Dodaj do ulubionych

Organiścina: chłopka, mieszczka?

16.03.14, 14:15
Jak to było z naszą panią organistową?
Boryna myślał o niej pogardliwie jako o miejskim łachmytku. Twórcy filmu też widzieli w niej mieszczankę( albo może zdeklasowaną szlachciankę?). Matka Jasia pomykała w długiej sukni, kapeluszu, z niewątpliwie "pańskim" atrybutem jakim była parasolka przeciwsłoneczna.
Jednakże pewne wzmianki w książce pozwalają sądzić, że organiścina była zwykłą chłopką.

1. Antek kupuje Hance chustkę dokładnie taką jak miała organiścina. Nie ma najmniejszej aluzji o dworsko/miejskim stroju organiściny, choć np jej rywalka, młynarzowa, nosiła w dzień Wszystkich Świętych kapelusz jak dziedziczka.

2. Organiścina nie umie czytać, nie przeczytała Teresce listu od Jaśka. Musiałaby pochodzić z jakiś wielkich dołów społecznych, wręcz patologii(tylko czy wtedy mogłaby marzyć o małżeństwie z organistą??), toż nawet magdalenka z Lalki umiała pisać i czytać. Jeśli byłaby chłopską córką, jej analfabetyzm nie byłby czyś tak nieprawdopodobnym.
Po za tym matka Jasia właściwie gardzi nauką, owszem kształci syna, bo bez tego nie zostałby księdzem. Ale już na doktora idą same łajdusy, a pisarek w urzędzie budzi w niej największą pogardę(taka to czysto chłopska pogarda dla pisarków)

3.Kobieta ma zamiłowanie do ziemi, gospodarstwa, twierdzi, że gdyby nie pole musieliby przy proboszczu głodem mrzeć, ubolewa, że pola tyle co kot napłakał( nie podobna w tym do Dominikowej: bez gruntu jak bez nóg?)
Umiała posługiwać się sierpem, w czasie żniw stanęła do pracy wraz z córkami.( W serialu siedzi na wozie i chroni się od słońca za pomocą parasolki) Czyżby nauczyła się tego dopiero po ślubie?

Kogoś nachodzą jeszcze jakieś refleksje?
Obserwuj wątek
        • bupu Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 28.03.16, 16:47
          plater-2 napisała:

          > W Kongresowce nie bylo kategorii "szlachta zagrodowa". Na Litwie byli.

          Przepraszam ja bardzo, a Rzepeckie to kto niby byli?
          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
          http://archiwumpanahyde.laa.pl/
          • tt-tka Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 29.03.16, 17:33
            bupu napisała:

            > plater-2 napisała:
            >
            > > W Kongresowce nie bylo kategorii "szlachta zagrodowa". Na Litwie byli.
            >
            > Przepraszam ja bardzo, a Rzepeckie to kto niby byli?

            "Ze to za szlachte sie mieli" - w opinii chlopskich sasiadow nie byl to wyroznik godny uwagi, oni nie czuli sie gorsi, choc doceniali "delikatnosc w obejsciu" rzepeckich; nie wiem, czy w tamtych stronach szlacheckie pochodzenie rzepczakow bylo uznawane przez rzad carski, ale raczej nie wiazalo sie z zadnymi przywilejami, inaczej pewnie nie obeszlo by sie bez zawisci na tym tle. Ot, ubieraja sie troche staranniej, jedza przystojnie i "kobiety swoje sielnie obserwuja (czy uwazaja)", ale nie ma tam takich animozji, jak na Litwie miedzy szlachta zasciankowa a chlopstwem.
            • bupu Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 29.03.16, 19:22
              tt-tka napisała:

              > bupu napisała:
              >
              > > plater-2 napisała:
              > >
              > > > W Kongresowce nie bylo kategorii "szlachta zagrodowa". Na Litwie by
              > li.
              > >
              > > Przepraszam ja bardzo, a Rzepeckie to kto niby byli?
              >
              > "Ze to za szlachte sie mieli" - w opinii chlopskich sasiadow nie byl to wyrozni
              > k godny uwagi, oni nie czuli sie gorsi, choc doceniali "delikatnosc w obejsciu"
              > rzepeckich; nie wiem, czy w tamtych stronach szlacheckie pochodzenie rzepczako
              > w bylo uznawane przez rzad carski, ale raczej nie wiazalo sie z zadnymi przywil
              > ejami, inaczej pewnie nie obeszlo by sie bez zawisci na tym tle. Ot, ubieraja s
              > ie troche staranniej, jedza przystojnie i "kobiety swoje sielnie obserwuja (czy
              > uwazaja)", ale nie ma tam takich animozji, jak na Litwie miedzy szlachta zasci
              > ankowa a chlopstwem.

              Animozyjów może i nie było, chocia Lipczaki za Rzepeckimi nie przepadali, że się nad innych wynoszą, ale szlachta zagrodowa przecie była. Nawet jeśli carski ukaz papir na poświadczenie odebrał.
              --
              Wiedźma
              To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
              http://archiwumpanahyde.laa.pl/
              • tt-tka Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 29.03.16, 19:46
                bupu napisała:
                >
                > Animozyjów może i nie było, chocia Lipczaki za Rzepeckimi nie przepadali, że si
                > ę nad innych wynoszą, ale szlachta zagrodowa przecie była. Nawet jeśli carski u
                > kaz papir na poświadczenie odebrał.

                Tego, ze byla, nie kwestionuje absolutnie, bo byla :-)
                Tyle ze w zyciu spolecznym to praktycznie nie mialo znaczenia, tylko o to mi szlo - Rzepeccy razem z chlopami z innych wsi przyjezdzaja do Lipiec obrabiac ziemie, kiedy lipczaki siedza w mamrze; i stary Bylica zwraca sie do ktoregos per "panie Rzepecki", do mieszkanca Debicy czy innej wsi pewnie by tak nie powiedzial, ale wspolnota interesow laczy herbowych i nieherbowych - nie wyobrazam sobie sytuacji, gdy ktorys litewski zascianek rusza obrabiac chlopska ziemie, skoro nawet mieszkajacemu po sasiedzku Ladysiowi nie pomagaja, bo z chlopka zonaty.
    • matylda1001 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 18.03.14, 11:31
      Kluczem do zagadki jest sam organista. Kim był? na pewno nie szlachcicem. Ogładą i "pańskością" nie sięgał nawet Rzepeckiej szlachty zaściankowej. W Lipcach jest obcy. Może i przybył z miasta, ale w nim się raczej nie wychował. Myślę, że organista to chłopski syn. Być może jakiś wiejski ksiądz albo organista dostrzegł w nim takiego "Janka muzykanta" i wyuczył dobrego fachu. Nauczył gry na organach, pisania, czytania, jakiejś buchalterii, bo przecież to organista prowadził kościelną kancelarię. Może i szukał potem szczęścia w mieście, ale widocznie z marnym skutkiem, skoro do Lipiec przybył jako człowiek niebogaty. Z Lipiec nie pochodzi, więc ziemi nie odziedziczył, kupić raczej nie miał za co. Gospodarował na 16 morgach, ale chyba nie był właścicielem tej ziemi (przynajmniej nie całej). Ziemia graniczyła z księżymi polami, a wszystko razem mogło stanowić majątek kościoła - uposażenie kolejnych księży i organistów. Swojego domu też nie miał, ten, w którym mieszkał był mieszkaniem służbowym i należał do kościoła (kiedyś był tam szpital). Podobnie jak plebania nie była prywarną własnością księdza. W takim razie organiścina powinna być chłopką. To by tłumaczyło jej analfabetyzm, a zarazem umiejętność gospodarowania na roli - obojga.
      Organiścina w filmie przedstawiona jest jako taka "pół pani", i tak mogło być rzeczywiście. W końcu należała do wiejskiej elity, nie wypadało jej ubierać się jak chłopce. Jakieś kapelusze, parasolki od słońca pewnie miała. No, ale na co dzień nosiła chustki. Takie w dobrym gatunku, skoro służyły za wzór wiejskim elegantkom:) A może organiścina była jednak piśmienna? Może nie chciała przeczytać listu Tereski sama, żeby nie umniejszać wielkości męża? a może nie mogła sobie poradzić z pismem odręcznym, podobnie jak Jagusia? Trochę nie chce mi się wierzyć, żeby przez tyle lat przy piśmiennym mężu, dzieciach nie nauczyła się ani trochę. Ciekawe też czy dzieci organisty gdzieś pobierały nauki, dziewczynki w wieku szkolnym, chłopcy? Gdzie uczył się Jasio zanim poszedł do gimnazjum?
      • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 19.03.14, 14:40
        matylda1001 napisała:

        Trochę nie chce mi się wie
        > rzyć, żeby przez tyle lat przy piśmiennym mężu, dzieciach nie nauczyła się ani
        > trochę.

        Żeby w dorosłym życiu nauczyć się czegoś, trzeba naprawdę silnej motywacji i determinacji. Nikodem Dyzma, zmotywowany nowymi warunkami życiowymi, czytał encyklopedię, słownik wyrazów obcych i nawet planował naukę angielskiego.
        A organiścina żadnej takiej motywacji nie miała. Z okolicznymi dziedziczkami na pewno nie utrzymywała kontaktów towarzyskich( w Ziemi obiecanej dziedziczka przyjmowała syna organistów w przedpokoju), więc nie musiała się wstydzić własnej prostoty.
        A dla Lipczaków i tak była panią organiściną, Hanka całowała ją w rękę, Tereska podejmowała pod nogi. Czy szanowano by ją bardziej, gdyby okazało się, że umie przeczytać list? Chyba nie.

        Po za tym rodziła dzieci, pilnowała gospodarstwa, zdzierała z ludzi, gdzie tam był czas na naukę.

        > Ciekawe też czy dzieci organisty gdzieś pobierały nauki, dziewczynki w
        > wieku szkolnym, chłopcy? Gdzie uczył się Jasio zanim poszedł do gimnazjum?

        Myślę, że sam organista uczył je w zimowe wieczory. Pewnie była to taka sama nauka jak u Rocha, tylko czytanie i pisanie.
        Jasio to może miał korepetytora(albo uczęszczał do jakiejś 3-4 klasowej szkoły w Tymowie?) ktoś musiał nauczyć go dobrze rosyjskiego.
      • kocur_zalogowany Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 23.08.15, 10:25
        Z Lipiec nie pochodzi, więc ziemi nie odziedziczył, kupić raczej nie miał za co. Gospodarował na 16 morgach, ale chyba nie był właścicielem tej ziemi (przynajmniej nie całej). Ziemia graniczyła z księżymi polami, a wszystko razem mogło stanowić majątek kościoła - uposażenie kolejnych księży i organistów.

        Nie do końca tak.
        W 1867 roku car odebrał kościołowi majątki. Proboszczowie dostali państwowe etaty i pensję 300 rubli rocznie, oraz zostawiono im 6 morgów ziemi. W prawdziwych Lipcach proboszcz stracił w ten sposób prawie 190 morgów ziemi. Ziemia poszła częściowo dla chłopów (załatwiono przy okazji sprawę serwitutów, w zamian których chłopi dostali ziemię), częściowo dla urzędników carskich. Może więc organista zebrał już wtedy trochę grosza, żeby sobie te swoje morgi kupić.
        • matylda1001 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 23.08.15, 15:31
          I ciekawe, gdzie podziały się te proboszczowskie morgi. Lipce to Księstwo Łowickie, uwłaszczenie nastąpiło tam w 1838 roku. Wtedy o odbieraniu ziem kościelnych jeszcze nie było mowy, a po 1867 roku lipczakom nic przecież nie przybyło. Nawet serwitutów nie uregulowano. Zresztą gdzie miałyby być te proboszczowskie morgi skoro wokół Lipiec leżały ziemie dworskie, które dusiły wieś jak jastrząb kurczęta.
          Ps. Skąd ta informacja o tych 190 morgach lipeckiego proboszcza?

          --
          naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
          • tt-tka Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 28.04.16, 22:14
            matylda1001 napisała:

            > I ciekawe, gdzie podziały się te proboszczowskie morgi. Lipce to Księstwo Łowic
            > kie, uwłaszczenie nastąpiło tam w 1838 roku. Wtedy o odbieraniu ziem kościelnyc
            > h jeszcze nie było mowy, a po 1867 roku lipczakom nic przecież nie przybyło. Na
            > wet serwitutów nie uregulowano. Zresztą gdzie miałyby być te proboszczowskie mo
            > rgi skoro wokół Lipiec leżały ziemie dworskie, które dusiły wieś jak jastrząb k
            > urczęta.

            Boryna mysli sobie, ze mlynarz moze godzic sie z dziedzicem i o las nie stac, bo grunty ma nietabelowe, to samo kowal, ktory siedzi na ziemiach poduchownych. Moze jednak niektorym, co bogatszym lipczakom cos przybylo, w sensie mogli kupic ?
        • matylda1001 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 23.08.15, 15:57
          kocur_zalogowany napisał:

          >Może więc organista zebrał już wtedy trochę grosza, żeby sobie te swoje morgi kupić.<

          Na 16 morgów 'trochę grosza' by nie wystarczyło. Myślę, że organista nie był wcale aż taki bogaty, jak to chcieli widzieć chłopi. Majątku po przodkach nie odziedziczył, dorabiał się od "zera". Nawet własnego domu nie miał, za to kupę dzieciaków do wykarmienia. Poza tym potrzeby miał nieco większe niż sąsiedzi. Kształcił Jasia, a pewnie w pozostałe dzieci też chciał inwestować. Może kupił sobie jakąś łączkę, czy kartoflisko, ale cała ziemia na pewno nie była jego własnością.

          --
          naprawdę, na pewno, po prostu, wprost, zresztą, na razie, dlaczego.
      • matylda1001 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 19.03.14, 01:34
        plater-2 napisała:

        > Reymont sam urodzil sie przeciez w rodzinie organisty.<

        Myślisz, że jego rodzina mogła być pierwowzorem dla książkowej rodziny organisty?

        "Stanisław Władysław Rejment przyszedł na świat 7 maja 1867 roku we wsi Kobiele Wielkie (okolice Piotrkowa), jako piąte dziecko wiejskiego organisty Józefa i jego żony - Antoniny.
        Jego ojciec był organistą i sekretarzem miejscowej kancelarii parafialnej, a matka, z domu Kupczyńska, była siostrzenicą miejscowego proboszcza.

        Na ogromny awans społeczny późniejszego pisarza miało wpływ wiele czynników. Przede wszystkim - jego matka Antonina, kobieta szlacheckiego pochodzenia, która wyniosła z domu szczegółowe wykształcenie i zainteresowanie kulturą"matka była znana we wsi z opowiadanych przez siebie baśni i legend, z których część sama wymyślała

        Czy to może być pierwowzór niepiśmiennej (najprawdopodobniej) powieściowej organiściny?

        " Młody umysł Stanisława rozwijał się również dzięki kontaktom ze stryjem jego matki – ks. Szymonem Kupczyńskim". (ojcem chrzestnym pisarza)

        Pierwowzór lipeckiego proboszcza? bo choć ten nie był krewnym organistów, to i tak jest jedynym księdzem w powieści, jakiego znamy.

        "ojciec (Józef Rejment) zaś był dosyć surowym rodzicem ale on również przejawiał zainteresowania intelektualne. W okolicy słynął z tego, że czytał książki – i mało tego kupował je. Wywoływało to niemałe sensacje w ówczesnych czasach. Fakt ów niewątpliwie przyczynił się do tego, że ojca pisarza zaczęto złośliwie nazywać „literatem”.

        Czy to można powiedzieć o książkowym organiście?

        ch.ostatnidzwonek.pl/a-611.html
        www.literatura.net.pl/opracowania/Reymont.htm
        www.gimkleszczow.pl/index.php?l=O_patronie
        • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 19.03.14, 14:02
          matylda1001 napisała:

          > Myślisz, że jego rodzina mogła być pierwowzorem dla książkowej rodziny organist
          > y?

          Tu można nieco podeliberować. Z jednej strony wydaje się to niemożliwe, organistowie to pod względem moralnym najbardziej odrażające osoby w całej powieści. Więc czyż Reymont tak by swoich najbliższych obsmarował?
          Jednakże....

          " Na ogromny awans społeczny późniejszego pisarza miało wpływ wiele czynników. Pr
          zede wszystkim - jego matka Antonina"

          Naiwność! Gdyby nie talent i upór, żadnego awansu by nie było. Rodzice widzieli w nim zakonnika, krawca, czy też pracownika kolei. Trudno powiedzieć, że pchali syna w górę.

          "kobieta szlacheckiego pochodzenia,"

          Czy to prawda, a nie później dorobiona legenda? Pisarz był trochę snobem, z pospolicie brzmiącego Rejmenta stał się arystokratycznym Reymontem.

          "która wyniosła z domu szczegółowe wykształcenie i zainteresowanie kulturą, była znana we wsi z opowiadanych przez siebie baśni i legend, z których część sama wymyślała"

          Ile jest w tym prawdy? Czy Reymont sam tak wspominał matkę? Czy to tylko pobożne życzenia
          jego biografów? Czy dla wykształconej szlachcianki( a więc zamożnej) małżeństwo z organistą nie byłoby mezaliansem? A syn czeladnik krawiecki/pracownik kolei/podrzędny aktor/medium, dopustem bożym?
          Wykształcenie i zainteresowanie kulturą, to tak pięknie brzmi i pięknie wygląda w każdej biografii. Tak jak teraz pięknie wyglądają w biografiach fragmenty, że ktoś tam był zdecydowanym przeciwnikiem Hitlera, albo że czyjaś rodzina ratowała Żydów podczas wojny.

          "ojciec (Józef Rejment) zaś był dosyć surowym rodzicem ale on również przejawia
          > ł zainteresowania intelektualne. W okolicy słynął z tego, że czytał książki 
          > 211; i mało tego kupował je. "

          co koliduje z tym :
          "Dzieciństwo miałem dość smutne. (...) W domu panowała odwiecznym obyczajem pobożność, głęboka i szczera, i dyscyplina sroga. Ojciec żelazną ręką trzymał wszystkich: był nieubłagany dla naszych dziecięcych przewinień; więc też całe dzieciństwo miałem pełne obaw, strachów i dręczenia się, i wyrywania, i niepowstrzymanej ciekawości świata; (...) czytywać mogłem tylko ukradkiem, pod grozą kary, gdyż ojciec wzbraniał surowo. "

          Czy miłośnik książek wzbraniałby synowi czytać?
          • matylda1001 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 22.03.14, 12:22
            jadwiga1350 napisała:

            > Naiwność! Gdyby nie talent i upór, żadnego awansu by nie było. Rodzice widzieli
            > w nim zakonnika, krawca, czy też pracownika kolei. Trudno powiedzieć, że pchali syna w górę.<

            Rodzice, Jadwigo, to widzieli w nim organistę, i w tym kierunku pragnęli go kształcić. A że chłopak okazał się krnąbrny i nie zdradzał zapału do nauki, to postanowili nauczyć go chociaż jakiegoś fachu. Akurat ich zięć był krawcem i kuśnierzem, prowadził swój zakład i pod jego opiekę oddali syna. Jak widać z dobrym skutkiem, bo zawód zdobył. Zakon to nie był pomysł rodziców, podobnie jak aktorstwo i to włóczenie się z jakimś "czarnoksiężnikiem", a pracę na kolei załatwili mu dlatego, żeby się wreszcie ustatkował i usamodzielnił. To wszystko raczej dobrze o nich świadczy. Co do talentu i uporu... To przeciez nie było tak, że od dziecka marzył żeby zostać pisarzem, a rodzice rzucali mu kłody pod nogi.

            > Czy to prawda, a nie później dorobiona legenda? Pisarz był trochę snobem, z pospolicie brzmiącego Rejmenta stał się arystokratycznym Reymontem.<

            Zmiana nazwiska w tej rodzinie to akurat nic nadzwyczajnego :) Prawie każde pokolenie nazywało sie inaczej, i tak od Balcerka, poprzez Bańcerka, Regimenta, Rajmenta doszli do Reymonta.
            www.moremaiorum.pl/wp-content/uploads/2014/02/Reymont.pdf
            Co do tego szlacheckiego pochodzenia matki, to zdaje sie, że możesz mieć rację. To dopiero Antonina (córka Kupczyka) stała się panną Kupczyńską. Być może za sprawą stryja - ksiedza, któremu nie wypadało nazywać sie tak pospolicie :) Poza tym jak na rodzinę szlachetnego pochodzenia, to ten wywód genealogiczny jakiś taki mizerny.

            • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 16.06.14, 13:33
              > Zmiana nazwiska w tej rodzinie to akurat nic nadzwyczajnego :) Prawie każde po
              > kolenie nazywało sie inaczej, i tak od Balcerka, poprzez Bańcerka, Regimenta, R
              > ajmenta doszli do Reymonta.

              Ale gdyby nazwisko brzmiało: Podhorecki albo Michorowski, to pewnie nie byliby tacy otwarci na zmiany.
          • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 16.06.14, 13:29
            > "Dzieciństwo miałem dość smutne. (...) W domu panowała odwiecznym obyczajem pob
            > ożność, głęboka i szczera, i dyscyplina sroga. Ojciec żelazną ręką trzymał wszy
            > stkich: był nieubłagany dla naszych dziecięcych przewinień; więc też całe dziec
            > iństwo miałem pełne obaw, strachów i dręczenia się, i wyrywania, i niepowstrzym
            > anej ciekawości świata; (...) czytywać mogłem tylko ukradkiem, pod grozą kary,
            > gdyż ojciec wzbraniał surowo"


            To trochę pasuje do Jasia. Wszak ojciec bije go nawet jako dorosłego młodzieńca, i co bardziej zaskakujące jako "prawie księdza"
            Gdy był młodszy też był bity za to, że usnął pod gruszą i nie dopilnował krów.
            I Jasio bał się ojca. Gdy organista kazał mu zejść z konia, natychmiast posłuchał.
          • baba67 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 19.06.14, 11:28
            I to genialnie uzyte St.przed Reymont.
            Mistrz PR.
            Matka mogla miec zainteresowania kulturalne ale wiedziala ze to chleba nie daje stad tez nacisk na zdobycie praktycznego zrodla zarobkowania.
            Srodowisko szlacheckie nawet biedne dbalo, w miare skromnych mozliwosci o kontakt z kultura bo to byl symbol ich statusu.Moi praziadkowie nie byli zamozni alejescze przed pierwsza wojna sprowadzili miejsowego fotografa na sesje w ogrodzie kolo domu. Nie trzeba interesowac sie fotografia zeby zdawac soebie sprawe z roznicy kosztow miedzy taka sesja a sesja w studio czyli atelier, na ktora i tak nie kazdego bylo stac
            --
            Śmiech to jest poważna sprawa.
            Gogol
            • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 19.06.14, 14:57
              baba67 napisała:

              > Matka mogla miec zainteresowania kulturalne ale wiedziala ze to chleba nie daje


              Ale co Ty, Babo, piszesz? Czy ktoś o zainteresowaniach kulturalnych musi zaraz marzyć o synu-artyście? Uwielbiam literaturę więc mój syn zostanie pisarzem? Kocham teatr? Córka będzie primadonną!
              To bardzo rzadko tak szło.

              Dziwniejsze, że szlachcianka o kulturalnych zainteresowaniach została żoną organisty.
              Nawet Agnieszka Niechcic( taka radykałka) dość pogardliwie traktowała organistę w czasie pogrzebu dziecka z czworaków.
              A gdyby tak któraś Niechcicówna została panią organiściną? Pani Barbara padłaby na zawał. Hańba większa od wszystkich długów i kradzieży Tomaszka!
              Chyba, że taka szlachcianka "musiałaby" wyjść za mąż albo byłaby w takiej sytuacji jak rodzina Jaskólskich(też przecież szlachta) z "Ziemi Obiecanej", to wtedy tak.


              > stad tez nacisk na zdobycie praktycznego zrodla zarobkowania

              Tylko, czy krawiec to był jakiś wielki fach dla syna organisty? Chyba nie. Raczej powinni zabiegać dla niego o posadę choćby najmarniejszego pisarka w urzędzie, skoro nie został księdzem czy lekarzem.
              W"Sezonowej miłości" synom Żebrowskich kiepsko idzie w gimnazjum. Ale ich ojciec(urzędnik dość niskiej rangi) powtarza, że chłopcy muszą szkoły skończyć, "no bo do szewca ich przecież nie odda".
              • baba67 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 19.06.14, 15:02
                Noi wlasnie-miala zainteresowania kulturalne ale nie marzyla o synu artyscie bo wiedziala ze z czegos zyc trzeba. Gdzie ja pisze co innego?Mnie sie wydaje ze rodzice chcieli dla syna stalej dobrej posady na kolei.

                --
                Śmiech to jest poważna sprawa.
                Gogol
                • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 20.06.14, 20:53
                  baba67 napisała:

                  > Noi wlasnie-miala zainteresowania kulturalne ale nie marzyla o synu artyscie bo
                  > wiedziala ze z czegos zyc trzeba. Gdzie ja pisze co innego?

                  Ale nikt wcześniej nie pisał, że marzyła(powinna marzyć) o synu artyście. Wiec trochę dziwi ta riposta.
              • tt-tka Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 17.08.18, 00:16
                jadwiga1350 napisała:


                > Tylko, czy krawiec to był jakiś wielki fach dla syna organisty? Chyba nie. Racz
                > ej powinni zabiegać dla niego o posadę choćby najmarniejszego pisarka w urzędzi
                > e, skoro nie został księdzem czy lekarzem.

                A niby czemu ? Pisarek w urzedzie, zwlaszcza marny, to i zarabial kiepsko, i pozostawal w ciaglej zaleznosci od zwierzchnikow. Dobrze ustawiony rzemieslnik b yl i swobodniejszy, i poplatniejszy mial fach.
                W koncu siostra Reymonta wyszla wlasnie za krawca i prosze - mieszka w Warszawie, bywa w teatrze (to jej maz teatroman zarazil Reymonta ta pasja) i bratu moze skutecznie pomoc.

                Nawiasem mowiac bardzo znana postacia Warszawy ostatniej cwiartki wieku byl pan Juszczyk, krawiec meski. Starszy cechu, biegly sadowy, opiekun przez wiele lat ochrony chlopiecej, wspolorganizator kolonii... pewnie mial i inne dokonania. Pan Jankowski, ogrodnik, pan Szanior, tez ogrodnik, pan Lapinski, piekarz, wielu mozna wyliczac, postacie znane, w prasie obecne stale, w zyciu publicznym liczace sie. W przeciwienstwie do urzednikow nwet magistrackich, nie liczac pomniejszych, ktorych nazwisk nikt nie znal i z ktorymi nikt sie nie liczyl.

                • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 11.11.18, 20:19
                  > A niby czemu ? Pisarek w urzedzie, zwlaszcza marny, to i zarabial kiepsko, i po
                  > zostawal w ciaglej zaleznosci od zwierzchnikow. Dobrze ustawiony rzemieslnik b
                  > yl i swobodniejszy, i poplatniejszy mial fach.

                  Ale liczył się też prestiż. Pamiętasz jak pani Barbara była zgorszona projektem Bogumiła, żeby oddać Tomaszka do rzemiosła?
                  • tt-tka Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 03.05.19, 03:05
                    Kogo ty porownujesz ? Wyksztalcona, po gimnazjum kobiete, zone administratora duzego majatku z organiscina ? Dla szlacheckiego dziecka rzemioslo bylo deklasacja, dla chlopow i miejskiej biedoty to byl awans spoleczny.

                    --
                    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                    • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 18.04.20, 17:09
                      tt-tka napisała:

                      > Kogo ty porownujesz ? Wyksztalcona, po gimnazjum kobiete, zone administratora d
                      > uzego majatku z organiscina ? Dla szlacheckiego dziecka rzemioslo bylo deklasac
                      > ja, dla chlopow i miejskiej biedoty to byl awans spoleczny.
                      >

                      O, to teraz organiścina to chłopka albo miejska biedota?! Wzruszające.
        • jadwiga1350 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 28.06.14, 22:29
          > Pierwowzór lipeckiego proboszcza? bo choć ten nie był krewnym organistów, to i
          > tak jest jedynym księdzem w powieści, jakiego znamy.

          Tak sobie deliberuje, że może jednak lipecki proboszcz był jakimś krewnym, powinowatym czy pociotkiem organistów. Byłoby czymś zupełnie naturalnym, że taką lukratywną posadę zaproponował ubogiemu krewnemu, a nie zupełnie obcemu człowiekowi.

          A organistowie czuli się pewnie przy swoim pryncypale.
          1.Zdzierają z ludzi ile wlezie, ksiądz próbuje to ukrócić, ale z marnym skutkiem.
          2.Sprawa z Magdą(nie ponoszą żadnej odpowiedzialności) i afera z Jagusią( tu ksiądz wręcz udziela zgody, choć w dyskretny, zawoalowany sposób)
          3. Proboszcz bierze udział w sądzie nad Jasiem. Czy obcego człowieka organistowie dopuściliby do takiej intymnej, rodzinnej sprawy?
          • enesaj Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 10.11.16, 22:33
            A może ksiądz ich nie pyta o pozwolenie, tylko poczuwa się do obowiązku? Musi dołożyć Jasiowi jako młodemu klerykowi, którego w czasie wakacji ma pod opieką, bo gdyby nie zareagował, część winy za zgorszenie spadłaby na niego - że dopuścił takie coś u siebie w parafii?
            • tt-tka Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 24.11.16, 00:45
              enesaj napisał(a):

              > A może ksiądz ich nie pyta o pozwolenie, tylko poczuwa się do obowiązku? Musi d
              > ołożyć Jasiowi jako młodemu klerykowi, którego w czasie wakacji ma pod opieką,
              > bo gdyby nie zareagował, część winy za zgorszenie spadłaby na niego - że dopuśc
              > ił takie coś u siebie w parafii?

              Z pewnoscia. Jas zostal wypuszczony na wakacje na pisemna prosbe proboszcza - "ksiadz regens zwolni mnie na troche, jesli nasz proboszcz do niego o to napisze" - ponadto posada organisty tez zalezala od ksiedza. Lepiej zawczasu wmieszac go w sprawe niz zeby dowiedzial sie po czasie :)
      • matylda1001 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 24.03.14, 21:40
        plater-2 napisała:

        > www.miesiecznik.znak.com.pl/4793/jestesmy-potomkami-chlopow

        " W Polsce, w której nie było mieszczaństwa" a kawałek dalej " W przedwojennej Polsce dość liczne było drobnomieszczaństwo"

        Z całym szacunkiem do pana Profesora, ale to jakieś nieporozumienie ;) Poza tym, ktoś, kto zaprzecza oczywistym faktom nie jest dla mnie wiarygodny.
        • plater-2 Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 28.03.14, 08:41
          "Drobnomieszczaństwem" okresla sie tych mieszkańców miast, którzy zyja z drobnej wytworczosci towarowej, niewielkiej wlasnosci prywatnej, zatrudniajacych niewielu platnych pracownikow. Tacy w XIX- wiecznych polskich miastach mieszkali, zgadzam sie.

          Tylko z tym zastrzezeniem, ze w Polsce duzych miast było kilka, w mniejszych, słabiej rozwiniętych gospodarczo, owi drobnomieszczanie zyli z zajec takze rolniczych lub rzemiosla, ktore sluzylo potrzebom rolnikow.

          Nie było natomiast w polskich miastach XIX wieku polskiego "mieszczaństwa" w sensie "warstwa społeczna składająca się z właścicieli wielkich przedsiębiorstw handlowych lub produkcyjnych" czyli burżuazji.

          Burzuazja byla czyms innym niz szlachta, jej kapitaly wynikały nie z posiadania majatkow ziemskich, ale np.fabryk, sklepów, banków.

          Miasta i przemysł w czasach, które opisuje Reymont czy Prus, były w Polsce słabo rozwiniete, polska burzuazja własciwie nie istniała.
          Dlatego zgadzam sie z twierdzeniem, ze polska kultura jest kulturą wiejską, chłopsko-ziemiańską.
    • tt-tka Re: Organiścina: chłopka, mieszczka? 11.05.16, 22:37
      jadwiga1350 napisała:


      . Organiścina nie umie czytać, nie przeczytała Teresce listu od Jaśka. Musiała
      > by pochodzić z jakiś wielkich dołów społecznych, wręcz patologii


      Niekoniecznie. Analfabetyzm mial sie w Kongresowce lepiej niz dobrze. Cytuje za "Niwa"
      "na stu mieszkancow do szkol elementarnych chodzi w Prusach 15, w W. Brytanii 14, w Holandii 13, we francji 12, a u nas 2 lub 3 ! Totez na stu rekrutow (czyli obywateli doroslych) w Prusach znajduje sie 75 posiadajacych dostateczne uksztalcenie szkolne, w Austrii poludniowej 85 pismiennych, u nas pismiennych znajduje sie zaledwie 11"
      Z tabel, ktorych w calosci nie bede cytowac (obejmuja wiele lat) dane za jeden rok (1874)
      - szkol poczatkowych 2271
      - w szkolach poczatkowych gminnych uczniow 69 613
      uczennic 36 780
      - na 10 000 ludnosci przypada 202 uczacych sie

      Sluzba zenska w miastach, corki rodzin drobnomieszczanskich umialy czytac o tyle, o ile matka nauczyla, do szkol (nawet elementarnych) chodzil niewielki procent. Nader czesto nawet handlujace (przekupki, kramarki, handlarki obnosne czy koszykowe) nie umialy czytac ani pisac - za to liczyly perfekcyjnie, takze w pamieci.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka