Ile z nas to wegetarianki/weganki?

13.02.09, 18:06
Jak wyżej.
Wątek, mam nadzieję, nie tylko statystyczny, ale też nie chciałabym, żeby
składał się głównie z postów "a ja jem mięso" i przekonywania ;).
    • aadrianka nie jem mięsa od 18 roku życia 13.02.09, 18:18
      ale wegetarianką nie jestem - jem ryby i nabiał.
      Niczego bym w swojej diecie nie zmieniła:)
      • yaga7 ja od 17 chyba ;) 13.02.09, 18:22
        Przez długi czas nie jadłam też ryb, natomiast teraz rybki szamam od kilku lat i
        podejrzewam, że tak już zostanie.
    • martvica od 01.01.2000 :) 13.02.09, 18:42
      Miałam lat naście, jeszcze byłam nieletnia ;) Pamiętam że sobie zaplanowałam ze
      od początku roku, tak jak się rzuca papierosy i podejmuje decyzje o schudnięciu.
      Dzięki temu łatwiej mi liczyć ;)
      Wcześniej, w okolicach października, odstawiłam czerwone mięso, zostając przy
      rybach i drobiu.

      Szczerze mówiąc młoda wtedy byłam i głupia, i właściwie nie sądziłam że wytrwam.
      A pół roku później mięso zaczęło mi śmierdzieć, dzięki czemu z czystym sumieniem
      mogę używać jedynego argumentu przekonującego większość nawracających
      mięsożerców: nie jem, bo nie lubię ;)
      • yaga7 Re: od 01.01.2000 :) 13.02.09, 18:45
        > nie jem, bo nie lubię ;)

        To jest mój praktycznie jedyny argument na chwilę obecną :)
        Kiedyś miałam powody ideologiczne, ale mięsa nigdy nie lubiłam.
        • aadrianka Re: od 01.01.2000 :) 13.02.09, 19:16

          > > nie jem, bo nie lubię ;)
          >
          > To jest mój praktycznie jedyny argument na chwilę obecną :)
          > Kiedyś miałam powody ideologiczne, ale mięsa nigdy nie lubiłam.
          >

          Mam identycznie:) Prawdę mówiąc, zapach też mnie odrzuca:)
        • martvica Re: od 01.01.2000 :) 13.02.09, 22:02
          Przeszłam na wege, bo było mi żal zwierzątek; drugim powodem była nie do końca
          świadoma chęć wyróżnienia się z tłumu.

          Niestety samo 'nie lubię' nie wystarcza niektórym i zaraz stwierdzają że na
          pewno nigdy nie jadłam dobrze przyrządzonego, 'a ja robię schabik że palce
          lizać' i w takich przypadkach muszę dodawać że się brzydzę. Zgodnie z prawdą
          zresztą, brzydzę się. Mogę wziąć do ręki plasterek szynki albo nałożyć kotu na
          miskę zawartość puszki, ale jak raz usiłowałam z miłości pokroić facetowi surową
          pierś indyczą, to myślałam ze zwymiotuję ;)
    • the_mariska Eks-wegetarianka z pięcioletnim stażem :) 13.02.09, 20:26
      Przeszło mi samo, jak poszłam na studia :) Zaskakujące, że jako 14-
      latka spokojnie robiłam sobie sama czasem bardzo wymyślne obiady bo
      rodzina wyznawała zasadę "Chcesz wydziwiać - gotuj sobie sama", a
      teraz najzwyczajniej w świecie nie chce mi się nic gotować. Być może,
      jak kiedyś przestanę mieszkać w akademiku i przestanę być takim
      leniem skończonym to wrócę do niejedzenia mięsa (bo mnie całkiem
      dobrze służyło), na razie dopóki nie wynaleziono bezmięsnych kebabów
      i kurczaka po tajlandzku to się nie podejmuję bo bym chyba z głodu
      padła :) A jaka ja szczupła i zdrowa wtedy byłam, och ach! ;)
      • martvica Re: Eks-wegetarianka z pięcioletnim stażem :) 13.02.09, 22:03
        the_mariska napisała:
        >na razie dopóki nie wynaleziono bezmięsnych kebabów

        Falafele? Tylko jak dla mnie zawsze robią za słone :(
        • daslicht Re: Eks-wegetarianka z pięcioletnim stażem :) 13.02.09, 22:09
          No właśnie w knajpach jedzenie jest pioruńsko słone, zwłaszcza, że w
          domu w ogóle soli nie używam :(
          Nawet uwielbiany przeze mnie Green Way (są z Trójmiasta, więc znam
          ich od początku) zepsuł się, za dużo tłuszczu i soli, za mało
          warzyw. Już dawno nie byłam, a mam całkiem niedaleko.
          GW zainspirował mnie w ogóle do przyrządzenia w domu paru potraw,
          np. tort warzywny, pierożki ze szpinakiem, enchilades... różnych
          rzeczy próbowałam :)
          • martvica Re: Eks-wegetarianka z pięcioletnim stażem :) 13.02.09, 22:15
            Ja też bardzo mało solę. Zdarza mi się zeżreć kromkę chleba z masłem i solą, jak
            mam ochotę, ale normalnie nie używam.
            Rzadko jadam poza domem, na ogół pizza albo kombinowanie czegoś z dodatków, typu
            pizza albo frytki i zestaw surówek. Kiedyś często mi się zdarzał falafel albo
            'kebab wegetariański' (głupia nazwa), ale ceny poszły w górę aż nieprzyzwoicie.
          • madzioreck Re: Eks-wegetarianka z pięcioletnim stażem :) 13.02.09, 22:54
            Koleżanko Daslicht, tak se ne robi: narobić apetytu, a nie dać przepisów :> Ten
            torcik warzywny byś zarzuci
            78/120 - 70(32)JJ/70P
            • madzioreck Re: Eks-wegetarianka z pięcioletnim stażem :) 13.02.09, 23:42
              grr ucięło, miało być "byś zarzuciła"
            • daslicht Tort warzywny 14.02.09, 14:06
              Pieczesz cieniutkie naleśniki z grubej mąki lub tortille, lub
              bierzesz makaron lasagne (jak tam lubisz).
              Kolejne warstwy naleśników przekładasz warzywami (szpinak, marchew,
              pomidorki, papryka, kukurydza, oliwki, co tam chcesz). Jeśli jesz
              ser, możesz posypać na wierzchu.
              Pieczesz to cudo w szklanej brytfance i zjadasz :)
              • quleczka Re: Tort warzywny 14.02.09, 14:12
                o ile pamietam ten greenwayowy byl ze szpinakiem chyba ale moge sie mylic :)

                ogolnie zasada jest prosta tak jak podala daslicht - gora nalesnikow
                poprzekladana czym warzywnym i to zapieczone , moze byc z sosem pomidorowym i
                serem z wierzchu :)

                fajne, na jakies wieksze spotkania grupowe na przyklad :)
    • kotbert Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 13.02.09, 20:55
      Ja nie jem mięsa - ryby i nabiał jednak jem. Tak więc wegetarianka ze mnie wybrakowana. W dodatku początkująca - zobaczymy, czy wytrzymam.
    • daslicht Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 13.02.09, 21:06
      Nie jem mięsa od jakichś 15 lat (nie licze dokładnie) a wcześniej
      tylko wtedy, gdy mnie zmuszali. Jak nikt mi nie stał nad głową,
      mięcho szło dla psa albo gdzieś je wywalałam. A jak juz zmusili, to
      zdarzało się zwrócić.

      Ja w ogóle strasznie restrykcyjna jestem.
    • ederlezi1981 nie jadłam mięsa przez 6 lat 13.02.09, 21:26
      konkretnie od 16 roku życia- poczytałam trochę mądrych książek i przestałam jeść. Ryby i nabiał jadłam, zdarzyło mi się czasem cos poddjeść, ale generalnie nie jadłam. Poddziwiam moją śp. Babcię, która gotowała mi potrawy wegetariańskie z soi, kaszy, cukinii...
      Przeszło mi na czwartym roku studiów- w ogóle przeżywałam wtedy rózne kryzysy, do tego wyjechałam na semestr wymiany studenckiej bez grosza do Warszawy i wzglę dy czysto ekonomiczne zmusiły mnie do jedzenia mięsa.
      Obecnie jem mięso, i to w sporych ilościach, przede wszystkim wołowinę, ale mało wędlin- tanich nie lubię, na droższe mnie rzadko stać. I dobrze mi z tym. Ale bez mięsa potrafię sie długo obyć, bardzo często stołowałam się w GreeWay, póki nie zamknęli w Katowicach, często wpadam na obiad do Złotego Osła.
      • zarin Re: nie jadłam mięsa przez 6 lat 13.02.09, 22:34
        Złoty Osioł to genialne miejsce :). I ma najciekawszą toaletę, jaką w życiu
        widziałam, warto zwrócić uwagę.
        • ederlezi1981 "Złoty Osioł" 13.02.09, 23:57
          Atmosfera fajna, klimat jest, ale pewne rzeczy bym zmieniła- mam wrażenie, że kucharz obawia się używania przypraw- a przecież czosnek super komponje się z brokułami, oliwkami, szpinakiem, istieją zioła prowansalskie itd. a tak jedzenie jest dobre, nawet bardzo, ale np. poszczególne tarty mało się różnią.
          No i fatalna organizacja pracy- skoro i tak każdy pyta "co to jest" i na pewno istnieje jakaś skończona ilość dań, które sprzedają, cóz by im szkodziło porobiić karteczki z nazwami i składem...
          Jak jeszcze istniał GreenWay, miałam dylemat- za Osłem przemawiaął atmosfera i mozliwość napicia się piwa, ale w GW lepiej przyprawiali żarcie, było szybciej, no i bliżej miałam.
          • quleczka Re: "Złoty Osioł" 14.02.09, 00:31
            to fakt, karteczki moglby byc nawet jakby mieli je co rano pisac - ile to roboty :)

            z drugiej strony ja lubie wybierac pokazujac palcem i lubie to, ze trzeba sie
            popytac czasem, mila atmosfera jest przynajmniej :)
        • quleczka Re: nie jadłam mięsa przez 6 lat 14.02.09, 00:29
          ostatnio siedzialam w tej toalecie zdecydowanie dluzej niz powinnam :D

          za tydzien mamy malobiusciaste spotkanie w Katowicach...chyba znow sie do Osla
          przejde na obiadek przy okazji ;)

          choc teoretycznie ostatnio mam luksus bo mi w moim miescie drugiego otworzyli :)))
    • heidowata 0d 1,5 roku wegetarianka 13.02.09, 21:33
      Nie jem ryb, nigdy ich nie lubiłam, poza tym to też zwierzęta.
      Dawno już odstawiłam czerwone mięso, na pół roku przed ostatecznym
      przejściem na wegetarianizm tolerowałam tylko drób.
    • plecha1 Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 13.02.09, 22:47
      Jem ryby i nabiał, przez jakiś czas ryb nie jadłam. Przestałam jeść mięso i drób
      jakoś sześć-siedem lat temu.
    • lavaenn Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 13.02.09, 23:10
      Nigdy mi specjalnie mięso nie smakowało, od kiedy sama sobie gotuję
      to jem 1-2 razy w miesiącu i to pierś z kurczaka. Wędliny, kiełbasy,
      wieprzowego nie tykam od zawsze, inna sprawa że u mnie w domu jadło
      się głównie drób, ryby i dużo dań bezmięsnych.
      Ale ideologii żadnej do tego nie dorabiam - po prostu mi nie
      smakuje :)
    • po.rzeczka Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 13.02.09, 23:37
      14 lat temu przestałam jeść mięso, oprócz ryb.Tak było 10 lat,a teraz czasem mi
      się zdarza,ale rzadko i prawie nigdy w domu.Pozwalam sobie na
      grillach,ogniskach,uroczystościach,głównie na drób,bo zaczęłam czuć taką potrzebę.
    • nikusz Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 13.02.09, 23:42
      przez wiele lat wegetarianka, obecnie peskatarianka ;)
    • bajgla Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 00:09
      Od 19 roku życia nie jem mięsa, ale jem ryby i nabiał.
      Mięsa nigdy nie lubiłam i nie tęsknie.
      Względów ideologicznych nie posiadam, nie nawracam, ale i tak co rusz natykam się na jakiegoś przekonywcza, że ten schabik taki dobry, bleee...
    • mankencja Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 00:23
      wlasciwie to chyba semiwegetarianka, bo jem ryby

      nie z przekonan, ale ze wzgledow czysto smakowych - miesa nie lubie
      po prostu. przestalam je jesc dwa lata temu i bardzo mi z tym dobrze
    • dziwna_dziewczyna Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 01:16
      Zostałam wegetarianką nim skończyłam 14 lat. Ale od dziecka mnie od mięsa odrzucało i odmawiałam przyjmowania ;)
      I możecie mnie zjeść, ale eliminacja z jadłospisu mięsa czerwonego to dla mnie żaden wegetarianizm. Ryba czy kurczak też człowiek ;) Nie można być wegetarianinem i szamać ryby albo okazjonalnie zjeść coś mięsnego na mieście. Tak samo jak nie można być okazjonalnie pijącym abstynentem. Jest się, albo się nie jest.
      I jak już się rozpisuję, to do końca. Niemiłosiernie, ekhem, denerwuje mnie ludzka hipokryzja. Konik śliczny, a krówka to na grill. Króliczek miniaturka w klatce, a kuzyn w niedziele na obiad. Zachwyt kurczaczkami na kartkach wielkanocnych, na śniadanie pasztet z kurcząt... Autentycznie nie rozumiem takiego wartościowania zwierząt. No ale. Nie muszę. 'Mam czyściutkie sumienie i bilet pewny do nieba bram' :D
      • pierwszalitera Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 02:05
        dziwna_dziewczyna napisała:

        Niemiłosiernie, ekhem, denerwuje mnie lud
        > zka hipokryzja. Konik śliczny, a krówka to na grill. Króliczek miniaturka w kla
        > tce, a kuzyn w niedziele na obiad. Zachwyt kurczaczkami na kartkach wielkanocny
        > ch, na śniadanie pasztet z kurcząt... Autentycznie nie rozumiem takiego wartośc
        > iowania zwierząt. No ale. Nie muszę. 'Mam czyściutkie sumienie i bilet pewny do
        > nieba bram' :D

        Ha, ha, ha, jakbym słyszała samą siebie sprzed wielu lat. Byłam taką ideologiczną wegetarianką na studiach. Nie było to specjalnie trudne, na niemieckich uniwersyteckich stołówkach zawsze była potrawa dla "ekologicznych". Zwykle wariacja na temat soi. Ta faza trwała u mnie kilka dobrych lat i chociaż odżywiałam się dobrze, białko roślinne zastępowałam ślicznie białkiem roślinnym, to kiedyś tam zaczęłam się niedobrze czuć. Jakoś tak słabo, bez energii i trochę depresyjnie. I czegoś mi wyraźnie brakowało. W końcu się złamałam i zaczęłam jadać mięso. Lepiej mi jednak służy. Ale z wegetarianizmu zostało mi inne spojrzenie na jedzenie. Staram się kupować mięso od "szczęśliwych" zwierząt, tzn. z ekologicznych hodowli, jem go wcale nie tak dużo i znam miliony przeróżnych przepisów na warzywa z najróżniejszych części świata. Ale do diety bezmięsnej już nie wrócę. No i uwielbiam ryby, zwłaszcza śledzie w każdej postaci, a to niestety nie zgadza się z ideą wegetarianizmu. Gdzieś tam w środku podziwiam jednak ciągle taką ideologiczną postawę. :-)
        • lukrecjabo Właśnie... 14.02.09, 10:44
          taka postawa bardzo mi się podoba, tym bardziej, że kocham zwierzęta. Ale
          niżej/wyżej (zależnie od ustawień forum) napisałam, że nie mogę się bez mięsa po
          prostu obejść. Może jestem właśnie taką hipokrytką :D
      • yaga7 Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 06:58
        Ja się zgadzam, że ryba też człowiek ;)

        Dlatego jak mnie ktoś na żywo pytam, to mówię, że owszem wegetarianką byłam
        przez lata, teraz mięsa nie jem (absolutnie w ogóle), ale ryby szamam.

        Natomiast kiedyś miałam bardziej ideologiczne podejście, chciałam jeszcze
        wszystkie skórzane rzeczy wyelimować, udzielałam się w organizacjach eko, nawet
        pod rzeźnią protestowałam.

        A hipokryzji też nie lubię.
      • plecha1 Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 09:31
        Często uproszczenie. Ja też mówię, że jestem wegeterianką, gdy ktoś mnie o to
        pyta, bo nie chce mi się tłumaczyć, że nie, czerwonego mięsa i drobiu nie jem,
        ale ryby tak. Jeśli kogoś będzie to interesowało, to wtedy doprecyzuję.

        I powodów ideologicznych nie rozumiem. Znam wybitnie mięsożerne osoby i nie
        widzę sensu w tym, żeby w imię nie wiadomo czego się samoudręczały. Poza tym
        jeśli organizm wysyła im sygnały, że chce mięsa, to znaczy, że ono jest im
        potrzebne i rezygnacja z niego na siłę prawdopodobnie odbiłaby się im na zdrowiu.
        • martvica Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 11:33
          plecha1 napisała:

          > Często uproszczenie.

          Jest to drażniące uproszczenie które komplikuje mi życie ;) już dwa razy mi się
          zdarzyło że ktoś zrobił specjalnie dla mnie 'wegetariańską' potrawę z
          tuńczykiem, bo przecież wegetarianie jedzą ryby. Raz zapytałam w restauracji o
          wegetariańskie potrawy i dowiedziałam się że owszem, mają pstrąga.
          Nie mam nic do osób które rezygnują z czerwonego mięsa, a z ryb nie, ale błagam,
          nie nazywajcie tego wegetarianizmem :)
          • zarin Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 13:02
            Do kwestii ryb już się zdążyłam przyzwyczaić. Ale co lepsze, przykładowo w barze
            mlecznym Górnik w Krakowie na liście dań wegetariańskich mają kaszankę ;d.
            • quleczka Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 14:14
              boskie :D

              mnie zawsze bawily "wegetarianskie" pierogi ruskie w wielu miejscach...polane
              smalcem ze skwarkami :)
        • dziwna_dziewczyna Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 13:36
          Częste uproszczenie spowodowało, że na weselu własnego brata miałam zestaw sałatek z krewetek, rybki w galarecie i grilowanego pstrąga w warzywach tylko dla siebie ;)
          Ja za to nie rozumiem powodów smakowych. Dla mnie to po prostu coś głębszego. No ale ja też nie kupuje niczego ze skóry, a jeśli w domu jest mięso czy nabiał, to najchęściej właśnie ze 'szęśliwych hodowli'. Warzywa też w większości mam własne, co wyrośnie to jem.
          I ja nikogo nie zachęcam do samoudręczania się, ani nie potępiam. Tylko nigdy mi nie grało takie 'Zobacz jaka śliczna krówka. A teraz aaam'
          No i mój organizm to nie wróg, żeby się domagać czegoś, czego nie przełknę. Jak brałam pzez miesiąc żelazo to mi skoczyło 2 razy ponad normę, biorąc pod uwagę górną granicę...
          • yaga7 Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 13:55
            Często na imprezach tego typu ja nie mówię, że nie jem mięsa, tylko po prostu
            nie jem mięsa - w sensie kotleta udostępniam innym, a sama szamam surówki. I
            jest git.

            A w sprawie powodów smakowych to nie ma czego rozumieć. Po prostu tak jak
            niektórzy nie jedzą owsianki czy szpinaku, bo im nie smakuje, tak są osoby,
            które nie jedzą mięsa, bo im nie smakuje. Tu nie ma nic do rozumienia, tak jest
            i tyle :)

            Ja kiedyś miałam etap ideologiczny w swoim życiu, starałam się nie kupować
            niczego ze skóry, byłam członkiem organizacji ekologicznych, protestowałam przed
            rzeźniami, takie tam ;)
            Ale potem kwestie ideologiczne przeszły, ale nielubienie mięcha dalej zostało.
            • martvica Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 14:00
              yaga7 napisała:

              > Często na imprezach tego typu ja nie mówię, że nie jem mięsa, tylko po prostu
              > nie jem mięsa - w sensie kotleta udostępniam innym, a sama szamam surówki. I
              > jest git.

              Nie zawsze się da tak :)
              Chociaż ostatnio byłam bardzo z siebie dumna, przeżyłam tradycyjne wiejskie
              wesele opchana po uszy :D Ale siedziałam przy stoliku z luzackimi znajomymi i
              mogłam się wymieniać do woli (a przerobienie makaronu rosołowego na sałatkę
              uważam za mistrzostwo świata ;))
              • yaga7 Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 14:13
                Eeee, zawsze się da ;)

                Raz chodziłam tylko głodna, jak byłam na nartach we Włoszech w takim średnim
                pensjonacie i było do wyboru mięso, albo brak mięsa, czyli ośmiornice, krewetki
                i insze. No to zapijałam piwem, było ok ;)
                Ale na imprezach weselnopodobnych generalnie nie odczuwam problemu. Może też
                dlatego, że ja pasjami lubię słodycze i wystarczy mi podstawić talerz ciastek i
                jestem hepi :D
                • martvica Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 14:20
                  Mnie się zdarzyło wesele, gdzie było kilkoro wegetarian, a przejęto się nimi
                  głównie dlatego że brat panny młodej mięsa nie jada i naciskał w tej sprawie ;)
                  Okazało się że jest z frakcji rybożernej, w związku z tym zgadnijcie co dostałam
                  zamiast schabowego ;)
                  Na szczęście zamiast jeszcze czegoś innego dostałam grillowanego oscypka, więc
                  nie skończyło się na samych ziemniakach :)
                  • yaga7 Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 14:26
                    Lol.

                    Ja na swoim weselu nawet sie nie zainteresowałam, czy ktoś oprócz mnie nie je
                    mięsa - wredna byłam ;)
                    • zarin Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 15:19
                      Mnie najbardziej dobija taki szantaż emocjonalny i stawianie pod ścianą, typu
                      ktoś coś ugotował "specjalnie dla mnie" i to takie wspaniałe - najczęściej
                      właśnie ryba albo zupa na kościach, galaretki, etc.
              • daslicht Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 17:21
                A u mnie przed studniówką zrobili ankiete po klasach ile osób mięsa
                nie je - szkoła była "klimatyczna" i mnóstwo uczniów było wega :)
                • martvica Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 17:28
                  Na studniówce jadłam jarmuż dekorujący talerze. To była _jedyna_ jadalna rzecz.
                • aadrianka Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 17:53
                  W mojej klasie maturalnej niemięsożernych było 6 osób, czyli 1/5
                  klasy. Mieliśmy specjalne menu, chociaż już nie pamiętam, co to było.
            • dziwna_dziewczyna Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 15:59
              To że ktoś może nie lubić smaku mięsa czy ryb rozumiem. Tylko że taka osoba to jarosz, wegetarianizm to nie tylko dieta ale jakaś ideologia do tego. I wydaje mi się, że zapominając o takim określeniu jak 'jarosz' dochodzi do krzywych spojrzeń. Jaroszy, bo nie chce im się tysięczny raz tłumaczyć że po prostu nie jedzą mięsa, i niektórych wegetarian bo dla nich to coś ponad dietę.
              Ale wiadomo, nie będę z nikim wychodzić na ubitą ziemię albo na gołe klaty ( no chyba żeby zamienić się stanikiem ;)) bo nazwał mnie jaroszem, albo siebie wegetarianinem :)
              • yaga7 Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 16:04
                A to to rozumiem :)
                Sama tłumaczę różnicę między byciem jaroszem - jak ja teraz, a wegetarianinem -
                jak ja kiedyś, jeżeli widzę, że ktoś myśli i ma ochotę pogadać na serio i nie
                wyjedzie z tekstem, że marchewka to też ma duszę ;)
              • turzyca Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 17.02.09, 19:37
                To w takim razie ja jestem jaroszka. W sumie podoba mi sie takie rozroznienie
                niejedzacych miesa w zaleznosci od tego, czy robia to z powodow ideologicznych,
                czy nie. Pozwala uniknac sporej ilosci nieporozumien.
                Tylko ciekawe, jak to przeprowadzic w innych jezykach, po angielsku czy niemiecku...
        • turzyca Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 15.02.09, 23:27
          plecha1 napisała:

          > Często uproszczenie. Ja też mówię, że jestem wegeterianką, gdy ktoś mnie o to
          > pyta, bo nie chce mi się tłumaczyć, że nie, czerwonego mięsa i drobiu nie jem,
          > ale ryby tak.

          To mow, ze jestes ichtio-wegetarianka. :) A jak ktos sie bedzie dziwil, to wtedy
          bedziesz precyzowac, ze odmiennie od normalnych wegetarian jesz ryby.
          • pana.cotta Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 16.02.09, 02:30
            słabe uproszczenie ;) ostatecznie nagada sie tyle samo.

            zreszta jak ja powiem, ze jestem wegetarianka, to zazwyczaj zaskoczeniem jest
            jak odmawiam ryby (ryba to nie mieso przeciez, bo mozna w piatki (post) jesc ;) )
            • pierwszalitera Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 16.02.09, 10:59
              pana.cotta napisała:

              ryba to nie mieso przeciez, bo mozna w piatki (post) jesc ;)
              > )

              Pewno. ;-) Dlatego kiedyś w posty jadano też namiętnie mięso bobra, na czym populacje tego zwierzątka w całej chrześcijańskiej Europie bardzo ucierpiały. Tłumaczono to tym, że bobry żyją w wodzie, czyli coś takiego jak ryba. ;-)


      • madzioreck Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 15.02.09, 17:51
        dziwna_dziewczyna napisała:

        > I jak już się rozpisuję, to do końca. Niemiłosiernie, ekhem, denerwuje mnie
        ludzka hipokryzja. Konik śliczny, a krówka to na grill.

        No to jestem hipokrytką, cóż. Krówka i świnka i śliczne, i smaczne.
      • plica Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 17.02.09, 21:11
        > I możecie mnie zjeść, ale eliminacja z jadłospisu mięsa czerwonego to dla mnie
        > żaden wegetarianizm. Ryba czy kurczak też człowiek ;) Nie można być wegetariani
        > nem i szamać ryby albo okazjonalnie zjeść coś mięsnego na mieście. Tak samo jak
        > nie można być okazjonalnie pijącym abstynentem. Jest się, albo się nie jest.
        > I jak już się rozpisuję, to do końca. Niemiłosiernie, ekhem, denerwuje mnie lud
        > zka hipokryzja. Konik śliczny, a krówka to na grill. Króliczek miniaturka w kla
        > tce, a kuzyn w niedziele na obiad. Zachwyt kurczaczkami na kartkach wielkanocny
        > ch, na śniadanie pasztet z kurcząt... Autentycznie nie rozumiem takiego wartośc
        > iowania zwierząt. No ale. Nie muszę. 'Mam czyściutkie sumienie i bilet pewny do
        > nieba bram' :D

        o. i to mi sie podoba. chociaz calkiem niezgodne ze mna (raczej zjem kazde zwierze z wyjatkiem kotowatych, ale to osobne krolestwo - ludzie, zwierzeta, rosliny, koty )to gratuluje konsekwencji
    • pana.cotta Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 01:36
      nie jem miesa (zadnego) od ok 6 lat (nie pamietam dokladnie, ale mniej wiecej od
      13 roku zycia, teraz mam 19).
      nawalczylam sie o to ostro. nasluchalam sie, ze nie uroslam przez to (co z tego,
      ze zadna kobieta w mojej rodzinie nie ma powyzej 165cm, ja i moje 162cm to wina
      wegetarianizmu). do dzis slucham czy nie chce szyneczki, a wszyscy z niemal
      zapartym tchem czekaja az zajde w ciaze 'bo wtedy zmadrzeje' ;)
      powody byly glownie ideologiczne (potem doszly inne w miare doksztalcania sie),
      do 11 roku zycia moglam jesc samo mieso (chociaz warzywa zawsze lubilam dzieki
      mojej mamie, co nie zmienia faktu ze dziadkowie karmili mnie glownie kotletami i
      kielbasa). potem to sie troche zmienilo, ale nie bylo tak, ze odstawialam mieso
      stopniowo.
      przestalam z dnia na dzien.
      jem nabial i jajka.

      na miescie jest kiepsko sie zywic, bez watpienia mam mniejszy wybor, ale jakos
      mi to nie przeszkadza. wlasciwie malo jem na miescie, nie przepadam. kebab moge
      zjesc z fetą zamiast miesa :)
      latem nie gotuje, wrzucam fasole/ciecierzyce/jajka/ser/itp, jakas salate i inne
      warzywa, przyprawy, orzechy/pestki, oliwe i juz mam jeden poslek z glowy ;)
      jesienia i zima jednak robie cieple dania ale nie sa czasochlonne :)
      robie regularnie badania krwi.

      czuje sie dobrze i wyniki badan mam dobre, ale kilka osob mi mowilo, ze to nie
      jest dobra dieta dla moich oczu. jestem wczesniakiem i mam wade wzroku
      (konsekwencja 'wczesniactwa').
      ktos cos wie na ten temat?
      • daslicht Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 02:39
        Hehehe, też się nasłuchałam :) Że nie urosnę (182), dostanę anemii
        (chodzę krew oddawać) i innych niedoborów (mam wyniki badań jak z
        podręcznika)... i w końcu mam święty spokój :)

        Ale ja się mięsem nie opychałam nigdy, nawet w przedszkolu się
        wymieniałam z kolegami na surówki, których oni nie cierpieli. Dali
        mi w końcu spokój z mięsem, miałam jeść raz w tygodniu rybę, która
        jest obrzydliwa w smaku, gorsza od mięsa i każdy piątek to był krzyk
        i płacz... w końcu rybę podrzucałam szczęśliwemu psu/kotu :)

        BARDZO często ludzie się pytają co w takim razie jem... póki nie
        zaczełam sie zajmowac dietetyką, nie wiedziałam o co im chodzi,
        przecież jedzenia jest mnóstwo... Zobaczyłam, czym wielu ludzi się
        żywi - mnóstwo chleba, przesolonych ziemniaków, mięsa, sosów,
        kluch... a warzyw jak na lekarstwo. U mnie w domu jednak warzyw i
        owoców się je dużo, chleb zawsze ciemny, nie znajdziesz za to sosów,
        keczupu, zupek chińskich, napojów gazowanych i wielu innych świństw.

        Spotkałam się z koleżanką, która odchudzała się po wypadku (parę
        miesiecy się nie ruszała) i powiedziała mi, że nie wiedziała, że
        istnieje tyle warzyw i potraw z nich. Przy okazji cała jej rodzina
        przeszła na zdrowszą żywność i wyszło im to na dobre.
        • schaetzchen Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 09:02
          Mam za sobą kilka lat wegetarianizmu, teraz jem ryby i owoce morza, a czasem zdarza się wołowina. U mnie w domu zawsze jadło się "zdrowo" (nie wiem skąd mama miała pomysły na różne takie jedzenia za prl...), mięso przestałam jeść po tym, jak pojawiły się kurczaki śmierdzące rybą. Każde mięso mi śmierdziało... No i jakoś nie miałam ochoty jeść zwierząt (nie bardzo dlatego że to nasi bracia, czy coś w tym stylu - jakoś zaczęło mnie brzydzic jedzenie czyjegoś ciała) i trzeci argument - zdrowotny.
          A do mięsa wróciłam bo nabrałam ochoty na jakieś zwierzątko od czasu do czasu. I - paradoksalnie - teraz ciągnie mnie do wege z przyczyn "ideologicznych", może to wpływ książki "Farba znaczy krew". Co ciekawe, zawsze znałam te argumenty, nigdy nie chciałam przykładać ręki do cierpienia zwierząt, ale dopiero teraz bardziej mnie to uwiera. Bo mój poprzedni wegetarianizm wynikał jak napisałam głównie ze względów smakowych.
        • martvica Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 11:43
          daslicht napisała:

          > Hehehe, też się nasłuchałam :) Że nie urosnę (182), dostanę anemii
          > (chodzę krew oddawać) i innych niedoborów (mam wyniki badań jak z
          > podręcznika)...

          Też się dowiedziałam że jestem taka mała bo nie jem mięsa, zawsze oświadczam że
          zaczęłam miesiączkować jak miałam lat 11, przestałam rosnąć koło 13 pewnie, a
          rzuciłam mięso jak miałam 17 i skąd moje ciało miało to wiedzieć wcześniej ;)
          Wyniki badań krwi warto nosić ze sobą.
          Rozwaliła mnie znajoma ze studiów tekstem 'nie jesz mięsa? Już jesteś
          bezpłodna!' a moją siostrę, wegetariankę od 16 roku życia i matkę dwójki dzieci
          rozwaliło to jeszcze bardziej. Kurde, oszczędziłabym na tabletkach
          antypomysłowych gdyby to działało w ten sposób ;)

          > BARDZO często ludzie się pytają co w takim razie jem... póki nie
          > zaczełam sie zajmowac dietetyką, nie wiedziałam o co im chodzi,
          > przecież jedzenia jest mnóstwo...

          Zawsze mnie zatyka to pytanie, chyba sobie zrobię listę produktów i będę
          pokazywać :P
          A inna moja koleżanka z roku (ogrodnictwo, specjalność: warzywnictwo) na
          ostatnim roku studiów nie wiedziała jak wygląda kapusta pekińska...
        • pana.cotta Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 15.02.09, 17:35
          mam przyjaciółke dokładnie twojego wzrostu, nie je miesa od 7 roku zycia ;-)

          wlasnie, ja zawsze lubilam surowki itd, a kiedy przestalam jesc mieso
          najbardziej poparl mnie moj ojciec, ktory interesował sie zdrowszym sposobem
          odzywiania.
          zdarzaja mi sie jakies wpadki zywieniowe: slodycze (rzadko, generalnie nic nie
          slodze, sole tez malo i nie wszystko) czy fast food (czyli glownie kebab wege,
          pizza i green way, ktory juz jest mocno jak fast food), ale generalnie pilnuje
          tego co jem.
          jak wychodze z rodzina gdzies i babcia oddajemi surowki, a sama je
          mieso+ziemniaki to jestem przerazona.
          nie tym, ze je zwloki, bo to zupelnie nie moja sprawa, tylko tym jakie to jest
          destrukcyjne dla organizmu.
    • lukrecjabo Chciałabym być wegetarianką/weganką, ale... 14.02.09, 10:41
      ja kocham mięso. Jak sobie pomyślę o pyszniutkich roladkach do klusek śląskich,
      czy o cienkiej (w miarę chudej, o ile taka może istnieć:) )kiełbasie to zaraz mi
      to chcenie bycia w/w przechodzi:D
      Wiem, że warzywa są zdrowe, wiem, że można się w diecie obejść bez mięs, ale ja
      po prostu nie potrafię. Co poradzę, że tak lubię mięsne potrawy?
      Zaznaczam, że mogę jeść samo mięso, bez makaronów, ziemniaków i innych.
      • quleczka Re: Chciałabym być wegetarianką/weganką, ale... 14.02.09, 11:54
        > Wiem, że warzywa są zdrowe

        przypominam, ze nic nie stoi na przeszkodzie by jesc duza ilosc warzyw plus
        mieso na pewno lepsze to niz mieso plus zieminiaki/kluski

        po co sie masz obywac bez miesa, ktore lubisz? nic na sile :)

        • madzioreck Re: Chciałabym być wegetarianką/weganką, ale... 14.02.09, 16:42
          quleczka napisała:

          > przypominam, ze nic nie stoi na przeszkodzie by jesc duza ilosc warzyw plus
          > mieso na pewno lepsze to niz mieso plus zieminiaki/kluski

          Quleczko, a ziemniak to nie warzywo? ;P
          • martvica Re: Chciałabym być wegetarianką/weganką, ale... 14.02.09, 17:26
            Nie, to roślina... Kurde, nigdy nie pamiętam. Ale o ziemniakach nie miałam na
            warzywnictwie, tylko na takim przedmiocie gdzie było również o zbożach. Chyba
            się to nazywało 'Uprawa roślin rolniczych', ale nie mam pewności.
            Z ogrodniczego punktu widzenia jako warzywo traktuje się wyłącznie ziemniaki
            wczesne. Nie pytajcie mnie dlaczego ;)
          • quleczka Re: Chciałabym być wegetarianką/weganką, ale... 14.02.09, 18:16
            ok :p

            chyba i tak kazdy wie o co mi chodzilo :)

            ze jak sie uwaza, ze warzywa sa zdrowe i chce sie jesc jak najbardziej wege...to
            lepiej zjesc kotlet z jakas dobra i zdrowa salatka niz z kluskami/ziemniakami :)

            ps ostatnio mialam dyskusje z kolega czy pomidor to owoc :D
      • pana.cotta Re: Chciałabym być wegetarianką/weganką, ale... 15.02.09, 17:40
        mam jedna kolezanke, uwilbiala mieso i czasami siedzi i gada, ze by zjadla
        kurczaka ale nie zje, bo jej sumienie nie pozwala.
        podziwiam, tak niesamowicie silna wole :)
    • elrosa Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 14.02.09, 19:40
      Hm, to się przyznam - nie bijcie - jestem zdecydowany mięsożer. Smakuje mi i tyle :) Różne surówki i warzywka też wprawdzie lubię, ale tylko jako dodatek, swego rodzaju "zapychacz".
      I - dokładnie odwrotnie niż dziewczyny wegetarianki - często słyszę, że jestem obrzydliwym potworem, bo jak mogę jeść mięso, przeze mnie giną zwierzątka... uch. Gdyby tak wszyscy ograniczyli się do wyrażania swoich opinii (co, jak widzę, udało nam się tutaj), zamiast podkreślania na każdym kroku, że to ich upodobania kulinarne są jedynymi słusznymi (niezależnie od tego, czy jest się mięsożercą, wegetarianinem, weganinem czy zgoła frutarianinem zjadającym tylko owoce, które same mu z drzewa spadną), byłoby stanowczo milej ;)
    • pana.cotta Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 15.02.09, 17:39
      w ogole to wkurza mnie strasznie taka postawa 'nie jem miesa, wiec jestem
      lepsza/lepszy). mialam taka kolezanke, co siedziala i do wszystkich co mieli
      kanapki z jakas wedlina gadala 'fuujjj jak ty mozesz jesc ta paaadlineee'*.
      nie moja sprawa co kto je, cala moja rodzina je mieso, moj chlopak i wiekszosc
      znajomych tez. poki oni sie nie czepiaja mnie ja sie nie czepiam ich. chyba, ze
      ktos m zacznie moralizowac ;))

      *potem sama wsuwala pod lawka kanapki z indykiem,ah ta hipokryzja ;)
    • madzioreck Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 15.02.09, 17:47
      U mnie to jest tak, ze jak jest mięso - to zjem, jak nie ma - to nawet mi nie
      brakuje za bardzo.
    • the_mariska Apropos zdrowia jeszcze... 15.02.09, 23:56
      Gdy byłam wegetarianką, żywiłam się chyba najzdrowiej w życiu.
      Surówki, ciemne pieczywo, mało tłuszczów, zero fast-foodów, marzenie
      po prostu. (Teraz jestem na studenckiej diecie pt. Nawet śmiecie -
      wszystko zjecie.) Wyniki krwi zawsze miałam sporo poniżej normy
      (około 3,8mln erytrocytów na ml), do tej pory się w normę nie łapię.
      Rodzina była swięcie przekonana, że to z powodu mojego
      wegetarianizmu, aż matce nie wyszły identyczne ;)

      Zauważyłam natomiast inną niepokojącą rzecz: swojego czasu miałam
      dziwną tendencję do mdlenia w najmniej oczekiwanym momencie. Duszna
      sala gimnastyczna, dyskoteka, kościół, cyk, mnie nie ma. Hitem było,
      kiedy zemdlałam w czasie występu z chórem stojąc w pierwszym rzędzie
      :))))) No i właśnie - od kiedy zaczęłam z powrotem jeść mięso, to
      wyniki krwi mam dalej beznadziejne, ale już praktycznie nie mdleję,
      nawet w strasznie ciasnych i dusznych salach wykładowych. Czy to może
      mieć jakiś związek? A może po prostu brakowało mi jakiegoś składnika,
      który w mięsie naturalnie występuje, a wegetarianie, żeby go zdobyć,
      muszą się trochę nakombinować? ;)
      • scarlet_agta Re: Apropos zdrowia jeszcze... 16.02.09, 00:06
        Marisko, to mogło być związane z wiekiem ;) Słyszałam kiedyś teorię, że
        nastolatkom zdarza się mdleć, gdyż serce rośnie wolniej niż reszta organizmu i
        ... (tu było jakieś mądre wyjaśnienie, którego już nie pamiętam).
        • the_mariska Re: Apropos zdrowia jeszcze... 16.02.09, 00:09
          Hmmm, coś w tym może być, bo w wieku licealnym ciśnienie miałam
          koszmarrrnie niskie, teraz jest już po prostu tylko niskie :) Muszę
          to przemyśleć ;)
      • pierwszalitera Re: Apropos zdrowia jeszcze... 16.02.09, 00:53
        W twoim przypadku trudno powiedzieć, bo coś takiego jest naprawdę
        skomplikowane. Wiadomo, że wegetarianie muszą dbać o dostateczną
        liczbę białka, a szczególnie o właściwą kombinację aminokwasów. Do
        tego dochodzą też pewne witaminy, jak na przykład B12. Ale je myślę,
        że każdy, kto rezygnuje całkowicie z mięsa i ryb, informuje się
        troszkę na ten temat i tak trudne to znowu nie jest.
        Chciałabym jednak rozwiać tu pewien mit, że jakoby wegetarianie
        odżywiali się zdrowiej od mięsożernych. Mięso nie jest zagrożeniem
        dla ludzkiego zdrowia. Przez naturę jesteśmy stworzeni jako istoty
        wszystkożerne i potrafiące dopasować odżywianie do warunków prawie
        każdego otoczenia. Istnieją, albo istniały, całe grupy etniczne
        odżywiające się dużymi ilościami mięsa i zwierzęcych tłuszczów.
        Najlepsze przykłady to Eskomosi w Grenlandii i Masaje w Afryce.
        Chorób cywililzacyjnych nie znały. Więc raczej nie możemy
        oczekiwać, że tylko wyklucznie mięsa uczyni nas zdrowszymi. To, że
        wegetarianie faktycznie są często zdrowsi, wynika raczej z ich
        bardziej świadomego stylu życia. Wegetarianie zwracają po prostu
        bardziej uwagę na to co jedzą, jak żyją, ruszają się też zwykle
        więcej, konsumują mniej używek i trucizn itp. Rezygnacja z białka
        zwierzącego może mieć jednak też efekty mniej pozytywne.
        Antroplogowie wiedzą na przykład, że cywilizacje, które przeszły z
        odżywiania mięsożernego na roślinne z pokolenia na pokolonia stawały
        się trochę niższe i wątlejsze, a jeżeli ludzie mieli do wyboru, to
        preferowali zawsze mięso. Tradycyjne kuchnie wegetariańskie mają
        sposoby, by uzupełnić pewnie braki i dlatego wzorowanie się na
        kuchniach azjatyckich, w których jest sporo soi i roślin
        strączkowych (soczewica) jest dla dzieisjszych wegetarian całkiem
        dobrym pomysłem. Nie jestem przeciwniczką wegetarianizmu, sama żyłam
        tak kilka lat. Nie uważam jednak, że wegetarianizm sam w sobie jest
        czymś zdrowszym, a przy ta zwanym wegeterianiźmie budyniowym, czyli
        tylko wyrzuceniu mięsa i ryb z naszego konwencjonalnego jadłospisu,
        może być nawet na dłuższą metę niekorzystny. Tylko warzywami nie
        uzupełnimy ważnych aminokwasów i witamin, a produkty mleczne nie są
        pełnowartościowe. Naturalnie, w młodym wieku nie zabaczymy tak
        szybko negatywnych efektów źle zrozumianego wegetarianizmu, bo nasze
        organizmy dają sobie długo wiele ze sobą robić, ale każdemu, kto
        stale "nie lubi mięsa" i zamienia się z koleżanką na deser, czy
        surówkę, radzę poczytać coś na ten temat i kupić sobie jakąś
        wegetariańską książkę kucharską. Wasza tkanka mięśniowa kiedyś wam
        podziękuje. Acha, całkiem nowe badania stylów odżywiania prowadzone
        w Niemczech pokazały, że młodzież kierująca się wegetariańską modą,
        ma statystycznie wyższą wagę od "normalnych", ze względu na
        tendencję uzupełniania jadłospisu większą ilością słodyczy. A od
        pewnego czasu wiadomo jest, że nie tyje się aż tak strasznie od
        (zwierzęcych) tłuszczów, tylko raczej od nadmiaru węglowodanów.
        Warto to też u siebie przemyśleć. :-)
        • zarin Re: Apropos zdrowia jeszcze... 16.02.09, 15:07
          Jak dla mnie - wprowadzanie ludzi w błąd. Przecież tyle się mówi, że współczesne
          społeczeństwa są przebiałczone, że statystyczny Europejczyk przyjmuje 500-1000%
          normy białka dziennie, etc. Białko to naprawdę najmniejszy problem, trzeba by
          się bardzo postarać, żeby przyjmować go za mało, należałoby raczej bać się
          nadmiaru. Zresztą, sama podajesz swój przykład - troszczyłaś się o to
          nieszczęsne białko, a mimo to pojawiły się problemy zdrowotne - ewidentnie
          widać, że problem tkwił gdzie indziej.
          Pełnowartościowe i niepełnowartościowe białko to jest mit, nie chce mi się
          wierzyć, kiedy to słyszę. Mięso, owszem, zawiera wszystkie 8 aminokwasów
          egzogennych, ale 3 z nich w niedoborze (metionina, tryptofan i walina). Z
          produktów pochodzenia zwierzęcego wszystkie 8 w odpowiednich proporcjach mają
          mleko i jajka, ale to też nie oznacza, że są niezbędne - niewiele gorzej
          przyswajalne białko mają chociażby owoce.

          O czym trzeba pamiętać na diecie wegetariańskiej (jak na każdej, zresztą, ale
          często się o tym zapomina): trzeba zadbać o B12 (to nieprawda, że to problem
          wegan), tłuszcze niewielonienasycone - omega-3: należy spożywać codziennie 2-3
          łyżki świeżo zmielonego (koniecznie!) siemienia lnianego niepoddanego żadnej
          obróbce termicznej i ograniczyć spożycie omega-6, aby proporcje się wyrównały;
          selen (np. orzechy brazylijskie, w niewielkich ilościach); nie należy, wbrew
          pozorom, przesadzać z nabiałem, zwłaszcza nieprzetworzonym mlekiem; soja nie
          może być podstawą diety - nie należy jej jeść częściej niż 2 razy w tygodniu
          (zresztą żadna monodieta nie jest dobra); jak przy każdym sposobie odżywiania,
          należy unikać produktów rafinowanych czy kofeiny; trzeba pamiętać o tym, jakie
          witaminy i minerały ułatwiają/utrudniają wchłanianie innych, jeśli ma się z
          czymś problemy, niedobory.
          Piszę akurat o tym, bo większość osób dba np. o żelazo czy cynk.
          • pierwszalitera Re: Apropos zdrowia jeszcze... 16.02.09, 21:04
            zarin napisała:

            > Jak dla mnie - wprowadzanie ludzi w błąd. Przecież tyle się mówi, że współczesn
            > e
            > społeczeństwa są przebiałczone, że statystyczny Europejczyk przyjmuje 500-1000%
            > normy białka dziennie, etc. Białko to naprawdę najmniejszy problem, trzeba by
            > się bardzo postarać, żeby przyjmować go za mało, należałoby raczej bać się
            > nadmiaru

            Wiele nieprawdziwych mitów na temat odżywiania jest w obiegu. Przebiałczeni to w stu procentach nie jesteśmy. Norma dotycząca ilości białka jest całkowicie wyssana z palca. Jak podałam, istnieją całe grupy etnicze żyjące zdrowo z wielką ilością białka i dobrze się mają. Ponadto ludzie pierwotni też jedli sporo mięsa, znacznie więcej niż współczesny człowiek i im nie szkodziło. Ta bujda o nadmiarze białka to zalicza się do tej samej rodziny, co bujdy o szkodliwości zwierzęcych tłuszczów i cholesterolu w żywności. Pełnowartościowe białko istnieje i znaleść je można w jajkach. Kombinacja aminokwasów w mięsie nie jest idealna, ale zawsze łatwiej o pełny skład przy odżywianiu produktami pochodzenia zwierzęcego. Nigdzie nie napisałam, że wegetarianizm tego nie zapewnia, tylko, że po prostu wykluczenie mięsa z menu zawierającego schabowy, ziemianiaki i kapustę, to nie jest jeszcze wegetarianizm, tylko odżywianie, które na dłuższą metę gwarantuje niedobory. Ja w mojej pracy mam często do czynienia z kobietami, odżywiającymi się latami w ten sposób i wykazującymi podczas mierzenia składu ciała metodą bioimpendancji zastraszająco niskie wartości tkanki mięśniowej.
            A kofeina nie jest od razu trucizną. To też bajka. Nowe badania wskazują, że ma właściwości antyoksydacyjne i jest w umiarkowanych ilościach korzystna dla zdrowia. W owocach jest ponadto białka jak na lekarstwo, średnio 1g na 100g owocu, za to sporo fruktozy, którą wątroba przetwarza bezpośrednio w tłuszcz. Od dużej ilości owoców w diecie nie rosną gwarantowanie mięśnie, ale przybywa nam tkanki tłuszczowej. Zwierzęta wiedzą o tym doskonale, dlatego najadają się jesienią na owocowo zimowego tłuszczyku.
        • quleczka Re: Apropos zdrowia jeszcze... 16.02.09, 15:29
          >Chciałabym jednak rozwiać tu pewien mit, że jakoby wegetarianie
          >odżywiali się zdrowiej od mięsożernych. Mięso nie jest zagrożeniem
          >dla ludzkiego zdrowia.

          dokladnie - zdrowo lub niezdrowo mozna sie odzywiac i jedzac mieso i nie :)

          tyle, ze wegeterianie wydaje mi sie, ze czesciej mysla o tym co jedza niz
          przecietny kowalski i tylko dlatego czesciej odzywiaja sie zdrowiej :)

          mozna by rownie zdrowo odzywiac sie jedzac mieso tylko trzeba myslec co sie je :)
      • martvica Re: Apropos zdrowia jeszcze... 16.02.09, 10:54
        Wyniki krwi mam w normie, ciśnienie niziutkie - ale to po mamie.
        Moja wege siostra tez miała wyniki w normie przez lata, a ostatnio nabawiła się
        lekkiej anemii - ale podejrzewam raczej oddawanie krwi ('bo w PL są jakieś
        głupie ograniczenia, możecie tak rzadko i patrzą kiedy był ostatni okres, a w UK
        się nie przejmują takimi pierdołami').
    • monika3411 Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 16.02.09, 15:18
      Byłam wegetarianką od 15 do 23 roku życia. Potem ówczesny narzeczony
      przekonał mnie, że nie powinnam, bo mu anemiczne dzieci urodzę i
      takie tam. A potem mnie zostawił (ale to nie na ten wątek historia).
      Do wegetarianizmu już nie wrócilam.
    • chinski.nowy.rok Re: Ile z nas to wegetarianki/weganki? 16.02.09, 18:09
      Ja od 16 roku życia jestem wege (więc już 19 lat), tzn nie jem mięsa, ryb ani
      nic w tym stylu:) Od jajek mnie odrzuca i jedyne co toleruję to ciasteczko w
      tych rzadkich chwilach gdy grzesze słodkościami :)
      Przez wiele wiele lat nie dbałam o swoja dietę tzn jadłam sporo surowych rzeczy,
      słodyczy, jogurtów, owoców. Kilka lat temu odkryłam wiedze o zdrowiu i
      odżywianiu wg Tradycyjnej Medycyny Chińskiej i zaczęłam wreszcie naprawdę
      gotować, wykluczyłam pieczywo, serki, słodycze i całą zywnośc przetworzoną.
      Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem efektów :) Czuję sie super, niegdy ale
      to nigdy nie choruje, nie miewam nawet kataru :) Różne dolegliwości, które
      zaczynały mnie męczyc zniknęły. Wraca mi ta przyjemna lekkość, jaka pamiętam z
      dzieciństwa, uczucie rześkości i siły w ciele :) To naprawdę miłe.
      A że inni jedzą zwierzęta albo pokarmy, które na dłuzsza metę im szkodzą? No
      cóż, każdy ma wolną wolę i odpowiada za swoje zdrowie :-)
      I nic mi do tego :-)
      Pozdrawiam serdecznie was wszystkie:-)
    • agafka88 A jakie są wasze najulubieńsze weget przepisy? 17.02.09, 21:19
      Podzielcie się, no proooszę ;)
      • pierwszalitera Re: A jakie są wasze najulubieńsze weget przepisy 17.02.09, 22:11
        Ja uwielbiam moją zupę z soczewicy. Do tego potrzeba trochę warzyw do zupy: marchew, kawałek selera, porę, pietruszkę, czosnek. Warzywka kroi się na ładną kostkę i przysmaża w dużym garnku na łyżce oleju, by się zarumieniły. Dodaje pokrojonego w kostkę ziemniaka, albo dwa i zalewa taką ilością wody, by warzywa były tylko ledwo przykryte. Dodaje soli, ostrej chili, listka laurowego, dwa goździki i gotuje do miękkości około 15 minut. W tym czasie powinna gotować się już osobno brązowa soczewica. W niedużej ilości wody bez soli, to ugotuje się szybciutko. Moja soczewica potrzebuje nie dłużej niż 30min. Czasem gotuję pół kilo na raz i część zamrażam. Gdy wszystko jest miękkie, dodajemy soczewicę do zupy. Przyprawiamy do smaku cukrem, sporym łykiem octu jabłkowego, łychą ostrej musztardy rozbełtanej najpierw w odrobinie zupy, by nie było grudek, zagotowywujemy jeszcze raz i uzupełniamy sokiem wielowarzywnym, albo pomidorowym z kartonika. Potem już nie gotować, tylko podgrzać. Zupa powinna być lekko zawiesista, czerwono-brązowa, słodko-kwaśna, jak ktoś lubi ostrzejsza. Czasem zimą przysmażam z warzywami kawałek pokrojonego świeżego imbiru. No i obowiązkowo świeża pietruszka na wierzch.
    • butters77 Wege przez 9 lat, 17.02.09, 22:05
      ostatnio zaczęłam jeść ryby. Powody z kategorii "obiektywnie słusznych", ale i
      tak się waham, czy nie wrócić do wersji ortodoksyjnej;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja