justinehh szukam muru 25.03.09, 01:13 coby go głową przebić, nie mam pracy, wiosny nie ma, komp mi pada i do tego utopił mi się zegarek; idę wyć ... Odpowiedz Link
kuraiko Re: szukam muru 25.03.09, 01:22 rozumiem co czujesz :/ a mnie jeszcze dobija, że mnie od kilku dni boli po wstaniu lewy nadgarstek i okolice i słyszę od ojca szydercze "od nicnierobienia cię boli" :/ Odpowiedz Link
hanelore Re: szukam muru 25.03.09, 09:52 Ładnie dłubiesz. Szczególnie te ostatnie na użytek własny. A co to by miała być za praca? Odpowiedz Link
kuraiko Re: szukam muru 25.03.09, 15:13 zobaczysz, ze jak będzie ciepło to będzie lepiej... u mnie kwiatki na trawniku się pojawiły, widziałam cytrynka w przedostatnią niedzielę, a teraz śnieg i 0 stopni O__o ale przez ten śnieg przynajmniej jasno i to poprawia nastrój Odpowiedz Link
kuraiko Re: szukam muru 25.03.09, 15:14 widziałam na LB ogłoszenie dziewczyn z Peachfield. ale fajnie w Wawie... aż mnie zazdrość zżarła ;) Odpowiedz Link
kuraiko Re: szukam muru 07.04.09, 00:53 justinehh ----> i co, polepszyło się? owszem wiosna jest... więc pod tym względem lepiej. i pracodawcy zaczynają odbierać maile z CV (co nie oznacza, że dzwonią)... z tym, że ja właśnie popadłam w rozpacz finansową, ponieważ bardzo chcemy jechać z moim facetem na festiwal do Krakowa na pocz. czerwca, co z przejazdem i wyżywieniem wynosiłoby ok 200zł i na dobrą sprawę wcale nie jest pewne czy będę miała kasę, a jeśli będę miała to i tak będę musiała zrezygnować z wielu rzeczy w tym miesiącu, w maju i czerwcu :( (właściwie z prawie wszystkiego z wyjątkiem tabletek anty) dałam po raz kolejny ogłoszenie, że podejmę się dorywczej opieki, ale ostatnio mnie jacyś ludzie zrobili w bambuko, bo napisali, że "na pewno zadzwonią" i się nie odezwali :/ wszyscy chcą nianię na stałe, albo taką "dochodzącą" ale zobowiązująco na jakiś okres czasu. Odpowiedz Link
justinehh Re: szukam muru 08.04.09, 20:10 Nic a nic, policzyłam ostatnio wysłane CV i wyszło mi coś około 370 ... Odpowiedz Link
milstar Alergia :((( 07.04.09, 21:00 Miesiąc temu dostałam zapalenia stawu barkowego. Po pierwszym leku spuchłam. W czwartek dostałam drugi - i mam od niego pokrzywkę na całym ciele. Jestem cała w czerwone kropki, swędzi to że się wytrzymać nie da i na dokładkę mam zakaz brania jakichkolwiek leków przeciwbólowych - w nocy obudził mnie ból brzucha, bo okres akurat. Niech nikt mnie głaskać nie próbuje, bo żadnego doyku nie zniosę :( Odpowiedz Link
madzioreck Re: Alergia :((( 08.04.09, 17:54 Oj... to tylko trzymam kciuki, żeby szybko minęło... :) A na pokrzywkę nie możesz jakiejś maści czy czegoś? Odpowiedz Link
milstar Re: Alergia :((( 08.04.09, 19:55 Mam leki doustne. Maść bym musiała na całe ciało nakładać (z wyjątkiem twarzy i nóg od kolan do prawie kostek). smaruję tylko te miejsca, gdzie najbardziej swędzi, czyli biust z brodawkami i okolice łokci. Ale dziś już jest lepiej, hurra Odpowiedz Link
e.m.i1 A ja mam doła z okazji wiosny... 08.04.09, 15:05 Nie mam na nic siły, chce mi się wyć, wszystko mnie boli i wcale nie lubie wiosny:( Jestem tak osłabiona, że całe 1,5h zajec dziennie to wszystko na co mnie stac, chocby sie zaczynaly po poludniu, to ide totalnie niewyspana, a wracam tak zmeczona ze nie mam sily zrobic sobie czegos do jedzenia:( W pokoju syf, brakuje juz wolnych kawalkow podlogi do chodzenia. W dodatku trzeba jechac do domu na swieta, wczoraj sie zorientowalam ze zostalam na owe swieta w jednych trampkach, a dzis rzeczone trampki mi sie rozkleily:| Wyglądam jakbym była ciezko chora, mam since pod oczami na pol twarzy, wszyscy mnie denerwuja, glupie slonce swieci jak szalone i glowa mi od tego peka:/ Jak sobie pomysle, ze bedzie jeszcze cieplej i ze cale lato przed nami to slabo mi sie robi. Tak, domyslam sie, ze to nieczesto spotykane. Chlip;( Odpowiedz Link
ciri1971 Re: A ja mam doła z okazji wiosny... 08.04.09, 15:28 Siostro!:)) A myślałam, że jestem skończonym dziwolągiem...Mam to samo i tak samo, właśnie szukam miejsca na drzemkę. Umycie lodówki i tostera doprowadziło mnie dziś na skraj wyczerpania. Jest za ciepło i za jasno...Chyba ta zmiana nastąpiła w tym roku zbyt gwałtownie. Ech, od razu mi raźniej:D Odpowiedz Link
kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 20.04.09, 22:57 moja druga świnka zachorowała :((( i jeszcze dzisiaj wymacałam jej gulę na szyi - prawdopodobnie ropień. nie potrafię się uspokoić od kilku dni Odpowiedz Link
semele2 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 21.04.09, 00:19 Tulę i wspieram duchowo. Może się okaże, że nic groźnego? Odpowiedz Link
kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 23.04.09, 11:48 dzięki :) na razie gulka została zdiagnozowana jako zatkana ślinianka, ale nie wiadomo na 100% :/ nie zmniejsza się :/ oprócz tego jeszcze kilka innych niepokojących objawów prawdopodobnie ze sobą nie związanych :( Odpowiedz Link
semele2 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 23.04.09, 12:06 Nie mam fiołkowego pojęcia o fizjologii chomików, ale trzymam kciuki bardzo mocno :). Odpowiedz Link
kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 30.04.09, 21:44 teraz jesteśmy pod opieką innej lecznicy. było USG, ten guzek to prawdopodobnie nowotwór, ostatecznie węzeł chłonny :/ codziennie zastrzyki, podawanie jedzenia strzykawką... nie jest jeszcze bardzo źle, właściwie gdyby nie problemy z pobieraniem pokarmu to byłoby spoko. na dodatek prawdopodobnie problemy z jedzeniem są niezwiązane z guzkiem :/ takie maleństwa się trudno leczy, dwa razy już to przerabiałam :( Odpowiedz Link
wiedzma_kasia Kolokwium z rachunkowości 23.04.09, 10:01 Ratunku, mordują! Jutro mam koło z rachunkowości, uczę się od wczoraj (do wczoraj pisałam pracę semestralną na proseminarium licencjackie, żeby nie było żem leń) i wiem tyle co nic. Kto to wymyślil i dlaczego? Ja rozumiem księgować przychód towarów etc, ale kto wymyślił, że nagle ni stąd ni zowąd w jakimś śmiesznym przedsiębiorstwie A ujawniała się maszyna (zza krzaka wyskakuje, czy co??) i biedni studenci mają to księgować?:/ Poza tym ja będę z zawodu dyrektorem a nie księgową:/ Ratunku! Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Kolokwium z rachunkowości 23.04.09, 11:48 wiedzma_kasia napisała: Poza tym ja będę z zawodu dyrektorem a nie > księgową:/ Ratunku! Jeżeli będziesz dyrektorem, to zachowuj się jak dyrektor. ;-) Nie zawracaj sobie głowy, że czegoś nie wiesz, idź na zajęcia z pewną miną i każ innym pracować za siebie. ;-) Jeżeli innym dyrektorom się udaje, uda się i tobie. Dobre wrażenie, to połowa sukcesu, więc nastaw się desperacko-optymistycznie i głowa do góry! :-) Odpowiedz Link
satia2004 Spokojnie :) 23.04.09, 16:47 Księgowość jest banalnie prosta. Mój sposób - jeszcze od czasów studiów - jedną stronę księgowania zawsze masz podaną w zadaniu a drugą rozgryzasz 'na logikę' ;) > A ujawniała się maszyna (zza krzaka wyskakuje, czy co??) Powiem Ci (z zawodowego doświadczenia) że to akurat się zdarza :) Odpowiedz Link
ava.adore Dzisiaj rano, kiedy odpaliłam kompa... 23.04.09, 16:10 ... mój idealny, skonfigurowany pode mnie i w ogóle naj naj naj Firefox powiedział, że sorry Winnetou, ale on zgubił jakąś bibliotekę i idzie na urlop :((( Nie wiadomo, czy da się go odzyskać, czy będę musiała instalować od nowa i konfigurować też od nowa, mój facet obiecuje, że powalczy z nim wieczorem, a ja mam wizję, jak to będzie zajmował mój komputer przez pół nocy, klnąc na czym świat stoi, wywali przy okazji ze trzy inne programy, a tego kuffewskiego FF-a i tak nie naprawi i tylko będę mieć godziny pracy w plecy :/ A na razie siedzę na IE, w którym boję się wpisywać hasla (fobia, wiem), nic nie mogę znaleźć, a ten wuj niemyty działa do tego jakiś pierdyliard razy wolniej niż FF. Wrr. Do tego byłam dzisiaj zawieźć projekt projektu do aprobaty, ale szanowny profesor, który miał na czterech literach siedzieć w pracowni do 14, zmył się wcześniej. Dużo wcześniej, po o 12:15 pocałowałam klamkę. Więc mam kolejne dwie godziny w plecy, a jutro dołączą do tego kolejne trzy, jak go znowu będę łapać na innej uczelni. Jak ja, kuffa, nienawidzę studiować. Wrr. Powspierajcie, bo komuś rozwalę dzisiaj patelnię na łbie, plizzz... Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Dzisiaj rano, kiedy odpaliłam kompa... 23.04.09, 16:21 wspieru wspieru.... Nie wiem, co moge Ci napisac, bo tylko sie domyslam, jakie to wku*zajace - jeszcze system to rozumiem, martwy przedmiot, ktory sie rypnal, bo tak. Ale ludzie, ktorzy opuszczaja miejsca pracy/dyzuru nie zwazajac na stdentow - ohyda! nie znosze! Odpowiedz Link
ava.adore Re: Dzisiaj rano, kiedy odpaliłam kompa... 23.04.09, 22:15 Dziękować, dziękować. Z tymi wykładowcami to jakiś pomór ostatnio, niedawno tak mnie załatwił własny promotor... :/ Odpowiedz Link
turzyca Re: Dzisiaj rano, kiedy odpaliłam kompa... 23.04.09, 22:56 A nie mozesz sie z nimi mailem rozprawiac? Ja z moim promotorem to obiady jadalam, obgadywalismy biezaca polityke i sytuacje nauki i czasem przynosil mi poprawione wydruki mojej magisterki (on dojezdzal pociagiem, wiec w pociagu robil takie rzeczy jak korekty), jak akurat mu cos wyslalam, ale w sumie moglibysmy sie w ogole nie spotykac, tez bysmy sobie rade dali, spotkania byly przyjemnosciowe. Odpowiedz Link
heidowata Niech mnie ktoś przytuli :( 30.04.09, 20:58 Potrzebuję pogłaskania po główce i zapewnień, że będzie ok. Mam jakiegoś mega PMSa i nagle wszystkie problemy, z którymi radziłam sobie wczoraj, zaczynają mnie dobijać. Więc siedzę, płaczę i nie mam co ze sobą zrobić. Z moim jedynym ukochanym dziadkiem jest bardzo źle. Demencja, ataki szału, więc caly czas ktoś musi przy nim być. Debile w szpitalu źle dobrali lekarstwa i zamiast uspokoić, pobudzili. Babcia płacze, rodzina zmienia się na posterunku u nich w domu i wszyscy są na skraju załamania. Poza tym uczyłam się 3 tygodnie do klasówki z chemii, rozwiązałam wszystko dobrze i dostałam 3, bo nauczycielka nie zauważyła, że ostatnie działanie i odpowiedź napisałam na drugiej stronie. Gdy jej to pokazałam, oskarżyła mnie o dopisanie tego przed chwilą. A pod tym było jeszcze inne zadanie, które sprawdziła, także nie wiem jak ona to mogła przeoczyć. I gdyby uważnie czytała, to miałabym 5. Tak mam 3 i pewnie będę miała 2 na koniec, a umawiałam się z rodzicami, że nie będzie żadnych 2 na świadectwie. Próbowałam się z nią dogadać, ale usłyszłam, że ona nie dyskutuje z uczniami. Szkoda, bo dyskusje można prowadzić na poziomie, chociaż z nią faktycznie byłoby ciężko :/ Odpowiedz Link
turzyca Re: Niech mnie ktoś przytuli :( 30.04.09, 21:15 Glask, glask, glask. I jeszcze tuli, tuli, tuli. I standardowe zmartwione pytanie mojej Mamy: a magnez bierzesz? Coby sie ten megapms nie przeksztalcil w megabolesny okres. Chcesz czekolady? Kupilam sobie na okres, gorzka z pomarancza. Bo z imbirem wyzarli cala, cholery jedne! Ale z pomarancza tez jest dobra. Tylko upiornie gorzka. Chcesz? Po czekoladzie zawsze jest dobrze. :) PS A umiesz ten dzial dobrze? To moze ja sprobuj przekonac, zeby Cie odpytala? Ze Ci zalezy i w ogole. Odpowiedz Link
heidowata Re: Niech mnie ktoś przytuli :( 30.04.09, 21:58 Za czekoladę dziękuję, ostatnio nie mam w ogóle na nią ochoty (nowość, normalnie jestem czekoladowym potworem). Ja dziś na kwaśno: ogóreczki, grzybki w occie i oscypki :D. I kupiłam sobie colę, po coli też zawsze jest dobrze :). Magnez biorę codziennie, bo mam lekki niedobór (nie powinnam pić coli, wiem!). Materiał znam świetnie, bo miałam specjalnie korki, żeby jej pokazać, że umiem. Ale... Z tą kobietą to ja się nie dogadam, kazała mi pisać poprawę na przerwie, miałam 3 zadania i zdążyłam tylko 2, w 15 minut to i tak nieźle (z tych 15 minut jakieś 5 straciłam na tłumaczenie jej, jakim bezsensem jest upieranie się, że specjalnie zostawiłam 4 kratki przerwy w środku klasówki na ewentualne dopisywanie rozwiązań :/). A tak poza tym to dzięki, już mi lepiej :D. Rodzice wrócili do domu, babcia dała się przekonać do podania leku dziadkowi i na chwilę wszystko jest normalnie. Odpowiedz Link
turzyca Re: Niech mnie ktoś przytuli :( 30.04.09, 22:06 Moge Ci ugotowac pikantna zupe pomidorowa, akurat chili kupilam. Z oliwkami i kaparami. Bo nie mam pikli. I mam wybitna ochote na slodkie, zaraz bede krem bananowo-mleczno-czekoladowy (nutella jest passe!) lyzeczka wyjadac. Moglabys przeslac w koncu te herbate, zejde tu na niedobor slodyczy w organizmie. Odpowiedz Link
mazya OT do kremu b-m-cz ;) 30.04.09, 22:49 krem bananowo-mleczno-czekoladowy?! A to się samemu robi? Bo zabrzmialo mniam-mniam :-) OT do OT o kremie, czyli wracając do tematu - bo jeśli chodzi o tę szkołe i pms to: /Rozluznij się. Spokojnie. Z wyjątkiem spraw życia i śmierci, nic nie jest tak ważne, jak się początkowo wydaje./ - tak głosi kartka z kalendarza na mojej korkowej tablicy - ja jej wierzę ;-) Przy okazji głaszczę i zapewniam, że będzie OK. Odpowiedz Link
turzyca Re: OT do kremu b-m-cz ;) 30.04.09, 22:54 Nie, kupuje sie w dyskoncie pod tytulem penny. A w dyskoncie pod tytulem aldi kupuje sie serek musztardowo-miodowy. Obydwie rzeczy zostaly nabyte przez pomylke i okazaly sie byc zadziwiajaco smaczne. Zamiast penny moze byc prawdopodobnie dowolny sklep spolki rewe, bo to chyba marka wlasna. Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Zle jest :( 04.05.09, 02:03 Długa historia- ostrzegam: Już trochę wam pisałam na ten temat ale dla przypomnienia wprowazde w temat. Prawie 3 mieisace temu rozstalam sie z facetem- po prawie 4 latach związku. od początku wiedziałam, że była to najlepsza decyzja w moim życiu, no dobra-prawie od poiczatku, bo jak niedlugo po rozstaniu mi sie oswiadczyl to nawet tutaj was pytałam co robić ale szybko zrozumialam, ze to nie jest czlowiek dla mnie. Od tego czasu czuję się jak nowo narodzona- zaczelam robic wszytsko to na co mialam zawsze ochote, a on tego nie rozumial, spotykac sie czesciej z ludzmi, dobrze sie bawic na imprezach itd a moja pewnosc siebie skoczyla bardzo do gory. Jedyny problem polegał na tym, ze on ciągle wydzwanial itd. W koncu 2 tygodnie temu przestal, co mnie bardzo ucieszylo. Wczoraj wieczorem przypadkiem sie spotkalismy i wyszlo z tego cos fatalnego. On pijany, ja trzezwa. Zrobil mi awanture jak w patologicznej rodzinie, wyzywajac mnie od najgorszych i doszlo do rekoczynow :( Jak ja mogłam z takim czlowiekiem spedzic tyle lat swojego zycia? Oczywiście w trakcie zwiazku nigdy nie doszlo do takiej sytuacji, bo jak by doszlo to skonczylby sie szybciej niz zaczal. Caly dzien siedze i rozmyslam nad swoja glupota- ze zgodzilam sie z nim porozmawiac. A wiecie dlaczego sie zgodzilam? Bo ja dobra dziewczynka myslalm, ze nie moge go olac... A trzeba bylo :( Napiszcie mi cos milego, bo mi sie ciagle plakac chce :( Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zle jest :( 04.05.09, 02:20 Popłacz sobie, będzie ci lepiej. :-) Może i zrobiłaś błąd, dając mu szansę na rozmowę, ale stało się, teraz przynajmniej będzie ci łatwiej się od niego uwolnić. Bez zbędnego współczucia i wyrzutów sumienia. Nie złość się na siebie, masz wprawdzie nauczkę, ale czegoś się przy tym nauczyłaś, więc to doświadczenie możesz z pewnej perspektywy ocenić nawet pozytywnie. Teraz możesz spokojnie zamknąć ten etap twojego życia i przejść do następnego. I rozejrzyj się dookoła, mamy piekną wiosnę, wszystko co najlepsze jeszcze przed nami. :-D Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Zle jest :( 04.05.09, 02:40 No tak... wiosna jest, słoneczko pięknie świeci a ja ze spuchniętą wargą ;/ Ale powoli już schodzi, wiec może jakoś będę wyglądać na jutrzejszej randce, a wlasciwie spotkaniu, ktore chciałabym, zeby było randką ;) Odpowiedz Link
agafka88 Re: Zle jest :( 04.05.09, 13:12 mleko_w_tubce napisała: > No tak... wiosna jest, słoneczko pięknie świeci a ja ze spuchniętą > wargą ;/ Masz "tylko" spuchniętą wargę, czy coś jeszcze? Bo jak coś jeszcze, to ja bym biegła z tym na obdukcję. Kochana, sama widzisz, że z tym łajdakiem nie było warto męczyć się ani dnia dłużej i powinnaś być z siebie dumna, że skończyłaś to w odpowiednim momencie. Jesteś silna i dzielna - zobacz ile kobiet męczy się pół życia z damskimi bokserami - Ty na szczęście miałaś siłę to skończyć. I jak dziewczyny pisały, tylko się ciesz, że nie masz z nim dzieci, kredytów i domu, bo wtedy by się dopiero zaczęło. PS. Mam nadzieję, że spotkanie - randka się uda, zdaj nam koniecznie relację :) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Zle jest :( 04.05.09, 13:45 Dzięki Dziewczyny- jak zwykle jesteście świetne :) Zadzwonił do mnie godzinę temu z przeprosinami. Nie odebrałabym gdyby nie to, że podczas całej tej awantury zabrał mi jedną ważną rzecz, którą chcę odzyskać. Z jednej strony przepraszał a z drugiej mówił, że niewiele pamięta. powiedziałam mu, że nie chcę go już nigdy więcej widzieć, a to co jest mi winny niech przekaże mojej przyjaciółce (tak- kumplują się;/) Wiecie co mnie najbardziej wkurza? Za tydzień kończę studia- psychologię i jak to ktoś kiedyś ładnie ujął- szewc bez butów chodzi. > Masz "tylko" spuchniętą wargę, czy coś jeszcze? Bo jak coś jeszcze, to ja bym > biegła z tym na obdukcję. jeszcze kilka siniaków- ale akurat siniaki to mi się robią nawet od przytulania- wystarczy, że czegoś dotknę i są. Na obdukcję nie mam siły i ochoty. Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć. > PS. Mam nadzieję, że spotkanie - randka się uda, zdaj nam koniecznie relację :) Niestety się nie uda, bo jednak muszę być w pracy ;/ ale jestem dobrej myśli- jak nie dzisiaj, to jutro :). Najważniejsze, że ten ktoś wygląda na klasycznego księcia z bajki, którego własnie szukam :) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Zle jest :( 04.05.09, 23:56 Kobieto! Jutro na obdukcje! I na policje! Ktos Cie bije, a ty chcesz przejsc nad tym do porzadku dziennego? Nawet, jesli nie chcesz teraz robic z tego sprawy, to zawsze sie przyda slad na pismie, w koncu on cie zna, wie gdzie mieszkasz i jak widac, jest nieobliczlny. Jak widze takich damskich bokserow, to mi sie noz w kieszeni otwiera....i naprawde nie rozumiem, jak mozna to bagatelizowac. A w ogole to nie chce byc pesymistka, ale uwazaj, bo moja siostra rozstala sie z takim jednym popaprancem ponad 2 lata temu, gosciu jest Niemcem, i wszedzie ja sledzi-na komunikatorach, skype, zapisal sie na nasza klase i wysyla czasem maile do ludzi, ktorzy cos jej podpisali pod zdjeciami (dodam, ze koles nie mowi po polsku). A teraz dowiedzial sie, ze jest w Niemczech (jak to zrobil?!), i gdzie dokladnie. A dodam, ze siostra juz przestala wpisywac w katalogi jakiekolwiek swoje dane. I maile do niej wysyla. Niby zadnych grozb "fizycznych", ale to jest regularne nekanie. A siostra-tez pani (niedoszla-po 4 roku) psycholog..ech... Tak wiec lepiej chuchac na zimne, zglos to gdzies, to problem twojego bylego, ze sie zachowuje jak dzikus. No i pozdrawiam, mam nadzieje, ze sie juz odczepi. Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Zle jest :( 05.05.09, 00:13 > Kobieto! Jutro na obdukcje! I na policje! > Ktos Cie bije, a ty chcesz przejsc nad tym do porzadku dziennego? Szczerze? wyjdę tu może na niezrównoważoną psychicznie, ale historia wyglądała tak: on mną zaczął szarpać (stąd siniaki), więc ja mu przyłożyłam w twarz a on mi oddał. Nie- nie usprawiedliwiam go, wiem, że nie powinien oddać, ale prawda jest taka, że on ma limo pod okiem i też może iść na obdukcję. A moja opuchlizna z wargi już zniknęła. Nie mam siły na udowadnianie przed policją, że nie jestem wielbłądem i działałam w obronie własnej. Wiem tylko, że nie chce mieć już z nim więcej nic doczynienia. Jak będzie mnie nękał, znajdę rozwiązanie- w końcu cała moja rodzina to prawnicy a ojciec się specjalizuje w prawie karnym, więc nie zginę ;). Narazie wierzę, że na tym koniec naszej znajomości Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Zle jest :( 05.05.09, 00:32 Ja tu faceta nie chcę bronić, bo osobiście też jestem za zdecydowaną i otwartą kobiecą asertywnością, ale... chłopak był pijany. Znając realia prawne wynikną z tego może dla niego jakieś okoliczności łagodzące. Nie wiem czy warte to w ogóle zachodu. Być może utrwali to kolegę nawet w przekonaniu, że może bez większych prawnych konsekwencji dopuszczać się podobnych czynów. Teraz ma chyba trochę wyrzuty sumienia, więc może nieźle być osobą olewającą i konsekwentnie odmawiającą kontaktu? Może to wystarczająca nauczka na przyszłość? Dziewczyna nie chce się też chyba specjalnie babrać w sytuacji, więc to też należy uszanować. Nie jest powiedziane, że facet będzie ją dalej prześladował i nie zawsze ma się ochotę na odkrywanie intymności, do których może dojść, gdy sprawę się zgłosi. Najważniejsze tylko, by wiedzieć, czy rezygnuje się z oficjalnej drogi z wewnętrznej potrzeby szybkiego zamknięcia tematu, czy ze strachu. Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Zle jest :( 05.05.09, 01:04 N > ajważniejsze tylko, by wiedzieć, czy rezygnuje się z oficjalnej drogi z wewnętr > znej potrzeby szybkiego zamknięcia tematu, czy ze strachu. Zdecydowanie chodzi o zamknięcie tematu. Wiem jak działa polska policja i nie chce mieć z nią nic wspólnego. Chcę też zapomnieć jak najszybciej o całej sprawie- co mnie nie zabije to mnie wzmocni ;) Nie mam się czego bać- tak jak napisałam- stoi za mną rodzina znająca się na rzeczy i przyjaciele chętni do pomocy, gdy tylko poproszę, a przede wszystkim moje wewnętrzne przekonanie, że muszę unikać jak ognia tego człwoieka. A zmieniając totalnie temat- przyszłam niedawno do domu i zdjęłam stanik, bo w wyniku przesadzenia z opalaniem skóra mnie szczypie. Wiecie co odkryłam? Mogę chodzić bez stanika! :) Kiedyś moje niby młode piersi zwisały smętnie w dół. Od dwóch lat noszę dobre staniki i teraz widzę, że świetnie wyglądam też bez nich :) czy to nie powód do radości? :) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Zle jest :( 07.05.09, 21:58 Gratuluje!! I pozwole sobie pocieszyc Twoim osobistym przykladem (werbalnie) siostre, bo ona narzeka, ze jej "smetnym cyckom" juz nic nie pomoze. A bede upierdliwa i dorzuce jeszcze swoje 3 grosze do poprzedniej sprawy: i tak byla to jego wina, bo zaczal, a to, ze byl pijany, raczej dziala na niekorzysc-przynajmniej powinno w cywilizowanym kraju, ktorym Polska, jesli chodzi o prawa kobiet, niestety nie jest. Odpowiedz Link
turzyca Re: Zle jest :( 04.05.09, 03:12 Popatrz na to z tej strony - to byly tylko 4 lata. A nie np. 8... I nie macie dzieci, domu, kredytu, moglas sie odwinac na piecie i pojsc sobie od niego. I to wlasnie zrobilas! Juz skonczylas, nie ciagniesz tego, nie babrzesz sie, wczoraj spotkalas sie z _eksem_. Problemy tego pana nie sa juz Twoimi problemami. I to jest super. :) Wcale nie jest latwo zerwac wieloletni zwiazek, nawet jesli jest szkodliwy, bo czlowiek sobie zawsze przypomni te dobre chwile i zbagatelizuje te zle. A Ty sobie poradzilas i zerwalas. Madra dziewczyna. :) A ze jest Twoim eksem - no coz kazdy czlowiek robi bledy. Wazne jest, czy umie z nich wyciagnac wnioski na przyszlosc. :) Odpowiedz Link
martvica Re: Zle jest :( 04.05.09, 11:03 Tulę mocno. Niestety, czasem nie warto być dobrą dziewczynką, może kiedyś się tego nauczymy :) Odpowiedz Link
luliluli Re: Zle jest :( 04.05.09, 11:49 włściwie dziewczyny już Ci napisały wszystko, z czym sama się zgadzam. Tak przykre doświadczenie tylko potwierdza, że Twoja decyzja o odejściu była stuprocentowo słuszna i że jak ognia powinnaś unikać spotkania z tym człowiekiem. Ściskam Cię mocno i życzę Ci, żebyś szybko otrząsnęła się z resztek złej przeszłości:) <głaszcze> kurde, mleko_w_tubce, strasznie mnie porusza Twoja historia, trzymam wszystkie dostępne kciuki, żeby wszystko wróciło do normalności i żebyś już nie miała kłopotów z tym ehhh... damskim bokserem Odpowiedz Link
madzioreck Re: Niech mnie ktoś przytuli :( 04.05.09, 17:12 heidowata napisała: Próbowałam się z nią > dogadać, ale usłyszłam, że ona nie dyskutuje z uczniami To może z rodzicami podyskutuje? Ja miałam podobną sytuację w szkole, na fizyce. Pomogło, tylko bez awantur oczywiście. Przecież to nie Twoja wina, że baba ślepa. Kurna, niektórzy nauczyciele też robią, co chcą, wykorzystując zależność ucznia od siebie :( Odpowiedz Link
justinehh Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 00:23 Właśnie wysłałam kolejne 15 aplikacji i mam serdecznie dosyć życia ... Odpowiedz Link
kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 01:16 pociesz się tym, że masz gdzie wysyłać... u mnie ostatnio posucha. są ogłoszenia do tych sklepów gdzie już wysyłałam (i to czasem nie raz) i nigdy nie odpowiadali, no wysyłam nadal, ale czasem mam ochotę napisać chwwd :P znowu szukają lasek na stoisko na pasażu Reala, gdzie kiedyś facet powiedział na moje 3 miesiące praktyk "tak mało?" ;/ jutro tam złożę CV, mam nadzieję że będzie kto inny niż ten koleś. wszędzie tylko chcą doświadczenia :( Odpowiedz Link
kura17 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 06.05.09, 11:08 Kuraiko, a moze nie wysylaj CV, ale je zanies osobiscie? bedziesz miala pewnosc, ze dotarly i moze zwroca na Ciebie uwage, jako na osobe zabiegajaca o prace, rezolutna, przedsiebiorcza? ;) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 01:58 taka mała rada: wysyłaj maile aplikacyjne w godzinach pracy- jak zobaczą, że wysyłasz te wiadomości w środku nocy to pomyślą, że albo masz za luźny stosunek, albo, że masz za mało czasu. Nie wiem, może to głupia rada, ale jak mój juz były chłopak szukał pracy ponad pół roku i mu powiedziałam tę radę to w tydzień później znalazł pracę- może to był przypadek, ale spróować nie zaszkodzi ;) Odpowiedz Link
kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 02:06 qrde ja głównie w nocy wysyłam ;/ ale z drugiej strony ja zasiadam przy kompie po południu, a nowe ogłoszenia dodają przez cały dzień co kilka godzin, pierwsze ok 6 rano, ostatnie zazwyczaj po 22 Odpowiedz Link
justinehh Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 20:08 Taa, ale jeleni do akwizycji potrzebują cały czas, obiecują złote góry za wciskanie ludziom szajsu i jak pięknie to się nazywa- marketing bezpośredni ... Odpowiedz Link
kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 23:59 u mnie w mieście to samo, ale tym to się już nie interesuję... albo ogłoszenia o "pracy" w Avonie xD "możesz zarobić nawet 400zł" lol Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 21:39 o, jak ja Cię dobrze rozumiem... w zeszłym roku przechodziłam podobny kryzys... Odpowiedz Link
iksantia komentarz na allegro - niesprawiedliwy 06.05.09, 10:45 Właśnie taki dostałam, nie wiem praktycznie za co, bo szybko wpłaciłam, trochę czekałam na przesyłkę i doszła. Ale zapłaciłam za paczkę 15zł, a obraz (tak 40x30cm) przyszedł jako list w wielkiej kopercie ze znaczkami za 6,20zł. Mało tego, to przyszło awizo, odstałam swoje na poczcie, a paczkę by mi do domu przywieźli. Więc wystawiłam komentarz neutralny, jako że forma przesyłki jest niezgodna z umową. No i odwalili mi negatywa. Nie cierpię takiego chamstwa, brrr Odpowiedz Link
kura17 Re: komentarz na allegro - niesprawiedliwy 06.05.09, 11:11 typowy odwet :( ebay sobie z tym poradzil - zdaje sie, ze na neutralny/negatywny komentarz kupujacego, wystawiony jako pierwszy, NIE WOLNO sprzedajacemu postawic negatywnego komenatarza! i tak powinno byc! mozesz sie chyba na allegro odwolywac jakos od negatywnego komentarza? albo na niego odpowiedziec? a ze swinstwo, to prawda :( i uwazam, ze slusznie zwrocilas uwage na niezgodnosc przesylki, w koncu zarabia sie NIE na kosztach wysylki... Odpowiedz Link
iksantia Re: komentarz na allegro - niesprawiedliwy 06.05.09, 11:18 No, typowy odwet, wiem. Próbowałam się odwołać, ale to nic nie daje i oczywiście odpowiedziałam na komentarz, ale niesmak mam, bo nie zawiniłam, a negatyw świeci po oczach;/ Odpowiedz Link
kura17 Re: komentarz na allegro - niesprawiedliwy 06.05.09, 11:26 wiesz co, mysle, ze kazdy, kto zobaczy tego negatywa, doczyta rowniez cala sprawe - ja ZAWSZE tak robie, gdy zobacze negatywa - szukam za co i czy byla jakas odpowiedz. i jesli sytuacja jest podobna, do Twojej, to zwyczajnie nie zwracam uwagi na negatywa :) ale rozumiem, ze sie przejmujesz, ja bym tez byla zmartwiona. wiesz, kiedys widzialam negatywa typu "nie wplaca, tlumaczy sie ksiegowa, totalne nieporozumienie" i odpowiedz "no rzeczywiscie zapomnialam, przepraszam" i sie tylko usmialam ;) Odpowiedz Link
martvica Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 21:47 Jutro mam najpierw krakowskie spotkanie małobiusciastych, a potem imprezę u znajomych, plan był: taki że robię imbirki i ciastka z czekoladą (na pierwsze) i ciasto z rabarbarem (na drugie), imbirki się zaczęły palić od spodu więc otworzyłam piekarnik zeby je poprzewracać, a w tym momencie szyba w piekarniku się rozsypała w drobny mak, szkło się walało po całej kuchni. Już chyba trzeci raz się tak stało, ale poprzednio coś na nią kapało, a teraz nic (ojciec sugerował że mi kapnął pot z czoła, ale przecież nie ma +35 stopni! a ja się raczej nie pocę w temperaturach pokojowych). Zła jestem jak szlag, nie wiem czy taka szyba jest gdzieś do dostania, nie mam co ze sobą zabrać, nie mam co zrobić z kilogramem rabarbaru, i w ogóle bu. A, i jeszcze się boję o jutro, bo wczoraj jak byłam na psacerze w lesie to kilkadziesiąt metrów dalej zwaliło się drzewo. Mało zawału nie dostałam. Teraz szyba. Może nie powinnam jutro wychodzić z łóżka? Poza tym jestem totalnie spłukana, mam 20zeta przy duszy, a jutro będę oglądać effuniaki. Niech mnie ktoś przytuli :( Odpowiedz Link
madzioreck Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 21:49 Tuli, tuli :) Jakiś cholerny tydzień jest w ogóle... Odpowiedz Link
martvica Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 22:35 O, i jeszcze się dowiedziałam że kota znajomej nie zyje... ja chyba pójdę spać, niech sie ten dzień skończy :( Odpowiedz Link
madzioreck Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 22:40 Tak zrób, to chyba najlepszy sposób... Odpowiedz Link
brykanty Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 10.05.09, 02:02 Współczuję i głaszczę, a może odrobinkę pomoże w tej ostatniej kwestii wiersz Franciszka Klimka: 'O kocie, który odszedł na zawsze... Zapłacz, kiedy odejdzie, jeśli Cię serce zaboli, że to jeszcze za wcześnie choć może i z Bożej woli. Zapłacz, bo dla płaczących Niebo bywa łaskawsze, lecz niech uwierzą wierzący, że on nie odszedł na zawsze. Zapłacz, kiedy odejdzie, uroń łzę jedną i drugą, i - przestań nim słońce wzejdzie, bo on nie odszedł na długo. Potem rozglądnij się w koło, ale nie w górę; patrz nisko i - może wystarczy zawołać, on może być już tu blisko... A jeśli ktoś mi zarzuci, że świat widzę w krzywym lusterku, to ja powtórzę: on wróci... Choć może w innym futerku' Odpowiedz Link
urkye Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 22:47 Martvico, znasz może piosenkę 'piekarnik' zespołu Akurat? ;) To tak w temacie:) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Problem sercowy 08.05.09, 23:52 Pomożecie? Mam pewnego przyjaciela, którego znam od zawsze. Od zawsze też mi się podobał, ale jakoś nigdy nie było okazji, żeby coś z tego wyszło. Po rozstaniu z moim byłym zaczęłam się z nim częściej spotykać- zaczęło się od rozmów na temat mojego świeżo zakończonego związku itd, nasze ostatnie spotkanie skończyło się prawie w łóżku- na szczęście w krytycznym momencie oboje w tej samej chwili powiedzieliśmy, że nie możemy. A nie możemy dlatego, że przyjaciel ma dziewczynę, o której mówi, że ją kocha. Z drugiej strony powiedział, że też właściwie od zawsze siedziałam w jego głowie, ale życie się inaczej toczy. Stanęło na tym, że zostajemy dalej przyjaciółmi. Problem polega na tym, że ja z jednej strony nie chcę stracić takiej przyjaźni, a z drugiej strony nie myślę o niczym innym tylko o nim. Mam wrażenie, że wychodzę na totalną hipokrytkę udając przyjaciółkę a tak naprawdę dążąc do jednego... Mam ochotę mu o tym wszytskim powiedzieć, bo do tej pory nasze relacje opierały się na totalnej szczerości, ale wiem jak to się może skończyć. Widzę 3 scenariusze: - skończy się nasza przyjaźń i nie zostanie nic - będziemy dalej udawać, że jesteśmy przyjaciółmi - najbardziej wymarzony ale chyba najmniej realny: zrozumie, że jestem jego ideałem i będziemy żyli długo i szczęśliwie ;) Widzicie jakieś inne scenariusze? Czy może lepiej w ogóle nie zaczynać takiej rozmowy i poczekać na przebieg wypadków? Tylko problem polega na tym, że chyba nie wytrzymam i będę musiała zacząć, bo jak już wcześniej napisałam czuję się totalnie nie fair w stosunku do niego i siebie samej, już nie wspominając o jego dziewczynie, którą bardzo lubię a lubiłabym jeszcze bardziej gdyby była czyjąkolwiek inną dziewczyną. Wiem, wychodzę tu na niestabilną emocjonalnie nastolatkę i tak się też czuję mimo, że 2 z przodu już mam od paru lat ;/ Odpowiedz Link
turzyca Re: Problem sercowy 09.05.09, 00:07 Szczerze? Daj sobie na wstrzymanie, ale iskierke nadziei tez sobie zostaw. Czlowiek strzela, Pan Bog kule nosi. Za duzo juz widzialam rozstan par, o ktorych mowiono, ze predzej swiat sie skonczy niz oni sie rozstana. Co bedzie, to bedzie. Ja bym przyjazni nie zrywala, ale zmniejszyla czestotliwosc spotkan, po co sie samej dreczyc? Skup sie chwilowo na innych przyjemnosciach zycia. :) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 09.05.09, 00:53 Ja bym przyjazni nie zrywala, ale zmniejszyla czestotliwosc spotkan, po co sie > samej dreczyc? Skup sie chwilowo na innych przyjemnosciach zycia. :) Nie wiem czy będę umiała zmniejszyć częstotliwość- jak tylko jest okazja, żeby się spotkać to ja się zachowuje jak nawiedzona, rzucam wszytsko i lecę do niego- no cóż, będę musiała się powstrzymywać;/ A co do innych przyjemności, to tak naprawdę powinnam się teraz skupić na pisaniu pracy magisterskiej (za tydzień będę miała absolutorium, a praca w ogóle nie tknięta)ale w ogóle nie potrafię- za dużo się ostatnio dzieje u mnie w życiu. Zawsze zostawiałam wsyztsko na ostatnią chwilę ale teraz to już zupełnie przeginam;/ Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 09.05.09, 01:18 No wiesz, każdy ma swój punkt widzenia i nie ma jednego słusznego wyjścia. Ja jestem zdania, że na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone i jeżeli go chcesz, to o niego walcz. Jestem zdecydowaną zwolenniczką ofensywy i wolę się sparzyć, niż wzdychać nad niewykorzystanymi szansami. Nie musimy już czekać, aż facetowi się o nas przypomni, gdy rozwali mu się związek. Ale tu wiele zależy od temperamentu i własnej wytrzymałości na rozczarowania. Istnieje bowiem też prawdopodobieństwo, że nic nie wskórasz. Z moich osobistych doświadczeń wiem, że wielu facetów lubi kobiety z inicjatywą i lubi czuć się zdobywanym i chcianym. Podobno nic nie podnieca tak mocno, jak pożądanie w oczach kobiety, a seksualności u mężczyzn nie wolno lekceważyć, bo u nich zakochanie jest mocno z nią związane. Wygląda na to, że między wami też iskrzy, więc jeżeli możesz, to dolewaj oliwy do ognia, aż nie będzie myślał o niczym innym, jak tylko o tobie. A potem to już sam przyjdzie. :-) Odpowiedz Link
plica Re: Problem sercowy 10.05.09, 12:22 tak szczerze, to mam podobne zdanie do pierwszejlitery. kto nie sprobuje ten nie wie. a meczenie sie w "przyjazni" ze skrzetnie skrywanym pozadaniem, to jakis horror. rozwaz wszystkie za i przeciw, ale z tego co piszesz stan na teraz nie jest zbyt komfortowy, wiec za bardzo nic nie stracisz nawet jak to nie wyjdzie. Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 18.05.09, 02:37 Poszłam za radą Pierwszej litery i Plicy. Spotkałam się z przyjaielem dzisiaj pierwszy raz od dwoch tygodni. Wszystko przebiegało bardzo spokojnie, bo nie byliśmy sami a z grupą znajomych. Zastanawiam się tylko czy mi się wydaje czy może przypadkowe łapanie za nogę wcale nie było przypadkowe ;) Oj chciałabym, żeby to jednak nie był przypadek... Odpowiedz Link
plica Re: Problem sercowy 18.05.09, 20:37 hhahhaha. mleko_w_tubce, ja przypadkowo lapie ludzi za nogi caly czas. prawie codziennie mi sie zdarza ;) a tak na serio, to to takie pod stołem ? Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 18.05.09, 21:15 mleko_w_tubce napisała: Zastanawiam się tylko czy mi się wydaje czy może > przypadkowe łapanie za nogę wcale nie było przypadkowe ;) Oj > chciałabym, żeby to jednak nie był przypadek... Przypadek? W życiu! ;-) Posłuchaj starej, doświadczonej koleżanki. ;-) Faceci nigdy nie dotykają kobiet przypadkowo. Jeden taki, to dotknął kiedyś tak właśnie przypadkowo moich włosów. A potem przypadkowo biodra. Kilka miesięcy później nie było mowy już o przypadku. ;-) Odpowiedz Link
luliluli Re: Problem sercowy 19.05.09, 07:21 ja uważam, że nie tylko faceci, ale ogólnie ludzie raczej przypadkowo nikogo nie dotykają:> raz to co innego, ale żeby tak kilka razy przypadkowo się zdarzyło... to nierealne:D mówi Ci to osoba, którą "przypadkowo" dłużej o ułamek sekundy pewien mężczyzna przytrzymał za rękę w ramach potrząśnięcia dłoni na do widzenia, a teraz budzę się koło niego co rano;) Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 08:25 jakoś to się nie trzyma kupy wg mnie kolega kocha ją, a z tobą prawie poszedł do łóżka? a ty? kochałaś przed chwilą innego faceta a teraz kochasz kolegę? czy może tylko potrzebujesz kogokolwiek dla pocieszenia? żeby się otrząsnąć z tamtego związku? kolega kocha tamtą a ciebie przypadkiem łapie za kolano? przypadkiem się za kolano nie łapie :) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 19.05.09, 12:23 beauty-gosiek napisała: > jakoś to się nie trzyma kupy wg mnie > kolega kocha ją, a z tobą prawie poszedł do łóżka? > a ty? kochałaś przed chwilą innego faceta a teraz kochasz kolegę? No to ja spróbuję napisać za koleżankę. ;-) Miłość, seks i zakochanie, to nie są te same rzeczy. Nawet jak wiele ludzi, w tym sporo kobiet, układa sobie chętnie romantyczną całościową abstrakcję i używa słowa "kocham", by wyrazić wszystko możliwe, to w życiu różnie bywa. Ktoś, kto kocha nie musi pożądać, a ktoś, kto pożąda nie musi od razu kochać. Chłopak czuje się do swojej stałej dziewczyny przywiązany, nazywa to miłością, pewnie uważa też, że ten związek, na który się przed jakimś czasem zdecydował, podlega pewnym regułom, więc nie idzie się do łóżka z inną, nawet jak straciło się dla tej nowej głowę. Na tym polega dorosłość, że nie ulegamy pierwszym implusom, tylko staramy się rozważyć wszystkie za i przeciw. Nawet to, który związek byłby dla nas atrakcyjniejszy i czy nie włożyliśmy zbyt wielu starań w ten stary, by tak łatwo wszystko rzucać i decydować się na nowy. To brzmi może wyrachowanie, ale nie samym romantycznym zakochaniem człowiek żyje i wielkie uczucia mogą stać się nawet toksyczne. ;-) Czy pożądanie, zakochanie, stracenie głowy jest u niego na tyle intensywne, że zamienią się w nową miłość okaże się z czasem. Tu mleko w tubce ma też możliwość wpływu na rozwój. Na pewno coś tam musi w chłopaku być, skoro nie potrafi oprzeć się pokusie chociażby "przypadkowego" dotyku. A mleko w tubce też nie napisała, że chłopaka kocha, cokolwiek to by znaczyło, bo definicje miłości są bardzo różne, tylko dała do zrozumienia, że jest interesujący dla niej seksualnie i też straciła głowę. A że nie ma innych zobowiązań, otwiera się przed nią szansa, z której można skorzystać. Kto wie? Z takich rzeczy powstawały już szczęśliwe małżeństwa. :-) Czy może istnieje jakaś reguła, która nakazuje nam czas żałoby po zakończeniu nieudanego związku? ;-) Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 13:19 pierwszalitera napisała: > No to ja spróbuję napisać za koleżankę. ;-) Miłość, seks i zakochanie, to nie s > ą te same rzeczy. Nawet jak wiele ludzi, w tym sporo kobiet, układa sobie chętn > ie romantyczną całościową abstrakcję i używa słowa "kocham", by wyrazić wszystk > o możliwe, to w życiu różnie bywa. Ktoś, kto kocha nie musi pożądać, a ktoś, kt > o pożąda nie musi od razu kochać. Chłopak czuje się do swojej stałej dziewczyny > przywiązany, nazywa to miłością, pewnie uważa też, że ten związek, na który si > ę przed jakimś czasem zdecydował, podlega pewnym regułom, więc nie idzie się do > łóżka z inną, nawet jak straciło się dla tej nowej głowę. Na tym polega dorosł > ość, że nie ulegamy pierwszym implusom, tylko staramy się rozważyć wszystkie za > i przeciw. Nawet to, który związek byłby dla nas atrakcyjniejszy i czy nie wło > żyliśmy zbyt wielu starań w ten stary, by tak łatwo wszystko rzucać i decydować > się na nowy. To brzmi może wyrachowanie, ale nie samym romantycznym zakochani > em człowiek żyje i wielkie uczucia mogą stać się nawet toksyczne. ;-) Czy pożą > danie, zakochanie, stracenie głowy jest u niego na tyle intensywne, że zamienią > się w nową miłość okaże się z czasem. Tu mleko w tubce ma też możliwość wpływu > na rozwój. Na pewno coś tam musi w chłopaku być, skoro nie potrafi oprzeć się > pokusie chociażby "przypadkowego" dotyku. A mleko w tubce też nie napisała, że > chłopaka kocha, cokolwiek to by znaczyło, bo definicje miłości są bardzo różne, > tylko dała do zrozumienia, że jest interesujący dla niej seksualnie i też stra > ciła głowę. A że nie ma innych zobowiązań, otwiera się przed nią szansa, z któr > ej można skorzystać. Kto wie? Z takich rzeczy powstawały już szczęśliwe małżeńs > twa. :-) Czy może istnieje jakaś reguła, która nakazuje nam czas żałoby po zako > ńczeniu nieudanego związku? ;-) Na serio? można kochać partnera bez pożądania? jakoś sobie tego nie wyobrażam. co innego pożądać bez kochania, to możliwe. no tak, zgadza się że mleko w tubce nie napisała ze kocha tego faceta. Moim zdaniem oni na pewno będą się jeszcze spotykać na neutralnym gruncie i wtedy na pewno się coś z czasem wyklaruje. Albo przyjaciel dla niej oszaleje albo zda sobie sprawę że jednak kocha swoja obecna dziewczynę. Bo na dwa fronty nie powinien działać - tu stała dziewczyna, a tu dotykanie nóg mleka w tubce :) A w jaki sposób mleko w tubce ma możliwość na rozwój? rozwój jego miłości? a jeśli ma to czy to jest uczciwe względem tej drugiej dziewczyny? Hmm, a jeśli to z jego strony tylko pożądanie, a mleko w tubce się zaangażuje? hmm, tak sobie tylko gdybam Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 19.05.09, 14:13 beauty-gosiek napisała: > Na serio? można kochać partnera bez pożądania? jakoś sobie tego nie wyobrażam. No jasne. A ty myślisz, że wszystkie pary pożądają się do końca życia? Mimo wszystko mogą się gorąco kochać. Miłość nie musi iść w parze z seksem. To niebezpieczna bzdura, na wskutek której wiele ludzi zaczna wątpić w swoje uczucia i posuwa się do zupełnie niepotrzebnych kroków. > Bo na dwa fronty nie powinien działać - tu stała dziewczyna, a tu dotykanie nóg > mleka w tubce :) Każdy ma swoje pojęcie wierności. Dla niektórych dotykanie nóg nie oznacza jeszcze złamania danego słowa i zaprzepaszczenia zaufania. A na myśli o innych nie ma rady. Tego nie da się zmienić siłą woli, bo "się kogoś kocha". Zresztą kochać można nawet i dwie osoby, każdą na swój sposób. Wyłączność, to też romantyczny wynalazek i że musimy się na kogoś zdecydować nie świadczy, że ta druga osoba znika wtedy z naszej świadomości. > A w jaki sposób mleko w tubce ma możliwość na rozwój? rozwój jego miłości? a j > eśli ma to czy to jest uczciwe względem tej drugiej dziewczyny? Mleko w tubce może sprytną grą nieźle chłopaka podkręcić. Być może związek z nią wyda mu się wtedy bardzo atrakcyjny i decyzja wypadnie na jej korzyść? A czy to uczciwe? A kogo to obchodzi? ;-) > Hmm, a jeśli to z jego strony tylko pożądanie, a mleko w tubce się zaangażuje? > hmm, tak sobie tylko gdybam Z pożądania rozwinęło się już niejedno wielkie uczucie. Poza tym zrozumiałam, że mleko w tubce i ten chłopak są przyjaciółmi, więc mają pewnie też inne płaszczyzny porozumienia. Czego potrzeba więc więcej do szczęśliwego związku? Jasne, że zawsze jest jakieś ryzyko, że skończy się tylko na cielesności. No i co z tego? Wiele związków rozpada się z przeróżnych powodów, więc lepiej w ogóle nie próbować? Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 19.05.09, 15:10 do beauty-gosiek: Po pierwsze to, że rozstałam się całkiem niedawno z facetem nie oznacza, że uważam, żebym musiała do tej pory za nim płakać. A wręcz przeciwnie- dopiero po rozstaniu poczułam się szczęśliwa i pewna siebie. Po drugie tak jak już napisała pierwsza litera, nigdzie nie powiedziałam, że tego nowego kocham. Znam go od urodzenia- jak byłam mała snułam plany nas jako szczęśliwego małżeństwa :), potem nasze drogi się rozeszły na kilka lat, a jak się wreszcie spotkaliśmy to oboje byliśmy w szczęśliwych związkach. I owszem już wtedy coś mnie do niego ciągnęło ale z drugiej strony kochałam mojego byłego i do głowy by mi wtedy nie przyszła jakakolwiek zdrada, choćby w myślach. Teraz już nie mam faceta, do przyjaciela ciągnie mnie coraz bardziej zwłaszcza, że tak jak piszę to "ciągnięcie" nie jest jednostronne, ale obawiam się tego co napisała beauty gosiek o jego uczuciach. Nie chcę, żeby z jego strony to było tylko porządanie, bo to jest facet, o którym myślę w szerszych kategoriach- nie tylko łóżkowych. Dlatego teraz prowadzę delikatną grę na zasadzie rozkochiwania go w sobie ale w taki sposób, żeby myślał, że on sam na to wpadł :) A jak chodzi o jego dziewczynę, to być może, że jestem zimną suką, ale uważam, że dopóki ja pierwsza nie wskoczę mu do łóżka, to będę fair w stosunku do niej. Ja tylko grzecznie czekam aż on mi zaproponuje ;) Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 17:06 mleko_w_tubce napisała: > do beauty-gosiek: > Po pierwsze to, że rozstałam się całkiem niedawno z facetem nie > oznacza, że uważam, żebym musiała do tej pory za nim płakać. A wręcz > przeciwnie- dopiero po rozstaniu poczułam się szczęśliwa i pewna > siebie. > Po drugie tak jak już napisała pierwsza litera, nigdzie nie > powiedziałam, że tego nowego kocham. Znam go od urodzenia- jak byłam > mała snułam plany nas jako szczęśliwego małżeństwa :), potem nasze > drogi się rozeszły na kilka lat, a jak się wreszcie spotkaliśmy to > oboje byliśmy w szczęśliwych związkach. I owszem już wtedy coś mnie > do niego ciągnęło ale z drugiej strony kochałam mojego byłego i do > głowy by mi wtedy nie przyszła jakakolwiek zdrada, choćby w myślach. > Teraz już nie mam faceta, do przyjaciela ciągnie mnie coraz bardziej > zwłaszcza, że tak jak piszę to "ciągnięcie" nie jest jednostronne, > ale obawiam się tego co napisała beauty gosiek o jego uczuciach. Nie > chcę, żeby z jego strony to było tylko porządanie, bo to jest facet, > o którym myślę w szerszych kategoriach- nie tylko łóżkowych. Dlatego > teraz prowadzę delikatną grę na zasadzie rozkochiwania go w sobie > ale w taki sposób, żeby myślał, że on sam na to wpadł :) > A jak chodzi o jego dziewczynę, to być może, że jestem zimną suką, > ale uważam, że dopóki ja pierwsza nie wskoczę mu do łóżka, to będę > fair w stosunku do niej. Ja tylko grzecznie czekam aż on mi > zaproponuje ;) jak widać ludzie są różni :) ja wiem po sobie że długo bym płakała po stracie kogoś i nie mogłabym być zaraz z kimś innym i myśleć o innym po drugie ja nie umiem prowadzić gry rozkochiwania kogoś w sobie, a skoro ty umiesz to być może ci się uda :) powodzenia życzę uff całe szczęście że on jeszcze nie żonaty Odpowiedz Link
palacsinta Re: Problem sercowy 19.05.09, 17:24 beauty-gosiek napisała: > ja wiem po sobie że długo bym płakała po stracie kogoś i nie mogłabym być zaraz > z kimś innym i myśleć o innym Ale w tym przypadku (o ile dobrze pamiętam) mleko w tubce sama zerwała i to już jakiś czas temu, toksyczny związek. Gdzie ta strata? Po czym ma płakać? Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 21:32 palacsinta napisała: > beauty-gosiek napisała: > > > ja wiem po sobie że długo bym płakała po stracie kogoś i nie mogłabym być > zaraz > > z kimś innym i myśleć o innym > > Ale w tym przypadku (o ile dobrze pamiętam) mleko w tubce sama zerwała i to już > jakiś czas temu, toksyczny związek. Gdzie ta strata? Po czym ma płakać? może po człowieku którego kochała? po toksycznym też ponoć można.. Odpowiedz Link
palacsinta Re: Problem sercowy 19.05.09, 21:35 beauty-gosiek napisała: > może po człowieku którego kochała? po toksycznym też ponoć można.. Ale na szczęście nie trzeba:) Odpowiedz Link
zarin Re: Problem sercowy 19.05.09, 21:33 Pomijając już kwestię jakiegoś współodczuwania z "lubianą" dziewczyną przyjaciela, należałoby mieć na tyle instynktu samozachowawczego, żeby mieć świadomość, że jeżeli facet zostawia partnerkę dla innej osoby, to prędzej czy później potraktuje tę drugą tak samo, ewentualnie zrani w inny sposób - bo to wyraźny znak, że nie interesują go uczucia drugiej strony i że jest mało odporny na hormony, nowe wrażenia, różne fizyczne gry. Nie da się zbudować stałego związku bez empatii, zdrowego rozsądku i wyobraźni. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 19.05.09, 23:31 zarin napisała: > Pomijając już kwestię jakiegoś współodczuwania z "lubianą" dziewczyną > przyjaciela, należałoby mieć na tyle instynktu samozachowawczego, żeby mieć > świadomość, że jeżeli facet zostawia partnerkę dla innej osoby, to prędzej czy > później potraktuje tę drugą tak samo, ewentualnie zrani w inny sposób - bo to > wyraźny znak, że nie interesują go uczucia drugiej strony i że jest mało odporn > y > na hormony, nowe wrażenia, różne fizyczne gry. Większej bzdury już dawno nie słyszałam. Czy ty naprawdę wierzysz w w tą jedną, pierwszą i ostatnią miłość? Przecież ludzie się często rozstają w z powodu innych osób. I związek można zakończyć też w sposób dorosły i odpowiedzialny. Jak na razie kolega zachował się w porządku, swojej stałej partnerki nie zdraził, więc o jakim braku empatii i ranieniu my tu mówimy? I czy ktoś odporny jest na hormony, nigdy się nie wie. Moje doświadczenia mówią, że zawsze znajdzie się ktoś, kto może na nas zadziałać. Fizyczność należy do życia i negowania jej znaczenia i przeciwstawianie jej "prawdziwym" uczuciom jest wyraźnym znakiem naiwności. ;-) Nikogo nie można być stuprocentowo pewnym. Dlatego o związek trzeba dbać zawsze i nie oddawać się romantycznym iluzjom. Przecież nawet nic nie wiemy o stałym związku chłopaka. Może ma już od pewnego czasu wątpliwości i dlatego reaguje na inne kobiety? Jak sam nie będzie chciał, to mleko w tubce mu tego szczęścia na pewno nie rozbije. Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 20.05.09, 07:14 pierwszalitera napisała: Moje doświadczenia mówią, że zawsze znajdzie się ktoś, kto może na nas zadziałać. Fizyczność należy do życia i negowania jej znaczenia i przeciwstawianie jej "prawdziwym" uczuciom jest wyraźnym znakiem naiwności. ;-) to ja jestem taka naiwna, nie wyobrażam sobie sytuacji że jakaś inna podziała na mojego męża. Uważam że prawdziwe uczucie można przeciwstawić fizyczności Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Problem sercowy 20.05.09, 08:31 Hm, już wcześniej chciałam się zgodzić z beauty-gosiek, ale teraz chyba musze :) Ja rowniez nie wyobrazam sobie uganiania sie za facetem, choc pare razy cos podobnego mi sie zdarzyło. Do dzis jednak odczuwam niesmak po takim zachowaniu... Czym innym jednak jest dla mnie zrobienie pierwszego kroku w sytuacji juz oczywistej, w ktorej mezczyzna tracil rezon. W sytuacji mleka w tubce (niezmiernie podobaja mi sie zdania uzywajce tego nicka) w pewnym momencie pewnie bym "zadziałała". Mysle, ze duzo zalezy od tego, jacy męzczyzni sa dla nas atrakcyjni - pewnie niektorzy faktycznie woleliby inicjatywe ze strony kobiety, ja jednak wole tych, ktorzy sami zdobywaja. No i nie ukrywajmy - lubilam byc zdobywana :):). Do dzis swiadomosc, ze to maz staral sie o mnie dluzszy czas, jest dla mnie czyms istotnym. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 12:35 jul-kaa napisała: > Ja rowniez nie wyobrazam sobie uganiania sie za facetem, choc pare razy cos > podobnego mi sie zdarzyło. Do dzis jednak odczuwam niesmak po takim > zachowaniu... Mysle, ze duzo zalezy od tego, jacy męzczyzni sa dla nas atrakcyjni - pewnie > niektorzy faktycznie woleliby inicjatywe ze strony kobiety, ja jednak wole tych > , > ktorzy sami zdobywaja. No i nie ukrywajmy - lubilam byc zdobywana Podoba ci się tradycyjny model. Na pewno nie jest trudno znaleść pasujących partnerów, ale to nie znaczy, że taki model jest w jakiś sposób dla kobiety korzystniejszy. Dla mnie pozwalać się zdobywać, to oddać reżyserię w inne ręce i niewiadomy dla mnie koniec fimu. Poza tym kojarzy mi się to z wyrachowaniem i pewną krótkowzrocznością. Mężczyźni może i lubią łowy, tylko, że zdobyta możesz być tylko raz, a potem stajesz się przewidywalnym inwentarzem. A co jak facet zasmakował w łowach? ;-) Coś takiego umacnia w każdym razie przekonanie o męskiej sile i aktywności oraz kobiecej wstrzemięźliwości, braku własnej zdecydowanej opinii, którą można dowolnie kształtować stereotypowym staraniem się i następującej po tym jej uległości. Absolutnie nie jest to typ kobiety, z którym chciałabym się utożsamiać. ;-) Nie wiem też dlaczego, miałaby taka sytuacja podwyższać moją samoocenę. To sama nie wiedziałaś, że jesteś sporo warta i wybrany przez ciebie facet będzie szczęściarzem? ;-) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 20.05.09, 13:24 pierwsza litero zaadoptuj mnie :) potrafisz wyrazic slowami wszystko to co ja myślę Mężczyźni może i lubią łowy, tylko, że zdobyta możesz być > tylko raz, a potem stajesz się przewidywalnym inwentarzem. A co jak facet zasma > kował w łowach? ;-) Coś takiego umacnia w każdym razie przekonanie o męskiej s > ile i aktywności Dokładnie. Ja w tym momencie wiem dokładnie ile jestem warta- nie potrzebuję upewniania się poprzez liczenie ilu facetow na mnie leci. wrecz przeciwnie- mam wstręt do facetów uganiających się za mną. Teraz jest mój czas. Teraz ja szukam i zdobywam. Narazie dobrze mi idzie zdobywanie na chwilę, czy uda mi się zdobyć kogoś na dłużej- czas pokaże, ale wierze w siebie i w swoje możliwości :) Odpowiedz Link
luliluli Re: Problem sercowy OT 20.05.09, 13:44 > Teraz jest mój czas mleko w tubce, proszę, nie cytuj (wiem, wiem, nieświadomie) tej nędznej reklamy wody mineralnej:P:P:P moje pierwsze skojarzenie!:D swoją drogą ta reklama mnie doprowadza do szału, bo robi z kobiet idiotki, które czują się wyzwolone, bo piją wodę marki jakiejśtam, ehh:P Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy OT 20.05.09, 17:15 to zupełnie nieświadomie, bo prawie nie oglądam TV i nie wiem o co chodzi ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 22:57 mleko_w_tubce napisała: > pierwsza litero zaadoptuj mnie :) potrafisz wyrazic slowami wszystko > to co ja myślę Myślę, ( mam nadzieję?), że jest nas więcej z podobymi poglądami, tylko wiele kobiet jest jeszcze trochę za nieśmiałych, by głośno się przyznawać. ;-) Odpowiedz Link
luliluli Re: Problem sercowy 21.05.09, 09:24 a ja sądzę, że chodzi też o to, że wiele z nas ma podobne zdanie ("liczę się ja i moja potencjalna wielka miłość, a nie osoba trzecia w postaci jego dziewczyny"), tylko nigdy nie wyrazi go głośno. Gdybym była tą, która może być "na wylocie" z powodu osoby trzeciej, to oczywiście z całego serca życzyłabym tej trzeciej samych nieszczęść, krzywych zębów, łysej glacy i potknięcia na skórce od banana (jakoś tak to wychodzi, że najczęściej się wini osobę trzecią, a nie faceta, który de facto jest jedyną osobą "nie fair" skoro gra na dwa fronty). Oczywiście stojąc po drugiej stronie barykady (a stałam w sowim życiu po obydwu, a nawet po wszystkich trzech) myśli się nieco inaczej - "a co mnie obchodzi jego dziewczyna, fajna jest, ale nie moja wina, że jej facet jej nie kocha". Generalnie uważam, że najgorzej stoi się po stronie, po której jest obecnie kolega mleka w tubce:D czasem wybór między tym co znane i dobre na 4+ a tym co nowe i pozornie wydające się strzałem w dziesiątkę (ale przecież kto wie, jak będzie po kilku latach!) jest bardzo trudny. Zaznaczam, że moje (na razie bardzo szczęśliwe:P) małżeństwo wzięło się stąd, że pozwoliłam sobie na skok w bok i wskoczyłam już na stałe w ten - jakże miły - bok:D i wcale nie uważam, że przez to jestem bardziej skłonna do jakiegolwiek skoku w bok w każdej przyszłej sekundzie swojego obecnego życia. Raczej wręcz przeciwnie, choć może to właściwość mojego własnego charakteru Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 21.05.09, 12:49 luliluli napisała: > pozwoliłam sobie na skok w bok i wskoczyłam już na stałe w ten - jakże miły - > bok:D i wcale nie uważam, że przez to jestem bardziej skłonna do jakiegolwiek > skoku w bok w każdej przyszłej sekundzie swojego obecnego życia. Raczej wręcz > przeciwnie, choć może to właściwość mojego własnego charakteru Ja też nie jestem zdania, że ktoś, komu coś takiego się zdarzyło będzie miał więcej skłonności do rozglądania się po bokach. Oczywiście istnieją ludzie, dla których częsta zmiana partnera i przygody, to sposób na życie, ale to nie jest tak, że generalnie otwiera się w ten sposób wrota do rozwiązłości i nie ma powrotu do wierności. Mówię tu jednak o dorosłych ludziach, a nie o nastolatkowych miłostkach, które z założenia są tylko na jakiś czas i nie oznaczają jeszcze partnera na życie. Chociaż tak też się może zdarzyć. Myślę, że ktoś opuszczający swój stały poważny związek dla kogoś innego zdaje sobie sprawę jakie to trudne i bolesne. Nawet dla porzucającego. Jeżeli spędziło się z kimś sporo czasu, to wcale nie jest łatwo się rozstać. Ale trzeba się zdecydować, nawet jak boli. Ludzie, którzy coś takiego przeszli są często nawet ostrożniejsi w przyszłości, bo wiedzą ile to kosztuje. Badania pokazują nawet, że drugie małżeństwo jest zwykle stabilniejsze i szczęśliwsze od pierwszego. Ludzie zdają sobie sprawę z drugiej szansy i wkładają więcej starań, by jej tym razem nie zaprzepaścić. Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Problem sercowy 20.05.09, 14:05 pierwszalitero, nie napisałam, ze taki model jest dla kobiety korzystniejszy. Napisałam, ze mnie taki odpowiada - a przyznasz, ze mam do tego pełne prawo :) Mam wrażenie, że chociaż głosisz dość zdecydowane prokobiece poglądy i chcesz walczyć ze stereotypami, to właśnie sama uległaś jednemu z nich :) Feministyczna tendencja każąca kobiecie stać się dokładnym przeciwieństwem dawnego wzorca (wzorca kobiety uległej i podległej) nie bierze pod uwagę bogactwa ludzkiej natury. To są pewne skrajności – jeśli nie jesteś całkowicie niezależna, to znaczy, że jesteś podległa. Jeśli podoba Ci się zachwyt w oczach męża, to znaczy, że nie znasz własnej wartości. Jeśli nie pracujesz, to znaczy, ze mąż Cię zniewolił i co gorsza odmawia Ci możliwości decydowania o własnym losie. By oddać istotę sprawy, przykłady z lekka wyolbrzymiam. Taka postawa odbiera człowiekowi prawo do samostanowienia, do budowania życia w sposób, jaki jest dla niego najlepszy, najkorzystniejszy i jaki daje mu najwięcej szczęścia. Taka postawa paradoksalnie trąci seksizmem: Odczarowano kobietę, która nie jest już naiwną kurą, wrażliwą romantyczką, mającą skłonność do fałszywego interpretowania emocji (szczególnie emocji mężczyzn), ale nie odczarowano mężczyzny, który pozostał zwierzęcym łowcą kierowanym przez żądzę i nie potrafiącym zapanować nad popędem. Jest tu wyraźnie widoczna niekonsekwencja, która sprawia, ze kobieta nie ma prawa do życia w sposób, jaki jej najbardziej odpowiada, ponieważ choć ona się zmieniła, mężczyzna pozostał od wieków taki sam. Kobieta nie ma więc współcześnie prawa konsultować z mężczyzną swoich wyborów, by nie zostać posądzoną o całkowitą podległość, nie ma prawa zajmować się domem, by nie zostać posądzoną o brak ambicji, nie ma wreszcie prawa po prostu potrzebować obecności swojego mężczyzny, by nie zostać posądzoną o brak samodzielności i zniewolenie. Taka postawa nie pozwala na istnienie odmienności, różnorodności, bogactwa zachowań i wzorców. Kreowany wizerunek jest dla wielu kobiet niemożliwy do spełnienia. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna mogą być łowcami, zdobywcami, ale mogą też być zwierzyną łowną. Dajmy im możliwość podjęcia decyzji i nie podważajmy sensowności ich wyborów. Świat ma prawo być różnorodny :) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 16:13 Przyznaję ci do wszystkiego prawo. ;-) Pisałam tylko o moich wyborach. Nie wkładaj mi w usta słów, których nie napisałam i nie zaczynaj nużącej dskusji o feminiźmie i jego postulatach. To w jaki sposób zachowuję się w stosunku do facetów wynika raczej z mojego temperamentu i intuicji do odnajdywania dróg, które są dla mnie dobre. Tak było już, kiedy byłam nastolatką, a było to w zamierzchłych komunistycznych latach osiemdziesiątych, kiedy słowo feminizm nie istniał jeszcze w słowniku polskich kobiet. Nikomu nie odbieram możliwości wyboru, ani kobietom, ani mężczyznom, jeżeli tak zrozumiałaś moje słowa, to zrozumiałaś je całkowicie fałszywie. Doskonale wiem też, że wszystko da się tłumaczyć na dwie strony. Nie chce mi się nawet dyskutować na temat feminizmu, ale to co o nim piszesz jest nieprawdą. Nikt nie każde stawać się kobietom w każdej sytuacji przeciwieństwem uległej i podległej. To jest propaganda. Trochę mniej przerysowanych ideologicznych definicji, a trochę więcej praktycznie stosowanego równouprawnienia płci. ;-) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Problem sercowy 22.05.09, 08:56 Pierwszalitero, nie ja zaczęłam dyskusję wykorzystującą „zdobycze” feminizmu. Terminu „feministyczny” użyłam pierwsza, ale to Ty przywołujesz feministyczne postulaty. Być może nikt nie każe stawać się kobietom w każdej sytuacji przeciwieństwem uległej i podległej, ale to Ty, pisząc o tradycyjnym modelu rodziny i umacnianiu przekonanie o męskiej sile i aktywności oraz kobiecej wstrzemięźliwości i braku własnej zdecydowanej opinii, przywołujesz klasyczne hasła i wyjątkowo przerysowane definicje, a nie – jak byś chciała - praktyczne równouprawnienie. Praktyczne równouprawnienie powinno dotyczyć obu płci, nieprawdaż? Nie wymiguj się więc od dyskusji, poza tym ze mną jeszcze nie dyskutowałaś, może mam ożywcze poglądy:) Piszesz: „Ja też nie jestem zdania, że ktoś, komu coś takiego się zdarzyło będzie miał więcej skłonności do rozglądania się po bokach.”, a wcześniej pisałaś: „A co jak facet zasmakował w łowach?” Moim zdaniem zaprzeczasz sama sobie - jak łowił to zawsze będzie łowcą, ale jak raz skoczył, to skoczkiem nie musi zostać? Odpowiedz Link
pierwszalitera jul-kaa 22.05.09, 14:37 Zauważ, że pisząc "Ja też nie jestem zdania, że ktoś, komu coś takiego się zdarzyło będzie miał więcej skłonności do rozglądania się po bokach.” oraz „A co jak facet zasmakował w łowach?” dopuszczam różnorodność i wszechstronność ludzkich zachowań i decyzji. Męskich też. Nie wzoruję się na żadnych postulatach i szytwnych normach. Czego ty właściwie ode mnie oczekujesz? Że z właściwością betonu uprę się na jedno stanowisko? Akurat tego tu nie zrobię, bo ja nawet moje własne życiowe priorytety staram się dopasować do konkretnej sytuacji. Po zapoznaniu się z potrzebnymi faktami. W podkładniu szabloników lepsi są inni. ;-) Możesz zarzucić mi ewentualnie brak moralnych zasad, ale to mnie akurat najmniej boli. A pisząc o sytuacjach, w którym nie znam wzystkich parametrów, rozważam rzeczy, które są możliwe. Teoretycznie możliwe. Bo wcale nie wymagam, by mleko w tubce kierowała się moimi radami. Wcale nie chodzi mi przekonywanie kogoś o mojej racji, tylko lubię, gdy ludzi zmusza się do myślenia i zastanowienia nad własnymi utartymi poglądami i automatyzmami. Niekiedy trzeba ich przy tym wyprowadzić lekko z równowagi. ;-) A, że użycie słowa tradycyjny i kilku innych przypadkowych określeń nakłoniło cię do dyskuji o feminiźmie? To było tylko i wyłączenie twoje skojrzenie. Gdybyś wiedziała coś o komunikacji, to przyszło by ci samej do głowy, że to co dociera do odbiorcy, to nie zawsze to samo, co miał na myśli nadawca. ;-) A polska dyskuja o feminiźmie dlatego mnie mierzi, bo żyję w kraju europejskim, w którym nie dyskutuje się już o teoretycznych podstawach, najwyżej o lepszym lub gorszym stopniu wprowadzenia tych postulatów w życie. Tu gdzie mieszkam żadna kobieta nie ma problemu do otwartego przyznania się, że jest feministką, nie musi jednak wpisywać tego na sztandar i być dumna z własnej odwagi, bo na miarę skandalu medialnego są raczej te, które oświadczają, że feministkami nie są. Dlatego w pewnym sensie nie wchodzi mi do łba, że w Polsce jest tyle kobiet, które bronią się nogami i ręcami przed nieuchronnymi zmianami w stosunkach między płciami. Kilka razy zaanagżowałam się w taką dyskusję i chyba już mi się nie chce. Wolę poczekać na naturalną kolej rzeczy. ;-) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 07.06.09, 16:45 Mam wrażenie, że jestem coraz bliżej celu... obym nie zapeszyła ;) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 20.05.09, 17:32 jestem młoda, nie zetknęłam się jeszcze z jakimkolwiek zjawiskiem nierównouprawnienia osobiście, ale ja słowo feminizm definiuję właśnie jako wolność wyboru, której kobiety dawniej nie miały. Chcę poświęcić życie rodzinie? cudownie- mój wybór. Chcę się oddać karierze? Też dobrze- znowu mój wybór itd w każdym aspekcie życia. Każda z nas jest inna więc nie możemy dać się wtłoczyć w jakikolwiek schemat narzucony przez środowisko. Same musimy zadbać o własne szczęście, które dla każdej z nas znaczy co innego. Ważne, żeby wiedzieć czym jest ono dla mnie- nie dla mojej mamy, przyjaciólki, czy koleżanki z forum, ale skoro walczymy o wolność wyboru- nie negujmy wyborów innych osób Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 12:05 beauty-gosiek napisała: > to ja jestem taka naiwna, nie wyobrażam sobie sytuacji że jakaś inna > podziała na mojego męża. Uważam że prawdziwe uczucie można > przeciwstawić fizyczności Wyobrażać sobie nie musisz, tak samo jak wiele kobiet nie potrafiło sobie wyobrazić, a potem uderzył je grom z nieba. ;-) Ale tu nie o to chodzi, że chcę udowodnić, że każdy facet poleci na fizyczność. Na pewno nie każdy. Należy tylko nie być naiwnym i wiedzieć, że to normalne, że są kobiety, które na niego działają. Poza tym, co to jest prawdziwe uczucie? Niektórzy bez satysfakcjonującej fizyczności, szczególnie wielu mężczyzn, czują się w związku nieszczęśliwi, więc zamiast dzielić uczucia na prawdziwe i mniej prawdziwe, warto na chwilę oderwać się od naszych wyobrażeń o wielkiej miłości, podpatrzonych w romantycznych komediach i zainteresować się też czasem jakie wyobrażenia na ten temat ma nasz partner. ;-) Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 20.05.09, 15:16 pierwszalitera napisała: Należy tylko nie być naiwnym i wiedzieć, że to normalne, że są kobiety, które na niego działają. To ja wolę tego nie wiedzieć, nie wyobrażać sobie i nie myśleć, inaczej bym się załamała. Wolę myśleć że są kobiety które mu się podobają ale nie wzbudzają w nim tym samym pożądania Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 15:56 beauty-gosiek napisała: > To ja wolę tego nie wiedzieć, nie wyobrażać sobie i nie myśleć, inaczej bym się > załamała. > Wolę myśleć że są kobiety które mu się podobają ale nie wzbudzają w nim tym sam > ym pożądania Ciebie coś takiego może załamuje i napełnia strachem, mnie wręcz przeciwnie, pozytywnie motywuje do starań o mój związek. Poza tym pozwala z czystym sumieniem od czasu do czasu do figlarnych myśli na temat innych facetów. ;-) Dlaczego nie? Dając sobie trochę umownej wolności zbliżamy się paradoksalnie do partnera, bo nasz wybór staje się wtedy bardziej świadomy. Ale może związane jest to też z moim wiekiem. Z czasem człowiek staje się pewniejszy siebie i mniej zaborczy. ;-) Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 20.05.09, 16:31 pierwszalitera napisała: > beauty-gosiek napisała: > > > To ja wolę tego nie wiedzieć, nie wyobrażać sobie i nie myśleć, inaczej bym się załamała. > > Wolę myśleć że są kobiety które mu się podobają ale nie wzbudzają w nim tym samym pożądania > > Ciebie coś takiego może załamuje i napełnia strachem, mnie wręcz przeciwnie, pozytywnie motywuje do starań o mój związek. Poza tym pozwala z czystym sumieniem > od czasu do czasu do figlarnych myśli na temat innych facetów. ;-) Dlaczego nie? Dając sobie trochę umownej wolności zbliżamy się paradoksalnie do partnera, bo nasz wybór staje się wtedy bardziej świadomy. Ale może związane jest to też > z moim wiekiem. Z czasem człowiek staje się pewniejszy siebie i mniej zaborczy. a może związane jest to z pewnością siebie i poczuciem własnej wartości? a nawet na pewno :) obawiam się że mi tego brakuje z wiekiem chyba nie, nie jestem aż taka bardzo młoda no i może w grę wchodzi również charakter? Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 21:41 mleko_w_tubce napisała: > teraz prowadzę delikatną grę na zasadzie rozkochiwania go w sobie > ale w taki sposób, żeby myślał, że on sam na to wpadł :) a właśnie, czy to konieczne rozkochiwać kogoś w sobie, prowadzić gry, stosować sztuczki, nie może być tak że ktos pokocha kogos za to że jest jaki jest, tak po prostu? z biegiem czasu i dlatego że tak jest właśnie przeznaczone? no chyba że chodzi tu przede wszystkim o to że on zajęty więc trzeba jakoś zczególniej się starać.. nie wiem.. taka jakaś refleksja mnie naszła pisze to jako osoba nieśmiała, wstydliwa, nie stosująca nigdy sztuczek, msło przebojowa jak na te czasy i nie wyobrażajaca sobie sytuacji że to ja mam sie starać o faceta, być może to wszystko tłumaczy :) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 19.05.09, 23:43 beauty-gosiek napisała: > a właśnie, czy to konieczne rozkochiwać kogoś w sobie, prowadzić > gry, stosować sztuczki, nie może być tak że ktos pokocha kogos za to > że jest jaki jest, tak po prostu? z biegiem czasu i dlatego że tak > jest właśnie przeznaczone? > pisze to jako osoba nieśmiała, wstydliwa, nie stosująca nigdy > sztuczek, msło przebojowa jak na te czasy i nie wyobrażajaca sobie > sytuacji że to ja mam sie starać o faceta, być może to wszystko > tłumaczy :) Każdy według własnego temperamentu. Istnieją jednak kobiety, które wolą same sięgnąć ręką, po to co najlepsze i co je uszczęśliwia, niż czekać, aż ktoś je zauważy. Okazać się bowiem może, że będzie nas chciał zawsze tylko ktoś, kogo my nie chcemy. ;-) W przeznaczenie też wielu już nie wierzy, na całe szczęście. Ale być może jednak nie spotkałaś tylko jeszcze nikogo, o kogo warto było się postarać? ;-) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 20.05.09, 00:57 pierwsza litera napisała: " Przecież nawet nic nie wiemy o stałym związku chłopaka" Już opowiadam :) Związek trwa jakieś 5 lat. On od przynajmniej 2 lat ma własne mieszkanie. Ona z nim nie mieszka. On mówi, że ją kocha i być może zechce się z nią ożenić. Czy to normalne? Ja rozumiem, że faceci lubią swoją prywatność itd, ale tak naprawdę z podobnego powodu rozstałam się z poprzednim facetem- też cały czas nie był gotowy na wspólne zamieszkanie. Dodam jeszcze, że mimo, że są ze sobą 5 lat, to ja widziałam tę dziewczynę może z 15 razy- prawie nigdzie z nim nie chodzi. Nie wiem kiedy oni się widują, bo przecież normalnie pracują itd. Wiem, że są ludzie, którym do szczęścia wystarczy bardzo mało- czyli np spotkanie raz w tygodniu, może u nich tak to działa, ale wydaje mi się, że niemożliwym jest, żeby wytrzymali ze sobą po ślubie ;) Ale być może jednak nie > spotkałaś tylko jeszcze nikogo, o kogo warto było się postarać? ;-) O to to! ja wcześniej też nie wyobrażałam sobie, żebym to ja miała się starać o faceta, chciałam być romantycznie zdobywana itd. Dopóki nie zaczęłam myśleć o Tym facecie ;) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 20.05.09, 01:10 zarin napisała: > Pomijając już kwestię jakiegoś współodczuwania z "lubianą" dziewczyną > przyjaciela, należałoby mieć na tyle instynktu samozachowawczego, żeby mieć > świadomość, że jeżeli facet zostawia partnerkę dla innej osoby, to prędzej czy > później potraktuje tę drugą tak samo, ewentualnie zrani w inny sposób - bo to > wyraźny znak, że nie interesują go uczucia drugiej strony i że jest mało odporn > y > na hormony, nowe wrażenia, różne fizyczne gry. tak jak napisała pierwszalitera: dopóki on sam nie będzie chciał to ja nic nie zdziałam. A jeżeli będzie chciał to oznacza, że jest nieszczęśliwy w obecnym związku.A jeśli jest nieszczęśliwy to wybacz ale uważam, że własne szczęście jest ważniejsze od empatii w stosunku do panny, która nie potrafi go uszczęśliwić. To tak jakbym ja miała wrócić do mojego byłego, bo on tak strasznie cierpi po rozstaniu ze mną- nie, niech se cierpi, ja już się nacierpiałam przez niego i nie zamierzam być dłużej matką teresą Odpowiedz Link
zarin Re: Problem sercowy 20.05.09, 21:22 Z tego co piszesz wynika, że Twój były jest człowiekiem toksycznym i robił niewybaczalne rzeczy, więc jak najbardziej zasłużył na zostawienie. Zostawienie partnerki bez powodu dla kogoś innego to jest zupełnie inna kategoria, to wyrządzanie ogromnej krzywdy osobie, która na to niczym nie zasłużyła. Jeśli się z kimś wiąże, to robi się to na własne życzenie i bierze się na siebie konsekwencje tego, w tym uczucia drugiej osoby. Ludzie na zostawienie reagują bardzo różnie, w tym załamaniem nerwowym czy nawet samobójstwem - i jest się za to wszystko odpowiedzialnym. Po prostu czasem zastanawiam się, czy naprawdę trzeba wszystkiego doświadczyć na własnej skórze, żeby umieć się postawić na miejscu danej osoby, mieć jakąś empatię. Dużo ludzi po kilku latach (czasem wcześniej) związku po prostu się nudzi i ma skłonność do racjonalizowania sobie tego, np. wyolbrzymiania mało ważnych wad i używania ich jako pretekstu do zerwania. Jeżeli w tym momencie pojawi się jakiś nowy obiekt, to tym prościej wytłumaczyć się, że jest się nieszczęśliwym w związku. Jak się sobie tego mechanizmu nie uświadomi i nie będzie ponad to, to naprawdę nie ma szans na nic dłuższego. Nie mówiąc już o tym, że takie ciche liczenie na to, że przyjaciel jest w związku nieszczęśliwy, zwłaszcza jeśli rzekomo lubi się jego partnerkę, to jest imho jakieś wyrachowanie. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 22:54 zarin napisała: Zostawienie > partnerki bez powodu dla kogoś innego to jest zupełnie inna kategoria, to > wyrządzanie ogromnej krzywdy osobie, która na to niczym nie zasłużyła. Jeśli si > ę > z kimś wiąże, to robi się to na własne życzenie i bierze się na siebie > konsekwencje tego, w tym uczucia drugiej osoby. Ludzie na zostawienie reagują > bardzo różnie, w tym załamaniem nerwowym czy nawet samobójstwem - i jest się za > to wszystko odpowiedzialnym. Wyolbrzymiasz. ;-) Mleko w tubce nie rozbija przecież długoletniego małżeństwa z trójką dzieci. ;-) A inna, bardziej pasująca dla nas osoba może być jak najbardziej powodem, by rozstać się ze starym partnerem. Związki to nie kamieniołomy, gdzie musimy poświęcać się do ostatniego oddechu. Każdy ma prawo do swojego szczęścia. Odejść można nie tylko, gdy ktoś robi nam krzywdę. Powodów może być mnóstwo. I może nawet lepiej teraz, niż po latach wspólnego pożycia, gdy okaże się, że małżeństwo zawarte z obowiązku i źle zrozumianej empatii było pomyłką. A ludzie, którzy po porzuceniu porywają się na próby samobójstwa mają zwykle inne zaburzenia psychiczne i trudno być za coś takiego odpowiedzialnym. I w ogóle co to z argument? Nie rzucę chłopaka, bo się zabije? Emocjonalny szantaż nie umacnia miłości. > Dużo ludzi po kilku latach (czasem wcześniej) związku po prostu się nudzi i ma > skłonność do racjonalizowania sobie tego, np. wyolbrzymiania mało ważnych wad i > używania ich jako pretekstu do zerwania. Jeżeli w tym momencie pojawi się jakiś > nowy obiekt, to tym prościej wytłumaczyć się, że jest się nieszczęśliwym w > związku. To są związki niedorzałe, w których początkowa fascynacja i zakochanie nie przerodziły się w głębsze uczucie miłości i przywiązania. Może nawet i lepiej, że się rozpadają. Ma się wtedy nową szansę na lepszy wybór. Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 21.05.09, 02:46 zarin napisała: Ludzie na zostawienie reagują > bardzo różnie, w tym załamaniem nerwowym czy nawet samobójstwem - i jest się za > to wszystko odpowiedzialnym. Totalne przegięcie według mnie. Mój były próbował we mnie wzbudzić podobne uczucia- wyskakiwał na środek ruchliwej ulicy, żeby mi pokazać jak bardzo cierpi. Na początku się tym bardzo przejęłam- dopóki nie zrozumiałam, że każdy jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie za własne życie (nie mówię tu o dzieciach, których jeszcze nie mam) i nawet jeśli rzeczywiście przejechał by go samochód to teraz już wiem, że nie byłaby to moja wina. Nie mówiąc już o tym, że takie ciche > liczenie na to, że przyjaciel jest w związku nieszczęśliwy, zwłaszcza jeśli > rzekomo lubi się jego partnerkę, to jest imho jakieś wyrachowanie. Ale ja naprawdę lubię tę dziewczynę, a że wolałabym, żeby nie była jego partnerką to zupełnie inna sprawa ;) Odpowiedz Link
beauty-gosiek Re: Problem sercowy 20.05.09, 07:07 pierwszalitera napisała: > beauty-gosiek napisała: > > > a właśnie, czy to konieczne rozkochiwać kogoś w sobie, prowadzić > > gry, stosować sztuczki, nie może być tak że ktos pokocha kogos za > to > > że jest jaki jest, tak po prostu? z biegiem czasu i dlatego że tak > > jest właśnie przeznaczone? > > pisze to jako osoba nieśmiała, wstydliwa, nie stosująca nigdy > > sztuczek, msło przebojowa jak na te czasy i nie wyobrażajaca sobie > > sytuacji że to ja mam sie starać o faceta, być może to wszystko > > tłumaczy :) > > Każdy według własnego temperamentu. Istnieją jednak kobiety, które > wolą same sięgnąć ręką, po to co najlepsze i co je uszczęśliwia, niż > czekać, aż ktoś je zauważy. Okazać się bowiem może, że będzie nas > chciał zawsze tylko ktoś, kogo my nie chcemy. ;-) W przeznaczenie > też wielu już nie wierzy, na całe szczęście. Ale być może jednak nie > spotkałaś tylko jeszcze nikogo, o kogo warto było się postarać? ;-) > nie jest tak źle :) mam własnego męża o którego nie musiałam zabiegać, na szczęście był wolny, na szczęście mu się spodobałam, a on mi, parę razy się spotkaliśmy i jakoś nie moglismy przestać, po prostu dobrze nam było razem spacerować i rozmawiać o wszystkim.. z czasem przyszła miłosć, a poznaliśmy się na zwykłym gg, pierwszy raz wtedy zaryzykowałam bo normalnie z nikim obcym się nie umawiałam i sie opłaciło :) Odpowiedz Link
kuraiko znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 01:39 wysyłałam tam CV niedawno (po raz kolejny zresztą). chce mi się płakać.... znowu wyślę, znowu nie odpowiedzą, za kilka tygodni znowu będą kogoś szukać :( a praca dla mnie spoko, bo 10 minut piechotką od domu :( Odpowiedz Link
kuraiko Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 01:43 aż mam ochotę jako "ps" napisać "może w końcu państwo raczą odpowiedzieć" :/ Odpowiedz Link
kuraiko Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 01:48 ... sprawdziłam... ostatnio wysyłałam tam CV 22 kwietnia... przekopiowałam zatem treść maila :P bez żadnych dopisków jednak :P najbardziej mnie upokarza, kiedy właściwie nie ma żadnych wymagań z wyjątkiem dyspozycyjności i "chęci do pracy", ewentualnie obsługa komputera, a i tak nie dzwonią... (zawsze mi przychodzi do głowy, że to chyba chodzi o to nieszczęsne zdjęcie) Odpowiedz Link
luliluli Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 08:28 Kuraiko, może oni mają jasno sprecyzowane acz zatajone wymagania - szukają cycatej blond d..y z tipsami w kwiatki oraz różową szminką na ustach?;)) nie pękaj, naprawdę miałabyś ochotę schować w kieszeń swoją stanikową wiedzę i wciskać kobiety w te drogie worki? Odpowiedz Link
kuraiko Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 17:08 osoba bezrobotna nie powinna wybrzydzać, kiedy na dodatek jest mało ofert pracy ;) tak na serio, to oczywiście że mam wątpliwości, co bym zrobiła gdyby przyszła np dziewczyna o posturze mojej przyjaciółki, z ok 60-65cm pod biustem i miseczką zdecydowanie większą niż np 65B (co jeszcze można znaleźć jako stanik dla nastolatki) :/ ale nie mogę sobie pozwolić na olewanie ofert pracy, zwłaszcza tak blisko domu, bo łatwo policzyć ile bym oszczędzała miesięcznie na dojazdach. Odpowiedz Link
milstar Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 17:07 Praca 10 minut od domu, a Ty wysyłasz aplikację MAILEM???????????? A może byś tak osobiście poszła? Odpowiedz Link
kuraiko Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 17:14 oni wymagają wysłania aplikacji. dzwoniłam do kobiety i mówiłam, że mogę zanieść osobiście, bo mieszkam blisko, ale powiedziała, żeby wysłać :/ z drugiej strony może tak jest dla nich lepiej, tzn może planują zwolnić jakąś dziunię, a gdyby podania przechodziły przez jej łapki, to może lądowałyby w koszu ;) czasem mam takie podejrzenia jak się oddaje cv w ręce pracownic Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 30.06.09, 15:12 to już wprawdzie dawno było, ale z moich doświadczeń szukającej pracy wynika 1. pchać się do szefa/dyrektora zawsze i pod jakimkolwiek pretekstem - zawsze w rozmowie można coś więcej sie dowiedzieć (choćby "juz mam kogoś") 2. czasem opłaca się przeanalizować swoje CV i zrezygnowac z wpisywania wszystkich doświadczeń zawodowych, skończonych szkół, a podkreslić w liście, ze zna się to, czego wymagają.. Odpowiedz Link
annasi23 Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 10:33 Już nie mam siły, nie wiem, jak do niego trafić. Już tyle razy o tym myślałam, tyle razy przerabiałam to na wszystkie strony, że już nie chce mi się tego opisywać. W skrócie wygląda to tak: jesteśmy prawie 4 lata po ślubie, mamy dwoje dzieci (3 lata i rok). Mąż STALE pracuje. Od poniedziałku do niedzieli (pracuje na uczelni, w tygodniu sprawy uczelniane, w weekendy studia podyplomowe). Wolny weekend ma może raz na trzy miesiące. Ja siedzę w domu z dziećmi - starsza chodzi do żłobka. Nie daję rady już psychicznie, ciągle sama. Najgorsze są weekendy, chciałabym pójść do kościoła, zabrać dzieci na rodzinną wycieczkę, ale nie da rady. Mam tylko dwie ręce. Głupio mi ciągle prosić o pomoc rodzinę. Wkurzam się na siebie, na dzieci, coraz częściej mam tego wszystkiego dosyć. Tłumaczę facetowi, że tak nie można, że ja mam potrzeby i że dzieci za nim tęsknią, że wykończy samego siebie i naszą rodzinę. Ale on już nie może tego słuchać, bo w sumie za każdym razem jest to samo. Odwraca się, wychodzi, albo kończy rozmowę. Nawet już nie próbuje dyskutować. Nie wiem, czy to ja histeryzuję, może powinnam go zrozumieć (staram się), czy on przesadza? Chciałabym, żeby ktoś spojrzał obiektywnie na naszą sytuację, ale to niemożliwe. Ostatnio myślę o najgorszym. Zastanawiam się nad rozstaniem - skoro jego prawie wcale nie ma w domu, a nawet jak jest, to ma jakąś pracę - to po co się męczyć nawzajem? Szkoda mi dzieci, zwłaszcza starszej córki, która za nim tęskni, kocha go niesamowicie, a jego ciągle nie ma, albo musi coś zrobić. Owszem, zajmie się nią wieczorem, pogada, położy spać (jak już jest z nami, to jest świetnym tatą), ale to się zdarza naprawdę rzadko. Czy on mnie, nas unika? Ucieka? Jak to się stało, że kiedyś się rozumieliśmy, potrafiliśmy przegadać całą noc, albo robić razem ciekawe rzeczy - a teraz tylko walczymy o odrobinę przestrzeni dla siebie? Wstyd mi przed samą sobą, że poniosłam taką porażkę. Co zrobiłam, co robię źle? Przepraszam za chaos, ale nie wiem jak to wszystko wyrazić. Jestem w stanie wyartykułować tylko niewielką część tego, co czuję. Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 12:55 Annasi23, to bardzo poważna sprawa i raczej nie oczekuj, że ktoś tu na forum mógłby wiedzieć, co robić w twojej konkretnej sytuacji. Najlepiej, by było, byście znaleźli kogoś kompetentnego, kto potafiłby pomóc. Być może psycholog rodzinny, albo inny terapeuta? Możesz udać się do niego na początek sama, by otrzymać pierwsze wskazówki, bo na pewno będzie konieczna praca obu partnerów. Wygląda na to bowiem, że straciliście zdolność do komunikacji. Oboje poruszacie się trochę w ślepych uliczkach, używając jedynego znanego wam schematu i nie wiecie jak z tego wyjść. Być może oboje jesteście zmęczeni status quo i każdy z was reaguje, w sposób, który zna, a mężczyźni bardzo często unikają w takich sytuacjach bezpośredniej konfrontacji. Być może twój mąż czuje się bezsilnie i unika dlatego rozmów na ten temat, bo wydaje mu się, że zepsułby jeszcze bardziej wszystko między wami? To znaczy, że niekonieczenie jest to zła wola z jego strony, tylko po prostu brak pomysłu, a faceci niechętnie przyznają się do słabości. Czasem nawet wolą zrezygnować ze wszystkiego, co jest im ważne i kochane, byle nie pokazać, że nie panują nad sytuacją. Nie znaczy, to jednak, że nie cierpią z tego powodu. Być może wysyłasz też nieświadomie jakieś sygnały, które on fałszywie rozumie? Drążysz, masz prentensje, przypominasz o obowiązkach, zarzucasz mu brak kompetencji? A pytałaś też kiedyś o jego potrzeby? Pytałaś jak on wyobraża sobie idealny weekend? Może stawiasz też swoją poprzeczkę za wysoko? Układasz idealny model szczęśliwiej rodziny, który jest trudny do zrealizowania? Rozmawialiście wsześniej o tym, jak wyobrażacie sobie życie rodzinne, czy wydawało ci się po prostu, że on akceptuje twoją wersję? Możliwości interpretacji jest bardzo wiele, więc tylko fachowiec jest w stanie załapać, o co u was chodzi. :-) Odpowiedz Link
m.mada Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 13:27 Zgadzam się z pierwsząliterą, że najlepiej byłoby wybrać się do specjalisty, najlepiej razem. Z drugiej zaś strony pamiętam, że zajmowanie się domem i dziećmi robiło mi bardzo źle na "głowę". Z jednej strony byłam wciąż zmęczona, bo roboty wciąż jest pełno (szczególnie jak wszystkim w domu zajmuje się jedna osoba), a i zabawa z dziećmi intensywna. A z drugiej strony byłam potwornie znudzona (bo ciągle robiłam to samo lub prawie to samo i każdy dzież wyglądał podobnie) i przez to jeszcze bardziej zmęczona. Pomogło mi pójście do pracy na kawałek etatu - dwa dni w tygodniu. Doszło mi wtedy zajęć i obowiązków, ale zwiększyła się ich różnorodność, to pozwoliło mi odetchnąć, zmieniać kontekst. Taka zmiana nie rozwiąże problemów z mężem, ale może poprawić samopoczucie, a wtedy łatwiej rozwiązywać problemy, bo można spojrzeć na nie z innej strony. Odpowiedz Link
gumis323 Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 16:05 Czy on mnie, nas unika? Ucieka? Jak to się > stało, że kiedyś się rozumieliśmy, potrafiliśmy przegadać całą noc, albo robić > razem ciekawe rzeczy - a teraz tylko walczymy o odrobinę przestrzeni dla siebie > ? > Wstyd mi przed samą sobą, że poniosłam taką porażkę. Co zrobiłam, co robię źle? Zgadzam się z moimi poprzedniczkami, że żadna z nas nie jest w stanie Ci pomóc, a jedynie specjalista. Niemniej jednak chciałabym Cię trochę pocieszyć i zwrócić Twoją uwagę na pewne sprawy.Napisałaś że "Kiedyś się rozumieliśmy", kiedyś to kiedyś tamto. Moim zdaniem-my kobiety-za bardzo rozpamiętujemy to co było wczoraj,sprawy które już minęły przesłaniają nam teraźniejszość przez to nie potrafimy odnaleźć się w rzeczywistości.Nie doceniamy dnia dzisiejszego tylko tak sobie rozpamiętujemy...rozpamiętujemy..."Aaaa kieedyś to ja byłam piękna....kiedyś to ja miałam dobrego męża...." Masz dwójkę zapewne wspaniałych dzieci, które dają Ci radość, należy to docenić, a to co przeszkadza Ci w relacjach z mężem jak najszybciej zmienić, jeżeli będziesz to odkładać na później to nie zmieni się Twoja sytuacja.Mówisz też że Twoje tłumaczenie na nic się zdaje:zmień taktykę (w tym również może pomóc Ci specjalista).Zamień słowa w czyn,życzę powodzenia. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 18:48 Rzeczywiscie ,sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna, tym niemniej bez specjalisty sie nie obejdzie. Radzilabym jednak dobrze poszukac, najlepiej, gdybys mogla zaobserwowac efekt jego pracy w swoim otoczeniu, bedziesz wiedziala, czy o takie efekty ci chodzi. Podejrzewam, ze ewentualna terapia bedzie dlugotrwala, trzeba sie bedzie uzbroic w cierpliwosc, ale przy dobrym terapeucie i uczciwej pracy nad soba i Waszym zwiazkiem powinniscie byc zadowoleni z rezultatow, jakie by one ostatecznie nie byly. Natomiast pozytyw, ktory widze, i na ktorym nalezy bazowac to to, ze kiedys sie rozumieliscie, mieliscie duzo punktow wspolnych, co znaczy, ze nie zostaliscie para przez przypadek i to porozumienie bedzie mozna odbudowac, choc moze tym razem na nieco innych podstawach. Jednak jest cos, co Was laczy, a to juz duzo (w koncu zaskakujaco duzo zwiazkow powstaje nawet bez jakiejkolwiek poczatkowej bazy, z przypadku lub innych powodow). Natomiast jesli chodzi o Ciebie, to rzeczywiscie doradzalabym poszukanie sobie jakies pracy na pol lub cwierc etatu, zajecia samorozwojowe (zwlaszcza ruchowe, np. taniec brzucha, gimnastyka, yoga itd), studia podyplomowe itp. Nie mam dzieci, ale doswiadczylam na wlasnej skorze jak to jest, kiedy sie siedzi zamknieta w domu i zajmuje tylko gospodarstwem - myslalam, ze zwariuje, a u mnie to trwalo tylko 3 miesiace i nasz zwiazek doszedl juz do takiego punktu, ze musialam wyjechac, aby to wszystko sie zupelnie nie posypalo. W kazdym razie zycze powodzenia i trzymam kciuki! :) Odpowiedz Link
annasi23 Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 21:39 Jeśli chodzi o zajęcia - chodzę trzy razy w tygodniu na gimnastykę - wprawdzie z dzieckiem, ale zawsze. Zapisałam się też na kurs niemieckiego, do tej pory chodziłam twardo, ale ostatnio opuszczam, bo nie mam z kim zostawić dzieci - mąż oczywiście w pracy, a babcie już głupio mi prosić (obie pracują, też przychodzą do domu zmęczone, a dwoje dzieci to podwójna robota). Od września idę do pracy - starsza córka idzie wtedy do przedszkola, młodsza do żłobka. To już postanowione. Ale nie wiem, czy to zasadniczo zmieni coś w naszych relacjach. Ja i tak wciąż będę miała cały dom na głowie, dojdą do tego problemy logistyczne - odbieranie i zawożenie dzieci, zakupy itd. Jego i tak nie będzie w weekendy, ja z maluchami, nie będę miała do kogo buzi otworzyć. Ale najgorsze jest to, że on nie wykazuje najmniejszej woli zmiany. On twierdzi, że tak musi być i już. To mnie boli - że przecież gołym okiem widać, że jest źle, że tak nie może być, a on twierdzi że jest dobrze. Tak mu wygodnie. Czasami się zastanawiam, czy go jeszcze kocham. Naprawdę z trudem sama się przed sobą do tego przyznaję. Obojętność na mnie i na moje problemy powoduje, że ja też robię się obojętna. Kiedy się pobieraliśmy, kochaliśmy się do szaleństwa. Nie chcę, żeby to się tak byle jak skończyło, ale naprawdę nie wiem, co mogę zrobić. On się nie da zaciągnąć do specjalisty, twierdzi, że nie wierzy w te wszystkie terapie, a w ogóle to nic takiego nam nie jest potrzebne - przecież jest dobrze, a ja histeryzuję. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 22:15 > Od września idę do pracy - starsza córka idzie wtedy do przedszkola, młodsza do > żłobka. To już postanowione. To super, mysle, ze to mimo wszystko duzo zmieni dla Ciebie, nawet, jezeli nadal bedziesz miala wszystko na swojej glowie (to osobny problem :( On twierdzi > , że tak musi być i już. To mnie boli - że przecież gołym okiem widać, że jest > źle, że tak nie może być, a on twierdzi że jest dobrze. Tak mu wygodnie. No w to, ze mu wygodnie, to nie watpie...Nie napisze, co mysle o takich facetach, bo to jednak Twoj maz, wiec z szacunku do Ciebie... A to on z takich bardzo tradycyjno-patriarchalnych? Bo to rzeczywiscie moze byc wtedy problem... A jak to jest u niego w domu? Zastanawialas sie, jaki model realizowala jego rodzina na podobnym etapie (w sensie-mlode potomstwo)? Poszukaj tu wskazówek. > On się nie da zaciągnąć do specjalisty, twierdzi, że nie wierzy w te wszystkie > terapie, a w ogóle to nic takiego nam nie jest potrzebne - przecież jest dobrze > , a ja histeryzuję. Fakt, ze sa specjalisci i "specjalisci", ale mediacja kogos trzeciego moze naprawde duzo dac, tylko ze wtedy obie strony musza chciec przyznac sie do popelnionych bledow...a tej checi nie ma po stronie Twojego meza...Latwiej mowic o babskiej histerii...Smutne to wszystko.. Mimo to, zycze powodzenia i sciskam mocno. Moze uda sie go jakos przekonac. A gdybyscie pozbyli sie dzieci na kilka dni i sprobowali sie na spokojnie zastanowic nad Wasza sytuacja? Moglabys oczywiscie pojsc wczesniej do terapeuty, zeby dowiedziec sie, jak taka rozmowa pokierowac i jak trzymac swoje (i meza!) emocje na wodzy. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: Nie mogę się dogadać z mężem 30.06.09, 15:23 heh, dostałas niezłe rady, ja ja tylko dodam od siebie, coś co niedawno czytałam o facetach, a co mnie urzekło Właściwie to nie było o facetach, a o wychowaniu szczeniąt ;-) jest tak: jak szczeniak przychodzi do właściciela - powinien być zawsze nagrodzony. Jeżeli właściciel krzyczy i złości się, pies się boi - a to nie sprawia nigdy że przyjdzie chętnie. Najlepszym sposobem, na oddalanie się szczeniaka - jest odejść w przeciwnym kierunku. (no i kiedy przybiegnie, znowu go nagrodzić). Do tej pory, zawsze sprawdzało mi się z psami. Z facetami nie zawsze umiałam być konsekwentna.. Odpowiedz Link
martvica Poczta mnie wkurza! 04.06.09, 12:53 Kupiłam ostatnio zapas farby do sierści u producenta - 17 maja płacone; stanik na Allegro - 25 maja, drugi 28 maja. I tak sobie czekam i czekam, mamy 4 czerwca i te dwie pierwsze przesyłki chyba powinny dojść? Bo w międzyczasie, znaczy 25 maja płaciłam za akcesoria do robienia biżuterii i przyszły grzecznie po paru dniach. Bu. Odpowiedz Link
psuj-ka Re: Poczta mnie wkurza! 04.06.09, 13:58 Nie martw się, na pewno niedługo dojdą :) a druga sprawa, czy sprzedający je już na pewno wysłali i kiedy to zrobili? bo często myślimy, że to wina poczty, a okazuje się, że sprzedawca wysłał późno ;) Odpowiedz Link
martvica Re: Poczta mnie wkurza! 05.06.09, 12:47 Farby nadal nie doszły, staniki tak. I nie pasują. Oba. :(((((((((((((((( Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 07.06.09, 23:16 Trzymajcie za mnie kciuki, jade (100 km od terazniejszego miejsca zamieszkania) jutro na rozmowe o prace, grrr. Stres okropny. Odpowiedz Link
wariamiktoria Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 08.06.09, 08:45 Kciuki trzymam, może już nie przeczytasz ale odczujesz :) Odpowiedz Link
melmire narzucona "przyjaciolka" :( 08.06.09, 04:31 No dobra, wurzucam z siebie zale, ostrzegam ze bedzie dlugie i niekoniecznie uporzadkowane i z sensem. I niekoniecznie obiektywnie. I w ogole malo elegancko, bo bede obgadywac na calego. Osoby dramatu : ja, istota asocjalna, potrzebujaca duzo czasu na bycie sama ze soba, i z malym parciem na robienie rzeczy w grupie moj malz jego przyjaciel partnerka przyjaciela vel "przyjaciolka" Przyjaciel malza znalazl sobie dziewczyne. Zamieszkami sobie razem, bardzo blisko nas. Dziewczyna ma dwadziescia lat, i skomplikowana osobowosc. Nie wychodzi nigdzie sama, boi sie rozmawiac z ludzmi (do placenia za zakupy deleguje partnera), jest tak niesmiala ze od patrzenie pod nogi zdeformowal jej sie kregoslup...a z drugiej strony ta niesmialosc nie przeszkadza jej umieszczac w necie swoich polnagich zdjec. I dawac adresy znajomym, nie ostrzegajac ich o rodzaju zdjec. Nie wiem jak wy, ale ja niekoniecznie odczuwam potrzebe wiedzy o tym jak wygladaja moi znajomi nago. I dziewcze to nie pracuje - nie ma tutejszej matury, nie ma zadnego fachu w reku, za to ma charakter jak wyzej opisany, co skutecznie uniemozliwia jej szukanie pracy. Jej chlop pracuje, wiec ona nudzi sie sama w domu. Ja niestety tez nie pracuje( z tym ze ja sie nie nudze). Przebolalabym problemy finansowe itp, gorzej ze oni chca zebym ja sie nia zajmowala. Wyprowadzala na spacerek przynajmniej raz w tygodniu, po panienka potrzebuje ruchu, bo przybrala na wadze. Bo ja przeciez nie pracuje, wiec "nic nie robie"(?). Wczoraj dostalam email od znajomego, ze ona jest taka sama w nowym miescie, i ze on mi dziekuje ze jestem dla niej taka mila, i ze jest pewien ze bede dla niej dobra przyjaciolka. NIE NIE NIE nie bede kurna zadna przyjaciolka, wkurza mnie nieziemsko, porusza sie z predkoscia 2 km/h, i te dlugie spacerki dla zdrowia to dla niej dwa kilometry w tym tempie. Ja chodze szybko, wleczenie sie noga za noga powoduje u mnie, hmmmmmm, irytacje? Na dodatek jak juz mowilam wkurza mnie, nie mamy sobie NIC do powiedzenia, niepodobne poczucie humoru, no po prostu nie da rady, nie klei sie miedzy nami, a na dodatek chyba zwyczajnie jej nie lubie. To na dodatek ten typ co do swojej niesmialosci dorabia sobie teorie. Ludzie sa nie tacy jak powinni, dziwni, niedorosli, niemili wiec dlatego ona sie z nimi nie chce zadawac, a nie dlatego ze nie jest w stanie. Mamy wspolnego znajomego, w podobnym do jej wieku, i caly czas sie wysmiewa, tak z gory, ze och, jaki on dziwny, niezgrabny itp. Ale gosc przynajmniej w wieku 18 lat mieszka sam, pracuje sie i uczy, a nie siedzi i czeka az ktos sie nim zajmie. I mozna z nim pogadac. I tak wiec dwa razy w tygodniu (poza weekendami, bo w weekend sie widzimy "z urzedu") albo i czesciej dostaje maila : a moze bysmy poszly, a moze bys przyszla na obiad, a moze przyjdziecie na kolacje. A mnie rosnie w gardle gula,oblewaja zimne poty i zaczynam modlic sie zeby ich transfer na Polinezje Francuska zostal zatwierdzony, bo tylko taki dystans mnie uratuje. Szczerze mowiac, jestem na skraju ataku histerii. Jako osoba asocjalna moge spokojnie przezyc tydzien(alibo wiecej) nie widzac nikogo poza malzem, i dodatkowo nienawidze tego uczucia ze ktos gospodaruje sobie MOIM czasem, moim, moim, MOIM! Chlop chyba zaczyna myslec ze sie z wariatka ozenil. I co robic? Brutalne zerwanie kontaktow nie wchodzi w gre z racji na relacje malz/znajomy, pracy szukam goraczkowo wlasciwie tylko z mysla ze praca mnie uratuje przed zakusami "przyjaciolki", na wszelki wypadek planuje rozmaite zajecia wybierane pod katem niekompatybilnosci z teze "przyjaciolka" , ale juz po prostu nie wyrabiam :( Odpowiedz Link
wariamiktoria Re: narzucona "przyjaciolka" :( 08.06.09, 08:59 Namów ją na jakiś kurs, cokolwiek co zmusi ją do ruszenia tyłka. Ale bez specjalnych nacisków, jak nie wyjdzie to się nie przejmuj tylko powiedz o tym jej chłopakowi. Niech on też ją namawia, może mu się uda a jak nie to nie będzie mieć pretensji do ciebie - przecież próbowałaś. Jeśli jej tyłek rośnie to niech jej luby kupi karnet na aerobic, przecież nie będziesz jej osobistym trenerem. Hola, za to się płaci a nie wymusza na znajomych. Sad but true. Jak nie ma potwierdzenia matury to niech się za tym zakręci, eksternistycznie zrobi czy cóś przecież nie będzie na jego utrzymaniu non stop. A co jeśli jemu coś się stanie i będzie potrzebował jej pomocy? Rozpłaczą się razem nad losem i wejdą do wanny podciąć sobie żyły? Poza tym, jeśli ona ma taką osobowość co to zakupów nie pozwala jej samej robić a ekshibicjonizm jest ok niech się leczy do cholery jasnej. Nagość jest spoko, bardzo fajny i naturalny stan ale taka mieszanka chorobliwej nieśmiałości i ekshibicjonizmu to nieciekawa sprawa. Poza tym twoja osobowość też jest trudna i nie nadaje się na terapeutę, uświadom tego przyjaciela, że więcej może to przynieść szkody niż pożytku i jak bardzo mu na tym związku zależy to niech zbiera na leczenie a nie wymusza na tobie takie rzeczy. No i pogadaj z małżem żeby wiedział co chcesz zrobić bo jak pogadasz z jego przyjacielem a ten zadzwoni do małża w szoku po wygarnięciu prawdy to mogą się nie zrozumieć i klops gotowy. I trzymam kciuki za transfer, choć i tak maili się nie pozbędziesz. Odpowiedz Link
luliluli Re: narzucona "przyjaciolka" :( 10.06.09, 10:51 "nie mam czasu", "dziś nie mogę", "może pojutrze?" - wiem, że to niewiele rozwiązuje, ale do czasu, gdy będziesz się pojawiać na każdą komendę, ona na pewno nie przestanie Cię sobą dręczyć:) trzymam kciuki! i lepiej porozmawiaj ze swoim mężem, może jako jedna z osób dramatu, coś poradzi?:) Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: narzucona "przyjaciolka" :( 30.06.09, 15:31 melmire napisała: Szczerze > mowiac, jestem na skraju ataku histerii. Jako osoba asocjalna moge spokojnie > przezyc tydzien(alibo wiecej) nie widzac nikogo poza malzem, i dodatkowo > nienawidze tego uczucia ze ktos gospodaruje sobie MOIM czasem, moim, moim, MOIM > ! o boże, a co w tym ASOCJALNEGO??? toż to zupełnie naturalna reakcja zdrowego człowieka. brak Ci chyba asertywności, ale to jest coś czego można się nauczyć (a co czasem nie sprawdza się w stosunku do niektórych osób - wtedy najłatwiej zrezygnować z takich kontaktów, co jest trudne, gdy chodzi o przyjaciela męża..) Ale niezgoda na dysponowanie naszym własnym, prywatnym czasem jest NORMALNA! jestem tego w stuprocentach pewna ;-) Odpowiedz Link
bebe.lapin Fak fak fak!! 16.06.09, 18:35 Pelna kompromitacja!! Mam ladego maila z nazwiskiem, zalozonego specjalnie w celach oficjalno zawodowych, i co ja idiotka zrobilam?! Wyslalam maila z informacja, ze owszem, zainteresowana jestem propozycja pracy, z ...gazeto, ktory, jak same przyznacie, powazny to nie jest... I co amm zrobic? Wyslac jeszcze raz z tego porzadnego? Tak to juz jest, jak ktos robi powazne rzeczy w porannej nieprzytomnosci.. Odpowiedz Link
juannita Re: Fak fak fak!! 16.06.09, 21:23 To wedlug teorii psychoanalitycznej bylby chyba znak, ze podswiadomie nie chcesz tej pracy...;) Ale jezeli jednak jestes naprawde zainteresowana :), to chyba rzeczywiscie wyslij jeszcze raz z porzadnego adresu. Ja bym tak na Twoim miejscu zrobila. A latwo jest mi sie postawic na Twoim miejscu, bo mnie tego typu katastrofy zdarzaja sie nagminnie. Po prostu moja podswiadomosc szaleje ;) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Fak fak fak!! 16.06.09, 23:51 > To wedlug teorii psychoanalitycznej bylby chyba znak, ze podswiadomie nie chces > z > tej pracy...;) A wiesz, ze mozesz miec racje, bo w miedzyczasie znalazlam oferte moze mniej ambitna, ale bardziej by mnie urzadzala z punktu widzenia zycia prywatnego - w Paryzu :D... Ale to chyba bylo zwykle zidiocenie poranne :D Wyslac jeszcze raz jak gdyby nigdy nic, czy jakies slowko wyjasnienia (a wie pan, taka glupia jestem, nie wiem, co skad wysylam ;)? Odpowiedz Link
juannita Re: Fak fak fak!! 17.06.09, 16:30 Ja bym wyslala tak jak gdyby nigdy nic, bo tlumaczenie sie zawsze stawia na troche slabszej pozycji. Nic sie nie stalo, w koncu wyslanie maila z takiego adresu nie jest zbrodnia, mozna natomiast uwazac, ze wiadomosc z takiego adresu moze zostac latwiej odrzucona przez filtr antyspamowy. Wiec mysle, ze lepiej niczego nie tlumaczyc. To trzymam kciuki za kandydatury do obu ofert :) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Fak fak fak!! 17.06.09, 18:43 wyslalam bez tlumaczen, zobaczymy... Po prostu problem polegal na tym, ze facet zna francuski, a w tym jezyku moj nick znaczy cos w rodzaju "malego kroliczka", wiec sama rozumiesz, jaki to daje efekt...:D Odpowiedz Link
juannita Re: Fak fak fak!! 17.06.09, 20:35 Wiem co to znaczy ;) (12 lat we Francji/Belgii) No i dlatego mysle, ze az tak zlej konotacji twoj adres nie ma :) Odpowiedz Link
ametyst89 Egzamin... Historia. Hardcore. 18.06.09, 20:53 Jutro mam egzama z historii. Mimo gapienia się w notatki ostatnie dwa dni (i wcześniej jeszcze opracowanie pytań) nic nie umiem. W sesji dotychczas wiodło mi się bardzo dobrze, ale teraz wystarczy mi 3. 26 tematów, 13 UK, 13 USA. Siedze cały dzień (od czasu do czasu zerkając na Balkonetke :P) i nic. Nie wiem co robić, bo obawiam się, że nie zdążę :( Nie chce mieć poprawki we wrześniu :( Złoty środek? Cokolwiek? Super mocna kawa? :( Odpowiedz Link
ametyst89 Re: Egzamin... Historia. Hardcore. 19.06.09, 21:47 No i mam 4,5 :] Uwielbiam swojego wykładowce, przy nim od razu człowiek przestaje się stresować :) Za to jak rano potrzebowałam ciepłego słowa to zostałam olana przez mego już-nie-przyjaciela-a-nie-do-końca-faceta. Phi, faceci. Nie mają szans w konkurencji ze stanikami ;) Odpowiedz Link
madzioreck Re: Egzamin... Historia. Hardcore. 19.06.09, 22:21 No widzisz :) Z tego co pamiętam, to im bliżej egzaminu, tym bardziej nam się wydaje, że nic nie umiemy. A potem otwierają się odpowiednie szufladki :) Odpowiedz Link
ametyst89 :) 21.06.09, 17:43 Albo po prostu wykładowca nie dość, że ciacho to jeszcze bardzo sympatyczny człowiek ;) Stres znika od razu ;) Odpowiedz Link
emka25 nie rosną ... 20.06.09, 12:33 "jajka mi nie rosną " podkarmiam jak mogę : orzeszki , morelki ... a one znów nie rosną ...... ehhh Odpowiedz Link
emka25 Re: nie rosną ... 23.06.09, 19:48 na tyle , co by z tego dziecko było ;-) a one nadal nie rosną Odpowiedz Link
luliluli ;( 25.06.09, 08:55 Bardzo złe wydarzenie w bardzo zły dzień. Niech ktoś przewinie czas, żeby wszystko było już z tyłu... Odpowiedz Link
heidowata Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 12:10 Mam jutro egzamin z niemieckiego, robię certyfikat i stresuje się okropnie. Najbardziej części ustnej, która w niedzielę. Pisemną na pewno zdam, pytanie na ile. Sam egzamin jest moim zdaniem łatwy, przygotowuje się do niego od roku, ale w stresie zapominam o najbardziej podstawowych zasadach gramatyki i jeszcze mam problemy z wysławianiem się, bo w głowie pojawiają się same angielskie słówka. I w ten sposób potrafię zawalić najprostsze zadania. Matko to będzie taki wstyd nie zdać albo ledwo zdać, nie mówiąc już o marnotrawstwie kasy :(. Potrzebuję głównie kciuków (jutro do 9, a niedzielną godzinę mi wyznaczą. Oby nie 9 bo będę zaspana!). Odpowiedz Link
urkye Re: Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 13:32 Powodzenia! Będę trzymać kciuki:) A z ciekawości, który certyfikat robisz? I ile kosztują niemieckie certyfikaty? Odpowiedz Link
heidowata Re: Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 13:57 Zertifikat Deutsch (B1). Ten egzamin kosztuje 345 zł, następny (zamierzam zdawać w przyszłym roku, o ile nie będę musiała poprawiać ZD) 385 zł. W Instytucie Austriackim, gdzie ja robię, są zniżki dla uczestników kursów przygotowawczych (wtedy ZD kosztuje 265 zł). Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 18:09 EEE, zdasz na pewno, to nie jest takie trudne. Tylko się nie nakręcaj niepotrzebnie ;) Jeśli chodziłaś na kurs przygotowujący, to tym lepiej. Pewnie będziesz zdawać przed swoimi nauczycielami, którzy będą dbać o to, żebyś się nie stresowała; poza tym, akurat podczas takich egzaminów nikt nie musi sobie reperować ego złośliwie oblewając biednych delikwentów :D Trzymam kciuki! Odpowiedz Link
heidowata Re: Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 19:11 >poza tym, akurat podczas takich egzaminów nikt nie musi sobie > reperować ego złośliwie oblewając biednych delikwentów :D O to mnie podniosło na duchu, szczególnie że mówił mi to też mój nauczyciel. A egzaminatorów nie znam, ale podobno są sympatyczni ;). Odpowiedz Link
urkye Re: Egzamin z niemieckiego 27.06.09, 16:37 Dzięki za info:) Koniecznie daj znać, jak już będziesz znała wyniki:) Odpowiedz Link
heidowata Re: Egzamin z niemieckiego 27.06.09, 20:48 Dzisiejsza część była łatwa, kciuki podziałały. Nie obyło się bez zgadywania, ale jestem dzieckiem szczęścia i trafiłam :). Jutro o 11.20 ustny, ale po dzisiejszej części podchodzę do tego optymistycznie. Dzięki za kciukanie! Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Egzamin z niemieckiego 27.06.09, 21:57 Super, zycze powodzenia jutro. Przede wszystkim, nie denerwuj sie, jak zrobisz maly blad gramatyczny, tylko nawijaj dalej, a nie roztrzasaj w myslach, ze to "taki okropny blad".:) W koncu w nauce jezykow obcych chodzi o to, zeby moc sie porozumiec, a skoro to jest poziom nizszy-sredniozaawansowany, to nie musisz mowic jak nativ. Odpowiedz Link
lavaenn zero mobilizacji :/ 28.06.09, 19:29 przez ostatnie trzy tygodnie zdałam 8 egzaminów, jutro mam dziewiąty, najgorszy (biochemia fizyczna). czy to jest dziwne że ja już nie mogę, bo jestem tak zmęczona że nie wiem jak się nazywam? łażę cały dzień w kółko, wymyślam sobie wszystkie możliwe zajęcia, wiem że nic nie umiem ale i tak nie dam rady się nauczyć :/ i liczę tylko że będę miała szczęście i znowu obniżą próg do 20% tak jak kilka lat temu :P Odpowiedz Link
urkye Re: zero mobilizacji :/ 28.06.09, 20:33 Lavaenn, mam identycznie:D Też mam jutro ostatni egzamin, najgorszy, tematyka zupełnie nie w moim guście (niestety jestem typowy umysł ścisły i uczenie się historii to jest masakra:P), uczę się od kilku dni i czuję jakbym nic nie umiała-wszystko mi się myli, zasypiam średnio co godzinę, głowa mi odpada, czuję jakby zaraz miała wybuchnąć... Jak widzisz-u mnie sytuacja wygląda całkiem podobnie:P Trzymam za Ciebie jutro kciuki, oby się udało:D Odpowiedz Link
lavaenn Re: zero mobilizacji :/ 28.06.09, 23:34 update: nie ma to jak przedterminowy okres :P idę spać. urkye, powodzenia jutro :) Odpowiedz Link
urkye Re: zero mobilizacji :/ 29.06.09, 14:20 Pochwale się, a co:D Zdałam na bardzo dobre 3,5 yeeeeeah!!!! :DDD Egzamin był straszny, kobieta pytała o szczególiki, męczyła nas przez dobrą godzinę... uffff, jak dobrze, że mam to już za sobą:D A Tobie Lavaenn jak poszło? :) Odpowiedz Link
lavaenn Re: zero mobilizacji :/ 01.07.09, 13:26 nie wiem jakim cudem, ale zdałam, i to na 4 :))) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: zero mobilizacji :/ 02.07.09, 02:04 mam jutro egzamin ustny z przedmiotu, którego mój mózg w ogóle nie przyjmuje. Czytam, czytam i nic- równie dobrze mogliby po chińsku pisać. Kompletnie nic nie umiem i co gorsza, wiem, że nigdy się nie nauczę, bo mam wyjątkową awersję. Oczywiście przedmiot z gatunku takich co mi się nigdy do niczego nie przyda, ale zdać muszę. Tylko jak? Odpowiedz Link
urkye Re: zero mobilizacji :/ 02.07.09, 10:42 Przeżywałam identyczne katusze niedawno:P Powodzenia! Uda się, będę trzymać kciuki:) Odpowiedz Link
mleko_w_tubce Re: zero mobilizacji :/ 03.07.09, 02:59 No i sie nie udalo ;/. No ale coż... student bez poprawki jest jak zolnierz bez karabinu ;) Na szczescie cala reszta zdana Odpowiedz Link
camilcia wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 09:19 oj, muszę sobie popłakać trochę :( zazwyczaj jeździmy nad polskie morze, grzybowo/kołobrzeg, potem zahaczamy o znajomych na wybrzeżu, wychodzi tego ze 3 tygodnie w tym roku po okropnym czerwcu, jakoś mnie zdołowało, jak mam siedzieć w taką pogodę w wynajętym pokoju/mieszkaniu to dziękuję. gdyby nie dzieci (3 i 6) może nie przeszkadzałoby mi, czlowiek by pospal, poczytal itp itd pochodził na spacery w pelerynach :] chce nam się wszystkim słońca, piasku, wody - siedzenia na plaży, taplania w wodzie, opalania, no wygrzać się zanim jesień i zima przyjdzie zaczęłam szukać gdzieś gdzie cieplo, grecja, włochy (nie mamy paszportów, tylko dowody wszyscy, wystarcza jak latamy do UK) i już całkiem się załamałam, niby ceny promocyjne, jak wchodzę na strony, nie wygląda źle, jak przychodzi do końcowego wyliczenia niżej niż 8 nikt mi nie zaproponował buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu nie mam tyle na wakacje Odpowiedz Link
luliluli Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 10:36 <głaszcze> nie wiem, co poradzić:( pogoda jest koszmarna i nie wiadomo, jak długo to potrwa... znalezlismy z małżem biuro, które nie "udaje" promocji - podaje prawdziwą cenę od razu, a nie małym druczkiem na dole strony, może zerknij, czy nie ma czegoś dla Was:) w tym roku po raz drugi z mężem jedziemy do Grecji, w samolocie mieliśmy bardzo wiele rodzin z dziećmi, więc chyba nie jest źle;) Grecos Holiday, czy jak to sie pisze po angielsku:P Odpowiedz Link
camilcia Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 10:54 dzięki, od razu zadzwoniłam, policzyli mi 10tys za 4 os :( chyba muszę zmienić nastawienie ;) Odpowiedz Link
luliluli Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 11:09 ło matko!:| za dzieci tyle, czy taka długa wycieczka? hm, sama nie wiem, to może tak polskie morze jednak?;) ostatecznie, istnieje małe prawdopodobieństwo, że cały urlop będzie deszczowy. A podczas deszczu można odwiedzić jakieś fokarium, poszukać jeszcze jakichś atrakcji. I może tak zamiast Kołobrzegu zaszaleć z nowym miejscem? albo zrobić sobie wycieczkę w formacie 7+7 i najpierw odwiedzić Kołobrzeg, a później np. Trójmiasto? tam na pewno nie będziecie się nudzić w brzydką pogodę, a zawsze to jakaś odmiana i pobyt poza domem:) albo 2) krótsze, a co za tym idzie tańsze wczasy zagraniczne (tydzień zamist dwóch itd.) czy też szukanie ofert, gdzie niedrogo płaci się za dzieci? Kurka, nie sądziłam, że szukanie wakacji dla rodzin z dziećmi może być tak trudne:( Odpowiedz Link
camilcia Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 11:14 szukam na 2 tyg kryterium - słońce i plaża blisko ;P niby tyle się trąbi że dla dzieci zniżki - ja się jakoś nastawiłam, że to nie będzie aż tyle, nooooo 5tys mogłabym dać ;) no i lipiec chyba najdroższy, ale M akurat urlop wtedy i nie ma przebacz jakoś sobie poradzimy, tak tylko się chwilowo zdołowałam, że człowiek sobie nie może beztrosko pojechać na Majorkę polenić się trochę w tym sezonie ponoć Grecja i Majorka najtaniej :) napisałam jeszcze bezpośrednio do biur i kempingow we Włoszech - górny Adriatyk - Bibione i okolice, dojazd własny, zobaczymy :) a tymczasem u nas dziś piękne słoneczko :) Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 30.06.09, 15:38 ale włochy czy grecja w środku lata? brrr.. No i ceny też najwyższe. ja polecam morze śródziemne, ale w październiku - dużo miejsca, dużo słońca, a bez skwaru uniemożliwiającego ruch no ale pewno każdy lubi co innego.. Odpowiedz Link
camilcia Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 01.07.09, 07:12 noooo ja wiem to wszystko :) tylko, że mała juz do szkoly, nie mogę też rezerwowac wczesniej wycieczek - juz raz tak bylo ze M odwolali urlop a mieszkanie cale wykupione nad morzem - bylam sama z dziećmi - dziekuje bardzo ;) drugi raz sciągali go jak juz pojechalismy, trzeci raz nie dostal pozwolenia na wyjazd z kraju bo akurat kontrola gospodarcza, wyjazd na półroczny kurs 3 dni po rozpoczęciu kursu w trybie natychmiastowym i tysiace innych atrakcji zapewnione przez armię ;) jutro jedziemy nad morze polskie - u nas leje od 6 rano i się spać nie da taka burza jest :/ wygrzejemy się kiedy indziej ;) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 10:53 camilcia napisała: > oj, muszę sobie popłakać trochę :(ilcia A nie robi się już ładnie? Nie warto jednak w lipcu czy sierpniu pojechać nad polskie morze? Trzymaj się :) Odpowiedz Link
joankb Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 17:03 Sprawdź Chorwację - i raczej domek, bungalow. Na cztery osoby to nie wychodzi jakoś zabójczo. Plus jedzenie oczywiście - ale jak się ma kuchnię w domku to nie jest źle. To samo - Balaton To samo - Włochy W Grecji, na Majorce zżerają Cię koszty przelotu. Odpowiedz Link
heidowata Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 30.06.09, 14:53 Polecam Węgry, można nad Balaton lub znaleźć miejscowość ze źródlami termalnymi. Od 6 lat wybieram drugą opcję i jest bajecznie, kupujesz karnet i możesz korzystać z kilkunastu basenów (najciekawiej jest w Mezokovesd) od 9 do 20 (godziny podaję orientacyjnie ;)). Poza tym Węgry są dość tanim krajem i mają świetną kuchnię :D. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 30.06.09, 21:19 Wlasnie, moze Balkany albo Ukraina, ceny nie powinny byc okropne. Odpowiedz Link
kotwtrampkach Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 30.06.09, 15:40 z chorwacją moze być problem wynikający z braku paszportu (przy podróży samochodem i nieodpowiedniej trasie). To tylko tak da ścisłości Odpowiedz Link
prostokvashino operacja kolana 05.07.09, 18:46 No i mnie zoperowali. Krzyżowe więzadło. Buu, przeżyłam to juz raz - 2 lata temu. LTeraz leże, kolano spuchnięte jak bańka, krwiak się zrobił, boli. świra dostaję od leżenia/siedzenia, a jak ruszam się o kulach, to kolano boli jeszcze bardziej. A jeszcze przed operacją upatrzyłam sobie maskaradkę sorię, tak pięknie na mnie leżała, a nie miałam jeszcze wypłaty aby ją kupić.A jak dostałam pieniążki, to się dowiedziałam, ze za 2 dni mnie pokroją i muszę zapłacić za implanty. I tak oto pensja nie zdążywszy przyjść cała wyszła. Staniczka pewnie już nie ma. Ja zresztą teraz nie mam kasy, a muszę jeszcze chodzić na rehabilitację, która kosztuje. Taksówka tam, taksówka z powrtoem, 3 razy w tygdoniu. Przez miesiąc. Makabra. Zwariuję! Odpowiedz Link
jul-kaa Re: operacja kolana 08.07.09, 01:26 Prostokvashino trzymaj się! Ważne żeby noga była zdrowa, a maskaradkę znajdziesz taniej i na zdrowych nogach pognasz w niej w świat :) Odpowiedz Link
filipek135 Re: operacja kolana 08.07.09, 12:01 Abra, kadabra, plim!! Zaczarowałem. Nie zwariujesz. ;-) (Ps. Napisz za czas jakiś, czy czary podziałały, bo potrzebuję to do CV wpisać, że umiem i że działa). Odpowiedz Link
prostokvashino do filipek 135 09.07.09, 10:47 A rechotać umiesz?;) Bo to też warunek:) Odpowiedz Link
prostokvashino Re: operacja kolana i durny były 09.07.09, 11:08 Kurcze, opuchlizna jest ogromna:( Nogę mam jak by dziecko pomalowalo mi ją farbami, tylko miało 3 kolory: fioletowy, żółty i bordowo-brązowy. A kiedyś to była super-zgrabna nozia, co faceci się zapatrywali:(( I leżę taka, że nawet wycieczka do kibelka to wyczyn. I jeszcze były mi d* zawraca. W maju się rozstaliśmy. Wyjaśniliśmy wszystko, mi on nie pasował, bo w skrócie mówiąc żył bez celu ambicji, zainteresowań. To teraz próbuje mi cały czas pokazać, jak to on się zmienił: codziennie basen, 3 razy w tygodniu salsa i biega i za angielski się zabrał. Tylko 1. nie wierzę w to - jak by tak intensywnie ćwiczył, to już w ciągu miesiąca by schudł (brzuch mu spadł), 2. ale mnie to naprawdę już nie interesuje. Miał swoją szansę - nie wykorzystał jej, koniec. A nie, pisze do mnie maile tresci: 1. Jak tam noga? ide pobiegac. 2. a jednak nie uda się - deszcz. 3 a udało się między jedną chmurą a drugą. Potem sobie wymyślił, że ze mną pogada - o czym ? I dzwonił do mnie 40 razy w ciągu niecałych 2 godzin - musiłam wyłączyć dzwięk telefonu, bo już nie mogłam tego słyszeć. Nawte kilka razy zrzuciłam połączenie, nie zrzozumiam - i tylko pisze 'trzeba było odebrać'. Bo on chce ze mną porozmawiać, coś wyjaśnić. CO?? Się pytam, my wszystko już dawno wyjaśniliśmy. Ależ się wkopałam z takim kretynem. Następnym razem będę się 20 razy zastanawiać, czy chociaż na chwilę/próbę z kimś się związać, bo potem mogę mieć takie cyrki. Jak by mi chorej nogi było mało:(( Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: operacja kolana 11.07.09, 08:34 nie wariuj (ścisk, ścisk) umiesz robić na drutach np.? jak byłam uziemiona w domu, to stwierdziłam, że muszę się czymś zająć i się nauczyłam ;) polecam do tego wszystkie seriale sci-fi (jeden sweter powstał przy battlestar galactica, drugi przy star trek: ds9 ;)) a sorią się nie martw, nowe kolekcje maskaradkowe są jeszcze ładniejsze :) Odpowiedz Link
prostokvashino Re: operacja kolana 11.07.09, 13:25 Dzięki:) Ale z ta sorią, to się jednak zapłaczę, bo ona na mnie leży lepiej niż Antośka. Generalnie niby mam co robić - mgr do napisania,książki do przeczytania, tylko mnie albo boli noga albo głowa od bólu nogi i nie mogę się na niczym skupić:(((( i jeszcze te problemy z byłym:/// Odpowiedz Link
bebe.lapin Co nagle to po.. 08.07.09, 00:51 wiadomo czym, jak mowi przyslowie...Ale jak tak dalej bedzie, to nigdy nie znajde pracy! W zeszlym tygodniu bylam na rozmowie kwalifikacyjnej; facet, zapewne aby sprawdzic moj francuski, poprosil, zebym napisala mu maila z moimi wrazeniami na temat ich stron internetowych. Poniewaz w miedzyczasie babcia mi zladowala w szpitalu, mielismy problem z lokatorami i musialam sama zajac sie babci sklepem, a adres stronki, ktory mi facet podal nie dizial, nie mialam czasu sie tym zajac, zdazylam tylko sama dotrzec do stron, o ktore chodzilo. Poniewaz facet wyslal mi maila w pon, ze jestem w czolowce jego kandydatow, i cy pamietam, e mialam mu te opinie wslac, chcialam to rbic jak najszybciej. Wczoraj przez tych lokatorow nieszczesnych tez nie zdazylam, wiec dzisial wieczorem juz musialam to koniecznie napisac przed wyjsciem z domu, no i stalo sie...czytam teraz na spokojnie, co mu wyslalam, a tam kilka drobnych bledow, ale nieladnie to przeciez wyglada (1 raz zly rodzaj rzeczownika, w jednym miejscu zle mostawiony rodzajnik, jedno zdanie chyba nie przekazuje do konca tego, o co mi chodzilo, choc gramatycznie jest sensowne). Jak z tego powodu przepadne, to chyba sie pochlastam... ;(;(;( Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Co nagle to po.. 08.07.09, 01:29 bebe.lapin czy to ten sam facet, do którego pisałaś jako mały króliczek :)? Jeśli to zniósł, to i zły rzeczownik czy rodzajnik zniesie :)))) Trzymaj się! Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Co nagle to po.. 08.07.09, 08:33 Nie...;( Bosz, no nikt mnie nie zatrudni, jak dalej bede strzelac takie gafy, a na wlasna firme chwilowo nie mam pomyslu ;( A na tej konkretnej posadzie akurat bardzo mi zalezy, jest we Francji, nauczylabym sie nowych rzeczy, ech... Odpowiedz Link
jul-kaa Re: Co nagle to po.. 08.07.09, 08:36 Ej! Dlaczego ma Cie nie zatrudnic? Gdybyś nie zrobila zadnego bledu, moglby pomyslec, ze nie sama to napisalas, a ktos za Ciebie. A tak ma zywy dowod, ze dobrze znasz jezyk! Przeciez piszac w swoim ojczystym tez popelnia sie drobne bledy. Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Co nagle to po.. 08.07.09, 19:29 A tak ma zywy dowod, ze > dobrze znasz jezyk! no wlasnie ma zywy dowod, ze nie, boze, jaka ja jestem beznadziejna...;( Odpowiedz Link
inez69 Facet od pracy się odezwał? 11.07.09, 13:12 bebe.lapin w moich oczach jestes naprawdę wielka! Podziwiam i zazdroszczę znajmości języka francuskiego:) Odpowiedz Link
bebe.lapin Re: Facet od pracy się odezwał? 11.07.09, 14:44 No wielka to ja jestem, rozmiar 48 ;p Akurat francuski to znam nienajgorzej, skromnie mowiac i nie wlewajac sobie, ale to, ze jestem kretynka, to osobna kwestia i francuski nijak mi nie pomoze }:-> Nie odezwal sie, znalazlam inna, fajna oferte, asle tez dalam nieco ciala, o rezultatach dowiem sie po czternastym.. Odpowiedz Link
bebe.lapin Sprostowanie 11.07.09, 14:54 To poprzedni sie nie odezwal, na odpowiedz od tego czekam, bedzie po czternastym. Trzymajcie kciuki :D Odpowiedz Link
luliluli nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 08.07.09, 15:18 urlop dopiero/już za 1,5 tygodnia, a ja juz mam dość, czekam na niego jak na zbawienie. Od kilku miesięcy latam jak oszalała i przestaję się z czymkolwiek wyrabiać. I nawet mi się nie chce. I na samą myśl o urlopie zamiast się cieszyć, boję się, że to tak krótko i zanim się obejrzę, znowu będę biegać jak kot z pęcherzem. AAA, dajcie mi bezludną wyspę, chociaż na miesiąc...:| Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 11.07.09, 08:30 po 3 dniach urlopu (w sumie 5, bo 2 wolne) pierwszy dzień w pracy był dla mnie jak 7 nieszczęść ;) powinniśmy mieć chyba prawdziwe wakacje, takie jak na studiach: 3 miesiące laby i dużo świąt, ferie, wtedy to można popracować ;] Odpowiedz Link
milstar Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 11.07.09, 13:10 Głask, głask... Wymyśl lepiej, kiedy i gdzie na kawę idziemy Odpowiedz Link
luliluli Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 13.07.09, 08:13 milstar napisała: > Głask, głask... > Wymyśl lepiej, kiedy i gdzie na kawę idziemy na kawę?:> a czyżbyś z okolic była? Odpowiedz Link
milstar Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 15.07.09, 18:23 > na kawę?:> a czyżbyś z okolic była? To właściwie było do tfu tfu, ale jesli mieszkasz w Warszawie, to czemu nie ;) Odpowiedz Link
jul-kaa Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 15.07.09, 21:47 A ze mną na ten spacer...? Odpowiedz Link
milstar Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 16.07.09, 15:35 jul-kaa napisała: > A ze mną na ten spacer...? Maila Cie napisałam :) Odpowiedz Link