agafka88 06.05.09, 22:52 Czyli co powinnyśmy wziąć ze sobą, gdy wyjeżdżamy na dłuższy okres czasu w dalekie miejsce. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
agafka88 by wariamiktoria 06.05.09, 22:53 Wyjeżdżałam do Austrii na rok z tym, że miało być w 4 etapach (po 3 miesiące) i rzeczy spakowałam na 3 miesiące pogody. Ubrań zimowych miałam dosyć, przejściowych wystarczająco ale problem zaczął się z letnimi ponieważ po 3 miesiącach zamiast pojechać na urlop (przepakowanie itd) przyjechał do mnie chłopak i urlop spędziłam z nim na miejscu. W kwietniu jak słońce zaczęło mocno grzać miałam tylko ciemne ubrania albo z długim rękawem i najlepszym wyjściem okazały się zakupy. Sprawdziłam też wtedy, że większość ubrań mogę kupić dużo taniej niż w Polsce (po ówczesnym kursie euro) i nie ma sensu tarabanić się z taką stertą rzeczy. Może w Słowenii też opłaci Ci się kupować ubrania? Wtedy wystarczy zabrać na miesiąc a resztę dokupić na miejscu. Plusem tego rozwiązania była spora kolorystyczna zmiana garderoby bo poza granicami swobodniej eksperymentowałam z kolorami. Ale podstawą są wygodne buty i te najlepiej zabrać od razu ze sobą a nie szukać potem na miejscu na szybko. Udanej wyprawy :) Odpowiedz Link
agafka88 by sarahdonnel 06.05.09, 22:53 Kupowanie ciuchów na miejscu ma jeszcze jedną zaletę - jeżeli jesteś gdzieś po raz pierwszy, to tak naprwde nie wiesz, co się może przydać, kiedy pogoda się zmieni. W stosunkowo suchej i niezbyt wietrznej Warszawie półbuty mogłam nosić cały rok, natomiast do stania na przystankach zimą przydawał się płaszcz, dość ciepły i łatwo rozpinalny, bo zimowe powietrze daje się we znaki, a klima w autobusach albo działa do przesady, albo w ogóle nie działa. Pod płaszczem musiałam miec dwie warstwy - krótki i długi rękaw. Półgolfy stanowczo wystarczyły, jak było zimno, to gruby szalik zakładałam, żeby osłonić się od chłodu, ale nie bardzo od wiatru. Kiedy było ok. +20 - sweter dawał odpowiednią ochronę przed 'chłodkiem', natomiast nie było potrzeby chronić się od wiatru. W Amsterdamie zimy są łagodne, więc grubaśny płaszcz nie jest bardzo potrzebny. Całą zimę można jeździć na rowerze - lepsza jest więc kurtka ledwo za pupę (albo krótki płaszczyk), najlepiej brązowe, nie widać drobnych plamek błota (z ulicy, od jeżdżenia na rowerze, a jak często można prać kurtkę w zimie?). Kurtka nie powinna krępować ruchów. Pod kurtkę wystarczy jedna koszulka, dwie to ekstremum - natomiast lepiej, żeby miała długi rękaw, bo wieje. Szalik nie musi być wełniany, wystarczy 'pashmina' - ma chronić głównie przed wiatrem. Cały rok kanały sprawiają, że nieprzyjemnie podwiewa, i praktycznie nigdy nie jest cieplej niż 25 stopni. Przez to podwiewanie od dołu prawie cały rok, z latem włącznie, noszę kozaki - letnie są z jednej warstwy skóry, zimowe mam z Polski, ocieplone. Nawet latem przydaje się cienka kurteczka/marynarka - np. ze skóry, byle wiatrochłonna. Doszły jeszcze różnice stylu - to, co w Warszawie było półoficjalne (dżinsy z marynarką i gładkim topem/koszulą, porządne buty i torba - obowiązkowo ciemne) - tutaj okazało się strojem prawie skrajnie oficjalnym. Moje weekendowe ubrania z Warszawy (kolorowe topy, rozpinane 'marynarkowate' swetry) tutaj sprawiają wrażenie półoficjalnych. Obuwie - w polskich szkołach językowych zawsze musiałam mieć buty pełne, przynajmniej palce całe zakryte. Któregoś parnego dnia w sierpniu w desperacji ubrałam (dość kryte, ale jednak) klapki do spodni - DOSka szkoły, w której uczyłam (lekcje 'biznesowe') tylko pochwaliła, że ładne nowe buty. W efekcie (po częstych podmianach paczkami) w Warszawie i w Amsterdamie mam dwa zupełnie inne komplety garderoby. Zimowy płaszczyk (kupowany do Warszawy jako weekendowo-zakupowy, tu sprawił wrażenie 'royal'...) przysłała mi rodzina paczką w listopadzie - był lekki, a zajmował dużo miejsca. Co do butów przychylam się - warto mieć jedną parę uniwersalnych, sprawdzonych butów, dopóki nie zorientujesz się, co naprawdę jest potrzebne. Ciuchy warto pakować w dobrze mieszających się zestawach kolorystycznych, plus trochę 'neutralnych', np. - (obowiązkowo) para neutralnych dżinsów; - biała koszula - 2 białe t-shirty - czarna koszula - 2 czarne t-shirty - jeden lub dwa wzorzyste czarno-białe topy, albo coś zdobionego - czarna spódnica - czarne 'garniturowe' spodnie - czarna marynarka - czarny sweterek/kamizelka - sukienka koktajlowa czarna lub biała - trzy chustki/szale: czarna, biała i wzorzysta - dwie pary butów, pełne niskie półbuty i szpilki - teczka i mała torebka, - paski gruby i cienki, biżuteria - bielizna Z tego (bardzo nudnego kolorystycznie) zestawu, piorąc tylko bieliznę i koszulki (czyli to, co da się w ręku/w zlewie i wysuszyc na grzejniku), można przez dwa tygodnie ubierać się różnie, i praktycznie zawsze stosownie do okazji. Mieści się w niewielkiej walizce (jeżeli odliczymy to, co mamy na sobie). Do bagażu podręcznego zawsze wkładam t-shirt i 1 majtki na zmianę, na wszelki wypadek. Poza tym szczoteczkę do zębów i wilgotne chusteczki, oraz parę 'samolotowozabronionych' drobiazgów. Odpowiedz Link
agafka88 by sarahdonnel 06.05.09, 22:54 Gwoli copyrightu: Porad nauczyłam się z kupionej za grosze na 'taniej książce' książki Tori Hartman, bodaj 'Jak poznać swój styl', wydawnictwo Twojego Stylu. Odpowiedz Link
joankb Re: by sarahdonnel 07.05.09, 21:59 Hmmm.... Jakbym przypadkiem zamieniła walizki i została z tak spakowaną jak piszesz to musiałabym natychmiast wejść do sklepu żeby kupić coś nadającego się do noszenia :)) Odpowiedz Link
tfu.tfu Re: Ubrania na pół roku (offtop z innego wątku) 07.05.09, 08:39 kupować na miejscu: w większości wypadków "tam" jest taniej! :) krwawi mi serce jak przeliczam na funty buty clarksa ;) ja nie wiem jakiego w PL używa się przelicznika, ale polskie ceny są dla mnie nie do przyjęcia :/ Odpowiedz Link
ocisza Re: Ubrania na pół roku (offtop z innego wątku) 07.05.09, 09:09 Ja mam doświadczenia ze Skandynawią i bardziej się opłaca kupić parę ciuchów na przecenach na miejscu niż płacić za nadbagaż w samolocie. Zwłaszcza, że przeceny tam bywały całkiem interesujące :) Odpowiedz Link
filoruska Re: Ubrania na pół roku (offtop z innego wątku) 08.05.09, 15:32 Wyjeżdżałam kilka razy na dłuższe pobyty, więc mogę z doświadczenia potwierdzić, że dobrym rozwiązaniem jest takie zestawienie kolorów, żeby wszystko wzajemnie do siebie pasowało, czyli u mnie generalnie czarny, biały, szary plus coś kolorowego - najlepiej jeśli bazowe rzeczy, czyli spódnice, swetry, zakiety są czarno-szare, a kolorowe są bluzki, bo tylko zmieniasz bluzkę przy tej samej spódnicy i już wyglądasz inaczej, a bluzki są mniejsze i mniej ważą niż spódnice i żakiety. Tam, gdzie jeżdżę, kupowanie ciuchów na miejscu nie wchodzi w grę - albo są droższe niż w Polsce (głównie polskiej produkcji), albo chińskie prosto od Chińczyków. Nieoficjalny dress code wymaga ode mnie spódnicy i wyglądu oficjalnego 24h, bo mieszkania i biura są w jednym budynku, "po domu" chodzi się więc w butach, panowie w koszulach i spodniach od garnituru, mogą mieć tylko sweter zamiast marynarki. Pakowałam się kiedyś jednocześnie na zimę (do minus 40) i na lato (do plus 35), kierunek Syberia: - bielizna - 2-3 letnie bawełniane bluzki - zimą jako warstwa spodnia - grube rajstopy łącznie z wełnianymi (można znich robić kolejne warstwy cebulki) - w PL do kupienia ładniejsze i tańsze - 2 pary wełnianych skarpet - wełniany gruby sweter na najzimniejsze dni - głównie na wycieczki, bo w czyms takim wewnątrz budynków można się upiec - 2-3 ciepłe swetry, u mnie to golfy lub półgolfy, bo gardło też marznie, albo z dekoltem w kształcie v, żeby pod spód założyć bluzkę - 3-4 bluzki koszulowe z długim rękawem - 2-3 bluzki koszulowe z krótkim rękawem (letnich rzeczy można mniej, szybciej latem schną) - 2 rozpinane swetry - żakiet (musi być dopasowana do jednej ze spódnic, muszę mieć kostium na większe wyjścia) - gruby wełniany żakiet, który zimą robi za żakiet, a w okresie przejściowym za okrycie wierzchnie - żakiet na lato (rękaw 3/4) - 4-5 spódnic - od grubej wełny do kostek, w której chodzę zimą, 2 przejściowe (jedna dopasowana do żakietu), 2 na lato - 1 spodnie wełniane na wycieczki zimowe (zimą spodnie na codzień mi się nie sprawdzają, w budynkach za ciepło i nie da się łatwo zdjąć warstw spod nich) - jeśli się zmieści to 1 wyjściowa sukienka, ewentualnie top, który się da dopasować z jedną ze spódnic - 2 pary kozaków - 2 pary czółenek (jedne mogą być powycinane lub bez pięty na cieplejsze dni) - 2 pary balerinek, jedne pełne do chodzenia "po domu" gdy jest zimniej i jedne bardziej powycinane na lato - coś wygodnego na wieczór we własnym pokoju i ewentualnie nadającego się do brudnej roboty - polarowa bluza (przyda się zawsze) - zimowa kurtka, 2 czapki, 2 szaliki, kilka par rękawiczek o różnej grubości, duża apaszka, która może być jednocześnie chustką na głowę (bez niej nie wejdę do żadnej cerkwi) - kostium kąpielowy Jechałam zimą, więc część tych rzeczy można wtedy mieć na sobie. Jadąc latem trzeba się bardziej ograniczyć. Oczywiście jak się doliczy niezbędne kosmetyki, niezbędne do pracy papierzyska, sprzęt elektroniczny, prezenty (czytaj: kilka kilogramów polskiej kiełbasy, której przewóz przez granicę zabraniają przepisy celne) to gwarantowany przekroczony limit bagażu, ale to już kwestia umiejętnego pakowania pod daną linię lotniczą. Odpowiedz Link
asiabudyn11 Dzięki dziewczyny! 12.05.09, 00:15 Dopiero teraz dostrzegłam ten wątek (sądziłam, że żartowałyście z pomysłem założenia go, a tu proszę jakie konkretne wskazówki). Dzięki. Odpowiedz Link