turzyca
07.06.09, 01:58
czyli kolejny watek weekendowy. :)
Chyba kazda z nas spotkala sie ze zdaniem, ze wazne sprawy trzeba omowic zanim
sie wejdzie w zwiazek malzenski. Wazne to znaczy np. wychowanie dzieci,
podejscie do aborcji, podejscie do rodzicow itd itp. Pojawia sie ono w wielu
dyskusjach forumowych, gdy autorka watku opisuje problemy wynikajace z
niepokrywania sie systemow wartosci malzonkow.
Zdanie na pierwszy rzut oka sluszne. Bo przeciez do slubu trzeba podchodzic
rozsadnie, wybrac sobie starannie partnera i nie sciagac sobie bezmyslnie
klopotow na glowe. Ale teraz wyobrazmy sobie, ze macie najukochanszego na
swiecie faceta, z ktorym rozumiecie sie na wielu polach, dobrze Wam razem i w
ogole zycia sobie bez niego nie wyobrazacie. I w trakcie ktorejs rozmowy
wychodzi Wam zasadnicza gleboka roznic zdan, ktora moze spowodowac powazne
problemy w przyszlym zyciu - np. on jest zdania, ze dopoki dziecko nie pojdzie
do szkoly matka powinna byc "bardziej w domu" co oznacza co najwyzej prace na
czesc etatu, a Wy nie wyobrazacie sobie ograniczenia pracy zawodowej na co
najmniej 7 lat. Albo inaczej - Wy jestescie zdania, ze jesli zajdziecie w
ciaze, gdy sytuacja finansowa nie bedzie pozwalac na (kolejne) dziecko, to
dokonacie aborcji, a on jest zdania, ze aborcja z takiego powodu jest
wykluczona. To sa tylko przyklady, moze byc to tez kwestia religii, miejsca
zamieszkania itd itp. Chodzi o cos co jest wazne, wiec raczej zadna strona nie
zmieni zdania i co nie daje miejsca na kompromis i co nie wplywa na Wasze
obecne zycie, a jedynie moze wystapic w jakiejs przyszlosci.
I co w takiej sytuacji? Wypowiadamy zwiazek? Z jakim czasem wypowiedzenia? Czy
ciagniemy zwiazek majac swiadomosc, ze w przyszlosci czai sie katastrofa?