kura17
11.02.09, 13:17
kobiece towary mam na mysli. a konkretnie cnote ;)
z jednej strony - niby wiadomo - emancypacja, wyzwolenie itp.
ale z drugiej strony, czesto na forach spotykam sie z postawa "pro cnota" (nie
wiem, jak to krotko nazwac, zaraz wyjascie, o czym pisze).
duzo dziewczyn pisze niemal z duma o fakcie, ze ich maz jest ich pierwszym (i
jedynym ;) mezczyzna. moze nie czekali z konsumpcja cnoty do slubu, ale fakt,
ze to PIERWSZY mezczyzna wydaje sie byc dla wielu kobiet wazny. i ok, nic mi
do tego.
ale tak patrzac z boku, to prawdopodobienstwo, ze nasz pierwszy mezczyzna jest
"typ jedynym", "tym wlasciwym", ta "prawdziwa miloscia" jest dla mnie dosc
znikome. i mam wrazenie, ze czesto zostaje sie z tym pierwszym wlasnie
dlatego, ze byl pierwszy, ze "po nim" kobieta nie jest juz tak wartosciowa...
nie chodzi mi tutaj o to, jak odbieraja to mezczyni, czy o fakt, ze standardy
sa inne dla mezczyzna i kobiet (bo sa). chodzi o zdanie samych kobiet, o to,
czy one uwazaja sie za mniej wartosciowe, jesli do zwiazku nie moga wniesc
swojej cnoty.
ja w magiczna wartosc cnoty nie wierze. "cale zycie" razem to dosc dlugo i
uwazam, ze towarzysza zycia trzeba wybrac starannie.
a i zabawic czasem sie mozna ;)
niezaleznie od tego, jakie jest Wasze zdanie na ten temat - czy zyjecie z nim
(tym zdaniem) w zgodzie?
ja tak :)