Dodaj do ulubionych

upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmienic?

16.08.09, 21:22
co wplywa na nasze upodobania kulinarne? no to, co lubimy jesc? co nam smakuje, na co mamy najczesciej apetyt?

wydaje mi sie, ze w duzej mierze nawyki zywieniowe, to, jak nas nauczono, gdy bylismy dziecmi, to jak zywilismy sie "cale zycie"...

u mnie dokladnie tak jest... lubie jesc duzo, tlusto, miesnie... warzyw nie lubie, owoce wybrane (najbardziej sezonowe). tak jadalo sie u mnie w domu, w domu mojej babci. "nie mozesz juz? zjedz mieso, zostaw surowke"... a zielenina do obiadu to byl na ogol ogorek kiszony :)
do dzis bardzo lubie takie jedzenie, jak serwowala babcia i mama...
... oraz salatke, ktora zawsze robil dla mnie dziadzius - ogorki, pomidory i cebula :)
lubie bialy chleb - taki jadalo sie w domu, grubo posmarowany maslem i latem posolony (bo tak sie robilo tylko w lecie, nie wiem dlaczego???)

zdrowe to nie jest.
i owocuje nadwaga u osoby, ktora jak ja - lubi jesc...

od ladnych paru lat probuje zmienic nawyki zywieniowe, wiecej warzyw, mniej tlustego, mniej kluchowatego, ciemniejszy chleb i bulki...
... i jest mi TRUDNO.
nie do konca smakuje mi takie jedzenie. warzywa przez dlugi czas wmuszalam w siebie, "dla zdrowia", a probowalam roznych przepisow, lubie gotowac i mam sporo ksiazek kulinarnych :)

jadam lepiej, zdrowiej, ale jakos bez przekonania. nie jestem z tego powodu szczesliwsza ;) nie wiem, czy mam problem z soba i powinnam isc do psychologa, hehe...

juz z przyzwyczajenia siegam po warzywa do posilku, jakos mi glupio, jak ich nie jem (czasem sie buntuje), ale robie to, bo tak jest zdrowo, a nie dlatego, ze te warzywa lubie... gdbym miala wolny wybor, to jadlabym tak, jak dawniej - tlusto, kluchowato, pierogowo... nawet nie do slodyczy mnie ciagnie, ale do takiego wlasnie zarcia. z minimalna iloscia warzyw, najchetniej pod postacia dobrych ogorkow kiszonych i mizerii ze SMIETANA (a nie z kefirem, albo chudym jogurtem :( ).

owszem, znalazlam sobie warzywa, ktore lubie i te jem najczesciej, ale wolalabym pokochac je wszystkie ;)

mieso tez lubie najbardziej takie z tluszczykiem, wedline tez. z kurczaka - skrzydelka, haha, najtlustsza czesc, oraz pieczona skorke... no jem na ogol te chudziny, ale szczesliwa nie jestem...

jedyne co, to ryby wszelakie uwielbiam, przynajmniej tutaj jestem "pro zdrowotna" w swoich upodobaniach!

czytalam gdzies, ze aby cos stalo sie dla organizmu "normalne, codzienne", musi trwac co najmniej 9 tygodni - wtedy sie przyzwyczajamy...
... u mnie proby przestawienia sie (cala soba) na lepsze jedzenie trwa lata i nadal sukcesu nie zaliczylam...

wydaje mi sie, ze powodem sa przyzwyczajenia z dziecinstwa.
dlatego probuje inaczej nauczyc moje dzieci, zeby choc z tym nie mialy potem takich problemow, jak ja.

dosc podobnie ma moj maz - tzn niezbyt duzo warzyw, choc u nich nie jadalo sie tak tlusto i troche inaczej - ale i tak najbardziej lubi "kuchnie z dziecinstwa".

jak jest u Was?
co o tym sadzicie?
macie jakies rady dla mnie? ;)

o ile pamietam, chocby "nasza" Magdalena ma podobne podejscie do warzyw i przyzwyczajania sie, skad to u Ciebie sie wzielo, Magdalena?

--
kurczak: 03.03.05 (21:38)
pisklak: 07.09.07 (21:21)
Obserwuj wątek
    • kasica_k Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:01
      Mam wrażenie, że na naszą niechęć do warzyw wpływa fakt, że w domowej kuchni
      polskiej warzywa są po prostu niedobre - rozgotowane i bez smaku - dlatego
      zdecydowanie najlepsze są te kiszone, które mają zdecydowane, ostre smaki.

      Proponuję zainteresować się kuchnią np. indyjską czy tajską, gdzie ogromną rolę
      odgrywają przyprawy i gdzie jedzenie "bez smaku" po prostu nie istnieje.

      BTW mizeria z jakąś imitacją zamiast śmietany? Ja też nie znoszę :)

      --
      Biuściaste
      Stanikomania!
      Stanikomania blipuje :-)
      • cissnei Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:24
        O tak, kuchnia indyjska, hiszpańska, meksykańska - zupełnie inne oblicze warzyw niż w polskiej kuchni, która, niestety, kojarzy mi się przede wszystkim z rozgotowana marchewką w rosole ;)

        Ja mam to szczęście, że bardzo lubię warzywa i owoce, ciemny chleb, chude mięso i ryby, za to nie znoszę tłuszczu, czerwonego mięsa, wędlin i wszelkich zawiesistych, ciężkich sosów. Niestety, moją zgubą jest pieczywo, które uwielbiam i mogę jeść cały czas. Nawet ciemne, czyli zdrowsze, wciąż jest bardzo kaloryczne i jedzenie go w dużych ilościach nigdy nie będzie obojętne dla wagi. Do tego dochodzą słodkie nałogi jak czekolada i słodzona herbata, no i również nie mam pomysłu, co z tym zrobić... Zwłaszcza, że miewam chwile, kiedy po prostu muszę coś zjeść i to właśnie musi być pieczywo lub cokolwiek innego z dużą zawartością cukru, bo autentycznie miękną mi nogi i kręci mi się w głowie :( Robiłam sobie kiedyś badania na cukier, wyszło raczej w normie, ale może muszę je powtórzyć.

        Myślę, że całkowite pozbawianie się tego, co się lubi, jest zbyt rygorystyczne. Jeśli spróbuje się to trochę ograniczyć, może to trochę pomóc, a człowiek nie będzie się czuł jak asceta. Pewnie żyłabym dłużej bez soli, cukru i kremowej Milki, ale co to by było za życie ;)

        A co do mizerii, to ja przyrządzam ją na sposób indyjski, krojąc ogórka w kostkę (plasterki przyklejające się do salaterki mnie niezmiernie irytują) i dodając jogurtu zmieszanego z ziołami, m.in. bazylią i miętą. Niby drobna różnica, a smakuje o wiele ciekawiej :) Fakt niepodważalny - każda prosta rzecz odpowiednio przyprawiona może smakować świetnie. Gorąco polecam wizytę w Naturalnych Sklepikach (w Krakowie jest jeden na Krupniczej), poeksperymentowanie z przyprawami takimi jak garam masala czy kardamon oraz aromatycznymi sosami i marynatami w słoiczkach (moim faworytem jest zielona pasta z kolendry, nadaje niesamowity smak gulaszowi z kurczaka). Można naraz zaspokoić głód jedzenia i ciekawości świata ;)
        --
        83/107 - na początek ;)
        Bradventure: forum.gazeta.pl/forum/w,86228,98760204,98760204,Bradventure_pierwsza_gra_o_stanikach_.html :)
        • kasica_k Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 23:03
          cissnei napisała:

          > Myślę, że całkowite pozbawianie się tego, co się lubi, jest zbyt rygorystyczne.
          > Jeśli spróbuje się to trochę ograniczyć, może to trochę pomóc, a człowiek nie
          > będzie się czuł jak asceta.

          Popieram. W dodatku takie luźne podejście jest moim zdaniem skuteczniejsze. No i
          trzeba sobie znaleźć jakieś smaczne alternatywy - nowe potrawy, nowe smaki.

          > A co do mizerii, to ja przyrządzam ją na sposób indyjski, krojąc ogórka w kostk
          > ę (plasterki przyklejające się do salaterki mnie niezmiernie irytują) i dodając
          > jogurtu zmieszanego z ziołami, m.in. bazylią i miętą. Niby drobna różnica, a s
          > makuje o wiele ciekawiej :)

          Ale to nie jest mizeria, tylko raita :) (mmm uwielbiam :).

          A swoją drogą - poczytałam sobie wątki o diecie dr. Pape i uznałam, że dla mnie
          to nie do przejścia. Nie wyobrażam sobie śniadania składającego się z jakiejś
          słodkiej owsianki czy innej bułki z nutellą, zamiast porządnego jaja na twardo i
          razowego chleba z serem, którymi się najadam naprawdę i na długo. Śniadanie
          równa się jajko i basta :-)

          --
          Biuściaste
          Stanikomania!
          Stanikomania blipuje :-)
          • daslicht Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 00:35
            A ja jem na śniadanie płatki lub coś w tym stylu i jest fajnie,
            energia na cały dzień :) po jajku by mi wątroba wysiadła (po byle
            czym mnie boli brzuch, unikam ciężkich i agresywnych potraw), z
            przerażeniem patrzałam na koleżankę, która codziennie rano jadła
            smażoną jajecznicę O_o

            W ogóle zauważyłam że sama z siebie stosuję dietę montignacopodobną,
            szkoda bo chciałam opantentować ;) :(





            --
            70/107
            wolność słowa
            Kostar Minionego Lata
            oraz Mój Niezwykle Przyjemny Fetysz
            • kasica_k Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 02:11
              daslicht napisała:

              > A ja jem na śniadanie płatki lub coś w tym stylu i jest fajnie,
              > energia na cały dzień :)

              Gdyby to jeszcze mogły być np. musli na jogurcie, to może bym i mogła się
              przestawić z tego jaja i sera, ale podobno ma nie być przetworów mlecznych. A ja
              po samych węglowodanach jestem głodna i tyle, ta niby energia na cały dzień
              starcza mi na dwie godziny. Więc w sumie sama nie wiem, ile w tym
              przyzwyczajenia, a ile właściwości organizmu...

              > po jajku by mi wątroba wysiadła (po byle
              > czym mnie boli brzuch, unikam ciężkich i agresywnych potraw), z
              > przerażeniem patrzałam na koleżankę, która codziennie rano jadła
              > smażoną jajecznicę O_o

              Jajecznica to nie to samo, co jajo na twardo albo na miękko. Jest zwykle
              tłustsza ze względu na masło, czy na czym tam się ją smaży. Ale oczywiście nie
              namawiam :) Ja też nie lubię śniadań zbyt ciężkich, ale zarówno jajecznicę
              (tylko nie za tłustą i bez dodatków typu ser czy cebula), jak i smażone parówki
              sojowe czasem zdarza mi się na śniadanie konsumować.

              --
              Biuściaste
              Stanikomania!
              Stanikomania blipuje :-)
          • kuraiko Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 00:38
            coś jest w tych doświadczeniach wyniesionych z domu :> mnie i bratu
            na śniadanie podawano kaszę mannę na mleku lub ciepłe mleko z
            płatkami kukurydzianymi (rozmiękłe płatki, błe) oraz kanapki. czasem
            jakaś szynka, ale ja nigdy nie lubiłam jeść na śniadanie wędliny,
            tzn razowego chleba z szynką (sorry, na samą myśl mi się niedobrze
            robi). teraz sobie nie wyobrażam śniadania bez czegoś mlecznego, do
            tego kanapka lub dwie z jakimś serkiem najczęściej i na to
            ewentualna wędlina.
            tak samo z kolacją - w dzieciństwie były kanapki, teraz najczęściej
            też. nie wyobrażam sobie kolacji w formie dania podobnego do
            obiadu :/
            ale to, co się podaje dzieciom, niekoniecznie się pokrywa z tym co
            jedzą rodzice - mój tata zdecydowanie wybiera słodkie śniadanie,
            takie we francuskim stylu.
    • wera9954 Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:15
      Też mam niezdrowe upodobania kulinarne, ale zupełnie inne. Nie przepadam za
      mięsem, tłuszczu nienawidzę. Za to zjadam stanowczo za dużo słodkiego, uważam,
      że dzień bez słodyczy to dzień stracony ;) Niektóre warzywa jem, ale pomidora
      ani ogórka nie przełknę, a właśnie te warzywa u nas w domu najczęściej się je.
      Owoce jem jak są słodkie, kwasielizny nie cierpię. Jestem dopiero nastolatką,
      więc może uda mi się zmienić upodobania kulinarne (przestać pożerać takie ilości
      słodyczy, więcej warzyw i owoców, więcej białka). Poza tym, aby się zdrowo
      rozwijać powinnam jakoś zdrowiej jeść.
      --
      Lobby_Biuściastych:)(68, 74/93; 96)
      Miseczki
    • jul-kaa Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:23
      Podobny do Ciebie, kuro, jeśli chodzi o upodobania kulinarne, jest mój tata. Z
      tą tylko różnicą, że nie je mięsa, ani tym bardziej ryb. Jego ukochany obiad, to
      zupa owocowa z makaronem i ryż z owocami :) No i ze śmietaną oczywiście. Owoce
      jada wyłącznie polskie sezonowe, uwielbia gruszki i śliwki, które są niestety
      dość krótko. Im jest starszy (a jest już starszym człowiekiem), tym bardziej
      upiera się przy krokietach, pierogach, racuchach, placuszkach rozmaitych i im
      podobnych. Nic na niego nie działa i już w sumie mama przestała go przekabacać
      na jasną stronę mocy.
      Jeśli chodzi zaś o to, kiedy nauczył się tak jeść, to stawiamy na dzieciństwo
      (na biednej wsi) i późniejsze żywienie stołówkowo-garmażeryjne - sam nie umie
      ugotować prawie nic, większości rzeczy nawet sam nie podgrzeje, a ożenił się pod
      czterdziestkę - nie chcę myśleć, co jadał przed ślubem :)

      Ja za to pewne przyzwyczajenie kulinarne zmieniłam pod wpływem męża - on
      uwielbia makarony i różne sery, ja też zaczęłam je częściej jadać. Myślę też, że
      dużo zależy od sposobu przyrządzenia: rodzina męża potrafiła schrzanić wiele
      dobrych potraw. Mąż mój nie jadał np. omletów, bo są twarde, kisielu, bo nie ma
      smaku, sufletu, bo jest gumowaty, buraczków, bo... nie pamiętam - teraz je te
      wszystkie potrawy z przyjemnością. Czyli - odpowiadając na pytanie - klucz leży
      w odpowiednim przyrządzeniu. Ja co prawda też nie jem niektórych warzyw
      (przetworzonej papryki, selera - zwłaszcza naciowego i innych), ale za to
      pozostałe umiem przyrządzić dość dobrze. Moi niewegetariańscy znajomi czasem
      długo nie mogą dojść, czy w obiedzie jest mięso, czy tylko same warzywa :)
      No i jeszcze kwestia "przemycania" niektórych produktów - wielu rodziców
      mistrzowsko przemyca rozmaite warzywne składniki, bo wierzą, że ich dzieci
      powinny je jeść (i pewnie mają rację!). Takie sposoby można znaleźć na różnych
      wege forach :)
    • scarlet_agta Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:24
      kura17 napisała:

      > "nie mozesz juz? zjedz mieso, zostaw surowke"

      Ten tekst (ewentualnie w wersji "zjedz mięso, zostaw ziemniaki") zdarzało mi się
      słyszeć czasem jak jadłam u kogoś "w gościach" i zawsze mnie niezmiernie dziwił.
      Zwłaszcza jak ta surówka była "prosto" z ogródka i czasem dużo smaczniejsza niż
      ta przyrządzona z "miejskich" warzyw. Ja zazwyczaj miałam ochotę zostawić
      właśnie to mięso i zjeść same warzywa. ;)

      A wracając do tematu to u mnie w domu nie jadło się bardzo tłusto, warzywa
      jakieś tam zazwyczaj były, ale dość monotonnie (najczęściej mizeria, pomidory i
      ogórki, ogórki kiszone lub konserwowe, gotowana marchewka, kapusta kiszona,
      buraczki, inne zestawy sporadycznie), a ja warzywa lubię i to bardzo różne, w
      postaci sałatek i nie tylko.

      Za to ciężko mi sobie wyobrazić posiłek bez dodatku pieczywa, ziemniaków, ryżu,
      kaszy lub makaronu (no chyba, że są to pierogi, kluski albo jakieś placki ;)).
      Jak nie zjem to mam wrażenie, że w ogóle sobie nie pojadłam, ewentualnie jakaś
      duża porcja bigosu lub fasolki po bretońsku może mnie nasycić. Ale zmienić to
      przyzwyczajenie próbuję od niedawna, nie minęło jeszcze 9 tygodni. W dodatku
      próbuję stopniowo i powoli, więc nie wiem, czy w ogóle coś z tego wyjdzie. ;)
      --
      Paprykowy punkt widzenia :)
      W nieznane?
      BiuBiu - szyk wultrakobiecym wydaniu!
    • panistrusia Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:34
      To ja mam chyba szczęście:) W moim domu gotowała babcia. Ze względu
      na wiek babci (i dziadka) jadaliśmy potrawy lekkie, dużo warzyw i
      ryb. Jeśli mięso, to białe drobiowe. Pieczywo i makarony ciemne.
      Moja mama za to była odpowiedzialna za ciasta. Uparła się, że umie
      tylko drożdżowe. I innych nawet nie chciała się nauczyć, bo niezdrowe
      (w drożdżach choć jakieś strzępki witamin się zachowują).

      Ja od czasu wyjazdu na studia jeszcze bardziej odchudziłam menu,
      trochę z oszczędności. I teraz już zupełnie nie potrzebuję, ba, nawet
      mi przez gardło nie przechodzi, kanapka posmarowana masłem z czymś
      jeszcze.

      Mieszkam teraz we Włoszech (jeśli chodzi o jedzenie, to to jest mój
      raj) i każdy, kto nas odwiedza chce nam przywozić polskie kiełbasy i
      smalec. A mi jedynie za twarożkiem czasem tęskno;)

      Mój mąż bez problemu przestawił się z kuchni swojej mamy (tłustej,
      ciężkiej, bardzo słonej) na swoją 'śródziemnomorską'.

      P.S. A propos mizerii: jak kiedyś musiałam u teściowej zjeść mizerię
      ze śmietaną (i cukrem), to miałam świeczki w oczach;)
      • kasica_k Drożdżowe 16.08.09, 22:51
        panistrusia napisała:
        > Uparła się, że umie
        > tylko drożdżowe. I innych nawet nie chciała się nauczyć, bo niezdrowe
        > (w drożdżach choć jakieś strzępki witamin się zachowują).

        O właśnie, moja mama ma tak samo - dla niej nie istnieją żadne ciasta poza
        drożdżowym, twierdzi, że inne szkodzą jej na żołądek. O co w tym chodzi?

        Inni znani mi ludzie z kolei drożdżowego właśnie nie cierpią, bo smakuje
        drożdżami (?). Ja lubię wszystkie, byle dobre :)

        > P.S. A propos mizerii: jak kiedyś musiałam u teściowej zjeść mizerię
        > ze śmietaną (i cukrem), to miałam świeczki w oczach;)

        CUKREM? O mamo, nie miałam pojęcia, że tak można :)

        --
        Biuściaste
        Stanikomania!
        Stanikomania blipuje :-)
          • kotwtrampkach Re: Drożdżowe 18.08.09, 23:25
            mnie się wydaje że drożdżowe jest po prostu lżejsze - nie daje się takiej ilości
            cukru+tłuszczu+jaj jak np w kruchym czy francuskim cieście.
            No ale widziałam przepis na drożdżowe full wypas z baaaardzo słodkim wkładem
            dodatkowo, więc róznie można ;-)
        • madzioreck Z cukrem ;) 21.08.09, 21:52
          Moja mama i siostra przyprawiają mizerię cukrem, ale nie samym: sól. cukier i
          pieprz, pyszne. Coś na zasadzie doprawiania botwinki - nie słodka, ale z cukrem.
          Jakby mi kazali jeść z samym cukrem, też bym płakała :)
          --
          75/112 - 70(32)J/70P
          Wyguglaj sobie blog Balkonetka :)
    • ava.adore Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:36
      Ja mam zupełnie odwrotnie ;) Na samą myśl, że mielibysmy jeść tak, jak jadałam w dzieciństwie (mięcho z ziemniakami i warzywami co drugi dzień, w niedzielę obowiązkowo kurczak), dostaję dreszczy.
      Za warzywami "po polsku" też nie przepadam (chociaż mizerię ze śmietaną kocham :)), ale już za takimi z kuchni hinduskiej czy meksykańskiej jak najbardziej :)

      --
      Biuperfekcja - bieliźniany kącik egoistyczno-ekshibicjonistyczny
    • e.m.i1 Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:38
      Oj, bolesny temat poruszyłaś ;)
      Być może jest jakiś sposób na taką zmianę, ale ja w to wątpię. Mnie w ogóle prawie nic nie smakuje i było tak "od zawsze". Warzyw nie znosiłam już jako kilkuletnie dziecko, podobnie wszelkie jogurty, śmietany, twarożki itp., chleb razowy wywoływał u mnie płacz a kasza i ryż histerię;) Z zup tylko rosół i pomidorowa bez śmietany, mięso tylko drobiowe, najlepiej z ziemniakami bez żadnego koperku. Za to od najmłodszych lat kochałam miłością ogromną wszelkie fast-foody - pizze, frytki, zapiekanki, cheeseburgery... A tego się w domu nigdy nie jadło. Mama gotowała raz bardziej, raz mniej zdrowo, ale ciągle coś nowego. Tata też był wybredny, ale na pewno nie aż tak.
      Mimo wszystko uważam, że jedzenie jest jedną z wiekszych przyjemności w zyciu.
      A ostatnio spotkała mnie taka niespodzianka - chora trzustka oraz konieczność ścisłej diety. Na początku ogłosiłam więc głodówkę aż do śmierci ;). W końcu zmiękłam i teraz moim daniem obiadowym jest kilka ziemniaków ;) Na śniadanie i kolacje jakaś chuda szynka, albo zapychanie się suchymi ciastkami. No i jeszcze jakiś banan się zdarzy. Nie mam pojęcia ile czasu tak się da, ale z potraw, które mi wolno przełknę tylko te.
      Byłam w ten weekend w domu, mama w tajemniczy sposób zrobiła mi rybę bez tłuszczu i panierki - do tej pory jestem niszczęśliwa, że musiałam ją zjeść ;)
      Być może coś mnie zmusi do jedzenia innych rzeczy, ale nigdy nie uwierzę, że zaczną mi smakować i sprawiać przyjemność.
      Mam nadzieję Kuro, że bardzo Cię nie zdołowałam :)

      PS na tej ścisłej diecie i z takimi upodobaniami kulinarnymi byłam wczoraj na weselu - wyobraźcie sobie jak "wspaniale" musiałam się bawić ;)

      --
      Biżuteria
      Nowości :)
    • justinehh Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 22:49
      Matka skutecznie obrzydziła mi kurczaka, serwując go na obiad w prawie każdą
      niedzielę. Pierś jeszcze zjem, ale jak widzę jakieś skrzydełka albo udka od razu
      mnie odrzuca. I nie jestem pewna, ale chyba to samo robi mi się z sałatką z
      pomidorów. Ogólnie lubię pomidory, szczególnie te na chlebie z cebulką, ale jak
      widzę w lodówce wielką michę mocno przegryzionej sałatki, to jakoś niespecjalnie
      mam ochotę ją zjeść. Co innego, jak zrobię sałatkę w wersji talerzowej.
      Jak byłam mała, namiętnie obżerałam się salcesonem, a teraz nie mogę na niego
      patrzeć...
      --
      dłubię
      pstrykam
      80/104
    • magdalaena1977 Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 23:14
      kura17 napisała:

      > o ile pamietam, chocby "nasza" Magdalena ma podobne podejscie do warzyw i
      > przyzwyczajania sie, skad to u Ciebie sie wzielo, Magdalena?
      Mam i do końca nie wiem dlaczego.
      Moje dzieciństwo przypadło na końcówkę PRL, ale byłam na tyle mała, że sama nie
      miałam do czynienia z brakami żywnościowymi.
      Moja mama świetnie gotuje, ale ma bardziej zróżnicowane i chyba zdrowsze
      upodobania niż ja. Bo ja od dzieciństwa uwielbiałam wszystko co smażone (frytki,
      placki) i słodkie. Odkąd miałam jakieś kieszonkowe kupowałam sporo słodyczy.
      Zawsze nienawidziłam sportu i WF, bo byłam w tym słaba, a żadna ilość myślenia
      nie pomagała ;-(

      Odkąd byłam nastolatką ważyłam za dużo i ograniczałam ilość i jakość jedzenia.
      Sześć lat temu wykryto u mnie celiakię i przeszłam na dietę bezglutenową (bez
      pszenicy, żyta, owsa i jęczmienia), która wyklucza z diety zaskakującą ilość
      potraw, ale dla części udaje się znaleźć zamienniki. A teraz ważę naprawdę za
      dużo, mam rozliczne problemy zdrowotne (które ciągle diagnozuję) i
      niskokaloryczna / lekkostrawna dieta jest koniecznością.
      Ale im dłużej na niej jestem, tym mniej mi smakuje "zdrowe" jedzenie. W zasadzie
      z góry wiem, że jeśli coś mi smakuje , to na pewno jest tłuste / słodkie /
      wysokokaloryczne.
      I wyjątkowo denerwują mnie dietetyczki, które jakby miały do mnie pretensje, o
      to co lubię "nie można nie lubić żadnych warzyw " "nie można lubić glutaminianu
      sodu" "ale z tego co Pani mówi, to lubi Pani tylko to co jest niezdrowe".
      Chwilami czuję się jak gej, którego pytają, czy naprawdę nie kręci go ta
      blondynka z dużym biustem ;-)

      Bardzo chętnie usłyszałabym jakąś metodę na zmianę upodobań żywieniowych.
      --
      Magdalaena
      • turzyca jak zmienic upodobania kulinarne (komus) 21.08.09, 12:59
        Moge Ci opisac, jak ja zmieniam upodobania kulinarne Lubemu. Sama w zasadzie
        jestem wszystkozerna w zakresie wegetarianskim, w przypadku mies i innych
        zyjacych miewam swoje fanaberie, ale w tzw. gosciach jem w zasadzie wszystko,
        oprocz pewnej zelaznej listy "absolutnie nie, wole siedziec glodna", na ktorej
        sa np. rzeczy na ktore mam uczulenie (np. wedliny ze wzgledu na konserwanty),
        ale tez pewne czyste fanaberie (np. wiele podrobow). Luby nie lubi wielu rzeczy,
        w tym warzyw, co przy wegetarianizmie utrudnia zycia. Wprawdzie on moze jesc w
        kolko trzy rzeczy, ale ja nie, a dwie kuchnie nie wchodza w gre, niektore
        warzywa na jedna osobe sa zbyt duze... ;)

        Sprobuje opisac podejscia do zmiany na przykladzie kalafiora. Jedzenie moze miec
        albo niewlasciwa konsystencje (np. szparagi, ktore sa niejadalne w innej postaci
        niz zupa), obrzydliwy smak (np. pasternak) albo i jedno i drugie. Zaczynam od
        rozpoznania terenu czyli ustalenia, co jest w danym jedzeniu zrazajacego, skad
        sie wziela niechec. Kalafior ma jakoby ohydna konsystencje i obrzydliwy smak.
        Sprobowalam kalafiora w dwoch miejscach, gdzie Luby mogl go jesc i faktycznie
        byl ohydny, rozgotowana oblesna pacia, tez bym go nie cierpiala. Czyli
        dotychczasowe odczucia nie byly zupelnie obiektywne, bo nie bazowaly na roznych
        formach kalafiora, a odnosily sie do tej paskudnej brei. Zaczelam od radykalnych
        prob z konsystencja i smakiem czyli od podania kalafiora na surowo. Miche
        salatki zrobilam podczas wizyty kolezanki, dzieki temu w razie porazki nie
        musialam wtrzachnac tego kalafiora sama w calosci. :) Salatka przeszla,
        konsystencja nie szkodzila, kombinacja smakow nie zachwycila. Czyli musze ja
        kiedys powtorzyc z innymi dodatkami. Nastepna byla zupa kalafiorowa - zmiksowana
        czyli zupelne zagluszenie konsystencji, za to sprawdzenie reakcji na smak
        gotowanego kalafiora. Zupa byla przypadkiem upiornie kalafiorowa, ale zostala
        zjedzona bez zadnych problemow. Czyli dobrze doprawiony gotowany kalafior tez
        jest ok, choc nastepnym razem zrobie zupe bardziej mieszana. I bede te zupe
        powtarzac, az sie Luby przyzwyczai do smaku ugotowanego kalafiora. Nastepnym
        krokiem bedzie kalafior po polsku czyli z tarta buleczka, ugotowany al dente i
        mysle, ze tu proces oswajania kalafiora zostanie zakonczony i bede go mogla
        wlaczyc np. do zapiekanek.
        Druga sytuacja, to przyklad porazki: podobna akcje przeprowadzilam z brokulami,
        ale niestety rozyczki z brokulow zrobione na sposob orientalny nie przeszly,
        konsystencja byla niewlasciwa. Smak zostal zaakceptowany. Czyli w przypadku
        brokula konsystencja jest decydujaca. W pazdzierniku bede robic zapiekanki z
        malakserowanych groszku i brokulow, moze przypasuja.
        Trzecia sytuacja dotyczy mnie samej - przez lata nie jadalam flakow. Miescily
        sie na czele listy "absolutnie nie, wole siedziec glodna". W koncu w dziwnych
        okolicznosciach zostalam zmuszona do zjedzenia. Pierwszy raz wlozylam choc lyzke
        tego swinstwa do ust. I okazalo sie, ze sa calkiem smaczne, moje uprzedzenia
        wynikaly wcale nie z upodoban smakowych, ale z jakichs innych, moze chodzilo o
        nazwe i pochodzenie?

        Podsumowujac wydaje mi sie, ze przy probie zmian upodoban trzeba poszukac nowych
        wariantow jedzenia, innych niz te do ktorych jestesmy zniecheceni. Warto
        najpierw ustalic, co nas zniecheca - konsystencja czy przyprawienie. Dobrze jest
        eksperymentowac i odchodzic od utartych wzorcow. I dobrze jest przelamywac swoja
        niechec, co widac po moich perypetiach z flakami, moze irracjonalna fobia
        pozbawia nas smacznego posilku? Choc to akurat najtrudniejsze zadanie i dlatego
        latwiej jest, gdy ktos nam nowe potrawy przemyca i w razie czego zutylizuje
        resztki we wlasnym zoladku. ;)


        PS Tez jestem zdania, ze nie da sie nie lubic warzyw. One sa takie zroznicowane
        i mozna je przyrzadzic na tyle sposobow, ze cos czlowiek musi lubic. Tyle ze
        odkrycie tego moze byc skomplikowane i nie najprzyjemniejsze. Ale warto
        eksperymentowac, bo szkoda sobie wykluczac tyle mozliwosci. Ja polecam przepisy
        pani.serwusowej w galerii potraw/forum kuchnia, dzieki niej nauczylam sie kilku
        egzotycznych rzeczy. A odmiana jest zawsze cenna.
        --
        Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
        • jul-kaa Re: jak zmienic upodobania kulinarne (komus) 21.08.09, 13:26
          Jest jeszcze jeden sposób na kalafiora (choć dobrze wiem, ze wątek nie jest o
          tym!). Gotujemy kalafiora w całości na bardziej twardo niż miękko (moja mama
          zostawia prawie surowego, mój jest z lekka podgotowany), porządnie studzimy.
          Przygotowujemy zalewę - majonez+śmietana (lub gęsty jogurt - bałkański, grecki
          itp.)+sól pieprz, przyprawy. Paciaja musi być naprawdę gęsta. Smarujemy tym
          zimnego kalafiora i dokładnie posypujemy (obtaczamy?) w posiekanym zielsku -
          szczypiorek, pietruszka i koperek obowiązkowo, reszta wg uznania. Stawiamy na
          półmisku taką piękną kalafiorową głowe i cieszymy się efektem.
          Pyszne, śliczne i proste jak drut :)
          • turzyca Re: jak zmienic upodobania kulinarne (komus) 21.08.09, 22:10
            Nie probowalabym. :) Nie ma obowiazku lubienia wszystkiego. Choc zupe cebulowa robie calkiem przyzwoita, moze wpadniesz?

            Ale jesli koniecznie chcesz sie przekonac, to wyprobuj inne konsystencje - ja np. nie cierpie kminku w ziarnkach, gdyby nie wycieczka do Czech wciaz zylabym w przekonaniu, ze to jest niejadalne, a tam odkrylam, ze sam smak lubie, nie cierpie tylko ziarenek, wiec mlynek do przypraw to jedyna opcja. Moze taka drobniutenka siekanina z malaksera by Ci pasowala? A moze cebula przelana wrzatkiem? Traci wtedy czesc ostrosci, niektorzy tak wola. Sprawdzalas, czy nie lubisz takze czerwonej i cukrowej? A szalotki?
            A jak nie, to czas na wymyslenie zyciowego powiedzonka i trzymanie sie go twardo. :)
            --
            Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
            • kasiamat00 Re: jak zmienic upodobania kulinarne (komus) 22.08.09, 13:26
              No właśnie szalotki też są ble, czerwona cebula też, drobniutko poszatkowana na
              pomidorach też. Za to już te same pomidory po przesiąknięciu smakiem szalotki i
              zgarnięciu jej na bok są pyszne. Ostrość mi nie przeszkadza, ja uwielbiam ostre
              jedzenie.

              Ponieważ ciągnie się to za mną od zawsze, więc podejrzewam, że po prostu mój
              organizm bardzo nie lubi jakiegoś składnika cebuli, który nie wpływa na jej smak
              i nie przenika do okolicznego jedzenia i manifestuje to w ten sposób.
              Stwierdziłabym, że jestem wampirem, ale czosnek uwielbiam ;)
        • magdalaena1977 Re: jak zmienic upodobania kulinarne (komus) 21.08.09, 18:49
          turzyca napisała:

          > Moge Ci opisac, jak ja zmieniam upodobania kulinarne Lubemu.
          Bardzo fajnie to opisujesz - będę musiała przemyśleć.

          Chociaż u mnie to nie jest raczej problem z poszczególnymi składnikami tylko z
          całymi potrawami. Większość warzyw jest ok, jeśli występuje jako surówka obok
          kotleta schabowego i frytek. Ewentualnie jako sałatka z tłustym sosem, pestkami
          itp.
          Albo gotowane z masełkiem i bułką tartą.

          Problemem jest raczej cały obiad składający się z warzyw + chudego gotowanego
          mięsa. Albo same warzywa na kolację.
          --
          Magdalaena
          • turzyca Nie lecmy od razu do sciany :) 21.08.09, 23:13
            > Problemem jest raczej cały obiad składający się z warzyw + chudego gotowanego
            > mięsa. Albo same warzywa na kolację.

            Nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu. ;] Caly obiad skladajacy sie z warzyw +
            chudego gotowanego miesa, to zestawienie tak nudne, ze samo sie zaziewuje na
            smierc. Ale jakby tak pokroic piers kurczaka w kosteczke i obsmazyc krotko w
            lyzce oliwy, a na druga patelnie wrzucic mieszanke orientalna (byla taka
            horteksu, calkiem milusia) i obydwie patelnie dobrze doprawic, to mamy danie,
            ktore mozna zjesc z przyjemnoscia. Albo takie leczo, dobrze doprawione, mozna
            rabac miskami. Niechby i z kawalkami tego kurczaka, choc ja wole wariant wege.
            Mieso gotowane, a szczegolnie gotowane na parze jest nuuuudne, ale jak sie je
            wczesniej zamarynuje albo przynajmniej dobrze obtoczy w przyprawach, to malo
            komu sie oczy nie zaswieca. Warzyw tez to dotyczy. :)

            Same warzywa na kolacje tez sa nudne*. Ale pomidory z polowka mozzarelli light,
            bazylia, pieprzem, odrobina oliwy i ew. octu balsamicznego to zupelnie inna
            spiewka. Albo z wyrazista owcza feta. Albo z kozim serkiem. Albo troche lisci
            salatowych i do tego np. ogorek, pomidor, feta i oliwki, ciun oliwy, ew. cebula.
            Albo te same liscie, ale z pomidorem, kukurydza, gotowanym jajkiem, cebulka. I
            sos raczej w stylu - 1/3 filizanki wody, parenascie kropel cytryny (albo octu),
            kapka oliwy/oleju, duza szczypta cukru, pieprz, rozniaste ziolka, wymieszac
            energicznie, wlac do salatki, bardzo dobrze rozprowadza smaki.

            PS Chcialam znalezc przepis na te orientalne brokuly z nerkowcami, bo dobre
            bylo, a trafilam na takie:
            forum.gazeta.pl/forum/w,77,57807732,57842939,Re_Brokuly_.html tez
            apetyczne. :)

            *)Tak, wiem, niektorym same warzywa smakuja, ale skupiamy sie na reszcie
            ludzkosci. ;)
            --
            Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
    • skrzydlasta Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 23:32
      Wydaje mi się, że trudno jest nauczyć się lubić potrawy, do których już mamy
      awersję, za to łatwiej przychodzi polubić coś nowego, z czym mamy do czynienia
      po raz pierwszy. Ja nie dotknę marchewki z groszkiem (uraz z przedszkola gdzie
      serwowali ja pod postacią rozgotowanej paćki) i chyba nic tego nie zmieni. Ale
      wiele potraw, które próbuję po raz pierwszy mi smakuje. Więc może sugestia
      próbowania kuchni innych regionów świata jest tu rozwiązaniem. A tak poza tym,
      czasem smaki zmieniają mi się nagle i coś czego nie lubiłam zaczyna mi smakować
      bez żmudnego przyzwyczajania się, tylko tak po prostu.
    • filoruska Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 16.08.09, 23:51
      Kura - obalam swoją osobą Twoją teorię. Jakbym miała jeść tak, jak w
      dzieciństwie, to bym chora była. Jestem roślinożerna, wręcz
      warzywożerna, bo owoce to tak w mniejszych ilościach i raczej tylko
      sezonowe (chyba, że to sa pomarańcze, bo te uwielbiam, ale one też
      raczej sezonowo, czyli zimą, bo teraz w PL smakują okropnie). Jak
      nie mam 3/4 talerza warzyw, to jakbym nie jadła nic. Mięsa może nie
      być (mięso u mnie jada kot, co jakiś czas coś mu podjadam i tyle),
      makaron, ryż czy kasza jako zapychacz, bo jednak po samych
      roślinkach jestem za szybko głodna. Dobrą rybę też lubię, ale te
      naprawdę dobre, to już niestety drogie są. Do tego różnorodne sery,
      mleko i kawa litrami.
      Tego wszystkiego nie było jak byłam dzieckiem. Warzywa - tylko
      sezonowe i typowo polskie. Po sezonie to, co dostępne w sklepie,
      czyli kapusta, buraki, marchewka, włoszczyzna, kiszone ogórki.
      Wszystkie podawane na ciepło, a nie w surówkach, bo poza sezonem
      były zbyt marnie przechowywane, żeby ładnie się prezentować. Fast
      foodow nie było. Dzieciaki z mojej okolicy chodziły do warzywniaka
      po 10 dkg kiszonej kapusty - to był nasz chamburger (no i oranżada w
      proszku do popicia oczywiście!). Nie było też słodyczy, poza tym, co
      nasze matki wyczarowały z pustych sklepowych półek i mikroskopijnych
      kartek. Były tylko cukierki, ale nie czekoladowe, tylko takie
      różnego rodzaju landrynki. Do dzisiaj pamiętam, jak dostałam w
      prezencie od Babci dżem truskawkowy z całymi truskawkami (dla
      młodszych lobbystek - na półkach królował jedyny dżem z czerwonej
      porzeczki - teraz nieosiągalny). Mięsa też prawie nie było, tylko
      godzinami wystane w kolejkach ochłapy, a później jeszcze w ilości
      ograniczonej przez kartki. Ja w sumie nie wiem, co myśmy jedli, bo
      pamiętam tylko, że wszystkiego nie było i po wszystko, łącznie z
      chlebem, godzinami stało się w kolejkach. Na pewno był pyszny
      pomarańczowy ser z darów - do dzisiaj za nim tęsknię.... i lato
      spędzane na zaprawach, żeby zimą coś się dało jeść.
      Na Syberii zimą nie ma świeżych warzyw i owoców (tzn. jest to, co
      przywiozą lub wychodują Chińczycy, ale zimą to i tak nie ma smaku).
      Ichnie surówki, to raczej sałatki i mało mnie przekonują. Jak
      mieszkam sama, to się żywię mrożonkami Hortexu. Jak jestem zdana na
      kuchnię gospodarza, to jakoś zaciskam zęby i przetrzymuję zawiesiste
      sosy i brak warzyw. Odbijam sobie przepysznym nabiałem.
      Czasami się zastanawiam, czy moje pokolenie nie powinno dostać
      automatycznie uprawnień kombatanckich za samo ciężkie
      dzieciństwo ;)))
    • slotna Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 00:11
      Moja mama gotowala bardzo roznorodnie, na obiad bywaly i tradycyjne polskie posilki (mieso i ziemniaki/ kluski/ kasza), ale zawsze byla do tego surowka albo warzywa gotowane, a bywaly i rozne inne dania: pizza, lazania, spaghetti, leczo, gulasze wegierskie, rozne ciekawe zupy. Mama zawsze zdrowo sie odzywiala, jadla duzo warzyw i usilowala mnie do nich przekonac, niestety lubilam tylko gotowane: kalafior, brukselke, fasolke szparagowa, kabaczek. Z kanapek hojnie zdobionych zielenina zjadalam najpierw te zielenine (z dreszczem obrzydzenia ;)), zeby sobie "nie psuc smaku" - jesc to musialam, bo mama kazala. Zmuszala mnie tez do zjadania obiadowychh surowek, ziemniaki moglam zostawic. Nie znosilam tego i najchetniej zywilam sie u babci, ktora pasla mnie slodyczami, kluchami itp. Jadlam mnostwo slodyczy i uwielbialam fastfoody. Owoce nawet lubilam, ale rzadko je jadlam, w sensie takie "zwykle" jablka czy cytrusy. Rzucalam sie tylko na czeresnie. Nigdy nie lubilam bialego chleba, ziemniakow, nie przepadalam za makaronami, zawsze musialam sobie to wszystko mocno "okrasic".

      Nawyki zaczelam zmieniac wieku lat 18 mniej wiecej. Pamietam, ze robilam sobie salatki, starajac sie, zeby mialy wyrazisty smak. Jadalam np. salate lodowa z czastkami grejpfruta, orzechami i sosem z jogurtu i curry; salatke z rzodkiewki, ogorka, kukurydzy i chrzanu (przepis z Jezycjady, do dzis to lubie). Nie smakowalo mi to za bardzo, ale jakos szlo. Jednak naprawde wzielam sie za siebie dopiero jakis rok pozniej, kiedy wyjechalam do Anglii i troche mi sie nudzilo: rozpisalam sobie jadlospis, przeanalizowalam co i jak i zmuszalam sie do jedzenia swiezych warzyw zupelnie bez przypraw (a wlasnie, bo solilam tez kiedys baaardzo duzo). Micha salaty, pomidor, cykoria... dreszcz mnie bral, ale jadlam - a na deser posilek wlasciwy. Jadlam tak przez kilka miesiecy i rzeczywiscie zmienil mi sie smak.

      Dzisiaj nie jestem w stanie zjesc kanapki - ba, zadnego posilku! bez warzywka. No nie i juz :) Brokuly, kalafior, cukinie, no wszystko doslownie moge jesc bez zadnej bulki czy masla. 2-3 pomidory dziennie to norma. Powiedzmy, ze nie zmienilam calkowicie swoich upodoban z dziecinstwa (bo np. zawsze wolalam pieczywo ziarniste), ale troche je odkrecilam. Ze slodyczy chyba po prostu wyroslam.

      --
      Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
      • slotna Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 00:24
        Aha, i jeszcze od kiedy zywie sie sama zauwazylam, ze moge jesc wlasciwie w kolko to samo. Potrafie robic sobie identycznie sniadania i kolacje przez pol roku, obiady tez bym mogla, ale wiadomo, roznie to wychodzi. Teraz przestawilam sie z grzanek z serem, ktore jadlam od nie pamietam kiedy, ale na pewno przez kilka miesiecy, na sniadania wg pierwszejlitery. Wykonczylam muesli, ktore mialam w domu i od poltora tygodnia jem tosty z dzemem i nutella i garsc orzechow do tego, moge tak dowolnie dlugo i caly czas mi smakuje. Co ciekawe, umiem i lubie gotowac i czesto to robie, dla rodziny.

        --
        Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
    • daslicht Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 00:48
      Od małego nie cierpię mięsa, tłustych potraw, rozgotowanych brejek,
      sosów, soli, panierki, kremów i innych śmierdzaco-cieknących
      świństw. Napojów gazowanych w domu nie było, hamburgery i frytki mi
      śmierdziały, a po czipsach wymiotowałam całą noc.

      Moja mama mówiła, że warzywo do posiłku musi być, chleb ma byc
      ciemny a przetworzone żarcie to same sztuczności. Ja się za bardzo
      nie domagałam ciastek i cukierków, bo ze słodyczy lubię jedynie
      czekoladę i niezbyt ciężkie lody.

      Jestem "naturalną wegetarianką", a moje zmiany żywieniowe polegały
      na tym, że muszę bardziej uważać na mleko (jestem nietolerancyjna),
      drożdże (strasznie boli mnie brzuch), zalewy z konserw (ból brzucha
      i uczulenie), niektóre przyprawy (to samo), ciężkie potrawy np.
      pizza czy chińszczyzna smażona na oleju (ból brzucha), napoje
      gazowane. Jakoś mnie do tego specjalnie nie ciągnie, ale trzeba się
      przyjrzeć składowi potraw i brać pod uwagę możliwość dolegliwości
      gastrycznych.


      --
      70/107
      wolność słowa
      Kostar Minionego Lata
      oraz Mój Niezwykle Przyjemny Fetysz
    • yaga7 Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 06:02
      Ja mogłabym się żywić węglowodanami (najchętniej w postaci słodyczy, ale też musli, chleba czy makaronów), nabiałem + od czasu do czasu owoce i warzywa czy ryby.

      Mięsa nie lubię od dzieciństwa - tylko wiadomo, małe dziecko jest raczej zmuszane do jedzenia mięsa, więc u mnie to wyglądało - ponoć - tak, że często mięcho po prostu wypluwałam i protestowałam, gdy mi je wciskano ;) Ale w sumie dość szybko przekonałam mamę do tego, że jednak nie jest ono dla mnie i jeszcze w liceum przestawiłam się na dietę bezmięsną. Na której jestem do dziś, różnica tylko taka, że od paru lat jem ryby.

      Warzywa w sumie lubię - kocham pomidory, a mozarellę z pomidorami mogę jeść prawie codziennie ;) Lubię też różne surówki - co ciekawe, rzadko takie surówki przyprawiam (jeżeli już, to wrzucam oregano i tyle), po prostu tylko kroję i już, lubię smak nieprzyprawionych warzyw.
      Lubię też gotowane warzywa - i to na pewno mam z domu, bo sporo takich jedliśmy. Ale teraz jestem leniwa i w sumie jesli mam do wyboru gotowanie marchewki albo zrobienie warzyw na patelni z mrożonki, wybieram to drugie, bo prostsze.
      Nie lubię tylko warzyw na śniadanie - i to nawet mój żołądek się buntuje, bo kiedyś sprawdzałam ;)
      Ale micha sałatki na obiad - nie ma problemu :)

      Mnie na pewno gubią przekąski różnego rodzaju - lubię chipsy, popcorn, ciasteczka, co jakiś czas zamawiamy pizzę, no i alkohol też ;) Gdybym wywaliła wszelkie przekąski, żywiłabym się znacznie zdrowiej. No ale to nie ma sensu, życie ma sprawiać przyjemność, jedzenie też :)
      --
      Castle Party - pierwsze foty :)
      yaga7.fotolog.pl
      chcesz książkę? :)
    • kasiamat00 Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 08:21
      Mam wyniesiony z domu, w którym gotowało się bardzo "tradycyjnie" (wszelkie
      kluchy itd.), uraz do smalcu, cebuli, pierogów ruskich, placków ziemniaczanych,
      bardzo tłustych mięs i wszelkich tłustych wędlin typu salceson czy boczek. No
      nie przełknę i już.

      Sama gotuję zupełnie inaczej niż w rodzinnym domu, zwykle jest to jakaś
      mieszanka kuchni greckiej, włoskiej, hiszpańskiej i meksykańskiej. Po ostatnich
      eksperymentach z dietą dr Pape nawet smak na słodkie mi się zmienił, jestem
      przesłodzona po dwóch kostkach czekolady albo lodach, pierwszy raz w życiu piję
      gorzką herbatę i mi smakuje. Ogólnie jakoś bez większych problemów udało mi się
      przestawić z diety fastfood + słodycze + hektolitry kawy na całkiem rozsądną
      dietę, do której żaden sensowny dietetyk by się chyba nie przyczepił.

      > owszem, znalazlam sobie warzywa, ktore lubie i te jem najczesciej,
      > ale wolalabym pokochac je wszystkie ;)

      Dobry żart. Cebuli nie przełknę w żadnej postaci, pora i pietruszki podobnie,
      seler toleruję ze słoiczka w jednej sałatce. A warzywek trochę zjadam :)
    • luliluli Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 09:51
      Kuro, przybijam piątkę:P

      Kocham mięso, ziemniaki, pierogi, wszelkie kluski, sosy, gulasze i ogórki
      kiszone (najlepiej na chlebie ze smalcem;))

      surówka to dla mnie prawdziwa męka - toleruję jedynie kiszoną kapustę,
      ewentualnie (!) inne kapuściane. Marchewka, seler, cokolwiek wieloskładnikowego
      przyprawia mnie o mdłości. Czasem dla "kompromisu" jadam do normalnego obiadu
      kalafior/fasolkę w ramach tej nieszczęsnej "surówki";)

      Nie mam pojęcia jak to zmienić - jadałam ryż, warzywa z białym mięsem, sałatki,
      różne dziwactwa na parze i - kurczę - męczy mnie taka dieta. Jem takie rzeczy
      zupełnie bez przyjemności. Jak mam zjeść na śniadanie coś innego niż kanapka,
      jestem głodna po godzinie (i nie mówcie mi o owsiance i muesli - nie działają).
      Owoce, które lubię to truskawki, nektarynki, zimą cytrusy i to tyle:) wolę je w
      postaci galaretek z owocami lub koktajli mlecznych na dodatek.

      Jedyne, co mnie ratuje, to mąż o innych upodobaniach (zdrowych), dlatego jadamy
      pół na pół, a przynajmniej tak staramy się to zorganizować:)
      --
      71/96-98
      LOBBY_BIUŚCIASTYCH
    • kura17 Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 09:52
      wiadomo, ze trzeba szukac swoich smakow :)
      pisalam gdzies tam, ze lubie gotowac i przez te lata, kiedy probowalam pokochac
      warzywa, wyprobowalam duzo przepisow :) mam sporo ksiazek kulinarnych, bo je
      bardzo lubie, takie dla wegetarian, z kuchniami narodowymi, z gotowaniem
      "zdrowym", malotlustym, rozne inne. tak wiec nie katuje sie "marchewka z
      groszkiem", jestem otwarta na nowe pomysly, ciagle cos probuje...

      bardzo lubie szpinak na cieplo (ale gdy pracuje nie mam go jak jesc), czerwona
      kapuste na cieplo, brokuly, kalafior - ale wszystko jako maly dodatek do MIESA
      (tlustego, rzecz jasna)... ;)

      bardzo mi poskamakowala kuchnia indyjska, mmmm... ale cos w niej mi szkodzi, po
      kazdej probie jedzenia (w domu, w dobrej knajpie, u kolezanki-hinduski) mam
      spore klopoty zoladkowe. strasznie mnie ciagnelo do indyjskiego zarelka, jak
      bylam w ciazy...
      ... efekt? 2 razy pognalam do szpitala, bo myslalam, ze rodze przedczesnie :(
      potem juz nie jezdzilam do szpitala, bo skojarzylam, ze to po indyjskim jedzeniu
      ;) ale jadlam dalej, nie moglam sie powstrzymac...

      problem z bardziej "aromatyczna" kuchnia (typu tajska, chinska) jest taki, ze
      gotuje w domu jeden obiad dla wszystkich. a ani dzieci, ani maz, za takim
      jedzeniem nie przepadaja. musza byc jakies kompromisy ;) zreszta mi tez takie
      mocno doprawione potrawy nie smakuja, jestem minimalistka przyprawowa (jak Yaga)...

      --
      kurczak: 03.03.05 (21:38)
      pisklak: 07.09.07 (21:21)
      • yaga7 minimalizm przyprawowy :) 17.08.09, 10:10
        W sumie ze mną nie jest tak, że nie lubię przypraw, tylko lubię też jedzenie bez
        nich :)
        Przykładowo indyjskie żarcie lubię bardzo, a przyprawione jest porządnie. Tylko
        w domu nie chciałoby mi się z tym aż tak bawić, więc wybieram opcje bez
        przypraw, które po prostu też mi smakują. W sumie taki styl żywienia jest dobry,
        bo nie jem monotonnie, tylko jem różne rzeczy w zależności od tego, czy sama
        sobie coś przyrządzam, czy idę zjeść na miasto :)

        Ale i tak w porównaniu z Lubym, który po pierwsze lubi wsypywać mnóstwo różnych
        przypraw, a po drugie uwielbia ostre żarcie, ja faktycznie jem i używam bardzo
        bardzo mało przypraw :)

        --
        Castle Party - pierwsze foty :)
        yaga7.fotolog.pl
        chcesz książkę? :)
    • secka Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 10:44
      Łączę się w bólu, mam dokładnie to samo.. Od małego wolałam zjeść kawał kiełbasy
      (jeszcze na dodatek BEZ chleba, choć teraz się to zmieniło), niż cokolwiek
      innego. Ze słodyczy najbardziej lubie.. chipsy. No i za cholerę nie mogę się
      przestawić na inne jedzenie. "Warzywa na parze" to dla mnie synonim jakichś
      koszmarnych tortur i jak tylko jestem na jakiejkolwiek diecie, to jestem głęboko
      nieszczęśliwa.. U mnie w domu, mimo ogólnego podejścia "zjedz mięso,zostaw
      surówkę", do mnie mówiło się raczej na odwrót, bo od małego warzywa dla mnie
      były BE, i tak mi zostało.. I teraz to jest katorga, bo muszę zrzucić parę kilo,
      ale jedyna dieta jaką przetestowałam i była skuteczna to mieć 16 lat i się
      nieszczęśliwie zakochać ;) Jem prawie tyle i tak samo jak mój facet, który rusza
      się 5 razy więcej i jest 20cm wyższy, tyle, że jak mam jeść co innego, to jestem
      w autentycznej rozpaczy :D Stwierdziłam, że chyba jedynym sposobem jest siłownia
      kilka razy w tygodniu (bo oczywiście na dodatek jestem przeciwniczką sportów
      innych niż tenis, w którego nie mam z kim grać, i tylko siłownia jest formą
      aktywności którą mogę dłużej uprawiać) - wtedy po prostu będę mogła sobie
      pozwolić jeść w miarę co chcę.. Daj znać, jak znajdziesz jakiś inny mało
      inwazyjny sposób :D
      --
      sometimes rocks have urges, too
      • turzyca Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 22.08.09, 01:33
        Jem prawie tyle i tak samo jak mój facet, który rusz
        > a
        > się 5 razy więcej i jest 20cm wyższy, tyle, że jak mam jeść co innego, to jeste
        > m
        > w autentycznej rozpaczy

        Skad ja znam ten bol... Pierwsze trzy miesiace zalatwily mi 4 kilo na plusie,
        straszne. A potem wprowadzilismy zasade 40/60. :) Czyli jemy to samo, ale ja jem
        40% z przygotowanej porcji, a Luby 60. Czyli 1,5 raza tyle co ja. :) Twardo
        dzielimy w ten sposob wszystko od pomidorow - ja 2, on 3, przez ukochany owczy
        serek, po pizze - ja 3/8, on 5/8. Weszlo nam w krew i odruchowo obliczamy
        porcje. Poza tym on ma prawo sie pasc dowolnymi dotuczaczami typu chipsy, ale ma
        tego nie robic w zasiegu mojego sluchu. Bo ja w zasadzie za nimi nie przepadam,
        w szafce moga sobie lezec, ale jak on chrupie, to nie ma szans, nie odczepie sie.
        W ten sposob waga stoi w miejscu. Gdybym nie jadla kolacji, ktore w zasadzie
        zazwyczaj mi nie sa potrzebne, to bym pewnie chudla. Ale kolacja jest jedynym
        wspolnym posilkiem i z niej nie zrezygnuje, wiec chudne, jesli latam na jakies
        zajecia sportowe. Odkrylam z zaskoczeniem, ze aerobik moze byc calkiem fajny, o
        ile prowadzaca jest fajna, znalazlam 2 fajne na 8 wyprobowanych.

        --
        Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
    • velika Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 11:12
      Ja w dzieciństwie byłam karmiona na stołówkach;) Rodzice pracowali, mama nie
      znosiła gotować- więc jadłam stołówkowo, często też w wakacje. Z tamtych czasów
      wyniosłam obrzydzenie do wątróbki(smród na całym szkolnym korytarzu) i do
      większości mięs-wieprzowiny nie przełknę, z drobiu tylko pierś z
      kurczaka/indyka, wołowinę lubię, ale nie częściej niż raz na miesiąc. Generalnie
      typowo polskiego jedzenia nie lubię- kiedyś kochałam pierogi i kluchy, obecnie
      jadam nie częściej niż raz w miesiącu. Podstawą mojej diety są warzywa, mięso
      może dla mnie nie istnieć. Normą jest dla mnie jedzenie na obiad samych warzyw
      przez dłuższy czas. Generalnie w rodzinie uchodzę za dziwaka i zazwyczaj rodzina
      je swój obiad, a ja swój;) Oni jedzą bardzo różnie, no ale nie ma dla nich
      obiadu bez ziemniaków i mięsa. Ja ziemniaki przełknę tylko zimne. Jak byłam mała
      i jeździłam do babci, to często dla mnie gotowano osobne obiady-bo Asia nie je
      rosołu, ziemniaków, schabowego... Dostawałam osobne porcje fasolki szparagowej i
      kalafiora, bo ja jedyna jem to bez paskudnej bułki tartej z masłem. Z biegiem
      czasu robię się trochę mniej wybredna, ale pewnie nigdy nie przekonam się do
      tłustego, polskiego jedzenia. Moimi grzechami są tylko fast-foody od czasu do
      czasu, no i słodycze-te lubię i rezygnować nie zamierzam, chyba że się mocno
      roztyję. No i te pełne zdziwienia miny znajomych, jak na grilla przynoszę sobie
      cukinię zamiast kiełbasy...
      --
      nie dyskutuj z idiotą - sprowadzi cię do swojego poziomu
      i pokona doświadczeniem;)
      69/95=>65G
    • sarahdonnel Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 11:39
      Moja mama (to zdecydowanie ona 'nosi spodnie' w domu) uważała
      jedzenie za konieczność, nie za przyjemność, i jedzenia w domu się
      raczej nie celebrowało. Nie pamiętam, żeby mama jadła i planowała
      obiady bo cos lubiła, ale dlatego, że niektóre rzeczy były 'zdrowe'.

      Z mięsa pamiętam kotlety mielone przynajmniej półdrobiowe
      (robione 'na cały tydzień'), coś duszonego, smażone piersi z
      kurczaka. Zawsze była jakaś 'szybka' surówka lub sałatka - chociaż
      mama najchętniej po prostu wyciągała kiszoną kapustę przyniesioną
      prosto z warzywniaka, kładła na talerz - i tyle, bo tak najbardziej
      lubiła. Czasami 'zaszalała' i pokroiła pomidory z cebulą, często
      robiła ciężkie kapuściane sałatki z majonezem (też na kilka dni,
      stały sobie w lodówce do podjadania). Z wypełniaczy prawie nigdy nie
      było ryżu, ze względu na jego właściwości wzdymające. Tata jadł
      kartofle (najczęściej odsmażone na chrupko) i mięso, podgryzał
      trochę tej nieszczęsnej kapusty czy ogórki.

      Sniadanie zawsze celebrował tata dla siebie, ja przejęłam
      minimalizm - wielka mocna kawa z mlekiem i ewentualnie
      jakaś 'przegryzka', typu pół kanapki z twarożkiem.

      Mniej patologiczne z mojego punktu widzenia (o tym zaraz) były późne
      śniadania w weekendy - racuchy z jabłkami, naleśniki, leniwki, czy
      właśnie 'akcje pierogowe' (z pierogami z marchwią). To już głównie
      pamiętam z okresu, kiedy w dni powszednie gotowałam sama dla siebie
      (od końca podstawówki).

      Ja okazałam się 'naturalną wegetarianką' - w któreś wakacje przez
      miesiąc jadłam kartofle z kefirem i świeże warzywa, albo makaron ze
      szpinakiem i serem, i potem już tak zostało.

      Zmiany przyszły, jak zaczęłam pracować raz wcześnie rano (7/30), raz
      wieczorami do 21/00, zaczęłam gotować sobie warzywno-węglowodanowe
      jednogarnkówki (gęste zupy lub rzadkie sosy, jak kto woli), i zima
      nauczyłam sie jeść to jako śniadania. Barzdzo odpowiada mi kuchnia
      indyjska, warzywa obrobione termicznie i mocno przyprawione, oraz
      wszelkie podobne potrawy (gulasze warzywne, leczo).
      Wypełniacze lubię wyraziste, w Holandii wyłącznie wchodzą w grę
      produkty pełnoziarniste.

      Śniadania - mam luksus wstawania późno, więc to prawie 'brunch' -
      jestem w stanie zjeść coś 'ciężkiego', typu jajecznica, omlet,
      gotwane jajko z majonezem (z domu została mi słabosć do majonezu w
      ogromnych ilościach) i pieczywo z serem. Na obiady gotuję pikantne
      jednogarnkówki warzywne na rybie (mama przyprawiała majerankiem i
      odrobiną pieprzu z czosnkiem, czyli zupełnie inaczej).

      Mleka we mnie nikt nigdy nie wmuszał, nauczyłam się jeść jogurty,
      kefiry i twaróg - też tak mi zostało. Mleko jest dla mnie wyłącznie
      przyprawą do kawy i półproduktem do różnych 'buł'. Płatkowe
      śniadanie to jakaś abstrakcja...

      W weekendy za mamą robię a to górę naleśników , a to racuchy z
      owocami (lub w wersji wytrawnej z grzybami). Nie boję się
      jeść 'tłusto'(chleb z masłem, twarde sery, majonezy, dużo
      smażonego), chociaż ostatnio osączam smażone na ręcznikach
      papierowych.
      Jak najdzie mnie na czekoladę czy na jakies paskudne słodkie
      pogryzadełko, to kupuję i jem. Chipsy - niektóre podjem (lubię
      chrupki z kassawy, ziemniaczanych już nie), ale nie za dużo.

      Owoce - wybieram, ale lubię złamane kwaśnym, czyli prawie
      niedojrzałe. Dżemy niektóre, też muszą być kwaskowate, i raczej
      niebardzo na chlebie.

      Podsumowując - z domu zostały mi niechęć do fastfoodów i ciągoty w
      kierunku rzeczy mączno-warzywnych, oraz kawa na śniadanie. Zupełnie
      odwrotnie - lubię jeść, kombinować z czymś nowym, 'zmieniać smaki'.
      I zdecydowanie preferuję gęste zupy i przysłowiowa 'kaszę z sosem'
      ponad 'konkretny kawałek białka', ziemniaki i surówkę. Rybę muszę
      mieć mocno ukrytą (w małych kawałkach, złamaną czymś, ew.
      upieczoną), smażonej raczej nie zjem. Nie wiem, skąd tak, a nie
      inaczej, bo raczej ani nie z domu, ani nie od jednej babci, ani nie
      od drugiej, raczej nie z żadnego 'żywienia zbiorowego'.


      --
      Ja 'od kuchni'... www.mixedlanguage.blox.pl
    • anka_z_lasu Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 11:55
      Na słodzenie herbaty podaję wypróbowany patent: kiedyś, z czystej
      ciekawości, zaczęłam słodzić coraz mniej. Z dwóch łyżeczek cukru
      zeszłam na 1, potem na pół, aż przestałam słodzić. Nie pamiętam, ile
      czasu mi to zajęło, ale miałam wtedy chyba 13 lat, więc to nie mogło
      być wymagające przedsięwzięcie ;) Dziś wypiłabym słodką herbatę, ale
      z dużą przykrością.
      Moja koleżanka z akademika słodziła herbatę miodem – to może być
      zdrowotna alternatywa.

      Z moich doświadczeń: niektóre potrawy polubiłam z czasem, np.
      znienawidzoną w dzieciństwie grochówkę. Innych nie - od tłustego
      mięsa, wątróbki i brukselki zawsze mnie odrzucało i nadal odrzuca. I
      od drobiowej wędliny – mama się kiedyś załamywała, że zamiast zjeść
      drobiową polędwiczkę wolę dżem na kanapce...

      Zgadzam się oczywiście, że sposób przyrządzenia znaczy bardzo wiele.
      Jedząc czasem w knajpach z chłopem mym odkryliśmy grillowane mięso.
      Ostatnio za jego namową kupiliśmy grill elektryczny. Nadal jestem w
      szoku, że mięso, które nie zostało usmażone ani panierowane jest tak
      leciutkie dla żołądka – sytość bez uczucia przeładowania i
      ociężałości. Bosko. I to nie tylko mięso, które jest chude samo w
      sobie – drobiowa pierś, ale nawet i kiełbaska. I że nieposolony w
      ogóle kurczak jest taki smaczny?! Czyli przyzwyczajenia zmienić też
      można o ile nowe nadal jest smaczne, choc w inny sposób.

      A czasem, warto wziąć sprawy w swoje ręce. Na przykład, razowy
      chleb – nigdy mi specjalnie nie smakował i preferowałam białe
      pieczywo. Tak było dopóki nie zaczęłam piec go sama na zakwasie
      (zainteresowanym polecam: www.chleb.info.pl/). A że dodatkowo
      jestem leniwa, a razowy jest szybszy w pieczeniu niż biały, to teraz
      w domu ciemny jest jedzony częściej niż jasny. Więc można odkryć coś
      na nowo, jeśli jest smaczniejsze niż było ;)

      I jeszcze jeden istotny czynnik: wpływ otoczenia. Jeśli takim
      dysponujemy. Ja mam to szczęscie - mój facet jest przedsiębiorczy w
      kuchni i ma swoje smaki, co owocuje tym, że nie będzie potulnie jadł
      tego, co ja ugotuję, tylko przejmie inicjatywę i sam ugotuje coś
      innego. Dzięki niemu np. częściej jem makarony i warzywa niż kiedyś.
      Po prostu zmiana przyzwyczajeń.

      A w ogóle to jestem zwolenniczką wsłuchiwania się w organizm i
      pozwalania mu na swoje zachcianki. Jeśli organizm musi zeżreć dzień
      w dzień czereśnie czy wiśnie w ilości 1-1,5 kg za jednym
      posiedzeniem i żyje – to niech żre. Jeśli ma fazę cały czas na żołty
      ser – to widocznie organizmowi coś z tego sera jest potrzebne.
      Oczywiscie w granicach rozsądku – chipsy, frytki, panierowane
      smażone mięsko, itp. nie zaliczają się do kategorii nieograniczonych
      zachcianek. W razie problemów z powstrzymaniem się nieocenioną pomoc
      niesie kpiący wzrok otoczenia, co i Wam polecam ;)

      --
      72/95 -> 70/98! = 30GG
    • masza.s Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 11:57
      Ja zdecydowanie wyniosłam wiele pozytywnych nawyków z domu. Niestety, jestem
      dzieckiem rodziców za młodych ( nastoletnia mama i student-ojciec) i przez
      pierwsze parę lat głównie zajmowała się babcia. Nie gotowała źle, ale wpychała
      jedzenie, przez co byłam dzieckiem pulchnym ( może nie grubym, ale z pewnością z
      nadwagą) i dość łatwo przybieram na wadze. Szybko zaczęłam też dojrzewać i mam
      wrażenie, że ja po prostu zawsze muszę być w górnej granicy dobrej wagi.

      Teraz potrafię tyć głównie przez brak czasu na gotowanie, kupowanie, ale jak się
      dopilnuje ( co ostatnio zaniedbałam), to odżywiam się bardzo w porządku.

      Co wyniosłam od rodziców? Przede wszystkim kocham ostre jedzenie, które dla mnie
      nie jest zwykle ostre. Odkąd pamiętam, mój ojciec lubił jadać ostro i ja bardzo
      szybko też polubiłam. Lubię więc wszelkie kuchnie azjatyckie, z pełną gamą
      aromatycznych przypraw. Od mniej więcej 10 roku życia do mniej więcej 17 roku
      życia byłam wegetarianką, więc nauczyłam się jeść dużo warzyw na różne sposoby.
      Niestety, bardzo tyję przy węglowodanach, więc dorobiłam się odrobinę tłuszczyku
      - teraz wiem, że białkowe posiłki są dla mnie duże lepsze.
      Bardzo lubię mięso, byleby dobrze zrobione, aromatyczne. Nie musi być tłuste,
      ale jak jest i jest dobre, to nie pogardzę. Kocham ryby i owoce morza chyba pod
      każdą postacią. Makaronów staram się nie jeść, jem tylko czasami, bo niektóre
      pasty są dobre, za to zapychacze typu ziemniaki dla mnie nie istnieją. Zwykle
      jem rybę/mięso/inne białko plus warzywa.

      Nauczyłam się gotować sama, nieskromnie uważam, że gotuję świetnie ( od 12 roku
      życia siedzę w kuchni), głownie dlatego, że moja mama gotować nienawidzi i
      odmówiła współpracy, ojciec siedział w pracy, a potem z nim nie mieszkałam. Na
      widok szkolnych stołówek miałam mdłości ( przez zapach też), dopóki nie trafiłam
      do prywatnej szkoły, gdzie stołówkowe jedzenie jest pyszne. Zawsze głodowałam na
      obozach - paskudztwa! Rozgotowane, przesolone, obrzydliwe.

      W dzieciństwie nie lubiłam pomidorów - teraz bardzo lubię. W ogóle dużo rzeczy
      mi smakuje, pewnie dlatego, że moi rodzice nie byli sami zamknięci na smaki. W
      dzieciństwie już pokochałam sushi, kuchnie azjatyckie, kuchnie wschodnie,
      poznałam dobrze śródziemnomorską. I za to jestem niezmiernie wdzięczna - bo
      jestem bardzo otwarta na nowe smaki.

      Lubię, jak cały dom pachnie przyprawami. Lubię chyba wszystkie przyprawy, wolę
      mieszać sama niż używać mieszanek.

      Desery? Oczywiście, czasem lubię, tak samo jak lubię czasem zjeść frytki. Ale
      tak naprawdę każdy deser mółby dla mnie nie istnieć oprócz LODÓW. Lody ja jem na
      litry, nie na gałki. To moja największa słabość. Kocham.

      Ogólnie jestem zadowolona z tego, co lubię - jest pro-dietetyczne (prócz lodów)
      i ułatwia diety. Ale nie mam często czasu na gotowanie podczas roku szkolnego,
      zwłaszcza urozmaiconych posiłków i to mnie gubi. :(

    • zarin Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 17:16
      Mnie się udało zupełnie zmienić nawyki.
      W moim domu z warzyw występowały ziemniaki. "Zjedz mięso, zostaw x" to typowy tekst. Wszystko słodzone, stale dostępne słodycze, tylko białe pieczywo, zawsze mnóstwo zupek chińskich w zapasie (bywało, że jadałam je codziennie przez dłuższy czas). Jak w którymś momencie rodzina zaskoczyła, że nie jem warzyw i owoców, to postawili na zmuszanie mnie na zasadzie zupełnie celowej i otwartej złośliwości, albo za karę - przede wszystkim do jabłek, od których bolą mnie zęby i których do dzisiaj nienawidzę. Jak się łatwo domyślić, dużo to nie dało.
      Zawsze byłam wybredna, nie jadłam w przedszkolu, nie chciałam próbować nowych rzeczy. Do tej pory zostało mi to, że mam sporo fobii żywieniowych, w stylu że nie jem czegoś nie dlatego, że mi nie smakuje, tylko ze względu na formę.
      Mięso przestałam jeść jeszcze mieszkając z mamą, trochę to mi zmieniło smaki, ale nadal nie było idealnie.
      Dobrze zaczęłam się żywić dopiero po wyprowadzce z domu. I przy ograniczonych funduszach, to bo wykluczyło zbędne dodatki, jak słodycze. Potem przestałam jeść nabiał, jeszcze potem zainteresowałam się biochemią żywności, leczeniem dietą. Z ciekawszych spraw: przeszło mi podobno nieuleczalne nadciśnienie.
      Największym problemem komercyjnej dietetyki jest zafiksowanie na odchudzaniu. To nie tylko sprawia, że lekceważy się inne aspekty zdrowia poza szczupłą sylwetką, ale też powoduje neurotyczny stosunek do jedzenia, który nie pozwala się pozbyć szkodliwych pociągów.
      Przy prawidłowym sposobie odżywiania, nieopartym o dietetykę z kolorowych gazet, smak zmienia się totalnie. W końcu ten zmysł jest po to, żeby nam podpowiadać, co jest dla nas dobre, a nie szkodzić - tylko ten instynkt przy długotrwałym wypaczaniu zanika.
      Uwielbiam teraz prawie wszystkie warzywa, algi morskie, orzechy, nasiona. Nie przekonałam się tylko do owoców, ale przy dzisiejszych przeładowanych cukrem krzyżówkach umiarkowanie ich spożycie raczej wychodzi na dobre. Używam przypraw, ale nie zawsze i dlatego, że lubię ich aromat, a nie dlatego, że potrawy bez nich nie mają smaku. Coraz mniej mnie ciągnie do niezdrowych rzeczy, zresztą zwyczajnie każdy skok w bok odchorowuję. Nadal nie jest idealnie, eksperymentuję, stale coś zmieniam. Na pewno staram się o jak najwięcej surowego i to jest "to", być może kiedyś uda mi się żywić wyłącznie surowym pożywieniem. Widzę ogromną zależność między tym, co jem, a jak się czuję; chyba po raz pierwszy w życiu potrafię w miarę panować nad nastrojem.
    • tfu.tfu Re: upodobanie kulinarne - jak latwo daja sie zmi 17.08.09, 18:43
      alergia skutecznie zmienia nawyki :P
      a na poważnie: nie chcę zmieniać nic w swojej diecie, nie jem niczego co mi
      szkodzi - wyjątek: lody imbirowe od grycana, ale "szaleję" z 1 kulką tylko, wiec
      to dopuszczalne ;)
      teraz mam sezonowy wegetarianizm np. bo po prostu nie mam ochoty na padlinę ;)
      za to jak sie ochłodzi to pewnie się rzucę na bitą krowę i panierowaną świnię.
      nic na siłę chyba. moje ciało doskonale wie kiedy i na co ma ochotę, słucham
      swoich potrzeb i jest mi z tym dobrze :)
      --
      .............. fusy precz!
      dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! ;)
      Daj mu dom

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka