szarsz
24.02.09, 09:41
Zaczęłam szukać miejsca na wakacje, nad naszym polskim morzem.
Lubię tam jeździć, bo i dziecię ma raj (piasek, piasek, piasek :) i
my dzięki temu odpoczynek.
Ale że szukam co najmniej dwusypialnianego studio lub mieszkania
(nie chcę spac w kuchni i słuchać warczącej lodówki, ani tym
bardziej spać z Młodym w jednym pokoju), to ogarnia mnie zwątpienie.
Oto co nazywane jest apartamentem nad morzem:
- kawalerka, 30m2. Pokój dzienny z aneksem kuchennym, pełniący w
nocy rolę sypialni (!!!)
- domek letniskowy z antresolą. Na antresolę wchodzi się po typowych
strychowych, składanych schodach.
- salon z aneksem kuchennym, łazienka z prysznicem oraz jadalnia. Do
toalety plastikowy zasobnik na wodę rodem z PRL.
- Apartament 6-osobowy to mieszkanie dwupokojowe z trzema
rozkładanymi wersalkami.
Średnia cena za toto w sezonie letnim 200-300 złotych za dobę
Aaaaaaa, znalazłam sobie fajny domek, za sensowną cenę, tytuł był
zachęcający - morze, las, jezioro. Co się okazało? Do lasu 30m, do
jeziora 300m, do morza 30 kilometrów (TAK, 30km!!!)
Babeczki, z kim oni się na łby pozamieniali????
Jedyne, co znalazłam (średnio)sensowne to mieszkania w Ustce. Ale
nigdy w Ustce nie byłam. Jak tam jest?