nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łikend

17.04.09, 20:42
Frapuje mnie to przez cały tydzień, więc pozwolę sobie zapodać oftopik na łikend: jak wpływa na dorosłe życie fakt bycia nielubianym przez rówieśników w dzieciństwie i adolescencji?

U mnie właściwie pierwszy pamiętany kontakt z tzw. "grupą rówieśniczą" zaczął się od tego, że usłyszałam "spie***laj" - pierwszy raz w życiu, w wieku ok. 4,5 lat. Od tamtej pory jakoś się tak za mną ciągnęło, że dzieci mnie po prostu nie lubiły, nie chciały się ze mna bawić i nawet w liceum nie byłam zbytnim obiektem pozytywnych uczuć. Co było stosunkowo dziwne, bo w jakimś eksperymencie studentki-stażystki na lekcji wychowawczej zdobyłam bodaj najwięcej głosów w anonimowej ankiecie "z kim chciałbyś mieszkać pod namiotem na wyjeździe?" (ekhm, nie byłam wtedy jeszcze sbyt biuściasta:)) Jednocześnie ludzie rzadko kiedy inicjowali ze mną kontakty towarzyskie, nawet gdy chodziło o zwykłą gadkę-szmatkę w trakcie wspólnej jazdy autobusem ze szkoły do domu... A też wrodzone poczucie wartości podpowiada mi, że nawet w tamtych czasach nie byłam osobą po prostu nudną.

No i teraz tak mi się odbija - ilekroć poznaję nową osobę, do której mam jakiś interes, strasznie się zamartwiam się, że znielubiła mnie od pierwszego wejrzenia. Mam wrażenie, że wciąż stwarzam wokół siebie jakąś taką barierę i że ma to związek z tym ciągłym nielubieniem w szkole.

Co o tym sądzicie? Jakie mogą być tego przyczyny? Czy też doświadczyłyście bycia nielubianymi w dzieciństwie i młodości?
    • justinehh Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 21:08
      Wpływa, bardzo wpływa, do dzisiaj ...
    • klymenystra Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 21:12
      Od 7 roku zycia bylam grupowym pariasem. Wczesniej dzieci (w przeszkolu znaczy
      sie) mnie w wiekszosci lubily, bo mialam odjechane pomysly zabaw.
      Pariasem jestem nadal - mam ^kilku przyjaciol, troche znajomych, ale wiecznie
      sie z kims konfilktuje i przewaznie wplywa to na cale grupy znajomych. Konfilkty
      sa obustronne, bo ja wprost mowie, co mysle (i dobre i zle rzeczy), a inni tego
      nie lubia, a ja ciagle zapominam. No nic.
      Ja sie nie martwie, czy ktos mnie polubil czy nie, bo z gory zakladam, ze jestem
      fajna :) I tak mnie czesc ludzi odbiera (druga czesc twierdzi, ze jestem
      przemadrzala, ale ich olewam).
      Generalnie, to odrzucenie w dziecinstwie przez grupe bylo traumatyczne. Jakos te
      traume przepracowalam i nauczylam sie zyc bez wielkiej ilosci ludzi dookola.
      Oraz - nauczylam sie nie starac sie podobac za wszelka cene. Dzieki temu
      wylawiam towarzyskie perelki, reszta niech sie idzie pasc. I Tobie tez to radze :)
    • agafka88 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 21:16
      mauzonka napisała:

      > No i teraz tak mi się odbija - ilekroć poznaję nową osobę, do której mam jakiś
      > interes, strasznie się zamartwiam się, że znielubiła mnie od pierwszego wejrzen
      > ia. Mam wrażenie, że wciąż stwarzam wokół siebie jakąś taką barierę i że ma to
      > związek z tym ciągłym nielubieniem w szkole.

      Doświadczenia w temacie nielubienia nie mam, ale poznałam Cię, i mogę zaręczyć,
      że absolutnie nie odniosłam wrażenia jakiejkolwiek bariery, wydajesz się na
      pierwsze wrażenie bardzo sympatyczna, na drugie też :)
    • zooba Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 21:23
      Znam to, znam.
      Klasyczny przykad - okularnica, kujonka, dwie lewe na zpt-ach, i dwie lewe na wuefie. Do dziś mi zostala taka niepewność, czy aby ludzie dokola mnie nie udają, że mnie lubią a w rzeczywistości śmiejąsięza plecami. Co do przyjaciól nie mam wątpliwości, ale znajomi np. z pracy - regularnie.
      Teraz dość ątwo nawiązuję kontakty,ale musiaam nad tym popracować.
    • kuraiko Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 21:42
      co do lubienia i nielubienia, to bym powiedziała, że było pół na
      pół, ale niestety pamięta się te gorsze doświadczenia.
      niektórzy mnie uznawali/uznają za nudziarę-cnotkę (?!). ot taki
      świeży przykład - dzisiaj się dowiedziałam, że wczoraj było
      spotkanie w knajpie dawnej paczki z podwórka. nikt mi nie wspomniał
      ani słowem ;/
      ja bariery raczej nie stwarzam, pozory lubią mylić. też czasem na
      studiach oceniałam osoby po wyglądzie lub po pozornym zachowaniu, a
      potem się okazywały w porządku. z tym, że jak mi ktoś nie pasował,
      to raczej nie okazywałam tego wprost, natomiast inni szydzili ze
      mnie w żywe oczy.
      moim zdaniem należy się zachowywać naturalnie, jak się poznaje nowe
      osoby, bo potem naturalność i tak wypłynie na wierzch. lepiej żeby
      się do mnie zrazili wcześniej, niż potem nagle doszli do wniosku, że
      jestem "poje....". inna sprawa, że czasem okoliczności wymuszają co
      innego, jeśli nie znam nikogo w danej grupie, to wiadomo że będę
      raczej cicha i nierzucająca się w oczy, stąd łatka "cnotki" (a potem
      czasem doznają szoku widząc jaka jestem naprawdę ;) )

      a co tu gadać, nawet na lobby nie jestem "popularna" ;)
    • kuraiko Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 21:50
      aha jeszcze dodam, że w niektórych kręgach to raczej ja dominowałam,
      w innych robiłam za ofiarę. po testach u szkolnego pedagoga kobieta
      powiedziała, że moja osobowość była kiedyś dominująca, tylko "coś"
      sprawiło, że stała się odwrotna. nie wiem, być może dlatego, że
      wyśmiewali się z mojej tuszy i pleców, a ja byłam zbyt słaba żeby
      sobie z tym poradzić, co zaowocowało niskim poczuciem własnej
      wartości?

      mauzonka ---> jak ja miałam ok 6 lat, to chłopiec z sąsiedniej
      klatki uderzył mnie w twarz ;/ nie pamiętam dlaczego, ale do tej
      pory pamiętam że mnie uderzył
      z drugiej strony jak miałam 8 lat, to wepchnęłam w żywopłot
      nastolatka który mi zabrał piłkę ;) (a on wówczas miał już chyba
      kuratora...) tudzież w wieku 10 lat wymierzyłam kopa 8-klasiście,
      który pod sklepikiem szkolnym zagadał do mnie "ej mała rzuć
      złotówkę" ;)
      więc na dwoje babka wróżyła :>
      na pewno musiały być i w Twoim przypadku jakieś pozytywne zdarzenia.

    • daslicht Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 22:30
      Ja tam normalnie emanuję ZŁEM na kilometr, za wczesnego-młodu nikt
      mnie nie lubił, teraz też nie. Nie mam do kogo się odezwać, tylko
      gniję na tym kompie i udaję, ze żyję ;)
      Nawet panie ekspedientki w sklepach się nie pytają czy mogą w czymś
      pomóc, ignorują konsekwentnie, czasem mam wrażenie że mogłabym
      wynieśc pół sklepu albo coś rozwalić i by zignorowały ^^

      W szkole też zmuła totalna i cisza okrutna. Ale gdy trzeba np.
      przeliczyć z systemu dziesiętnego na dwójkowy alb coś przetłumaczyć,
      to nagle mnie wszyscy kochają :/

      Ponoć chodzi o to, że "pewnie się nie zajmuję takimi rzeczami, nie
      interesują mnie takie pierdoły i mam pewnie swoją mroczną grupę
      znajomych, z którymi palimy koty nocą i czytamy poezję w języku
      starocerkiewnosłowiańskim" (a takiego!). Gdy chodziłam do liceum,
      były modne wszelkiego rodzaju ankiety - od poważnych do
      typu "czekolada gorzka, mleczna czy nadziewana". Zdobyłam pierwsze
      miejsce w ankiecie pt. Szczyt Alternatywy. Byłam (i jestem)
      wzruszona :)))))))
      • daslicht Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 22:31
        Aha, chciałam jeszcze dodać, ze się myję. Codziennie.
        • mokta Oplułam monitor :D 18.04.09, 11:32

    • pierwszalitera Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 22:35
      Nie zawsze, to co nam się wydaje, odpowiada faktycznie rzeczywistości. :-) Podając przykład z namiotową ankietą przeczysz właściwie pierwotnej tezie o nielubieniu. Powinno dać ci to do myślenia. Całkiem możliwe, że jedno, czy dwa nieprzyjemne wydarzenia we wczesnym dzieciństwie spowodowały odrobinę skrzywione spojrzenie i podświadomie wszędzie szukałaś dowodów na brak sympatii, albo przypisywałaś drobnostkom z socjalnych kontaktów większe znaczenie niż miały. Ludzie ze sporą wrażliwością tak mają. Trochę więcej myślą o tym, jak działają na ludzi. Czasem trochę za wiele myślą. ;-) Być może podchodziłaś z tego powodu do ludzi trochę ostrożniej, mniej spontanicznej, może nawet z pewną obawą, co wywoływało podobną reakcję u otoczenia, którą znowu odbierałaś jako nielubienie. Możliwe, że budowałaś jakiś nonwerbalny mur dookoła siebie i ludzie nie odważyli się go przebijać. Bo w życiu sprawdza się raczej przysłowie: Jak krzykniesz w las, tak ci odpowie. ;-) I tak kółko się zamyka. A w rzeczywistości na pewno budzisz sporo sympatii, dasz się lubić i niepotrzebnie się zamartwiasz. Być może właśnie odrobina spontaniczności by nie zaszkodziła, trochę takie pójście na żywioł, wyjście do przodu bez myślenia o konsekwencjach. Zrobisz na pewno miłe doświadczenia i stracisz swoje strachy. Ja osobiście zawsze miałam tyle samo wrogów, co przyjaciół i już bardzo wcześnie nauczyłam się, że nie muszę się wszystkim podobać. Obie grupy są mi ważne i dają motywację. To wcale nie jest takie złe być trochę nielubianym, to może być bardzo... inspirujące. ;-) Dlatego jestem w kontaktach raczej otwarta i nie mam obaw przed negatywnymi emocjami. Czasem nie udał się przez to jakiś interes, ale mówi się trudno. Nie wszystkich da się uszczęśliwić i czasem lepiej wiedzieć od początku, że się do siebie nie pasuje. To zaoszczędza rozczarowań, niepotrzebnych starań i pracy. :-)
    • yaga7 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 22:46
      W podstawówce raczej nie byłam lubiana - wielki duży kujon :P

      W liceum było ciut lepiej ;)

      Za to na studiach było normalnie. Natomiast w moim przypadku powiedziałabym, że
      to było związane z samoakceptacją. Odkąd polubiłam siebie, zauważyłam, że mam
      więcej znajomych, łatwiej mi się nawiązuje znajomości i jest w ogole lepiej :)

      Dlatego na wszelkie problemy polecam zaakceptować siebie, swoje wady i zalety i
      świat od razu będzie piękniejszy. Sprawdzone na sobie :)
      • mauzonka kontynuując... 17.04.09, 23:17
        Zasadniczo trzymam się strategii opisanej przez Klymenystrę, Yagę, czy Pierwsząliterę, fsęsie - wisi mi, czy się podobam, czy nie i szukam perełek:)
        Ale w sytuacjach związanych z prowadzeniem interesów, pracą, działalnością na uczelni - o wtedy się przejmuję, kiedy dobry kontakt jest mi jakoś bardzo potrzebny.

        Swoją drogą to strasznie creepy, że jedno w sumie przypadkowe doświadczenie z kilku dni spędzonych w przedszkolu potrafi tak zdominować zachowanie w dorosłym życiu...
        • pierwszalitera Re: kontynuując... 18.04.09, 00:53
          mauzonka napisała:

          > Swoją drogą to strasznie creepy, że jedno w sumie przypadkowe doświadczenie z k
          > ilku dni spędzonych w przedszkolu potrafi tak zdominować zachowanie w dorosłym
          > życiu...

          Pojęcia nie masz, jakie ludzie traumy mają z dzieciństwa, powstałe często w całkiem niewinnych i przypadkowych okolicznościach. A najgorsze, że nie zdają sobie często z tego sprawy, patrząc na świat przez swoje uprzedzenia. Ale skoro zdajesz sobie sprawę, że tak wcale być nie musi, to już prawie wygrałaś. :-)
          A jeżeli chodzi o pracę zawodową, to istnieją techniki, których można się nauczyć. Wszystko jest interakcją i nie jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę bliźnich. To wygląda może trochę na manipulację, ale ludzie faktycznie reagują na pewne zachowanie z większą sympatią. Jak jest się trochę niepewnym, to znajomość takich rzeczy się przydaje. Być może znajdziesz książkę na ten temat? To czasem są banalne sprawy, postawa ciała, sposób prowadzenia rozmowy, kierunek wzroku i podobne rzeczy. Zdobywasz wtedy ludzi dla siebie, zaczynają cię lubić i nawet sami nie wiedzą dlaczego. ;-) A jak kogoś darzymy już pierwszą symaptią, to musi zdarzyć się naprawdę coś nieprzyjemnego, byśmy się narazili. ;-)
        • yaga7 Re: kontynuując... 18.04.09, 09:19
          Moja praca na szczęście nie wymaga zbytnich kontaktów z ludźmi, więc mam problem
          z głowy.


          No i na krótką metę potrafię się zamienić w kogoś innego i zastosować jakieś
          triki, żeby załatwić coś, na czym mi zależy ;)
      • justinehh Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 00:34
        To jest jakieś rozwiązanie, ale nie działa wtedy gdy ty akceptujesz swoje wady,
        ale dla kogoś to idealny pretekst, żeby cię wyśmiać/zdeptać/wykopać z
        towarzystwa, a jeśli dołożyć do tego niewidoczną niepełnosprawność, która
        utrudnia kontakty, życie robi się naprawdę skomplikowane ....
        • yaga7 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 09:17
          Ok, do tego, co napisałam, dodam silną psychikę - ja osobiście taką mam, mnie
          nie rusza, co ludzie o mnie myślą / mówią. Inaczej zresztą bym oszalała, bo moje
          wybory życiowe potrafią być kontrowersyjne i potrafię również wyglądać
          kontrowersyjnie.

          Natomiast wiadomo, jeżeli ktoś jest psychicznie słaby, sobie nie poradzi.
    • mefistofelia Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 17.04.09, 23:24
      Wiem, że jestem przewrażliwiona i przez to wyolbrzymiam różne sytuacje. Wiem, że ludzie twierdzą, że lubią ze mną przebywać. Wiem, że realnie rzecz postrzegając wcale nie jestem gorsza od innych i że gdybym przestała tak o sobie myśleć i tak się przejmować wszystkim to moje życie towarzyskie i samopoczucie by się znacznie polepszyły.
      Ale co z tego skoro nie potrafię się zmienić? Próbowałam próbuję cały czas- bez skutku- kompleksy mnie zżerają i blokują.
    • daslicht Takie pytanie 17.04.09, 23:42
      Czy wśród was są same "ciche i nieśmiałe", czy może znajdą się
      także "dziwaczne" lub "ostre i wredne"? Bo z różnych powodów można
      mieć problem by się z ludźmi dogadać...

      Ja np. mam tak, ze łatwo mi nawiązać kontakt, ale trudniej go
      utrzymać. Albo że "wszyscy już mają swoje towarzystwo i swoje
      zajęcia i nie chcą nikogo nowego".
      • lolkalolka Re: Takie pytanie 18.04.09, 00:06
        Ja nie mam problemu żeby się z ludźmi dogadać - to oni mają problem ;)
        To tak żartem, a bardziej serio: pierwsze wrażenia w kontaktach to zuuo!
        Ja chyba jestem dość lubiana (mam nadzieję ;)), nigdy nie miałam problemów
        "towarzyskich". W szkole byłam zjawiskiem, które można nazwać "antykujonem" -
        same piątki, a z zachowania nieodpowiedni i totalny brak łatki kujona nawet w
        towarzystwie spod ciemnej gwiazdy (miałam i takie) - pewnie przez to zachowanie.
        A wracając do pierwszego wrażenia - często słyszę od ludzi, że robię pierwsze
        (również wizualne) wrażenie ostrej, pyskatej outsiderki, zero wrażliwości -
        prawie jak facet ;) Tak mówią, a nazywając rzeczy po imieniu: robię złe pierwsze
        wrażenie :D
        A ludzie mówią mi to, bo poznając mnie bliżej są zaskoczeni, w ilu % mylili się
        w ocenie mojego charakteru. Nieto, że taka dobra jestem, hehe, ale po prostu
        całkiem inna :D
        Chcąc nie chcąc - widzimy człowieka i zwykle podświadomie przypinamy mu łatkę,
        wystarczy parę słów, gestów, albo sam wygląd.
        Inna rzecz, że ja uwielbiam czasem nie wyprowadzać kogoś z błędu co do mnie i
        czekac aż kiedyś zbierze szczękę z podłogi. To fajne ;)
      • yaga7 Re: Takie pytanie 18.04.09, 09:22
        Teraz też mi łatwo idzie nawiązywanie, a podtrzymywanie gorzej. Najczęściej z
        tego powodu, że inni są inni, a ja też jestem inna i brak wspólnych części.
        Chwilę pogadać można, ale na dłuższą metę brak wspólnych tematów.

        A ostra i wredna bywam na pewno, jak się wkurzę - no i wtedy ludzie naprawdę
        muszą mnie lubić, żeby ze mną wytrzymać, bo potrafię zrobić scenę ..... ;)
      • klymenystra Re: Takie pytanie 18.04.09, 10:40
        Tez mam lawtwosc nawiazywania kontaktu i trudnosc z utrzymaniem.

        A cicha i niesmiala? O nie :) przewaznie sie smieje i gadal, ale potrafie byc
        wredna. Dziwaczna tez.
      • beauty-gosiek Re: Takie pytanie 18.04.09, 17:49
        daslicht napisała:

        > Czy wśród was są same "ciche i nieśmiałe", czy może znajdą się
        > także "dziwaczne" lub "ostre i wredne"? Bo z różnych powodów można
        > mieć problem by się z ludźmi dogadać...

        jam cicha i nieśmiała od dzieciństwa, dlatego trudno mi zacząć i trudno utrzymać
        znajomość
        a w dzieciństwie bałam się rówieśników i byłam kujonem (no bo co miałam robić
        skoro nie miałam koleżanek jak tylko się uczyć na przerwach bo mi było głupio
        siedzieć bezczynnie i gapić się w sufit)
      • origami_21 Re: Takie pytanie 20.04.09, 14:07
        Nigdy nie byłam cicha, tym bardziej nieśmiała. Kontakty nawiązuję
        bez najmniejszego problemu. Jestem wszak niezwykle urokliwa i pełna
        ciepła. Jeżeli owe kontakty mają pozostać sporadyczne, to takaż
        jawię się cały czas. Niestety (dla innych, bo mi to wisi) po
        bliższym poznaniu tracę swój powab i czar. Miewam fochy, często
        jestem złośliwa dla samej satysfakcji wbicia komuś szpili,
        przeważnie cierpię na kompleks wyższości, jestem pamiętliwa i
        arogancka, bywam mściwa. Jestem egecentyczką. Nie piszę tego z
        ironią ani przesadą, po prostu taka jestem. Oczywiście pozytywne
        cechy także posiadam, może nawet więcej niż złych - niektórzy
        utrzymują ze mną znajomość od 30 lat, mauż wytrzymał już ponad 15
        (czasem mu ciężko) i na razie na rozwód się nie zanosi. Najciekawsze
        jest to, że ludzie zwykle do mnie lgną. Zupełnie nie wiem dlaczego;P
    • a_girl Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 00:41
      Rany, Maużonko - moją historię tu piszesz... I Zooba też. I tak - u mnie też to
      przetrwało do tej pory. Mam fajnych przyjaciół, w kontaktach z ludźmi już jestem
      trochę mniej upośledzona niż byłam, a i tak każdy nowy człowiek to dla mnie
      straszny stres.
      • mleko_w_tubce Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 02:03
        Ja mam trochę inny problem- w podstawówce byłam bardzo lubiana, w
        liceum trochę mniej, a teraz prawie wcale
        Z jednej strony jestem typową dziewczynką z dobrego domu- rodzina
        wykształcona od pokoleń, całkiem dobrze sytuowana. Od początku
        mojego życia byłam uczona zasad savoir vivre, przykładano dużą wagę
        do mojej edukacji, nie tylko tej szkolnej. I lubię taką siebie-
        lubię czuć delikatny snobizm z powodu tego, że mam poukładane w
        głowie, wiem dużo więcej niż moi rówieśnicy na temat historii,
        kultury itp. Lubię też obracać się w kręgu ludzi do mnie podobnych,
        ale czasem lubię tez pokazać się z drugiej strony. A jaka jest druga
        strona? A taka, że jako najmłodsza i jedyna dziewczynka z mojego
        rodzeństwa zawsze byłam zapatrzona w starszych braci i chciałam być
        taka jak oni. Zawsze grałam z nimi w piłkę, właziłam na drzewa, a
        jak się kłociliśmy to biłam się z nimi jak równy z równym. Potem, w
        okresie dojrzewania, podobały mi się wszelkie męskie rozmowy i
        sprośne żarty, upijanie się na umór itd.
        Teraz jako w miarę dorosła osoba mam problem w kontaktach z ludźmi,
        bo z jednej strony wkurza mnie jak ktoś mówi "włanczać"
        albo "wziąść" i brak elementarnego wychowania czy też wiedzy
        ogólnej, a z drugiej strony w "dobrym" towarzystwie zdarza mi sie
        palnąć coś co "nie uchodzi młodej damie" ;) i wtedy patrzą na mnie
        jak na kosmitkę. W skrócie- ja nie akceptuję 90% społeczeństwa, a
        pozostałe 10% nie akceptuje mnie. A dodatkowo mam też problem z
        akceptacją i odnalezieniem prawdziwej siebie

    • mmm-mm Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 06:57
      Ho ho temat dla mnie. Bo ja nigdy nie podazalam za tymczasowymi modami: z
      dziecinstwa: nie ubostwialam Britney Spears. Teraz: nigdy nie zrobilam blond
      pasemek, nie chodze na solarium, nie widze w tym sensu. Wydawac caly czas
      pieniadze, zeby moja skora miala odcien bardzo jasnego bezu i cierpiec kiedy
      jest spieczona? Juz od trzech lat sie zbieram, mysle moze te nogi nie beda sie
      tak swiecic w lecie, ale gdzie tam:) Nie maluje sie, nie chce mi sie, uzywam na
      codzien korektora i troche pudru. Rzesy mam bardzo rzadko pomalowane. Nie mam
      zalozonego konta na naszej klasie, fotce itp. Normalnie sama sie narazam. I nie
      mam za duzo w pupie, w biuscie, wogole wszedzie, trudno sie dziwic, przy tych
      "kilkunastu" kilogramach, twarz mam za to zupelnie normalna. Podstawowka to byl
      koszmar. Mala wies i ja skazana na te paskudy, bylam najmniejsza w klasie i
      najcichsza (ojciec mnie zahukal), w gimnazjum lepiej, w liceum tez. Potrafie na
      codzien w sekunde sie zdenerwowac i klnac jak lumpy pod sklepem. Tez mowie
      nieraz prosto z mostu i skutecznie, wszyscy sie dziwia, a wydawalas sie taka
      cicha. Ja tam nie widze, zeby wszyscy byli od poczatku glosni, ale tylko mi tak
      mowia. Kompletnie tego nie rozumiem i nikt nie potrafi tego wytlumaczyc jak sie
      pytam. Diabel we mnie siedzi i jak sie budzi to robi spustoszenie wokol. Czy
      takie cos zdarza sie tylko wrazliwcom czy co? Tym bardziej to dziwne, bo
      wygladam zupelnie niewinnie i spokojnie.
      • mmm-mm Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 07:49
        Sek w tym ze mnie nie jest trudno polubic ani ja nie mam problemow z polubieniem
        kogos. Ale nigdy nie spotkalam tzw. "psiapsiolki". A bym chciala.
        • szarsz Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 10:30
          mmm-mm napisała:
          > Sek w tym ze mnie nie jest trudno polubic ani ja nie mam problemow
          > z polubieniem kogos. Ale nigdy nie spotkalam tzw. "psiapsiolki". A
          > bym chciala.

          Bo prawidziwa przyjaciółka to niezwykle rzadki skarb :) i ja taką
          spotkałam, jak miałam już ponad 25 lat. Jesteśmy różne, ja sie od
          niej uczę, ona ode mnie, niejako mimochodem i bez przymusu. Możemy
          pogadać i nie zgadzać się ze sobą w wielu kwestiach, co niczemu nie
          przeszkadza. Miałam/mam też przyjaciółki z innych okresów życia, ze
          szkoły podstawowej, z liceum, ze studiów, fantastyczne dziewczyny, z
          którymi konie można kraść... Ale tylko jedną, z którą od 10 lat
          czuję się na 100% związana. Jedną, o której wiem, że wychowałaby
          mojego syna, jeśli coś by mi się stało i jedna, która wie o mnie
          dużo za dużo :)
      • mazya Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 13:13
        "(...)a wydawalas sie taka
        cicha. Ja tam nie widze, zeby wszyscy byli od poczatku glosni, ale tylko mi tak
        mowia"

        O, to to! Jak ja tego NIE ZNOOOSZE! Grrr. I nie rozumiem również. Może to przez
        jakiś taki..delikatny wygląd? i dziecinny głos..
        Ostatnio nawet zdałam sobie sprawę, że właśnie takie ocenianie z góry chyba
        troche mnie blokuje. Jakbym bała się zaskoczyć innych.

        Może właśnie słuchanie tego, że wydawałam się taka cicha, że cicha woda.. jest
        dla mnie na tyle niekomfortowe, że wolę tego unikać.
        Z drugiej strony Ci, który mnie bardziej znają, z którymi przeżyłam więcej sami
        się dziwią jak słyszą coś takiego i mówią: Przecież Ty wcale nie jesteś taka
        cicha i grzeczna.

        Ja nigdy nikomu nie powiedziałabym czegoś takiego. Niby żadna obraza, ale zdaję
        sobie sprawę z tego, że ktoś może czuć się wtedy tak jak ja, że coś takiego może
        ukłuć i blokować.
    • palacsinta Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 11:06
      Moje pierwsze kontakty z rówieśnikami były wzorowe: nie miałam problemu z
      nawiązywaniem kontaktów z dziećmi podczas wycieczek do parku z rodzicami albo
      dziadkami, w ogóle byłam dość otwarta i komunikatywna. Potem poszłam do
      przedszkola i przeżyłam ciężki szok, kiedy jakaś mocno zbudowana czarnowłosa
      dziewczyna podczas pierwszej rozmowy wypaliła do mnie tekstem, że "ten
      warkoczyk, to ci ustami wyjdzie". Pamiętam to pewnie z jednej strony dlatego, że
      miało to być obraźliwe i przykre (i było), ale z drugiej strony urzekł mnie
      absurd: ustami? ale dlaczego? Przedszkole w ogóle było dość słabe, w końcu po
      czterech dniach zwialiśmy z kolegą przez dziurę dla kotów w ogrodzeniu
      przedszkolnego placu zabaw, co pociągnęło za sobą niezgorszą aferę:)
      Po tych doświadczeniach bałam się iść do zerówki, ale w zerówce znów było
      całkiem fajnie. Co do szkoły podstawowej mam mieszane uczucia: jako jedna z
      niewielu osób w klasie byłam z pełnej rodziny wiążącej koniec z końcem i trochę
      odstawałam od bardziej doświadczonych przez życie dzieci. Kujonem nie byłam, bo
      za duży ze mnie leń, ale faktem jest, że przyszłam do szkoły już dosyć oczytana
      i to trochę utrudniało mi kontakty z rówieśnikami, którzy literowali czasami aż
      do czwartej klasy. Na szczęście nie mam osobowości ofiary, więc potrafiłam
      bronić się przed atakami, które mnie spotykały (przeważnie werbalnymi). Nie
      byłam osobą specjalnie lubianą, ale z drugiej strony miałam jakichś tam kumpli i
      jedną przyjaciółkę.
      W moim liceum panował klimat rodem z filmów o amerykańskich szkołach średnich,
      ja byłam dyżurną anarchistką i kontestatorką, osobą dość niepopularną, ale się
      tym szczyciłam i szczycę się do teraz, bo bycie niepopularną w tamtym środowisku
      było największym honorem:) Później dowiedziałam się, że miałam opinię osoby o
      wspaniałych wynikach w nauce (co się jako żywo nie pokrywało się z zawartością
      dziennika) i podobno bardzo liczono się z moją opinią o innych. Z kilkoma
      koleżankami z liceum utrzymuję kontakt do dziś.
      Na studiach złagodniałam i wyluzowałam, kontakty z ludźmi z samej uczelni miałam
      raczej poprawne/przeciętne (znów motyw odstawania, ale bez dramatów),
      pozaprzyjaźniałam się za to z ludźmi poznanymi w internecie, dzielącymi moje
      zainteresowania itd.
      Nie uważam, żeby ciągnęło się za mną "bycie nielubianą przez wszystkich" (a
      kilka wychowawczyń mnie tym w dzieciństwie straszyło:)), na pewno jestem osobą
      wyrazistą i wzbudzam skrajne emocje, z wiekiem nauczyłam się szukać sobie
      przyjaciół i utrzymywać poprawne kontakty z ludźmi, z którymi muszę współistnieć.
      A z kontaktami z ludźmi, od których coś zależy, to różnie bywa. Zauważyłam, że
      często dobrze żyję z osobami wzbudzającymi paniczny lęk "ogółu" ze względu na
      wysokie wymagania i złośliwość, natomiast źle dogaduję się z tymi powszechnie
      lubianymi. Ale zasadniczo jak muszę, to nawet z nimi się dogadam. Generalnie (z
      niewielkimi awariami, żeby nie było za różowo) nauczyłam się chyba żyć z sobą.
    • plica Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 11:37
      w dziecinstwie bylam niesmiala i dziwaczna, przemadrzala, zbyt emocjonalna, zbyt mocno uczuciowo wiazalam sie z przyjaciolkami, zbyt latwo mozna bylo mnie zranic itd. na szczescie postanowilam z tym walczyc i na sile pakowalam sie w stresujace sytuacje, w szkole zglaszalam sie do pojscia do dyrektora po cos tam, nauczycielce po rajstopy i takie tam :) pomoglo. dzis z kolei trapi mnie cos innego. tak szczerze i naprawde mocno lubie bardzo niewielu ludzi. wiekoszosc jest dla mnie "sympatyczna" "fajna" "taka sobie" "nijaka". ciezko mi sie mocno zaprzyjaznic, mocno zakochac czy wzbudzic w sobie jakies mega glebokie emocje. ba! ciezko mi nawet kogos szczerze nienawidziec. chcialabym, zeby te zjawiska wystepowaly czesciej. po dawnej niesmialosci i wycofaniu nie zostal slad. pracuję na codzien z ludzmi. duzo gadam, jestem kontaktowa, malo co mnie stresuje :)calkiem obcy klienci opowiadaja mi historie swojego zycia :) w zyciu prywatnym jestem z kolei dosc szczera, bardzo czesto zlosliwa. mysle, ze obecna sytuacja ma duzo wspolnego z tym jak sie czulam w dziecinstwie. cos na zasadzie zaprzeczenia czy zbudowania nowej lepszej ja po nieprzyjemnych doswiadczeniach.
      czy mi sie wydaje, ze najczesciej szczesliwe dziecinstwo to bujda ?
      • yaga7 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 12:25
        Mnie się wydaje, że w ogóle ciężko jest zdefiniować szczęśliwe dzieciństwo, bo
        dla każdego może to być coś innego.
        Zależy też, czy mówimy o sytuacji w domu, w szkole, czy na podwórku.

        Mimo iż były okresy, gdy byłam "prześladowana", nielubiana, wytykana w szkole
        czy na podwórku, rodzinnie miałam super i w sumie nie zamieniłabym swojego
        dzieciństwa na żadne inne. Bo gdyby nie to, co się stało w przeszłości, nie
        byłoby mnie tu, gdzie jestem teraz, a ja bardzo lubię swoje "teraz" :)
        • pierwszalitera Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 13:46
          yaga7 napisała:

          > Mnie się wydaje, że w ogóle ciężko jest zdefiniować szczęśliwe dzieciństwo, bo
          > dla każdego może to być coś innego.

          Z reguły to dzieciństwo, a w jeszcze większym stopniu okres dojrzewania to najdramatyczniejsze okresy życia i wcale nie byliśmy wtedy najszczęśliwsi. Dopiero z pewnej persepektywy czasowej, gdy wiele rzeczy przestaje boleć, zaczynamy widzieć, że było całkiem fajnie. Ale jak czytam tu te opowiadania ze szkolnych lat, to tylko się ta teza potwierdza. Z reguły prawie każdy czuł się wtedy mniej albo więcej niezrozumiany i odrzucony. I zawsze są jacyś inni, którzy niby trzymają razem i do których nie pasujemy. To nie jest wyjątek, to jest reguła. To jest jednak tylko specyficzność tego okresu rozwojowego, bo w tym czasie jesteśmy wszyscy bardziej do siebie podobni niż myślimy. I wcale nie chodzi o to, czy lubimy inną muzykę, albo ciuchy, które to wydają nam się czasem barierą nie do pokonania i dzielącą wszechświaty, tylko o sposób przeżywania. To bowiem, że mamy inne zainteresownia, inaczej wyglądamy, inaczej spędzamy czas, albo mamy inny gust nie jest wcale przeszkodą by być lubianym. Ale to rozumiemy zwykle dopiero trochę później.
          • normalna_ja Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 15:05
            w podstawówce przezywali mnie BIG CYC, choć wcale nie miałam dużych
            piersi, większe niż koleżanki z klasy, ale nie giganty ;). chłopcy
            zwracali tylko uwagę na biust i interesowali się mną z tego powodu,
            a dziewczyny mnie nie lubiły
            w liceum był tylko jeden chłopak, więc sprawa się skomplikowała, bo
            nie miał mnie kto lubić ;)
            dziewczyny na studniówce obrzucały mandarynkami......

            na studiach już w porządku
            tylko do dziś mam pewne obawy i lęki, czy aby faceci nie zwracają na
            mnie uwagę tylko ze względu na piersi

            i jestem strasznie zakompleksiona i się wstydzę, poprzedni facet do
            tego doprowadził, ale to już inna bajka....
            • pierwszalitera Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 15:21
              No to musisz sama wyjść z tego biuścianego pryzmatu. ;-) Prawdę mówiąc mało prawodopodobne, że koleżanki nie lubiły cię tylko z powodu biustu, a faceci wręcz przeciwnie. Nie gniewaj się, ale sobie pewnie tylko coś takiego ubzdurałaś. Zrób sobie listę twoich pozytywnych cech, te które wydają ci się sympatyczne u innych i które też posiadasz. Zastanów się, za co jeszcze można cię lubić i co może się facetom u ciebie jeszcze podobać. Oprócz biust. ;-) Bo to, że faceci odlatują tylko na biust, to stereotyp i nieprawda. :-)
              • normalna_ja Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 15:41
                nie gniewam się :))

                koleżanki mnie nie lubiły, bo koledzy nie zwracali na nie uwagi
                tylko na mnie i z perspektywy czasu myślę, że to było właśnie
                powodem nielubienia mnie

                a mój biust się może tylko podobać w staniku ;P
    • mokta szkolna Beksa 18.04.09, 11:52
      Od czasu gdy poszłam do szkoły bardzo chciałam być popularna. Niestety, nie
      grzeszyłam ani urodą ani nie była super inteligentna. Ale ponieważ byłam beksą
      byłam świetnym celem do wyśmiewania i bawienia się moim kosztem. I tak raz np.
      jedna z "popularnych" chciała mi upleść włosy a skończyło sie na tym, że za
      kołnierz wsadziła mi papierek po batonie i wszyscy sie śmieli. Innym sytuacja:
      "koledzy" chciały rzucić na mnie innego "kolege" a ja instynktownie zasłoniłam
      się rękami i wyciągnełam noge aby go odepchnąć. Jak go rzucili na mnie to potem
      naskarżyli, że kopnełam kolege! Kilka razy byłam stawiana przed klasowym sądem -
      stałam jak ten debil prawie zapłakana i słuchałam jak to ja perfidnie kopnełam
      kolege, że niby jestem agresywna itp. itd. Nikt mnie nie bronił, moje
      tłumaczenia nie znaczyły nic. Nic to, że miałam świadków co sie naprawde stało,
      siedzieli ze spuszczonymi głowami i milczeli. Przepłakałam wiele dni. Poszłam do
      liceum i wtedy troche odżyłam. Teraz na studiach już nie przejmuje się tak mocno
      jak wtedy w podstawówce czy gimnazjum. Ale nadal jestem "inna". Jestem
      outsiderem bo :
      - nie chce miec dzieci
      - nie marze o ślubie w białej sukni
      - nie mam chłopaka
      - nie chodze do kosmetyczki, solarium, na dyskoteki itp. itd.
      - nie robie wszystkiego aby przypodobać się chłopakom z grupy
      Ja jedyna z całej grupy tych rzeczy nie robię i szczerze mowiąc to mam to w
      pośladkach :] Niestety żałuję, że kiedyś nie miałam takiej odporności bo
      wspomnienia nadal we mnie siedzą. I ciesze się kiedy dowiaduje sie o jakimś
      niepowodzeniu "dawnych kolegów". Nie wszystkich oczywiscie, ale poczucie krzywdy
      przetrwało tyle lat, że odczuwam przyjemność.
      • kuraiko Re: szkolna Beksa 18.04.09, 13:35
        mokta ---> akcja z batonem przypomina mi numery, które robiono mi,
        ale te były bardziej hardkorowe. "zamknij oczy i otwórz buzię" (no
        dobra, co mi zależy, pomyślała naiwna 7-latka) wsadzili mi do ust
        papier toaletowy "hahaha gruba myślała pewnie że to batonik" :/ to
        chyba największy hardkor, ciekawe ile będę musiała mieć lat aby o
        tym zapomnieć. albo rzucanie poślinionych cukierków we włosy, a
        opiekunki na kolonii powiedziały, że to "mój problem" itd
        • mokta Re: szkolna Beksa 18.04.09, 16:30
          Nie wiem co Ci powiedzieć ale milcząco rozumiem bo sama czegoś takiego
          doświadczyłam. A jak sie wtedy układało z Twoimi rodzicami? Moi akurat byli w
          trakcie walczenia o wszystko więc nie mogłam sie nawet nikomu pożalić.
          • kuraiko Re: szkolna Beksa 18.04.09, 19:58
            wtedy w miarę dobrze z rodzicami, ale u mnie żalenie się powodowało
            irytację mamy, a jej rad ("oni są głupi, nie przejmuj się, nie
            reaguj") nie potrafiłam jakoś wprowadzić w życie :/ no z perspektywy
            widzę, że momentami przeginałam z jękoleniem, ale to raczej w
            temacie "damsko-męskim", w sumie się nie dziwię, że ją to
            wkurzało ;) ale co powiedzieć córce, która nie ma powodzenia, a
            kolejny raz przychodzi z dyskoteki i jęczy że żaden chłopak nie
            poprosił jej do tańca ;)
            aa jeszcze czasem rodzice sugerowali, że to moja wina, że mnie tak
            traktują, tzn że się "daję", albo że wręcz prowokuję takie sytuacje
            O__o ale fakt, w domu było normalnie.
        • klymenystra Re: szkolna Beksa 20.04.09, 15:40
          Ech, jak sobie przypomne... W szkole bylo ok, bo mialam matke nauczycielke i sie
          bali, ale za to odreagowywali na wycieczkach szkolnych. No i na koloniach. Az mi
          niedobrze, jak mysle sobie, jak dzieci potrafia byc okrutne - chamskie zarty to
          jedno, ale chamskie teksty i zachowanie... Nie bede tu nic przytaczac, ale
          rozumiem Was, dziewczyny :(
      • daslicht Re: szkolna Beksa 18.04.09, 15:33
        Znam to :) ja zawsze byłam TA ZŁA! Miałam w klasie koleżankę
        chucherko, która była niesamowicie kłótliwa. Zaczepiała,
        prowokowała, ale było, że "znęcam się nad słabszymi od siebie,
        przecież to maleństwo się ciebie boi, no co ty za bzdury o
        prowokowaniu wygadujesz!". A że byłam najwyższa w klasie, to wiadomo
        było, ze to ja zaczepiam i ja się znęcam nad słabszymi. A jak!

        A obecnie również:
        - nie chce miec dzieci
        - nie marze o ślubie w białej sukni
        - nie mam chłopaka - tego nikt nie przyjmuje do wiadomości, bo
        wiadomo, że "taka lala musi mieć". Do tego chodza plotki, że robię
        orgie :)
        - nie chodze do kosmetyczki (nie ma potrzeby), solarium (te co
        chodzą od lat, to już po nich widać. Ja szanuję moją skórę i nawet
        na słońce nie wychodzę), na dyskoteki (wystarczy mi, że słysze u
        siebie to urocze UMC UMC i mi w zupełności wystarczy) itp. itd.


        A z tą satysfakcją to moze trochę gdy widzę, że te co nazywały mnie
        w szkole "pasztetem z rodziny Adamsów" są obecnie zaniedbanymi
        babami z mężem-elementem i dwójką/trójką dzieci i wyglądają dychę
        starzej.
        - Znam ją ze szkoły
        - Czego cie uczyła?
        - Coooo? z klasy! Jest ode mnie pół roku młodsza!
        - Ożeszk...
        Może wygląd przyziemna sprawa, ale ze mnie sie nabijali właśnie z
        powodu wyglądu --> patrz: pasztet z rodziny Adamsów, oprócz tego:
        kaszalot, decha, obojnak, wampir itepe :)))
        • pierwszalitera Re: szkolna Beksa 18.04.09, 15:44
          daslicht napisała:

          > Może wygląd przyziemna sprawa, ale ze mnie sie nabijali właśnie z
          > powodu wyglądu --> patrz: pasztet z rodziny Adamsów, oprócz tego:
          > kaszalot, decha, obojnak, wampir itepe :)))

          To przypomina mi taką prominencką historię. Angelina Jolie opowiadała kiedyś, że nabiajano się z niej w szkole ze względu na jej wydatne usta i chyba miała nawet przydomek "warga". Jak te czasy (i opinie) się zmieniają... ;-)
    • tfu.tfu Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 16:43
      ja zawsze byłam "gruba" ;) przeszło mi w Glasgow. nie dlatego, ze Szkoty są
      jakieś grubaśne (większość jest jednak chuda ;)), ale dlatego, ze oni po prostu
      NIE KOMENTUJĄ! moja szkocka przygoda uczyniła ze mnie innego człowieka. w Polsce
      bym się czuła zahukana pewnie do u... śmierci ;))
      nielubiana byłam tez z powodu braku zachwytów nad Anią ze wzgórza, zachwycałam
      się raczej Małgorzatą (tą od mistrza ;)). sobie tak czasem myślę, że to, co
      wypracują mądrze wychowujący rodzice szkoła i tak zepsuje... :/
      • daslicht Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 18:27
        Ja też byłam "gruba", a wydało się to po bilansach zdrowia - wiecie,
        ważenie, mierzenie...
        - A wiecie ile waży Kaśka?
        - Ileeeeee?
        - Sześćdziesiąt kilo! Szok! (dla 13-latki 60 to gigantyczna liczba)
        - Ale ona jest gruba! A nie widać po niej!

        :))))
        • a_girl Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 20:04
          Też byłam (ponoć) gruba w podstawówce. I było to jeden z kolejnych powodów dla
          których miałam w tej czcigodnej placówce oświatowej przeje...ne. Potem nagle
          wyciągnęłam się, schudłam i ogólnie zadbałam o siebie i teraz jak widzę te
          zakazane mordy z okresu dziecięctwa, które zapryszczały, popuchły i ogólnie
          pobrzydły, to, nie ukrywam, odczuwam dziką satysfakcję :P
        • wera9954 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 20:07
          daslicht napisała:


          > - Sześćdziesiąt kilo! Szok! (dla 13-latki 60 to gigantyczna liczba)
          > - Ale ona jest gruba! A nie widać po niej!

          Ja mając 13 lat ważyłam 57 kg po odchudzaniu ;) A teraz mam 14 lat i
          ważę jakoś podobnie, chociaż odrobinkę mi się przytyło. Nie uważam
          się za grubą, no chociaż mogłabym wrócić do figury, jaką miałam trzy
          miesiące temu (wyraźniejsze wcięcie w talii miałam).
          • daslicht Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 20:26
            Ja miałam bardzo długo 60 kilo. Tak jakoś od 11 lat (160 cm) do 16
            (175 cm) :)
        • kasica_k Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 19.04.09, 00:57
          OMG, jak to jednak czasy się zmieniają. W wieku 13 lat nie miałam pojęcia, ile
          ważę, w ogóle ten temat nie istniał :)
          • kuraiko Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 19.04.09, 01:04
            nie robili wtedy bilansów w szkole? ;) te wszystkie siatki
            centylowe :/
            • daslicht Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 19.04.09, 01:09
              Tam, gdzie się kończą siatki centylowe, zaczynam się JA!

              (to mówiąc wsadziłam rękaw od szlafroka do herbaty)
            • kasica_k Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 19.04.09, 02:19
              Może i robili, ale kto się tym interesował? Jeśli ktoś był w widoczny sposób
              gruby, to owszem, bywał wyśmiewany, ale kwestia, ile kto waży, była poza uwagą -
              przynajmniej ja nie przypominam sobie rozmów na ten temat z rówieśniczkami. Może
              krótką pamięć mam :)
              • kuraiko Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 19.04.09, 03:23
                no masz rację ;) z mojej tuszy się naśmiewały osoby, które nie miały
                pojęcia ile ważę. a jak robili bilansy w szkole, to inni w klasie
                przecież już wcześniej widzieli jak wyglądam i moja waga nie miała
                takiego znaczenia, jak np w przypadku osoby wizualnie szczupłej,
                która dziwnym trafem dużo waży
        • bajgla Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 20.04.09, 21:27
          Reakcja koleżanki ze studiów na pytanie ile ważysz (60 wtedy):
          "Współczuję"
          Cóż, miałam już na tyle pewności siebie, żeby spojrzeć na nią jak na nienormalną. Pewnie porównywała to do swojego wzrostu <160cm, ja mam jakby trochę więcej...
          Przy czym ja bynajmniej nie uważam, że 60 przy jakimśtam wzroście to dużo, czyjaś waga to nie moja sprawa i tyle. A tamta później pojedynkowała się z koleżanką, która zje mniej...
    • bathilda Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 17:21
      Mauzonka, zakładam, że piszesz poważnie, więc Ci odpowiem poważnie.

      To wszystko jest w głowie. I to, wybacz szczerość, w Twojej głowie. Widziałam Cię w realu 2 czy 3 razy i mogę Ci powiedzieć, że kiedy wchodzisz do pokoju to wszyscy widzą królową studniówki - piękna, zgrabna blondynka, która odnosi sukcesy, ma 100 pomysłów i pięknie się uśmiecha. Wszystkie zakompleksione brzydule zamykają się w sobie i cofają się w kącik ;)

      A jeśli Tobie się wydaje coś innego to masz wadę wzroku jak ta pani:

      student.wszia.edu.pl/%7Emm2/lustrok.jpg

      A dużo lepiej mieć taką wadę wzroku ;)

      student.wszia.edu.pl/%7Emm2/lustrom.jpg

      Ściskam offtopowo.
      • swierszczowa1 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 18:52
        Ja Mauzonke widziałam tylko w telewizji ale robiła wrażenie bardzo
        milej osoby. to tego pięknej, wygadanej, inteligentnej. Grupa często
        odrzuca taką osobę. W podstawówce mojego brata była taka sytuacja. W
        trzeciej klasie dzieci napisały list do jednej dziewczynki w
        stylu "Małgosiu nie lubimy cię", pod którym się WSZYSTKIE dzieci w
        klasie podpisały, a mój brat na końcu dodał Potwierdzam -
        przewodniczący klasy. Dziewczynka wyróżniała się tylko tym ze bardzo
        dobrze się uczy i wie o wiele więcej niż pozostałe dzieci w klasie.
        Sytuacja ta była dla mnie dużym szokiem. Nie spodziewałam się ze mój
        mały, otwarty na inne dzieci brat jest do czegoś takiego zdolny.
        Raczej wcześniej nie dyskryminował on innych dzieci z żadnego
        powodu. Nie wiem jak uwrażliwiać dzieci w naszym otoczeniu, żeby nie
        były takie okrutne dla innych.
        • swierszczowa1 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 18:55
          Coś mi sie rozjechał wątek. Miałam na mysli ze dzieci mogły odrzucć
          Mauzonke, poniewaz nad nimi w jakis sposub gurowała. Np.
          intelektalnie. I jej ogromny urok osobisty mógł nie pomagać. Maluchy
          były zazdrosne (np. o względy Pani). Potem w LO dziewczyny równiez
          mogły byc o nia zazdrosne z wielu powodów.
          • bathilda Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 19:08
            Swierszczowa, ja się zgadzam, ze to mógł być powód kłopotów w wieku szczenięcym.
            Ale chodzi mi o to, że ci, którzy teraz widzą Mauzonkę raczej nie myślą na jej
            widok "to jakaś dziwna laska, nie lubię jej na dzień dobry". Bo sprawia wrażenie
            miłej i interesującej osoby. A tylko ona zakłada, że ktoś ją odrzuci bo tak
            kiedyś bywało.
            • swierszczowa1 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 19:13
              bathilda napisała:

              > Swierszczowa, ja się zgadzam, ze to mógł być powód kłopotów w
              wieku szczenięcym
              > .
              > Ale chodzi mi o to, że ci, którzy teraz widzą Mauzonkę raczej nie
              myślą na jej
              > widok "to jakaś dziwna laska, nie lubię jej na dzień dobry". Bo
              sprawia wrażeni
              > e
              > miłej i interesującej osoby. A tylko ona zakłada, że ktoś ją
              odrzuci bo tak
              > kiedyś bywało.
              >

              Oczywiscie ze nie. Na mnie np Mauzonka robi bardzo dobre wrazenie.
          • plica Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 20:15
            > Mauzonke, poniewaz nad nimi w jakis sposub gurowała. Np.
            > intelektalnie.

            od guru czy od góry ? :)
            • szarsz Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 20:28
              Plica, nie czepiaj się Świerszczowej, ona się naprawdę stara i
              przeważnie wszystko sprawdza przed wysłaniem :)
              • plica Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 20:31
                dysortografia czy cos? nie wiedzialam, ze ktos tu ma powazniejszy problem
                • szarsz Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 21:34
                  plica napisała:
                  > dysortografia czy cos? nie wiedzialam, ze ktos tu ma powazniejszy
                  > problem

                  nie mam pojęcia w sumie :) Ale to mądra kobieta jest, a przez te
                  błędy czasem traci się sens jej wypowiedzi.
                • swierszczowa1 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 21:51
                  plica napisała:

                  > dysortografia czy cos? nie wiedzialam, ze ktos tu ma powazniejszy
                  problem
                  W sumie to tak. Ale dysortograf też powinin się postarać i poprawnie
                  napisac:) Ale do Mauzonki to i byćie guru (np. stanikowym) i
                  górowanie (od góry) pasuje:). Chcoaż w zamierzeniu mialo być
                  oczywiscie górowanie:)
            • swierszczowa1 Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 20:31
              plica napisała:

              > > Mauzonke, poniewaz nad nimi w jakis sposub gurowała. Np.
              > > intelektalnie.
              >
              > od guru czy od góry ? :)

              W sumie to tak i tak:)
        • pierwszalitera Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 19:51
          swierszczowa1 napisała:

          Nie wiem jak uwrażliwiać dzieci w naszym otoczeniu, żeby nie
          > były takie okrutne dla innych.

          Ja mam wrażenie, że to trochę wina naszej zawistnej kultury i dzieci powielają tylko wzorce podawane przez dorosłych. W Polsce nie lubi się ludzi, którzy odnoszą sukcesy. Zawsze podejrzewa ich się o nieuczciwość, wredność i arogancję. Także, jak komuś się coś udaje, bo jest zdolny, ładny, albo ma jakieś szczególne umiejętności traktowany jest z nieufnością i dystansem. Tak dla kosmicznej sprawiedliwości lepiej mu zawsze dowalić, bo wszystkim musi być po równo źle. ;-) Można bowiem komuś zazdrościć, podziwiać go i uznawać za pozytywny wzorzec do naśladowania, albo z lenistwa zazdrościć i życzyć mu wszelkiej cholery. ;-) Zacząć musimy więc u siebie, by nie przekazywać dzieciom naszych uprzedzeń.
    • kuraiko Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 20:14
      żeby nie było dołersko, to w moim przypadku wniosek jest taki, że
      lubią mnie osoby, które w jakiś okolicznościach miały okazję poznać
      mnie lepiej, a nie lubią te "z zewnątrz". inna sprawa, że tamtym nie
      zależy aby mnie lepiej poznać, bo mnie właśnie nie lubią ;) kiedyś
      chyba o tym wspominałam, że w pewnej grupce miałam opinię
      świątobliwej laski, frajerki. jak laski zaprosiły mnie kiedyś na
      wódkę i ja dawałam równo, to im szczęki opadły, one przyznały wprost
      co o mnie myślały. i szczerze powiedziawszy z nimi potem się lepiej
      dogadywałam niż z niektórymi hipokrytkami, które na pozór były miłe.


      aaa jeszcze jest możliwe takie wytłumaczenie, tego o czym pisze
      Mauzonka (tzn o tym odrzucaniu, a nie o tym czy jest tak w
      istocie ;) ). kiedyś powiedziała mi to laska po psychologii - że
      ludzie boją się tych, którzy są od nich inni. wtedy reagują właśnie
      odrzuceniem, agresją, te wszystkie dokuczania w dzieciństwie.
      właściwie dlaczego prześladowany jest okularnik, dziecko z nadwagą,
      rudy, piegowaty, kujon - bo jest "inny". ostatnio też czytałam o
      tym, że odrzucenie przez grupę "nowego" w klasie jest normalne ;/ no
      i rzeczywiście - znęcaliśmy się w podstawówce nad "nowym", od razu
      znalazły się jakieś łatki (słucha disco polo, śmiesznie mówi, ma
      przewrażliwioną matkę), a w gruncie rzeczy chłopak nie zasługiwał :/
      u dorosłych "inność" to może być specyficzne zachowanie, które
      wydaje się innym dziwaczne, głupie, oczywiście strój, wygląd,
      zainteresowania, sposób spędzania wolnego czasu.
    • the_mariska Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 21:13
      Mauzo, nie żartuj, od samego początku miałam wrażenie że jesteś duszą towarzystwa ;)

      Mnie też dzieci w podstawówce nie lubiły, bo byłam najmłodsza, najniższa,
      nosiłam koszmarne okulary i miałam zawsze najlepsze oceny. Ostatnio na spotkaniu
      klasowym prawie wszyscy koledzy wyznali mi po kolei, że mnie strasznie nie
      cierpieli i muszą się teraz z tego powodu ze mną napić na pojednanie. Co
      ciekawe, to z nimi miałam o czym rozmawiać cały wieczór (w końcu trzeba było
      nadrobić te lata ;)), a nie z koleżankami które pozornie były zawsze wobec mnie
      w porządku. Braki w kontaktach towarzyskich w podstawówce i gimnazjum zaczęłam
      potem skutecznie nadrabiać i na brak znajomych nie narzekam - choć przekonałam
      się dość brutalnie, że nie warto iść w ilość ale w jakość ;)

      Zupełnie inna sprawa, że zawsze wychowywałam się z samymi chłopakami (mam 4
      rodzonych braci, do tego koledzy braci, koledzy kolegów... ;)) i o ile przy
      facetach czuję się strasznie swobodnie, to stresują mnie rozmowy z pewnymi
      siebie kobietami. A jeśli mam wejść jako nowa w babskie, zżyte ze sobą i zgrane
      towarzystwo to po prostu zawał serca na miejscu - ostatnio byłam na takim
      spotkaniu i bałam się słowem odezwać ;) Jako, że studiuję na Polibudzie to za
      bardzo mi w życiu nie przeszkadza, mam nadzieję, że nigdy nie przytrafi mi się
      praca z większą ilością kobiet.



      PS. Nawet nie wiecie, jak mnie Besame stresowała na samym początku jak ją
      poznałam, od niej aż emanuje atrakcyjnością i pewnością siebie ;))))
      • mauzonka Rety, Kobiety:) 18.04.09, 22:10
        Dzięki za Wasze wszystkie szczere - zakładam - posty! Aż się rumienię, zwłaszcza, że wątek nie miał być w zamierzeniu autoterapeutyczny, tylko taki o, zwykły oftopik na niedzielę do dzielenia się własnymi traumami towarzyskimi z dzieciństwa:)

        Ale koncepcja z odrzuceniem z powodu "gurowania nad grupą";) jest chyba całkiem prawdopodobna. Tak jak Mariska byłam zawsze najmłodsza (rok wcześniej do szkoły), wygadana, bezkompromisowa wobec nauczycieli i z bardzo niezłymi ocenami. W późnej podstawówce regularnie olewałam lekcje wagarując - respektowałam tylko polski i matmę, a i tak miałam b. wysoką średnią. W liceum podobnie - kontestowałam zastany ład szkolny, a mimo to dostawałm paski na świadectwie i nagrody za olimpiady. Może to więc ludzi wkurzało, że na dużo sobie pozwalam, a w ogóle na tym nie tracę?

        Muszę sobie poczytać jakąś książkę o tym, jak sobie zjednywać ludzi w krótkich kontakatach. Może nawet jeśli rzeczywiście nie jest tak, że wzbudzam nielubienie, to wiedza o specyficznych trickach na pewno doda mi więcej pewności siebie.
        • justinehh Re: Rety, Kobiety:) 18.04.09, 22:37
          No ale jakoś udało ci się poskładać to wszystko do kupy, ja tam orłem nie byłam,
          bo poza nudnymi lekcjami było tyle ciekawych rzeczy do przeczytania, wygadana
          nie byłam wcale, a jak pewnego dnia usłyszałam wściekły syk: ty masz zawsze coś
          do powiedzenia, odpuściłam, odechciało mi się całkiem wkręcania w nowe towarzystwo.
        • kasica_k Dobre wrażenie 19.04.09, 01:40
          mauzonka napisała:
          > wygadana, bezkompromisowa wobec nauczycieli i z bardzo niezłymi ocenami. W
          > późnej podstawówce regularnie olewałam lekcje wagarując - respektowałam tylko p
          > olski i matmę, a i tak miałam b. wysoką średnią.

          Haha, przypomina mi się, jak w liceum prowadziłam wojny z dyrekcją, a wcześniej, po okresie grzecznej dziewczynki prześladowanej za domniemane kujoństwo (kujon to taki, co się ciągle uczy, nie? Uczyć się zaczęłam na studiach), kumplowałam się z największymi rozrabiakami w klasie. Co nie przeszkodziło mi w dostawaniu nadal czerwonych pasków, etc. Wagarowałam, ile chciałam, za przyzwoleniem rodziców zresztą (cicho sza, bo się wyda ;). Na stosunki z rówieśnikami wpływało to wszystko w sposób widoczny, co z kolei musiało mieć wpływ na moje własne postrzeganie siebie i innych.

          Wracając do tematu, "domniemanie nielubienia" na pewno koreluje z nieśmiałością - przeszłam ten etap w okresie dojrzewania mniej więcej, potem stopniowo dotarło do mnie, że naprawdę trudno znielubić kogoś na pierwszy rzut oka. W większości przypadków, jak sądzę, wrażenie jest pozytywne lub obojętne - pod warunkiem, że spotykamy się z przeciętnym, w miarę poukładanym psychicznie człowiekiem. Kontakty z ludźmi niesamowicie wręcz ułatwia przesunięcie fokusu z własnej osoby ("co on o mnie myśli?") na drugą stronę (hmm, kim on jest?)- lepiej się czujemy z ludźmi po odkryciu, że ludzie to, generalnie, ciekawi są (czasem nawet wtedy, gdy są nieciekawi ;) - sami w sobie, a nie tylko przez to, jak reagują na nasze istnienie. Presja, żeby ciągle robić na otoczeniu tzw. dobre wrażenie, jest moim zdaniem destrukcyjna, a działanie pod jej wpływem potrafi przynosić skutki dokładnie odwrotne od zamierzonych.
        • tfu.tfu Re: Rety, Kobiety:) 19.04.09, 10:18
          mauzonko? Ty? zjednywać ludzi? łomatko ;) chcesz żeby się do Ciebie wszystko
          przylepiało ;)) nie musisz nic czytać :) masz tu grupę wiernych wielbicielek (:
          choś kobieto na kawę, albo inny napój ;)(niedziele mam wolne, dorzucę spacer z
          psim w bonusie ;))
    • chocochoco Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 18.04.09, 23:03
      A ja też mam zawsze wrażenie jak poznam kogoś nowego, że z miejsca mnie nie lubi, a w grupach rówieśniczych (oprócz studiów) byłam zawsze popularna. To chyba kwestia nieśmiałości przynajmniej u mnie. Zresztą ciężko czuć się gdzieś wyobcowanym, jak ma się te same przyjaciółki od 6 klasy podstawówki z którymi nie rozstałam się aż do matury i do teraz spotykam się regularnie- po innych znajomych widzę, że taka damska przyjaźń bez zawiści to na prawdę rzadkość, więc chyba mam szczęście :-). Na studiach za to nie jestem w ogóle popularna i pierwszy raz w życiu czuję się jak outsider :P
    • iczanka Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 19.04.09, 19:31
      Był taki okres na początku podstawówki kiedy przejmowałam się wszystkim. Gdzieś
      tak w okolicy 4 klasy przewartościowałam pragnienie bycia lubianą przez
      wszystkich, i nagle okazało się że mam się z kim przyjaźnić, i że część ludzi po
      prostu lubi mnie taką jaką jestem. A nie za to co nosze, wyglądam i co mam.
      Beksą jestem do dzisiaj, choć z tym walczę, ale przynajmniej wyrobiłam sobie
      pewien optymizm i teraz zamartwiam się tylko wybiórczo i krótko, o ile wogóle;)Z
      dzieciństwa wyniosłam nie traumy, ale doświadczenia które pomogły mi zadecydować
      o tym co jest dla mnie ważne.
      Kolegom zdarzało się mi dokuczać jeszcze w 8 klasie, ale teraz nie jestem pewna
      czy to z braku sympatii. Na studiach to ja już dokuczałam im;)
      Nigdy nie byłam szalenie popularna,nie chciałam chodzić z nikim dla lansu i
      nigdy nie rozumiałam czemu muszę mieć chłopaka. Przyjaciół mam niewielu za to
      pracowaliśmy na siebie przez lata. Ogólnie lubiana byłam chyba tylko na
      studiach, w sposób jaki lubi się niegroźne wariatki (co mi zresztą odpowiadało).
      No i niezmiennie zdziwienie otoczenia budzi fakt że uciekam przed łapaniem
      welonu na oczepinach;D
    • zooba A propos domniemanie nielubienia 19.04.09, 22:00
      Skojarzyło mi się przy okazji tego tematu parę moich przekonań nt własnej osoby, które teraz wydają mi się bez sensu alemiały wpływ na moje zachowanie przez lata.
      Np. będąc młodą nastolatką wymyśliłam, że mamodstające uszy - i przestałam nosićjakiekolwiek fryzury je odsłaniające (a uszy zupełnie w normie, na 100%).
      Odpalantowywałam WSZYSTKICH facetów,którzy mówili, że mam piękne/ładne oczy - uważałam taich za kompletnych palantów bez grosza polotu i inteligencji - żeby taki banał walić. W wieku 35 lat doszłam do wniosku, że może to jest prawda....
    • ocisza Re: nielubienie w dzieciństwie - oftopik na łiken 20.04.09, 15:09
      Z podstawówki pamiętam, że czułam się nielubiana, ale nie byłam w żaden sposób
      szykanowana. Cóż, jeśli reszta klasy chciała ściągnąć zadanie z matmy, to
      musiała być miła ;) Tak wtedy to widziałam. Potem w liceum trafiłam wśród
      kompletnie obcych mi ludzi. Nie znałam nikogo z mojej nowej klasy i trzymałam
      się z boku. Ale jakoś od początku zaczęły o moje względy zabiegać najbardziej
      przebojowe osoby. Zaskoczyło mnie to i nabrałam pewności siebie. Nagle okazało
      się, że jestem dość powszechnie lubiana i akceptowana. Teraz myślę, że i w
      podstawówce byłam lubiana przez większość moich szkolnych znajomych tylko mój
      odbiór był skrzywiony brakiem pewności siebie :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja