naczyń na dnie).
        Myślałam, że tylko mój TŻ tak ma... Uff.. jakoś mi lżej na duszy...
        :-)

        m.
        • luliluli Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 09:59
          w kwestii naczyń wyprowadza mnie tez z rownowagi ustawianie kolejki
          do mycia na bufecie obok zlewu, jakby nie mozna było wsadzic
          talerzyka i kubka do zlewu, zeby nie zagracać kuchni;) ale nie
          czepiam sie, bo sama unikam mycia naczyn jak ognia:D

          i jeszcze namietne jedzenie sniadania na desce do krojenia, a potem
          zostawianie deski z okruszkami, nozem i np. dupką od pomidora czy
          ogórka na nie-wiadomo-ile na stole:|
          • ciri1971 Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 10:13
            O, ja też mam pomidorową "dupkofobię". Właściwie dlazego nie można
            tej końcówki po prostu zjeść? Mój mąż twierdzi, że ona smakuje
            inaczej, cokolwiek to znaczy...Ale poza tym jest ok- skarpetek nie
            rozrzuca, śmieci wynosi on lub dzieci, gotuje w weekendy( albo
            bierze nas do knajpy:) i mamy na szczęście zmywarkę, bo tu mogłaby
            być wojna...
            • arwena-g Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 04.12.08, 11:02
              Ha, może faktycznie ta dupka od pomidora smakuje inaczej, bo mój syn na ten
              przykład z pomidorów zjada głównie "dupki". To dopiero gospodarnie - resztę musi
              wtedy zjeść kto inny, a taki pomidor to w końcu ile ma dupek? Jak się go obkroi
              z każdej strony to tylko cztery;)
          • kura17 Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 10:28
            luliluli napisała:

            > w kwestii naczyń wyprowadza mnie tez z rownowagi ustawianie kolejki
            > do mycia na bufecie obok zlewu, jakby nie mozna było wsadzic
            > talerzyka i kubka do zlewu

            jak sie wstawi talerzyk czy kubek czy miske po musli do zlewu, to zlew jest
            pelny, jak sie chce myc gary i trzeba to wszystko wyjmowac i tak i myc pojedynczo!!!
            jak ja nienawidze jak mi sie naczynia wklada do zlewu, zamiast ustawic obok!!! ;) ;)

            dobrze, ze mamy zmywarke, wiec powyzszy problem wystepuje rzadko :)

            a co do "dupek", to ja mam inny "problem" - moj maz (i siostra) zawsze, Zawsze
            ZAWSZE zostawia w filizance POL lyka nie-dopitej herbaty!!! dlaczego???
            • joankb Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 11:05
              Popieram kurę :)) Do niedawna za zawalenie zlewu brudnymi garami mogłabym zabić,
              bez prawa łaski. Umycie tego to dwa razy tyle roboty :))
              A od pewnego czasu - gary są w zlewie to świetnie, znaczy ja nie myję - wszyscy
              o tym wiedzą.
              • kura17 Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 11:26
                hej! swietny pomysl! musze u siebie zastosowac...

                ... tylko u nas i tak moja maz glownie sprzata, wiec mam mierne atuty przetargowe ;)
            • luliluli Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 12:12
              a ja mam zlew dwukomorowy, wiec zawsze naczynia umieszczam w jednej
              komorze, a w drugiej dokonuję zmywania;) i nienawidzę kuchni
              obstawionej garami
            • madzioreck Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 17:08
              kura17 napisała:

              > jak sie wstawi talerzyk czy kubek czy miske po musli do zlewu, to zlew jest
              > pelny, jak sie chce myc gary i trzeba to wszystko wyjmowac i tak i myc pojedync
              > zo!!!
              > jak ja nienawidze jak mi sie naczynia wklada do zlewu, zamiast ustawic obok!!!

              Kuro, to zależy, na jakiej wysokości masz kran :) U mnie jest tak wysoko, że
              swobodnie zmywam stertę naczyń lekko wystającą ponad górne krawędzie zlewu :)
              • plica Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 21:18
                rany. kobity drogie. kupcie se zmywarke. od biedy garnki tez sie da tam wstawic :) nie ma co sobie zycia psuc nerwami nad zmywaniem.
              • elayne_trakand a dwa krany? 04.12.08, 00:30
                A ja mam dwa krany nisko zawieszone (angielski wynalazek ;) ) i jedna komore w
                zlewie. Nie znosze zmywac kiedy mam pelen zlew.
                I tez zawsze zmywam do momentu kiedy jest miejsce na suszarce ;)
                Malz tez zawsze zostawia niedopite napoje ale on przez lata pracowal w
                warsztacie stolarskim gdzie pyl osadzal sie na dnie kubka ;)
                Za to z uporem maniaka wynosi moje niedopite kubki, co mnie do szalu doprowadza
                bo w zasadzie moglabym pic caly czas ;)
                Tak ogolnie to wiekszoscia ja sie zajmuje ale on jest lepszy w ukladaniu rzeczy
                na miejscu mnie natomiast bardziej czyszczenie wszelkie pasuje.
          • marisella Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 12:12
            luliluli napisała:

            > w kwestii naczyń wyprowadza mnie tez z rownowagi ustawianie kolejki
            > do mycia na bufecie obok zlewu, jakby nie mozna było wsadzic
            > talerzyka i kubka do zlewu, zeby nie zagracać kuchni;) ale nie
            > czepiam sie, bo sama unikam mycia naczyn jak ognia:D
            >
            > i jeszcze namietne jedzenie sniadania na desce do krojenia, a potem
            > zostawianie deski z okruszkami, nozem i np. dupką od pomidora czy
            > ogórka na nie-wiadomo-ile na stole:|

            Luliluli, czy my nie mieszkamy z tym samym facetem????

            Wprawdzie ta deska to drobny szczegół różniący, ale okruszki, dupki na blacie,
            różki od kartoników z mleka pozostawiane i naczynia nie w zlewie... to nie może
            być zbieg okoliczności!
            :-))))))

            m.
            • luliluli Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 13:54
              marisella, a czy ten mężczyzna otwiera też następne mleko, gdy
              poprzednie nie zostało wypite/wyrzucone, a ściągnąwszy kubek z pastą
              do zębów i szczoteczkami oraz żel do włosów z umywalki, aby ogolić
              się w spokoju, nigdy nie odkłada ich na miejsce??;>>>
              Ale już nie marudzę (na głos zbyt często), bo kiedyś w odwecie
              dowiedziałam się, iż (cytuję) "głośno stawiam pięty" oraz trzaskam
              drzwiczkami od wszelkich szafek, co akurat potwierdzam:D

              PS przypomniało mi się - nie domyka wszelkich szuflad, gdy coś z
              nich wyciąga, a to akurat przyprawia mnie o omdlenie:P
              • luliluli Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 13:57
                żeby nie było - bardzo Kocham swojego męża:D
                i jak mogę się czepiać, skoro jestem jedyną na Ziemi kobietą, której
                wisi, czy deska klozetowa jest zamknięta czy otwarta??
                ojoj - i jeszcze często prasuję na fotelu, bo rano nie chce mi sie
                rozkładać deski... oczywiście już nie tej klozetowej:D
                • pierwszalitera Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 15:54
                  uliluli napisała:

                  > żeby nie było - bardzo Kocham swojego męża:D
                  > i jak mogę się czepiać, skoro jestem jedyną na Ziemi kobietą, której
                  > wisi, czy deska klozetowa jest zamknięta czy otwarta??

                  Szczere wyrazy podziwu. :-D Dla mnie to ostatni i nieosiągalny stopień tolerancji i chyba jeszcze na sporej dawce walium trzasnęłabym tą deską na kloset. Mogę zasypiać przykryta stertą skarpetek i koszul męża, z braku czystych szklanek pić ze słoika i przedzierać się wśród nieodkurzonych wełnianych myszy z wykładziny, ale z tą deską nie daję rady. :-D
                  • madzioreck A czemu? 02.12.08, 17:11
                    Gdzie jest napisane, że ona ma być opuszczona, a nie podniesiona ;P
                    • plica Re: A czemu? 02.12.08, 21:22
                      > Gdzie jest napisane, że ona ma być opuszczona, a nie podniesiona ;P

                      czytalam jakies badania. i wyszlo, ze przy opuszczonej desce w pomieszczeniu znajduje sie o jakies 50% mniej bakterii w powietrzu, a w pomieszczeniach przylegajacych iles tam jeszcze mniej.

                      woda ma to do siebie, ze paruje. a w wodzie kiblowej siłą rzeczy sa zarazki. zarazki są niefajne. to tak w skrocie.
                      • pierwszalitera Re: A czemu? 02.12.08, 21:36
                        Poza tym według Feng Shui chi ucieka, a mnie szlag na miejscu trafia. ;-)))
                        • luliluli Re: A czemu? 03.12.08, 10:09
                          pierwszalitera napisała:

                          > Poza tym według Feng Shui chi ucieka, a mnie szlag na miejscu
                          trafia. ;-)))

                          w takim razie moje chi ucieka niedomkniętymi szufladami - szlag
                          trafia w sekundę:D
                          • anyankaaa Re: A czemu? 03.12.08, 11:36
                            Ja gdzieś czytałam, że deska powinna być zamknięta bo bakterie się osadzają na czym popadnie np. na ręcznikach... Spłukiwać wodę też się powinno z zamkniętą deską :) Chyba najważniejsze to jest jak się ma połączoną łazienkę z ubikacją (jak ja).
                      • luliluli Re: A czemu? 03.12.08, 09:49
                        bakterie moga mi naskoczyć, zdarza mi się podczas napuszczania wody
                        do wanny czy przeglądania się w lustrze albo ot tak bez okazji
                        zabrać się za "ponadprogramowe" mycie toalety:D natomiast wycieranie
                        kurzu to tak nudne zajęcie, że robię to tylko wtedy, gdy postaci na
                        ekranie telewizora zaczynają mieć ziemistą cerę:D
                • madzioreck Re: pokątne skarpety to moja specjalność:D 02.12.08, 17:10
                  Ha! Wcale nie jesteś jedyna :D Mnie też wisi :D
    • ma_go Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 12:01
      Polecam za motto piosenkę Elektrycznych Gitar "Przewróciło sie,
      niech leży..."
      www.youtube.com/watch?v=Le4yHWdvP2A&feature=related
      U mnie porządek...bywa, wszyscy jednakowi bałaganiarze.
      Zmywarka niezbędna, od zawsze, bez niej chyba rozwód:)
      Nieprasowanie załatwiłam sobie jeszcze przed ślubem.
    • klymenystra Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 13:06
      Ha, mi sie trafila systematyczna Panna... Na razie mielismy tylko okazje
      pomieszkiwac ze soba, ale sprawa wygladala tak, ze to on sprzatal (ja z tych,
      ktorym raz w tygodniu wystarczy scieranie kurzu, a mycie lazienki to jakas
      abstrakcja :)), przewaznie on robil zakupy (czasem z nim szlam, jak mialam
      zachcianke), on pierze (dla mnie pralki sa lekko przerazajace:)), swoje rzeczy i
      ubrania trzyma w idealnym porzadku (ja jestem lekkim balaganiarzem :). Jesli
      chodzi o jedzenie, umowa jest taka- kto gotuje, ten nie zmywa. Bardzo dobry
      uklad, tylko czasem sa konfilkty, jesli ja np robie przystawke, a on danie
      glowne :D
      • certain_whatsit Systematyczna Panna i inne mądre Zodiaki ;) 02.12.08, 14:58
        klymenystra napisała:

        > Ha, mi sie trafila systematyczna Panna...

        Hehe, a z moich obserwacji wynika, że Panny są albo systematyczne,
        albo niesystematyczne. A Lwy - albo władcze, albo niewładcze. A
        Skorpiony - albo kapryśne, albo niekapryśne. A Barany... Itd.

        Mojemu mężowi trafiła się akurat ta niesystematyczna Panna ;)
        • winter76 Re: Systematyczna Panna i inne mądre Zodiaki ;) 02.12.08, 17:07
          Ha,ja jestem niesystematyczną i bałaganiarska Panną :)
          • plecha1 Ja też! n/t 02.12.08, 17:19
            • kasiamat00 i ja :) n/t 02.12.08, 18:29
      • effuniak klymenystra 02.12.08, 21:10
        mój Miś też Panna ...
        I córa ... pedanciki , w ząbek czesane ....psia mać !!!!

        :))
        • effuniak A'propos 02.12.08, 21:15
          A o co chodzi z tą deską klozetową bo nie rozumiem ????
          • madzioreck Re: A'propos 02.12.08, 21:28
            No że ma być zamknięta bo bakterii mniej fruwa ;)
            • effuniak Re: A'propos 03.12.08, 06:52
              A nie wystarczy po prostu myć ?????
              :DDDD
              • brykanty Re: A'propos 03.12.08, 11:25
                A nie, bo one, te bakterie znaczy, (nawet umyte) zdradziecko wyskakują z muszli i rzucają się na człowieka, powodując rozliczne straszliwe choroby. A jak klapa zamknięta, to se łebki o klapę obijają i potem po otwarciu trochę kołowate są i a to w człowieka nie trafią, a to moc w szczękach już nie ta.

                Od razu przypomina mi się wiersz Waligórskiego o Kubusiu:

                Raz w jednym instytucie uczeni na wszelkie sposoby
                Robili doświadczenia, jak by tu osłabić mikroby,
                Na przykład jeden uczony budził bakterię śpiączki,
                Szczypiąc tę śpiączkę pęsetką w pośladki, nóżki i rączki.

                Drugi uczony czerwonkę podłączał do pompek i dętek,
                Aż się robiła blada jak jaki biały krętek,
                Krętka natomiast skręcano i rozkręcano biedaczka,
                Od czego był bardziej żółty niż najżółciejsza żółtaczka,

                Odnośnie zaś do żółtaczki, wprowadzono ją w taką rozpacz,
                Że poczerniała zupełnie i była jak czarna ospa,
                Podczas gdy ospę - tę czarną - macerowano w wódkach,
                Więc była ciągle na kacu, jak białaczka bialutka…

                A działał wśród tych uczonych Piotr Dreptak, asystent młody,
                Który stosował swe własne, zupełnie odmienne metody,
                I zamiast zarazki dręczyć - on karmił swoje zarazki
                I ciągle się ich pytał: - Nie zjecie, zarazki, kaszki?

                No więc zarazki wciąż rosły, wpierw były jak turkucie,
                Potem ogromne jak myszy latały po instytucie,
                Na próżno woźny je z miotłą jak oszalały ganiał -
                Nie dość, że się z niego śmiały, to mu jeszcze wyżerały śniadania.

                Aż kiedy profesorowi przegryzły w aucie resor,
                To wtedy Piotra Dreptaka wezwał do siebie profesor
                I obaj włożyli płaszcze, i poszli się przejść na deptak,
                A pan profesor rzecze: - Drogi kolego Dreptak,

                Rozumiem że doświadczenia, badania, cacy - cacy,
                Ale jak dalej tak pójdzie, to ja was wyleję z pracy!
                Rzecz jasna, że ma pan dość duże, ba, szokujące wyniki,
                Lecz rób pan to sobie gdzie indziej, ot, idź pan hoduj tuczniki…

                - Chwileczkę! - Piotr Dreptak na to, prędziutko teczkę odmyka
                I z wnętrza wyjmuje bakcyla wielkiego jak królika:
                - Zobacz pan, profesorze, gdy mamy taką gadzinę,
                Możemy streptomycynę wyrzucić i penicylinę!

                Lekarz przy mikroskopie oczu już niszczyć nie musi,
                Bo bierze to bydlę za szyję i je po prostu dusi…
                I rzeczywiście udusił Piotr Dreptak tego zarazka,
                Więc pan profesor Dreptaka chwalił, całował i głaskał,

                Załatwił mu order, mieszkanie, fiata, Nagrodę Nobla,
                I wszyscy koledzy się zeszli, żeby ten Dreptak to oblał,
                A Dreptak siedzi ponury nad uduszoną zwierzyną
                I szloch mu wyrywa się z piersi, a z oczu łzy wielkie mu płyną…

                - Dlaczego - pytają koledzy - nie chcesz zabawić się z nami?
                - A bo jak dusiłem Kubusia, to on tak łypał oczkami…
                Tu biedny Dreptak o ścianę uderzył głową trzy razy…
                Oj, można się, można przywiązać i do najgorszej zarazy!
          • joannea Re: A'propos 03.12.08, 13:51
            effuniak napisała:

            > A o co chodzi z tą deską klozetową bo nie rozumiem ????

            poplakalam sie ze smiechu, czytajac ten watek.

            Deska: chodzi o flore kalowa. Tez mi nie przeszkadzala, dopoki nie przeczytalam
            o florze kalowej i jej niezwyklych zdolnosciach lotniczych. Flora siedzi sobie
            wiadomo gdzie, a przy spuszczaniu wody podrozuje na malutkich kropelkach i
            osiada na recznikach, scianach, ba, nawet suficie:

            "Jak wykazały badania Pentora (na zlecenie Domestosa), trzy czwarte Polaków nie
            opuszcza pokrywy sedesu po jego użyciu. Nie jest to problem tylko estetyczny.
            Otóż flora kałowa i inne bakterie rozpryskiwane z wodą z toalety osiadają na
            przedmiotach w łazience, np. szczoteczce do zębów, ręczniku, mydle. Przy
            otwartej pokrywie liczba bakterii na mydle i ręczniku była dwukrotnie wyższa niż
            wtedy, gdy klapę opuszczano każdorazowo przed spuszczeniem wody, na ścianach
            bakterii było trzy razy więcej, a na desce klozetowej – aż sześć. Nieopuszczanie
            klapy powoduje zwiększenie wilgotności powietrza, co sprzyja rozwojowi bakterii".

            Od tamtej pory jestem zacietym wrogiem otwartej klapy. Kupilam samoopadajaca
            deske, i dzieki temu malz tez sie wciagnal w projekt ;)
            • ava.adore Re: A'propos 03.12.08, 14:00
              Nie wiem, może jestem cyniczna i zgorzkniała, ale jak czytam o badaniach czegoś tam robionych na zlecenie kogoś tam (komu zależy na odpowiednich wynikach), to od razu przypomina mi się ta akcja firmy od niszczarek i badań Uniwersytetu Wrocławskiego na temat tego, ile o ludziach można się dowiedzieć przeglądając ich śmieci :D
              Słowem: ni hu hu nie wierzę ;)))

              Ps. My akurat deskę jakoś odruchowo opuszczamy, więc proszę mnie tu o jakieś otwartoklozetowe lobbowanie nie oskarżać ;PPP
              • joankb Re: A'propos 03.12.08, 14:13
                Tym bardziej, że wszystkie te Domestosy i inne "pogromce" coraz głośniej oskarża
                się o plagę alergii wśród dzieciaków.
                W przeciętnie czystym domu nie ma zachorowań "brudnych rąk", w domach z chemią
                wszędzie i do wszystkiego, bez zwierząt domowych, alergii coraz więcej.
                Deskę spuszczam, kibelek myję, ale Kubusia byłoby mi szkoda :))
                • joannea Re: A'propos 03.12.08, 14:57
                  nie no, ja sie zupelnie zgdzam, ze badania przeprowadzane przez/nazyczenie/dla
                  nie sa miarodajne. Ten cytat jako pierwszy mi sie wygooglowal, ale w sieci jest
                  mnostwo na ten temat, takze z bardziej wiarygodnych zrodel ;). Moja mama
                  czystosc obsesyjnie nie dbala, mama malza takoz (wychowany na wsi bez wody i
                  pradu), i obydwoje alergi nie mamy.
                  Co nie zmienia faktu, ze wizja latajacych po lazience bakterii coli skutecznie
                  mnie nastraszyla, szczegolnie, ze blisko tronu mamy kaloryfer-wieszak na
                  reczniki (nie, nie dalo sie inaczej).
                  • luliluli Re: A'propos 03.12.08, 15:05
                    a ja jako dziwaczka, mam ta deskę nadal gdzies, nie wiem czemu:P
                    Natomiast w kwestii biurka w pracy jest inaczej - staram sie czesto
                    wycierac komputerową myszkę, biurko i najbardziej - klamki od drzwi
                    do siebie - w takich miejscach jest sto razy wiecej bakterii niz na
                    desce klozetowej. Zdarza mi się też w przypływie paranoi otwierać
                    klamkę od WC w pracy ręcznikiem papierowym i zamykać, bo przecież
                    nie po to myłam ręce, żeby się klamkowymi bakteriami ubrudziły...:D
                    • madzioreck Re: A'propos 03.12.08, 16:27
                      Ja też bym nie popadał w paranoję z tymi bakteriami. Ostatecznie to trzeba by za
                      każdym razem deskę odkażać, zanim się zasiądzie na tronie. Ja mam kibelek
                      osobno, myję porządnie raz w tygodniu, ściany też często przecieram domestosem.
                      Klapę zamykam, ale nie przeszkadza mi, że ktoś inny tego nie robi :)
                    • dziudziulek Re: A'propos 03.12.08, 17:12
                      Zdarza mi się też w przypływie paranoi otwierać
                      > klamkę od WC w pracy ręcznikiem papierowym i zamykać, bo przecież
                      > nie po to myłam ręce, żeby się klamkowymi bakteriami ubrudziły...:D

                      pocieszyłaś mnie, zaczynałam już myśleć, że coś mi się z głową robi,
                      ja też przez papierek, albo łokciem
    • nancy_callahan Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 13:19
      U mnnie zupełnie na odrwór - to ja jestem bałaganiarą i o ile brud
      mi przeszkadza to już nieład (np. w postaci porozrzucanych ciuchów)
      do pewnej granicy nie robi na mnie żadnego wrażenia.
      A jeśli chodzi o obowiązki domowe to TŻ wziął na siebie główny
      ciężar sprzątania i dbania o czystość, gdyż jego pedantyczna natura
      nie pozowliłaby na pójście w tym zakresie na jakikolwiek żywioł.
      Sprzątanie mamy tak podzielone, że on sprząta cały dom, a ja tylko
      swoje rzeczy (np. ciuchy porozrzucane, które schować trzeba do
      szafy, czego na szczęście nie muszę robić codziennie), a ja jedynie
      łazienkę.
      Gotuję ja (bo potrafię i lubię) ale Luby zmywa po obiedzie (włącznei
      z czyszczeniem kuchenki i piekarnika), ja zmywam to co się zabrudzi
      w toku procesu gotowania.
      Taki oto mam skarb sprzątalniczy w domu:)
      A mnie pewnie okrzykniecie fleją, zwłaszcza za brak potrzeby
      codziennego sprzątania ubrń do szafy:)
      • aadrianka Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 13:25
        > A mnie pewnie okrzykniecie fleją, zwłaszcza za brak potrzeby
        > codziennego sprzątania ubrń do szafy:)

        E tam. Ubrania do szafy sprzatam raz w tygodniu, w sobote:)
        Od kiedy Turzyca uswiadomila mnie, ze kalorie to male zlosliwe
        zwierzatka, zwezajace nocami ubrania w szafach, pilnuje, zeby co
        ciasniejsze ciuchy za wiele nocy w szafie nie spedzaly ;)
        • ottiss Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 15:38
          ooo...to o to chodzi.Ze tez sama na to nie wpadlam.ja zawsze myslalam ,ze moje ubrania boja sie ciemnosci i maja klaustofobie,dlatego je trzymam na fotelu,blisko mojego lozka. :) jakby co,zawsze im sluze pomoca i "trzymaniem za rekaw" ;)
    • certain_whatsit Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 13:20
      Mój robi WSZYSTKO. I wcale nie muszę go gonić. Wielkie zakupy (w tym
      chodzenie na rynek, do mięsnego, do różnorakich ekologicznych bądź
      ze specjalistycznymi produktami), wynoszenie kompostu, wywożenie
      samochodem do odpowiednich kontenerów segregowanych
      papierów/plastikiów/szkła, pranie i prasowanie (nie tylko swoich
      koszul, również moich rzeczy, obrusów i pościeli), przygotowywanie
      śniadań, gotowanie drugich dań (np. piecze kurczaka, robi pierogi,
      przygotowuje większość potraw wiątecznych, zna się na sosach i
      cieście drożdżowym). Odkurza. Sprząta w szafkach.
      Mnie w podziale obowiązków przypada część gotowania (zupy, desery,
      surówki), składanie prania, mycie podłóg, łazienek i kuchni, mycie
      okien (raz na pół roku, wiec nie jest źle). I podlewanie naszego
      jedynego kwiatka, który i tak usycha ;)

      Co śmieszniejsze, TŻ jest jedynakiem, który w domu rodzinnym nie
      robił nic, nawet nie obierał ziemniaków. Ma się tę siłę
      przekonywania, co?

      Lubię jak jest porządek, ale bez przesady, dom jest do mieszkania, a
      nie do sprzątania. Na koty z kurzu czy brudne okna przymykam oko, TŻ
      tak samo. Jak mamy ważniejsze rzeczy do roboty, odkurzacz przez dwa
      tygodnie nie wyjeżdża ze schowka. Ale nabyty pedantyzm mojego TŻa
      przybiera czastem zaskakujące formy. On np. nie cierpi, jak coś leży
      na wierzchu. Potrafi mi schować na półkę aktualnie czytaną książkę,
      bo "leżała na kanapie i był bałagan", albo szlafrok, który wieczorem
      zostawiam na fotelu przy łóżku, żeby rano mieć coś ciepłego do
      założenia, bo "brzydko wyglądał". Rozumiecie - podłoga aż się lepi,
      okna brudne, ale tylko nieszczęsny szlafrok mu nie pasuje :D
      • ottiss Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 15:36
        a moze podzielisz sie metodami szkoleniowymi wobec TŻ-a? :)
        • certain_whatsit Moja metoda 02.12.08, 16:02
          ottiss napisała:

          > a moze podzielisz sie metodami szkoleniowymi wobec TŻ-a? :)

          Złamać sobie rękę i nogę tuż przed przeprowadzką do wspólnego
          mieszkania. A mamusia daleko. Jak głodny - sam musi zrobić. Jak mu
          śmierdzi - niech sam sprząta.

          Kolejne operacje i bolesna rehabilitacja wzbudzają w facecie dalsze
          instynkta opiekuńcze. Dobrze mieć też przez parę tygodni wysoką
          gorączkę, jadłowstręt i depresję - wtedy jest ci wszystko jedno, czy
          ugotowane i sprzątniete, i JAK - bo z początku niezbyt mu to
          wychodziło. Ale jak widać na przykładzie TŻa Myszy kilka postów
          niżej metoda ta nie zawsze skutkuje.

          Najważniejsze to wykształcać w chłopie estetyzm ;) Ciągać do muzeów,
          podsuwać albumy ze sztuką, zachwycać się wspólnie pięknymi wnętrzami
          i krajobrazami. Od razu przejdzie mu upodobanie do życia w obleśnym
          barłogu ;) I wykształcać mu podniebienie - ugotować coś dobrego a
          pracochłonnego, pójść do dobrej restauracji - a potem dawać na
          Gwiazdkę inspirujące książki kucharskie ze słowami "O, to na pewno
          byłoby pyszne, ale ja nie ustoję tyle przy garach... Ale ty - to co
          innego". Tą delikatną sugestią zapewniłam sobie już naleśniki a la
          Gundel, karasie w śmietanie, pyszne greckie ciasto, różne pierogi,
          kulebiaki, musakę, bakłażanowe involtini, placki drożdżowe...
        • madzioreck Metoda szkolenia TŻ 02.12.08, 17:24
          Metoda jest prosta i skuteczna, pod warunkiem, że mieszka się osobno. U rodziców
          - nie ma szans. Ja nie ugotuję, on też, ugotuje tata. Zastosuję, jak tylko się
          wyprowadzimy :) I tak ze wszystkim. Ale zadziałało u mojej siostry, kiedy jej to
          poradziłam: mój szanowny szwagier nauczył się wszelkich prac domowych w tydzień:
          I prania, i prasowania, i sprzątania, może oprócz gotowania. A było to tak:
          poradziłam siostrze, żeby pokazała, co NAPRAWDĘ znaczy siedzieć w domu z
          dzieckiem i nic nie robić, jak sugerował szwagier poproszony o cokolwiek. Więc:
          po tygodniu gary w zlewie zapleśniały, lodóweczka puściuchna, Wszystko, co
          zostawił na podłodze, tam właśnie leżało. A po półtora tygodnia nie miał w czym
          iść do pracy. Ani gaci, ani skarpet ani innych tego typu rzeczy. Kurna, w jakim też
          tempie się chłopak uczył :D
      • origami_21 Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 03.12.08, 10:05
        certain_whatsit napisała:
        Potrafi mi schować na półkę aktualnie czytaną książkę,
        bo "leżała na kanapie i był bałagan"

        Tak się dzieje u mnie w domu od kilkunastu lat - żadne metody nie
        skutkują, myślę, że to jest jakiś rodzaj nerwicy natręctw.
    • skarabeusz_81 Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 13:36
      generalna zasada -kucharz nie zmywa(i nie sprzata potem kuchni), mimo iz mamy zmywarke;
      moje jest gotowanie(przewaznie- bo malz dwoch lewych rak nie ma)i zmywanie podlogi w kuchni;
      maz prasuje, sprzata kuchenke, piekarnik, blaty dookola, odkurza;
      kurz mi nie przeszkadza, ubrania porozrzucane po pokoju czasem sprzatne;
      jak mi sie estetyzm wlaczy albo akt desperacji nastapi to potrafie dom na blysk odpicowac ( na szczescie sporadycznie)
      • myszaaa163 Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 02.12.08, 15:11
        Do czasu,kiedy sie polamalam obowiazki mojego TŻ wygladaly nastepujaco: jak bylo
        duzo psiej siersci na podlodze to odkurzal,czasem do tego myl podlogi,wynosil
        smieci. W weekendy myl nasze dwa szklane stoly i prasowal swoje koszule.
        Ale w generowaniu balaganu byl niekwestionowanym mistrzem swiata-mimo,ze mamy
        zmywarke nawet ze stolu po sobie talerza nie zabral,a jak go zmusilam to
        porzucal na wierzchu zamiast wlozyc do zmywarki. Skarpetki i brudne ubrania
        potrafil zostawic wszedzie. Rozwalal wsyzstkie ciuchy ylozone przeze mnie i nie
        zamykal po sobie szaf i szuflad. Odlozyc czegos na swoje miejsce mu sie nie
        zdarzalo.
        A od dwoch tygodni-czyli od kiedy ja jezdze na wozku-podzial rol zmienil sie o
        tyle,ze nikt nie robi tego,co mnie przypadalo...
        Tak wiec na blacie w kuchni wiecznie stoi sterta brudnych naczyc,a sam blat jest
        zasypany okruszkami. Z kosza na bielizne wysypuja sie ubrania i wszedzie
        wszystko sie pietrzy i zbiera. Ale to i tak nic...
        Gdy TŻ przywiozl mnie ze szpitala i doczolgalam sie do sypialni to myslalam,ze
        umre na zawal gdy znalazlam w lozku sterte ubran-czystych wymieszanych z
        brudnymi-ktora wczesniej zrzucil z deski do prasowania zeby uprasowac sobie
        koszule na delegacje...
        Jeden plus-jak ma przyjechac ktos w odwiedziny to spina sie i ladnie sprzata
        mieszkanie i tylko ja wiem o tym,ze nadmiar ubran,ktorych nie zdazy poskladac
        wpycha gdzie popadnie razem z brudnymi ;)

        A pomyslec,ze to on uczyl mnie porzadku :D
    • velika Re: TŻ a "obowiązki domowe" :) 03.12.08, 14:42
      Ja po mamie mam lekkie skrzywienie i są pewne rzeczy których nie zdzierżę-
      brudne naczynia w zlewie, brudna łazienka i porozwalane ciuchy;) Potrafię w
      trakcie imprezy zmywać;) Mój TŻ w domu nie nauczył się niczego- jest tam 3
      chłopów plus pies, a jego biedna matka biega i obsługuje. U nas w domu zawsze
      odkurza i prasuje swoje rzeczy- ja żelazka praktycznie nie tykam, bo nienawidzę.
      Wynosi też śmieci. Pierze pralka;) Cała reszta-tj gotowanie i sprzątnie reszty
      domu, należy do mnie i do mojej kochanej współlokatorki. Gotowanie dla TŻ na
      szczęście ogranicza się zazwyczaj do odgrzania potrawy ze słoika uszykowanego
      przez moją przyszłą teściową;) Zmywam niestety ja, gdybym miała czekać, aż on to
      zrobi, nie miałabym na czym jeść. A wskazywanie każdej czynności, którą należy
      wykonać, jest zbyt męczące. Zakupy też robię ja, on najczęściej pełni rolę
      tragarza. Z tym, że ja kocham zakupy;) Nawet te codzienne.
Pełna wersja