madzioreck
01.12.08, 23:08
Tak sobie siedzę i patrzę: na podłodze w naszym pokoju leżą 2 pary spodni i
sweter mojego nowiutkiego męża. Do pozmywania garnków ten mój szanowny
małżonek się nie garnie, choć jest mistrzem w gadaniu, jak to nie tylko
kobieta jest od "tego wszystkiego w domu". Rozumiem, że trudno mu się
szarogęsić w domu teściów (mieszkamy chwilowo u moich rodziców), ale w naszym
pokoju to już by trochę mógł. Na zmianę pościeli, od jej wyłożenia, czekałam 3
dni. Nie wyręczyłam go. Bo ja cierpliwa jestem, ani mi ta pościel nie zabrudzi
się przez te 3 dni, ani nie przeszkadzają mi aż tak te spodnie, żeby sprzątać
za niego, ale w ten sposób to można utonąć w bałaganie. Specjalnie wywaliłam
pół szafy, żeby miał się gdzie chować. Ja sobie spokojnie poczekam, aż się o
nie przewróci :) A jak u Was?