kura17
05.02.09, 14:11
jest bardzo fajny watek o prawdziwej kobiecie.
i widac po nim, ze akceptacja dla prawdziwosci wsrod nas jest calkiem spora :)
ale jak wiele prawdziwosci jestesmy w stanie zaakceptowac bez lekkiego
skrzywienia obrzydzenia, czy zniesmaczenia?...
chude/grube - pewnie tak
a te z nieogolonymi nogami? pachami?
albo z obwislym biustem bez stanika?
pytam powaznie, bo czesto zastanawiam sie, gdzie przebiegaja granice
akceptacji i zrozumienia. zwlaszcza w kwestiach, ktore sa bezwzglednie
podyktowane moda (ogolone nogi chocby, lub wychudzone sylwetki).
pomijam kwestie higieny - nie rozmawiamy o smierdzacych, brudnych niechlujach,
tylko normalnych, czystych osobach/kobietach :)
co jest Wam trudno zaakceptowac?
ja mam problemy z palaczami - smrod i uciazliwosc dla otoczenia (ale dodam
uczciwie, ze dwa z najgoretsztch moich romansow byly z totalnymi palaczami
wlasnie i wtedy wcale mi to nie przeszkadzalo...). trudno mi to zaakcpetowac.
choc mysle, ze gdyby mi nie wchodzili w droge, to nie mialabym obiekcji.
i jeszcze osoby bardzo otyle (mowie o nadwadze rzedu 100 lub wiecej kilo),
ktore sa takie "bo tak i juz" - czyli nie maja klopotow ze zdrowiem (fizycznym
lub psychicznym), tylko sie zaniedbaly. i nie chodzi o estetyke, ale glownie o
zdrowie - nie potrafie tego zrozumiec, jak mozna tak rujnowac sobie zdrowie
dla rozkoszy podniebienia? bo ja sama jestem "wieksza" (mam lekka nadwage),
lubie jesc i nie lubie sie ruszac, mam kiepska przemiane materii... ale wydaje
mi sie, ze utycie teraz o 100 kg wymagaloby bardzo duzo zaniedbania i
negatywnej determinacji. dlatego w jakims sensie uwazam, ze to wina tychze
osob, ze utyly DUZO-za-bardzo.
i te osoby mi nie przeszkadzaja, tylko mi ich zal (choc pewnie te osoby
kazalyby mi sie odczepic i zajac swoimi sprawami - i slusznie).
wiem, ze to nienajpiekniej, ale tak mam :(
a Wy?