Rozważania nad różnicami pokoleniowymi

20.04.09, 02:22
A właściwie nad ich brakiem.
Tchnęła mnie do nich impreza, w której wczoraj aktywnie
uczestniczyłam. Impreza- klasyczna domówka, z okazji 36 urodzin
gospodarza domu. Wszyscy goście w tym wieku, albo starsi- ja ponad
10 lat młodsza.
Przed wyjściem z domu bałam się, że nie zabawię tam dłużej niż
godzinę, bo nawet jeżeli ktoś łaskawie się zgodzi ze mną
porozmawiać, to i tak nie będziemy mieli o czym, bo podobno zmiana
pokoleniowa dokonuje się co 5 lat i takie tam różne głupoty.
Na miejscu okazało się, że ludzie o tyle ode mnie starsi niczym się
ode mnie nie różnią- bawią sie tak samo jak moi rówieśnicy, ba i
nawet o tych samych rzeczach rozmawiają- no nie licząc jednej
40latki, która mi opowiadała o zaletach botoksu. A już najbardziej
mnie zaskoczył pewien pan w okolicach 60tki, skądinąd bardzo znany,
który bez cienia wyższości podszedł do mnie, przedstawił mi się i
zaczął ze mną przemiłą pogawędkę.
Oczywiście wiem, że większość z nich z racji wieku przeżyła dużo
więcej niż ja (chociażby tyle, że prawie wszyscy już mają dzieci),
ale przynajmniej w tej specyficznej sytuacji towarzyskiej jaką jest
impreza widziałam, że jesteśmy "tacy sami".
Dodam jeszcze, że dawno się tak dobrze nie bawiłam, o czym może
świadczyć fakt, że wróciłam do domu o 9 rano- a ja głupia myślałam,
że starsi już nie mają tyle siły, żeby balować ;)
Macie podobne doświadczenia? A może wręcz przeciwnie?
    • kasica_k Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 05:24
      Znam emerytkę, przy której czasem czuję się starym ramolem i wcale nie żartuję.
      Nie raz mnie w życiu zaskoczyło, jak świetnie się można dogadać z ludźmi dużo
      starszymi - teraz nie zaskakuje mnie to wcale. A moje pokolenie, czyli ludzie
      obecnie między trzydziestką a czterdziestką, to ogólnie imprezowe jest :) A
      przynajmniej bywa, jeśli akurat może zrobić sobie przerwę między pracą a
      dziećmi. Na co dzień żyje się trochę inaczej, ale baluje się w gruncie rzeczy
      podobnie - to już bardziej od środowiska niż od wieku zależy.
    • yaga7 Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 06:01
      Moje gotyckie towarzystwo imprezowe, czyli ludzie, z którymi łażę na imprezy,
      koncerty i praktycznie są moją drugą rodziną, to ludzie w wieku od 23 chyba lat
      do 53 :P
      I spokojnie się jestem w stanie dogadać z ludźmi 10 lat czy więcej młodszymi ode
      mnie - bo takich spotykam, jak i starszymi - tu gorzej, bo jednak ta sztuka lat
      53 to wyjątek (ale jakże chlubny :D ).

      To nie jest tak, że jak się przekroczy trzydziestkę, to ludzie tylko w domach
      siedzą, dzieci wychowują i się bawić nie potrafią :P No wypraszam sobie ;))))
      • mauzonka Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 10:30
        No tak, bo wiek nie koniecznie idzie w parze ze "statusieniem". Mam statusiałych znajomych w swoim wieku (25 i okolice), którzy nic, tylko nowe meble i remont łazienki, a także zupełnie niestatusiałych 30-paro-latków. Wydaje mi się, że to kwestia stylu życia, a nie wieku.
        • ocisza Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 11:12
          Mauzonka - wypraszam sobie "statusienie". To takie protekcjonalne i negatywnie
          wartościujące! Nigdy nie przepadałam za imprezami i nie widzę w tym nic złego.
          To że różnimy się temperamentem czy zamiłowaniem do imprezowania jest chyba
          raczej pozytywne - świat i ludzie są interesujący właśnie dzięki różnorodności.

          A różnice pokoleniowe to zacierają się według mnie z wiekiem. Mając lat 19
          patrzyłam na ludzi mających tyle lat co ja teraz jak na doświadczonych i
          obeznanych ze światem. A teraz patrzę na świat z równym zaciekawieniem jak wtedy :)
          • quleczka Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 23:28
            Przyznaje jednak, ze okreslenie pewnie nie najtrafniejsze.

            Jednak cos w tym jest, ze czasem z osoba 2 razy starsza ciekawie mi sie na
            przyklad dyskutuje na jakis wspolny temat albo i nie wspolny tylko zupelnie dla
            mnie nowy.

            Czasem na odmiane spotykam sie z grupa rowiesnikow i prawie usypiam po raz n-ty
            sluchajac o ich dylematach wyboru nowego auta czy rynien do budowanego domu ;)

            To "statusienie" chyba akurat nie dotyczylo imprez jako takich i niewiele ma z
            nimi wspolnego. Wydaje mi sie, ze chodzilo o jakas taka ciekawosc swiata i
            mozliwosc ciekawej rozmowy, zabawy lub w ogole wspolnego spedzenia czasu.


            • mauzonka ojej, sorry! 20.04.09, 23:36
              Nie sądziłam, że "statusienie" ma dla kogokolwiek pejoratywne zabarwienie! Sama nigdy się z takim odbiorem nie spotkałam, więc musicie wybaczyć. Uzywam tego słowa na określenie stanu, w którym jedyne, co człowiek uznaje za interesujące i warte poswięcania czasu to wicie gniazda, robienie zapasów i konsumpcja dóbr szybkozbywalnych. Nie ma to nic wspólnego z byciem tatusiem:)
    • klymenystra Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 11:44
      Moj luby ma 37 lat. Ja - 23. Jego znajomi miedzy 26 a 48. Moi - 19-26. Wszyscy
      razem sie dogadujemy :)
    • agafka88 Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 16:45
      Ja się różnicami pokoleniowymi nigdy bardzo nie przejmowałam, mam to zresztą po rodzicach. Bywało tak, że mieliśmy wspólnych znajomych - młodsi od rodziców o +/- 10 lat, a starsi +/- 10 lat ode mnie. Zresztą nawet część moich znajomych kiedy byłam za granicą odwiedzało moją mamę, żeby tak sobie pogadać. No ale ja fajnych rodziców mam ;)

      Mam bardzo dobry kontakt z ciotkami, tak więc wypić piwo z ciotką o 20 lat starszą jest dla mnie przyjemnością, zawsze mamy o czym pogadać.

      Znajomych też miałam w różnym wieku. Moje zdanie jest takie, że jeżeli spotka się dwóch ludzi na poziomie, to bez względu na wiek będą mieli o czym ze sobą pogadać.

      Zresztą kolejnym dowodem na to, że różnice pokoleniowe nie mają dla mnie znaczenia jest to, jak dobrze czuję się na spotkaniach Lobbowych. I bardzo miło mi się rozmawia z dziewczynami w wieku moich rodziców lub starszymi. No i z tymi młodszymi też :)
      • mleko_w_tubce Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 17:55
        No tak, nie wspomniałam o rodzinie- mama o 30 lat starsza, a z nią i
        jej przyjaciółkami też się świetnie bawię- wystarczy powiedzieć, że
        do tej pory uwielbiam jeździć z mamą na wakacje. Ostatnio z mamą i
        jej starszą siostrą plotkowałyśmy przy whisky do 4 nad ranem, ale to
        jest jednak coś zupełnie innego niż z nowo poznanymi ludźmi.
      • daslicht Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 19:04
        Nie wyobrażam sobie żeby spożywać procenty z kimkolwiek z rodziny.
        Wspólni znajomi z rodzicami czy rodziną ze "starszyzny"? Wykluczone,
        od razu uruchamia się autocenzura.

        No ale niektórzy znajomi mojej mamy do tej pory wyskakują z
        tekstem "Kasieńka! Aleś ty urosła! Ale ty już duża panna jesteś!"
        (nie, kuźwa, będę mieć 5 lat do us...ej śmierci).
        • szarsz Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 19:32
          daslicht napisała:
          > Nie wyobrażam sobie żeby spożywać procenty z kimkolwiek z rodziny.

          imho to zależy od a) rodziny i b) dystansu do rodziny.

          Ja się ze swoją rodziną zaczęłam dobrze dogadywać po trzydziestce
          (znaczy jak ja skończyłam 30 lat), chociaż nie z całą oczywiście.
          Ale teraz to spotykam się z przyjemnością z byłą żoną mojego wujka
          (choć z samym wujem niekoniecznie)
          • mleko_w_tubce Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 20:47
            A moja rodzina dawno temu uznała, że lepiej, abym nauczyła się
            spożywać procenty kiedy jestem z nimi, niż gdzieś w przysłowiowej
            bramie i dzięki temu nigdy nie wywołałam skandalu w stylu
            wymiotowania na środek sali gimnastycznej podczas szkolnej
            dyskoteki, w przeciwieństwie do osób, którym rodzice zabraniali
            picia.
            Nie wiem, może moja rodzina jest z lekka patologiczna ale
            przynajmniej ją lubie :)
            • amijami Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 21.04.09, 09:49
              Jesli uwazasz ze patologia jest nauczenie dziecka kultury picia to moja te jest patologiczna ;)
              Wg mnie kazdy rodzic powinien tego uczyc.
              Moj pierwszy alkohol/piwo wypilam z mama. Pewnego dnia poprosilam ja aby mi kupila bo nigdy nie pilam i chcialam sprobowac (pomijajac fakt ze to byla polowa liceum - nigdy nie ciagnelo mnie do alkoholu).
              Za to z rozbawieniem wspominam jak mama w sylwestra (tez okolice liceum) namawiala mnie do grzanca ze taki pyszny. Ja nie bylam przekonana ale dalam jej sie namowic. I zaliczylam po 2 malych lyczkach glebe ;D Tak wiec pierwsze spicie bylo przez mame ;)

              Pierwsze i ostatnie. Wtedy bylam na nia potwornie zla za to. Teraz patrzac z perspektywy ciesze sie ze to bylo przy mamie i w domu. Przynajmniej teraz zawsze potrafie sobie i innym powiedziec stop.
              • kasiamat00 Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 21.04.09, 20:39
                Ja uczyłam siostrę. Od dość dawna miała mówione, że pierwszy alkohol pije ze mną
                lub z naszym bratem, skończyło się na jakimś grzańcu u mnie w akademiku. Inna
                sprawa, że ona miała wtedy z 16-17 lat...
          • daslicht Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 21:05
            Pewnie ciężko jest np. zaproponować wino komuś, kogo się pamięta
            jako niemowlę. Rozumiem to i nawet bym nie chciała - czułabym się
            zażenowana :)

            Teraz nie-o-alkoholu: najbardziej czepialska jest moja chrzestna,
            która była w klasie maturalnej gdy się urodziłam - więc teoretycznie
            nie powinna się czepiać, bo młoda babka. A jej nawet przeszkadza, że
            mam oczy pomalowane, nie-sportowe buty czy wyeksponowaną sylwetkę
            (patrz: wątek o eksponowaniu, te klimaty). No rozumiem, że od 16 rż
            niewiele się zmieniłam pod względem wyglądu, ale litości... Może ma
            troche znaczenie, że jest polonistką i ma w głowie zaciętą płytę z
            utworem "chodzą do tej szkoły jak na rewię mody"?
            • pierwszalitera Nie sądzić po wieku 20.04.09, 21:37
              daslicht napisała:

              najbardziej czepialska jest moja chrzestna,
              > która była w klasie maturalnej gdy się urodziłam - więc teoretycznie
              > nie powinna się czepiać, bo młoda babka. A jej nawet przeszkadza, że
              > mam oczy pomalowane, nie-sportowe buty czy wyeksponowaną sylwetkę
              > (patrz: wątek o eksponowaniu, te klimaty).


              Ale to nie jest sprawa pokolenia, tylko zupełnie indywidualnej osobowości. Nie gniewaj się proszę, bo to teraz nie jest osobiście do ciebie, ale rozśmieszają mnie małolaty (znowu sorry) myślące, że przerabiają pierwszą od zarania dziejów rewolucję i stają się postrachem każdego, kto jest dziesięć, albo dwadzieścia lat starszy. ;-) Na Zachodzie to jest obecnie nawet tak, że młode pokolenie jest o wiele bardziej konserwatywne i zachowawcze od tego ich rodziców i dziadków. Już nawet w reklamie telewizyjnej temat się porusza, więc stał się banalnym faktem. W takiej reklamie tradycyjnej niemieckiej marki kawy, wnuczka siedzi sobie przy dymiącej filiżance na kanapie z babcią i opowiada jej podekscytowana o przeżyciach podczas weekendu: "Na koncercie było odlotowo babciu, na koniec tańczyliśmy wszyscy w błocie, moje ciuchy nadawały się po tym tylko do wyrzucenia." Na co babcia z pobłażliwym uśmieszkiem: "Ja też byłam kiedyś na podobnym koncercie, Jimi Hendrix, w 68roku, też tańczyliśmy w błocie, ale moje ciuchy nie ucierpiały... my nie mieliśmy wtedy żadnych na sobie." ;-)
              Więc lepiej nikogo nie osądzać tylko po wieku. :-)
              • bajgla Re: Nie sądzić po wieku 20.04.09, 23:21
                Ta reklama leci też w Polsce, tylko niezbyt pasuje do realiów (babcia na koncercie Hendrixa, taaa).
                • pierwszalitera Re: Nie sądzić po wieku 20.04.09, 23:39
                  bajgla napisała:

                  > Ta reklama leci też w Polsce, tylko niezbyt pasuje do realiów (babcia na koncer
                  > cie Hendrixa, taaa).

                  No tak, bo to realia zachodnie, ale nigdy nie wiadomo, co nasze babcie wyprawiały po dożynkowych zabawach. ;-) To miał być tylko przykład, że starsze pokolenie nie musi być bardziej statusiałe i konserwatywne. Nieraz starsze babki mają rzeczy do opowiedzenia, które "progresywnym dziewuszkom" jeszcze się nawet nie śniły. ;-) Mnie wydaje się często, że ten konflikt między pokoleniami i trudności z komunikacją wynikają z tego, że tej młodszej stronie wydaje się, że ta starsza urodziła się już stara, a tą starszą drażnią tylko własne głupoty z przeszłości, powtarzane przez młodych. :-)
                  • mleko_w_tubce Re: Nie sądzić po wieku 20.04.09, 23:50
                    pierwszalitera napisała:
                    a tą starszą drażnią tylko własne głupoty z przesz
                    > łości, powtarzane przez młodych. :-)

                    Ja miałam odwrotną sytuację: mając lat niecałe 18 poznałam przez
                    internet bardzo interesującego chłopaka, który niestety mieszkał w
                    innym mieście. Nie był to dla nas jednak żaden problem- otóż chłopak
                    zaprosił mnie do siebie na tydzień podczas moich szkolnych ferii. Ja
                    niewiele myśląc zgodziłam się, uprzedziwszy przed wyjazdem wszystkie
                    koleżanki, żeby odbierały telefon, bo nigdy nie wiadomo czy to nie
                    jakiś zboczeniec itd. Mamie powiedziałam, że jadę gdzieś tam z
                    koleżanką. Na szczęście nie okazał się zboczeńcem, spędziłam z nim
                    bardzo miło tydzień.
                    Kiedy 3 lata później moja rodzicielka powiedziała mi, że jedzie na
                    tydzień do Zakopanego na narty z kolesiem, którego poznała przez
                    internet (i jeszcze nie widziała na żywo), szczena mi opadła i
                    zaczęłam robić jej wykłady na temat niebezpieczeństw :)
                    2 miesiące temu przyznałam się mamie do kłamstwa związanego z moim
                    wyjazdem. Wkurzyła się mocno. A wiecie na co? Nie na to, że ją
                    okłamałam tylko na to, że jak ja śmiałam robić jej wymówki w związku
                    z jej wyjazdem :)

                  • agafka88 Re: Nie sądzić po wieku 20.04.09, 23:51
                    pierwszalitera napisała:

                    > No tak, bo to realia zachodnie, ale nigdy nie wiadomo, co nasze babcie wyprawia
                    > ły po dożynkowych zabawach. ;-)

                    Nigdy nie zapomnę, jak babcia jednej z koleżanek opowiadała nam co naprawdę
                    wyprawiało się na tych zabawach w remizie ;))) Aż z koleżanką zaczynałyśmy w
                    kompleksy popadać, czy za porządne nie jesteśmy ;)
                  • daslicht Re: Nie sądzić po wieku 21.04.09, 00:11
                    Ej, mi nie o to chodziło! Zresztą wiem, ze ciotka obecnie też lubi
                    imprezy ^^

                    Chodzi o to, że kobita jest nauczycielką i chyba ma skrzywienie, bo
                    na co dzień walczy z wystrojonymi gimnazjalistkami i jak mnie spotka
                    to dawajem to samo - być może znaczenie ma też fakt, że mnie zna od
                    maleńkości i to, ze wyglądam młodziutko (w sklepach/klubach też
                    muszę świecić dowodem). Tyle, że ja się nie wybieram na lekcje do
                    gimnazjum i nic jej do tego, czy ja mam pomalowane oczy, czy nie.

                    Rozumiecie już o co chodzi, czy mam dalej tłumaczyć?
                    • agafka88 Re: Nie sądzić po wieku 21.04.09, 00:16
                      daslicht napisała:

                      > Rozumiecie już o co chodzi, czy mam dalej tłumaczyć?

                      Ja zrozumiałam :)
                      • pierwszalitera Re: Nie sądzić po wieku 21.04.09, 00:32
                        Ja też zrozumiałam. :-) Podhaczyłam się tylko pod to "nie powinna się czepiać, bo młoda babka". Bo to właśnie funcjonuje też w drugą stronę, jako " starsza babka, to będzie się z racji wieku czepiać". Mnie na przykład zdarza się, że obejrzę się na ulicy za jakąś wyjątkowo prowokacyjną dziewczyną, z czystej ciekawości, bo ja lubię prowokację. ;-) W odpowiedzi dostaję czasem agresywne spojrzenie w stylu: "przeszkadza ci stara babciu?" ;-) No i śmieszy mnie coś takiego, bo z wizualnej prowokacji, to ja kursy mogę dawać, chociaż nie mam potrzeby stosowania jej na okrągło. ;-) W końcu żyję dłużej, to i miałam okazję trochę więcej przeżyć i więcej już wypróbować. ;-)
                    • quleczka Re: Nie sądzić po wieku 21.04.09, 00:23
                      to dlaczego nie mozesz sie dogadac z ciotka rozumiem jak najbardziej :)

                      ale przyznaje, ze nie do konca rozumiem dlaczego warunke NIE pamietania cie jako
                      dziecko jest warunkiem koniecznym bys mogla sie z kims dogadac ;)

            • yaga7 Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 21:46
              Moja rodzina nie ma problemów, żeby mi proponować wino tudzież coś innego ;)

              Co nie zmienia faktu, że momentami nadal widzą we mnie dziecko, a nie dorosłego
              człowieka. No ale alkohol pić mogę ;)
          • quleczka Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 23:39
            > daslicht napisała:
            > > Nie wyobrażam sobie żeby spożywać procenty z kimkolwiek z rodziny.

            Widac wszystko zalezy od rodziny :)

            U mnie norma jest, ze rozne spotkania rodzinne koncza sie tym, ze otwieramy
            butelke wina i siedzimy z mama, ciocia i kuzynkami i czasem ich facetami,
            ogladajac cos na DVD i gadajac

            ...a potem kolejna butelke ;)

            Z dziadkami nie pilam (poza swietami gdy dziadek przy stole cos tam nalewa) ale
            z czescia rodziny w wieku moich rodzicow to juz jak najbardziej :)

            Z tata i jego zona tez zdarzalo mi sie piwka napic :)
      • quleczka Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 23:34
        > Zresztą nawet część moich znajomych kiedy byłam za granicą
        > odwiedzało moją mamę, żeby tak sobie pogadać. No ale ja
        > fajnych rodziców mam ;)

        Moja mama czesto gdy studiowalam poza domem i bywalam tam raz w miesiacu zdawala
        mi sprawozdania co slychac u niektorych moich znajomych ;)
    • semele2 Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 21:16
      Ja mam dość szerokie grono znajomych z forum literackiego, na którym siedzę od
      czterech lat. Spotykanie się jest o tyle trudne, że ludzie są rozrzuceni po
      całej Polsce, ale jak już się uda zobaczyć, to impreza na ogół jest rewelacyjna.
      Pełen przekrój wiekowy. Właśnie w piątek byłam na czymś takim, co prawda w dość
      kameralnym gronie :). Na spotkaniu był np. ojciec wraz z nastoletnim synem (obaj
      uczestniczą w życiu forum i w efekcie mają wspólne grono znajomych). I
      faktycznie na tych spotkaniach wiek się nie liczy, bardziej podobne poczucie
      humoru czy tempo skojarzeń. Zdarza mi się tam prowadzić bardzo interesujące
      dyskusje z ludźmi w wieku moich rodziców.

      Poza tym wdzięczna im będę przez wieki, bo nauczyli mnie grać w brydża :D.
      • masza.s Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 21.04.09, 18:38
        Jakie to forum? Bo mi czegoś literackiego brakuje bardzo. :)
    • daslicht Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 21:28
      Znam troche osób z kręgów gotycko-depeszowych i częśc z nich jest w
      przedziale 30-40 lat - i spoko. Z młodszymi też się dogaduję.
      Na szpitalnych praktykach pracowałam z babkami po pięćdziesiątce i
      też w porzadku, normalnie rozmawiałyśmy, nawet byłam z nimi na
      zakupach, także stanikowych :)

      I taki wniosek: dogadam się z każdym, kto mnie NIE pamięta jako
      dziecko :)

      Nie lubię: osób młodych, które ciągle ględzą o mężu/żonie i
      dzieciach. Wolę rozmawiać z np. Anią niż mamusią-Magdusi-która-je-
      zupki-a-potem-robi-kupki. Kobity, wy macie dzieci, ale nie jesteście
      nimi!
      • quleczka Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 23:48
        > I taki wniosek: dogadam się z każdym, kto mnie NIE pamięta jako
        > dziecko :)

        Wiesz, wydaje mi sie, ze sam fakt ich pamietania to chyba nie jest problem pod
        warunkiem, ze nie przypominaja o tym ciagle haslami w stylu "ale ty uroslas",
        "jak bylas mala to...".

        Jesli juz to problemem jest chyba to, ze ty jego lub ja PAMIETASZ jako juz
        doroslych z czasow gdy bylas jeszcze dzieckiem :)

        I przez to sie tobie wlacza jakas dziwna blokada :)

    • quleczka Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 20.04.09, 23:31
      > Na miejscu okazało się, że ludzie o tyle ode mnie starsi niczym się
      > ode mnie nie różnią- bawią sie tak samo jak moi rówieśnicy, ba i
      > nawet o tych samych rzeczach rozmawiają-

      Ja za to bylam niedawno na imprezie gdzie niemal wszyscy byli moimi rowiesnikami
      +/- 2-3 lata i rozmawiali wszyscy jak jeden maz o prowadzeniu wlasnych firm,
      podatkach i budowach domow....co jest dla mnie odlegle totalnie i wynudzilam sie
      smiertelnie :)

      Za to mam innych znajomych w wieku czasem i o 20-30 lat starszych lub o prawie
      10 lat mlodszych z ktorymi swietnie sie dogaduje i spedzam czas

      Tak wiec roznie bywa :)
      • kasica_k Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 21.04.09, 05:44
        quleczka napisała:
        > Ja za to bylam niedawno na imprezie gdzie niemal wszyscy byli moimi rowiesnikam
        > i +/- 2-3 lata i rozmawiali wszyscy jak jeden maz o prowadzeniu wlasnych firm,
        > podatkach i budowach domow....co jest dla mnie odlegle totalnie i wynudzilam sie
        > smiertelnie :)

        Oj, jak ja Cię rozumiem, tematy związane z zarabianiem pieniędzy i szeroko pojętym wiciem gniazda potrafią być potwornie nudne. Te podatki to jeszcze bym zrozumiała, ale np. rozważania o gładzi gipsowej czy innych płytach indukcyjnych, zwłaszcza w wykonaniu męskim (ja wam pokażę, kto tu ma najgładszą gładź i największą płytę), są straszliwe po prostu. Na szczęście nie mam znajomych z fiksacją gniazdowniczo-budowlaną - dla mnie mieszkanie służy do mieszkania i ewentualnie imprezowania, i to jest wszystko, co potrafię powiedzieć na ten temat :)
        • yaga7 Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 21.04.09, 09:05
          Też tak mam.
          Nie w sensie, że wiję gniazdo, tylko przeciwnie ;)

          Kiedyś wylądowałam na imprezie rówieśniczej, gdzie tematem nr 1 były dzieci, a
          nr 2 budowanie domu. Ani jedno, ani drugie nas nie interesowało, więc piliśmy
          równo, żeby jakoś przeżyć ;))))
    • the_mariska Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 21.04.09, 03:23
      Podpisuję się pod Agafką i Quleczką ;) Na Lobby jestem jedną z młodszych, a na
      zlotach czuję się świetnie w towarzystwie babek w pełnym przekroju wiekowym. W
      ostatnie wakacje zdarzyło mi się mieszkać z kompletnie niekompatybliną
      rówieśniczką, jak również z rewelacyjną dziewczyną starszą ode mnie dwukrotnie
      (i posiadającą syna w moim wieku), z którą dogadywałam się świetnie. Ba, to była
      nawet nauczycielka z gimnazjum, więc teoria Daslicht też w tym przypadku odpada
      :) Dopiero wtedy się naprawdę przekonałam, że to nie wiek stwarza problemy
      komunikacyjne ;) Faceta też mam sporo (bo półtora raza) starszego od siebie, ale
      on to się nie liczy, bo z charakteru i tak z niego wieczny student :)
      • 100krotna Inne pokolenie niż siostra? ;) 25.04.09, 00:58
        Mam podobne doświadczenia jak i Wy : że niezależnie od wieku, z ludźmi na poziomie się dogadam zawsze. Z jednym wyjątkiem - moją siostrą ;) Jest między nami 7 lat różnicy - na moją niekorzyść. Tzn ona ma prawie 18 a ja jestem ta większa ;)
        Nie wiem, z czego to wynika, ale mimo, że się lubimy i czasem- zwykle z mojej inicjatywy spędzamy razem czas,(bo nie mieszkamy razem, wyprowadziłam się) nie bardzo wiemy o czym ze sobą rozmawiać. I wina jest, częściowo przynajmniej - po mojej stronie. Wiem dobrze, że traktuję ją protekcjonalnie, może dlatego, że wciąż uważam ją za małą dziewczynkę? W dzieciństwie musiałam się nią czasami opiekować, byłam traktowana jako "starsza, odpowiedzialna, więc obowiązek" czego szczerze nie cierpiałam, a teraz mi tak zostało? Ostatnio nawet usłyszałam, że jestem za stara, na jej towarzystwo. Co prawda powiedziane w żartobliwy sposób, ale zabolało.
        Macie jakiś sposób, żeby to przełamać? Bo czasem się czuję, jakby był między nami mur, nie do przeskoczenia. A może to normalne? I "wyrośniemy" jeszcze? :)

        • mleko_w_tubce Re: Inne pokolenie niż siostra? ;) 25.04.09, 01:10
          Ja nie mam takich doświadczeń, bo bracia starsi o jedyne 2 i 3 lata
          i od kiedy się wyprowadzili z domu to dogadujemy się świetnie, ale
          moja mama jest młodsza o 8 lat od swojej siostry i mówi, że dopiero
          jak urodziła dzieci (czyli m.in. mnie;) ) to się zaczęły dogadywać.
          Mama oczywiście twierdzi, że to była wina ciotki, bo traktowała ją
          cały czas jak gówniarę, ale wiadomo, że prawda leży po środku.
          Spróbuj traktować siostrę jak dorosłą i jednocześnie uświadom jej,
          że Ty nie jesteś taka stara jak jej się wydaje ;)
          • justinehh Re: Inne pokolenie niż siostra? ;) 25.04.09, 01:21
            Mam siostrę starszą o 14 lat i tak naprawdę dobrze dogadywać zaczęłyśmy się po
            jej chorobie i przeprowadzce na drugi koniec miasta...
            • 100krotna Re: Inne pokolenie niż siostra? ;) 25.04.09, 01:37
              Powiedzcie mi, co to znaczy "zacznij ją traktować jak dorosłą"? ;) Najlepiej
              konkretne przykłady :) Bo ja czasem nie mam pomysłu, i zachowuję się tak, jak
              się już nauczyłam.
              I jeszcze pytanie - jak się zachować, kiedy opowiada mi o imprezach, jakby
              mimochodem podkreślając ile tam alkoholu było, jak ktoś wymiotował itd?
              Opowiedzieć o swoich, akademickich, czy raczej milczeć? Dodam, że obecnie jestem
              zagorzałą (za gorzałą? :D) przeciwniczką upijania się, chociaż samą mnie to
              fascynowało kiedyś. Kieliszek wina, piwo, drink tak, ale picie do uchlania i
              walania się po podłodze - już podziękuję. A nie chcę wyjść na zrzędę i
              moralizatora...
              • agafka88 Re: Inne pokolenie niż siostra? ;) 25.04.09, 12:04
                Odpowiadasz na:
                100krotna napisała:

                > Powiedzcie mi, co to znaczy "zacznij ją traktować jak dorosłą"? ;) Najlepiej
                > konkretne przykłady :)

                - może zaproś ją kiedyś na wyjście ze swoimi znajomymi? zobaczy, że się jej nie "wstydzisz"?
                - wrzuć troszkę na luz, już nie jest malutka, więc nie musisz się nią ciągle opiekować
                - nie wypominaj jej jakichś wstydliwych rzeczy z dzieciństwa, czy tego, że musiałaś się nią zajmować - w pewnym wieku może być to "obciachem", za parę lat nie powinno być problemu
                - możesz już rozmawiać z nią o poważnych dla Ciebie sprawach, przecież nie jest już malutkim dzieckiem

                Bo ja czasem nie mam pomysłu, i zachowuję się tak, jak
                > się już nauczyłam.
                > I jeszcze pytanie - jak się zachować, kiedy opowiada mi o imprezach, jakby
                > mimochodem podkreślając ile tam alkoholu było, jak ktoś wymiotował itd?
                > Opowiedzieć o swoich, akademickich, czy raczej milczeć?

                Ja myślę, że możesz jej opowiedzieć parę historii, żeby siostra pomyślała, że też jesteś człowiekiem ;) Mam taką sytuację z moim młodszym bratem, słucham go, jak długo nie stwierdzę, że robi coś niebezpiecznego dla jego zdrowia/sprzecznego z prawem to toleruję, taki wiek. Przecież z tego wyrośnie.
        • pierwszalitera Re: Inne pokolenie niż siostra? ;) 25.04.09, 12:39
          100krotna napisała:

          > Macie jakiś sposób, żeby to przełamać? Bo czasem się czuję, jakby był między na
          > mi mur, nie do przeskoczenia. A może to normalne? I "wyrośniemy" jeszcze? :)
          >

          Ja odpowiem ci nieco heretycznie. ;-) Pomimo tego, że cenimy sobie bardzo jako nacja dobre stosunki w rodzinie, to faktem jest jednak, że rodziny sobie nie wybieramy. Na pewno istnieją między członkami jednej rodziny spore podobieństwa, chociażby genetyczne, które ułatwiają zrozumienie i kontakty, jednak nie można przeczyć, że czasem nie mamy z sobą wiele wspólnego i gdybyśmy spotkali naszą siostrę, albo brata gdzieś w "dzikiej przestrzeni", to może przeszlibyśmy obojętnie koło siebie, bo nie mielibyśmy sobie wiele do powiedzenia. Silne więzy w rodzinie przestały być też aż takie ważne, nie żyjemy najczęściej na jednej kupie i nie wchodzimy sobie codziennie w drogę. W pewnym sensie dojrzałość polega na akceptacji tego faktu i nie robieniu z tego większej tragedii. Ja pogodziłam się na przykład, że z niektórymi członkami mojej rodziny możliwa jest mi tylko bardzo powierzchowna rozmowa bez większego zaangażowania. Naturalnie istnieje emocjonalne połączenie między nami i zostaniemy zawsze rodziną, na którą można liczyć, ale nie wymagam od nich pełnego zrozumienia, tak jak u przyjaciół, których dopasowuje się według osobistych cech. Więc jeżeli czujesz między sobą i siostrą mur, to nie próbuj burzyć go na siłę. Pozwól rozwinąć jej własną osobowość, bez przymusu siostrzanej miłości, zostaw jej po prostu czas, a jestem pewna, że za kilka lat, gdy sama stanie się dorosła i wzrośnie jej własny poziom akceptacji dla odmiennie myślących ludzi, to i wasz kontakt stanie się przyjemniejszy. Być może zauważycie wtedy nawet, że macie więcej ze sobą wspólnego niż wam się dziś wydaje.
          No i nastolatki nie lubią być traktowane jak dzieci. Jeżeli planujesz jakieś spotkanie spróbuj dopasować się trochę do jej poziomu. Zastanów się czym się interesuje, co chciałaby robić, zobaczyć, czym można sprawić jej przyjemność, nawet jak w pierwszym momencie wydaje ci się to niedojrzałe i głupie. Wejdź odrobinę w jej świat, w końcu siedem lat to naprawdę nic. Jeżeli organizujesz wszystko tylko według własnego planu, to siostra może czuć się trochę jak na imieninach starszej cioci. ;-)
          • elodia Re: Inne pokolenie niż siostra? ;) 25.04.09, 13:53
            No problem - mam znajomych sporo starszych i sporo młodszych, i to
            że się z kimś dogaduję wcale nie zależy od wieku. Raczej od
            wspólnych zainteresowań, poglądów, wspólnego "kodu":)
        • kasiamat00 Re: Inne pokolenie niż siostra? ;) 25.04.09, 14:30
          Ja się z siostrą młodszą o 8 lat zaczęłam dogadywać w okolicach jej osiemnastych
          urodzin, czyli rok temu. I stwierdziłabym, że to raczej norma niż wyjątek -
          wcześniej ta różnica wieku jest naprawdę duża, a fakt, że dorastaliście razem (i
          jak piszesz - zawsze byłaś ta starsza, odpowiedzialniejsza itd.) tylko ją
          pogłębia. Poczekałabym z rok-dwa, powinno być coraz lepiej :)
    • smallfemme Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 29.04.09, 15:49
      Hym... Kiedy się przełamie strach, różnica pokoleniowa staje się fajna :) Moja najlepsza przyjaciółka, jak i ja tegoroczna maturzystka, ma 15 lat starszego brata, księdza. Przyjechał do niej niedawno i z okazji zakończenia liceum zorganizował wieczór przy winie i sałatkach [marnuje się chłopak, byłby z niego dobry mąż, wspaniałe sałtki robi ;) ] dla nas dwóch [dobrze odmieniam, bo mam wątpliwości?] i jednego kolegi. Wszyscy wyszli zachwyceni, więc zaprosił nas jeszcze raz, na kolację pożegnalną. Wtedy rokład wiekowy był 18-ok. 46 + zaglądająca 14 siostra księdza i jego rodzice po 50. i było świetnie :D Wiek nie ma znaczenia, o ile wszyscy obecni mają takie podejście i nie psują atmosfery wykluczając niektórych z rozmowy czy sączenia wina ;)
      • zmijunia.lbn Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 30.04.09, 16:23
        A Ty, Hestio moja ;), nie masz przypadkiem jakiegoś młodszego rodzeństwa?
    • skarabeusz_81 Re: Rozważania nad różnicami pokoleniowymi 30.04.09, 20:13
      mnie, osobiscie, od zawsze lepiej(latwiej) rozmawialo sie z osobami starszymi ode mnie o jakies 10 lat minimum; moze to kwestia towarzystwa z pierwszej pracy(rozny wiek, wszyscy po imieniu) albo tego ze studiowalam zaocznie i w mojej grupie bylam jedna z mlodszych
Inne wątki na temat:
Pełna wersja