luliluli
04.03.09, 10:28
Tak mnie kilka dni temu naszło myślenie na ten temat i nie puszcza:)
Czy jak się lubi swoja pracę to się do niej leci jak na
skrzydełkach? nie chce się iść do domu i po nocach się myśli, co
jutro będzie się działo w pracy?
Czy w lubienie pracy wpisuje się jakkolwiek brak hmm sympatii i
poczucia "związania" z niektórymi współpracownikami? albo
powracające znudzenie codziennymi obowiązkami?
Czy jeśli życie pozapracowe to dla mnie 90% istoty mojego życia w
ogóle, to znaczy, że powinnam znaleźć jakieś inne miejsce w
zawodowym świecie, bo zachwiewam jakieś proporcje?
Mam trochę mętlik w głowie - moja praca sama w sobie jest hmmmm... z
gatunku takich "nigdy nie wiesz, co się stanie za 3 minuty", ale
zakres moich obowiązków, zadań i wykonywanych czynności właściwie
jest zawsze taki sam, a to zaczyna mnie nudzić. Czy tak jest
wszędzie, czy czas przemyśleć dalszą drogę zawodową?
Czy któraś z Was zostawiła wszystko co miała i paląc za sobą
bezpieczne gniazdko rzuciła się w "przepaść" szukania szczęścia
gdzieś indziej?
W gazetach nie raz czytałam o ludziach, którzy odeszli z
bezpiecznych, ale nie dających im dużej satysfakcji posad i zaczęli
wszystko od nowa, w zupełnie innym kształcie - miejscu, rodzaju,
etc., ale czy to się udaje też "zwykłym ludziom"?:)