ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac?

05.02.09, 14:11
jest bardzo fajny watek o prawdziwej kobiecie.
i widac po nim, ze akceptacja dla prawdziwosci wsrod nas jest calkiem spora :)

ale jak wiele prawdziwosci jestesmy w stanie zaakceptowac bez lekkiego
skrzywienia obrzydzenia, czy zniesmaczenia?...

chude/grube - pewnie tak

a te z nieogolonymi nogami? pachami?
albo z obwislym biustem bez stanika?

pytam powaznie, bo czesto zastanawiam sie, gdzie przebiegaja granice
akceptacji i zrozumienia. zwlaszcza w kwestiach, ktore sa bezwzglednie
podyktowane moda (ogolone nogi chocby, lub wychudzone sylwetki).

pomijam kwestie higieny - nie rozmawiamy o smierdzacych, brudnych niechlujach,
tylko normalnych, czystych osobach/kobietach :)

co jest Wam trudno zaakceptowac?

ja mam problemy z palaczami - smrod i uciazliwosc dla otoczenia (ale dodam
uczciwie, ze dwa z najgoretsztch moich romansow byly z totalnymi palaczami
wlasnie i wtedy wcale mi to nie przeszkadzalo...). trudno mi to zaakcpetowac.
choc mysle, ze gdyby mi nie wchodzili w droge, to nie mialabym obiekcji.

i jeszcze osoby bardzo otyle (mowie o nadwadze rzedu 100 lub wiecej kilo),
ktore sa takie "bo tak i juz" - czyli nie maja klopotow ze zdrowiem (fizycznym
lub psychicznym), tylko sie zaniedbaly. i nie chodzi o estetyke, ale glownie o
zdrowie - nie potrafie tego zrozumiec, jak mozna tak rujnowac sobie zdrowie
dla rozkoszy podniebienia? bo ja sama jestem "wieksza" (mam lekka nadwage),
lubie jesc i nie lubie sie ruszac, mam kiepska przemiane materii... ale wydaje
mi sie, ze utycie teraz o 100 kg wymagaloby bardzo duzo zaniedbania i
negatywnej determinacji. dlatego w jakims sensie uwazam, ze to wina tychze
osob, ze utyly DUZO-za-bardzo.
i te osoby mi nie przeszkadzaja, tylko mi ich zal (choc pewnie te osoby
kazalyby mi sie odczepic i zajac swoimi sprawami - i slusznie).

wiem, ze to nienajpiekniej, ale tak mam :(

a Wy?
    • luliluli Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 14:29
      ja akurat jestem chodzącym przykładem nietolerancji:D
      nie rzucam się na nikogo za to, ze jest taki a nie inny, ale w
      głowie biega mi myśl "fuj"
      - młodzieńcy w dredach w stylu "Zieloni 2000" mnie rozśmieszają,
      - kobiety z tipsami do ziemi w stylu "co miałam, to na paznokieć
      nałożyłam, a na wierzch dałam brylancik" - tak samo,
      - Tomasz Jacyków przyprawia mnie o mdłości, on i cała
      jego "prawdziwość",
      - obwisły biust bez stanika - a fe a fe a fe;> mauzonka wrzuciła na
      balkonetkę kiedyś Susan Sarandon - ilustruje idealnie to, co mi się
      nie podoba:)
      - nie wiem, jak nieogolone nogi - dawno nie widziałam publicznie;)
      - kobiety z wąsami - wszystko rozumiem, ale w tych czasach można
      conieco usunąć u kosmetyczki:)

      Jako palaczka mam w nosie palaczy, może jak rzucę, to się odmieni:)
      • maith Hirsutyzm to choroba 06.02.09, 14:47
        luliluli napisała:
        > - kobiety z wąsami - wszystko rozumiem, ale w tych czasach można
        > conieco usunąć u kosmetyczki:)

        Hirsutyzm to choroba. Poczytaj sobie podlinkowane poniżej fora.

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11944
        www.hirsutyzm.fora.pl/
        Przeczytaj o tym, jak ciągłe zabiegi kosmetyczne nie przynoszą im efektów, włosy
        odrastają, pojawiają się jakieś blizny, wrośnięcia.
        • quleczka Re: Hirsutyzm to choroba 06.02.09, 15:01
          dokladnie

          ja chyba hirsutyzmu jako takiego nie mam ... ale wiem, ze nie jest to takie
          proste jak sie wydaje

          gdybym chciala usuwac wszystkie ciemniejsze/dluzsze wloski z ciala to musialabym
          codzienie walczyc z ich odrastaniem,peelingami, balsamami, krostkami i tak dalej...

          poza tym odrastajace wloski ostre i klujace sa duzo bardziej widoczne i
          odczuwalne niz te nie ruszane...
          • yarshiva Re: Hirsutyzm to choroba 06.02.09, 18:08
            Ja zamiast peelingu (jako kosmetyku) polecam mycie się szorstką gąbką. Działa
            tak samo jak peeling :) Poza tym również w jakimś stopniu ujędrnia skórę. Odkąd
            szoruję się codziennie gąbką, nie mam problemu z wrastającymi włoskami po
            goleniu, np. na nogach robi się mniej krostek :) Od czasu do czasu można
            działanie gąbki wspomóc peelingiem.
        • klymenystra Re: Hirsutyzm to choroba 06.02.09, 16:06
          Dzieki, Maith, ja pisalam o tym wyzej.
          W sumie to nie jest choroba sama w sobie, a objaw roznych chorob- cukrzycy, PCOS
          itd. Walcze z tym od lat, na szczescie nie mam bardzo ciezkej postaci i zwykle
          hormony wystarczaja, zeby objawy znikly prawie calkiem, ale widzialam tez
          zaawansowane stadia... Kobiety z PCOS maja czesto problemy nie tylko z wlosami,
          ale tez z poceniem sie i nadwaga. I do tego maja bardzo cienkie i slabe wlosy na
          glowie. Na takie sie, niestety, duza czesc spoleczenstwa patrzy z obrzydzeniem
          :(( I nikt nie mysli o tym, ze przy okazji moga nie moc zajsc w ciaze, albo tej
          ciazy donosic i to jest ich glowny problem, a nie wyglad :(
        • kuraiko Re: Hirsutyzm to choroba 06.02.09, 19:25
          hmmm ale chyba co innego hirsutyzm, a co innego "wąsiki" u pań w
          średnim wieku ;) to bardziej powszechne, prawdopodobnie spowodowane
          zmianami hormonalnymi. jednak nie podlega pod chorobę. znam kobiety,
          którym robi się wąsik i do tego pojedyncze ciemne włoski na brodzie,
          a nie mają oprócz tego ciemnego obfitego owłosienia na innych
          częściach ciała, tylko całkiem przeciętne.
          wydaje mi się, że to częsta "przypadłość" kobiet w średnim wieku, z
          tym że większość kobiet jednak usuwa te włoski.

          podobnie - ja bym miała zrośnięte brwi nad nosem (no nie tak
          totalnie i tak samo ciemne jak całe brwi, ale jednak), gdybym nie
          depilowała, a nie mam ogólnie problemu z nadmiernym owłosieniem.
          owszem mam ciemniejsze włoski tu i tam, ale nie podpada to jeszcze
          pod problemy hormonalne
          • agafka88 Re: Hirsutyzm to choroba 06.02.09, 20:10
            kuraiko napisała:

            > hmmm ale chyba co innego hirsutyzm, a co innego "wąsiki" u pań w
            > średnim wieku ;)

            Kuraiko, a powiedz mi jak rozpoznasz na ulicy panią z hirsutyzmem, a jak panią z
            taką z "wąsikiem"?
            • kuraiko Re: Hirsutyzm to choroba 06.02.09, 20:22
              wydaje mi się, że osoba z hirsutyzmem miałaby jeszcze dość owłosione
              ręce i na twarzy więcej włosów niż tylko pod nosem.
              i jak się ma hirsutyzm, to nie można usuwać "wąsika"??

              poza tym - a jak rozpoznajemy osoby otyłe z powodu choroby i otyłe z
              powodu obżarstwa? a te, które mają tłuste włosy bo ich nie myją i
              te, które mają taki łojotok, że muszą myć głowę 2 razy dziennie?
              można mnożyć przykłady.

              i to naprawdę ciekawe, że wąsik jest głównie u pań w średnim wieku -
              czyżby ta grupa miała najczęściej hirsutyzm?? ;)
              • klymenystra Re: Hirsutyzm to choroba 06.02.09, 22:22
                Panie w srednim wieku przechodza klimakterium, ktore wiaze sie z ogromnymi
                zmianami hormonalnymi :/ Nie mozesz wiedziec, czy owlosienie nie pojawia sie w
                innych miejsach. Poza tym nie ma reguly na te wlosy - niektore dziewczyny beda
                miec wasik, baki i troche na brzuchu, a inne z kolei bardzo owlosione uda,
                brzuch i rece!
                I wez pod uwage, co napisalam wyzej - hirsutyzm moze sie pojawic w wyniku innych
                schorzen, jak cukrzyca, czy problemy z tarczyca. Czy torbiele na jajnikach.
                Panie w srednim wieku czesto zapadaja na tego typu choroby, wiesz?
                CO do usuwania wasika - jak masz hirsutyzm, to wyrywanie wloskow nie powoduje
                (jka u zdrowych kobiet) ich rozjasnienia i oslabienia cebulek -wlosy odrastaja
                grubsze. Dlatego przy hirsutyzmie nie robi sie depilacji laserowej - bo wlosy i
                tak odrosna.
                Widzialas kiedys kobiete, ktora zaczela usuwac zarost wywolany przez hormony? Ja
                tak - i lepiej, gdyby nigdy nie byla tego zrobila. Ciemnie dlugie wlosy na
                policzkach mozna latwo rozjasnic rozjasniaczami do wlosow (np Joanna, zwykla
                woda utleniona jest przewaznie za slaba) - ale ona je depilowala. I teraz ma
                taki siny slad, jak faceci, ktorzy sie gola. Fajnie nie? Chcialabys tak wygladac?
              • milstar Re: Hirsutyzm to choroba 07.02.09, 15:35
                kuraiko napisała:

                > wydaje mi się, że osoba z hirsutyzmem miałaby jeszcze dość owłosione
                > ręce i na twarzy więcej włosów niż tylko pod nosem.

                Nieprawda
                > i jak się ma hirsutyzm, to nie można usuwać "wąsika"??

                Można - ale ja wolę wąsiki niż takie slady po usuwaniu jak mam na nogach i pod
                pachami - czarne i czerwone kropki, stany zapalne z ropą itp


                > i to naprawdę ciekawe, że wąsik jest głównie u pań w średnim wieku -
                > czyżby ta grupa miała najczęściej hirsutyzm?? ;)

                może patrzysz szczególnie na panie w średnim wieku? Albo u młodszych tolerujesz
                większe zaniedbanie?
    • pierwszalitera Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 14:35
      Zaczynam mieć stracha przed podobnymi wątkami. ;-) I chyba przestanę nawet coś takiego czytać, bo chyba najtrudniej jest mi zaakceptować sztywne normy i brak tolerancji. A z czymś takim się znowu tu liczę.
      • stary_dywanik Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 14:55
        Oj niestety, ten watek ma potencjal stania sie bardzo przykrym
        watkiem.
        • kura17 Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 18:58
          przykrym, ale prawdziwym ;)
          a to ciekawa rzecz (ta prawda)

          ja jestem "posiadaczka" jednej z takich generalnie malo akceptowanej cechy, juz
          sie przyzwyczailam, ale zawsze ciekawi mnie racjonalizowanie przez ludzi ich
          nietolerancyjnych reakcji ;)
          • plica kominek 07.02.09, 15:18
            ha! cos mi sie skojarzylo. czytalam ostatnio blog kominka i on ludzi z roznymi takimi dziwnymi rzeczami typu wystajace pieprzyki, niski wzrost, wloski na sutkach nazywa "zgrzytowcami" hyhy
            i wychodzi na to, ze kazdy z nas jest taki "zgrzytowcem" i posiada cos obrzydliwego dla reszty cywilizacji. olać to :)
      • kura17 Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 18:59
        boisz sie, jakie potwory z nas powychodza? ;)
    • momori smród mi przeszkadza :/ 05.02.09, 14:53
      obwisły biust ani nadwaga mi nie przeszkadza (porysować sobie akt pulchniejszej
      pani koło 50tki - no miodzio!). Włosy w różnych miejscach chyba też nie (chociaż
      również dawno nie widziałam). W zasadzie to przeszkadza mi tylko wszelkiego
      rodzaju smród - czyli głównie papierosy, bo reszta to chyba kwestia higieny.
    • kuraiko Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 18:17
      mnie zastanawiają wspomniane kobiety "z wąsami"... w pewnym wieku
      rzeczywiście pojawiają się ciemniejsze włosy nad górną wargą (i na
      brodzie czasem też), zwłaszcza jeśli kobieta ma naturalnie ciemne
      owłosienie. i nie rozumiem co za problem kupić plasterki z woskiem w
      drogerii, odwiedzić raz na jakiś czas kosmetyczkę itp.
      niby to jest "naturalne", ale mnie razi :/

      wszelkie inne włosy - mogą być, chociaż raz widziałam brunetkę o
      białych nogach i miała na nogach czarne obfite owłosienie... i
      niezbyt fajnie to wyglądało. jednak golenie nóg u np 13-latek uważam
      za szaleństwo. tak samo jak wygalanie wzgórków łonowych u
      dziewczynek w tym wieku :/ wygolonym wzgórkom łonowym tak w ogóle
      mówię "nie". tak samo jak dziewczynkom z gimnazjum z toną tapety na
      twarzy, stringami na wierzchu i prawie odkrytym wzgórkiem
      łonowym... :/


      a tak w ogóle wielu rzeczy u siebie, które są "prawdziwe" nie
      potrafię zaakceptować :P
      • butters77 Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 18:27
        kuraiko napisała:
        > i nie rozumiem co za problem kupić plasterki z woskiem w
        > drogerii, odwiedzić raz na jakiś czas kosmetyczkę itp.

        Widzisz... Właśnie o to chodzi, że Ty nie musisz tego rozumieć:) Ja też nie - to
        sprawa wyłącznie posiadaczki rzeczonych "wąsów". Może taka kobieta ma gdzieś
        kanony urody i czuje się świetnie ze swoim "meszkiem" - a może ma hiperwrażliwą
        skórę i źle reaguje na wosk? Jakkolwiek by nie było - to jej prawo nie robić
        niczego z wąsami. Może sobie doszczepić nawet blond pasma;) - krzywdy nikomu nie
        robi.

        Słowem - wiem, że pewne nawyki czy zachowania, na które same byśmy się nie
        zdecydowały, bywają zaskakujące/ rażące - ale w takiej sytuacji warto pomyśleć:
        "co za problem nie przejmować się cudzymi wąsami";)
        • kuraiko Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 18:33
          no tak, ale właśnie wosk to nie jedyny sposób ;) jak się chce, to
          się znajdzie sposób....
          w każdym razie "wąsy" widziałam tylko u pewnej grupy kobiet. ogólnie
          mogłabym je określić jako "zaniedbane". u kobiety eleganckiej,
          na "stanowisku" z dobrą pensją, nie zdażyło mi się zobaczyć "wąsów".
          a przecież każdy może mieć uczulenie na wosk...

          no i ja tego nie muszę rozumieć, ale nie musi mi się to podobać...
          tak jak u mężczyzn w średnim wieku obrzydzają mnie zaniedbane
          paznokcie i tłuste źle przycięte włosy
          • butters77 Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 18:35
            kuraiko napisała:
            > no tak, ale właśnie wosk to nie jedyny sposób ;) jak się chce, to
            > się znajdzie sposób....

            Jasne, ja to rozumiem - i sama nie hodowałabym sobie wąsów:) Ale chodzi o to, że
            można "nie chcieć" szukać tych sposobów - dlatego zaznaczyłam, że może babka
            ignoruje kanony urody i jest jej z tym super. Niech jej będzie super:)
          • quleczka Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 20:22
            a ja mam wasik :p delikatny bo delikatny i na szczescie nie czarny ale jednak
            mam... i meszek na brodzie tez mam w ktorym czesc wloskow jest dluzsza... i
            powiem szczerze - mam to gdzies :)

            pare razy probowalam to usuwac:
            1) woskiem - podrazniona skora, boli i w dodatku raz sobie nieco uszkodzilam
            naskorek
            2) kremem - zaczerwienienie i mrowienie pozniej przez bare godzin

            wloski odrastaja dosc szybko , u mnie jeszcze niestety robi sie masa krostek
            przy tym, niektore wrastaja i w ogole...

            efekt taki, ze zamiast miekkich wloskow mam wtedy odrastajaca szczecine i krostki

            wiec podziekowalam i tyle :)

            moze i jak chce sie to sie znajdzie sposob...ale czy kazdemu sie musi chciec? w
            imie czego?

            swoja droga co jest gorszego w wasiku niz w nie ogolonych nogach czy pachach?
            • quleczka golenie rak 05.02.09, 20:30
              a propos golenia - ostatnio w lecie zobaczylam, ze jest calkiem spora grupa
              kobiet, ktora w walce o gladkie cialo i idealny wyglad goli juz nie tylko nogi i
              pachy ale i rece...

              tak sobie pomyslalam czy za pare lat ja ze swoimi dosc owlosionymi i nie
              ogolonymi rekami tez zaczne byc postrzegana jako cos "fuj"...

              na golenie czego jeszcze przyjdzie moda?
              • kuraiko Re: golenie rak 05.02.09, 20:34
                wiesz... jakieś dobre kilka lat temu taka moda była w Zamościu ;) na
                golenie rąk. ogoliłam może ze 2 razy, całe szczęście odrosły mi
                takie same włosy jak wcześniej. i to było mniej więcej w latach 2000-
                2002 i jakoś ta moda się nie rozpowszechniła. nie wydaje mi się,
                żeby golenie rąk szybko stało się popularne.

                hehe a meszek nad górną wargą też mam ;) i niewykluczone, że za 20
                lat będzie wyglądał jak wąsiki... na razie nie mam zamiaru usuwać,
                średnio raz na rok zdarza mi się wyrwać pęsetą jakiś pojedynczy
                ciemniejszy włosek.
                • kuraiko Re: golenie rak 05.02.09, 20:37
                  aha, tzn ja w Zamościu bywam na wakacjach no i
                  byłam "nieogolona", "z zewnątrz" ;) u mnie w mieście nie było takiej
                  mody. po jakimś czasie i tam to przeminęło.

                • quleczka Re: golenie rak 05.02.09, 20:42
                  ok, nie wnikam gdzie konczy sie meszek, a gdzie zaczynaja wasiki :)

                  wiem, ze znam osoby, ktore usuwaja cos mniejszego od tego co ja mam ...ale ja
                  nie mam ochoty na taka zabawe niezaleznie od tego co kto sobie o moim wygladzie
                  pomysli :)

                  na tej samej zasadzie byc moze "powinnam" usuwac tez te dluzsze wloski na
                  brodzie i dosc gesty meszek z boku twarzy ale ja podziekuje jednak :)

                  co do golenia rak - to ja widze rozpowszechnianie sie - ostatnio w lecie nawet
                  moja matka ulegla tej "presji" ;)
                  • kuraiko Re: golenie rak 05.02.09, 23:27
                    dla mnie wąsiki to widoczne sztywne włoski. takie jak u facetów,
                    tylko że u kobiet są nie tak gęste, oczywiście. na brodzie tak samo.
                • quleczka Re: golenie rak 05.02.09, 20:46
                  ogolnie mam wrazenie, ze mniejsza tolerancje maja osoby, ktore nigdy nie mialy
                  wiekszych problemow z wygladem...

                  ja wiele lat walczylam z dosc mocnym tradzikiem calego ciala, mam raczej mocne
                  owlosienie, problem z nadmierna potliwoscia ...

                  wiec 3 razy sie zastawie zanim skrytykuje cos u kogos innego lub ocenie, ze jest
                  "fuj" :)
              • daslicht Re: golenie rak 05.02.09, 20:43
                Moja koleżanka goli sobie ręce, bo ma widoczne czarne i gęste włoski
                i chyba jej to przeszkadza.
                A ja tam mam nędzne włosie na kończynach i bardziej zajmuje mnie
                regulacja brewek :)
                • quleczka Re: golenie rak 05.02.09, 20:49
                  kwestia jest taka na ile jej jako jej to tak naprawde przeszkadza...

                  a na ile wiaze sie to z tym jaki jest dzisiajszy styl i jaki wizerunek kobiety
                  jest promowany miedzy innymi przez media

                  30 lat temu nikomu nie przeszkadzaly nie ogolone nogi czy pachy :)
              • lawendowata Re: golenie rak 05.02.09, 23:18
                Ja się nad tym sama zastanawiam, bo mam futro na rękach :( Ale wizja
                odrastających włosów na rękach póki co bardziej mną wstrząsa więc nigdy się nie
                odważyłam ;)
                • quleczka Re: golenie rak 05.02.09, 23:25
                  dokladnie - to jeszcze gorsze jak dla mnie - juz wole miec wloski i tyle :)
            • klymenystra Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 06.02.09, 08:09
              Zgadzam sie calkiem. Ja mam problemy hormonalne, czasem te wloski sa bardziej
              widoczne, czasem mniej - usunac ich sie nie da, bo kazda proba podraznia skore.
              Pogodzilam sie z nimi (choc dlugo to trwalo) i tyle.
              No coz, nie kazda kobieta musi wiedziec cos o hirsutyzmie i jak straszna to moze
              byc choroba :/
          • maith Kuraiko - a nie mylisz przyczyn i skutków? 06.02.09, 19:19
            kuraiko napisała:

            > no tak, ale właśnie wosk to nie jedyny sposób ;) jak się chce, to
            > się znajdzie sposób....

            Nie jeśli byłabyś chora (czego Ci nie życzę). Proszę bardzo, masz tu fora o
            hirsutyzmie:

            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11944
            www.hirsutyzm.fora.pl/

            Poczytaj tam o ich problemach, poczytaj o historiach kobiet, które po iluś tam
            zabiegach laserowych wyglądają jak człowiek, który nigdy nawet nie próbował nic
            z tym robić.

            A potem pomyśl, czy taki wygląd nie utrudnia im przypadkiem uzyskania
            "stanowiska" i czy przypadkiem nie padają ofiarą całkiem nieuzasadnionych
            podejrzeń o zaniedbanie. No i to co napisała Klemenystra - jeśli kobieta z
            hirsutyzmem ma też inne problemy, np. z poceniem się, to radośnie uznasz ją za
            zaniedbaną i wcale Cię nie zdziwi, że nie ma dobrej pensji. Ale u kobiet z
            hirsutyzmem to tylko mylenie przyczyny ze skutkiem.
      • malen.ka ja w wieku 13 lat... 06.02.09, 00:07
        miałam niestety grube, długie, czarne widoczne włosy na nogach, nawet się
        kręciły trochę jak u faceta ale nie goliłam, bo przecież "dzieckiem byłam". Ale
        za to jak na wf-ie cierpiałam... :(
        • kuraiko Re: ja w wieku 13 lat... 06.02.09, 00:43
          ja się też wstydziłam na w-fie, bo to głupio wyglądało, że ładna
          gładka skóra i nad kostką ciemne włosy :/ a kazali nam ćwiczyć bez
          skarpetek pewne ćwiczenia i ja nie zdejmowałam skarpetek i nie
          chciałam się przyznać czemu. same włosy na nogach były spoko, tylko
          te kostki :/ problem rozwiązałam nosząc długie getry ;)
    • butters77 Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 18:20
      Hmm.. Przeszkadza mi chyba tylko to, co wykluczyłaś, Kuro - czyli kwestie
      higieniczne. Palenie też, ale okazjonalnie (czyt. klubowo) je znoszę i jakoś
      specjalnie mnie nie irytuje. Choć przyznam, gdybym miała pracować w
      pomieszczeniu, w którym codziennie ktoś pali, szlag by mnie trafił;) Weekendowe
      pranie bluzki, która przeszła dymem, jestem w stanie znieść;)

      Jeśli chodzi o inne przypadki - owłosienie hodowane gdziekolwiek, jakieś
      fryzury, tipsy, zaniedbane włosy, pękające pięty;) albo kreacje, których nigdy w
      życiu bym nie założyła - nie robią na mnie żadnego wrażenia. Bo jeśli ktoś czuje
      się z tym OK, to jak dla mnie może nawet chodzić ubrany w blachę falistą - nic
      mi do tego. ALE jeśli kolega nie zmienia koszuli przez tydzień, a mimo to
      pragnie intensywnie integrować się ze społeczeństwem - to już mnie wkurza:) I w
      zasadzie jedyne sytuacje, jakie jestem sobie w stanie przypomnieć, w których
      autentycznie mierziła mnie czyjaś obecność bez merytorycznego powodu, wynikały z
      rażącego zaniedbania higieny.
      • kura17 Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 19:14
        palactwo wieczorno-klubowe ujdzie.
        ale bardzo nie lubie palenia w restauracjach, czy kawiarniach. w zasadzie
        eliminuje to je z mojego zasiegu - raczej nie pojde tam z dziecmi, czyli, na
        dzien dzisiejszy - nie pojde wcale :( bo i w polsce i w niemczech pali sie
        bardzo duzo, wchodzi sie w opary dymu, niestety, nie w okazjonalnego papieroska...
        w niemczech od jakiegos czasu jest zakaz palenia w knajpach - cud, jak dla mnie,
        ale prawo jest skarzone, nie wiadomi, jak to sie skonczy...

        albo palacze "publiczni" - ot, dzisiaj stoje z dziecmi naprzystanku iczekam na
        autobus. pada deszcz, wiec stoimy pod wiata przystanku... a tam 2 osoby pala -
        az sino od dymu :(
        • luliluli kwestia kultury 06.02.09, 07:50
          w życiu by mi przez czaszkę nie przeszło zapalić pod wiatą
          przystanku, w restauracjach siadam w pomieszczeniach dla palących.
          Samą mnie razi jak stoję na przystanku bez papierosa i ktoś mi się
          wbija pod wiatę dymiąc:/
          • kura17 Re: kwestia kultury 06.02.09, 09:44
            dokladnie :)
            dlatego napisalam, ze palacy, ktorzy mnie nie zmuszaja do palenia, nie
            przeszkadzaja mi.

            ale z pomieszczeniami dla palacych, przynajmniej w niemczech, to czesto jest
            paranoja... czesto one sa niczym nie oddzielone, w srodku calej sali dla palacych ;)
          • madzioreck Re: kwestia kultury 09.02.09, 17:01
            O, właśnie. Nie wyobrażam sobie palenia w pracy w pokoju na przykład (wspólnym
            czy samodzielnym - przecież różni ludzie przychodzą), pod wiatą. Palę, ale
            jestem dorosła i potrafię się opanować. Jeśli u kogoś w domu się nie pali - nie
            palę, nawet jeśli mówi "a zapal sobie" - ja wyjdę a jemu będzie cuchnęło wiele
            godzin. W swoim domu palę - jak się komuś nie podoba - trudnoooo.
            Cholera mnie tylko bierze w drugą stronę:
            Scenka z czasów, kiedy w pociągach były przedziały dla palących. Pani, oburzona,
            że ktoś zapalił, wstaje i wychodzi. Cały wagon wolny, ale ona musiała usiąść
            akurat tam gdzie można palić.
      • plica Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 07.02.09, 15:26
        o kurka butters napisalas dokladnie to co ja chcialam napisac, wiec nie bede sie produkowala :)

        jedno tylko bym dodała. tolerancja to jedno. ale błagam niech nikt mi nie zabrania sie smiac z rzeczy ktore mnie smiesza :) smiesza durne ciuchy spalenizna na solarium to się smieję i nic komu do tego tak jak nic komu do tego co akurat sobie nosze i jak wygladam :)
        • luliluli Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 09.02.09, 13:36
          o właśnie! <klaszcze>
    • kuraiko Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 18:29
      aha - i chyba co innego akceptacja czegoś u siebie, a u obcej osoby.
      jak widzę dziewczynę z rzadkimi włosami takimi jak moje to raczej
      pomyślę "współczuję jej", a nie "fuj".
      ale u siebie nie mogę tego zaakceptować, po prostu się nie da.
      tak samo jak duży tyłek u innej osoby - w końcu co mnie to obchodzi.
      ale już mój własny mnie wkurza.
    • kuraiko Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 19:05
      jest jeszcze kwestia potu... cudzy zapach potu jest zazwyczaj
      odbierany jako przykry i nieprzyjemny (pomijam zapach potu własnego
      partnera czy członka rodziny). ileś lat temu byłam świadkiem jak
      jedna koleżanka obgadała drugą w stylu "ale od niej śmierdzi potem",
      z tym że została szybko przywołana do porządku. i taka przeważnie
      jest pierwsza reakcja, tzn taka myśl. z tym, że ja znam dwie osoby,
      od niestety czuć. i wiem, że one się często myją, prysznic 2 razy
      dziennie, świeże ciuchy, dezodorant. i opinia otoczenia może być dla
      nich krzywdząca :/ a to przecież wynika z jakiś problemów z
      potliwością, być może hormonalnych.
      dlatego staram się nie "oceniać" ludzi nawet w myślach pod tym
      względem.
      jednak są wyjątki, czasem nie da się wytrzymać... kiedyś na występie
      w hali widowiskowej w lecie siedziała obok nas kobieta, od której po
      prostu śmierdziało :/ tak że ja nie mogłam wytrzymać, więc mój facet
      się zamienił ze mną miejscem. niestety nie mogliśmy siąść gdzie
      indziej, bo był podział na sektory, a wszystkie miejsca w sektorze
      były zajęte :( wtedy moja tolerancja zniknęła...
    • ederlezi1981 Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 19:11
      Jak chodzi o higienę, to ja chyba jestem względnie tolerancyjna- lata podrózy komunikacją miejską zrobiły swoje ;-) Nienawidze szczególnie tylko jednego zapachu- dość śieżego, ale rozkładającego sie juz potu, szczególnie u kobiet (nie, nie chodzi mi tu o bezdomnych- ale np. elegancka pani w futrze wchodzi do goracego sklepu- fuj...)
      A jeżeli chodzi o włosy- to zależy. Włosy pod pachą i na nogach rażą mnie w zależności od stroju- powiedzmy, do sportowych szortów o wiele mnie, niz do kiecki. Ja sama nie jestem maniaczką golenia nóg- tzn, zawsze do kiecki, zawsze, jak pokazuję te nogi komuś, ale tak na co dzień, zimą- nie widzę powodu. min. dlatego szukałam piżamy z długimi spodniami. Inna sprawa, że jestem singlem.
      A wąs jest nieestetyczny po prostu i tyle. Śmieszy mnie w połączeniu z trwałą (często fioletową) i makijażem.
      • kuraiko Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 19:19
        co do włosów na nogach, to ja zimą golę jak mi się zechce :D i tak
        chodzę w spodniach lub grubych rajstopach. a mojemu facetowi jest
        obojętne czy mam centymetrową ciemną szczecinę czy też gładkie nogi.
        golę dla siebie, bo czasem lubię jak są gładkie. a ogólnie nie lubię
        golenia bo często się zacinam :( niestety przeważnie pianki, kremy i
        wosk w plastrach mnie uczulają, próbowałam zrobić pastę cukrową i mi
        nie wyszło, więc pozostaje maszynka...
        • turzyca Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 20:00
          Spraw sobie dobra golarke lub depilator elektryczne - tym sie nie da zaciac. :)
          • kuraiko Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 20:02
            aha, tylko to musiałoby być coś, co nie wyrywa włosków z cebulką, bo
            mają tendencje do wrastania ;)
            • quleczka Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 05.02.09, 20:24
              elektryczna golarka - sa takie :)

              takie cos jak golarki dla facetow tylko w wersji do nog ;)
        • olusimama Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 06.02.09, 08:37
          polecam szczerze depilator elektryczny. Nie zacina i usuwa włoski na
          duzo dłużej niz maszynka.
          odkryłam ten wynalazek kilka tygodni temu i niemogę się nadzwiiwć,
          że wcześniej się przed nim wzbraniałam. Boli mniej niz wosk u
          kosmetyczki a ile kasy oszczędzę ;-)
          • martvica Depilator 06.02.09, 09:24
            Mam depilator od czterech lat, bo po maszynce miałam szczecinę na drugi dzień.
            Owszem, odrastają trochę jaśniejsze i trochę rzadsze (przy goleniu 3 włosy z
            jednego mieszka były normą) ale i tak po tygodniu mam futerko na łydkach. W
            zimie olewam i zaciskam zęby co dwa tygodnie, latem potrafię się depilować co
            drugi dzień. I mam nogi w kropki :(
            W reklamach i babskich gazetach piszą o spokoju na miesiąc, taaaa... Ale i tak
            lepsze to niz maszynka :/
            • madzioreck Re: Depilator 09.02.09, 17:06
              Żeby to było takie proste... mam depilator i całe rolki wosku, i nawet koleżankę
              kosmetyczkę, która chętnie mnie tymże woskiem potorturuje. Problem w tym, że
              włosy wrastają. Nie pomagają peelingi, balsamy, zresztą codziennie używam
              szorstkiej gąbki do mycia ciała - wszystko na nic. Codziennie wydłubuję
              wrośnięte włoski - czasem okazuje się, że taki sobie rósł 0,5 cm w skórę,
              zamiast na zewnątrz. Raz zrobiła się ropa, guz na nodze - przez jeden wredny
              włosek - omal nie wylądowałam u chirurga. I do dziś mam bliznę jak po ospie :/
              Po prostu wracam do maszynki :)
          • quleczka Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 06.02.09, 12:55
            pod warunkiem, ze sie nie ma tendencji do wrastania wloskow... ja sprobowalam
            raz przed wyjazdem na 2 tygodniowe wakacje bo chcialam ladnie wygladac i uniknac
            golenia ...efekt?

            wstyd mi bylo ubrac krotkie spodenki bo cale nogi mialam w krostkach :/

            tak wiec ja na pewno sie nie skusze wiecej :)
            • agafka88 Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 06.02.09, 13:08
              quleczka napisała:

              > pod warunkiem, ze sie nie ma tendencji do wrastania wloskow... ja sprobowalam
              > raz przed wyjazdem na 2 tygodniowe wakacje bo chcialam ladnie wygladac i unikna
              > c
              > golenia ...efekt?
              >
              > wstyd mi bylo ubrac krotkie spodenki bo cale nogi mialam w krostkach :/
              >
              > tak wiec ja na pewno sie nie skusze wiecej :)

              Wiesz, u mnie sprawdziło się to, co piszą w gazetach i instrukcjach do
              depilatorów. Skórę, którą chcemy w ten sposób depilować, należy regularnie
              peelingować, codziennie wcierać balsam, żeby skóra była bardziej miękka. I warto
              depilować po gorącej kąpieli, włoski łatwiej wychodzą. Jeżeli ja tak zrobię, to
              krosek nie mam, w przeciwnym razie wyskakują mi krostki.

              no i część moich koleżanek musiała przyzwyczaić się do depilatora, po kilku
              depilacjach problem krostek jest zwykle mniejszy
              • quleczka Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 06.02.09, 14:53
                mi krostki wychodza nie tylko po depilatorze ale takze po kremie, wyrywaniu
                wloskow pensetka, a troche nawet po goleniu szczegolnie bikini...

                niektorzy maja takie sklonnosci :)

                ja wiem, ze nalezy peelingowac, smarowac i w ogole ...ale nie zawsze sie da,
                szczegolnosci na wakacjach, a jedynie wtedy tak naprawde przydalaby mi sie
                depilacja bo nie ma sie jak golic za bardzo.

                poza tym ja jestem len i nie zamierzam sie tak meczyc na codzien :)
              • brykanty Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 06.02.09, 14:57
                Tak naprawdę to zależy od rodzaju skóry.
                Mam koleżankę, brunetkę o dość grubej skórze, która używa wyłącznie depilatora-wyrywacza włosków i ona rzeczywiście może to robić raz na 6 tygodni, na drugi dzień wygląda znakomicie i jest bardzo zadowolona z tego wynalazku.
                Ja mam skórę cienką, delikatną, kruche i pękające naczynia, żylaki, wszelkie uszkodzenia długo się goją, a leki, które biorę od lat, też dodatkowo ją scieńczają. Jak zastosuję depilator (a próbowałam kilka razy) to czerwone ślady utrzymują się kilka dni, zanim znikną, to już odrastają włoski, a sporo ich wrasta w skórę, wszystko się paprze. Nie zdążę się wygoić, a już powinnam powtarzać. No i mnie to wściekle boli. Dlatego podkradam żel Gilette i maszynki męskie (nie wiem po co są damskie, chyba żeby było drożej) i normalnie golę. No i może jestem ciemniaczką ze średniowiecza, ale nie czuję potrzeby golenia ud ani przedramion, zresztą tam włosy mam delikatne i cienkie.
                • quleczka Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 06.02.09, 15:04
                  > Ja mam skórę cienką, delikatną, kruche i pękające naczynia, żylaki, wszelkie
                  uszkodzenia długo się goją

                  jakbym czytala o sobie :)

                  do tego mam jasna skore i kazdy wrastajacy wlosek zostawia na dlugo rozowy slad :/

                  tak wiec ja tez po prostu gole sie maszynka i zazwyczaj tylko w sezonie gdy
                  pokazuje nogi :)
                • pierwszalitera Golenie przy wrażliwej skórze 06.02.09, 15:25
                  brykanty napisała:

                  Dlatego podkradam żel Gilette i maszynki męskie (nie wi
                  > em po co są damskie, chyba żeby było drożej) i normalnie golę.

                  Damskie są jeszcze po to, byś mogła ogolić się maszynką w kolorze różowym, albo pastelowego turkusu, a nie brutalnego granatu na przykład. ;-) Z moim obserwacji męskie golą jednak lepiej, są ostrzejsze i wyniki są gładsze. Lepsze też i znośniejsze dla skóry, są te z kilkoma ostrzami, te całkiem proste z jednym chlastającym ostrzem, są odrobiną tańsze, ale przy wrażliwej skórze opłaca się te parę groszy zainwestować. Nie wolno zapominać, że golenie na mokro usuwa zawsze więcej naskórka niż golenie elektryczne na sucho. Przy skłonności do wrastających włosów i podrażnień warto kupić więc aparat elektryczny. Są takie specjalne dla kobiet w pastelach. ;-) Dla mnie genialny wynalazek. Przycina na krótko, krócej, goli na gładko, robi wzorki jak się chce. Do stosowania w każdym miejscu na ciele. ;-) Super higieniczne są te, które można używać też w wodzie, łatwo je czyścić, jak na przykład Braun LS 5500 Silk+soft Bodyshave.
                  No i bezpośrednio po goleniu obojętnie jakim, nie smarować do razu kremem, tylko poczekać kilka godzin. Woda i tłuszcz w kremie są dobrą pożywką dla bakterii, a przy goleniu osłabia się naturalną zaporę na skórze. Na ewentualne podrażnienia działa doskonale puder dla niemowląt. Szczególnie w okolicach bikini. Po każdym goleniu troszkę pudru i już nie robią się pryszczyki. :-)
                  • quleczka Re: Golenie przy wrażliwej skórze 06.02.09, 16:21
                    mam taka maszynke ale ma jedna wade - niby goli przy skorze ale nie az tak
                    gladko jak normalna...i w efekcie musialabym jej uzywac niemal codziennie :)

                    no i mam taka nie najnowsza, wiec wody nie toleruje i golenie w wannie odpada
                    ...a mnie sie nie chce sprzatac potem podlogi po goleniu ;)

                    ale moze nowsze modele sa jakies lepsza - ta ma juz pare lat :)
    • luincir Jak się zastanowić, to złożona kwestia ;) 05.02.09, 19:19
      Mam pecha bądź szczęście widzenia każdej sprawy w wielu wymiarach, więc nie
      wiem, jak się wypowiedzieć ;-) Gdyby ktoś zadał mi szybkie pytanie, czy uważam,
      że kobiecy wąsik nie wygląda zbyt pięknie, to pewnie równie szybko bym się
      zgodziła. Natomiast gdybym miała się zastanowić, czy mi przeszkadza, albo nawet
      czy potępiłabym kobietę, która nie chce go depilować, to odpowiedź byłaby "nie"
      i "nie". Wszystko zależy od sytuacji i formuły pytania. Na dobrą sprawę, uważam,
      że każdy może wyglądać tak, jak mu się podoba i nic nikomu do tego. Ale z
      drugiej strony zaraz nasuwa się spostrzeżenie, że dlaczego wyglądać źle, skoro
      można wyglądać dobrze? Ale to też budzi sprzeciw mojej Drugiej Myśli, bo
      "dobrze" jest wyłącznie efektem przyjętych w naszej kulturze wzorców. Mogę je
      akceptować, bądź odrzucić. Każdy człowiek może, a potocznie naszywa się to
      gustem ;-) Osobiście depiluję nogi, bo wiem, że z niewydepilowanymi będę
      postrzegana jako osoba nie dbająca o siebie - a nie chcę być tak postrzegana. I
      czuję się tak samo dobrą osobą z zarostem nożnym i bez - bo mój wybór jest
      świadomy i nie czuję żadnej presji, że jak raz nie wydepiluję, to łamię jakieś
      wielkie reguły. Oczywiście nie jestem w stanie uciec od kultury, w której
      wyrosłam i funkcjonuję, także jeśli w autobusie zobaczę kobietę z włochatymi
      nogami, najpewniej również odruchowo pomyślę "jej, jak można wyjś z takimi
      nogami do spódnicy?" i chwilę później przyjdzie powyższa refleksja ;-)
      Jednak jedno to to, jak jest się postrzeganym i to, co dotyczy wyłącznie
      jednostki, ale drugie, jeśli się już wchodzi w strefę innych ludzi. Ktoś może
      nie lubić się myć, ale nie daje mu to prawa do narażania innych na
      niedogodności, jakimi jest np. zapach, który zaczyna wydzielać po tygodniach
      unikania mydła. Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność
      innej osoby.
      Także jak dla mnie, jeśli ktoś uważa np. obwisły biust bez stanika za "fuj" to i
      ma do tego prawo, jeśli nie oznajmia tego samej zainteresowanej, bo do tego już
      nie ma prawa (chyba, że zostanie poproszony o wyrażenie zdania).
      Tak mniej więcej wyglądałby mój oficjalny pogląd :-)
      • luincir Papierosy 05.02.09, 19:33
        Zapomniałam o tym, ale można wydedukować to z mojej wypowiedzi - to nie moja
        sprawa, czy ktoś pali, czy nie, dopóki nie jest bliską mi osobą, na której
        zdrowiu mi zależy. Ale palenia w miejscach publicznych, zwłaszcza takich, w
        których palenie jest zabronione (buda przystankowa, wagon dla niepalących etc)
        nie znoszę. I to nie ja jestem nietolerancyjna, tylko palacze, bo trują osoby,
        które sobie tego nie życzą. Czytałam artykuł, w którym wypowiadali się palący,
        jacy to są biedni i uciśnieni i że osobne wagony dla palących i niepalących,
        palarnie w biurze i w ogóle wydzielone strefy palenia to jest pakowanie palaczy
        w getta. Ale prawda jest taka, że to osoba paląca emituje szkodliwe substancje i
        musi się pogodzić z tym, że to ona musi się dostosować, a nie niepalący mają
        pokornie znosić podtruwanie. Wybieram kawiarnie i kluby" bez papierosa", ale
        transport publiczny jest tylko jeden. A w praktyce, to niestety ja mam do wyboru
        - wdychać dym pod budą i dostać zapalenia oskrzeli, albo stać na deszczu i
        dostać zapalenia płuc, bo bardzo często ludzie mają w nosie innych i przepisy.
        Najbardziej nie lubię, kiedy ktoś najpierw zapala papierosa, a potem przypomina
        sobie, że komuś to może przeszkadzać i oznajmia (bo to nie jest pytanie) "nie
        przeszkadza ci, że zapalę, prawda".
        • kuraiko Re: Papierosy 05.02.09, 19:44
          o tak... mój facet jest palaczem i się ze mną czasem kłóci, że to
          palacze są dyskryminowani :/ porażka
        • daslicht Re: Papierosy 05.02.09, 20:34
          Nie cierpię jeździć zasmrodzonymi pośpiechami, wolę intersitki,
          gdzie panuje większa kultura - może tych, którzy wydają kasę na
          systematyczny rozwój raka, nie stac już na IC/EC?

          Do klubów i knajp nie chodzę, bo dbam o własne zdrowie i nie będę
          płacić za wątpliwą przyjemność przebywania w komorze gazowej. Nie
          mogę się doczekać zakazu, w końcu się gdzieś wybiorę, bez nerwów :)

          A z palaczami się nie zadaję, chyba że na stopie typu "pani w
          urzędzie", od której jedzie na kilometr. Na pewno nie towarzysko, o
          nie!
          • luincir Re: Papierosy 05.02.09, 22:31
            Ja też jeżdżę IC/EX, bo na mojej trasie uczelnia-dom to tylko takie, a jakoś
            ludzie w nich palą. Domyślam się, że przyczyną może być właśnie to, że IC jest
            całkowicie objęty zakazem palenia, a jak ktoś uzależniony, to dla niego to jest
            koniec świata. No i akurat ten całkowity zakaz palenia uważam za idiotyzm, bo
            jak ktoś musi, to i tak zapali, a tak, to paliłby w wydzielonej do tego strefie,
            a nie w korytarzu koło WC. Ludzie myślą, że jak sobie zapalą na korytarzu, to te
            wahadłowe drzwi coś dadzą?
            • daslicht Re: Papierosy 05.02.09, 23:11
              "No i akurat ten całkowity zakaz palenia uważam za idiotyzm, bo jak
              ktoś musi, to i tak zapali"

              Musi to siku zrobić, od braku palenia nie zachoruje, wręcz
              przeciwnie.
              A tych co palą na korytarzu to powinni wywalać z pociągu i się nie
              szczypać. Regulamin jest, nie przestrzegasz to won.
              • quleczka Re: Papierosy 05.02.09, 23:24
                w wielu przypadkach (np. IC warszawa-krakow) nastepna stacja jest ta docelowa juz ;)

                zartuje oczywiscie - mogliby przynajmniej kazac zaplacic kare ale musieliby
                najpierw tego kogos zlapac na goracym uczynku, a to juz trudniejsze...

          • abere8 Re: Papierosy 06.02.09, 00:25
            daslicht napisała:
            >
            > Do klubów i knajp nie chodzę, bo dbam o własne zdrowie i nie będę
            > płacić za wątpliwą przyjemność przebywania w komorze gazowej. Nie
            > mogę się doczekać zakazu, w końcu się gdzieś wybiorę, bez nerwów :)
            >

            Zapraszam do Nowej Zelandii - tutaj juz od paru lat nie mozna palic w miejscach
            publicznych i bardzo jest mi z tym fajnie. Niestety problem jest z ludzmi
            siedzacymi przy stolikach na zewnatrz, bo przechodzac kolo nich wdycham pokazna
            dawke dymu. No i zdarza sie, ze z restauracji ludzie wychodza na papierosa i
            staja zaraz kolo drzwi, przez co dym wlatuje do srodka i ludzie przy stolikach
            blisko wejscia maja przechlapane :-/
        • luliluli Re: Papierosy 06.02.09, 08:01
          Czytałam artykuł, w którym wypowiadali się palący,
          > jacy to są biedni i uciśnieni i że osobne wagony dla palących i
          niepalących,
          > palarnie w biurze i w ogóle wydzielone strefy palenia to jest
          pakowanie palaczy
          > w getta.

          osobiście nie znam żadnego palacza, który tak sądzi:) ja
          błogosławię "getta dla palaczy", bo przynajmniej wiem, że nikt mi
          nie będzie pakował nosa w sprawy mojego zdrowia, a także nikomu nie
          zaszkodzę swoimi rakowymi substancjami;) dyskryminowana poczuję sie
          wtedy, kiedy całkowicie znikną miejsca, wktórych będę mogła zapalić.
          No chyba, ze dozwolone bęzie zakładanie knajp "tylko dla palaczy"
          pośród reszty tych pro-zdrowotnych, taka specjalizacja by mnie
          zadowalała:)

          uważam, że całkowity zakaz palenia zaszkodzi niepalącym bardziej niż
          istnienie podziału sal - palący/niepalący, bo jak w knajpie nie
          będzie gdzie usiąść z papierosem, palacze wyjdą przed drzwi - ktoś
          niżej pisał o tym, jak mu to przeszkadza. Moim zdaniem najlepsze
          rozwiązania to pól na pół - moja ulubiona knajpa składa się z dwóch
          zupełnie oddzielnych sal - ja oczywiście siedzę w tej zadymionej;)
          • the_mariska Re: Papierosy 06.02.09, 12:21
            Luli, podpisuję się pod każdym twoim słowem. Żeby tak wszędzie robiono kącik
            małego palacza, to nie byłoby problemu. Gdyby dziekan naszego wydziału
            zorganizował jakąś sensowną palarnię to poważni profesorowie po sześćdziesiątce
            nie musieliby popalać ukradkiem w toalecie ;) Z drugiej strony, gdyby u nas w
            akademiku nie wydzielono schodów jako miejsca do palenia i nie postawiono tam
            popielniczek, byłoby u nas pewnie jak w niektórych akademikach - cały korytarz
            zadymiony, a w podłodze wypalone dziury. Nie mówię tu o sytuacjach oczywistych,
            jak wiata przystankowa, bo każdy myślący palacz w ostateczności odsunie się od
            niej na co najmniej 5 metrów, ale myślę, że gdyby w klubach zorganizować dobrze
            wietrzoną palarnię, problem uciążliwych palaczy rozwiązałby się sam. Żeby nie
            było - mi też przeszkadza siedzenie w zadymionych pomieszczeniach, dlatego palę
            tylko na wyznaczonych schodach, a w domu na balkonie/w kuchni ;)

            Zresztą, w niektórych restauracjach Sphinxa miejsca dla palących i dla
            niepalących są w połączonych salach, a mimo to w ogóle nie czuć dymu (dzięki
            rewelacyjnej klimatyzacji i wentylacji pomieszczeń). Do takich knajp obu stronom
            chodzi się z przyjemnością. Nie wspomnę już o sytuacji odwrotnej - pociąg
            pospieszny, tabun ludzi wbiega na łeb na szyję, zajmując przypadkowe miejsca, a
            potem gdy w przedziale dla palących wyciągam papierosa, to zaczynają się
            protesty. Mam jeszcze na tyle empatii, żeby się powstrzymać, ale tak na dobrą
            sprawę wcale nie muszę...
            • luincir Re: Papierosy 06.02.09, 12:41
              Ano, jeśli ktoś siedzi w wagonie dla palących, a sam nie pali, no to cóż, ma pecha.
              Sphinx w Gdańsku nie jest tak fajnie rozwiązany - sala dla niepalących znajduje
              się za salą dla palących, a oddzielona jest od tamtej jedynie zasłonką... Raz
              siedziałam tuż przy tej zasłonce, bo nie było innych stolików, a zaraz za
              zasłonką siedział pan z papierosem, dym leciał prosto w zasłonkę = na mnie...
              Rewelacja po prostu ;-) Ale szczyt "mądrych" rozwiązań to była knajpa, gdzie
              "sala dla niepalących" znajdowała się na antresoli, ot, takim nieosłoniętym
              balkoniku. Rzecz jasna, cały dym z dołu kłębił się właśnie tam ;-)
              No, ale nie offtopuję.
      • kura17 Re: Jak się zastanowić, to złożona kwestia ;) 05.02.09, 19:56
        mnie tam, jesli chodzi o estetyke, to chyba nic nie razi (nie mowimy o
        higienie). jakos tak zawsze "ide pod prad" w tej kwestii, bo nie akcpetuje ;)
        powiedzenia "jak cie widza, tak cie pisza"...
        • zazaz3 Re: Jak się zastanowić, to złożona kwestia ;) 05.02.09, 20:46
          Palacze mi przeszkadzają,bo niestety śmierdzą.A jak śmierdzi
          zaniedbana jama ustna palacza,to niejeden dentysta wie.Przeszkadzają
          mi też panowie nadmiernie wypachnieni,zwłaszcza,że zauważyłam
          tendencje do przesady w używaniu zbyt ciężkich ,słodkich
          zapachów ,irytuje mnie też męska biżuteria.Wymienione przez forumki
          wąsiki,niewydepilowane nogi i pachy,zaniedbane paznokcie,a także
          brudne buty i samochody także. A nie przeszkadzają mi:podrapane ręce
          (lubimy koty lub prace w ogródku),moher na klacie (no naprawdę nie
          wszyscy muszą mieć urodę efeba),brak tapety i konkretnej
          fryzury,byleby wyglądać schludnie.
          • kuraiko Re: Jak się zastanowić, to złożona kwestia ;) 05.02.09, 23:29
            :DDD przypomniałam sobie jak to znajoma kazała się depilować na
            klacie swojemu facetowi xD
            a raz kumpel ogolił nogi, a potem ściemniał, że sobie opalił włosy w
            ognisku. jak widać facetów też "dotyka"
    • mmm-mm Nie znosze okropnie 06.02.09, 05:48
      -smrodu z papierosow
      -tlustych wlosow u kobiet i u facetow, nie sadze ze jest wiele osob, ktore maja
      takie problemy, ze 3 godz. po myciu wlosy sa tluste
      -chwalipiet przekonanych o idealnosci swojego wygladu i wpadajacych w
      poirytowanie jesli ktos stwierdzi, ze wcale idealem nie jest i ze moze sie komus
      nie podobac (tak nawiazuje do innej dyskusji na tym forum, a co bede owijac w
      bawelne, szczerosc to szczerosc, trudno jestem niegrzeczna)
      -brudnych i obtarganych spodni (ironia-nasza szkola wyznaczyla w jakie ciuchy
      mamy sie ubierac, taki kod ubraniowy, ale jak widze takie portki to mi niedobrze
      i sobie mysle ze mogloby byc 100 razy gorzej bez mundurkow)
      -podjadaczy, takich co codziennie jecza o podzielenie sie piciem lub czyms innym
      osoby, ktore zawsze cos maja, a sami rzadko sobie cos kupia (nie z powodu braku
      pieniedzy)
      -brudnych, niemytych przez pare dni zebow
      -wrednych staruszek, dzieki nim zostalam w pracy nieoficjalnie obwolana osoba,
      ktora ma problemy z angielskim
      Jak sie takiej malpie nudzi to musi przyjsc do mojej kasy i tlumaczyc o co jej
      chodzi. Powtarzam dokladnie to samo co ona chce ode mnie albo wykonuje a ta wola
      kogos do pomocy i stwierdza ze nie rozumie po angielsku zbyt dobrze. I to zawsze
      musza byc kobiety. Normalnie bym przywalila! Nie mam obrzydzenia czy awersji do
      starszych ludzi i przykro mi jak widze osobe, po ktorej widac ze jest samotna i
      przychodzi do tego sklepu kupic cokolwiek, bo mozna zwariowac samemu caly czas w
      domu. Ale od tych wrednych trzymam sie z dala lub odprawiam jak najszybciej.
    • lila_lu Prawdziwość charakteru 06.02.09, 09:38
      Rozmawiamy o wyglądzie i czynnikach zewnętrznych, tak?
      Myślę, że tak naprawdę nie ma takiej rzeczy w wyglądzie zewnętrznym lub
      powierzchownym zachowaniu, która by mnie jakkolwiek odstręczała.
      Mogę posłużyć się tu przykładem palaczy, bo zauważyłam że zrobiła się tu mała
      nagonka:) no ale oczywiście- każdy ma prawo dobierać znajomych wg klucza
      palacz/niepalacz (vide- nigdy nie będę przyjaźnić się z palaczem, bo śmierdzi),
      blondyn/brunet (blondynów znieść nie mogę) etc. Jego prawo.
      Natomiast należy rozważyć DLACZEGO dany palacz lub przysłowiowa "kobieta z
      wąsem" tak nas drażni.
      Sama palę paperosy (ale wąsik depiluję!), ale PRZENIGDY nie przyszłoby mi do
      głowy ostentacyjnie zaciągać się w towarzystwie niepalących. Wyłącznie we
      własnym domu i miejscach do tego przeznaczonych. ZAWSZE pytam osoby, które są
      akurat ze mną, czy mogę zapalić, jeśli im to przeszkadza- zwyczajnie się
      powstrzymuję. I powiem Wam, nigdy, wśrod moich palących znajomych nie spotkałam
      osoby, która by chuchała komukolwiek dymem w twarz i ignorowała prośby o
      niezatruwanie otoczenia. Tak samo moi niepalący znajomi nie mieli zastrzeżeń co
      do mojego smrodu, mojego stylu życia, moich płuc, czy obleśnego (rzekomo) looku,
      jaki prezentuje sobą babeczka z fajką w ustach.
      Ja wiem, że w ten sposób powielam jakieś głęboko idealistyczne widzenie świata
      trzynastolatki, ale tak naprawdę w ludziach przeszkadza mi małostkowość i
      przerysowany egocentryzm. Prawie jedynie, li i tylko. Spotkałam w życiu naprawdę
      wielu ludzi, spora część z nich śmierdziała: fajkami potem, kiełbsą czosnkową,
      whateva. Dopóki np. nie zaczynali wywijać mi numerów związanych z pompowaniem
      swojego ego, uskuteczniać jakichś "świń"- dawałam im kredyt zaufania i ten
      smród, tudzież wygląd "niestandardowy" zupełnie mi nie przeszkadzał.
      Także to, że ktoś ci chucha dymem w twarz nie wynika z tego że jest palaczem i
      wszystkich palaczy należy tępić. Ktoś ci chucha dymem w twarz dlatego, że jest
      niewychowany, ma ochotę zrobić Ci złośliwość, tudzież budzi sie w nim
      nieuzasadniona przekora wobec politycznej poprawności. Która sama w sobie, w
      rozwinięciu jest tylko du...centryzmem i dziecinadą.
      Tak więc: oprócz wspomnianej małostkowości i egoizmu nie akceptuję wynikających
      z nich- braku poczucia humoru, skupienia na sobie do granic możliwości,
      nieustannego narzekania i szukania winnych dookoła siebie...
      Paradoksalnie największe faux pas i fochy spotykają mnie od osób które są bardzo
      zadbane, wręcz do przesady, i nie ma się do czego przyczepić- zewnętrznie. Pewna
      znajoma z pracy, która systematycznie, od miesiąca robi mi koło pióra jest wręcz
      nienaganna, jeśli chodzi o imydż. Jedyna rzecz w wyglądzie do której mogłaym się
      uczepić to jej malutki wzrost (który troszkę wykorzystuje do kokietowania
      otoczenia). Tym samym, uogólniając mogłabym zrazić się do wszystkich mniejszych
      kobietek (sama mam 180), oskarżając że mają kompleksy i nadrabiają brak wzrostu
      napuchniętym ego. Nie robię tego, wiem że to pojedyńczy przypadek i zwyczajnie
      staram się ignorować.
      To samo tyczy się sporu: grube (puszyste, "kobiece", puchate, miękkie, przy
      kości)/ chude (szczupłe, anorektyczne, drzazgi, laski, wiórki, modelki), albo
      problemu który wyświetla się tutaj często: małe piersiątka vs. duże cycuszki. Z
      tym ostatnim poradziłyśmy sobie świetnie, prawda? może by tak wcielać w życie to
      w innych rewirach?
      • lila_lu Re: Prawdziwość charakteru 06.02.09, 09:41
        Chodzi mi o to, że jak ktos jest zwyczajnie NIEMIŁY/ NIEFAJNY/ robi nam koło
        pióra (lub też mamy takie klisze z przeszłości)- dużo trudniej przychodzi nam
        akceptowanie jego zewnętrzności. Pani w urzędzie, która lekko sztynksi spoconą
        wiskozą, fajkami, i jeszcze ma wąsy jest głównie NIEMIŁA, niesympatyczna- i to
        nas razi, a nie te wąsy czy cokowiek.
        • kura17 Re: Prawdziwość charakteru 06.02.09, 09:54
          masz duzo racji :)

          ja sama napisalam, ze palacze przeszkadzaja mi, o ile zmuszaja mnie do biernego
          palenia, gdy tego nie chce. poza tym - jako ludzie mi nie przeszkadzaja (jedyny
          wyjatek, to pierwsza ciaza, kiedy nawet delikatny zapach papierosa powodowal u
          mnie bardzo zle samopoczucie. a nos mialam wtedy wyczulony, ze hej... ale juz w
          drugiej ciazy w ogole nie reagowalam negatywnie na zapach papierosowy :) ).

          ale nie do konca sie zgodze z tym, ze tylko cechy osob niemilych odbieramy
          negatywnie. sa rzeczy, o ktorych wiekszosc pomysli "fuj", nie majac NIC
          wspolnego z dana osoba, tylko na jej widok "na ulicy". i, wg mnie, sa to glownie
          cechy przeciwne kreowanemu przez media idealowi urody. tacy idealowo
          "niestandardowi" maja przerabane... ;)
        • luliluli OT 06.02.09, 10:29
          Pani w urzędzie, która lekko sztynksi spoconą
          > wiskozą, fajkami, i jeszcze ma wąsy jest głównie NIEMIŁA,
          niesympatyczna- i to
          > nas razi, a nie te wąsy czy cokowiek.


          Swoją drogą, nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam w jakimkolwiek
          urzędzie taką panią:D natomiast wczoraj widziałam w Sądzie panią
          urzędniczkę w krótkich spodenkach i rajtach w wielkie kwiatowe
          wzory - to tak, żeby zobrazować przemianę w środowiskach
          urzędniczych;>>>> pani pachniała nawet ładnie - mniej więcej w kilku
          pomieszczeniach na raz:P
          • kura17 OT o krotkich spodenkach ;) 06.02.09, 10:57
            a my mamy w pracy goscia, ktory przez cala zime chodzi w krotkich spodniach i
            t-shircie. TYLKO! nawet jak idzie na obiad do stolowki (trzebw wyjsc z budynku i
            isc co najmniej 5 minut), to nic na siebie nie zakalada! nie wyczailam jeszcze,
            czy on tak przychodzi do pracy, czy jednak ubiera jakas kurtke???
        • kuraiko Re: Prawdziwość charakteru 06.02.09, 15:34
          pewnie, że tak... w moim liceum uczy wiekowa nauczycielka. nigdy nie
          była urodziwa (wiadomo to ze starych tablo - no dobra wiem że to nie
          tak się pisze :P), ale potem miała jakiś wypadek i po tym wypadku
          wyglądała jeszcze gorzej. przezwisko "troll" niestety całkiem
          pasowało do jej powierzchowności. ale idę o zakład, że gdyby ona
          była MIŁA, to żaden z normalnych uczniów by się nie wyśmiewał z jej
          wyglądu. ale ona była twarda, często niemiła, postrach uczniów.
          ja nie miałam z nią zajęć, ale znałam trochę jej uczniów i mi
          opowiadali :/
          z kolei my mieliśmy niezbyt fajnego faceta z polskiego i oczywiście
          dostawało mu się za wygląd ;) a gdyby był w porządku, to komu by
          przeszkadzało, że łysieje w młodym wieku, ma wystające czoło, itd...


          aaa jeszcze odnośnie nauczycieli, to sztuki uczyła nas kobieta w
          dość młodym wieku (a wyglądająca na 20 lat więcej!! każdy był w
          szoku jak się dowiadywał jej realnego wieku). niby artystka, a
          zaniedbana - niestaranny makijaż, który dodatkowo podkreślał
          niedoskonałości, niedopasowana fryzura, workowate nieciekawe
          ubrania. to dodatkowo sprawiało, że wyglądała na starszą. i czy nam
          to przeszkadzało? śmialiśmy się jako uczniowie... zwłaszcza dlatego,
          że kontrastowało to z jej "artystycznością". nie chodziło o to, aby
          kobieta była jak spod igły, ale żeby w wieku niespełna 40 lat
          wyglądała na swój wiek, pasowała do niej jakaś fantazja, a
          prezentowała wygląd zaniedbanej kobieciny w średnim wieku :/ i tu
          czy była fajna czy też nie to miało chyba mniejsze znaczenie...
      • pierwszalitera Re: Prawdziwość charakteru a dobre wrażenie 06.02.09, 14:23
        Nie miałam zamiaru wypowiadać się w tym wątku, ale uważam, że pod tym postem podpisać się po prostu muszę. ;-) Popieram każde słowo i miałabym ochotę autorkę ucałować. :-)
        Ja sama jestem bardzo ostrożna w ocenianiu i darowaniu, lub odciąganiu mojej sympatii tylko na podstawie przelotnych wizualnych wrażeń. Wynika to w dużej mierze z tego, że zawodowo poruszam się w obszarach, które mają sporo z (dobrym) wyglądem, estetyką i wywoływaniem wpływu na ludzi. Wiem czym robi się wizualnie pozytywne wrażenie i nawet potrafiłabym wytłumaczyć dlaczego. Na studiach robiliśmy nawet takie praktyczne eksperymenty polegające na prowokacji niezorientowanych ludzi przeróżnym wyglądem i zachowaniem oraz szczegółową analizą reakcji. ;-) Oczywiście wykorzystuję to też osobiście, wiem jaki malunek na jaką okazję, wiem dokładnie jakie działanie będzie miała ta, czy inna sukienka, czy nawet ten, czy inny zapach perfum. Wiem też jakich gestów unikać/używać, by dobrze wypaść. Prywatnie czytam namiętnie czasopisma typu Elle i Vogue, uwielbiam w nich tą wygładzoną, luksusową reklamę, uważam ją trochę za rodzaj prawie abstrakcyjnej sztuki i naturalnie regularnie pozbywam się niepożądanego owłosienia we wszystkich miejscach. ;-) I właśnie dlatego, że potrafię manipulować moim wyglądem, no coż, zadbany wygląd to bonus i ludzie są wtedy milsi, łatwiej od nich wyciągnąć co się chce, właśnie dlatego staram się nie wpadać w tą pułapkę i łapać się na moje własne triki. Wiem też ile czasu, samodyscypliny i zacięcia to wszystko kosztuje, dlatego potrafię zrozumieć, że komuś się po prostu nie chce, ma ważniejsze sprawy na głowie, czy ma to w ogóle w nosie. Bo nie zależy mu na przykład na robieniu dobrego wrażenia. I często jest nawet bardziej interesujący i ma więcej do zaoferowania od kogoś wymuskanego od stóp do głów. Nie raz przekonałam się, że pozory okropnie mylą i często jest to wielką stratą właśnie dla nas. Osobiście apeluję o mniej uprzedzeń. :-)
    • maith A co ma palenie do prawdziwości? 06.02.09, 14:50
      Palenie nie jest naszym naturalnym stanem, zatem nie bardzo pasuje do pytania.
      • kura17 Re: A co ma palenie do prawdziwości? 06.02.09, 16:01
        no niby sluzy "wyrazaniu siebie" ;)

        a tak powaznie, to czasem trudno zdefiniowac, co jest prawdziwoscia, a co nie.
        palacz pali z jakiegos tam powodu. i to ma okreslone skutki, ktore sa w zasadzie
        na trwale przypisane do niego (tzn jak dlugo pali).

        moda (sposob ubierania sie) tez nie sa naszym naturalnym stanem, a jednak jest
        rzecza, po ktorej bardzo szybko sie kogos osadza, prawda?

        dla mnie troche podobnie jest z paleniem. to nie jest rzecz, ktora znika po
        pstryknieciu palcami. to czesc skladowa czlowieka. (tzn dla mnie tak jest)
        • kuraiko Re: A co ma palenie do prawdziwości? 06.02.09, 19:31
          poza tym palacze bardzo lubią dorabiać ideologię do swojego
          nałogu ;))) gadka o "byciu sobą", "kto mi zabroni" to na porządku
          dziennym, do tego czasem jacy to oni są biedni i dyskryminowani.
          oczywiście standardowo "na coś trzeba umrzeć", "będę się truł bo mi
          się tak podoba". oraz "palę bo mi smakuje", "palę żeby się odprężyć".
          no i atak na palenie traktują jako atak na własną osobę. a ja
          znajomych palaczy wcale nie definiuję poprzez ich nałóg. jeśli mi
          się nie podoba nałóg, to nie znaczy, że dany człowiek mi się nie
          podoba, a właśnie wręcz przeciwnie - najbardziej tępimy palaczy,
          którzy są nam bliscy. po pierwsze dlatego, że troszczymy się o ich
          zdrowie, po drugie - bo jednak zatruwają nas.

          wydaje mi się, że w ogóle rzadko występuje coś takiego
          jak "nieakceptowanie palaczy", bo palenie to jakaś marginalna część
          danej osoby. znam dziewczyny, które twierdzą, że nie mogłyby chodzić
          z palaczem, ale taka postawa zawsze mi się wydawała dziecinna i
          idealistyczna ;)
          • luincir Re: A co ma palenie do prawdziwości? 06.02.09, 20:13
            kuraiko napisała:
            > znam dziewczyny, które twierdzą, że nie mogłyby chodzić
            > z palaczem, ale taka postawa zawsze mi się wydawała dziecinna i
            > idealistyczna ;)
            Nie bardzo rozumiem, co w tym dziecinnego albo idealistycznego? Ja bym nie mogła być z palaczem. Jeśli z kimś się wiążę, mam z nim mieszkać (bo nie mówimy tylko o takim szkolnym "chodzeniu", związkach, które trwają tydzień?) a ten ktoś ma jakieś przyzwyczajenie, którego nie zamierza zmieniać, a mnie bardzo przeszkadza, to taki związek raczej nie ma przed sobą wielkiej przyszłości. A dym tytoniowy bardzo mi przeszkadza, bo mam uczulenie i zaraz łzawią mi oczy, abstrahując od tego, że nie chciałabym, żeby śmierdziały mi ubrania i wszystko i nie planuję umrzeć na raka płuc.
            • kuraiko Re: A co ma palenie do prawdziwości? 06.02.09, 20:18
              bo chodzi o to, że jak się poznaje fantastyczną osobę, to liczy się
              wiele różnych rzeczy, a nie tylko to, że pali.
              uczulenie potrafię zrozumieć, ale nie założenie "z góry", że ktoś
              jest "be" tylko dlatego że pali.
        • luliluli Re: A co ma palenie do prawdziwości? 09.02.09, 14:03
          > no niby sluzy "wyrazaniu siebie" ;)

          :P
          jem brokuły - jestem trendy, nie jadam pasztetu - kocham miejski
          lifestyle, lubię szczawiową - cenię sobie kontakt z naturą:D:D:D
    • mauzonka a co to znaczy zaakcpetować?:) 06.02.09, 19:23
      U siebie? U losowej osoby z ulicy? U kogoś z rodziny? U znajomego, współpracownika?

      Sobie stawiam dużo wyższą poprzeczkę pod względem higienicznym niż innym, więc pewnie gdybym miała wąsik czy łupież to starałabym się za wszelką cenę go zwalczyć. Oczywiście nie zawsze się da, ale trzeba próbować. U męża przestała akceptować trądzik i skończyło się to wizytą u dermatolga, który zmiany wyleczył w 2 dni. U mojej mamy nie akceptowałam zaniedbanego biustu - skończyło się paletą dobrych staników.

      Ale jeśli chodzi o ludzi, z którymi nic mnie nie wiąże, jedynie stopa zawodowa, mogę zaakceptować wszystko. Nie cierpię spoconej ryby (wiecie, niektórzy tak podają rękę:/), więc z tymi od ryb staram się nie kontaktować na żywo:) Tych, co im śmierdzą stopy, nie zapraszam do domu - raz nam się zdarzyło, i to na kilka dni, i myśleliśmy, że umrzemy. Najgorsze, że facet o tym wiedział, że przeszkadza otoczeniu, ale uważał, że nie ma sensu iść się leczyć na to coś, co na tych swoich stopach miał.

      Jeśli ktoś z w miare bliskich osób (znajomi i przyjaciele) zaczyna się zapuszczać, daję do zrozumienia, że warto coś z tym zrobić. Niektórzy po prostu tego nie zauważają. Ale jeśli ktoś nie ma ochoty dbać o siebie - jego wybór. Najwyżej będę mieć mniej przyjemności z przebywania z taka osobą i skończy się wygaśnięciem znajomości.

      Nigdy nie miałam tak, żeby kogoś totalnie nie akceptować i ignorować _tylko_ dlatego, że jest gruby, czy ma wąsik.
      • luliluli Re: a co to znaczy zaakcpetować?:) 09.02.09, 14:12
        ale pytanie z wątku brzmiało:
        co jest Wam trudno zaakceptowac?

        Ja też nie mdleję na widok osób z wąsikiem i nie
        ignoruję "grubasów". Pewnie nie ma tu osoby, która tak robi (choć
        widzę, że palacze wzbudzają szczególną nienawiść;)

        Przyłączam się do niecierpienia spoconej ryby:D jakoś mi od razu
        krzywi pozytywne widzenie:P
    • malagracja Nie wiem, 06.02.09, 20:00
      i staram się o tym nie myśleć.
    • nikusz Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 07.02.09, 11:48
      a tak a propos wąsika, czy pamiętacie może opis Krzysi u Sienkiewicza? Wydaje mi
      się, że jej ciemny meszek nad górną wargą był wspomniany jako zaleta i coś
      seksownego. Jeśli dobrze zapamiętałam, to mamy kolejny przykład zmiany w
      kanonach urody ;)
      • klymenystra Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 07.02.09, 11:53
        Ja tez sie z tym spotkalam - juz kilku obcych facetow na ulicy powiedzialo mi,
        ze skoro mam takie wlosy na rekach, to musze byc dobra w lozku O.o I mowili to z
        autentycznym zachwytem :) (inna rzecz, ze te wlosy nie sa czarne czarne ale
        dosyc ciemne i dosyc dlugie)
        W sumie logiczne - nadmiarowe owlosienie jest spowodowane problemami
        hormonalnymi. Przewaznie, w najlzejszych postaciach, jest to zawyzony
        testosteron. A testosteron odpowiada przeciez chyba za libido? :)
        • pierwszalitera Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 07.02.09, 13:52
          klymenystra napisała:

          > W sumie logiczne - nadmiarowe owlosienie jest spowodowane problemami
          > hormonalnymi. Przewaznie, w najlzejszych postaciach, jest to zawyzony
          > testosteron. A testosteron odpowiada przeciez chyba za libido? :)

          Libido i testosteron mają wiele ze sobą wspólnego. Pytanie tylko, co nazywamy nadmiernym owłosieniem? Bo to, że kobiety posiadają włosy na ciele, a nawet trochę wąsika, nie jest od razu zaburzeniem hormonalnym. Niektóre kobiety mają po prostu taką genetyczną predyspozycję przy całkiem normalnym (statystycznie) dla kobiety poziomie testosteronu i nawet nie muszą mieć wybujałego libido. ;-) Odpowiadają może wtedy tylko mniej wygolonemu kanonowi piękna i pobudzają może też bardziej męskie fantazje. Co może nawet działać jako samosprawdzająca się przepowiednia. Kobieta myśli sobie, że skoro jest taka owłosiona, to znaczy, że jest gorąca i zachowuje się automatycznie trochę bardziej gorąco, potwierdzając w ten sposób oczekiwania. Ale to nie szkodzi i nawet jest jak najbardziej w porządku, bo moim zdaniem kobiety są bardzo seksualne i zdolne do wielkich namiętności, tylko często zbytnio się same hamują. ;-) Co do klimakterium, to wtedy faktycznie spada poziom estrogenów i wąsik po wpływem testosteronu staje się bardziej widoczny. Można by więc wnioskować, że kobietom w tym wieku generalnie podskakuje libido, a to też nie zawsze się sprawdza. ;-) U mnie w rodzinie wszystkie kobiety mają skłonność do meszku nad wargą i całą kupę włosów na głowie. W innych miejscach raczej umiarkowanie-nierzucająco się specjalnie w oczy. Ciekawe co znaczy ta kombinacja? ;-)
          • luliluli Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 09.02.09, 13:54
            > U mnie w rodzinie wszyst
            > kie kobiety mają skłonność do meszku nad wargą i całą kupę włosów
            na głowie. W
            > innych miejscach raczej umiarkowanie-nierzucająco się specjalnie w
            oczy. Ciekaw
            > e co znaczy ta kombinacja? ;-)

            pierwszalitera - pewnie mają pokaźne libido w głowie:D:D:D
            u mnie gorzej - "libidowy meszek" tworzy mi cieniutką ścieżkę od
            pępka w dół, strach pomyśleć co TO znaczy;>
            • pierwszalitera Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 09.02.09, 21:00
              luliluli napisała:

              > pierwszalitera - pewnie mają pokaźne libido w głowie:D:D:D
              > u mnie gorzej - "libidowy meszek" tworzy mi cieniutką ścieżkę od
              > pępka w dół, strach pomyśleć co TO znaczy;>

              U mnie bomba! ;-) Ktoś kiedyś powiedział, że największy organ seksualny u ludzi znajduje się między uszami. Pasuje! ;-) A u ciebie ta cieniutka ścieżka, to też interesująca rzecz. Jeszcze tylko drogowskaz ustawić i masz "Highway to Hell", albo "to Heaven". W zależności od nastroju. ;-)
            • kuraiko Re: ile prawdziwosci jestesmy zdolni zaakceptowac 09.02.09, 23:17
              hehe ja też taki bym miała, gdybym starannie nie goliła ;)))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja