Dodaj do ulubionych

Służbowy dress code - słuszny czy nie?

10.01.09, 15:50
Ponieważ zrobił nam się mały OT na LB w wątku psioczącym na producentów -
przenoszę dyskusje tu, przeklejając posty na ten temat, proszę o 10 min. zanim
się tu rozpiszemy, chciałabym przekleić dyskusję w takiej postaci jak na LB :)
Obserwuj wątek
    • madzioreck by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 15:51
      taka kolorowa dowolność nie zawsze jest możliwa, jeśli w pracy masz
      np określony strój i ma to być biała/jasna koszula, a nie koniecznie
      taka nieprześwitująca, tylko taka pod którą musisz założyć koszulkę
      no i stanik czerwony czy fioletowy na pewno by przebijał, chociażby
      kawałek ramiączka, zabudowania pod pachą. i to nie byłoby mile
      widziane przez pracodawcę.
      • madzioreck by plica - przeklejony 10.01.09, 15:52
        jeśli w pracy masz
        > np określony strój i ma to być biała/jasna koszula, a nie koniecznie
        > taka nieprześwitująca, tylko taka pod którą musisz założyć koszulkę
        > no i stanik czerwony czy fioletowy na pewno by przebijał, chociażby
        > kawałek ramiączka, zabudowania pod pachą. i to nie byłoby mile
        > widziane przez pracodawcę.

        jesli pracodawca wymaga tak absurdalnych rzeczy i Ty sie na nie godzisz, to
        kolorowy stanik i jego ogromne wylazace turkusowe ramiącho jest dla mnie jedyna
        mozliwoscia zamanifestowania swojego zdania, gustu stylu itd :)
            • madzioreck Re: by plica - przeklejony 10.01.09, 15:53
              > cóż, gdyby w pracy było miło i zarobek dobry, to ja bym z tego nie
              > rezygnowała tylko dlatego, że nie mogę np założyć ulubionej
              > biżuterii i pomalować paznokci na wściekłą czerwień...

              miło bez ulubionych ciuchów? to takie pseudo miło
                • plica Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:18
                  nie? mi tam pasują :) ulubione mam takie zwyczajne i takie troche dziwaczne. owszem, niektore zwracaja uwage klientow, ale ja tam wygladem w pracy nie pracuję ale glowa, wiec nic komu do tego :)
                  • magdalaena1977 Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:54
                    plica napisała:
                    > ale ja tam wygladem w pracy nie pracuję ale glowa, wiec nic komu do tego :)

                    Strasznie nie lubię takiego przesądu. Przecież człowiek , który pracuje głową (a
                    więc człowiek inteligentny) tym bardziej powinien rozumieć subtelności
                    dostosowania stroju do okazji - tak jak np. możliwość różnicowania swojego
                    języka i stylu zależnie od tego z kim rozmawia.

                    Nie mam nic przeciwko temu, żeby np. recepcjonistka była gotką i po pracy nosiła
                    czarne gorsety i 1 ml tuszu na każdej rzęsie. Ale w pracy chciałabym , żeby
                    wyglądała neutralnie - stonowane kolory, brak golizny, schludne paznokcie w
                    neutralnych kolorach albo niepomalowane.
                    • plica Re: by kuraiko - przeklejony 11.01.09, 18:21
                      > Strasznie nie lubię takiego przesądu. Przecież człowiek , który pracuje głową (
                      > a
                      > więc człowiek inteligentny) tym bardziej powinien rozumieć subtelności
                      > dostosowania stroju do okazji - tak jak np. możliwość różnicowania swojego
                      > języka i stylu zależnie od tego z kim rozmawia.

                      pracuje glowa, jestem inteligentna, rozumiem subtelnosci dostosowania stroju do okazji. nie nosze tyłka ani biustu na wierzchu, nie nosze japonek na plaze ani trampek.
                      jednak jest roznica miedzy dopasowaniem stroju do sytuacji a wymogiem cielistych rajstop i spodniczki 5 cm za kolanko :)

                      Ale w pracy chciałabym , żeby
                      > wyglądała neutralnie - stonowane kolory, brak golizny, schludne paznokcie w
                      > neutralnych kolorach albo niepomalowane.

                      moze pojsc troszke dalej i recepcjonistki ubierac w worki na kartofle? takie stonowane kolorki, uniformizacja, brak golizny, takie to schludne :)
                      • luliluli Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 08:45
                        eh, plica, po raz pierwszy się z Tobą całkowicie nie zgodzę;)
                        Otóż nie w każdej pracy masz możliwość ubierania się jak lubisz, a
                        przynajmniej nie do końca.

                        Ja lubię nosić za szerokie dzinsy biodrówki i kocham koszulki na
                        ramiączkach z dekoltami po pępek, latem uwielbiam klapki "jezusy" i
                        parę innych dziwactw. Zimą bardzo lubię nosić koszulkę na bluzie z
                        kapturem. Jednak wszystko to mogę nosić tylko po pracy (chyba i tak
                        już sie odzwyczaiłam:P), bo jak się pracuje w biurze, a zwłaszcza w
                        miejscu, gdzie jest się "tabliczką powitalną firmy" (w sensie stroju
                        jedynie, a nie wykonywanej pracy!), to do czegoś to zobowiązuje
                        (recepcjonistki, sekretarki, szeroko pojęte pracownice "psychiczne"
                        jak mawia mój mąż:). Więc mimo wysokiej temperatury na dworze nie
                        pozwalam sobie na noszenie sandałów z odkrytymi stopami, moich
                        ukochanych bluzek z megadekoltami i tak lubianych latem krótkich
                        spódnic:D

                        Sama też nie chciałabym się spotkać z urzędniczką ubraną w bandeau i
                        spodenki w kwiaty:) ani z przedstawicielem handlowym bez skarpet.
                        A miejsce na wyrażenie się poprzez strój (o jeny, jak mnie
                        rozśmiesza ten zwrot) jest w doborze kolorów, zestawieniu ciuchów ze
                        sobą, trochę w makijażu.
                        Czepię się też opinii, że jak pracujesz głową, to nie musisz się
                        ograniczać "ubraniowo", bo to się nie liczy:
                        skoro pracuję głową, po co mi te demonstracje osobowości wyrażone
                        ciałem (strojem, dodatkami, etc.)? skoro liczy się czacha i to co w
                        niej, nie powinno mi tak zależeć na podpieraniu się ekscentrycznym
                        strojem
                        • pierwszalitera Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 11:07
                          luliluli napisała:

                          > skoro pracuję głową, po co mi te demonstracje osobowości wyrażone
                          > ciałem (strojem, dodatkami, etc.)? skoro liczy się czacha i to co w
                          > niej, nie powinno mi tak zależeć na podpieraniu się ekscentrycznym
                          > strojem

                          Czyli mądrzejszy ustępuje, czy jak? To bardzo dziwna logika, bo stosując ją na inne dziedziny życia, możnaby też powiedzieć, skoro mam dobrą posadkę i zarabiam kupę pieniędzy, to nie obchodzi mnie w jakim systemie pracuję, nawet jakimś reżimie mordującym ludzi. To oczywiście spora przesada, bo potrafię zauważyć subtelne różnice, tylko, że to właśnie od przyzwalania na mniejsze "konieczności" się zaczyna. Dla zainteresowanych, proszę zapoznać się z zawrotną karierą nacjonalizmu w latach 30-tych w Niemczech. Jestem też pewna, że większość ludzi i bez żadnego firmowego dress code nie przyszłaby, do pracy na recepcji w stroju jak na plażę. Jednak dress code, który mi wyraźnie tego zabrania, uważam za ubliżający, bo w pewnym sensie obraża właśnie moją inteligencję i zakłada brak umiejętności socjalnych, które pozwalają mi samodzielnie rozpoznać i ocenić sytuację. W tej całej dyskusji, to właśnie wydaje mi się najważniejsze. Wcale nie chodzi o możliwość pójścia do pracy w klapkach, tylko o traktowanie dorosłych, myślących ludzi z nieraz znakomitym wykształceniem, jak niesfornych małolatów, którym trzeba autorytarnie powiedzieć, co mają na siebie włożyć.
                          • plica Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 14:01
                            calkowicie zgodze sie z pierwsząliterą :)

                            naprawde nie rozumiem, w czym w pracy moglaby przeszkodzic moja
                            mini. naprawde nie rozumim po cholere mam sobie gotowac palce u stop
                            przy 40 stopniowym upale. nie rozumiem dlaczego to moze komus
                            przeszkadzac.
                            rozumiem pare rzeczy - nie wolno smierdziec, byc brudnym, nieumytym
                            itd. , nie wolno swiecic golizną - pokazywac posladkow czy nagiego
                            biustu, nie wolno obrazac uczuc religijnych klienta np noszac
                            koszulke "Maryja była dziewicą, nie licząc seksu analnego" - ok.
                            tego przestrzegam. z reszta jakos nie bardzo sobie radze. byc moze
                            jestem jednostką wybitnie aspołeczną, nieucywilizowaną, ale jakos
                            tak wyszlo, ze wsrod ludzi swietnie sobie radze :)

                            jeszcze odnosnie tego:

                            > > skoro pracuję głową, po co mi te demonstracje osobowości
                            wyrażone
                            > > ciałem (strojem, dodatkami, etc.)? skoro liczy się czacha i to
                            co w
                            > > niej, nie powinno mi tak zależeć na podpieraniu się
                            ekscentrycznym
                            > > strojem

                            moj stroj to moja czesc składowa. dlaczego mam sie przebierac bo
                            komus tak sie zachce, a zreszta czy ja wygladam az tak zle
                            zachowujac swoj luz ubraniowy? :)
                            • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 19:03
                              Juz wyjaśniam, jak to działa. Firmie chodzi o sprzedaż. Zawsze. O obroty, o
                              dochód. Firma nie może pozwolić sobie na sytuację, kiedy klient ma wrażenie, że
                              nie jest do końca poważnie traktowany. Jeśli przychodzi do mnie poważny klient,
                              biznesmen z poważnym kapitałem, a będę go obsługiwała w mini, krzykliwym
                              makijażu, dekolcie do pasa i obfitej biżuterii, to ten pan niestety może sobie
                              pomyśleć, że on by ze mną chętnie inne rzeczy omówił, niż byznesy... Przykre,
                              ale tak to wygląda. Z powagą i kompetencją w interesach kojarzy określony strój,
                              kostium, garsonka, garnitur. Na pewno to nie dotyczy wszystkich klientów, jest
                              zapewne duża grupa, której to wisi, w co ubrana jest osoba obsługująca, ale
                              firmie zależy i na tych klientach, którym to zwisa, i na tych, dla których jest
                              to ważne. Najgorsze, że ktoś to kiedyś wymyślił, a ja teraz muszę się do pracy
                              "przebierać", bo to totalnie nie mój styl :/
                              • madzioreck Zaznaczam tylko... 12.01.09, 19:07
                                Zaznaczam tylko, że ja tylko wyjaśniam sposób myślenia owych "firm", które
                                dress-code stosują, moja prywatna opinia to całkiem inna bajka :)
                                Inna sprawa, że to, co czasem firmie wydaje się świetnym pomysłem na sprzedaż i
                                kontakt z klientem, tegoż klienta doprowadza do szału ;)
                              • plica Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 20:51
                                haha. zdziwilabys sie ze czasami rozne takie dziwadła wiecej wskoraja niz pani w garsonce czy pan w garniturku.
                                zreszta - oceniajmy pracownika po efektach. skoro wydekoltowana pani nie bedzie przynosila zysku firmie bez zalu mozna ja zwolnic. tak samo pania w garsonce, z takimi samymi wynikami.
                              • pierwszalitera Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 21:17
                                madzioreck napisała:

                                > Juz wyjaśniam, jak to działa. Firmie chodzi o sprzedaż. Zawsze. O obroty, o
                                > dochód. Firma nie może pozwolić sobie na sytuację, kiedy klient ma wrażenie, że
                                > nie jest do końca poważnie traktowany. Jeśli przychodzi do mnie poważny klient,
                                > biznesmen z poważnym kapitałem, a będę go obsługiwała w mini, krzykliwym
                                > makijażu, dekolcie do pasa i obfitej biżuterii, to ten pan niestety może sobie
                                > pomyśleć, że on by ze mną chętnie inne rzeczy omówił, niż byznesy... Przykre,
                                > ale tak to wygląda.

                                Przepraszam bardzo, ale to są tylko przypuszczenia z ograniczonej perspektywy. Nawet najpopularniejsze teorie nie muszą być prawdą. Ciekawe, czy są jakieś dane na ten temat, z sumami itp, bo mnie wydaje się takie gadanie wyssane z palca.
                                  • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 22:47
                                    Moje w tej opinii jest to, ze klienci na te "wdzięki" różnie reagują, czasem
                                    naprawdę - z wyżej wymienioną koleżanką klient nie chciał gadać, poprosił z
                                    -kimś, z kim mógłby porozmawiać o kredycie
                                    koleżanka: -Słucham pana?
                                    Klient, zdziwiony: - Z panią ?!
                                    Wiem, że świadczy to o nim, a nie o niej, ale firmie zależy również na
                                    chamowatym kliencie :/
                                    Inna rzecz, że jednak sama tez bym nie poszła do pracy ubrana j.w., nawet gdyby
                                    było mi wolno.
                          • luliluli Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 15:25
                            Jestem też pewna, że większość ludzi i b
                            > ez żadnego firmowego dress code nie przyszłaby, do pracy na
                            recepcji w stroju
                            > jak na plażę. Jednak dress code, który mi wyraźnie tego zabrania,
                            uważam za ubl
                            > iżający, bo w pewnym sensie obraża właśnie moją inteligencję i
                            zakłada brak umi
                            > ejętności socjalnych, które pozwalają mi samodzielnie rozpoznać i
                            ocenić sytuac
                            > ję. W tej całej dyskusji, to właśnie wydaje mi się najważniejsze.
                            Wcale nie cho
                            > dzi o możliwość pójścia do pracy w klapkach, tylko o traktowanie
                            dorosłych, myś
                            > lących ludzi z nieraz znakomitym wykształceniem, jak niesfornych
                            małolatów, któ
                            > rym trzeba autorytarnie powiedzieć, co mają na siebie włożyć.


                            może za szeroko potraktowałam temat - NIE jestem za tym, żeby jakiś
                            osobny regulamin narzucał pracownikowi konkretny strój (jak kierowcy
                            PKSu:) jestem za tym, aby zdrowy rozsądek zwyciężał i całkowicie się
                            zgadzam w tej kwestii z Tobą. Podtrzymuję opinię, że nie zniosłabym
                            urzędniczki w spodenkach w kwiaty. I dlatego mam nadzieję, że dress
                            code mądrzy ludzie mają w głowie. Może jestem nietolerancyjna (na
                            pewno jestem...;) ale nie byłabym w stanie poważnie rozmawiać z
                            kimś, kto niepoważnie wygląda.

                            A co do ustępowania przez mądrzejszego - nie rozumiem porównan tak
                            daleko idących. Mówiąc o dress codzie mówię o "wewnętrzym poczuciu
                            adekwatności stroju do sytuacji" nie o regulaminowym nakazie.
                            • narcyza5 Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 18:37
                              luliluli napisała:

                              > ale nie byłabym w stanie poważnie rozmawiać z
                              > kimś, kto niepoważnie wygląda.
                              >


                              jak to mawiał jeden z moich profesorów*, uważający dress code (i
                              parę innych elementów 'kultury korporacyjnej') za idiotyzm: jeśli
                              ktoś uważa, że strój drugiej strony może mu przeszkodzić w
                              negocjacjach to znaczy, że ów ktoś znalazł się na miejscu, na którym
                              nigdy nie powinien był się znaleźć.
                              Jak profesora szczerze nie znoszę, to w tej kwestii się z nim
                              całkowicie zgadzam.



                              *)a profesor jest też jednym z najdroższych polskich adwokatów.
                            • pierwszalitera Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 21:09
                              luliluli napisała:

                              Może jestem nietolerancyjna (na
                              > pewno jestem...;) ale nie byłabym w stanie poważnie rozmawiać z
                              > kimś, kto niepoważnie wygląda.

                              Niepoważny wygląd, to sprawa względna. To co dla ciebie jest niepoważne, nie musi być niepoważne dla kogoś innego. Nie ma objektywnej poważności, albo niepoważności. Więc proszę nie narzucać, komuś swoich własnych definicji. ;-)
                          • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 18:54
                            pierwszalitera napisała:

                            Jestem też pewna, że większość ludzi i b
                            > ez żadnego firmowego dress code nie przyszłaby, do pracy na recepcji w stroju
                            > jak na plażę.

                            Pierwszalitero, przeczytaj parę postów wyżej, jak ubrała się do pracy moja
                            koleżanka, pracujemy w banku... Albo już napiszę: dżinsowa mini ledwo
                            zakrywająca pupę, bluzka - owszem, przepisowo biała, ale tak krótka, że widać
                            było gumę od majtek wystającą ze spódnicy. Niestety, nie wszyscy wiedzą, co
                            znaczy "stosowny" ubiór...

                            pierwszalitera napisała:

                            Jednak dress code, który mi wyraźnie tego zabrania, uważam za ubl
                            > iżający, bo w pewnym sensie obraża właśnie moją inteligencję i zakłada brak umi
                            > ejętności socjalnych, które pozwalają mi samodzielnie rozpoznać i ocenić sytuac
                            > ję.

                            Masz całkowitą rację, jednak jeśli idzie o wizerunek firmy w oczach klientów, to
                            zaufanie do pracownika w pewnych kwestiach jest na drugim miejscu.
        • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 15:55
          sorry, ale to nie są absurdalne rzeczy. w różnych przedsiębiorstwach
          są różne uniformy. jeśli pracownica ma mieć np białą koszulę, to
          ciekawie by wyglądało, jeśli jedna miałaby pod nią różowy stanik,
          inna pomarańczowy, a jeszcze inna zielony. nie wyobrażam sobie też
          prawniczki, która na spotkaniu z klientem ma białą koszulę i pod nią
          widoczny kolorowy stanik. pisałam o koszulce pod koszulą, ale spod
          takiej koszulki też może wystawać ramiączko i przebijać przez
          materiał.

          wyobrażasz sobie stewardessy ubrane "każda z innej parafii"? tam
          całe szczęście nie ma problemów ze stanikami, ale niektóre linie
          określają dokładnie odcień rajstop i kolory lakieru do paznokci
          (!!). i jak rozumiem laska, której się to nie podoba miałaby nagle
          założyć rajstopy czarne zamiast powiedzmy beżowych i pomalować
          paznokcie na fioletowo, aby się zamanifestować? a potem dostać
          upomnienie/cięcie pensji/zostać zwolniona?

          nie rozumiem, czy to aż taki problem dostosować się do wymogów firmy.
          w niektórych przedsiębiorstwach wymagają też spiętych do tyłu
          włosów, odpowiedniego makijażu, a nawet fasonu butów (!). czy to od
          razu oznacza, że pracodawca jest porąbany? a może wie, że lepiej
          taka pracownica zostanie odebrana niż laska z mocnym niebieskim
          makijażem powiek i barwnymi tipsami (takie laski często siedzą w
          osiedlowym sklepie na kasie)?

          poza tym nie wyobrażam sobie wyłażenia ramiączek w jakimkolwiek
          miejscu pracy, gdzie mamy do czynienia z klientem lub w każdej
          chwili może wpaść szef. a manifestować to się można po godzinach
          • madzioreck Re: by drzazga1 - przeklejony 10.01.09, 15:56
            A ja owszem, popieram te firmowe wymogi ubraniowo-makijazowo-
            paznokciowe. Z tej prostej przyczyny, ze mnostwo kobiet nie ma
            kompletnie wyczucia i smaku. Te dlugasne, lopatowate tipsy, w
            wersji: plytka paznokcia na przezroczysto, a koncowka w czerwonym
            albo zielonym brokacie, te oczy kapiace od eyelinera, kredki, tuszu
            i swiecacych cieni (mam nieodparte wrazenie, ze one maluja sie raz
            na tydzien, w sobote przed dyskoteka, a potem co rano tylko dodaja
            nowa warstwe...), te twarze zaszpachlowane na marchewkowo lub na
            starego Indianina... mnie to razi. Pol biedy, jesli taka gwiazda
            siedzi gdzies sobei na zapleczu, wtedy tylko wspolpracownicy sie
            mecza patrzac na nia, ale ja jako klient nie chce sie narazac na
            szok estetyczny.

            Co innego osoba ubrana niestandardowo, ale z wyczuciem, nawet
            rzucajacy sie w oczy stroj w zywych barwach moze tworzyc elegancka i
            wysmakowana calosc, ale takie zjawisko jak opisalam wczesniej - nie.

            A okreslenia koloru rajstop i fasonu butow sa jak najbardziej na
            miejscu, bo nie raz widzialam panny, ktore jako wlasciwe do pracy
            uznaly kabaretki z wielkimi oczkami i buciki, ktorych fason jako
            zywo przypominal te, w ktorych maja (mialy?) zwyczaj pracowac panie
            na poboczach co ruchliwszych szos.


            A co do szerokich ramiaczek - problem nie tylko w tym, ze one
            wystaja spod ubrania, przez swoja sztywnosc i grubosc one po prostu
            uwieraja i obcieraja cialo w miejscu polaczenia ramienia z tulowiem.
            • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 15:56
              drzazga ----> wiadomo, że należy podchodzić do tego rozsądnie. ja
              miałam praktyki w biurze podróży i dwie dziewczyny, które tam
              pracowały miały tipsy i nie zawsze idealnie pomalowane... mnie to
              jakoś raziło, ja starałabym się mieć codziennie idealnie pomalowane
              paznokcie do pracy, kiedy mam kontakt z klientem...
              wymogi odnośnie rajstop... pisałam o liniach lotniczych. tam jest
              ważne, żeby obługa była ubrana identycznie. z tym, że mają po prostu
              prawie niewykonalne wymagania co do stroju ;) niedopasowane do
              oferty w sklepach. przyjaciółka zużywa około dwie pary rajstop na
              lot (a to się o wózek zaczepią itp), w sklepach w jej mieście (w UK)
              nie ma obowiązującego odcienia, a jak jest to w drogich sklepach.
              dlatego przywozi z Polski albo jej przysyłają zawsze dużą ilość
              paczek. tak samo buty - muszą być wygodne, bo cały dzień na nogach.
              wysokość obcasa jest przedsiębiorstwu obojętna, ale zainteresowana
              nie wytrzyma na wysokim obcasie cały dzień. dlatego musi kupić
              niższy. i tu problem, bo buty mają być czarne, gładkie, wsuwane.
              ponieważ szybko się niszczą w tej pracy (non stop na nogach) to nie
              opłaca się kupować drogich. i jak laska chciała kupić takie buty, to
              kobiety w sklepach rozkładały ręce, że takie są już niemodne. jakby
              na bucie nie mogło być chociaż jednej dyskretnej ozdoby... np
              fragment z innej skóry...
              albo obowiązkowe używanie podkładu, podczas kiedy dziewczyna ma
              idealną cerę ;) (ale tu już się da oszukać ;) )
              ale co zrobić - takie wymagania i nie da się tego obejść, chyba że
              stewardessy napiszą jakąś petycję ;)

              umalowane ekspedientki... mnie osobiście razi jak mają mocny
              makijaż, lepiej odbieram stonowane. zawsze mnie ciekawiło, czemu
              najmocniej umalowane są ekspedientki w zwykłych spożywczych...
              • magdalaena1977 Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:32
                kuraiko:
                > bo buty mają być czarne, gładkie, wsuwane.
                > ponieważ szybko się niszczą w tej pracy (non stop na nogach) to nie
                > opłaca się kupować drogich.
                IMHO właśnie w sytuacji, kiedy nosimy buty cały czas w ciężkich warunkach,
                opłaca się kupić droższe. Kłania się filozofia społeczna Samuela Vimesa ;-)
                • kuraiko Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:39
                  hehe znam tą teorię, ale koleżanka tłumaczyła że drogie się
                  zdzierają tak samo.
                  poza tym być może miała ten wspomniany problem u pratchetta, że
                  miała za mało kasy aby kupic te drozsze buty...
            • plica Re: by drzazga1 - przeklejony 10.01.09, 19:29
              madzioreck napisała:
              Te dlugasne, lopatowate tipsy, w
              > wersji: plytka paznokcia na przezroczysto,....

              mam kontakt z klientami i notorycznie nieladne rece i paznokcie. niestety wynika to ze specyfiki mojej pracy :)
              a to drukarke rozkrece, a to jakis kolor "recznie" umieszam, a to sobie lakier na paznokciach przytopie, albo skalpelem utnę :)
              mimo najszczerszych checi czasami sie nie da :)
              • magdalaena1977 Re: by drzazga1 - przeklejony 10.01.09, 19:48
                plica napisała:
                > mam kontakt z klientami i notorycznie nieladne rece i paznokcie. niestety wynik
                > a to ze specyfiki mojej pracy :)
                Ale my cały czas jesteśmy za strojem odpowiednim do pracy. Nie oczekuję, że
                mechanik samochodowy, będzie pracował w garniturze, ale uważam, że powinien
                codziennie rano wkładać czystą koszulę czy T-shirt.
                • plica Re: by drzazga1 - przeklejony 11.01.09, 18:24
                  > Ale my cały czas jesteśmy za strojem odpowiednim do pracy. Nie oczekuję, że
                  > mechanik samochodowy, będzie pracował w garniturze, ale uważam, że powinien
                  > codziennie rano wkładać czystą koszulę czy T-shirt.

                  alez ja tez jestem za tym samym. jednak nie rozumiem co w pracy w biurze przeszkadza spodniczka PRZED kolanko i granatowy lakier do paznokci :)
          • plica Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:24
            > sorry, ale to nie są absurdalne rzeczy. w różnych przedsiębiorstwach
            > są różne uniformy.

            sa. rozumiem bialy fartuch u rzeznika, piekarza, ubranie spawalnicze u spawacza, czepek u kucharki itd. nawet rozumiem garnitur i marynarke u agenta ubezpieczeniowego. ale nie rozumiem wymagan, aby panienka z recepcji, urzedniczka w biurze czy sekretarka mialy koniecznie biale koszule, butki na obcasiku i spodniczke za kolanko.

            > poza tym nie wyobrażam sobie wyłażenia ramiączek w jakimkolwiek
            > miejscu pracy, gdzie mamy do czynienia z klientem lub w każdej
            > chwili może wpaść szef. a manifestować to się można po godzinach

            bez przesady. latem notorycznie cos mi wylazi. klienci i szef widzą i NIC :) zreszta i w pracy i poza nia trzeba byc sobą. a tak sie sklada, ze w pracy przewijaja mi sie tabuny ludzi. nie wyobrazam sobie udawania kogos kim nie jestem przez 8 h z usmiechem.

            oczywiscie mam pewne granice. naleza do nich goły tyłek, goły biust, przezroczystosci totalne. mini i odznaczajace sie sutki juz nie bardzo :)
    • madzioreck Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 16:04
      to uważam, że słuszne, choć przykre. Nie znoszę tego, bo w ten sposób firma robi
      z ludzi klony, w korporacjach widać tabuny ludzi ubranych tak samo, nudno, bez
      fantazji. Nie znoszę, kiedy ktoś wbija mnie w takie ramki.
      Z drugiej jednak strony - jeśli mamy kontakt z klientami - to powinniśmy być
      stosownie ubrani. Niekoniecznie dokładnie tak to powinno wyglądać, jak sobie
      pracodawcy wymyślają - bo np. tylko biała bluzka to trochę przesada, w
      bladoniebieskiej też można wyglądać elegancko i profesjonalnie. Ale jeśli chodzi
      o sama ideę dress code - cóż, różni ludzie mają różne pojęcie, co to znaczy
      elegancko i profesjonalnie, niektórym osobom, jakby pozwolić, toby nosiły
      niestety dekolty do pasa, mini, makijaż jak na karnawał i co tam jeszcze. Sama
      pamiętam, jak nieciekawie wyglądało, jak koleżanka przybiegła do pracy w
      dżinsowej spódnicy ledwie zakrywającej pupę, znad której wesoło wyglądała
      fioletowa gumka od majtek i przykrótkiej bluzeczce. Jak na pracownika banku, to
      trochę nie tego...
      • pinupgirl_dg Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 19:56
        Ja też się muszę z tym zgodzić. Moim zdaniem lepiej ustalić jasne zasady dla wszystkich pracowników, niż potem ciągać jedną czy drugą panią i prowadzić krępujące rozmowy nt niebieskich powiek i brokatowych tipsów. Nie mam nic przeciw jednemu lub drugiemu, ale inni mogą tego nie docenić. Jedyne, co budzi mój sprzeciw to wymóg noszenia pończoch czy rajstop w upalne dni, chociaż też to rozumiem. Może w biurze jest klimatyzacja, ale trzeba jakoś do niego dotrzeć albo uprawiać jogę w toalecie?
        W prześwitująca bielizna jest mało elegancka i w sytuacjach oficjalnych trochę mnie razi, chociaż staram się ludzi wg tego nie oceniać bo sama wyglądam jak "idź stąd i nie wracaj" :).
        • magdalaena1977 Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:07
          pinupgirl_dg napisała:

          > Jedyne, co budzi mój sprzeciw to wymóg noszenia pończoch czy rajstop w upalne
          dni,
          > chociaż też to rozumiem. Może w biurze jest klimatyzacja, ale
          > trzeba jakoś do niego dotrzeć albo uprawiać jogę w toalecie?
          Nie wiem, czemu niektórym te rajstopy aż tak przeszkadzają.
          Przecież mężczyźni latem też noszą do pracy garnitury (może z cieńszych
          materiałów), koszule i pełne buty.
          To dlaczego siedząca przy sąsiednim biurku koleżanka nie może wytrzymać w
          pończochach i pantofelkach z zakrytymi palcami ?
          • turzyca Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:30
            magdalaena1977 napisała:

            > pinupgirl_dg napisała:
            >
            > > Jedyne, co budzi mój sprzeciw to wymóg noszenia pończoch czy rajstop w up
            > alne
            > dni,
            > > chociaż też to rozumiem. Może w biurze jest klimatyzacja, ale
            > > trzeba jakoś do niego dotrzeć albo uprawiać jogę w toalecie?
            > Nie wiem, czemu niektórym te rajstopy aż tak przeszkadzają.
            > Przecież mężczyźni latem też noszą do pracy garnitury (może z cieńszych
            > materiałów), koszule i pełne buty.
            > To dlaczego siedząca przy sąsiednim biurku koleżanka nie może wytrzymać w
            > pończochach i pantofelkach z zakrytymi palcami ?


            A mialas kiedys na sobie porzadny meski garnitur letni? To cholerstwo chlodzi!
            Rajstopy/ponczochy moga wywolywac sprzeciw o tyle, ze to paskudny kawal
            sztucznosci i do tego przylegajacy do nogi. Zastanawiam sie, czy jedwabne
            ponczochy grzeja...
    • magdalaena1977 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 19:44
      Ja bym odróżniła dwie rzeczy

      1. taki prawdziwy sztywny dresscode "obcasy do 5 cm, spódnic 1 cm za kolano,
      rajstopy Visione"

      2. konieczność ubierania się do pracy w sposób odpowiedni do zajmowanego stanowiska.

      I całym sercem jestem za tym drugim i jak najbardziej to praktykuję. U mnie w
      pracy nie ma dresscodu, ale wszyscy pracownicy (a raczej pracownice) na
      odpowiedzialnych stanowiskach ubierają się tak jak trzeba. I niekoniecznie muszą
      to być kostiumy, mogą być np. odpowiednie sweterki, sukienki, spodnie ... Ale
      generalnie nikomu nie widać pępka, nikt nie nosi koszulek na ramiączka (bez
      żakietu), nie ma butów jak dla tirówki, dżinsy bardzo rzadko i na mniej formalne
      dni. I ten sposób ubierania się to raczej kwestia sensownego dostosowania do
      reszty koleżanek, oceny własnej figury
      Problemem natomiast są sekretarki, którym co roku latem trzeba przypominać, że
      "przepaska na biust plus przepaska na biodra plus klapki" to nie jest strój do
      pracy i obsługiwania klientów.

      I zastanawiam się, czy firmy, które wprowadzają taki sztywny dresscode nie miały
      zbyt wielu negatywnych doświadczeń z pracownikami ubranymi w sposób niestosowny.
    • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 20:46
      mnie az mrozi na slowa "dress code"...
      traktuje je jako zapach ma moja wolnosc osobista ;)
      i mysle, ze mialabym wielkie klpoty, zeby zaaklimatyzowac sie w pracy, gdzie
      bylyb sztywne wymagania na temat stroju.
      na cale szczescie u mnie w pracy nie ma zadnych wymagan (taka specyfika zawodu)...
      ... i coraz czesciej sie zastanawiam, ma jak duzo ten fakt mial wspolnego w moim
      wyborem pracy... ;)
      • madzioreck Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 20:47
        kura17 napisała:

        > mnie az mrozi na slowa "dress code"...
        > traktuje je jako zapach ma moja wolnosc osobista ;)
        > i mysle, ze mialabym wielkie klpoty, zeby zaaklimatyzowac sie w pracy, gdzie
        > bylyb sztywne wymagania na temat stroju.

        Jak też dokładnie tak to odbieram, ale cóż, mogę co najwyżej zmienić pracę, a u
        mnie w miarę płacą ;P Czasem w ramach buntu idę do pracy w dużych koralach albo
        z czerwonymi paznokciami :)
        • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:39
          Madzioreck, ale ja mysle, ze bym w takiej pracy nie wytrzymala :(
          u mnie nie praca za dobrze (ale rozsadnie), a w dodatku bardzo lubie to, co
          robie. nie

          pamietam, jak znajomy opowiadal mi, jakie zasady "ubiorowe" panuja w city banku,
          gdzie pracuje (to bylo daaaaaaaaaaawno temu). i pamietam swoje swiete oburzenie,
          gdy z duma powiedzial mi, ze kobiety musza chodzic w stanikach i musza golic
          nogi pod rajstopy... i maja to w umowie o prace...
          ... no nie podpisalabym takiej umowy... (chyba, ze bym musiala, nie jestem taka
          idealistka, zeby z powyzszych powodow moje dzieci musialy glodowac...)
          • madzioreck Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:49
            kura17 napisała:

            > Madzioreck, ale ja mysle, ze bym w takiej pracy nie wytrzymala :(
            > u mnie nie praca za dobrze (ale rozsadnie), a w dodatku bardzo lubie to, co
            > robie. nie

            Ja też ledwo wytrzymuję, ale akurat dress code jest najmniejszym z problemów...
            Nie cierpię swojej pracy, ale na razie muszę tam wytrzymać. Na szczęście w mojej
            firmie nie maja aż takich absurdalnych wymagań, jak golenie nóg, po prostu ma
            być biała bluzka, spodnie w kant, kostium czy coś takiego, żadnych dżinsów czy
            swetrów, dyskretny makijaż. I tak trochę mnie to ogranicza, ale z drugiej strony
            - traktuję to jak mundur, każą - to noszę, jestem w pracy.
            • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:23
              czy dobrze zrozumialam, ze jest obowiazek makijazu? bez nie mozna?...

              Madzioreck, szukaj lepszej pracy :)

              > I tak trochę mnie to ogranicza, ale z drugiej strony
              > - traktuję to jak mundur, każą - to noszę, jestem w pracy.

              o wlasnie... "kaza"... kolejne slowo, ktorego nie znosze ;)
                  • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:35
                    Problem polega na tym, że część ludzi nawet by Cię w tym pióropuszu nie
                    wysłuchała - ich strata, pewnie tak, ale i Twoja. Jak dla mnie też fachowiec
                    może być w powyciąganym swetrze i tłustych włosach, jeśli może zrobić to o co
                    proszę. Ale dla innych takie rzeczy mają znaczenie, albo przynajmniej są mile
                    widziane.
                    • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:40
                      wlasnie sie zastanawiam, jak takie stawianie sprawy (MUSI byc "estetycznie", nie
                      tylko fachowo - to skrot myslowy, oczywiscie) ma sie do rzeczywistej jakosci uslug.
                      tzn, czy gdyby pozwolic fachowcom "byc soba", to jakosc dostepnych uslug by sie
                      poprawila...
                      ... ja mam wrazenie, ze tak.

                      tylko trzeba by sie wyzbyc "dziwnych" oczekiwan w stosunku do fachowca - zeby
                      nie tylko znal sie na rzeczy, ale jeszcze "nie draznil" naszego poczucia estetyki ;)
                    • joankb Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:49
                      A nie koleżanko. Taki problem mnie nie dotyczy. Miewam problemy z sekretarkami,
                      z ich szefami niemal nigdy. Pióropusz przywołałam dla ostrzejszego obrazu, ale
                      oprócz pominąwszy pióropusz to bywałam u najpoważniejszych klientów wyciągnięta
                      z budowy, z działki, znad jeziora, z randki też. I liczyło się to co umiem, dziś
                      i teraz.
                    • magdalaena1977 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 23:07
                      pinupgirl_dg napisała:
                      > Jak dla mnie też fachowiec może być w powyciąganym swetrze i
                      > tłustych włosach, jeśli może zrobić to o co proszę.
                      Mnie przeszkadza współpraca z ludźmi, którzy śmierdzą - tzn. nie myją się lub
                      nie piorą ubrań. Uważam, że w dzisiejszych czasach nie jest to żaden wydatek,
                      zwłaszcza że firmy, gdzie człowiek naprawdę się brudzi , zapewniają często
                      mydło, pralki i prysznice.
                      • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 23:15
                        Hmmm... nie wymagam od mechanika, który właśnie wyszedł spod auta że będzie
                        czysty i pachnący :). Ale oczywiście w urzędzie, banku to inna sprawa. Chociaż
                        jestem w stanie wszystko wybaczyć (chyba że chciałabym się z tym kimś całować ;)
                        ) o ile ten ktoś jest w stanie załatwić coś dla mnie ważnego, to fakt.
                • plica Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 18:43
                  pinupgirl_dg napisała:

                  > Chyba w każdej pracy która wiąże się z kontaktem z klientami jest? Nawet, jeśli
                  > "niepisany".

                  nikt tego ode mnie nie wymagal jeszcze. widac pracodawcy polegaja na moim "wyczuciu" :) a moze nie maja odwagi zwrocic mi uwagi? a moze maja to w nosie? a moze wola mnie ubrana jak ubrana niz kogos innego w bialej bluzce? az chyba w poniedzialek zapytam :)
          • kuraiko Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:56
            no wiesz, urzędniczka bankowa z ciemnymi włosami na nogach i
            widocznymi przez bluzkę brodawkami (tudzież opadniętym biustem) nie
            wyglądałaby zbyt profesjonalnie dla klienta, jak sądzę...
            a widocznie nie dla wszystkich kobiet ogolenie nóg i założenie
            stanika było oczywiste, więc pewnie dlatego wprowadzono ten zapis.
          • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:58
            >musza golic nogi pod rajstopy... i maja to w umowie o prace...

            Niestety same sobie zgotowałyśmy ten los. Ja nie pamiętam czasów, gdy włosy na
            nogach nie były niczym dziwnym. Obserwowałam kiedyś wątek na forum (nie
            "naszym"), założycielka zauważyła kobietę w autobusie z nieogolonymi pachami i
            nogami... przez bite dwa miesiące forumki miały powód do "bleee", "blaaah",
            "zwymiotuję"... wątek cieszył sie sporą popularnością... Osobiście interesują
            mnie raczej moje nogi (wydepilowane), no i jeszcze męskie łydki (nie,
            niedepilowane :) ), ale dla niektórych nogi kobiety w banku to widać sprawa
            życia lub śmierci....
              • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:28
                Wiesz, z mogą jest tak, że lubi przechodzić ze skrajności w skrajność ;). Kto
                wie, może kiedyś... o ile na facetów wychowanych na CKMie spuszczę zasłonę
                milczenia, to z naszej strony to czysta hipokryzja. Chyba każda chyba conajmniej
                raz w życiu miała "jeżyka" na nogach...
                • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:37
                  hipokryzja nawet tak bardzo mi nie przeszkasza, ludzka jest

                  ale ostracyzm przeszkadza mi, i to bardzo.
                  a mysle, ze te rzeczy, o ktorych powyzej piszemy, powoduja pewien, dosc ostry
                  nawet, ostracyzm spoleczny.

                  a przeciez to, jak napisalas, tylko MODA.
                  o ile golenie pod pachami mozna jeszcze tlumaczyc higiena, to na nogach juz
                  nie... tak samo jest z makijazem, czy noszeniem stanika... niczym nie godzi w
                  nasze poczucie wolnosci, ale wkraczamy w wolnosc innych, takie a nie inne normy
                  im narzucajac (tzn narzucajac same sobie w wielu przypadkach).

                  ile z nas potrafi sie tym normom "przeciwstawic" (tzn bierny opor, czyli nie
                  poddawanie sie tymze normom)?
                • plica ogolone nogi 11.01.09, 19:03
                  Chyba każda chyba conajmnie
                  > j
                  > raz w życiu miała "jeżyka" na nogach...
                  >

                  ostatnio zabawiam sie ankietą "czy przez nieogolone nogi nie poszlas z kims do lozka, mimo, iz mialas na to duza ochote" oraz to samo pytanie w wersji meskiej "czy wiesz, o kobiecie, ktora nie poszla z toba do lozka z powodu niewydepilowanych nog" :)
                  odpowiedzi twierdzacych wcale nie jest tak mało ....
      • joankb Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:02
        Ja też. Nie noszę ostrych kolorów, nie lubię zbyt krótkich mini, nie chodzę do
        pracy w koszulce na ramiączkach, w przezroczystej też nie :)). Ale nie umiem
        pracować w uniformie. Zresztą specyfika pracy taka, że na rożne części dnia ten
        uniform musiałby być skrajnie inny.
        No i charakterek mam do tego taki, jaki mam.
        W ostatnim miejscu pracy był to jeden z tematów, które to ja poruszyłam w
        rozmowie wstępnej, wiedziałam, że nie chcę się stosować do takich wymagań :)). I
        w końcu poszłam gdzie indziej.
        U innych też nie cierpię... Zmieniłam swego czasu bank. Ja nie mam pamięci do
        twarzy, a tam wszyscy wyglądali jednakowo, nigdy nie mogłam się połapać z kim
        ostatnio rozmawiałam.
        U handlowców, którzy nawiedzają mnie tabunami - też nie lubię i pominąwszy
        kwestie ekonomiczne, zlecenie dostanie ten, który czymkolwiek się wyróżnia.
        Innym tekstem albo choć innym ubiorem...
        Reszta zlewa mi się w taką bezkształtną masę...
      • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:03
        > mnie az mrozi na slowa "dress code"...
        > traktuje je jako zapach ma moja wolnosc osobista ;)

        Trochę się dziwie... nie wiem, jak to jest ale pamiętam, że w mojej ex szkole
        uczniowie bardzo chcieli mundurków ale... rodzice nie, tłumacząc to właśnie w
        ten sposób :). A byliśmy wtedy w okresie ostrego buntu ;). Wydaje mi się, że to
        jest wygodne, nie trzeba się zastanawiać co na siebie włożyć, nie ma problemu "o
        kurcze, za bardzo się wystroiłam" czy "wyglądam przy nich jak szara myszka" bo
        wszystko jest z góry określone.

        Moja mama pracowała w firmie, gdzie teoretycznie nie obowiązywały żadne ostre
        zasady, za to szefostwo komentowało złośliwe jej ubiór cokolwiek by nie
        założyła. Nie pasowały im m.in. brązowe czułenka na 3 cm obcasach (bo jest "taka
        potężna"), duża czarna torebka na ramie bez żadnych dziwnych fajerwerków itd
        itd... docinki nt wzrostu były na porządku dziennym...
        • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:35
          ja nie mam tego typu problemu w pracy. tutaj naprawde nikogo nie obchodzi, jak
          ludzie sie ubieraja.
          i nie komentuje sie tego, ani cicho, ani glosno.

          sa najrozniejsze "oryginaly", jakos tam sie wyrozniajace strojem (w
          najrozniejszy sposob), ale wiekszosc to "szara masa".
          i nie sadze, aby ktos zauwazal nawet, jaki obcas ktos nosi ;)

          ale tak jak mowie - wiem, ze to jest wyjatkowa sytuacja i naprawde jestem
          serdecznie wdzieczna mojemu aniolowi strozowi, ze mnie do takie pracy zaprowadzil ;)

          mojego stroju nie trakruje nawet jako wyrazu buntu, charakteru, itp itp.
          traktuje go jako moja prywatna sprawe i bardzo bym chciala, zeby inni tez tak to
          traktowali :)
          • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:48
            Nie o to mi chodziło. Chciałam przez to powiedzieć, że i bez oficjalnego dress
            code praca może być koszmarem, jeśli się trafi na chamstwo. Nie było wymagań w
            tej firmie, szefowa była bardzo niska i nosiła 10cm szpile, poprostu na każdym
            kroku szef chciał zauważyć, że trzeba być mutantem zeby mieć powyżej 170cm
            wzrostu. Gdyby powiedzieli, że takie a takie pantofle są nie na miejscu mama by
            się nie przejeła.
      • magdalaena1977 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:01
        kura17 napisała:

        > traktuje je jako zapach ma moja wolność osobista ;)
        Ale to przecież wybór takiego pracownika (zwłaszcza, że mówimy o osobach, które
        mają jakiś wybór).
        Decydując się na konkretną pracę trzeba się liczyć z różnymi plusami i minusami.
        Zostajesz marynarzem dalekomorskim - nie ma cię w domu miesiącami, chirurgiem -
        trzeba pełnić dyżury w szpitalu, żołnierzem - musisz nosić mundur. A jak chcesz
        być np. doradcą finansowym w dużej firmie itp. to praca w podartych dżinsach odpada.

        > ... i coraz czesciej sie zastanawiam, ma jak duzo ten fakt mial wspolnego
        > z moim wyborem pracy... ;)
        No właśnie.
        • joankb Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:21
          Nie mówimy o podartych dżinsach. W ogóle mówimy chyba o dwóch rodzajach
          stawianych wymagań. Jedne z nich to prawie wojskowe mundurki - określony w
          najdrobniejszych szczegółach i kolor i krój i wysokości obcasów, ubiory wręcza
          zamawiane przez pracodawcę w jednej firmie. Drugi to ramy, wykluczenie tego,
          czego się nosić nie powinno. Spisane raczej jako kodeks dobrej praktyki, nie
          regulamin.
          Mundurkom mówię nie, w drugim przypadku czasem rozumiem. Ja się nie stosuję -
          ale ja na szczęście mam wybór.
      • plica Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 18:37
        kura17 napisała:

        > mnie az mrozi na slowa "dress code"...
        > traktuje je jako zapach ma moja wolnosc osobista ;)
        > i mysle, ze mialabym wielkie klpoty, zeby zaaklimatyzowac sie w pracy, gdzie
        > bylyb sztywne wymagania na temat stroju.
        > na cale szczescie u mnie w pracy nie ma zadnych wymagan (taka specyfika zawodu)
        > ...
        > ... i coraz czesciej sie zastanawiam, ma jak duzo ten fakt mial wspolnego w moi
        > m
        > wyborem pracy... ;)

        mam calkiem podobnie. chyba ucieklabym z krzykiem z miejsca z bialymi koszulami. ja wole czerwone i czarne :)
    • po.rzeczka Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:39
      Byłam kiedyś na szkoleniu dla teleankieterów i padło tam,że w dżinsach można
      przychodzić tylko w piątek ze względu na elegancki biurowiec i pracowników
      innych firm spotykanych w windzie. A pracowało się w ciasnym pokoiku pełnym
      komputerów w gronie studentów zalewających sobie gorące kubki.Tego to ja nie
      zrozumiem,że kogoś,z kim łączy mnie praca w 1 budynku zniesmaczą moje dżinsy.
    • masza.s co myślę? 10.01.09, 22:39
      W szkole nie mam mundurków. Czasem żałuję - styl brytyjski, tj. college style
      bardzo mi się podoba.

      Dress code w niektórych zawodach uważam za niezbędny, ale raczej rozumiany
      bardziej ogólnie niż szczegółowy krój ubrań. Wyobrażam sobie, że można ubierać
      się zgodnie z dress code'm bardzo dobrze, elegancko i modnie.

      Mój zawód raczej tego nie będzie wymagał.
      • joankb Re: co myślę? 10.01.09, 23:21
        A mnie płacą za myślenie. Błyskawiczne czasem. A ja myślę w niektóre dni lepiej
        jak nie jestem ani elegancka, ani modna.
        Nie akceptuję tych wymagań - przeszkadzają mi. Masz pojęcie jak pracuje się w
        stresie?? Niekiedy potrafię w marynarce, a niekiedy mi rękawy zawadzają,
        mentalnie zresztą.
        • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 01:31
          joankb napisała:
          > A mnie płacą za myślenie.
          Mnie też. I chyba większość zawodów, których dotyczy dress code to te gdzie
          wykonuje się za pracę umysłową.
          Specjalny strój dla pracownika fizycznego nie budzi tu jakichś oporów.

          > A ja myślę w niektóre dni lepiej jak nie jestem ani elegancka, ani modna.
          IMHO bycie fachowcem (umysłowym) polega na tym, że jest się w stanie wykonywać
          pracę kreatywnie mimo niesprzyjających okoliczności. Nawet jak jest gorąco czy
          duszno, a zmęczenie daje w kość. Także w pośpiechu i nerwowej atmosferze. Nie
          tylko w rozciągniętym dresie, ale także w kostiumie i szpilkach.

          IMHO trudności z pracą w określonym ubraniu to ograniczenie i zupełnie nie wiem,
          dlaczego niektóre osoby wręcz się tym chlubią.
          Dotyczy to szczególnie informatyków, którzy czasami twierdzą jak to potrzebują
          do pracy odpowiedniego wygodnego stroju. A ja mam ochotę powiedzieć coś w stylu
          "stary, co z ciebie za fachowiec, jeśli byle garniak wpływa na Twoje myślenie".
            • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 12:06
              Jak cię widzę tak cię piszą .... można z tym walczyć, ale to (nie)stety bardzo
              ludzkie i trudno mi uwierzyć, że Ty jesteś "ponad tym" :). Każdy człowiek stara
              się po wygladzie ocenić, z kim ma do czynienia. Strój to nie tylko nędzma
              szmatka okrywająca naszą cielesną powłokę, ale też nasz sposób wyrażania. Można
              swoim strojem powiedzieć "wiem, po co tu przyszłam, jestem fachowcem, potrafię
              się ubrać w zależności od sytuacji, okazuję Ci szacunek moim eleganckim stojem",
              można powiedzieć "słucham hip-hopu i jestem za legalizacja" i jeszcze parę
              innych rzeczy.
              • tfu.tfu Re: co myślę? 11.01.09, 12:31
                a ja wiem, że można pracować na uniwersytecie, mieć włosy w 2 kolorach
                (konkretnie czerwonym i niebieskim!)i NIKOMU to nie będzie przeszkadzać :) tak,
                w Glasgow tak jest. 40-stopniowych upałów tu nie ma, każdy supermarket/sklep ma
                "uniform", banki też szyją dla pracowników uniformy. racja. ALE NIKT NIKOGO NIE
                OCENIA PO UBIORZE I FRYZURZE!!!!
                to ocenianie to jakaś nasza polska przypadłość chyba :/ samoocenę podnosi? z
                kompleksów ma leczyć? nie wiem. ale w Polsce każdy jest za gruby/za chudy/ źle
                ubrany/pryszczaty/ma krzywe nogi/borsuka itp. itd.
                niech ma! niech będzie taki, jaki jest! co innym do tego? :/
                nie, nie idealizuję obczyzny. ale jak pisała kura: serio, czasem wystarczy
                pomieszkać poza Polską, żeby móc odetchnąć pełną piersią, bo są na świecie
                miejsca, w których nikt nie oceni nas po tym jak wyglądamy. (:
                • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 12:36
                  no dokladnie, Tfu.Tfu! dzieki za ten wpis, bo myslalam, ze sie nagle wn jakims
                  matrixie znalazlam ;)

                  moge sie pod tym w 100% podpisac. i podac wiele podobnych przykladow.
                • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 12:41
                  > bo są na świecie
                  > miejsca, w których nikt nie oceni nas po tym jak wyglądamy. (:

                  Nie jestem taka światowa, ale szczerze w to wątpie :)

                  > a ja wiem, że można pracować na uniwersytecie, mieć włosy w 2 kolorach
                  > (konkretnie czerwonym i niebieskim!)i NIKOMU to nie będzie przeszkadzać :)

                  Tak jest też w Katowicach, ale to środowisko rządzi się swoimi prawami. My rozmawiamy o instutucjach, gdzie dress code obowiązuje, a nie o tym, ze profesorowie, doktorzy i grabarze mogą nosić co zechcą :).
                  • tfu.tfu Re: co myślę? 11.01.09, 12:59
                    oj, no ale był wpis o tym, jak to wygląd wpływa na ocene kwalifikacji ;)
                    a nie powinien. dlaczego? bo jak idę w ściuchanych ogrodniczkach do banku po
                    kasę (własną!) to ma mnie tam obsłużyc kompetentny pracownik, i gdzieś mam, czy
                    panienka z okienka ma białą bluzkę czy tipsy :) ma mnie szanować jako człowieka
                    i klienta, tak jak ja ją szanuję jako człowieka i osobę, która mi ułatwi życie,
                    bo wykonuje swoja pracę dobrze.
                    "światowość" nie ma tu nic do rzeczy, to tylko szacunek dla drugiego człowieka i
                    jego odrębności. :)
                      • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:09
                        pinupgirl_dg napisała:


                        > ... który wyrażamy strojem i zachowaniem

                        opisalam juz gdzies w tym watku, z jakim szacunkiem potraktowala mnie pani w
                        banku, wyrazajaca dla mnie ogromny szacunek swoim strojem...

                        mam wrazenie, ze to "wyrazanie szacunku strojem" to gornolotne okreslenie tego,
                        ze to jest jedyny sposob wyrazenia szacunki, jaki sie dostanie...
                        ze wielu osobom dress code w ogole nie kojarzy sie z szacunkiem do drugiego
                        czlowiek, tylko z wymogami pracy, ewentualnie z powiedzeniem "jak cie widza, tak
                        cie pisza". i tyle, nic glebszego tam nie ma.

                        1001 razy wole szacunek wyrazony slowami/zachowaniem, niz ten wyrazony strojem.
                        zwlaszcza, ze czesto (to moje doswiadczenia) jest to jedyny sposob wyrazenia
                        tegoz...
                        • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:16
                          > mam wrazenie, ze to "wyrazanie szacunku strojem" to gornolotne okreslenie tego,
                          > ze to jest jedyny sposob wyrazenia szacunki, jaki sie dostanie...
                          > ze wielu osobom dress code w ogole nie kojarzy sie z szacunkiem do drugiego
                          > czlowiek, tylko z wymogami pracy, ewentualnie z powiedzeniem "jak cie widza, ta
                          > k
                          > cie pisza". i tyle, nic glebszego tam nie ma.

                          Oczywiście, Wy też to tak widzicie, ja to widzę inaczej. Gdy ubieram się na egzamin (dopiero niedawno dojrzałam do tego) to nie robię tego dlatego, bo muszę. Gdybym poszła w zaplamionym podkoszulku też by mnie nikt nie oblał, tzn nie z tego powodu :). Ale dlatego, bo widzę że nauczyciel który na codzień wygląda jak "idz po wino i nie wracaj" też sie wysilił i założył ten krawat...

                          Wiadomo, że strój to pierwszy sygnał, jaki wysyłamy, za nim powinny pójść nasze gesty i słowa. Z czasem "pierwsze wrażenie" nie ma już znaczenia, ale to nie zmienia faktu, że gdy obsługuje mnie pani niestosownie ubrana, żująca gumę itd to czuję się na starcie olana.
                          • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:23
                            a dla mnie wlasnie slowa, gesty, zachowanie to ten pierwszy wysylany sygnal. to
                            one tworza pierwsze wrazenie. tak mam :)

                            owszem, czasem stroj potrafi sie "wedrzec" na pierwsze miejsce, ale musi w nim
                            byc cos mnie "szokujacego" (i nie chodzi o ekstrawagancje, czy abnegacje!). na
                            przyklad, jak widze, przy 10-stopniwym mrozie, kobiete w autobusie w kurteczce
                            odslaniajacej nerki, to jednak moje pierwsze wrazenie na jej temat JEST
                            formowane na podstawie stroju...

                            wiesz, ja nie zawsze tak mialam (z tym nieocenianem po wygladzie). chyba
                            pierwsza lekcje na ten temat dostalam, gdy bardzo zaprzyjaznilam sie z osoba, o
                            ktorej w pierwszej chwili pomyslam "o jezu" na podstawie jej wygladu wlasnie...
                            ucze sie ciagle na wlasnych bledach :)
                            • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:31
                              > a dla mnie wlasnie slowa, gesty, zachowanie to ten pierwszy wysylany sygnal. to
                              > one tworza pierwsze wrazenie. tak mam :)

                              Ale zwykle zanim usłyszymy słowa to z reguły najpierw tego kto je wypowiada
                              zobaczymy :). To pierwsze wrażenie trwa chwilę i często bywa mylące - to prawda.
                              Tyle, że z panią w banku poza wymianą uprzejmości raczej nie będę miała okazji
                              porozmawiać (chyba, że w Polbanku, gdzie spędzam dłuuugie godziny bo co chwilę
                              wiesza im się system :D ).
                              • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:35
                                jesli kogos TYLKO widze, to staram sie powstrzymac od jakichkolwiek opini na
                                jej/jego temat...

                                ... no chyba, ze jest to jakas osoba, ktora robi na mnie wyjatkowe wrazenie, hm,
                                sensualne, to wtedy, oczywiscie, nie powstrzymuje sie przynajmniej od
                                pofantazjowania na jej temat... ;)

                                a co do pani w banku - przeciez MASZ z nia do czynienia, nawet jesli krotko,
                                mozesz ja ocenic za fachowosc, szybkosc, mile zachowanie przy dokonywaniu
                                tranzakcji.
                                • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:42
                                  > a co do pani w banku - przeciez MASZ z nia do czynienia, nawet jesli krotko,
                                  > mozesz ja ocenic za fachowosc, szybkosc, mile zachowanie przy dokonywaniu
                                  > tranzakcji.

                                  Po pierwse nikogo nie chcę oceniać, zwłaszcza że na pracy w banku znam się jak
                                  kot na kwaśnym mleku :). A jej zachowanie itd pewnie są równie wymuszone jak strój.
                                  • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:51
                                    chodzilo mi o jej ocene w sprawie obslugi klienta, czyli Ciebie ;)

                                    moze zachowanie jest wymuszone, ale fachowosc juz nie. poza tym takie wymuszone
                                    zachowania na ogol wyczuwa sie na odleglosc, i naturalne mile podejscie do
                                    klienta tez.
                          • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:06
                            na niektórych uczelniach potrafią oblać z powodu stroju, obniżyć
                            ocenę, wymowne spojrzenia to na porządku dziennym. sorry, ale jakie
                            to "wyrażenie siebie" jak dziewczyna na egzamin przychodzi w zwykłym
                            codziennym stroju (dżinsy, bluza na suwak)? raczej ignorancja, a
                            nie "bunt" i bycie "ponad to". no a wykładowca niekoniecznie musi
                            być "ponad to", bo może stwierdzić, że nie okazała mu szacunku swoim
                            swobodnym strojem.
                            • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 17:50
                              o ile dobrze rozumiem, na egzaminie ocenia sie WIADOMOSCI, a nie szacunek do
                              wykladowcy? w dodatku mierzony kryteriami, co do ktorych nikt nie uzgadnial regul...
                              • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 18:00
                                chyba jednak dobrze rozumiesz, kuro17 :). Mnie się wydaje, że kuraiko
                                marginalnym sytuacjom chce nadać cechy normy, a to jednak zawsze będą zdarzenia
                                marginalne. Studenci bardzo różnie ubierają się na egzaminy i za brak
                                odpowiedniego stroju się nie oblewa, tylko za brak odpowiednich wiadomości.
                                • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 18:27
                                  Zdarza sie, ze oblewa sie za brak wlasciwego stroju. I to zgodnie z regulaminem
                                  uczelni. Popatrzcie na regulamin AM w Gdansku -
                                  niewlasciwy stroj na egzaminie moze byc uznawany za zlamanie punktow 9.5 i ew.
                                  9.3. Regulaminu UW nie linkuje, bo jest kiepski do linkowania (PDF), ale mozna
                                  uznac niewlasciwy stroj na egzaminie za zlamanie punktu 14.1.b.
                                  Ja osobiscie mam mieszane uczucia, bo z jednej strony trudno tego nie nazwac
                                  czepialstwem, z drugiej jesli profesor przychodzi na egzamin w garniturze, a
                                  studentka w topie na ramiaczkach i szortach, bo upal, to cos jest nie tak. A
                                  niestety wielu osobom nie starcza wlasnego pomyslunku. Jakby nie mozna wziac
                                  rzeczy na zmiane i przebrac sie w odpowiednim momencie.
                                  • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 18:38
                                    A co to jest 'właściwy' strój na egzamin? ;)

                                    Szczerze powiedziawszy gdybym była wykładowcą to z góry określiłabym
                                    jako 'właściwy' strój dowolny bo nie obchodziłoby mnie co studenci
                                    mają na sobie tylko co mają w głowie :)
                                      • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 19:54
                                        no cóż, ale czasem są takie zasady. ja słyszałam o skreśleniach z
                                        listy za siedzenie na podłodze korytarza (prestiżowa uczelnia na
                                        Śląsku), nawet na mojej prywatnej uczelni krzywo patrzono kiedy
                                        jakiś student siedział na ćwiczeniach w czapeczce.
                                        do tego wykładowcy na ogół chodzili w garniturach/marynarkach. na
                                        egzaminie tak samo.

                                        ok, pewnie że można sobie przyjść w japonkach i kolorowym kusym
                                        stroju, ale to już wtedy nasz problem jak się narazimy wykładowcy.
                                    • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 19:22
                                      satia2004 napisała:

                                      > A co to jest 'właściwy' strój na egzamin? ;)

                                      A tu sie odzywa sv. ;) Wlasciwy czyli dostosowany do okolicznosci - juz kierunek
                                      to warunkuje, czasem wrecz przedmiot, czesto wykladowca, bo inaczej sie czlowiek
                                      zachowuje na egzaminie u dystyngowanego dzentelmena majacego lat 80, inaczej u
                                      mlodej pani profesor, ktora sama nosi dzinsy i sweter - nawet jezyk rozmowy
                                      bedzie odmienny, a stroj tym bardziej.
                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 19:17
                                    No nie wiem jak się do tego odnieść. Skoro piszesz, że rzeczywiście ktoś został
                                    oblany z powodu wyglądu, to na pewno masz rację, ja się z tym nie spotkałam.
                                    Z tym regulaminem to w ogóle ciekawa sprawa. Wg mnie zasady współżycia
                                    społecznego łamałoby przyjście na egzamin w bikini, a nie w swetrze zamiast
                                    białej koszuli (chyba, że w ewidentnie brudnym swetrze - ale też nie wyobrażam
                                    sobie wykładowcy, jak mówi - nie zdał pan, bo pan przyszedł w brudnym swetrze).
                                    Ciekawe, jak uczelnia interpretuje taki przepis.
                                    Mimo wszystko myślę, że w kwestii naszych rozważań dress code to jednak coś
                                    więcej - to jest wyraźne stwierdzenie co powinno, a czego nie powinno się nosić.
                                  • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 19:46
                                    hehe, a co jak to profesor pojawia sie w stroju "niezgodnym z konwenansem"?...

                                    na mojej obronie jeden z recenzentow byl we flanelowej koszuli w krate, a
                                    przewodniczacy komisji w marynarce przetartej na lokciach... cala reszta byla
                                    pod linijke ;)

                                    jeszcze fajniej bylo na obronie mojego meza (na uczelni amerykanskiej). glowny
                                    recenzent przygnal zziajany w kolarkach i podkoszulku na ramiaczkach, spocony,
                                    bo na uniwersytet dojezdzal na rowerze, a pod gorke bylo calkiem stromo... w
                                    dodatku przez cala obrone trzymal nogi na stoliku przed soba, a nagle
                                    oswiadzczyl, zeby moj maz juz konczyl swoje wystapienie (a czas mu sie jeszcze
                                    nie konczyl), bo on zaraz musi wyjsc, bo jest w lawie przysieglych w sadzie...

                                    mielismy ich oblac?...
                                    • samo_zloto Re: co myślę? 11.01.09, 19:55
                                      > na mojej obronie jeden z recenzentow byl we flanelowej koszuli w krate, a
                                      > przewodniczacy komisji w marynarce przetartej na lokciach... cala reszta byla
                                      > pod linijke ;)

                                      jakby tak ktoś na mojej obronie się pokazał, pomyślałabym, że ma mnie i moją
                                      pracę głęboko w nosie. miło? nie.
                                      • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:07
                                        samo_zloto napisała:


                                        > jakby tak ktoś na mojej obronie się pokazał, pomyślałabym, że ma
                                        > mnie i moją pracę głęboko w nosie. miło? nie.

                                        alez on mi napisal piekna recenzje, na kilka stron; widac bylo, ze moja prace
                                        przeczytal, chyba nawet kilkan razy. dyskutowalismy nad kikoma punktami bardzo
                                        zazarcie na obronie. nawet prace mi zaproponowal. w jego zachowaniu (nie w
                                        stroju) nie bylo NIC, co wskazywaloby, ze ma mnie i moja prace gleboko w nosie.
                                        wrecz przeciwnie.
                                        i co? mialam przekreslic to wszytsko, co wskazywalo na jego zainteresowanie mna
                                        i moja praca, przez fakt, ze nie mial bialej koszuli i marynarki?
                                        naprawde tak myslisz?

                                        co wazniejsze?
                                        • samo_zloto Re: co myślę? 11.01.09, 20:14
                                          oczywiście, że ważniejsze, jak podchodzi do Twojej pracy, ALE w swoim poprzednim
                                          poście wcale o tym nie napisałaś, opisałaś jedynie jego wygląd podczas obrony. I
                                          do tego się odniosłam.
                                          • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:17
                                            a Ty nie zapytalas, tylko zawyrokowalas o jego braku szacunku...

                                            wlasnie tak to jest u wiekszosci - najpierw sie patrzy na wyglad, a potem mysli
                                            o reszcie...
                                              • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:34
                                                czarne spodnie, biala bluzka, czarna marynarka. chyba jakas dosc odjazdowa
                                                bizuterie mialam. zero makijazu.

                                                na obrone swojej magistrantki mialam bluzke ecru, szaro-srebrno-zlota marynarke
                                                i chyba jakies jasne spodnie (lato bylo), ale zabij mnie, nie pamietam...
                                                aha i mialam super naszyjnik-obroze i branzoletke, obie rzeczy z takiej niby
                                                pasy perlowej z muszli

                                                a teraz ja z ciekawosci zapytam - czemu o to pytasz? i czy zdalam/oblalam jakis
                                                egzamin (bo odnioslam wrazenie, ze to Twoje pytanie bylo jakims egzaminem)
                                                • samo_zloto Re: co myślę? 11.01.09, 20:53
                                                  pytam, ponieważ chciałam się dowiedzieć, jak się ubrałaś- czy nie przejmowałaś
                                                  się żadnymi zasadami dotyczącymi stroju, czy wręcz przeciwnie. Żaden egzamin w
                                                  żadnym wypadku to nie był! :)
                                                  za dużo mi się myśli kłębi w głowie, żeby je tutaj jakoś zgrabnie przedstawić :/
                                                  uważam, że nie każdy strój na wszystkie okazje się nadaje. Czy sądzisz, że
                                                  inteligentny człowiek, jakim jest zapewne Twój promotor nie wie, że wypadałoby
                                                  ubrać się w coś innego niż flanelowa koszula? Raczej wie, ale jego wygoda i w
                                                  jakimś sensie abnegacja biorą górę. Ja rozumiem, że można nie chcieć na codzień
                                                  wtłaczać się w sztywne ramy dress code'u, wyobrażam sobie, że garnitur nie jest
                                                  najwygodniejszym strojem, ale od czasu do czasu poprostu wypada.
                                                  Tak, kiedy gdzies wchodzę, oceniam ludzi po wyglądzie. Pierwsze wrażenie jest
                                                  faktem. Kiedy mam 2 pracowników banku do wyboru, o pomoc poproszę tego
                                                  zadbanego, ponieważ będę miała większe zaufanie do niego, niż do osoby w
                                                  niedoprasowanej koszuli np. Nie znaczy to, że taka opinia jest stała.
                                                  Oczywiście, że najważniejsze są kompetencje, ale żeby się o nich przekonać,
                                                  potrzebna jest przynajmniej rozmowa, do której nie dojdzie, jeśli dany pracownik
                                                  mnie do tego zniechęci.
                                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 21:01
                                                    a nie sądzisz, że my tu trochę mieszamy dwa pojęcia? Narzuconego nam z góry
                                                    przez firmę wyglądu, oraz tego, co ogólnie wypada a co nie wypada? To, że nie ma
                                                    dress code nie znaczy, że ludzie nagle zaczną przychodzić do pracy w bieliźnie
                                                    :) I odwrotnie, dress code automatycznie nie zapewni, że pracownik będzie
                                                    schludnie wyglądał (vide któryś z dzisiejszych wpisów o informatykach w pewnej
                                                    firmie).
                                                  • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 21:35
                                                    ucayali napisała:

                                                    > a nie sądzisz, że my tu trochę mieszamy dwa pojęcia? Narzuconego nam z góry
                                                    > przez firmę wyglądu, oraz tego, co ogólnie wypada a co nie wypada? To, że nie m
                                                    > a
                                                    > dress code nie znaczy, że ludzie nagle zaczną przychodzić do pracy w bieliźnie
                                                    > :) I odwrotnie, dress code automatycznie nie zapewni, że pracownik będzie
                                                    > schludnie wyglądał (vide któryś z dzisiejszych wpisów o informatykach w pewnej
                                                    > firmie).


                                                    A nie masz wrazenia, ze te bardzo precyzyjnie okreslane dresscody biora sie z
                                                    braku zaufania, ze pracownik sam bedzie wiedzial, jak ma sie ubrac? Zostawmy na
                                                    boku wszystkie osoby, ktore nosza jakis rodzaj uniformu ze stewardessami
                                                    wlacznie. Ale jesli w normalnej firmie zdarza sie, ze ktos nie wie, jak sie
                                                    nalezy ubrac w danej sytuacji, to sie szefostwo firmy przed tym zabezpiecza. A
                                                    ze czasami w tych zabezpieczeniach brakuje zdrowego rozsadku to inna sprawa.
                                                    Tyle ze chyba praprzyczyna jest brak rozsadku pracownikow sklonnych pokazywac
                                                    kolczyk w pepku i zakladac sandaly do garnituru. A potem spirala sie nakreca.
                                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 22:08
                                                    turzyca napisała:
                                                    > Ale jesli w normalnej firmie zdarza sie, ze ktos nie wie, jak sie
                                                    > nalezy ubrac w danej sytuacji, to sie szefostwo firmy przed tym zabezpiecza. A
                                                    > ze czasami w tych zabezpieczeniach brakuje zdrowego rozsadku to inna sprawa.
                                                    > Tyle ze chyba praprzyczyna jest brak rozsadku pracownikow sklonnych pokazywac
                                                    > kolczyk w pepku i zakladac sandaly do garnituru. A potem spirala sie nakreca.

                                                    A mnie się wydawało, że dress code przywędrował do nas wraz z kulturą
                                                    korporacyjną a nie z powodu tego, że pracownicy w Polsce nie umieli ubrać się do
                                                    pracy, mogę się mylić ale chyba coś w tym jest.
                                                    I wiesz, mnie może sam ten dress code tak nie drażni (bo w sumie zgadzam się, że
                                                    strój powinien pasować do konkretnej sytuacji), jak to, co się z nim wiąże:
                                                    skodyfikowanie wszystkiego co się da, ludzie wyglądający tak samo, tak samo
                                                    mówiący i tak samo reagujący. Podam przykład: dzwoniąc na różne inforlinie,
                                                    ciężko się z kimkolwiek dogadać. Mówią formułki nie zdania, używają terminów
                                                    nieznanych przeciętnemu człowiekowi (używanych np. w danym znaczeniu tylko w tej
                                                    jednej firmie), i ja często odnoszę wrażenie, że to znów jest automatyczna
                                                    sekretarka. Często nie lepiej jest przy kontakcie osobistym i tu już żaden
                                                    garnitur nie pomoże, ja nie wiem jak z taką osobą rozmiawiać...
                                                    I jest jeszcze ten aspekt, który poruszyła kura17, że zbyt łatwo pozwalamy na
                                                    ocenę na podstawie powierzchowności. Jesteśmy trochę leniwi szufladkując od razu
                                                    ludzi na podstawie tego, co i za ile mają na sobie, i na ile przystają do
                                                    społecznych norm, które sami sobie narzuciliśmy.
                                                  • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 22:22
                                                    A czy ja mowie, ze tylko w Polsce ludzie sa nierozsadni (tudziez "nierozsadni")?
                                                    Moze dresscode w AIGu wynika z tego, ze w latach 60 w Holandii ktos zaczal
                                                    przychodzic w stroju hipisowskim i w zwiazku z odplywem klientow nieufajacych
                                                    doradcy bankowemu z dlugimi wlosami szefostwo firmy zdecydowalo sie na taki
                                                    krok? A potem to juz sie samo rozkrecilo.

                                                    Nie chce sie zaglebiac na nieswoje terytorium, ale ogolnie jakos musimy zyc i
                                                    orientowac sie w otoczeniu. Owszem optymalne byloby porozmawianie z dana osoba
                                                    tak dlugo by ustalic, jaka jest naprawde, ale tak sie nie da. Oceniamy wiec po
                                                    tym co dociera do nas jako pierwsze - po wygladzie, w dalszej kolejnosci po
                                                    sposobie mowienia i zachowania. A zdajac sobie z tego sprawe w jakis sposob to
                                                    wykorzystujemy i ksztaltujemy nasz wyglad tak, by przekazywac jakies informacje.
                                                    A ze zdarza sie, ze ludzie wykorzystuja to narzedzie do manipulacji (panowie z
                                                    zeptera) - to jeszcze inne zagadnienie i podwazanie z tego powodu sensu uzywania
                                                    kodu kulturowego jest rownie sensowne jak chec zakazania produkcji nozy
                                                    kuchennych, bo czasem ich ktos uzyje do zabijania. I jeszcze jedno - nie ma
                                                    jednego stroju dobrego w danej sytuacji, nawet na omawianych obronach. Przeciez
                                                    czym innym jest obrona na ASP a czym innym na WPiA, od absolwentow oczekuje sie
                                                    zupelnie innych umiejetnosci i zupelnie odmiennego miejsca w spoleczenstwie i
                                                    ich stroj, takze podczas obrony, moze byc tego wyrazem.
                                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 22:46
                                                    I to "się rozkręciło" jest dla mnie kluczowe... Smutne, ale pozwalamy na coraz
                                                    głębszą ingerencję w strefę naszej wolności. Korporacje regulują i "normują"
                                                    życie swoich pracowników w stopniu, o którym nikomu 20 lat temu się nie śniło.
                                                  • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 22:56
                                                    Na poczatku chcialam sie zgodzic. A potem mi sie odezwal nawyk zadawania pytan.
                                                    Gdzie sie nie snilo? I o jakim stopniu mowisz?
                                                    Przeciez to w Twoim pokoleniu byly dzieci chrzczone po cichu i bez wiedzy ojca,
                                                    bo mu grozilo za to wylecenie z pracy. Przeciez to Twoi rowiesnicy odkrywali
                                                    uroki zlobkow tygodniowych (w Polsce mniej, ale w NRD calkiem popularne
                                                    rozwiazanie). O roznych innych formach wplywania na pracownika nie bede wspominac.
                                                    A komu i kiedy grozila utrata pracy za niewlasciwe glosowanie w referendum?
                                                    Dlaczego miedzywojenna Polska miala akurat takie granice?
                                                    A dlaczego pewna nauczycielka u Agaty Christie zachowuje sie dziwacznie w czasie
                                                    ferii wakacyjnych? Czy nie dlatego, ze miala wpisane w warunki pracy zakaz
                                                    posiadania dzieci i/lub meza?

                                                    Przestanmy tworzyc z przeszlosci taka idylle.
                                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 23:13
                                                    A wiesz, że nie? przynajmniej nie do końca. A to dlatego, że nie znam prawie
                                                    nikogo kto traktowałby to poważnie. Oprócz funkcyjnych rzecz jasna, ale tych
                                                    było w moim otoczeniu prawie zero. Łamanie wszelkich głupawych zakazów i nakazów
                                                    było normą, wspierali Cię bliżsi i dalsi. To teraz, jeśli uważasz coś za
                                                    niesłuszne/śmieszne/głupie chórek dookoła będzie powtarzał "ależ tak musi być,
                                                    bo i bo i bo..." Wtedy była pogarda, przynajmniej pobłażliwo - prześmiewczy
                                                    stosunek do najlepszego z ustrojów, teraz nawiedzonych jest duuużo więcej.
                                                  • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 23:13
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Na poczatku chcialam sie zgodzic. A potem mi sie odezwal nawyk zadawania pytan.
                                                    > Gdzie sie nie snilo? I o jakim stopniu mowisz?

                                                    Trochę to nie fair na wątpliwości, dotyczące racji niektórych zmian w ostatnich latach, podawać jako odpowiedź okropności socjalizmu, albo jeszcze starszych czasów. To, że jest w wielu dziedzinach lepiej, nie znaczy, że jest idealnie i nie trzeba niczego zmieniać albo ulepszać. Przyjmowanie wszystkiego z Zachodu bez refleksji, nie jest receptą na zbawienie i wszechszczęśliwość.
                                                    Jestem też mniej więcej w wieku joankb i nie przypominam sobie, by trzeba było dzieci chrzcić po cichu.
                                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 23:30
                                                    Chrzcić to też nie pamiętam, chyba tuż po 56-tym. W rodzinie mojego kolegi było
                                                    parę dyskusji rodzinnych przed komunią (64-ty), bo ojciec był dyrektorem, ale
                                                    stanęło na tradycyjnym rozwiązaniu - i nic się nie wydarzyło. Dwa lata później
                                                    nawet nikt nie dyskutował.
                                                    Świadomie to ja pamiętam lata 70-te i później. I nijak ich nie rozpoznaję w
                                                    niektórych relacjach.
                                                    Aa to została mi niezgoda na ograniczenia :)), zdolność do ich omijania. I to
                                                    uważam za kapitał który mieliśmy i którego coraz bardziej nie mamy.
                                                    Jest w którychś ostatnich Wysokich Obcasach wywiad z Amerykanką, która spędziła
                                                    jakiś czas w prywatyzowanej Alimie (Gerber). Warto przeczytać.
                                                  • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 23:48
                                                    joankb napisała:

                                                    Aa to została mi niezgoda na ograniczenia :)), zdolność do ich omijania. I to
                                                    > uważam za kapitał który mieliśmy i którego coraz bardziej nie mamy.

                                                    Zgadzam się i to bardzo. Pamiętam moje czasy burzliwej młodości w latach osiemdziesiątych i pamiętam ten nasz głód indywidualizmu w socjalistycznym glajchszaltowaniu. Im bardziej ktoś się jakąś cechą wyróżniał, tym większym cieszył się szacunkiem i akceptacją rówieśników, bo reprezentował odwagę i opór wobec sytemu. Te dyskusje o uniformach, dress codach, potrzebie wyglądania jak klony i dostosowaniu się do społeczeństwa, są dla mnie czasem trudne do pojęcia. Mnie została do czegoś takiego głęboka awersja.
                                                  • anna-pia PRL... 11.01.09, 23:39
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > Jestem też mniej więcej w wieku joankb i nie przypominam sobie, by trzeba było
                                                    > dzieci chrzcić po cichu.

                                                    Trzeba było, jeśli ojciec dziecka pracował w KC albo był wojskowym, o milicji
                                                    nie wspominając. Do kościoła też chodziło się cichcem w takim wypadku, a ślub
                                                    kościelny załatwiało się na wsi u rodziny, u znajomego księdza na plebanii, w
                                                    dzień powszedni, często razem z chrztem dzieci. Przykład z połowy lat 60. :) W
                                                    latach 70 było podobnie. Mam ciągnąć dalej?
                                                  • pierwszalitera Re: PRL... 11.01.09, 23:53
                                                    anna-pia napisała:

                                                    > Trzeba było, jeśli ojciec dziecka pracował w KC albo był wojskowym, o milicji
                                                    > nie wspominając.

                                                    Anna-pia, o czym ty piszesz?! Bogu dziękuję, że z takimi ludźmi nie miałam wtedy do czynienia i co tacy robili ze swoimi dziećmi to mi powiewa. Całkiem poważnie.
                                                  • anna-pia Re: PRL... 14.01.09, 00:56
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > anna-pia napisała:
                                                    >
                                                    > > Trzeba było, jeśli ojciec dziecka pracował w KC albo był wojskowym, o mil
                                                    > icji
                                                    > > nie wspominając.
                                                    >
                                                    > Anna-pia, o czym ty piszesz?! Bogu dziękuję, że z takimi ludźmi nie miałam wted
                                                    > y do czynienia i co tacy robili ze swoimi dziećmi to mi powiewa. Całkiem poważn
                                                    > ie.

                                                    No cóż, wyraziłaś swoje zdanie. Napisałam to, z czym się spotkałam - podstawówka
                                                    i liceum to świetne pola obserwacji.
                                                  • pierwszalitera Re: PRL... 14.01.09, 13:37
                                                    anna-pia napisała:

                                                    > No cóż, wyraziłaś swoje zdanie. Napisałam to, z czym się spotkałam - podstawówk
                                                    > a
                                                    > i liceum to świetne pola obserwacji.
                                                    >

                                                    Napiszę ci nawet wyraźniej, o co mi chodziło. Twój przykład na ciche chrzty i ukrywanie wiary jest bezsensowny. Ludzie, o których mówisz, zdecydowali się świadomie na przynależność do pewnego systemu. Zrobili to albo z przekonania, a tacy też byli, albo z powodu kariery. W komuniźmie nie ma jednak miejsca na inną religię. To nawet nie ma nic wspólnego z reżimem, tylko nie pasuje do fundamentalnych zasad ustroju. O tym wiedziało się od samego początku. Więc jak? Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek? Trudności z otwartą deklaracją wiary katolickiej u takich osób są dla mnie tylko powodem do śmiechu. Ale takiego gorzkiego, bo widać wyraźnie, że nawet w takich sprawach system okazał się skorumpowany. I dotyczyło, to ludzi zajmujących raczej wyższe stanowiska. Ja znałam też osoby, które zmuszone były wstąpić do partii ze względu na wykonywaną pracę, na przykład nauczyciele byli przymuszani. Wielu wybierało wtedy jednak to drugie, jakby mniejsze zło i decydowało si