Służbowy dress code - słuszny czy nie?

10.01.09, 15:50
Ponieważ zrobił nam się mały OT na LB w wątku psioczącym na producentów -
przenoszę dyskusje tu, przeklejając posty na ten temat, proszę o 10 min. zanim
się tu rozpiszemy, chciałabym przekleić dyskusję w takiej postaci jak na LB :)
    • madzioreck by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 15:51
      taka kolorowa dowolność nie zawsze jest możliwa, jeśli w pracy masz
      np określony strój i ma to być biała/jasna koszula, a nie koniecznie
      taka nieprześwitująca, tylko taka pod którą musisz założyć koszulkę
      no i stanik czerwony czy fioletowy na pewno by przebijał, chociażby
      kawałek ramiączka, zabudowania pod pachą. i to nie byłoby mile
      widziane przez pracodawcę.
      • madzioreck by plica - przeklejony 10.01.09, 15:52
        jeśli w pracy masz
        > np określony strój i ma to być biała/jasna koszula, a nie koniecznie
        > taka nieprześwitująca, tylko taka pod którą musisz założyć koszulkę
        > no i stanik czerwony czy fioletowy na pewno by przebijał, chociażby
        > kawałek ramiączka, zabudowania pod pachą. i to nie byłoby mile
        > widziane przez pracodawcę.

        jesli pracodawca wymaga tak absurdalnych rzeczy i Ty sie na nie godzisz, to
        kolorowy stanik i jego ogromne wylazace turkusowe ramiącho jest dla mnie jedyna
        mozliwoscia zamanifestowania swojego zdania, gustu stylu itd :)
        • madzioreck Re: by joankb - przeklejony 10.01.09, 15:52
          Ooooooooo tak... Moja dusza protestuje przeciwko dress code z całej siły. Nigdy
          nie wytrzymałam w takim miejscu długo. I zawsze miałam coś na sobie, co ten kod
          łamało, z hukiem najlepiej.
          • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 15:53
            cóż, gdyby w pracy było miło i zarobek dobry, to ja bym z tego nie
            rezygnowała tylko dlatego, że nie mogę np założyć ulubionej
            biżuterii i pomalować paznokci na wściekłą czerwień...
            • madzioreck Re: by plica - przeklejony 10.01.09, 15:53
              > cóż, gdyby w pracy było miło i zarobek dobry, to ja bym z tego nie
              > rezygnowała tylko dlatego, że nie mogę np założyć ulubionej
              > biżuterii i pomalować paznokci na wściekłą czerwień...

              miło bez ulubionych ciuchów? to takie pseudo miło
              • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 15:54
                ulubione ciuchy nie zawsze pasują do pracy :))))
                • plica Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:18
                  nie? mi tam pasują :) ulubione mam takie zwyczajne i takie troche dziwaczne. owszem, niektore zwracaja uwage klientow, ale ja tam wygladem w pracy nie pracuję ale glowa, wiec nic komu do tego :)
                  • magdalaena1977 Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:54
                    plica napisała:
                    > ale ja tam wygladem w pracy nie pracuję ale glowa, wiec nic komu do tego :)

                    Strasznie nie lubię takiego przesądu. Przecież człowiek , który pracuje głową (a
                    więc człowiek inteligentny) tym bardziej powinien rozumieć subtelności
                    dostosowania stroju do okazji - tak jak np. możliwość różnicowania swojego
                    języka i stylu zależnie od tego z kim rozmawia.

                    Nie mam nic przeciwko temu, żeby np. recepcjonistka była gotką i po pracy nosiła
                    czarne gorsety i 1 ml tuszu na każdej rzęsie. Ale w pracy chciałabym , żeby
                    wyglądała neutralnie - stonowane kolory, brak golizny, schludne paznokcie w
                    neutralnych kolorach albo niepomalowane.
                    • plica Re: by kuraiko - przeklejony 11.01.09, 18:21
                      > Strasznie nie lubię takiego przesądu. Przecież człowiek , który pracuje głową (
                      > a
                      > więc człowiek inteligentny) tym bardziej powinien rozumieć subtelności
                      > dostosowania stroju do okazji - tak jak np. możliwość różnicowania swojego
                      > języka i stylu zależnie od tego z kim rozmawia.

                      pracuje glowa, jestem inteligentna, rozumiem subtelnosci dostosowania stroju do okazji. nie nosze tyłka ani biustu na wierzchu, nie nosze japonek na plaze ani trampek.
                      jednak jest roznica miedzy dopasowaniem stroju do sytuacji a wymogiem cielistych rajstop i spodniczki 5 cm za kolanko :)

                      Ale w pracy chciałabym , żeby
                      > wyglądała neutralnie - stonowane kolory, brak golizny, schludne paznokcie w
                      > neutralnych kolorach albo niepomalowane.

                      moze pojsc troszke dalej i recepcjonistki ubierac w worki na kartofle? takie stonowane kolorki, uniformizacja, brak golizny, takie to schludne :)
                      • luliluli Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 08:45
                        eh, plica, po raz pierwszy się z Tobą całkowicie nie zgodzę;)
                        Otóż nie w każdej pracy masz możliwość ubierania się jak lubisz, a
                        przynajmniej nie do końca.

                        Ja lubię nosić za szerokie dzinsy biodrówki i kocham koszulki na
                        ramiączkach z dekoltami po pępek, latem uwielbiam klapki "jezusy" i
                        parę innych dziwactw. Zimą bardzo lubię nosić koszulkę na bluzie z
                        kapturem. Jednak wszystko to mogę nosić tylko po pracy (chyba i tak
                        już sie odzwyczaiłam:P), bo jak się pracuje w biurze, a zwłaszcza w
                        miejscu, gdzie jest się "tabliczką powitalną firmy" (w sensie stroju
                        jedynie, a nie wykonywanej pracy!), to do czegoś to zobowiązuje
                        (recepcjonistki, sekretarki, szeroko pojęte pracownice "psychiczne"
                        jak mawia mój mąż:). Więc mimo wysokiej temperatury na dworze nie
                        pozwalam sobie na noszenie sandałów z odkrytymi stopami, moich
                        ukochanych bluzek z megadekoltami i tak lubianych latem krótkich
                        spódnic:D

                        Sama też nie chciałabym się spotkać z urzędniczką ubraną w bandeau i
                        spodenki w kwiaty:) ani z przedstawicielem handlowym bez skarpet.
                        A miejsce na wyrażenie się poprzez strój (o jeny, jak mnie
                        rozśmiesza ten zwrot) jest w doborze kolorów, zestawieniu ciuchów ze
                        sobą, trochę w makijażu.
                        Czepię się też opinii, że jak pracujesz głową, to nie musisz się
                        ograniczać "ubraniowo", bo to się nie liczy:
                        skoro pracuję głową, po co mi te demonstracje osobowości wyrażone
                        ciałem (strojem, dodatkami, etc.)? skoro liczy się czacha i to co w
                        niej, nie powinno mi tak zależeć na podpieraniu się ekscentrycznym
                        strojem
                        • pierwszalitera Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 11:07
                          luliluli napisała:

                          > skoro pracuję głową, po co mi te demonstracje osobowości wyrażone
                          > ciałem (strojem, dodatkami, etc.)? skoro liczy się czacha i to co w
                          > niej, nie powinno mi tak zależeć na podpieraniu się ekscentrycznym
                          > strojem

                          Czyli mądrzejszy ustępuje, czy jak? To bardzo dziwna logika, bo stosując ją na inne dziedziny życia, możnaby też powiedzieć, skoro mam dobrą posadkę i zarabiam kupę pieniędzy, to nie obchodzi mnie w jakim systemie pracuję, nawet jakimś reżimie mordującym ludzi. To oczywiście spora przesada, bo potrafię zauważyć subtelne różnice, tylko, że to właśnie od przyzwalania na mniejsze "konieczności" się zaczyna. Dla zainteresowanych, proszę zapoznać się z zawrotną karierą nacjonalizmu w latach 30-tych w Niemczech. Jestem też pewna, że większość ludzi i bez żadnego firmowego dress code nie przyszłaby, do pracy na recepcji w stroju jak na plażę. Jednak dress code, który mi wyraźnie tego zabrania, uważam za ubliżający, bo w pewnym sensie obraża właśnie moją inteligencję i zakłada brak umiejętności socjalnych, które pozwalają mi samodzielnie rozpoznać i ocenić sytuację. W tej całej dyskusji, to właśnie wydaje mi się najważniejsze. Wcale nie chodzi o możliwość pójścia do pracy w klapkach, tylko o traktowanie dorosłych, myślących ludzi z nieraz znakomitym wykształceniem, jak niesfornych małolatów, którym trzeba autorytarnie powiedzieć, co mają na siebie włożyć.
                          • plica Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 14:01
                            calkowicie zgodze sie z pierwsząliterą :)

                            naprawde nie rozumiem, w czym w pracy moglaby przeszkodzic moja
                            mini. naprawde nie rozumim po cholere mam sobie gotowac palce u stop
                            przy 40 stopniowym upale. nie rozumiem dlaczego to moze komus
                            przeszkadzac.
                            rozumiem pare rzeczy - nie wolno smierdziec, byc brudnym, nieumytym
                            itd. , nie wolno swiecic golizną - pokazywac posladkow czy nagiego
                            biustu, nie wolno obrazac uczuc religijnych klienta np noszac
                            koszulke "Maryja była dziewicą, nie licząc seksu analnego" - ok.
                            tego przestrzegam. z reszta jakos nie bardzo sobie radze. byc moze
                            jestem jednostką wybitnie aspołeczną, nieucywilizowaną, ale jakos
                            tak wyszlo, ze wsrod ludzi swietnie sobie radze :)

                            jeszcze odnosnie tego:

                            > > skoro pracuję głową, po co mi te demonstracje osobowości
                            wyrażone
                            > > ciałem (strojem, dodatkami, etc.)? skoro liczy się czacha i to
                            co w
                            > > niej, nie powinno mi tak zależeć na podpieraniu się
                            ekscentrycznym
                            > > strojem

                            moj stroj to moja czesc składowa. dlaczego mam sie przebierac bo
                            komus tak sie zachce, a zreszta czy ja wygladam az tak zle
                            zachowujac swoj luz ubraniowy? :)
                            • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 19:03
                              Juz wyjaśniam, jak to działa. Firmie chodzi o sprzedaż. Zawsze. O obroty, o
                              dochód. Firma nie może pozwolić sobie na sytuację, kiedy klient ma wrażenie, że
                              nie jest do końca poważnie traktowany. Jeśli przychodzi do mnie poważny klient,
                              biznesmen z poważnym kapitałem, a będę go obsługiwała w mini, krzykliwym
                              makijażu, dekolcie do pasa i obfitej biżuterii, to ten pan niestety może sobie
                              pomyśleć, że on by ze mną chętnie inne rzeczy omówił, niż byznesy... Przykre,
                              ale tak to wygląda. Z powagą i kompetencją w interesach kojarzy określony strój,
                              kostium, garsonka, garnitur. Na pewno to nie dotyczy wszystkich klientów, jest
                              zapewne duża grupa, której to wisi, w co ubrana jest osoba obsługująca, ale
                              firmie zależy i na tych klientach, którym to zwisa, i na tych, dla których jest
                              to ważne. Najgorsze, że ktoś to kiedyś wymyślił, a ja teraz muszę się do pracy
                              "przebierać", bo to totalnie nie mój styl :/
                              • madzioreck Zaznaczam tylko... 12.01.09, 19:07
                                Zaznaczam tylko, że ja tylko wyjaśniam sposób myślenia owych "firm", które
                                dress-code stosują, moja prywatna opinia to całkiem inna bajka :)
                                Inna sprawa, że to, co czasem firmie wydaje się świetnym pomysłem na sprzedaż i
                                kontakt z klientem, tegoż klienta doprowadza do szału ;)
                              • plica Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 20:51
                                haha. zdziwilabys sie ze czasami rozne takie dziwadła wiecej wskoraja niz pani w garsonce czy pan w garniturku.
                                zreszta - oceniajmy pracownika po efektach. skoro wydekoltowana pani nie bedzie przynosila zysku firmie bez zalu mozna ja zwolnic. tak samo pania w garsonce, z takimi samymi wynikami.
                              • pierwszalitera Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 21:17
                                madzioreck napisała:

                                > Juz wyjaśniam, jak to działa. Firmie chodzi o sprzedaż. Zawsze. O obroty, o
                                > dochód. Firma nie może pozwolić sobie na sytuację, kiedy klient ma wrażenie, że
                                > nie jest do końca poważnie traktowany. Jeśli przychodzi do mnie poważny klient,
                                > biznesmen z poważnym kapitałem, a będę go obsługiwała w mini, krzykliwym
                                > makijażu, dekolcie do pasa i obfitej biżuterii, to ten pan niestety może sobie
                                > pomyśleć, że on by ze mną chętnie inne rzeczy omówił, niż byznesy... Przykre,
                                > ale tak to wygląda.

                                Przepraszam bardzo, ale to są tylko przypuszczenia z ograniczonej perspektywy. Nawet najpopularniejsze teorie nie muszą być prawdą. Ciekawe, czy są jakieś dane na ten temat, z sumami itp, bo mnie wydaje się takie gadanie wyssane z palca.
                                • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 22:41
                                  Jak zaznaczyłam niżej - przekazuję tylko, jak takie potrzeby uzasadnia firma,
                                  coś jak mechanizm działania :) Ja też tego nie cierpię :/
                                  • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 22:47
                                    Moje w tej opinii jest to, ze klienci na te "wdzięki" różnie reagują, czasem
                                    naprawdę - z wyżej wymienioną koleżanką klient nie chciał gadać, poprosił z
                                    -kimś, z kim mógłby porozmawiać o kredycie
                                    koleżanka: -Słucham pana?
                                    Klient, zdziwiony: - Z panią ?!
                                    Wiem, że świadczy to o nim, a nie o niej, ale firmie zależy również na
                                    chamowatym kliencie :/
                                    Inna rzecz, że jednak sama tez bym nie poszła do pracy ubrana j.w., nawet gdyby
                                    było mi wolno.
                          • luliluli Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 15:25
                            Jestem też pewna, że większość ludzi i b
                            > ez żadnego firmowego dress code nie przyszłaby, do pracy na
                            recepcji w stroju
                            > jak na plażę. Jednak dress code, który mi wyraźnie tego zabrania,
                            uważam za ubl
                            > iżający, bo w pewnym sensie obraża właśnie moją inteligencję i
                            zakłada brak umi
                            > ejętności socjalnych, które pozwalają mi samodzielnie rozpoznać i
                            ocenić sytuac
                            > ję. W tej całej dyskusji, to właśnie wydaje mi się najważniejsze.
                            Wcale nie cho
                            > dzi o możliwość pójścia do pracy w klapkach, tylko o traktowanie
                            dorosłych, myś
                            > lących ludzi z nieraz znakomitym wykształceniem, jak niesfornych
                            małolatów, któ
                            > rym trzeba autorytarnie powiedzieć, co mają na siebie włożyć.


                            może za szeroko potraktowałam temat - NIE jestem za tym, żeby jakiś
                            osobny regulamin narzucał pracownikowi konkretny strój (jak kierowcy
                            PKSu:) jestem za tym, aby zdrowy rozsądek zwyciężał i całkowicie się
                            zgadzam w tej kwestii z Tobą. Podtrzymuję opinię, że nie zniosłabym
                            urzędniczki w spodenkach w kwiaty. I dlatego mam nadzieję, że dress
                            code mądrzy ludzie mają w głowie. Może jestem nietolerancyjna (na
                            pewno jestem...;) ale nie byłabym w stanie poważnie rozmawiać z
                            kimś, kto niepoważnie wygląda.

                            A co do ustępowania przez mądrzejszego - nie rozumiem porównan tak
                            daleko idących. Mówiąc o dress codzie mówię o "wewnętrzym poczuciu
                            adekwatności stroju do sytuacji" nie o regulaminowym nakazie.
                            • narcyza5 Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 18:37
                              luliluli napisała:

                              > ale nie byłabym w stanie poważnie rozmawiać z
                              > kimś, kto niepoważnie wygląda.
                              >


                              jak to mawiał jeden z moich profesorów*, uważający dress code (i
                              parę innych elementów 'kultury korporacyjnej') za idiotyzm: jeśli
                              ktoś uważa, że strój drugiej strony może mu przeszkodzić w
                              negocjacjach to znaczy, że ów ktoś znalazł się na miejscu, na którym
                              nigdy nie powinien był się znaleźć.
                              Jak profesora szczerze nie znoszę, to w tej kwestii się z nim
                              całkowicie zgadzam.



                              *)a profesor jest też jednym z najdroższych polskich adwokatów.
                            • pierwszalitera Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 21:09
                              luliluli napisała:

                              Może jestem nietolerancyjna (na
                              > pewno jestem...;) ale nie byłabym w stanie poważnie rozmawiać z
                              > kimś, kto niepoważnie wygląda.

                              Niepoważny wygląd, to sprawa względna. To co dla ciebie jest niepoważne, nie musi być niepoważne dla kogoś innego. Nie ma objektywnej poważności, albo niepoważności. Więc proszę nie narzucać, komuś swoich własnych definicji. ;-)
                          • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 12.01.09, 18:54
                            pierwszalitera napisała:

                            Jestem też pewna, że większość ludzi i b
                            > ez żadnego firmowego dress code nie przyszłaby, do pracy na recepcji w stroju
                            > jak na plażę.

                            Pierwszalitero, przeczytaj parę postów wyżej, jak ubrała się do pracy moja
                            koleżanka, pracujemy w banku... Albo już napiszę: dżinsowa mini ledwo
                            zakrywająca pupę, bluzka - owszem, przepisowo biała, ale tak krótka, że widać
                            było gumę od majtek wystającą ze spódnicy. Niestety, nie wszyscy wiedzą, co
                            znaczy "stosowny" ubiór...

                            pierwszalitera napisała:

                            Jednak dress code, który mi wyraźnie tego zabrania, uważam za ubl
                            > iżający, bo w pewnym sensie obraża właśnie moją inteligencję i zakłada brak umi
                            > ejętności socjalnych, które pozwalają mi samodzielnie rozpoznać i ocenić sytuac
                            > ję.

                            Masz całkowitą rację, jednak jeśli idzie o wizerunek firmy w oczach klientów, to
                            zaufanie do pracownika w pewnych kwestiach jest na drugim miejscu.
        • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 15:55
          sorry, ale to nie są absurdalne rzeczy. w różnych przedsiębiorstwach
          są różne uniformy. jeśli pracownica ma mieć np białą koszulę, to
          ciekawie by wyglądało, jeśli jedna miałaby pod nią różowy stanik,
          inna pomarańczowy, a jeszcze inna zielony. nie wyobrażam sobie też
          prawniczki, która na spotkaniu z klientem ma białą koszulę i pod nią
          widoczny kolorowy stanik. pisałam o koszulce pod koszulą, ale spod
          takiej koszulki też może wystawać ramiączko i przebijać przez
          materiał.

          wyobrażasz sobie stewardessy ubrane "każda z innej parafii"? tam
          całe szczęście nie ma problemów ze stanikami, ale niektóre linie
          określają dokładnie odcień rajstop i kolory lakieru do paznokci
          (!!). i jak rozumiem laska, której się to nie podoba miałaby nagle
          założyć rajstopy czarne zamiast powiedzmy beżowych i pomalować
          paznokcie na fioletowo, aby się zamanifestować? a potem dostać
          upomnienie/cięcie pensji/zostać zwolniona?

          nie rozumiem, czy to aż taki problem dostosować się do wymogów firmy.
          w niektórych przedsiębiorstwach wymagają też spiętych do tyłu
          włosów, odpowiedniego makijażu, a nawet fasonu butów (!). czy to od
          razu oznacza, że pracodawca jest porąbany? a może wie, że lepiej
          taka pracownica zostanie odebrana niż laska z mocnym niebieskim
          makijażem powiek i barwnymi tipsami (takie laski często siedzą w
          osiedlowym sklepie na kasie)?

          poza tym nie wyobrażam sobie wyłażenia ramiączek w jakimkolwiek
          miejscu pracy, gdzie mamy do czynienia z klientem lub w każdej
          chwili może wpaść szef. a manifestować to się można po godzinach
          • madzioreck Re: by drzazga1 - przeklejony 10.01.09, 15:56
            A ja owszem, popieram te firmowe wymogi ubraniowo-makijazowo-
            paznokciowe. Z tej prostej przyczyny, ze mnostwo kobiet nie ma
            kompletnie wyczucia i smaku. Te dlugasne, lopatowate tipsy, w
            wersji: plytka paznokcia na przezroczysto, a koncowka w czerwonym
            albo zielonym brokacie, te oczy kapiace od eyelinera, kredki, tuszu
            i swiecacych cieni (mam nieodparte wrazenie, ze one maluja sie raz
            na tydzien, w sobote przed dyskoteka, a potem co rano tylko dodaja
            nowa warstwe...), te twarze zaszpachlowane na marchewkowo lub na
            starego Indianina... mnie to razi. Pol biedy, jesli taka gwiazda
            siedzi gdzies sobei na zapleczu, wtedy tylko wspolpracownicy sie
            mecza patrzac na nia, ale ja jako klient nie chce sie narazac na
            szok estetyczny.

            Co innego osoba ubrana niestandardowo, ale z wyczuciem, nawet
            rzucajacy sie w oczy stroj w zywych barwach moze tworzyc elegancka i
            wysmakowana calosc, ale takie zjawisko jak opisalam wczesniej - nie.

            A okreslenia koloru rajstop i fasonu butow sa jak najbardziej na
            miejscu, bo nie raz widzialam panny, ktore jako wlasciwe do pracy
            uznaly kabaretki z wielkimi oczkami i buciki, ktorych fason jako
            zywo przypominal te, w ktorych maja (mialy?) zwyczaj pracowac panie
            na poboczach co ruchliwszych szos.


            A co do szerokich ramiaczek - problem nie tylko w tym, ze one
            wystaja spod ubrania, przez swoja sztywnosc i grubosc one po prostu
            uwieraja i obcieraja cialo w miejscu polaczenia ramienia z tulowiem.
            • madzioreck Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 15:56
              drzazga ----> wiadomo, że należy podchodzić do tego rozsądnie. ja
              miałam praktyki w biurze podróży i dwie dziewczyny, które tam
              pracowały miały tipsy i nie zawsze idealnie pomalowane... mnie to
              jakoś raziło, ja starałabym się mieć codziennie idealnie pomalowane
              paznokcie do pracy, kiedy mam kontakt z klientem...
              wymogi odnośnie rajstop... pisałam o liniach lotniczych. tam jest
              ważne, żeby obługa była ubrana identycznie. z tym, że mają po prostu
              prawie niewykonalne wymagania co do stroju ;) niedopasowane do
              oferty w sklepach. przyjaciółka zużywa około dwie pary rajstop na
              lot (a to się o wózek zaczepią itp), w sklepach w jej mieście (w UK)
              nie ma obowiązującego odcienia, a jak jest to w drogich sklepach.
              dlatego przywozi z Polski albo jej przysyłają zawsze dużą ilość
              paczek. tak samo buty - muszą być wygodne, bo cały dzień na nogach.
              wysokość obcasa jest przedsiębiorstwu obojętna, ale zainteresowana
              nie wytrzyma na wysokim obcasie cały dzień. dlatego musi kupić
              niższy. i tu problem, bo buty mają być czarne, gładkie, wsuwane.
              ponieważ szybko się niszczą w tej pracy (non stop na nogach) to nie
              opłaca się kupować drogich. i jak laska chciała kupić takie buty, to
              kobiety w sklepach rozkładały ręce, że takie są już niemodne. jakby
              na bucie nie mogło być chociaż jednej dyskretnej ozdoby... np
              fragment z innej skóry...
              albo obowiązkowe używanie podkładu, podczas kiedy dziewczyna ma
              idealną cerę ;) (ale tu już się da oszukać ;) )
              ale co zrobić - takie wymagania i nie da się tego obejść, chyba że
              stewardessy napiszą jakąś petycję ;)

              umalowane ekspedientki... mnie osobiście razi jak mają mocny
              makijaż, lepiej odbieram stonowane. zawsze mnie ciekawiło, czemu
              najmocniej umalowane są ekspedientki w zwykłych spożywczych...
              • magdalaena1977 Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:32
                kuraiko:
                > bo buty mają być czarne, gładkie, wsuwane.
                > ponieważ szybko się niszczą w tej pracy (non stop na nogach) to nie
                > opłaca się kupować drogich.
                IMHO właśnie w sytuacji, kiedy nosimy buty cały czas w ciężkich warunkach,
                opłaca się kupić droższe. Kłania się filozofia społeczna Samuela Vimesa ;-)
                • kuraiko Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:39
                  hehe znam tą teorię, ale koleżanka tłumaczyła że drogie się
                  zdzierają tak samo.
                  poza tym być może miała ten wspomniany problem u pratchetta, że
                  miała za mało kasy aby kupic te drozsze buty...
            • plica Re: by drzazga1 - przeklejony 10.01.09, 19:29
              madzioreck napisała:
              Te dlugasne, lopatowate tipsy, w
              > wersji: plytka paznokcia na przezroczysto,....

              mam kontakt z klientami i notorycznie nieladne rece i paznokcie. niestety wynika to ze specyfiki mojej pracy :)
              a to drukarke rozkrece, a to jakis kolor "recznie" umieszam, a to sobie lakier na paznokciach przytopie, albo skalpelem utnę :)
              mimo najszczerszych checi czasami sie nie da :)
              • magdalaena1977 Re: by drzazga1 - przeklejony 10.01.09, 19:48
                plica napisała:
                > mam kontakt z klientami i notorycznie nieladne rece i paznokcie. niestety wynik
                > a to ze specyfiki mojej pracy :)
                Ale my cały czas jesteśmy za strojem odpowiednim do pracy. Nie oczekuję, że
                mechanik samochodowy, będzie pracował w garniturze, ale uważam, że powinien
                codziennie rano wkładać czystą koszulę czy T-shirt.
                • plica Re: by drzazga1 - przeklejony 11.01.09, 18:24
                  > Ale my cały czas jesteśmy za strojem odpowiednim do pracy. Nie oczekuję, że
                  > mechanik samochodowy, będzie pracował w garniturze, ale uważam, że powinien
                  > codziennie rano wkładać czystą koszulę czy T-shirt.

                  alez ja tez jestem za tym samym. jednak nie rozumiem co w pracy w biurze przeszkadza spodniczka PRZED kolanko i granatowy lakier do paznokci :)
                  • kuraiko Re: by drzazga1 - przeklejony 11.01.09, 19:49
                    pewnie na tej samej zasadzie co w moim liceum :P
          • plica Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:24
            > sorry, ale to nie są absurdalne rzeczy. w różnych przedsiębiorstwach
            > są różne uniformy.

            sa. rozumiem bialy fartuch u rzeznika, piekarza, ubranie spawalnicze u spawacza, czepek u kucharki itd. nawet rozumiem garnitur i marynarke u agenta ubezpieczeniowego. ale nie rozumiem wymagan, aby panienka z recepcji, urzedniczka w biurze czy sekretarka mialy koniecznie biale koszule, butki na obcasiku i spodniczke za kolanko.

            > poza tym nie wyobrażam sobie wyłażenia ramiączek w jakimkolwiek
            > miejscu pracy, gdzie mamy do czynienia z klientem lub w każdej
            > chwili może wpaść szef. a manifestować to się można po godzinach

            bez przesady. latem notorycznie cos mi wylazi. klienci i szef widzą i NIC :) zreszta i w pracy i poza nia trzeba byc sobą. a tak sie sklada, ze w pracy przewijaja mi sie tabuny ludzi. nie wyobrazam sobie udawania kogos kim nie jestem przez 8 h z usmiechem.

            oczywiscie mam pewne granice. naleza do nich goły tyłek, goły biust, przezroczystosci totalne. mini i odznaczajace sie sutki juz nie bardzo :)
            • kuraiko Re: by kuraiko - przeklejony 10.01.09, 19:33
              ale jak się nie określi długości spódnicy to laska może przyjsc w
              kusej mini, jak opisała Madzioreck ;) nie każdy potrafi się hamować
              • plica Re: by kuraiko - przeklejony 11.01.09, 18:17
                a co zlego jest w mini? jak nie widac majtek, posladkow czy koncowek ponczoch to wszystko gra :) sama naszam czasami
    • madzioreck Przeklejanie zakończone :) nt 10.01.09, 15:57

    • madzioreck Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 16:04
      to uważam, że słuszne, choć przykre. Nie znoszę tego, bo w ten sposób firma robi
      z ludzi klony, w korporacjach widać tabuny ludzi ubranych tak samo, nudno, bez
      fantazji. Nie znoszę, kiedy ktoś wbija mnie w takie ramki.
      Z drugiej jednak strony - jeśli mamy kontakt z klientami - to powinniśmy być
      stosownie ubrani. Niekoniecznie dokładnie tak to powinno wyglądać, jak sobie
      pracodawcy wymyślają - bo np. tylko biała bluzka to trochę przesada, w
      bladoniebieskiej też można wyglądać elegancko i profesjonalnie. Ale jeśli chodzi
      o sama ideę dress code - cóż, różni ludzie mają różne pojęcie, co to znaczy
      elegancko i profesjonalnie, niektórym osobom, jakby pozwolić, toby nosiły
      niestety dekolty do pasa, mini, makijaż jak na karnawał i co tam jeszcze. Sama
      pamiętam, jak nieciekawie wyglądało, jak koleżanka przybiegła do pracy w
      dżinsowej spódnicy ledwie zakrywającej pupę, znad której wesoło wyglądała
      fioletowa gumka od majtek i przykrótkiej bluzeczce. Jak na pracownika banku, to
      trochę nie tego...
      • pinupgirl_dg Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 19:56
        Ja też się muszę z tym zgodzić. Moim zdaniem lepiej ustalić jasne zasady dla wszystkich pracowników, niż potem ciągać jedną czy drugą panią i prowadzić krępujące rozmowy nt niebieskich powiek i brokatowych tipsów. Nie mam nic przeciw jednemu lub drugiemu, ale inni mogą tego nie docenić. Jedyne, co budzi mój sprzeciw to wymóg noszenia pończoch czy rajstop w upalne dni, chociaż też to rozumiem. Może w biurze jest klimatyzacja, ale trzeba jakoś do niego dotrzeć albo uprawiać jogę w toalecie?
        W prześwitująca bielizna jest mało elegancka i w sytuacjach oficjalnych trochę mnie razi, chociaż staram się ludzi wg tego nie oceniać bo sama wyglądam jak "idź stąd i nie wracaj" :).
        • magdalaena1977 Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:07
          pinupgirl_dg napisała:

          > Jedyne, co budzi mój sprzeciw to wymóg noszenia pończoch czy rajstop w upalne
          dni,
          > chociaż też to rozumiem. Może w biurze jest klimatyzacja, ale
          > trzeba jakoś do niego dotrzeć albo uprawiać jogę w toalecie?
          Nie wiem, czemu niektórym te rajstopy aż tak przeszkadzają.
          Przecież mężczyźni latem też noszą do pracy garnitury (może z cieńszych
          materiałów), koszule i pełne buty.
          To dlaczego siedząca przy sąsiednim biurku koleżanka nie może wytrzymać w
          pończochach i pantofelkach z zakrytymi palcami ?
          • pinupgirl_dg Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:13
            Nie piszę, że tego się nie da wytrzymać :). Rozumiem to. To poprostu jedyna
            rzecz, jaka by mi przeszkadzała.
          • turzyca Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:30
            magdalaena1977 napisała:

            > pinupgirl_dg napisała:
            >
            > > Jedyne, co budzi mój sprzeciw to wymóg noszenia pończoch czy rajstop w up
            > alne
            > dni,
            > > chociaż też to rozumiem. Może w biurze jest klimatyzacja, ale
            > > trzeba jakoś do niego dotrzeć albo uprawiać jogę w toalecie?
            > Nie wiem, czemu niektórym te rajstopy aż tak przeszkadzają.
            > Przecież mężczyźni latem też noszą do pracy garnitury (może z cieńszych
            > materiałów), koszule i pełne buty.
            > To dlaczego siedząca przy sąsiednim biurku koleżanka nie może wytrzymać w
            > pończochach i pantofelkach z zakrytymi palcami ?


            A mialas kiedys na sobie porzadny meski garnitur letni? To cholerstwo chlodzi!
            Rajstopy/ponczochy moga wywolywac sprzeciw o tyle, ze to paskudny kawal
            sztucznosci i do tego przylegajacy do nogi. Zastanawiam sie, czy jedwabne
            ponczochy grzeja...
            • joankb Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:34
              I dlatego czasem latem noszę po prostu letnie spodnie. Lniane, albo z niezbyt
              chemicznej mieszanki ze lnem.
              • kura17 Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:46
                Joankb! no wiesz! bez spodnicy do pracy? a fe!!!
                • joankb Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:55
                  Miewam, miewam i spódnice. Jak mam nastrój i jak wiem, że mi lepiej negocjacje
                  pójdą :DDD.
                  • kura17 Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 22:58
                    rozumiem, ze masz i plandze i specjalne dekolty, to przechylania szali
                    negocjacji?... :)
                    • joankb Re: Jeśli chodzi o mnie... 10.01.09, 23:10
                      Jaaasne. Szkolenia z marketingu mam zaliczone, ale na niektórych, szkolonych
                      jeszcze lepiej, to pomaga tylko terapia szokowa. Dziewczę zaginające Cię
                      merytorycznie łagodzi to dekoltem, no sporym :))
            • monakatia Re: Jeśli chodzi o mnie... 11.01.09, 14:16
              z moich osobistych doswiadczen wynika, ze jedwab latem chlodzi, przykladem moze tu byc wietnamskie ao dai
              natomiast jedwabne szale zima doskonale ogrzewaja :)

              Z jedwabnymi ponczochami niestety nie mialam do czynienia
          • plica Re: Jeśli chodzi o mnie... 11.01.09, 18:28
            > To dlaczego siedząca przy sąsiednim biurku koleżanka nie może wytrzymać w
            > pończochach i pantofelkach z zakrytymi palcami ?

            ale w imię czego?
    • magdalaena1977 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 19:44
      Ja bym odróżniła dwie rzeczy

      1. taki prawdziwy sztywny dresscode "obcasy do 5 cm, spódnic 1 cm za kolano,
      rajstopy Visione"

      2. konieczność ubierania się do pracy w sposób odpowiedni do zajmowanego stanowiska.

      I całym sercem jestem za tym drugim i jak najbardziej to praktykuję. U mnie w
      pracy nie ma dresscodu, ale wszyscy pracownicy (a raczej pracownice) na
      odpowiedzialnych stanowiskach ubierają się tak jak trzeba. I niekoniecznie muszą
      to być kostiumy, mogą być np. odpowiednie sweterki, sukienki, spodnie ... Ale
      generalnie nikomu nie widać pępka, nikt nie nosi koszulek na ramiączka (bez
      żakietu), nie ma butów jak dla tirówki, dżinsy bardzo rzadko i na mniej formalne
      dni. I ten sposób ubierania się to raczej kwestia sensownego dostosowania do
      reszty koleżanek, oceny własnej figury
      Problemem natomiast są sekretarki, którym co roku latem trzeba przypominać, że
      "przepaska na biust plus przepaska na biodra plus klapki" to nie jest strój do
      pracy i obsługiwania klientów.

      I zastanawiam się, czy firmy, które wprowadzają taki sztywny dresscode nie miały
      zbyt wielu negatywnych doświadczeń z pracownikami ubranymi w sposób niestosowny.
    • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 20:46
      mnie az mrozi na slowa "dress code"...
      traktuje je jako zapach ma moja wolnosc osobista ;)
      i mysle, ze mialabym wielkie klpoty, zeby zaaklimatyzowac sie w pracy, gdzie
      bylyb sztywne wymagania na temat stroju.
      na cale szczescie u mnie w pracy nie ma zadnych wymagan (taka specyfika zawodu)...
      ... i coraz czesciej sie zastanawiam, ma jak duzo ten fakt mial wspolnego w moim
      wyborem pracy... ;)
      • madzioreck Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 20:47
        kura17 napisała:

        > mnie az mrozi na slowa "dress code"...
        > traktuje je jako zapach ma moja wolnosc osobista ;)
        > i mysle, ze mialabym wielkie klpoty, zeby zaaklimatyzowac sie w pracy, gdzie
        > bylyb sztywne wymagania na temat stroju.

        Jak też dokładnie tak to odbieram, ale cóż, mogę co najwyżej zmienić pracę, a u
        mnie w miarę płacą ;P Czasem w ramach buntu idę do pracy w dużych koralach albo
        z czerwonymi paznokciami :)
        • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:39
          Madzioreck, ale ja mysle, ze bym w takiej pracy nie wytrzymala :(
          u mnie nie praca za dobrze (ale rozsadnie), a w dodatku bardzo lubie to, co
          robie. nie

          pamietam, jak znajomy opowiadal mi, jakie zasady "ubiorowe" panuja w city banku,
          gdzie pracuje (to bylo daaaaaaaaaaawno temu). i pamietam swoje swiete oburzenie,
          gdy z duma powiedzial mi, ze kobiety musza chodzic w stanikach i musza golic
          nogi pod rajstopy... i maja to w umowie o prace...
          ... no nie podpisalabym takiej umowy... (chyba, ze bym musiala, nie jestem taka
          idealistka, zeby z powyzszych powodow moje dzieci musialy glodowac...)
          • madzioreck Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:49
            kura17 napisała:

            > Madzioreck, ale ja mysle, ze bym w takiej pracy nie wytrzymala :(
            > u mnie nie praca za dobrze (ale rozsadnie), a w dodatku bardzo lubie to, co
            > robie. nie

            Ja też ledwo wytrzymuję, ale akurat dress code jest najmniejszym z problemów...
            Nie cierpię swojej pracy, ale na razie muszę tam wytrzymać. Na szczęście w mojej
            firmie nie maja aż takich absurdalnych wymagań, jak golenie nóg, po prostu ma
            być biała bluzka, spodnie w kant, kostium czy coś takiego, żadnych dżinsów czy
            swetrów, dyskretny makijaż. I tak trochę mnie to ogranicza, ale z drugiej strony
            - traktuję to jak mundur, każą - to noszę, jestem w pracy.
            • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:23
              czy dobrze zrozumialam, ze jest obowiazek makijazu? bez nie mozna?...

              Madzioreck, szukaj lepszej pracy :)

              > I tak trochę mnie to ogranicza, ale z drugiej strony
              > - traktuję to jak mundur, każą - to noszę, jestem w pracy.

              o wlasnie... "kaza"... kolejne slowo, ktorego nie znosze ;)
              • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:25
                Chyba w każdej pracy która wiąże się z kontaktem z klientami jest? Nawet, jeśli
                "niepisany".
                • joankb Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:29
                  NIE. Nie eksperymentowałam, ale chyba mogłabym wejść do któregoś z moich
                  klientów w indiańskim pióropuszu... Pod warunkiem, że miałabym rozwiązanie problemu.
                  • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:35
                    Problem polega na tym, że część ludzi nawet by Cię w tym pióropuszu nie
                    wysłuchała - ich strata, pewnie tak, ale i Twoja. Jak dla mnie też fachowiec
                    może być w powyciąganym swetrze i tłustych włosach, jeśli może zrobić to o co
                    proszę. Ale dla innych takie rzeczy mają znaczenie, albo przynajmniej są mile
                    widziane.
                    • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:40
                      wlasnie sie zastanawiam, jak takie stawianie sprawy (MUSI byc "estetycznie", nie
                      tylko fachowo - to skrot myslowy, oczywiscie) ma sie do rzeczywistej jakosci uslug.
                      tzn, czy gdyby pozwolic fachowcom "byc soba", to jakosc dostepnych uslug by sie
                      poprawila...
                      ... ja mam wrazenie, ze tak.

                      tylko trzeba by sie wyzbyc "dziwnych" oczekiwan w stosunku do fachowca - zeby
                      nie tylko znal sie na rzeczy, ale jeszcze "nie draznil" naszego poczucia estetyki ;)
                      • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:46

                        > wlasnie sie zastanawiam, jak takie stawianie sprawy (MUSI byc "estetycznie", ni
                        > e
                        > tylko fachowo - to skrot myslowy, oczywiscie) ma sie do rzeczywistej jakosci us
                        > lug.
                        > tzn, czy gdyby pozwolic fachowcom "byc soba", to jakosc dostepnych uslug by sie
                        > poprawila...
                        > ... ja mam wrazenie, ze tak.

                        Może, ale nic na to nie poradzę że oglądając przekłuty pępek urzędniczki w ZUSie
                        czuję się dziwnie :). Chociaż nie boli mnie to specjalnie.
                        • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:57
                          hej, ale jak osobie za biurkiem, lub w okienku, zobaczyc pepek???

                          ja chyba dziwna jestem, nawet jakbym zauwazyla, to bym nie zauwazyla...

                          na pewno wiaze sie to z ludzmi, ktorych codziennie ogladam w pracy ;) najlepszy
                          fachowiec moze wygladac totalnie niepozornie...
                          ... lub nosic wylacznie krawaty "od hermesa" (przyklad autentyczny :))
                          • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 23:17
                            Akurat stała. Przywykam powoli do tego :).
                    • joankb Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:49
                      A nie koleżanko. Taki problem mnie nie dotyczy. Miewam problemy z sekretarkami,
                      z ich szefami niemal nigdy. Pióropusz przywołałam dla ostrzejszego obrazu, ale
                      oprócz pominąwszy pióropusz to bywałam u najpoważniejszych klientów wyciągnięta
                      z budowy, z działki, znad jeziora, z randki też. I liczyło się to co umiem, dziś
                      i teraz.
                      • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:54
                        Joankb, masz fajna prace, jak ja :)
                        tylko nam pozazdroscic!
                        • joankb Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 23:06
                          Prawda - i popieram Twoje "dzięki Ci Boże".
                          Niemniej myślę, że prawie w każdej dziedzinie, prawie każdy naprawdę dobry
                          fachowiec ma większą przestrzeń. O wielu sukcesach decyduje osobowość, a ta
                          osobowość manifestuje się przecież także w ubiorze.
                          Znam bardzo niestandardowego szefa instytucji finansowej i ja bym chciała
                          zobaczyć takiego "mundrego", który by mu zabronił :))
                    • magdalaena1977 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 23:07
                      pinupgirl_dg napisała:
                      > Jak dla mnie też fachowiec może być w powyciąganym swetrze i
                      > tłustych włosach, jeśli może zrobić to o co proszę.
                      Mnie przeszkadza współpraca z ludźmi, którzy śmierdzą - tzn. nie myją się lub
                      nie piorą ubrań. Uważam, że w dzisiejszych czasach nie jest to żaden wydatek,
                      zwłaszcza że firmy, gdzie człowiek naprawdę się brudzi , zapewniają często
                      mydło, pralki i prysznice.
                      • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 23:15
                        Hmmm... nie wymagam od mechanika, który właśnie wyszedł spod auta że będzie
                        czysty i pachnący :). Ale oczywiście w urzędzie, banku to inna sprawa. Chociaż
                        jestem w stanie wszystko wybaczyć (chyba że chciałabym się z tym kimś całować ;)
                        ) o ile ten ktoś jest w stanie załatwić coś dla mnie ważnego, to fakt.
                • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:32
                  widze, ze makijaz to kolejna rzecz, po goleniu nog i pach, bez ktorej nie mozna
                  sobie wyobrazic wspolczesnej kobiety ;)



                  ... dziekuje ci boze za moja prace... dziekuje ci boze za moja prace... dziekuje
                  ci boze za moja prace... dziekuje ci boze za moja prace...
                  • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:36
                    Widzisz, jak Cię kiedyś robota wkurzy to sobie to przypomnij ;).
                    Swoją drogą makijarz to druga po rajtkach w upały rzecz, która by mi się nie
                    podobała, lubię się malować tylko okazyjnie, na pewno nie spiesząc się rano
                    przed wyjściem :).
                    • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:42
                      wiesz co, moja robota mnie nie wkurza.
                      tzn czasem wkurza mnie, jak mam problem, ktorego nie moge rozwiazac, albo jak
                      rozwiazanie go wymaga zaangazowania innych, niezbyt chetnych do wspolpracy, ludzi...
                      ... ale wtedy na ogol wsciekam sie na siebie, zem za tepa na ta robote... ;)
                • plica Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 18:43
                  pinupgirl_dg napisała:

                  > Chyba w każdej pracy która wiąże się z kontaktem z klientami jest? Nawet, jeśli
                  > "niepisany".

                  nikt tego ode mnie nie wymagal jeszcze. widac pracodawcy polegaja na moim "wyczuciu" :) a moze nie maja odwagi zwrocic mi uwagi? a moze maja to w nosie? a moze wola mnie ubrana jak ubrana niz kogos innego w bialej bluzce? az chyba w poniedzialek zapytam :)
          • kuraiko Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:56
            no wiesz, urzędniczka bankowa z ciemnymi włosami na nogach i
            widocznymi przez bluzkę brodawkami (tudzież opadniętym biustem) nie
            wyglądałaby zbyt profesjonalnie dla klienta, jak sądzę...
            a widocznie nie dla wszystkich kobiet ogolenie nóg i założenie
            stanika było oczywiste, więc pewnie dlatego wprowadzono ten zapis.
            • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:29
              kurcze, NIC mnie nie obchodza wlosy na nogach, czy sutki kogokolwiek, o ile jest
              kompetentny i mnie nie obraza (nawet nie musi byc super dobrze wychowany).

              zrezygnowalam z uslug banku (w niemczech) bo nienagannie ubrana i wydepilowana
              urzedniczka tego najpierw sie smiala z mojego imienia, a nastepnie, gdy spytala,
              gdzie pracuje (do czegos to bylo potrzebne) wielce zdziwiona zaptala, co ja
              robie na uniwersytecie, sprzatam toalety??? nie jej biznes, co tam robie,
              zabralam swoje pieniadze z tego banku.
              ani brak wlosow, ani uniform jej nie pomogly.
              • ucayali Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 23:01
                Właśnie, ja też miałam kontakt z takimi pracowniczkami banku :) Młode,
                eleganckie, makijaże itp., natomiast jako klient jakoś nie czułam się tam
                komfortowo. Zmieniłam bank :)
                Ubranie nie świadczy o człowieku i nie podniesie się jakości obsługi klienta
                wprowadzając dress code. Dlatego jestem mu przeciwna, choć pewnie ułatwia on
                pracę szefostwu.
                • madzioreck Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 12.01.09, 19:20
                  Ubiór jest oprócz dobrego wychowania, a nie zamiast :/
                  • ucayali Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 12.01.09, 19:39
                    Oj chyba jednak nie zawsze. A może również za rzadko.
                  • madzioreck Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 12.01.09, 19:49
                    W sensie, że powinien być :/
                    • ucayali Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 12.01.09, 20:01
                      Ano powinien, powinien.
                      A w sumie to wszyscy mogliby być sympatyczni i otwarci, bez względu na strój. I
                      nie muszą być "ą ę", mogliby po prostu być życzliwi na codzień.
                      • madzioreck Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 12.01.09, 22:42
                        Ha, kiedy w mojej firmie nawet mówić każą formułkami, unikać pewnych określeń -
                        uprzejmość i życzliwość też przestała wystarczać :(
              • kuraiko Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 00:58
                kura ----> Ciebie nie obchodzą, ale ktoś sobie może
                pomyśleć "zatrudniają tu niechlujne kobiety" i zrezygnuje z ich
                usług, bo nie wzbudzą w nim zaufania. tak też można stracić klienta.
            • plica Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 18:57
              > widocznymi przez bluzkę brodawkami (tudzież opadniętym biustem) nie
              > wyglądałaby zbyt profesjonalnie dla klienta, jak sądzę...

              wyczuwam kolejne symptomy ogolnopolskiej krucjaty antysutkowej. kobiety tak sie składa, ze maja sutki. sutki te tak sie sklada czasem moga przebic sie przez ubranko swoim niepozornym (jak u mnie) badz bardziej widocznym ksztaltem :) no i co z tego? przeciez nie sa na wierzchu. a co do obwisnietego biustu - nalezy wspolczuc braku dobrego stanika i tyle.
          • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:58
            >musza golic nogi pod rajstopy... i maja to w umowie o prace...

            Niestety same sobie zgotowałyśmy ten los. Ja nie pamiętam czasów, gdy włosy na
            nogach nie były niczym dziwnym. Obserwowałam kiedyś wątek na forum (nie
            "naszym"), założycielka zauważyła kobietę w autobusie z nieogolonymi pachami i
            nogami... przez bite dwa miesiące forumki miały powód do "bleee", "blaaah",
            "zwymiotuję"... wątek cieszył sie sporą popularnością... Osobiście interesują
            mnie raczej moje nogi (wydepilowane), no i jeszcze męskie łydki (nie,
            niedepilowane :) ), ale dla niektórych nogi kobiety w banku to widać sprawa
            życia lub śmierci....
            • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:25
              ja pamietam takie czasy.. jak przez mgle...

              i masz racje, ze same sobie taki los zgotowalysmy :(
              ale moze jeszcze nie jest za pozno, zeby to odkrecic?... tylko kto by chcial i
              komz by zalezalo? :(
              • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:28
                Wiesz, z mogą jest tak, że lubi przechodzić ze skrajności w skrajność ;). Kto
                wie, może kiedyś... o ile na facetów wychowanych na CKMie spuszczę zasłonę
                milczenia, to z naszej strony to czysta hipokryzja. Chyba każda chyba conajmniej
                raz w życiu miała "jeżyka" na nogach...
                • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:37
                  hipokryzja nawet tak bardzo mi nie przeszkasza, ludzka jest

                  ale ostracyzm przeszkadza mi, i to bardzo.
                  a mysle, ze te rzeczy, o ktorych powyzej piszemy, powoduja pewien, dosc ostry
                  nawet, ostracyzm spoleczny.

                  a przeciez to, jak napisalas, tylko MODA.
                  o ile golenie pod pachami mozna jeszcze tlumaczyc higiena, to na nogach juz
                  nie... tak samo jest z makijazem, czy noszeniem stanika... niczym nie godzi w
                  nasze poczucie wolnosci, ale wkraczamy w wolnosc innych, takie a nie inne normy
                  im narzucajac (tzn narzucajac same sobie w wielu przypadkach).

                  ile z nas potrafi sie tym normom "przeciwstawic" (tzn bierny opor, czyli nie
                  poddawanie sie tymze normom)?
                  • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:41
                    > ile z nas potrafi sie tym normom "przeciwstawic" (tzn bierny opor, czyli nie
                    > poddawanie sie tymze normom)?

                    tzn, że mam wyrzucić depilator :)? Powiem szczerze, nie zaryzykowałabym. Moich
                    nóg i tak nikt nie ogląda, ale sama już mam skrzywienie i źle się czuję
                    niewydepilowana. A co do pach to myślę, że tam włosy są chyba bardziej potrzebna
                    niż na nogach, co nie zmienia faktu, że i tutaj jestem posłuszna modzie.
                    • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:44
                      PinupGirl :) jak wlosy sa, to znaczy ze SA potrzebne ;) ;)

                      wyrzucic depilator?...
                      ... trzeba go najpierw miec...

                      a zastanawialas sie kiedys, DLACZEGO zle sie czujesz niewydepilowana? pytam
                      powaznie.
                      • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:49
                        Zdaję sobie sprawę, że mam taki a taki wzorzec w głowie i nie ma w nim miejsca
                        na włosy na nogach :). Ale depilację pach chętnie bym odpuściła, nie wiem, czy
                        skóra ze stanem zapalnym jest bardziej seksi niż włosy?
                        • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:59
                          to sobie odpusc :)
                          serio serio

                          zycze odwagi :)
                          • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 23:19
                            Oj nie mam jej :). Jakiś niespodziewany basen z przyjaciółmi albo randka... źle
                            bym się czuła.
                • plica ogolone nogi 11.01.09, 19:03
                  Chyba każda chyba conajmnie
                  > j
                  > raz w życiu miała "jeżyka" na nogach...
                  >

                  ostatnio zabawiam sie ankietą "czy przez nieogolone nogi nie poszlas z kims do lozka, mimo, iz mialas na to duza ochote" oraz to samo pytanie w wersji meskiej "czy wiesz, o kobiecie, ktora nie poszla z toba do lozka z powodu niewydepilowanych nog" :)
                  odpowiedzi twierdzacych wcale nie jest tak mało ....
      • joankb Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:02
        Ja też. Nie noszę ostrych kolorów, nie lubię zbyt krótkich mini, nie chodzę do
        pracy w koszulce na ramiączkach, w przezroczystej też nie :)). Ale nie umiem
        pracować w uniformie. Zresztą specyfika pracy taka, że na rożne części dnia ten
        uniform musiałby być skrajnie inny.
        No i charakterek mam do tego taki, jaki mam.
        W ostatnim miejscu pracy był to jeden z tematów, które to ja poruszyłam w
        rozmowie wstępnej, wiedziałam, że nie chcę się stosować do takich wymagań :)). I
        w końcu poszłam gdzie indziej.
        U innych też nie cierpię... Zmieniłam swego czasu bank. Ja nie mam pamięci do
        twarzy, a tam wszyscy wyglądali jednakowo, nigdy nie mogłam się połapać z kim
        ostatnio rozmawiałam.
        U handlowców, którzy nawiedzają mnie tabunami - też nie lubię i pominąwszy
        kwestie ekonomiczne, zlecenie dostanie ten, który czymkolwiek się wyróżnia.
        Innym tekstem albo choć innym ubiorem...
        Reszta zlewa mi się w taką bezkształtną masę...
      • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:03
        > mnie az mrozi na slowa "dress code"...
        > traktuje je jako zapach ma moja wolnosc osobista ;)

        Trochę się dziwie... nie wiem, jak to jest ale pamiętam, że w mojej ex szkole
        uczniowie bardzo chcieli mundurków ale... rodzice nie, tłumacząc to właśnie w
        ten sposób :). A byliśmy wtedy w okresie ostrego buntu ;). Wydaje mi się, że to
        jest wygodne, nie trzeba się zastanawiać co na siebie włożyć, nie ma problemu "o
        kurcze, za bardzo się wystroiłam" czy "wyglądam przy nich jak szara myszka" bo
        wszystko jest z góry określone.

        Moja mama pracowała w firmie, gdzie teoretycznie nie obowiązywały żadne ostre
        zasady, za to szefostwo komentowało złośliwe jej ubiór cokolwiek by nie
        założyła. Nie pasowały im m.in. brązowe czułenka na 3 cm obcasach (bo jest "taka
        potężna"), duża czarna torebka na ramie bez żadnych dziwnych fajerwerków itd
        itd... docinki nt wzrostu były na porządku dziennym...
        • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:35
          ja nie mam tego typu problemu w pracy. tutaj naprawde nikogo nie obchodzi, jak
          ludzie sie ubieraja.
          i nie komentuje sie tego, ani cicho, ani glosno.

          sa najrozniejsze "oryginaly", jakos tam sie wyrozniajace strojem (w
          najrozniejszy sposob), ale wiekszosc to "szara masa".
          i nie sadze, aby ktos zauwazal nawet, jaki obcas ktos nosi ;)

          ale tak jak mowie - wiem, ze to jest wyjatkowa sytuacja i naprawde jestem
          serdecznie wdzieczna mojemu aniolowi strozowi, ze mnie do takie pracy zaprowadzil ;)

          mojego stroju nie trakruje nawet jako wyrazu buntu, charakteru, itp itp.
          traktuje go jako moja prywatna sprawe i bardzo bym chciala, zeby inni tez tak to
          traktowali :)
          • pinupgirl_dg Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:48
            Nie o to mi chodziło. Chciałam przez to powiedzieć, że i bez oficjalnego dress
            code praca może być koszmarem, jeśli się trafi na chamstwo. Nie było wymagań w
            tej firmie, szefowa była bardzo niska i nosiła 10cm szpile, poprostu na każdym
            kroku szef chciał zauważyć, że trzeba być mutantem zeby mieć powyżej 170cm
            wzrostu. Gdyby powiedzieli, że takie a takie pantofle są nie na miejscu mama by
            się nie przejeła.
      • magdalaena1977 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:01
        kura17 napisała:

        > traktuje je jako zapach ma moja wolność osobista ;)
        Ale to przecież wybór takiego pracownika (zwłaszcza, że mówimy o osobach, które
        mają jakiś wybór).
        Decydując się na konkretną pracę trzeba się liczyć z różnymi plusami i minusami.
        Zostajesz marynarzem dalekomorskim - nie ma cię w domu miesiącami, chirurgiem -
        trzeba pełnić dyżury w szpitalu, żołnierzem - musisz nosić mundur. A jak chcesz
        być np. doradcą finansowym w dużej firmie itp. to praca w podartych dżinsach odpada.

        > ... i coraz czesciej sie zastanawiam, ma jak duzo ten fakt mial wspolnego
        > z moim wyborem pracy... ;)
        No właśnie.
        • kura17 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:21
          dlatego wlasnie napisalam, ze traktuje to jako zamach na WLASNA wolnosc :)
          i jesli tylko mam mozliwosc decyzji, to takiej pracy unikam jak ognia...
          ... na co inni sie decyduja (i dlaczego) nie moja sprawa
        • joankb Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 22:21
          Nie mówimy o podartych dżinsach. W ogóle mówimy chyba o dwóch rodzajach
          stawianych wymagań. Jedne z nich to prawie wojskowe mundurki - określony w
          najdrobniejszych szczegółach i kolor i krój i wysokości obcasów, ubiory wręcza
          zamawiane przez pracodawcę w jednej firmie. Drugi to ramy, wykluczenie tego,
          czego się nosić nie powinno. Spisane raczej jako kodeks dobrej praktyki, nie
          regulamin.
          Mundurkom mówię nie, w drugim przypadku czasem rozumiem. Ja się nie stosuję -
          ale ja na szczęście mam wybór.
      • plica Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 18:37
        kura17 napisała:

        > mnie az mrozi na slowa "dress code"...
        > traktuje je jako zapach ma moja wolnosc osobista ;)
        > i mysle, ze mialabym wielkie klpoty, zeby zaaklimatyzowac sie w pracy, gdzie
        > bylyb sztywne wymagania na temat stroju.
        > na cale szczescie u mnie w pracy nie ma zadnych wymagan (taka specyfika zawodu)
        > ...
        > ... i coraz czesciej sie zastanawiam, ma jak duzo ten fakt mial wspolnego w moi
        > m
        > wyborem pracy... ;)

        mam calkiem podobnie. chyba ucieklabym z krzykiem z miejsca z bialymi koszulami. ja wole czerwone i czarne :)
    • po.rzeczka Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 10.01.09, 21:39
      Byłam kiedyś na szkoleniu dla teleankieterów i padło tam,że w dżinsach można
      przychodzić tylko w piątek ze względu na elegancki biurowiec i pracowników
      innych firm spotykanych w windzie. A pracowało się w ciasnym pokoiku pełnym
      komputerów w gronie studentów zalewających sobie gorące kubki.Tego to ja nie
      zrozumiem,że kogoś,z kim łączy mnie praca w 1 budynku zniesmaczą moje dżinsy.
    • masza.s co myślę? 10.01.09, 22:39
      W szkole nie mam mundurków. Czasem żałuję - styl brytyjski, tj. college style
      bardzo mi się podoba.

      Dress code w niektórych zawodach uważam za niezbędny, ale raczej rozumiany
      bardziej ogólnie niż szczegółowy krój ubrań. Wyobrażam sobie, że można ubierać
      się zgodnie z dress code'm bardzo dobrze, elegancko i modnie.

      Mój zawód raczej tego nie będzie wymagał.
      • joankb Re: co myślę? 10.01.09, 23:21
        A mnie płacą za myślenie. Błyskawiczne czasem. A ja myślę w niektóre dni lepiej
        jak nie jestem ani elegancka, ani modna.
        Nie akceptuję tych wymagań - przeszkadzają mi. Masz pojęcie jak pracuje się w
        stresie?? Niekiedy potrafię w marynarce, a niekiedy mi rękawy zawadzają,
        mentalnie zresztą.
        • pinupgirl_dg Re: co myślę? 10.01.09, 23:24
          Ale o co chodzi :)? Przecież od Ciebie nikt tego nie wymaga...
          Gdybyś była hydraulikiem też nikt nie będzie oczekiwał białej bluzki i spódnicy.
        • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 01:31
          joankb napisała:
          > A mnie płacą za myślenie.
          Mnie też. I chyba większość zawodów, których dotyczy dress code to te gdzie
          wykonuje się za pracę umysłową.
          Specjalny strój dla pracownika fizycznego nie budzi tu jakichś oporów.

          > A ja myślę w niektóre dni lepiej jak nie jestem ani elegancka, ani modna.
          IMHO bycie fachowcem (umysłowym) polega na tym, że jest się w stanie wykonywać
          pracę kreatywnie mimo niesprzyjających okoliczności. Nawet jak jest gorąco czy
          duszno, a zmęczenie daje w kość. Także w pośpiechu i nerwowej atmosferze. Nie
          tylko w rozciągniętym dresie, ale także w kostiumie i szpilkach.

          IMHO trudności z pracą w określonym ubraniu to ograniczenie i zupełnie nie wiem,
          dlaczego niektóre osoby wręcz się tym chlubią.
          Dotyczy to szczególnie informatyków, którzy czasami twierdzą jak to potrzebują
          do pracy odpowiedniego wygodnego stroju. A ja mam ochotę powiedzieć coś w stylu
          "stary, co z ciebie za fachowiec, jeśli byle garniak wpływa na Twoje myślenie".
          • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 11:15
            komus garnitur nie moze wplywac na komfort pracy, ale Tobie jeansy moga wplywac
            na ocene FACHOWOSCI kogos?... hmmm...
            • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 12:06
              Jak cię widzę tak cię piszą .... można z tym walczyć, ale to (nie)stety bardzo
              ludzkie i trudno mi uwierzyć, że Ty jesteś "ponad tym" :). Każdy człowiek stara
              się po wygladzie ocenić, z kim ma do czynienia. Strój to nie tylko nędzma
              szmatka okrywająca naszą cielesną powłokę, ale też nasz sposób wyrażania. Można
              swoim strojem powiedzieć "wiem, po co tu przyszłam, jestem fachowcem, potrafię
              się ubrać w zależności od sytuacji, okazuję Ci szacunek moim eleganckim stojem",
              można powiedzieć "słucham hip-hopu i jestem za legalizacja" i jeszcze parę
              innych rzeczy.
              • tfu.tfu Re: co myślę? 11.01.09, 12:31
                a ja wiem, że można pracować na uniwersytecie, mieć włosy w 2 kolorach
                (konkretnie czerwonym i niebieskim!)i NIKOMU to nie będzie przeszkadzać :) tak,
                w Glasgow tak jest. 40-stopniowych upałów tu nie ma, każdy supermarket/sklep ma
                "uniform", banki też szyją dla pracowników uniformy. racja. ALE NIKT NIKOGO NIE
                OCENIA PO UBIORZE I FRYZURZE!!!!
                to ocenianie to jakaś nasza polska przypadłość chyba :/ samoocenę podnosi? z
                kompleksów ma leczyć? nie wiem. ale w Polsce każdy jest za gruby/za chudy/ źle
                ubrany/pryszczaty/ma krzywe nogi/borsuka itp. itd.
                niech ma! niech będzie taki, jaki jest! co innym do tego? :/
                nie, nie idealizuję obczyzny. ale jak pisała kura: serio, czasem wystarczy
                pomieszkać poza Polską, żeby móc odetchnąć pełną piersią, bo są na świecie
                miejsca, w których nikt nie oceni nas po tym jak wyglądamy. (:
                • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 12:36
                  no dokladnie, Tfu.Tfu! dzieki za ten wpis, bo myslalam, ze sie nagle wn jakims
                  matrixie znalazlam ;)

                  moge sie pod tym w 100% podpisac. i podac wiele podobnych przykladow.
                • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 12:41
                  > bo są na świecie
                  > miejsca, w których nikt nie oceni nas po tym jak wyglądamy. (:

                  Nie jestem taka światowa, ale szczerze w to wątpie :)

                  > a ja wiem, że można pracować na uniwersytecie, mieć włosy w 2 kolorach
                  > (konkretnie czerwonym i niebieskim!)i NIKOMU to nie będzie przeszkadzać :)

                  Tak jest też w Katowicach, ale to środowisko rządzi się swoimi prawami. My rozmawiamy o instutucjach, gdzie dress code obowiązuje, a nie o tym, ze profesorowie, doktorzy i grabarze mogą nosić co zechcą :).
                  • tfu.tfu Re: co myślę? 11.01.09, 12:59
                    oj, no ale był wpis o tym, jak to wygląd wpływa na ocene kwalifikacji ;)
                    a nie powinien. dlaczego? bo jak idę w ściuchanych ogrodniczkach do banku po
                    kasę (własną!) to ma mnie tam obsłużyc kompetentny pracownik, i gdzieś mam, czy
                    panienka z okienka ma białą bluzkę czy tipsy :) ma mnie szanować jako człowieka
                    i klienta, tak jak ja ją szanuję jako człowieka i osobę, która mi ułatwi życie,
                    bo wykonuje swoja pracę dobrze.
                    "światowość" nie ma tu nic do rzeczy, to tylko szacunek dla drugiego człowieka i
                    jego odrębności. :)
                    • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:02
                      > "światowość" nie ma tu nic do rzeczy, to tylko szacunek dla drugiego człowieka...

                      ... który wyrażamy strojem i zachowaniem
                      • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:09
                        pinupgirl_dg napisała:


                        > ... który wyrażamy strojem i zachowaniem

                        opisalam juz gdzies w tym watku, z jakim szacunkiem potraktowala mnie pani w
                        banku, wyrazajaca dla mnie ogromny szacunek swoim strojem...

                        mam wrazenie, ze to "wyrazanie szacunku strojem" to gornolotne okreslenie tego,
                        ze to jest jedyny sposob wyrazenia szacunki, jaki sie dostanie...
                        ze wielu osobom dress code w ogole nie kojarzy sie z szacunkiem do drugiego
                        czlowiek, tylko z wymogami pracy, ewentualnie z powiedzeniem "jak cie widza, tak
                        cie pisza". i tyle, nic glebszego tam nie ma.

                        1001 razy wole szacunek wyrazony slowami/zachowaniem, niz ten wyrazony strojem.
                        zwlaszcza, ze czesto (to moje doswiadczenia) jest to jedyny sposob wyrazenia
                        tegoz...
                        • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:16
                          > mam wrazenie, ze to "wyrazanie szacunku strojem" to gornolotne okreslenie tego,
                          > ze to jest jedyny sposob wyrazenia szacunki, jaki sie dostanie...
                          > ze wielu osobom dress code w ogole nie kojarzy sie z szacunkiem do drugiego
                          > czlowiek, tylko z wymogami pracy, ewentualnie z powiedzeniem "jak cie widza, ta
                          > k
                          > cie pisza". i tyle, nic glebszego tam nie ma.

                          Oczywiście, Wy też to tak widzicie, ja to widzę inaczej. Gdy ubieram się na egzamin (dopiero niedawno dojrzałam do tego) to nie robię tego dlatego, bo muszę. Gdybym poszła w zaplamionym podkoszulku też by mnie nikt nie oblał, tzn nie z tego powodu :). Ale dlatego, bo widzę że nauczyciel który na codzień wygląda jak "idz po wino i nie wracaj" też sie wysilił i założył ten krawat...

                          Wiadomo, że strój to pierwszy sygnał, jaki wysyłamy, za nim powinny pójść nasze gesty i słowa. Z czasem "pierwsze wrażenie" nie ma już znaczenia, ale to nie zmienia faktu, że gdy obsługuje mnie pani niestosownie ubrana, żująca gumę itd to czuję się na starcie olana.
                          • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:23
                            a dla mnie wlasnie slowa, gesty, zachowanie to ten pierwszy wysylany sygnal. to
                            one tworza pierwsze wrazenie. tak mam :)

                            owszem, czasem stroj potrafi sie "wedrzec" na pierwsze miejsce, ale musi w nim
                            byc cos mnie "szokujacego" (i nie chodzi o ekstrawagancje, czy abnegacje!). na
                            przyklad, jak widze, przy 10-stopniwym mrozie, kobiete w autobusie w kurteczce
                            odslaniajacej nerki, to jednak moje pierwsze wrazenie na jej temat JEST
                            formowane na podstawie stroju...

                            wiesz, ja nie zawsze tak mialam (z tym nieocenianem po wygladzie). chyba
                            pierwsza lekcje na ten temat dostalam, gdy bardzo zaprzyjaznilam sie z osoba, o
                            ktorej w pierwszej chwili pomyslam "o jezu" na podstawie jej wygladu wlasnie...
                            ucze sie ciagle na wlasnych bledach :)
                            • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:31
                              > a dla mnie wlasnie slowa, gesty, zachowanie to ten pierwszy wysylany sygnal. to
                              > one tworza pierwsze wrazenie. tak mam :)

                              Ale zwykle zanim usłyszymy słowa to z reguły najpierw tego kto je wypowiada
                              zobaczymy :). To pierwsze wrażenie trwa chwilę i często bywa mylące - to prawda.
                              Tyle, że z panią w banku poza wymianą uprzejmości raczej nie będę miała okazji
                              porozmawiać (chyba, że w Polbanku, gdzie spędzam dłuuugie godziny bo co chwilę
                              wiesza im się system :D ).
                              • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:35
                                jesli kogos TYLKO widze, to staram sie powstrzymac od jakichkolwiek opini na
                                jej/jego temat...

                                ... no chyba, ze jest to jakas osoba, ktora robi na mnie wyjatkowe wrazenie, hm,
                                sensualne, to wtedy, oczywiscie, nie powstrzymuje sie przynajmniej od
                                pofantazjowania na jej temat... ;)

                                a co do pani w banku - przeciez MASZ z nia do czynienia, nawet jesli krotko,
                                mozesz ja ocenic za fachowosc, szybkosc, mile zachowanie przy dokonywaniu
                                tranzakcji.
                                • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:42
                                  > a co do pani w banku - przeciez MASZ z nia do czynienia, nawet jesli krotko,
                                  > mozesz ja ocenic za fachowosc, szybkosc, mile zachowanie przy dokonywaniu
                                  > tranzakcji.

                                  Po pierwse nikogo nie chcę oceniać, zwłaszcza że na pracy w banku znam się jak
                                  kot na kwaśnym mleku :). A jej zachowanie itd pewnie są równie wymuszone jak strój.
                                  • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:51
                                    chodzilo mi o jej ocene w sprawie obslugi klienta, czyli Ciebie ;)

                                    moze zachowanie jest wymuszone, ale fachowosc juz nie. poza tym takie wymuszone
                                    zachowania na ogol wyczuwa sie na odleglosc, i naturalne mile podejscie do
                                    klienta tez.
                                    • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:58
                                      naturalne mile podejscie do
                                      > klienta tez.

                                      niestety nie da się nikogo zmusić do naturalnie miłego podejscia :)
                                      • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 14:04
                                        no dokladnie o tym pisze :)
                                        moze sie jakos niezgrabnie wyrazilam. mile podejscie moze byc wymuszone lub
                                        naturalne, z wlasnej woli. i na ogol mozna te dwie rzeczy od siebie odroznic
                                        (bedac klientem)
                          • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:06
                            na niektórych uczelniach potrafią oblać z powodu stroju, obniżyć
                            ocenę, wymowne spojrzenia to na porządku dziennym. sorry, ale jakie
                            to "wyrażenie siebie" jak dziewczyna na egzamin przychodzi w zwykłym
                            codziennym stroju (dżinsy, bluza na suwak)? raczej ignorancja, a
                            nie "bunt" i bycie "ponad to". no a wykładowca niekoniecznie musi
                            być "ponad to", bo może stwierdzić, że nie okazała mu szacunku swoim
                            swobodnym strojem.
                            • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 17:50
                              o ile dobrze rozumiem, na egzaminie ocenia sie WIADOMOSCI, a nie szacunek do
                              wykladowcy? w dodatku mierzony kryteriami, co do ktorych nikt nie uzgadnial regul...
                              • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 18:00
                                chyba jednak dobrze rozumiesz, kuro17 :). Mnie się wydaje, że kuraiko
                                marginalnym sytuacjom chce nadać cechy normy, a to jednak zawsze będą zdarzenia
                                marginalne. Studenci bardzo różnie ubierają się na egzaminy i za brak
                                odpowiedniego stroju się nie oblewa, tylko za brak odpowiednich wiadomości.
                                • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 18:27
                                  Zdarza sie, ze oblewa sie za brak wlasciwego stroju. I to zgodnie z regulaminem
                                  uczelni. Popatrzcie na regulamin AM w Gdansku -
                                  niewlasciwy stroj na egzaminie moze byc uznawany za zlamanie punktow 9.5 i ew.
                                  9.3. Regulaminu UW nie linkuje, bo jest kiepski do linkowania (PDF), ale mozna
                                  uznac niewlasciwy stroj na egzaminie za zlamanie punktu 14.1.b.
                                  Ja osobiscie mam mieszane uczucia, bo z jednej strony trudno tego nie nazwac
                                  czepialstwem, z drugiej jesli profesor przychodzi na egzamin w garniturze, a
                                  studentka w topie na ramiaczkach i szortach, bo upal, to cos jest nie tak. A
                                  niestety wielu osobom nie starcza wlasnego pomyslunku. Jakby nie mozna wziac
                                  rzeczy na zmiane i przebrac sie w odpowiednim momencie.
                                  • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 18:38
                                    A co to jest 'właściwy' strój na egzamin? ;)

                                    Szczerze powiedziawszy gdybym była wykładowcą to z góry określiłabym
                                    jako 'właściwy' strój dowolny bo nie obchodziłoby mnie co studenci
                                    mają na sobie tylko co mają w głowie :)
                                    • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 19:12
                                      no dokladnie.
                                      byloby ponizej mojej godnosci czepianie sie o stroj, a co dopiero oblewanie z
                                      tego powodu!
                                      • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 19:54
                                        no cóż, ale czasem są takie zasady. ja słyszałam o skreśleniach z
                                        listy za siedzenie na podłodze korytarza (prestiżowa uczelnia na
                                        Śląsku), nawet na mojej prywatnej uczelni krzywo patrzono kiedy
                                        jakiś student siedział na ćwiczeniach w czapeczce.
                                        do tego wykładowcy na ogół chodzili w garniturach/marynarkach. na
                                        egzaminie tak samo.

                                        ok, pewnie że można sobie przyjść w japonkach i kolorowym kusym
                                        stroju, ale to już wtedy nasz problem jak się narazimy wykładowcy.
                                    • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 19:22
                                      satia2004 napisała:

                                      > A co to jest 'właściwy' strój na egzamin? ;)

                                      A tu sie odzywa sv. ;) Wlasciwy czyli dostosowany do okolicznosci - juz kierunek
                                      to warunkuje, czasem wrecz przedmiot, czesto wykladowca, bo inaczej sie czlowiek
                                      zachowuje na egzaminie u dystyngowanego dzentelmena majacego lat 80, inaczej u
                                      mlodej pani profesor, ktora sama nosi dzinsy i sweter - nawet jezyk rozmowy
                                      bedzie odmienny, a stroj tym bardziej.
                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 19:17
                                    No nie wiem jak się do tego odnieść. Skoro piszesz, że rzeczywiście ktoś został
                                    oblany z powodu wyglądu, to na pewno masz rację, ja się z tym nie spotkałam.
                                    Z tym regulaminem to w ogóle ciekawa sprawa. Wg mnie zasady współżycia
                                    społecznego łamałoby przyjście na egzamin w bikini, a nie w swetrze zamiast
                                    białej koszuli (chyba, że w ewidentnie brudnym swetrze - ale też nie wyobrażam
                                    sobie wykładowcy, jak mówi - nie zdał pan, bo pan przyszedł w brudnym swetrze).
                                    Ciekawe, jak uczelnia interpretuje taki przepis.
                                    Mimo wszystko myślę, że w kwestii naszych rozważań dress code to jednak coś
                                    więcej - to jest wyraźne stwierdzenie co powinno, a czego nie powinno się nosić.
                                  • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 19:46
                                    hehe, a co jak to profesor pojawia sie w stroju "niezgodnym z konwenansem"?...

                                    na mojej obronie jeden z recenzentow byl we flanelowej koszuli w krate, a
                                    przewodniczacy komisji w marynarce przetartej na lokciach... cala reszta byla
                                    pod linijke ;)

                                    jeszcze fajniej bylo na obronie mojego meza (na uczelni amerykanskiej). glowny
                                    recenzent przygnal zziajany w kolarkach i podkoszulku na ramiaczkach, spocony,
                                    bo na uniwersytet dojezdzal na rowerze, a pod gorke bylo calkiem stromo... w
                                    dodatku przez cala obrone trzymal nogi na stoliku przed soba, a nagle
                                    oswiadzczyl, zeby moj maz juz konczyl swoje wystapienie (a czas mu sie jeszcze
                                    nie konczyl), bo on zaraz musi wyjsc, bo jest w lawie przysieglych w sadzie...

                                    mielismy ich oblac?...
                                    • samo_zloto Re: co myślę? 11.01.09, 19:55
                                      > na mojej obronie jeden z recenzentow byl we flanelowej koszuli w krate, a
                                      > przewodniczacy komisji w marynarce przetartej na lokciach... cala reszta byla
                                      > pod linijke ;)

                                      jakby tak ktoś na mojej obronie się pokazał, pomyślałabym, że ma mnie i moją
                                      pracę głęboko w nosie. miło? nie.
                                      • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:07
                                        samo_zloto napisała:


                                        > jakby tak ktoś na mojej obronie się pokazał, pomyślałabym, że ma
                                        > mnie i moją pracę głęboko w nosie. miło? nie.

                                        alez on mi napisal piekna recenzje, na kilka stron; widac bylo, ze moja prace
                                        przeczytal, chyba nawet kilkan razy. dyskutowalismy nad kikoma punktami bardzo
                                        zazarcie na obronie. nawet prace mi zaproponowal. w jego zachowaniu (nie w
                                        stroju) nie bylo NIC, co wskazywaloby, ze ma mnie i moja prace gleboko w nosie.
                                        wrecz przeciwnie.
                                        i co? mialam przekreslic to wszytsko, co wskazywalo na jego zainteresowanie mna
                                        i moja praca, przez fakt, ze nie mial bialej koszuli i marynarki?
                                        naprawde tak myslisz?

                                        co wazniejsze?
                                        • samo_zloto Re: co myślę? 11.01.09, 20:14
                                          oczywiście, że ważniejsze, jak podchodzi do Twojej pracy, ALE w swoim poprzednim
                                          poście wcale o tym nie napisałaś, opisałaś jedynie jego wygląd podczas obrony. I
                                          do tego się odniosłam.
                                          • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:17
                                            a Ty nie zapytalas, tylko zawyrokowalas o jego braku szacunku...

                                            wlasnie tak to jest u wiekszosci - najpierw sie patrzy na wyglad, a potem mysli
                                            o reszcie...
                                            • samo_zloto Re: co myślę? 11.01.09, 20:20
                                              z ciekawości- jak byłaś ubrana na obronie?
                                              • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:34
                                                czarne spodnie, biala bluzka, czarna marynarka. chyba jakas dosc odjazdowa
                                                bizuterie mialam. zero makijazu.

                                                na obrone swojej magistrantki mialam bluzke ecru, szaro-srebrno-zlota marynarke
                                                i chyba jakies jasne spodnie (lato bylo), ale zabij mnie, nie pamietam...
                                                aha i mialam super naszyjnik-obroze i branzoletke, obie rzeczy z takiej niby
                                                pasy perlowej z muszli

                                                a teraz ja z ciekawosci zapytam - czemu o to pytasz? i czy zdalam/oblalam jakis
                                                egzamin (bo odnioslam wrazenie, ze to Twoje pytanie bylo jakims egzaminem)
                                                • samo_zloto Re: co myślę? 11.01.09, 20:53
                                                  pytam, ponieważ chciałam się dowiedzieć, jak się ubrałaś- czy nie przejmowałaś
                                                  się żadnymi zasadami dotyczącymi stroju, czy wręcz przeciwnie. Żaden egzamin w
                                                  żadnym wypadku to nie był! :)
                                                  za dużo mi się myśli kłębi w głowie, żeby je tutaj jakoś zgrabnie przedstawić :/
                                                  uważam, że nie każdy strój na wszystkie okazje się nadaje. Czy sądzisz, że
                                                  inteligentny człowiek, jakim jest zapewne Twój promotor nie wie, że wypadałoby
                                                  ubrać się w coś innego niż flanelowa koszula? Raczej wie, ale jego wygoda i w
                                                  jakimś sensie abnegacja biorą górę. Ja rozumiem, że można nie chcieć na codzień
                                                  wtłaczać się w sztywne ramy dress code'u, wyobrażam sobie, że garnitur nie jest
                                                  najwygodniejszym strojem, ale od czasu do czasu poprostu wypada.
                                                  Tak, kiedy gdzies wchodzę, oceniam ludzi po wyglądzie. Pierwsze wrażenie jest
                                                  faktem. Kiedy mam 2 pracowników banku do wyboru, o pomoc poproszę tego
                                                  zadbanego, ponieważ będę miała większe zaufanie do niego, niż do osoby w
                                                  niedoprasowanej koszuli np. Nie znaczy to, że taka opinia jest stała.
                                                  Oczywiście, że najważniejsze są kompetencje, ale żeby się o nich przekonać,
                                                  potrzebna jest przynajmniej rozmowa, do której nie dojdzie, jeśli dany pracownik
                                                  mnie do tego zniechęci.
                                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 21:01
                                                    a nie sądzisz, że my tu trochę mieszamy dwa pojęcia? Narzuconego nam z góry
                                                    przez firmę wyglądu, oraz tego, co ogólnie wypada a co nie wypada? To, że nie ma
                                                    dress code nie znaczy, że ludzie nagle zaczną przychodzić do pracy w bieliźnie
                                                    :) I odwrotnie, dress code automatycznie nie zapewni, że pracownik będzie
                                                    schludnie wyglądał (vide któryś z dzisiejszych wpisów o informatykach w pewnej
                                                    firmie).
                                                  • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 21:35
                                                    ucayali napisała:

                                                    > a nie sądzisz, że my tu trochę mieszamy dwa pojęcia? Narzuconego nam z góry
                                                    > przez firmę wyglądu, oraz tego, co ogólnie wypada a co nie wypada? To, że nie m
                                                    > a
                                                    > dress code nie znaczy, że ludzie nagle zaczną przychodzić do pracy w bieliźnie
                                                    > :) I odwrotnie, dress code automatycznie nie zapewni, że pracownik będzie
                                                    > schludnie wyglądał (vide któryś z dzisiejszych wpisów o informatykach w pewnej
                                                    > firmie).


                                                    A nie masz wrazenia, ze te bardzo precyzyjnie okreslane dresscody biora sie z
                                                    braku zaufania, ze pracownik sam bedzie wiedzial, jak ma sie ubrac? Zostawmy na
                                                    boku wszystkie osoby, ktore nosza jakis rodzaj uniformu ze stewardessami
                                                    wlacznie. Ale jesli w normalnej firmie zdarza sie, ze ktos nie wie, jak sie
                                                    nalezy ubrac w danej sytuacji, to sie szefostwo firmy przed tym zabezpiecza. A
                                                    ze czasami w tych zabezpieczeniach brakuje zdrowego rozsadku to inna sprawa.
                                                    Tyle ze chyba praprzyczyna jest brak rozsadku pracownikow sklonnych pokazywac
                                                    kolczyk w pepku i zakladac sandaly do garnituru. A potem spirala sie nakreca.
                                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 22:08
                                                    turzyca napisała:
                                                    > Ale jesli w normalnej firmie zdarza sie, ze ktos nie wie, jak sie
                                                    > nalezy ubrac w danej sytuacji, to sie szefostwo firmy przed tym zabezpiecza. A
                                                    > ze czasami w tych zabezpieczeniach brakuje zdrowego rozsadku to inna sprawa.
                                                    > Tyle ze chyba praprzyczyna jest brak rozsadku pracownikow sklonnych pokazywac
                                                    > kolczyk w pepku i zakladac sandaly do garnituru. A potem spirala sie nakreca.

                                                    A mnie się wydawało, że dress code przywędrował do nas wraz z kulturą
                                                    korporacyjną a nie z powodu tego, że pracownicy w Polsce nie umieli ubrać się do
                                                    pracy, mogę się mylić ale chyba coś w tym jest.
                                                    I wiesz, mnie może sam ten dress code tak nie drażni (bo w sumie zgadzam się, że
                                                    strój powinien pasować do konkretnej sytuacji), jak to, co się z nim wiąże:
                                                    skodyfikowanie wszystkiego co się da, ludzie wyglądający tak samo, tak samo
                                                    mówiący i tak samo reagujący. Podam przykład: dzwoniąc na różne inforlinie,
                                                    ciężko się z kimkolwiek dogadać. Mówią formułki nie zdania, używają terminów
                                                    nieznanych przeciętnemu człowiekowi (używanych np. w danym znaczeniu tylko w tej
                                                    jednej firmie), i ja często odnoszę wrażenie, że to znów jest automatyczna
                                                    sekretarka. Często nie lepiej jest przy kontakcie osobistym i tu już żaden
                                                    garnitur nie pomoże, ja nie wiem jak z taką osobą rozmiawiać...
                                                    I jest jeszcze ten aspekt, który poruszyła kura17, że zbyt łatwo pozwalamy na
                                                    ocenę na podstawie powierzchowności. Jesteśmy trochę leniwi szufladkując od razu
                                                    ludzi na podstawie tego, co i za ile mają na sobie, i na ile przystają do
                                                    społecznych norm, które sami sobie narzuciliśmy.
                                                  • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 22:22
                                                    A czy ja mowie, ze tylko w Polsce ludzie sa nierozsadni (tudziez "nierozsadni")?
                                                    Moze dresscode w AIGu wynika z tego, ze w latach 60 w Holandii ktos zaczal
                                                    przychodzic w stroju hipisowskim i w zwiazku z odplywem klientow nieufajacych
                                                    doradcy bankowemu z dlugimi wlosami szefostwo firmy zdecydowalo sie na taki
                                                    krok? A potem to juz sie samo rozkrecilo.

                                                    Nie chce sie zaglebiac na nieswoje terytorium, ale ogolnie jakos musimy zyc i
                                                    orientowac sie w otoczeniu. Owszem optymalne byloby porozmawianie z dana osoba
                                                    tak dlugo by ustalic, jaka jest naprawde, ale tak sie nie da. Oceniamy wiec po
                                                    tym co dociera do nas jako pierwsze - po wygladzie, w dalszej kolejnosci po
                                                    sposobie mowienia i zachowania. A zdajac sobie z tego sprawe w jakis sposob to
                                                    wykorzystujemy i ksztaltujemy nasz wyglad tak, by przekazywac jakies informacje.
                                                    A ze zdarza sie, ze ludzie wykorzystuja to narzedzie do manipulacji (panowie z
                                                    zeptera) - to jeszcze inne zagadnienie i podwazanie z tego powodu sensu uzywania
                                                    kodu kulturowego jest rownie sensowne jak chec zakazania produkcji nozy
                                                    kuchennych, bo czasem ich ktos uzyje do zabijania. I jeszcze jedno - nie ma
                                                    jednego stroju dobrego w danej sytuacji, nawet na omawianych obronach. Przeciez
                                                    czym innym jest obrona na ASP a czym innym na WPiA, od absolwentow oczekuje sie
                                                    zupelnie innych umiejetnosci i zupelnie odmiennego miejsca w spoleczenstwie i
                                                    ich stroj, takze podczas obrony, moze byc tego wyrazem.
                                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 22:46
                                                    I to "się rozkręciło" jest dla mnie kluczowe... Smutne, ale pozwalamy na coraz
                                                    głębszą ingerencję w strefę naszej wolności. Korporacje regulują i "normują"
                                                    życie swoich pracowników w stopniu, o którym nikomu 20 lat temu się nie śniło.
                                                  • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 22:56
                                                    Na poczatku chcialam sie zgodzic. A potem mi sie odezwal nawyk zadawania pytan.
                                                    Gdzie sie nie snilo? I o jakim stopniu mowisz?
                                                    Przeciez to w Twoim pokoleniu byly dzieci chrzczone po cichu i bez wiedzy ojca,
                                                    bo mu grozilo za to wylecenie z pracy. Przeciez to Twoi rowiesnicy odkrywali
                                                    uroki zlobkow tygodniowych (w Polsce mniej, ale w NRD calkiem popularne
                                                    rozwiazanie). O roznych innych formach wplywania na pracownika nie bede wspominac.
                                                    A komu i kiedy grozila utrata pracy za niewlasciwe glosowanie w referendum?
                                                    Dlaczego miedzywojenna Polska miala akurat takie granice?
                                                    A dlaczego pewna nauczycielka u Agaty Christie zachowuje sie dziwacznie w czasie
                                                    ferii wakacyjnych? Czy nie dlatego, ze miala wpisane w warunki pracy zakaz
                                                    posiadania dzieci i/lub meza?

                                                    Przestanmy tworzyc z przeszlosci taka idylle.
                                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 23:13
                                                    A wiesz, że nie? przynajmniej nie do końca. A to dlatego, że nie znam prawie
                                                    nikogo kto traktowałby to poważnie. Oprócz funkcyjnych rzecz jasna, ale tych
                                                    było w moim otoczeniu prawie zero. Łamanie wszelkich głupawych zakazów i nakazów
                                                    było normą, wspierali Cię bliżsi i dalsi. To teraz, jeśli uważasz coś za
                                                    niesłuszne/śmieszne/głupie chórek dookoła będzie powtarzał "ależ tak musi być,
                                                    bo i bo i bo..." Wtedy była pogarda, przynajmniej pobłażliwo - prześmiewczy
                                                    stosunek do najlepszego z ustrojów, teraz nawiedzonych jest duuużo więcej.
                                                  • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 23:13
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Na poczatku chcialam sie zgodzic. A potem mi sie odezwal nawyk zadawania pytan.
                                                    > Gdzie sie nie snilo? I o jakim stopniu mowisz?

                                                    Trochę to nie fair na wątpliwości, dotyczące racji niektórych zmian w ostatnich latach, podawać jako odpowiedź okropności socjalizmu, albo jeszcze starszych czasów. To, że jest w wielu dziedzinach lepiej, nie znaczy, że jest idealnie i nie trzeba niczego zmieniać albo ulepszać. Przyjmowanie wszystkiego z Zachodu bez refleksji, nie jest receptą na zbawienie i wszechszczęśliwość.
                                                    Jestem też mniej więcej w wieku joankb i nie przypominam sobie, by trzeba było dzieci chrzcić po cichu.
                                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 23:30
                                                    Chrzcić to też nie pamiętam, chyba tuż po 56-tym. W rodzinie mojego kolegi było
                                                    parę dyskusji rodzinnych przed komunią (64-ty), bo ojciec był dyrektorem, ale
                                                    stanęło na tradycyjnym rozwiązaniu - i nic się nie wydarzyło. Dwa lata później
                                                    nawet nikt nie dyskutował.
                                                    Świadomie to ja pamiętam lata 70-te i później. I nijak ich nie rozpoznaję w
                                                    niektórych relacjach.
                                                    Aa to została mi niezgoda na ograniczenia :)), zdolność do ich omijania. I to
                                                    uważam za kapitał który mieliśmy i którego coraz bardziej nie mamy.
                                                    Jest w którychś ostatnich Wysokich Obcasach wywiad z Amerykanką, która spędziła
                                                    jakiś czas w prywatyzowanej Alimie (Gerber). Warto przeczytać.
                                                  • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 23:48
                                                    joankb napisała:

                                                    Aa to została mi niezgoda na ograniczenia :)), zdolność do ich omijania. I to
                                                    > uważam za kapitał który mieliśmy i którego coraz bardziej nie mamy.

                                                    Zgadzam się i to bardzo. Pamiętam moje czasy burzliwej młodości w latach osiemdziesiątych i pamiętam ten nasz głód indywidualizmu w socjalistycznym glajchszaltowaniu. Im bardziej ktoś się jakąś cechą wyróżniał, tym większym cieszył się szacunkiem i akceptacją rówieśników, bo reprezentował odwagę i opór wobec sytemu. Te dyskusje o uniformach, dress codach, potrzebie wyglądania jak klony i dostosowaniu się do społeczeństwa, są dla mnie czasem trudne do pojęcia. Mnie została do czegoś takiego głęboka awersja.
                                                  • anna-pia PRL... 11.01.09, 23:39
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > Jestem też mniej więcej w wieku joankb i nie przypominam sobie, by trzeba było
                                                    > dzieci chrzcić po cichu.

                                                    Trzeba było, jeśli ojciec dziecka pracował w KC albo był wojskowym, o milicji
                                                    nie wspominając. Do kościoła też chodziło się cichcem w takim wypadku, a ślub
                                                    kościelny załatwiało się na wsi u rodziny, u znajomego księdza na plebanii, w
                                                    dzień powszedni, często razem z chrztem dzieci. Przykład z połowy lat 60. :) W
                                                    latach 70 było podobnie. Mam ciągnąć dalej?
                                                  • pierwszalitera Re: PRL... 11.01.09, 23:53
                                                    anna-pia napisała:

                                                    > Trzeba było, jeśli ojciec dziecka pracował w KC albo był wojskowym, o milicji
                                                    > nie wspominając.

                                                    Anna-pia, o czym ty piszesz?! Bogu dziękuję, że z takimi ludźmi nie miałam wtedy do czynienia i co tacy robili ze swoimi dziećmi to mi powiewa. Całkiem poważnie.
                                                  • anna-pia Re: PRL... 14.01.09, 00:56
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > anna-pia napisała:
                                                    >
                                                    > > Trzeba było, jeśli ojciec dziecka pracował w KC albo był wojskowym, o mil
                                                    > icji
                                                    > > nie wspominając.
                                                    >
                                                    > Anna-pia, o czym ty piszesz?! Bogu dziękuję, że z takimi ludźmi nie miałam wted
                                                    > y do czynienia i co tacy robili ze swoimi dziećmi to mi powiewa. Całkiem poważn
                                                    > ie.

                                                    No cóż, wyraziłaś swoje zdanie. Napisałam to, z czym się spotkałam - podstawówka
                                                    i liceum to świetne pola obserwacji.
                                                  • pierwszalitera Re: PRL... 14.01.09, 13:37
                                                    anna-pia napisała:

                                                    > No cóż, wyraziłaś swoje zdanie. Napisałam to, z czym się spotkałam - podstawówk
                                                    > a
                                                    > i liceum to świetne pola obserwacji.
                                                    >

                                                    Napiszę ci nawet wyraźniej, o co mi chodziło. Twój przykład na ciche chrzty i ukrywanie wiary jest bezsensowny. Ludzie, o których mówisz, zdecydowali się świadomie na przynależność do pewnego systemu. Zrobili to albo z przekonania, a tacy też byli, albo z powodu kariery. W komuniźmie nie ma jednak miejsca na inną religię. To nawet nie ma nic wspólnego z reżimem, tylko nie pasuje do fundamentalnych zasad ustroju. O tym wiedziało się od samego początku. Więc jak? Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek? Trudności z otwartą deklaracją wiary katolickiej u takich osób są dla mnie tylko powodem do śmiechu. Ale takiego gorzkiego, bo widać wyraźnie, że nawet w takich sprawach system okazał się skorumpowany. I dotyczyło, to ludzi zajmujących raczej wyższe stanowiska. Ja znałam też osoby, które zmuszone były wstąpić do partii ze względu na wykonywaną pracę, na przykład nauczyciele byli przymuszani. Wielu wybierało wtedy jednak to drugie, jakby mniejsze zło i decydowało się na partię chłopską, bo mieliśmy jednak system wielopartyjny. ;-) A nawet w PZPR na podstawowym szczeblu pasywnego pionka nikt się jednak nie czepiał, gdy chodziło się do kościoła i chrzciło się dzieci. A nikt nikogo nie zmuszał, by piąć się po partyjnej drabinie do góry. Albo by wstąpić do milicji, robić karierę wojskową i podobne. Takie jest życie, że czasem wymaga od nas moralnych decyzji. Dziwne, ja też byłam wtedy w podstawówce i w liceum, ale pewne rzeczy były dla mnie jasne jak budowa kija. ;-)
                                                  • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 23:41
                                                    Pewnie gornik mogl sobie ochrzcic dziecko z cala pompa. Urzednik NIK-u - nie. I
                                                    jeszcze sporo osob, od ktorych wymagano w pracy czystosci ideologicznej czasem
                                                    zupelnie absurdalnie - bo jak na prace ordynatora mialo wplywac, czy byl
                                                    partyjny? Ale wymagano. Wsrod znajomych moich rodzicow jest naprawde sporo osob,
                                                    ktore byly chrzczone bez reklamowania tego faktu, bo przyznawanie sie do bycia
                                                    praktykujacym katolikiem grozilo duzymi problemami w pracy.

                                                    Ja tylko przypominam, ze to wcale nie jest tak, ze to najnowsze czasy sa
                                                    okropne, bo wczesniej tez bywalo niewesolo i tez bardzo ingerowano w zycie
                                                    pracownikow, i to zarowno w socjalizmie jak i w kapitalizmie. Nie mowie, ze
                                                    teraz jest idealnie, mowie, ze wczesniej nie tez nie bylo. A przykladow sa
                                                    peczki, wybralam najbardziej znane.

                                                    "To, że jest w wielu dziedzinach lepiej, nie znaczy, że jest idealnie i nie
                                                    trzeba niczego zmieniać albo ulepszać." Sama to pisalam w naszej pamietnej
                                                    dyskusji, wiec nie musisz mnie przekonywac do tego toku myslenia. Ale ulepszaniu
                                                    jakiejs sytuacji nie pomaga tworzenie mitu zlotego wieku.


                                                    PS I szczerze mowiac, jesli juz koniecznie musze wybierac, to wole nosic
                                                    garsonke 50 godzin w tygodniu niz nie moc praktykowac mojej religii czy
                                                    przyznawac sie do mojej narodowosci. Wydaje mi sie to jednak mniejszym
                                                    ograniczeniem mojej wolnosci.
                                                  • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 23:56
                                                    turzyca napisała:

                                                    > PS I szczerze mowiac, jesli juz koniecznie musze wybierac, to wole nosic
                                                    > garsonke 50 godzin w tygodniu niz nie moc praktykowac mojej religii czy
                                                    > przyznawac sie do mojej narodowosci. Wydaje mi sie to jednak mniejszym
                                                    > ograniczeniem mojej wolnosci.

                                                    To zależy od priorytetów. ;-) Ale wcale nie musi być albo - albo. :-)
                                                  • turzyca Re: co myślę? 12.01.09, 00:04
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > To zależy od priorytetów. ;-) Ale wcale nie musi być albo - albo. :-)

                                                    Ja mowie o sytuacji, w ktorej musialabym wybierac. I o moim wlasnym zdaniu -
                                                    naprawde wolnosc religii wydaje mi sie wazniejsza od wolnosci ubioru w czasie
                                                    pracy.
                                                  • pierwszalitera Re: co myślę? 12.01.09, 00:35
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Ja mowie o sytuacji, w ktorej musialabym wybierac. I o moim wlasnym zdaniu -
                                                    > naprawde wolnosc religii wydaje mi sie wazniejsza od wolnosci ubioru w czasie
                                                    > pracy.

                                                    Jasne. :-) Chociaż w moim przypadku byłaby to możliwość braku religii, a tu pojawiają się znowu inne problemy związane z dominancją wyznaniową w Polsce. Czyli ani wolność ubioru, ani pełna wolność sumienia. ;-) Ale na ten temat, to nie mam zamiaru dyskutować, bo miałyśmy już nieraz okazję poznać nasze zdania na ten temat i nie ma co powtarzać rzeczy dla nas oczywistych. :-)
                                                  • joankb Re: co myślę? 12.01.09, 07:46
                                                    Wolność sumienia chyba dla każdego jest ważniejsza od wielu innych wolności.
                                                    Pod tym względem jestem umiarkowaną pesymistką. Kiedyś tak będzie, ale bardzo
                                                    daleka droga przed nami. I wcale nie taka łatwa. Brak zdolności i odwagi do
                                                    wyrażania sprzeciwu w kwestiach mniej istotnych niestety nie przekłada się na
                                                    odwagę w tych najważniejszych.
                                                  • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 23:05
                                                    joankb napisała:

                                                    > I to "się rozkręciło" jest dla mnie kluczowe... Smutne, ale pozwalamy na coraz
                                                    > głębszą ingerencję w strefę naszej wolności. Korporacje regulują i "normują"
                                                    > życie swoich pracowników w stopniu, o którym nikomu 20 lat temu się nie śniło.

                                                    Na świecie zaczęły się jednak pojawiać też tendencje odwrotne. Coraz więcej firm zachodnich pozwala pracownikom na więcej wolności dotyczących ubrania i na przykład też godzin pracy. Przykładem jest tu firma Microsoft, w której główny szef Bill Gates dba, by młodzi fachowcy nie byli skrępowani nadmiernymi kodeksami i czuli się jak w domu. Trochę zaczyna rozchodzić się w świadomości decydentów, że zadowoleni z pracy pracownicy, w luźniejszych, przyjemniejszych warunkach, czują się bardziej związani z firmą, są lojalniejsi i wydatniejsi. To często jest bardzo ważne. A klienci są też już bardziej uświadomieni i zdają sobie sprawę, że konwencjonalny strój nie oznacza jeszcze dobrej jakości usługi. Polska jest pod tym względem jeszcze krajem rozwojowym i nie mamy tu doświadczenia w tej dziedzinie. Trochę powtarzamy już odrobinę przestarzałe schematy, a trochę tkwimy jeszcze też w (post)socjalistycznym uniformiźmie. Idea indywidualizmu jest dla naszego społeczeństwa jeszcze ciągle trochę egzotyczna i potrzebujemy czasu, by wyciągnąć własne wnioski z modeli przeniesionych z Zachodu.
                                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 23:07
                                                    turzyca napisała:

                                                    > A czy ja mowie, ze tylko w Polsce ludzie sa nierozsadni (tudziez "nierozsadni")
                                                    > ?
                                                    > Moze dresscode w AIGu wynika z tego, ze w latach 60 w Holandii ktos zaczal
                                                    > przychodzic w stroju hipisowskim i w zwiazku z odplywem klientow nieufajacych
                                                    > doradcy bankowemu z dlugimi wlosami szefostwo firmy zdecydowalo sie na taki
                                                    > krok? A potem to juz sie samo rozkrecilo.
                                                    >

                                                    Oj turzyco, zaraz się kładę, żeby wstać rano, a bardzo fajne rzeczy poruszasz i
                                                    szkoda mi tak to zostawiać...
                                                    Odpowiadam więc: toć mówię, że zagranicą, ale chcę też powiedzieć, że być może u
                                                    nas sprawdziłyby się inne wzorce? Być może wystarczyłoby pracownikowi po prostu
                                                    zwrócić uwagę? No i ten przykład z latami 60-tymi: teraz bardziej liberalnie
                                                    podchodzi się do stroju, chyba się zgodzimy? Wiem, że to był przykład, ale czasy
                                                    i moda zmieniają się dość szybko.
                                                    Btw., ci długowłosi to nie w cudzysłowie? Mam nadzieję, że od lat 60-tych ani
                                                    zagranicą, ani w Polsce nikt się długości włosów u panów nie czepia?

                                                    > Nie chce sie zaglebiac na nieswoje terytorium, ale ogolnie jakos musimy zyc i
                                                    > orientowac sie w otoczeniu. Owszem optymalne byloby porozmawianie z dana osoba
                                                    > tak dlugo by ustalic, jaka jest naprawde, ale tak sie nie da. Oceniamy wiec po
                                                    > tym co dociera do nas jako pierwsze - po wygladzie, w dalszej kolejnosci po
                                                    > sposobie mowienia i zachowania. A zdajac sobie z tego sprawe w jakis sposob to
                                                    > wykorzystujemy i ksztaltujemy nasz wyglad tak, by przekazywac jakies informacje
                                                    > .
                                                    Niby tak. Wiesz, ja akurat głównie zwracam uwagę na oczy i mimikę (uśmiech), nie
                                                    na strój. (A nawiasem mówiąc widzę dużo młodych, ładnie ubranych i zadbanych
                                                    dziewczyn, które chodzą naburmuszone i to mnie bardziej zraża do ludzi, niż
                                                    tipsy czy co tam jeszcze można nie lubić.) Dalej w mojej skali szybkiej oceny
                                                    mam sposób wysławiania się. Nie wiem czy to częste i jak do tego podchodzą
                                                    specjaliści, może to kwestia wychowania, może czegoś innego (np. mojego słabego
                                                    wzroku chociażby ;)). Ale czy my musimy oceniać osobę, która np. ma nas obsłużyć
                                                    w okienku? Czy nie wystarczy nam, że odpowie na nasze pytania, zrobi to, co do
                                                    niej należy, będzie miła/y czy grzeczna/y? To nie musi być zaraz nasz przyjaciel
                                                    od serca :)
                                                    Głębiej też już nie chcę wchodzić, niekompetentnam :)

                                                    > A ze zdarza sie, ze ludzie wykorzystuja to narzedzie do manipulacji (panowie z
                                                    > zeptera) - to jeszcze inne zagadnienie i podwazanie z tego powodu sensu uzywani
                                                    > a
                                                    > kodu kulturowego jest rownie sensowne jak chec zakazania produkcji nozy
                                                    > kuchennych, bo czasem ich ktos uzyje do zabijania.
                                                    Prawda.

                                                    I jeszcze jedno - nie ma
                                                    > jednego stroju dobrego w danej sytuacji, nawet na omawianych obronach. Przeciez
                                                    > czym innym jest obrona na ASP a czym innym na WPiA, od absolwentow oczekuje sie
                                                    > zupelnie innych umiejetnosci i zupelnie odmiennego miejsca w spoleczenstwie i
                                                    > ich stroj, takze podczas obrony, moze byc tego wyrazem.
                                                    Pewnie masz rację. Ale makijażu, koloru rajstop i określonej długości spódnicy
                                                    nikt tu na szczęście nie wymaga :)
                                                  • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 23:27
                                                    Ogolnie to byl luzny przyklad, moze to byla Holandia, lata 60, moze to byla
                                                    Francja lata 80, nie mam pojecia. Nie wiem, na ile przenoszenie mialo sens, ale
                                                    jak sobie przypomnisz, co sie nosilo w Polsce na poczatku lat 90. i jaki byl
                                                    ogolny poziom wyczucia, to moze jednak?

                                                    Nie, z tymi dlugowlosymi to akurat moze byc dosc autentyczne - im bardziej sie
                                                    wglebiam w zjawisko pokolenia '68 tym bardziej jestem zszokowona jak gleboka
                                                    kulturowo rewolucja to byla. Dlugowlosy bankowiec w latach 60. to bylo chyba
                                                    ostrzej niz obecnie w spodnicy.
                                                    I jednak nawet uwzgledniajac obecne poluznienie obyczajow to jednak urzednik
                                                    bankowy z wlosami do polowy plecow chyba nie przejdzie, nie? A moze sie myle i
                                                    ktos zna pana z banku z dlugimi piorami?

                                                    Niby nie musimy oceniac ludzi, ktorzy nas obsluguja, ale i tak to robimy. W
                                                    roznym stopniu swiadomie. I jesli ktos wchodzac do banku zobaczy osobe, ktora go
                                                    zupelnie do siebie zrazi, to np. pojdzie do innej filii banku albo zrazi sie do
                                                    banku zupelnie, bo nieprofesjonalny, i pojdzie do konkurencji. Dresscode jest
                                                    wiec nastepstwem swiadomosci istnienia tego procesu. Tyle ze czasem przekracza
                                                    granice absurdu...
                                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 23:34
                                                    Znam. W biurze maklerskim. Pan nosi na ogół włosy związane w kucyk :))
                                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 23:40
                                                    Lata 60-te to się zgadzam, prawdziwa rewolucja :) i z pewnością są jeszcze w
                                                    Polsce osoby, które też długich włosów nie akceptują (i u nas te włosy to w
                                                    90-tych chyba powróciły na większą skalę, ale nie jestem pewna). A bankowca to z
                                                    długimi włosami akurat nie znam :) Ciekawe czy tacy są :) Za to ostatnio
                                                    obsługiwał mnie długowłosy w supermarkecie :)
                                                    Już pisałam, kto mnie zraził do bankowców - pracownicy młodzi, elegancko ubrani,
                                                    patrzący z góry na mnie, klientkę. Już od dawna rozmawiam z nimi wyłącznie przez
                                                    telefon :)
                                                  • tfu.tfu Re: co myślę? 12.01.09, 11:04
                                                    znam bankowca, który ma tak z 5 kolczyków w jednym uchu i nosi namiętnie krawaty
                                                    z kaczorem donaldem ;) taka "opozycja", bo gajerek wymagany ;)
                                                  • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 20:20
                                                    turzyca napisała:

                                                    > I jednak nawet uwzgledniajac obecne poluznienie obyczajow to jednak urzednik
                                                    > bankowy z wlosami do polowy plecow chyba nie przejdzie, nie? A moze sie myle i
                                                    > ktos zna pana z banku z dlugimi piorami?

                                                    Ja znam :) Czyste i związane w kitkę, całkiem OK :) Oprócz tego pełen dress-code
                                                  • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 20:09
                                                    No tak, jako społeczeństwo tacy właśnie jesteśmy, ważny jest wizerunek, i
                                                    dlatego firmy mają takie a nie inne wymogi, czasem do przesady - np. określanie
                                                    wysokości obcasa i koloru butów. Ale ogólne założenie jest takie, że mamy
                                                    sprawiać określone wrażenie, a nie tylko być kompetentnymi. Bo każdy z tych
                                                    czynników zwiększa szansę na pozyskanie klienta. Jasne, że elegancko ubrana i
                                                    chamska pracownica banku nie zjedna sobie klienta, ale jeśli chodzi o ogół
                                                    tychże klientów, lepsze wyniki będzie miała ta, która jest i kompetentna, i
                                                    miła, i elegancko, odpowiednio ubrana.
                                                  • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 20:05
                                                    Faktem jest, ze regulamin regulaminem, a ja do pracy mogę przyjść w
                                                    wyprasowanych na kant krótkich spodenkach i do tego kabaretki, bo regulamin nie
                                                    określa ani długości spodni, ani też sposobu splotu rajstop ;)
                                                  • ucayali Re: co myślę? 12.01.09, 20:09
                                                    hihi, właśnie dlatego te regulaminy są takie dla mnie dziwne: zawsze da się je
                                                    sprowadzić do absurdu, i tak naprawdę to tylko dobra wola pracownika połączona z
                                                    wolą zrozumienia intencji pracodawcy dają efekt, nie sam regulamin ;)
                                                  • ucayali OT zepsułyśmy drzewko? 11.01.09, 23:12
                                                    Od postu, na który odpowiadam, drzewko mi już nie działa i nie widzę, kto komu
                                                    na co odpowiada :(
                                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 21:07
                                                    Trochę przekornie.. Na takich odruchach wielu żeruje. Elegancko ubrany
                                                    przedstawiciel zeptera czy innej zarazy sprzeda naiwnym emerytom coś, na co ich
                                                    nie stać i czego nie potrzebują. Nienaganny agent ubezpieczeniowy przepisze Cię
                                                    z funduszu A do B, mając na myśli tylko własną prowizję. Ktoś w banku, aby
                                                    wykonać plan wepchnie Ci produkt dużo gorszy od tego, który ma konkurencja...
                                                  • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 21:18
                                                    ja akurat uwazam zwyczaj oceniania ludzi (a zwlaszcza ich krytykowania) po ich
                                                    wygladzie za dosc paskudny. i od dawna staram sie tepic w sobie takie odruchy. i
                                                    mam wrazenie, ze to w duzej mierze zalezy od srodowiska, w ktorym sie czlowiek
                                                    obraca.
                                    • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 19:57
                                      na mojej obronie jeden z recenzentow byl we flanelowej koszuli w
                                      krate, a
                                      > przewodniczacy komisji w marynarce przetartej na lokciach... cala
                                      reszta byla
                                      > pod linijke ;)


                                      na mojej uczelni by się to nie zdarzyło. owszem, dziekan i
                                      prodziekan w czasie pracy "popylają" często w sweterkach, trudno
                                      zresztą wymagac, żeby facet prowadzący zajęcia sportowe chodził non
                                      stop w garniturze. ale w sytuacjach oficjalnych zawsze są elegancko
                                      ubrani. nie wyobrażam sobie na obronach jakiegoś wykładowcy w
                                      swetrze :/


                                      " w
                                      > dodatku przez cala obrone trzymal nogi na stoliku przed soba, a
                                      nagle
                                      > oswiadzczyl, zeby moj maz juz konczyl swoje wystapienie (a czas mu
                                      sie jeszcze
                                      > nie konczyl),"
                                      - no i chyba nie uważasz, że okazał szacunek Twojemu mężowi? :/ bo
                                      moim zdaniem nie.
                                      • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:09

                                        > - no i chyba nie uważasz, że okazał szacunek Twojemu mężowi? :/ bo
                                        > moim zdaniem nie.

                                        uwazam, ze s poganianiem go przegial. z nogami na stole troche tez, ale znow w
                                        stanach traktuja to inaczej.
                                        natomiast wiem, ze szanowal prace mojego meza, bo wielokrotnie o niej
                                        rozmawiali, dyskutowali, klocili sie...
                                      • kasiamat00 Re: co myślę? 11.01.09, 21:58
                                        Ja widziałam promotorkę mojego kumpla (pani koło pięćdziesiątki) na jego obronie
                                        w letniej sukieneczce długości do kolana i sandałkach. Tenże kumpel na tym
                                        egzaminie pojawił się w niebieskiej koszuli z krótkim rękawem, beżowych
                                        sztruksach i sandałach. Kolega, który bronił się tego samego dnia przyszedł w
                                        czarnej koszuli, czarnych dżinsach i czarnych sandałach.
                                    • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 20:27
                                      > hehe, a co jak to profesor pojawia sie w stroju "niezgodnym z konwenansem"?...
                                      Haha, świetne :) Sądzę, że to akurat są różnice kulturowe, ale nasuwają mi się
                                      teraz takie pytania: a co jeśli przyjechałby na tym rowerze w garniaku, i
                                      siedział z nogami w pięknych lakierkach założonymi na stół? I czy w związku z
                                      tym do dress code trzeba będzie wkrótce dopisać klauzulę, że nie wolno być w
                                      pracy zziajanym i trzymać nóg na stole?
                                      • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:38
                                        hehe, Ty sie smiejesz, ale moja tesciowa malo zawalu nie dostala, jak on te nogi
                                        (gole od kolana i owlosione) na stol polozyl ;)
                                        • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 20:45
                                          hahahaha
                                          ...mój biedny monitor, idę po szmatkę i drugą herbatę.
                                          A teściowa też biedna była, no :)
                            • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 18:16
                              kuraiko napisała:

                              > na niektórych uczelniach potrafią oblać z powodu stroju, obniżyć
                              > ocenę, wymowne spojrzenia to na porządku dziennym. sorry, ale
                              jakie
                              > to "wyrażenie siebie" jak dziewczyna na egzamin przychodzi w
                              zwykłym
                              > codziennym stroju (dżinsy, bluza na suwak)? raczej ignorancja, a
                              > nie "bunt" i bycie "ponad to". no a wykładowca niekoniecznie musi
                              > być "ponad to", bo może stwierdzić, że nie okazała mu szacunku
                              swoim
                              > swobodnym strojem.

                              To bardzo źle świadczy o wykładowczy jak stawia ocenę za wygląd a
                              nie wiedzę.
                              • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 19:59
                                może i źle świadczy, ale właśnie dlatego lepiej ubrać się stosownie,
                                a nie "na przekór".
                                ja bym nigdy nie zaryzykowała swobodnego stroju na egzaminie. żeby
                                potem pisać podania do rektora i się wykłócać? sorry, ale
                                wykładowców sobie nie zmienimy, czasem trzeba się dostosować. i co
                                to za problem, aby założyć chociażby dżinsy i marynarkę, a pod
                                spodem np ciemny golf, żeby nie było aż tak "biało-czarno"...
                                • plica Re: co myślę? 11.01.09, 21:44
                                  > może i źle świadczy, ale właśnie dlatego lepiej ubrać się stosownie,
                                  > a nie "na przekór".
                                  > ja bym nigdy nie zaryzykowała swobodnego stroju na egzaminie. żeby
                                  > potem pisać podania do rektora i się wykłócać? sorry, ale
                                  > wykładowców sobie nie zmienimy, czasem trzeba się dostosować. i co
                                  > to za problem, aby założyć chociażby dżinsy i marynarkę, a pod
                                  > spodem np ciemny golf, żeby nie było aż tak "biało-czarno"...

                                  a ja sobie czasem tak ryzykowalam :) np na super trudny egzamin (bodajze elektrotechnika) zalozylam za duza rozchełstana koszule mojego uwczesnego chlopaka, do tego sztruksy, sandaly. jedynie kolory mi sie "zgadzaly". wszyscy byli pod linijke, egzaminator tez. i oczywiscie zdalam, bo pan ocenil to co mam w glowie a nie to co na sobie. przyklady mozna by mnozyc. nie ma sie co przejmowac za bardzo, grunt to to ze cos umiesz :)
                      • tfu.tfu Re: co myślę? 11.01.09, 13:11
                        zachowaniem tak, strojem? hmm, no nie wiem :) to, że pracuję w dresie obniza
                        moje kwalifikacje jako tłumacza? a może wręcz świadczy o braku szacunku dla
                        autora/wydawcy/czytelnika? ;) nie przesadzajmy.
                        szacunek dla człowieka nie jest równy szacunkowi dla ubioru chyba?
                        rozumiem dress code. ale nie rozumiem oceniania ludzi po wyglądzie.
                        ot wszystko :)i ciesze się, że mogę się ubierać jak chcę.
                        • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:18
                          Ale Ciebie dress code NIE OBOWIĄZUJĘ :). Nie rozumiem, dlaczego najwięcej
                          problemów widzą osoby które nie mają z tym do czynienia.

                          Na randkę do restauracji w dresie nie pójdziesz, na poranną przebieżkę z
                          chłopakiem już tak, prawda?
                          • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:25
                            pinupgirl_dg napisała:


                            > Na randkę do restauracji w dresie nie pójdziesz

                            ? az takie to straszne??
                            a jak na ta randke ida po przebiezce? ;)
                            • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:08
                              w niektórych restauracjach wymaga się odpowiedniego stroju. w
                              niektórych klubach na drzwiach pisze, że nie wpuszczają osób w
                              odzieży sportowej. więc byś nie weszła, przykro mi :P
                              • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 17:26
                                tak, zdarzyło się nawet, że nie wpuszczono do takiego klubu osoby na wózku (i to
                                bynajmniej nie z powodu sportowego stroju).
                                • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:48
                                  cóż do tego, o którym ja piszę to też osoba na wózku by nie weszła,
                                  bo był na 4 piętrze starej kamienicy.
                                  to wcale nie chodzi o nie wiadomo jak ekskluzywne kluby, bo do
                                  takich nie chodzę. wystarczył "zwykły strój", tylko zastrzeżenie, że
                                  nie życzą sobie osób w odzieży sportowej (zapewne chodziło
                                  o "dresów"), a nie to że patrzyli czy ktoś wygląda "bogato"
                                  i "modnie"
                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 17:54
                                    Ale jest to chyba również jakaś forma dyskryminacji? Ja nie widzę żadnego innego
                                    uzasadnienia jak to, że ludzi szufladkuje się do grona, bo ja wiem, zbirów?
                                    tylko na podstawie noszenia adidasów (bo o co chodzi nazywając kogoś "dresem",
                                    chyba agresywność?), to bardzo krzywdzące, myślałam poza tym, że już od tego się
                                    odchodzi.
                                    • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 20:22
                                      wiesz, to była knajpa gejowska. więc tam się bali, że może ktoś
                                      przyjść i zrobić burdę. adidasy to nie to samo, co bluza i spodnie z
                                      paskami. kto tak przychodzi do klubu dla gejów? :P jeszcze np z łysą
                                      głową :P już oni wiedzieli co robią.
                                      • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 20:32
                                        Oj proszę Cię kuraiko :) Myślę, że są geje, którzy noszą zarówno adidasy, jak i
                                        golą się na łyso :) A faktem jest, że do klubów nie wpuszczają czasem wg bardzo
                                        dziwnego klucza (jak czytałam, bo nigdy tego nie sprawdziłam, samo to, że ktoś
                                        będzie mnie oceniał po wyglądzie wystarczająco mnie zniechęca) i często niewiele
                                        ma to wspólnego z bezpieczeństwem.
                                        A zrobić burdę można w dowolnym stroju, ja słyszałam, że gdzieś kiedyś nie
                                        wpuszczano w glanach ;)
                                        • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 21:20
                                          pewnie chodziło o to, że w Krakowie dresy/neonaziści zaczepiają
                                          gejów?
                                        • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 20:29
                                          Mojego męża nie wpuszczono w krótkich (za kolano) spodniach, jak po mnie kiedyś
                                          przyjechał do jednej "dyskoteki". Mordownia nie reprezentująca w zasadzie
                                          żadnego "poziomu", a chcąca uchodzić za Bóg-wie-co ;P
                              • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 17:56
                                do TAKIEJ knajpy bym sie nie wybrala, chocbym byla ubrana jak na audiencje u
                                krolowej brytyjskiej. dla zasady.
                                • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 18:12
                                  Wiesz co, czytałam kiedyś w Gazecie coś na temat selekcjonerów wraz z wywiadami,
                                  i sądzę, że tak ubranej osoby też by nie wpuścili (rotfl). Było to dawno i nie
                                  chcę przekłamać, ale chyba było też coś o tym, że nie wpuszczają raczej ludzi w
                                  garniturach, bo psują zabawę tym strojem (?!?)
                                  Było kiedyś rosyjskie powiedzenie, bez jakiej ilości alkoholu tego nie da się
                                  pojąć ;) Niestety nie pamiętam, jak brzmiało.
                                  • besame.mucho Re: co myślę? 11.01.09, 18:21
                                    Biez wodki nie razbieriosz :)
                                    • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 18:23
                                      Dzięki :)
                                • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 20:28
                                  no tak, powinnam na wstępie napisać, że to był klub dla gejów.
                                  mnie akurat nie obrażało to, że nie wpuszczają w odzieży sportowej.
                                  to było podyktowane względami bezpieczeństwa. poza tym jednak odzież
                                  sportową (dres ortalionowy, spodnie od dresu z paskami, etc) nosi w
                                  moim mieście i w ogóle w regionie raczej specyficzny rodzaj ludzi i
                                  szczerze powiedziawszy ja bym się nie czuła fajnie w knajpie wśród
                                  takich osób.
                                  dla mnie taka informacja "nie wpuszczamy osób w odzieży sportowej"
                                  może dużo powiedzieć o charakterze miejsca, dla mnie mówi, że raczej
                                  nie muszę się obawiać chamstwa, obmacywania pijanych kolesi,
                                  zaczepek jak spod budki z piwem. chyba wiadomo, że chodziło o
                                  dresiarzy.

                                  poza tym kto przychodzi w dresie do branżowego klubu nocnego?
                                  to tak jakby się ubrać na różowo-złoto do klubu dla gotów.
                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 20:43
                                    a jak gotka chce zabrać do knajpy różowo-złotą koleżankę, żeby zobaczyła, jak
                                    tam fajnie? ;) a poza tym, jak mówiłam, ja będąc np. gotką nie chciałabym
                                    chodzić do miejsc, w których ocenia się ludzi po wyglądzie.
                                    A co do chamstwa, to znowu, dres tu nie ma nic do rzeczy i nie wierzę, że nie
                                    spotkałaś się z chamstwem osób inaczej ubranych.
                                  • the_mariska Re: co myślę? 11.01.09, 20:48
                                    A pewnie, byłam kiedyś w mocno 'mrocznym' klubie ubrana na różowo, w dodatku z
                                    indyjską różową chustą ze srebrnymi nitkami zaplątaną na głowie. Mój kolega
                                    bywał tam w skejtowskiej dresowej bluzie i szerokich portkach. I nikt nas za to
                                    nie zjadł, ani nie poszczuł swoim czarnym kotem ;) Akurat goci to jedna z
                                    bardziej tolerancyjnych grup jeżeli chodzi o strój :)

                                    I nadal nie widzę powodu, dla którego ktoś ubrany w strój sportowy miałby nie
                                    wejść do klubu. Glany ze względów bezpieczeństwa jeszcze jestem w stanie
                                    zrozumieć (choć wejście na koncert rockowy BEZ glanów jest sporym narażeniem
                                    bezpieczeństwa własnego ;)).
                            • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:10
                              do zabytkowych świątynii (np katedra w Mediolanie, czy chociażby na
                              Wawelu) nie wolno wchodzić w kusej odzieży (bluzka na ramiączkach,
                              krótkie spodenki). i trzeba się dostosować.
                              w restauracjach hotelowych nie należy schodzić na śniadanie w
                              szlafroku, czy na obiad w kostiumie kąpielowym (nawet jeśli to
                              tropiki i hotel przy plaży)
                              • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 17:25
                                ale chyba nie podpisujesz przed zameldowaniem regulaminu, że tego nie wolno, prawda?
                                • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:45
                                  nie wiem, czy takie coś jest zawarte w regulaminie, ale kelner może
                                  po prostu nie wpuścić takiej osoby, żądając odpowiedniego stroju.
                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 18:08
                                    to mi ich szkoda, zważywszy, że np. Bill Gates zawsze w swetrze chodził :)
                                    • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 20:20
                                      Bill Gates to mógłby sobie taki hotel kupić :P
                                      • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 20:47
                                        ale nie będzie przecież kupował hotelu, jak ma ochotę tylko coś przekąsić w
                                        restauracji :))) chyba ;)
                                        Tak sobie myślę, ile bogatych ludzi nie przejmuje się wyglądem... Coś czytałam
                                        ostatnio o tym człowieku, który wymyślił facebook, ponoć też raczej skromnie
                                        ubrany :)
                                        • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 21:33
                                          heheh przypomniałam sobie scenę z najnowszego Batmana, gdzie Bruce'a
                                          chcieli wywalić z restauracji hotelowej za ekscesy, a on kupił po
                                          prostu lokal.

                                          bo Gatesowi nic nie powiedzą, bo on ma dużo kasy i jak ktoś mu
                                          podskoczy to pójdzie z torbami. no i jego twarz każdy zna.
                                          anonimowa bogata osoba miałaby gorzej
                                          • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 22:12
                                            a pamiętasz tę scenę ze sklepem w Pretty Woman? :)
                                            • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 23:10
                                              tak ;) a najlepsze, że się zdarza nie tylko w filmach...
                                              • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 20:35
                                                Podobno kiedyś nie wpuszczono do Harrods'a jakiejś babki w postrzępionych i
                                                podartych dżinsach, i na nic były tłumaczenia, że kupiła je właśnie u nich
                                                tydzień wcześniej :)
                                • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 20:32
                                  Nie, ale można zostać grzecznie wyproszonym z sali restauracyjnej. Widziałam
                                  taka sytuację niedawno, w Tunezji. Pan wszedł w kąpielówkach i został poproszony
                                  o odzianie się.
                          • tfu.tfu Re: co myślę? 11.01.09, 13:26
                            wiesz, mnie dress code nie obowiązuje, ale obowiązuje szacunek dla człowieka, a
                            nie dla kiecki/garniaka. więc stąd moje zadziwienie podejściem. gdyby mnie dress
                            code obowiązywał, nie miałabym problemu z dostosowaniem się: mój wybór. ale
                            jakos nie wyobrażam sobie oceniania klienta po wyglądzie w sensie "a tej to na
                            pewno nie stac, to po co przyłazi?" zdarzało się, że mnie oceniano w ten sposób
                            i serio, dla mnie TO jest niedopuszczalne. :)
                            • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:35
                              > jakos nie wyobrażam sobie oceniania klienta po wyglądzie w sensie "a tej to na
                              > pewno nie stac, to po co przyłazi?" zdarzało się, że mnie oceniano w ten sposób
                              > i serio, dla mnie TO jest niedopuszczalne. :)

                              Mnie też to spotykało nie raz i wiem, że nie jest miłe. Ale czasem wykorzystuję
                              trochę "ocenianie po wyglądzie" i wzbudzam instynkty macierzyńskie pań w urzędach ;)
                              • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 20:36
                                To JEST niedopuszczalne, ze zwyczajnie ludzkich względów, a z punktu widzenia
                                firmy... ten biedny klient jutro może mieć kupę kasy i nas oleje, bo go kiedyś
                                źle potraktowano ;)
                      • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 14:39
                        I naprawdę myślisz, że do tego wyrażania szacunku odpowiednia jest wyłącznie
                        spódnica określonej długości, biała bluzka, ciemne czółenka? Czerwona bluzka np.
                        jest już wyrazem braku szacunku??
                        • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:13
                          czerwona bluzka może np nawiązywać do logo firmy. ciemne czółenka
                          mogą tworzyć spójną całość, a nie np wściekła zieleń.

                          chyba nikt tu nie mówi o czymś takim, o sztywnych zasadach, ale o
                          ubraniu odpowiednim do sytuacji.
                          na pewno spódniczka ledwo zakrywająca majtki nie pasuje w wielu
                          sytuacjach i dla mnie osoba nosząca taki strój byłaby po prostu
                          niegodna zaufania jako przedstawiciel danej firmy.
                          • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 20:07
                            Większość ma tu na myśli właśnie takie sztywne zasady.
                            Większości tutaj nie przyszłoby do głowy pójść do pracy w spódniczce ledwo
                            zakrywającej majtki i w topiku na ramiączkach.
                            Mówimy (też) o "mundurkach" i o wymaganiach określających DOKŁADNIE odcień
                            spódnicy i żakietu (ciemne, stonowane), odcień bluzki (biały, ecru już nie),
                            kolor butów i wysokość obcasów, długość paznokci, dopuszczalna biżuterię (np.
                            tylko obrączka).
                            Takich firm jest multum, Ty chyba zupełnie inaczej rozumiesz dress code.
                            • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 20:17
                              nie, chodziło mi o tą długość spódnicy.
                              jeśli firma sobie życzy takiej a nie innej długości, to zapewne
                              chodzi o to, żeby nikt nie wyskoczył właśnie z taką mini.

                              " Większości tutaj nie przyszłoby do głowy pójść do pracy w
                              spódniczce ledwo
                              > zakrywającej majtki i w topiku na ramiączkach."
                              - sorry, ale dziewczyny z lobby raczej nie reprezentują całej
                              populacji Polek w wieku produkcyjnym. to że np 20 osób pisze, że tak
                              by nie zrobiło, to nie oznacza, że nie istnieją takie jednostki.
                              nawet Madzioreck taką opisała. przypuszczam, że w wielu firmach
                              byłaby przynajmniej jedna kobieta, która przesadzałaby z dekoltem,
                              makijażem, czy długością spódnicy. a pewne firmy nie mogą sobie na
                              to pozwolić, żeby chociaż jeden pracownik zepsuł im wizerunek w taki
                              sposób.
                              oczywiście, że liczy się też jakość usług, obsługi, ale firma może
                              przynajmniej ograniczyć ryzyko utraty klientów przez zrażenie się
                              nieodpowiednim w ich ocenie strojem obsługi.

                              chodzi o to, że jak komuś da się palec, to złapie całą rękę. że jak
                              będzie dopuszczalna biżuteria, to może być kobieta, która będzie
                              miała po kilka pierścionków z kamieniami na obu dłoniach, zwracające
                              uwagę długie kolczyki, etc.
                              jak nie określą butów, to jakaś laska przyjdzie w szpilach a la Doda.
                              jak nie określą koloru butów, to ktoś przyjdzie w jaskrawych itd.
                              nie każdy umie się hamować i ubierać jak trzeba.
                              • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 20:33
                                Tak się składa (mało nas), że znam prawie wszystkie dziewczyny ze swojej branży,
                                większość facetów też. Spotykamy się przynajmniej raz, dwa razy w roku na
                                szkoleniach. Spotykamy się często u dużych klientów. Oprócz sytuacji typu
                                poważna awaria, kiedy ściąga się pomoc i zastaje ludzi w różnych, prywatnych
                                sytuacjach, jeszcze nikogo w stroju plażowym nie widziałam. :))
                                Ograniczmy wszystko - wtedy na pewno nikt się nie wyłamie...
                              • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 20:43
                                a co to za firma, ktorej jedna zle ubrana osoba zepsuje wizerunek???
                                • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 20:49
                                  właśnie miałam to napisać :)
                                • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 21:14
                                  sorry, ale są tacy ludzie, którzy przyjdą do jakiejś firmy i akurat
                                  trafią na panienkę przyodzianą jak spod latarni.
                                  nie oczekujmy od ogółu, że będzie myślał tak jak my.
                                  jest masa osób, która stwierdzi, że firma jest beznadziejna, skoro
                                  mają tak ubrane pracownice. czy mam polemizować ze wszystkimi co tak
                                  myślą?
                                  nie, takie są fakty i z tym należy się pogodzić, że może się trafić
                                  jakiś przedpotopowy człowiek, któremu nie pasuje pewien wizerunek,
                                  dlatego lepiej aby pracownicy byli ubrani "bezpiecznie".
                                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 21:27
                                    kuraiko napisała:

                                    > sorry, ale są tacy ludzie, którzy przyjdą do jakiejś firmy i akurat
                                    > trafią na panienkę przyodzianą jak spod latarni.
                                    Yyyy, znaczy jak?

                                    > nie oczekujmy od ogółu, że będzie myślał tak jak my.
                                    > jest masa osób, która stwierdzi, że firma jest beznadziejna, skoro
                                    > mają tak ubrane pracownice. czy mam polemizować ze wszystkimi co tak
                                    > myślą?
                                    > nie, takie są fakty i z tym należy się pogodzić, że może się trafić
                                    > jakiś przedpotopowy człowiek, któremu nie pasuje pewien wizerunek,
                                    > dlatego lepiej aby pracownicy byli ubrani "bezpiecznie".
                                    To "masa osób" czy "jakiś przedpotopowy człowiek"? Kuraiko, od wyglądu naprawdę
                                    zależy mniej, niż myślisz :)
                                    Mnie się zdaje, że to jest takie błędne koło: ubranie świadczy o człowieku, więc
                                    czy się zgadzamy czy nie, ubierajmy się "bezpiecznie", a innych oceniajmy tak,
                                    jakbyśmy jeszcze niedawno sami nie chcieli być oceniani.
                                    A w ogóle, to jakbym dostawała 10 złotych od każdego odpowiednio ubranego
                                    pracownika, który na mój problem ma jedynie odpowiedź: ale ja tu tylko pracuję...
                                  • joankb Re: co myślę? 11.01.09, 21:31
                                    Wiesz co? panienki spod latarni nie przyjmuje się do pracy. Panienkę upomina się
                                    raz czy dwa, a następnie zwalnia. Chyba, że panienka jest genialna i generuje
                                    dla firmy zyski dużo wyższe niż grzeczne panienki. Wtedy się firmę z lekka
                                    reorganizuje i nie naraża panienki na kontakt z klientami, którzy jej geniuszu
                                    nie doceniają.
                                    Znam przykład. Akurat dotyczący faceta, ale prawie dokładnie taki.
                                    To nie ten przykład - ale profesora Malca wywalano z Krakowa, bo jakoś się w
                                    "rameczkach" nie mógł pomieścić. Dziś w internecie, w poczcie, w parafii,
                                    znajdziesz dziesiątki apeli zrozpaczonych rodziców, zbierających na operację w
                                    Niemczech, u tegoż prof. Malca. Im jakoś kontrowersyjnośc jego zachowań
                                    odpowiada. Nie jest ważna, ani odrobinę.
                                    • turzyca poniekad OT 11.01.09, 21:39
                                      O ile dobrze doczytalam, to profesor Malec stwarzal dokladnie te same problemy
                                      co Garlicki - byl fachowcem najwyzszej klasy wymagajacym fachowosci od
                                      wspolpracownikow, blizszych i dalszych. A ci nie byli sklonni tego wytrzymac i
                                      starali sie meczacego kolege wysiudac. I znow wracamy do dresscodu - czy
                                      wymaganie od pielegniarki, zeby nosila w pracy biale skarpetki jest
                                      szykanowaniem jej?


                                      Aha i obydwaj jak to sie ladnie mowi "generowali zbyt duze koszty" - Malec
                                      rozstal sie z USD po tym, jak kazano mu przede wszystkim uwzgledniac miejsce
                                      zamieszkania dziecka, a nie stan zdrowia, bo przyjmowanie dzieci spoza regionu
                                      mialo byc zbyt kosztowne. Malec uznal, ze jakiekolwiek kryteria poza zdrowotnymi
                                      sa wykluczone, a ze waadza nie dala sie przekonac to final jest jaki jest.
                                      • samo_zloto Re: poniekad OT 11.01.09, 21:44
                                        fachowcy, profesjonaliści, rewelacyjni operatorzy- tak, tak, tak. Ale może też
                                        okropni szefowie, egocentrycy z syndromem Boga? Ja nie wiem, jak tam było
                                        naprawdę, pewnie każda ze stron ma rację. Nie lubię skrajnych opinii.
                                      • kura17 Re: poniekad OT 11.01.09, 22:03
                                        a po coz wymagac od pielegniaqrki, zeby nosila biale skarpetki??? to rozowe
                                        zmienia w czyms jej fachowosc???
                                        • turzyca Re: poniekad OT 11.01.09, 22:10
                                          Zamiast Ci pisac moimi slowami zacytuje fragment wywiadu z prof. Durlikiem.

                                          "Pielęgniarki skarżyły się mediom, że Garlicki kazał im nosić białe bawełniane
                                          skarpety.

                                          - Tak, bo wtedy widać brud. Wszystko musiało być nieskazitelnie czyste. Dlatego
                                          poziom zakażeń na oddziale Garlickiego był najniższy w całym szpitalu. Ale to
                                          prokuratury nie interesuje."

                                          wyborcza.pl/1,79853,4830866.html

                                          • joankb Re: poniekad OT 11.01.09, 22:18
                                            Jak robiłam swoje w którymś z laboratoriów uniwersyteckich to latałam z białym
                                            kitelku, białych skarpetach, czepeczku i chodakach. To już nie jest dress code,
                                            to merytoryczne, uzasadnione wymagania. Takie akceptuję - zawsze.
                                          • kura17 Re: poniekad OT 12.01.09, 18:46
                                            to jakas paranoja! traktowanie doroslych ludzi jak male dzieci :(
                                            jakies sztuczki, jak z przedszkola...

                                            wystarczylby, wg mnie, wymog, ze wszytsko ma byc nieskazitelnie czyste. i juz.

                                            ps. a na bladorozowych skarpetkach widac brud tak samo, jak na bialych...
                                  • plica Re: co myślę? 11.01.09, 21:56
                                    > sorry, ale są tacy ludzie, którzy przyjdą do jakiejś firmy i akurat
                                    > trafią na panienkę przyodzianą jak spod latarni.

                                    no i jak ta panienka powie cos mundrego, obsluzy klienta jak trzeba, bedzie mila i pomocna, to o co chodzi?
                                    poza tym, ze pewnie bedzie musiala tez odpedzac sie od seksistowskich propozycji, ale to juz takie wliczone ryzyko.
                                    • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 22:20
                                      plica napisała:

                                      > > sorry, ale są tacy ludzie, którzy przyjdą do jakiejś firmy i akurat
                                      > > trafią na panienkę przyodzianą jak spod latarni.
                                      >
                                      > no i jak ta panienka powie cos mundrego, obsluzy klienta jak trzeba, bedzie mil
                                      > a i pomocna, to o co chodzi?

                                      Najlepszym przykładem jest postać Erin Brockovich, grana w filmie przez Julię Roberts. Ta też nie wyglądała zbyt "porządnie", a jednak jako asystentka prawnika odkryła skandal ekologiczny i pomogła wielu poszkodowanym rodzinom. Pozory mylą po prostu. :-)

                                    • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 21:19
                                      Plica, chodzi o to, ze ten klient może do niej w ogóle nie podejść :/
                              • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 21:37
                                kuraiko napisała:

                                ale dziewczyny z lobby raczej nie reprezentują całej
                                > populacji Polek w wieku produkcyjnym. to że np 20 osób pisze, że tak
                                > by nie zrobiło, to nie oznacza, że nie istnieją takie jednostki.
                                > nawet Madzioreck taką opisała. przypuszczam, że w wielu firmach
                                > byłaby przynajmniej jedna kobieta, która przesadzałaby z dekoltem,
                                > makijażem, czy długością spódnicy.

                                Matko jedyna, na stos z taką! I załóżmy na każde głupstwo kodeks, bo społeczeństwo się rozbestwi, Sodoma i Gomora, fuj! ;-)
                              • plica Re: co myślę? 11.01.09, 21:54
                                > " Większości tutaj nie przyszłoby do głowy pójść do pracy w
                                > spódniczce ledwo
                                > > zakrywającej majtki i w topiku na ramiączkach."
                                > - sorry, ale dziewczyny z lobby raczej nie reprezentują całej
                                > populacji Polek w wieku produkcyjnym. to że np 20 osób pisze, że tak
                                > by nie zrobiło, to nie oznacza, że nie istnieją takie jednostki.

                                hej, mi by przyszlo do glowy. reprezentuje forum i nie widze w tym nic złego. mam niezłe nogi:) a nawet jakbym miała złe to nic komu do tego.
                                jak juz pisalam, nie psuje wizerunku swoim mini od czasu do czasu, mimo, iz glowna twarza firmy jestem ja.
                                jak sie pozbedziemy tych idiotycznych uprzedzenien i przestaniemy same sobie nakladac kagance, naprawde bedzie lepiej...

                                > nie każdy umie się hamować i ubierać jak trzeba.

                                "ubierac sie jak trzeba" ? matko swieta, a jak trzeba? :)
                                • turzyca Ja mam wrazenie, ze to nie dyskusja 11.01.09, 22:07
                                  tylko pomieszanie z poplataniem.
                                  Z jednej strony mamy sam dresscode, okreslajacy jaki stroj powinni nosic
                                  pracownicy. Czasem okreslajacy w sposob nadmiernie szczegolowy.

                                  Z drugiej strony mamy po prostu normy kulturowe, w tym normy okreslajace
                                  wlasciwosc pewnych zachowan, takze w zakresie doboru ubrania.


                                  W tej chwili w dyskusji mamy i omawiane uniformy stewardess i sens kultury.
                                  Wychodzi nam groch z kapusta a nie sensowna dyskusja.
                                  • plica Re: Ja mam wrazenie, ze to nie dyskusja 11.01.09, 22:22
                                    tak to niestety bywa. offtop offtopu...
                                    z drugiej strony normy kulturowe i dress code sa ze soba bardzo powiazane, wiec ciezko jedno omawiac nie zahaczajac nawet o drugie.
                  • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:14

                    > Nie jestem taka światowa, ale szczerze w to wątpie :)

                    to znaczy, ze negujesz nasze doswiadczenia?
                    to, ze Twoje sa inne, nie znaczy, ze nie ma innych niz Twoje...
                    ... roznorodnosc jest tak wielka, w zasadzie we wszytskich kwestiach, ze takie
                    stwierdzenia sa naprawde bardzo ryzykowne ;)

                    > Tak jest też w Katowicach, ale to środowisko rządzi się swoimi
                    > prawami. My rozmawiamy o instutucjach, gdzie dress code obowiązuje

                    ? moze od tego sie zaczelo, ale siegnelo znacznie glebiej. sama napisalas "jak
                    cie widza, tak cie pisza". byla tez mowa o tym, ze fachowiec (na przyklad
                    informatyk), ktory "nie potrafi" pracowac w garniturze jest gorszym, pod
                    wzgledem intelektualnym, fachowcem od tego, ktory w garniturze pracuje...
                    o ile wiem, informatykow nie obowiazuje dress code?

                    > a nie o tym, ze profesorowie, doktorzy i grabarze mogą nosić co
                    > zechcą :).

                    grabarze??? a przeciez oni powinni swym strojem wyrazac szacunek dla zmarlego,
                    jakze wazny dla rodziny w czasie pogrzebu...
                    • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:22
                      > to znaczy, ze negujesz nasze doswiadczenia?

                      To znaczy tylko, że Wam niedowierzam :)

                      > byla tez mowa o tym, ze fachowiec (na przyklad
                      > informatyk), ktory "nie potrafi" pracowac w garniturze jest gorszym, pod
                      > wzgledem intelektualnym

                      Ja tego nie napisałam, więc się do tego nie odniosę.

                      > grabarze??? a przeciez oni powinni swym strojem wyrazac szacunek dla zmarlego,
                      > jakze wazny dla rodziny w czasie pogrzebu...

                      Pracowników firm pogrzebowych obowiązuje "dress code" jeśli można to tak nazwać
                      :). Grabarze przychodzą po pogrzebie i ich zadaniem jest zakopać trumnę, trudno
                      pracować w błocie w garniturze.
                      • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:29
                        pinupgirl_dg napisała:


                        > To znaczy tylko, że Wam niedowierzam :)

                        czyli nazywasz nas klamczuchami? coraz lepiej...


                        > Ja tego nie napisałam, więc się do tego nie odniosę.

                        a dlaczego nie? przeciez mozesz sie odnosic do opini innych niz Twoja ;) i,
                        szczerze mowiac, bardzo by mnie interesowalo Twoje zdanie na temat powyzszego
                        stwierdzenia

                        > Grabarze przychodzą po pogrzebie i ich zadaniem jest zakopać
                        > trumnę, trudno pracować w błocie w garniturze.

                        ze zacytuje powyzsza wypowiedz - co z nich za fachowcy, skoro im garniak
                        przeszkadza???
                        • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:40
                          > czyli nazywasz nas klamczuchami? coraz lepiej...

                          Ujmę to tak... gdybyś mi powiedziała, że nie odczuwasz głodu czy pociągu
                          seksualnego też miałabym wątpliwości, chociaż wierzę, że możesz być święcie
                          przekonana że tak jest :).

                          > a dlaczego nie? przeciez mozesz sie odnosic do opini innych niz Twoja ;) i,
                          > szczerze mowiac, bardzo by mnie interesowalo Twoje zdanie na temat powyzszego
                          > stwierdzenia

                          Moje już znasz :). W pracy informatyków dress code raczej nie obowiązuje,
                          przynajmniej ja nie widziałam nigdy informatyka w garniturze (no, może jednego).
                          A mi osobiście jest głęboko obojętne, kto mi komputer naprawi.
                          • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:46
                            a jak Ci napisze, ze jestem caly czas glodna, to mi uwierzysz?...

                            a z oboma przykladami zle trafilas. sa i osoby, ktore nie odczuwaja glodu (brak
                            laknienia), jak i osoby, ktore nie odczuwaja pociagu seksualnego (sa jakby
                            aseksualne). i nie jest to nic strasznie dziwnego.

                            a co do informatykow. zapomnij na chwile o dress code ;) bo juz dawno (chyba?) o
                            tym nie rozmawiamy...
                            w tamtej wypowiedzi nie bylo nic o dress code. ale bylo o mniejszych
                            umiejetnosciach. zgadzasz sie z tamta opinia, czy nie? (zrozumialam z Twojej
                            wypowiedzi, ze nie, PONIEWAZ informatykow nie obowiazuje dress code. a jakby
                            owowiazywal? albo jakby zapomniec o tym nieszczesnym dress codzie? wiesz, o co
                            mi chodzi?)
                            • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:53

                              > a z oboma przykladami zle trafilas. sa i osoby, ktore nie odczuwaja glodu (brak
                              > laknienia), jak i osoby, ktore nie odczuwaja pociagu seksualnego (sa jakby
                              > aseksualne). i nie jest to nic strasznie dziwnego.

                              to ciekawe, bo mi sie wydawało, że są w zdecydowanej mniejszości :)

                              Nie, brak garnitury nie świadczy o braku fachowości. Natomiast jeśli ktos nie
                              jest w stanie czegoś zrobić tylko dlatego, że jest w garniturze to zaczynam
                              wątpić, czy jest w stanie zrobić to wogóle :).

                              Dobra dziewczyny ja kończę narazie, bo świata nie zmienimy a ja mogę oblać
                              sprawdzian, jak się nie wezmę do pracy :)

                              Życzę każdemu pracy marzeń!
                              • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 13:56
                                powodzenia na sprawdzianie!!!

                                na wszeli wypadek zaopatrz sie w plandza i dekolt :D
                                • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:59
                                  hahaha :D Dzieki za radę, na wszelki wypadek wezmę sobie do serca, bo czuję, że
                                  do wtorku dalej będę niedouczona ;). Pozdrowiania!
                    • kasiamat00 Re: co myślę? 11.01.09, 14:23
                      > o ile wiem, informatykow nie obowiazuje dress code?

                      Są miejsca, gdzie obowiązuje np. programistów (takich na najniższym poziomie
                      struktury, którzy nie mają najmniejszych szans spotkać się z kimś spoza firmy w
                      ramach obowiązków służbowych). Co najmniej w jednej korporacja w Warszawie. Przy
                      czym podobno wygląda to kuriozalnie, bo panowie wcale nie zaczynają z tego
                      powodu bardziej przejmować się swoim wyglądem, a w garniturze też można wyglądać
                      fatalnie (jeśli jest marny jakościowo, niedobrany i dawno nieczyszczony, do tego
                      koszula w losowym kolorze i źle zawiązany krawat - a tam to podobno standard).
                  • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 21:25
                    pinupgirl_dg napisała:

                    > > bo są na świecie
                    > > miejsca, w których nikt nie oceni nas po tym jak wyglądamy. (:
                    >
                    > Nie jestem taka światowa, ale szczerze w to wątpie :)
                    >

                    No to mało jeszcze widziałaś. ;-) Padłabyś z wrażenia, gdbyś zobaczyła niemieckie urzędy i kogo można tam spotkać.


                    • turzyca Re: co myślę? 11.01.09, 21:47
                      >
                      > No to mało jeszcze widziałaś. ;-) Padłabyś z wrażenia, gdbyś zobaczyła niemieck
                      > ie urzędy i kogo można tam spotkać.
                      >

                      Musze pochodzic troche wiecej w takim razie, w ratuszu wszyscy byli nudni i spod
                      linijki. Jedyna odlotowa urzedniczka, ktora znam, to sekretarka instytutu, ktora
                      ma 5 kolczykow w jednym uchu i dwa kontrastowe kolory na glowie, ale ma w tej
                      glowie dobrze poukladane i jest super zorganizowana. I nie wiem jak wygladala,
                      jak ja przyjmowali do pracy. Bo cala reszta urzedniczek uniwersyteckich - caly
                      rektorat, centrum zagraniczne, prasa i promocja - jest zupelnie przecietna,
                      moznaby je spokojnie przetransportowac na polski uniwerek i nikt by sie nie
                      tropnal. Nawet uwzgledniajac roznice w ogolnym wygladzie ulicy.
                      • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 22:12
                        turzyca napisała:

                        > Musze pochodzic troche wiecej w takim razie, w ratuszu wszyscy byli nudni i spo
                        > d
                        > linijki.

                        Ja jak weszłam kiedyś do urzędu meldunkowego, obsługiwana byłam przez miłego pana w czerwonych dredach i odlotowej srebrnej biżuterii na KAŻDYM palcu. Tylko czekałam na zapach marihuany.... ;-)
                • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:03
                  ... borsuka?? O___o
            • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 14:26
              kura17 napisała:

              > komus garnitur nie moze wplywac na komfort pracy, ale Tobie jeansy > moga
              wplywac na ocene FACHOWOSCI kogos?... hmmm...
              Nie. Na moją ocenę fachowości wpływa brak elastyczności w kwestii ubioru. Ja
              potrafię myśleć zarówno w dresie jak i w kostiumie. A taki (przykładowy)
              informatyk twierdzi, że nie jest w stanie kreatywnie pracować w garniturze.
              • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 14:31
                dla mnie taka ocena fachowosci jest zafalszowana.
                albo moze inaczej - ja inaczej definuje fachowosc (po owocach go poznacie).
              • the_mariska Re: co myślę? 11.01.09, 15:23
                Nadal nie rozumiem, po co nieszczęsnego informatyka wciskać przemocą w garnitur,
                skoro zazwyczaj nie ma on żadnego kontaktu z klientem, a często nawet z kolegami
                z innych działów. Wydaje mi się, że akurat w tym zawodzie dopuszczalna swoboda
                powinna być większa.

                Podam przykład z innej beczki: najlepiej myśli mi się pomiędzy godziną 23 a 5
                rano, nie ma szans żebym zabrała się za jakiś poważny projekt przed 20 (strój
                jest mi akurat obojętny, no chyba że mamy lato...). Gdyby teraz ktoś kazał mi
                zwlekać się codziennie na 8 rano do roboty i siedzieć tam przepisowe 8 godzin,
                to owszem, pracowałabym, ale co najwyżej dawałabym z siebie 1/3 swoich
                możliwości. A przy najbliższej możliwej okazji odsypiała te kretyńskie pobudki.
                Czy jestem gorszym fachowcem, przez to, że nie pracuję w godzinach ogólnie
                przyjętych jako norma? Skoro i tak nie mam żadnego kontaktu z klientem, nie
                muszę pokazywać mu się w 'ludzkich' godzinach, to jaką różnicę robi to, o której
                godziny siadam do klepania swojego kodu?
                • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 15:38
                  the_mariska napisała:

                  > Nadal nie rozumiem, po co nieszczęsnego informatyka wciskać przemocą w
                  > garnitur, skoro zazwyczaj nie ma on żadnego kontaktu z klientem, a często
                  > nawet z kolegami z innych działów. Wydaje mi się, że akurat w tym zawodzie
                  > dopuszczalna swoboda powinna być większa.

                  Ale mnie drażni raczej sposób w jaki niektórzy informatycy to przedstawiają -
                  "ach jaki ja jestem kreatywny, mój wolny duch nie zniósłby nacisku krawata na
                  szyjkę, nie jestem taki jak te tępe mrówki które zasuwają co rano w garniakach
                  do pracy"
                  Tak jakby ludzie, którzy codziennie idą do pracy w garniturach byli mniej
                  kreatywni.

                  Ja rozumiem, że mamy różne upodobania co do środowiska pracy. Np. ja bardzo
                  sobie cenię nienormowany czas pracy. Jeśli nie mam wyznaczonych konkretnych
                  zadań, mogę przyjść na dziesiątą, wyjść przed drugą itp. Co prawda w praktyce
                  sprowadza się to raczej do dobrowolnej pracy wieczorami i w weekendy (tak jak
                  teraz), ale bardzo źle wspominam próby pracy przez sztywne 8 godzin.

                  I sensowne jest dobieranie pracy do własnych predyspozycji. Ale IMHO dorosły
                  człowiek powinien być świadomy tych plusów i minusów.
                  • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 16:26
                    magdalaena1977 napisała:
                    > Tak jakby ludzie, którzy codziennie idą do pracy w garniturach
                    byli mniej
                    > kreatywni.

                    Sami w sobie nie są ale poczytaj sobie na ten temat - uniformizacja
                    zabija indywidualność i kreatywność. Między innymi w tym celu się
                    stosuje. W takim McDonald'sie pracownik ma być 'standardowy' nie ma
                    się wyróżniać, odróżniać itp. Z drugiej strony są zawody (np.
                    reklama) gdzie wręcz zabrania się 'mundurków' żeby jak najbardziej
                    odróżniać się myśleć kreatywniej :)

                    Takie są wnioski z badań :)
                    • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 16:32
                      satia2004 napisała:

                      > magdalaena1977 napisała:
                      > > Tak jakby ludzie, którzy codziennie idą do pracy w garniturach
                      > byli mniej
                      > > kreatywni.
                      >
                      > Sami w sobie nie są ale poczytaj sobie na ten temat - uniformizacja
                      > zabija indywidualność i kreatywność.
                      Ale nie wiem czy noszenie garniturów i kostiumów to faktycznie uniformizacja. Bo
                      co innego mundur czy służbowy fartuch, a co innego po prostu ubranie odpowiednio
                      eleganckie i formalne.
                      • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 16:46
                        magdalaena1977 napisała:
                        > Ale nie wiem czy noszenie garniturów i kostiumów to faktycznie
                        uniformizacja. B
                        > o
                        > co innego mundur czy służbowy fartuch, a co innego po prostu
                        ubranie odpowiedni
                        > o
                        > eleganckie i formalne

                        Niestety również - widzę to na przykładzie mojej firmy. My to nawet
                        nazywamy 'mundurkami'. Wszyscy faceci w garniakach (obowiązują
                        stonowane, raczej ciemne kolory). Panie też nie mogą zaszaleć -
                        garsonki w ciemnych stonowanych kolorach, spódnice za kolano, włosy
                        gładko zaczesane, najlepiej spięte, buty ciemnie itp.

                        Wyglądamy jak atak klonów ;)

                        Ps. Niektórzy nasi klienci - agencje reklamowe - zabraniają nam
                        przychodzić w garniakach - właśnie z uzasadznieniem, że to zabija
                        kreatywność i źle wpływa na ich pracowników ;)
          • satia2004 do Magdaleny 11.01.09, 11:29
            Ty chyba nie wiesz o czym mówisz!!!!!

            > IMHO bycie fachowcem (umysłowym) polega na tym, że jest się w
            stanie wykonywać
            > pracę kreatywnie mimo niesprzyjających okoliczności. Nawet jak
            jest gorąco czy
            > duszno, a zmęczenie daje w kość. Także w pośpiechu i nerwowej
            atmosferze. Nie
            > tylko w rozciągniętym dresie, ale także w kostiumie i szpilkach.

            Większej bzdury dawno nie słyszałam :) Wiesz jak się pracuje w
            kostiumie w 40 stopniowym upale? Ja wiem. Jeżeli u kogoś nie wpływa
            to na jakość pracy to znaczy, że jest beduinem :) To nie ma NIC
            wspólnego z byciem 'fachowcem umysłowym' jak piszesz. Organizm
            rządzi się własnymi prawami, 'fachowcy umysłowi' nie są nadludźmi i
            też potrafią w takich wartunkach ZEMDLEĆ!!! (przykład autentyczny)!
            Niektóre stroje wpływają na szybsze męczenie ciała - takie są fakty
            a zmeczenie przekłada się na efektywność pracy. Nie da się 'umysłem'
            wydać polecenia ciału 'nie męcz się'.

            > Dotyczy to szczególnie informatyków, którzy czasami twierdzą jak
            to potrzebują
            > do pracy odpowiedniego wygodnego stroju. A ja mam ochotę
            powiedzieć coś w stylu
            > "stary, co z ciebie za fachowiec, jeśli byle garniak wpływa na
            Twoje myślenie".

            Kolejne kuriozum. A wiesz wogóle na czym polega praca informatyka?
            To nie tylko siedzenie przy komputerze ale też często włażenie pod
            stół i grzebanie w brudnym, zakurzonym kompie. Nie widzę powodów,
            żeby robić to w garniturze a wręcz powiedziałabym, że to głupota!
            • kura17 Re: do Magdaleny 11.01.09, 12:45
              Satia, a niech nawet caly czas pracuje przed kompem (znam i takich).
              i co to zmienia?
              ten w garniturze jest lepszymfachowcem, od tego w jeansach?
              to jakies kuriozalne myslenie...

              owszem, moze byc ODBIERANY jako gorszy, przez takie myslenie wlasnie, jakie
              prezentowane jest powyzej. ale to powinien byc problem tego, kto tak to odbiera,
              a nie fachowca, tak mysle...
            • magdalaena1977 Re: do Magdaleny 11.01.09, 14:30
              satia2004 napisała:

              > Ty chyba nie wiesz o czym mówisz!!!!!

              > Większej bzdury dawno nie słyszałam :)
              Co w tym jest śmiesznego ?

              > Wiesz jak się pracuje w kostiumie w 40 stopniowym upale? Ja wiem.
              Ja też wiem. Latem w pracy jest mi gorąco (w pokoju nie ma klimatyzacji), ale to
              nie powód żebym wkładała strój plażowy.
              I jeśli ja mogę być jednocześnie elegancka i kreatywna w czasie upału, to tego
              samego oczekuję od innych.
              • kura17 Re: do Magdaleny 11.01.09, 14:34
                a dlaczego od razu takie skrajonosci?
                tak samo, jak nie przyszloby mi do glowy pracowac latem w "garsonce", tak samo
                nie przyszloby mi do glowy zakladac stroj plazowy (choc teraz, jak mam tankini
                dziewczyny bonda, to kto wie...).
                przeciez jest cala masa ubiorow posrednich, po co ta manipulacja? (tzn jedyny
                mozliwy wybor to pomiedzy garniturem i strojem plazowym)
                • magdalaena1977 Re: do Magdaleny 11.01.09, 14:36
                  kura17 napisała:

                  > a dlaczego od razu takie skrajności?
                  Żeby jasno przedstawić swoje poglądy. Skrajne przykłady bardziej przemawiają do
                  słuchaczy.
                  • kura17 Re: do Magdaleny 11.01.09, 14:41
                    skrajne przyklady manipuluja sluchaczami.
                    bo nagle wychodzi na to, ze jesli sie nie przychodzi do biura w stroju
                    oficjalnym, to sie przychodzi w stroju plazowym. a to bzdura.

                    i tak naprawde to nic nie mowi o Twoich pogladach na "stany posrednie" - a to
                    dla mnie akurat najciekawsze w tym wszytskim.

                    tak wiec - co myslisz o biurowych strojach posrednich w lecie? tzn tych pomiedzy
                    garsonka-z-rajtuzami, a strojem plazowym?
              • satia2004 Re: do Magdaleny 11.01.09, 14:47
                magdalaena1977 napisała:
                > I jeśli ja mogę być jednocześnie elegancka i kreatywna w czasie
                upału, to tego
                > samego oczekuję od innych.

                Nadal nie wiesz o czym mówisz. Jak według Ciebie wygląda elegancki
                strój na 40 stopni upału (bez klimatyzacji)?
                • magdalaena1977 Re: do Magdaleny 11.01.09, 14:54
                  satia2004 napisała:
                  > Nadal nie wiesz o czym mówisz. Jak według Ciebie wygląda elegancki
                  > strój na 40 stopni upału (bez klimatyzacji)?
                  1. buty z zakrytymi palcami i gołą piętą.
                  2. pończochy
                  3. cieniutki top na ramiączkach + kostium np. z lnu czy cienkiego poliestru.
                  Ewentualnie odpowiednio zabudowana biurowa sukienka albo garsonka.
                  • satia2004 Re: do Magdaleny 11.01.09, 16:30
                    magdalaena1977 napisała:
                    > 1. buty z zakrytymi palcami i gołą piętą.
                    > 2. pończochy
                    > 3. cieniutki top na ramiączkach + kostium np. z lnu czy cienkiego
                    poliestru.
                    > Ewentualnie odpowiednio zabudowana biurowa sukienka albo garsonka.

                    No to widzisz - to się nie mieści w moim dress code. Buty muszą mieć
                    zabudowaną i palce i piętę, pończochy nie każdy może nosić (a z
                    pasem jest za dużo kłopotu), top na ramiączkach -
                    odpada :) 'Odpowiednio zabudowana' czyli np. z krótkim rękawem
                    garsonka czy sukienka również odpada :) I sporóbuj zabrac ubrania z
                    lnu w delegację - powodzenia!

                    Czyli jak pisałam - nie wiesz o czym mówisz :)
                    • magdalaena1977 Re: do Magdaleny 11.01.09, 16:51
                      satia2004 napisała:
                      > No to widzisz - to się nie mieści w moim dress code.
                      biedna satia :-(
                      co Cię trzyma w tak koszmarnym miejscu ?

                      > top na ramiączkach - odpada :)
                      Tak z ciekawości - dlaczego ? co kogo obchodzi czy masz rękawek pod żakietem czy
                      nie ? przecież go nie widać.
                      • satia2004 Re: do Magdaleny 11.01.09, 17:02
                        magdalaena1977 napisała:
                        > Tak z ciekawości - dlaczego ? co kogo obchodzi czy masz rękawek
                        pod żakietem
                        > czy nie ? przecież go nie widać.

                        Jeżeli koszulka na ramiączkach to żakiet musi być zapięty. Mam jeden
                        cienki, lniany ale on nie nadaje się na delegacje (1/2 mojej pracy).
                        Tak więc raczej wolę cienką koszulę + żakiet rozpięty (względnie jak
                        nie mam bezpośredniego kontaktu z klientem to bez).
                      • madzioreck Re: do Magdaleny 12.01.09, 22:17
                        magdalaena1977 napisała:

                        > Tak z ciekawości - dlaczego ? co kogo obchodzi czy masz rękawek pod żakietem cz
                        > y
                        > nie ? przecież go nie widać.

                        To może ja się wtrącę. Dlatego, ze pracodawca życzy sobie białą bluzkę koszulową
                        z kołnierzem, zapinaną na guziki. I kończy się rumakowanie z topem :)
                        • kuraiko Re: do Magdaleny 12.01.09, 22:40
                          można też kupić białą bluzkę koszulową z krótkim rękawem ;)
                          • madzioreck Re: do Magdaleny 12.01.09, 22:48
                            Można, ale to już 2 warstwy materiału na górnej części tułowia, zamiast jednej ;P
                            • kuraiko Re: do Magdaleny 13.01.09, 02:47
                              chodzi o przypadek, kiedy MUSISZ mieć marynarkę ;)
                        • magdalaena1977 Re: do Magdaleny 12.01.09, 23:19
                          madzioreck napisała:

                          > magdalaena1977 napisała:
                          >
                          > > Tak z ciekawości - dlaczego ? co kogo obchodzi czy masz rękawek > > pod
                          żakietem czy nie ? przecież go nie widać.
                          >
                          > To może ja się wtrącę. Dlatego, ze pracodawca życzy sobie białą
                          > bluzkę koszulową z kołnierzem, zapinaną na guziki.
                          > I kończy się rumakowanie z topem :)
                          Ale ja nie pisałam o jakimś sformalizowanym dresscodzie tylko o formalnej
                          elegancji - a IMHO można wyglądać odpowiednio i wyrażać swoją osobowość przy
                          użyciu sensownej palety ciuchów. Bo wymaganie koszuli i to białej, a nie topu,
                          to już nie jest elegancja tylko mundurek.

                          I ja nigdy nie wypowiadałam się jako zwolennik mundurków typu stewardesa na
                          stanowiskach biurowych, tylko raczej wymagania od pewnych pracowników
                          odpowiedniego stroju. Jeśli w firmie pracownicy nie są w stanie ubrać się jak
                          należy sami z siebie (np. faceci przychodzą do biura w szortach i sandałach - a
                          sporo jest takich wątków) i nie skutkują delikatne rozmowy, to być może
                          faktycznie potrzebna jest jakaś regulacja.
                          • pierwszalitera Re: do Magdaleny 12.01.09, 23:31
                            magdalaena1977 napisała:

                            > I ja nigdy nie wypowiadałam się jako zwolennik mundurków typu stewardesa na
                            > stanowiskach biurowych, tylko raczej wymagania od pewnych pracowników
                            > odpowiedniego stroju. Jeśli w firmie pracownicy nie są w stanie ubrać się jak
                            > należy sami z siebie (np. faceci przychodzą do biura w szortach i sandałach - a
                            > sporo jest takich wątków) i nie skutkują delikatne rozmowy, to być może
                            > faktycznie potrzebna jest jakaś regulacja.

                            Cała ta dyskusja nie doprowadzi nigdy do żadnego konsensu, bo w wątku są osoby z zupełnie sprzecznymi spojrzeniami na to, "co należy". Coż, istnieją jednostki konserwatywne, z mocną potrzebą dopasowania, odgórnych regulaminów i maszerowania w szeregu, i takie, które nie potrafią się w czymś takim znaleść. Takie jest życie. ;-)
                            • kuraiko Re: do Magdaleny 13.01.09, 03:01
                              czyli jak pracownik nie widzi problemu w założeniu marynarki i
                              eleganckich spodni to ma "mocną potrzebę dopasowania"
                              i "maszerowania w szeregu" :/ a może po prostu nie widzi potrzeby
                              ubierania szortów?
                              dla mnie to jest dziwne podejście. jeśli idę na egzamin, to staram
                              się ubrać elegancko, bo tego wymaga sytuacja (nazwijmy to pewną
                              normą, na różnych uczelniach może być inaczej). nie zastanawiam się
                              wtedy nad wyrażeniem swojego "ja" czy nad tym, że założenie
                              marynarki i eleganckich spodni/spódnicy i rajstop i butów na obcasie
                              narusza moją wolność osobistą. w sumie w takiej sytuacji można się
                              dowolnie pomalować, byle nie przegiąć oraz założyć dowolną biżuterię
                              (ale nie krzykliwą).
                              bo jednak tutaj dziewczyny pisały, że czemu nie można się ubrać
                              swobodnie na egzamin. no jeśli ktoś rzeczywiście czuje się
                              zniewolony przez elegancki strój to niech się nie męczy ;)
                              ale to nie oznacza, że cała reszta w marynarkach jest konserwatywna
                              i maszeruje w szeregu, bo i bardzo "alternatywne" osoby na egzamin
                              ubierają się elegancko, nawet jeśli na co dzień ich strój raczej
                              zwraca uwagę i jest "inny" niż przeciętnego studenta uczelni (na tej
                              uczelni o której piszę nie było dużej różnorodności).

                              bo jak rozumiem nie chodziło Ci wyłącznie o tych, którzy dostosowują
                              się do dress code, ale również o pracowników firm, w których nie ma
                              stroju określonego regulaminem i wszystko zależy od wyboru
                              pracownika. bo nawet jeśli nie ma stroju zawartego w regulaminie, a
                              facet przyjdzie we wspomnianych szortach i sandałach, to jednak ten
                              strój może się wydać nieodpowiedni i pracownik może zostać upomniany.

                              teraz sobie przypomniałam, że rok temu na praktykach w biurze
                              podróży chodziłam w interesach do wielu biur podróży w okolicy i
                              nigdzie nie zauważyłam pracownika (mężczyzny), który nie miałby
                              koszuli, marynarki i chyba w większości przypadków krawata tylko np
                              sweter czy bluzę. jeśli chodzi o kobiety, to już była dowolność, ale
                              mężczyźni wszyscy eleganccy.
                              i jeszcze przypomniałam sobie faceta z mBanku, który przyszedł do
                              mnie podpisać umowę. gdyby był w swetrze, to trochę dziwnie by
                              wyglądał...
              • pierwszalitera Re: do Magdaleny 11.01.09, 21:44
                magdalaena1977 napisała:

                > I jeśli ja mogę być jednocześnie elegancka i kreatywna w czasie upału, to tego
                > samego oczekuję od innych.
                >

                Magdalaena, a o jakieś kreatywności my tu mówimy? Bo inna jest kreatywność urzędniczki, a trochę inna, kogoś przygotowywującego prezentację w agencji reklamowej, albo pracującego nad nową aplikacją.
          • kura17 i jeszcze... 11.01.09, 11:33
            zawsze mnie zastanawialo, jak mozna formulowac swoje opinie o innych (o ich
            fachowosci, inteligencji, mozliwosciach itp) na podstawie ich wygladu. przeciez
            na ogol sa to rzeczy zupelnie oddzielone od siebie. (czyli moga niezaleznie
            wystepowac - i wystepuja - najrozniejsze kombinacje).
            i owszem, Ty tez to robisz - wlasnie przeczytalismy, ze fachowcy, ktorzy nie
            nosza garniturow, jednak maja cos nie-do-konca-dobrze ze swoja fachowoscia,
            skoro im garnitur przeszkadza... czyli, de facto, sa gorsi (intelektualnie!!!)
            od fachowcow w garniturach... rotfl...
            • magdalaena1977 Re: i jeszcze... 11.01.09, 14:35
              kura17 napisała:

              > zawsze mnie zastanawialo, jak mozna formulowac swoje opinie o innych (o ich
              > fachowosci, inteligencji, mozliwosciach itp) na podstawie ich wygladu. przeciez
              > na ogol sa to rzeczy zupelnie oddzielone od siebie. (czyli moga niezaleznie
              > wystepowac - i wystepuja - najrozniejsze kombinacje).
              > i owszem, Ty tez to robisz - wlasnie przeczytalismy, ze fachowcy, ktorzy nie
              > nosza garniturow, jednak maja cos nie-do-konca-dobrze ze swoja fachowoscia,
              > skoro im garnitur przeszkadza... czyli, de facto, sa gorsi (intelektualnie!!!)
              > od fachowcow w garniturach... rotfl...
              Nic takiego nie napisałam. Chodziło mi o to, że dobry fachowiec (od pracy
              umysłowej) jest w stanie pracować także w garniturze, jeśli okoliczności tego
              wymagają.

              Może lubić taki czy inny strój, ale jeśli jest w stanie myśleć tylko w dżinsach,
              to coś tu jest nie tak.
              • kura17 Re: i jeszcze... 11.01.09, 14:38
                z Twojej wypowiedzi wynikalo, ze wymagasz od informatyka pracy w garniturze, na
                wypadek, gdyby sie mial raz w tygodniu z Toba spotkac... bo skoro Ty mozesz, to
                czemuz by on nie?

                co komu przeszkadzaja jeansy? naprawde nie rozumiem?

                nie pisze tu o higienie, bo to inna bajka. pisze o estetyce i "obowiazujacych
                normach".
            • turzyca Re: i jeszcze... 11.01.09, 15:14
              kura17 napisała:

              > zawsze mnie zastanawialo, jak mozna formulowac swoje opinie o innych (o ich
              > fachowosci, inteligencji, mozliwosciach itp) na podstawie ich wygladu.

              To sa dwa tory, ktore trzeba rozroznic. Bo jesli widze, ze ktos jest ubrany w
              czyste, wyprasowane ubrania, ma umyte wlosy, przyciete paznokcie i wypastowane
              buty to wiem, ze jest to osoba na tyle poukladana, ze znajduje czas na zrobienie
              tych czynnosci i w ogole podejrzewam, ze ogolnie w swoich dzialaniach taka
              bedzie - schludna, poukladana, rzetelna. Jesli ktos nie jest w stanie zadbac o
              siebie, to jakos obniza to zaufanie do jego ogolnych cech. Jak cie widza, tak
              cie pisza, nie da sie tego zmienic. To jeden tor.

              Drugim torem jest kwestia kodu ubraniowego - narzucajac pracownikom okreslony
              kod ubraniowy pracodowca zmusza ich do akceptowalnego wygladania. Po to wlasnie,
              zeby klient widzial przed soba osobe schludna i mial odpowiednie skojarzenia. Ze
              niektorzy pracodawcy w pogoni za tym idealnym wygladem przekraczaja granice
              zdrowego rozsadku to chyba nie podlega dyskusji.
              Smieszy mnie, gdy spod tego kodu wychodzi osobowosc czlowieka - byla w mojej
              przychodni recepcjonistka, ktora obowiazkowa koszule miala zle dobrana, zawsze
              jakas taka wymieta, brudna przy mankietach (a ze podaje skierowania itp to sie
              jej na rece patrzy) i na kolnierzyku, z niechlujnymi rekami, a idealnie
              dopelnialy wizerunku zniszczone przez brak dbania buty. Wszystkie pozytywne
              skojarzenia, ktore pracodawca chcial uzyskac wprowadzajac dresscode pryskaly
              przy drugim spojrzeniu. I w sumie czlowiek zaczynal sie zastanawiac, czy taka
              niechlujna osoba nie bedzie niechlujna tez w swojej pracy - a zle oetykietowanie
              przesylek medycznych, niewlasciwe ich przechowywanie albo niezwracanie uwagi na
              wymogi bezpieczenstwa danych osobowych moga spowodowac bardzo powazne i bardzo
              szkodliwe dla pacjentow konsekwencje.







              A co do samego drescodu - z jednej strony wydaje mi sie absurdalny, z drugiej
              obalajac dresscode szybko dochodzimy przez obalanie kulturowych ograniczen
              ubioru (dlaczego nie moge chodzic latem po ulicy tak jak faceci, gola od pasa w
              gore?) do obalania kultury jako takiej. Niezlym haslem bylby zdrowy rozsadek,
              ale niestety niektorym go brakuje i znowu dochodzimy do punktu wyjscia.
          • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 12:42
            magdalaena1977 napisała:

            > IMHO trudności z pracą w określonym ubraniu to ograniczenie i
            > zupełnie nie wiem, dlaczego niektóre osoby wręcz się tym chlubią.

            IMHO trudnosci z zyciem w okreslonym, zle dobranym staniku (push up z
            duzo-za-duzym obwodem i duzo-za-malej misce) to ograniczenie i zupelnie nie
            wiem, dlaczego niektore osoby wrecz sie tym chlubia.

            > "stary, co z ciebie za fachowiec, jeśli byle garniak wpływa na
            > Twoje myślenie".

            "stara, co z ciebie za kobieta, jesli byle zle dobrany stanik wplywa na Twoje
            poczucie kobiecosci".

            takie stwierdzenia sa rownowazne z Twoim?
            jesli nie, niby dlaczego?
            a jesli tak, to chyba nie o to walczymy na lobby...
            • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 13:32
              kura17 napisała:
              > "stara, co z ciebie za kobieta, jesli byle zle dobrany stanik
              wplywa na Twoje
              > poczucie kobiecosci".

              Świetnie napisane :) Przecież poczucie kobiecości bierze się z
              umysłu a skoro tak to powinnyśmy go oddzielić od ciała :)
          • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 12:57


            magdalaena1977 napisała:
            > Mnie też. I chyba większość zawodów, których dotyczy dress code to te gdzie
            > wykonuje się za pracę umysłową.
            > Specjalny strój dla pracownika fizycznego nie budzi tu jakichś oporów.

            Tu akut się zgodzę. Nikogo nie razi, że panowie na stacji diagnostycznej muszą
            mieć dokładnie to samo wdzianko. Skoro strój nic nie znaczy i nic o nas nie
            mówi, to nie rozumiem dlaczego tylu ludzi się oburza, gdy musi się ubrać tak a
            tak i traktują to jako zamach na swoją wolność i godność :) . Można się ubrać
            wygodnie i elegancko, chociaż to kosztuje.

            joankb napisała:
            > A mnie płacą za myślenie.

            A sekretarce od której wymagają pełnych butów i kostiumu niby za co?

            Ja raczej nigdy nie będę musiała dress code przestrzegać, nawet jeśli trafiają
            mi się ważne spotkania to mam sporą dowolność jeśli chodzi o ubiór, co nie
            znaczy, że się nie staram. Ale rozumiem to i myślę, że ludzie którzy podejmują
            pracę w danej firmie wiedzą, na co się decydują. Uważam, że w miejscach gdzie
            wygląd pracownika jest ważny, a pracowników jest dużo lepiej wprowadzić jasne
            zasady.
            • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 13:28
              pinupgirl_dg napisała:
              > Można się ubrać
              > wygodnie i elegancko, chociaż to kosztuje.

              1. Osobom głoszącym takie poglądy radzę sprawdzić w praktyce to
              znaczy zakładac garsonki/garnitury dzień w dzień niezależnie od
              niczego przez jakiś rok. Życie zweryfikuje ;)

              2. Gdybym chciała ubierać się 'wygodnie i elegancko' tak, żeby
              zminimalizować zły wpływ stroju musiałabym wydawać połowę swojej
              pensji. Sory... potrafisz sobie wyobrazić wydawanie połowy dochodów
              na stroje, które nosisz tylko do pracy?
              • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:45
                > pinupgirl_dg napisała:
                > > Można się ubrać
                > > wygodnie i elegancko, chociaż to kosztuje.
                >
                > 1. Osobom głoszącym takie poglądy radzę sprawdzić w praktyce to
                > znaczy zakładac garsonki/garnitury dzień w dzień niezależnie od
                > niczego przez jakiś rok. Życie zweryfikuje ;)
                >
                > 2. Gdybym chciała ubierać się 'wygodnie i elegancko' tak, żeby
                > zminimalizować zły wpływ stroju musiałabym wydawać połowę swojej
                > pensji. Sory... potrafisz sobie wyobrazić wydawanie połowy dochodów
                > na stroje, które nosisz tylko do pracy?


                A co ja napisałam? Nie widzę sprzeczności :). Swoją drogą tyle ludzi daje radę w
                garniturach i garsonkach (niektórzy nawet z własnej woli nieprzymuszonej ;) ),
                że myślę że to jednak jest do wytrzymania.
                • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 13:54
                  pinupgirl_dg napisała:
                  > A co ja napisałam? Nie widzę sprzeczności :). Swoją drogą tyle
                  ludzi daje radę
                  > w
                  > garniturach i garsonkach (niektórzy nawet z własnej woli
                  nieprzymuszonej ;) ),
                  > że myślę że to jednak jest do wytrzymania.

                  Hmmm... nie znam osoby, która 'z własnej nieprzymuszonej woli'
                  chodzi/chodziłaby do pracy w garniturze/garsonce codziennie. A wiem
                  o czym mówię bo w mojej formie (koproracja) pracuje jakieś 1000
                  osób. Wszyscy, których znam firmowych 'mundurków' szczerze
                  nienawidzą i jakby mieli wybór to by chodzili w jeansach
                  a 'mundurki' spalili :) Czy da się to wytrzymać? Jasne, że da, są
                  gorsze rzeczy co nie znaczy, że ktokolwiek to lubi albo, że ma
                  choćby neutralny stosunek.

                  Podziwiam osoby, które z taką pewnością wygłaszają poglądy w
                  kwastiach, w których mają zerowe doświadczenie :)
                  • pinupgirl_dg Re: co myślę? 11.01.09, 13:57
                    > Hmmm... nie znam osoby, która 'z własnej nieprzymuszonej woli'
                    > chodzi/chodziłaby do pracy w garniturze/garsonce codziennie.

                    A ja znam osoby, które same sobie są szefami i poprostu lubią taki strój :)

                    Pozdrowienia i do pogadania innym razem!
                  • kasiamat00 Re: co myślę? 11.01.09, 14:41
                    Mam w pracy co najmniej dwie osoby, które mimo tego, że absolutnie nie muszą (w
                    firmie nie obowiązuje żaden dress code), to i tak codziennie przychodzą w
                    garniturze. Albo lubią, albo służy im to do budowania wizerunku - nie wnikam,
                    nie obchodzi mnie to, w każdym razie takie indywidua istnieją :)

                    W moim wypadku sprawa jest jasna - mogę zaakceptować dress code, nawet mocno
                    restrykcyjny, ale trzeba mi za niego zapłacić. I to dużo. Na pewno pensja
                    musiałaby uwzględniać konieczność kupienia/uszycia odpowiednich ubrań, kupienia
                    butów (które niszczę bardzo), kosmetyków (na co dzień się nie maluję wcale),
                    fryzjera, czasu straconego na prasowanie, pastowanie, pacykowanie się i pewnie
                    jeszcze trochę na "straty moralne" ;) Lekko licząc +50% w stosunku do obecnej
                    (całkiem niezłej) pensji. Poza tym - nie ma sprawy.
                    • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 14:48
                      kasiamat00 napisała:
                      > W moim wypadku sprawa jest jasna - mogę zaakceptować dress code,
                      nawet mocno
                      > restrykcyjny, ale trzeba mi za niego zapłacić. I to dużo. Na pewno
                      pensja
                      > musiałaby uwzględniać konieczność kupienia/uszycia odpowiednich
                      ubrań, kupienia
                      > butów (które niszczę bardzo), kosmetyków (na co dzień się nie
                      maluję wcale),
                      > fryzjera, czasu straconego na prasowanie, pastowanie, pacykowanie
                      się i pewnie
                      > jeszcze trochę na "straty moralne" ;) Lekko licząc +50% w stosunku
                      do obecnej
                      > (całkiem niezłej) pensji. Poza tym - nie ma sprawy.

                      I słusznie. Mnie niestety nie płacą a wymagania są takie, że ho ho!
                      • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 15:01
                        satia2004 napisała:
                        > I słusznie. Mnie niestety nie płacą a wymagania są takie, że ho ho!
                        A może płacą ? policz sobie połowę za pracę a połowę za elegancki wygląd ;-)

                        A tak poważnie - satia zastanów się, czemu Ty tam jeszcze pracujesz ?
                        Ja jak denerwują mnie niektóre cechy mojej pracy (akurat nie ubranko), to robię
                        sobie bilans plusów i minusów. Na razie ciągle wychodzi mi na plus, ale jak
                        tylko minusy zaczną przeważać, zaczynam szukać nowej roboty.

                        Może naprawdę możesz znaleźć firmę, gdzie będziesz mogła pracować w dżinsach ?
                        albo taką, gdzie zażądasz dodatku za strój ?
                        Albo uświadomisz sobie, że Twoja praca ma inne zalety, które jednak przeważają i
                        żeby tam pracować jesteś gotowa nosić garsonki.
                        • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 16:40
                          Magdaleno - jasne, że są plusy i minusy, ale to, że w pracy
                          przeważają plusy nie znaczy, że minusy przestają istnieć.

                          Plusem mojej pracy jest zdecydowanie to, że niestmowicie dużo się
                          uczę, pracuję mega-mózgami a do tego świetnymi prywatnie ludźmi,
                          rozwijam się, sporo zarabiam. Minusy są poważniejsze od dress code,
                          ale właśnie o tej kwesti mówimy.

                          Godzę się na dress code żeby robić to co lubię ale to nie znaczy, że
                          dress code lubię albo nawet, że jest mi obojętny :)
                  • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 14:46
                    satia2004 napisała:
                    > Hmmm... nie znam osoby, która 'z własnej nieprzymuszonej woli'
                    > chodzi/chodziłaby do pracy w garniturze/garsonce codziennie. A wiem
                    > o czym mówię bo w mojej formie (koproracja) pracuje jakieś 1000
                    > osób. Wszyscy, których znam firmowych 'mundurków' szczerze
                    > nienawidzą i jakby mieli wybór to by chodzili w jeansach
                    > a 'mundurki' spalili :)
                    Może to kwestia tego przymusu ?
                    Może ci ludzie traktują eleganckie ubranie jako przymus pracodawcy, sami z
                    siebie nie ubieraliby się w ten sposób i w związku z tym taki strój od razu
                    kojarzy im się z pracą.

                    Dla mnie eleganckie, odpowiednie do sytuacji ubranie to rodzaj wyrażenia siebie,
                    zaprezentowania światu określonego wizerunku. U nas nie ma przymusu i jakoś
                    wszyscy starają się być eleganccy i nie przypominam sobie, żeby ktoś narzekał na
                    strój. Najwyżej są narzekania na asortyment sklepów, gdzie nie było nic fajnego
                    i np. niewiele szyją takich klasycznych letnich sukienek, bez odkrytych ramion i
                    cekinów.
                • madzioreck Re: co myślę? 12.01.09, 22:23
                  pinupgirl_dg napisała:

                  Swoją drogą tyle ludzi daje radę
                  > w
                  > garniturach i garsonkach (niektórzy nawet z własnej woli nieprzymuszonej ;) ),
                  > że myślę że to jednak jest do wytrzymania.

                  Na przykład ja :) Jest do wytrzymania, pończochy do pracy zakładam nawet w upał,
                  trudno powiedzieć, ze bez nich mi chłodniej :)
              • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 14:40
                satia2004 napisała:
                > 1. Osobom głoszącym takie poglądy radzę sprawdzić w praktyce to
                > znaczy zakładac garsonki/garnitury dzień w dzień niezależnie od
                > niczego przez jakiś rok. Życie zweryfikuje ;)
                Nie noszę garsonki codziennie, ale w zasadzie zawsze do pracy staram się iść
                elegancko ubrana - czasem jest to kostium, czasem garsonka, czasem spódnica i
                bluzka ...
                W szortach czy sukience na ramiączka czułabym się dziwnie.
                • kura17 Re: co myślę? 11.01.09, 14:42
                  a w lekkich lnianych spodniach i bluzce z krotkim rekawem (nie-eleganckiej)
                  • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 14:49
                    kura17 napisała:

                    > a w lekkich lnianych spodniach i bluzce z krotkim rekawem (nie-eleganckiej)
                    W T-shircie też raczej głupio.
                    Mogłyby być letnie spodnie i letnia elegancka bluzka z krótkim rękawem. Bez
                    gołych nóg i typowo wakacyjnych sandałów.
              • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 17:25
                moja mama pracowała przez prawie 38 lat na poważnym stanowisku i
                przez większość tych lat ubierała do pracy marynarkę, elegancką
                koszulę i spódnicę/eleganckie spodnie. a na rozprawy o zgrozo
                togę :P (i nikt się nie pytał czy jej się to podoba, nawet jak było
                30 stopni w cieniu) i jakoś przeżyła te wszystkie lata pracy, a nie
                narzekała, że MUSI się tak ubrać. pewnie, może mogłaby ubrać się
                bardziej "lajtowo", ale po prostu potrafiła się dostosować do
                sytuacji. wiadomo, że to nie był "sztywny dress code", ale jeśli
                miała na co dzień kontakty z prezesem firmy, możliwość, że wpadnie w
                jego gabinecie na ważnego klienta, to ubierając się swobodnie
                (wspominane wystające jaskrawe ramiącho, krótka spódniczka, barwne
                rajstopy etc) byłaby po prostu niepoważna.
                • satia2004 Re: co myślę? 11.01.09, 18:18
                  kuraiko napisała:
                  > moja mama pracowała przez prawie 38 lat na poważnym stanowisku i
                  > przez większość tych lat ubierała do pracy marynarkę, elegancką
                  > koszulę i spódnicę/eleganckie spodnie. a na rozprawy o zgrozo
                  > togę :P (i nikt się nie pytał czy jej się to podoba, nawet jak
                  było
                  > 30 stopni w cieniu) i jakoś przeżyła te wszystkie lata pracy, a
                  nie
                  > narzekała, że MUSI się tak ubrać.

                  Widocznie jej nie przeszkadzało. Inni ludzie nie muszą być jak
                  Twoja mama. Spora część kobiet całe życie chodzi w 75B i też nie
                  narzeka :)
                  • kuraiko Re: co myślę? 11.01.09, 20:02
                    ale mam wrażenie, że są osoby, które wszystko zrobią na przekór...

                    nie będę się tak ubierać "bo kto mi zabroni", jakby był jakiś
                    problem w stosownym stroju. marynarka gryzie?

                    ps. to nie do końca tak, że jej nie przeszkadzało. po prostu zdawała
                    sobie sprawę, że na takim stanowisku musi odpowiednio wyglądać. i
                    nie robiła z tego problemów. bo w czym problem tak naprawdę?
                    i nie porównywałabym normalnego eleganckiego stroju do niedobranego
                    stanika. eleganckie nie musi od razu znaczyć niewygodne.
                    znam laski, które na co dzień noszą marynarki, np sztruksowe.
                    • pierwszalitera Re: co myślę? 11.01.09, 21:52
                      kuraiko napisała:

                      > ale mam wrażenie, że są osoby, które wszystko zrobią na przekór...
                      >
                      > nie będę się tak ubierać "bo kto mi zabroni", jakby był jakiś
                      > problem w stosownym stroju. marynarka gryzie?

                      I są osoby, które bronię ciągle zatęchłego status quo bez najmniejszej ochoty wpuszczenia odrobiny świeżego wiatru. Nie przeszkadza ci ten zaduch? ;-)
                    • plica Re: co myślę? 11.01.09, 22:13
                      > nie będę się tak ubierać "bo kto mi zabroni", jakby był jakiś
                      > problem w stosownym stroju. marynarka gryzie?

                      gryzie. znajdz mi wygodną i ładną to Cie ozłoce.
                • magdalaena1977 Re: co myślę? 11.01.09, 19:14
                  kuraiko napisała:

                  > moja mama pracowała przez prawie 38 lat na poważnym stanowisku i
                  > przez większość tych lat ubierała do pracy marynarkę, elegancką
                  > koszulę i spódnicę/eleganckie spodnie. a na rozprawy o zgrozo
                  > togę :P

                  Toga ma swoje plusy i minusy ;-)

                  Ale widziałam kiedyś radcę prawnego, który przyszedł do sądu w koszuli z krótkim
                  rękawem, szortach i sandałach na gołe stopy. Na to założył togę.
                  I pierwsze półtora metra od góry wyglądało ok. Ale te owłosione nóżki w
                  sandałach jak u rzymskiego legionisty psuły cały efekt.
                  • ucayali Re: co myślę? 11.01.09, 19:21
                    No jak to psuły :)))))
    • satia2004 Czy słuszny czy nie - NIE ZNOSZĘ a muszę :) 10.01.09, 23:59
      Moja praca wymaga bardzo ścicłego biznesowego dress code (łącznie z
      rajstopami i zabudowanymi butami latem). I szczerze powiedziawszy
      mam go serdecznie dość :) Dorobiłam się koszulo, marynarko, i
      garsonkowstrętu :) Jak tylko wracam do domu z ulgą zrzucam
      te 'mundurki' z siebie i wkładam coś wygodnego. U nas w pracy nawet
      jest takie powiedzienie 'wskoczyć w cywilne ciuchy' ;) Poza pracą w
      zasadzie nigdy nie noszę eleganckich rzeczy, cieszę się ile mogę
      jeansami ;)

      A tak z rzeczy które najbardziej mi przeszkadzają to fakt, że firma
      nie refunduje kasy za ubiór (bo eleganckie ciuchy nie są mundurkiem)
      a na to naprawdę sporo kasy idzie, szczególnie, że u nas częste
      podróże służbowe wymagają raczej lepszej jakości materiałów (np.
      niegniotących). I niesamowicie zazdroszcze moim klientom (zwykle
      pacuję z nimi w ich siedzibach), że mogą do pracy chodzić normalnie
      w jeansach czy innych spodniach i sweterkach. U nas taki ubiór to
      tylko w Casual Fridays i tylko kiedy nie idziemy do klienta (czyli
      maksymalnie raz w miesiącu) :/
    • kasiamat00 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 01:07
      Dress code - OK, pod warunkiem że dana osoba rzeczywiście spotyka się z
      klientami lub kontrahentami. W pozostałych przypadkach to absurd.
    • kuraiko nietrafiony wygląd na stanowisku - z życia wzięte 11.01.09, 01:12
      w moim mieście pewna "szemrana" firma rekrutuje młodych ludzi
      poszukujących pracy. w ogłoszeniu stoi, że szukają magazynierów, na
      stanowiska biurowe, przedstawicieli handlowych. o co naprawdę
      chodzi, to ludzie dowiadują się dopiero na "szkoleniu", nawet nie na
      rozmowie kwalifikacyjnej. mianowicie to stanie na ulicy i wciskanie
      podrób markowych perfum, tudzież pasty do zębów za 20zł.

      do rzeczy - na lokalnym forum założono wątek ostrzegający przed tą
      firmą. ja też byłam u nich na rozmowie o pracę i to co ludzie
      opisywali to się pokrywało z tym co ja "przeżyłam". pomijając
      budynek w remoncie w dzielnicy przemysłowej, 20 osób którym kazano
      przyjść na godzinę 17, 3 krzesła dla czekających, etc. to w wielu
      postach ludzie pisali o kobiecie, która przeprowadza rozmowy i
      zawsze pojawiało się podkreślenie jej wyglądu - opalona/solarium,
      długie barwne tipsy, ostro umalowana. nie wiem czy to właścicielka,
      czy pracownica, ale mnie też się to rzuciło w oczy i nieco zdziwiło.
      mam wrażenie, że innych też. oprócz tego, że opisywali ją upewniając
      się czy to ta sama, niektórzy podkreślali jej wizerunek dodatkowo
      nie wzbudza u nich zaufania do firmy.

      zwłaszcza, że na rozmowę o pracę większość była ubrana
      elegancko/schludnie, do tego stonowany makijaż i dyskretne
      paznokcie. a kobieta ostry makijaż i tipsy, dziwnie się poczułam jak
      ją zobaczyłam...
    • ucayali Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 17:50
      Już nie wiem gdzie to wpisać w tym labiryncie wpisów, więc wpiszę tu. Mnie się
      wydaje, że my niepotrzebnie uderzamy w taki duży dzwon i mówimy o szacunku.
      Zwyczajowo tak się to tłumaczy, ale tu właśnie raczej o ten zwyczaj czy obyczaj
      chodzi, a nie o szacunek. Czy np. kelner ubrany w służbowy strój ma tego
      szacunku dla klienta więcej? Czy wspomniany wyżej pracownik firmy pogrzebowej ma
      więcej szacunku do rodziny zmarłego, gdy ma na sobie czarny garnitur? Czy pewien
      szef pewnego dziennika telewizyjnego zwracając się do swoich współpracowników
      niezgodnie z przyjętymi formami robi to jednak z szacunkiem, bo w garniturze?
      Wydaje mi się, że są zawody o długiej tradycji, gdzie pewien strój czy jego
      rodzaj jest po prostu przyjęty. Są też stroje przyjęte za właściwe w konkretnej
      sytuacji (np. elegancja w filharmonii czy garnitur podczas przeprowadzania wywiadu).
      Co innego nowe u nas zawody czy pęd do usystematyzowanie każdej sfery życia.
      Tutaj naprawdę można dyskutować, bo jeśli coś jest nowe i jeszcze
      niezakorzenione, to wtedy wypracowuje się pewne standardy (bądź, trudno,
      zapożycza). Nie bardzo rozumiem, dlaczego cała firma ma chodzić w podobnych, z
      góry określonych strojach - moim zdaniem wprowadza to monotonię i zmniejsza
      radość z wykonywanej pracy. Nie wyobrażam też sobie, żeby w pracy w biurze
      obowiązywał makijaż - czy tak bywa? Co innego w przypadku aktorki/aktora,
      piosenkarki/piosenkarza (np. śpiewanie w chórku u jakiejś gwiazdy, bo sama
      gwiazda może kształtować bardziej dowolnie swój wizerunek), czy ogólnie
      show-biznesu.
      Natomiast pani w banku może mieć wg mnie tipsy długości bagietek i kilogram
      tapety, jakoś mnie to nie obchodzi ani nie zraża :) Męczy mnie za to klepanie
      wyuczonych kwestii jak automat. Przyznam też, że kilkakrotnie spotykałam
      pracownice działu obsługi klienta, które z trudnością wklepywały szczegóły mojej
      reklamacji do komputera (paznokcie). Ale ja jestem cierpliwa, minuta więcej mnie
      nie zbawi ;)
      • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 19:25
        Zwyczajowo się przyjęło, że bekanie przy stole jest conajmniej oznaką braku
        szacunku. Tak samo z ubraniem.
        W wielu zawodach strój spełnia też praktyczną rolę - wchodząc do marketu bez
        problemu rozpoznasz panią z działu AGD po firmowym mundurku, w banku nie masz
        wątpliwości, ze rozmawiasz z kasjerką, a w restauracji nie zaczepiasz każdej
        napotkanej osoby szukając kelnera.

        A co do radości z wykonywanej pracy - wydaje mi się, że osoby które tak na dress
        code narzekają nie przepadają za swoją pracą. Praca od 7 do 15, atmosfera
        biurowa, zakryte buty, makijaż - to nie jest dla wszystkich. Są ludzie którzy
        tak nie potrafią, ale nie można oczekiwać, ze firma się dostosuje. Każda praca
        bywa czasem denerwująca, na pewno. Ważne, żeby trafić do takiej która nas
        naprawdę interesuje. Gdyby marzyła o pracy w banku, to spodnie w kant by mnie
        nie powstrzymały :).
        • kura17 Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 19:30
          a Ty co tutaj robisz??? a kysz, do nauki! bo zostanie Ci tylko plandzyk... :) :)

          a z tym bekaniem znow nie masz racji ;)
          w niektorych kulturach bekanie czy siosrbanie przy jedzeniu jest oznaka szacunku
          dla gospodarzy i pochwala jedzenia! mniam, jakie dobre!
          • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 19:36

            >
            > a z tym bekaniem znow nie masz racji ;)
            > w niektorych kulturach bekanie czy siosrbanie przy jedzeniu jest oznaka szacunk
            > u
            > dla gospodarzy i pochwala jedzenia! mniam, jakie dobre!


            Właśnie o to mi chodziło :). A w naszej się przyjeło inaczej. To nie znaczy, ze
            bekanie i mlaskanie samo w sobie jest czymś strasznym, podobnie jak stringi
            naciągnięte na nerki - w jednej sytuacji są ok, w inne już nie pasują i rażą.

            > a Ty co tutaj robisz??? a kysz, do nauki! bo zostanie Ci tylko plandzyk... :) :
            > )

            Aaa... zwariuje już nie mogę :). A plandzyka nie mam nawet, za to trochę
            staników które robią "sexy-buły".. myślisz, że to przejdzie? Dobra już zmykam :).
            • kura17 Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 19:50
              seksi buly jak najbardziej!!!
              tylko sie na LB nie przyznaj, bo Cie wyklniemy...
          • kuraiko Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 20:04
            rozumiem, że bekasz po smacznym obiedzie w restauracji? xD
            • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 20:55
              iii, tylko po niesmacznym :P
              Pisałam: w kwestii stroju! Bo ostatnio to nawet do supermarketu boję się wejść w
              zwykłych ciuchach, a wyjątkowo nie chce mi się chodzić w obcasach, szczególnie
              jak mam szperać po butikach ;)
              Wracając do niestosowności bekania, sądzisz, że to też należy wpisać do umowy o
              pracę?
              • kuraiko Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 21:02
                to było do kury17, która napisała
                "a z tym bekaniem znow nie masz racji ;)
                w niektorych kulturach bekanie czy siosrbanie przy jedzeniu jest
                oznaka szacunku
                dla gospodarzy i pochwala jedzenia! mniam, jakie dobre!"

                i nie miałam na myśli niczego związanego z pracą.

                wydaje mi się, że postawa "robię co mi się podoba, bo kto mi
                zabroni, przecież nie łamię prawa" etc nie jest wykonalna w każdym
                przypadku.
                bekać sobie mogę w domu, nawet jak przy moim facecie beknę, to też
                mówię "przepraszam", a przecież to zwykła fizjologia. nie wyobrażam
                sobie świadomego bekania w miejscu publicznym po posiłku i nawet
                milion Mongołów może tak robić 'w gościach' ;)))))
                • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 21:13
                  ups, niedobre gazetowe drzewo mnie zwiodło :)
                  to niech się kura tłumaczy :)
                  > wydaje mi się, że postawa "robię co mi się podoba, bo kto mi
                  > zabroni, przecież nie łamię prawa" etc nie jest wykonalna w każdym
                  > przypadku.
                  Nie wszystko, co nie zabronione, jest dozwolone, a też i nie wszystko da się
                  ująć w kodeksach. To co, będziemy niedługo pisać na autobusach: nie pluć na
                  współpasażerów? mam nadzieję, że nie...
                  • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 20:36
                    Ale opluć nikogo nie można, a nosić białą bluzkę bez stanika albo bekać przy
                    jedzeniu już tak - to nie jest zabronione. Dlatego czasami trzeba doprecyzować,
                    gdyby wszyscy trzymali się bez specjalnych nakazów nikt by tego nie musiał
                    spisywać.
                    • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 22:34
                      Wiesz co, dzisiaj w tym samym tramwaju co ja jechała pewna, hmmm, wesoła
                      gromadka. I co z tego, że przeklinać publicznie i nieładnie, i nie wolno?
                      Btw: wracali z jakiegoś szkolenia.
        • satia2004 Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 19:34
          pinupgirl_dg napisała:
          > A co do radości z wykonywanej pracy - wydaje mi się, że osoby
          które tak na dres
          > s
          > code narzekają nie przepadają za swoją pracą. Praca od 7 do 15,
          atmosfera
          > biurowa, zakryte buty, makijaż - to nie jest dla wszystkich.

          To źle Ci się wydaje.
          1) Dress code nie oznacza pracy od 7 do 15 w biurze
          2) Ja swoją pracę lubię ale to co robię nie ma nic wspólnego z moim
          nielubieniem służbowego stroju.
          • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 19:38
            To był przykład :).
            Cieszę się, ze lubisz swoją pracę. Ale nie ma pracy idealne, nawet przytaczani
            przez Was szeroko nauczyciele akademiccy muszą robić czasem rzeczy, które ich
            doprowadzają do szału :).

            Z pozdrowieniami... śmigam do zeszytów.
          • kura17 Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 19:51
            poza tym zdarzaja sie wazniejsze priorytety, niz "lubienie pracy". chocby
            wyzywienie rodziny.
            nie chce byc jakas szczegolnie gornolotna, ale potrzebna forsa czesto jest
            bardzo istotnym elementem "kojacym" zle warunki pracy...
            • madzioreck Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 22:33
              Jakby to powiedzieć, trafiłaś w sedno. Nie zawsze można sobie pozwolić na
              wybrzydzanie niestety :(
            • magdalaena1977 Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 23:23
              kura17 napisała:
              > potrzebna forsa czesto jest
              > bardzo istotnym elementem "kojacym" zle warunki pracy...
              Ale trzeba być tego świadomym. Każda praca ma swoje plusy i minusy i IMHO
              strasznie naiwne jest oczekiwanie, że każdy będzie robił, to co lubi, w fajnej
              atmosferze, ludzie go będą doceniać, a płaca będzie wysoka.

              Kazik Staszewski wypowiadał się jak bardzo wyjątkowo mu się pofarciło, że udaje
              mu się żyć ze swojej pasji.
              • kura17 Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 10:27
                magdalaena1977 napisała:


                > Ale trzeba być tego świadomym. Każda praca ma swoje plusy i minusy
                > i IMHO strasznie naiwne jest oczekiwanie, że każdy będzie robił, to
                > co lubi, w fajnej atmosferze, ludzie go będą doceniać, a płaca
                > będzie wysoka.

                oczywiscie, ze trzeba byc tego swiadomym i dokonywac wyborow - zgodnie z naszymi
                priorytetami.
                ja, na przyklad, zrezygnowalam z prac dobrze platnych, bo przy moim
                wyksztalceniu zakulyby mnie w mundurek i sztywne zasady oraz godziny pracy (a to
                raczej nie dla mnie).
                moglam sobie na to pozwolic i jestem szczesliwa z tego powodu.

                co nie znaczy, ze nigdy nie przeorganizuje swoich priorytetow.
                one sie zmieniaja, czasem nawet bardzo.

                > Kazik Staszewski wypowiadał się jak bardzo wyjątkowo mu się
                > pofarciło, że udaje mu się żyć ze swojej pasji.

                mi na razie tez.
                ale moze niedlugo juz (mam prace do konca 2010, potem bedzie baaaaardzo ciezko
                znalesc cos podobnego...)
        • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 19:55
          pinupgirl_dg napisała:

          > Zwyczajowo się przyjęło, że bekanie przy stole jest conajmniej oznaką braku
          > szacunku. Tak samo z ubraniem.

          A ja bym chciała, żebyśmy sobie dali z tym strojem nieco luzu ;) Jeśli ktoś lubi
          ubierać się bardziej oryginalnie, to dajmy mu tę przyjemność, czy nam to aż tak
          szkodzi? :)

          > W wielu zawodach strój spełnia też praktyczną rolę - wchodząc do marketu bez
          > problemu rozpoznasz panią z działu AGD po firmowym mundurku, w banku nie masz
          > wątpliwości, ze rozmawiasz z kasjerką, a w restauracji nie zaczepiasz każdej
          > napotkanej osoby szukając kelnera.

          Praktycznej strony nie neguję, co do kelnera się zgodzę (choć tak muszę
          zapamiętać, który to konkretnie mnie obsługuje, może łatwiej byłoby mi, jakby
          się jakoś wyróżniał), a lekarz niechże chodzi w fartuchu - bo to jest
          praktyczne. Jednak kasjerkę w banku poznaję po tym, że siedzi w okienku, a
          ekspedientkę po tym, że siedzi za ladą, albo nosi identyfikator. Prawdę mówiąc
          to stroje kasjerek w supermarketach niezbyt przypadają mi do gustu i to nie ze
          względu na unifikację.

          > A co do radości z wykonywanej pracy - wydaje mi się, że osoby które tak na dres
          > s
          > code narzekają nie przepadają za swoją pracą. Praca od 7 do 15, atmosfera
          > biurowa, zakryte buty, makijaż - to nie jest dla wszystkich. Są ludzie którzy
          > tak nie potrafią, ale nie można oczekiwać, ze firma się dostosuje. Każda praca
          > bywa czasem denerwująca, na pewno. Ważne, żeby trafić do takiej która nas
          > naprawdę interesuje. Gdyby marzyła o pracy w banku, to spodnie w kant by mnie
          > nie powstrzymały :).
          >
          Nie do końca masz rację. Wielu ludzi, pracując w biurze, ma dowolność w kwestii
          ubioru. I na pewno nie jest im w tej pracy z tego powodu gorzej. A gdyby szefowi
          coś się nie podobało, sam by o tym powiedział.
          A jeśli miałabym rozmawiać z klientem to żaden dress code nie jest mi potrzebny,
          żebym dżinsy jednak zostawiła w domu.
          • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 15:12
            > A ja bym chciała, żebyśmy sobie dali z tym strojem nieco luzu ;) Jeśli ktoś lub
            > i
            > ubierać się bardziej oryginalnie, to dajmy mu tę przyjemność, czy nam to aż tak
            > szkodzi? :)

            > Nie do końca masz rację. Wielu ludzi, pracując w biurze, ma dowolność w kwestii
            > ubioru. I na pewno nie jest im w tej pracy z tego powodu gorzej. A gdyby szefow
            > i
            > coś się nie podobało, sam by o tym powiedział.
            > A jeśli miałabym rozmawiać z klientem to żaden dress code nie jest mi potrzebny
            > ,
            > żebym dżinsy jednak zostawiła w domu.

            Bardziej oryginalnie, tzn? Dla jednego to będą duże kolale albo modna torebka. Dla innego dredy i fioletowe tipsy. Ja nie wątpie, że Ty masz wyczucie smaku i wiesz, kiedy na co można sobie pozwolić. Ale nie dla wszystkich to jest oczywiste i dlatego takie pisane lub niepisane zasady obowiązują. W firmie gdzie pracuje dużo ludzi o różnym guście lepiej wprowadzić jasne zasady, niż wołać każdego pracownika i tłumaczyć. Moim zdaniej to upokarzające zwracać komuś uwagę, ze prześwitujace sutki są nie na miejscu itd, a jako pracownikowi sprawiłoby mi większą przykrość niż z góry ustalone zasady.

            > Jednak kasjerkę w banku poznaję po tym, że siedzi w okienku, a
            > ekspedientkę po tym, że siedzi za ladą, albo nosi identyfikator.

            Gdybym spotkała w banku panią w dzinsowych biodrówkach i różowych stringach to bym miała poważne wątpliwości :). Nie gapię się też wszystkim ludziom w marketach na dekolt.
            • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 19:54
              pinupgirl_dg napisała:

              > Bardziej oryginalnie, tzn? Dla jednego to będą duże kolale albo modna torebka.
              > Dla innego dredy i fioletowe tipsy. Ja nie wątpie, że Ty masz wyczucie smaku i
              > wiesz, kiedy na co można sobie pozwolić. Ale nie dla wszystkich to jest oczywis
              > te i dlatego takie pisane lub niepisane zasady obowiązują. W firmie gdzie pracu
              > je dużo ludzi o różnym guście lepiej wprowadzić jasne zasady, niż wołać każdego
              > pracownika i tłumaczyć. Moim zdaniej to upokarzające zwracać komuś uwagę, ze p
              > rześwitujace sutki są nie na miejscu itd, a jako pracownikowi sprawiłoby mi wię
              > kszą przykrość niż z góry ustalone zasady.
              >

              I widzisz, tu się różnimy, bo ja mogę zrozumieć, że zrobię coś źle i ktoś mi
              zwraca uwagę - doskonała nie jestem, logiczne argumenty przyjmuję. Ale nie
              rozumiem, dlaczego ktoś od razu zakłada, że to zrobię, i każe mi podpisywać
              odpowiednie dokumenty.
              • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 20:00
                > dlaczego ktoś od razu zakłada, że to zrobię, i każe mi podpisywać
                > odpowiednie dokumenty.

                Jeśli nie zrobisz i z góry zamierzasz tego przestrzegać, to co dla Ciebie za
                różnica?

                > I widzisz, tu się różnimy, bo ja mogę zrozumieć, że zrobię coś źle i ktoś mi
                > zwraca uwagę - doskonała nie jestem, logiczne argumenty przyjmuję

                Nie mówiłam tylko o nas. Postaw się w sytuacji szefa, który zamiast zajmować się
                swoimi sprawami jest zmuszony przeprowadzać takie żenujące rozmowy... Co innego,
                gdy kwestia dotyczy Twoich obowiązków, co innego, gdy trzeba poruszyć kwestie
                dobrego wychowania czy dostosowania stroju do okoliczności.
                • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 20:06
                  pinupgirl_dg napisała:

                  > Jeśli nie zrobisz i z góry zamierzasz tego przestrzegać, to co dla Ciebie za
                  > różnica?
                  Niby żadna, ale pytanie, co będę musiała podpisać jutro, skoro godzę się na taki
                  zapis? Jak daleko posunie się taki zwyczaj? I jak do tego ma się wyznaczanie
                  długości spódnicy z dokładnością do 5 cm?

                  > Nie mówiłam tylko o nas. Postaw się w sytuacji szefa, który zamiast zajmować si
                  > ę
                  > swoimi sprawami jest zmuszony przeprowadzać takie żenujące rozmowy... Co innego
                  > ,
                  > gdy kwestia dotyczy Twoich obowiązków, co innego, gdy trzeba poruszyć kwestie
                  > dobrego wychowania czy dostosowania stroju do okoliczności.
                  Wiesz co, ale to jest właśnie jego praca, to są m.in. jego sprawy.
                  • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 20:11
                    > Wiesz co, ale to jest właśnie jego praca, to są m.in. jego sprawy.

                    No, ale jak on problem rozwiąże to już jego sprawa. Może gonić pracowników po
                    korytarzach i każdemu robić wykład albo rozwiązać to inaczej... Bo poza
                    długością spódnicy ma też zwykle parę innych spraw na głowie.
                  • madzioreck Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 22:36
                    Małe sprostowanie - ja np. niczego nie podpisywałam. Zarządzenie odgórne i tyle,
                    proszę się dostosować :)
                • plica Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 20:58
                  > > dlaczego ktoś od razu zakłada, że to zrobię, i każe mi podpisywać
                  > > odpowiednie dokumenty.
                  >
                  > Jeśli nie zrobisz i z góry zamierzasz tego przestrzegać, to co dla Ciebie za
                  > różnica?

                  ha! zasadnicza.
                  chodzi o powazne traktowanie. prawdopodobnie w zyciu nie poddalabym sie zabiegowi aborcji. ale w razie czego chcialabym miec wybor. dosc drastyczny przyklad - ale jak dla mnie rowniez na temat ograniczania wolnosci osobistej.
                  • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 21:18
                    Twoja wolność osobista polega na tym, że możesz w dużym stopniu wybierać, gdzie
                    chcesz pracować. Aborcja to inna sprawa, bo poza Twoją wolnością jest jeszcze
                    wolność dziecka, ale to zupełnie inny temat na inną rozmowę.
                    Wyłożenie jasno swoich wymagań to jest poważne traktowanie.
                    • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 22:39
                      Tylko jeśli będziemy się na to zgadzać i będzie nam wszystko jedno, to co
                      powstrzyma innych firm od takich samych zachowań? Oj żeby tylko nie było jak z
                      rozmiarem 75B, tyle kobiet się na nie godziło i teraz niewiele więcej można w
                      sklepie kupić ;) A potem co, będziemy importować pracodawców? ;)
                      • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 22:57
                        Z rozmiarem 75B chyba było trochę inaczej :). Stanik to co innego, to kontakt
                        klient - producent, a tutaj mamy sytuację pracodawca-podwładny. Jedyne co może
                        powstrzymać przed ustalaniem takich reguł, to gdy dla wszystkich będą one
                        oczywiste i naturalne, a nikogo nie trzeba będzie ciągnąć wołami :).
                        Też przeżywałam okres, że buntowała się przeciw wszelkim z góry narzuconym
                        zasadom, więc jestem w stanie się wczuć ;).
                        • pierwszalitera Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 23:20
                          pinupgirl_dg napisała:

                          > Z rozmiarem 75B chyba było trochę inaczej :). Stanik to co innego, to kontakt
                          > klient - producent, a tutaj mamy sytuację pracodawca-podwładny. Jedyne co może
                          > powstrzymać przed ustalaniem takich reguł, to gdy dla wszystkich będą one
                          > oczywiste i naturalne, a nikogo nie trzeba będzie ciągnąć wołami :).
                          > Też przeżywałam okres, że buntowała się przeciw wszelkim z góry narzuconym
                          > zasadom, więc jestem w stanie się wczuć ;).

                          Ależ tu nie chodzi o bunt, tylko o zasady i nigdzie nie jest powiedziane, że jako dorośli ludzie musimy się ze wszystkim zgadzać, bo są rzeczy "oczywiste". Z góry narzucone zasady nie są żadną świętością i można je zmieniać, jeżeli znajdzie się dostateczna liczba ludzi z dobrymi argumentami. Nawet pracodawcy dają ze sobą rozmawiać.
                          • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 23:49

                            "Z góry narzucone zasady nie są żadną świętością i można je zmieniać, jeżeli znajdzie się dostateczna liczba ludzi z dobrymi argumentami."

                            To znajdzie dostateczną liczbę ludzi i dobre argumenty :). Jak widzę sporo osób tutaj nie neguje samej konieczności noszenia stosownego stroju itd, ale właśnie te "z góry narzucone zasady", nawet, jeśli zgadzają się z ich własnymi :).
                            Niestety te zasady w większości nie wzięły się znikąd, mają praktyczne zastosowanie więc nie będzie łatwo je obalić. Skoro same wyciągnęłyście temat staników - kiedyś je palono, ale staniki powróciły, może w udoskonalonej formnie.
                            • pierwszalitera Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 23:54
                              pinupgirl_dg napisała:

                              Skoro same wyciągnęłyście temat staników
                              > - kiedyś je palono, ale staniki powróciły, może w udoskonalonej formnie.
                              >

                              Staniki nigdy nie zniknęły. Ta feministyczna rewolucja nie dotyczyła całej kobiecej społeczności, chociaż czasem się to tak w mediach inscenizuje.
                              • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 00:07
                                No właśnie :). Wam też będzie trudno, ale powodzenia ;). Ja wolę moją energię
                                skierować na inne tory.
                            • pierwszalitera Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 23:55
                              pinupgirl_dg napisała:

                              Skoro same wyciągnęłyście temat staników
                              > - kiedyś je palono, ale staniki powróciły, może w udoskonalonej
                              formnie.
                              >

                              Staniki nigdy nie zniknęły. Ta feministyczna rewolucja nie dotyczyła
                              całej kobiecej społeczności, chociaż czasem się to tak w mediach
                              inscenizuje.
                        • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 07:10
                          pinupgirl_dg napisała:

                          > Też przeżywałam okres, że buntowała się przeciw wszelkim z góry narzuconym
                          > zasadom, więc jestem w stanie się wczuć ;).
                          >
                          Droga pinupgirl, zapewniam Cię, że okres młodzieńczego buntu mam już za sobą,
                          choć duchem jestem faktycznie cały czas bardzo młoda. Mam jednak tyle lat, że
                          dla mnie wprowadzanie takich zasad na piśmie dziwi jako coś jednak nowego i nie
                          czuję niezręczności w komentowaniu zasadności takiego uregulowania.
                          A dojrzałość jednak polega na czymś innym, niż chodzeniu w garsonce.
                      • tfu.tfu pracownicy sie eksportują 13.01.09, 22:24
                        nagminnie ;)
                    • plica Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 07:12
                      > Wyłożenie jasno swoich wymagań to jest poważne traktowanie.

                      zakladanie z gory, ze nie potrafie ubrac sie do pracy nie jest powazne.
                      • anna-pia Dlaczego traktujesz to personalnie? 14.01.09, 01:07
                        plica napisała:

                        > > Wyłożenie jasno swoich wymagań to jest poważne traktowanie.
                        >
                        > zakladanie z gory, ze nie potrafie ubrac sie do pracy nie jest powazne.

                        Dlaczego traktujesz to personalnie? Przecież to nie jest skierowane przeciwko
                        tobie konkretnie, tylko stosowane jako prewencja ogólna.
                        • plica Re: Dlaczego traktujesz to personalnie? 14.01.09, 07:31
                          > Dlaczego traktujesz to personalnie? Przecież to nie jest skierowane przeciwko
                          > tobie konkretnie, tylko stosowane jako prewencja ogólna.

                          taka mam wade wzroku, ze traktuje personalnie wiekszosc rzeczy ktore mnie dotycza.
                          np. ustawy, tez traktuję personalnie. no i niczego o mnie nie ma w konsytucji :)
                • pierwszalitera Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 21:22
                  pinupgirl_dg napisała:

                  > > dlaczego ktoś od razu zakłada, że to zrobię, i każe mi podpisywać
                  > > odpowiednie dokumenty.
                  >
                  > Jeśli nie zrobisz i z góry zamierzasz tego przestrzegać, to co dla Ciebie za
                  > różnica?

                  O, to jest zasadnicza różnica i nazywa się osobista wolność. Cyrografy wyszły z mody. ;-)

                  > Nie mówiłam tylko o nas. Postaw się w sytuacji szefa, który zamiast zajmować si
                  > ę
                  > swoimi sprawami jest zmuszony przeprowadzać takie żenujące rozmowy...

                  No to jest już bombowy argument. ;-) Biedny szef. Żenujące to być powinno, gdy musi zwolnić pracowników z powodów reorganizacji firmy, a nie taka błahostka.
                  • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 21:37
                    > Zenujące to być powinno, gdy
                    > musi zwolnić pracowników z powodów reorganizacji firmy,

                    Nie, to nie jest żenujące...
                    • pierwszalitera Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 21:45
                      pinupgirl_dg napisała:

                      > > Zenujące to być powinno, gdy
                      > > musi zwolnić pracowników z powodów reorganizacji firmy,
                      >
                      > Nie, to nie jest żenujące...

                      A wielka szkoda...
            • magdalaena1977 Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 23:29
              pinupgirl_dg napisała:

              > Moim zdaniej to upokarzające zwracać komuś uwagę, ze
              > prześwitujace sutki są nie na miejscu itd, a jako pracownikowi
              > sprawiłoby mi większą przykrość niż z góry ustalone zasady.
              Ja też wolałabym dowiedzieć się z góry np., że mam nosić tylko pełne pantofelki
              niż żeby mi ktoś zwrócił uwagę po tym jak przychodziłam spokojnie w butach z
              odkrytą piętą.
              Zresztą podejmując taką pracę, chciałabym w ogóle znać takie wymagania
              wcześniej, żeby wziąć je pod uwagę przy wyborze pracy.

              W swojej pracy bywałam wielokrotnie na praktykach itp. i doskonale wiedziałam
              jak ubierają się osoby na stanowisku, na którym miałam pracować. I że dresscodu
              nie ma.
              • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 23:57
                > Ja też wolałabym dowiedzieć się z góry np., że mam nosić tylko pełne pantofelki
                > niż żeby mi ktoś zwrócił uwagę po tym jak przychodziłam spokojnie w butach z
                > odkrytą piętą.
                > Zresztą podejmując taką pracę, chciałabym w ogóle znać takie wymagania
                > wcześniej, żeby wziąć je pod uwagę przy wyborze pracy.

                Dokładnie to miałam na myśli :).
              • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 06:46
                Ale po co w ogóle ustalać takie zasady, że pięty mają być zakryte? Czy pięta
                kogoś ugryzie, czy zniesmaczy? W wielu firmach nie ma takich zasad - więc w
                innych jednak jest to chyba arbitralnie narzucone?
                • plica Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 14:41
                  > Ale po co w ogóle ustalać takie zasady, że pięty mają być zakryte?
                  Czy pięta
                  > kogoś ugryzie, czy zniesmaczy? W wielu firmach nie ma takich
                  zasad - więc w
                  > innych jednak jest to chyba arbitralnie narzucone?

                  od zakrytej pięty moim zdaniem wcale nie tak daleko do tego:
                  feminoteka.pl/news.php?readmore=4300
                  • joankb Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 15:42
                    Oj plicuś, w czym problem. Za 10-15 lat tak będzie. I chórek zaraz odkrzyknie -
                    ale co za problem powiększyć/pomniejszyć sobie nos, zoperować uszy, przeszczepić
                    włosy, wydłużyć nogi.
                    No przecież firma MA PRAWO wymagać od nas profesjonalnego wyglądu, a kartoflany
                    nos to jest taki beee... i jeszcze się klient zbrzydzi i tę kasę zaniesie komu
                    innemu...
                    Za 20 lat problemu już na szczęście nie będzie. W bankach i działach obsługi
                    klienta zasiądą różne awatary i roboty, wszystkie miło ubrane, miło wyglądające
                    i w ogóle cacy.
                    • ucayali Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 15:56
                      o, i formułek nie będzie ich trzeba uczyć, zamiast szkolenia wgrywamy płytkę i
                      cześć.
                  • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 16:57

                    Eeee... a co wam zakryta pięta zrobiła :). Wniosek ogólny, który mi się coraz
                    bardziej to to, że odgórne regulacje jednak są potrzebne, bo pewne rzeczy nie
                    dla wszystkich są oczywiste.
                    • joankb Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 17:20
                      No jasne. Bo tak zwanych oczywistych rzeczy tak naprawdę jest bardzo mało. A nad
                      każdą inną to ja będę dyskutować - jeśli mi przeszkadza i jeśli jej
                      nieoczywistość potrafię rozmówcy przekazać.
                      Kiedy Eurobank zaczął pracować w standach wystawionych na środku najmniej
                      prestiżowych marketów, z obsługą ubraną różnie - raz w garnitury, raz w
                      reklamowe koszulki tez to takie oczywiste nie było.
                      A jest jednym z banków, stworzonych tutaj i od podstaw, który poradził sobie w
                      międzynarodowej konkurencji.
                      Świat się zmienia - na szczęście.
                      • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 17:34
                        > Kiedy Eurobank zaczął pracować w standach wystawionych na środku najmniej
                        > prestiżowych marketów, z obsługą ubraną różnie - raz w garnitury, raz w
                        > reklamowe koszulki tez to takie oczywiste nie było.
                        > A jest jednym z banków, stworzonych tutaj i od podstaw, który poradził sobie w
                        > międzynarodowej konkurencji.

                        Zapewne dlatego, że firmowe podkoszulki wyzwoliły w pracownikach pokłady
                        kreatywności :D
                    • plica Re: Szacunek czy zwyczaj 13.01.09, 21:25
                      pinupgirl_dg napisała:

                      >
                      > Eeee... a co wam zakryta pięta zrobiła :). Wniosek ogólny, który mi się coraz
                      > bardziej to to, że odgórne regulacje jednak są potrzebne, bo pewne rzeczy nie
                      > dla wszystkich są oczywiste.
                      >

                      matoł ze mnie totalny, ze tej piety nie rozumiem. chcialabym zeby mi ja ktos odgórnie wytlumaczyl
        • pierwszalitera Re: Szacunek czy zwyczaj 11.01.09, 21:59
          pinupgirl_dg napisała:

          > Zwyczajowo się przyjęło, że bekanie przy stole jest conajmniej oznaką braku
          > szacunku.

          To też niekoniecznie szacunek, a tylko obyczaj. W krajach azjatyckich należy to do wyrażania pochwały za szczodre ugoszczenie przez gospodarza. To samo znaczyło to w średniowiecznej Europie. Wszystko zależy więc od kontekstu i nie ma reguł na wieczność. Jak się chce wszystko można zmienić. Również sztywny dress code. :-)
          • pinupgirl_dg Re: Szacunek czy zwyczaj 12.01.09, 15:15
            To powodzenia :). Jak dla mnie możecie próbować w restauracjach i randkach, ja
            nie jestem taka twarda :). Obawiam się, że nie wszyscy towarzysze stołu
            zrozumieją, że nie chodzi o nich tylko o bunt przeciw sztywnym zasadom, ale
            próbować zawsze można :D.
    • olusimama Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 20:02
      W mojej pracy sprawa jest jasna. Specyficzna grupa klientów ( średnia wieku 65)
      bardzo dużą uwagę zwraca na to jak wygląda osoba, która ich obsługuje. I każda
      firma z tej branży ma dress code, bo to po prostu konieczność.

      Moja obecna firma poszła jeszcze dalej - szyją nam na miarę uniformy (Żakiet,
      spodnie i spódnica, po dwie bluzki z długim i krótkim rękawem). I z głowy

      Teraz robiąc zakupy nie muszę już myśleć, czy to co mi się podoba nadaje się do
      pracy. Kupuję co chcę i noszę po godzinach. I bardzo jestem z tego zadowolona.

      I tak, uważam, że w wielu branżach dress code jest konieczny. Jest mnóstwo osób
      mających ogromną wiedzę i umiejętności, a za to kompletnie nie potrafiących się
      ubrać, nie przykładających wagi do własnego wyglądu, ani do tego jak ich wygląd
      może odebrać ewentualny klient. I przepis w regulaminie pracy po prostu o to dba.

      A osoba, dla której podporządkowanie się temu jest potwornym zamachem na wolność
      osobistą, musi sobie poszukać innej pracy, po prostu. Zawsze mi przychodzi na
      myśl, że to poczucie wolności musi być strasznie kruche, skoro je narusza głupi
      gajerek :-)
      • magdalaena1977 Re: Służbowy dress code - słuszny czy nie? 11.01.09, 23:41
        olusimama napisała:
        > Zawsze mi przychodzi na myśl, że to poczucie wolności musi być
        > strasznie kruche, skoro je narusza głupi gajerek :-)
        O właśnie o to mi cały czas chodziło !
    • luliluli zbadane i udowodnione 13.01.09, 08:23
      polecam poczytać dobre książki o marketingu politycznym (pewnie o
      nie-politycznym tez są takie na temat, ale nie czytałam, a z
      marketingu politycznego napisałam jedną magisterkę:) - robiono wiele
      badań o wpływie wyglądu na postrzeganie przez innych ludzi.

      Najkrócej mówiąc - jest i będzie. Oceniamy człowieka przez pierwsze
      wrażenie, jakie na nas wywiera, potem ewentualnie modyfikujemy ocenę
      i niech nikt mi nie wmawia, że zanim coś o kimś zaczniemy sądzić,
      czekamy kilka tygodni aż go doskonale a przynajmniej dobrze poznamy,
      bo to nieprawda.

      Nasze postrzeganie zmienia nawet kolor czyjejś koszuli (np. zielone
      zdecydowanie odpadają, białe i niebieskie budują dobry wizerunek),
      włosy - radosne rozpuszczone loczki ślimaczki przez wiele osób są
      postrzegane jako element niepoważnego, dziecięcego wizerunku (wiem -
      na skręt włosów wpływu nie mamy, ale...) Niby po co tak mocno
      fotoszopuje się plakaty wyborzcze? "Przypięknia" się starsze panie,
      postarza i robi poważniejszymi młodych mężczyzn (np. Donald Tusk czy
      młodociany prezydent mojego miasta:) robi się to dlatego, że w ten
      sposób są odbierani jako profesjonaliści, godni zaufania,
      kompetentni, etc.

      I moim zdaniem pracownik banku czy urządnik lepiej jednak wygląda w
      garniaku niż w spodenkach i klapkach. Osobiście bałabym się, że
      jamajskopodobny miłośnik dredów zapomni "załatwić moją sprawę" albo
      ją schrzani
      • kura17 Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 10:35
        no widzisz - przywolalas fotoszop...

        a tak sie czepiamy, ze kobiety, staniki, biusty sa fotoszopowane...

        ale inne rzeczy juz nie - bo "jak cie widza, tak cie pisza"...

        hipokryzja? ;)

        i znowu widze manipulacje (ta sama zreszta...) - przeciwstawianie sobie
        garnituru i krotkich spodenek... jakby tylko te rzeczy spotykalo sie w naturze -
        masz, chlopie, wybor zero-jedynkowy - zaloz garnitur lub krotkie spodnie i klapki...
        • luliluli Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 11:10
          > a tak sie czepiamy, ze kobiety, staniki, biusty sa fotoszopowane...
          >
          > ale inne rzeczy juz nie - bo "jak cie widza, tak cie pisza"...
          >
          > hipokryzja? ;)

          nie rozumiem, o co chodzi:) nie podoba mi sie fotoszopowanie. Ale
          chyba założenie klasycznych ciuchów nie ma z tym nic wspólnego?

          Przywołałam przykład wyluzowanego urzędasa, bo gdzieś wyżej taki
          padł jako przykład "na tak". Ja jestem "na nie". A jakie przykłady
          mam podać?
          Konkretnie: spodenkom, sandałom, podkoszulkom, koszulkom z głupimi
          napisami, butom odktywającym stopę, kilogramom biżuterii, koszulkom
          na ramiączkach, z wielkimi dekoltami, wystającym nerkom, dzinsom
          (choc nie wszystkim i nie bezwzględnie), krótkim spódniczkom,
          pazurom o długości krabowych kończyn - mówię NIE:)
          zapewne zapomniałam o kilku rzeczach.
          Nie jestem ortodoksyjna w tej kwestii (tak sądzę) - nie uważam, że
          krawat jest bezwzględnie lepszy od koszuli bez niego, bo nie zawsze -
          znam kilku panów, którzy powinni sobie darować noszenie tego
          trudnego sprzętu (dobór kolorów, długość itp. czasem potrafią
          powalić na kolana:)
          Chodzi mi o zachowanie pewnej hmmm kultury stroju (nie będę się
          upierać przy nazwie, bo może kultura to za duże słowo) -
          adekwatności ubioru do sytuacji - moim zdaniem spotkanie z klientem
          wymaga innego stroju niż piknik w parku
        • magdalaena1977 Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 12:34
          kura17 napisała:

          > i znowu widze manipulacje (ta sama zreszta...) - przeciwstawianie sobie
          > garnituru i krotkich spodenek... jakby tylko te rzeczy spotykalo sie w naturze
          Ale inaczej nie mówimy o formalnym / eleganckim stroju tylko o konkretnych
          ciuchach. I dla mnie kolorowy top pod żakietem jest jak najbardziej ok, dla
          kogoś innego musi być bluzka koszulowa, a jeszcze inny będzie się domagać białej
          bluzki.
          • masza.s Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 12:39
            Dlatego dla mnie stój formalny - tak.
            Taki bardzo ścisły dress code ( pomijając uniformy) byłby dla mnie dziwny.

            No, ale ja wybieram elastyczny zawód, tak myślę.
      • pierwszalitera Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 13:56
        luliluli napisała:

        > polecam poczytać dobre książki o marketingu politycznym (pewnie o
        > nie-politycznym tez są takie na temat, ale nie czytałam, a z
        > marketingu politycznego napisałam jedną magisterkę:) - robiono wiele
        > badań o wpływie wyglądu na postrzeganie przez innych ludzi.

        Pytanie tylko o jakie badania chodzi i kiedy przeprowadzane, bo zmiany w społczeństwie są szybsze niż specom od marketingu się wydaje. Przykład kolorów jest tu bardzo wyraźny. Niebieski uważany jest ciągle przez wielu za kolor wyrażający powagę i profesjonalność. Niestety nabrał on jednak też znaczenia negatywnego i symbolizuje sztywność, konserwatyzm, brak umiejętności szybkiego reagowania, a w niektórych środowiskach nawet tragiczną nudę. Przedsiębiorca, który zaleca więc pracownikom granatowe garnitury, albo niebieskie koszule musi bardzo uważać, z jaką klientelą ma on do czynienia, bo może strzelić sobie w nogę. Tylko szacunek dla klienta już nie wystarczy. Rynek stał się bardziej skomplikowany, by opierać go na przestarzałych regułach. Często właśnie firmy inowatywne, odróżniające się bardzo od tradycyjnej konkurencji mają dzisiaj najwięcej szans. Po bankructwie wielu poważnych banków z powodu niewiarygodnej inkompetencji, do jeszcze większej ilości osób dociera, że piękna fasada, marmurowe posadzki i wycackani pracownicy, to tylko jedna strona medalu. To są realia, a nie podręczniki od maketingu.
        • luliluli Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 14:26
          książki z ostatnich 4 lat, starszych nie używałam:) konkrety mogę -
          jeśli to konieczne - przygotować w osobnym opracowaniu;) gdyż
          korzyształam z kilkunastu różnych książek i aktualnie nie dam sobie
          ręki uciąć, w której mowa była o kolorze koszuli.

          Mogę się zgodzić - realia, o których piszesz, znam słabo - nie wiem,
          jak to jest w megakorporacji i superbanku, nie znam zbyt wielu osób
          stąpających po marmurowych posadzkach i na dodatek nie chce mi się
          licytować czy ważniejsze są realia, które przywołujesz czy
          moje "podręczniki od marketingu" (swoją drogą nie lubię jak ktoś
          przez kwiatki sugeruje, że to co mówię jest zupełnie niepoważne i
          szkolne).

          Mój pracodawca nie zaleca mi żadnych garniturów, bo w mojej firmie
          nie obowiązują w tej kwestii żadne pisane zasady, poza zasadą
          dobrego smaku, która oczywiście jest niepisana:) Jednak -
          naczytawszy się "podręczników od marketingu" - sądzę, że lepiej
          będzie, jeśli pozostanę przy swoich zasadach doboru stroju do pracy,
          zwłaszcza, że nie przeszkadzają mi ani w pracy ani w dobrym
          samopoczuciu. Mój wycackany pracodawca nie poprzestaje tylko na
          swoim wycackanym garniturze, nie poprzestaje też na "tylko szacunku
          do klienta" - jego kompetencje nie ograniczają się do umiejętności
          dokładnego zgolenia zarostu i dobrania rozmiaru kołnieżyka.

          Całkowicie zgadzam się, że sama "fasada" nie wystarczy. Zgadzam się
          też, że zbyt wielu wydaje się, że ładnym uśmiechem i dobrym
          garniturem załatwią wszystko, a tak nie jest. Ale podtrzymuję, że
          poza umiejętnościami ważne jest też to co możnaby nazwać
          ogólnie "dobrym wrażeniem". Nie wiem, czy jest to ważne w
          supernowoczesnych korporacjach, o których piszesz, bo w takiej nie
          pracuję, nie chcę się więc wypowiadać za te z Was, które w takich
          miejscach muszą męczyć się w swoich strasznych garsonkach
          odbierających chęć do pracy i kreatywność:P
          • pierwszalitera Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 14:58
            luliluli napisała:

            > książki z ostatnich 4 lat, starszych nie używałam:) konkrety mogę -
            > jeśli to konieczne - przygotować w osobnym opracowaniu;) gdyż
            > korzyształam z kilkunastu różnych książek i aktualnie nie dam sobie
            > ręki uciąć, w której mowa była o kolorze koszuli.
            >
            > Mogę się zgodzić - realia, o których piszesz, znam słabo - nie wiem,
            > jak to jest w megakorporacji i superbanku, nie znam zbyt wielu osób
            > stąpających po marmurowych posadzkach i na dodatek nie chce mi się
            > licytować czy ważniejsze są realia, które przywołujesz czy
            > moje "podręczniki od marketingu" (swoją drogą nie lubię jak ktoś
            > przez kwiatki sugeruje, że to co mówię jest zupełnie niepoważne i
            > szkolne).

            Nic osobistego przez kwiatki nie sugeruję, bo przecież tych książek sama nie pisałaś, więc nie musisz czuć się za ich treść odpowiedzialna. Postuluję tylko odrobinę dystansu do "naukowych" publikacji. Jestem pewna, że jako osoba zdająca sobie sprawę z używanych metod, nie ufasz każdej statystyce i każdemu badaniu. ;-) A chyba normalną rzeczą jest sprawdzanie teorii na rzeczywistości? Są firmy, pracujące w warunkach, w których pewne umowy się (jeszcze) sprawdzają, nie znaczy to jednak, że są one ogólną receptą dla wszystkich. A w tej dyskusji sugeruje się niestety, że pewne rzeczy są koniecznością i chodzi tylko o mniej lub bardziej wygodne dla pracowników ich realizowanie. Otóż właśnie w tą konieczność wątpię. To podobnie jak z innymi sprawami. Od lat istnieją naukowe dowody ;-) na to, że reklama telewizyjna nie przekłada się zupełnie na realną sprzedaż. A jednak nikt nie potrafi z niej zrezygnować i mnóstwo publikacji uczy, jak się do niej zabrać. To taki paradokson i możliwe, że z tym "należytym" ubiorem jest podobnie.
            • luliluli Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 15:18
              zgoda, rozumiem:)
              (na marginesie: reklama telewizyjna nawet w moim badaniu do pracy
              okazała się tak mało istotną, że korzystanie z niej teoretycznie
              można o kant d... rozbić:)
              Ale wracając do stroju - może niektóre firmy narzucają pewne
              konkretne ciuchy (w tym też kolory), chąc uniknąc sytuacji, w której
              ich twarzą będzie pan, który (przez wzgląd na swoje wewnętrzne
              poczucie estetyki i kultury osobistej wpadł na to, że można ubrać
              marynarkę a nawet krawat) będzie odwiedzał klientów mając na sobie
              krawat w Myszki Miki, marynarkę z lat 80-tych i w zupełnie
              kontrastowym kolorze spodnie na kant?:D to taki przykład z życia, bo
              taki pan z banku (chyba w tym banku nie mieli dress code:P)
              odwiedzał moją firmę.
              Zanim miał okazję pokazać, że jest dobry (a na początku nie miał
              takiej okazji, bo najpierw miał nas przekonać do swoich usług, a
              dopiero potem ewentualnie je świadczyć) wywoływał spore poruszenie
              swoimi krawatami w całej firmie:D najkrócej mówiąc, wrażenie jakie
              wywołał możnaby streścić zdaniem "co za fefla - to chyba jakiś
              domokrążca a nie kompetentny doradca".
              • pierwszalitera Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 15:47
                luliluli napisała:

                > Zanim miał okazję pokazać, że jest dobry (a na początku nie miał
                > takiej okazji, bo najpierw miał nas przekonać do swoich usług, a
                > dopiero potem ewentualnie je świadczyć) wywoływał spore poruszenie
                > swoimi krawatami w całej firmie:D najkrócej mówiąc, wrażenie jakie
                > wywołał możnaby streścić zdaniem "co za fefla - to chyba jakiś
                > domokrążca a nie kompetentny doradca".

                Możliwe, możliwe. Ale weź pod uwagę, że mówimy tu o oczekiwaniach tej konkretnej grupy docelowej. Te oczekiwania nie dają się zawsze przełożyć na wszystkich, bo mamy do czynienia ze światem bardziej heterogennym, niż nam się zawsze wydaje. Ludzie mają jednak skłonność przenoszenia własnych wyobrażeń i poglądów na innych, zapominając, że inni mogą myśleć inaczej. Niekorzystne i nieraz niebezpieczne. Wszystko funkcjonuje bowiem bez zarzutu, tylko dopóki wszyscy trzymają się grzecznie umowy. Jednak, gdy nadziejemy się na bardzo poprawnego pana bankowca, który nas wykołuje i doprowadzi do znacznych materialnych strat, sprzedając nam na przykład niepotrzebene ubezpieczenia, albo marne akcje, a kolega u pana z krawatem z Myszką Miki zrobi interes swojego życia, cały ten układ może się nagle zawalić. Zaufanie, którym obdarzyliśmy pracownika na podstawie powierzchowności, okazało się błędem. Korzystniej jest więc nawet dla nas samych, nie używać stereotypowych automatyzmów. Ani nie obdarzać nikogo zbytnim zaufaniem, ani nie przekreślać nikogo ze względu na nasze subjektywne wrażenie, jakie na nas robi. Nie chodzi o to, by przestawać odczuwać pewne skojarzenia, tylko o to, by chwilę się nad nimi zastanowić i nie wydawać pochopnych sądów.
      • plica Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 14:49
        wszystko to prawda, no moze prawie, bo to raczej statystyka w ktorej
        wszyscy nosimy 75B
        ale, ja bym chciala aby oceniano mnie po efektach mojej pracy i
        tylko tyle i az tyle.
        doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze moje czarne ciuchy i
        paznokcie odstraszaja klientow z kółka oazowego. ale jakos sobie
        radze i swietnie sie z kazdym dogaduje.
        naprawde nie mam nic przeciwko temu, zeby kogos zwolnic, bo ten ktos
        nie ma pozadanych efektow pracy ze wzgledu na swoj wyglad :)
        • luliluli Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 15:20
          plica, podam przykład (taki z życia wisi pod wypowiedzią
          pierwszejlitery) - gdybyś miała być przedstawicielem jakiejś firmy i
          przekonać kogoś do swoich usług/produktów (a nie dać mu je, gdy sam
          do Ciebie przyjdzie), jak chciałabyś to zrobić skoro mógłoby
          Cie "spalić" pierwsze wrażenie (załóżmy, że negatywne) jakie robisz?
          żeby pokazać, że jesteś dobra, musisz mieć okazję!
          Powiedzmy, że chcesz opiekunką mojego dziecka (przykład z nikąd, nie
          mam aktualnie lepszego pomysłu;). Przychodzisz w miniówie i z
          pieszczochem na ręce, a ja i mój ograniczony umysł odbieramy Cię
          jako niepoważną i nie chcemy Cie na to stanowisko. Jak mi pokażesz,
          że jesteś dobra (skoro nie masz okazji pokazać mi, że świetnie sobie
          radzisz zostając sama wiele godzin z moim dzieckiem)?
          • kuraiko Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 15:59
            luliluli ----> dobry przykład. na pewnym forum dot. opieki nad
            dzieckiem przewijały się tematy, czy wygląd kandydatki na opiekunkę
            jest ważny na rozmowie kwalifikacyjnej... większość matek
            odpowiadała, że najbardziej się liczą schludne i czyste ciuchy, ale
            też najlepiej aby były proste i skromne. wielu matkom nie
            przypadłaby do gustu dziewczyna w ostrym makijażu, krótkiej mini
            (ubrana jak na dyskotekę - takie przypadki były opisane!), tipsy i
            kolczyki - "bo dziecko może zrobić sobie krzywdę". byli też tacy,
            którzy krzywo patrzyli na dziewczyny z np kolczykiem w nosie (jak
            dziecko może zrobić sobie tym krzywdę? raczej krzywdę niani, jak
            zechce jej to wyrwać ;) ). do tego niemile widziane mocno
            wyperfumowane panie.
            ogólnie wygląd, który ma wzbudzić zaufanie, poczucie, że jest się
            odpowiedzialną osobą, czyli jak pisałam - proste, ale schludne
            ciuchy, raczej codzienne, dyskretny makijaż i perfumy.

            i to wcale nie "książkowe dyrdymały", ale wnioski oparte na wielu
            wypowiedziach matek szukających/zatrudniających opiekunki, a także
            samych opiekunek, które spotkały się z negatywnym podejściem ze
            wzgl. na swój wygląd.
          • plica Re: zbadane i udowodnione 13.01.09, 21:31
            luliluli, jestem takim okropnym narcyzem, ze to jak jestem ubrana (a ubrana zawsze jestem w zgodzie z wlasnym gustem i sumieniem) nie ma az takiego znaczenia przy zalatwianiu spraw. jak cie wyrzuca drzwami, wejdz oknem i heja!
            jesli by mi do glowy wpadlo zostac opiekunką to nie przyszlabym z pieszczocha, bo mi sie to badziejstwo po prostu nie podoba. przyszlabym ubrana jak ja i tyle. jakby mi przyszlo do glowy opiekunke zatrudniac - pogadalambym z dziewczeciem z pieszczocha i tyle, pewnie nawet bym zapytala po co to nosi :)
            reasumujac - jestem dobra łącznie z tym jak sie ubieram :P
    • masza.s żeby zmienić dress code... 13.01.09, 12:55
      ... trzeba zmienić savoir vivre. Widzę przesadzę w regulowaniu najdrobniejszych
      szczegółów. Ale, że firma wyraźnie pisze, jakiego stroju oczekuje od pracownika,
      jest moim zdaniem w porządku. Odpowiedni strój jest regulowany zasadami dobrego
      wychowania, każdy podręcznik czy specjalista od savoir vivre zawsze podkreśli
      strój jako coś niesamowicie ważnego. Ja czułabym się dziwnie będąc obsługiwana w
      banku przez dziewczynę w biodrówkach, kolorowej koszulce na ramiączka - chociaż
      nie ma to nic wspólnego z jej umiejętnościami, byłaby ona dla mnie mało
      profesjonalna, skoro nie jest w stanie ubrać się odpowiednio do miejsca pracy.
      Zwłaszcza, że moim zdaniem pracowanie np. w prześwitującej bluzce, w której
      widać sutki i rozmowa z klientami to okazywanie im braku szacunku. Po prostu.
      • luliluli Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 13:14
        masza, wchodzisz na cienki lód:D dyskusje o sutkach są obecne na
        forach wprost cyklicznie i idę o zakład, że zaraz zrobi się o to
        kolejna burza:)
      • pierwszalitera Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 14:16
        masza.s napisała:

        a czułabym się dziwnie będąc obsługiwana
        > w
        > banku przez dziewczynę w biodrówkach, kolorowej koszulce na ramiączka - chociaż
        > nie ma to nic wspólnego z jej umiejętnościami, byłaby ona dla mnie mało
        > profesjonalna, skoro nie jest w stanie ubrać się odpowiednio do miejsca pracy.
        > Zwłaszcza, że moim zdaniem pracowanie np. w prześwitującej bluzce, w której
        > widać sutki i rozmowa z klientami to okazywanie im braku szacunku. Po prostu.

        To są automatyzmy, które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. Można oczywiście upierać się przy tych nieco ograniczonych skojarzeniach, pytanie tylko, kto na tym zyskuje, a kto traci, bo właśnie takie naiwności wykorzystowane są często przez nieuczciwych ludzi, a my zamykamy sobie sami świat większych możliwości. Będę pewno nudna, ale dla mnie ta potrzeba szacunku wyrażająca się w powierzchownych banałach, wywodzi się trochę z niepewności i braku przekonania o własnej kompetencji. Takie nastawienia na robienie dobrego wrażnie, bo przekonani jesteśmy, że inaczej nikt nam w nic nie uwierzy. I tego samego oczekujemy od innych.
        • kuraiko Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 16:05
          "To są automatyzmy, które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości"

          ale Masza pisze o swoich odczuciach "czułabym się dziwnie będąc
          obsługiwana...", "byłaby ona dla mnie mało profesjonalna" czy "moim
          zdaniem..."

          nie rozumiem zatem zdania o potwierdzeniu w rzeczywistości.... dla
          mnie wystarczy, że to Masza tak to odbiera, że taka pracownica nie
          zyskałaby u Maszy zaufania, a więc to jest chyba "rzeczywistość".
          chyba, że masz na myśli to, że ta pracownica może być profesjonalna
          mimo stroju, a to że Masza tak ją postrzega, to jest automatyzm.

          i ja mam pytanie - czy to Masza, jako klient ma się "dostosować"
          (sposób postrzegania) do pani w banku, czy też pani w banku powinna
          dostosować swój strój do oczekiwań klientów (założę się, że nie
          tylko jedna osoba czułaby się "dziwnie" w takiej sytuacji).
          moim zdaniem to pracownik się powinien dostosować, bo on jest DLA
          KLIENTA, a nie odwrotnie. klient nie czyni zamachu na wolność
          osobistą obsługi oczekując zwykłego w tej sytuacji odzienia.
          • pierwszalitera Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 16:39
            kuraiko napisała:

            > "To są automatyzmy, które nie mają potwierdzenia w rzeczywistości"
            >
            > ale Masza pisze o swoich odczuciach "czułabym się dziwnie będąc
            > obsługiwana...", "byłaby ona dla mnie mało profesjonalna" czy "moim
            > zdaniem..."
            >
            > nie rozumiem zatem zdania o potwierdzeniu w rzeczywistości.... dla
            > mnie wystarczy, że to Masza tak to odbiera, że taka pracownica nie
            > zyskałaby u Maszy zaufania, a więc to jest chyba "rzeczywistość".
            > chyba, że masz na myśli to, że ta pracownica może być profesjonalna
            > mimo stroju, a to że Masza tak ją postrzega, to jest automatyzm.

            Ok, to jest to w takim razie rzeczywistość maszy powstała na pewnych automatyzmach. Nie musi to być rzeczywistość moja, albo kogoś innego. I w ogóle jak definuje się "czułabym się dziwnie"?


            > i ja mam pytanie - czy to Masza, jako klient ma się "dostosować"
            > (sposób postrzegania) do pani w banku, czy też pani w banku powinna
            > dostosować swój strój do oczekiwań klientów (założę się, że nie
            > tylko jedna osoba czułaby się "dziwnie" w takiej sytuacji).

            Gadka typowa dla ciebie. ;-) Jakie dostosowania? Masz straszny problem z założeniem równowagi w życiu, ciągle coś musi być albo na górze, albo na dole. ;-) Ja jak wchodzę do banku i widzę laskę w miniówie i z dekoltem do pasa przy kasie, to też może w pierwszym "dziwnym uczuciu" pomyślę - tirówa. Taka ludzka zawiść i skłonność do negatywnej oceny. W drugim skojrzeniu pomyślę - acha, wygląda jak tirówa, ale skoro pracuje w banku, to nie jest aż tak durna, by sprzedawać tylko swoje ciało. A jej osobisty gust i wyobrażenie o elegancji guzik mnie interesuje. Ja też słucham na pełny regulator Marylina Mansona, a satanistką przez to nie jestem. ;-) I proszę, przy odrobinie chęci z negatywnych "dziwnych odczuć" zrobi się nagle coś pozytywnego. Z czasem przychodzi coś takiego automatycznie. ;-)
            • pinupgirl_dg Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 17:53
              > > i ja mam pytanie - czy to Masza, jako klient ma się "dostosować"
              > > (sposób postrzegania) do pani w banku, czy też pani w banku powinna
              > > dostosować swój strój do oczekiwań klientów (założę się, że nie
              > > tylko jedna osoba czułaby się "dziwnie" w takiej sytuacji).
              >
              > Gadka typowa dla ciebie. ;-) Jakie dostosowania? Masz straszny problem z założe
              > niem równowagi w życiu, ciągle coś musi być albo na górze, albo na dole. ;-) Ja
              > jak wchodzę do banku i widzę laskę w miniówie i z dekoltem do pasa przy kasie,
              > to też może w pierwszym "dziwnym uczuciu" pomyślę - tirówa. Taka ludzka zawiść
              > i skłonność do negatywnej oceny. W drugim skojrzeniu pomyślę - acha, wygląda j
              > ak tirówa, ale skoro pracuje w banku, to nie jest aż tak durna, by sprzedawać t
              > ylko swoje ciało.

              Po pierwsze nie wiem, czy tirówki są bardziej durne od pracowników bankowych. To tak do Twojej analizy kuraiko i dyskusji o stereotypach i negatywnych ocenach. Po drugie do banku idę załatwić konkretną sprawę, a nie walczyć ze swoimi odczuciami. Po trzecie kuraiko ma rację - klient nasz pan, biała bluzka nikogo nie urazi, co najwyżej może już kogoś nudzi, a lateksowa mini (wiem, przerysowuje) jak najbardziej może kogoś urazić, a już na pewno większość odbierze taką pracownicę jako mało kompetentną.
              • masza.s Potam inny przykład. 13.01.09, 18:51
                Nie obchodzi mnie to, jak ubierają się ludzie na co dzień. Ale do pracy, gdy
                mają kontakt ze mną, już tak. Weźmy pod uwagę chociaż szacunek do czyiś
                przekonań religijnych czy moralnych. Gdybym była kelnerką w restauracji, w ogóle
                nie śmiałabym obsługiwać klientów w bluzce w wielkim dekoltem i w wielkiej mini.
                Dlatego, że np. kawałek gołej skóry, w szczególności piersi, przyciąga wzrok - a
                klient może nie chcieć patrzeć na moje piersi, tak samo jak jego partnerka może
                woleć, by on patrzył na nią, ja mam podać posiłek, a nie oczarować
                urodą/wyglądem/czymkolwiek innym.

                Tak samo w nie założyłabym bluzki na ramiączka/z wielkim dekoltem/mini do kościoła.

                Są ludzie, którzy NIE CHCĄ patrzeć na nasze nagie ciało. Można to zostawić na
                godziny po pracy. Nigdzie nie napisałam, że pojawiłoby się w mojej głowie
                skojarzenie typu "tirówka", ale raczej "osoba mało profesjonalna". Jeśli idę na
                egzamin czy na przyjęcie, to ubieram się stosownie do okazji. Na randkę ze swoim
                chłopakiem też ubieram się inaczej niż do szkoły, choć niekoniecznie. Na
                spotkanie z babcią ubiorę się inaczej - przy mamie w domu chodzę nago.

                I żadna z tych rzeczy nie ogranicza mojej wolności.
                • plica Re: Potam inny przykład. 13.01.09, 21:37
                  > klient może nie chcieć patrzeć na moje piersi, tak samo jak jego partnerka może
                  > woleć, by on patrzył na nią, ja mam podać posiłek, a nie oczarować
                  > urodą/wyglądem/czymkolwiek innym.

                  jak nie bedzie chcial to nie popatrzy, jak bedzie chcial to se popatrzy. daj facetowi szanse na pohamowanie swoich instynktów :)
                  a w ogole to powinno sie zabronic zatrudniania brzydkich kelnerek. bo ja nie mam ochote na nie patrzec. i niskich blondynow kelnerow - tez mi sie nie podobaja. jak mi tak przy jedzeniu WYGLĄDAJĄ
                  • pierwszalitera Re: Potam inny przykład. 13.01.09, 21:54
                    plica napisała:

                    > a w ogole to powinno sie zabronic zatrudniania brzydkich kelnerek. bo ja nie ma
                    > m ochote na nie patrzec. i niskich blondynow kelnerow - tez mi sie nie podobaja
                    > . jak mi tak przy jedzeniu WYGLĄDAJĄ

                    Bonanza! ;-) A widzisz tobie chodzi TYLKO ;-) o względy estetyczne, a ja mam prawdziwe psychiczne problemy widząc uzbrojonych ochroniarzy. ;-) No boję się tych typów jak cholera. Zawsze myślę, że wejdę w krytycznym momencie na linię ognia i pot zimny mnie oblewa. ;-) Dlatego precz z ochroniarzami w bankach i innych instytucjach! No nie życzę ich tam sobie i koniec. ;-) Brzydkie kelnerki zdzierżam, chociaż z trudnością. ;-)
                    • plica Re: Potam inny przykład. 14.01.09, 07:33
                      ha! musze Cie poznac z moim mezem. wlasnie tak wyglada :)
              • pierwszalitera Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 21:04
                pinupgirl_dg napisała:

                > Po pierwsze nie wiem, czy tirówki są bardziej durne od pracowników bankowych. T
                > o tak do Twojej analizy kuraiko i dyskusji o stereotypach i negatywnych ocenach
                > . Po drugie do banku idę załatwić konkretną sprawę, a nie walczyć ze swoimi odc
                > zuciami. Po trzecie kuraiko ma rację - klient nasz pan, biała bluzka nikogo nie
                > urazi, co najwyżej może już kogoś nudzi, a lateksowa mini (wiem, przerysowuje)
                > jak najbardziej może kogoś urazić, a już na pewno większość odbierze taką prac
                > ownicę jako mało kompetentną.

                No to zastąp słowo durna na mało kompetentną i już przeczysz sama sobie. Widzisz, mnie jest obojętnie czy tirówki są durne, czy nie, jeżeli jakaś nawet pracuje w banku, to nie biorę ją na podstawie lateksowej mini za mało kompetentną. A ty tak robisz. Więc nie wstawiaj się za kimś, kogo z zasady nie szanujesz.
                • pinupgirl_dg Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 21:08
                  > Więc nie wstawiaj się za kimś, kogo z zasady nie szanujesz.

                  A gdzie ja tak napisałam? Nie zarzucaj mi czegoś, czego nie napisałam.
                  • pierwszalitera Re: żeby zmienić dress code... 14.01.09, 14:01
                    pinupgirl_dg napisała:

                    > > Więc nie wstawiaj się za kimś, kogo z zasady nie szanujesz.
                    >
                    > A gdzie ja tak napisałam? Nie zarzucaj mi czegoś, czego nie napisałam.
                    >
                    >

                    Proszę bardzo już tłumaczę. Napisałaś: "Po pierwsze nie wiem, czy tirówki są bardziej durne od pracowników bankowych."
                    Nie wiesz, czyli zakładasz możliwość, że nie muszą być bardziej durne. Znaczy mogą posiadać wystarczające kompetencje potrzebne do pracy w banku. A w każdym razie mogą się pracy w banku nauczyć. Naturalnie zakładasz też, że mogą być durniejsze, ale skoro nie wiesz, obie możliwości są najpierw równie prawdopodobne. Intencją twojej wypowiedzi w pierwszym zdaniu było więc zwrócenie mi na to uwagi, bo insynuowałam, że tirówka takich kompetencji mieć nie będzie (co miało być tylko przerysowaniem obrazu). Dla mnie więc, jest to wstawienie się za tą grupą kobiet i apel o nie stawianie pochopnych sądów o ich inteligencji. Bardzo ładnie. ;-) Tylko, że w ostatnim zdaniu piszesz znowu "a lateksowa mini (wiem, przerysowuje)
                    > jak najbardziej może kogoś urazić, a już na pewno większość odbierze taką prac> ownicę jako mało kompetentną." To odczuwam jako sprzeczność. Bo mnie przed pochopnymi sądami ostrzegasz, a jednocześnie zaznaczasz, że większość ludzi, a z lektury innych twoich postów wiem, że jest to też twoje zdanie, odmawiasz kompetencji komuś, kto wygląda jak tirówka. Raz bierzesz taką kompetencję pod uwagę i zaraz potem ją negujesz. Bronisz, chociaż nie szanujesz. Chodziło ci więc tylko o negatywną ripostę na mój post. Mogę więc rozumować, że twoje zasady oceny ludzi są raczej zmienne i reagujesz tak, jak ci akurat lepiej pasuje w sos. ;-)
                    • pinupgirl_dg Re: żeby zmienić dress code... 14.01.09, 16:49

                      Pomijając Twój wywód (jakoś mi się wydaje, że lepiej wiem co miałam na myśli)
                      napiszę tylko, że ocena czyiś kompetencji nie ma nic wspólnego z szacunkiem.
                      Szanuję jak najbardziej i te niekompetentne pracownice a nawet (o zgrozo!) ludzi
                      o poglądach, które nie zgadzają sie z moimi i _staram_się_ im niczego przez
                      kwiatek nie insynuować. Polecam spróbować, z czasem wchodzi w krew (Oooo! Chyba
                      znów przeczę sama sobie - udana ta Twoja prowokacja :) ).

                      > Chodziło ci więc tylko o negatywną ripostę na mój post.

                      Nie tylko, ale słusznie się domyśliłaś :) Sądząc po Twojej reakcji chyba trafiłam.
                      • pierwszalitera Re: żeby zmienić dress code... 14.01.09, 17:05
                        pinupgirl_dg napisała:

                        > Nie tylko, ale słusznie się domyśliłaś :) Sądząc po Twojej reakcji chyba trafił
                        > am.

                        Kochana, ty pojęcia nie masz, czym mogłabyś mnie trafić. ;-) I jeżeli chcesz, by ktoś rozumiał, co miałaś na myśli, to staraj się być logiczna. Ja ciągle nie rozumiem, jak można kogoś szanować podejrzewając go o brak kompetencji, tylko dlatego, że ma na sobie coś innego, niż oczekujesz. Pewnie mamy inne definicje szacunku. ;-)
                        • pinupgirl_dg Re: żeby zmienić dress code... 14.01.09, 17:25

                          > Kochana, ty pojęcia nie masz, czym mogłabyś mnie trafić. ;-)

                          Tak sądzę z coraz ostrzejszego i bardziej poważnego tonu Twoich wypowiedzi.

                          > Pewnie mamy inne definicje szacunku. ;-)

                          Pewnie tak.

                          Co do reszty to daruję sobie odpowiedź, bo nie chcę ciągnąć tematu. Do dyskusji
                          nt dress code nic to nie wniesie a wycieczek osobistych już dość w tym temacie.
                          Jeśli jesteś zainteresowana możesz mi podogryzać na @ w wolnej chwili. Z
                          pozdroweniami.
                          • pierwszalitera Re: żeby zmienić dress code... 14.01.09, 20:38
                            pinupgirl_dg napisała:

                            > Co do reszty to daruję sobie odpowiedź, bo nie chcę ciągnąć tematu. Do dyskusji
                            > nt dress code nic to nie wniesie a wycieczek osobistych już dość w tym temacie.
                            > Jeśli jesteś zainteresowana możesz mi podogryzać na @ w wolnej chwili. Z
                            > pozdroweniami.

                            Nie skorzystam, bo ja dogryzam tylko, gdy spodziewam się produktywnych rezultatów, a nie z emocjonalnych potrzeb. Do tematu dress code nasza dyskusja nic już nie wnosi, więc z mojej strony, też pozdrowionka. ;-)
                            • pinupgirl_dg Re: żeby zmienić dress code... 14.01.09, 22:01
                              ... a jednak nie mogłaś się powstrzymać :). Skoro ja nie trafiłam i nie robisz
                              tego z emocjonalnych potrzeb widać uznałaś, że jest dla mnie nadzieja :D... to
                              mnie zaszczyt kopnął. Pozdrawiam raz jeszcze.
          • plica Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 21:33
            > moim zdaniem to pracownik się powinien dostosować, bo on jest DLA
            > KLIENTA, a nie odwrotnie. klient nie czyni zamachu na wolność
            > osobistą obsługi oczekując zwykłego w tej sytuacji odzienia.

            pracownik jest dla klienta w scisle wyznaczonym obszarze. ma doradzic, pogadac, byc milym, kometentnym, uczciwym, dokladnym itd.
        • masza.s Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 18:55
          Ależ owszem - mają. Ścisły savoir vivre ma zastosowanie chociażby w dyplomacji,
          sytuacjach biznesowych i wszelkich politycznych. I nie przestanie mieć racji
          bytu, bo są na świecie ludzie, dla których on jest istotny.

          Ja zwracam uwagę bardziej na szacunek okazywany człowiekowi. Dlatego nigdy nie
          weszłabym do dzielnicy żydowskiej w Izraelu w bluzce z dekoltem ( zresztą
          kobieta zostałaby opluta, mężczyzna, który by wszedł w koralikach mógłby mieć
          gorzej - na bramach skrajnych dzielnic są obrazki, jak należy się ubrać, by
          szanować kulturę), nie obsługiwałabym eleganckiej pani w mini i ze stanikiem na
          wierzchu, bo byłoby mi wstyd. To jest moje ciało, robię z nim, co zechcę, ale
          niekoniecznie muszę napastować ludzi niewłaściwym wyglądem, prawda? I nie mówimy
          tu o bardzo sztywnym dress code, ale o zasadach kultury. Widocznie sutki mają
          wywołać skojarzenie erotyczne - według mnie to bardzo profesjonalne i jest to
          zaprzeczeniem szacunku, np. wobec małżeństwa, które przychodzi razem do banku.

          Ja jestem bardzo mocno przekonana o mojej kompetencji w stosunku do mojego wieku
          i edukacji, jaką posiadam. I jestem przekonana też, że moje maniery czy szacunek
          żywiony do ludzi jest niezgorszy. I będę im to okazywać nie tylko zachowaniem,
          ale także strojem.
          • pierwszalitera Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 21:10
            masza.s napisała:

            To jest moje ciało, robię z nim, co zechcę, ale
            > niekoniecznie muszę napastować ludzi niewłaściwym wyglądem, prawda? I nie mówim
            > y
            > tu o bardzo sztywnym dress code, ale o zasadach kultury. Widocznie sutki mają
            > wywołać skojarzenie erotyczne - według mnie to bardzo profesjonalne i jest to
            > zaprzeczeniem szacunku, np. wobec małżeństwa, które przychodzi razem do banku.
            >
            > Ja jestem bardzo mocno przekonana o mojej kompetencji w stosunku do mojego wiek
            > u
            > i edukacji, jaką posiadam. I jestem przekonana też, że moje maniery czy szacune
            > k
            > żywiony do ludzi jest niezgorszy. I będę im to okazywać nie tylko zachowaniem,
            > ale także strojem.

            Szczęść Boże na drogę, tylko pozwól ludziom o odmiennych poglądach też na samorealizację. ;-)
            • pinupgirl_dg Re: żeby zmienić dress code... 13.01.09, 21:22
              Z Bogiem :). Do bekania przy stole się nie przyłącze, ale jak będziecie chciały
              walczyć z seksistowskimi reklamami albo z pornografią na wystawach w kioskach to
              możecie na mnie liczyć :]
Inne wątki na temat:
Pełna wersja