wierzycie w "damaged goods"

11.02.09, 13:17
kobiece towary mam na mysli. a konkretnie cnote ;)

z jednej strony - niby wiadomo - emancypacja, wyzwolenie itp.
ale z drugiej strony, czesto na forach spotykam sie z postawa "pro cnota" (nie
wiem, jak to krotko nazwac, zaraz wyjascie, o czym pisze).

duzo dziewczyn pisze niemal z duma o fakcie, ze ich maz jest ich pierwszym (i
jedynym ;) mezczyzna. moze nie czekali z konsumpcja cnoty do slubu, ale fakt,
ze to PIERWSZY mezczyzna wydaje sie byc dla wielu kobiet wazny. i ok, nic mi
do tego.
ale tak patrzac z boku, to prawdopodobienstwo, ze nasz pierwszy mezczyzna jest
"typ jedynym", "tym wlasciwym", ta "prawdziwa miloscia" jest dla mnie dosc
znikome. i mam wrazenie, ze czesto zostaje sie z tym pierwszym wlasnie
dlatego, ze byl pierwszy, ze "po nim" kobieta nie jest juz tak wartosciowa...

nie chodzi mi tutaj o to, jak odbieraja to mezczyni, czy o fakt, ze standardy
sa inne dla mezczyzna i kobiet (bo sa). chodzi o zdanie samych kobiet, o to,
czy one uwazaja sie za mniej wartosciowe, jesli do zwiazku nie moga wniesc
swojej cnoty.

ja w magiczna wartosc cnoty nie wierze. "cale zycie" razem to dosc dlugo i
uwazam, ze towarzysza zycia trzeba wybrac starannie.
a i zabawic czasem sie mozna ;)

niezaleznie od tego, jakie jest Wasze zdanie na ten temat - czy zyjecie z nim
(tym zdaniem) w zgodzie?

ja tak :)
    • mauzonka też nie wierzę w tę "magię" 11.02.09, 13:28
      I w zasadzie to podpisuję się obiema rączkami pod tym, co napisałaś. Dorzucę, że znam kilka kobitek, których "ta pierwsza i jedyna miłość" po kilku-kilkunastu-kilkudziesięciu latach kończyła się dość nieprzyjemnym rozwodem. W związku z czym jestem zwolenniczką crash-testów przed konsumpcją:)
      • quleczka Re: też nie wierzę w tę "magię" 11.02.09, 13:38
        a ja w "magie" wierze :) to znaczy wierze, ze pierwszy raz jest czyms waznym i
        jakby nie bylo wyjatkowym i ze warto go przezyc z kims dla nas waznym, a nie na
        przyklad dlatego, ze kolezanki juz to zrobily...

        ale nie wierze w to, ze warto byc z ta osoba tylko dlatego, ze byl tym
        pierwszym, jesli po paru latach przestalismy sie dogadywac i kochac...

        nie uwazam, ze wejscie w zwiazek "bez cnoty" jest czyms gorszym :)

        nie wierze, ze ten pierwszy raz musi byc po slubie ale mysle, ze warto z nim
        poczekac na kogos dla nas waznego i szczegolnego :)

        bo to jednak wlasnie to z kim to robimy sprawia, ze jest to cos wyjatkowego, a
        nie tylko zwykla zabawa :)

        p.s. co nie znaczy, ze pozniej w zyciu zwykla zabawa jest zla ale chyba jednak
        nie warto zycia seksualnego tak zaczynac ;)
    • tfu.tfu Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:07
      abstrahując od wiary ;) bo przecież istnieją głęboko wierzący ludzie, którzy
      czekaja do nocy poślubnej i to jest zupełnie coś innego niż ogólna hipokryzja, z
      którą sie łatwo spotkać na każdym rogu.
      osobiście? nie uważam, żeby seksualnośc była dla mnie tabu, że moje ciało jest
      czymś brzydkim lub "zbyt cennym". jest moje, dbam o nie najlepiej jak potrafię i
      zdecydowanie uważam, że sfera seksualności jest zbyt istotna w życiu, żeby się
      zdawac na ślepy traf ;)
    • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:25
      No co ty kura, znowu taki temat? ;-) ;-) ;-)
      To nad czymś takim ktoś się jeszcze w ogóle zastanawia? ;-) Moim zdaniem kobiety, które nie mają mężczyźnie nic lepszego do zaoferownia oprócz cnoty, będę miały problemy w życiu, bo to nie kończy się zwykle po nocy poślubnej. ;-) Ogólnie to naturalnie ważne, by partnerów dobierać sobie do każdego razu starannie, zupełnie tak jak robimy, to z innymi rzeczami w życiu. Dlatego jestem za seksualną inicjatywą kobiety. Nie czekać, aż przyjdzie jakiś i pozwoli się uszczęśliwić, tylko aktywnie wybierać tego dla nas najlepszego. I wymaga to czasem kilku prób i sprawdzeń. ;-)
      • kura17 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:35
        no wlasnie... ja myslalam, ze TAKIE rozwazania i TAKI sposob myslenia to juz
        przeszlosc... ale czytajac troche wypowiedzi na forach i rozmawiajac z
        kobietami, doszlam do wniosku, ze nie koniecznie...

        one naprawde uwazaly, ze wchodzac w zwiazek z cnota, co lepsze...
        czytajac ich wypowiedzi (i to, co miedzywierszami) czulam sie troche jak
        niezadnica babilonu :D

        w sumie kazdy ma prawo do wlasnego zdania. ale jesli TAKIE zdanie wlasnie bedzie
        pokutowac, to problemow z seksizmem sie szybko nie pozbedziemy...
        • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:49
          Takie zdanie to w Europie przeżytek. Istnieją naturalnie pewne trendy wsteczne, ale to mniejszość. Wartością kobiety nie jest kawałek błonki między nogami. Mamy też prawo do naszej wolnej seksualności, w końcu mamy nawet narząd służący tylko i wyłącznie przyjemności, czyli łechtaczkę. Nawet faceci czmyś takim pochwalić się nie mogą. Natura stworzyła nas do fizycznej miłości. Konserwatywna moralność jest tylko wyrazem męskiego strachu przed naszą seksualną samodzielnością i kobiety, które jej się dobrowolnie poddają, a nawet nią szczycą są moim zdaniem albo nieuświadomione, albo głupie. To trochę tak ja ze stanikami. ;-)
          • kura17 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:22
            zgadzam sie z tym, ze to przezytek.

            ale zastanawiam sie, czy nie za ostro oceniasz kobiety, ktore wydaja sie w ten
            przezytek wierzyc (albo nieuswiadomione, albo glupie).
            wydaje mi sie, ze moga byc inne powody i troche mnie razi, ze tak po nich
            bezpardonowo jedziesz, w ogole ich nie znajac. wiem, ze tak wyrazasz swoje
            zdanie, masz do niego prawo, ale one tez ;) a gdzie tolerancja? nawet dla
            glupich i maluczkich? :)

            wiesz o co mi chodzi? ja nie chce bronic ich zdania, bo mnie to raczej smieszy,
            trudno mi w dzisiejszych czasach TAKIE rzeczy traktowac powaznie, ale bronie te
            osoby. bo moga miec najrozniejsze powody, by tak myslec. i maja do tego prawo,
            nie bedac obiektem zartow i napasci.
            • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:40
              kura17 napisała:

              >
              > ale zastanawiam sie, czy nie za ostro oceniasz kobiety, ktore wydaja sie w ten
              > przezytek wierzyc (albo nieuswiadomione, albo glupie).
              > wydaje mi sie, ze moga byc inne powody i troche mnie razi, ze tak po nich
              > bezpardonowo jedziesz, w ogole ich nie znajac. wiem, ze tak wyrazasz swoje
              > zdanie, masz do niego prawo, ale one tez ;) a gdzie tolerancja? nawet dla
              > glupich i maluczkich? :)

              Ależ ja jestem tolerancyjna. ;-) Nikomu niczego nie zabraniam i nawet rozumiem ich motywy. Jestem tylko zdania, że sporo na tym tracą. A to dla mnie głupota. I tolerancja kończy się u mnie, gdy widzę, że takie "zasady" prowadzą do tragedii. Wtedy, gdy życie seksualne prowadzi do konfliktów, kompleksów, niespełnionych oczekiwań, nieporozumień z partnerem, do nieszczęśliwych związków, psychicznych problemów oraz innych stresów i napięć. A to przecież ma być źródłem szczęścia i przyjemności, prawda? ;-)
              • kura17 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:45
                nie zabraniasz, ale oceniasz dosc surowo ;)

                zgadzam sie, ze tolerancja konczy sie tam, gdzie zaczyna sie dramat.
                ale wiele z tych osob, o ktorych pisalam, wyglada na szczesliwe w swoich
                zwiazkach. zadna patologia.
                • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 16:01
                  kura17 napisała:

                  > zgadzam sie, ze tolerancja konczy sie tam, gdzie zaczyna sie dramat.
                  > ale wiele z tych osob, o ktorych pisalam, wyglada na szczesliwe w swoich
                  > zwiazkach. zadna patologia.

                  Nie chcę się z tobą sprzeczać, ale coś co dobrze wygląda, nie musi jeszcze takim być. Patologię definuje się też bardzo indywidualnie, coś co dla kogoś jest normalną formą życia, mnie może strasznie męczyć i być dla mnie patologią.
          • kura17 aha 11.02.09, 15:23
            i ze stanikami mam podobne zdanie - jak ma zly stanik, to moze miec do tego
            TYSIACE powodow, a nie tylko bycie nieuswiadomiona lub glupia ;)
    • ocisza Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:34
      Zaczęłam czytać i natychmiast przypominała mi się moja babcia z tekstem:
      "Razem? Bez ślubu? Jaki mężczyzna Cię potem zechce!"
      Buhahaha!
      • ocisza Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:35
        Miało się zacząć od: "Mieszkacie razem?"
      • kura17 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:38
        no wiesz... ja do dzis nie wiem, czy moja babcia wie, ze z mezem mieszkalismy
        razem przed slubem (ponad 5 lat)... ;)
        mam wrazenie, ze musiala, ale u mnie w rodzinie sie o TYM glosno nie mowilo ;)

        ... i zechcial mnie, uffff...
      • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:41
        Ja jeszcze słyszałam, że nie mam tyle jeść, to moze przestanę tak
        rosnąć... bo "TAKIEJ wielkiej dziewczyny to żaden chłopak nie
        zechce!" :))))))))))

        Odpowiedź: to ja zechcę chłopaka, nie on mnie!

        Dla babć czy ciotek kwestia "zechcenia" przez faceta jest chyba
        bardzo ważna...
        • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:50
          daslicht napisała:

          > Ja jeszcze słyszałam, że nie mam tyle jeść, to moze przestanę tak
          > rosnąć... bo "TAKIEJ wielkiej dziewczyny to żaden chłopak nie
          > zechce!" :))))))))))
          >

          Pluję monitor!!!! :-D
        • plecha1 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 00:54
          Ja słyszę, że mam tyle nie jeść, bo będę gruba i żaden chłopak mnie nie zechce.
          Żeby było śmieszniej - na tycie w najbliższym czasie się nie zanosi. Z tym, że
          ja wtedy z pełną powagą odpowiadam "To znajdę sobie kobietę", co skutecznie
          sprawia, że mama przestaje przez jakiś czas o tym wspominać :P
    • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:37
      "fakt, ze to PIERWSZY mezczyzna wydaje sie byc dla wielu kobiet
      wazny"

      Masz absolutną rację - WYDAJE (ci) SIĘ :P
      Ja tam sentymentalna nie jestem.

      Jakbym miała czekać na męża (nie mam i nie zapowiada się na to), to
      by mi chyba ten nadmiar nierozładowanej energii seksualnej uderzył
      do głowy i wykorzystałabym go na słuchanie Radia Maryja i
      dewocenie... brrrrr!

      Jak czytam te wywody, to normalnie aż przychodzi człowiekowi do
      głowy, żeby rozejrzeć się za popularną wśród muzułmanek
      operacją "zerowania licznika" i przejść na kolanach z Gdańska do
      Częstochowy :/
      • kura17 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:40
        po MOICH wywodach chce Ci sie isc do czestochowy???

        hmmmm... ;)
        • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:43
          Juz ja widzę, jak złażę z kompa i brnę w tym śniegu... ^^

          Chodziło raczej o to, że "łomatkooo, znowu jakaś nawiedzona,
          normalnie nic tylko "zerować licznik" i pokutę na kolanach do
          Częstochowy!" :P
      • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:52
        daslicht napisała:

        > "fakt, ze to PIERWSZY mezczyzna wydaje sie byc dla wielu kobiet
        > wazny"
        >
        > Masz absolutną rację - WYDAJE (ci) SIĘ :P


        Pluję monitor po raz drugi!!!!! Buhahahaha. :-D
    • malagracja Trzeba sprawdzic, nie? 11.02.09, 14:45
      I wybrac takiego, zeby byc cale zycie zadowolona :-)
    • plica Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:46
      kura17 napisała: chodzi o zdanie samych kobiet, o to,
      > czy one uwazaja sie za mniej wartosciowe, jesli do zwiazku nie
      moga wniesc
      > swojej cnoty.

      hahaha. jeszcze nie zwariowalam. nie wnioslam cnoty do swoich
      powaznych zwiazkow i nie widze w tym nic zmniejszajacego moja
      wartosc.
      zreszta podejscie do seksu mam dosc luzne i jestem goraco na tak dla
      seksu przedmalzenskiego, przednarzeczenskiego a nawet czasem na 1
      randce :)
      nie widze zwiazku z moim oddaniem i wiernoscia a tym, ze wczesniej
      nie uprawialam seksu.
      zyje zgodnie z moimi przekonaniami. aktualnie jestem zamezna i
      wierna i w prezencie partnerowi dalam raczej doswiadczenie niz
      cnote :)
    • luliluli Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:49
      otaczanie jakąś specjalną magią pierwszego razu jest dla mnie
      niezrozumiałe. Owszem, to coś jak pierwszy pocałunek, czy
      inne "pierwszości" - zawsze będzie się wspominać z jakimś
      sentymentem. Ale żeby od razu uważać to za DAR dla swojego
      mężczyzny? wypadałoby od razu gratis podarować jakiś posag i
      służącą:D

      ech tam, ja i mój małż jesteśmy bardzo zadowoleni z wykonania "crash
      testów", jak nazwała to mauzonka;) i tak każdego trzeba odkrywać od
      początku, więc frajda jest dokładnie taka sama:) no i nie rozprasza
      nas nigdy myśl "ciekawe jakby to było z innym".
      • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 14:57
        luliluli napisała:

        no i nie rozprasza
        > nas nigdy myśl "ciekawe jakby to było z innym".

        A owszem, rozprasza. ;-) Tylko, to nie ma nic wspólnego z tym, czy się innych próbowało, czy nie. Tylko jest wyrazem zdrowia. Nie trzeba przecież wszystkich myśli od razu realizować w rzeczywistości. ;-)
        • luliluli Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:07
          fantazje fantazjami;> dbamy o zdrowie psychiczne, bez obaw;)
      • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:06
        luliluli napisała:
        "zawsze będzie się wspominać z jakimś sentymentem"

        Ja tam nie zawracam sobie głowy bzdurami, a jak juz zawracam to się
        nie rozklejam, tylko śmieję :))))))))))
        No ale u mnie nie było wielkiej miłości, spotykania się kilka lat i
        namawiania przez niewyżytego chłopaka - to ja byłam stroną
        namawiającą, co nieco biednego chłopaka zaskoczyło... ehehehe kupa
        śmiechu :))))

        Aleście mi humor poprawiły, siedzę z wyszczerzonymi zębiskami i się
        chicham :))))
        • malagracja A chcesz sie seksic? 11.02.09, 15:10
          Mialam 8 lat :P Jak bylam na "pierwszej randce" i cos mi ten chlopczyk mowi, a
          ja mu cos mowie i nagle zadalam mu pytanie, czy chce sie "seksic". A on mi na
          to, że chyba nic z tego nie bedzie.

          Eh, to bylo 10 lat a nadal smieje sie z tego jak wariatka :D
          • daslicht Z ciebie to jest niezły model! 11.02.09, 15:16
            Mi tam w wieku 8 lat to hormony nie uderzały do głowy i nie
            interesowały chłopaki, randki i inne bajery :))))))))
            • malagracja Re: Z ciebie to jest niezły model! 11.02.09, 15:22
              Wiesz, mam zdjecie jak siedze posrodku 2 facetow i oni daja mi buziaki :P Jak
              bede miala okazje to zeskanuje :D
              • daslicht Re: Z ciebie to jest niezły model! 11.02.09, 15:29
                A z panią/paniami albo 2K+M też masz? ^^
                • malagracja Re: Z ciebie to jest niezły model! 11.02.09, 15:36
                  No co Ty, chyba mialam wtedy z 9 lat max :) Eee to sasiedzi byli i bracia :P
                  Chyba tez mieli po 9 ;]
        • plica Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:40
          ja tez sie ciesze w monitor. najgorsze ze w pracy jestem i klienty
          przylaza i pytaja co ja sie tak ciesze :)
    • malagracja Pisza z "duma" bo przeciez zadna sie nie przyzna 11.02.09, 15:06
      ze trafila na kiepskiego, prawda? Wiec moze ta duma ma im rekompensowac "coś"?
      Bo chyba jest mało kobiet, ktore trafiaja na tego jedynego, ktory im "pasuje" hmm...
      • daslicht Re: Pisza z "duma" bo przeciez zadna sie nie przy 11.02.09, 15:13
        O to to!
        Myślę, że faceci, którym tak zalezy na "czystości" (a sami
        bynajmniej sobie nie odmawiali) to cienkie bolki, które boją się
        porównań ("buehehehe, co to jest?!" czy "oj, musisz jeszcze
        popracować...").
        Nawet niekoniecznie powiedzianych, mogą byc nawet pomyślane - "ona
        na pewno mnie porównuje do byłego, a ten były był pewnie lepszy
        buuuuu!"
      • plecha1 Re: Pisza z "duma" bo przeciez zadna sie nie przy 13.02.09, 01:34
        Ja chciałam tylko zasugerować, że można wymienić lepszego na gorszego...
    • daslicht Od paru facetów słyszałam... 11.02.09, 15:08
      "Żadnych dziewic, same problemy z nimi!"

      i w sumie racja, ja bym też prawiczka nie chciała :P
      • malagracja Najlepsza dziewica to własna prawica :) 11.02.09, 15:12
        Kiedys kumpel sobie tak zazartowal :)
        • daslicht Re: Najlepsza dziewica to własna prawica :) 11.02.09, 15:18
          Tjaaa, zażartował, jasssssne :P
          • koza-1985 Re: Najlepsza dziewica to własna prawica :) 11.02.09, 15:23
            hahha
            mój serdeczny przyjaciel, od niedawna sam po kilkuletnim związku powtarza,
            że teraz to tylko z Renią.....renia lewa, renia prawa:D
          • malagracja Re: Najlepsza dziewica to własna prawica :) 11.02.09, 15:23
            Ciekawe czemu miał większy biceps na prawej rece :P
            • madzioreck Świntuchy ;P n/t 11.02.09, 19:31

      • plica Re: Od paru facetów słyszałam... 11.02.09, 15:50
        > i w sumie racja, ja bym też prawiczka nie chciała :P

        dobry prawiczek nie jest zły :)
        czasem nawet calkiem mniam mniam :)
        • daslicht Re: Od paru facetów słyszałam... 11.02.09, 15:57
          Atam prawiczek, taki to tylko przestraszony i nie wie co robić. A
          czasem skończy zanim zacznie ^^

          Za to uważam, ze młode dużo może i jeszcze jest na co popatrzeć ^^
          Ostatnio fajnego 19-latka testowałam kilka dni, ale chyba niestety
          na testach się skończy... szkoda :(
          • plica Re: Od paru facetów słyszałam... 11.02.09, 18:33
            daslicht napisała:

            > Atam prawiczek, taki to tylko przestraszony i nie wie co robić. A
            > czasem skończy zanim zacznie ^^

            mialam calkiem inne doswiadczenia w tej materii :)
        • origami_21 :))) 11.02.09, 21:59
          plica napisała:

          > dobry prawiczek nie jest zły :)
          > czasem nawet calkiem mniam mniam :)

          Zgadzam się w całej rozciągłości:PPP
    • semele2 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:36
      A ja uważam, że coś w tym jest. Mam nadzieję, że uda mi się w miarę precyzyjnie
      opisać swój punkt widzenia.

      Chciałabym zostać z moim pierwszym mężczyzną do końca życia. Żeby wejść z kimś w
      relację seksualną, potrzebuję potężnej "podbudowy emocjonalnej". Muszę się czuć
      bezpiecznie, mieć pełne zaufanie i poczucie stabilności; po prostu mieć
      przekonanie, że ten związek będzie trwał długo. Dla mnie to nie są wyrozumowane
      warunki, którymi się ograniczam, tylko blokada psychiczna, której przeskoczenia
      sobie nie wyobrażam.

      Jeśli cokolwiek się nie uda, jeśli się okaże, że to była pomyłka - trudno. Nie
      mam mentalności męczennicy, nie ma sensu się unieszczęśliwiać. Ewentualnemu
      "następcy" nic do mojej cnoty czy niecnoty ;). Wolałabym się nie pomylić, bo
      jednak dużo z siebie włożyłam w ten związek i rozstanie zapewne byłoby bolesne,
      ale ludzie to tylko ludzie i czasem popełniają błędy.

      Reasumując: magia dziewictwa czy pierwszego razu nie do końca mnie przekonują
      (są, za przeproszeniem, jak czekoladka - fajnie, kiedy jest, ale jak nie ma, to
      nic się złego nie dzieje). Natomiast wizja "jeden facet na całe życie" bardzo
      mocno do mnie przemawia. Gdybym nie miała poczucia (nie pewności, bo pewne to
      śmierć i podatki), że chcę z tym facetem spędzić resztę życia, nie potrafiłabym
      się cieszyć seksem tak, jak się cieszę. Taka moja uroda. Jednych podniecają
      świece w sypialni, innych oblewanie się syropem malinowym, a mnie poczucie
      stabilizacji ;).
      • luliluli Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:38
        nie raz można wierzyć, że ten to akurat "facet na całe życie";)))
        • semele2 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:48
          Pewnie, że tak. Ale ja aktualnie wierzę w tego pierwszego i nie mam ochoty go
          rzucać, bo fajny jest i w sumie go kocham :).
      • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:46
        No i fajnie :)

        Ja nie wierzę, że spotka mnie wielka miłość, ślub i wesele - prędzej
        chyba wygram w totka. Ale nie mam zamiaru się męczyć i umrzeć jako
        dziewica, co całe życie na miłość czekała i się nie doczekała.
        Btw. seks z miłości to na pewno musi być coś wspaniałego :)
        • tfu.tfu nie wygrasz :P 11.02.09, 15:51
          ja się najpierw poślubiłam, potem rozwiodłam, teraz wygram :P po kolei trzeba,
          waćpanna :D
      • kura17 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:52
        wiem, ze pewnie nie to mialas na mysli, ale Twoj post zabrzmial troche jak
        krytyka tych kobiet, ktore mialy wiecej, niz jednego mezczyzne...

        tak jakby poczucie stabilizacji nie moglo isc w parze z syropem malinowym lub
        swiecami...

        ja tez wierze w seks z milosci. wiekszosc mojego seksu byla w powaznych
        zwiazkach, w ktore (wtedy) z calych sil wierzylam.
        ale nic z nich nie wyszlo. coz, moze mialam pecha?

        i wydaje mi sie naprawde malo prawdopodobne, ze sie na tego "jedynego" trafi za
        pierwszym razem (choc moze ja zbyt wymagajaca jestem?). jestem na to zbyt duza
        realistka

        ... ale oczywiscie tego Ci wlasnie zycze :)
        • semele2 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 16:09
          Nie, nic takiego nie miałam na myśli! Heh, wiedziałam, że coś mi się przekradnie
          w sformułowaniach. Serdecznie przepraszam za brak precyzji i postaram się
          dookreślić tak starannie, jak tylko potrafię.

          Każdy ma własną metodę, drogę, nazwij to, jak chcesz. Nie jestem taka mądra,
          żeby wskazać, co jest uniwersalnie najlepsze. Potrafię pokazać, co wydaje mi się
          najlepsze DLA MNIE - konkretnej mnie z taką, a nie inną historią i takimi, a nie
          innymi upodobaniami. Innych ludzi uszczęśliwia coś innego i takie ich rude
          prawo. To, że ja podejmuję inne decyzje, nie sprawia, że tamte są gorsze. One po
          prostu nie są moje. Zresztą analogicznie rozumiem powyższy post Daslicht - nie
          jako wyraz potępienia dla takich powiedzmy zakonnic, tylko stwierdzenie, że
          Daslicht nie wyobraża sobie wiecznego dziewictwa w wykonaniu Daslicht ;).

          Nie mam świętego i niewzruszonego przekonania, że ten facet będzie jedyny. Mam
          tylko nadzieję, że tak będzie, bo póki co jestem szczęśliwa i rozstanie mi się
          bynajmniej nie marzy. Nie krytykuję kobiet, które miały więcej niż jednego
          mężczyznę, bo jakie mam do tego prawo? Dla mnie dyskusja "czy lepiej jest mieć
          jednego, czy kilku mężczyzn?" jest trochę jak "Co jest fajniejsze - Boże
          Narodzenie, czy Wielkanoc?". I tu i tu odpowiedź niesie za sobą konkretne
          informacje o odpowiadającym, ale w żaden sposób go nie wartościuje.

          P.S. Jak się głębiej zastanowię, to w sumie te świeczki też mnie kręcą ;).
          • semele2 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 16:22
            I jeszcze jedno. Uważam, że ocenianie kobiety przez pryzmat tego, z kim i ile razy spała, jest szczytem chamstwa ze strony oceniającego. Takiego stawiania sprawy nie da się usprawiedliwić niczym. Chociaż mnie osobiście nie marzy się duża liczba partnerów seksualnych, przerażają mnie opinie typu "Z tamtym spałaś, żaden cię nie będzie chciał", "ta czy tamta się puszcza" czy "dziewica jest bardziej wartościowa". Gorszych cytować nie będę, bo to kulturalne forum. Jeśli chodzi o seks, to moim zdaniem oceniać w kategoriach moralnych wolno tylko kwestię "czy to kogoś krzywdzi?". Kobieta jest na tyle inteligentna, żeby samodzielnie podjąć decyzję, ilu partnerów seksualnych chce mieć, a wtrącanie się do tego z zewnątrz faktycznie zalatuje seksizmem.
            • plica Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 18:40
              Kobieta jest na tyle inteligentna, żeby samodzielnie
              > podjąć decyzję, ilu partnerów seksualnych chce mieć, a wtrącanie się do tego z
              > zewnątrz faktycznie zalatuje seksizmem.

              zeby to bylo takie piekne i proste. kobieta maja wielu partnerow to "latawica, puszczalska, rozwiązła" lub z ciezszego działa po prostu "kurwa"
              doswiadczony wieloma partnerkami facet to "macho, kobieciarz, zna sie na rzeczy, zdobywca, prawdziwy mezczyzna"
              o dziwo nie gdzies tam na wsi czy w bądzowie, ale tez w akademiku wyzszej uczelni :)
              • semele2 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 19:05
                Wiem, że tak jest. Ale to nie znaczy, że musi mi się to podobać.
            • magdalaena1977 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 09:13
              semele2 napisała:

              > I jeszcze jedno. Uważam, że ocenianie kobiety przez pryzmat tego, z kim i ile
              > razy spała, jest szczytem chamstwa ze strony oceniającego.
              a nie uważasz, że równie chamskie jest zakładanie, że jak kobieta jest dziewicą,
              to "na pewno nikt jej nie chciał" albo "coś jest z nią nie tak" ?
              • semele2 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 16:56
                Nie wiem, dlaczego akurat teraz o to pytasz, ale nie mam wyjścia, musze się
                zgodzić :).
                • magdalaena1977 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 22:29
                  semele2 napisała:

                  > Nie wiem, dlaczego akurat teraz o to pytasz, ale nie mam wyjścia,
                  > musze się zgodzić :).
                  Bo taki ton zaczynały przybierać wypowiedzi innych rozmówców.
                  • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 22:38
                    hmmm ja znam dziewczyny po 20-stce, które są dziewicami, ale nie
                    dlatego że nikt ich nie chciał, bo owszem - chętni byli, ale dlatego
                    bo być może nie chcą iść do łóżka z pierwszym lepszym, może czekają
                    na prawdziwe uczucie, może zanim zdążyły skonsumować związek, facet
                    okazał się draniem itd.
                    na niektórych forach rzeczywiście widziałam teksty w stylu "jak
                    dziewczyna po 20-stce jest dziewicą to oznacza, że coś jest z nią
                    nie tak" :/ porażka
                    co więcej - ja znam prawiczków po 20-stce ;))) i jeśli nie mieli
                    dziewczyny, to jest naturalne.
                    niestety nie jest dla mnie naturalną sytuacją iść do łóżka z kimś,
                    do kogo się nic nie czuje, jak to ktoś napisał - sportowo, i właśnie
                    dlatego dziewice w różnym wieku nie robią na mnie wrażenia. wręcz
                    przeciwnie - obrzydzenie budzą we mnie dziewczyny mówiące o
                    pierwszym razie "z miłości" w wieku 15-16 lat, bo to brzmi jak
                    usprawiedliwienie własnej nieodpowiedzialności.
                    no cóż pewnie jestem zacofaną cnotką ;)))))))
                    • secka Re: wierzycie w "damaged goods" 17.02.09, 10:52
                      ej! w wieku lat 16 MOŻNA być zakochanym na zabój. Ba,można nawet wierzyć, że się
                      znalazło księcia z bajki i tego jedynego na całe życie! ja po 6 latach
                      stwierdzam, że cholernie cieszę się, że stało się to wtedy i z tym kimś, mimo,
                      że nic z tego związku później nie wyszło. ale co przeżyłam, to moje. więc w
                      imieniu wszystkich zakochanych 16latek, wypraszam sobie :P
                      • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 17.02.09, 14:28
                        hehe, ależ nie chodzi o zwykłe zakochanie ;) ja byłam "zakochana na
                        zabój" w kilku chłopcach począwszy od 12 r.ż. i też wówczas myślałam
                        o seksie (jak miałam np 13 lat). ale wyobrażanie sobie to co innego
                        niż przejście do czynów ;)
                        mnie po prostu drażni nieodpowiedzialność nieletnich.
                        • secka Re: wierzycie w "damaged goods" 17.02.09, 15:03
                          no może nie wyraziłam się jasno - mi jednak chodziło o to przejście od myśli do
                          czynów. 16latka 16latce nierówna. nie lubię takiego generalizowania, bo się
                          poczułam, jako eks-16latka śmiertelnie zakochana przechodząca od słów do czynów,
                          urażona ;] nieodpowiedzialność jest wtedy, jak się nie wie co się robi ,do czego
                          może to prowadzić i jak należy się zabezpieczyć. jeżeli się z tego wszystkiego
                          zdaje sprawę, to co za różnica czy się ma 16 czy, powiedzmy, 18 lat? może jak
                          sama będę miała 16letnią córkę to będę inaczej śpiewać, ale cóż, takie moje
                          zdanie. niech żyją młode żądze! ;]
      • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 15:56
        semele2 napisała:

        Gdybym nie miała poczucia (nie pewności, bo pewne to
        > śmierć i podatki), że chcę z tym facetem spędzić resztę życia, nie potrafiłabym
        > się cieszyć seksem tak, jak się cieszę. Taka moja uroda. Jednych podniecają
        > świece w sypialni, innych oblewanie się syropem malinowym, a mnie poczucie
        > stabilizacji ;).

        Hej, no i fajnie. :-) Ja lubię do tego mieć metafizyczne poczucie kosmicznego przeznaczenia, doprowadzające do zderzenia dwóch naładowanych atomową energią ciał i temporalnego zespojenia. Bum! ;-) Tylko, że takiego wybuchowego stanu nie da się utrzymać dłużej niż kilka godzin i nie wiadomo też, czy wyniknie z tego jakaś przyzwoita planeta, czy tylko gwiezdny pył. ;-) Za to można do takich kosmicznych kolizji doprowadzać częściej, wszechświat jest nieograniczony i pełny fantastycznej materii. ;-)
        • luliluli Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 16:10
          i tu się zaczynam przestawać zgadzać:D:D czyli krótko mówiąc - e.e!
          Ja mam podobne poczucie od hmmm 5 lat i jeszcze mi nie minęło:) może
          to nie zderzanie się ciał niebieskich, ale naprawdę mój mąż jest dla
          mnie najbardziej pociągającym facetem jakich znam, no niestety nie
          miałam okazji podać sobie ręki z Tomem Cruisem;))))
          nie zmienia to jednak faktu, że jest nim między innymi dlatego, że
          lubi te wszystkie syropy malinowe, świece i przeróżne
          niespodziewajki, które jakby nie patrzeć rozpędzają "ciała
          niebieskie";>>>>
          • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 16:16
            uliluli napisała:

            > i tu się zaczynam przestawać zgadzać:D:D czyli krótko mówiąc - e.e!
            > Ja mam podobne poczucie od hmmm 5 lat i jeszcze mi nie minęło:)

            5 lat? To w moich kategoriach nie jest specjalnie długo. Zderzenia mają jeszcze wystarczającą siłę rażenia. Korzystaj ze tego! ;-)
      • zmijunia.lbn Re: wierzycie w "damaged goods" 07.03.09, 22:57
        Semele, z ryjka mi to wyjęłaś. :))))
    • konto.zapasowe Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 19:41
      To ja odpiszę z konta zapasowego bo jako forumka z długim stażem z różnych
      względów nie chcę tego robić z regularnego nicka.

      Ale ad rem.

      Ja wierzę w to, że warto poczekać i że warto mieć w życiu tylko jednego faceta.
      Ja czekałam do ślubu i wiem, że nie tylko mój mąż był dla mnie pierwszy ale i ja
      byłam pierwsza dla niego. To czekanie wynikało w dużej mierze z przekonań
      religijnych ale i z wartości w jakich mnie wychowano.

      Początki były mało udane i pewnie gdybyśmy nie byli małżeństwem to byśmy się
      rozeszli "bo przecież jesteśmy niedopasowani". A tak musieliśmy zacząć pracować
      i starać się. I teraz, po kilku latach nie mam wątpliwości, że jesteśmy do
      siebie fantastycznie dopasowani. Jasne, nie mam porównania. Ale to też sobie
      cenię. Bo wiem, że wszystko co mamy jest piękne i najlepsze w naszym życiu.

      Słowem, moje doświadczenie są takie, że gdybym miała bardziej liberalne poglądy
      to mogłabym zrezygnować ze spędzenia życia z człowiekiem, który jest moją drugą
      połówką, moim najlepszym przyjacielem, tylko dlatego że początki naszych
      kontaktów fizycznych były mało udane. I to byłby największy błąd w moim życiu.
      Jako mężatka miałam motywację, żeby się starać o to, żeby nasze życie pod każdym
      względem było udane. I jest.

      Nie ciągnie mnie na boki, nie żałuję. Uważam że to była bardzo dobra decyzja.
      • tfu.tfu Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 19:49
        szczerze szanuję decyzje innych wynikające z wiary bądź osobistych przekonań. i
        bardzo bardzo się cieszę, że taki przykład się pojawił. i ściskam serdecznie :)
      • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 23:34
        konto.zapasowe napisała:

        > Słowem, moje doświadczenie są takie, że gdybym miała bardziej liberalne poglądy
        > to mogłabym zrezygnować ze spędzenia życia z człowiekiem, który jest moją drugą
        > połówką, moim najlepszym przyjacielem, tylko dlatego że początki naszych
        > kontaktów fizycznych były mało udane. I to byłby największy błąd w moim życiu.
        > Jako mężatka miałam motywację, żeby się starać o to, żeby nasze życie pod każdy
        > m
        > względem było udane. I jest.

        No to fajnie, że ci się udało, ale ja potrafię wyobrazić sobie, że dla wielu seks jest mocną fizjologiczną i psychologiczną potrzebą, i stoi na liście priorytetów wyżej niż u innych. Dlatego dla jednych czekanie na właściwego, a nawet jedynego partnera to pestka, natomiast dla kogoś innego może być ciężkim wyrzeczeniem. I przy sporym niedopasowaniu seksualnym w związku też może być ciężko. Strona z większym temperamentem zmuszona jest zawsze do większych kompromisów. Dlatego takie zwierzenia o czystości i zachowaniu dziewictwa, wierności i jednym partnerze nie są dla mnie jeszcze dowodem na nic. Bo jeżeli nigdy nie odczuwało się tego silnego napięcia, które potrafi być żywiołem nie do opanowania i dawać w mniej udanych seksualnie związkach uczucie ciągłego niedosytu, to nie wie się o czym się pisze. I nie wszystko da się zrównoważyć wyuczoną techniką, świecami i pachnącym olejkim do masażu. Nikogo tu nie urażając. Nie lubię też, że powszechnie seks stawia się w hierarchii niżej od przyjaźni i miłości. U mnie jest on co najmniej równouprawniony. I zaręczam ci, seks może być nie tylko dobry, on może być nawet gigantyczny i dawać dużo szczęścia. I gdybym miała mniej liberalne poglądy coś bardzo pięknego by mnie w życiu ominęło. ;-)
        • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 23:52
          Właśnie :) Jak już pisałam, prędzej wygram w totka niż TŻ będzie dla
          mnie czymś innym niż Technologią Żywności, a żeby jeszcze wielka
          miłość i ślub z tego były... yhym, jassssne :/ Nie można mieć
          wszystkiego!

          Tłumaczę sobie, ze widocznie jestem w znakomitej kondycji fizycznej
          i ciało mi się domaga rozmnożenia, skoro sa takie dobre warunki...
          no ale trzeba mieć z kim ^^ Gdyby była taka możliwość, chętnie bym
          oddała połowę swoich chęci babce, którą wiecznie głooowaa boooliii i
          jeszcze bym nie narzekała. No ale jak wyżej: nie można mieć
          wszystkiego!

          Gdybym miała czekać do us...j śmierci na ślub, to chyba faktycznie
          bym zwariowała i zaczeła Rydzyka słuchać, bo gdzieś przecież ta
          energia musi się podziać... myślę, że część słuchaczek radyja ma
          właśnie coś takiego ^^
        • lilly_em Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 01:24
          > No to fajnie, że ci się udało, ale ja potrafię wyobrazić sobie, że dla wielu se
          > ks jest mocną fizjologiczną i psychologiczną potrzebą, i stoi na liście prioryt
          > etów wyżej niż u innych. Dlatego dla jednych czekanie na właściwego, a nawet je
          > dynego partnera to pestka, natomiast dla kogoś innego może być ciężkim wyrzecze
          > niem.

          nie do końca się z tym zgadzam, przeważnie takie czekanie to raczej nie jest pestka z "fizycznego" punktu widzenia ;> każdy ma swoje potrzeby, mniejsze czy większe libido, jednak właśnie to wyrzeczenie, oraz to, że czeka się "do ślubu" tworzy tą magię ;) ("chciałoby się chciało, ale ma się takie zasady" :P) a wtedy ślub jest faktycznie przejściem w nowy etap w życiu i coś zmienia ;>
          • luliluli wersja light;) 12.02.09, 08:14
            każdy ma swoje potrzeby, mniejsze cz
            > y większe libido, jednak właśnie to wyrzeczenie, oraz to, że czeka
            się "do ślub
            > u" tworzy tą magię ;) ("chciałoby się chciało, ale ma się takie
            zasady" :P)

            my przed ślubem zrobiliśmy sobie taki myk w wersji light:>
            przestaliśmy sypiac nago, kąpać się razem, a przede wszystkim kochać
            (nooo praaawie:> jakieś 2-3 miesiące przed ślubem:) polecam tym,
            którzy lubią nowinki w stylu tantry i innych śmieszności, które
            wydłużają czekanie na rozpakowanie czekoladki;) noc poślubna po
            takich ćwiczeniach woli była przewspaniałym rozpakowywaniem
            czekoladki;)

            oczywiście polecam wyłącznie tym, którzy WSPÓLNIE mają ochotę na
            takie zabawy:)
            • kuraiko Re: wersja light;) 12.02.09, 22:29
              ja bym nie zaryzykowała ;)
              w moim przypadku jest tak, że nierozładowane napięcie narasta,
              narasta, osiąga szczyt... i potem opada i już mi się nie chce :/ nie
              byłabym w stanie przewidzieć ile czasu mogę sobie dać na
              wstrzemięźliwość, żeby utrafić w moment zanim opadnie napięcie.
              bałabym się, że mnie nie byłoby dobrze (w moim przypadku seks po
              przerwie jest udany w ok. 50% przypadków), a facetowi opadnie i
              będzie klapa :/
        • magdalaena1977 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 09:24
          pierwszalitera napisała:
          > dla wielu seks jest mocną fizjologiczną i psychologiczną potrzebą,
          >i stoi na liście priorytetów wyżej niż u innych.
          Nie zgadzam się z Tobą.
          Czymś zupełnie innym jest siła popędu seksualnego, a czymś innym rozumowy wybór
          wartości - np. przedkładanie własnego zaspokojenia seksualnego nad zbawienie
          duszy.
          I nie podoba mi się zawarta w Twojej wypowiedzi sugestia, że Ci co czekają do
          ślubu to Ci którzy mają małe potrzeby seksualne.


          > Bo jeżeli nigdy nie odczuwało się tego silnego napięcia, które
          > potrafi być żywiołem nie do opanowania i dawać w mniej udanych
          > seksualnie związkach uczucie ciągłego niedosytu, to nie wie
          > się o czym się pisze.
          A jeśli się odczuwało i opanowało ?
          człowiek jednak nie jest sumą hormonów i jest w stanie rozumowo kierować swoimi
          działaniami.
          • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 15:02
            magdalaena1977 napisała:

            > pierwszalitera napisała:
            > > dla wielu seks jest mocną fizjologiczną i psychologiczną potrzebą,
            > >i stoi na liście priorytetów wyżej niż u innych.
            > Nie zgadzam się z Tobą.
            > Czymś zupełnie innym jest siła popędu seksualnego, a czymś innym rozumowy wybór
            > wartości - np. przedkładanie własnego zaspokojenia seksualnego nad zbawienie
            > duszy.
            > I nie podoba mi się zawarta w Twojej wypowiedzi sugestia, że Ci co czekają do
            > ślubu to Ci którzy mają małe potrzeby seksualne.

            No właśnie takie teksty mnie rozśmieszają. Bo co to za potrzeby seksualne, skoro można czekać latami? Wybacz, ale w takim razie nie wiesz nic o potrzebach. Wyobraź sobie, że jesteś głodna, albo spragniona. Też potrafisz mówić wtedy o opanowaniu? A u mnie seks zalicza sią właśnie do takich ważnych potrzeb. Bez niego jestem po krótkim czasie rozdrażniona, marudna i niezadowolona, a po dłuższym czasie zaczynam nawet mieć fizyczne symptomy, jak niezidentyfikowane bóle w przeróżnych częściach ciała i problemy z zasypianiem. Czuję się wtedy też staro i do kitu. I tak było już zawsze. Pamiętam, gdy się w okresie dojrzewania zaczęło, to opuściłam się nawet poważnie w nauce, bo przez hormony nie potrafiłam jasno myśleć i koncentrować na czymś innym. I przeżywałam okropne konflikty, bo to było sporo lat temu, a wtedy dziewczyny pokazujące zainteresownie seksem uchodziły za puszczalskie i nic nie warte. Moja pierwsza sympatia uznała nawet, że jestem mało "dziewczęca", bo się przed nim nie bronię jak "należy". A ja byłam jeszcze młodziutka i moje potrzeby zaczęły dopiero się pokazywać. Sprawa wiary i zbawienia, to była abstrakcja, która w sytuacji, kiedy walczysz ze sobą, by nie wyjść na łatwą, nie ma żadnego znaczenia. Koszmar. To sobie inni mogą gadać o rozumowym kierowaniu hormonami, tak naprawdę nigdy chyba jeszcze do tego nie byli zmuszeni.
            • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 16:18
              Zgadzam się. To jest tak, jakby cały czas chciało ci się pić.
              Gdy będzie chciało ci się pić, wmawiaj sobie, że wcale ci się nie
              chce, że są ważniejsze sprawy... zobaczymy, ile wytrzymasz :)

              pierwszalitera napisała:
              "Bez niego jestem po krótkim czasie rozdrażniona, marudna i
              niezadowolona, a po dłuższym czasie zaczynam nawet mieć fizyczne
              symptomy, jak niezidentyfikowane bóle w przeróżnych częściach ciała
              i problemy z zasypianiem. Czuję się wtedy też staro i do kitu. I tak
              było już zawsze. Pamiętam, gdy się w okresie dojrzewania zaczęło, to
              opuściłam się nawet poważnie w nauce, bo przez hormony nie
              potrafiłam jasno myśleć i koncentrować na czymś innym."

              No w końcu ktoś rozumie w czym rzecz!

              Aha, duży wysiłek fizyczny nie pomaga, a wręcz wzmacnia chęci (a
              więc te gadki to lipa). Tabletki anty też nie.
              • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 17:37
                daslicht napisała:

                > Aha, duży wysiłek fizyczny nie pomaga, a wręcz wzmacnia chęci (a
                > więc te gadki to lipa).

                O tak, nic nie wpływa lepiej na poprawę jakości orgazmów jak intensywny sport. ;-) Nie wiem kto wymyślił tą bujdę z fizycznym zmęczeniem.
            • magdalaena1977 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 22:26
              pierwszalitera napisała:

              > Wyobraź sobie, że jesteś głodna, albo spragniona.
              > Też potrafisz mówić wtedy o opanowaniu?
              Pisałaś , że pracujesz z osobami odchudzającymi się - i co im mówisz, jeśli
              opowiadają, że wcinają czekoladkę za czekoladką , bo nie są w stanie się
              powstrzymać ? Mówisz: trudno, ma pan takie potrzeby i trzeba to zaakceptować ?

              > A u mnie seks zalicza sią właśnie do takich ważnych potrzeb. Bez niego
              > jestem po krótkim czasie rozdrażniona, marudna i niezadowolona, a po dłuższym
              > czasie zaczynam nawet mieć fizyczne symptomy, jak niezidentyfikowane bóle w
              > przeróżnych częściach ciała i problemy z zasypianiem.
              Otóż ja też tak się czuję. A jest mi tym trudniej, że borykam się z brakiem
              seksu od wielu lat, a nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała zmienić się w
              najbliższym czasie - jak dotąd nie udało mi się znaleźć dobrego męża, a nie
              interesuje mnie seks, który jest grzechem.
              I ponieważ zbawienie jest dla mnie ważniejsze od chwilowej przyjemności, żyję w
              dziewictwie i zamierzam je stracić dopiero w noc poślubną. I wolałabym, żeby mój
              mąż też był prawiczkiem.

              Nie wiem dlaczego automatycznie zakładasz, że wszyscy inni mają taki jak Ty
              stosunek do spraw wiary (czyli nie jest to dla Ciebie istotne) czy poziom
              opanowania swoich popędów (niski).
              • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 00:20
                magdalaena1977 napisała:

                > Nie wiem dlaczego automatycznie zakładasz, że wszyscy inni mają taki jak Ty
                > stosunek do spraw wiary (czyli nie jest to dla Ciebie istotne) czy poziom
                > opanowania swoich popędów (niski).

                Z obserwacji. Wiele moich, ach, tak bardzo wierzących, katolickich koleżanek szło do ołtarza z brzuchem. Czyli popędy okazały się górą. Ale dla mnie popędy nie oznaczają niczego negatywnego. I nie potrafię zrozumieć dlaczego wiara nakazuje wstrzemięźliwość, seks nie jest przecież niczym złym, a wręcz przeciwnie, może być głębokim, uszczęśliwiającym metafizyczym wydarzeniem i nie tylko ten w małżeństwie. Grzechem jest moim zdaniem, gdy sprawiam komuś ból, a nie gdy dają mu i sobie przyjemność.
                • magdalaena1977 Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 08:49
                  pierwszalitera napisała:

                  > Wiele moich, ach, tak bardzo wierzących, katolickich koleżanek
                  > szło do ołtarza z brzuchem. Czyli popędy okazały się górą.
                  Ale to, że im się nie udało wytrwać w czystości do ślubu, to nie znaczy, że taka
                  postawa nie ma sensu. Zrsztą mam wrażenie, że akurat ślub kościelny (z
                  brzuszkiem lub bez) współcześnie nie jest już automatycznie przejawem wiary, bo
                  wiele osób bierze go tylko dla tradycji.

                  > I nie potrafię zrozumieć dlaczego wiara nakazu
                  > je wstrzemięźliwość, seks nie jest przecież niczym złym (...)
                  Ale nie deprecjonuj osób, które mają inne poglądy i starają się je wcielać w życie.
            • milstar Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 07:50
              > Bez niego
              > jestem po krótkim czasie rozdrażniona, marudna i niezadowolona, a
              po dłuższym
              > czasie zaczynam nawet mieć fizyczne symptomy, jak
              niezidentyfikowane bóle w prz
              > eróżnych częściach ciała i problemy z zasypianiem

              przecież to typowe objawy uzależnienia
    • madzioreck Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 19:48
      Wiecie co, jeśli o to chodzi, to moje podejście przedstawia się następująco:
      jeśli ktoś chce być i spać z jednym facetem, i tak mu dobrze, to niech tak ma.
      Jeśli ktoś woli najpierw przetestować kilku czy wielu, czy też przez całe życie
      mieć wielu partnerów - proszę, a cóż mi to przeszkadza? Jeśli nikomu nie dzieje
      się krzywda, to co w tym złego? Czy to moja sprawa, kto z kim śpi? Mnie tylko
      interesuje, aby mój małż spał tylko ze mną ;D

      A poważnie, nie mierzę wartości kobiety błoną dziewiczą czy stopniem jej
      zużycia, ani ilością partnerów seksualnych, ani powodami, dla których śpią z tym
      czy z tamtym, z tyloma czy z tyloma... co to ma do rzeczy? Poza tym można mieć
      najszczerszy zamiar spędzić życie ze swoim pierwszym, ale jak wiadomo, zamiary
      nie zawsze się udają. Trudno, żebym teraz płakała, że mój mąż był drugi... Nie
      wyszło i tyle.
      Sama nie wyobrażam sobie pójścia do łóżka z przypadkowym facetem (tzn. z którym
      mnie nie łączy uczucie) - to nie kwestia zasad - zasadę wyznaję taką, jak wyżej
      napisałam - każdemu to, co lubi. Ja nie lubię, zresztą nie próbowałam. Po prostu
      - dla mnie seks bez miłości = nie ma zabawy. Nie chciałabym po prostu i nie
      zależy to ode mnie.
    • ederlezi1981 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 20:36
      hmmm...
      Zasadniczo nie, ale tak. Albo tak, ale nie. Tzn- rozumiem, zę dla kogoś to może być ważne, ale oczywiście na zasadzie wzajemności. W żadnym razie nie kwestionuje tego, że "ten/ta pierwsza" może okazać się "tym/tą jedyną".Ale może się nie okazać, i co wtedy?
      Natomiast bardzo, ale to bardzo przeokropnie wk*** znaczy, denerwuje mnie hipokryzja- wszyscy wiedzą, że młodzi ze sobą współżyją, ale nie daj Boże ciąża, albo i nie ciąża, i leci się do ołtarza w białych welonie choby lilija... Z góry przepraszam, jeśli to kogos osobiście dotyka- nie o to mi chodzi, ale bardziej o pewną presje społeczną.
      Poza tym zwróćcie uwage na to, że rózne kultury miały bardzo rózne podejście do kwestii czystości i swobody seksualnej. Przykładanie tak wielkiej wagi do dziewictwa kobiet przy jednoczesnym przyzwoleniu na swobode dla mężczyzn jest dla mnie nie do przyjęcia, zwłaszcza, że czasem przybiera to chore formy.
      • luliluli Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 07:49
        ederlezi, rozumiem przesłanie, ale mam nadzieje, ze nie masz nic do
        opozycji "czystość"=biały welon. Ja ten element stroju uważam za
        tradycję taką samą jak ubieranie choinki, czy ozdoby w stylu
        kurczaków wielkanocnych. I biały welon miałam, choć dziewicą nie
        byłam:) ale w ciąży nie byłam i decyzji o ślubie nie umiałabym
        podjąć pod presją "wpadki". Przynajmniej tak sądzę:)
        • magdalaena1977 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 09:30
          luliluli napisała:

          > ederlezi, rozumiem przesłanie, ale mam nadzieje, ze nie masz nic do
          > opozycji "czystość"=biały welon. Ja ten element stroju uważam za
          > tradycję taką samą jak ubieranie choinki, czy ozdoby w stylu
          > kurczaków wielkanocnych.
          Ja jestem katoliczką i tez nie uważam welonu i bieli za oznakę dziewictwa tylko
          taki ślubny element dekoracyjny. Tradycyjny, oderwany od konkretnego wyznania.
          Nie podobają mi się tylko pary, które nie wierzą, ale biorą ślub kościelny "dla
          rodziny" czy "dla pięknej oprawy"
          • luliluli Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 09:37
            > Nie podobają mi się tylko pary, które nie wierzą, ale biorą ślub
            kościelny "dla
            > rodziny" czy "dla pięknej oprawy"

            a ja raczej ich nie rozumiem i sama bym tak nie zrobiła, gdybym nie
            czuła potrzeby brania ślubu kościelnego:) no chyba, że traktować
            kościół i księdza jak te kurczaki wielkanocne, że sobie są, bo taki
            jest "motyw przewodni" imprezy ślubnej;)))
    • maith Ludzie to nie rzeczy 11.02.09, 20:40
      Co innego sytuacja, kiedy oboje chcą zaczekać do ślubu, a wcześniej nie uprawiać
      z nikim seksu i tego samego spodziewają się po drugiej stronie, bo to znaczy, że
      wyznają takie a nie inne wartości i szukają osoby podobnej do siebie.

      A co innego sytuacja, kiedy kobieta pisze o sobie z dumą, jako o nieuszkodzonym
      produkcie. Tak jakby seks miał ją zmienić w popsutą zabawkę. I jednocześnie
      przyjmuje za oczywiste, że ta ocena może być jednostronna, a faceta już nie ocenia.
      Od razu mi się wtedy przypominają umierające na kiłę XIX-wieczne żony facetów,
      którzy pół życia spędzili w burdelach, podczas kiedy żony "zachowywały czystość"
      do ślubu.

      Generalnie nie podoba mi się tego typu frazeologia, jak właśnie
      czystość-pokalanie itp. bo efekt jest taki, że kobiety tak wychowywane odbierają
      często seks jako coś niewłaściwego/gorszego/brudnego także w małżeństwie.
      • helenka333 Re: Ludzie to nie rzeczy 11.02.09, 22:03
        w 100% sie z Toba zgadzam
    • kaga9 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 20:59
      Wiecie, co zauważyłam po lekturze wątku? Że łatwiej było się przyznać do
      większej ilości kochanków niż jednego.

      Mnie najbliżej tym razem do poglądów Semele. Uważam, że nie ma jedynie słusznej
      recepty na życie seksualne, tak jak nie ma jedynie słusznej recepty na życie.
      Jednej wystarczy jeden i nie będzie strzelać oczami (i innymi częściami ciała)
      na boki, druga potrzebuje kilku, by posprawdzać, a trzecia lubi adrenalinę i
      "one-night stands". Tak, jak jedna woli szachy, a druga sporty ekstremalne.

      Ja osobiście uzależniam seks od relacji emocjonalnych, nie byłabym w stanie
      zaliczyć seksu sportowego. Tyle:)
      • luliluli Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 07:46
        kaga9 napisała:
        > Ja osobiście uzależniam seks od relacji emocjonalnych, nie byłabym
        w stanie
        > zaliczyć seksu sportowego. Tyle:)

        ale niekoniecznie mowa tu o sportowym seksie:) ja takiego też nie
        preferuję, a mimo to nie czekałam z pójściem do łóżka na założenie
        sobie i komuś obrączek;) i absolutnie nie mam za złe swojemu mężowi,
        że także nie zachował dla mnie wianka;>

        Po prostu dopuszczając się seksu przedmałżeńskiego (a właściwie
        nawet tego małżeńskiego, bo przecież nie każdy kończy na 1
        małżeństwie;) nigdy nie wiemy na 100% czy ten pan w łóżku to właśnie
        nasz jedyny i ostatni i po nim już nigdy z nikim innym nie będziemy:)

        sytuacja klaruje się , jeśli ktoś ma ortodoksyjnie katolickie
        poglądy:) wtedy przed ślubem niet, a po nim nie ma innej opcji,
        tylko zostać do końca życia przy jednej osobie bez względu na
        wszystko:)
        • kaga9 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 19:12
          luliluli napisała:

          > ale niekoniecznie mowa tu o sportowym seksie:) ja takiego też nie
          > preferuję, a mimo to nie czekałam z pójściem do łóżka na założenie
          > sobie i komuś obrączek;) i absolutnie nie mam za złe swojemu mężowi,
          > że także nie zachował dla mnie wianka;>
          >
          Nie no, ja też w bieli do ślubu nie szłam;) Natomiast nie akceptuję (w stosunku
          do własnej osoby) poglądu, że TRZEBA spróbować z kimś jeszcze (bo przy
          założeniu, że z Iksem nie wiążę nadziei na pewną bliskość, niekoniecznie aż
          ślub, to taki seks jest DLA MNIE nie do pomyślenia). A zdarza się, że przez lata
          takiego Iksa się nie spotyka...
          • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 19:42
            kaga9 napisała:

            Natomiast nie akceptuję (w stosunku
            > do własnej osoby) poglądu, że TRZEBA spróbować z kimś jeszcze (bo przy
            > założeniu, że z Iksem nie wiążę nadziei na pewną bliskość, niekoniecznie aż
            > ślub, to taki seks jest DLA MNIE nie do pomyślenia). A zdarza się, że przez lat
            > a
            > takiego Iksa się nie spotyka...

            A co to jest seks sportowy? Takie nastawienie: Ach, dzisiaj popieprzę się z tym, czy tamtym, bo nie mam nic lepszego do roboty? ;-) Przepraszam za wyrażenie. Ale to nieładnie, gdy traktuje się seks bez wielkiej miłości, jak coś niższego. Bo tak wcale nie jest. I to wcale nie jest tak, że TRZEBA jeszcze kogoś spróbować, tylko spotyka się kogoś, kto jest interesujący, miły, podniecający, ładnie pachnie, czymś fascynuje i ma się po prostu na niego ochotę. Ile trzeba więc czekać zanim się wie, czy to miłość i czy rozwinie się z tego prawdziwa bliskość? Czasem bywa i tak, że miłość i bliskość przychodzą dopiero po seksie, szczególnie, gdy było sensacjonalnie.
            • roza_am Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 20:08
              Hm, zastanawiam się dlaczego tak trudno Ci zaakceptować postawę inną od Twojej? Przecież zawsze powtarzasz, ze jesteś zwolenniczką wolności wyboru i różnorodności ludzkich postaw.
              Dziewczyny tutaj prezentują swoje własne podejście do tematu, nie zauważyłam, żeby którakolwiek próbowała namawiać Ciebie do zmiany Twojej postawy. Po prostu mówią o sobie.
              Tak samo jak Ty masz prawo do oddawania się zmysłom, kiedy uważasz to za słuszne, tak samo inne dziewczyny mają prawo do seksu tylko w ramach bliskich związków, jeśli takie wyznają w swoim życiu zasady. Każda wybiera taką postawę jaka jej samej odpowiada i dopóki nie próbuje oceniać czy nawracać innych - ma do tego pełne prawo.
              Uważam obie postawy za równoprawne, zgodnie z tym co pisała Semele - dopóki się nikogo (także samej siebie) nie krzywdzi.
              • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 00:05
                roza_am napisała:

                > Hm, zastanawiam się dlaczego tak trudno Ci zaakceptować postawę inną od Twojej?
                > Przecież zawsze powtarzasz, ze jesteś zwolenniczką wolności wyboru i różnorodn
                > ości ludzkich postaw.
                > Dziewczyny tutaj prezentują swoje własne podejście do tematu, nie zauważyłam, ż
                > eby którakolwiek próbowała namawiać Ciebie do zmiany Twojej postawy. Po prostu
                > mówią o sobie.

                Ależ proszę. Każdy może robić jak chce, tylko pisanie o skakaniu z kawiatka na kwiatek, o sportowym seksie, o opanowaniu popędu rozumem, jakby chodziło o chęć mordowania, to dla mnie negatywne wartościowanie postawy podobnej do mojej. To ma być równouprawnienie?
                • magdalaena1977 Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 00:14
                  pierwszalitera napisała:

                  > Ależ proszę. Każdy może robić jak chce, tylko pisanie o skakaniu z kawiatka
                  > na kwiatek, o sportowym seksie, o opanowaniu popędu rozumem,
                  > jakby chodziło o chęć mordowania,
                  > to dla mnie negatywne wartościowanie postawy podobnej do mojej.
                  A dla mnie negatywnym wartościowaniem są Twoje twierdzenia (niczym nie poparte)
                  że jeśli ktoś jest w stanie opanować swoje libido, to znaczy, że jest ono nieduże.

                  > To ma być równouprawnienie?
                  Ale to Ty zaczęłaś o tego negatywnego wartościowania - np. kwestionując sens
                  kierowania się etyką katolicką w życiu seksualnym.
                  • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 00:25
                    magdalaena1977 napisała:

                    > A dla mnie negatywnym wartościowaniem są Twoje twierdzenia (niczym nie poparte)
                    > że jeśli ktoś jest w stanie opanować swoje libido, to znaczy, że jest ono niedu
                    > że.
                    >

                    No niech ci będzie. ;-) Jestem słabą, uzależnioną od seksu kobietą i innym wychodzi to opanowanie lepiej. Ale po kiego licha? ;-)
            • kaga9 Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 23:22
              pierwszalitera napisała:

              tylko spotyka się kogoś, kto jest interesujący, miły, podniecający, ładnie
              > pachnie, czymś fascynuje i ma się po prostu na niego ochotę.

              Pierwszalitero- może to dla Ciebie niewiarygodne, ale to też się nie mieści w
              moich zasadach:)
    • helenka333 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 22:15
      ja w sumie mialam szczescie, jak chyba kazda kobieta chcialam by moj pierwszy
      mezczyzna byl tym, ktorego bede kochac (co nie znaczy, ze mezem) nie jakims
      przypadkowym i mi sie udalo :) poki co jest to moj jedyny facet i choc nie mam
      porownania, nie wiem jak byloby z innymi, musze przyznac, ze od 5 lat jest mi z
      nim cudownie
      • helenka333 Re: wierzycie w "damaged goods" 11.02.09, 22:28
        aha i jeszcze- dla mnie normalne i zdrowe jest to, ze kobieta/mezczyzna maja
        wielu partnerow w ciagu zycia, szanuje ludzi, ktorzy czekaja z tym do slubu choc
        nie do konca rozumiem, wedlug mnie seks jest z jednej strony cudowana a z
        drugiej normalna, ludzka rzecza, mysle, ze nie nalezy go gloryfikowac, wynosic
        na piedestal jako cos niewyobrazalnie wyjatkowego i robic z niego tabu (chodzi
        mi o osoby, ktore o seksie w ogole nie mowia bo uwazaja, ze to zbyt intymne),
        nie nalezy tez traktowac seksu jako zwykla czynnosc fizjologiczna, sluzaca tylko
        do zaspokajania potrzeb, seks to piekna rzecz jaka otrzymalismy od natury, moze
        laczyc ludzi ale w sumie sluzy do przedluzenia gatunku :) mysle, ze zdrowa
        postawa to taka, ktora jest wyposrodkowana miedzy jego emocjonalnym i
        bilogicznym aspektem
    • origami_21 Moja teoria 11.02.09, 22:21
      Taka mnie naszła refleksja, że różnorodność partnerów "użytych"
      przed tym właściwym pozwala na docenienie tego co się aktualnie
      posiada, lub uświadomienie jak fatalnie się trafiło. Tak czy tak
      jakieś doświadczenie życiowe to jest i naukę można z niego
      wyciągnać. Natomiast co się z uzyskaną w ten sposób wiedzą zrobi,
      to już sprawa osobna.
      Dla mnie to temat, na który nawet nie chce mi się dyskutować, bo to
      indywidualny wybór każdego człowieka (nie tylko kobiety) i nic mi do
      życia seksualnego innych. Z tym, że oczekuję, że ci inni również nie
      będą się wtrącać w moje sprawy intymne, a tym bardziej na ich
      podstawie mnie oceniać.

      Idea czekania z wiankiem na jedynego jest mi obca, ale przyznaję, że
      osoby które robią to z pełną świadomością i konsekwentnie wbrew
      opinii publicznej jestem w stanie docenić. Za uczciwość wobec siebie.
    • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 05:00
      hmmmm a mnie część (większość właściwie) wypowiedzi zaskoczyła... w
      ogóle dyskusja na taki temat.
      dla mnie zawsze naturalny był taki bieg rzeczy
      1. poznaję faceta (i coś między nami 'zaskakuje')
      2. wiążę się z nim
      3. w końcu idziemy do łóżka
      4. ciąg dalszy związku

      nigdy nie zastanawiałam się na kwestią cnoty, w sumie czekania do
      ślubu nigdy nie brałam pod uwagę. tylko mi mama wbijała do głowy
      odkąd osiągnęłam wiek, w którym z córką można rozmawiać o seksie w
      sposób bardziej praktyczny (coś ok 12 lat), żebym tego nie
      zrobiła "byle gdzie, byle z kim". nacisk był na poczucie
      bezpieczeństwa i pewność uczuć co do partnera. nigdy nie było mowy
      o "po ślubie" itp. poza tym ja jestem dzieckiem ze związku
      niesakramentalnego - ojciec był wcześniej żonaty i hipokryzją byłoby
      gdyby mnie w rodzinie karmiono takimi kawałkami.
      wydaje mi się, że to spora wina wychowania - matki, które czekały do
      ślubu i są "przykładnymi katoliczkami" zazwyczaj wpajają córkom
      wartość cnoty i to, że należy czekać do ślubu. w każdym razie to
      oczywiście propaguje Kościół. byłam kiedyś w Komańczy - tam gdzie
      przebywał prymas Wyszyński i mieliśmy pogadankę na temat miłości i
      cnoty młodych ludzi. to był drugi rok studiów, na pewno wiele osób
      miało za sobą pierwszy raz (chociaż była i taka para, która
      zamierzała czekać do ślubu o ile się orientuję) i jakoś głupio się
      słuchało zakonnicy rozprawiającej o tym, jakim to prezentem jest
      czystość ofiarowana współmałżonkowi w noc poślubną :/


      hmmm ogólnie to jako osoba, której pierwszy facet był jednocześnie
      pierwszym partnerem seksualnym i nie mam zamiaru go zamieniać
      na "lepszy model" czuję się po przeczytaniu tej dyskusji jak jakaś
      staroświecka cnotka niewydymka :/
      cóż ja wiążąc się z moim facetem miałam od razu poważne podejście do
      związku, że to nie zabawa, że to jaki będzie nasz związek zależy
      tylko od nas.
      no sorry, ale dziewczyny chyba nie rzucają facetów tylko dlatego,
      żeby "dla zasady" mieć więcej doświadczeń. raczej jak dziewczyna się
      z kimś wiąże, to ma nadzieję, że to będzie trwały związek. znam
      taką, która od początku powtarzała, że niczego nie będzie zakładać,
      że nie chce planować, bo być może jej związek się rozpadnie i takie
      tam, no i w końcu facet ją rzucił w momencie kiedy ona była totalnie
      zakochana i na serio, przez prawie 2 lata cierpiała (po kilku
      miesiącach związku) - i deklaracje, że nie robi planów, że nie
      patrzy na to jak na trwały związek, goowno jej pomogły w poradzeniu
      sobie z sytuacją.

      aha podsumowując - to czy się jest z pierwszym facetem długo (na
      zawsze), czy też nie, to kwestia szczęścia, własnego wyboru i czego
      jeszcze chcecie, ale nie posuwałabym się do twierdzenia, że skakanie
      z kwiatka na kwiatek to rozsądna i słuszna postawa, a jeden partner
      seksualny w życiu to przejaw frajerstwa, głupoty i zacofania :/
      • luliluli Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 08:07
        kuraiko napisała:
        aha podsumowując - to czy się jest z pierwszym facetem długo (na
        > zawsze), czy też nie, to kwestia szczęścia, własnego wyboru i
        czego
        > jeszcze chcecie, ale nie posuwałabym się do twierdzenia, że
        skakanie
        > z kwiatka na kwiatek to rozsądna i słuszna postawa, a jeden
        partner
        > seksualny w życiu to przejaw frajerstwa, głupoty i zacofania :/

        a kto mówi, że to taki przejaw?? powiem za siebie - uważam, że jak
        sie komu trafi tak jest ok. Nie rozumiem jedynie specjalnego, wręcz
        świątecznego czekania na jakikolwiek seks z kimś kogo sie kocha. Nie
        rozumiem "darowania wianka".
        Rozumiem natomiast, że dla wielu (w tym mnie) seks łączy się
        nierozerwalnie z jakimś mniejszym lub większym (co można ocenić
        raczej po czasie) uczuciem. O ile sobie przypominam nigdy nie spałam
        z nikim kogo po prostu względnie lubiłam lub kto miał ot taki sobie
        niezły tyłek:P nie mówimy tu o sporcie, ani o zaliczaniu facetów.
        Przynajmniej ja o tym nie mówię:) mówię jedynie o tym, że nie
        rozumiem traktowania własnej d... jako prezentu dla kogoś -
        "Do swojego związku wniosłam parę kapci, lodówkę, rododendrona i
        tyłek";))) niet:)

        Wyobraź sobie ciąg dalszy tej wyliczanki, którą napisałaś - co jeśli
        rozstaniesz się z tym facetem? czy dla następnego będziesz już tylko
        kupą złomu, bo nie jesteś dziewicą?!?! Zresztą chyba akurat jesteśmy
        jednomyślne, tylko ja inaczej rozumiem osoby, które mówią tu o wielu
        partnerach:) dla mnie nie chodzi tu o wieczne bzykanie to tu to tam
        i o to, że takie bzykanie miałoby w jakiś sposób być lepsze od
        niebzykania:) zawsze najlepsze jest bowiem to co się lubi:) a ja nie
        widzę opcji polubienia polowań na cokolwiek co się rusza;)
        • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 18:32
          nie no, przecież pisałam, że dla mnie kwestia cnoty nie miała
          znaczenia ;)))
      • quleczka Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 16:27
        > no sorry, ale dziewczyny chyba nie rzucają facetów tylko dlatego,
        > żeby "dla zasady" mieć więcej doświadczeń. raczej jak dziewczyna się
        > z kimś wiąże, to ma nadzieję, że to będzie trwały związek.

        ja nie rzucilam "dla zasady" ale przyznaje, ze jedna z przyczyn rozstania bylo
        to, ze w lozku przez rozne problemy bylo powiedzmy sobie srednio... i
        niewyobrazalam sobie, ze moge byc z tym pierwszym facetem do konca zycia i nie
        przekonac sie czy moze byc lepiej

        chcialam miec jakiekolwiek porownanie i teraz juz wiem, ze moze :)

        czyli reasumujac owszem mialam nadzieje na trwaly zwiazek i go mialam ale po 3
        latach jednak go zakonczylam w pewnej mierze z potrzeby wzbogacenia doswiadczenia :)

        teraz juz bylabym pewnie madrzejsza ale majac te nascie lat ma sie rozne pomysly...
      • mefistofelia Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 01:10
        wiesz kuraiko...
        tutaj w sumie nikt nie mówi, że jak nie masz wielu partnerów seksualnych to
        jesteś cnotką niewydymką i nie idziesz z duchem czasu.
        ale w zupełności rozumiem, że można się poczuć nieprzyjemnie czytając niektóre
        wypowiedzi, bo chcąc nie chcąc kreują presję na "crash testy", które powoli
        stają się wyznacznikiem "nowoczesnego podejścia" do seksu.


        pierwszalitera: serio uważasz, że sugerowanie, że kobiety ceniące szeroko pojętą
        cnotę mają nie-europejskie podejście prosto z ciemnogrodu jest wyrazem twojej
        tolerancji?
        mam wrażenie, że bardzo chciałabyś żeby któraś z forumek zaczęła cię wyzywać od
        czcicielek szatana ze względu na twoją hiper"rozwiązłość". to chyba
        nieodpowiednie forum na takie prowokacje ;]
        • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 01:40
          mefistofelia napisała:

          > mam wrażenie, że bardzo chciałabyś żeby któraś z forumek zaczęła cię wyzywać od
          > czcicielek szatana ze względu na twoją hiper"rozwiązłość". to chyba
          > nieodpowiednie forum na takie prowokacje ;]


          Po pierwsze, to że cenię sobie seks nie znaczy że jestem hiper rozwiązła. Pochwaliłam się może ilością moich partnerów? A po drugie żal mi kobiet, które traktują swoje ciało i cnotę jako towar, nie dostrzegając, że chodzi tylko o kontrolę kobiecej seksualności. Ja nie mam zamiaru być tylko objektem, który można kupić na własność, pozbyć plomby i jeszcze tym się szczycić. Wartość człowieka nie tkwi między nogami.
          • mefistofelia Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 02:34
            nie uważam by z twoich wypowiedzi wynikało, że jesteś rozwiązła. stąd właśnie
            cudzysłów :) wynika natomiast chęć prowokacji.

            generalnie zgadzam się z twoimi poglądami.
            ale już zupełnie odchodząc od mojego poprzedniego posta- myślę , że trochę zbyt
            radykalnie podchodzisz do sprawy.
            owszem cała awantura o "cnotę" może być zinterpretowana jako próba kontroli
            kobiecej seksualności, która nota bene względnie niedawno dostała prawo bytu.
            ale to nie tak, że wszyscy czekający z seksem do ślubu traktują cnotę jako towar
            i uprzedmiotawiają kobietę.
            nie chodzi przecież o jakąś tam błonę, tylko o wyraz miłości i przywiązania.
            wszystko można usymbolicznić i sprawić, że będzie wykonywane z namaszczeniem- to
            w sumie świetne przeżycie- obiecać sobie coś i dotrzymać tej obietnicy po czym
            ucelebrować.

            jak dla mnie też rozpoczęcie uprawiania seksu z kimś jest szczególną chwilą.
            jeśli komuś religia nakazuje utożsamiać poważny związek z małżeństwem to w pełni
            rozumiem takie podejście.
            dlatego myślę, że powinno się akceptować decyzje ludzi uznających "cnotę"- a
            nazywanie ich poglądów uwstecznionymi i nie-europejskimi jest jak dla mnie
            wyrazem nietolerancji i poczucia wyższości.

            nie mówiąc już o potępiających, pełnych pogardy stwierdzeniach jak to o plombie.
            świat nie jest czarno-biały.
            no jasne, że istnieją ludzie, dla których mieszanka nie-dziewica i nie-zamężna
            to kobieta bezwartościowa, ale wątpię, żeby większość par które świadomie
            czekają z pierwszym razem do ślubu tak uważała.
            • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 04:00
              mefistofelia napisała:

              > nie chodzi przecież o jakąś tam błonę, tylko o wyraz miłości i przywiązania.
              > wszystko można usymbolicznić i sprawić, że będzie wykonywane z namaszczeniem- t
              > o
              > w sumie świetne przeżycie- obiecać sobie coś i dotrzymać tej obietnicy po czym
              > ucelebrować.
              >
              > jak dla mnie też rozpoczęcie uprawiania seksu z kimś jest szczególną chwilą.
              > jeśli komuś religia nakazuje utożsamiać poważny związek z małżeństwem to w pełn
              > i
              > rozumiem takie podejście.
              > dlatego myślę, że powinno się akceptować decyzje ludzi uznających "cnotę"- a
              > nazywanie ich poglądów uwstecznionymi i nie-europejskimi jest jak dla mnie
              > wyrazem nietolerancji i poczucia wyższości.

              O widzisz, to jesteśmy już dwie, bo dla mnie rozpoczęcie z kimś życia seksualnego jest też szczególną chwilą. Pisałam już nawet, że seks, jest dla mnie głębokim, pięknym i prawie metafizycznym przeżyciem. Za każdym razem, nie tylko przy tym pierwszym. Dlatego cnocie nie przypisuję żadnego znaczenia, bo seks nie traci dla mnie wartości tylko dlatego, że robię to x-ty raz, albo z x-tym partnerem. Tak, jestem tu radykalna, prowokuję i jestem nawet nietolerancyjna. Jej, nie można sobie raz odwrócić ról? ;-) Ciekawa, która postawa spotyka się w społeczeństwie z większą nietolerancją? Na pewno nie ta cnotliwa. :-)
              • semele2 Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 07:23
                Wiesz, ta nietolerancja to już naprawdę bardzo zależy od tego, w jakim gronie.

                Powoli zaczynam się zastanawiać nad celem tej dyskusji. Rozmowy na tego typu intymne tematy mają moim zdaniem sens o tyle, o ile dyskutujący po prostu opisują własne poglądy, doświadczenia i cele, bez wtykania nosa w postawy odmienne. A już ustalenie, które postawy są "lepsze", a które "gorsze" i próby przekonywania siebie nawzajem jako żywo przypominają mi kopanie się z koniem, bo przecież nikt od dyskusji na forum nie zmieni poglądów na tak ważną kwestię. Wątek jest dla mnie piekielnie ciekawy, ale jako źródło, z którego można się dowiedzieć, czym się kierują i jak myślą osoby podejmujące odmienne decyzje, niż ja.

                Kobiety zbyt często są oceniane przez pryzmat swoich poglądów na życie seksualne. A tu jest kapitalna okazja, żeby poćwiczyć w praktyce postawę "Twoja pochwa, Twoja sprawa" i może nawet ucieszyć się, że ludzie prezentują tak różne postawy. Bo gdyby prezentowali identyczne, to wielu z nas łatwiej by było po prostu "iść za tłumem", a tak to musimy się zastanowić, podjąć decyzję i jeszcze ją przed samą sobą uzasadnić.
                • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 13:14
                  semele2 napisała:

                  > Wiesz, ta nietolerancja to już naprawdę bardzo zależy od tego, w jakim gronie.
                  >
                  > Powoli zaczynam się zastanawiać nad celem tej dyskusji. Rozmowy na tego typu in
                  > tymne tematy mają moim zdaniem sens o tyle, o ile dyskutujący po prostu opisują
                  > własne poglądy, doświadczenia i cele, bez wtykania nosa w postawy odmienne. A
                  > już ustalenie, które postawy są "lepsze", a które "gorsze" i próby przekonywani
                  > a siebie nawzajem jako żywo przypominają mi kopanie się z koniem, bo przecież n
                  > ikt od dyskusji na forum nie zmieni poglądów na tak ważną kwestię.


                  Ja czasem nie potrafię zrozumieć tego przewrażliwienia. Przecież ja nie postuluję, by w kodeksie karnym zabronić cnoty przedmałażeńskiej. Wyrażam tylko moje osobiste zdanie na ten temat i piszę, że argumenty drugiej strony kompletnie mnie nie przekonują, ponieważ nie mają one dla mnie najmniejszego znaczenia. Uważam taką postawę za zupełnie niepotrzebną i nawet szkodliwą. Podobne zdanie mam na przykład o paleniu, a jednak przyjaźnię się z palaczami. Jak mnie pytają co o tym myślę, to też odpowiem. Więc proszę, skoro tyle mówicie o tolerancji, to tolerujcie, że ktoś uważa trzymanie dziewictwa do ślubu za głupotę. ;-) Niestety całkiem bez oceny się nie da. U innych moja postawa też powoduje zdziwienie, brak zrozumienia i pewne skojarzenia, uważana jest za grzech, więc całkiem bez wartościowania się nie da. Tylko, że takie rzeczy wychodzą dopiero, gdy kogoś sprowokuję. I skakanie z kwiatka na kwiatek, sportowy seks i podobne piękności. My tylko uważamy się niestety za tolerancyjnych. ;-)
                  • mcpage Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 23:54
                    "I skakanie z kwiatka na kwiatek, sportowy seks i podobne piękności."

                    ohoho to jednak coś potrafi Cię wkurzyć? niesamowite...
                    a co w ogóle jest złego w tych określeniach?
                    • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 00:23
                      mcpage napisała:

                      > "I skakanie z kwiatka na kwiatek, sportowy seks i podobne piękności."
                      >
                      > ohoho to jednak coś potrafi Cię wkurzyć? niesamowite...
                      > a co w ogóle jest złego w tych określeniach?

                      Ale wy macie o mnie wyobrażenie. Niesamowite... ;-)
                      A co jest złego? Skakanie z kwiatka na kwiatek i sportowy seks sugeruje zaliczanie jak największej ilości partnerów i zimną, bezduszną kopulację. Coś takiego nie sprawia przecież przyjemności, więc szkoda by mi było nawet ściągania majtek. ;-) Coś takiego robią nie kobiety z dużymi potrzebami seksualnymi, tylko niezrównoważone i niepewne siebie, potwierdzające w ten sposób tylko swoją atrakcyjność i wartość na rynku. To nawet z seksem wiele wspólnego nie ma. Po prostu mylenie pojęć. Jednak niektórym się wydaje, że właśnie tak wygląda życie seksualne kobiet nie przejmujących się konwencjonalną moralnością. Dlatego mnie to wkurza. ;-)
                      • kotwtrampkach Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 14:02
                        pierwszalitera napisała:
                        > (..) i zimną, bezduszną kopulację

                        kopulacja zimna? bezduszna? to już prostytucja a nie przyjemność. A "sportowy
                        seks" ma z złożenia dostarczać pozytywnych wrażeń, gorących, magnetycznych..

                        faktem jest, ze często można się zgubić w tym podejściu, szukać dowartościowania
                        własnego w kontaktach tego typu - ale to można zauważyć u osób z niską samooceną
                        także w innych dziedzinach życia.

                        sama idea "sportowego seksu" wzięła się raczej z potrzeby nie wiązania się
                        emocjonalnego z partnerem - po prostu nie każdy jest gotowy na związek, a
                        rozbudzone potrzeby seksualne chciałby zaspokajać z żywym partnerem. MOżna to
                        nazwać przedmiotowym traktowaniem drugiego człowieka, ale jeżeli znajdujemy
                        partnera, który ma podobne potrzeby...
                        • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 20:54
                          kotwtrampkach napisała:

                          > pierwszalitera napisała:
                          > > (..) i zimną, bezduszną kopulację
                          >
                          > kopulacja zimna? bezduszna? to już prostytucja a nie przyjemność. A "sportowy
                          > seks" ma z złożenia dostarczać pozytywnych wrażeń, gorących, magnetycznych..
                          >

                          Wydaje mi się, że mnie wyrwałaś trochę z kontekstu. :-) Ja mam coś przeciwko wyrażeniu "seks sportowy", bo wydaje mi się negytywnie wartościujący, ale zupełnie nic przeciwko twojej jego definicji. Seks bez miłości i zobowiązań, jak najbardziej, ale ja nie nazywam tego po prostu sportem. Dla mnie sport to zaliczanie osiągnięć, kolejnych partnerów i eksperymenty spowodowane zupełnie innymi, wcale nie erotycznymi potrzebami. Bo nawet one night stand może być głębokim wydarzeniem, jeżeli będzie gorący, magnetyczny i pełen pozytwnych wrażeń. ;-)
                          • kotwtrampkach Re: wyrwanie z kontekstu 10.03.09, 10:27
                            wiem, czytałam Twoje opinie, ale chciałam się przyczepić do tego "zimnego" a to
                            było pisane przez Ciebie i nie znalazłam innego źródła :-)
              • mefistofelia Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 12:39
                nie pisałabym nic gdybyś wcześniej nie twierdziła, że jesteś tolerancyjna ;>

                a akurat w moim środowisku to z tej "cnotliwej" postawy się szydzi.
                sama jej nie rozumiem w pełni, ale powiedzmy, że jestem w stanie sobie
                wyobrazić co ludzie reprezentujący ją mogą sobie myśleć.
                i póki nikt na mnie nie najeżdża, że zabijam dzieci pigułkami antykoncepcyjnymi
                nic mi do tego.
                • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 13:17
                  mefistofelia napisała:

                  > nie pisałabym nic gdybyś wcześniej nie twierdziła, że jesteś tolerancyjna ;>
                  > ;
                  >

                  No przecież dodałam do tego stwierdzenia buźkę. ;-)
          • magdalaena1977 Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 08:46
            pierwszalitera napisała:

            > A po drugie żal mi kobiet, które traktują swoje ciało i cnotę jako
            > towar, nie dostrzegając, że chodzi tylko o kontrolę kobiecej seksualności.
            Ale takie zdania jak to obrażają kobiety, które są dziewicami z innych przyczyn.

            I zupełnie nie wiem, dlaczego wstrzemięźliwość Twoim zdaniem ma dotyczyć tylko
            kobiet ? Ja nie różnicuję swojej etyki seksualnej na męską i żeńską.
            • mefistofelia Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 13:15
              bo jest większe społeczne przyzwolenie na "nieczystość" faceta niż kobiety.
              pozycja mężczyzny w społeczeństwie patriarchalnym (jak sama nazwa wskazuje) jest
              uprzywilejowana.
              nie wiem jak bardzo objawia się to dziś ale tradycja "cnoty" jest głęboko
              zakorzeniona w patriarchalnym- dyskryminującym kobiety modelu społeczeństwa.
              to w końcu kobieta miała zakrwawić prześcieradło, które miało być rano
              przeegzaminowane przez sąsiadów.
              to ona od zawsze była w posiadaniu "skarbu", o który starają się mężczyźni, nie
              odwrotnie.

              świetnym przykładem na to, że istnieje społeczne przyzwolenie na większą
              seksualną wolność mężczyzn niż kobiet jest wielokrotnie przywoływana kwestia
              "macho" i "dziwki" (facet, który ma dużo partnerek to maczo a babka w
              analogicznej sytuacji to dziwka, która się puszcza). dlatego trochę trudno mi
              uwierzyć, że akurat w kwestii zachowania cnoty panuje pełne równouprawnienie.
              • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 00:10
                a mnie zawsze bardziej mierziło swobodne podejście niektórych
                facetów do seksu... tak samo zresztą jak mojego faceta ;) otóż
                wyobraźcie sobie, że jakiś czas po tym jak się związaliśmy, nasz
                wspólny znajomy (dla mnie dość luźna znajomość z liceum) zapytał
                mojego faceta "dymałeś już ją?" (czy jakoś tak) O_____o mój facet
                był w szoku, jak ja się o tym dowiedziałam to też zwątpiłam.
                chodzi o to, że dla części facetów jest oczywiste rozmawianie o
                seksie w tym tonie, jak i "dymanie" laski zaraz na początku związku.
                jeśli w ogóle jest mowa o jakimkolwiek związku :/
                mojego faceta zawsze obrzydzały takie teksty kumpli, dla mnie faceci
                patrzący na kobietę jak na "towar" są obrzydliwi.


                ciekawa jestem czy to społeczne przyzwolenie obejmuje też młode
                pokolenie... ja się ogólnie spotkałam z równouprawnieniem zarówno w
                sensie pozytywnym jak i negatywnym. tzn jeśli ktoś mówił o lasce,
                która śpi po pijaku z kim popadnie - "dziwka", to tak samo o facecie
                postępującym tak samo - "dziwkarz" itp. jakoś się nie spotkałam z
                tym aby ktoś ganił kobiety, a facetów nie. być może dlatego, że w
                moim towarzystwie zawsze była szydera z macho i negatywny stosunek
                do facetów zmieniających dziewczyny jak rękawiczki.
                • mefistofelia Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 00:45
                  "dziwkarz" to facet zadający się z dziwkami. czyli wina pozostaje po stronie kobiet.
                  odpowiednikiem "dziwki" i "puszczalskiej" byłby raczej "chuj" i "puszczalski", a tak się raczej nie mówi.

                  >jakoś się nie spotkałam z
                  > tym aby ktoś ganił kobiety, a facetów nie. być może dlatego, że w
                  > moim towarzystwie zawsze była szydera z macho i negatywny stosunek
                  > do facetów zmieniających dziewczyny jak rękawiczki.

                  może i w twoim towarzystwie jest szydera z macho, ale taki macho zawsze znajdzie sobie grupkę facetów, którzy będą go podziwiać za to co robi. inne kobiety raczej negatywnie wypowiadają się o kobietach mających wielu partnerów,a już na pewno ich nie podzwiają.
                  wielu facetów chciałoby się potrafić zachowywać jak maczo i mieć dużo doświadczeń seksualnych na koncie. stąd choćby artykuły w "męskich" gazetach - "jak poderwać panienkę" "jak być macho itepe.
                  tymczasem wyobrażasz sobie artykuł w prasie "damskiej" "jak być dziwką?". bo ja niezbyt.
                  • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 00:56
                    hmm "jak być dziwką" to nie, ale odpowiedniki "jak poderwać
                    panienkę" są jak najbardziej... w pismach typu glamour czy
                    cosmopolitan właściwie tematem nr 1 jest "jak poderwać/zdobyć
                    faceta". inna sprawa, że temat nr 2 to "jak sprawić żeby z tobą
                    został" ;) ale samo podejście do tematu jest dla mnie niesmaczne -
                    tak jakby to było priorytetem młodych kobiet - zdobyć faceta :/

                    co do tego "dziwkarza" - rzeczywiście "wina kobiety" jest
                    zasugerowana określeniem, ale ogólnie w potocznej mówieniu chodzi
                    raczej o to, że to facet się szmaci. a nie, że winne są dziewczyny
                  • milstar Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 11:02
                    mefistofelia napisała:
                    > tymczasem wyobrażasz sobie artykuł w prasie "damskiej" "jak być dziwką?". bo ja niezbyt.

                    Ja wiedziałam artykuł, w którym autor(ka) próbował(a) udowodnić, że "suka" to pozytywne określenie
                    • mefistofelia Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 16:03
                      milstar: i udało jej się? ;)

                      pewnie na fali zwyczaju "ostrych lasek" zza wielkiej wody, które zwykły mówić o
                      sobie per "bitch" i uważać, że znaczy to "atrakcyjna, pewna siebie laska, która
                      nie da sobą pomiatać" (straszliwie żałosne zjawisko).
                      podobnie niektóre kobiety uważają, że faceci "skurwysyny" są atrakcyjni, a
                      czarnoskórzy raperzy mówią o sobie "nigger". co wcale nie ujmuje słowom
                      "bitch","skurwysyn" i "nigger" negatywnego wydźwięku.

                      kuraiko:
                      a nie uważasz, że język w pewnym sensie oddaje nastawienie społeczeństwa?
                      dlatego właśnie się go analizuje.
                      oczywiście, że dziwkarz się "szmaci" ale gdyby nie dziwki to by tego nie robił.
                      w tym przypadku jednoznacznie najpierw była "dziwka" a dopiero potem "dziwkarz"
                      i sam fakt, że słowo na "męską dziwkę" nie istnieje wiele mówi.
                      to jak się danego wyrażenia używa w mowie potocznej w tym przypadku nie ma
                      żadnego znaczenia.
                      • prazanka2 Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 17:10
                        mefistofelia napisała:
                        ... oczywiście, że dziwkarz się "szmaci" ale gdyby nie dziwki to by
                        tego nie robił.
                        > w tym przypadku jednoznacznie najpierw była "dziwka" a dopiero
                        potem "dziwkarz"

                        Tu pozwole sie nie do końca zgodzić, bo, moim zdaniem, gdyby nie
                        bylo popytu, to nie bylo by ... dziwek
                      • milstar Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 20:35
                        mefistofelia napisała:

                        > milstar: i udało jej się? ;)

                        Mnie? Nie. O innych się nie wypowiadam.
                        Być może autorka (o ile to była kobieta) starała się dowartościować w ten sposób. I zgadzam sięz Tobą, że to żałosne
    • malen.ka A ja natomiast... 12.02.09, 15:08
      oddałam cnotę osobie, którą uważałam za jedyną odpowiednią, godną zaufania i
      ważną dla mnie bardzo. I co? I d**pa, bo koleś okazał się draniem który
      skrzywdził mnie tak że sobie tego nie wyobrażacie.
      I naprawdę myślałam wtedy, że on jest tym odpowiednim, jednak nic dobrego mi z
      tego nie przyszlo.
      • quleczka Re: A ja natomiast... 12.02.09, 16:19
        no ale chyba nie mialas pomyslu by po tym jak cie skrzywdzil mimo wszystko z nim
        byc wlasnie dlatego, ze oddalas mu cnote?

        no i chyba nie uwazasz, ze dla kolejnego partnera jestes mniej wartosciowa bo
        nie masz cnoty?

        wiesz, mimo wszystko chyba dobrze, ze zrobilas to z osoba, ktora uwazalas za
        odpowiednia, niz z przypadkowym kims np. po imprezie - no niestety na to co
        przyniesie przyszlosc nie mamy wplywu za bardzo :)
        • malen.ka Re: A ja natomiast... 12.02.09, 16:41
          nieee, bo tym wszystkim juz oczywiście z nim nie byłam :) poznałam natomiast
          kogoś dużo bardziej godnego uwagi... :)
    • pana.cotta Re: wierzycie w "damaged goods" 12.02.09, 15:45
      a dla mnie to mocno indywidualna sprawa.
      siostra mojego faceta pobrala sie z chlopakiem po 9-10 latach zwiazku. byli
      swoimi pierwszymi i jedynymi, jesli sa szczesliwi to nie zamierzam im sie
      wpakowywac w zycie twierdzac, ze za malo partnerow mieli ;))
      generalnie jestem zwolenniczka teorii- co komu pasuje, nie moja sprawa co kogo
      uszczesliwia. jak kobieta bedzie miec jednego przez cale zycie to tak samo nie
      moja sprawa, jak to ze bedzie miec 16 i nie zamierzam nikogo osadzac za jego wybory.

      sama nie wiem jak mi sie zycie potoczy, ale jesli nie zwiaze sie na cale zycie z
      moim obecnym partnerem to nie bede rozpaczac, ze oddalam mu wianuszek a to nie
      na cale zycie ;))
      a i absolutnie nie uwazam, ze kobieta traci na wartosci po stracie cnoty, tak
      samo jak nie traci jak jest dziewica.
      w ogole ocenianie 'wartosci rynkowej' kogokolwiek na podstawie doswiadczen
      seksualnych to jakas glupota.



    • yaga7 Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 09:27
      kura17 napisała:

      > niezaleznie od tego, jakie jest Wasze zdanie na ten temat - czy zyjecie z nim
      > (tym zdaniem) w zgodzie?

      Zawsze staram się żyć ze sobą w zgodzie i wychodzi mi to w 90% przypadków.

      Nie rozumiem ludzi, którzy pod presją otoczenia podejmują decyzje niezgodne z
      ich własnymi wewnętrznymi przekonaniami.

      Akceptuję wszelkiego rodzaju postawy, w tym seksualne, jeżeli są one zgodne z
      przekonaniami danej jednostki oraz jednostek, które z tą jednostką wchodzą w
      różne relacje, w tym seksualne.

      I gdyby każdy postępował zgodnie ze swoim wnętrzem, życie wszystkich byłoby
      bardziej proste :)
    • zarin Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 17:56
      Jak dla mnie szyderczy stosunek do wstrzymywania się z rozpoczęciem współżycia
      jest takim samym przejawem antykobiecego i antywolnościowego myślenia jak
      potępianie kobiet z większą liczbą partnerów na koncie. I to praktycznie
      wyłącznie ten pierwszy widać w wątku - twierdzenia o głupocie, niezaradności
      dziewic sprawiają, że można poczuć się obco, i na pewno wiele osób rezygnuje z
      tego powodu z wypowiadania się o swojej postawie, chociaż ogólnie forum ma dość
      intymny charakter i temu sprzyja. To jest dość przykre.
      Ogólnie coraz częściej spotyka się taką postawę w niektórych środowiskach, mam
      wrażenie, że dziewice są znacznie częstszymi motywami żartów od prawiczków, że z
      tego, że kobiecie nie wolno było mieć seksualnych pragnień robi się coraz
      częściej sytuacja odwrotna - kobiece nie wolno odmawiać.
      Bardzo popularna jest też idea testowania. Swoją drogą, nie do końca wierzę w
      niedopasowanie, chyba że wynika ono z podejścia, ale to da się zdiagnozować już
      w rozmowie. Jeżeli komuś naprawdę zależy na związku, to nawet jeśli nie daje on
      na początku seksualnej satysfakcji, można próbować to zmienić, rozmawiać o
      swoich potrzebach, coś dodać, urozmaić, a jeśli trzeba, to nawet skorzystać z
      pomocy specjalisty. To wszystko zależy od starań, otwartości, dobrej woli i
      tego, na ile naprawdę się kocha.

      Mnie się nie podoba też takie ciche sugerowanie, że jak ktoś jest w związku w
      jego odczuciu na całe życie, to jest taka trochę naiwność, na której na pewno
      się przejedzie. Przecież związki nie rozpadają się same, to zależy w 100% od
      ludzi. I można dać sobie mnóstwo czasu na poznanie się, zanim się będzie razem,
      dużo rozmawiać o swoich oczekiwaniach, etc.

      Swoją drogą, nie zostało zauważone to, że czekanie z seksem na miłość
      niekoniecznie musi wynikać z wiary w wartość cnoty, małżeństwa czy z pobudek
      religijnych.
      Można po prostu dążyć do równowagi emocjonalnej. Można wychodzić z założenia, że
      istnieje zależność między relacją z kimś a fizycznością, i tak jak np. przytula
      się tylko z przyjacielem, tak idzie do łóżka tylko z kimś, kogo się kocha.
      Można też wychodzić z założenia, że jak by się nie zabezpieczać, zawsze jest
      prawdopodobieństwo ciąży, i zwyczajnie nie ryzykować wtedy, kiedy się nie jest
      pewną, że chce się być z danym człowiekiem na stałe.
      Pobudek jest milion. Tak samo zresztą, jak żeby jednak oddzielać ten seks od
      miłości :). Ważne jest, żeby nie oceniać i nie czuć poczucia wyższości,
      jakiekolwiek podejście się prezentuje.

      • tfu.tfu Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 23:25
        zostało ;) ale jakos nikt nie zwrócił uwagi :P
      • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 13.02.09, 23:56
        popieram wszystko co napisałaś :)))
      • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 00:06
        zarin napisała:

        > Swoją drogą, nie zostało zauważone to, że czekanie z seksem na miłość
        > niekoniecznie musi wynikać z wiary w wartość cnoty, małżeństwa czy z pobudek
        > religijnych.
        > Można po prostu dążyć do równowagi emocjonalnej. Można wychodzić z założenia, ż
        > e
        > istnieje zależność między relacją z kimś a fizycznością, i tak jak np. przytula
        > się tylko z przyjacielem, tak idzie do łóżka tylko z kimś, kogo się kocha.


        Owszem zauważono, dlatego pisałam o różnicach w potrzebach seksualnych. Bo będę się ciągle upierać, że mają one wielkie znaczenie. Osoby z większym teperamentem będą po prostu częściej reagować zmysłowo, szybciej ulegną erotycznej pokusie i na pewno łatwiej będzie im wyobrazić sobie, czy nawet przeżywać seks bez miłości. To nie znaczy, że seks traci funkcję okazywania uczuć i przywiązania, ale fizyczne komponenty będą jednak częściej dominujące. Miłość jest wtedy pięknym dodatkiem do seksu, nie jest jednak dla niego warunkiem. Jednym potrzeba do równowagi emocjonalnej więcej jednego, a innym drugiego. ;-)

        • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 14.02.09, 00:16
          hmmm ale chyba można mieć duży temperament seksualny i jednocześnie
          duże samozaparcie, wewnętrzne hamulce i uwolnić go dopiero w stałym
          związku ;) poza tym z tego co słyszałam ;) to dziewicom łatwiej
          wytrzymać bez seksu, dopiero jak go poznają to jest im trudno
          wytrzymać.
          dlatego ja bym w ogóle nie porównywała temperamentów kobiety
          dojrzałej i np 20-latki, która jeszcze nie miała chłopaka...
    • secka Re: wierzycie w "damaged goods" 17.02.09, 15:26
      przeczytałam cały wątek z zaciekawieniem, bo temat jest mi dość bliski i dość
      emocjonalnie do niego podchodzę ;) Od razu mówię, że nie wierze w cnotę jako
      jakiś 'as w rękawie', coś co się 'wnosi do związku'. Samo wyrażenie 'damaged
      goods' kojarzy mi się bardziej ze sferą psychiczną niż fizyczną, z osobą (nie
      ważne kobietą czy mężczyzną), po przejściach, z bagażem emocjonalnym. Samo
      stracenie cnoty nie oznacza jeszcze wnoszenia do związku bagażu emocjonalnego ;)
      Jeżeli o samą dyskusję o dziewictwie chodzi, to jestem bardzo na nie, jeśli
      chodzi o wartościowanie kobiety na podstawie tego czy ma jakąś tam błonę, czy
      nie ma. Zwłaszcza, że w sumie jeszcze nigdy nie spotkałam się z jakimiś
      większymi problemami ze strony facetów, tylko dlatego, że panna nie jest już
      dziewicą. Samo to, że miało się już kilku facetów, nie świadczy o byciu jakimś
      emocjonalnym potworem co skacze z kwiatka na kwiatek i "się puszcza" (nie znoszę
      cholernie tego określenia).

      Jeżeli chodzi o 'zachowywanie cnoty do ślubu', to kompletnie tego nie rozumiem,
      ale jak ktoś chce to jego sprawa ;] Ale tak jak czytam książki sprzed
      parunaście/parudziesiąt/paruset lat czy oglądam 'romantyczne filmy' w których
      pojawia się wątek zakochania czy małżeństwa, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że
      coś tu jest nie tak. JAKIM CUDEM bohater/bohaterka może mówić o Miłości,
      podejmować decyzje o ślubie, po tak krótkim czasie? Mam jakieś nieodparte
      wrażenie, że kiedyś to się brało ślub, mowiło o "miłości od pierwszego
      wejrzenia' między innymi dlatego, żeby w końcu 'po bożemu' można było z kimś iść
      do łóżka ;] może spłycam, ok, ale dla mnie większą krzywdą jest twierdzić, że
      się kogoś kocha, nie mając tak naprawdę o tym zielonego pojęcia, niż iść z kimś
      do łóżka wcześniej, niż 'pozwalają' na to normy społeczne.

      Swoją drogą, tak się czasem zastanawiam, jakby to było, gdyby kobiety nie miały
      błony dziewiczej, gdyby, tak jak u facetów, w żaden 'namacalny' sposób nie dało
      się sprawdzić, czy dana osoba jest dziewicą czy nie. Pewnie położenie kobiet w
      społeczeństwie byłoby teraz zupełnie inne i cała ta rozmowa nie miała by
      kompletnie racji bytu ;)
      • alxandra Re: wierzycie w "damaged goods" 07.03.09, 11:23
        Przypomniał mi się komentarz mojej babci;)

        Ostatnio mialam jakieś dziwne dolegliwości typu: budziłam się zlana
        potem, miałam klopoty z zaśniećiem i już podejrzewano u mnie
        przedwczesną menopauze. Na szczęscie się nie potwierdziło.
        Przyjeżdżam w rodzinne strony no i spotkanie z babcią i mówię o
        dolegliwościach.
        Moja babcia na to: "trzeba wyjść za mąż to nie będziesz miała
        napadów gorąca"
        Ja: "Ja nie muszę wychodzić za mąż, żeby seks uprawiać"
        Babcia:"No wiesz co, nie tak Cię wychowałam. To już się nie dziwie,
        że starą panną jesteś (25 lat)"
        • kotwtrampkach Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 14:17
          ale kochana babcia :-):-) :-)
      • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 02:46
        no na pewno byłoby inaczej ;)
        przede wszystkim utrata dziewictwa w przypadku kobiety łączy się w
        większości przypadków z bólem, mogą też być większe nieprzyjemności
        (dlatego ja zawsze nawołuję do odwiedzenia ginekologa przed
        rozpoczęciem współżycia, bo mogą być naprawdę
        przykre "niespodzianki" jakkolwiek rzadkie, ale się zdarzają :/).
        uraz psychiczny po pierwszym razie może mieć przyczynę właśnie w
        bólu. pomijając już sferę uczuciową.
        gdyby seks dla kobiety był tak samo bezproblemowy jak dla mężczyzny,
        to na pewno zmieniałoby postać rzeczy ;)
        faceci nie mają problemów z wilgotnością narządów, rzadziej mają
        obtarcia, etc. no i przede wszystkim nie obawiają się ciąży (jak
        laska bierze tabsy, to czym facet ma się martwić?)
        a kobieta często idzie do łóżka z różnymi obawami typu "znowu mnie
        będzie bolało i obcierało", "a jak tabletki nie zadziałają i zajdę w
        ciążę", "sąsiedzi usłyszą jak krzyczę".

        nie no jednak nadal wolałabym być facetem, bycie kobietą jest do
        kitu :/
        • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 11:31
          kuraiko napisała:

          > no na pewno byłoby inaczej ;)
          > przede wszystkim utrata dziewictwa w przypadku kobiety łączy się w
          > większości przypadków z bólem, mogą też być większe nieprzyjemności
          > (dlatego ja zawsze nawołuję do odwiedzenia ginekologa przed
          > rozpoczęciem współżycia, bo mogą być naprawdę
          > przykre "niespodzianki" jakkolwiek rzadkie, ale się zdarzają :/).
          > uraz psychiczny po pierwszym razie może mieć przyczynę właśnie w
          > bólu. pomijając już sferę uczuciową.

          No kuraiko nie siej tu propagandy i nie strasz dziewic, bo jeszcze ci faktycznie z tym horrorem uwierzą. ;-) Ja żadnego bólu sobie ani przy pierwszym razie, ani później nie przypominam. Ani tragicznego krwawienia. Więc różnie bywa, wyjątkiem na pewno nie jestem. A skoro ma się problemy w wilgotnością, obtarciami i strachami, to trzeba się najpierw zastanowić, czy ma się w ogóle ochotę na seks i nie chodzić z kimś do łóżka z obowiązku, czy innej niezrozumiałej dla mnie motywacji. Seks nie powinien być dla kobiety problemem, tylko przyjemnością. Jesteśmy o wiele bardziej seksualnymi istotami od facetów. Mamy więcej cudownie reagujących punktów erogennych na ciele, mamy zdolność do wielu oragzmów pod rząd i posiadamy organ pod nazwą łechtaczka, który służy tylko i wyłącznie przyjemności. Który, nota bene nigdy nie zawodzi, nawet w mocno podeszłym wieku, więc nie musimy mieć stracha przed impotencją. ;-) No i kogo to obchodzi, gdy się trochę pokrzyczy? ;-) Siostro, bycie kobietą jest boskie! :-)
          • semele2 Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 14:15
            Oj, nie przesadzaj w drugą stronę :). O ile dobrze pamiętam dane, problem
            bolesnego współżycia dotyczy bodaj ok. 1/3 kobiet i jest to kwestia
            stuprocentowo zdrowotna. Ot, jakiś zwykły stan zapalny, o którym się nawet nie
            wiedziało, czasem wystarczy, żeby zabolało w czasie współżycia. Problemy z
            nawilżeniem też się zdarzają i to wcale nie musi oznaczać, że kobieta tak
            naprawdę nie ma ochoty na seks i jakoś się wewnętrznie zmusza. Ale też po to
            istnieją różne i podłużne żele nawilżające, żeby sobie z tym problemem poradzić.
            Po to też są ginekolodzy, żeby się do nich zwracać, jeśli ból pojawia się często.

            A tak OT - przy takich tematach na publicznym forum zaczynam się czuć nieswojo ;).
            • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 21:02
              semele2 napisała:

              > Oj, nie przesadzaj w drugą stronę :). O ile dobrze pamiętam dane, problem
              > bolesnego współżycia dotyczy bodaj ok. 1/3 kobiet i jest to kwestia
              > stuprocentowo zdrowotna.

              Poważnie? Zdrowotna? Jestem zaszokowana. Mnie się coś takiego zdarza tylko, gdy nie mam prawdziwej ochoty. I pewnie u innych kobiet jest podobnie, bo powiedzmy sobie prawdę, wielu facetów nie wie jak zabrać się do rzeczy i rozbudzić kobietę. A my też albo tego same nie wiemy, albo im nie mówimy, bo myślimy, że facet powinien wiedzieć (tylko skąd?). ;-)

              > A tak OT - przy takich tematach na publicznym forum zaczynam się czuć nieswojo
              > ;

              Dlaczego nieswojo? To czasem ważniejsze w życiu niż staniki. ;-)
              • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 00:05
                jeśli chodzi o suchość, to się zdarza czasem, jeśli się bierze
                tabletki anty.

                co do "propagandy" to ja żadnej nie sieję!!!
                nie mam zamiaru straszyć dziewic, a tylko radzę, żeby się udały do
                gina zanim zaczną współżycie.
                sam ewentualny ból podczas pierwszego razu może być albo nieznaczny
                albo w ogóle go może nie być.
                nie zrozumiałaś o co mi chodzi - że mogą być przypadki, kiedy
                współżycie bez uprzedniej "pomocy" lekarza jest albo niemożliwe,
                albo tragiczne w skutkach. zdarzają się rzadko, owszem, ale zawsze
                lepiej mieć wcześniej pewność, że wszystko jest w porządku.

                poza tym sama wizyta u ginekologa powinna być w nastoletnim wieku, a
                nie że idą dziewczyny lat 20 kilka, dopiero po tym jak zaczynają
                współżycie. problemy można mieć wcześniej, np nadżerkę.

                • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 00:29
                  kuraiko napisała:
                  > nie zrozumiałaś o co mi chodzi - że mogą być przypadki, kiedy
                  > współżycie bez uprzedniej "pomocy" lekarza jest albo niemożliwe,
                  > albo tragiczne w skutkach. zdarzają się rzadko, owszem, ale zawsze
                  > lepiej mieć wcześniej pewność, że wszystko jest w porządku.
                  >
                  > poza tym sama wizyta u ginekologa powinna być w nastoletnim wieku, a
                  > nie że idą dziewczyny lat 20 kilka, dopiero po tym jak zaczynają
                  > współżycie.

                  Że do ginekologa powinno się chodzić, to oczywistość, ale te "tragiczne w skutkach przypadki", to już naprawdę nie jest reguła. A podchodzenie do pierwszego zbliżenia z przesadzonym strachem jest moim zdaniem kontraproduktywne. Wiadomo, strach powoduje spięcia, a spięcia nie służą miłości. ;-) Żaden ginekolog nie da ci też gwarancji, że wszystko pójdzie jak z płatka. Przecież nie powie ci jak co będziesz czuła.

                  • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 02:07
                    hehe i dalej nie zrozumiałaś o co mi chodzi ;)))
                    sorry, nie jestem na tyle głupia, żeby pisać o tym czym
                    się "straszy" młode dziewczyny, czyli o szczególnym bólu czy
                    krwawieniu podczas pierwszego razu przy założeniu, że WSZYSTKO jest
                    z dziewczyną w porządku. czy też oczekiwać, że ginekolog sprawi, że
                    na 100% nie będzie bólu ;)

                    jak chcesz łopatologicznie, to ja mam na myśli przypadki, kiedy
                    budowa błony dziewiczej uniemożliwia współżycie (za gruba błona,
                    przypadek bardziej lajtowy od kolejnego, moim zdaniem) lub też
                    stanowi wręcz zagrożenie dla zdrowia poprzez zbytnią bliskość otworu
                    błony i cewki moczowej. w takich przypadkach zaleca się chirurgiczne
                    nacięcie błony.
                    przeważnie dziewczyna, o ile normalnie miesiączkuje (bo zdarza się
                    też całkowite zarośnięcie błony, ale szybko to daje o sobie znać w
                    przypadku wystąpienia miesiączki), nie ma pojęcia jak jest zbudowana
                    jej błona.
                    bądźmy szczere - wiele dziewczyn w ogóle nie ogląda swoich narządów
                    np w lusterku, myślą np że błona dziewicza jest w środku, czyli już
                    po wejściu do pochwy. taki przypadek, jak napisałam, czyli otwór
                    bliski cewki właściwie nie sprawia żadnych problemów, jeśli się nie
                    używa tamponów, tylko podpasek. a jak coś nie sprawia problemów, to
                    jest w porzo, prawda? ;)

                    teoretycznie to może się przydażyć KAŻDEJ dziewczynie, chociaż
                    częściej słyszałam o mało elastycznej/grubej błonie.
                    • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 02:15
                      znalazłam nawet temat na forum kafeterii gdzie nawet sporo dziewczyn
                      opisuje problemy tego typu, właściwie niemożność współżycia. część z
                      nich wychwyciła to właśnie przez problem z tamponami, niektóre
                      dopiero po nieudanych próbach.
                      czyli problem wcale nie jest marginalny
                    • alxandra Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 10:13
                      Takie przypadki jakie piszesz są naprawdę wbrew pozorom marginalne.
                      Zgodnie z opinią znajomej-seksuologa, bardzo często młode dziewczyny
                      mają kłopoty z rozpoczęciem współżycia z przyczyn
                      czysto "psychologicznych". Ich błona jest prawidłowo zbudowana, a
                      jednak nie dochodzi do jej przerwania, bo kobiety zaciskają wejście
                      do pochwy.
                      I zwykle dzieje się tak bo: "ona nic nie wie, on nie wie jak- ona
                      nie jest gotowa, ale wszystkie tak robią, on wymaga" lub "ona boi
                      się ciąży, bólu".
                      Kobieta nie jest "łatwa w obsłudze". Każdy czynnik zewnetrzny może w
                      niej wywołać stres, zablokowanie a w rezultacie klopoty z
                      odpowiednim nawilżeniem pochwy.
                      Oczywiscie, dziewczyny powinny przed planowanym rozpoczęceim
                      współżycia udać się do lekarza, ale wiadomo jak to wygląda...

                      kuraiko napisała:

                      > hehe i dalej nie zrozumiałaś o co mi chodzi ;)))
                      > sorry, nie jestem na tyle głupia, żeby pisać o tym czym
                      > się "straszy" młode dziewczyny, czyli o szczególnym bólu czy
                      > krwawieniu podczas pierwszego razu przy założeniu, że WSZYSTKO
                      jest
                      > z dziewczyną w porządku. czy też oczekiwać, że ginekolog sprawi,
                      że
                      > na 100% nie będzie bólu ;)
                      >
                      > jak chcesz łopatologicznie, to ja mam na myśli przypadki, kiedy
                      > budowa błony dziewiczej uniemożliwia współżycie (za gruba błona,
                      > przypadek bardziej lajtowy od kolejnego, moim zdaniem) lub też
                      > stanowi wręcz zagrożenie dla zdrowia poprzez zbytnią bliskość
                      otworu
                      > błony i cewki moczowej. w takich przypadkach zaleca się
                      chirurgiczne
                      > nacięcie błony.
                      > przeważnie dziewczyna, o ile normalnie miesiączkuje (bo zdarza się
                      > też całkowite zarośnięcie błony, ale szybko to daje o sobie znać w
                      > przypadku wystąpienia miesiączki), nie ma pojęcia jak jest
                      zbudowana
                      > jej błona.
                      > bądźmy szczere - wiele dziewczyn w ogóle nie ogląda swoich
                      narządów
                      > np w lusterku, myślą np że błona dziewicza jest w środku, czyli
                      już
                      > po wejściu do pochwy. taki przypadek, jak napisałam, czyli otwór
                      > bliski cewki właściwie nie sprawia żadnych problemów, jeśli się
                      nie
                      > używa tamponów, tylko podpasek. a jak coś nie sprawia problemów,
                      to
                      > jest w porzo, prawda? ;)
                      >
                      > teoretycznie to może się przydażyć KAŻDEJ dziewczynie, chociaż
                      > częściej słyszałam o mało elastycznej/grubej błonie.
                      • kotwtrampkach Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 10:30
                        alxandra napisała:
                        bardzo często młode dziewczyny
                        > mają kłopoty z rozpoczęciem współżycia z przyczyn
                        > czysto "psychologicznych".

                        też wydaje mi się, że to problem bardziej w głowie niż w pochwie ;-) To takie
                        straszenie i uleganie temu strachowi. Pamiętam, jak koleżanki dały mi tampony
                        pierwsze z instrukcją użycia i słowami "to takie skomplikowane, nie udaje się za
                        pierwszym razem, nikomu się nie udało, ale mozesz spróbować" :-) Oczywiście nie
                        dałam rady, hehe
                      • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 14:54
                        na tym topiku, o którym wspominałam są i dziewczyny, które mają
                        wskazanie od lekarza do zabiegu, jak i te, których problemem
                        rzeczywiście jest psychika.

                        no ale nigdy nie mamy pewności, że dotknie nas taki "marginalny"
                        problem, dlatego lepiej po prostu iść do lekarza wcześniej. a
                        ciemnota niestety jest :/

                        dla mnie nie ma znaczenia czy coś jest marginalne, czy nie. dla mnie
                        np nadżerka była problemem marginalnym, bo o tym po prostu się
                        rzadko mówi, a dotknęła mnie jak jeszcze byłam dziewicą.
                        tak samo jak nowotwory nie przydarzają się w rodzinie, to po co się
                        kontrolować, bo to spotyka "innych".

                        borelioza też była uznawana za rzadką chorobę i akurat ja
                        zachorowałam :P (teraz o takich przypadkach słyszy się coraz
                        częściej)
                    • palacsinta defloracja grozi śmiercią lub kalectwem 10.03.09, 11:48
                      Kuraiko, masz rzadki dar przedstawiania sprawy w takich barwach, że po przeczytaniu Twoich postów mam nieprzepartą ochotę spędzić resztę życia schowana pod łóżkiem z przytulanką:))

                      Nie jest tak, że dla kobiety to seks to same problemy, a dla mężczyzny zostaje sama śmietanka: dużo chorób wenerycznych nie wybiera, ojcostwo to też odpowiedzialność, a otarć każdy się może nabawić.

                      Anomalie w budowie błony dziewiczej to JEST margines. Poza tym są i tacy, którzy uważają je nie za anomalie, tylko po prostu rodzaj budowy błony dziewiczej, który może, ale nie musi wiązać się z bolesnością i zwiększonym krwawieniem przy seksie. Zdumiewająca większość kobiet przeżywa pierwszy raz nie mdlejąc z bólu, nie wykrwawiając się przy tym na śmierć, nie nabawiając się groźnych dla życia zakażeń i, naturalnie, bez traumy na resztę życia.

                      Tak w ramach antidotum na zbiorowe histerie z kafeterii (w internecie anglojęzycznym też tego dużo jest, ja kiedyś trafiłam na dziewczynę, która martwiła się poważnie, że ze względu na kształt swojej błony dziewiczej: pionowy pasek skóry, jest mutantem i żaden mężczyzna jej nie zechce, czy komuś to coś przypomina?) masz tu fajnego linka: www.vaginismus-awareness-network.org/hymen.html o tym, że bolesny seks ma swoje źródło w mechanizmie błędnego koła: seks kojarzy się kobiecie z bólem, co sprawia, że nie jest w stanie się podniecić, co oczywiście sprawia, że seks jest bolesny.

                      Sądzę, że bardzo dużo zależy od tego, na ile świadoma swojej seksualności jest dziewczyna (czytaj: uprawia seks, bo tego chce, a nie dlatego, że wszystkie koleżanki już go uprawiają) i jak bardzo doświadczony/wrażliwy na potrzeby drugiej strony jest jej partner. Jeśli tego nie będzie, sama interwencja chirurgiczna niewiele zmieni.
                      • pierwszalitera Re: defloracja grozi śmiercią lub kalectwem 10.03.09, 14:12
                        palacsinta napisała:

                        > Tak w ramach antidotum na zbiorowe histerie z kafeterii (w internecie anglojęzycznym też tego dużo jest,

                        Ha, ha, ha, to mnie się przypomniało właśnie, że w przedpotopowych czasach, kiedy ja byłam nastolatką i nie było jeszcze internetu, to takie zbiorowe histerie też istniały. Właśnie dotyczące waginizmu, czyli pochwicy: pl.wikipedia.org/wiki/Pochwica
                        Pamiętam tylko, że największego stracha to mieli przed tym chłopcy, bo wyobrażnie, że do skurczu dojdzie, gdy są właśnie w środku było dla nich horrorem. ;-) Ale ja byłam chyba zawsze ignorantką w dziedzinie zbiorowch strachów, bo przy moim pierwszym razie całkowicie mi się o tych skurczach zapomniało. ;-)
                        • daslicht Re: defloracja grozi śmiercią lub kalectwem 10.03.09, 14:40
                          A mi się bardzo podobały teksty z Bravo czy innych poradników, o tym
                          że "chłopcy chcą seksu, a dziewczyny chcą tylko by je ktoś
                          przytulił" oraz "mistyczne znaczenie pierwszego razu dla
                          dziewczyny", czy inne "oprzyj się jego namawianiom".
                          Był to dla mnie spory rozdźwięk między rzeczywistością, a tym co
                          poradniki "kazały" czuć. Pamiętaj, kobieto! Tobie się NIE CHCE!
                          Tobie się tylko WYDAJE!

                          Te wszystkie poradniki tylko odmóżdżają ludzi. Fachowe książki
                          pisane przez profesorów zresztą też, kobieta jest oziębła i chce
                          najwyżej przytulenia, zapisać na kartce, przykleić w widocznym
                          miejscu i codziennie powtarzać!

                          :)
                          • pierwszalitera Re: defloracja grozi śmiercią lub kalectwem 10.03.09, 15:02
                            daslicht napisała:

                            > Te wszystkie poradniki tylko odmóżdżają ludzi. Fachowe książki
                            > pisane przez profesorów zresztą też, kobieta jest oziębła i chce
                            > najwyżej przytulenia, zapisać na kartce, przykleić w widocznym
                            > miejscu i codziennie powtarzać!

                            Patriarchalny strach przed kobiecą seksualnością i potrzeba kontroli. Trochę też cywilizacyjny postęp, bo chyba lepiej wmówić kobiecie, że TEGO nie potrzebuje niż wycinać jej profilaktycznie łechtaczkę i zaszywać srom. W kulturach, w których kobiety uchodzą za istoty niebezpiecznie seksualne, tak się właśnie ciągle robi. Oczywiście dla dobra kobiet, by uchronić je przed tym demonem. ;-) A te wszystkie pasy cnoty, burki i chustki zasłaniające włosy to z czego się wzięły? W zachodnich cywilizacjach argumentuje się za to naukowo. No i wynaleziono kobiecą oziębłość i wieczorną migrenę. Po części, by usprawiedliwić tym męską nieudolność. Artykułów jak podkręcić faceta jest na zarzyganie, ale czy facei czytają, jak zaspokoić kobietę?
                      • kuraiko Re: defloracja grozi śmiercią lub kalectwem 10.03.09, 15:04
                        ekhm, chcesz linka do topiku? to nie jest "zbiorowa histeria". jak
                        pisałam - większość lasek nie ma pojęcia o budowie błony w ogóle i
                        swojej w szczególności, więc po prostu się nie martwią na zapas.
                        tam dziewczyny pisały o tym, że nie mogą współżyć z powodu bólu i
                        wtedy dop. szły do lekarza. ale też takie, które nie mogą sobie
                        zaaplikować tamponów a nawet włożyć patyczka higienicznego do pochwy
                        bo je bardzo boli (!). i część z nich ma wskazanie od lekarza na
                        zabieg.
                        a ja nie sądzę, żeby ginekolog ot tak hop siup zalecał zabieg, który
                        wymaga leżenia w szpitalu 2-3 dni (w prywatnej klinice tylko jeden
                        dzień), co prawda krótki i prosty, ale w końcu to jest i głupi jaś
                        (czytałam nawet że gdzieś to robią pod narokozą, chociaż jakoś nie
                        chce mi się wierzyć) i jednak normalnie to wygląda jak zabieg
                        operacyjny.

                        w normalnych przypadkach, gdzie przyczyną jest stres, lekarz zaleca
                        dalsze próby.


                        no i ja nie rozumiem w czym widzicie problem?!!
                        ja tylko piszę, że dziewczyna powinna pójść do ginekologa, zanim
                        rozpocznie współżycie. to nie boli ;) (tzn jeśli wszystko jest z nią
                        ok, heheh, sorry ja nie będę opisywała swojego przypadku, no i poza
                        tym to sam margines, normalnie to się nie zdarza, tak mają tylko
                        jakieś dziwne rozchisteryzowane laski, a i tak to ściema :P)
                        • pierwszalitera Re: defloracja grozi śmiercią lub kalectwem 10.03.09, 15:10
                          kuraiko napisała:

                          > ok, heheh, sorry ja nie będę opisywała swojego przypadku, no i poza
                          > tym to sam margines, normalnie to się nie zdarza, tak mają tylko
                          > jakieś dziwne rozchisteryzowane laski, a i tak to ściema :P)

                          Ach kuraiko, masochistyczne rozdrapywanie własnego ciała już przerabiałyśmy. ;-)))
                          • kuraiko Re: defloracja grozi śmiercią lub kalectwem 10.03.09, 15:14
                            no przecież nie ma o czym mówić, bo to margines :P

                        • palacsinta Re: defloracja grozi śmiercią lub kalectwem 10.03.09, 17:48
                          Przecież to, że na kafeterii jakieś dziewczyny dzielą się swoimi negatywnymi przeżyciami albo szukają porad, nie znaczy, że dotyka to wszystkie kobiety. Wpisz hymen w google, to też ci wyskoczy bardzo dużo topików pisanych przez dziewczyn, które martwią się, że coś jest z nimi nie tak. Internet sprawia, że problemy stają się widoczniejsze, ale widoczność nie stanowi dowodu powszechności. A topiki, w których ludzie dzielą się z innymi swoimi negatywnymi doświadczeniami, mają duży potencjał do rozwijania się w zbiorową histerię:)

                          I szczerze mówiąc sądzę, że niejeden ginekolog zaleci taki zabieg hop-siup, bo jest on dość prosty, a szansa, że rozwiąże problem jest całkiem duża. W końcu następna próba podjęta będzie już z myślą, że nic nie ma prawa boleć. Co nie zmienia faktu, że pewnie niejeden taki problem w ogóle by nie zaistniał, gdyby przeciętna dziewczyna była bardziej oswojona ze swoją seksualnością. Moim skromnym zdaniem sytuacja, w której (według Ciebie) większość kobiet zaczyna się interesować wyglądem swojej pochwy dopiero wtedy, kiedy pojawiają się problemy przy próbach podjęcia współżycia, jest co najmniej dziwna. Prawdę mówiąc zupełnie tego nie ogarniam, bo ja bardzo wcześnie zrobiłam się bardzo ciekawska, wiedziałam jak jest zbudowana kobieta i jak wyglądam ja sama:) Może dlatego nie pamiętam traum związanych z zakładaniem tamponów, a pierwszy raz wspominam bardzo dobrze.

                          I przecież nikt tu nie mówi, że nie należy chodzić do ginekologa. Tylko Ty podałaś to trochę w takiej formie: "jak przed pierwszym razem nie pójdzie się do ginekologa, to przy próbie uprawiania seksu będą działy się rzeczy straszne i nieopisane, pogotowie, krew na ścianach itd." Wcześniej twierdziłaś, że inicjacja dla kobiety przeważnie wiąże się z bólem. A i jedno i drugie prawdą nie jest.
              • pana.cotta Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 13:17
                > Poważnie? Zdrowotna? Jestem zaszokowana. Mnie się coś takiego zdarza tylko, gdy
                > nie mam prawdziwej ochoty. I pewnie u innych kobiet jest podobnie, bo powiedzm
                > y sobie prawdę, wielu facetów nie wie jak zabrać się do rzeczy i rozbudzić kobi
                > etę.

                Moze to byc tez kwestia antykoncepcji hormonalnej. jesli ja stosujesz i mimo to
                nie masz problemow, to dobrze dla ciebie ;) ja niestety z tabletkami przegrywam,
                strasznie kiepska jakosc sluzu, ze sie tak wyraze. na szczescie na to sa sposoby :)

                co do bolesnych krwawiacych defloracji, to ja owszem jakis niewielki bol
                pamietam, ale krwawienia zadnego.
                • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 14:56
                  a ja znam przypadek młodej kobiety, która od dłuższego czasu
                  regularnie współżyje, świata poza partnerem nie widzi ;), partner ją
                  potrafi robudzić w ciągu kilku minut, nie zażywa hormonów, a mimo to
                  ma problemy z nawilżeniem.
                  na pewno nie można jej zarzucić niechęci czy blokady psychicznej.
                  jak widać są różne przyczyny takiego stanu rzeczy
                  • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 15:06
                    kuraiko napisała:

                    > a ja znam przypadek młodej kobiety, która od dłuższego czasu
                    > regularnie współżyje, świata poza partnerem nie widzi ;), partner ją
                    > potrafi robudzić w ciągu kilku minut, nie zażywa hormonów, a mimo to
                    > ma problemy z nawilżeniem.

                    Kuraiko nie wiesz, jak jest faktycznie. Na czym polega to rozbudzenie w ciągu kilku minut bez uczucia wilgotności? Nie wierz nigdy deklaracjom, jeżeli chodzi o wrażliwe tematy. Ludzie kłamią tu jak najęci. ;-) A miłość nie przekłada się jeszcze automatycznie na pożądanie.
                    • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 15:13
                      hmm TY nie wiesz jak może wyglądać taki problem np z powodu
                      hormonów...
                      otóż na początku wszystko jest cacy, nawilżenie super, a potem nagle
                      w trakcie stosunku jest sucho w pochwie. wg ginekologa takie coś się
                      zdarza przy antykoncepcji hormonalnej.
                      zakładam, że nawet bez antykoncepcji, jeśli się coś dzieje z
                      hormonami, to może być podobny scenariusz. czyli nie to, że kobieta
                      jest sucha od początku, tylko że pojawia się to już w trakcie.
                      i nie można tego zwalić ani na psychikę ani na cokolwiek innego.
                      • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 15:26
                        kuraiko napisała:

                        > hmm TY nie wiesz jak może wyglądać taki problem np z powodu
                        > hormonów...
                        > otóż na początku wszystko jest cacy, nawilżenie super, a potem nagle
                        > w trakcie stosunku jest sucho w pochwie. wg ginekologa takie coś się
                        > zdarza przy antykoncepcji hormonalnej.

                        To to pie... w kąt te hormony. ;-) Tabletki się bierze, by móc się kochać, ale skoro od tabletek przechodzi ochota, to albo próbuje się inny preparat albo korzysta z czegoś innego. Ja tam jestem za gumową alternatywą. Prawidłowo stosowana jest w porządku, facet się szybciej przyzwyczaja, niż wcześniej protestował. Komu tu ma być wygodniej? ;-) A poza tym seks to nie tylko stosunek, przy odrobinie kreatywności, to nawet antykoncepcja nie jest tak często potrzebna. ;-)))
                        • kuraiko Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 15:37
                          "skoro od tabletek przechodzi ochota" - nie rozumiem, czemu
                          utożsamiasz "ochotę" z nawilżeniem pochwy... ja piszę o przypadkach,
                          kiedy ochota jest i wcale nie przechodzi w trakcie, a nawilżenie
                          znika.
                          to nie to samo co obniżone libido :P
                          • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 16:38
                            kuraiko napisała:

                            > "skoro od tabletek przechodzi ochota" - nie rozumiem, czemu
                            > utożsamiasz "ochotę" z nawilżeniem pochwy... ja piszę o przypadkach,
                            > kiedy ochota jest i wcale nie przechodzi w trakcie, a nawilżenie
                            > znika.

                            Masz rację, ochota to co innego, ale już nie jedną gotowość i podniecenie u kobiety zabiło się właśnie nudnym i po męsku zrozumianym "w trakcie". ;-) I czym tu się dziwić, że nawilżenie znika? A czasem bywa nawet, że im dłużej tym gorzej. Nie od dzisiaj wiadomo, że zwykłe ruchy frykcyjne większości kobiet nie wystarczają do osiągnięcia satysfakcji. Ochota może i zostaje, tylko niezaspokojona. ;-) Kobieta przed orgazmem jest zawsze wystarczająco wilgotna. Fizjologia. :-)
                          • koza-1985 Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 22:43
                            kuraiko wybacz, ale czy ty jestes ginekolog sexuolog i endokrynolog w
                            jednym?
                        • a_girl Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 21:49
                          pierwszalitera napisała:

                          > To to pie... w kąt te hormony. ;-) Tabletki się bierze, by móc się kochać, ale
                          > skoro od tabletek przechodzi ochota, to albo próbuje się inny preparat albo kor
                          > zysta z czegoś innego. Ja tam jestem za gumową alternatywą. Prawidłowo stosowan
                          > a jest w porządku, facet się szybciej przyzwyczaja, niż wcześniej protestował.
                          > Komu tu ma być wygodniej? ;-) A poza tym seks to nie tylko stosunek, przy odrob
                          > inie kreatywności, to nawet antykoncepcja nie jest tak często potrzebna. ;-)))

                          Daj spokój, zupełnie bez stosunku ma żyć dziewczyna? ;-)) Ja myślę, że niejedna
                          z nas by pierdolnęła hormony, ale z tymi alternatywami to tak nie za bardzo
                          jednak. Gumki są do kitu. Takie zwykłe bardzo obniżają doznania, a takie
                          wybajerzone są zazwyczaj małe i się zsuwają. Nie ufam im i ich nie lubię.

                          A tak w ogóle, to zgadzam się z Kuraiko, że początki w seksie mogą nie zawsze
                          być och i ach i że warto przedtem pogadać z KOMPETENTNYM ginem (btw, przypomina
                          się genialny odcinek "That 70's Show" pt. "The Afterglow", który traktuje
                          dokładnie o tym :D). I nie wkręcaj nam tu, że jak ktoś ma problemy z
                          nawilżeniem, to od razu nie chce, nie lubi i co tam jeszcze ;). Sytuacja wygląda
                          tak: zazwyczaj pierwszy seks uprawia się wkrótce potem, jak się dostaje pierwsze
                          tabsy. A ponieważ w Polsce ginowie-konowały wypisują hormony jak leci, bez
                          jakichkolwiek testów (czytaj - w zależności od tego, jaki przedstawiciel
                          handlowy ich ostatnio odwiedził), to pierwsze tabsy niekoniecznie muszą być
                          strzałem w dziesiątkę. W związku z tym, zanim odkryje się dobrodziejstwa Pana
                          Lubrykanta i/lub wybierze do innego gina, może być wszelako...

                          Dlatego ja się do rady Kuraiko dołączam i dodam, że warto przycisnąć gina, żeby
                          nie dawał nam byle g..wna i żeby zrobił nam badania. I najfajniej, jak gin jest
                          przy okazji seksuologiem, to można się go zapytać jeszcze o różne rzeczy :)
                          • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 22:06
                            a_girl napisała:

                            "jednak. Gumki są do kitu. Takie zwykłe bardzo obniżają doznania, a
                            takie wybajerzone są zazwyczaj małe i się zsuwają. "

                            I śmierdzą :)
                            Niemniej jest to znakomite jednorazowe zabezpieczenie na
                            jednorazowych panów. W tej kategorii nie mają konkurencji.

                            " A ponieważ w Polsce ginowie-konowały wypisują hormony jak leci,
                            bez jakichkolwiek testów (czytaj - w zależności od tego, jaki
                            przedstawiciel handlowy ich ostatnio odwiedził)"

                            Właśnie. Ja dostałam Yasmin i pani doktor była bardzo zła, że mi nie
                            pasował. Musiałam dobrać sobie prywatnie, bo nic innego zapisać nie
                            chciała.

                            Zresztą, dziewczyny, nie demonizujcie. W łóżku trzeba się cieszyć, a
                            nie szukać problemów... bo wtedy bardzo szybko one nas same znajdą.

                            Jeśli masz stałe problemy z nawilżeniem, to zmieniasz tabletki,
                            jeśli sporadyczne to kupujesz żel i jedziesz, a nie zrzędzisz. No
                            chyba, że jest to rodzaj fetyszu - nakręcanie się aż do ostrego
                            podniecenia. Każdy swe zboczenie ma :P
                          • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 10.03.09, 22:23
                            a_girl napisała:

                            Gumki są do kitu. Takie zwykłe bardzo obniżają doznania, a takie
                            > wybajerzone są zazwyczaj małe i się zsuwają. Nie ufam im i ich nie lubię.

                            Gumki są ok. Chronią nie tylko przed ciążą. Doznań u kobiet zdecydowanie nie obniżają. Ciekawe, czy faceci też pytają nas o obniżone doznania podczas zażywania pigułek. Gumki są do dostania w różnych rozmiarach. www.durexworld.com
                            Ja osobiście nie lubię/źle znoszę hormony, moim zdaniem to nie są cukierki i odrobina leteksu (są też bezlateksowe) wydaje mi się mniejszym złem. Pozostaje tylko sprawa skuteczności, ale tu największym niebezpieczeństwem są błędy w obsłudze.

                            I nie wkręcaj nam tu, że jak ktoś ma problemy z
                            > nawilżeniem, to od razu nie chce, nie lubi i co tam jeszcze ;)

                            To najczęstszy problem. Zawsze można kupić tubkę lubrykantu, ale moim zdaniem sam poślizg nie rozwiązuje sprawy do końca. ;-)


                            > A tak w ogóle, to zgadzam się z Kuraiko, że początki w seksie mogą nie zawsze
                            > być och i ach i że warto przedtem pogadać z KOMPETENTNYM ginem

                            Nikt nie mówi, że początki są zawsze och i ach, ale przedstawianie sprawy ze strony horroru i problemu nikomu nie pomoże. I same dobrze wiemy, że kompetentnych ginekologów wcale nie łatwo jest znaleść, a takich, którzy zechcą jeszcze rozmawiać o seksie to już w ogóle.
                            • a_girl Re: wierzycie w "damaged goods" 11.03.09, 00:32
                              > Gumki są ok.
                              Dla kogo są, dla tego są. Nie demonizuję gumek. Gdy trzeba, to się używa. Mój
                              luby nie ma nic przeciwko, ale JA jednak wolę bez. To ja podjęłam decyzję o
                              wyborze takiej, a nie innej metodzie antykoncepcji. Co do rozmiarów - XLki
                              (przynajmniej w Polsce) są dostępne w wersji klasycznej, ale jak chce się
                              spróbować czegoś innego, to pozostaje standardowy rozmiar, który ma tendencje do
                              robienia niemiłych niespodzianek. O tym właśnie pisałam.

                              > To najczęstszy problem. Zawsze można kupić tubkę lubrykantu, ale moim zdaniem s
                              > am poślizg nie rozwiązuje sprawy do końca. ;-)

                              Wierzę, że może to być częsty problem. Ale w antykoncepcji nowej generacji
                              (czytaj uwielbianym przez wszystkich ginekologów, drogim jak piernik Yasmin i
                              jeszcze droższej Yasminelle) masz drospirenon, który odciąga wodę z organizmu i
                              może powodować przesuszenie błon śluzowych (mi zaczęła się też bardziej wysuszać
                              skóra i zmniejszyła tolerancja na soczewki kontaktowe). No i soras, ale whatever
                              you do - suuuuuucho ;). Wyżej tyłka nie podskoczysz :P

                              > Jeśli masz stałe problemy z nawilżeniem, to zmieniasz tabletki,
                              > jeśli sporadyczne to kupujesz żel i jedziesz, a nie zrzędzisz.

                              Mnie to mówisz? ;) Potrzeba matką wynalazków - wierz mi, nie mam obecnie na co
                              zrzędzić :).

                              Problem w tym, że tak samo, jak drażni mnie demonizowanie pierwszego razu (krew
                              leje się strumieniami, bóle jak porodowe itp ;P), tak samo wkurza mnie taki
                              hurraoptymizm w stylu "mnie tam nic nie bolało, więc Ciebie też nie ma prawa -
                              jeśli nie było rewela za pierwszym razem, to pewnie nie chciałaś, nie byłaś
                              gotowa itp". Bo czasami (u mnie to była kwestia złego dobrania hormonów) nie
                              jest rewela. No i to chyba jasne, że rozsądny człowiek w takich sytuacjach szuka
                              innych sposobów i jedzie dalej. Ale nie ma co mu zaprzeczać: "Nie, nie, nie
                              słuchasz - U MNIE było bezboleśnie, na pewno to kwestia Twojego
                              nastawienia/partnera. JA WIEM." ;-)).

                              Nie wydaje mi się, żebym przedstawiała to z perspektywy horroru. Po prostu moim
                              zdaniem nastawianie się na nie wiadomo co (zarówno w bardzo pozytywnym, jak i
                              negatywnym sensie) jest bez sensu. Defloracja jest konieczna do tego, żeby móc
                              potem uprawiać seks. Sama w sobie nie jest jakaś straszna, ale nie jest też zbyt
                              przyjemna. Po prostu jest. Trzeba odhaczyć, a dalej już wiooo! ;) Aby
                              zminimalizować ewentualne nieprzyjemności a zmaksymalizować późniejsze
                              przyjemności uważam, że warto:
                              a) mieć fajnego partera, któremu się ufa i który zna już trochę nasze ciało
                              b) iść do dobrego gina (ja wiem, że takiego ze świecą szukać, ale niestety, to
                              JEST ważne), który przypisze dobrą antykoncepcję i który usunie ewentualne
                              przeszkody (tu nie chodzi o demonizowanie - po prostu z perspektywy czasu
                              wolałabym, żeby zapisano mi lepsze tabletki i żebym nie musiała empirycznie
                              sprawdzać na sobie, że są do kitu :P)
                              c) spojrzeć na cały event z większego dystansu (np. uświadomić sobie, że za
                              pierwszym razem jest mała szansa, aby ziemia zadrżała :P)

                              Wydaje mi się, że te kroki mogą zapobiec ewentualnym rozczarowaniom i raczej
                              pomóc sprawie niż jej zaszkodzić :). I moim zdaniem to lepsze, niż wmawianie
                              dziewczętom, że "nic nie ma prawa boleć".
                              • daslicht Re: wierzycie w "damaged goods" 11.03.09, 00:43
                                a_girl napisała:

                                "drospirenon, który odciąga wodę z organizmu i może powodować
                                przesuszenie błon śluzowych (mi zaczęła się też bardziej wysuszać
                                skóra i zmniejszyła tolerancja na soczewki kontaktowe). "

                                A ja spuchłam po nich jak bania, dostałam megapryszczy i cały czas
                                mi krew leciała, a bolało okrutnie. Normalnie nie mam żadnych pmsów
                                i słabiutkie, króciutkie krwawienia (bez tabletek!), podczas
                                jedzenia Yasminu dowiedziałam się "o co tym babom chodzi". A pani
                                doktor się śmiała i powiedziała "i co, fajnie było?". Bardzo :/

                                " Mnie to mówisz? ;) Potrzeba matką wynalazków - wierz mi, nie mam
                                obecnie na co zrzędzić :)."

                                To było raczej do Kuraikowych klimatów :)

                                "Defloracja jest konieczna do tego, żeby móc potem uprawiać seks.
                                Sama w sobie nie jest jakaś straszna, ale nie jest też zbyt
                                przyjemna. Po prostu jest. Trzeba odhaczyć, a dalej już wiooo! ;) "

                                Właśnieeee! To jest coś jak zerwanie plastra z rany - trzeba
                                policzyć do trzech, szarpnąć i mieć już to za sobą ^^
                                • koza-1985 daslicht chyba popchnąć 11.03.09, 00:46
                                  n/t
                                  "Właśnieeee! To jest coś jak zerwanie plastra z rany - trzeba
                                  policzyć do trzech, szarpnąć i mieć już to za sobą ^^"
                              • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.03.09, 13:04
                                a_girl napisała:

                                > Nie wydaje mi się, żebym przedstawiała to z perspektywy horroru. Po prostu moim
                                > zdaniem nastawianie się na nie wiadomo co (zarówno w bardzo pozytywnym, jak i
                                > negatywnym sensie) jest bez sensu.
                                ....
                                I moim zdaniem to lepsze, niż wmawianie
                                > dziewczętom, że "nic nie ma prawa boleć".

                                Horrorystyczne przedstawienie miała kuraiko i wydawało mi się, że o tym mówimy. Nie pisałam też, że za pierwszym razem oszalejemy z rozkoszy. Zaczyna mnie powoli drażnić, gdy przewraca się kompletnie sens moich wypowiedzi.
                                • a_girl Re: wierzycie w "damaged goods" 11.03.09, 15:06
                                  Ale tak się w sumie zastanawiam, czy rzeczywiście takie drastyczne jest to, co
                                  ona napisała. Ja tego tak nie odebrałam, raczej stwierdziłam - "Oh, well, trochę
                                  ma dziewczyna pesymistyczną perspektywę, ale dobrze gada o tym ginie".
                                  Przeanalizujmy:

                                  "przede wszystkim utrata dziewictwa w przypadku kobiety łączy się w
                                  większości przypadków z bólem"
                                  nie wiem, czy w większości. ale ja bym nie określiła tego jako bezbolesne. tak,
                                  jak określiła to daslicht - to, jak ze zrywaniem plasterka. nie jest to jednak
                                  najprzyjemniejsza rzecz na świecie :).


                                  "mogą też być większe nieprzyjemności
                                  (dlatego ja zawsze nawołuję do odwiedzenia ginekologa przed
                                  rozpoczęciem współżycia, bo mogą być naprawdę
                                  przykre "niespodzianki" jakkolwiek rzadkie, ale się zdarzają :/)"

                                  zgadzam się w 100%. mogą i rzeczywiście pójście do kompetentnego gina może
                                  oszczędzić niepotrzebnych problemów. gin taki może uspokoić dziewczę, jeśli to
                                  panikuje bez powodów. a jeśli rzeczywiście ma powód, to gin go usunie i dziewczę
                                  nie narazi się na jakieś nieprzewidziane kłopoty. jakkolwiek na to spojrzeć -
                                  everyone's a winner ;)

                                  "uraz psychiczny po pierwszym razie może mieć przyczynę właśnie w
                                  bólu. pomijając już sferę uczuciową."

                                  ja nie psycholog, ale wydaje mi się to możliwe. nawet jeśli komplikacje zdarza
                                  się bardzo rzadko, to przecież co zaszkodzi się przed nimi zabezpieczyć???
                                  koklusz w Polsce już prawie nie występuje, a jednak cały czas szczepi się dzieci
                                  na niego ;).

                                  gdyby seks dla kobiety był tak samo bezproblemowy jak dla mężczyzny,
                                  to na pewno zmieniałoby postać rzeczy ;)
                                  faceci nie mają problemów z wilgotnością narządów, rzadziej mają
                                  obtarcia, etc. no i przede wszystkim nie obawiają się ciąży (jak
                                  laska bierze tabsy, to czym facet ma się martwić?)

                                  Tu mi się trudno wypowiadać, bom nie facet ;). Ta wypowiedź wydaje mi się trochę
                                  przesadzona - jakby nie było, facetowi dochodzi do tego kupa różnych stresów
                                  związanych z,

                                  a kobieta często idzie do łóżka z różnymi obawami typu "znowu mnie
                                  będzie bolało i obcierało", "a jak tabletki nie zadziałają i zajdę w
                                  ciążę", "sąsiedzi usłyszą jak krzyczę".

                                  nie no jednak nadal wolałabym być facetem, bycie kobietą jest do
                                  kitu :/
                                  • a_girl Re: wierzycie w "damaged goods" 11.03.09, 15:18
                                    Za szybko się wysłało - cholerna gazeta :D


                                    > gdyby seks dla kobiety był tak samo bezproblemowy jak dla mężczyzny,
                                    > to na pewno zmieniałoby postać rzeczy ;)
                                    > faceci nie mają problemów z wilgotnością narządów, rzadziej mają
                                    > obtarcia, etc. no i przede wszystkim nie obawiają się ciąży (jak
                                    > laska bierze tabsy, to czym facet ma się martwić?)

                                    Tu mi się trudno wypowiadać, bom nie facet ;). Ta wypowiedź wydaje mi się trochę
                                    przesadzona - jakby nie było, mężczyźni stresują się np często, czy im nie
                                    opadnie albo czy nie skończą za szybko ;). Każdy ma jakieśtam problemy, ale
                                    większość z nich jest do obejścia. Co do ciąży - tu się zgadzam. To kobieta
                                    zazwyczaj podejmuje ostateczną decyzję, to jej wykonują (w Polsce
                                    niebezpieczny), inwazyjny zabieg, jeśli tak zdecyduje. W alternatywnej wersji to
                                    ona chodzi z brzuchem, ona rodzi, ona karmi. Facet, jeśli jest draniem, może
                                    uciec od problemu - ona raczej nie ucieknie. Pod tym względem zgadzam się - mamy
                                    niezbyt fajnie

                                    > a kobieta często idzie do łóżka z różnymi obawami typu "znowu mnie
                                    > będzie bolało i obcierało", "a jak tabletki nie zadziałają i zajdę w
                                    > ciążę", "sąsiedzi usłyszą jak krzyczę".

                                    no, założę się, że są takie ;). to akurat wina naszej chorej polskiej
                                    mentalności, gdzie tylko pakują w kobiety - poczcie winy, poczcie winy, poczucie
                                    winy. to trzeba zmieniać, ale do tego kilka pokoleń jednak musi jeszcze przeminąć.

                                    > nie no jednak nadal wolałabym być facetem, bycie kobietą jest do
                                    > kitu :/

                                    eee tam :P. zaraz do kitu. ja tam wolę swoje narządy ;)
                                  • pierwszalitera Re: wierzycie w "damaged goods" 11.03.09, 15:24
                                    a_girl napisała:

                                    > Ale tak się w sumie zastanawiam, czy rzeczywiście takie drastyczne jest to, co
                                    > ona napisała.

                                    Dla mnie drastyczne wystarczająco. ;-) Nie chodzi też o upieranie się, kto ma rację, tylko o przedstawienie alternatywnych punktów widzenia. Naturalnie możemy psioczyć nad naszym losem kobiety, ale po dłuższym zastanowieniu, wcale nie garnę się do bycia facetem. Ciągle pod presją wymaganej aktywności, musi mieć wzwód, nie pokazać żadnej słabości, wiedzieć jak przeprowadzić techniczenie akt, nie sprawić lasce bólu, może nawet zaspokoić, ciąża też może go dotyczyć. Jak choć odrobinę odwrócimy spojrzenie od własnych kłopotów, to może nie będą one aż tak olbrzymie. :-)
                                • a_girl Re: wierzycie w "damaged goods" 11.03.09, 15:24
                                  pierwszalitera napisała:

                                  Zaczyna mnie powoli drażnić, gdy przewraca się kompletnie sens moich wypowiedzi.

                                  Eeeee tam :P. Zawsze Cię to zaczyna powoli drażnić, a i tak zawsze potem piszesz
                                  jakieś opinie, które wywołują gorącą dyskusję i jako takie są podatne na
                                  nadinterpretacje ;-)). Let's face it - Ty to lubisz ;-))
          • pana.cotta Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 14:16
            pierwszalitera napisała:
            A skoro ma się problemy w wilgotnością, obtarciami i
            > strachami, to trzeba się najpierw zastanowić, czy ma się w ogóle ochotę na seks
            > i nie chodzić z kimś do łóżka z obowiązku, czy innej niezrozumiałej dla mnie m
            > otywacji.
            to, ze ma sie problemy z wilgotnoscia tez nieswiadczy o tym, ze sie idzie do
            lozka z poczucia obowiazku ;)

            na strach przed obtarciami lubrykant itp :)
            kuraiko ja mam nieodparte wrazenie, ze ciebie seks w ogole nie cieszy. ze masz
            caly szereg oporow, obaw i przykrych doswiadczen na tym polu. zreszta
            pierwszalitera juz to napisala- trzeba miec ochote, a nie isc do lozka bo tak i juz.

            no i przede wszystkim nie obawiają się ciąży (jak
            > laska bierze tabsy, to czym facet ma się martwić?)
            tym, ze bedzie niecalym 1 procentem przypadkow, kory zachodzi w ciaze mimo
            stosowania tabletek ;p

      • kotwtrampkach Re: wierzycie w "damaged goods" 09.03.09, 14:24
        secka napisała:

        > Swoją drogą, tak się czasem zastanawiam, jakby to było, gdyby kobiety nie miały
        > błony dziewiczej, gdyby, tak jak u facetów, w żaden 'namacalny' sposób nie dało
        > się sprawdzić, czy dana osoba jest dziewicą czy nie.

        odnoszę wrazenie, ze inicjacja seksualna jest na tyle istotną sprawą dla
        człowieka, ze nietrudno jest rozpoznać, czy ktoś ma ją za sobą, czy też nie..
        Doświadczenie seksu z drugą osobą zmienia nasze podejście do życia, wiąże się z
        jakims rodzajem "dorosłości". Tu nie chodzi o otwartość czy dojrzałość, nawet
        nie o pewność siebie - ale o inne spojrzenie na rzeczywistość.
Pełna wersja