Zupelnie tego nie rozumiem!

05.12.08, 16:10
Chcialam pomocy od psycholog w szkole? Dostalam, ale NIE pomoc.

Ja glupia! Potrzebowalam pomocy/rozmowy, powiedzialam jej, jakie mam problemu
w domu (!), opowiedzialam jej problemy z moim facetem.

Wiecie do czego to doprowadzilo? Do tego, że w poniedzialek moj ojciec idzie
do szkoly! O! Super.

Nic do niej nie dotarło? Ze to jest tajemnica, ze to mialo nie wyjść poza
gabinet. A teraz nie dość, ze bede miec bardzo (!!!) trudna sytuacje w domu,
ze mowie o tym co sie dzieje w mojej rodzinie, to jeszcze opowie wszystko co
jest miedzy mna i chlopakiem.

Dlaczego jestem pewna, ze powie wszystko? Bo slyszalam, ze dla innych osob
zrobila taka wlasnie "przysluge" - ale ja glupia im nie wierzylam!
    • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 16:28
      A jesteś pełnoletnia? Jeżeli tak, to powiedz jej otwarcie, że sobie tego nie życzysz. Ja nie wiem jak to jest w Polsce, ale w Niemczech za "rozgadywanie" spraw klientów bez ich zgody leci się z pracy. Możliwe, że dostaje się nawet zakaz wykonywania zawodu.
      Poczytaj sobie tu (szczególnie "Psycholog jako praktyk", punkt 21) i babę postrasz:
      www.ptp.org.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=29
      • malagracja Tak, mam 18lat. 05.12.08, 16:38
        Od ponad pol roku jestem pelnoletnia, ale ona NIC sobie z tego nie robi.
        Zadzwonila do ojca doslownie przed chwila - chamswto! Nawet nie mam z nia
        kontaktu do poniedzialku, kiedy to ojciec i tak sie u niej stawi :( A rodzicow i
        tak nie mam po swojej stronie...

        Ona jest pedagogiem-psychologiem szkolnym, czy to cos zmienia?
        • pitupitu10 Re: Tak, mam 18lat. 05.12.08, 17:01
          Przypuszczam, że ona jest po pedagogice. "Psycholog szkolny" to dla mnie taka
          nazwa potoczna, w szkołach chyba nie pracują ludzie, którzy skończyli
          psychologię. Nie wiem, czy pedagogów obowiązuje tajemnica zawodowa. Jeśli chcesz
          porozmawiać z psychologiem, możesz to zrobić w swojej przychodni. Myślę, że to
          dobry pomysł. On/ona może dać ci jakieś rady jak się zachować w obecnej
          sytuacji, tzn. jak wyprostować sprawy między tobą i twoimi rodzicami.

          Strasznie ci współczuję. Nie wiem, co mogłabyś w tej chwili zrobić. Może
          porozmawiasz z dyrektorem / dyrektorką szkoły?

          Tutaj jest forum, gdzie udziela się psycholog:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=898
          Napisz tam, może dowiesz się, co można zrobić w takiej sytuacji. Może można
          gdzieś złożyć skargę na tą babę?
        • pierwszalitera Re: Tak, mam 18lat. 05.12.08, 17:04
          Na mój rozum nie. Jeżeli pracuje jako psycholog, to powinna się jak psycholog zachowywać. Na twoim miejscu postarałbym się być w poniedziałek przed ojcem u niej i kategorycznie zabroniła mówić. Możesz ustalić też z nią, na które rzeczy się zgadzasz, a na które absolutnie nie. Jeżeli sprawa dotyczy ciebie możesz też nalegać, by być przy rozmowie, wtedy cię nie oszuka. Ja wiem, że to trudne, ale może pomógłby dyrektor szkoły? Możesz się najpierw u niego poskarżyć. Wydrukuj sobie ten kodeks etyczny psychologa i weź jako argument ze sobą. Bądź twarda i postrasz, że rozdmuchasz temat, dyrektorzy szkół zwykle nagłosu nie lubią.
          • malagracja Dzieki! Tak zrobie!!! n/t 05.12.08, 21:03
          • sangria21 Re: Tak, mam 18lat. 06.12.08, 10:07
            Powiedz że jak coś powie to piszesz na nią skargę do kuratora. Słowo "kurator"
            zazwyczaj działa jak zimny prysznic na takiego "pedagoga", który w swoich
            dorosłych podopiecznych widzi 4-letnie dzieci.
            • malagracja Pojde do kuratorium w poniedzialek n/t 06.12.08, 21:12
    • ava.adore Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 16:53
      Jeśli czujesz się na siłach, możesz napisać do rzecznika praw obywatelskich, i dodatkowo zainteresować tę sprawą media, Wyborcza lubi takie tematy.
      Nie wiem, czy coś zmienia fakt, że ta pani zatrudniona jest w szkole na etacie pedagoga-psychologa, na zdrowy rozum nie powinno, tym bardziej, że jesteś pełnoletnia. Problem w tym, że pokutuje u nas przekonanie, że młody człowiek, który na siebie nie zarabia, jest zupełnie zależny od rodziców, co może być prawdą, jeśli chodzi o kasę (a to i tak tylko wtedy, jeśli rodzice używają jej jako argumentu ostatecznego: "jeśli nie zrobisz tak, jak ja chcę, to droga wolna, nie będę cię dalej utrzymywał"), ale nie - jeśli chodzi o całą resztę. Masz prawo do swoich przekonań, wyborów, światopoglądu i tego wszystkiego, co sprawia, że jesteśmy wolnymi ludźmi. Pamiętaj o tym, bo obawiam się, że niektóre osoby będą Ci się starały wmówić, że to nieprawda, że dopóki mieszkasz z rodzicami, Twoim obowiązkiem jest być im posłuszną. Bzdura. Jeśli się w czymś z rodzicami nie zgadzasz, masz do tego prawo.
      Trzymam za Ciebie kciuki :)
      • kuraiko Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 17:10
        "Masz prawo do swoich przekonań, wyborów, światopoglądu i tego
        wszystkiego, co sprawia, że jesteśmy wolnymi ludźmi. Pamiętaj o tym,
        bo obawiam się, że niektóre osoby będą Ci się starały wmówić, że to
        nieprawda, że dopóki mieszkasz z rodzicami, Twoim obowiązkiem jest
        być im posłuszną. Bzdura. Jeśli się w czymś z rodzicami nie
        zgadzasz, masz do tego prawo."
        szkoda, że niektórzy rodzice tak nie myślą ;))))
        a autorce nie wiem co mogę poradzić - jedynie zwrócenie się o pomoc
        do dyrekcji lub wychowawczyni. nie nazwę tego po imieniu co zrobiła
        ta pani i jak można ją w tym momencie określić.
        ja również chodziłam do szkolnej pani pedagog i fakt, nie mówiłam
        jej wszystkiego (bo by mnie do czubków wysłali), ale mówiłam dosyć o
        problemach z rodzicami i nic z tego nie wypłynęło na zewnątrz
        (jakkolwiek nic się nie zmieniło, bo taka sytuacja trwa do tej pory,
        po ok. 7 latach...)
        • malagracja dyrektora tez powiadomie n/t 06.12.08, 21:12
      • malagracja Rodzicie wmowili mi wiele rzeczy 05.12.08, 21:05
        Do tej pory, podczas awantury ani łzy nie uronie, a gdy chce komus o tym
        powiedziec, mam OGROMNE wyrzuty sumienia. Ale to namiastka, nie chce tu sie
        rozpisywac bo to nic nie da.
      • sangria21 Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 06.12.08, 10:09
        Z tym, że rodzice mają chyba ustawowy obowiązek utrzymywania dziecka do chwili
        zakończenia nauki, jeśli mogą sobie na to pozwolić (jakiś konkretny pułap
        dochodów)..?
        • malagracja tak, to prawda - n/t 06.12.08, 21:13
    • pinupgirl_dg Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 17:09
      Nie mogę się z wami tak od razu zgodzić. Misja pedagoga jest trudna, delikatna a
      my nie znamy tak do końca sytuacji, więc nie możemy ocenić.
      • kuraiko Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 17:13
        no oczywiście, nie twierdzę że w tym przypadku ;) ale jeśli
        uczennica powiedziałaby pedagogowi, że chłopak np przymusza ją do
        seksu dla "dowodu miłości" albo w grę wchodzą narkotyki czy alkohol
        w sporych ilościach, to pedagog mógłby podjąć decyzję spotkania się
        z rodzicami. jednak 18-latek (moim zdaniem) nie zawsze jest na tyle
        dojrzały, żeby nad wszystkim zapanować. no ale to takie przypadki
        dość patologiczne ;)
        • turzyca I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 17:45
          Przeciez sama im dajesz prawo do wsciubiania nosa w Twoje sprawy. Jesli uwazasz,
          ze rodzice powinni zostac powiadomieni w takiej sytuacji, to czym to sie rozni
          od naruszania przez nich granic samodzielnie?
          Ja bym poszla z takim problemem do mojej Mamy. Ale jesli ktos z takim problemem
          nie idzie do swoich rodzicow, ale szuka pomocy poza rodzina, to ma jakies po
          temu powody i nalezy te jego powody uszanowac.
          • kuraiko Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 17:55
            nie, JA tak nie uważam, ale potrafię zrozumieć pedagoga, który
            powiadamia rodziców. czasem to może być lepsze rozwiązanie. są
            jednostki bardzo niedojrzałe i to nie zmienia faktu, że mają 18 lat.
            jeśli ta kobieta zrobiła to za plecami małejgracji to oczywiste
            chamstwo, jeśli ją powiadomiła, to widocznie uznała sytuację za
            wymagającą kontaktu z rodzicem.
            osobiście czułabym się pewnie tak samo jak małagracja.

            "Ja bym poszla z takim problemem do mojej Mamy" - zależy z jakim
            problemem. jeśli problemem są rodzice i nie chcą zmienić swojego
            postępowania, to oczywiste, że się zwraca do innej osoby
            (przyjaciółki, psychologa, innej zaufanej doświadczonej osoby).

            poza tym ludzie są różni. niektórym łatwiej się zwrócić do pedagoga,
            a nie do rodzica, a może się okazać, że wahanie było niesłuszne i że
            to rodzic potem doskonale umie pomóc. oczywiście nie mówię o
            przypadku małejgracji, tylko chcę zwrócić uwagę na to, że takie
            przypadki istnieją.
            • pinupgirl_dg Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 18:10
              kuraiko napisała:

              > poza tym ludzie są różni. niektórym łatwiej się zwrócić do pedagoga,
              > a nie do rodzica, a może się okazać, że wahanie było niesłuszne i że
              > to rodzic potem doskonale umie pomóc. oczywiście nie mówię o
              > przypadku małejgracji, tylko chcę zwrócić uwagę na to, że takie
              > przypadki istnieją.

              I tu się z Tobą zgadzam :). Dlatego uważam, że nie możemy nic powiedzieć bo nie wiem, o co chodziło ani tak naprawdę o czym pedagog chcę rozmawiać z ojcem autorki wątku.
              Trudno przeżywałam okres dorastania i odwiedziłam paru psychologów (ani z mojej ani z moich rodziców inicjatywy). Niektórzy chcieli rozmawiać z rodzicami inni nie - wtedy nie obchodziło mnie o czym rozmawiali, dowiedziałam się dopiero po latach od ojca i nie było to nic takiego, ani żadne tajemnice, porady wychowawcze i wybadanie sytuacji (czy np. nie jestem molestowana itd, oczywiście nie wprost).
              • malagracja Ale ja jej powiedziałam CO BEDZIE gdy porozmawia.. 05.12.08, 21:09
                z moim ojcem. NIE raz to przezywalam. A ona mi W NIC nie wierzy!
          • kuraiko Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 17:57
            aha no i gdybym miała np 18-letnią córkę, która by ćpała, to raczej
            chciałabym aby pedagog szkolny powtórzył mi taką informację. albo
            jeśli chodzi o próby samobójcze (tak, nie każdy rodzic wie, że
            dziecko ma za sobą nieudaną próbę samobójstwa)
            • turzyca Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 18:32
              Wiesz, co? Co ja bym chciala w stosunku do moich dzieci to jedna sprawa, a co
              niektorzy rodzice powinni wiedziec o swoich dzieciach i czego im sie nie powinno
              mowic, to druga sprawa. Zdecydowanie zbyt wiele takich sytuacji widzialam, w
              ktorych powiadomienie rodzicow bylo najgorszym mozliwym rozwiazaniem. Rodzicami
              zostaja rozni ludzie, nie tylko normalni. Jak myslisz, jak zareaguje na pewien
              rodzaj informacji matka, ktora swoja corke zwyzywala od dziwek, ladacznic i
              postanowila pozbawic srodkow do zycia (a dziewczyna studiowala dziennie
              cholernie wymagajacy przedmiot, zreszta po mysli mamusi), bo sie dowiedziala, ze
              corka byla u ginekologa? Inna matka nie pozwalala corce nocowac poza domem, bo
              poza domem w nocy to sa tylko dziwki i zlodzieje. Kolejna, ktora po tym jak
              dziecko wybralo inny kierunek studiow niz upragniona przez mamusie medycyna,
              przestala placic za leki trzymajace dziecko przy zyciu (drogie leki, zeby nie
              bylo watpliwosci, a mamusia lekarka wiedziala, czym sie skonczy brak leczenia).
              Ja tak moge do upojenia, bo jako jednostka obdarzona zdecydowanie normalna matka
              robilam za konfesjonal, przykrywke, grupe wsparcia interwencyjnego, a czasem
              konczylo sie na tym, ze moja kochana matus rozmawiala z mamami kolezanek i
              uswiadamiala im pare drobnych faktow. I naprawde nie dziwie sie, ze te kolezanki
              wolaly omawiac swoje problemy z dala od swoich rodzicow, bo powiadomienie
              rodzicow oznaczalo tylko zwielokrotnienie problemow.
              • pinupgirl_dg Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 18:45
                Tak się przegadywać przykładami nienormalnych rodziców możemy, tylko po co?
                Zdecydowanie są sytuacje, o których rodzicom nie powinno się mówić, jak i są
                takie, które trzeba. Ale każda wymaga osobnego rozpatrzenia, bo każde dziecko
                jest inne i każdy rodzic.
                • turzyca Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 18:58
                  Po to zeby pokazac, ze nie zawsze nalezy rodzicow informowac o tym, co sie
                  dzieje z dzieckiem, a sa wrecz sytuacje, kiedy jest to zupelnie niewskazane.
                  Niezaleznie od zyczen danego rodzica.

                  I tak na marginesie - te rodziny na pierwszy rzut oka robily wrazenie
                  normalnych, matki - nauczycielka, urzedniczka, lekarka - uchodza za osoby w
                  pelni normalne, wrecz sympatyczne, uczynne, pomocne, czasem wrecz sa uznawane za
                  biedne, bo maja takie straszne dzieci.
                  Ale tak poza tym sie zgadzamy - w kazdej sytuacji trzeba podjac indywidualna
                  decyzje.
                  • pinupgirl_dg Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 19:05
                    Bo ani wykształcenie, ani nic innego nie uchroni nas od wychowawczych błędów. A po drugie dalej sie upieram, że często niesposób rozstrzygnąć bez rozmowy z jedną i drugą stroną, bo opierając się tylko na opiniach dorastających dzieci 95% rodziców to terroryści ;)

                    > Ale tak poza tym sie zgadzamy - w kazdej sytuacji trzeba podjac indywidualna
                    > decyzje.

                    Cieszę się, że się zgadzamy. Pozdrowienia!
                    • joankb Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 19:19
                      To ja się wypowiem - z punktu widzenia rodzica...
                      Jedyne co usprawiedliwia "ominięcie" zdania dorosłego człowieka to: Uzasadnione
                      podejrzenie POWAŻNEJ choroby psychicznej, ograniczającej zdolność do
                      podejmowania decyzji o sobie.
                      Stan zagrożenia życia.Może być takim zaawansowana anoreksja, narkomania.
                      Jakiekolwiek inne próby załatwiania czegoś za plecami osoby zainteresowanej to
                      nadużycie.
                      Terapia rodzinna, rozmowa z innymi członkami rodziny wymaga ZGODY.
                      Gdyby za czasów 18-tki mojej córy wezwał mnie psycholog, czy pedagog szkolny i
                      zaczął w rozmowie poruszać jakieś jej prywatne sprawy to bym go opluła, zrównała
                      z ziemią i postarała się żeby dłużej w szkole nie pracował.
                      Podstawą istnienia takiej instytucji szkolnej musi być zaufanie, kto tego
                      nadużywa powinien się wynosić.
                      • malagracja paragraf na "zgode" 05.12.08, 21:11
                        Czy moge to jakos udowodnic, ze ona MUSIALA miec moja zgode na to?
                        • pinupgirl_dg Re: paragraf na "zgode" 05.12.08, 21:14
                          Na to żeby porozmawiać z kimkolwiek nie musi mieć zgody. Wszystko zależy od
                          tego, co chce mu powiedzieć, a może co chce od niego usłyszeć. Albo jej zaufasz,
                          że ona jest w stanie coś zmienić albo spróbuj ją złapać zanim zobaczy się z
                          Twoim ojcem i jeszcze raz z nią porozmawiać.
                          • joankb Re: paragraf na "zgode" 05.12.08, 21:34
                            Nie chrzan glupot kobieto, MUSI miec. W rozumieniu jakiekolwiek rzetelnosci
                            zawodowej. Plotkarze oczywiscie nie potrzebuja zadnych usprawiedliwien. Sorry
                            za brak polskich ogonkow, ale wylacz sie...
                            • pinupgirl_dg Re: paragraf na "zgode" 05.12.08, 21:58
                              Jak rozumiem to do mnie? Pedagog może poprosić o rozmowę rodzicami, podobnie jak
                              nauczyciel. Oczywiście inna sprawa jak ta rozmowa będzie wyglądała. Uważaj co
                              jej doradzasz bo może niechcący pogorszyć sprawę. Ja myślę, że najlepszym
                              wyjściem będzie jeszcze raz rozmowa z pedagogiem, lub @. Kobieta na pewno nie
                              chce źle, gdyby nie przejęła się sprawą to by nic nie zrobiła. Ale właśnie za
                              sprawdzanie takich sygnałów jej płacą.
                              • joankb Re: paragraf na "zgode" 05.12.08, 22:09
                                NIE!! I bede tego zdania bronic jak niepodleglosci. Dorosly czlowiek, bedacy w
                                konflikcie z bliskimi ma prawo poprosic o pomoc, bez interwencji tychze pseudo
                                bliskich.
                                • masza.s Re: paragraf na "zgode" 05.12.08, 23:24
                                  Nie tylko dorosły. Nie wyobrażam sobie, by mój ginekolog)pomijając fakt, że moi
                                  rodzice są bardzo liberalni w różnych kwestiach i nasza relacja to
                                  "zostawimy-cię-radź-sobie-sama", która się w chwili obecnej, od dwóch lat,
                                  sprawdza) powiedział moim rodzicom "pani córka nie jest
                                  dziewicą/współżyje/przyszła po pigułki. Oni nie chcą tego wiedzieć/płacą za
                                  lekarza, ale i takie rzeczy w przypadku nieletnich uważam za przesadę.

                                  Każdy człowiek ma prawo do prywatności, ten zakres rozszerza się z wiekiem.
                                  Czteroletnie dziecko nie musi powiedzieć mamie, o czym szepcze z misiami,
                                  siedmiolatka, jakie ma sekrety z przyjaciółką, osiemnastolatka ma prawo mieć
                                  swoje problemy ze swoim mężczyzną, ma prawo mieć swoje zdanie. A każdy człowiek
                                  ma swoją godność.
                              • malagracja Powiedzialam jej ze OBERWE ZA TO 05.12.08, 22:10
                                mimo to ona zadzwonila
                                • pinupgirl_dg Re: Powiedzialam jej ze OBERWE ZA TO 05.12.08, 22:13
                                  Napisz jej, że bardzo się boisz, jak Twój ojciec zareagował na jej telefon itd.
                                  Do rozmowy i tak dojdzie, skoro to umówione. Ważne, jak ona będzie wyglądała.
                                  Zresztą kto wie, może ona naprawdę będzie wiedziała jak Ci pomóc. Myślę, że na @
                                  będzie pewniej niż na gg.
                                  • masza.s Re: Powiedzialam jej ze OBERWE ZA TO 05.12.08, 23:26
                                    Z całym szacunkiem - wątpię. Znam sytuację małejgracji w pewnym sensie z
                                    własnych doświadczeń, rodzinną. U mnie mała uwaga pedagoga spowodowałaby wojnę i
                                    raz tak niemal było.

                                    Zaufałam w gimnazjum katechetce - cudowna kobieta, bardzo mi pomogła, bo
                                    rozmawiała, doradzała i ROZUMIAŁA, nie chciała zmusić/pisać/dzwonić, a mimo to
                                    pomogła. Szczególnie mi.

                                    Parę razy się lekko sparzyłam, ale to, co zrobiono małejgracji to wręcz zbrodnia.
                                • joankb Re: Powiedzialam jej ze OBERWE ZA TO 05.12.08, 22:14
                                  Malagracja, odezwij sie na maila, gazetowego...
                                  Mam wiecej lat niz twoi rodzice, mam dorosla corke. Jesli Twoja sytuacja zrobi
                                  sie naprawde nieciekawa, pisz.
                                  • malagracja Dzieki. Nie zapomne tego nigdy. n/t 05.12.08, 22:22
                            • malagracja Dzieki! n/t 05.12.08, 22:04
                        • maith Re: paragraf na "zgode" 06.12.08, 18:32
                          Malagracjo, patrzysz od złej strony :)
                          Ty nie musisz mieć żadnego paragrafu.
                          Jeśli ona porozmawia z Twoim ojcem i narazi Cię przez to na problemy, to znaczy,
                          że jest NIEKOMPETENTNA i naraziła osobę, która obdarzyła ją zaufaniem. A to
                          będzie argument za jej zwolnieniem.
                          Jeżeli opowie Twojemu ojcu o problemach z chłopakiem, to będzie to już ewidentne
                          nadużycie, ze złej woli (jeżeli chłopak nie stanowi dla Ciebie większego
                          zagrożenia niż rodzice).
                          Tak czy inaczej, jeśli będziesz miała problemy dlatego, bo do niej poszłaś, to
                          będziesz je miała przez jej niekompetencję i niezrozumienie swojej roli. A jeśli
                          tak, to będziesz mogła złożyć na nią skargę:
                          -do dyrekcji szkoły
                          -do kuratorium
                          -do rzecznika praw ucznia
                          -do rzecznika praw obywatelskich
                          z prośbą o interwencję.
                          To naprawdę wystarczy.
                          Jak na razie możesz czy to w mailu, czy inaczej, przekazać jej, że nie życzysz
                          sobie, żeby dzieliła się z kimkolwiek tym, co powiedziałaś jej w zaufaniu i że
                          jeżeli narazi Cię swoim działaniem na problemy, to wtedy Ty będziesz zmuszona
                          poprosić o interwencję instytucje kontrolujące jej pracę.
                          • malagracja Maith, dzieki - napewno tak zrobie. 06.12.08, 20:44
                            Szkoda, ze nie odpisala na mojego e-maila. Teraz zupelnie nie wiem co zrobic :(

                            Chyba czekac na poniedzialek i zagryzac zeby.
                      • masza.s Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 23:08
                        Masz może syna?
                        Zostanę Twoją teściową.
                        Dziękuję za ten wpis. Z tego, co na razie czytam, moja sytuacja rodzinna jest
                        bardzo podobna do małejgracji ( a i ja w podobnym wieku - rok młodsza). Miałam
                        szczęście, że nikt wyraźnie nie przekroczył zaznaczonej przeze mnie granicy co
                        wolno, a czego nie ( mówić), ale w gimnazjum moja wychowawczyni chciała
                        "porozmawiać" z moimi rodzicami.
                        Skończyło się to tak, że przeleciałam przez pół pokoju i prawie zbiłam kredens.

                        I tak, też jestem z dobrej rodziny, prywatna szkoła, wyglądam ładnie i sama nie
                        jestem taka zła. Moi rodzice też nie są źli, ale moja rodzina była patologiczna.
                        Po prostu. Cieszę się tylko, ze tak to wcześnie zauważyłam. Teraz są osobno, ja
                        się zbieram, łatwiej mi, dorosłam mentalnie bardzo, ale były okresy tragiczne. I
                        rozmowy z rodzicami wtedy nie działały i przez długo czas nie będą działać. Czy
                        moje, czy innych.

                        Czy ktoś wie, że to może być NIEBEZPIECZNE dla dziecka, powiadomić rodziców?

                        Ty wiesz, ale nie każdy rodzic jest tak Ty jest świadomy.

                        Teraz mam cudowną szkołę, prócz jednej nauczycielki, w której relacja opiera się
                        na zaufaniu. To zmienia wszystko.
                • ava.adore Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 19:10
                  Każda z nas ocenia tę fragmentarycznie przedstawioną sytuację tak, jak jej własne doświadczenie, empatia i takie tam podpowiadają. Ja stoję na stanowisku, że przyznać się przed sobą, że "sorry Winnetou, starych to ja mam do dupy i jak szybko nie znajdę pomocy, to będzie ze mną tak samo źle. O, zobacz, mój związek już jest jakiś taki niefajny" wymaga nie lada odwagi, szczerość i sporej dozy desperacji, żeby jednak wyjść z takim problemem do ludzi. Z tego powodu nie wierzę, że kłopoty Malagracji są rodzaju (uwaga, hiperbola!): a bo mama kazała mi w odwiedziny do babci ubrać się w sukienkę, a ja chciałam iść w moich podartych emo-spodniach. Nie wydaje mu się również, żeby poszła do pedagog tylko się wygadać. Oczekiwała konkretnej pomocy (pewnie sama nie wie jakiej, bo jakby wiedziała, to nie zawracałaby sobie głowy pogadankami, tylko działała), a dostała coś, co uważa za wbicie noża w plecy. Nie wiem dlaczego. Być może nie zrozumiały się z pedagog i rozmowa z rodzicami będzie dotyczyć czegoś zupełnie innego, ale w takim razie w najlepiej pojętym interesie szanującego się specjalisty leżałoby to, żeby dziewczynie dokładnie wszystko wyjaśnić. Ale być może też kobita nie wiedziała, jak jej pomóc, a rozmowę z rodzicami uważa za pomysł dobry na wszystko. Być może nie zakumała, że stoi przed nią nie tylko uczennica, ale przede wszystkim dorosły człowiek z pełnią praw obywatelskich, i dlatego nie była w stanie zdobyć się na rozmowę z samą zainteresowaną. Być może zaś jest zwyczajnie głupia.
                  Malagracja nic nie pisze, ciężko więc stwierdzić, co tam się naprawdę działo, pozwalam więc sobie (zgodnie z domniemaniem niewinności) założyć, że nie chodzi o pierwszą sytuację, bo wtedy Malagracja reagowałaby inaczej. Wierzę więc, że dziewczyna ma podstawy, żeby twierdzić, że pedagog podzieli się z jej ojcem informacjami, którymi dzielić się nie powinna. A w takiej sytuacji dziewczna ma prawo próbować wpłynąć na tę kobietę, nie dopuścić do spotkania lub normalnie zrobić dym, jeśli jej wysiłki nie przyniosą rezultatów.
                  • pinupgirl_dg Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 19:19
                    "Wierzę więc, że dziewczyna ma podstawy, żeby twierdzić, że pedagog podzieli się
                    z jej ojcem informacjami, którymi dzielić się nie powinna. A w takiej sytuacji
                    dziewczna ma prawo próbować wpłynąć na tę kobietę, nie dopuścić do spotkania lub
                    normalnie zrobić dym, jeśli jej wysiłki nie przyniosą rezultatów."

                    Gorzej, jeśli się myli. Pomijając już kłopoty pani pedagog (za to jej płacą)
                    sama sobie może nawarzyć piwa. W najlepszym wypadku jedna z nich wyjdzie na
                    idiotkę, w najgorszym Malagracja straci szansę poprawę stosunków z rodzicami, a
                    wręcz je pogorszy. Więc nie podejmuję sie doradzać jej co ma zrobić. Sama musi
                    ocenić, bo jako jedyna wie o co chodzi.
                    • ava.adore Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 19:23
                      No niestety, na tym polega dorosłe życie, że ponosimy konsekwencje własnych decyzji, nespa? ;) I oczywiście życzę założycielce wątku, żeby się wszystko wyjaśniło i wyprostowało :)

                      Ale tak mi jeszcze chodzi po głowie, że jeśli to naprawdę jest jakaś głupota, którą Malagracja wyolbrzymia ze względu na wiek, okres buntu czy łotewer, to co to by byli za rodzice, gdyby nie zrozumieli (lub chociaż nie umieli przebaczyć) własnej córce?
                      • pinupgirl_dg Re: I Ty sie dziwisz Twoim rodzicom? 05.12.08, 19:30
                        "No niestety, na tym polega dorosłe życie, że ponosimy konsekwencje własnych
                        decyzji, nespa? ;) I oczywiście życzę założycielce wątku, żeby się wszystko
                        wyjaśniło i wyprostowało :)"

                        Tez mam taką nadzieję, że się wszystko ułoży :)
                      • malagracja głupota, ktora malagracja wyobrzymia. 05.12.08, 21:15
                        Oj uwierz mi, że nie. Wiem, ze to glupio brzmi z ust 18latki (wiem, jakie sa
                        moje rowiesniczki) ale ja mam "prawdziwe" problemy.

                        Nie poszlabym do niej lub do wychy z powodu kompleksów/zauroczenia
                        chlopakiem/rodzice nie puszczaja na imprezy/zlamalam paznokiec
                        • masza.s Re: głupota, ktora malagracja wyobrzymia. 05.12.08, 23:12
                          Nie, to nie brzmi głupio. Mam siedemnaście lat i widziałam prawie wszystko. Też
                          jestem z "dobrej, zamożnej" rodziny. I cóż z tego? Widziałam niemal każdy rodzaj
                          przemocy, patologii i dysfunkcji, jakie zafundowali mi i sobie nawzajem rodzice.
                          Wiem, co można zobaczyć. Mi też nikt nie wierzył i nikt nie wierzy, bo jestem
                          silna, mówię sporo ( nie na te najważniejsze tematy), wyglądam w porządku,
                          sprawiam wrażenie pełnej harmonii i takie tam.

                          Nikt nie myśli, że ja spokój sobie wypracowałam przy rozdzielaniu moich rodziców
                          na przykład. Podziwiam siebie, jak miałam 12,13 lat. Mogę domyślić się, co
                          czujesz teraz, jakie masz problemy i myśli, bo mam zapewne często bardzo podobne.

                          <przytul>

                          Nie zrobiłaś NIC złego. To chora rzecz, ta "lojalność wobec rodziny" i to "nie
                          mów innym, nie wypada". Masz prawo mówić, co czujesz, masz prawo czuć się
                          skrzywdzona, zła, smutna. Masz do tego wszystkiego prawo, to wszystko uczucie
                          niekoniecznie negatywne, to są rzeczy naturalne, a to, że kogoś obdarzysz
                          zaufaniem nie oznacza, że ma je złamać.
                  • malagracja Wiem, o czym ona bedzie rozmawiac z nim 05.12.08, 21:13
                    o tym co mu powiedzialam. Moj ojciec po telefonie byl bardzo ZŁY - płacze/mowie
                    o sprawach rodzinnych/chlopak. Mialam przedsmak.
              • malagracja powiadomienie rodziców = wieksze problemy n/t 05.12.08, 21:10
          • malagracja Tak, dziwie sie swoim rodzicom. 05.12.08, 21:07
            ktorzy w zyciu dali mi TYLKO pieniadze i zawsze mowili "wyolbrzymiasz, to nie sa
            problemy, klamiesz (!), zamknij morde" - reszty wstydze sie mowic.
            A teraz pojda do szkoly! Ileż ja złamałam zakazów: płakałam, powiedziałam,
            poskrażyłam sie, pokazałam innym ze jestem SŁABA, itp.
            • kuraiko Re: Tak, dziwie sie swoim rodzicom. 05.12.08, 22:41
              a może zadzwoń na Niebieską Linię? pamiętam posty pewnej dziewczyny
              na jednym forum, która była poniżana w domu i bita i to nie była
              tzw. rodzina patologiczna, tzn jej rodzice nie byli alkoholikami,
              zarabiali dobrze, mieli "poważne" zawody, ale ją gnoili, tak samo
              jej starsza siostra. dziewczyna nie miała wsparcia, bo jak Tobie
              też "nie wierzyli".
              pisała na forum, bo była w nieciekawej sytuacji (nie pamiętam o co
              chodziło) i właśnie ktoś jej poradził zadzwonić na Niebieską Linię.
              w sumie tam chodzi o klasyczną pomoc w rodzinie, ale być może tam
              ktoś będzie potrafił powiedzieć, co możesz zrobić w takiej sytuacji.

              jeśli chodzi o alimenty, to oczywiście dopóki nie jesteś w stanie
              się utrzymać i się uczysz (bodajże do 26 r.ż.) rodzice mają
              obowiązek cię utrzymywać i być może dałoby się zasądzić te alimenty.
              mogę sobie wyobrazić trudność sytuacji, bo jednak jesteś na ich
              utrzymaniu i masz z ich strony zabezpieczenie finansowe, z którego
              korzystasz (to jednak inna sytuacja, gdzie ojciec pijak zabiera
              pieniądze i dziecko musi znaleźć pracę aby mieć na np dojazd do
              szkoły)


              a jeśli chodzi o "wyolbrzymiasz, to nie są problemy" - to norma.
              znam wiele rodzin, w których dzieci dostają taką odpowiedź na
              mówienie o swoich problemach. na to nie można znaleźć rady.
              ja na to kiedyś odpowiedziałam mamie "to siądę na torach, pociąg
              urwie mi nogę i będę wtedy miała prawo mówić, że mam prawdziwe
              problemy" :/ wg niektórych jak masz co jeść, w co się ubrać i dach
              nad głową, to nie masz żadnych problemów :/ no cóż przykro mi, że
              nie jestem głodnym dzieckiem z Afryki, 11 latką w Iranie wydaną za
              starca czy samotną matką dziecka chorego na mukowiscydozę, która
              sama jest na rencie :/
              • kuraiko Re: Tak, dziwie sie swoim rodzicom. 05.12.08, 22:49
                tfu miało być "chodzi o klasyczną przemoc w rodzinie"
                • malagracja Ja od dawna wiem, ze to przemoc domowa. n/t 06.12.08, 21:13
              • magdalaena1977 Re: Tak, dziwie sie swoim rodzicom. 07.12.08, 20:13
                kuraiko napisała:

                > a może zadzwoń na Niebieską Linię? pamiętam posty pewnej dziewczyny
                > na jednym forum, która była poniżana w domu i bita i to nie była
                > tzw. rodzina patologiczna,
                Dla mnie bicie i poniżanie dziecka jest zupełnie wystarczające do uznania
                rodziny za patologiczną
      • ava.adore Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 17:22
        Well, taka specyfika forum, że nigdy nic nie wiadomo do końca ;)
        Ale zakładając, że pani pedagog nie założy swojego wątku i nie przedstawi w nim sytuacji ze swojego punktu widzenia, możemy albo Malagracji (Malejgracji? ;)) uwierzyć i coś poradzić, jeśli nam w duszy gra, albo zamilknąć na wieki.
        I warto pamiętać, że co by się u niej nie działo, dziewczyna ma prawo do swoich tajemnic i ma prawo żądać zachowania tajemnicy od osoby, do której udała się w dobrej wierze po pomoc.
        • pinupgirl_dg Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 17:35
          Ale trudno kogoś potępiac, za coś czego nawet jeszcze nie zrobił ;). A Malagacja
          chyba żadnej konkretnej pomocy od nas nie oczekuje, podobnie jak od tej pani
          pedagog. Wydaje mi się, że chciała się tylko wyżalić.
          • malagracja Chce wiedziec, czy moge ratowac sytuacje n/t 05.12.08, 21:00
        • malagracja Udalam po pomoc, otrzymalam... n/t 05.12.08, 21:00
    • wera9954 Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 17:42
      Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale ja miałam dużo gorszą panią pedagog w
      podstawówce. W klasie byłam kozłem ofiarnym i mówiłam jej o tym problemie,
      trochę też sie broniłam przed złą klasą. Często też nie chodziłam do szkoły, bo
      się po prostu bałam. A ona zamiast mi pomóc napisała skargę do sądu, że ja
      jestem agresywna, że atakuję kolegów i koleżanki, a ich zachowanie wobec mnie to
      ich obrona, no i że moi rodzice nie są w stanie mnie wychować. Gdyby rodzice tu
      nie trafili, siedziałabym teraz w bidulu ;( Do teraz jej nienawidzę!
      • malagracja A mnie mama chciala oddac do bidula :( n/t 05.12.08, 20:59
    • mokta U mnie było ciut inaczej ale swoje też odcierpiała 05.12.08, 19:47
      W liceum byłam pare razy u "pani psycholog". Było mi żle ze sobą, czułam sie
      strasznie nie kochana, nie miałam komu sie wyżalić, czułam się pusta w środku.
      Do tego jeszcze poważne problemy rodzinne (nie mówię tu o pierdółach w stylu "za
      późno wrociłaś do domu" ale o naprawde złe rzeczy) Wtedy to moja wychowawczyni
      postanowiła wysłac mnie do niej bo chciała mi pomóc. To był ogromny błąd bo o
      moich problemach wiedziało potem całe grono pedagogiczne. Patrzono na mnie z
      taką litością, że czułam się jak śmieć. Na szczescie zebralam sie w sobie i
      dałam z tym rade - bez niczyjej pomocy.
      NIGDY NIE CHODZCIE DO SZKOLNYCH PEDAGOGÓW, NIGDY!
      • malagracja NIGDY NIE CHODZCIE DO SZKOLNYCH PEDAGOGÓW, NIGDY! 05.12.08, 20:58
        Tak, zgadzam sie z Toba.
        A teraz bede miec skurcz żołądka aż do poniedziałkowego wieczor..
        • masza.s Re: NIGDY NIE CHODZCIE DO SZKOLNYCH PEDAGOGÓW, NI 05.12.08, 23:13
          W razie czego przyjedź do Warszawy. :) Cokolwiek się stanie, jesteś silną,
          młodą kobietą, a ten durny babsztyl wykazuje się nie tylko niekompetencją w
          wykonywanym zawodzie, ale brakiem taktu i wrażliwością. Oraz wyobraźni.
      • plica Re: U mnie było ciut inaczej ale swoje też odcier 05.12.08, 23:51
        > NIGDY NIE CHODZCIE DO SZKOLNYCH PEDAGOGÓW, NIGDY!
        nie przesadzajmy. trzeba miec oczy i uszy otwarte, znac swoje prawa itd. wie, to trudne dla osoby potrzebujacej pomocy. ale znam przyklad, gdzie pani wlasnie z jakiegos osrodka szkolno-cos tam pomogla mojej kumpeli w liceum. dziewczyna nie mogla sobie ze soba poradzic, po tym, jak zostala zgwalcona. babeczka odwalila naprawde kawal dobrej roboty i postawila ja na nogi.
    • agafka88 Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 20:34
      Mlagracja, znajdź numer telefonu do tej baby i powiedz, że nie życzysz sobie
      rozmowy z rodzicami. I jeżeli tego nie uszanuje, poinformujesz
      gazetę/dyrektora/wychowawcę.

      Bezczelna baba, takie coś powinna najpierw z Tobą skontaktować.
      • malagracja Agafko, 05.12.08, 20:57
        Mam tylko e-mail i gg, na ktorym jej nie ma. Telefon tylko do szkoly - wiec nie
        ma sensu telefonowac. Dyrektor i wychowawczyni? Po jej stronie (sama
        wychowawczyni mnie tam skierowala!)
    • malagracja Wyjasnienie. 05.12.08, 20:55
      1. Dlaczego nie poszlam do swojej mamy/taty?

      Bo od niemowlaka byłam BITA, PONIŻANA - i NIKT nigdy mi nie pomógł (zrobilam w
      tym kierunku wszystko, mimo, ze odwazylam sie o tym powiedziec pol roku temu).
      Miedzy innymi mam zakaz mówienia o sytuacji rodzinnej, plakania itp. Jestem
      dzieckiem z "przypadku", o "niechcianej" płci, ktore sie wychowalo pod groźbą
      oddania do domu dziecka. Jestem dziewczyna, ktora w wieku 4 (!) lat powiedziala
      do babci "Babciu przepisz mnie na siebie" - po tych slowach, rodzice mnie zbili
      a babcia wyrwala mnie z domu i oni bardzo dlugo nie upominali sie o mnie...

      2. Moje problemy z chlopakiem polegaly na tym, ze chcialam mu pokazac, ze 18lat
      mojego zycia nauczyly mnie, ze "milosc i przemoc występuja razem" - chcialam
      zwyczajnie pomoc sobie i JEMU, chcialam mu pokazac w jakiej rodzinie sie
      wychowalam, chcialam mu wytlumaczyc: co jak i dlaczego, dlaczego jestem
      zamknieta w sobie, nie chce rozmawiac i wiele innych.

      3. Moj dyrektor popiera pedagog, tak jak i moja wychowawczyni, ktora jako
      PIERWSZA obdarzylam zaufaniem. To ze poszlam do wychowawczyni, pedagoga.. bylo
      dla mnie najwiekszym upokorzeniem. Po 17,5 latach milczenia itp. pokazalam
      ludziom CO czuje. A oni to "wykorzystali" przeciwko mnie.

      4. Moj wiek nie jest brany wogole pod uwage. Nie mam "sily przebicia". Moze to
      glupio zabrzmi, ale jestem odpowiedzialna - bo zycie mnie zmusilo do tego; nie
      jestem typem 18latki, ktora rozumiem siedzi w gimnazjum. Ja naprawde nie pije,
      nie cpam, nie pale, dobrze sie ucze. Mam tylko problemy w domu...i jest
      problemem tez to, co z tego domu wynioslam...

      5. Psycholog chce rozmawiac z moim ojcem o rodzinie, mojej sytuacji, ze PLACZE w
      szkole (do czego, jak sie dowiedzialam, NIE mam prawa; w domu tez nie mam prawa)
      - takich sytuacji w moim zyciu bylo setki, a w domu wiecie co mialam...? Tak,
      dobrze sie domyslacie.

      6. Sytuacja u ginekologa (jak juz wyzej bylo opisane) zwyzywala mnie od dziwek i
      kurw. Ale czy to jedyny raz? Nie biore tego do siebie.

      7. Moja zyciowa szansa jest to, ze za pol roku (po maturze) uciekam do innego
      miasta. Ja potrzebowalam wygadania sie, porady i wsparcia - a co dostalam? A
      raczej co dostane w poniedzialek..? Boje poniedziałkowej wizyty ojca u pedagog.
      Tyle juz takich spotkań przeżylam, wiec wiem jak to - doslownie - BOLI. I czym
      ja zasluzylam? Ze zwrocilam sie o pomoc...?

      8. Znalazłam tylko do niej e-mail i GG (nie odpisuje na gg). Telefon jest
      bezposrednio do gabinetu. Jak ona mogla nie uprzedzic mnie, a od razu
      zadzwonila..? Wiem, ze jak ja postrasze przepisami (bo dyrektorem i
      wychowawczynia nie mam po co) to ona TYM bardziej pewnie powie to rodzicom.
      • masza.s Re: Wyjasnienie. 05.12.08, 23:20
        Ha, a jednak sytuacja bardzo podobna. Wiem, co czujesz, naprawdę. Też jestem
        dzieckiem z "wpadki" pewnej nierozsądnej siedemnastolatki i studenta, ale to
        była wielka miłość. Dzieciństwo szczęśliwe, potem przemoc, zdrady, patologia,
        bicie mnie, bicie mojej matki, dużo alkoholu ( ale to normalne, skoro rodzina
        jest niezła, prawda?), rozwód, awantury, moja nerwica, depresja mojej matki, ciągła.

        Rozumiem, co czujesz. Możesz mi nie wierzyć, ale rozumiem całym sercem i jesteś
        pierwszą żywą osobą, która ma tak podobną sytuację do mojej, z którą jakoś
        rozmawiam, nawet na forum. Wiem, o co chodzi z upokorzeniem. Pragnieniem pomocy.

        Też nie piję, nie palę, nie ćpam, dobrze się uczę, ba, niegłupia jestem, chyba
        nie taka zła, mam dużo pasji i ludzie "zazdroszczą moim rodzicom", a dla nich
        często jestem "trudnym dzieckiem". Najgorzej było jak miałam 13-15 lat, teraz
        mam prawie osiemnaście i jest coraz lepiej. W zasadzie dobrze, ale ciągle żyje w
        matrixie. Kocham moich rodziców, jednocześnie nie mogąc im, szczególnie ojcu,
        wybaczyć tego, co zrobił, a skrzywdził moją matkę w każdy możliwy sposób, a co
        za tym idzie, mnie też.

        Możesz zwrócić się do prasy. Niedopuszczalne jest coś takiego. Naprawdę. Ta
        prostaczka nie ma prawa tak się zachowywać.

        Dasz radę, zobaczysz.
      • nanah Re: Wyjasnienie. 06.12.08, 00:02
        Malagracjo!
        Twoja historia jest przejmująca i mówi o poważnej przemocy Twoich rodziców
        względem Ciebie. Tym trudniej, że doświadczasz tego od najbliższych osób. Przede
        wszystkim chciałam Ci napisać, że dla mnie jesteś mądrą dziewczyną o dużej
        woli:) Trzymam za Ciebie kciuki!
        To naprawdę dużo, że zdecydowałaś się przerwać to milczenie i poszukać pomocy.
        Mnie, studentce psychologii, włos się jeży na głowie czytając o zachowaniu
        pedagog z Twojej szkoły. Jednak zachęcam Cię, żebyś nie rezygnowała z fachowej
        pomocy psychologa (oczywiście kompetentnego).

        Myślę, że kuraiko dobrze radzi Ci zadzwonić na Niebieską Linię. Adres:
        www.niebieskalinia.pl To miejsce może zaoferować Ci pomoc od razu - ktoś
        przychylny i doświadczony porozmawia z Tobą i pomoże Ci w zdecydowaniu, co robić
        dalej (także w kwestii pedagog!). Sądzę, że polecą Ci też dobre miejsca i
        dobrych terapeutów, którzy mogą Ci w przyszłości pomóc. Ponadto w ramach
        Niebieskiej Linii możesz otrzymać pomoc prawną.

        Jeśli chodzi o postępowanie pedagog w Twojej szkole, to według zasad etycznych
        tajemnicę zawodową można złamać tylko w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia
        Twojego lub innych osób, przy czym zawsze musisz być o tym poinformowana. W
        innych przypadkach rozmowa z innymi osobami na temat tego, co mówisz osobie u
        której szukasz pomocy może być tylko w takim zakresie, na który się zgadzasz. I
        nie ma tu nic do rzeczy wiek - tak samo postępować powinno się z małymi dziećmi,
        nastolatkami i dorosłymi (czyli wcześniej ustala się o czym na takim spotkaniu z
        rodzicami będzie się rozmawiać; masz również pełne prawo w takim spotkaniu
        uczestniczyć). Kwestią nadrzędną jest Twoje dobro oraz relacja oparta na
        zaufaniu do osoby udzielającej pomocy!

        W przypadku pani pedagog, tak jak dziewczyny wcześniej pisały, warto byś się z
        nią wcześniej spotkała i powiedziała, czego sobie nie życzysz. Warto też
        podeprzeć się kodeksem etyczno-zawodowym psychologa, który przytoczyła
        pierwszalitera.

        Masz jakichś sojuszników w realu blisko siebie? W tym wątku masz już jakby co
        całkiem sporo:) Trzymam za Ciebie kciuki! Trudna to bardzo sytuacja i (chociaż
        wirtualnie) przytulam...:)

    • malagracja Jak mam postapic, kiedy 05.12.08, 21:01
      ona mnie wezwie do gabinetu i bedzie tam moj ojciec?
    • malagracja Moge napisac do niej e-mail 05.12.08, 21:19
      ale jak go napisac, i czy warto?
    • mokta Czy masz kogoś do kogo mogłabyś się wprowadzić? 05.12.08, 21:24
      Jesli tak to zrób to natychmiast! Masz 18 lat więc siłą Cie trzymac nie bedą,
      zwłaszcza sadzac po tym co tutaj przeczytałam.

      "Psycholożka" powinna pójść za to siedziec. Dobry pedagog powinnien Cie najpierw
      "umocnić" na duchu i dopiero wtedy próbować negocjacji z rodzicami. Niestety z
      własnego przykładu wiem, jak koncza sie takie negocjacje " ja sobie nie pozwole
      na pyskowanie!". Przerażające jest też to jak tacy ludzie odwracają kota ogonem
      - stają sie grzeczni, żartują, starają sie znaleźć wspólną ceche z rozmówcą aby
      przekonać ich do swojej racji. Wiem co mówie... :(

      Uciekaj jesli tylko masz gdzie! A rodziców podaj do sądu o alimenty.
      • joankb Re: Czy masz kogoś do kogo mogłabyś się wprowadzi 05.12.08, 21:44
        NIE. Nie rob nic pod wplywem emocji i chwili. Wytrzymalas 18 lat, wytrzymasz
        jeszcze moment. Zbierz sojusznikow i atuty, przemysl to, znajdz pomoc. Wtedy
        dzialaj.
        • malagracja Tak, tak robie. 05.12.08, 22:01
          Alimenty, sadzenie sie itp. - to nie jest dobre. Na razie wykorzystuje
          mozliwosci finansowe moich rodziców i inwestuje w nauke - bede miala wieksze
          szanse na studia daleko, daleko...
          Sojusznik? babcia. Dzialalysmy - nic to nie dało.
          • mokta Re: Tak, tak robie. 05.12.08, 22:14
            Ale dobre jest jak ktoś cie poniża... Mówie Ci przeprowadz sie do babci. Póki
            mieszkasz u rodziców i jesteś na ich garnuszku to oni praktycznie mogą WSZYSTKO!
            Nie ważne, że masz 18 czy 16 lat. Żyjesz na ich koszt. Dlatego doradzam Ci
            sprawe o alimenty.
            • malagracja przemysle to n/t 05.12.08, 22:17
    • tfu.tfu telefon zaufania? 05.12.08, 21:51
      wiesz, strasznie trudno jest pomóc na odległość, ale moze spróbuj? jeśli niokt
      Ci nie poradzi konkretnie, to może przynajmniej poradzić co zrobić z nadużyciem
      owej szkolnej pani psycholog? :(
      strasznie mi przykro...
      tinyurl.com/5le2a3
      • malagracja skorzystam. b.dziekuje n.t 05.12.08, 22:05
    • madzioreck Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 21:53
      Kurczę, nieciekawie. Zupełnie nie wiem, co Ci doradzić :( <przytula>
    • bathilda Przytulam i ciepło myślę 05.12.08, 22:05
      Malagracjo, to co piszesz jest bardzo smutne. Sama mam małego synka i mam
      nadzieję, ze uda mi się stworzyć z nim relację opartą na zaufaniu i miłości.
      Przykro mi, że Twoje życie jest trudne, ale wierz mi, bycie dorosłym ma wiele
      zalet. W szczególności pozwala decydować o własnym życiu. Weź je w ręce. Ojciec
      się wścieknie? I co? Nawrzeszczy, przyleje Ci? I co? Dusza zaboli, twarz zaboli,
      ale to minie. A po maturze się zwiniesz. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Tylko
      nie pozwól po wyprowadzce, żeby ktoś inny Cię skrzywdził.

      Nos do góry, będzie dobrze. Przytulam i przesyłam zaślinionego całusa od mojego
      ząbkującego malucha :)
      • malagracja Nawrzeszczy, przyleje Ci? I co?... 05.12.08, 22:12
        i nic...

        Boli mnie to, ze wierze w glebi serca, ze "to sa moi rodzice i oni musza dla
        mnie chciec dobrze".
        • ava.adore Re: Nawrzeszczy, przyleje Ci? I co?... 05.12.08, 22:32
          malagracja napisała:

          > Boli mnie to, ze wierze w glebi serca, ze "to sa moi rodzice i oni
          > musza dla mnie chciec dobrze".
          I to jest właśnie to, co miałam na myśli, kiedy pisałam, że najciężej przyjąć na klatę, że rodzice są dysfunkcyjni i nikt im nie powinien pozwolić opiekować się nawet rybkami, a co dopiero dzieckiem :(

          Małagracjo! Musisz sobie pomóc. Życie z takim obciążeniem nie jest łatwe, a Ciebie rodzice obciążają na wiele, naprawdę wiele sposobów. Bicie, tłamszenie, nawet to wymaganie absolutnej lojalności i absolutnego milczenia, które teraz spychasz na dalszy plan (co jest oczywiste, masz poważniejsze doraźne problemy) - to się strasznie mści potem, w relacjach z innymi ludźmi, w związkach...
          Musisz sobie uświadomić, że to Twoi rodzice mają problem, to oni są słabi (Ty na pewno słaba nie jesteś, nikt, kto ma takie dzieciństwo, a mimo wszystko stara się żyć normalnie i wyrasta na fajną i mądrą dziewczynę - nie może być) i nie mają racji. To, co mają, to cholerny problem ze sobą, ale to nie jest Twoja sprawa. Jesteś dorosła, jeśli przez osiemnaście lat Twojego życia nie załapali, że coś jest z nimi nie halo, że coś powinni w sobie zmienić, udać się gdzieś po pomoc, to przykro i trudno, Ty im pomóc nie możesz. Skup się na sobie - spróbuj znaleźć dobrego psychoterapeutę, który pomoże Ci przepracować tę relację i zbudować prawidłową samoocenę. Bo prawda jest taka, że nikt nie ma prawa Cię bić ani na Ciebie wrzeszczeć, ani Cię obrażać. Nikt. Tak postępują ludzie chorzy. Musisz to sobie uświadomić.

          Tak zupełnie doraźnie, przeczytaj książkę Susan Forward "Toksyczni rodzice". Nie wiem, czy Ci pomoże, nie wiem, czy znajdziesz w niej coś dla siebie, ale zaszkodzić nie powinna. A może sama świadomość, że nie tylko Ty borykasz się z podobnymi problemami, da Ci siłę na dalszą walkę?
          Bardzo mocno Cię ściskam i trzymam za Ciebie kciuki!
          • masza.s Re: Nawrzeszczy, przyleje Ci? I co?... 05.12.08, 23:28
            Ava ma rację. Nie czytałam książek psychologicznych, ale czytałam i widziałam,
            zaczęłam chodzić w 1 liceum na zajęcia z praw człowieka, które uświadomiły mi wiele.

            Nie. Rodzice nie zawsze chcą dla nas dobrze. Trzeba to podkreślić, by ochronić
            siebie i ich.

            Cieszę się, że są tu takie mądre kobiety.
      • mokta Re: Przytulam i ciepło myślę 05.12.08, 22:18
        jak czytam coś takiego to mi ręce opadają.
        Napluł Ci ktoś kiedys w twarz? Uderzył kiedyś tak że poleciałaś o 2 metry w tył?
        Zaboli i minie? Gówno prawda - zostaje na Całe ŻYCIE!
        • malagracja Hm 05.12.08, 22:25
          najabrdziej bolalo jak matka kazala mnie bic mojemu bratu. Mial 8 lat. Ja 10.
        • bathilda Re: Przytulam i ciepło myślę 05.12.08, 22:55
          mokta napisała:

          > jak czytam coś takiego to mi ręce opadają.
          > Napluł Ci ktoś kiedys w twarz? Uderzył kiedyś tak że poleciałaś o 2 metry w tył
          > ?
          > Zaboli i minie? Gówno prawda - zostaje na Całe ŻYCIE!

          Ja nie twierdzę że to nic ani że nie zostawia blizn. Ja twierdzę że jeśli masz w
          sobie wewnętrzną siłę to wiesz, że inni nie mogą Cię zniszczyć. Tak, to będzie
          szrama na zawsze. Ale i tak uważam, że to "zawsze" to więcej niż 18 lat. I że
          warto zacisnąć zęby przez jakiś czas z myślą że potem będzie lepiej. To jedyna
          rada jaką mogę udzielić w takiej sytuacji - skoncentrować się na tym, że
          niedługo będzie lepiej a to wszystko jest przejściowe, chwilowe i minie.
          • masza.s Re: Przytulam i ciepło myślę 05.12.08, 23:33
            Z jednej strony masz rację. Moje dzieciństwo uczyniło ze mnie osobę twardą. Mam
            siedemnaście lat, a ludzie postrzegają mnie jako starszą, lubię dzieci, umiem
            czuć empatię, umiem wiele.
            Ale zawsze są noce tchórzostwa, słabości, noce płaczu, są rzeczy, których robić
            nie chce, a mogę i jest dojmujące poczucie, że jestem jedyną osobą na świecie,
            która zna moja prawdę. Jeśli powiem mojemu chłopakowi, przyjaciółkom - nie
            zrozumieją, mimo starań, empatii i wrażliwości, jeśli nie mają doświadczenia,
            jedynie ich zranię.

            U mnie dochodzi kwestia tego, że moja mama, wpadająca w furię, gdzie lecą
            żelazka, szklanki, ma depresję i sama jest ofiarę przemocy. Nie tylko moje ojca,
            ale swoich rodziców, on swoich. Trudno przerwać polskie "Sto lat samotności",
            ale próbuję. Trudno być samemu, a nauka życia sprawia, że jesteś bardziej sam. Z
            tego jest wiele sprzeczności, wiele dziwnych rzeczy, parę plusów z głębi
            człowieczeństwa i parę rzeczy zabranych na zawsze.

            Trzeba walczyć, ale to nie mija. Mnie np. najbardziej przeraża przemoc fizyczna.
            Przed psychiczną się obronię, fizycznie mam 162, jestem małą kobietką, mam
            delikatną skórę i miękki głos. Moja słabość fizyczna została mi szybko i
            brutalnie uświadomiona. To coś zmienia.
    • m.mada Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 22:13
      Nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości. Tak formalnie to nie masz na panią
      żadnego haka, bo nie ma ustawy o zawodzie psychologa ani psychoterapeuty, więc
      nie można jej zabronić wykonywać takiego zawodu (bo formalnie go nie ma, skoro
      nie ma ustawy). Istnieje coś takiego jak zasady etyczne mojego zawodu, ale
      niestety nie wszyscy się do nich stosują. Pani zachowała się nie tylko
      nieprofesjonalnie, ale też nieodpowiedzialnie.
      Jedyne co możesz zrobić, to żądać, by nie ujawniała treści waszej rozmowy,
      powiedzieć których treści w żadnym wypadku nie może przekazywać dalej, bo Ty
      sobie tego wyraźnienie życzysz. Jedyna szansa, że jeśli spotkasz się z nią i
      spróbujesz spokojnie porozmawiać, dowiedzieć się co chce powiedzieć Twojemu
      tacie i dlaczego i jeszcze jasno powiedzieć na przekazanie czego Ty się
      zgadzasz, a czego w żadnym wypadku nie. Może zadziała, ale może nie. Bo ona
      niestety i tak zrobi co będzie chciała.
      • malagracja Czyli jest sens wyslania e-maila do niej. n/t 05.12.08, 22:24
        • pinupgirl_dg Re: Czyli jest sens wyslania e-maila do niej. n/t 05.12.08, 22:26
          Ja bym wysłała. Może będzie mogła Cię jakoś uspokoić. Tylko odradzam straszenie
          sądami itd, ale zrobisz jak będziesz uważała.
          • joankb Re: Czyli jest sens wyslania e-maila do niej. n/t 05.12.08, 22:37
            Wez pod uwage, ze malagracja JUZ jej nie ufa. Fachowiec od spraw trudnych, ktory
            utracil zaufanie klienta czy pacjenta nie jest wart funta klakow. Malagracja
            powinna pisac uzywajac wszelkich argumetow...
            • pinupgirl_dg Re: Czyli jest sens wyslania e-maila do niej. n/t 05.12.08, 22:44
              Lepiej niech malagracja zdecyduje, jak powinna go napisać.
              • m.mada Re: Czyli jest sens wyslania e-maila do niej. n/t 05.12.08, 23:00
                Wydaje mi się, że malagracja i tak już nie zamierza mieć z tą panią nic
                wspólnego. Chodzi więc tylko o to by, babę jedną (bardzo brzydko o niej myślę)
                przekonać by nie zaszkodziła bardziej. Można ją tylko przekonać, bo gróźb
                legalnych na nią nie ma, a karalne są karalne.
                • pierwszalitera Re: Czyli jest sens wyslania e-maila do niej. n/t 05.12.08, 23:07
                  m.mada napisała:

                  Można ją tylko przekonać, bo gróźb
                  > legalnych na nią nie ma, a karalne są karalne.

                  Nie chcę tu podpuszczać, ale potrafię zrozumieć nawet te karalne. W końcu mówimy tu o poważnym stresie emocjonalnym i afekcie. Dobry specjalista zorientowałby się natychmiast, że chodzi o poważną rzecz.
        • m.mada Re: Czyli jest sens wyslania e-maila do niej. n/t 05.12.08, 22:34
          Być może większy niż rozmowy. Bo zanim wyślesz, kilka razy obejrzysz co
          napisałaś i przekonasz się czy napisałaś na pewno wszystko co chcesz i czy
          zrobiłaś to wystarczająco jasno. a w rozmowie mogą ponieść emocje i zawsze można
          powiedzieć nie to co się chciało. Na pewno warto próbować. Może ona chce dobrze,
          tylko, niestety to jej dobrze może nie być dobre dla Ciebie i musisz jej to
          pokazać. Staraj się pisać jasno i spokojnie. W tej chwili niestety ona ma
          przewagę. Upierdliwie żądaj zachowania tajemnicy, upieraj się, że wiesz co jest
          dla Ciebie dobre, że dziękujesz za wysłuchanie i stanowczo prosisz o
          nieujawnianie. I pytaj w jakim konkretnie celu ona chce z nim rozmawiać i co
          chce mu powiedzieć.
          • malagracja Nie odpisala mi. n/t 06.12.08, 21:14
      • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 22:55
        m.mada napisała:

        > Nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości. Tak formalnie to nie masz na panią
        > żadnego haka, bo nie ma ustawy o zawodzie psychologa ani psychoterapeuty, więc
        > nie można jej zabronić wykonywać takiego zawodu (bo formalnie go nie ma, skoro
        > nie ma ustawy). Istnieje coś takiego jak zasady etyczne mojego zawodu, ale
        > niestety nie wszyscy się do nich stosują. Pani zachowała się nie tylko
        > nieprofesjonalnie, ale też nieodpowiedzialnie.

        Jestem zaskoczona, że w Polsce takiej ustawy nie ma. Ja myślę jednak, że można u pani pedagog/psycholog argumentować etyką, bo przypuszczam, że nie robi tego umyślnie, tylko jest odrobinę nadgorliwa. Pewno też odrobinę przestraszona sytuacją, nie ma żadnego doświadczenia w tej dziedzinie i naiwnie obiecuje sobie rozwiązanie sytuacji przez wyjaśniającą rozmowę. Albo ma trochę zbyt wiele zaufania w swoje umiejętności. Tacy psycholodzy też się zdarzają. Z drugiej strony jeżeli dojdzie do eskalacji problemu, to może będzie brutalnie, ale przyśpieszy proces oderwania się od rodziny i początek nowego, na pewno nie łatwego, ale może lepszego życia. Czasem lepszy straszny koniec, niż strach bez końca. W każdym razie radziłabym malejgracji zachowanie spokoju i zimnej krwi. I ewentualnie przemyślenie dobrego konstruktywnego planu na wypadek, gdy wszystko potoczy się według najgorszych oczekiwań. Na przykład do kogo można pójść, gdzie szukać schronienia i pomocy itp.
        • m.mada Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 23:05
          Gwoli ścisłości ustawa o zawodzie psychologa jest, ale nie ma do niej przepisów
          wykonawczych, więc nie działa, więc jakby jej nie było. A teraz zastanawiają się
          czy jej nie wycofać i napisać od nowa. A tak sobie z łaski na uciechę, bo za
          mało było zachodu z tą. Fajny mam zawód nie? To znaczy za chwilę niezawód.
          • pierwszalitera Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 23:14
            m.mada napisała:

            > Gwoli ścisłości ustawa o zawodzie psychologa jest, ale nie ma do niej przepisów
            > wykonawczych, więc nie działa, więc jakby jej nie było. A teraz zastanawiają si
            > ę
            > czy jej nie wycofać i napisać od nowa. A tak sobie z łaski na uciechę, bo za
            > mało było zachodu z tą. Fajny mam zawód nie? To znaczy za chwilę niezawód.

            Ja z wykształcenia też jestem psychologiem, nawet ze specjalizacją w kierunku klinicznym. Ale kończyłam studia za zachodnią granicą i w Niemczech wszystko dotyczące zawodu psychologa i psychoterapeuty jest raczej uregulowane. Tak uregulowane, że też się odechciewa. ;-) Ja w każdym razie z eksperymentowaniem na ludzkiej psychice mam teraz niewiele wspólnego. ;-)


            • m.mada Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 23:24
              Fajnie mieć takie uregulowania. Ja teraz robię szkolenia, które dają mi
              faktyczną wiedzę praktyczną, którą już wykorzystuję w pracy i to jest super. W
              dalszej perspektywie mają dać mi papier, który może będzie konieczny, może tylko
              przydatny, a może psu na budę i to już jest zdecydowanie niesympatyczne. Dobrze,
              że chociaż lubię to co robię i chcę to robić jeszcze długo, więc szkolenie (to
              znaczy grube pieniądze)i tak się nie zmarnuje.
              • pierwszalitera Zawód psychologa 05.12.08, 23:41
                m.mada napisała:

                > Fajnie mieć takie uregulowania. Ja teraz robię szkolenia, które dają mi
                > faktyczną wiedzę praktyczną, którą już wykorzystuję w pracy i to jest super. W
                > dalszej perspektywie mają dać mi papier, który może będzie konieczny, może tylk
                > o
                > przydatny, a może psu na budę

                Uregulowania są na tyle fajne, że przynajmniej jest jasność co do praw używania odpowiedniego tytułu i zdobywania kwalifikacji. Ale po studiach ma się praktycznie niewiele uprawnień do klinicznego kierunku, a wszelkie szkolenia są straszliwie drogie. I tylko niektóre psychoterapeutyczne szkoły są akceptowane później przez kasę chorych. W każdym razie długa, uciążliwa droga, z wyrzeczeniami, a suicydalne ryzyko u terapeutów jest podobno dość wysokie. ;-) Trzeba faktycznie lubieć.
    • wielebnna Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 05.12.08, 22:48
      smutne to wszystko bardzo

      na babę można złożyć skargę do Polskiego Towarzystwa Psychologicznego a jeśli
      jest pedagogiem to do kuratorium
      a o sytuacji rodzinnej poinformować prokuraturę - wieloletnie znęcanie się
      psychiczne i fizyczne
      • malagracja Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 06.12.08, 20:57
        Prokuratura - tak, ale po maturze.
        Skargi - w poniedzialek.
    • agafka88 malagracjo, sprawdź pocztę gazetową, n/t 05.12.08, 22:52

    • m.mada jutro zapytam 05.12.08, 23:09
      Będę jutro na szkoleniu, bedzię tam wielu psychologów pracujących w różnych
      instytucjach, może ktoś będzie wiedział, czy jest jakikolwiek sposób, by
      poniosła jakieś konsekwencje takiego zachowania.
      • malagracja dziekuje n/t 06.12.08, 20:56
    • kuraiko a może tak? 05.12.08, 23:10
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=86228&w=88153518&a=88171719
      • malagracja Re: a może tak? 06.12.08, 20:56
        Zadzwonilabym, ale oni nie pracuja w weekendy (?). O sadach myslalam juz nie
        raz, ale cos mi mowi, ze powinnam zainteresowac sie tym po maturze.
        • kuraiko Re: a może tak? 06.12.08, 21:00
          eee nie chodziło mi od razu o oskarżanie rodziców, ale o zapytanie
          co z tą pedagog itd. rozumiem, że masz skrupuły, bo mogą cię np
          wyrzucić z domu, odciąć dopływ gotówki i wtedy będziesz miała
          problem ze skończeniem szkoły/dostaniem się na studia.
          • agafka88 Re: a może tak? 06.12.08, 21:09
            kuraiko napisała:

            > eee nie chodziło mi od razu o oskarżanie rodziców, ale o zapytanie
            > co z tą pedagog itd. rozumiem, że masz skrupuły, bo mogą cię np
            > wyrzucić z domu, odciąć dopływ gotówki i wtedy będziesz miała
            > problem ze skończeniem szkoły/dostaniem się na studia.

            Myślę, że najważniejsze to dotrwać do matury. W końcu po maturze malagracja może
            jechać za granicę zarobić trochę pieniędzy, a potem juz alimenty od
            rodziców+ewentualnie kredyt studencki. Nie trzeba mieć poręczycieli, bank może
            poręczyć
            • malagracja Dotrwac 06.12.08, 22:01
              ale czym blizej matury, tym bardziej boje sie. Boje sie, bo sie przyzwyczailam
              do tej sytuacji. Wiem, ze to bedzie koszmar - ucieczka z domu - ktory potem
              zaowocuje. Dlatego probuje walczyc sama ze soba (zebym przesta chciec zerwac z
              moim chlopakiem "dla jego dobra").
              • pitupitu10 Re: Dotrwac 07.12.08, 09:10
                Hej, nie patrz na świat przez czarne okulary. Tysiące ludzi zaczyna co roku
                studia, zaczyna niezależne życie. To wcale nie musi być ucieczka ani koszmar.
                Przecież nikt ci nie każe zrywać kontaktów z rodzicami. W twoim wieku to całkiem
                normalne, że jeszcze nie wiesz, jak chcesz żeby wyglądała twoja przyszłość, masz
                wątpliwości, nie wiesz na jakie studia zdawać. Poradzisz sobie, zobaczysz.

                Chciałam ci jeszcze napisać, że to naprawdę wspaniałe, że zdobyłaś się na
                przerwanie milczenia i sięgnięcie po pomoc (chociaż skończyło się jak się
                skończyło). Sama nie poradzisz sobie z tym balastem.

                Wytrzymaj jeszcze te kilka miesięcy. Zaczniesz studia, uniezależnisz się i nikt
                nie będzie latał do twoich rodziców na skargę.

                Ściskam. :)
                • malagracja Boje sie, ze po tym wszystkim 07.12.08, 16:04
                  juz nikomu nie zaufam.
                  • masza.s Re: Boje sie, ze po tym wszystkim 07.12.08, 18:53
                    Zaufasz.
                    Ja się coraz mniej boję, że ktoś mnie zawiedzie. Czuję się coraz silniejsza, bo
                    tyle widziałam.

                    Jak znajdziesz w sobie siłę, to ona Cię długo nie opuści, jakkolwiek głupio to
                    brzmi.
    • jolka-pol-ka Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 06.12.08, 02:17
      Malagracjo,
      osoba do której się zwróciłaś jest psychologiem, czy pedagogiem?
      Moja znajomość realiów szkolnych podpowiada mi, że w szkołach
      zatrudniani są pedagodzy szkolni, których ustawa o zawodzie
      psychologa nia dotyczy. Ich zadaniem jest zawsze podejmować
      interwencje w sytuacjach trudnych, są szkoleni w reagowaniu na
      przemoc domową (i każdą inną). To, że kobita wezwała Twojego ojca do
      szkoły nie martwiłoby mnie tak bardzo - może chce poinformować go o
      procedurach stosowanych w takich przypadkach (kurator, sąd rodzinny,
      itp), postraszyć go może trochę? Zakładam dobrą wolę i umiejętności
      osoby na tym stanowisku. Najbardziej niepokojąca jest dla mnie
      szkolna fama mówiąca o jej braku dyskrecji i elementarnego taktu.
      Jako pracownik szkoły podlega ona zwierzchnictwu kuratorium oświaty
      (organ nadzoru pedagogicznego)i tam można składać skargi na jej
      postępowanie. Jesteś osobą dorosłą i musisz wyraźnie artykułować
      swoje oczekiwania względem form pomocy, jakiej Ci rzeczona pani chce
      udzielić.
      Co do trudnej sytuacji w domu spowodowanej Twoim "wyjściem na
      zewnątrz", może odważ się zapowiedzieć rodzinie, że od dziś o każdym
      przypadku pastwienia się, będziesz informować kogo się da? Wizja
      dzielnicowego, kuratora, opieki społecznej, nawiedzających pielesze
      domowe i przeprowadzających sążniste wywiady celem napisania raportu
      może nimi skutecznie wstrząsnąć. Bardzo trudno jest na odległość i
      nie znając wszystkich aspektów sprawy doradzać, ale mnie już parę
      razy udało się "ustawić do pionu" ludzi samą tylko zapowiedzią
      zainteresowania nimi odpowiednich organów. Zawsze twierdziłam, że
      dzieciństwo jest najgorszym okresem w życiu człowieka (z racji
      ubezwłasnowolnienia), na pociechę przypomnę Ci, że już wkrótce
      całkowicie się skończy i szkoła, i zależność od rodziców. Wytrwaj w
      jak najlepszej kondycji psychicznej. Trzymam za Ciebie kciuki już w
      dwóch wątkach tego forum :) Koniecznie daj znać jak potoczy się
      sprawa
      • malagracja Re: Zupelnie tego nie rozumiem! 06.12.08, 20:55
        To jest pedagog.
        Juz postanowilam, ze pojde do kuratorium, napisze do rzecznikow praw, napisze do
        PTP i poinformuje o tym dyrekcje.
        Zebym tylko nie miala gorzej :(
    • malagracja Teresc wyslanego e-maila 06.12.08, 12:02
      Jest mi bardzo przykro, że moj tato zostal poinformowany o tym, ze placze w
      szkole i o sprawie z moim chlopakiem. Nie rozumiem tego zupelnie, poniewaz
      prosilam zeby mu o tym nie mowic, bo mam ku temu powody. Zostalo zrobione to,
      bez wczesniejszego uprzedzenia mnie co uwazam za zwykla nieuczciwosc.

      Uwazalam, ze skoro przychodze do Pani to moge liczyc na uszanowanie moich
      decyzji oraz na wsparcie. A tak sie nie stalo. Po tamtym wezwaniu taty do
      szkoly, mialam BARDZO "Milo" w domu - ale jak widac, nawet to nie jest brane pod
      uwage. Szkoda, ze nie rozumie Pani tego, ze to jest NIEBEZPIECZNE. Zadam
      pytanie: kieruje sie Pani dobrem moim czy swoim?

      Nie mam pretensji o telefon do taty/mamy. Chodzi o jedynie poruszenie spraw:
      plakania i Macka. Wczoraj juz mialam przedsmak, tego co bede miec w
      poniedzialek. Ja naprawde mam powody, zeby nie mowic o tym moim rodzicom - i
      chce, zeby zostalo to uszanowane, chodzby patrzac na punkt 21 kodeksu
      www.ptp.org.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=29 . Nie wiem, czy
      informowanie mojego taty jest forma straszenia mnie, nieodpowiedzialnosci, braku
      etyki czy braku wrazliwosci. Wiem, to ze mam prawo do zadania zachowania
      tajemnicy I tego stanowczo zadam, czyli nie mowienia o tym, ze placze w szkole
      oraz o sprawie z moim chlopakiem. Wiem co jest dla mnie dobre. Tylko ja to wiem.

      Mowienie o moich prytwanych sprawach jest dla mnie upokarzajace, jednak
      zaufalam. A teraz? Wszystko wychodzi na jaw. Juz drugi raz. Wiecej nie popelnie
      tego bledu. Nie chce juz dluzej slyszec, ze "nie mam powodow zeby nie pamietac o
      sobie", ze mam nie plakac, ze kogos interesuje to co jest w szkole a co poza nia
      to juz nie jest srpawa tej osoby (!!!). Dla Pani jest to "tylko" spotkanie z
      tata, dla mnie jest to cos o wiele wiecej.

      Prosze pamietac o zachowaniu tajemnicy (placz, Maciek). Chcialabym takze
      przypomniec, ze jestem osoba pelnoletnia czyli mam prawo do artykuowania swoich
      oczekiwan co do form pomocy. Na razie pomoc, ktora otrzymalam powoduje u mnie
      stres, nieprzespana noc i oczekiwanie na poniedzialek- tego juz dluzej nie chce.

      Jesli moja prosba nie przyniesie efektu, bede zmuszona podjac inne kroki dzialania.

      Pozdrawiam
    • lukrecjabo Malagracjo, 06.12.08, 12:43
      przeczytałam cały wątek i chcę Cię bardzo mocno uściskać. Jesteś dzielną
      dziewczyną, zniosłaś już wiele upokorzeń i mam nadzieję, że one się szybko
      skończą, a Ty będziesz mogła odetchnąć i żyć pełnią życia.
      Kiedy czytałam o "wielce szlachetnej" pedagog, przyszła mi do głowy pewna myśl.
      Często do szkół rodzice są wzywani po to, aby zasygnalizować im problem.
      Podpisują się wtedy wszędzie, gdzie się da, bo papier jest dobry na wszystko.
      Może pedagog z Twojej szkoły chce mieć właśnie problem z głowy i chodzi jej
      tylko o to, aby rodzice podpisali się w odpowiednim miejscu - wtedy ona jest
      kryta i będzie zaznaczone w papierach, że interweniowała i że "coś" zrobiła.
      To jest nieludzkie postępowanie, ale wiem, że często, NIESTETY, tak się to
      odbywa. Miej to po prostu na uwadze, gdy zaczniesz działać, że pedagog tylko o
      to może się rozchodzić.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się Słoneczko. Mam nadzieję, że ułoży się
      wszystko po Twojej myśli.
      • malagracja Tez tak mysle. 06.12.08, 13:02
        Wyslalam e-mail.
        A w poniedzialek, jezli wszystko pojdzie po JEJ mysli, pojde do kuratorium
        osobiście i złoże wniosek.
        Ona wielokrotnie mowila cos takiego, że jezeli policja itp sie dowie, o tym co
        mam w domu to ona najabrdziej za to "dostanie".
        • lukrecjabo To dobrze, że dostanie 06.12.08, 13:17
          skoro nie wie, że dobro ucznia jest najważniejsze. Bardzo dobrze, że dostanie,
          jeśli nie podeszła do tematu z odpowiednim zaangażowaniem, jakim powinien się
          charakteryzować dobry pedagog.
          Masz jakiś inny adres niż gazetowy, bo ja osobiście nie znoszę, a chciałabym do
          Ciebie napisać maila?
          • malagracja Re: To dobrze, że dostanie 06.12.08, 20:35
            e-mail: qna@vp.pl
        • m.mada Re: Tez tak mysle. 06.12.08, 20:06
          Pytałam, dzisiaj koleżanki i powiedziały, że możesz jej przypadek zgłosić do
          PTP, ale co to da nie wiadomo. Ona też będzie się na pewno broniła.
          Jeżeli ona wie, co się dzieje u Ciebie w domu, to może w związku z tym chce
          porozmawiać z Twoim tatą? Bo to prawda, że będzie odpowiedzialna, gdyby Ci się
          stało w domu coś złego. W takiej sytuacji ona może mieć jakieś nieprzyjemności.
          • malagracja Ale ja nic juz nie moge poradzic..poniedzialek za 06.12.08, 20:34
            dwa dni...a ona nie odpisała na e-mail...nie wiem co mam robic
            • agafka88 Re: Ale ja nic juz nie moge poradzic..poniedziale 06.12.08, 20:36
              MOże spróbuj znaleźć jej numer w książce telefonicznej?
              • malagracja Znalazłam. 06.12.08, 20:53
                Ale boje sie zadzwonic. Co jej powiem..? Moze jeszcze raz wyslac tego e-maila...?
              • mmm-mm Albo pojedz od razu do babci 06.12.08, 21:03
                i na pewno nie wracaj w poniedzialek, pomieszkaj u niej troche jesli nic nie
                bedziesz mogla zrobic do poniedzialku. Psycholog szkolny to pierwsza osoba,
                ktora rozpepla wszystko. Cale grono pedagogiczne przekazuje sobie kazda
                najdrobniejsza informacje o kazdym uczniu. Szkola to najgorsze miejsce jesli
                chodzi o zachowanie dyskrecji. Nigdy bym nie poszla do psychologa szkolnego.
                Matka mnie poslala ze dwa razy do tego w szpitalu (bo placze bez powodu), ale
                obiecalam jej ze bede sie "normalnie" zachowywac (taaa, akurat) i nie poszlam
                tam nigdy wiecej. A i tak nie zmienilam sie nic. Prawie kazdy byl bity w domu i
                dreczony psychicznie. Wiem ze rozdmuchiwanie sprawy w moim przypadku tylko by ja
                pogorszylo, a ja bym juz dawno sama sie zabila, bo wyladowalabym na ulicy. Albo
                u krewnych, ktorzy na pewno nie byliby lepsi. Wyznaje zasade, ze im mniej o mnie
                dorosli (rodzice, nauczyciele itp.) wiedza tym lepiej. I to sie u mnie sprawdza.
                Juz dawno bym sie wyprowadzila od rodzicow gdybym miala pieniadze. Ale skad ja
                je wezme? Odcielam sie psychicznie od nich, nic im nie mowie. Tylko rycze
                porzadnie, jak sie mnie doczepiaja i zyje dalej. Bicie i darcie mnie nie zlamia.
                Bo wiem ze na starosc i tak im sie to odplaci, na razie sie tylko oddalam od
                nich coraz bardziej i tylko ciagne od nich pieniadze.
                • kuraiko Re: Albo pojedz od razu do babci 06.12.08, 21:08
                  i nie wypominają ci tego, że bierzesz kasę? O___o
                  • malagracja Nie wypominaja, 06.12.08, 21:49
                    mam niograniczony niemal budżet. Dziwne, prawda? Mysle, ze oni w ten sposob mi
                    to wynagradzaja.
                    • kuraiko Re: Nie wypominaja, 06.12.08, 21:52
                      u mnie pierwszą formą represji jest zawsze wypominanie, że ciągnę
                      kasę (co jest całkowitą nieprawdą), mówienie "to będziesz miała jak
                      sobie sama zarobisz" w przypadku kiedy np chcę kupić ulubiony serek
                      do kanapki za niecałe 2zł albo jakąś zdrową żywność.
                      w związku z tym nie proszę o pieniądze, wyłącznie na jedzenie i
                      produkty dla świnek morskich
                      • malagracja Oddalabym wszystko, 06.12.08, 22:04
                        naprawde wszystko, zeby tylko (moze to glupio zabrzmi) poczuc sie kochana.
                        • kuraiko Re: Oddalabym wszystko, 06.12.08, 22:07
                          nie to nie brzmi głupio, to normalne :)

                        • jud.yta Re: Oddalabym wszystko, 06.12.08, 22:23
                          Ja jak mialam 15 lat (wiem wiem, bardzo dużo) to zakochałam się
                          pierwszy raz, i nawet z wzajemnością, w chłopaku też 15-letnim i
                          właśnie dużo moich problemów zaczęlo się w tym momencie.
                          Ja - wzorowa uczennica, a on - najgorszy łobuz na podwórku.
                          Ja miałam tylko 15 lat, skończyłam liceum i studia i dopięłam
                          swojego :) Czekałam 9 lat, zeby iść na swoje. Dzisiaj jest moim
                          mężem i mamy dwie córeczki, i cieszę się, że dopięłam swego, mimo
                          tych wszystkich upokorzeń i bólu, który musiałam znieść.
                          A Tobie już dużo nie zostało, praktycznie studia otwierają Ci
                          woloność :)
                          • bathilda Re: Oddalabym wszystko, 07.12.08, 16:19
                            jud.yta napisała:

                            > Czekałam 9 lat, zeby iść na swoje. Dzisiaj jest moim
                            > mężem i mamy dwie córeczki, i cieszę się, że dopięłam swego, mimo
                            > tych wszystkich upokorzeń i bólu, który musiałam znieść.

                            To strasznie budujące czytać o takich przykładach :)
                        • turzyca Re: Oddalabym wszystko, 06.12.08, 22:24
                          Nie, to nie brzmi glupio. To brzmi strasznie niebezpiecznie. Bo jesli godzisz
                          oddac sie wszystko zeby tylko poczuc sie kochana, to mozesz stracic siebie. I
                          mozesz wierzyc, ze to, co ktos nazywa miloscia, faktycznie nia jest, a bedzie to
                          tylko wydmuszka. Uwazaj na siebie.




                          PS A jak tam kontakty z babcia? Nie moglaby porobic za taki stabilizator
                          psychiczny, za ta osobe, ktora Cie kocha?
                          • maith Re: Oddalabym wszystko, 16.12.08, 11:34
                            turzyca napisała:

                            > Nie, to nie brzmi glupio. To brzmi strasznie niebezpiecznie. Bo
                            > jesli godzisz oddac sie wszystko zeby tylko poczuc sie kochana, to > mozesz
                            stracic siebie.

                            Dokładnie, dla mnie to też brzmi niebezpiecznie. Niestety często się zdarza, że
                            dziewczyna pochodząca z patologicznej rodziny może się stać łatwym łupem dla
                            kogoś, kto tę potrzebę miłości wykorzysta. A potem będzie tylko gorzej. Kotku,
                            nie musisz niczego oddawać, tylko spokojnie po kolei przeprowadzaj swój życiowy
                            plan. Zgłoszenie się gdzieś na psychoterapię byłoby dobrym pomysłem.
                            Znam kobietę, która zanim zaczęła układać swoje sprawy z prawnego punktu
                            widzenia (rozwód itp.) najpierw poszła na psychoterapię, gdzie odzyskała siły i
                            pion. Myślę, że to może być dobra inwestycja w siebie.
                      • mmm-mm Mam to samo. 07.12.08, 02:38
                        Aparat na zeby mi nie kupia, dobrze ze od gory mam tylko lekko przekrzywiona
                        dwojke, a na dole jest duzo gorzej, ale tego na szczescie nie widac. Malagracjo
                        pomysl czy bedzie cie kto mial utrzymywac, bo wiele razy widzialam dziewczyny
                        wyprowadzajace sie przez klopoty rodzinne zaraz po osiemnastce z domu i zawsze
                        wracaly, bo nie mialy pieniedzy. Jednej sie udalo, ale miala dobrego chlopaka i
                        jego rodzice pomogli jej, pozwolili jej mieszkac z nimi.
                        • kuraiko Re: Mam to samo. 07.12.08, 03:09
                          czy to z tą kasą to jest tak, że dostajesz na to, co się rodzicom
                          spodoba? mnie to wkurzało zawsze, że dostanę np na sukienkę jeśli
                          mamie się spodoba, a jeśli dostanę na jakiś ciuch, którego wcześniej
                          nie widzieli i im się nie spodoba, to będą mi to wypominać kilka
                          lat. oczywiście nie mówię o ostatnich latach, bo kupuję ubrania
                          raczej za swoją kasę w lumpeksie, a od rodziców to tylko na
                          potrzebne rzeczy typu buty, kurtka, spodnie.
                          to samo z gadżetami typu walkman - nigdy nie miałam "bo niszczy
                          słuch". podstawowe kosmetyki ok, ale nigdy np nie dostałam na
                          peeling do ciała czy krem na cellulit, bo mama tego nie pochwala
                          (więc od kilku lat kupuję sama prawie wszystkie kosmetyki).
                          to nawet nie chodzi o kasę, bo obecnie nawet śmieszne by było,
                          gdybym prosiła o kasę na balsam czy peeling do stóp, ale o samo
                          podejście. pasuje nam - damy ci pieniądze. uważamy że tego nie
                          potrzebujesz/brzydko w tym wyglądasz - nie dostaniesz kasy. (a to,
                          że ja czegoś chcę to się nie liczy)
                          do tego wypieranie się z obietnic - kilka lat temu była mowa o tym,
                          że będę mogła mieć operację laserową wzroku, jak tylko osiągnę
                          określony wiek. potem się okazało, że wada musi być zastana, ale mi
                          się ciągle pogarsza. ok, można poczekać. po jakimś czasie moja mama
                          zaczęła się z tego wycofywać, bo "miliony ludzi chodzą w
                          okularach", "takiej wady jak twoja się nie koryguje"
                          (nieprawda), "masz za małą wadę wzroku aby robić operację" itd.

                          wydaje mi się, że to nie chodzi tylko o pieniądze, ale też o ogólny
                          stosunek rodzica do tego na ile dziecko może być "sobą".

                          być może mmm-mm masz podobnie, że chodzi o to, że nie akceptują
                          Ciebie, jaką naprawdę jesteś, a za tym idą takie właśnie posunięcia.

                          • plica Re: Mam to samo. 07.12.08, 12:25
                            > czy to z tą kasą to jest tak, że dostajesz na to, co się rodzicom
                            > spodoba? mnie to wkurzało zawsze, że dostanę np na sukienkę jeśli
                            > mamie się spodoba, a jeśli dostanę na jakiś ciuch, którego wcześniej
                            > nie widzieli i im się nie spodoba, to będą mi to wypominać kilka
                            > lat. oczywiście nie mówię o ostatnich latach, bo kupuję ubrania
                            > raczej za swoją kasę w lumpeksie, a od rodziców to tylko na
                            > potrzebne rzeczy typu buty, kurtka, spod....

                            kuraiko, ty mowisz o swojej przeszlosci, czy o tym jak jest teraz?
                            bo kurcze jestes duuuuuuuzo starsza niz malagracja. i to ze rodzice nie funduja Ci serkow ciuchow itd. jest jak najbardziej normalne.
                            • kuraiko Re: Mam to samo. 07.12.08, 23:18
                              "a jeśli dostanę na jakiś ciuch, którego wcześniej
                              > > nie widzieli i im się nie spodoba, to będą mi to wypominać kilka
                              > > lat. "
                              to chyba wskazuje na czas przeszły, prawda?

                              hmmm nie do końca zrozumiałaś sens tego o czym napisałam. to nie
                              chodzi o pieniądze tak naprawdę, tylko o to "nie dam ci na sukienkę,
                              bo mi się w niej nie podobasz", jeśli chodzi o jedzenie, to też nie
                              chodzi o kasę, tylko że np coś innego co oni kupują. mam na myśli
                              głównie czas przeszły, ale też niektóre obecne przypadki.
                              przecież nie wyrzucą mnie z domu i nie każą mi samej zarabiać na
                              swoje jedzenie. a jak byłam w wieku małejgracji to miałam tak samo.
                              "fundowanie" - nie nazwałabym tak dania pieniędzy na normalny
                              produkt zjadany na śniadanie, nie mówimy o czymś drogim, zbytkownym.
                              tak samo wg mnie nie jest normalne że dostałabym pieniądze na ciuch,
                              który się spodoba rodzicom, a na taki który im się nie podoba (a
                              mnie tak) już nie.
                              ok, może teraz jestem w wieku i sytuacji, w której mogę się podjąć
                              pracy, ale jeszcze nie tak dawno studiowałam dziennie, a wcześniej
                              oczywiście się uczyłam. tak się nie stało z dnia na dzień, moi
                              rodzice zawsze tacy byli.
                              • pierwszalitera Re: Mam to samo. 07.12.08, 23:37
                                kuraiko napisała:

                                > hmmm nie do końca zrozumiałaś sens tego o czym napisałam. to nie
                                > chodzi o pieniądze tak naprawdę, tylko o to "nie dam ci na sukienkę,
                                > bo mi się w niej nie podobasz", jeśli chodzi o jedzenie, to też nie
                                > chodzi o kasę, tylko że np coś innego co oni kupują. mam na myśli
                                > głównie czas przeszły, ale też niektóre obecne przypadki.
                                > przecież nie wyrzucą mnie z domu i nie każą mi samej zarabiać na
                                > swoje jedzenie. a jak byłam w wieku małejgracji to miałam tak samo.
                                > "fundowanie" - nie nazwałabym tak dania pieniędzy na normalny
                                > produkt zjadany na śniadanie, nie mówimy o czymś drogim, zbytkownym.
                                > tak samo wg mnie nie jest normalne że dostałabym pieniądze na ciuch,
                                > który się spodoba rodzicom, a na taki który im się nie podoba (a
                                > mnie tak) już nie.

                                Kuraiko, nie masz powodów, by się skarżyć. Twoi rodzice mają prawo do własnego gustu, kiedy coś ci finansują i nawet stawiać pewne warunki. Aż taką wielką krzywdą to nie jest. Masz wszelkie szanse by to zmienić, po prostu zacznij swój gust finansować sama. Całkiem możliwe, że rodzice umyślnie ci pewnych rzeczy odmawiają, by zmusić cię w ten sposób do odrobiny samodzielności.
                            • maith Ale z tymi serkami to bez przesady 16.12.08, 11:43
                              Jeśli np. mieszkają razem i są razem na zakupach i kupują jakieś rzeczy do
                              jedzenia i tak ostentacyjnie nie zgodzą się na dołożenie serka za 2 zł, to bez
                              przesady. Wyobraź sobie teraz, że robią zakupy i Kuraiko stoi za nimi w kolejce,
                              żeby dokupić swój serek. To aż głupie.
                • malagracja Pieniadze. 06.12.08, 21:11
                  Ja mieszkam z nimi dla pieniedzy - podobnie jak i Ty. Mam wszystko co sobie za
                  marze (chodzi o rzeczy materialne) - dlatego nie moge uciec do babci, ktora i
                  tak ledwo utrzymuje sie ze swojej emerytury :(
                • turzyca Re: Albo pojedz od razu do babci 06.12.08, 22:20
                  mmm-mm napisała:
                  Prawie kazdy byl bity w domu i
                  > dreczony psychicznie.

                  Czy Ty to piszesz w kontekscie szpitala, czy w kontekscie ludzkosci jako takiej?
                  Bo jesli to drugie to mi sie zapala alarmowe swiatelko. Jesli naprawde tak
                  myslisz, to nie jest najlepiej. Bardzo duzo osob nie bije swoich dzieci i bardzo
                  duzo nie dreczy ich psychicznie. I nie jest to wynalazek najnowszych czasow -
                  Korczak o tym szeroko pisal, ale zachowywali sie tez tak normalni, wrecz prosci
                  ludzie, np. moj pradziadek nie uderzyl zadnej ze swoich corek. Naprawde da sie.
                  Ale to ta trudniejsza droga wychowywania dzieci, trzeba miec mnostwo
                  cierpliwosci, pokory i dystansu do siebie, wiec niektorym przemoc wydaje sie
                  latwiejsza.





                  PS Z psychologami szkolnymi jest bardzo roznie. Ja u mojej bylam, pomogla, ale w
                  szkole wiadomo bylo, ze jest niesamowicie skuteczna, szalenie dyskretna i w
                  razie problemow nie ma sie co kryc po katach, tylko isc z nia pogadac, bo zawsze
                  sensownie doradzi.
                  • mmm-mm Znam jedna osobe, ktora nie bije swoich dzieci. 07.12.08, 02:44
                    To moj wujek. Ale i tak sobie z nimi nie radzi, bo nie ma wsparcia w zonie. Co
                    on zabroni, to ona pozwoli i te dzieci nieuchronnie zdazaja w kierunku
                    niechcianych ciaz, nadmiernego picia itd. Nie rozumiem tego, bo to on wlasciwie
                    utrzymuje rodzine. Chyba mu juz wszystko jedno co sie stanie.
                    • turzyca Re: Znam jedna osobe, ktora nie bije swoich dziec 09.12.08, 10:50
                      mmm-mm napisała:

                      > To moj wujek. Ale i tak sobie z nimi nie radzi, bo nie ma wsparcia w zonie. Co
                      > on zabroni, to ona pozwoli i te dzieci nieuchronnie zdazaja w kierunku
                      > niechcianych ciaz, nadmiernego picia itd. Nie rozumiem tego, bo to on wlasciwie
                      > utrzymuje rodzine. Chyba mu juz wszystko jedno co sie stanie.

                      Bo wychowanie bez bicia i przemocy jest trudne i wymaga wspoldzialania obydwu
                      stron. To nie oznacza mowienia jednym glosem - moim rodzicom zdarzalo sie
                      wyglaszac rozne opinie, w koncu sa dwojgiem ludzi, nie jednym. Ale oznacza pewna
                      konsekwencje.
                      Takie wychowanie wymaga powaznego zastanowienia sie nad soba, swoimi
                      priorytetami, ustalenia, co jest wazne, a co poboczne.
                      Z takim wychowaniem wiaze sie rezygnacja z zakazow i nakazow bez uzasadnienia.
                      Kazdy zakaz i nakaz, jaki slyszalam, byl logicznie uzasadniony. I kazdy byl
                      podwazalny, jesli tylko znalazlam argumenty przekonywujace moich rodzicow do
                      zmiany zdania. Np. jesli nie moglam isc na impreze, bo nie chcieli, zebym
                      wracala niebezpiecznym, nocnym autobusem, to moglam isc, jesli znalazlam
                      znajomego, ktory bylby mnie sklonny odwiezc do domu.
                      Takie wychowanie oznacza tez uswiadomienie konsekwencji wlasnego zachowania. I
                      to od samego poczatku. Jak podczas bojki porwalam koledze koszule, to musialam
                      ja sama zaszyc. Owszem dostalam pomoc, o ktora w ktoryms momencie poprosilam,
                      ale nikt tego za mnie nie zrobil. Ale tez nie zostalam dodatkowo ukarana.
                      Przeprosilam kolege, kolega przeprosil mnie, zaszylam koszule i koniec.

                      Wychowanie bez przemocy to proba nauczenia dziecka od samego poczatku, ze kazdy
                      czyn wiaze sie z konsekwencjami i nalezy umiec wywazyc, co sie bardziej oplaca.
                      • maith Bo nie bić to jedno a umieć wychowywać to drugie:) 16.12.08, 11:25
                        Dlatego uważam, że akcje społeczne zniechęcające do bicia powinny mieć dodatkowo
                        elementy uczenia, jak sobie radzić, kiedy tej "metody" nie ma.
                        Ludzie, którzy potrafią tylko bić po odejściu od bicia mogą zobaczyć, jak bardzo
                        nie wychowali swojego dziecka. Kiedy je bili, mogli udawać przed sobą, że tego
                        nie ma.

                        Ale bijąc też nie wychowywali, tylko oszukiwali samych siebie, że wychowują.

                        Bicie to atrapa wychowywania. Tak jak puszap na zewnątrz pokazuje, że niby
                        dziecko jest grzeczne, a pod spodem (czego ludzie z zewnątrz nie widzą) poważnie
                        je niszczy.
            • kuraiko Re: Ale ja nic juz nie moge poradzic..poniedziale 06.12.08, 20:56
              ale skoro jesteś pełnoletnia, to chyba możesz być przy tej rozmowie?
              • malagracja Pelnoletnosc 06.12.08, 21:10
                na nich to nie robi wrazenia. Zalatwiaja wszystko za moimi plecami. Bedzie tak,
                ze ona wezwie ojca do siebie, beda sami, nagada mu, on jej uwierzy i:
                a) albo mnie wtedy wezwa (mam zamiar zaprzeczyc wszystkiemu) i pozniej dostane w
                domu
                b) ojciec pojedzie do domu (bez rozmowy ze mna u pedagog) i bedzie czekal na
                mnie tam z matka
                • kuraiko Re: Pelnoletnosc 06.12.08, 21:24
                  czyli nie wiadomo, o której może być ta rozmowa?
                  • malagracja No wlasnie, nie :( n/t 06.12.08, 21:48
    • malagracja Dziekuje wszystkim za e-maile!!! n/t 06.12.08, 21:15
      • jud.yta Re: Dziekuje wszystkim za e-maile!!! n/t 06.12.08, 21:32
        Ja miałam też ciężką sytuację w domu, bardzo podobną do Twojej.
        Czekałam tylko chwili, kiedy będę mogła się wyprowadzić, modliłam
        się, zeby ten czas w końcu nastąpił.
        Musiałam znosić wszystko, bo wiedziałam, że jak się wtedy wyprowadzę
        i zacznę żyć na własną rękę, to nie dam rady. Skończyłam studia i
        wyszłam za mąż i dopiero wtedy się wyprowadziłam. Też było mi ciężko
        zacząć nowe życie. Teraz już jest dobrze, minęło 9 lat, od kiedy się
        wyprowadziłam, ale psychicznie nadal jest źle, to zostaje do końca
        życia.
        I moim zdaniem, jak zgłosisz tę sprawę u dyrektora, czy w
        kuratoruim, to odwróci się to wszystko przeciwko Tobie i tylko na
        tym ucierpisz.
        Nie lepiej poczekać, aż zaczniesz studia, możesz studiować w innym
        mieście, będziesz mogła być dalej od domu, tam może znajdziesz pracę
        i zostanisz z dala od tego horroru.
        Takie jest bynajmniej moje zdanie, wiem to z własnego doświadczenia,
        a potem może jakiś dobry psycholog, żebyś później umiała żyć
        normalnie.
        • malagracja Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 21:49
          nie isc do dyrektora i kuartorium, do rzecznika, nie pisac do PTP?
          • kuraiko Re: Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 22:09
            a brata dobrze traktują??
            • malagracja Tak. 06.12.08, 22:12
              Brat to tez wykorzystuje przeciwko mnie. On byl "chcianym" dzieckiem, poza tym
              jest chlopakiem.
              • kuraiko Re: Tak. 06.12.08, 22:52
                "poza tym jest chlopakiem" - też mam brata i on też ma lepiej :/
                • malagracja Re: Tak. 07.12.08, 16:00
                  Ja mialam byc chlopcem, a jak sie urodzila dziewczynka - moja matka juz mnie nie
                  chciala.
                  • jud.yta Re: Tak. 07.12.08, 21:33
                    malagracja napisała:

                    > Ja mialam byc chlopcem, a jak sie urodzila dziewczynka - moja
                    matka juz mnie ni
                    > e
                    > chciala.

                    To nie jest tak, że się nie chce chłopca czy dziewczynki, jeżeli
                    matka czy wogóle rodzic potrafi kochać dziecko, to jest to obojętne
                    czy to będzie chłopiec czy dziewczynka, a nawet jak się urodzi chore
                    dziecko to się je kocha.
                    • kuraiko Re: Tak. 07.12.08, 23:22
                      no ale to nie tłumaczy innego stosunku rodziców do brata...
          • jud.yta Re: Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 22:13
            Ja bym dała sobie spokój, rozmowa w poniedziałek pewnie i tak
            będzie, bo ta psycholog najwyraźniej musi, bo boi się o swoja
            d...u...p....ę (sorry musiałam).
            Dopiero po rozmowie niestety będziesz wiedziała, co ta baba powie
            Twojemu ojcu, nie wiem może wtedy przygotuj sobie jakiś plan, może
            jakoś nastrasz rodziców, wymyśl, że np. pani psycholog doradzała ci,
            żeby zgłosić sytuację jaka jest w domu, zgłosić do prokuratury i
            przydzielą wam kuratora, który będzie kontrolował waszą sytuację w
            domu, a tego pewnie by twoi rodzice nie chcieli.
            Maturę masz już niedługo, zdaj ją, zdaj na studia, wyprowadz sie do
            akademika, ciągnij kasę od rodziców, może niech Ci kupią kawalerkę,
            a co, należy ci się, i będziesz wolna. Sorry że wprowadzam tu taką
            obłudę, ale jak rodzice nie dali Ci miłości i zrobili ci krzywdę na
            całe życie, to chociaż niech za to zapłacą.
            A na starość i tak ich zeżre sumienie :)
            • kuraiko Re: Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 22:55
              z akademikiem może być różnie, bo często są przydzielane ze względu
              na wysokość zarobków rodziców :/
              jednak dalej mi nie mieści się w głowie dawanie dziecku kasy a
              jednocześnie takie traktowanie :/ no oczywiście ja co innego
              wyniosłam z domu, więc dlatego tego nie rozumiem.
              " może niech Ci kupią kawalerkę,
              > a co, należy ci się" - ekhm, ale to już nie jest tak, że dziecku
              należy się kupno mieszkania ;) aż tak daleko bym tego nie posuwała
              • agafka88 Re: Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 23:03
                kuraiko napisała:

                > z akademikiem może być różnie, bo często są przydzielane ze względu
                > na wysokość zarobków rodziców :/

                U nas to w zasadzie bardziej opłaca się mieszkać na stancji niż w akademikach.
                Ewentualnie wychodzi różnica 20-30 zł, jak dla mnie śmieszna.
                • kuraiko Re: Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 23:13
                  hmm no to zależy jakie miasto :) jak ja studiowałam w Krakowie, to
                  za akademik płaciło się ok 200zł, a ja miałam mały pokoik dla siebie
                  w mieszkaniu studenckim za jakieś 350zł (bez opłat). teraz ceny
                  wynajmu to szaleństwo.
                  ale np w Rzeszowie mniej zamożni studenci (którzy bez problemu
                  mogliby mieć akademik) świadomie wybierają mieszkanie studenckie, bo
                  lepsze warunki za niewiele większą kasę
                • kuraiko Re: Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 23:14
                  aha, można jeszcze załatwić akademik "na lewo". np w akademiku
                  (fakt, wypasionym) mieszkał znajomy, który jest z bogatej rodziny.
                  nie wiem jednak jak to załatwił...
                  • agafka88 Re: Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 23:18
                    kuraiko napisała:

                    > aha, można jeszcze załatwić akademik "na lewo". np w akademiku
                    > (fakt, wypasionym) mieszkał znajomy, który jest z bogatej rodziny.
                    > nie wiem jednak jak to załatwił.

                    Może rodzice mieli dochody z szarej strefy
                    • kuraiko Re: Czyli nikomu nie mowic, 06.12.08, 23:28
                      niee, ojciec zajmował (a może zajmuje nadal) dość wysokie
                      stanowisko, matka zarabia mniej, ale zarobki ojca wystarczą aby
                      poziom był wysoki. raczej nie ma szans, żeby coś było ukryte
              • plica Re: Czyli nikomu nie mowic, 07.12.08, 12:33
                > z akademikiem może być różnie, bo często są przydzielane ze względu
                > na wysokość zarobków rodziców :/

                e tam. dogadujesz sie z kims kto ma wlasna dzialalnosc, pieczatke itd. wystawiasz lewe zaswiadczenie i nikt tego nie sprawdza.
                moich rodzicow nie bylo stac na stancje dla mnie, mnie tez stac nie bylo, wiec co roku kombinowalam ten akademik i zawsze sie udawalo. zarobki moich rodzicow byly niestety za duze, abym dostala go normalnie.
                mozna tez dogadac sie ze znajomym ginekologiem. zaswiadczenie o ciazy tez działa :)
                tak, to okropne, nieuczciwe, paskudne. ale wolalam to niz nie studiowac. no i w sumie jakos lzej mi bylo jak patrzylam na legalnych, "biednych" mieszkancow akademika podjezdzajacych do szkoly wlasnymi samochodami :)
          • maith Możesz dyrektorkę poprosić o pomoc 06.12.08, 23:45
            Albo wychowawczynię. Zależy która z nich ma więcej empatii. Nie chodzi o to,
            żebyś szła z awanturą na pedagożkę. Raczej z płaczem i prośbą, żeby powstrzymała
            pedagożkę, bo Ty się boisz. I tak przecież musisz mieszkać z rodzicami, musisz
            tylko przejść przez maturę i studia. Nie możesz teraz mieć w domu dodatkowych
            awantur. Ta rozmowa nic nie zmieni, a może zaszkodzić.

            Co to da? Ktoś, kto może Ciebie w szkole błędnie ocenić, nie wiedząc, że masz
            problemy w domu, nie popełni tego błędu. Szkoła będzie wiedzieć, że masz
            problemy i może spróbują Ci trochę pomóc. Jednocześnie być może jeśli
            dyrektorka/wychowawczyni porozmawia z pedagożką, to tamta zda sobie sprawę, że
            musi tu naprawdę postępować delikatnie.
            • malagracja Nikt mi juz nie pomoze. 07.12.08, 15:58
              Jest za pozno, rozmowa i tak sie odbedzie. Wychowawczyni kiedys byla po mojej
              stronie - teraz jest po jej stronie :(
              Dlaczego nie wystarczylo jej, ze powiedzialam wyraznie, ze bede za to bita, za
              to, ze oni zostali wezwani do szkoly..?
              • pierwszalitera Re: Nikt mi juz nie pomoze. 07.12.08, 16:38
                malagracja napisała:

                > Jest za pozno, rozmowa i tak sie odbedzie. Wychowawczyni kiedys byla po mojej
                > stronie - teraz jest po jej stronie :(
                > Dlaczego nie wystarczylo jej, ze powiedzialam wyraznie, ze bede za to bita, za
                > to, ze oni zostali wezwani do szkoly..?

                Na początek weź trzy duże oddechy. Rozmowa się odbędzie, ale nie znasz jeszcze jej wyniku. Może wcale nie będzie tak strasznie. Nie wiem na czym polegają problemy z twoimi rodzicami, nie chcę ich tu bronić, ani usprawiedliwiać, ale gdyby doszło do kłótni spróbuj ich nie prowokować wybuchami emocji i nie odpowiadać na prowokacje. Najlepiej wycofaj się z sytuacji i unikaj eskalacji. Jeżeli rodzice używają wobec ciebie, osoby już dorosłej, fizycznej przemocy, to przypuszczam, że tracą zupełnie kontrolę nad sobą i nie widzą innego wyjścia z sytuacji. Nie pozwalaj im na to. Dziwię się, że tak długo to wytrzymywałaś. W najgorszym wypadku zgłoś się na policję. Gdyby pobił cię ktoś obcy pewnie byś tak zrobiła, nie miej wyrzutów sumienia przy kimś z rodziny. Wiele ludzi nie ma szacunku przed instytucjami społecznymi, psychologami, pedagogami itp, ale odczuwa respekt przed policją, więc jeżeli sprawa stałaby się urzędowa, może rodzice przestraszą się możliwych konsekwencji. Nie rozwiąże to konfliktu w domu, ale załagodzi najgorsze i znajdziesz czas na spokojne przemyślenie wyjścia z sytuacji. I jeszcze jedno, nie traktuj pani pedagog jako wroga, jeszcze jednego nie potrzebujesz. Może jej zachowanie nie było najfortunniejsze, ale nie myśl, że cały świat jest przeciwko tobie. Zamykasz się w ten sposób przed pomocą. Mam wrażenie, że zależy ci nawet w pewnym sensie na zakonserwowaniu sytuacji i boisz się zmian. A przecież nie po to szłaś do psychologa, by wszystko zostało jak jest. Kto wie, może poniedziałek przyniesie coś zupełnie innego niż myślisz. Oby coś lepszego. :-)
                • masza.s nie zapominaj o polskich realiach! 07.12.08, 19:05
                  Bez dowodów policja nic nie zrobi. A ciężko jest pobić kogoś tak, żeby było
                  bardzo widać. Pytałam się i znajomych dających porad prawnych i prawnika
                  zajmującego się prawami człowieka ( pomagał między innymi innymi w sprawie tego
                  Jasia - chorego chłopca, którego mama była z zagranicy). Dzieci/bite żony w tym
                  kraju NIE MAJĄ SZANS. Policja olewa interwencje, a ludzie posługują się
                  stereotypami. Malagracja będzie w oczach policji zwykłą rozpuszczoną gówniarą,
                  co ma za dużo pieniędzy, jeśli rodzice jej to przedstawią. Patologii nie widać
                  jak na dłoni. Rodzice wyglądają na zamożnych, inteligentnych, ładnych, dom
                  ładny, drugie dziecko szczęśliwe. NIKT jej nie uwierzy, jeśli chodzi o zwykłą
                  policję. Przerabiałam to i myślałam nad takim rozwiązaniem - polskie prawo nie
                  daje wiele możliwości. Zrobią z niej niewdzięczną pyskatą nastolatkę.
                  • pierwszalitera Re: nie zapominaj o polskich realiach! 07.12.08, 19:27
                    masza.s napisała:

                    Dzieci/bite żony w tym
                    > kraju NIE MAJĄ SZANS. Policja olewa interwencje, a ludzie posługują się
                    > stereotypami.

                    To bardzo smutne. :-( A jeszcze ktoś niedawno w innym wątku próbował przekonać mnie, że dyskryminacja płciowa i seksizm w Polsce, to problem uboczny. Już zaczynałam myśleć, że coś w ostatnich 20-tu latach w kraju się zmieniło. Bardzo przykro mi usłyszeć, że kobietom i dzieciom się nadal nie wierzy. Naprawdę trudna sytuacja, gdy znikąd nie można oczekiwać pomocy. Wyjściem jest chyba tylko zerwać z taką rodziną. Zacząć studia gdzieś daleko i wymusić alimenty. Na pewno niezbyt komfortowo, ale na dłuższą metę nic lepszego nie widzę.
                    • masza.s Re: nie zapominaj o polskich realiach! 07.12.08, 20:05
                      Bo w dużej mierze się zmieniło. I wiele się zmieniło, co nie zmienia faktu, że z
                      przemocą w rodzinie zawsze jest problem, bo jest nie do wykrycia z zewnątrz. Z
                      tego co wiem, problem "wiary dzieciom czy kobietom" to nie tylko nasz problem.
                      Zważ na to, że w dziecko zawsze jest uniezależnione finansowo, bita kobieta
                      najczęściej też. Dochodzi też kwestia poczucia winy... W niektórych
                      społeczeństwach łatwiej o tym mówić bądź Ty się już obracasz w skrajnie innym
                      środowisku. Na zachodzie być może jest lepiej, ale to zależy od prawodawstwa, we
                      Francji nie jest zbyt dobrze, UK ma swoje patologie. My musimy walczyć ze swoimi.

                      Zerwać z rodziną nie jest łatwo. Ja moją kocham, mimo wszystko. To zawsze jest
                      zakręcone.
                  • jud.yta Re: nie zapominaj o polskich realiach! 07.12.08, 21:25
                    Zgadzam się z tym, niestety tak faktycznie jest :(
              • roza_am Re: Nikt mi juz nie pomoze. 07.12.08, 16:49
                Dlaczego nie wystarczylo jej, ze powiedzialam wyraznie, ze bede za to bita, za
                > to, ze oni zostali wezwani do szkoly..?

                Może nie rozumie mechanizmów funkcjonowania rodziny dysfunkcyjnej, zasad w niej panujących (abstrakcyjnych dla kogoś, kto tego nie doświadczył/nie poznał z bliska/nie ma wystarczającej wiedzy).
                Może uważa pedagoga (pedagoga ogólnie, nie tę konkretna osobę) za specjalistę od tego typu spraw i naprawdę wierzy w jej skuteczność.
                Może czuje się bezradna i bezsilna wobec sytuacji i próbuje "oddać" sprawę komuś innemu. itd.

                Powodów może być wiele i pewnie nie są intencjonalnie skierowane przeciwko Tobie, ale wynikają np. z niewiedzy czy bezsilności.

                Myślę sobie, że przydałby Ci się jakiś rzecznik w kontaktach ze szkołą. Ktoś starszy, komu Ty zaufasz, a szkoła uwierzy i uszanuje. Może babcia, albo mama Twojego chłopaka, albo kompetentny psycholog z zewnątrz? Pomyśl, czy masz taką osobę. Może można znaleźć kogoś takiego w instytucjach pomagających? Nie wiem, czy taki rodzaj pomocy jest praktykowany, ale myślę, że warto spróbować postarać się o takiego "rzecznika-pomocnika-mediatora".
                • malagracja Jak miec "rzecznika-pomocnika-mediatora" ? 07.12.08, 17:58
                  Moja babcia byla juz w szkole, ale zignorowano ją.
                  Czy psycholog moze byc kimś takim? Każdy psycholog? Jak to rozegrać?
    • wera9954 Ściskam serdecznie... 06.12.08, 22:11
      ...i mam nadzieję, że jakoś to przetrwasz :) Do matury niedaleko :)
      • malagracja Matura = uczenie sie 06.12.08, 22:14
        Mam np. zakaz uczenia sie po 22.
        To wszystko jest tak zawiłe :(
        • agafka88 Re: Matura = uczenie sie 06.12.08, 22:19
          malagracja napisała:

          > Mam np. zakaz uczenia sie po 22.
          > To wszystko jest tak zawiłe :(

          Na kompie poywalaja Ci po 22 siedzieć, a uczyć już nie? To ucz się z sieciowych
          rzeczy, serwisy maturalne itp.
          • malagracja Nie ma ich w domu jeszcze n/t 06.12.08, 22:23
    • malagracja Stracilam wiare we wszystko. 06.12.08, 22:16
      I to jest chyba gorsze niz bicie, niz klotnie.

      Ja juz nawet nie wiem co mam robic po maturze. Kiedys mialam plany, ale z
      uplywem czasu zdalam sobie sprawe, ze tego chca rodzice. Teraz jak mysle o
      przyszlosci...nie wiem. Zastanawiam sie, czy ja o tym kiedys zapomne. Nie umiem
      wyobrazic sobie studiow itp.
      • jud.yta Re: Stracilam wiare we wszystko. 06.12.08, 22:27
        malagracja napisała:

        > Zastanawiam sie, czy ja o tym kiedys zapomne.
        Ja nigdy nie zapomniałam ...
        • malagracja Re: Stracilam wiare we wszystko. 07.12.08, 15:54
          A da sie z tym zyc?
      • masza.s Re: Stracilam wiare we wszystko. 06.12.08, 22:43
        Nigdy nie zapomnisz. Jestem młodsza od Ciebie, ale u mnie się wypogodziło.
        Rozwód rodziców wiele zmienił. A było koszmarnie, zresztą napisałam Ci wczoraj
        parę postów tutaj, nie wiem, czy przeczytałaś. Nie zapomnij, ale możesz walczyć,
        odzyskać nadzieję i odzyskać Ciebie. Mi się już całkiem udało, a przecież taka
        smarkata jestem. Chociaż to trudno tak mówić, ale... zobaczysz. Ważne jest to,
        żebyś jednak tej wiary nie traciła.

        Chciałabym Ci przekazać wszystko, co myślę, co teraz czuję i wszystko, co
        przeszłam, nie do końca potrafię, ale... Zobaczysz zresztą. Może być inaczej. Ty
        możesz stworzyć coś innego w swoim życiu.
        • nieco8 Re: Stracilam wiare we wszystko. 06.12.08, 23:23
          Kochana mała Gracjo, przytulam ciebie mocno, trzymaj się dziewczyno, bo masz z
          naszej strony wsparcie.
          Chciałabym podrzucić ci argument prawne, które może być pomocny. Zapamiętaj,
          każdy ma prawo do prywatności i decydowania o o swoim życiu osobistym, co
          gwarantuje ci Konstytucja (art. 47), kurczę jak ten babsztyl mógł o tym
          zapomnieć, to oburzające. Jeżeli dojdzie (doszło) do ujawnienia twojemu ojcu
          informacji, których ujawnienia nie życzyłaś sobie, możesz wystąpić do Rzecznika
          Praw Obywatelskich w razie naruszenia przez szkołę tych praw.
          Co do wyboru drogi życiowej, to trudna sprawa, ale pamiętaj, to nie jest wybór
          dokonany raz na zawsze. Możesz przecież zmienić kierunek studiów,
          przekwalifikować się nawet w wieku 50 lat. Nie bój się podejmować ryzyka, bo
          warto robić to co sprawia nam przyjemność i daje satysfakcję, dlatego wybierz,
          to co będzie zgodne z twoimi zainteresowaniami, temperamentem. Myślę, że warto w
          takiej sytuacji wybrać się do poradni zawodowej, gdzie specjaliści pomogą
          uzmysłowić ci jakie masz predyspozycje, wskażą jakie zawody mogłabyś wykonywać.
          Trzymam za ciebie kciuki.
          • malagracja wykorzystam konstytucje i RPO - dzieki n/t 07.12.08, 15:55
      • kuraiko Re: Stracilam wiare we wszystko. 06.12.08, 23:00
        masz jeszcze szanse, jesteś młoda. ja np tkwię w takim miejscu teraz
        poniekąd przez rodziców (wybór studiów, mogłam zrobić coś innego).
        tak jest jak się spełnia ich pragnienia, a oni mają gdzieś marzenia
        i pragnienia dziecka. w moim przypadku tak naprawdę nie liczyło się
        to czego chcę i czy jestem szczęśliwa. jak dostałam się na
        upragnione studia, to słyszałam "a może lepiej zostań w domu" i "i
        tak wylecisz po pierwszym roku" :/

        dlatego nie rób czegoś tylko dlatego, że oni od ciebie oczekują.
        masz kasę więc jesteś do przodu, chyba że odetną kasę jeśli
        wybierzesz np kierunek studiów który im nie podpasi.

        "Nie umiem
        > wyobrazic sobie studiow" - możesz doprecyzować?
        • malagracja Re: Stracilam wiare we wszystko. 07.12.08, 15:56
          Nie umiem sobie wyobrazic zycia, bez nich, bez przemocy, bez strachu, bez bolu
          brzucha, bez placzu... Nie umiem.
          • masza.s Re: Stracilam wiare we wszystko. 07.12.08, 18:49
            Bo to uzależnia. Ja się odnalazłam w wolontariacie. I to może być w przyszłości
            droga, która pomoże Ci się uporać z sobą - pomagać dzieciom w sytuacji takiej
            jak Ty, chociażby godzina w tygodniu. To daje siłę, naprawdę.

            Też się nie mogę doczekać życia sama, chociaż u mnie sytuacja jest jako tako
            ustabilizowana. Ostatnia większa awantura, gdzie moja mama rzuciła się mnie
            okładać pięściami, kopać ( miałam posiniaczoną głowę) miała miejsce w maju. I
            takie awantury są coraz rzadsze. Nigdy nie zapomnisz, ale może być inaczej.
            • malagracja Re: Stracilam wiare we wszystko. 07.12.08, 19:01
              Nie umialabym pracowac w wolontariacie, z prostego powodu. Ja nawet sobie pomoc
              nie potrafie.
              • masza.s Re: Stracilam wiare we wszystko. 07.12.08, 19:07
                Wydaje Ci się.
                Ja sobie/swojej rodzinie też nie zawsze umiem pomóc, z innymi jakoś idzie.
                Przerobiłam dokładnie to samo jak Ty. W moim domu była też przemoc seksualna
                mojego ojca do mojej matki i przemoc fizyczna, ja też byłam bita. Dojdziesz do
                mojego etapu, zobaczysz. Najważniejsze to się nie poddawać.
                Był taki czas, gdzie wylądowałam w wannie z żyletką w ręce nawet, moja mama ma
                za sobą dwie próby samobójcze, odbierałam ją raz z zakładu psychiatrycznego. I w
                tej chwili wiem, że nie istnieje na tym świecie NIC, co jest w stanie mnie
                złamać, absolutnie NIC.

                To wspaniałe uczucie, wiesz?
                • malagracja Czasami ide ulica i mam nadzieje 07.12.08, 19:23
                  ze cos mi sie stanie. Sama sobie nic nie zrobie. Ale licze: samochod moze mnie
                  potraci...
                  • pierwszalitera Re: Czasami ide ulica i mam nadzieje 07.12.08, 19:32
                    Nie wygłupiaj się. Twój czas się jeszcze zacznie. Gdy będziesz daleko od rodziców i zaczniesz swoje życie. Zrób sobie plan. Studia, jakiś zawód, sposób na zarabianie swoich pieniędzy. Ja studiowałam na przykład za granicą i musiałam samiutka zarabiać na swoje życie i sobie radzić. Od rodziców nie dostawałam nawet złotówki. Wszystko się da, jak się chce.
                    • malagracja Zrobie plan, masz racje - dziekuje n/t 07.12.08, 19:38
                  • jud.yta Re: Czasami ide ulica i mam nadzieje 07.12.08, 21:27
                    Tez miałam taką nadzieję, że coś mi się stanie i zniknę z tego
                    świata, teraz mam dzieci i MUSZE dla nich żyć.
                  • maith Re: Czasami ide ulica i mam nadzieje 16.12.08, 12:04
                    Nawet nie próbuj pchać się pod samochody. Ty wiesz, jakie nieszczęście
                    sprowadziłabyś na przypadkowego, niewinnego człowieka?
                    • kuraiko skąd ja znam to zdanie xDDD n/t 17.12.08, 00:10
                      • pierwszalitera Re: skąd ja znam to zdanie xDDD n/t 17.12.08, 00:14
                        A co? Chodziło ci coś tak niemądrego po głowie? ;-)
                        • kuraiko Re: skąd ja znam to zdanie xDDD n/t 17.12.08, 00:18
                          o ile dobrze pamiętam, to chyba tak i chyba moja mama zawsze tak
                          powtarzała ;))) w każdym razie te rozmowy nie były na poważnie, ale
                          mnie to irytowało, że człowiek nie może się zabić bo a) rodzicom
                          byłoby przykro, b) komuś sprawiłoby się problem (tu - niewinnemu
                          człowiekowi w aucie). więc w sumie nawet samobójstwa nie można
                          popełnić, kurde no :P
                          • maith Re: skąd ja znam to zdanie xDDD n/t 17.12.08, 01:09
                            Kuraiko wybacz, ale człowiek jadący autem ma własne życie i pomysł, że możesz go
                            tak sobie dla własnego widzimisię wysłać do więzienia za fajny nie jest.
                            Wyobraź sobie, że idziesz sobie ulicą i ktoś Ci wyrywa torebkę. Miałaś tam
                            akurat wyjątkowo dużo pieniędzy, bo właśnie coś załatwiałaś, do tego wszystkie
                            dokumenty i będziesz musiała je dorabiać. A ten ktoś wyrwał Ci torebkę i ukradł
                            wszystko. Wiesz czemu? Bo Ty się dla niego nie liczysz, a jemu są potrzebne
                            pieniądze. No co? Powiesz, że nawet sobie pieniędzy wziąć nie można? Idziesz
                            dalej, a tu ktoś rzuca się na Ciebie z pięściami, rozbija Ci głowę, łamie rękę.
                            Ból jest potworny, będziesz się leczyć miesiącami. Bo był wkurzony. I co? Nawet
                            nie może rozładować złości? To dokładnie ten sam mechanizm.
                            • kuraiko Re: skąd ja znam to zdanie xDDD n/t 17.12.08, 01:36
                              ja to wszystko wiem :))))
                          • pierwszalitera Re: skąd ja znam to zdanie xDDD n/t 17.12.08, 14:28
                            kuraiko napisała:

                            więc w sumie nawet samobójstwa nie można
                            > popełnić, kurde no :P

                            Aaaaaaaaaaaaaaaaa, ha, ha, ha, ha!!!! Jeżeli chodzi o wyszukiwanie argumentów, że czegoś się nie da, to jesteś genialna. Jestem autentycznie pełna podziwu. Całuski. :-)
                            • kuraiko Re: skąd ja znam to zdanie xDDD n/t 17.12.08, 21:25
                              xD
Inne wątki na temat:
Pełna wersja