Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebują- 2

    • justinehh szukam muru 25.03.09, 01:13
      coby go głową przebić, nie mam pracy, wiosny nie ma, komp mi pada i do tego
      utopił mi się zegarek; idę wyć ...
      • kuraiko Re: szukam muru 25.03.09, 01:22
        rozumiem co czujesz :/
        a mnie jeszcze dobija, że mnie od kilku dni boli po wstaniu lewy
        nadgarstek i okolice i słyszę od ojca szydercze "od nicnierobienia
        cię boli" :/
      • hanelore Re: szukam muru 25.03.09, 09:52
        Ładnie dłubiesz. Szczególnie te ostatnie na użytek własny.

        A co to by miała być za praca?
      • kuraiko Re: szukam muru 25.03.09, 15:13
        zobaczysz, ze jak będzie ciepło to będzie lepiej...
        u mnie kwiatki na trawniku się pojawiły, widziałam cytrynka w
        przedostatnią niedzielę, a teraz śnieg i 0 stopni O__o ale przez ten
        śnieg przynajmniej jasno i to poprawia nastrój
      • kuraiko Re: szukam muru 25.03.09, 15:14
        widziałam na LB ogłoszenie dziewczyn z Peachfield. ale fajnie w
        Wawie... aż mnie zazdrość zżarła ;)
      • kuraiko Re: szukam muru 07.04.09, 00:53
        justinehh ----> i co, polepszyło się? owszem wiosna jest... więc pod
        tym względem lepiej. i pracodawcy zaczynają odbierać maile z CV (co
        nie oznacza, że dzwonią)...
        z tym, że ja właśnie popadłam w rozpacz finansową, ponieważ bardzo
        chcemy jechać z moim facetem na festiwal do Krakowa na pocz.
        czerwca, co z przejazdem i wyżywieniem wynosiłoby ok 200zł i na
        dobrą sprawę wcale nie jest pewne czy będę miała kasę, a jeśli będę
        miała to i tak będę musiała zrezygnować z wielu rzeczy w tym
        miesiącu, w maju i czerwcu :( (właściwie z prawie wszystkiego z
        wyjątkiem tabletek anty)
        dałam po raz kolejny ogłoszenie, że podejmę się dorywczej opieki,
        ale ostatnio mnie jacyś ludzie zrobili w bambuko, bo napisali,
        że "na pewno zadzwonią" i się nie odezwali :/ wszyscy chcą nianię na
        stałe, albo taką "dochodzącą" ale zobowiązująco na jakiś okres czasu.
        • justinehh Re: szukam muru 08.04.09, 20:10
          Nic a nic, policzyłam ostatnio wysłane CV i wyszło mi coś około 370 ...
    • milstar Alergia :((( 07.04.09, 21:00
      Miesiąc temu dostałam zapalenia stawu barkowego.
      Po pierwszym leku spuchłam.
      W czwartek dostałam drugi - i mam od niego pokrzywkę na całym ciele. Jestem cała w czerwone kropki, swędzi to że się wytrzymać nie da i na dokładkę mam zakaz brania jakichkolwiek leków przeciwbólowych - w nocy obudził mnie ból brzucha, bo okres akurat.
      Niech nikt mnie głaskać nie próbuje, bo żadnego doyku nie zniosę :(
      • madzioreck Re: Alergia :((( 08.04.09, 17:54
        Oj... to tylko trzymam kciuki, żeby szybko minęło... :)
        A na pokrzywkę nie możesz jakiejś maści czy czegoś?
        • milstar Re: Alergia :((( 08.04.09, 19:55
          Mam leki doustne. Maść bym musiała na całe ciało nakładać (z wyjątkiem twarzy i nóg od kolan do prawie kostek). smaruję tylko te miejsca, gdzie najbardziej swędzi, czyli biust z brodawkami i okolice łokci.
          Ale dziś już jest lepiej, hurra
    • e.m.i1 A ja mam doła z okazji wiosny... 08.04.09, 15:05
      Nie mam na nic siły, chce mi się wyć, wszystko mnie boli i wcale nie lubie wiosny:(
      Jestem tak osłabiona, że całe 1,5h zajec dziennie to wszystko na co mnie stac, chocby sie zaczynaly po poludniu, to ide totalnie niewyspana, a wracam tak zmeczona ze nie mam sily zrobic sobie czegos do jedzenia:(
      W pokoju syf, brakuje juz wolnych kawalkow podlogi do chodzenia.
      W dodatku trzeba jechac do domu na swieta, wczoraj sie zorientowalam ze zostalam na owe swieta w jednych trampkach, a dzis rzeczone trampki mi sie rozkleily:|
      Wyglądam jakbym była ciezko chora, mam since pod oczami na pol twarzy, wszyscy mnie denerwuja, glupie slonce swieci jak szalone i glowa mi od tego peka:/
      Jak sobie pomysle, ze bedzie jeszcze cieplej i ze cale lato przed nami to slabo mi sie robi.

      Tak, domyslam sie, ze to nieczesto spotykane.
      Chlip;(
      • ciri1971 Re: A ja mam doła z okazji wiosny... 08.04.09, 15:28
        Siostro!:))
        A myślałam, że jestem skończonym dziwolągiem...Mam to samo i tak
        samo, właśnie szukam miejsca na drzemkę. Umycie lodówki i tostera
        doprowadziło mnie dziś na skraj wyczerpania. Jest za ciepło i za
        jasno...Chyba ta zmiana nastąpiła w tym roku zbyt gwałtownie.
        Ech, od razu mi raźniej:D
    • kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 20.04.09, 22:57
      moja druga świnka zachorowała :((( i jeszcze dzisiaj wymacałam jej
      gulę na szyi - prawdopodobnie ropień.
      nie potrafię się uspokoić od kilku dni
      • semele2 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 21.04.09, 00:19
        Tulę i wspieram duchowo. Może się okaże, że nic groźnego?
        • kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 23.04.09, 11:48
          dzięki :)
          na razie gulka została zdiagnozowana jako zatkana ślinianka, ale nie
          wiadomo na 100% :/ nie zmniejsza się :/ oprócz tego jeszcze kilka
          innych niepokojących objawów prawdopodobnie ze sobą nie związanych :(
          • semele2 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 23.04.09, 12:06
            Nie mam fiołkowego pojęcia o fizjologii chomików, ale trzymam kciuki bardzo
            mocno :).
            • kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 30.04.09, 21:44
              teraz jesteśmy pod opieką innej lecznicy. było USG, ten guzek to
              prawdopodobnie nowotwór, ostatecznie węzeł chłonny :/ codziennie
              zastrzyki, podawanie jedzenia strzykawką... nie jest jeszcze bardzo
              źle, właściwie gdyby nie problemy z pobieraniem pokarmu to byłoby
              spoko. na dodatek prawdopodobnie problemy z jedzeniem są niezwiązane
              z guzkiem :/ takie maleństwa się trudno leczy, dwa razy już to
              przerabiałam :(
    • wiedzma_kasia Kolokwium z rachunkowości 23.04.09, 10:01
      Ratunku, mordują! Jutro mam koło z rachunkowości, uczę się od wczoraj (do wczoraj pisałam pracę semestralną na proseminarium licencjackie, żeby nie było żem leń) i wiem tyle co nic. Kto to wymyślil i dlaczego? Ja rozumiem księgować przychód towarów etc, ale kto wymyślił, że nagle ni stąd ni zowąd w jakimś śmiesznym przedsiębiorstwie A ujawniała się maszyna (zza krzaka wyskakuje, czy co??) i biedni studenci mają to księgować?:/ Poza tym ja będę z zawodu dyrektorem a nie księgową:/ Ratunku!
      • pierwszalitera Re: Kolokwium z rachunkowości 23.04.09, 11:48
        wiedzma_kasia napisała:

        Poza tym ja będę z zawodu dyrektorem a nie
        > księgową:/ Ratunku!

        Jeżeli będziesz dyrektorem, to zachowuj się jak dyrektor. ;-) Nie zawracaj sobie głowy, że czegoś nie wiesz, idź na zajęcia z pewną miną i każ innym pracować za siebie. ;-) Jeżeli innym dyrektorom się udaje, uda się i tobie. Dobre wrażenie, to połowa sukcesu, więc nastaw się desperacko-optymistycznie i głowa do góry! :-)
      • satia2004 Spokojnie :) 23.04.09, 16:47
        Księgowość jest banalnie prosta. Mój sposób - jeszcze od czasów studiów - jedną stronę księgowania zawsze masz podaną w zadaniu a drugą rozgryzasz 'na logikę' ;)

        > A ujawniała się maszyna (zza krzaka wyskakuje, czy co??)
        Powiem Ci (z zawodowego doświadczenia) że to akurat się zdarza :)
    • ava.adore Dzisiaj rano, kiedy odpaliłam kompa... 23.04.09, 16:10
      ... mój idealny, skonfigurowany pode mnie i w ogóle naj naj naj
      Firefox powiedział, że sorry Winnetou, ale on zgubił jakąś
      bibliotekę i idzie na urlop :((( Nie wiadomo, czy da się go
      odzyskać, czy będę musiała instalować od nowa i konfigurować też od
      nowa, mój facet obiecuje, że powalczy z nim wieczorem, a ja mam
      wizję, jak to będzie zajmował mój komputer przez pół nocy, klnąc na
      czym świat stoi, wywali przy okazji ze trzy inne programy, a tego
      kuffewskiego FF-a i tak nie naprawi i tylko będę mieć godziny pracy
      w plecy :/ A na razie siedzę na IE, w którym boję się wpisywać hasla
      (fobia, wiem), nic nie mogę znaleźć, a ten wuj niemyty działa do
      tego jakiś pierdyliard razy wolniej niż FF. Wrr.
      Do tego byłam dzisiaj zawieźć projekt projektu do aprobaty, ale
      szanowny profesor, który miał na czterech literach siedzieć w
      pracowni do 14, zmył się wcześniej. Dużo wcześniej, po o 12:15
      pocałowałam klamkę. Więc mam kolejne dwie godziny w plecy, a jutro
      dołączą do tego kolejne trzy, jak go znowu będę łapać na innej
      uczelni. Jak ja, kuffa, nienawidzę studiować. Wrr.

      Powspierajcie, bo komuś rozwalę dzisiaj patelnię na łbie, plizzz...
      • jul-kaa Re: Dzisiaj rano, kiedy odpaliłam kompa... 23.04.09, 16:21
        wspieru wspieru....
        Nie wiem, co moge Ci napisac, bo tylko sie domyslam, jakie to wku*zajace -
        jeszcze system to rozumiem, martwy przedmiot, ktory sie rypnal, bo tak. Ale
        ludzie, ktorzy opuszczaja miejsca pracy/dyzuru nie zwazajac na stdentow - ohyda!
        nie znosze!
        • ava.adore Re: Dzisiaj rano, kiedy odpaliłam kompa... 23.04.09, 22:15
          Dziękować, dziękować.
          Z tymi wykładowcami to jakiś pomór ostatnio, niedawno tak mnie
          załatwił własny promotor... :/
          • turzyca Re: Dzisiaj rano, kiedy odpaliłam kompa... 23.04.09, 22:56
            A nie mozesz sie z nimi mailem rozprawiac? Ja z moim promotorem to obiady
            jadalam, obgadywalismy biezaca polityke i sytuacje nauki i czasem przynosil mi
            poprawione wydruki mojej magisterki (on dojezdzal pociagiem, wiec w pociagu
            robil takie rzeczy jak korekty), jak akurat mu cos wyslalam, ale w sumie
            moglibysmy sie w ogole nie spotykac, tez bysmy sobie rade dali, spotkania byly
            przyjemnosciowe.
    • heidowata Niech mnie ktoś przytuli :( 30.04.09, 20:58
      Potrzebuję pogłaskania po główce i zapewnień, że będzie ok.
      Mam jakiegoś mega PMSa i nagle wszystkie problemy, z którymi
      radziłam sobie wczoraj, zaczynają mnie dobijać. Więc siedzę, płaczę
      i nie mam co ze sobą zrobić.
      Z moim jedynym ukochanym dziadkiem jest bardzo źle. Demencja, ataki
      szału, więc caly czas ktoś musi przy nim być. Debile w szpitalu źle
      dobrali lekarstwa i zamiast uspokoić, pobudzili. Babcia płacze,
      rodzina zmienia się na posterunku u nich w domu i wszyscy są na
      skraju załamania.
      Poza tym uczyłam się 3 tygodnie do klasówki z chemii, rozwiązałam
      wszystko dobrze i dostałam 3, bo nauczycielka nie zauważyła, że
      ostatnie działanie i odpowiedź napisałam na drugiej stronie. Gdy jej
      to pokazałam, oskarżyła mnie o dopisanie tego przed chwilą. A pod
      tym było jeszcze inne zadanie, które sprawdziła, także nie wiem jak
      ona to mogła przeoczyć. I gdyby uważnie czytała, to miałabym 5. Tak
      mam 3 i pewnie będę miała 2 na koniec, a umawiałam się z rodzicami,
      że nie będzie żadnych 2 na świadectwie. Próbowałam się z nią
      dogadać, ale usłyszłam, że ona nie dyskutuje z uczniami. Szkoda, bo
      dyskusje można prowadzić na poziomie, chociaż z nią faktycznie
      byłoby ciężko :/
      • turzyca Re: Niech mnie ktoś przytuli :( 30.04.09, 21:15
        Glask, glask, glask. I jeszcze tuli, tuli, tuli.

        I standardowe zmartwione pytanie mojej Mamy: a magnez bierzesz? Coby sie ten
        megapms nie przeksztalcil w megabolesny okres.

        Chcesz czekolady? Kupilam sobie na okres, gorzka z pomarancza. Bo z imbirem
        wyzarli cala, cholery jedne! Ale z pomarancza tez jest dobra. Tylko upiornie
        gorzka. Chcesz? Po czekoladzie zawsze jest dobrze. :)


        PS A umiesz ten dzial dobrze? To moze ja sprobuj przekonac, zeby Cie odpytala?
        Ze Ci zalezy i w ogole.
        • heidowata Re: Niech mnie ktoś przytuli :( 30.04.09, 21:58
          Za czekoladę dziękuję, ostatnio nie mam w ogóle na nią ochoty
          (nowość, normalnie jestem czekoladowym potworem). Ja dziś na kwaśno:
          ogóreczki, grzybki w occie i oscypki :D. I kupiłam sobie colę, po
          coli też zawsze jest dobrze :).
          Magnez biorę codziennie, bo mam lekki niedobór (nie powinnam pić
          coli, wiem!).

          Materiał znam świetnie, bo miałam specjalnie korki, żeby jej
          pokazać, że umiem. Ale... Z tą kobietą to ja się nie dogadam, kazała
          mi pisać poprawę na przerwie, miałam 3 zadania i zdążyłam tylko 2, w
          15 minut to i tak nieźle (z tych 15 minut jakieś 5 straciłam na
          tłumaczenie jej, jakim bezsensem jest upieranie się, że specjalnie
          zostawiłam 4 kratki przerwy w środku klasówki na ewentualne
          dopisywanie rozwiązań :/).

          A tak poza tym to dzięki, już mi lepiej :D. Rodzice wrócili do domu,
          babcia dała się przekonać do podania leku dziadkowi i na chwilę
          wszystko jest normalnie.
          • turzyca Re: Niech mnie ktoś przytuli :( 30.04.09, 22:06
            Moge Ci ugotowac pikantna zupe pomidorowa, akurat chili kupilam. Z oliwkami i
            kaparami. Bo nie mam pikli. I mam wybitna ochote na slodkie, zaraz bede krem
            bananowo-mleczno-czekoladowy (nutella jest passe!) lyzeczka wyjadac. Moglabys
            przeslac w koncu te herbate, zejde tu na niedobor slodyczy w organizmie.
            • mazya OT do kremu b-m-cz ;) 30.04.09, 22:49
              krem bananowo-mleczno-czekoladowy?! A to się samemu robi? Bo zabrzmialo mniam-mniam :-)

              OT do OT o kremie, czyli wracając do tematu - bo jeśli chodzi o tę szkołe i pms to:
              /Rozluznij się. Spokojnie. Z wyjątkiem spraw życia i śmierci, nic nie jest tak ważne, jak się początkowo wydaje./ - tak głosi kartka z kalendarza na mojej korkowej tablicy - ja jej wierzę ;-)

              Przy okazji głaszczę i zapewniam, że będzie OK.
              • turzyca Re: OT do kremu b-m-cz ;) 30.04.09, 22:54
                Nie, kupuje sie w dyskoncie pod tytulem penny. A w dyskoncie pod tytulem aldi
                kupuje sie serek musztardowo-miodowy. Obydwie rzeczy zostaly nabyte przez
                pomylke i okazaly sie byc zadziwiajaco smaczne.
                Zamiast penny moze byc prawdopodobnie dowolny sklep spolki rewe, bo to chyba
                marka wlasna.
                • mleko_w_tubce Zle jest :( 04.05.09, 02:03
                  Długa historia- ostrzegam:
                  Już trochę wam pisałam na ten temat ale dla przypomnienia wprowazde
                  w temat. Prawie 3 mieisace temu rozstalam sie z facetem- po prawie 4
                  latach związku. od początku wiedziałam, że była to najlepsza decyzja
                  w moim życiu, no dobra-prawie od poiczatku, bo jak niedlugo po
                  rozstaniu mi sie oswiadczyl to nawet tutaj was pytałam co robić ale
                  szybko zrozumialam, ze to nie jest czlowiek dla mnie.
                  Od tego czasu czuję się jak nowo narodzona- zaczelam robic wszytsko
                  to na co mialam zawsze ochote, a on tego nie rozumial, spotykac sie
                  czesciej z ludzmi, dobrze sie bawic na imprezach itd a moja pewnosc
                  siebie skoczyla bardzo do gory. Jedyny problem polegał na tym, ze on
                  ciągle wydzwanial itd. W koncu 2 tygodnie temu przestal, co mnie
                  bardzo ucieszylo.
                  Wczoraj wieczorem przypadkiem sie spotkalismy i wyszlo z tego cos
                  fatalnego. On pijany, ja trzezwa. Zrobil mi awanture jak w
                  patologicznej rodzinie, wyzywajac mnie od najgorszych i doszlo do
                  rekoczynow :(
                  Jak ja mogłam z takim czlowiekiem spedzic tyle lat swojego zycia?
                  Oczywiście w trakcie zwiazku nigdy nie doszlo do takiej sytuacji, bo
                  jak by doszlo to skonczylby sie szybciej niz zaczal.
                  Caly dzien siedze i rozmyslam nad swoja glupota- ze zgodzilam sie z
                  nim porozmawiac. A wiecie dlaczego sie zgodzilam? Bo ja dobra
                  dziewczynka myslalm, ze nie moge go olac... A trzeba bylo :(
                  Napiszcie mi cos milego, bo mi sie ciagle plakac chce :(
                  • pierwszalitera Re: Zle jest :( 04.05.09, 02:20
                    Popłacz sobie, będzie ci lepiej. :-) Może i zrobiłaś błąd, dając mu szansę na rozmowę, ale stało się, teraz przynajmniej będzie ci łatwiej się od niego uwolnić. Bez zbędnego współczucia i wyrzutów sumienia. Nie złość się na siebie, masz wprawdzie nauczkę, ale czegoś się przy tym nauczyłaś, więc to doświadczenie możesz z pewnej perspektywy ocenić nawet pozytywnie. Teraz możesz spokojnie zamknąć ten etap twojego życia i przejść do następnego. I rozejrzyj się dookoła, mamy piekną wiosnę, wszystko co najlepsze jeszcze przed nami. :-D
                    • mleko_w_tubce Re: Zle jest :( 04.05.09, 02:40
                      No tak... wiosna jest, słoneczko pięknie świeci a ja ze spuchniętą
                      wargą ;/ Ale powoli już schodzi, wiec może jakoś będę wyglądać na
                      jutrzejszej randce, a wlasciwie spotkaniu, ktore chciałabym, zeby
                      było randką ;)
                      • agafka88 Re: Zle jest :( 04.05.09, 13:12
                        mleko_w_tubce napisała:

                        > No tak... wiosna jest, słoneczko pięknie świeci a ja ze spuchniętą
                        > wargą ;/

                        Masz "tylko" spuchniętą wargę, czy coś jeszcze? Bo jak coś jeszcze, to ja bym
                        biegła z tym na obdukcję.

                        Kochana, sama widzisz, że z tym łajdakiem nie było warto męczyć się ani dnia
                        dłużej i powinnaś być z siebie dumna, że skończyłaś to w odpowiednim momencie.
                        Jesteś silna i dzielna - zobacz ile kobiet męczy się pół życia z damskimi
                        bokserami - Ty na szczęście miałaś siłę to skończyć.
                        I jak dziewczyny pisały, tylko się ciesz, że nie masz z nim dzieci, kredytów i
                        domu, bo wtedy by się dopiero zaczęło.

                        PS. Mam nadzieję, że spotkanie - randka się uda, zdaj nam koniecznie relację :)
                        • mleko_w_tubce Re: Zle jest :( 04.05.09, 13:45
                          Dzięki Dziewczyny- jak zwykle jesteście świetne :)
                          Zadzwonił do mnie godzinę temu z przeprosinami. Nie odebrałabym
                          gdyby nie to, że podczas całej tej awantury zabrał mi jedną ważną
                          rzecz, którą chcę odzyskać. Z jednej strony przepraszał a z drugiej
                          mówił, że niewiele pamięta. powiedziałam mu, że nie chcę go już
                          nigdy więcej widzieć, a to co jest mi winny niech przekaże mojej
                          przyjaciółce (tak- kumplują się;/)
                          Wiecie co mnie najbardziej wkurza? Za tydzień kończę studia-
                          psychologię i jak to ktoś kiedyś ładnie ujął- szewc bez butów chodzi.

                          > Masz "tylko" spuchniętą wargę, czy coś jeszcze? Bo jak coś
                          jeszcze, to ja bym
                          > biegła z tym na obdukcję.
                          jeszcze kilka siniaków- ale akurat siniaki to mi się robią nawet od
                          przytulania- wystarczy, że czegoś dotknę i są. Na obdukcję nie mam
                          siły i ochoty. Chcę o tym jak najszybciej zapomnieć.

                          > PS. Mam nadzieję, że spotkanie - randka się uda, zdaj nam
                          koniecznie relację :)

                          Niestety się nie uda, bo jednak muszę być w pracy ;/ ale jestem
                          dobrej myśli- jak nie dzisiaj, to jutro :). Najważniejsze, że ten
                          ktoś wygląda na klasycznego księcia z bajki, którego własnie
                          szukam :)
                          • tfu.tfu Re: Zle jest :( 04.05.09, 20:56
                            ściskam mocno! :)
                          • bebe.lapin Re: Zle jest :( 04.05.09, 23:56
                            Kobieto! Jutro na obdukcje! I na policje!
                            Ktos Cie bije, a ty chcesz przejsc nad tym do porzadku dziennego? Nawet, jesli
                            nie chcesz teraz robic z tego sprawy, to zawsze sie przyda slad na pismie, w
                            koncu on cie zna, wie gdzie mieszkasz i jak widac, jest nieobliczlny.
                            Jak widze takich damskich bokserow, to mi sie noz w kieszeni otwiera....i
                            naprawde nie rozumiem, jak mozna to bagatelizowac.
                            A w ogole to nie chce byc pesymistka, ale uwazaj, bo moja siostra rozstala sie z
                            takim jednym popaprancem ponad 2 lata temu, gosciu jest Niemcem, i wszedzie ja
                            sledzi-na komunikatorach, skype, zapisal sie na nasza klase i wysyla czasem
                            maile do ludzi, ktorzy cos jej podpisali pod zdjeciami (dodam, ze koles nie mowi
                            po polsku). A teraz dowiedzial sie, ze jest w Niemczech (jak to zrobil?!), i
                            gdzie dokladnie. A dodam, ze siostra juz przestala wpisywac w katalogi
                            jakiekolwiek swoje dane. I maile do niej wysyla. Niby zadnych grozb
                            "fizycznych", ale to jest regularne nekanie. A siostra-tez pani (niedoszla-po 4
                            roku) psycholog..ech...
                            Tak wiec lepiej chuchac na zimne, zglos to gdzies, to problem twojego bylego, ze
                            sie zachowuje jak dzikus.
                            No i pozdrawiam, mam nadzieje, ze sie juz odczepi.
                            • mleko_w_tubce Re: Zle jest :( 05.05.09, 00:13
                              > Kobieto! Jutro na obdukcje! I na policje!
                              > Ktos Cie bije, a ty chcesz przejsc nad tym do porzadku dziennego?
                              Szczerze? wyjdę tu może na niezrównoważoną psychicznie, ale historia
                              wyglądała tak: on mną zaczął szarpać (stąd siniaki), więc ja mu
                              przyłożyłam w twarz a on mi oddał. Nie- nie usprawiedliwiam go,
                              wiem, że nie powinien oddać, ale prawda jest taka, że on ma limo pod
                              okiem i też może iść na obdukcję. A moja opuchlizna z wargi już
                              zniknęła. Nie mam siły na udowadnianie przed policją, że nie jestem
                              wielbłądem i działałam w obronie własnej. Wiem tylko, że nie chce
                              mieć już z nim więcej nic doczynienia. Jak będzie mnie nękał, znajdę
                              rozwiązanie- w końcu cała moja rodzina to prawnicy a ojciec się
                              specjalizuje w prawie karnym, więc nie zginę ;). Narazie wierzę, że
                              na tym koniec naszej znajomości
                            • pierwszalitera Re: Zle jest :( 05.05.09, 00:32
                              Ja tu faceta nie chcę bronić, bo osobiście też jestem za zdecydowaną i otwartą kobiecą asertywnością, ale... chłopak był pijany. Znając realia prawne wynikną z tego może dla niego jakieś okoliczności łagodzące. Nie wiem czy warte to w ogóle zachodu. Być może utrwali to kolegę nawet w przekonaniu, że może bez większych prawnych konsekwencji dopuszczać się podobnych czynów. Teraz ma chyba trochę wyrzuty sumienia, więc może nieźle być osobą olewającą i konsekwentnie odmawiającą kontaktu? Może to wystarczająca nauczka na przyszłość? Dziewczyna nie chce się też chyba specjalnie babrać w sytuacji, więc to też należy uszanować. Nie jest powiedziane, że facet będzie ją dalej prześladował i nie zawsze ma się ochotę na odkrywanie intymności, do których może dojść, gdy sprawę się zgłosi. Najważniejsze tylko, by wiedzieć, czy rezygnuje się z oficjalnej drogi z wewnętrznej potrzeby szybkiego zamknięcia tematu, czy ze strachu.
                              • mleko_w_tubce Re: Zle jest :( 05.05.09, 01:04
                                N
                                > ajważniejsze tylko, by wiedzieć, czy rezygnuje się z oficjalnej
                                drogi z wewnętr
                                > znej potrzeby szybkiego zamknięcia tematu, czy ze strachu.
                                Zdecydowanie chodzi o zamknięcie tematu. Wiem jak działa polska
                                policja i nie chce mieć z nią nic wspólnego. Chcę też zapomnieć jak
                                najszybciej o całej sprawie- co mnie nie zabije to mnie wzmocni ;)
                                Nie mam się czego bać- tak jak napisałam- stoi za mną rodzina
                                znająca się na rzeczy i przyjaciele chętni do pomocy, gdy tylko
                                poproszę, a przede wszystkim moje wewnętrzne przekonanie, że muszę
                                unikać jak ognia tego człwoieka.
                                A zmieniając totalnie temat- przyszłam niedawno do domu i zdjęłam
                                stanik, bo w wyniku przesadzenia z opalaniem skóra mnie szczypie.
                                Wiecie co odkryłam? Mogę chodzić bez stanika! :) Kiedyś moje niby
                                młode piersi zwisały smętnie w dół. Od dwóch lat noszę dobre staniki
                                i teraz widzę, że świetnie wyglądam też bez nich :) czy to nie powód
                                do radości? :)

                                • bebe.lapin Re: Zle jest :( 07.05.09, 21:58
                                  Gratuluje!! I pozwole sobie pocieszyc Twoim osobistym przykladem (werbalnie)
                                  siostre, bo ona narzeka, ze jej "smetnym cyckom" juz nic nie pomoze.

                                  A bede upierdliwa i dorzuce jeszcze swoje 3 grosze do poprzedniej sprawy: i tak
                                  byla to jego wina, bo zaczal, a to, ze byl pijany, raczej dziala na
                                  niekorzysc-przynajmniej powinno w cywilizowanym kraju, ktorym Polska, jesli
                                  chodzi o prawa kobiet, niestety nie jest.
                  • turzyca Re: Zle jest :( 04.05.09, 03:12
                    Popatrz na to z tej strony - to byly tylko 4 lata. A nie np. 8... I nie macie
                    dzieci, domu, kredytu, moglas sie odwinac na piecie i pojsc sobie od niego.
                    I to wlasnie zrobilas! Juz skonczylas, nie ciagniesz tego, nie babrzesz sie,
                    wczoraj spotkalas sie z _eksem_. Problemy tego pana nie sa juz Twoimi
                    problemami. I to jest super. :) Wcale nie jest latwo zerwac wieloletni zwiazek,
                    nawet jesli jest szkodliwy, bo czlowiek sobie zawsze przypomni te dobre chwile i
                    zbagatelizuje te zle. A Ty sobie poradzilas i zerwalas. Madra dziewczyna. :)

                    A ze jest Twoim eksem - no coz kazdy czlowiek robi bledy. Wazne jest, czy umie z
                    nich wyciagnac wnioski na przyszlosc. :)
                  • martvica Re: Zle jest :( 04.05.09, 11:03
                    Tulę mocno.
                    Niestety, czasem nie warto być dobrą dziewczynką, może kiedyś się tego nauczymy :)
                  • luliluli Re: Zle jest :( 04.05.09, 11:49
                    włściwie dziewczyny już Ci napisały wszystko, z czym sama się
                    zgadzam. Tak przykre doświadczenie tylko potwierdza, że Twoja
                    decyzja o odejściu była stuprocentowo słuszna i że jak ognia
                    powinnaś unikać spotkania z tym człowiekiem. Ściskam Cię mocno i
                    życzę Ci, żebyś szybko otrząsnęła się z resztek złej przeszłości:)
                    <głaszcze>
                    kurde, mleko_w_tubce, strasznie mnie porusza Twoja historia, trzymam
                    wszystkie dostępne kciuki, żeby wszystko wróciło do normalności i
                    żebyś już nie miała kłopotów z tym ehhh... damskim bokserem
      • madzioreck Re: Niech mnie ktoś przytuli :( 04.05.09, 17:12
        heidowata napisała:

        Próbowałam się z nią
        > dogadać, ale usłyszłam, że ona nie dyskutuje z uczniami

        To może z rodzicami podyskutuje? Ja miałam podobną sytuację w szkole, na fizyce.
        Pomogło, tylko bez awantur oczywiście. Przecież to nie Twoja wina, że baba
        ślepa. Kurna, niektórzy nauczyciele też robią, co chcą, wykorzystując zależność
        ucznia od siebie :(
    • justinehh Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 00:23
      Właśnie wysłałam kolejne 15 aplikacji i mam serdecznie dosyć życia ...
      • kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 01:16
        pociesz się tym, że masz gdzie wysyłać... u mnie ostatnio posucha.
        są ogłoszenia do tych sklepów gdzie już wysyłałam (i to czasem nie
        raz) i nigdy nie odpowiadali, no wysyłam nadal, ale czasem mam
        ochotę napisać chwwd :P znowu szukają lasek na stoisko na pasażu
        Reala, gdzie kiedyś facet powiedział na moje 3 miesiące praktyk "tak
        mało?" ;/ jutro tam złożę CV, mam nadzieję że będzie kto inny niż
        ten koleś. wszędzie tylko chcą doświadczenia :(
        • kura17 Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 06.05.09, 11:08
          Kuraiko, a moze nie wysylaj CV, ale je zanies osobiscie? bedziesz miala pewnosc,
          ze dotarly i moze zwroca na Ciebie uwage, jako na osobe zabiegajaca o prace,
          rezolutna, przedsiebiorcza? ;)
      • mleko_w_tubce Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 01:58
        taka mała rada: wysyłaj maile aplikacyjne w godzinach pracy- jak
        zobaczą, że wysyłasz te wiadomości w środku nocy to pomyślą, że albo
        masz za luźny stosunek, albo, że masz za mało czasu. Nie wiem, może
        to głupia rada, ale jak mój juz były chłopak szukał pracy ponad pół
        roku i mu powiedziałam tę radę to w tydzień później znalazł pracę-
        może to był przypadek, ale spróować nie zaszkodzi ;)
        • kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 02:06
          qrde ja głównie w nocy wysyłam ;/ ale z drugiej strony ja zasiadam
          przy kompie po południu, a nowe ogłoszenia dodają przez cały dzień
          co kilka godzin, pierwsze ok 6 rano, ostatnie zazwyczaj po 22
          • justinehh Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 20:08
            Taa, ale jeleni do akwizycji potrzebują cały czas, obiecują złote góry za
            wciskanie ludziom szajsu i jak pięknie to się nazywa- marketing bezpośredni ...
            • kuraiko Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 23:59
              u mnie w mieście to samo, ale tym to się już nie interesuję... albo
              ogłoszenia o "pracy" w Avonie xD "możesz zarobić nawet 400zł" lol
      • tfu.tfu Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 05.05.09, 21:39
        o, jak ja Cię dobrze rozumiem... w zeszłym roku przechodziłam podobny kryzys...
    • iksantia komentarz na allegro - niesprawiedliwy 06.05.09, 10:45
      Właśnie taki dostałam, nie wiem praktycznie za co, bo szybko wpłaciłam, trochę
      czekałam na przesyłkę i doszła. Ale zapłaciłam za paczkę 15zł, a obraz (tak
      40x30cm) przyszedł jako list w wielkiej kopercie ze znaczkami za 6,20zł. Mało
      tego, to przyszło awizo, odstałam swoje na poczcie, a paczkę by mi do domu
      przywieźli. Więc wystawiłam komentarz neutralny, jako że forma przesyłki jest
      niezgodna z umową. No i odwalili mi negatywa. Nie cierpię takiego chamstwa, brrr
      • kura17 Re: komentarz na allegro - niesprawiedliwy 06.05.09, 11:11
        typowy odwet :(
        ebay sobie z tym poradzil - zdaje sie, ze na neutralny/negatywny komentarz
        kupujacego, wystawiony jako pierwszy, NIE WOLNO sprzedajacemu postawic
        negatywnego komenatarza! i tak powinno byc!

        mozesz sie chyba na allegro odwolywac jakos od negatywnego komentarza? albo na
        niego odpowiedziec?

        a ze swinstwo, to prawda :(
        i uwazam, ze slusznie zwrocilas uwage na niezgodnosc przesylki, w koncu zarabia
        sie NIE na kosztach wysylki...
        • iksantia Re: komentarz na allegro - niesprawiedliwy 06.05.09, 11:18
          No, typowy odwet, wiem. Próbowałam się odwołać, ale to nic nie daje i oczywiście
          odpowiedziałam na komentarz, ale niesmak mam, bo nie zawiniłam, a negatyw świeci
          po oczach;/
          • kura17 Re: komentarz na allegro - niesprawiedliwy 06.05.09, 11:26
            wiesz co, mysle, ze kazdy, kto zobaczy tego negatywa, doczyta rowniez cala
            sprawe - ja ZAWSZE tak robie, gdy zobacze negatywa - szukam za co i czy byla
            jakas odpowiedz. i jesli sytuacja jest podobna, do Twojej, to zwyczajnie nie
            zwracam uwagi na negatywa :) ale rozumiem, ze sie przejmujesz, ja bym tez byla
            zmartwiona.

            wiesz, kiedys widzialam negatywa typu "nie wplaca, tlumaczy sie ksiegowa,
            totalne nieporozumienie" i odpowiedz "no rzeczywiscie zapomnialam, przepraszam"
            i sie tylko usmialam ;)
    • martvica Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 21:47
      Jutro mam najpierw krakowskie spotkanie małobiusciastych, a potem imprezę u
      znajomych, plan był: taki że robię imbirki i ciastka z czekoladą (na pierwsze) i
      ciasto z rabarbarem (na drugie), imbirki się zaczęły palić od spodu więc
      otworzyłam piekarnik zeby je poprzewracać, a w tym momencie szyba w piekarniku
      się rozsypała w drobny mak, szkło się walało po całej kuchni. Już chyba trzeci
      raz się tak stało, ale poprzednio coś na nią kapało, a teraz nic (ojciec
      sugerował że mi kapnął pot z czoła, ale przecież nie ma +35 stopni! a ja się
      raczej nie pocę w temperaturach pokojowych).
      Zła jestem jak szlag, nie wiem czy taka szyba jest gdzieś do dostania, nie mam
      co ze sobą zabrać, nie mam co zrobić z kilogramem rabarbaru, i w ogóle bu.
      A, i jeszcze się boję o jutro, bo wczoraj jak byłam na psacerze w lesie to
      kilkadziesiąt metrów dalej zwaliło się drzewo. Mało zawału nie dostałam. Teraz
      szyba. Może nie powinnam jutro wychodzić z łóżka?

      Poza tym jestem totalnie spłukana, mam 20zeta przy duszy, a jutro będę oglądać
      effuniaki. Niech mnie ktoś przytuli :(
      • madzioreck Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 21:49
        Tuli, tuli :)
        Jakiś cholerny tydzień jest w ogóle...
        • martvica Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 22:35
          O, i jeszcze się dowiedziałam że kota znajomej nie zyje... ja chyba pójdę spać,
          niech sie ten dzień skończy :(
          • madzioreck Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 22:40
            Tak zrób, to chyba najlepszy sposób...
          • brykanty Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 10.05.09, 02:02
            Współczuję i głaszczę, a może odrobinkę pomoże w tej ostatniej kwestii wiersz Franciszka Klimka:

            'O kocie, który odszedł na zawsze...

            Zapłacz,
            kiedy odejdzie,
            jeśli Cię serce zaboli,
            że to jeszcze za wcześnie
            choć może i z Bożej woli.

            Zapłacz,
            bo dla płaczących
            Niebo bywa łaskawsze,
            lecz niech uwierzą wierzący,
            że on nie odszedł na zawsze.

            Zapłacz,
            kiedy odejdzie,
            uroń łzę jedną i drugą,
            i - przestań
            nim słońce wzejdzie,
            bo on nie odszedł na długo.

            Potem
            rozglądnij się w koło,
            ale nie w górę;
            patrz nisko
            i - może wystarczy zawołać,
            on może być już tu blisko...

            A jeśli ktoś mi zarzuci,
            że świat widzę w krzywym lusterku,
            to ja powtórzę:
            on wróci...
            Choć może w innym futerku'
      • urkye Re: Szyba mi w piekarniku poszła ;( 08.05.09, 22:47
        Martvico, znasz może piosenkę 'piekarnik' zespołu Akurat? ;) To tak w temacie:)
        • mleko_w_tubce Problem sercowy 08.05.09, 23:52
          Pomożecie?
          Mam pewnego przyjaciela, którego znam od zawsze. Od zawsze też mi
          się podobał, ale jakoś nigdy nie było okazji, żeby coś z tego
          wyszło. Po rozstaniu z moim byłym zaczęłam się z nim częściej
          spotykać- zaczęło się od rozmów na temat mojego świeżo zakończonego
          związku itd, nasze ostatnie spotkanie skończyło się prawie w łóżku-
          na szczęście w krytycznym momencie oboje w tej samej chwili
          powiedzieliśmy, że nie możemy. A nie możemy dlatego, że przyjaciel
          ma dziewczynę, o której mówi, że ją kocha. Z drugiej strony
          powiedział, że też właściwie od zawsze siedziałam w jego głowie, ale
          życie się inaczej toczy. Stanęło na tym, że zostajemy dalej
          przyjaciółmi. Problem polega na tym, że ja z jednej strony nie chcę
          stracić takiej przyjaźni, a z drugiej strony nie myślę o niczym
          innym tylko o nim. Mam wrażenie, że wychodzę na totalną hipokrytkę
          udając przyjaciółkę a tak naprawdę dążąc do jednego... Mam ochotę mu
          o tym wszytskim powiedzieć, bo do tej pory nasze relacje opierały
          się na totalnej szczerości, ale wiem jak to się może skończyć. Widzę
          3 scenariusze:
          - skończy się nasza przyjaźń i nie zostanie nic
          - będziemy dalej udawać, że jesteśmy przyjaciółmi
          - najbardziej wymarzony ale chyba najmniej realny: zrozumie, że
          jestem jego ideałem i będziemy żyli długo i szczęśliwie ;)
          Widzicie jakieś inne scenariusze? Czy może lepiej w ogóle nie
          zaczynać takiej rozmowy i poczekać na przebieg wypadków? Tylko
          problem polega na tym, że chyba nie wytrzymam i będę musiała zacząć,
          bo jak już wcześniej napisałam czuję się totalnie nie fair w
          stosunku do niego i siebie samej, już nie wspominając o jego
          dziewczynie, którą bardzo lubię a lubiłabym jeszcze bardziej gdyby
          była czyjąkolwiek inną dziewczyną.
          Wiem, wychodzę tu na niestabilną emocjonalnie nastolatkę i tak się
          też czuję mimo, że 2 z przodu już mam od paru lat ;/

          • turzyca Re: Problem sercowy 09.05.09, 00:07
            Szczerze? Daj sobie na wstrzymanie, ale iskierke nadziei tez sobie zostaw.
            Czlowiek strzela, Pan Bog kule nosi. Za duzo juz widzialam rozstan par, o
            ktorych mowiono, ze predzej swiat sie skonczy niz oni sie rozstana. Co bedzie,
            to bedzie.
            Ja bym przyjazni nie zrywala, ale zmniejszyla czestotliwosc spotkan, po co sie
            samej dreczyc? Skup sie chwilowo na innych przyjemnosciach zycia. :)
            • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 09.05.09, 00:53
              Ja bym przyjazni nie zrywala, ale zmniejszyla czestotliwosc
              spotkan, po co sie
              > samej dreczyc? Skup sie chwilowo na innych przyjemnosciach
              zycia. :)
              Nie wiem czy będę umiała zmniejszyć częstotliwość- jak tylko jest
              okazja, żeby się spotkać to ja się zachowuje jak nawiedzona, rzucam
              wszytsko i lecę do niego- no cóż, będę musiała się powstrzymywać;/
              A co do innych przyjemności, to tak naprawdę powinnam się teraz
              skupić na pisaniu pracy magisterskiej (za tydzień będę miała
              absolutorium, a praca w ogóle nie tknięta)ale w ogóle nie potrafię-
              za dużo się ostatnio dzieje u mnie w życiu. Zawsze zostawiałam
              wsyztsko na ostatnią chwilę ale teraz to już zupełnie przeginam;/
              • pierwszalitera Re: Problem sercowy 09.05.09, 01:18
                No wiesz, każdy ma swój punkt widzenia i nie ma jednego słusznego wyjścia. Ja jestem zdania, że na wojnie i w miłości wszystkie chwyty są dozwolone i jeżeli go chcesz, to o niego walcz. Jestem zdecydowaną zwolenniczką ofensywy i wolę się sparzyć, niż wzdychać nad niewykorzystanymi szansami. Nie musimy już czekać, aż facetowi się o nas przypomni, gdy rozwali mu się związek. Ale tu wiele zależy od temperamentu i własnej wytrzymałości na rozczarowania. Istnieje bowiem też prawdopodobieństwo, że nic nie wskórasz. Z moich osobistych doświadczeń wiem, że wielu facetów lubi kobiety z inicjatywą i lubi czuć się zdobywanym i chcianym. Podobno nic nie podnieca tak mocno, jak pożądanie w oczach kobiety, a seksualności u mężczyzn nie wolno lekceważyć, bo u nich zakochanie jest mocno z nią związane. Wygląda na to, że między wami też iskrzy, więc jeżeli możesz, to dolewaj oliwy do ognia, aż nie będzie myślał o niczym innym, jak tylko o tobie. A potem to już sam przyjdzie. :-)
                • plica Re: Problem sercowy 10.05.09, 12:22
                  tak szczerze, to mam podobne zdanie do pierwszejlitery. kto nie
                  sprobuje ten nie wie. a meczenie sie w "przyjazni" ze skrzetnie
                  skrywanym pozadaniem, to jakis horror.
                  rozwaz wszystkie za i przeciw, ale z tego co piszesz stan na teraz
                  nie jest zbyt komfortowy, wiec za bardzo nic nie stracisz nawet jak
                  to nie wyjdzie.
                  • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 18.05.09, 02:37
                    Poszłam za radą Pierwszej litery i Plicy. Spotkałam się z
                    przyjaielem dzisiaj pierwszy raz od dwoch tygodni. Wszystko
                    przebiegało bardzo spokojnie, bo nie byliśmy sami a z grupą
                    znajomych. Zastanawiam się tylko czy mi się wydaje czy może
                    przypadkowe łapanie za nogę wcale nie było przypadkowe ;) Oj
                    chciałabym, żeby to jednak nie był przypadek...
                    • plica Re: Problem sercowy 18.05.09, 20:37
                      hhahhaha. mleko_w_tubce, ja przypadkowo lapie ludzi za nogi caly czas. prawie codziennie mi sie zdarza ;)
                      a tak na serio, to to takie pod stołem ?
                    • pierwszalitera Re: Problem sercowy 18.05.09, 21:15
                      mleko_w_tubce napisała:

                      Zastanawiam się tylko czy mi się wydaje czy może
                      > przypadkowe łapanie za nogę wcale nie było przypadkowe ;) Oj
                      > chciałabym, żeby to jednak nie był przypadek...

                      Przypadek? W życiu! ;-) Posłuchaj starej, doświadczonej koleżanki. ;-) Faceci nigdy nie dotykają kobiet przypadkowo. Jeden taki, to dotknął kiedyś tak właśnie przypadkowo moich włosów. A potem przypadkowo biodra. Kilka miesięcy później nie było mowy już o przypadku. ;-)
                      • luliluli Re: Problem sercowy 19.05.09, 07:21
                        ja uważam, że nie tylko faceci, ale ogólnie ludzie raczej przypadkowo nikogo nie
                        dotykają:> raz to co innego, ale żeby tak kilka razy przypadkowo się zdarzyło...
                        to nierealne:D

                        mówi Ci to osoba, którą "przypadkowo" dłużej o ułamek sekundy pewien mężczyzna
                        przytrzymał za rękę w ramach potrząśnięcia dłoni na do widzenia, a teraz budzę
                        się koło niego co rano;)
          • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 08:25
            jakoś to się nie trzyma kupy wg mnie
            kolega kocha ją, a z tobą prawie poszedł do łóżka?
            a ty? kochałaś przed chwilą innego faceta a teraz kochasz kolegę? czy może tylko
            potrzebujesz kogokolwiek dla pocieszenia? żeby się otrząsnąć z tamtego związku?
            kolega kocha tamtą a ciebie przypadkiem łapie za kolano?
            przypadkiem się za kolano nie łapie :)
            • pierwszalitera Re: Problem sercowy 19.05.09, 12:23
              beauty-gosiek napisała:

              > jakoś to się nie trzyma kupy wg mnie
              > kolega kocha ją, a z tobą prawie poszedł do łóżka?
              > a ty? kochałaś przed chwilą innego faceta a teraz kochasz kolegę?

              No to ja spróbuję napisać za koleżankę. ;-) Miłość, seks i zakochanie, to nie są te same rzeczy. Nawet jak wiele ludzi, w tym sporo kobiet, układa sobie chętnie romantyczną całościową abstrakcję i używa słowa "kocham", by wyrazić wszystko możliwe, to w życiu różnie bywa. Ktoś, kto kocha nie musi pożądać, a ktoś, kto pożąda nie musi od razu kochać. Chłopak czuje się do swojej stałej dziewczyny przywiązany, nazywa to miłością, pewnie uważa też, że ten związek, na który się przed jakimś czasem zdecydował, podlega pewnym regułom, więc nie idzie się do łóżka z inną, nawet jak straciło się dla tej nowej głowę. Na tym polega dorosłość, że nie ulegamy pierwszym implusom, tylko staramy się rozważyć wszystkie za i przeciw. Nawet to, który związek byłby dla nas atrakcyjniejszy i czy nie włożyliśmy zbyt wielu starań w ten stary, by tak łatwo wszystko rzucać i decydować się na nowy. To brzmi może wyrachowanie, ale nie samym romantycznym zakochaniem człowiek żyje i wielkie uczucia mogą stać się nawet toksyczne. ;-) Czy pożądanie, zakochanie, stracenie głowy jest u niego na tyle intensywne, że zamienią się w nową miłość okaże się z czasem. Tu mleko w tubce ma też możliwość wpływu na rozwój. Na pewno coś tam musi w chłopaku być, skoro nie potrafi oprzeć się pokusie chociażby "przypadkowego" dotyku. A mleko w tubce też nie napisała, że chłopaka kocha, cokolwiek to by znaczyło, bo definicje miłości są bardzo różne, tylko dała do zrozumienia, że jest interesujący dla niej seksualnie i też straciła głowę. A że nie ma innych zobowiązań, otwiera się przed nią szansa, z której można skorzystać. Kto wie? Z takich rzeczy powstawały już szczęśliwe małżeństwa. :-) Czy może istnieje jakaś reguła, która nakazuje nam czas żałoby po zakończeniu nieudanego związku? ;-)
              • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 13:19
                pierwszalitera napisała:

                > No to ja spróbuję napisać za koleżankę. ;-) Miłość, seks i zakochanie, to nie s
                > ą te same rzeczy. Nawet jak wiele ludzi, w tym sporo kobiet, układa sobie chętn
                > ie romantyczną całościową abstrakcję i używa słowa "kocham", by wyrazić wszystk
                > o możliwe, to w życiu różnie bywa. Ktoś, kto kocha nie musi pożądać, a ktoś, kt
                > o pożąda nie musi od razu kochać. Chłopak czuje się do swojej stałej dziewczyny
                > przywiązany, nazywa to miłością, pewnie uważa też, że ten związek, na który si
                > ę przed jakimś czasem zdecydował, podlega pewnym regułom, więc nie idzie się do
                > łóżka z inną, nawet jak straciło się dla tej nowej głowę. Na tym polega dorosł
                > ość, że nie ulegamy pierwszym implusom, tylko staramy się rozważyć wszystkie za
                > i przeciw. Nawet to, który związek byłby dla nas atrakcyjniejszy i czy nie wło
                > żyliśmy zbyt wielu starań w ten stary, by tak łatwo wszystko rzucać i decydować
                > się na nowy. To brzmi może wyrachowanie, ale nie samym romantycznym zakochani
                > em człowiek żyje i wielkie uczucia mogą stać się nawet toksyczne. ;-) Czy pożą
                > danie, zakochanie, stracenie głowy jest u niego na tyle intensywne, że zamienią
                > się w nową miłość okaże się z czasem. Tu mleko w tubce ma też możliwość wpływu
                > na rozwój. Na pewno coś tam musi w chłopaku być, skoro nie potrafi oprzeć się
                > pokusie chociażby "przypadkowego" dotyku. A mleko w tubce też nie napisała, że
                > chłopaka kocha, cokolwiek to by znaczyło, bo definicje miłości są bardzo różne,
                > tylko dała do zrozumienia, że jest interesujący dla niej seksualnie i też stra
                > ciła głowę. A że nie ma innych zobowiązań, otwiera się przed nią szansa, z któr
                > ej można skorzystać. Kto wie? Z takich rzeczy powstawały już szczęśliwe małżeńs
                > twa. :-) Czy może istnieje jakaś reguła, która nakazuje nam czas żałoby po zako
                > ńczeniu nieudanego związku? ;-)

                Na serio? można kochać partnera bez pożądania? jakoś sobie tego nie wyobrażam. co innego pożądać bez kochania, to możliwe.
                no tak, zgadza się że mleko w tubce nie napisała ze kocha tego faceta.
                Moim zdaniem oni na pewno będą się jeszcze spotykać na neutralnym gruncie i wtedy na pewno się coś z czasem wyklaruje. Albo przyjaciel dla niej oszaleje albo zda sobie sprawę że jednak kocha swoja obecna dziewczynę.
                Bo na dwa fronty nie powinien działać - tu stała dziewczyna, a tu dotykanie nóg mleka w tubce :)
                A w jaki sposób mleko w tubce ma możliwość na rozwój? rozwój jego miłości? a jeśli ma to czy to jest uczciwe względem tej drugiej dziewczyny?
                Hmm, a jeśli to z jego strony tylko pożądanie, a mleko w tubce się zaangażuje? hmm, tak sobie tylko gdybam


                • palacsinta dotykanie nóg mleka w tubce 19.05.09, 13:44
                  prześliczny cytat:)
                • pierwszalitera Re: Problem sercowy 19.05.09, 14:13
                  beauty-gosiek napisała:

                  > Na serio? można kochać partnera bez pożądania? jakoś sobie tego nie wyobrażam.

                  No jasne. A ty myślisz, że wszystkie pary pożądają się do końca życia? Mimo wszystko mogą się gorąco kochać. Miłość nie musi iść w parze z seksem. To niebezpieczna bzdura, na wskutek której wiele ludzi zaczna wątpić w swoje uczucia i posuwa się do zupełnie niepotrzebnych kroków.


                  > Bo na dwa fronty nie powinien działać - tu stała dziewczyna, a tu dotykanie nóg
                  > mleka w tubce :)

                  Każdy ma swoje pojęcie wierności. Dla niektórych dotykanie nóg nie oznacza jeszcze złamania danego słowa i zaprzepaszczenia zaufania. A na myśli o innych nie ma rady. Tego nie da się zmienić siłą woli, bo "się kogoś kocha". Zresztą kochać można nawet i dwie osoby, każdą na swój sposób. Wyłączność, to też romantyczny wynalazek i że musimy się na kogoś zdecydować nie świadczy, że ta druga osoba znika wtedy z naszej świadomości.


                  > A w jaki sposób mleko w tubce ma możliwość na rozwój? rozwój jego miłości? a j
                  > eśli ma to czy to jest uczciwe względem tej drugiej dziewczyny?

                  Mleko w tubce może sprytną grą nieźle chłopaka podkręcić. Być może związek z nią wyda mu się wtedy bardzo atrakcyjny i decyzja wypadnie na jej korzyść? A czy to uczciwe? A kogo to obchodzi? ;-)


                  > Hmm, a jeśli to z jego strony tylko pożądanie, a mleko w tubce się zaangażuje?
                  > hmm, tak sobie tylko gdybam

                  Z pożądania rozwinęło się już niejedno wielkie uczucie. Poza tym zrozumiałam, że mleko w tubce i ten chłopak są przyjaciółmi, więc mają pewnie też inne płaszczyzny porozumienia. Czego potrzeba więc więcej do szczęśliwego związku? Jasne, że zawsze jest jakieś ryzyko, że skończy się tylko na cielesności. No i co z tego? Wiele związków rozpada się z przeróżnych powodów, więc lepiej w ogóle nie próbować?

                  • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 19.05.09, 15:10
                    do beauty-gosiek:
                    Po pierwsze to, że rozstałam się całkiem niedawno z facetem nie
                    oznacza, że uważam, żebym musiała do tej pory za nim płakać. A wręcz
                    przeciwnie- dopiero po rozstaniu poczułam się szczęśliwa i pewna
                    siebie.
                    Po drugie tak jak już napisała pierwsza litera, nigdzie nie
                    powiedziałam, że tego nowego kocham. Znam go od urodzenia- jak byłam
                    mała snułam plany nas jako szczęśliwego małżeństwa :), potem nasze
                    drogi się rozeszły na kilka lat, a jak się wreszcie spotkaliśmy to
                    oboje byliśmy w szczęśliwych związkach. I owszem już wtedy coś mnie
                    do niego ciągnęło ale z drugiej strony kochałam mojego byłego i do
                    głowy by mi wtedy nie przyszła jakakolwiek zdrada, choćby w myślach.
                    Teraz już nie mam faceta, do przyjaciela ciągnie mnie coraz bardziej
                    zwłaszcza, że tak jak piszę to "ciągnięcie" nie jest jednostronne,
                    ale obawiam się tego co napisała beauty gosiek o jego uczuciach. Nie
                    chcę, żeby z jego strony to było tylko porządanie, bo to jest facet,
                    o którym myślę w szerszych kategoriach- nie tylko łóżkowych. Dlatego
                    teraz prowadzę delikatną grę na zasadzie rozkochiwania go w sobie
                    ale w taki sposób, żeby myślał, że on sam na to wpadł :)
                    A jak chodzi o jego dziewczynę, to być może, że jestem zimną suką,
                    ale uważam, że dopóki ja pierwsza nie wskoczę mu do łóżka, to będę
                    fair w stosunku do niej. Ja tylko grzecznie czekam aż on mi
                    zaproponuje ;)
                    • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 17:06
                      mleko_w_tubce napisała:

                      > do beauty-gosiek:
                      > Po pierwsze to, że rozstałam się całkiem niedawno z facetem nie
                      > oznacza, że uważam, żebym musiała do tej pory za nim płakać. A wręcz
                      > przeciwnie- dopiero po rozstaniu poczułam się szczęśliwa i pewna
                      > siebie.
                      > Po drugie tak jak już napisała pierwsza litera, nigdzie nie
                      > powiedziałam, że tego nowego kocham. Znam go od urodzenia- jak byłam
                      > mała snułam plany nas jako szczęśliwego małżeństwa :), potem nasze
                      > drogi się rozeszły na kilka lat, a jak się wreszcie spotkaliśmy to
                      > oboje byliśmy w szczęśliwych związkach. I owszem już wtedy coś mnie
                      > do niego ciągnęło ale z drugiej strony kochałam mojego byłego i do
                      > głowy by mi wtedy nie przyszła jakakolwiek zdrada, choćby w myślach.
                      > Teraz już nie mam faceta, do przyjaciela ciągnie mnie coraz bardziej
                      > zwłaszcza, że tak jak piszę to "ciągnięcie" nie jest jednostronne,
                      > ale obawiam się tego co napisała beauty gosiek o jego uczuciach. Nie
                      > chcę, żeby z jego strony to było tylko porządanie, bo to jest facet,
                      > o którym myślę w szerszych kategoriach- nie tylko łóżkowych. Dlatego
                      > teraz prowadzę delikatną grę na zasadzie rozkochiwania go w sobie
                      > ale w taki sposób, żeby myślał, że on sam na to wpadł :)
                      > A jak chodzi o jego dziewczynę, to być może, że jestem zimną suką,
                      > ale uważam, że dopóki ja pierwsza nie wskoczę mu do łóżka, to będę
                      > fair w stosunku do niej. Ja tylko grzecznie czekam aż on mi
                      > zaproponuje ;)


                      jak widać ludzie są różni :)
                      ja wiem po sobie że długo bym płakała po stracie kogoś i nie mogłabym być zaraz z kimś innym i myśleć o innym
                      po drugie ja nie umiem prowadzić gry rozkochiwania kogoś w sobie, a skoro ty umiesz to być może ci się uda :)
                      powodzenia życzę
                      uff całe szczęście że on jeszcze nie żonaty
                      • palacsinta Re: Problem sercowy 19.05.09, 17:24
                        beauty-gosiek napisała:

                        > ja wiem po sobie że długo bym płakała po stracie kogoś i nie mogłabym być zaraz
                        > z kimś innym i myśleć o innym

                        Ale w tym przypadku (o ile dobrze pamiętam) mleko w tubce sama zerwała i to już jakiś czas temu, toksyczny związek. Gdzie ta strata? Po czym ma płakać?
                        • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 21:32
                          palacsinta napisała:

                          > beauty-gosiek napisała:
                          >
                          > > ja wiem po sobie że długo bym płakała po stracie kogoś i nie
                          mogłabym być
                          > zaraz
                          > > z kimś innym i myśleć o innym
                          >
                          > Ale w tym przypadku (o ile dobrze pamiętam) mleko w tubce sama
                          zerwała i to już
                          > jakiś czas temu, toksyczny związek. Gdzie ta strata? Po czym ma
                          płakać?
                          może po człowieku którego kochała? po toksycznym też ponoć można..
                          • palacsinta Re: Problem sercowy 19.05.09, 21:35
                            beauty-gosiek napisała:

                            > może po człowieku którego kochała? po toksycznym też ponoć można..

                            Ale na szczęście nie trzeba:)
                    • zarin Re: Problem sercowy 19.05.09, 21:33
                      Pomijając już kwestię jakiegoś współodczuwania z "lubianą" dziewczyną
                      przyjaciela, należałoby mieć na tyle instynktu samozachowawczego, żeby mieć
                      świadomość, że jeżeli facet zostawia partnerkę dla innej osoby, to prędzej czy
                      później potraktuje tę drugą tak samo, ewentualnie zrani w inny sposób - bo to
                      wyraźny znak, że nie interesują go uczucia drugiej strony i że jest mało odporny
                      na hormony, nowe wrażenia, różne fizyczne gry.

                      Nie da się zbudować stałego związku bez empatii, zdrowego rozsądku i wyobraźni.
                      • pierwszalitera Re: Problem sercowy 19.05.09, 23:31
                        zarin napisała:

                        > Pomijając już kwestię jakiegoś współodczuwania z "lubianą" dziewczyną
                        > przyjaciela, należałoby mieć na tyle instynktu samozachowawczego, żeby mieć
                        > świadomość, że jeżeli facet zostawia partnerkę dla innej osoby, to prędzej czy
                        > później potraktuje tę drugą tak samo, ewentualnie zrani w inny sposób - bo to
                        > wyraźny znak, że nie interesują go uczucia drugiej strony i że jest mało odporn
                        > y
                        > na hormony, nowe wrażenia, różne fizyczne gry.


                        Większej bzdury już dawno nie słyszałam. Czy ty naprawdę wierzysz w w tą jedną, pierwszą i ostatnią miłość? Przecież ludzie się często rozstają w z powodu innych osób. I związek można zakończyć też w sposób dorosły i odpowiedzialny. Jak na razie kolega zachował się w porządku, swojej stałej partnerki nie zdraził, więc o jakim braku empatii i ranieniu my tu mówimy? I czy ktoś odporny jest na hormony, nigdy się nie wie. Moje doświadczenia mówią, że zawsze znajdzie się ktoś, kto może na nas zadziałać. Fizyczność należy do życia i negowania jej znaczenia i przeciwstawianie jej "prawdziwym" uczuciom jest wyraźnym znakiem naiwności. ;-) Nikogo nie można być stuprocentowo pewnym. Dlatego o związek trzeba dbać zawsze i nie oddawać się romantycznym iluzjom. Przecież nawet nic nie wiemy o stałym związku chłopaka. Może ma już od pewnego czasu wątpliwości i dlatego reaguje na inne kobiety? Jak sam nie będzie chciał, to mleko w tubce mu tego szczęścia na pewno nie rozbije.
                        • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 20.05.09, 07:14
                          pierwszalitera napisała:

                          Moje doświadczenia mówią, że zawsze znajdzie się ktoś, kto może na
                          nas zadziałać. Fizyczność należy do życia i negowania jej znaczenia
                          i przeciwstawianie jej "prawdziwym" uczuciom jest wyraźnym znakiem
                          naiwności. ;-)
                          to ja jestem taka naiwna, nie wyobrażam sobie sytuacji że jakaś inna
                          podziała na mojego męża. Uważam że prawdziwe uczucie można
                          przeciwstawić fizyczności
                          • jul-kaa Re: Problem sercowy 20.05.09, 08:31
                            Hm, już wcześniej chciałam się zgodzić z beauty-gosiek, ale teraz chyba musze :)
                            Ja rowniez nie wyobrazam sobie uganiania sie za facetem, choc pare razy cos
                            podobnego mi sie zdarzyło. Do dzis jednak odczuwam niesmak po takim
                            zachowaniu... Czym innym jednak jest dla mnie zrobienie pierwszego kroku w
                            sytuacji juz oczywistej, w ktorej mezczyzna tracil rezon. W sytuacji mleka w
                            tubce (niezmiernie podobaja mi sie zdania uzywajce tego nicka) w pewnym momencie
                            pewnie bym "zadziałała".
                            Mysle, ze duzo zalezy od tego, jacy męzczyzni sa dla nas atrakcyjni - pewnie
                            niektorzy faktycznie woleliby inicjatywe ze strony kobiety, ja jednak wole tych,
                            ktorzy sami zdobywaja. No i nie ukrywajmy - lubilam byc zdobywana :):). Do dzis
                            swiadomosc, ze to maz staral sie o mnie dluzszy czas, jest dla mnie czyms istotnym.
                            • pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 12:35
                              jul-kaa napisała:

                              > Ja rowniez nie wyobrazam sobie uganiania sie za facetem, choc pare razy cos
                              > podobnego mi sie zdarzyło. Do dzis jednak odczuwam niesmak po takim
                              > zachowaniu...
                              Mysle, ze duzo zalezy od tego, jacy męzczyzni sa dla nas atrakcyjni - pewnie
                              > niektorzy faktycznie woleliby inicjatywe ze strony kobiety, ja jednak wole tych
                              > ,
                              > ktorzy sami zdobywaja. No i nie ukrywajmy - lubilam byc zdobywana

                              Podoba ci się tradycyjny model. Na pewno nie jest trudno znaleść pasujących partnerów, ale to nie znaczy, że taki model jest w jakiś sposób dla kobiety korzystniejszy. Dla mnie pozwalać się zdobywać, to oddać reżyserię w inne ręce i niewiadomy dla mnie koniec fimu. Poza tym kojarzy mi się to z wyrachowaniem i pewną krótkowzrocznością. Mężczyźni może i lubią łowy, tylko, że zdobyta możesz być tylko raz, a potem stajesz się przewidywalnym inwentarzem. A co jak facet zasmakował w łowach? ;-) Coś takiego umacnia w każdym razie przekonanie o męskiej sile i aktywności oraz kobiecej wstrzemięźliwości, braku własnej zdecydowanej opinii, którą można dowolnie kształtować stereotypowym staraniem się i następującej po tym jej uległości. Absolutnie nie jest to typ kobiety, z którym chciałabym się utożsamiać. ;-) Nie wiem też dlaczego, miałaby taka sytuacja podwyższać moją samoocenę. To sama nie wiedziałaś, że jesteś sporo warta i wybrany przez ciebie facet będzie szczęściarzem? ;-)
                              • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 20.05.09, 13:24
                                pierwsza litero zaadoptuj mnie :) potrafisz wyrazic slowami wszystko
                                to co ja myślę
                                Mężczyźni może i lubią łowy, tylko, że zdobyta możesz być
                                > tylko raz, a potem stajesz się przewidywalnym inwentarzem. A co
                                jak facet zasma
                                > kował w łowach? ;-) Coś takiego umacnia w każdym razie przekonanie
                                o męskiej s
                                > ile i aktywności
                                Dokładnie. Ja w tym momencie wiem dokładnie ile jestem warta- nie
                                potrzebuję upewniania się poprzez liczenie ilu facetow na mnie leci.
                                wrecz przeciwnie- mam wstręt do facetów uganiających się za mną.
                                Teraz jest mój czas. Teraz ja szukam i zdobywam. Narazie dobrze mi
                                idzie zdobywanie na chwilę, czy uda mi się zdobyć kogoś na dłużej-
                                czas pokaże, ale wierze w siebie i w swoje możliwości :)
                                • luliluli Re: Problem sercowy OT 20.05.09, 13:44
                                  > Teraz jest mój czas

                                  mleko w tubce, proszę, nie cytuj (wiem, wiem, nieświadomie) tej nędznej reklamy
                                  wody mineralnej:P:P:P moje pierwsze skojarzenie!:D
                                  swoją drogą ta reklama mnie doprowadza do szału, bo robi z kobiet idiotki, które
                                  czują się wyzwolone, bo piją wodę marki jakiejśtam, ehh:P
                                  • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy OT 20.05.09, 17:15
                                    to zupełnie nieświadomie, bo prawie nie oglądam TV i nie wiem o co
                                    chodzi ;)
                                • pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 22:57
                                  mleko_w_tubce napisała:

                                  > pierwsza litero zaadoptuj mnie :) potrafisz wyrazic slowami wszystko
                                  > to co ja myślę

                                  Myślę, ( mam nadzieję?), że jest nas więcej z podobymi poglądami, tylko wiele kobiet jest jeszcze trochę za nieśmiałych, by głośno się przyznawać. ;-)
                                  • luliluli Re: Problem sercowy 21.05.09, 09:24
                                    a ja sądzę, że chodzi też o to, że wiele z nas ma podobne zdanie ("liczę się ja
                                    i moja potencjalna wielka miłość, a nie osoba trzecia w postaci jego
                                    dziewczyny"), tylko nigdy nie wyrazi go głośno.

                                    Gdybym była tą, która może być "na wylocie" z powodu osoby trzeciej, to
                                    oczywiście z całego serca życzyłabym tej trzeciej samych nieszczęść, krzywych
                                    zębów, łysej glacy i potknięcia na skórce od banana (jakoś tak to wychodzi, że
                                    najczęściej się wini osobę trzecią, a nie faceta, który de facto jest jedyną
                                    osobą "nie fair" skoro gra na dwa fronty).

                                    Oczywiście stojąc po drugiej stronie barykady (a stałam w sowim życiu po obydwu,
                                    a nawet po wszystkich trzech) myśli się nieco inaczej - "a co mnie obchodzi jego
                                    dziewczyna, fajna jest, ale nie moja wina, że jej facet jej nie kocha".

                                    Generalnie uważam, że najgorzej stoi się po stronie, po której jest obecnie
                                    kolega mleka w tubce:D czasem wybór między tym co znane i dobre na 4+ a tym co
                                    nowe i pozornie wydające się strzałem w dziesiątkę (ale przecież kto wie, jak
                                    będzie po kilku latach!) jest bardzo trudny.
                                    Zaznaczam, że moje (na razie bardzo szczęśliwe:P) małżeństwo wzięło się stąd, że
                                    pozwoliłam sobie na skok w bok i wskoczyłam już na stałe w ten - jakże miły -
                                    bok:D i wcale nie uważam, że przez to jestem bardziej skłonna do jakiegolwiek
                                    skoku w bok w każdej przyszłej sekundzie swojego obecnego życia. Raczej wręcz
                                    przeciwnie, choć może to właściwość mojego własnego charakteru
                                    • pierwszalitera Re: Problem sercowy 21.05.09, 12:49
                                      luliluli napisała:

                                      > pozwoliłam sobie na skok w bok i wskoczyłam już na stałe w ten - jakże miły -
                                      > bok:D i wcale nie uważam, że przez to jestem bardziej skłonna do jakiegolwiek
                                      > skoku w bok w każdej przyszłej sekundzie swojego obecnego życia. Raczej wręcz
                                      > przeciwnie, choć może to właściwość mojego własnego charakteru


                                      Ja też nie jestem zdania, że ktoś, komu coś takiego się zdarzyło będzie miał więcej skłonności do rozglądania się po bokach. Oczywiście istnieją ludzie, dla których częsta zmiana partnera i przygody, to sposób na życie, ale to nie jest tak, że generalnie otwiera się w ten sposób wrota do rozwiązłości i nie ma powrotu do wierności. Mówię tu jednak o dorosłych ludziach, a nie o nastolatkowych miłostkach, które z założenia są tylko na jakiś czas i nie oznaczają jeszcze partnera na życie. Chociaż tak też się może zdarzyć. Myślę, że ktoś opuszczający swój stały poważny związek dla kogoś innego zdaje sobie sprawę jakie to trudne i bolesne. Nawet dla porzucającego. Jeżeli spędziło się z kimś sporo czasu, to wcale nie jest łatwo się rozstać. Ale trzeba się zdecydować, nawet jak boli. Ludzie, którzy coś takiego przeszli są często nawet ostrożniejsi w przyszłości, bo wiedzą ile to kosztuje. Badania pokazują nawet, że drugie małżeństwo jest zwykle stabilniejsze i szczęśliwsze od pierwszego. Ludzie zdają sobie sprawę z drugiej szansy i wkładają więcej starań, by jej tym razem nie zaprzepaścić.
                              • jul-kaa Re: Problem sercowy 20.05.09, 14:05
                                pierwszalitero, nie napisałam, ze taki model jest dla kobiety korzystniejszy.
                                Napisałam, ze mnie taki odpowiada - a przyznasz, ze mam do tego pełne prawo :)
                                Mam wrażenie, że chociaż głosisz dość zdecydowane prokobiece poglądy i chcesz
                                walczyć ze stereotypami, to właśnie sama uległaś jednemu z nich :)
                                Feministyczna tendencja każąca kobiecie stać się dokładnym przeciwieństwem
                                dawnego wzorca (wzorca kobiety uległej i podległej) nie bierze pod uwagę
                                bogactwa ludzkiej natury. To są pewne skrajności – jeśli nie jesteś całkowicie
                                niezależna, to znaczy, że jesteś podległa. Jeśli podoba Ci się zachwyt w oczach
                                męża, to znaczy, że nie znasz własnej wartości. Jeśli nie pracujesz, to znaczy,
                                ze mąż Cię zniewolił i co gorsza odmawia Ci możliwości decydowania o własnym
                                losie. By oddać istotę sprawy, przykłady z lekka wyolbrzymiam.
                                Taka postawa odbiera człowiekowi prawo do samostanowienia, do budowania życia w
                                sposób, jaki jest dla niego najlepszy, najkorzystniejszy i jaki daje mu
                                najwięcej szczęścia.
                                Taka postawa paradoksalnie trąci seksizmem: Odczarowano kobietę, która nie jest
                                już naiwną kurą, wrażliwą romantyczką, mającą skłonność do fałszywego
                                interpretowania emocji (szczególnie emocji mężczyzn), ale nie odczarowano
                                mężczyzny, który pozostał zwierzęcym łowcą kierowanym przez żądzę i nie
                                potrafiącym zapanować nad popędem. Jest tu wyraźnie widoczna niekonsekwencja,
                                która sprawia, ze kobieta nie ma prawa do życia w sposób, jaki jej najbardziej
                                odpowiada, ponieważ choć ona się zmieniła, mężczyzna pozostał od wieków taki
                                sam. Kobieta nie ma więc współcześnie prawa konsultować z mężczyzną swoich
                                wyborów, by nie zostać posądzoną o całkowitą podległość, nie ma prawa zajmować
                                się domem, by nie zostać posądzoną o brak ambicji, nie ma wreszcie prawa po
                                prostu potrzebować obecności swojego mężczyzny, by nie zostać posądzoną o brak
                                samodzielności i zniewolenie.

                                Taka postawa nie pozwala na istnienie odmienności, różnorodności, bogactwa
                                zachowań i wzorców. Kreowany wizerunek jest dla wielu kobiet niemożliwy do
                                spełnienia. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna mogą być łowcami, zdobywcami, ale
                                mogą też być zwierzyną łowną. Dajmy im możliwość podjęcia decyzji i nie
                                podważajmy sensowności ich wyborów.
                                Świat ma prawo być różnorodny :)
                                • pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 16:13
                                  Przyznaję ci do wszystkiego prawo. ;-) Pisałam tylko o moich wyborach. Nie wkładaj mi w usta słów, których nie napisałam i nie zaczynaj nużącej dskusji o feminiźmie i jego postulatach. To w jaki sposób zachowuję się w stosunku do facetów wynika raczej z mojego temperamentu i intuicji do odnajdywania dróg, które są dla mnie dobre. Tak było już, kiedy byłam nastolatką, a było to w zamierzchłych komunistycznych latach osiemdziesiątych, kiedy słowo feminizm nie istniał jeszcze w słowniku polskich kobiet. Nikomu nie odbieram możliwości wyboru, ani kobietom, ani mężczyznom, jeżeli tak zrozumiałaś moje słowa, to zrozumiałaś je całkowicie fałszywie. Doskonale wiem też, że wszystko da się tłumaczyć na dwie strony. Nie chce mi się nawet dyskutować na temat feminizmu, ale to co o nim piszesz jest nieprawdą. Nikt nie każde stawać się kobietom w każdej sytuacji przeciwieństwem uległej i podległej. To jest propaganda. Trochę mniej przerysowanych ideologicznych definicji, a trochę więcej praktycznie stosowanego równouprawnienia płci. ;-)
                                  • jul-kaa Re: Problem sercowy 22.05.09, 08:56
                                    Pierwszalitero, nie ja zaczęłam dyskusję wykorzystującą „zdobycze” feminizmu.
                                    Terminu „feministyczny” użyłam pierwsza, ale to Ty przywołujesz feministyczne
                                    postulaty. Być może nikt nie każe stawać się kobietom w każdej sytuacji
                                    przeciwieństwem uległej i podległej, ale to Ty, pisząc o tradycyjnym modelu
                                    rodziny i umacnianiu przekonanie o męskiej sile i aktywności oraz kobiecej
                                    wstrzemięźliwości i braku własnej zdecydowanej opinii, przywołujesz klasyczne
                                    hasła i wyjątkowo przerysowane definicje, a nie – jak byś chciała - praktyczne
                                    równouprawnienie. Praktyczne równouprawnienie powinno dotyczyć obu płci,
                                    nieprawdaż? Nie wymiguj się więc od dyskusji, poza tym ze mną jeszcze nie
                                    dyskutowałaś, może mam ożywcze poglądy:)
                                    Piszesz: „Ja też nie jestem zdania, że ktoś, komu coś takiego się zdarzyło
                                    będzie miał więcej skłonności do rozglądania się po bokach.”, a wcześniej
                                    pisałaś: „A co jak facet zasmakował w łowach?” Moim zdaniem zaprzeczasz sama
                                    sobie - jak łowił to zawsze będzie łowcą, ale jak raz skoczył, to skoczkiem nie
                                    musi zostać?
                                    • pierwszalitera jul-kaa 22.05.09, 14:37
                                      Zauważ, że pisząc "Ja też nie jestem zdania, że ktoś, komu coś takiego się zdarzyło będzie miał więcej skłonności do rozglądania się po bokach.” oraz „A co jak facet zasmakował w łowach?” dopuszczam różnorodność i wszechstronność ludzkich zachowań i decyzji. Męskich też. Nie wzoruję się na żadnych postulatach i szytwnych normach. Czego ty właściwie ode mnie oczekujesz? Że z właściwością betonu uprę się na jedno stanowisko? Akurat tego tu nie zrobię, bo ja nawet moje własne życiowe priorytety staram się dopasować do konkretnej sytuacji. Po zapoznaniu się z potrzebnymi faktami. W podkładniu szabloników lepsi są inni. ;-) Możesz zarzucić mi ewentualnie brak moralnych zasad, ale to mnie akurat najmniej boli. A pisząc o sytuacjach, w którym nie znam wzystkich parametrów, rozważam rzeczy, które są możliwe. Teoretycznie możliwe. Bo wcale nie wymagam, by mleko w tubce kierowała się moimi radami. Wcale nie chodzi mi przekonywanie kogoś o mojej racji, tylko lubię, gdy ludzi zmusza się do myślenia i zastanowienia nad własnymi utartymi poglądami i automatyzmami. Niekiedy trzeba ich przy tym wyprowadzić lekko z równowagi. ;-) A, że użycie słowa tradycyjny i kilku innych przypadkowych określeń nakłoniło cię do dyskuji o feminiźmie? To było tylko i wyłączenie twoje skojrzenie. Gdybyś wiedziała coś o komunikacji, to przyszło by ci samej do głowy, że to co dociera do odbiorcy, to nie zawsze to samo, co miał na myśli nadawca. ;-)
                                      A polska dyskuja o feminiźmie dlatego mnie mierzi, bo żyję w kraju europejskim, w którym nie dyskutuje się już o teoretycznych podstawach, najwyżej o lepszym lub gorszym stopniu wprowadzenia tych postulatów w życie. Tu gdzie mieszkam żadna kobieta nie ma problemu do otwartego przyznania się, że jest feministką, nie musi jednak wpisywać tego na sztandar i być dumna z własnej odwagi, bo na miarę skandalu medialnego są raczej te, które oświadczają, że feministkami nie są. Dlatego w pewnym sensie nie wchodzi mi do łba, że w Polsce jest tyle kobiet, które bronią się nogami i ręcami przed nieuchronnymi zmianami w stosunkach między płciami. Kilka razy zaanagżowałam się w taką dyskusję i chyba już mi się nie chce. Wolę poczekać na naturalną kolej rzeczy. ;-)
                                    • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 07.06.09, 16:45
                                      Mam wrażenie, że jestem coraz bliżej celu... obym nie zapeszyła ;)
                                • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 20.05.09, 17:32
                                  jestem młoda, nie zetknęłam się jeszcze z jakimkolwiek zjawiskiem
                                  nierównouprawnienia osobiście, ale ja słowo feminizm definiuję
                                  właśnie jako wolność wyboru, której kobiety dawniej nie miały. Chcę
                                  poświęcić życie rodzinie? cudownie- mój wybór. Chcę się oddać
                                  karierze? Też dobrze- znowu mój wybór itd w każdym aspekcie życia.
                                  Każda z nas jest inna więc nie możemy dać się wtłoczyć w jakikolwiek
                                  schemat narzucony przez środowisko. Same musimy zadbać o własne
                                  szczęście, które dla każdej z nas znaczy co innego. Ważne, żeby
                                  wiedzieć czym jest ono dla mnie- nie dla mojej mamy, przyjaciólki,
                                  czy koleżanki z forum, ale skoro walczymy o wolność wyboru- nie
                                  negujmy wyborów innych osób
                          • pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 12:05
                            beauty-gosiek napisała:

                            > to ja jestem taka naiwna, nie wyobrażam sobie sytuacji że jakaś inna
                            > podziała na mojego męża. Uważam że prawdziwe uczucie można
                            > przeciwstawić fizyczności

                            Wyobrażać sobie nie musisz, tak samo jak wiele kobiet nie potrafiło sobie wyobrazić, a potem uderzył je grom z nieba. ;-) Ale tu nie o to chodzi, że chcę udowodnić, że każdy facet poleci na fizyczność. Na pewno nie każdy. Należy tylko nie być naiwnym i wiedzieć, że to normalne, że są kobiety, które na niego działają. Poza tym, co to jest prawdziwe uczucie? Niektórzy bez satysfakcjonującej fizyczności, szczególnie wielu mężczyzn, czują się w związku nieszczęśliwi, więc zamiast dzielić uczucia na prawdziwe i mniej prawdziwe, warto na chwilę oderwać się od naszych wyobrażeń o wielkiej miłości, podpatrzonych w romantycznych komediach i zainteresować się też czasem jakie wyobrażenia na ten temat ma nasz partner. ;-)
                            • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 20.05.09, 15:16
                              pierwszalitera napisała:

                              Należy tylko nie być naiwnym i wiedzieć, że to normalne, że są kobiety, które na niego działają.

                              To ja wolę tego nie wiedzieć, nie wyobrażać sobie i nie myśleć, inaczej bym się załamała.
                              Wolę myśleć że są kobiety które mu się podobają ale nie wzbudzają w nim tym samym pożądania
                              • pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 15:56
                                beauty-gosiek napisała:

                                > To ja wolę tego nie wiedzieć, nie wyobrażać sobie i nie myśleć, inaczej bym się
                                > załamała.
                                > Wolę myśleć że są kobiety które mu się podobają ale nie wzbudzają w nim tym sam
                                > ym pożądania

                                Ciebie coś takiego może załamuje i napełnia strachem, mnie wręcz przeciwnie, pozytywnie motywuje do starań o mój związek. Poza tym pozwala z czystym sumieniem od czasu do czasu do figlarnych myśli na temat innych facetów. ;-) Dlaczego nie? Dając sobie trochę umownej wolności zbliżamy się paradoksalnie do partnera, bo nasz wybór staje się wtedy bardziej świadomy. Ale może związane jest to też z moim wiekiem. Z czasem człowiek staje się pewniejszy siebie i mniej zaborczy. ;-)
                                • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 20.05.09, 16:31
                                  pierwszalitera napisała:

                                  > beauty-gosiek napisała:
                                  >
                                  > > To ja wolę tego nie wiedzieć, nie wyobrażać sobie i nie myśleć, inaczej bym się załamała.
                                  > > Wolę myśleć że są kobiety które mu się podobają ale nie wzbudzają w nim tym samym pożądania
                                  >
                                  > Ciebie coś takiego może załamuje i napełnia strachem, mnie wręcz przeciwnie, pozytywnie motywuje do starań o mój związek. Poza tym pozwala z czystym sumieniem
                                  > od czasu do czasu do figlarnych myśli na temat innych facetów. ;-) Dlaczego nie? Dając sobie trochę umownej wolności zbliżamy się paradoksalnie do partnera, bo nasz wybór staje się wtedy bardziej świadomy. Ale może związane jest to też
                                  > z moim wiekiem. Z czasem człowiek staje się pewniejszy siebie i mniej zaborczy.

                                  a może związane jest to z pewnością siebie i poczuciem własnej wartości? a nawet
                                  na pewno :) obawiam się że mi tego brakuje
                                  z wiekiem chyba nie, nie jestem aż taka bardzo młoda
                                  no i może w grę wchodzi również charakter?
                    • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 19.05.09, 21:41
                      mleko_w_tubce napisała:

                      > teraz prowadzę delikatną grę na zasadzie rozkochiwania go w sobie
                      > ale w taki sposób, żeby myślał, że on sam na to wpadł :)

                      a właśnie, czy to konieczne rozkochiwać kogoś w sobie, prowadzić
                      gry, stosować sztuczki, nie może być tak że ktos pokocha kogos za to
                      że jest jaki jest, tak po prostu? z biegiem czasu i dlatego że tak
                      jest właśnie przeznaczone?
                      no chyba że chodzi tu przede wszystkim o to że on zajęty więc trzeba
                      jakoś zczególniej się starać.. nie wiem.. taka jakaś refleksja mnie
                      naszła
                      pisze to jako osoba nieśmiała, wstydliwa, nie stosująca nigdy
                      sztuczek, msło przebojowa jak na te czasy i nie wyobrażajaca sobie
                      sytuacji że to ja mam sie starać o faceta, być może to wszystko
                      tłumaczy :)
                      • pierwszalitera Re: Problem sercowy 19.05.09, 23:43
                        beauty-gosiek napisała:

                        > a właśnie, czy to konieczne rozkochiwać kogoś w sobie, prowadzić
                        > gry, stosować sztuczki, nie może być tak że ktos pokocha kogos za
                        to
                        > że jest jaki jest, tak po prostu? z biegiem czasu i dlatego że tak
                        > jest właśnie przeznaczone?
                        > pisze to jako osoba nieśmiała, wstydliwa, nie stosująca nigdy
                        > sztuczek, msło przebojowa jak na te czasy i nie wyobrażajaca sobie
                        > sytuacji że to ja mam sie starać o faceta, być może to wszystko
                        > tłumaczy :)

                        Każdy według własnego temperamentu. Istnieją jednak kobiety, które
                        wolą same sięgnąć ręką, po to co najlepsze i co je uszczęśliwia, niż
                        czekać, aż ktoś je zauważy. Okazać się bowiem może, że będzie nas
                        chciał zawsze tylko ktoś, kogo my nie chcemy. ;-) W przeznaczenie
                        też wielu już nie wierzy, na całe szczęście. Ale być może jednak nie
                        spotkałaś tylko jeszcze nikogo, o kogo warto było się postarać? ;-)

                        • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 20.05.09, 00:57
                          pierwsza litera napisała:
                          " Przecież nawet nic nie wiemy o stałym związku chłopaka"
                          Już opowiadam :)
                          Związek trwa jakieś 5 lat. On od przynajmniej 2 lat ma własne
                          mieszkanie. Ona z nim nie mieszka. On mówi, że ją kocha i być może
                          zechce się z nią ożenić. Czy to normalne? Ja rozumiem, że faceci
                          lubią swoją prywatność itd, ale tak naprawdę z podobnego powodu
                          rozstałam się z poprzednim facetem- też cały czas nie był gotowy na
                          wspólne zamieszkanie. Dodam jeszcze, że mimo, że są ze sobą 5 lat,
                          to ja widziałam tę dziewczynę może z 15 razy- prawie nigdzie z nim
                          nie chodzi. Nie wiem kiedy oni się widują, bo przecież normalnie
                          pracują itd. Wiem, że są ludzie, którym do szczęścia wystarczy
                          bardzo mało- czyli np spotkanie raz w tygodniu, może u nich tak to
                          działa, ale wydaje mi się, że niemożliwym jest, żeby wytrzymali ze
                          sobą po ślubie ;)
                          Ale być może jednak nie
                          > spotkałaś tylko jeszcze nikogo, o kogo warto było się postarać? ;-)
                          O to to! ja wcześniej też nie wyobrażałam sobie, żebym to ja miała
                          się starać o faceta, chciałam być romantycznie zdobywana itd. Dopóki
                          nie zaczęłam myśleć o Tym facecie ;)
                          • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 20.05.09, 01:10
                            zarin napisała:

                            > Pomijając już kwestię jakiegoś współodczuwania z "lubianą"
                            dziewczyną
                            > przyjaciela, należałoby mieć na tyle instynktu samozachowawczego,
                            żeby mieć
                            > świadomość, że jeżeli facet zostawia partnerkę dla innej osoby, to
                            prędzej czy
                            > później potraktuje tę drugą tak samo, ewentualnie zrani w inny
                            sposób - bo to
                            > wyraźny znak, że nie interesują go uczucia drugiej strony i że
                            jest mało odporn
                            > y
                            > na hormony, nowe wrażenia, różne fizyczne gry.

                            tak jak napisała pierwszalitera: dopóki on sam nie będzie chciał to
                            ja nic nie zdziałam. A jeżeli będzie chciał to oznacza, że jest
                            nieszczęśliwy w obecnym związku.A jeśli jest nieszczęśliwy to wybacz
                            ale uważam, że własne szczęście jest ważniejsze od empatii w
                            stosunku do panny, która nie potrafi go uszczęśliwić. To tak jakbym
                            ja miała wrócić do mojego byłego, bo on tak strasznie cierpi po
                            rozstaniu ze mną- nie, niech se cierpi, ja już się nacierpiałam
                            przez niego i nie zamierzam być dłużej matką teresą
                            • zarin Re: Problem sercowy 20.05.09, 21:22
                              Z tego co piszesz wynika, że Twój były jest człowiekiem toksycznym i robił
                              niewybaczalne rzeczy, więc jak najbardziej zasłużył na zostawienie. Zostawienie
                              partnerki bez powodu dla kogoś innego to jest zupełnie inna kategoria, to
                              wyrządzanie ogromnej krzywdy osobie, która na to niczym nie zasłużyła. Jeśli się
                              z kimś wiąże, to robi się to na własne życzenie i bierze się na siebie
                              konsekwencje tego, w tym uczucia drugiej osoby. Ludzie na zostawienie reagują
                              bardzo różnie, w tym załamaniem nerwowym czy nawet samobójstwem - i jest się za
                              to wszystko odpowiedzialnym.
                              Po prostu czasem zastanawiam się, czy naprawdę trzeba wszystkiego doświadczyć na
                              własnej skórze, żeby umieć się postawić na miejscu danej osoby, mieć jakąś empatię.

                              Dużo ludzi po kilku latach (czasem wcześniej) związku po prostu się nudzi i ma
                              skłonność do racjonalizowania sobie tego, np. wyolbrzymiania mało ważnych wad i
                              używania ich jako pretekstu do zerwania. Jeżeli w tym momencie pojawi się jakiś
                              nowy obiekt, to tym prościej wytłumaczyć się, że jest się nieszczęśliwym w
                              związku. Jak się sobie tego mechanizmu nie uświadomi i nie będzie ponad to, to
                              naprawdę nie ma szans na nic dłuższego. Nie mówiąc już o tym, że takie ciche
                              liczenie na to, że przyjaciel jest w związku nieszczęśliwy, zwłaszcza jeśli
                              rzekomo lubi się jego partnerkę, to jest imho jakieś wyrachowanie.
                              • pierwszalitera Re: Problem sercowy 20.05.09, 22:54
                                zarin napisała:

                                Zostawienie
                                > partnerki bez powodu dla kogoś innego to jest zupełnie inna kategoria, to
                                > wyrządzanie ogromnej krzywdy osobie, która na to niczym nie zasłużyła. Jeśli si
                                > ę
                                > z kimś wiąże, to robi się to na własne życzenie i bierze się na siebie
                                > konsekwencje tego, w tym uczucia drugiej osoby. Ludzie na zostawienie reagują
                                > bardzo różnie, w tym załamaniem nerwowym czy nawet samobójstwem - i jest się za
                                > to wszystko odpowiedzialnym.

                                Wyolbrzymiasz. ;-) Mleko w tubce nie rozbija przecież długoletniego małżeństwa z trójką dzieci. ;-) A inna, bardziej pasująca dla nas osoba może być jak najbardziej powodem, by rozstać się ze starym partnerem. Związki to nie kamieniołomy, gdzie musimy poświęcać się do ostatniego oddechu. Każdy ma prawo do swojego szczęścia. Odejść można nie tylko, gdy ktoś robi nam krzywdę. Powodów może być mnóstwo. I może nawet lepiej teraz, niż po latach wspólnego pożycia, gdy okaże się, że małżeństwo zawarte z obowiązku i źle zrozumianej empatii było pomyłką. A ludzie, którzy po porzuceniu porywają się na próby samobójstwa mają zwykle inne zaburzenia psychiczne i trudno być za coś takiego odpowiedzialnym. I w ogóle co to z argument? Nie rzucę chłopaka, bo się zabije? Emocjonalny szantaż nie umacnia miłości.


                                > Dużo ludzi po kilku latach (czasem wcześniej) związku po prostu się nudzi i ma
                                > skłonność do racjonalizowania sobie tego, np. wyolbrzymiania mało ważnych wad i
                                > używania ich jako pretekstu do zerwania. Jeżeli w tym momencie pojawi się jakiś
                                > nowy obiekt, to tym prościej wytłumaczyć się, że jest się nieszczęśliwym w
                                > związku.

                                To są związki niedorzałe, w których początkowa fascynacja i zakochanie nie przerodziły się w głębsze uczucie miłości i przywiązania. Może nawet i lepiej, że się rozpadają. Ma się wtedy nową szansę na lepszy wybór.
                              • mleko_w_tubce Re: Problem sercowy 21.05.09, 02:46
                                zarin napisała:
                                Ludzie na zostawienie reagują
                                > bardzo różnie, w tym załamaniem nerwowym czy nawet samobójstwem -
                                i jest się za
                                > to wszystko odpowiedzialnym.
                                Totalne przegięcie według mnie. Mój były próbował we mnie wzbudzić
                                podobne uczucia- wyskakiwał na środek ruchliwej ulicy, żeby mi
                                pokazać jak bardzo cierpi. Na początku się tym bardzo przejęłam-
                                dopóki nie zrozumiałam, że każdy jest odpowiedzialny tylko i
                                wyłącznie za własne życie (nie mówię tu o dzieciach, których jeszcze
                                nie mam) i nawet jeśli rzeczywiście przejechał by go samochód to
                                teraz już wiem, że nie byłaby to moja wina.

                                Nie mówiąc już o tym, że takie ciche
                                > liczenie na to, że przyjaciel jest w związku nieszczęśliwy,
                                zwłaszcza jeśli
                                > rzekomo lubi się jego partnerkę, to jest imho jakieś wyrachowanie.
                                Ale ja naprawdę lubię tę dziewczynę, a że wolałabym, żeby nie była
                                jego partnerką to zupełnie inna sprawa ;)

                        • beauty-gosiek Re: Problem sercowy 20.05.09, 07:07
                          pierwszalitera napisała:

                          > beauty-gosiek napisała:
                          >
                          > > a właśnie, czy to konieczne rozkochiwać kogoś w sobie, prowadzić
                          > > gry, stosować sztuczki, nie może być tak że ktos pokocha kogos
                          za
                          > to
                          > > że jest jaki jest, tak po prostu? z biegiem czasu i dlatego że
                          tak
                          > > jest właśnie przeznaczone?
                          > > pisze to jako osoba nieśmiała, wstydliwa, nie stosująca nigdy
                          > > sztuczek, msło przebojowa jak na te czasy i nie wyobrażajaca
                          sobie
                          > > sytuacji że to ja mam sie starać o faceta, być może to wszystko
                          > > tłumaczy :)
                          >
                          > Każdy według własnego temperamentu. Istnieją jednak kobiety, które
                          > wolą same sięgnąć ręką, po to co najlepsze i co je uszczęśliwia,
                          niż
                          > czekać, aż ktoś je zauważy. Okazać się bowiem może, że będzie nas
                          > chciał zawsze tylko ktoś, kogo my nie chcemy. ;-) W przeznaczenie
                          > też wielu już nie wierzy, na całe szczęście. Ale być może jednak
                          nie
                          > spotkałaś tylko jeszcze nikogo, o kogo warto było się postarać? ;-)
                          >

                          nie jest tak źle :)
                          mam własnego męża o którego nie musiałam zabiegać, na szczęście był
                          wolny, na szczęście mu się spodobałam, a on mi, parę razy się
                          spotkaliśmy i jakoś nie moglismy przestać, po prostu dobrze nam było
                          razem spacerować i rozmawiać o wszystkim.. z czasem przyszła
                          miłosć, a poznaliśmy się na zwykłym gg, pierwszy raz wtedy
                          zaryzykowałam bo normalnie z nikim obcym się nie umawiałam i sie
                          opłaciło :)
    • kuraiko znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 01:39
      wysyłałam tam CV niedawno (po raz kolejny zresztą). chce mi się
      płakać....
      znowu wyślę, znowu nie odpowiedzą, za kilka tygodni znowu będą kogoś
      szukać :(
      a praca dla mnie spoko, bo 10 minut piechotką od domu :(
      • kuraiko Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 01:43
        aż mam ochotę jako "ps" napisać "może w końcu państwo raczą
        odpowiedzieć" :/
      • kuraiko Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 01:48
        ... sprawdziłam... ostatnio wysyłałam tam CV 22 kwietnia...
        przekopiowałam zatem treść maila :P bez żadnych dopisków jednak :P
        najbardziej mnie upokarza, kiedy właściwie nie ma żadnych wymagań z
        wyjątkiem dyspozycyjności i "chęci do pracy", ewentualnie obsługa
        komputera, a i tak nie dzwonią... (zawsze mi przychodzi do głowy, że
        to chyba chodzi o to nieszczęsne zdjęcie)
        • luliluli Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 08:28
          Kuraiko, może oni mają jasno sprecyzowane acz zatajone wymagania -
          szukają cycatej blond d..y z tipsami w kwiatki oraz różową szminką
          na ustach?;)) nie pękaj, naprawdę miałabyś ochotę schować w kieszeń
          swoją stanikową wiedzę i wciskać kobiety w te drogie worki?
          • kuraiko Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 17:08
            osoba bezrobotna nie powinna wybrzydzać, kiedy na dodatek jest mało
            ofert pracy ;)
            tak na serio, to oczywiście że mam wątpliwości, co bym zrobiła gdyby
            przyszła np dziewczyna o posturze mojej przyjaciółki, z ok 60-65cm
            pod biustem i miseczką zdecydowanie większą niż np 65B (co jeszcze
            można znaleźć jako stanik dla nastolatki) :/
            ale nie mogę sobie pozwolić na olewanie ofert pracy, zwłaszcza tak
            blisko domu, bo łatwo policzyć ile bym oszczędzała miesięcznie na
            dojazdach.
        • milstar Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 17:07
          Praca 10 minut od domu, a Ty wysyłasz aplikację MAILEM????????????
          A może byś tak osobiście poszła?
          • kuraiko Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 12.05.09, 17:14
            oni wymagają wysłania aplikacji.
            dzwoniłam do kobiety i mówiłam, że mogę zanieść osobiście, bo
            mieszkam blisko, ale powiedziała, żeby wysłać :/

            z drugiej strony może tak jest dla nich lepiej, tzn może planują
            zwolnić jakąś dziunię, a gdyby podania przechodziły przez jej łapki,
            to może lądowałyby w koszu ;) czasem mam takie podejrzenia jak się
            oddaje cv w ręce pracownic
            • kotwtrampkach Re: znowu oferta pracy w Triumphie :((( 30.06.09, 15:12
              to już wprawdzie dawno było, ale z moich doświadczeń szukającej pracy wynika
              1. pchać się do szefa/dyrektora zawsze i pod jakimkolwiek pretekstem - zawsze w
              rozmowie można coś więcej sie dowiedzieć (choćby "juz mam kogoś")
              2. czasem opłaca się przeanalizować swoje CV i zrezygnowac z wpisywania
              wszystkich doświadczeń zawodowych, skończonych szkół, a podkreslić w liście, ze
              zna się to, czego wymagają..
    • annasi23 Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 10:33
      Już nie mam siły, nie wiem, jak do niego trafić. Już tyle razy o tym myślałam,
      tyle razy przerabiałam to na wszystkie strony, że już nie chce mi się tego opisywać.
      W skrócie wygląda to tak: jesteśmy prawie 4 lata po ślubie, mamy dwoje dzieci (3
      lata i rok). Mąż STALE pracuje. Od poniedziałku do niedzieli (pracuje na
      uczelni, w tygodniu sprawy uczelniane, w weekendy studia podyplomowe). Wolny
      weekend ma może raz na trzy miesiące. Ja siedzę w domu z dziećmi - starsza
      chodzi do żłobka. Nie daję rady już psychicznie, ciągle sama. Najgorsze są
      weekendy, chciałabym pójść do kościoła, zabrać dzieci na rodzinną wycieczkę, ale
      nie da rady. Mam tylko dwie ręce. Głupio mi ciągle prosić o pomoc rodzinę.
      Wkurzam się na siebie, na dzieci, coraz częściej mam tego wszystkiego dosyć.
      Tłumaczę facetowi, że tak nie można, że ja mam potrzeby i że dzieci za nim
      tęsknią, że wykończy samego siebie i naszą rodzinę. Ale on już nie może tego
      słuchać, bo w sumie za każdym razem jest to samo. Odwraca się, wychodzi, albo
      kończy rozmowę. Nawet już nie próbuje dyskutować. Nie wiem, czy to ja
      histeryzuję, może powinnam go zrozumieć (staram się), czy on przesadza?
      Chciałabym, żeby ktoś spojrzał obiektywnie na naszą sytuację, ale to niemożliwe.
      Ostatnio myślę o najgorszym. Zastanawiam się nad rozstaniem - skoro jego prawie
      wcale nie ma w domu, a nawet jak jest, to ma jakąś pracę - to po co się męczyć
      nawzajem? Szkoda mi dzieci, zwłaszcza starszej córki, która za nim tęskni, kocha
      go niesamowicie, a jego ciągle nie ma, albo musi coś zrobić. Owszem, zajmie się
      nią wieczorem, pogada, położy spać (jak już jest z nami, to jest świetnym tatą),
      ale to się zdarza naprawdę rzadko. Czy on mnie, nas unika? Ucieka? Jak to się
      stało, że kiedyś się rozumieliśmy, potrafiliśmy przegadać całą noc, albo robić
      razem ciekawe rzeczy - a teraz tylko walczymy o odrobinę przestrzeni dla siebie?
      Wstyd mi przed samą sobą, że poniosłam taką porażkę. Co zrobiłam, co robię źle?
      Przepraszam za chaos, ale nie wiem jak to wszystko wyrazić. Jestem w stanie
      wyartykułować tylko niewielką część tego, co czuję.
      • pierwszalitera Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 12:55
        Annasi23, to bardzo poważna sprawa i raczej nie oczekuj, że ktoś tu na forum mógłby wiedzieć, co robić w twojej konkretnej sytuacji. Najlepiej, by było, byście znaleźli kogoś kompetentnego, kto potafiłby pomóc. Być może psycholog rodzinny, albo inny terapeuta? Możesz udać się do niego na początek sama, by otrzymać pierwsze wskazówki, bo na pewno będzie konieczna praca obu partnerów. Wygląda na to bowiem, że straciliście zdolność do komunikacji. Oboje poruszacie się trochę w ślepych uliczkach, używając jedynego znanego wam schematu i nie wiecie jak z tego wyjść. Być może oboje jesteście zmęczeni status quo i każdy z was reaguje, w sposób, który zna, a mężczyźni bardzo często unikają w takich sytuacjach bezpośredniej konfrontacji. Być może twój mąż czuje się bezsilnie i unika dlatego rozmów na ten temat, bo wydaje mu się, że zepsułby jeszcze bardziej wszystko między wami? To znaczy, że niekonieczenie jest to zła wola z jego strony, tylko po prostu brak pomysłu, a faceci niechętnie przyznają się do słabości. Czasem nawet wolą zrezygnować ze wszystkiego, co jest im ważne i kochane, byle nie pokazać, że nie panują nad sytuacją. Nie znaczy, to jednak, że nie cierpią z tego powodu. Być może wysyłasz też nieświadomie jakieś sygnały, które on fałszywie rozumie? Drążysz, masz prentensje, przypominasz o obowiązkach, zarzucasz mu brak kompetencji? A pytałaś też kiedyś o jego potrzeby? Pytałaś jak on wyobraża sobie idealny weekend? Może stawiasz też swoją poprzeczkę za wysoko? Układasz idealny model szczęśliwiej rodziny, który jest trudny do zrealizowania? Rozmawialiście wsześniej o tym, jak wyobrażacie sobie życie rodzinne, czy wydawało ci się po prostu, że on akceptuje twoją wersję? Możliwości interpretacji jest bardzo wiele, więc tylko fachowiec jest w stanie załapać, o co u was chodzi. :-)


      • m.mada Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 13:27
        Zgadzam się z pierwsząliterą, że najlepiej byłoby wybrać się do specjalisty,
        najlepiej razem.
        Z drugiej zaś strony pamiętam, że zajmowanie się domem i dziećmi robiło mi
        bardzo źle na "głowę". Z jednej strony byłam wciąż zmęczona, bo roboty wciąż
        jest pełno (szczególnie jak wszystkim w domu zajmuje się jedna osoba), a i
        zabawa z dziećmi intensywna. A z drugiej strony byłam potwornie znudzona (bo
        ciągle robiłam to samo lub prawie to samo i każdy dzież wyglądał podobnie) i
        przez to jeszcze bardziej zmęczona. Pomogło mi pójście do pracy na kawałek etatu
        - dwa dni w tygodniu. Doszło mi wtedy zajęć i obowiązków, ale zwiększyła się ich
        różnorodność, to pozwoliło mi odetchnąć, zmieniać kontekst. Taka zmiana nie
        rozwiąże problemów z mężem, ale może poprawić samopoczucie, a wtedy łatwiej
        rozwiązywać problemy, bo można spojrzeć na nie z innej strony.
      • gumis323 Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 16:05
        Czy on mnie, nas unika? Ucieka? Jak to się
        > stało, że kiedyś się rozumieliśmy, potrafiliśmy przegadać całą noc, albo robić
        > razem ciekawe rzeczy - a teraz tylko walczymy o odrobinę przestrzeni dla siebie
        > ?
        > Wstyd mi przed samą sobą, że poniosłam taką porażkę. Co zrobiłam, co robię źle?


        Zgadzam się z moimi poprzedniczkami, że żadna z nas nie jest w stanie Ci pomóc, a jedynie specjalista.
        Niemniej jednak chciałabym Cię trochę pocieszyć i zwrócić Twoją uwagę na pewne sprawy.Napisałaś że "Kiedyś się rozumieliśmy", kiedyś to kiedyś tamto. Moim zdaniem-my kobiety-za bardzo rozpamiętujemy to co było wczoraj,sprawy które już minęły przesłaniają nam teraźniejszość przez to nie potrafimy odnaleźć się w rzeczywistości.Nie doceniamy dnia dzisiejszego tylko tak sobie rozpamiętujemy...rozpamiętujemy..."Aaaa kieedyś to ja byłam piękna....kiedyś to ja miałam dobrego męża...."
        Masz dwójkę zapewne wspaniałych dzieci, które dają Ci radość, należy to docenić, a to co przeszkadza Ci w relacjach z mężem jak najszybciej zmienić, jeżeli będziesz to odkładać na później to nie zmieni się Twoja sytuacja.Mówisz też że Twoje tłumaczenie na nic się zdaje:zmień taktykę (w tym również może pomóc Ci specjalista).Zamień słowa w czyn,życzę powodzenia.
        • bebe.lapin Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 18:48
          Rzeczywiscie ,sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna, tym niemniej bez
          specjalisty sie nie obejdzie. Radzilabym jednak dobrze poszukac, najlepiej,
          gdybys mogla zaobserwowac efekt jego pracy w swoim otoczeniu, bedziesz
          wiedziala, czy o takie efekty ci chodzi. Podejrzewam, ze ewentualna terapia
          bedzie dlugotrwala, trzeba sie bedzie uzbroic w cierpliwosc, ale przy dobrym
          terapeucie i uczciwej pracy nad soba i Waszym zwiazkiem powinniscie byc
          zadowoleni z rezultatow, jakie by one ostatecznie nie byly.

          Natomiast pozytyw, ktory widze, i na ktorym nalezy bazowac to to, ze kiedys sie
          rozumieliscie, mieliscie duzo punktow wspolnych, co znaczy, ze nie zostaliscie
          para przez przypadek i to porozumienie bedzie mozna odbudowac, choc moze tym
          razem na nieco innych podstawach. Jednak jest cos, co Was laczy, a to juz duzo
          (w koncu zaskakujaco duzo zwiazkow powstaje nawet bez jakiejkolwiek poczatkowej
          bazy, z przypadku lub innych powodow).

          Natomiast jesli chodzi o Ciebie, to rzeczywiscie doradzalabym poszukanie sobie
          jakies pracy na pol lub cwierc etatu, zajecia samorozwojowe (zwlaszcza ruchowe,
          np. taniec brzucha, gimnastyka, yoga itd), studia podyplomowe itp. Nie mam
          dzieci, ale doswiadczylam na wlasnej skorze jak to jest, kiedy sie siedzi
          zamknieta w domu i zajmuje tylko gospodarstwem - myslalam, ze zwariuje, a u mnie
          to trwalo tylko 3 miesiace i nasz zwiazek doszedl juz do takiego punktu, ze
          musialam wyjechac, aby to wszystko sie zupelnie nie posypalo.

          W kazdym razie zycze powodzenia i trzymam kciuki! :)
        • bebe.lapin Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 19:05

          • annasi23 Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 21:39
            Jeśli chodzi o zajęcia - chodzę trzy razy w tygodniu na gimnastykę - wprawdzie z dzieckiem, ale zawsze. Zapisałam się też na kurs niemieckiego, do tej pory chodziłam twardo, ale ostatnio opuszczam, bo nie mam z kim zostawić dzieci - mąż oczywiście w pracy, a babcie już głupio mi prosić (obie pracują, też przychodzą do domu zmęczone, a dwoje dzieci to podwójna robota).
            Od września idę do pracy - starsza córka idzie wtedy do przedszkola, młodsza do żłobka. To już postanowione. Ale nie wiem, czy to zasadniczo zmieni coś w naszych relacjach. Ja i tak wciąż będę miała cały dom na głowie, dojdą do tego problemy logistyczne - odbieranie i zawożenie dzieci, zakupy itd. Jego i tak nie będzie w weekendy, ja z maluchami, nie będę miała do kogo buzi otworzyć.
            Ale najgorsze jest to, że on nie wykazuje najmniejszej woli zmiany. On twierdzi, że tak musi być i już. To mnie boli - że przecież gołym okiem widać, że jest źle, że tak nie może być, a on twierdzi że jest dobrze. Tak mu wygodnie.
            Czasami się zastanawiam, czy go jeszcze kocham. Naprawdę z trudem sama się przed sobą do tego przyznaję. Obojętność na mnie i na moje problemy powoduje, że ja też robię się obojętna. Kiedy się pobieraliśmy, kochaliśmy się do szaleństwa.
            Nie chcę, żeby to się tak byle jak skończyło, ale naprawdę nie wiem, co mogę zrobić.
            On się nie da zaciągnąć do specjalisty, twierdzi, że nie wierzy w te wszystkie terapie, a w ogóle to nic takiego nam nie jest potrzebne - przecież jest dobrze, a ja histeryzuję.
            • bebe.lapin Re: Nie mogę się dogadać z mężem 19.05.09, 22:15
              > Od września idę do pracy - starsza córka idzie wtedy do przedszkola, młodsza do
              > żłobka. To już postanowione.
              To super, mysle, ze to mimo wszystko duzo zmieni dla Ciebie, nawet, jezeli nadal
              bedziesz miala wszystko na swojej glowie (to osobny problem :(

              On twierdzi
              > , że tak musi być i już. To mnie boli - że przecież gołym okiem widać, że jest
              > źle, że tak nie może być, a on twierdzi że jest dobrze. Tak mu wygodnie.
              No w to, ze mu wygodnie, to nie watpie...Nie napisze, co mysle o takich
              facetach, bo to jednak Twoj maz, wiec z szacunku do Ciebie...
              A to on z takich bardzo tradycyjno-patriarchalnych? Bo to rzeczywiscie moze byc
              wtedy problem... A jak to jest u niego w domu? Zastanawialas sie, jaki model
              realizowala jego rodzina na podobnym etapie (w sensie-mlode potomstwo)? Poszukaj
              tu wskazówek.

              > On się nie da zaciągnąć do specjalisty, twierdzi, że nie wierzy w te wszystkie
              > terapie, a w ogóle to nic takiego nam nie jest potrzebne - przecież jest dobrze
              > , a ja histeryzuję.
              Fakt, ze sa specjalisci i "specjalisci", ale mediacja kogos trzeciego moze
              naprawde duzo dac, tylko ze wtedy obie strony musza chciec przyznac sie do
              popelnionych bledow...a tej checi nie ma po stronie Twojego meza...Latwiej mowic
              o babskiej histerii...Smutne to wszystko..
              Mimo to, zycze powodzenia i sciskam mocno. Moze uda sie go jakos przekonac.
              A gdybyscie pozbyli sie dzieci na kilka dni i sprobowali sie na spokojnie
              zastanowic nad Wasza sytuacja? Moglabys oczywiscie pojsc wczesniej do terapeuty,
              zeby dowiedziec sie, jak taka rozmowa pokierowac i jak trzymac swoje (i meza!)
              emocje na wodzy.
      • kotwtrampkach Re: Nie mogę się dogadać z mężem 30.06.09, 15:23
        heh, dostałas niezłe rady, ja ja tylko dodam od siebie, coś co niedawno czytałam
        o facetach, a co mnie urzekło

        Właściwie to nie było o facetach, a o wychowaniu szczeniąt ;-) jest tak: jak
        szczeniak przychodzi do właściciela - powinien być zawsze nagrodzony. Jeżeli
        właściciel krzyczy i złości się, pies się boi - a to nie sprawia nigdy że
        przyjdzie chętnie. Najlepszym sposobem, na oddalanie się szczeniaka - jest
        odejść w przeciwnym kierunku. (no i kiedy przybiegnie, znowu go nagrodzić).

        Do tej pory, zawsze sprawdzało mi się z psami. Z facetami nie zawsze umiałam być
        konsekwentna..
    • martvica Poczta mnie wkurza! 04.06.09, 12:53
      Kupiłam ostatnio zapas farby do sierści u producenta - 17 maja płacone; stanik
      na Allegro - 25 maja, drugi 28 maja. I tak sobie czekam i czekam, mamy 4 czerwca
      i te dwie pierwsze przesyłki chyba powinny dojść? Bo w międzyczasie, znaczy 25
      maja płaciłam za akcesoria do robienia biżuterii i przyszły grzecznie po paru
      dniach.
      Bu.
      • psuj-ka Re: Poczta mnie wkurza! 04.06.09, 13:58
        Nie martw się, na pewno niedługo dojdą :) a druga sprawa, czy sprzedający je już na pewno wysłali i kiedy to zrobili? bo często myślimy, że to wina poczty, a okazuje się, że sprzedawca wysłał późno ;)
        • martvica Re: Poczta mnie wkurza! 05.06.09, 12:47
          Farby nadal nie doszły, staniki tak.
          I nie pasują.
          Oba.

          :((((((((((((((((
    • bebe.lapin Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 07.06.09, 23:16
      Trzymajcie za mnie kciuki, jade (100 km od terazniejszego miejsca zamieszkania)
      jutro na rozmowe o prace, grrr. Stres okropny.
      • wariamiktoria Re: Gr. wsparcia dla wszystkich które go potrzebu 08.06.09, 08:45
        Kciuki trzymam, może już nie przeczytasz ale odczujesz :)
    • melmire narzucona "przyjaciolka" :( 08.06.09, 04:31
      No dobra, wurzucam z siebie zale, ostrzegam ze bedzie dlugie i niekoniecznie
      uporzadkowane i z sensem. I niekoniecznie obiektywnie. I w ogole malo elegancko,
      bo bede obgadywac na calego.

      Osoby dramatu :
      ja, istota asocjalna, potrzebujaca duzo czasu na bycie sama ze soba, i z malym
      parciem na robienie rzeczy w grupie
      moj malz
      jego przyjaciel
      partnerka przyjaciela vel "przyjaciolka"

      Przyjaciel malza znalazl sobie dziewczyne. Zamieszkami sobie razem, bardzo
      blisko nas. Dziewczyna ma dwadziescia lat, i skomplikowana osobowosc. Nie
      wychodzi nigdzie sama, boi sie rozmawiac z ludzmi (do placenia za zakupy
      deleguje partnera), jest tak niesmiala ze od patrzenie pod nogi zdeformowal jej
      sie kregoslup...a z drugiej strony ta niesmialosc nie przeszkadza jej umieszczac
      w necie swoich polnagich zdjec. I dawac adresy znajomym, nie ostrzegajac ich o
      rodzaju zdjec. Nie wiem jak wy, ale ja niekoniecznie odczuwam potrzebe wiedzy o
      tym jak wygladaja moi znajomi nago.
      I dziewcze to nie pracuje - nie ma tutejszej matury, nie ma zadnego fachu w
      reku, za to ma charakter jak wyzej opisany, co skutecznie uniemozliwia jej
      szukanie pracy.
      Jej chlop pracuje, wiec ona nudzi sie sama w domu.
      Ja niestety tez nie pracuje( z tym ze ja sie nie nudze). Przebolalabym problemy
      finansowe itp, gorzej ze oni chca zebym ja sie nia zajmowala. Wyprowadzala na
      spacerek przynajmniej raz w tygodniu, po panienka potrzebuje ruchu, bo przybrala
      na wadze. Bo ja przeciez nie pracuje, wiec "nic nie robie"(?). Wczoraj dostalam
      email od znajomego, ze ona jest taka sama w nowym miescie, i ze on mi dziekuje
      ze jestem dla niej taka mila, i ze jest pewien ze bede dla niej dobra przyjaciolka.
      NIE NIE NIE nie bede kurna zadna przyjaciolka, wkurza mnie nieziemsko, porusza
      sie z predkoscia 2 km/h, i te dlugie spacerki dla zdrowia to dla niej dwa
      kilometry w tym tempie. Ja chodze szybko, wleczenie sie noga za noga powoduje u
      mnie, hmmmmmm, irytacje? Na dodatek jak juz mowilam wkurza mnie, nie mamy sobie
      NIC do powiedzenia, niepodobne poczucie humoru, no po prostu nie da rady, nie
      klei sie miedzy nami, a na dodatek chyba zwyczajnie jej nie lubie.
      To na dodatek ten typ co do swojej niesmialosci dorabia sobie teorie. Ludzie sa
      nie tacy jak powinni, dziwni, niedorosli, niemili wiec dlatego ona sie z nimi
      nie chce zadawac, a nie dlatego ze nie jest w stanie. Mamy wspolnego znajomego,
      w podobnym do jej wieku, i caly czas sie wysmiewa, tak z gory, ze och, jaki on
      dziwny, niezgrabny itp. Ale gosc przynajmniej w wieku 18 lat mieszka sam,
      pracuje sie i uczy, a nie siedzi i czeka az ktos sie nim zajmie. I mozna z nim
      pogadac.
      I tak wiec dwa razy w tygodniu (poza weekendami, bo w weekend sie widzimy "z
      urzedu") albo i czesciej dostaje maila : a moze bysmy poszly, a moze bys
      przyszla na obiad, a moze przyjdziecie na kolacje. A mnie rosnie w gardle
      gula,oblewaja zimne poty i zaczynam modlic sie zeby ich transfer na Polinezje
      Francuska zostal zatwierdzony, bo tylko taki dystans mnie uratuje. Szczerze
      mowiac, jestem na skraju ataku histerii. Jako osoba asocjalna moge spokojnie
      przezyc tydzien(alibo wiecej) nie widzac nikogo poza malzem, i dodatkowo
      nienawidze tego uczucia ze ktos gospodaruje sobie MOIM czasem, moim, moim, MOIM!
      Chlop chyba zaczyna myslec ze sie z wariatka ozenil.

      I co robic? Brutalne zerwanie kontaktow nie wchodzi w gre z racji na relacje
      malz/znajomy, pracy szukam goraczkowo wlasciwie tylko z mysla ze praca mnie
      uratuje przed zakusami "przyjaciolki", na wszelki wypadek planuje rozmaite
      zajecia wybierane pod katem niekompatybilnosci z teze "przyjaciolka" , ale juz
      po prostu nie wyrabiam :(
      • wariamiktoria Re: narzucona "przyjaciolka" :( 08.06.09, 08:59
        Namów ją na jakiś kurs, cokolwiek co zmusi ją do ruszenia tyłka. Ale bez
        specjalnych nacisków, jak nie wyjdzie to się nie przejmuj tylko powiedz o tym
        jej chłopakowi. Niech on też ją namawia, może mu się uda a jak nie to nie będzie
        mieć pretensji do ciebie - przecież próbowałaś. Jeśli jej tyłek rośnie to niech
        jej luby kupi karnet na aerobic, przecież nie będziesz jej osobistym trenerem.
        Hola, za to się płaci a nie wymusza na znajomych. Sad but true. Jak nie ma
        potwierdzenia matury to niech się za tym zakręci, eksternistycznie zrobi czy cóś
        przecież nie będzie na jego utrzymaniu non stop. A co jeśli jemu coś się stanie
        i będzie potrzebował jej pomocy? Rozpłaczą się razem nad losem i wejdą do wanny
        podciąć sobie żyły? Poza tym, jeśli ona ma taką osobowość co to zakupów nie
        pozwala jej samej robić a ekshibicjonizm jest ok niech się leczy do cholery
        jasnej. Nagość jest spoko, bardzo fajny i naturalny stan ale taka mieszanka
        chorobliwej nieśmiałości i ekshibicjonizmu to nieciekawa sprawa.
        Poza tym twoja osobowość też jest trudna i nie nadaje się na terapeutę, uświadom
        tego przyjaciela, że więcej może to przynieść szkody niż pożytku i jak bardzo mu
        na tym związku zależy to niech zbiera na leczenie a nie wymusza na tobie takie
        rzeczy. No i pogadaj z małżem żeby wiedział co chcesz zrobić bo jak pogadasz z
        jego przyjacielem a ten zadzwoni do małża w szoku po wygarnięciu prawdy to mogą
        się nie zrozumieć i klops gotowy. I trzymam kciuki za transfer, choć i tak maili
        się nie pozbędziesz.
      • luliluli Re: narzucona "przyjaciolka" :( 10.06.09, 10:51
        "nie mam czasu", "dziś nie mogę", "może pojutrze?" - wiem, że to niewiele
        rozwiązuje, ale do czasu, gdy będziesz się pojawiać na każdą komendę, ona na
        pewno nie przestanie Cię sobą dręczyć:) trzymam kciuki!
        i lepiej porozmawiaj ze swoim mężem, może jako jedna z osób dramatu, coś poradzi?:)
      • kotwtrampkach Re: narzucona "przyjaciolka" :( 30.06.09, 15:31
        melmire napisała:
        Szczerze
        > mowiac, jestem na skraju ataku histerii. Jako osoba asocjalna moge spokojnie
        > przezyc tydzien(alibo wiecej) nie widzac nikogo poza malzem, i dodatkowo
        > nienawidze tego uczucia ze ktos gospodaruje sobie MOIM czasem, moim, moim, MOIM
        > !

        o boże, a co w tym ASOCJALNEGO??? toż to zupełnie naturalna reakcja zdrowego
        człowieka. brak Ci chyba asertywności, ale to jest coś czego można się nauczyć
        (a co czasem nie sprawdza się w stosunku do niektórych osób - wtedy najłatwiej
        zrezygnować z takich kontaktów, co jest trudne, gdy chodzi o przyjaciela męża..)
        Ale niezgoda na dysponowanie naszym własnym, prywatnym czasem jest NORMALNA!
        jestem tego w stuprocentach pewna ;-)
    • bebe.lapin Fak fak fak!! 16.06.09, 18:35
      Pelna kompromitacja!!
      Mam ladego maila z nazwiskiem, zalozonego specjalnie w celach oficjalno
      zawodowych, i co ja idiotka zrobilam?!
      Wyslalam maila z informacja, ze owszem, zainteresowana jestem propozycja pracy,
      z ...gazeto, ktory, jak same przyznacie, powazny to nie jest... I co amm zrobic?
      Wyslac jeszcze raz z tego porzadnego? Tak to juz jest, jak ktos robi powazne
      rzeczy w porannej nieprzytomnosci..
      • juannita Re: Fak fak fak!! 16.06.09, 21:23
        To wedlug teorii psychoanalitycznej bylby chyba znak, ze podswiadomie nie chcesz
        tej pracy...;)
        Ale jezeli jednak jestes naprawde zainteresowana :), to chyba rzeczywiscie
        wyslij jeszcze raz z porzadnego adresu. Ja bym tak na Twoim miejscu zrobila.
        A latwo jest mi sie postawic na Twoim miejscu, bo mnie tego typu katastrofy
        zdarzaja sie nagminnie. Po prostu moja podswiadomosc szaleje ;)


        • bebe.lapin Re: Fak fak fak!! 16.06.09, 23:51
          > To wedlug teorii psychoanalitycznej bylby chyba znak, ze podswiadomie nie chces
          > z
          > tej pracy...;)
          A wiesz, ze mozesz miec racje, bo w miedzyczasie znalazlam oferte moze mniej
          ambitna, ale bardziej by mnie urzadzala z punktu widzenia zycia prywatnego - w
          Paryzu :D... Ale to chyba bylo zwykle zidiocenie poranne :D

          Wyslac jeszcze raz jak gdyby nigdy nic, czy jakies slowko wyjasnienia (a wie
          pan, taka glupia jestem, nie wiem, co skad wysylam ;)?
          • juannita Re: Fak fak fak!! 17.06.09, 16:30
            Ja bym wyslala tak jak gdyby nigdy nic, bo tlumaczenie sie zawsze
            stawia na troche slabszej pozycji.
            Nic sie nie stalo, w koncu wyslanie maila z takiego adresu nie jest
            zbrodnia, mozna natomiast uwazac, ze wiadomosc z takiego adresu moze
            zostac latwiej odrzucona przez filtr antyspamowy.
            Wiec mysle, ze lepiej niczego nie tlumaczyc.
            To trzymam kciuki za kandydatury do obu ofert :)
            • bebe.lapin Re: Fak fak fak!! 17.06.09, 18:43
              wyslalam bez tlumaczen, zobaczymy... Po prostu problem polegal na tym, ze facet
              zna francuski, a w tym jezyku moj nick znaczy cos w rodzaju "malego kroliczka",
              wiec sama rozumiesz, jaki to daje efekt...:D
              • juannita Re: Fak fak fak!! 17.06.09, 20:35
                Wiem co to znaczy ;) (12 lat we Francji/Belgii)
                No i dlatego mysle, ze az tak zlej konotacji twoj adres nie ma :)

    • ametyst89 Egzamin... Historia. Hardcore. 18.06.09, 20:53
      Jutro mam egzama z historii. Mimo gapienia się w notatki ostatnie dwa dni (i
      wcześniej jeszcze opracowanie pytań) nic nie umiem. W sesji dotychczas wiodło mi
      się bardzo dobrze, ale teraz wystarczy mi 3. 26 tematów, 13 UK, 13 USA. Siedze
      cały dzień (od czasu do czasu zerkając na Balkonetke :P) i nic. Nie wiem co
      robić, bo obawiam się, że nie zdążę :(
      Nie chce mieć poprawki we wrześniu :(
      Złoty środek?
      Cokolwiek?
      Super mocna kawa?
      :(
      • ametyst89 Re: Egzamin... Historia. Hardcore. 19.06.09, 21:47
        No i mam 4,5 :] Uwielbiam swojego wykładowce, przy nim od razu człowiek
        przestaje się stresować :)
        Za to jak rano potrzebowałam ciepłego słowa to zostałam olana przez mego
        już-nie-przyjaciela-a-nie-do-końca-faceta.
        Phi, faceci.
        Nie mają szans w konkurencji ze stanikami ;)
        • madzioreck Re: Egzamin... Historia. Hardcore. 19.06.09, 22:21
          No widzisz :) Z tego co pamiętam, to im bliżej egzaminu, tym bardziej nam się
          wydaje, że nic nie umiemy. A potem otwierają się odpowiednie szufladki :)
          • ametyst89 :) 21.06.09, 17:43
            Albo po prostu wykładowca nie dość, że ciacho to jeszcze bardzo sympatyczny
            człowiek ;) Stres znika od razu ;)
    • emka25 nie rosną ... 20.06.09, 12:33
      "jajka mi nie rosną " podkarmiam jak mogę : orzeszki , morelki ... a
      one znów nie rosną ...... ehhh
      • ametyst89 Re: nie rosną ... 21.06.09, 17:42
        A jak bardzo byś je chciała podkarmić? ;)
      • emka25 Re: nie rosną ... 23.06.09, 19:48
        na tyle , co by z tego dziecko było ;-) a one nadal nie rosną
    • luliluli ;( 25.06.09, 08:55
      Bardzo złe wydarzenie w bardzo zły dzień. Niech ktoś przewinie czas, żeby
      wszystko było już z tyłu...
      • madzioreck Re: ;( 25.06.09, 22:32
        Nie da się :( Mogę tylko mocno przytulić <przytula>
    • heidowata Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 12:10
      Mam jutro egzamin z niemieckiego, robię certyfikat i stresuje się okropnie.
      Najbardziej części ustnej, która w niedzielę. Pisemną na pewno zdam, pytanie na
      ile.
      Sam egzamin jest moim zdaniem łatwy, przygotowuje się do niego od roku, ale w
      stresie zapominam o najbardziej podstawowych zasadach gramatyki i jeszcze mam
      problemy z wysławianiem się, bo w głowie pojawiają się same angielskie słówka. I
      w ten sposób potrafię zawalić najprostsze zadania. Matko to będzie taki wstyd
      nie zdać albo ledwo zdać, nie mówiąc już o marnotrawstwie kasy :(.

      Potrzebuję głównie kciuków (jutro do 9, a niedzielną godzinę mi wyznaczą. Oby
      nie 9 bo będę zaspana!).
      • urkye Re: Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 13:32
        Powodzenia! Będę trzymać kciuki:)
        A z ciekawości, który certyfikat robisz? I ile kosztują niemieckie certyfikaty?
        • heidowata Re: Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 13:57
          Zertifikat Deutsch (B1). Ten egzamin kosztuje 345 zł, następny (zamierzam zdawać
          w przyszłym roku, o ile nie będę musiała poprawiać ZD) 385 zł. W Instytucie
          Austriackim, gdzie ja robię, są zniżki dla uczestników kursów przygotowawczych
          (wtedy ZD kosztuje 265 zł).
          • bebe.lapin Re: Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 18:09
            EEE, zdasz na pewno, to nie jest takie trudne. Tylko się nie nakręcaj
            niepotrzebnie ;) Jeśli chodziłaś na kurs przygotowujący, to tym lepiej. Pewnie
            będziesz zdawać przed swoimi nauczycielami, którzy będą dbać o to, żebyś się nie
            stresowała; poza tym, akurat podczas takich egzaminów nikt nie musi sobie
            reperować ego złośliwie oblewając biednych delikwentów :D
            Trzymam kciuki!
            • heidowata Re: Egzamin z niemieckiego 26.06.09, 19:11
              >poza tym, akurat podczas takich egzaminów nikt nie musi sobie
              > reperować ego złośliwie oblewając biednych delikwentów :D
              O to mnie podniosło na duchu, szczególnie że mówił mi to też mój nauczyciel. A
              egzaminatorów nie znam, ale podobno są sympatyczni ;).
          • urkye Re: Egzamin z niemieckiego 27.06.09, 16:37
            Dzięki za info:)
            Koniecznie daj znać, jak już będziesz znała wyniki:)
            • heidowata Re: Egzamin z niemieckiego 27.06.09, 20:48
              Dzisiejsza część była łatwa, kciuki podziałały. Nie obyło się bez zgadywania,
              ale jestem dzieckiem szczęścia i trafiłam :). Jutro o 11.20 ustny, ale po
              dzisiejszej części podchodzę do tego optymistycznie.
              Dzięki za kciukanie!
              • bebe.lapin Re: Egzamin z niemieckiego 27.06.09, 21:57
                Super, zycze powodzenia jutro.
                Przede wszystkim, nie denerwuj sie, jak zrobisz maly blad gramatyczny, tylko
                nawijaj dalej, a nie roztrzasaj w myslach, ze to "taki okropny blad".:)
                W koncu w nauce jezykow obcych chodzi o to, zeby moc sie porozumiec, a skoro to
                jest poziom nizszy-sredniozaawansowany, to nie musisz mowic jak nativ.
              • bebe.lapin Jak poszedl ustny? n/t 30.06.09, 21:21

    • lavaenn zero mobilizacji :/ 28.06.09, 19:29
      przez ostatnie trzy tygodnie zdałam 8 egzaminów, jutro mam
      dziewiąty, najgorszy (biochemia fizyczna). czy to jest dziwne że ja
      już nie mogę, bo jestem tak zmęczona że nie wiem jak się nazywam?
      łażę cały dzień w kółko, wymyślam sobie wszystkie możliwe zajęcia,
      wiem że nic nie umiem ale i tak nie dam rady się nauczyć :/
      i liczę tylko że będę miała szczęście i znowu obniżą próg do 20% tak
      jak kilka lat temu :P
      • urkye Re: zero mobilizacji :/ 28.06.09, 20:33
        Lavaenn, mam identycznie:D Też mam jutro ostatni egzamin, najgorszy, tematyka
        zupełnie nie w moim guście (niestety jestem typowy umysł ścisły i uczenie się
        historii to jest masakra:P), uczę się od kilku dni i czuję jakbym nic nie
        umiała-wszystko mi się myli, zasypiam średnio co godzinę, głowa mi odpada, czuję
        jakby zaraz miała wybuchnąć... Jak widzisz-u mnie sytuacja wygląda całkiem
        podobnie:P
        Trzymam za Ciebie jutro kciuki, oby się udało:D
        • lavaenn Re: zero mobilizacji :/ 28.06.09, 23:34
          update: nie ma to jak przedterminowy okres :P
          idę spać.

          urkye, powodzenia jutro :)
          • urkye Re: zero mobilizacji :/ 29.06.09, 14:20
            Pochwale się, a co:D Zdałam na bardzo dobre 3,5 yeeeeeah!!!! :DDD Egzamin był
            straszny, kobieta pytała o szczególiki, męczyła nas przez dobrą godzinę...
            uffff, jak dobrze, że mam to już za sobą:D A Tobie Lavaenn jak poszło? :)
            • lavaenn Re: zero mobilizacji :/ 01.07.09, 13:26
              nie wiem jakim cudem, ale zdałam, i to na 4 :)))
              • mleko_w_tubce Re: zero mobilizacji :/ 02.07.09, 02:04
                mam jutro egzamin ustny z przedmiotu, którego mój mózg w ogóle nie
                przyjmuje. Czytam, czytam i nic- równie dobrze mogliby po chińsku
                pisać. Kompletnie nic nie umiem i co gorsza, wiem, że nigdy się nie
                nauczę, bo mam wyjątkową awersję. Oczywiście przedmiot z gatunku
                takich co mi się nigdy do niczego nie przyda, ale zdać muszę. Tylko
                jak?
                • urkye Re: zero mobilizacji :/ 02.07.09, 10:42
                  Przeżywałam identyczne katusze niedawno:P Powodzenia! Uda się, będę trzymać kciuki:)
                  • mleko_w_tubce Re: zero mobilizacji :/ 03.07.09, 02:59
                    No i sie nie udalo ;/. No ale coż... student bez poprawki jest jak
                    zolnierz bez karabinu ;) Na szczescie cala reszta zdana
    • camilcia wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 09:19
      oj, muszę sobie popłakać trochę :(
      zazwyczaj jeździmy nad polskie morze, grzybowo/kołobrzeg, potem
      zahaczamy o znajomych na wybrzeżu, wychodzi tego ze 3 tygodnie
      w tym roku po okropnym czerwcu, jakoś mnie zdołowało, jak mam
      siedzieć w taką pogodę w wynajętym pokoju/mieszkaniu to dziękuję.
      gdyby nie dzieci (3 i 6) może nie przeszkadzałoby mi, czlowiek by
      pospal, poczytal itp itd pochodził na spacery w pelerynach :]
      chce nam się wszystkim słońca, piasku, wody - siedzenia na plaży,
      taplania w wodzie, opalania, no wygrzać się zanim jesień i zima
      przyjdzie
      zaczęłam szukać gdzieś gdzie cieplo, grecja, włochy (nie mamy
      paszportów, tylko dowody wszyscy, wystarcza jak latamy do UK) i już
      całkiem się załamałam, niby ceny promocyjne, jak wchodzę na strony,
      nie wygląda źle, jak przychodzi do końcowego wyliczenia niżej niż 8
      nikt mi nie zaproponował
      buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
      nie mam tyle na wakacje
      • luliluli Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 10:36
        <głaszcze>
        nie wiem, co poradzić:( pogoda jest koszmarna i nie wiadomo, jak długo to
        potrwa... znalezlismy z małżem biuro, które nie "udaje" promocji - podaje
        prawdziwą cenę od razu, a nie małym druczkiem na dole strony, może zerknij, czy
        nie ma czegoś dla Was:) w tym roku po raz drugi z mężem jedziemy do Grecji, w
        samolocie mieliśmy bardzo wiele rodzin z dziećmi, więc chyba nie jest źle;)
        Grecos Holiday, czy jak to sie pisze po angielsku:P
        • camilcia Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 10:54
          dzięki, od razu zadzwoniłam, policzyli mi 10tys za 4 os :(
          chyba muszę zmienić nastawienie ;)
          • luliluli Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 11:09
            ło matko!:| za dzieci tyle, czy taka długa wycieczka?
            hm, sama nie wiem, to może tak polskie morze jednak?;) ostatecznie, istnieje
            małe prawdopodobieństwo, że cały urlop będzie deszczowy. A podczas deszczu można
            odwiedzić jakieś fokarium, poszukać jeszcze jakichś atrakcji. I może tak zamiast
            Kołobrzegu zaszaleć z nowym miejscem? albo zrobić sobie wycieczkę w formacie 7+7
            i najpierw odwiedzić Kołobrzeg, a później np. Trójmiasto? tam na pewno nie
            będziecie się nudzić w brzydką pogodę, a zawsze to jakaś odmiana i pobyt poza
            domem:) albo 2) krótsze, a co za tym idzie tańsze wczasy zagraniczne (tydzień
            zamist dwóch itd.) czy też szukanie ofert, gdzie niedrogo płaci się za dzieci?
            Kurka, nie sądziłam, że szukanie wakacji dla rodzin z dziećmi może być tak trudne:(
            • camilcia Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 11:14
              szukam na 2 tyg
              kryterium - słońce i plaża blisko ;P
              niby tyle się trąbi że dla dzieci zniżki - ja się jakoś nastawiłam,
              że to nie będzie aż tyle, nooooo 5tys mogłabym dać ;)
              no i lipiec chyba najdroższy, ale M akurat urlop wtedy i nie ma
              przebacz
              jakoś sobie poradzimy, tak tylko się chwilowo zdołowałam, że
              człowiek sobie nie może beztrosko pojechać na Majorkę polenić się
              trochę
              w tym sezonie ponoć Grecja i Majorka najtaniej :)
              napisałam jeszcze bezpośrednio do biur i kempingow we Włoszech -
              górny Adriatyk - Bibione i okolice, dojazd własny, zobaczymy :)
              a tymczasem u nas dziś piękne słoneczko :)
              • kotwtrampkach Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 30.06.09, 15:38
                ale włochy czy grecja w środku lata? brrr.. No i ceny też najwyższe. ja polecam
                morze śródziemne, ale w październiku - dużo miejsca, dużo słońca, a bez skwaru
                uniemożliwiającego ruch
                no ale pewno każdy lubi co innego..
                • camilcia Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 01.07.09, 07:12
                  noooo
                  ja wiem to wszystko :)
                  tylko, że mała juz do szkoly, nie mogę też rezerwowac wczesniej
                  wycieczek - juz raz tak bylo ze M odwolali urlop a mieszkanie cale
                  wykupione nad morzem - bylam sama z dziećmi - dziekuje bardzo ;)
                  drugi raz sciągali go jak juz pojechalismy, trzeci raz nie dostal
                  pozwolenia na wyjazd z kraju bo akurat kontrola gospodarcza, wyjazd
                  na półroczny kurs 3 dni po rozpoczęciu kursu w trybie
                  natychmiastowym i tysiace innych atrakcji zapewnione przez armię ;)
                  jutro jedziemy nad morze polskie - u nas leje od 6 rano i się spać
                  nie da taka burza jest :/
                  wygrzejemy się kiedy indziej ;)
      • jul-kaa Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 10:53
        camilcia napisała:

        > oj, muszę sobie popłakać trochę :(ilcia

        A nie robi się już ładnie? Nie warto jednak w lipcu czy sierpniu pojechać nad
        polskie morze?
        Trzymaj się :)
      • joankb Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 29.06.09, 17:03
        Sprawdź Chorwację - i raczej domek, bungalow. Na cztery osoby to nie wychodzi
        jakoś zabójczo. Plus jedzenie oczywiście - ale jak się ma kuchnię w domku to nie
        jest źle.
        To samo - Balaton
        To samo - Włochy
        W Grecji, na Majorce zżerają Cię koszty przelotu.
        • heidowata Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 30.06.09, 14:53
          Polecam Węgry, można nad Balaton lub znaleźć miejscowość ze źródlami termalnymi.
          Od 6 lat wybieram drugą opcję i jest bajecznie, kupujesz karnet i możesz
          korzystać z kilkunastu basenów (najciekawiej jest w Mezokovesd) od 9 do 20
          (godziny podaję orientacyjnie ;)). Poza tym Węgry są dość tanim krajem i mają
          świetną kuchnię :D.
          • bebe.lapin Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 30.06.09, 21:19
            Wlasnie, moze Balkany albo Ukraina, ceny nie powinny byc okropne.
        • kotwtrampkach Re: wakacje z dziecmi w to lato :( 30.06.09, 15:40
          z chorwacją moze być problem wynikający z braku paszportu (przy podróży
          samochodem i nieodpowiedniej trasie). To tylko tak da ścisłości
    • prostokvashino operacja kolana 05.07.09, 18:46
      No i mnie zoperowali. Krzyżowe więzadło. Buu, przeżyłam to juz raz - 2 lata temu. LTeraz leże, kolano spuchnięte jak bańka, krwiak się zrobił, boli. świra dostaję od leżenia/siedzenia, a jak ruszam się o kulach, to kolano boli jeszcze bardziej.
      A jeszcze przed operacją upatrzyłam sobie maskaradkę sorię, tak pięknie na mnie leżała, a nie miałam jeszcze wypłaty aby ją kupić.A jak dostałam pieniążki, to się dowiedziałam, ze za 2 dni mnie pokroją i muszę zapłacić za implanty. I tak oto pensja nie zdążywszy przyjść cała wyszła. Staniczka pewnie już nie ma. Ja zresztą teraz nie mam kasy, a muszę jeszcze chodzić na rehabilitację, która kosztuje. Taksówka tam, taksówka z powrtoem, 3 razy w tygdoniu. Przez miesiąc. Makabra.
      Zwariuję!
      • jul-kaa Re: operacja kolana 08.07.09, 01:26
        Prostokvashino trzymaj się! Ważne żeby noga była zdrowa, a maskaradkę znajdziesz
        taniej i na zdrowych nogach pognasz w niej w świat :)
      • filipek135 Re: operacja kolana 08.07.09, 12:01
        Abra, kadabra, plim!! Zaczarowałem. Nie zwariujesz. ;-) (Ps. Napisz za czas
        jakiś, czy czary podziałały, bo potrzebuję to do CV wpisać, że umiem i że działa).
        • prostokvashino do filipek 135 09.07.09, 10:47
          A rechotać umiesz?;) Bo to też warunek:)
      • prostokvashino Re: operacja kolana i durny były 09.07.09, 11:08
        Kurcze, opuchlizna jest ogromna:( Nogę mam jak by dziecko pomalowalo mi ją farbami, tylko miało 3 kolory: fioletowy, żółty i bordowo-brązowy. A kiedyś to była super-zgrabna nozia, co faceci się zapatrywali:(( I leżę taka, że nawet wycieczka do kibelka to wyczyn.
        I jeszcze były mi d* zawraca. W maju się rozstaliśmy. Wyjaśniliśmy wszystko, mi on nie pasował, bo w skrócie mówiąc żył bez celu ambicji, zainteresowań. To teraz próbuje mi cały czas pokazać, jak to on się zmienił: codziennie basen, 3 razy w tygodniu salsa i biega i za angielski się zabrał. Tylko 1. nie wierzę w to - jak by tak intensywnie ćwiczył, to już w ciągu miesiąca by schudł (brzuch mu spadł), 2. ale mnie to naprawdę już nie interesuje. Miał swoją szansę - nie wykorzystał jej, koniec. A nie, pisze do mnie maile tresci: 1. Jak tam noga? ide pobiegac. 2. a jednak nie uda się - deszcz. 3 a udało się między jedną chmurą a drugą. Potem sobie wymyślił, że ze mną pogada - o czym ? I dzwonił do mnie 40 razy w ciągu niecałych 2 godzin - musiłam wyłączyć dzwięk telefonu, bo już nie mogłam tego słyszeć. Nawte kilka razy zrzuciłam połączenie, nie zrzozumiam - i tylko pisze 'trzeba było odebrać'. Bo on chce ze mną porozmawiać, coś wyjaśnić. CO?? Się pytam, my wszystko już dawno wyjaśniliśmy. Ależ się wkopałam z takim kretynem. Następnym razem będę się 20 razy zastanawiać, czy chociaż na chwilę/próbę z kimś się związać, bo potem mogę mieć takie cyrki.
        Jak by mi chorej nogi było mało:((
      • tfu.tfu Re: operacja kolana 11.07.09, 08:34
        nie wariuj (ścisk, ścisk) umiesz robić na drutach np.? jak byłam uziemiona w
        domu, to stwierdziłam, że muszę się czymś zająć i się nauczyłam ;) polecam do
        tego wszystkie seriale sci-fi (jeden sweter powstał przy battlestar galactica,
        drugi przy star trek: ds9 ;))
        a sorią się nie martw, nowe kolekcje maskaradkowe są jeszcze ładniejsze :)
        • prostokvashino Re: operacja kolana 11.07.09, 13:25
          Dzięki:)
          Ale z ta sorią, to się jednak zapłaczę, bo ona na mnie leży lepiej niż Antośka.
          Generalnie niby mam co robić - mgr do napisania,książki do przeczytania, tylko mnie albo boli noga albo głowa od bólu nogi i nie mogę się na niczym skupić:((((
          i jeszcze te problemy z byłym:///
    • bebe.lapin Co nagle to po.. 08.07.09, 00:51
      wiadomo czym, jak mowi przyslowie...Ale jak tak dalej bedzie, to nigdy nie
      znajde pracy!
      W zeszlym tygodniu bylam na rozmowie kwalifikacyjnej; facet, zapewne aby
      sprawdzic moj francuski, poprosil, zebym napisala mu maila z moimi wrazeniami na
      temat ich stron internetowych. Poniewaz w miedzyczasie babcia mi zladowala w
      szpitalu, mielismy problem z lokatorami i musialam sama zajac sie babci sklepem,
      a adres stronki, ktory mi facet podal nie dizial, nie mialam czasu sie tym
      zajac, zdazylam tylko sama dotrzec do stron, o ktore chodzilo. Poniewaz facet
      wyslal mi maila w pon, ze jestem w czolowce jego kandydatow, i cy pamietam, e
      mialam mu te opinie wslac, chcialam to rbic jak najszybciej. Wczoraj przez tych
      lokatorow nieszczesnych tez nie zdazylam, wiec dzisial wieczorem juz musialam to
      koniecznie napisac przed wyjsciem z domu, no i stalo sie...czytam teraz na
      spokojnie, co mu wyslalam, a tam kilka drobnych bledow, ale nieladnie to
      przeciez wyglada (1 raz zly rodzaj rzeczownika, w jednym miejscu zle mostawiony
      rodzajnik, jedno zdanie chyba nie przekazuje do konca tego, o co mi chodzilo,
      choc gramatycznie jest sensowne). Jak z tego powodu przepadne, to chyba sie
      pochlastam... ;(;(;(
      • jul-kaa Re: Co nagle to po.. 08.07.09, 01:29
        bebe.lapin czy to ten sam facet, do którego pisałaś jako mały króliczek :)?
        Jeśli to zniósł, to i zły rzeczownik czy rodzajnik zniesie :))))
        Trzymaj się!
        • bebe.lapin Re: Co nagle to po.. 08.07.09, 08:33
          Nie...;(
          Bosz, no nikt mnie nie zatrudni, jak dalej bede strzelac takie gafy, a na wlasna
          firme chwilowo nie mam pomyslu ;(
          A na tej konkretnej posadzie akurat bardzo mi zalezy, jest we Francji,
          nauczylabym sie nowych rzeczy, ech...
          • jul-kaa Re: Co nagle to po.. 08.07.09, 08:36
            Ej!
            Dlaczego ma Cie nie zatrudnic? Gdybyś nie zrobila zadnego bledu, moglby
            pomyslec, ze nie sama to napisalas, a ktos za Ciebie. A tak ma zywy dowod, ze
            dobrze znasz jezyk! Przeciez piszac w swoim ojczystym tez popelnia sie drobne
            bledy.
            • bebe.lapin Re: Co nagle to po.. 08.07.09, 19:29
              A tak ma zywy dowod, ze
              > dobrze znasz jezyk!
              no wlasnie ma zywy dowod, ze nie, boze, jaka ja jestem beznadziejna...;(
              • inez69 Facet od pracy się odezwał? 11.07.09, 13:12
                bebe.lapin w moich oczach jestes naprawdę wielka! Podziwiam i
                zazdroszczę znajmości języka francuskiego:)
                • bebe.lapin Re: Facet od pracy się odezwał? 11.07.09, 14:44
                  No wielka to ja jestem, rozmiar 48 ;p Akurat francuski to znam nienajgorzej,
                  skromnie mowiac i nie wlewajac sobie, ale to, ze jestem kretynka, to osobna
                  kwestia i francuski nijak mi nie pomoze }:->
                  Nie odezwal sie, znalazlam inna, fajna oferte, asle tez dalam nieco ciala, o
                  rezultatach dowiem sie po czternastym..
                  • bebe.lapin Sprostowanie 11.07.09, 14:54
                    To poprzedni sie nie odezwal, na odpowiedz od tego czekam, bedzie po
                    czternastym. Trzymajcie kciuki :D
    • luliluli nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 08.07.09, 15:18
      urlop dopiero/już za 1,5 tygodnia, a ja juz mam dość, czekam na niego jak na
      zbawienie. Od kilku miesięcy latam jak oszalała i przestaję się z czymkolwiek
      wyrabiać. I nawet mi się nie chce. I na samą myśl o urlopie zamiast się cieszyć,
      boję się, że to tak krótko i zanim się obejrzę, znowu będę biegać jak kot z
      pęcherzem. AAA, dajcie mi bezludną wyspę, chociaż na miesiąc...:|
      • tfu.tfu Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 11.07.09, 08:30
        po 3 dniach urlopu (w sumie 5, bo 2 wolne) pierwszy dzień w pracy był dla mnie
        jak 7 nieszczęść ;) powinniśmy mieć chyba prawdziwe wakacje, takie jak na
        studiach: 3 miesiące laby i dużo świąt, ferie, wtedy to można popracować ;]
        • milstar Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 11.07.09, 13:10
          Głask, głask...
          Wymyśl lepiej, kiedy i gdzie na kawę idziemy
          • luliluli Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 13.07.09, 08:13
            milstar napisała:

            > Głask, głask...
            > Wymyśl lepiej, kiedy i gdzie na kawę idziemy

            na kawę?:> a czyżbyś z okolic była?
            • milstar Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 15.07.09, 18:23
              > na kawę?:> a czyżbyś z okolic była?

              To właściwie było do tfu tfu, ale jesli mieszkasz w Warszawie, to czemu nie ;)
              • jul-kaa Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 15.07.09, 21:47
                A ze mną na ten spacer...?
                • milstar Re: nie mam siły, chce na bezludną wyspę! 16.07.09, 15:35
                  jul-kaa napisała:

                  > A ze mną na ten spacer...?

                  Maila Cie napisałam :)
Pełna wersja