mleko_w_tubce
20.04.09, 02:22
A właściwie nad ich brakiem.
Tchnęła mnie do nich impreza, w której wczoraj aktywnie
uczestniczyłam. Impreza- klasyczna domówka, z okazji 36 urodzin
gospodarza domu. Wszyscy goście w tym wieku, albo starsi- ja ponad
10 lat młodsza.
Przed wyjściem z domu bałam się, że nie zabawię tam dłużej niż
godzinę, bo nawet jeżeli ktoś łaskawie się zgodzi ze mną
porozmawiać, to i tak nie będziemy mieli o czym, bo podobno zmiana
pokoleniowa dokonuje się co 5 lat i takie tam różne głupoty.
Na miejscu okazało się, że ludzie o tyle ode mnie starsi niczym się
ode mnie nie różnią- bawią sie tak samo jak moi rówieśnicy, ba i
nawet o tych samych rzeczach rozmawiają- no nie licząc jednej
40latki, która mi opowiadała o zaletach botoksu. A już najbardziej
mnie zaskoczył pewien pan w okolicach 60tki, skądinąd bardzo znany,
który bez cienia wyższości podszedł do mnie, przedstawił mi się i
zaczął ze mną przemiłą pogawędkę.
Oczywiście wiem, że większość z nich z racji wieku przeżyła dużo
więcej niż ja (chociażby tyle, że prawie wszyscy już mają dzieci),
ale przynajmniej w tej specyficznej sytuacji towarzyskiej jaką jest
impreza widziałam, że jesteśmy "tacy sami".
Dodam jeszcze, że dawno się tak dobrze nie bawiłam, o czym może
świadczyć fakt, że wróciłam do domu o 9 rano- a ja głupia myślałam,
że starsi już nie mają tyle siły, żeby balować ;)
Macie podobne doświadczenia? A może wręcz przeciwnie?