Dodaj do ulubionych

Miłość Jasia i Jagusi.

28.11.08, 22:40
Jak myślicie, czy związek Jasia i Jagusi przetrwałby próbę czasu?
Zakładając oczywiście, że Jaś wystepuje z seminarium. W końcu nie
palił się zbytnio do bycia księdzem.Czy wykształcenie Jasia, jego
obycie w świecie byłoby dla Jagusi barierą nie do przekroczenia? A
może ich wzajemna fascynacja była tak wielka, że Jasiowi nie
przeszkadzałby, że Jagna jest analfabetką,nie podzielającą jego
zachwytu nad Panem Tadeuszem?
Obserwuj wątek
    • matylda1001 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.11.08, 22:55
      Myśle, że skonczyłoby sie podobnie jak w przypadku Zenona
      Ziembiewicza i Justynki Bogutówny z "Granicy" Nałkowskiej.
      Obie pary dzieliła zbyt duża różnica intelektualna. W obu
      przypadkach główną atrakcją byłby seks, a to nie wystarcza,
      żeby związek był udany.
      ----------------------------------------------------------
      Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
      • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.11.08, 23:19
        Tylko,że Zenon uczciwością nie grzeszył.Natomiast Jaś był
        chłopaczkiem o gołębim sercu, wrażliwym, czułym na cudzą krzywdę.Czy
        potrafiłby odepchnąć Jagusię? Miłość Jasia i Jagny pełna była
        paltonicznego uwielbienia, romantycznej egzaltacji.Pociągu
        seksualnego to raczej u nich się nie widzi. No może u Jagusi, która
        czeka żeby Jasio "przyparł" ją do drzewa.Ale uczucie Jasia jest
        czysto platoniczne( przynajmniej w tej początkowej fazie, która
        opisana jest w książce. Nie wiadomo jakby się ono rozwineło, gdyby
        romans nie został przerwany przez organiścinę.)
        • matylda1001 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.11.08, 23:36
          >Jaś był chłopaczkiem o gołębim sercu, wrażliwym, czułym na cudzą
          krzywdę <

          ... a zarazem gamoniem kierowanym przez matkę i proboszcza. Nie jest
          to mój ulubiony bohater. Nigdy nie zdobyłby się na odwagę i nie
          wziąłby sprawy w swoje ręce. Napewno został księdzem.
          ---------------------------------------------------------------
          "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
          • meduza7 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.11.08, 23:47
            Myślę, że trudno byłoby im zgrać się ze sobą, nawet gdybyśmy usunęli wszystkie
            niesprzyjające okoliczności (seminarium, ambicje matki itp). Mieli zupełnie
            różne oczekiwania. Jasio to niewinny chłopaczek, który chciałby widzieć w Jagnie
            anioła i uwielbiać ją platonicznie. Jagna... początkowo może też, ale była już
            kobietą rozbudzoną seksualnie, dla której, jak się zdaje, ta sfera życia była
            jednak dość ważna. Poza tym Jagna, mimo swego zachwytu dla dziecinnego Jasia,
            czuła podziw dla "mocarnych chłopów", jak Jantoś. Obawiam, że Jasio mógłby jej
            się prędko znudzić, jakby tylko minęła pierwsza fascynacja. Jasio z kolei mógłby
            się rozczarować tym, że "anioł" okazuje się zmysłową, cielesną (grzeszną!)
            kobietą. No i pozostaje niebagatelna kwestia niedopasowania intelektualnego.
          • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 29.11.08, 16:41
            To prawda, że Jaś nie miał silnego charakteru. Najważniejsze dla
            niego było uszczęsliwić rodziców.Myślę jednak, że ta cała sprawa z
            Jagną mogła przeorać jego świadomość, mógł wyzwolić się z kajdan
            które nałożyła mu matka.Jasio po powrocie z Częstochowy na pewno
            dowiedział się o udziale własnych rodziców w linczu na Jagusi.Mogło
            to wzbudzić w nim wstręt do nich, pragnienie zerwania z obłudną
            egzystencją, chęć postawienia na swoim.
            Jeśli chodzi o udział organistów w sprawie wypędzenia Jagusi, to
            dziwi nie że ludzie tak łatwo dali im posłuch.Prawda byli przerażeni
            możliwością spłacania długów wójta, a Jagna nie lubiana przez wiele
            kobiet świetnie nadawała się na kogoś na kim można wyładować swój
            gniew. Ale organistowie,którzy inspirowali cała nagonkę, też nie
            byli na wsi lubiani. Szczególnie organista był pogardzany za to, że
            z ludzi zdzierał pieniądze przy okazji ślubów, chrztów, pogrzebów.
            Za to, że się wywyższał, uważał za lepszego. A organiścina tak
            wszystkich szybko przekonała, że wójt kradł dla Jagusi.

            Dziwi mnie też,że Jagna gdy dowiedziała się, że Jasio idzie do
            Częstochowy, sama błyskawicznie nie zdecydowała się na udział w
            pielgrzymce.Mogła zabrać parę rzeczy i ruszać w drogę z kompanią.
            Przecież chyba nikt nie odgoniłby jej od grupy.Zwłaszcza jakby
            udawała, że idzie pokutować za grzechy. A drodze cały czas byłaby
            blisko Jasia. Trochę za mało przedsiębiorcza była ta Agnieszka z
            Paczesiów Borynowa
            • stara_dominikowa Re: Miłość Jasia i Jagusi. 30.11.08, 18:15
              ta Agnieszka z
              > Paczesiów Borynowa

              hihi, brzmi bosko:)

              Jagna kochała Jasia platonicznie, jawił jej sie "kiej ten świątek".
              Miłość do niego była etapem jej dojrzewania emocjonalnego. Bardzo
              zmysłowa dziewczyna, emanująca erotyczną siłą weszła w życie
              uczuciowe przez fascynację fizycznością. A dopiero Jasio był dla
              niej tym, czym dla jedenastolatek wokalista ulubionego zespołu. Do
              dojrzałej miłości jeszcze daleko jej było...
              • czarna9610 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 26.12.08, 11:11
                Kto wie jakby dalej mogły się potoczyć losy tej platonicznej miłości.
                Być może gdyby Jagny nie wywieziono ze wsi mogłoby być całkiem inaczej. Jagna
                jako wdowa po Borynie mieszkałaby ze starą Dominikową, jako kobieta o niezbyt
                dobrej reputacji nie cieszy się na wsi zbyt wielkim powodzeniem a i ona sama też
                ma dosyć tych wiejskich parobków i pośpiesznych miłości na miedzy czy w stogu
                siana. Jasio w tym czasie zostaje księdzem i po znajomości otrzymuje
                w parafii oddalonej o jakieś dwa dni drogi probostwo.W tym czasie stara
                Dominikowa umiera. Bracia postanawiają na siłę wydać Jagnę drugi raz za mąż
                (taka forma zemsty) więc Jagna pakuje swoje rzeczy i cicho rankiem ucieka z
                wioski. Mija ją powóz siedzi w nim ksiądz , powóz sie zatrzymuje, okazuje się że
                to Jaś, odwiedzał rodziców i wraca na swoją parafię. Postanawia że podwiezie
                Jagnę do najbliższego miasteczka, żeby tam mogła znaleźć pracę.W trakcie rozmowy
                przypomina sobie swoje zauroczenie i proponuje jej żeby została jego gospodynią
                na plebanii. Jagna mieszka na plebanii sprząta gotuje i troszczy się o Jasia. I
                tkwią w takich platonicznym związku
                • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 09.12.15, 06:56
                  Piekna wizja przyszlosci ;-)
                  Tylko taki drobiazg - Jasio musialby skonczyc seminarium, ilez to, trzy lata ? Potem przez nastepnych kilka latek praktykowalby jako wikary, bez prawa do wlasnej gospodyni, za to mocno kontrolowany przez swego proboszcza. A jakby sie juz dorobil wlasnej plebanii, zalozmy nawet, ze gdzies w okolicy, to i tak mialby na karku mamusie pilnujaca jego cnoty. Zreszta watpie, czy Jagna jako wdowa uchowalaby sie przez te 6-7 lat. Jesli wrocila do rozumu, wczesniej wyszlaby za maz, byc moze na druga wies, a moze i za Mateusza.

                  Przepraszam, ze ja tak prozaicznie w takiej ladnej bajce z dobrym zakonczeniem, ale niestety... pospolitosc skrzeczy.
                  • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 19.08.18, 18:13
                    tt-tka napisała:

                    > Piekna wizja przyszlosci ;-)
                    > Tylko taki drobiazg - Jasio musialby skonczyc seminarium, ilez to, trzy lata ?

                    Doczytalam w miedzyczasie, seminarium trwalo 4-6 lat miedzy latami 1856 a 1909, to sie zmienialo. Jak bylo wtedy, gdy Jasio tam trafia - zakladamy, ze sa to te hipotetyczne lata 1879-1882 - nie udalo mi sie ustalic, ale same nauki to minimum cztery lata. A wyswiecony mogl zostac dopiero po skonczeniu 24 roku. Na wlasna plebanie przed trzydziestka nie mial szans. Nie czekalaby Jagna na niego i role jego gospodyni tych dwunastu mniej wiecej lat, ani pewnie on na nia. W czasie swego wikariatu poznalby inne atrakcyjne parafianki :)


            • soova Re: Miłość Jasia i Jagusi. 27.12.08, 17:08
              Dla mnie lincz na Jagnie zainspirowany przez organiścinę to przykład tego, do czego zdolna jest ślepa miłość matczyna. Tak naprawdę nie próbuje przez całe cztery tomy szukać na Jagnie odwetu ani Hanka ani wójtowa, czyli jedyne kobiety, którym Jagna naprawdę uwiodła mężów, a do zemsty - i to cudzymi rękoma - doprowadza jedynie organiścina, kobieta kochająca bezgranicznie syna, w którym ulokowała prawdopodobnie całą swoją miłość. Zaś co do zdzierania: faktycznie, organista zdzierał, ale na zasadzie wymiany handlowej w warunkach monopolu. Natomiast wójt ewidentnie ukradł i to był właśnie fakt w społeczności lipeckiej żyjącej w bardzo trudnych warunkach ekonomicznych nie do wybaczenia. Tym bardziej, że wójtowie obnosili się jednak z zamożnością, co kłuło w oczy znacznie bardziej, w odróżnieniu od Borynów czy Paczesiów żyjących na jednakowej stopie, ale znacznie mniej konsumpcyjnie.
              • baba67 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.12.08, 12:02
                Mnie to sie wydaje, ze ten lincz byl mozliwy, bo najwartosciowsze duchowo
                jednostki wywedrowaly do Czestochowy. Nie wierze, zeby Hanka patrzyla obojetnie
                na takie cos-dla niej to po prostu barbarzynstwo, przeciw ktoremu by oponowala.
                Jestem pewna ze kobiety zwrocily by sie do niej jako pokrzywdzonej a ona by ze
                wstretem odrzucila taka zemste. To byla baba z jajami.
                  • soova Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.12.08, 21:00
                    cahir4 napisała:

                    > Dlatego musiał ją Reymont do Częstochowy odesłać, coby mu nie wadziła na
                    > miejscu. I nawet umknął mu przy tym problem z małym Rochem, mającym ok. 3-4
                    > miesięcy.

                    Święta prawda. Hanka z pewnością nie brałaby udziału w linczu na Jagnie (bo czy by do niego nie dopuściła, to już wątpliwe...), więc żeby nie postawić jej w dziwnej, a siebie w trudnej (literacko) sytuacji, Reymont wysłał ją z kompanią. Co do dziecka natomiast, to nie zgadzam się - dla karmiącej piersią chłopki zabranie niemowlęcia na pielgrzymkę nie było wcale takie trudne, więcej, było wręcz konieczne - kto i czym by go karmił, gdyby zostawiła Rocha w domu?
                      • soova Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.12.08, 23:30
                        Dzieci nie były wtedy tak ważne jak teraz. Równie oczywistą oczywistością był fakt, że Hanka poszła na pielgrzymkę z niemowlęciem, co fakt, że Reymont o tym nie wspomina. Zresztą już tu wytknięto, że noblista w kwestii liczby i wieku dzieci Antka i Hanki wykazuje się raczej niekonsekwencją niż dokładnością, której to po Takim Realiście spodziewać się zwykle należałoby. Co tylko udowadnia, jak mało znaczącym elementem tej wiejskiej rzeczywistości, której doświadczył i opisywał, były dzieci.
                        • yowah76 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 29.12.08, 02:33
                          Dzieci byly wazne tak gdzies od 4 roku zycia moze, jak juz zaczynaly
                          byc przydatne w gospodarstwie. Wczesniej i tak byla wysoka
                          smiertelnosc. Jeszcze ze 60 lat temu jak znajomego matka dostala
                          zapalenia gruczolu mlekowego to lekarz kazal mocno dziecko karmic,
                          przezyje albo nie ale matce sie poprawi (z relacji tegoz "dziecka").
                          A to nawet wies nie byla.
                          • mmk9 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 29.12.08, 08:58
                            Jeśli to bylo 60 lat temu, to nie miał antybiotykow, a ze mial
                            rację, świadczy istnienie relacji, czyż nie ? Co starsi rolnicy
                            twierdzą tez, ze dawniej każde zapalenie wymienia "wyciągaly" krowom
                            cielaki. Ja nie mowię, ze nie była to też kwestia wydajności a
                            raczej jej braku, ale ten, no, to nie był glupi lekarz, tylko
                            prawdopodobnie stary praktyk.
                • pi.asia Re: Miłość Jasia i Jagusi. 24.08.21, 18:24
                  baba67 napisała:

                  > Mnie to sie wydaje, ze ten lincz byl mozliwy, bo najwartosciowsze duchowo
                  > jednostki wywedrowaly do Czestochowy. Nie wierze, zeby Hanka patrzyla obojetnie
                  > na takie cos-dla niej to po prostu barbarzynstwo, przeciw ktoremu by oponowala.
                  > Jestem pewna ze kobiety zwrocily by sie do niej jako pokrzywdzonej a ona by ze
                  > wstretem odrzucila taka zemste. To byla baba z jajami.

                  Widzimy to wtedy, gdy wszystkie chłopy oprócz Antka wróciły z więzienia. Cała wieś świętuje, a Jagna i Hanka jako te dwie sieroty. Jedna dobrze wie, co drugą gryzie i jest nawet chwila, gdy Hanka jest gotowa zaprosić Jagnę do wspólnego stołu. Wystarczyłoby jednego gestu, jednego słowa ze strony Jagny. Gdzieś padają też jej słowa "uchowaj Boże takiej doli" gdy patrzy na śpiącą (i chyba zapłakaną) Jagusię. Potem wprawdzie jej to współczucie mija i zaczyna się pyskówka, ale w sytuacji prawdziwej krzywdy i zemsty na Jagnie Hanka umiałaby stanąć w jej obronie.
                  • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 01.09.21, 10:11


                    > baba67 napisała:
                    >
                    > > Mnie to sie wydaje, ze ten lincz byl mozliwy, bo najwartosciowsze duchowo
                    > > jednostki wywedrowaly do Czestochowy.

                    Tam wystarczyłby ktoś na tyle ogarnięty, żeby w kulminacyjnej chwili krzyknął, po co Jagnę wypędzać, to nic nie zmieni.
                    Wystarczy przeszukać chatę Paczesiów, znaleźć skradzione pieniądze i już problem spłacania długów wójta znika jak kamfora.
                    Starczy na pokrycie manka a i może coś dla Lipczaków przy okazji zostanie?

                    W Lipcach każdy aż piszczał za groszem, a nikogo nie interesuje gdzie Jagna te pieniądze i złote pierścionki zadziała.
            • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 02.05.16, 21:46
              jadwiga1350 napisała:

              > To prawda, że Jaś nie miał silnego charakteru. Najważniejsze dla
              > niego było uszczęsliwić rodziców.Myślę jednak, że ta cała sprawa z
              > Jagną mogła przeorać jego świadomość, mógł wyzwolić się z kajdan
              > które nałożyła mu matka.Jasio po powrocie z Częstochowy na pewno
              > dowiedział się o udziale własnych rodziców w linczu na Jagusi.Mogło
              > to wzbudzić w nim wstręt do nich, pragnienie zerwania z obłudną
              > egzystencją, chęć postawienia na swoim.

              Ale na jakim swoim, jak on swojego nie mial ? Zadnej wizji wlasnego losu. A zakladajac, ze zerwalby wiezy (moim zdaniem bardzo malo prawdopodobne w jego wypadku), co dalej ? Z matura gimnazjalna moglby isc gdzies na pisarka, o ile potrafilby sobie znalezc prace (znowu watpliwe, bunt to jeszcze nie samodzielnosc). Stawki dla nizszych urzednikow tez byly niewysokie, i to o ile zalapalby sie gdzies na etat - a moglby zostac diurnista, czyli pisarzyna na dniowke, zatrudnianym i platnym wtedy, gdy jest robota. Wlasnego kata nie ma, przyodziewku tez, co, w sutannie poszedlby szukac losu ? Przeciez w takim wypadku matka jednej pary portek nie pozwolilaby mu wziac ! Zenic tez by sie nie mogl bez pozwolenia rodzicow, nieletni byl, a po takim skandalu zycia w Lipcach by nie mial, gdyby sprobowal osiasc na gospodarce Jagny. Pomijajac juz to, ze do samodzielnego gospodarowania to mu i sily, i umiejetnosci brakowalo. No i stalby sie polparobkiem kierowanym przez Dominikowa zamiast wlasnej matki. Zamienil stryjek...


              > Jeśli chodzi o udział organistów w sprawie wypędzenia Jagusi, to
              > dziwi nie że ludzie tak łatwo dali im posłuch.Prawda byli przerażeni
              > możliwością spłacania długów wójta, a Jagna nie lubiana przez wiele
              > kobiet świetnie nadawała się na kogoś na kim można wyładować swój
              > gniew. Ale organistowie,którzy inspirowali cała nagonkę, też nie
              > byli na wsi lubiani. Szczególnie organista był pogardzany za to, że
              > z ludzi zdzierał pieniądze przy okazji ślubów, chrztów, pogrzebów.
              > Za to, że się wywyższał, uważał za lepszego. A organiścina tak
              > wszystkich szybko przekonała, że wójt kradł dla Jagusi.


              Mnie tam nie dziwi, ze ludzie posluch dali. Organista nie byl lubiany, ale byl potrzebny. A bez Jagny swietnie sie mozna bylo obejsc. Zwlaszcza ze jej sie juz od dawna zbieralo - wisialo, wisialo, to i musialo sie kiedys urwac.


              > Dziwi mnie też,że Jagna gdy dowiedziała się, że Jasio idzie do
              > Częstochowy, sama błyskawicznie nie zdecydowała się na udział w
              > pielgrzymce.Mogła zabrać parę rzeczy i ruszać w drogę z kompanią.
              > Przecież chyba nikt nie odgoniłby jej od grupy.Zwłaszcza jakby
              > udawała, że idzie pokutować za grzechy. A drodze cały czas byłaby
              > blisko Jasia. Trochę za mało przedsiębiorcza była ta Agnieszka z
              > Paczesiów Borynowa

              Ona w ogole nie byla przedsiebiorcza. Bezwolne krowsko, za przeproszeniem. A czy udzial w pielgrzymce wymagal czyjejs zgody - tego nie wiem. Moze i odgoniliby od grupy, a moze nie. Niemniej gdyby ona poszla - z pewnoscia organiscina zatrzymalaby Jasia w domu. Albo ciupasem odeslalaby do seminarium, gdzie dopilnowaliby chlopaka lepiej niz w poprawczaku i wybili mu z glowy glupoty dobitniej niz zrobil to tatulo organista z proboszczem do spolki.
              • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 08.05.16, 17:43
                Z matura gimnazjalna moglby isc gdzies na pisarka, o ile potra
                > filby sobie znalezc prace

                Matura gimnazjalna to chyba dużo w społeczeństwie, w którym większość obywateli stanowili analfabeci? Ci różni urzędnicy, korepetytorzy, subiekci, rządcy, pisarze prowentowi, chyba nie byli bardziej wykształceni niż Jasio?
                A z czego żył taki Andrzej Radek, czy studenci z "Lalki"?

                Jasio miał też pewne doświadczenie, zastępował ojca w kancelarii i przy organach. Był silny fizycznie, lubił pracować, we żniwa matka musiała wypędzać go z pola.

                A gdyby związał się z Jagną, miałby jej majątek. Czy to zła sytuacja wyjściowa dla buntownika zrywającego więzy z dotychczasowym życiem? Chyba nie.

                >Organista nie byl lubiany, ale byl
                > potrzebny.

                Ale chyba nie akurat ten konkretny organista? A nawet jakby, to wcale nie znaczy, że musieli go słuchać. Ksiądz też był potrzebny, a nikt go nie słuchał, gdy ruszyli bronic lasu.


                > Ale na jakim swoim, jak on swojego nie mial ?

                Jednakże zachowanie rodziców mogło być dla niego sporym szokiem. I wywołać w nim bunt, może niekoniecznie przeciwko seminarium(to zależałoby od tego jak bardzo zasmakował w byciu prawie księdzem), a przeciwko najbliższym, którzy okazali się tacy podli.

                >> Zadnej wizji własnego losu.

                Może po prostu chciałby być uczciwym człowiekiem? Wykrzykiwał do organiściny: "bronię każdego niewinnego, każdego!" Wierzył w prawdomówność matki, do głowy mu nie przyszło, że ta może mijać się z prawdą.
                • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 08.05.16, 18:40
                  jadwiga1350 napisała:

                  > Z matura gimnazjalna moglby isc gdzies na pisarka, o ile potra
                  > > filby sobie znalezc prace
                  >
                  > Matura gimnazjalna to chyba dużo w społeczeństwie, w którym większość obywateli
                  > stanowili analfabeci? Ci różni urzędnicy, korepetytorzy, subiekci, rządcy, pis
                  > arze prowentowi, chyba nie byli bardziej wykształceni niż Jasio?
                  > A z czego żył taki Andrzej Radek, czy studenci z "Lalki"?
                  >

                  Andrzej Radek zyl z korepetycji (zreszta bardzo biednie), studenci takze, niektorzy byli stypendystami. Nie w "Lalce" akurat, ale u Prusa. Ale nie brak i takich, ktorzy zdychaja z glodu albo na suchoty (wywolane m.in. niedozywieniem) albo laduja na ulicy w srodku zimy, bo sie wlascicielzdenerwowal nieplaceniem czynszu.
                  We "Wspomnieniach niebieskiego mundurka" absolwent szkoly, pierwszy kaligraf w Pultusku, dostaje propozycje pracy w biurze (wlasnie ze wzgledu na piekne pismo) i na pytanie kolegow, ile zarobi, odpowiada "poczatkowo nic, ale pozniej 50 zl (ok.7 rubli) mieisecznie, a po kilku latach moge dojsc i do stu zlotych". Dla uczniaka kwota niebywala, dla kogos, kto za to mialby mieszkac, jesc i ubrac sie - nieprzesadnie duzo, lagodnie mowiac.

                  Co do znalezienia pracy - po pierwsze trzeba miec troche energii, zeby poszukac, i troche obycia, znajomosci stosunkow. Tego Jasio nie ma. Po drugie, dane z Biura dla Szukajacych Pracy w Warszawie, rok 1875 - poza specjalnosciami (techniczna, handlowa, agronomiczna, zadnej Jasio nie mial) tzw ogolna, czyli kandydaci bez specjalistycznego uksztalcenia - poszukujacych pracy 301, potencjalnych pracodawcow 14. Stosunek ofiarujacych prace do poszukujacych wynosi 4,6%.


                  > Jasio miał też pewne doświadczenie, zastępował ojca w kancelarii i przy organac
                  > h. Był silny fizycznie, lubił pracować, we żniwa matka musiała wypędzać go z p
                  > ola.
                  >
                  > A gdyby związał się z Jagną, miałby jej majątek. Czy to zła sytuacja wyjściowa
                  > dla buntownika zrywającego więzy z dotychczasowym życiem? Chyba nie.

                  Na to, by zwiazac sie z Jagna, musialby miec pozwolenie rodzicow. Nieletni byl. Na podjecie pracy nie musial (paradoks), ale od subiekta, rzadcy, pisarza prowentowego wymagano innych umiejetnosci niz gra na organach czy koscielna kancelaria. I jakakolwiek praca zwiazana z odpowiedzialnoscia finansowa (kasjer, rzadca, subiekt) wymagala albo gwarancji finansowych, czyli kaucji, albo poreczenia, zwlaszcza od smarkatego kandydata.

                  > >Organista nie byl lubiany, ale byl
                  > > potrzebny.
                  >
                  > Ale chyba nie akurat ten konkretny organista? A nawet jakby, to wcale nie znacz
                  > y, że musieli go słuchać. Ksiądz też był potrzebny, a nikt go nie słuchał, gdy
                  > ruszyli bronic lasu.

                  Ale ten konkretny akurat byl na miejscu. Sluchac nie musieli, ale posluchali, widac trafil im do przekonania. Analogia z lasem chybiona - nie posluchali ksiedza (ani Rocha, ktory tez usilowal ich powstrzymywac), ale las stanowil znaczacy element ich bytu, a Jagna nie.


                  > > Ale na jakim swoim, jak on swojego nie mial ?
                  >
                  > Jednakże zachowanie rodziców mogło być dla niego sporym szokiem. I wywołać w ni
                  > m bunt, może niekoniecznie przeciwko seminarium(to zależałoby od tego jak bardz
                  > o zasmakował w byciu prawie księdzem), a przeciwko najbliższym, którzy okazali
                  > się tacy podli.

                  Moglo, ale jak pisalam, bunt to jeszcze nie samodzielnosc. Moze sie awanturowac, poplakac, przestac kochac matke, ale na to, by sie rodzicom skutecznie sprzeciwic albo od nich uwolnic, potrzebuje podstaw materialnych dla wlasnego bytu. I nie ma ich. I nawet mu w glowie nie postaje, ze moglby je zdobyc i jak moglby.

                  > >> Zadnej wizji własnego losu.
                  >
                  > Może po prostu chciałby być uczciwym człowiekiem? Wykrzykiwał do organiściny: "
                  > bronię każdego niewinnego, każdego!" Wierzył w prawdomówność matki, do głowy mu
                  > nie przyszło, że ta może mijać się z prawdą.

                  Jak najbardziej chcial, przeciez tego mu nie zaprzeczam. Tylko on nie wie, czy Jagna zostala niewinnie spostponowana, rozwaza, waha sie, czerwieni sie ze wstydu przypominajac sobie niektore sytuacje, a co najwazniejsze - nie potrafi zweryfikowac i sam osadzic. Jedyne, co robi, to pyta Jagusie , a wlasciwie prosi, by zaprzeczyla i jej gorace "nieprawda" wystarcza mu zupelnie. Tyle ze jej zaprzeczenie jest licha warte, ona nie czuje sie winna, ale fakty (stosunek z Antkiem, z wojtem, stosunek do meza) nie przestaja byc faktami. Slepa wiara to nie uczciwosc.
                  • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 08.05.16, 19:12
                    Tak generalnie problem Jasia zamyka sie w tym, ze to jeszcze dzieciak. Mentalnie. I nie oczekuje doroslosci od 17-, maksimiu 18-latka, ale on nie jest w stanie zmierzyc sie z rzeczywistoscia. On chce bajki z dobrym zakonczeniem, ot i wszystko. a w zyciu tak nie ma.

                    Nie wiemy, co wlasciwie powiedziala mu matka, Reymont zamyka to enigmatycznym "opowiedziala o niej przerozne historie, nie szczedzac na dokladke ni plotow, ni tez najrozmaitszych wymyslow" - na pewno nie weszla jeszcze na tapete sprawa wojtowskich naduzyc, ale nawet gdyby ograniczyla sie do scislych faktow, czyli zdradzanie meza i romansow z zonatymi - to i tak jest to prawda, z ktora Jasio nie chce i nie jest w stanie sie skonfrontowac ani jej przyjac. On nie staje na stanowisku, ze Jagna, owszem, grzeszyla, ale moze teraz pragnie zmienic sie i nalezaloby jej w tym pomoc - on chce tylko zaprzeczenia. Chce ja widziec calkiem niewinna, a nie nawrocona grzesznica.
            • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 03.08.16, 13:05
              jadwiga1350 napisała:




              > Dziwi mnie też,że Jagna gdy dowiedziała się, że Jasio idzie do
              > Częstochowy, sama błyskawicznie nie zdecydowała się na udział w
              > pielgrzymce. Mogła zabrać parę rzeczy i ruszać w drogę z kompanią.
              > Przecież chyba nikt nie odgoniłby jej od grupy.Zwłaszcza jakby
              > udawała, że idzie pokutować za grzechy.

              Zeby podjac decyzje, trzeba miec choc odrobine charakteru, zeby udawac, potrzebny rozum albo przynajmniej spryt. A Jagusia "a malo to mam pokuty, co ? A cozem to zgrzeszyla ? To pewnie za moje kochanie i za moje cierpienie taka mnie spotyka nadgroda, co ? Ze juz co najgorsze we swiecie, to mnie spotkalo"
              zali sie w ostatniej rozmowie z Dominikowa. Kiedy juz wszystkie jej grzechy sa popelnione i znane, a nic naprawde zlego jeszcze jej nie spotkalo.
    • bupu Re: Miłość Jasia i Jagusi. 08.05.16, 21:09
      jadwiga1350 napisała:

      > Jak myślicie, czy związek Jasia i Jagusi przetrwałby próbę czasu?
      > Zakładając oczywiście, że Jaś wystepuje z seminarium. W końcu nie
      > palił się zbytnio do bycia księdzem.Czy wykształcenie Jasia, jego
      > obycie w świecie byłoby dla Jagusi barierą nie do przekroczenia?

      Wykształcenie jak wykształcenie. Jaś uwielbiany z daleka mógł się Jagusi wydawać cudowny, oglądany na co dzień i z bliska rychle by się znudził. Bo dzieciuch, mameja i pożytku z niego nijakiego. Nawet pod pierzyną, bo gdzie takiemu niesmiałemu i niemrawemu chłopaczkowi do takich smoków jak Jantoś, czy inny Mateusz. Wielkie kochanie przeszłoby Jagusi jak ręką odjął, a wtedy niechybnie znalazłaby sobie jakiego nowego amanta, coby za nim po miedzach ganiać.
      • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 09.05.16, 10:32
        bupu napisała:

        Jaś uwielbiany z daleka mógł się Jagusi wydawa
        > ć cudowny, oglądany na co dzień i z bliska rychle by się znudził. Bo dzieciuch,
        > mameja i pożytku z niego nijakiego. Nawet pod pierzyną, bo gdzie takiemu niesm
        > iałemu i niemrawemu chłopaczkowi do takich smoków jak Jantoś, czy inny Mateusz.
        > Wielkie kochanie przeszłoby Jagusi jak ręką odjął, a wtedy niechybnie znalazła
        > by sobie jakiego nowego amanta, coby za nim po miedzach ganiać.

        Ano wlasnie, bo ja tak ciagle od Jasia strony...a dla Jagny zwiazek z nim to tez byloby nieszczescie; albo pisarek na marnej posadzie (przypomnijmy sobie, jak mieszka i zyje pisarz sadowy w Tymowie), albo (zakladajac biernosc organistow) parobek u jej wlasnej matki - juz nie "pan Jasio", ktoremu sie kadzi i mlekiem czestuje, tylko chloptas traktowany przez Dominikowa tak, jak jej wlasni synowie. Szybko by jednym i drugim Jagna gardzic zaczela i pocieszac sie z innymi.
        • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 15:35
          >albo pisarek na marnej posadzie (przypomnijmy sobie, jak
          > mieszka i zyje pisarz sadowy w Tymowie)

          Jagusia, z przepitą gębą, leży na podłodze a Jasio ją kopie?? Hm.

          Może nie byłoby tak źle. Jagna, to nie wiejska ladacznica, nie mająca żadnych innych walorów po za własnym ciałem. To córka bogatej gospodyni, wdowa po najbogatszym gospodarzu we wsi. Finansowo stoi nieźle, ma tylko o jedną morgę mniej, niż taki Antek, pretendujący do roli pierwszego gospodarza w Lipcach. Dlaczegoż to jej przyszłe, wyimaginowane życie z Jasiem, postrzegać w tak czarnych barwach?


          > parobek u jej wlasnej matki -

          A niby dlaczego parobek? Dominikowa kochała córkę ponad wszystko. Pewnie hołubiłaby też zięcia, żeby małżeństwo młodych było jak najszczęśliwsze. Zwłaszcza, że zięć z górnej półki, delikatny, edukowany, pismo z urzędu mógł przeczytać, list napisać.
          Prawdopodobnie Jasio i Jagusia pełniliby rolę gospodarzy w chacie, Dominikowa byłaby królową-matką, a Szymek i Jędrzych parobkami.

          >a dla Jagny zwiazek z nim to te
          > z byloby nieszczescie;

          A tu można podeliberować ździebko. Może lepiej byłoby Jagnie z Jasiem, niż z Antkiem czy Mateuszem.
          Młodzi są oboje, niedojrzali, mogliby razem dojrzewać i krzepnąć.
          Jaguś była pieściwie chowana, czująca wielce, pasowałby do niej wrażliwy i delikatny pan Jasio, a nie np Antek, potrafiący w chwilach złości przyłożyć mocno. Jagna, to nie Hanka, nie rajcował jej bijący mąż.
          • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 16:04
            jadwiga1350 napisała:

            > >albo pisarek na marnej posadzie (przypomnijmy sobie, jak
            > > mieszka i zyje pisarz sadowy w Tymowie)
            >
            > Jagusia, z przepitą gębą, leży na podłodze a Jasio ją kopie?? Hm.

            Nie o to idzie :-)
            Pisarz sadowy, czlowiek na stalej posadzie i z obrywami (poza pensja) mieszka w alkierzu przy karczmie, siennik lezy na podlodze, umeblowanie wiecej niz skromne...To nie sa olsniewajace warunki. Imho gorsze niz to, co Jagna miala w chalupie, a na pewno gorsze, niz mial Jas w rodzinnym domu.

            > Może nie byłoby tak źle. Jagna, to nie wiejska ladacznica, nie mająca żadnych i
            > nnych walorów po za własnym ciałem. To córka bogatej gospodyni, wdowa po najbog
            > atszym gospodarzu we wsi. Finansowo stoi nieźle, ma tylko o jedną morgę mniej,
            > niż taki Antek, pretendujący do roli pierwszego gospodarza w Lipcach. Dlaczegoż
            > to jej przyszłe, wyimaginowane życie z Jasiem, postrzegać w tak czarnych barwa
            > ch?

            Jagna ma 5 morg po ojcu i 6 po Macieju - o ile je wyprocesuje, Antek chce splacac, a nie dac ziemie i grozi, ze jesli Dominikowa (w imieniu corki) splaty nie przyjmie, to bedzie musiala sie prawowac. Ale zalozmy, ze Paczesiowej dobrze by poszlo i wyprocesowalaby - razem 11 morg. Do nich przypisane 2 morgi lasu, z mozliwoscia zamiany na 8 na Podlesiu, czyli przyszlosciowo 19. O 4 lepiej niz bedzie mial Antek po dzialach, nawiasem mowiac.
            I co z tego ? Ziemia, jako taka, jesc nie daje, ziemie trzeba obrobic, zeby nakarmila. Nawiezc, a do wiekszej ziemi wiekszy inwentarz potrzebny, trzeba by dokupic, potem karmic _regularnie ! nie jak sie przypomni - doic, obrzadzac jednym slowem. Zaorac, zasiac, zebrac z tych 19 (czy nawet 11) morg. Jasio ma 17-18 lat, nigdy samodzielnie nie gospodarzyl, nie widze go, jak sobie z tym radzi. Z Jagny tez gospodyni jak z mysiej...wor na make, widzimy ja glownie, jak sie swiatami nosi albo fryzki prasuje. Szymek na swoim, Jedrzej do wojska - czarno widze wspolna przyszla gospodarke tych dwojga marzycieli. Nawet przy zalozeniu, ze nikt im bruzdzic nie bedzie, co biorac pod uwage organiscine i to, ze prysnie w ocuach wsi urok niedoszlego ksiedza jest malo prawdopodobne.

            > > parobek u jej wlasnej matki -
            >
            > A niby dlaczego parobek? Dominikowa kochała córkę ponad wszystko. Pewnie hołubi
            > łaby też zięcia, żeby małżeństwo młodych było jak najszczęśliwsze. Zwłaszcza, ż
            > e zięć z górnej półki, delikatny, edukowany, pismo z urzędu mógł przeczytać, li
            > st napisać.

            Chlopy na gospodarstwie Dominikowej to do roboty sa, a nie do delikatnosci i gornych manier. Przyszly ksiadz to jednak zupelnie iiny urok ma niz wlasny niewydolny gospodarczo ziec. Zwlaszcza ze w oczach Dominikowej on bylby jej (czy Jagny) utrzymankiem, ani majatku nie wniesie, ani zapisu nie zrobi...


            > Prawdopodobnie Jasio i Jagusia pełniliby rolę gospodarzy w chacie, Dominikowa b
            > yłaby królową-matką, a Szymek i Jędrzych parobkami.

            A niestety, tak dobrze nie ma. Szymek na swoje poszedl. Pomogl matce i siostrze, jak sie nieszczescie zdarzylo, ale generalnie on ma w glowie i marzeniach przyszly rod Paczesiow, znaczy swoj z Nastka. Po emancypacji nie zgodzilby sie juz na role parobka, zwlaszcza harujacego na szwagra. A jedrek do wojska idzie, szesc lat go nie bedzie - a nawet wczesniej juz urywa sie matce, by pomoc bratu i odgraza sie, ze na dobre do niego przystanie.
            >
            > >a dla Jagny zwiazek z nim to te
            > > z byloby nieszczescie;
            >
            > A tu można podeliberować ździebko. Może lepiej byłoby Jagnie z Jasiem, niż z An
            > tkiem czy Mateuszem.
            > Młodzi są oboje, niedojrzali, mogliby razem dojrzewać i krzepnąć.
            > Jaguś była pieściwie chowana, czująca wielce, pasowałby do niej wrażliwy i deli
            > katny pan Jasio, a nie np Antek, potrafiący w chwilach złości przyłożyć mocno.
            > Jagna, to nie Hanka, nie rajcował jej bijący mąż.


            Oni oboje do dojrzalosci i okrzepniecia to sklonni jak ja do ascezy. A praca na gospodarstwie to nie pieszczoty i marzenia, tylko ciezka harowka. Plus umiejetnosc planowania, plus umiejetnosc znoszenia niepowodzen i borykania sie z dola, kiedy ta nielaskawa - tego brakuje obojgu, oj, i jeszcze jak brakuje !!!
            A Hanki bijacy maz nie rajcuje, jak subtelnie sugerujesz - ona to znosi, bo go kocha, a nie podnieca sie jego brutalnoscia. Ale Hanka swoj los potrafi wziac we wlasne rece i umie swoje szczescie wypracowac, a nieszczesciu sie przeciwstawic. A tego wlasnie nie ma ani Jas, ani Jagna. W najmniejszym stopniu.
            • bupu Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 16:57
              tt-tka napisała:


              > Oni oboje do dojrzalosci i okrzepniecia to sklonni jak ja do ascezy. A praca na
              > gospodarstwie to nie pieszczoty i marzenia, tylko ciezka harowka. Plus umiejet
              > nosc planowania, plus umiejetnosc znoszenia niepowodzen i borykania sie z dola,
              > kiedy ta nielaskawa - tego brakuje obojgu, oj, i jeszcze jak brakuje !!!

              Plus cierpliwość, plus wytrwałość, no i jednak kwardym trza było być, żeby gospodarzem być. A pan Jasio kwardy jest kiej porcja galarety z nóżek, rozmazuje się kompletnie przy byle czym. Nie mówiąc o tym, że on fizycznie do takiej harówki nienawykły, bo krowy może i pasał, ale za pługiem nie chodził, cepem nie robił, gnoju na polu nie trząsł... To naprawdę była robota wymagająca dużej siły fizycznej, wydolności i wytrzymałości, co wiem z pierwszej ręki, bo jeszcze i mój tatulo te trzydzieści lat temu co nieco na roli w konia robili i metodami z pana Rejmenta czasów. Paniczyka organiściucha chodzącego za pługiem nijak sobie wyobrazić nie potrafię.

              Jaguś zaś, jak dobrze wiemy, cierpliwości ano ma tyla, co i brudu za paznokciem, obowiązki zaś spełnia, abo i nie spełnia, jak tam się jej widzi. A krowisie dojenia ryczą i o pusty żłób zębami dzwonią... Kiepsko widzę gospodarstwo doglądane przez taką gospodynię, czy to żywina, czy to uprawy, czy ten warzywnik, wszystko to wymaga systematyczności. Zajmowanie się z doskoku to sobie można w... eee, pod dolną część wełniaka wetknąć, bo ino się pomarnuje wszystko, a dobrego nic z tego nie będzie.

              To samo gospodarstwo domowe, trza we właściwym czasie mleka siadłego dojrzeć, aby ten twaróg był, zakwasu na chleb, śmietany na masło, ba, w ogóle pamiętać, żeby ją zebrać z mleka. Też bez systematyczności, cierpliwości i dobrego planowania nie pójdzie. Nie da się ano bujać w obłokach i pamiętać o tym wszystkim co i kiedy zrobić, a na zapominanie pozwolić sobie nie można, bo marnacja z tego idzie.

              Także gospodarka prowadzona przez miętkiego dzieciucha Jasia i wiecznie rozmarzoną Jagusię żałosna, oj żałosna by była.
            • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 21:20
              > A niestety, tak dobrze nie ma. Szymek na swoje poszedl. Pomogl matce i siostrze
              > , jak sie nieszczescie zdarzylo, ale generalnie on ma w glowie i marzeniach prz
              > yszly rod Paczesiow, znaczy swoj z Nastka. Po emancypacji nie zgodzilby sie juz
              > na role parobka, zwlaszcza harujacego na szwagra. A jedrek do wojska idzie, sz
              > esc lat go nie bedzie -


              Zaraz, zaraz, to trzymamy się twardo rzeczywistości, czy puszczamy wodze wyobraźni? Bo tak realistycznie, to Jagna, leżąca w maglinie, nie zwiążę się ani z Jasiem ani z żadnym innym chłopem.
              A Dominikowa, jako ten żywy trup, ani z Jasia, ani z innego zięcia, parobka nie zrobi.
              • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 23:11
                jadwiga1350 napisała:

                > > A niestety, tak dobrze nie ma. Szymek na swoje poszedl. Pomogl matce i si
                > ostrze
                > > , jak sie nieszczescie zdarzylo, ale generalnie on ma w glowie i marzenia
                > ch prz
                > > yszly rod Paczesiow, znaczy swoj z Nastka. Po emancypacji nie zgodzilby s
                > ie juz
                > > na role parobka, zwlaszcza harujacego na szwagra. A jedrek do wojska idzi
                > e, sz
                > > esc lat go nie bedzie -
                >
                >
                > Zaraz, zaraz, to trzymamy się twardo rzeczywistości, czy puszczamy wodze wyobr
                > aźni? Bo tak realistycznie, to Jagna, leżąca w maglinie, nie zwiążę się ani z
                > Jasiem ani z żadnym innym chłopem.
                > A Dominikowa, jako ten żywy trup, ani z Jasia, ani z innego zięcia, parobka ni
                > e zrobi.


                A to kuma o szczesliwym pozyciu Jagny z Jasiem i laskach Dominikowej dla delikatnego i ksztalconego ziecia piszac rzeczywistosci sie trzymala ? To przepraszam, myslalam , ze to kumy hipoteza i do niej sie odnioslam.
          • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.07.16, 21:30
            jadwiga1350 napisała:

            > A niby dlaczego parobek? Dominikowa kochała córkę ponad wszystko. Pewnie hołubi
            > łaby też zięcia, żeby małżeństwo młodych było jak najszczęśliwsze. Zwłaszcza, ż
            > e zięć z górnej półki, delikatny, edukowany, pismo z urzędu mógł przeczytać, li
            > st napisać.
            > Prawdopodobnie Jasio i Jagusia pełniliby rolę gospodarzy w chacie, Dominikowa b
            > yłaby królową-matką, a Szymek i Jędrzych parobkami.


            Tak sie zastanawiam nad wyobrazeniami wspolczesnych... Gospodarz/gospodyni to
            nie jest funkcja reprezentacyjna, ktora "sie pelni". To jest, i w czasach przez Reymonta opisanych tez byl szef i zarazem pracownik przedsiebiorstwa rolno-hodowlano-przetworczego. Ktos, kto odwalal prace
            planisty, ksiegowego, szefa zbytu i kierownika robot bedac zarazem pracownikiem
            produkcyjnym. Boryna, na gospodarce dwukrotnie wiekszej niz paczesiowa goni
            do pracy syna, synowa , parobka i nieletnia corke, ale i sam sie nie oszczedza, ani w polu, ani w lesie, ani w obejsciu.

            Gospodyni miala na glowie (i do obrobienia) bydlo, nierogacizne, drob, ogrod, kuchnie i kobieca czesc w pracach polowych, jak plewienie, okopywanie, udzial w zniwach, wszystko przy lnie. Co to w praktyce oznacza ? Nakarmienie i napojenie
            kilku sztuk bydla to kilka wiader wody, ktora trzeba przyniesc. Dalej swinie, to samo. Przebrac ziemniaki, nadbutwiale przeznaczajac dla zywiny, oplukac je (znowu woda potrzebna), ugotowac, zaniesc. Cebratki choc przeplukac, a nie zawadzi od czasu do czasu wymyc. Skopki to samo.
            Nakarmic ludzi w chalupie, w okresie prac polowych (zniwa, wykopki) rowniez najemnikow. Obrac wiadro albo i dwa ziemniakow, oplukac, nastawic. przedtem przyniesc wody. Samej wody dziennie trzeba bylo przytaskac, liczac 8-10 litrow
            na wiadro, policzmy - 3 krowy, pija rano i wieczorem po wiadrze, 50-60 litrow. Swinie, niechby tylko jedna maciora, nastepne 15-18. Plus to, co na gotowanie dla swini, ona samym sianem nie wyzyje. Kon, kolejne 18-20 litrow. Kilka wiader dla ludzi, kilka do mycia naczyn, wychodzi, ze tej wody codziennie nosilo sie dobrze ponad sto kilo, nie wliczajac w to ciezaru wiader, drewnianych, nie
            blaszanych. A jeszcze rozpalic, ugotowac, zrobic ser, maslo, upiec chleb, uprac mezowe i braterskie gacie i koszule, (nie w pralce, kijanka w stawie), a czasem nawet spodnie (czysta zywa welna, sukno ciezkie do prania). Co potrzebne do zarcia, chocby ta marchew, ktora sie ciele zadlawilo - trzeba wyrwac w ogrodzie, potem przyniesc, przedtem zahodowac, czyli posiac/posadzic, oplec, podlewac...
            Do kurnika kilka razy dziennie sie przejsc, pomacac kury pod ogonem, pozbierac jaja. Jak te kury, gesi czy kaczki siedza na jajach, to i im zarcie i picie trzeba pod sam dziob podstawic. Szesc razy odwalic dojenie...

            Nie widze tu warunkow do holubienia ziecia, umiejetnosc napisania czy przeczytania pisma nie na wiele i nieczesto se przyda. Natomiast zadziwia mnie, jak lekko rozporzadzono sie losem Szymka i Jedrka - obaj dozywotnie parobki, z miejscem do spania w stajni, jak Kuba u Boryny, a nawet gorzej - Kuba przynajmniej mial umowiona zaplate do wlasnej dyspozycji. A Nastka, skoro juz Szymek bez pozwolenia sie ozenil ? Niech siedzi na Podlesiu, patrzac, jak maz co dzien idzie parobkowac u siostry i szwagra, czy niech sie z nim sprowadzi do paczesiowej chalupy i ? Dziewka do obslugi gospodyni i krolowej roju ? Jak Hanka u Boryny czy raczej jak Ewka u Boryny ?
            • bupu Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.07.16, 22:34
              tt-tka napisała:


              > Tak sie zastanawiam nad wyobrazeniami wspolczesnych... Gospodarz/gospodyni to
              > nie jest funkcja reprezentacyjna, ktora "sie pelni". To jest, i w czasach przez
              > Reymonta opisanych tez byl szef i zarazem pracownik przedsiebiorstwa rolno-hod
              > owlano-przetworczego. Ktos, kto odwalal prace
              > planisty, ksiegowego, szefa zbytu i kierownika robot bedac zarazem pracownikiem
              > produkcyjnym.

              Otóż to. Gospodarz to nie była (i nie jest) funkcja ozdobna, tylko ciężki zapieprz.
              >
              > Gospodyni miala na glowie (i do obrobienia) bydlo, nierogacizne, drob, ogrod, k
              > uchnie i kobieca czesc w pracach polowych, jak plewienie, okopywanie, udzial w
              > zniwach, wszystko przy lnie. Co to w praktyce oznacza ? Nakarmienie i napojenie
              >
              > kilku sztuk bydla to kilka wiader wody, ktora trzeba przyniesc. Dalej swinie, t
              > o samo. Przebrac ziemniaki, nadbutwiale przeznaczajac dla zywiny, oplukac je (z
              > nowu woda potrzebna), ugotowac, zaniesc.

              Latem, przed wykopkami to się jeszcze trzeba pofatygować na pole i potrzebną ilość ziemniaków ukopać. Same, zaręczam, nie przyjdą.

              > Cebratki choc przeplukac, a nie zawadz
              > i od czasu do czasu wymyc. Skopki to samo.
              > Nakarmic ludzi w chalupie, w okresie prac polowych (zniwa, wykopki) rowniez naj
              > emnikow. Obrac wiadro albo i dwa ziemniakow, oplukac, nastawic. przedtem przyni
              > esc wody. Samej wody dziennie trzeba bylo przytaskac, liczac 8-10 litrow
              > na wiadro, policzmy - 3 krowy, pija rano i wieczorem po wiadrze, 50-60 litrow.
              > Swinie, niechby tylko jedna maciora, nastepne 15-18. Plus to, co na gotowanie d
              > la swini, ona samym sianem nie wyzyje. Kon, kolejne 18-20 litrow. Kilka wiader
              > dla ludzi, kilka do mycia naczyn, wychodzi, ze tej wody codziennie nosilo sie
              > dobrze ponad sto kilo, nie wliczajac w to ciezaru wiader, drewnianych, nie
              > blaszanych. A jeszcze rozpalic, ugotowac, zrobic ser, maslo, upiec chleb, uprac
              > mezowe i braterskie gacie i koszule, (nie w pralce, kijanka w stawie), a czase
              > m nawet spodnie (czysta zywa welna, sukno ciezkie do prania).

              Mężowskie gacie i koszule oraz inne elementy przyodziewku trzeba także naprawiać od czasu do czasu, przy urokach prac polowych i gospodarskich powiedziałabym, że częściej niż rzadziej.

              > Co potrzebne do z
              > arcia, chocby ta marchew, ktora sie ciele zadlawilo - trzeba wyrwac w ogrodzie,
              > potem przyniesc, przedtem zahodowac, czyli posiac/posadzic, oplec, podlewac...
              > Do kurnika kilka razy dziennie sie przejsc, pomacac kury pod ogonem, pozbierac
              > jaja. Jak te kury, gesi czy kaczki siedza na jajach, to i im zarcie i picie trz
              > eba pod sam dziob podstawic. Szesc razy odwalic dojenie...

              W sensie, że sześć razy dziennie? Tak to tylko w nowoczesnych fabrykach mleka, tradycyjnie doiło się dwa, góra trzy razy dziennie, ale że jedną krowę to posiadała biedota, szanujący się gospodarz posiadał kilka sztuk, więc jednorazowo kilka wymion trzeba było oblecieć. I to starannie, zostaw mleka w wymionach i zapalenie gotowe, krowa się może zmarnować.
              Do tego jeszcze chałupę trzeba od czasu do czasu bodaj omieść, przychówku dopilnować od żywiny, te wszystkie kwoki na jajach, kurczaki, kaczaki, gęsiaki, cielaki, to było na głowie gospodyni.

              > Nie widze tu warunkow do holubienia ziecia, umiejetnosc napisania czy przeczyta
              > nia pisma nie na wiele i nieczesto se przyda. Natomiast zadziwia mnie, jak lekk
              > o rozporzadzono sie losem Szymka i Jedrka - obaj dozywotnie parobki, z miejscem
              > do spania w stajni, jak Kuba u Boryny, a nawet gorzej - Kuba przynajmniej mial
              > umowiona zaplate do wlasnej dyspozycji.

              Już widzę, jak Szymek, co właśnie się wybił na niezależność, porzuca to, co zdobył i z pieśnią ludową na ustach idzie robić za parobka u nieogarniętego szwagra. Tak ano by pędził, że by se mało kulasów nie połamał.
              Nie mówiąc o tym, że żaden gospodarski syn nie poszedłby robić do nikogo za parobka, no chyba, że śmierć głodowa by mu w ślepia zaglądała. A już na pewno nie do jakiego organiściucha.

              > A Nastka, skoro juz Szymek bez pozwole
              > nia sie ozenil ? Niech siedzi na Podlesiu, patrzac, jak maz co dzien idzie paro
              > bkowac u siostry i szwagra, czy niech sie z nim sprowadzi do paczesiowej chalup
              > y i ? Dziewka do obslugi gospodyni i krolowej roju ? Jak Hanka u Boryny czy rac
              > zej jak Ewka u Boryny ?

              A gospodarka jej i Szymka w tym czasie zapewne automagicznie obrobi się sama.
              • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 16.07.16, 00:53
                bupu napisała:

                > Latem, przed wykopkami to się jeszcze trzeba pofatygować na pole i potrzebną il
                > ość ziemniaków ukopać. Same, zaręczam, nie przyjdą.
                >


                Ano nie przyjda, kumy racja. A to jest ten okres, gdy sie ludzi przynajmuje do zniwa i potem do kopania, czyli ukopac i przyniesc trzeba na wiecej niz zwykle osob...

                Szesc razy odwalic dojenie...
                >

                > W sensie, że sześć razy dziennie?

                Nie, nie, skrot myslowy :-) - trzy krowy dojone dwa razy dziennie, w sumie szesc dojen; trzy razy dziennie to chyba tylko po dworach wtedy dojono, chociaz...Hanka zdaje sie poludniowy udoj odwalala, no to by dziewiec dojen
                wypadlo

                szanujący się gospodarz posiadał kilka sztuk, więc jednorazowo ki
                > lka wymion trzeba było oblecieć. I to starannie, zostaw mleka w wymionach i zap
                > alenie gotowe, krowa się może zmarnować.

                "Dojcie, dojcie, znowu polowe mleka w wymionach ostawicie", dogryzla Jozka Jagnie. Jak by z tymi krowami u Dominikowej bylo, kiedy Jedrek, co zwykle doil, do wojska pojdzie ?




                > Już widzę, jak Szymek, co właśnie się wybił na niezależność, porzuca to, co zdo
                > był i z pieśnią ludową na ustach idzie robić za parobka u nieogarniętego szwagr
                > a. Tak ano by pędził, że by se mało kulasów nie połamał.
                > Nie mówiąc o tym, że żaden gospodarski syn nie poszedłby robić do nikogo za parobka, no chyba, że śmierć głodowa by mu w ślepia zaglądała. A już na pewno nie
                > do jakiego organiściucha.

                Tez tego nie widze...


          • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 08.08.16, 01:08
            jadwiga1350 napisała:

            Jagna, to nie wiejska ladacznica, nie mająca żadnych i
            > nnych walorów po za własnym ciałem. To córka bogatej gospodyni, wdowa po najbog
            > atszym gospodarzu we wsi.


            I kompletnie nic z tego nie wynika. Dominikowej wies sie boi (do czasu notabene), bo 1) czarownica i 2) gumowe ucho ksiedza. Nikt nie liczy sie z nia ze wzgledu na morgi, przeciwnie, maja jej za zle, ze przytrzymuje ziemie - nie swoja, tylko po mezu - krzywdzac synow i osmieszajac ich. Dominikowa nie udziela zagonow na odrobek, nie poratuje w potrzebie na przednowku, nie uczestniczy we wspomaganiu kogos, na kogo spadlo nieszczescie. Nie jest walorem Jagny, tylko minusem, zwlaszcza w oczach kandydatow na ziecia. Maciej "stara Dominikowa to pies (...) niechby na swoim ostala", Mateusz "znam ja dobrze to sobacze nasienie", "stara przykra, jusci" (jedyna pociecha, ze nie bedzie wiekowala).

            Wdowa po Borynie - sie zesmialam. Poki Maciej byl na chodzie, "dbal, by kto nie smial jej nie poszanowac", ale jak tylko w poscieli zalegl, skonczyl sie ten wymuszony szacunek. Wojt podskubuje i do sciany przyciska, mowia o niej "suka, latawica", gdy maz jeszcze zyje, plecami sie odwracaja, poniektorzy nawet spluwaja po tej lesnej historii, a gdy Boryna umarl, pamietaja "co to z nieboszczykiem wyprawiala", a nie jej chwilowa pozycje pierwszej we wsi gospodyni.
            Gdy Antek mowi organiscinie, ze Jasio z jakas kobieta se w lesie rozmawia, ta wcale nie jest przejeta, tylko rozczulona "pewnie znajoma spotkal (...) kochany chlopczyna, on nawet psa nie ominie bez poglaskania". Krzywi sie dopiero, gdy slyszy, ze to Jagna byla. I nie mysli, ze Jas z wdowa po bogatym i szanowanym gospodarzu mowi, tylko, ze "z taka dziewa" (a o zauroczeniu Jagny Jasiem nikt we wsi nie wie, on dopiero przyjechal). Inni maja podobny stosunek do jagninych paranteli.

            Jej walorem jest uroda, piec morgow po ojcu i szesc zapisanych przez Boryne. Ale ani matka, ani to, kim byl maz.
            • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 11.11.18, 13:29
              >Nie jest walorem Jagny, tylko minusem
              > , zwlaszcza w oczach kandydatow na ziecia.
              Maciej "stara Dominikowa to pies (..
              > .) niechby na swoim ostala", Mateusz "znam ja dobrze to sobacze nasienie", "sta
              > ra przykra, jusci" (jedyna pociecha, ze nie bedzie wiekowala).

              Przykra, juści. Ale walorem córki jest, bo to ona przekaże przyszłemu zięciowi posag i to nie byle jaki posag("i jeszcze daj komu, żeby wziął z domu")
              To co Jagna posiada i może wnieść do małżeństwa to skutek tego czyją jest córką.


              > Jej walorem jest uroda, piec morgow po ojcu i szesc zapisanych przez Boryne. Al
              > e ani matka, ani to, kim byl maz.

              Ale to się jedno z drugim łączy. Bo żaden inny mąż nie zapisałby jej 6 mórg. A gdyby Jagna była córką Filipa zza wody, to wątpliwe, że Boryna by ją poślubił(nawet gdyby była tak samo urodna)

              • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 03.05.19, 02:43
                jadwiga1350 napisała:

                >
                > Przykra, juści. Ale walorem córki jest, bo to ona przekaże przyszłemu zięciowi
                > posag i to nie byle jaki posag("i jeszcze daj komu, żeby wziął z domu")
                > To co Jagna posiada i może wnieść do małżeństwa to skutek tego czyją jest córką

                Owszem. Paczesia. To nie jest spadek po Dominikowej ani darowizna od niej. Jagna od matki nie dostanie wiecej niz przypadalo jej po ojcu.
            • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 26.01.19, 17:04
              Nie jest walorem Jagny, tylko minusem
              > , zwlaszcza w oczach kandydatow na ziecia. Maciej "stara Dominikowa to pies (..
              > .) niechby na swoim ostala", Mateusz "znam ja dobrze to sobacze nasienie", "sta
              > ra przykra, jusci" (jedyna pociecha, ze nie bedzie wiekowala).

              Cóż, takie życie. Taki sam stosunek mają kowal i Hanka do Boryny. Jedyna pociecha, że nie będzie wiekował.
              Czy Michał zrezygnowałby ze ślubu z Magdą, gdyby wiedział, że za życia teścia nic nie dostanie? Wątpię.
    • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 13:25
      Tak sobie jeszcze do Gomulickiego zajrzalam... czas zblizony, lata 70-te XIX wieku, srodowisko uczniakow z roznych sfer, synowie mieszczan, drobnomieszczan, zagrodowcow, a i chlopow, mniej wiecej rowiesnicy Jasia, absolwenci 5-klasowej szkoly w Pultusku. I ich rozmowy po zakonczeniu szkoly
      "same piatoklasisty, ptaki na wylocie, ktorym rektor doreczyc ma jutro patenty (...) sztywni, powazni, uroczysci, jakby juz byli co najmniej kancelistami biura powiatu lub sekretarzami urzedu pocztowego (...)
      - zebralismy sie (...) by opowiedziec sobie wzajemnie: co kazdy z nas zamierza czynic po otrzymaniu patentu.(...) rwe sie do nauki jak kon do zlobu (...) bede przez kilka lat uczyl cudze dzieciaki i grosz do grosza ciulal. A gdy uzbieram potrzebny fundusz, wstapie do gimnazjum, potem do uniwersytetu.
      (nastepny)
      - ja zostane lekarzem od zwierzat.
      Chlopcy zaczynaja sie smiac.
      - Nie smiejcie sie. To dobry kawalek chleba.
      - Bonusiowi najbardziej chodzi o chleb ! Z serem ! Albo ze szperka ! To ty bedziesz "wytryniarz" ?
      (kolejny)
      - Mnie ciagnie do lasu (...) bede las sial, lasu pilnowal, o lesie myslal. Bede lesniczym, rozumiesz ? Najpierw lesniczym, a potem nadlesnym.
      (kolejny)
      - Mam juz tej nauki po dziurki w nosie. Nich moje wrogi ucza sie ! Niech tlumacza Korneliusza, Etropiusza i kuja greckie aorysty(...) Zostane jeometra, raz kozie smierc !
      (kolejny)
      ...nic stanowczego powiedziec o sobie nie umie. Ojciec jego ma garbarnie - moze syna wezmie do pomocy, by z czasem go na czele fabryki postawic. Stryj znow jest artysta-malarzem - rad by siostrzenca widziec obok siebie w slonecznym przybytku sztuki. Skromny, potulny studencik zastosuje sie w zupelnosci do tego, co ojciec i stryj po wspolnej naradzie o jego losie postanowia.
      (kolejny)
      ...jest synem rzemieslnika. Spojrzenie, razem zuchwale i zawstydzone, zoltawa cera twarzy mowia o zyciu w ciasnym, zle przewietrzanym warsztacie, wsrod ludzi dobrych moze, lecz nieokrzesanych. Patent z pieciu klas jest ziszczeniem najsmielszych jego marzen, szczytem, o ktorego zdobyciu ledwie powazal sie myslec(...)
      - Ide do biura powiatu (...bede przepisywal urzedowe papiery. ( za 50 poczatkowo, po kilku latach nawet za 100 zl miesiecznie, przyp. moj)
      (kolejny)
      Chlopczyna spokojny, stateczny, nabozny, z przymknietymi, jakby sennymi oczami oznajmia cienkim, watlym glosem, ze o zadnej swieckiej "karierze" nie mysli, postanowil bowiem zostac - ksiedzem.
      Spomiedzy pozostalych jedni wracaja na wies pomagac ojcom w gospodarstwie, inni ida na praktyke gospodarska do obcych; jeden wyrusza do szkoly rolniczej; jeden jedzie do bogatego wuja, ktory ma losem jego pokierowac. Nie brak i takich, co mowia wrecz, ze tymczasem o niczym nie mysla i myslec nie chca, ze dosc sie w "sztubie" napracowali i przede wszystkim musza - odpoczac. "

      W sumie Jas nie odbiega od rowiesnikow, miesci sie w grupie tych, o ktorych przyszlosci decyduja starsi, rodzina. I mozliwosci zycia na wlasna reke mialby, gdyby chcial - na ile realne, to inna kwestia, to, o czym mowia chlopcy, to sa dopiero marzenia, zamiary, jeszcze nie skonfrontowane z proza zycia. Problem widze w tym, ze po nim nie widac zupelnie namyslu, wahan i ani sladu tego kolezenskiego zycia i rozmow - on swoja zaleznosc od rodzicow uznaje, akceptuje i nie zamierza sie z niej wylamac. Nawet mu to do glowy nie przyszlo. I nawet w chwili buntu waka sie tylko miedzy "wierzyc, nie wierzyc matce", a nie miedzy "sluchac czy byc nieposlusznym". Jako ewentualny partner zyciowy - nieciekawy i malo perspektywiczny, mentalnie wieczny syn mamusi.
      • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 15:04
        >Problem wid
        > ze w tym, ze po nim nie widac zupelnie namyslu, wahan i ani sladu tego kolezens
        > kiego zycia i rozmow


        Ale to chyba bardziej wynika z koncepcji utworu, Jasia widzimy głównie przez pryzmat jego "związku" z Jagusią. Gdyby nie ta miłość, organiściak mógłby w ogóle nie istnieć na kartach powieści.
        Po za tym Lipce to pewien zaklęty krąg, ważne jest to, co tutaj. I tak naprawdę nie wiemy, jak Jasio funkcjonował w tym wielkim świecie po za Lipcami.
        • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 15:21
          jadwiga1350 napisała:


          >
          > Ale to chyba bardziej wynika z koncepcji utworu, Jasia widzimy głównie przez pr
          > yzmat jego "związku" z Jagusią. Gdyby nie ta miłość, organiściak mógłby w ogóle
          > nie istnieć na kartach powieści.

          Fakt :-)

          > Po za tym Lipce to pewien zaklęty krąg, ważne jest to, co tutaj. I tak naprawdę
          > nie wiemy, jak Jasio funkcjonował w tym wielkim świecie po za Lipcami.

          Wiemy, ze w jego rozwazaniach nie ma sladu wplywow innych niz te wiejsko-domowe. O Jasiu decyduje matka i ksiadz, a on sie z tym godzi, zadnych odwolan, nawet w mysli, do rozmow kolezenskich, przykladow z zycia ludzi spoza Lipiec. I ten wielki swiat, moj Boze, szkola srednia to nie bylo zycie wielkoswiatowe :-), nawet gdyby byla warszawska, a nie gimnazjum gubernialne czy powiatowe, to byl swiatek dosc zamkniety, pod dyscyplina, z duzymi wymaganiami, tyle ze grupa rowiesnicza dosc zroznicowana. Ale wlasnie sladow tej grupy, nawet wspominkow jakichs sztubackich wspolnych figli w Jasiu ani, ani. Wydaje sie, ze dla niego swoboda i oddechem od nadzoru byly wlasnie Lipce, ta jego lakoma ciekawosc wszystkiego, bieganie po wsi, pogadywanie z kazdym...do chwili, gdy mu matka te radosne wakacje dosc bezwzglednie ukrocila. Ale mozliwe, ze to reakcja po trzech miesiacach bardzo zamknietego seminarium, o wczesniejszych pobytach Jasia rzeczywiscie nie wiemy nic.
          • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 26.06.16, 16:39
            >Wydaje sie, ze dla niego swobo
            > da i oddechem od nadzoru byly wlasnie Lipce, ta jego lakoma ciekawosc wszystkie
            > go, bieganie po wsi, pogadywanie z kazdym..

            No tak, można odnieść wrażenie, że traktował tę szkołę trochę jak więzienie: "chciałem Jaguś na wasze wesele, ale nie puścili"
            Wesele obcej osoby byłoby dla niego takie ważne? A dopiero co był w Lipcach w dzień Wszystkich Świętych i znowu chciałby przyjechać do domu?

            >I ten
            > wielki swiat, moj Boze, szkola srednia to nie bylo zycie wielkoswiatowe :-), n
            > awet gdyby byla warszawska, a nie gimnazjum gubernialne czy powiatowe

            No, dla organiściaka to raczej był wielki świat.


            >Ale wlasnie sladow tej grupy, nawet wspominkow jakic
            > hs sztubackich wspolnych figli w Jasiu ani, ani.

            Może był prześladowany przez kolegów? Ale z drugiej strony nie był chłopskim synem, więc powinien go ominąć los Radka z Syzyfowych prac.
      • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 21:43
        > I nawet w chwili
        > buntu waka sie tylko miedzy "wierzyc, nie wierzyc matce", a nie miedzy "slucha
        > c czy byc nieposlusznym".

        Bo też na razie nie stało się nic takiego, co ten bunt mogłoby wywołać. Matka wyzwała od najgorszych i wyrzuciła z domu Jagusię. Jasio jest tym oburzony, zdziwiony i nie bardzo wie co o tym wszystkim sądzić. Nie przyjmuje jednak bezkrytycznie słów matki, co może świadczyć o tym, że nie był tak bardzo od niej uzależniony pod względem emocjonalnym.

        Powody do buntu pojawiają się kilka dni później. Ojciec go bije, ksiądz cybuchem poprawia i wysyłają go do Częstochowy. I za co? Za to, że szedł topolową z Jagusią? Z dumy rodziny, z prawie księdza, Jasio przeistacza się w zwykłego smarkacza, któremu ojciec w każdej chwili może złoić skórę.
        Jeśli poważnie traktował siebie w roli kleryka, to taka degradacja mogła być dla niego szokiem.

        A potem powrót do Lipiec i wiadomość o tym co zrobili rodzice.
        • bupu Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 22:28
          jadwiga1350 napisała:

          >
          > Powody do buntu pojawiają się kilka dni później. Ojciec go bije, ksiądz cybuch
          > em poprawia i wysyłają go do Częstochowy. I za co? Za to, że szedł topolową z J
          > agusią? Z dumy rodziny, z prawie księdza, Jasio przeistacza się w zwykłego smar
          > kacza, któremu ojciec w każdej chwili może złoić skórę.

          A dyć Jasio dobrze wiedział, że nie za same spacerki po topolowej dostał. Bardzo dobrze wiedział. Samotne schadzki z kobietą i to jeszcze o takiej reputacji jak Jagusina, tulenie się do jej piersi, toż to klerykowi nie przystoi.

          - Powiedz, Jaguś, że to wszystko nieprawda? powiedz! - nalegał prosząco.

          - Nieprawda! Nieprawda! - przytwierdziła z taką szczerością, że uwierzył od razu, uwierzyć musiał, a ona sparła się, piersiami o jego kolana i zatonąwszy mu w oczach wyznawała się cichuśko ze swego miłowania... Jakby na świętej spowiedzi otwarła przed nim duszę na ścieżaj, rzuciła mu ją pod nogi kiej zbłąkaną ptaszkę i modlitewną, gorącą prośbą dawała się wszystka na jego zmiłowanie i na jego wolę i niewolę.

          Jasio rozdygotał się kiej listek wstrząsany gwałtowną nawałnicą, chciał ją odepchnąć i uciekać, ale jeno szeptał omdlałym, nieprzytomnym głosem:

          - Cicho, Jaguś, tak nie można, grzech, cicho!

          Aż umilkła, całkiem wyzbyta ze sił, milczeli już oboje unikając swoich oczów, a wraz cisnąc się do siebie tak z bliska, że słyszeli bicie serc własnych i ciche, palące dychania, było im strasznie dobrze i radośnie, obojgu łzy spływały po zbladłych twarzach, obojgu śmiały się czerwone wargi, a dusze kieby w czas Podniesienia były zatopione w jakąś najświętszą cichość i tajnię jaśniejącą gdzieś na wysokościach i unosiły się jeszcze wyżej, ponad światy.


          Ona jemu miłowania wyznaje, a on zamiast uciąć sprawę krótko, romantyczne spacera z nią urządza i się do niej przytula. Pan Jasio może i mało ogarnięty, ale nie aż tak, żeby nie wiedzieć, że nie powinien takich rzeczy robić. I żeby nie wiedzieć, że tym ojcowskim pasem i księżym cybuchem oberwał zasłużenie.

          > Jeśli poważnie traktował siebie w roli kleryka, to taka degradacja mogła być dl
          > a niego szokiem.

          Toć Kumo, jaka degradacyja? Przecie rodzice Jasia nie zaczęli go traktować z jakimś nabożnym szacunkiem od momentu gdy wdział sutannę. A i Jasio takiego traktamentu nie oczekiwał, wręcz przeciwnie, co mu kazali to robił, nawet gdy mu nie w smak było.

          Snadź tak samo myślał organista, albowiem kiedy parobek wyprowadzał konie na pastwisko i Jasio skoczył na jednego, stary zakrzyczał:

          - Zleź mi zaraz! Nie pasuje, żeby ksiądz jeździł na oklep i zadawał się z pastuchami!

          Strasznie chciało mu się jechać, ale zlazł jak niepyszny


          > A potem powrót do Lipiec i wiadomość o tym co zrobili rodzice.

          Pod warunkiem, że do tych Lipiec wrócił, a nie do seminarium. A mogę się założyć, że zapobiegliwa organiścina już zadbała żeby od Lipiec i Jagusi się Jasio trzymał z daleka, póki mu pokusy z głowy nie wywietrzeją.
          • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 26.06.16, 16:17
            >>Toć Kumo, jaka degradacyja? Przecie rodzice Jasia nie zaczęli go traktować z jakimś nabożnym szacunkiem od momentu gdy wdział sutannę.

            Ale dumni byli z niego bardzo i matka puszyła się nim kiej indor. A nabożny szacunek jaki Jasio zyskał na wsi, był czymś miłym i dla niego i dla jego rodziców.

            >A i Jasio takiego trakt
            > amentu nie oczekiwał, wręcz przeciwnie, co mu kazali to robił, nawet gdy mu nie
            > w smak było.
            >
            > [i]Snadź tak samo myślał organista, albowiem kiedy parobek wyprowadzał konie na
            > pastwisko i Jasio skoczył na jednego, stary zakrzyczał:

            Bo nie wypadało, żeby ksiądz jeździł na oklep i zadawał się z pastuchami.
            Więc chyba też nie wypadało, żeby ksiądz był bity przez ojca?
            • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 26.06.16, 19:01
              jadwiga1350 napisała:

              > Bo nie wypadało, żeby ksiądz jeździł na oklep i zadawał się z pastuchami.
              > Więc chyba też nie wypadało, żeby ksiądz był bity przez ojca?


              No co tez kuma ? Kare, wymierzana przez ojca - OJCA - porownywac z brykaniem na pastwisku ? Jas to kufniasz jeszcze, i wladza, i powaga rodzicielska nad nim. Zwlaszcza kiedy temu skorobiciu ksiadz poblogoslawil i sam reki przylozyl.

              Zachowanie niepowazne - ta jazda oklep - nijak sie ma do zachowania ciezko nagannego. Zupelnie inna ranga. Tu "nie przystoi", a tam gruby grzech. A podejrzenia byly bardzo powazne - dla mnie to, ze ksiadz Dominikowej nie ostrzegl i nie pomogl w tej sprawie oznacza, ze mozliwosc uwiedzenia kleryka przez Jagne potraktowal jako realna.
            • bupu Re: Miłość Jasia i Jagusi. 26.06.16, 19:20
              jadwiga1350 napisała:

              > Bo nie wypadało, żeby ksiądz jeździł na oklep i zadawał się z pastuchami.
              > Więc chyba też nie wypadało, żeby ksiądz był bity przez ojca?

              Znacznie bardziej nie wypadało, żeby kleryk poniewierał się po dekoltach lokalnych femme fatale. Ewentualny romans z Jagusią mógł mu zniszczyć całą karierę, a rodzinę okryć wstydem, więc sięgnięcie po radykalne środki, żeby toto ubić w zarodku nie powinny dziwić.
              • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 27.06.16, 11:54
                Ale to Jagusia powinna oberwać, nie Jasio.
                Dziwi nieco ta powściągliwość organiściny na topolowej.
                Z groźną twarzą, lecz spokojna, ciągnie syna za rękę do domu, zamiast skoczyć do Jagny i sprawić jej porządną frycówę. Wprawdzie rzuca w Borynową kamieniem, ale to gest symboliczny, lub całkiem chybiony, skoro Jagusia nie czuje bólu, tylko rozgląda się ze zdziwieniem.
                Dziwi ten spokój, to opanowanie, przecież organiścina nie wie, że za kilka dni wybuchnie afera z wójtem i pojawi się możliwość zemsty na Jagnie. Więc, co? Całkiem spasowała, odpuściła?
                Czy gdyby nie było upadku wójta, organistowie próbowaliby w jakikolwiek inny sposób podjudzić wieś na Jagusię? Czy raczej daliby sobie spokój?
                • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 27.06.16, 12:08
                  jadwiga1350 napisała:

                  > Ale to Jagusia powinna oberwać, nie Jasio.


                  Totez oberwala. I to jak ! Organiscina zapowiedziala, ze Jagnie frycowke sprawi (chocby przy calej wsi) taka, ze ta ruski miesiac popamieta i dotrzymala. Dwie niedziele pozniej Jagna nadal nie moze dojsc do siebie. "A i tobie moze sie oberwac" uprzedzila syna. I tez dotrzymala.

                  > Dziwi nieco ta powściągliwość organiściny na topolowej.

                  Mnie nie dziwi. Najwazniejsze dla organisciny, i tym trzeba zajac sie przede wszystkim, to uchronic syna przed lajdusem. I zalatwila to koncertowo, obiecane lanie, bezkolizyjne i bez kompromitacji odeslanie ze wsi - z pielgrzymka poszedl, kochane dziecko - a potem w seminarium go otrzezwia, jesli jeszcze zajdzie potrzeba.

                  > Dziwi ten spokój, to opanowanie, przecież organiścina nie wie, że za kilka dni
                  > wybuchnie afera z wójtem i pojawi się możliwość zemsty na Jagnie. Więc, co? Cał
                  > kiem spasowała, odpuściła?
                  > Czy gdyby nie było upadku wójta, organistowie próbowaliby w jakikolwiek inny sp
                  > osób podjudzić wieś na Jagusię? Czy raczej daliby sobie spokój?

                  A jak kuma duma ? Ja jestem pewna, ze znalezliby (lub stworzyli) odpowiednia okazje. A o naduzyciach wojta i ich mozliwych konsekwencjach to mowili we wsi juz kilka rozdzialow wczesniej.
                  • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 27.06.16, 12:33
                    > Totez oberwala. I to jak

                    Ale nie z rąk organiściny i nie za próbę uwiedzenia kleryka( to Lipczaków mało obeszło), tylko za tę "kradzież".

                    >Dwie
                    > niedziele pozniej Jagna nadal nie moze dojsc do siebie

                    Gdyby ludzie nie dali się podpuścić, Jaguś dalej kwitłaby kiej ta róża. Co by jej organiścina zrobiła?
                    • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 27.06.16, 14:11
                      jadwiga1350 napisała:

                      > > Totez oberwala. I to jak
                      >
                      > Ale nie z rąk organiściny i nie za próbę uwiedzenia kleryka( to Lipczaków mało
                      > obeszło), tylko za tę "kradzież".
                      >

                      No jak nie z rak organisciny ? A kto cala afere rozkrecil i nakrecil ? Kto w karczmie gardlowal, gdzie sie ludzie gromadzili, kto ich prowadzil ? I o tym, ze Jagna Jasia uwiesc chciala, tez organiscina publicznie powiedziala i ludzi to oburzylo. Choc nie tylko to oczywiscie.

                      > >Dwie
                      > > niedziele pozniej Jagna nadal nie moze dojsc do siebie
                      >
                      > Gdyby ludzie nie dali się podpuścić, Jaguś dalej kwitłaby kiej ta róża. Co by j
                      > ej organiścina zrobiła?


                      Podpuscilaby. Kto chce, znajdzie sposob. A sila gromady - i skuteczniej, i bezpieczniej, i dlugofalowo. Myslisz, ze ksiadz, ktory raczki umyl i zalatany sie zrobil, przejal sie dlugami wojta ? czy raczej jednak deprawowanym klerykiem ?
                      • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 03.07.16, 21:03
                        >>>Podpuscilaby. Kto chce, znajdzie sposob.

                        Chodząc po domach i rozpowiadając, że Jagna chciała uwieść Jasia? Raczej wzbudziłaby śmiech i szyderstwo.


                        >>>czy raczej jednak deprawowanym klerykiem ?

                        Myślę, że ani jednym, ani drugim. On przejmuje się tylko swoim własnym spokojem i wygodą.
                        Czy rzeczywiście nic nie robi, bo uważa, że Jagnie należy się frycówa? Czy może obawia się zlekceważenia swego zdania, jak wtedy gdy próbował powstrzymać chłopów przed wyprawą na las?
                        • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 03.07.16, 22:59
                          jadwiga1350 napisała:

                          > >>>Podpuscilaby. Kto chce, znajdzie sposob.
                          >
                          > Chodząc po domach i rozpowiadając, że Jagna chciała uwieść Jasia? Raczej wzbudz
                          > iłaby śmiech i szyderstwo.


                          A niechze kuma zajrzy do ostatniego rozdzialu. Organiscina mowi o tym, ze "zwiesc go chciala, chlopiec niewinny, to uciekl i wszystko mi opowiedzial" i te jej slowa budza groze i oburzenie. Nie smiech. Przyszly ksiadz to naprawde osoba oblozojna poteznym tabu, jesli chodzi o te sprawy. A wtedy i na wsi znacznie bardziej niz dzis.


                          > >>>czy raczej jednak deprawowanym klerykiem ?
                          >
                          > Myślę, że ani jednym, ani drugim. On przejmuje się tylko swoim własnym spokojem
                          > i wygodą.
                          > Czy rzeczywiście nic nie robi, bo uważa, że Jagnie należy się frycówa? Czy może
                          > obawia się zlekceważenia swego zdania, jak wtedy gdy próbował powstrzymać chło
                          > pów przed wyprawą na las?

                          Ale tu wies przyszla do niego PO POPARCIE tej akcji, a nie on musialby wystapic przeciw wsi. Ksiadz umywa raczki, bo nie chce skandalu i problemow z wladzami (swoimi), ale nie robi nic, by do wygnania nie dopuscic. Nawet nie ostrzegl. Czyli jednak uznal, ze lepiej "niech sie stanie".
                          • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 04.07.16, 12:55
                            > Ale tu wies przyszla do niego PO POPARCIE tej akcji, a nie on musialby wystapic
                            > przeciw wsi.

                            Ale gdyby się sprzeciwił, choćby powiedział: Nawet nie myślcie o czymś takim!" to byłoby to wystąpienie przeciw wsi

                            >>Nawet nie ostrzegl.

                            A po co? Przecież u Paczesiow wiedzieli. Nie działo się to w tajemnicy. To wpadka autora, że Jaguś zostaje zamknięta w komorze, zamiast schronić się choćby w pobliskim lesie.
                            • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 04.07.16, 14:35
                              jadwiga1350 napisała:

                              > > Ale tu wies przyszla do niego PO POPARCIE tej akcji, a nie on musialby wy
                              > stapic
                              > > przeciw wsi.


                              Coz, Jambozy wystapil i nic mu sie nie stalo. Dlatego sadze, ze ksiadz wolal nie brac udzialu w akcji osobiscie, ale przeciwny jej nie byl. Jagna posunela sie duzo za daleko, a wypominanie z ambony nie pomoglo. Skoro pleban zaaprobowal spranie kleryka , mialby obiekcje przeciw spraniu rozpustnicy ?


                              >
                              > >>Nawet nie ostrzegl.
                              >
                              > A po co? Przecież u Paczesiow wiedzieli. Nie działo się to w tajemnicy. To wpad
                              > ka autora, że Jaguś zostaje zamknięta w komorze, zamiast schronić się choćby w
                              > pobliskim lesie.

                              U Paczesiow wiedzieli i Jagne w komorze zamkneli wtedy, gdy juz Mateusz z dragiem pod ta komora stanal. Na chwile przed, bo Mateusz nie od razu poszedl do Paczesiow, wczesniej latal po wsi i szukal pomocy dla Jagny. I, ciekawa rzecz, nie znalazl. Nawet na powiadomienie Szymka nie starczylo czasu, oprocz mateusza tylko Jedrek tam byl.
                              • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 04.07.16, 20:10
                                Jambrożego nikt nie prosił o aprobatę i poparcie. I nie chodzi o to, że ludzie mieliby mu coś złego zrobić. Po prostu zostałby zlekceważony jak przy wyprawie na las czy pożarze folwarku. Może chciał tego uniknąć?
                                A Szymek bronił siostry.
                                • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 04.07.16, 21:03
                                  jadwiga1350 napisała:

                                  > Jambrożego nikt nie prosił o aprobatę i poparcie. I nie chodzi o to, że ludzie
                                  > mieliby mu coś złego zrobić. Po prostu zostałby zlekceważony jak przy wyprawie
                                  > na las czy pożarze folwarku. Może chciał tego uniknąć?


                                  Gdyby mu na calej skorze Jagny zalezalo, mogl ja wziac na bryczke jadac do tego Zarnowca czy gdzie tam i oddac komus pod opieke, choc na krotko. Mogl wyslac na pokute do siostr w Lowiczu. Nie musial sie przeciwstawiac wsi otwarcie, a nawet kameralnie - ze sprawa poszlo do niego kilka osob - nie probowal. Imho uznal, ze skoro uwodzonemu jasiowi naleza sie wciry, to uwodzicielce (deprawatorce maloletniego kleryka) naleza sie tym bardziej.

                                  > A Szymek bronił siostry.

                                  Gdzie i kiedy ? Kiedy tlum sie wdarl do chalupy, pobil czy stratowal Dominikowa, Mateusza i Jedrka. Szymka tam nie bylo.
                                  • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 04.07.16, 21:32
                                    >>>Gdyby mu na calej skorze Jagny zalezalo, mogl ja wziac na bryczke jadac do tego Zarnowca

                                    Przecież nigdy nie twierdziłam, że zależało mu na Jagnie. On myślał tylko o własnym spokoju i wygodzie. Może nie chciał tego tracić. A może rzeczywiście uważał, że Jagnie należy się kara.

                                    >>Szymka tam nie bylo.

                                    Rzeczywiście, nie było. Myślałam, ze we trzech bronili Jagny
                        • bupu Re: Miłość Jasia i Jagusi. 03.07.16, 23:09
                          jadwiga1350 napisała:

                          > >>>Podpuscilaby. Kto chce, znajdzie sposob.
                          >
                          > Chodząc po domach i rozpowiadając, że Jagna chciała uwieść Jasia? Raczej wzbudz
                          > iłaby śmiech i szyderstwo.

                          Gdyż, jak wiemy, Jagusia cieszyła się nieposzlakowaną opinią i nikt by w życiu nie uwierzył, że próbowała kogoś uwieść. Oraz żadne plotki od wiosny po wsi nie latały, że się Jagna na księżą gospodynię szykuje, skądże.
                  • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 03.07.16, 21:14
                    A o naduzyciach wojta i ich mozliwych konsekwencjach to mowili we wsi juz
                    > kilka rozdzialow wczesniej.

                    A organiścina to jakaś jasnowidząca, wiedziała, że akurat za te kilka dni wójt zostanie aresztowany? Że wystarczy tylko spokojnie poczekać do niedzieli i wszystko samo się rozwiąże?
                    I że ludzie tak łatwo dadzą się podpuścić. Nikt nie zapyta gdzie Jaguś zadziała te złote piestrzonki. Nikt się nie zdziwi, że niczego nie ukradła organistom, będąc tak często gościem w ich domu.
                    • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 03.07.16, 23:03
                      jadwiga1350 napisała:

                      > A o naduzyciach wojta i ich mozliwych konsekwencjach to mowili we wsi juz
                      > > kilka rozdzialow wczesniej.
                      >
                      > A organiścina to jakaś jasnowidząca, wiedziała, że akurat za te kilka dni wójt
                      > zostanie aresztowany? Że wystarczy tylko spokojnie poczekać do niedzieli i wsz
                      > ystko samo się rozwiąże?


                      Jak nie za kilka dni, to za kilka tygodni. Gadalo sie o tym, a i o tym, ze wojt lata i na gwalt pozyczki po ludziach szuka. Wiadomo bylo, ze wczesniej czy pozniej sprawa wybuchnie i to raczej wczesniej niz pozniej, skoro juz ksiegi kasowe byly w rewizji.


                      > I że ludzie tak łatwo dadzą się podpuścić. Nikt nie zapyta gdzie Jaguś zadziała
                      > te złote piestrzonki. Nikt się nie zdziwi, że niczego nie ukradła organistom,
                      > będąc tak często gościem w ich domu.

                      Widziala kiedy kuma ludzi w amoku ? Bo jakos mi sie zdaje, ze nie. Na Jagne oburzenie bylo powszechne i od dawna, za niejedno. I nie dwa, i nie trzy. Nie trzeba psychologa, zeby przewidziec, ze ludzie dadza sie podpuscic.
                      • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 03.07.16, 23:21
                        A zeby juz ciekawosc kumy bez reszty zaspokoic, kilka przykladow na to, jak pozbywano sie /unieszkodliwiana osobe we wsi niepozadana. Wszystkie przyklady z ostaniej cwierci XIX wieku, z Kongresowki, choc podobne historie zdarzaly sie oczywiscie i wczesniej, i pozniej tez.

                        NIE DLA WRAZLIWYCH


                        - podpoic poborowych i zorganizowac gwalt zbiorowy. Pijanym chlopom zwykle niewiele trzeba bylo, wystarczylo "tylu dawala, a wam nie chce" albo cos w tym stylu
                        - skrzyknac kilka bab, zarzucic plachte na glowe od tylu i wylomotac kijami; chocby na kapusnisku, pora jesienna, ciemno juz, a swiadkow nigdy nie bylo
                        - okulawic niby przypadkiem, np przy pomocy rozbrykanego konia
                        - wepchnac do stawu i tam przytrzymac
                        - oblac niechcacy wrzatkiem, najlepiej tak, by zniszczyc bezpowrotnie urode (twarz, biust)
                        - uporczywie nekac (niszczenie zbiorow, podpalenie, podlewanie gnojem chalupy, to i za naszych czasow sie zdarzalo)

                        Wszystkie poczynania, ktore przytoczylam, pozostaly bezkarne. Albo ofiara nie skarzyla, albo nie udalo sie znalezc winnych/udowodnic winy. Oczywiscie wygnanie poparte gromadzka uchwala jest dla organisciny i bezpieczniejsze, i bardziej widowiskowe, i dziala na dluzsza mete. Ale gdyby nie udalo jej sie przeprowadzic tego, co przeprowadzila, wystarczyloby kilka naprawde wrogich Jagnie (albo Dominikowej) lub kupionych osob.
        • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 13.05.16, 23:21
          jadwiga1350 napisała:

          > > I nawet w chwili
          > > buntu waka sie tylko miedzy "wierzyc, nie wierzyc matce", a nie miedzy "s
          > lucha
          > > c czy byc nieposlusznym".
          >
          > Bo też na razie nie stało się nic takiego, co ten bunt mogłoby wywołać. Matka w
          > yzwała od najgorszych i wyrzuciła z domu Jagusię. Jasio jest tym oburzony, zdz
          > iwiony i nie bardzo wie co o tym wszystkim sądzić. Nie przyjmuje jednak bezkryt
          > ycznie słów matki, co może świadczyć o tym, że nie był tak bardzo od niej uzale
          > żniony pod względem emocjonalnym.


          Matka szczegolowo - bardzo szczegolowo - objasnila syna, dlaczego Jagne wyrzucila. I on wlasnie wtedy sie waha miedzy wierzyc a nie wierzyc, przypomina sobie sytuacje, ktorych sie wstydzi, modli sie za mimowolne pokuszenia (on nie chcial !), a przede wszystkim chce, by jagna zaprzeczyla i tego jednego sie domaga. Zweryfikowac slow matki ani Jagny nie potrafi. Wtedy sa rozterki, nie bunt - chyba ze za przejaw buntu uznamy to, ze kierowany przez matke na topolowa poszedl (na zlosc) w przeciwna strone. Bunt akurat na jego miare.


          Powody do buntu pojawiają się kilka dni później. Ojciec go bije, ksiądz cybuch
          > em poprawia i wysyłają go do Częstochowy. I za co? Za to, że szedł topolową z J
          > agusią? Z dumy rodziny, z prawie księdza, Jasio przeistacza się w zwykłego smar
          > kacza, któremu ojciec w każdej chwili może złoić skórę.
          > Jeśli poważnie traktował siebie w roli kleryka, to taka degradacja mogła być dl
          > a niego szokiem.

          On dobrze wie, za co oberwal. Za nieposluszenstwo mianowicie, w jego przyszlym zawodzie jeden z grzechow glownych. Zostal uprzedzony, ze jak go matka jeszcze raz z Jagna zobaczy, to sprawi frycowke obojgu. A ksiadz w tej mierze z pewnoscia zdanie obojga organistow popieral - dla kleryka zdanie ksiedza powinno byc wazniejsze niz jego checi, bez dyskusji, i o tym jas tez musial wiedziec.

          > A potem powrót do Lipiec i wiadomość o tym co zrobili rodzice.

          Ani nie wiemy, czy on do Lipiec z pielgrzymki wrocil (osobiscie watpie), ani w jakiej wersji uslyszal czy uslyszy opowiesc o tym, co zaszlo. A ta sirota przeciez wlasnego zdania nie ma, przyjmuje na wiare to, co uslyszy. No to zalezy, co i od kogo uslyszy.
        • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 14.05.16, 02:02
          jadwiga1350 napisała:



          > Powody do buntu pojawiają się kilka dni później. Ojciec go bije, ksiądz cybuch
          > em poprawia i wysyłają go do Częstochowy.

          No to widzimy, jak sie Jasio zbuntowal. Poplakal sie i poszedl na pielgrzymke. Buntownik jak ta lala.
          • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.05.16, 11:38
            Nie napisałam, że się zbuntował, tylko że pojawiły się autentyczne powody do buntu. Zarzewie, z którego może się coś rozpalić. Na pielgrzymce, daleko od Lipiec, od seminarium, będzie mógł wszystko przemyśleć i poukładać sobie.
            Dla was, widzę, buntem są rozważania: wierzyć matce/nie wierzyć matce?

            Dlaczego to Jasio ma nie wrócić do Lipiec? I jakim cudem mógłby się nie dowiedzieć co zaszło we wsi podczas jego nieobecności?

            Te apokaliptyczne wizje wspólnej przyszłości Jasia i Jagny... Brak wam, kumy, konsekwencji. To zakładacie wątki jak to akcje Jagny jako potencjalnej małżonki spadły do zera. To piszecie, że tylko ostatni gołodupiec zechciałby wdowę po Borynie. No to chyba Jasio by pasował? Nie?
            • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.05.16, 14:06
              jadwiga1350 napisała:

              > Nie napisałam, że się zbuntował, tylko że pojawiły się autentyczne powody do bu
              > ntu. Zarzewie, z którego może się coś rozpalić. Na pielgrzymce, daleko od Lipie
              > c, od seminarium, będzie mógł wszystko przemyśleć i poukładać sobie.
              > Dla was, widzę, buntem są rozważania: wierzyć matce/nie wierzyć matce?
              >

              Dla mnie to w ogole z Jasia buntownik jak z koziego zadupia instrument muzyczny. Dlatego, ze bunt musi miec powod, ale i cel - co chce osiagnac buntujac sie, do czego doprowadzic, od czego uwolnic. A tego w Jasiu nie ma ani, ani. Co on ma niby przemysliwac ? Przeciez jedyne, czego on chce, to zeby Jagusia byla niewinna jak ta lelija. Czyli chce czegos, na co nie ma zadnego wplywu i co nie od niego zalezy.


              > Dlaczego to Jasio ma nie wrócić do Lipiec? I jakim cudem mógłby się nie dowiedz
              > ieć co zaszło we wsi podczas jego nieobecności?

              Dlatego na przyklad, ze organistowie (albo ksiadz, Jasio zostal zwolniony przez regensa na wakacje na prosbe ksiedza) moga uznac, ze lepiej niech on siedzi w tym seminarium, nie narazony na pokusy. Z dala od bab, a zwlaszcza jednej.
              A dowiedziec sie, gdyby jednak wrocil, moze tego, co mu powiedza. Na przyklad, ze najpowazniejsi gospodarze we wsi uznali, ze taka lakudra to tylko nieszczescie na wies sprowadza i ludzi do grzechu przywodzi - na naradzie, na ktorej zapadla decyzja o wygnaniu, byli wlasnie "powazni gospodarze (miedzy innymi Grzela i krojacy na nowego wojta Ploszka) i prawie wszystkie zeniate kobiety"; ze zasluzona kara na nia spadla, matce nie chcial wierzyc, a tu prosze, wszyscy inni byli tego samego zdania; ze sam Bog temu sprzyjal, burze zeslal w dzien wygnania, zeby wszelki slad po grzesznicy zmyc, a potem poblogoslawil piekna pogoda na zniwa


              > Te apokaliptyczne wizje wspólnej przyszłości Jasia i Jagny... Brak wam, kumy, k
              > onsekwencji. To zakładacie wątki jak to akcje Jagny jako potencjalnej małżonki
              > spadły do zera. To piszecie, że tylko ostatni gołodupiec zechciałby wdowę po Bo
              > rynie. No to chyba Jasio by pasował? Nie?

              Kwestia nie tylko w tym, kto by zechcial, ale i kto bylby do przyjecia, dla Dominikowej zwlaszcza. Golodupiec z silna reka, ktory jej przeszloscia sie nie przejmuje, samodzielny jest, robotny jest, zarobic potrafi, czyli Mateusz - owszem, prosze bardzo.
              Gowniarz, ktory chce w niej widziec janiola, fachu zadnego nie ma, dorobku tez, rodzicow ma przeciwnych takiemu zwiazkowi i nie dostanie od nich ani grosza z cala pewnoscia, a jeszcze sciagnie na Paczesiow odium jako na tych, co przyszlego ksiedza na zla droge sciagneli - czymze jest dla potencjalnej tesciowej ? Jaka przyszlosc moglby zapewnic jej ukochanej corce ? Nie mowiac o tym, ze Mateusz nie tylko gotow, ale i moze zenic sie chocby zaraz, a Jasio do pelnoletniosci musialby czekac, czyli kilka lat, bo pouwolenia od rodzicow na bank nie dostanie.
            • bupu Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.05.16, 14:19
              jadwiga1350 napisała:

              > Nie napisałam, że się zbuntował, tylko że pojawiły się autentyczne powody do bu
              > ntu. Zarzewie, z którego może się coś rozpalić. Na pielgrzymce, daleko od Lipie
              > c, od seminarium, będzie mógł wszystko przemyśleć i poukładać sobie.
              > Dla was, widzę, buntem są rozważania: wierzyć matce/nie wierzyć matce?

              Nie, kumo, nie są. Nawet zarzewiem nie są za bardzo.

              > Dlaczego to Jasio ma nie wrócić do Lipiec? I jakim cudem mógłby się nie dowiedz
              > ieć co zaszło we wsi podczas jego nieobecności?

              Bo mu ojce zabronią, dlatego. Dopóki skandal nie przyschnie, a dziwa nie wywietrzeje z Jasiowej głowy. A do tego coby się nie dowiedział, nijaki cud niepotrzebny, kumo. Starczy, że we szkołach zostanie, i wieści z Lipiec ino od mamusi będzie dostawał. Lipeckie już ta świata nieciekawe, szansa, że na krajana Jasio we mieście wpadnie przypadkiem równa zeru, a mamusia przecie wyrywna nie będzie, żeby mu opisywać jak to Jagnę na gnoju wywiezły ze wsi.

              > Te apokaliptyczne wizje wspólnej przyszłości Jasia i Jagny... Brak wam, kumy, k
              > onsekwencji. To zakładacie wątki jak to akcje Jagny jako potencjalnej małżonki
              > spadły do zera. To piszecie, że tylko ostatni gołodupiec zechciałby wdowę po Bo
              > rynie. No to chyba Jasio by pasował? Nie?

              No to bardzo jesteśmy konsekwentne, bo jedno i drugie mówi, że nikto by Jagusi za żonę nie chciał, nawet i z morgami, chyba jaki gołodupiec, co mu ino gront w głowie. A Jasio by nie pasował, bo po pierwsze, a wielokrotnie tutaj wałkowane, rzucenie seminarium dla kobiety o takiej reputacji jak Jagna skandal by wywołało straszliwy i organisty trupem by pierwej padli, niż na takie co przyzwolili, a gdyby nawet jakimś cudem do ślubu doszło, już by nowożeńce w Lipcach życia nie miały.

              Po drugie zaś morgi to do siebie mają, że uprawiać je trzeba, żeby z nich żyć. Jakie doświadczenie w uprawie roli posiada Jasio, któren od małego nie na chłopa przecie był chowany? Krowy pasał, ale o siewie, nawożeniu i innych takich zielonego pojęcia nie ma, zwyczajny do ciężkiej fizycznej pracy też nie jest. Do tego miętki on, od bele niepowodzenia się rozmazuje, a w gospodarce ano cały czas trza się było z przeciwnościami losu brać za bary. Nie podołałby chłopskiemu życiu.

              W Jagusi zaś wsparcie miałby zerowe, bo Jagusia to ma do siebie, że o innych nie dba, ino o siebie, a miłowanie jej jak ręką odjął przechodzi, gdy brutalna rzeczywistość wkracza na scenę. A jak to z Jantosiem było? Kiej jamory były w brogu, a całunki, to latała za nim, a jak się okazało, że z tych całunków są konsekwencyje, które ponosić trza, zaraz jej kochanie wywietrzało i Jantoś pięścią ją do randek przymuszał (czarowny amant, swoją drogą).

              Nie inaczej byłoby z Jasiem, bo po ślubie ano by się drujkie adorowanie skończyło, a ciężka codzienność zaczęła. A tu amant nieporadny, na gospodarzeniu się nie znajęcy, ustawicznego pocieszania wymaga, łzą się zalewa od byle czego i nawet pod pierzyną z niego pożytek mały, boć chłopak to niedoświadczony a i na oko temperamentem też nie grzeszy. A Jaguś to kobieta seksualnie rozbudzona, obdarzona zdrowym temperamentem i dużymi potrzebami. Gdzie zaś takiemu Jasiowi do Jantosia - smoka? Ino zniecierpliwienie a frustracja by w Jagusinej piersi rosły i wrychle światami by się nosić zaczęła, nowego amanta szukając. A że jej systematyczność w robotach gospodarskich dobrze jest znana, to i w tym Jasiowo-Jagusinym gospodarstwie rychło nędza i marnacja z każdego kąta wyglądać by poczęły.
              • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.05.16, 15:18
                bupu napisała:

                > No to bardzo jesteśmy konsekwentne, bo jedno i drugie mówi, że nikto by Jagusi
                > za żonę nie chciał, nawet i z morgami, chyba jaki gołodupiec, co mu ino gront w
                > głowie. A Jasio by nie pasował, bo po pierwsze, a wielokrotnie tutaj wałkowane
                > , rzucenie seminarium dla kobiety o takiej reputacji jak Jagna skandal by wywoł
                > ało straszliwy i organisty trupem by pierwej padli, niż na takie co przyzwolili
                > , a gdyby nawet jakimś cudem do ślubu doszło, już by nowożeńce w Lipcach życia
                > nie miały.


                To to wlasnie. Dominikowej potrzebny jest ziec, ktory Jagne od zlych jezykow osloni i sprawi, ze ludzie przestana gadac. No to przeciez nie Jasio...


                > Po drugie zaś morgi to do siebie mają, że uprawiać je trzeba, żeby z nich żyć.
                > Jakie doświadczenie w uprawie roli posiada Jasio, któren od małego nie na chłop
                > a przecie był chowany? Krowy pasał, ale o siewie, nawożeniu i innych takich zie
                > lonego pojęcia nie ma, zwyczajny do ciężkiej fizycznej pracy też nie jest. Do t
                > ego miętki on, od bele niepowodzenia się rozmazuje, a w gospodarce ano cały cza
                > s trza się było z przeciwnościami losu brać za bary. Nie podołałby chłopskiemu
                > życiu
                po ślubie ano by się drujkie adorowanie skończy
                > ło, a ciężka codzienność zaczęła. A tu amant nieporadny, na gospodarzeniu się n
                > ie znajęcy, ustawicznego pocieszania wymaga, łzą się zalewa od byle czego

                Powtornie - to to wlasnie. Dominikowej potrzebny jest ziec, ktory te 15 morgow po Paczesiu i 6 po Borynie obrobi, zwlaszcza w obliczu tego, ze Szymek zbuntowany i wlasna gospodarka zajety, a Jedrek do wojska idzie. No to przeciez nie Jasio...
                  • bupu Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.05.16, 22:00
                    jadwiga1350 napisała:

                    > >> Dominikowej potrzebny jest ziec, ktory Jagne od zlych jezykow osloni
                    > i sprawi, ze ludzie przestana gadac
                    >
                    > Tej Dominikowej, co to jak żywy trup?

                    Szymka radość z nieogarniętego szwagra, za którym się ciągnie swąd ciężkiego skandalu, też se mogę łacno wyobrazić. Skakałby ano pod samą powałę ze szczęścia, że nie tylko Jagnę na głowie miał będzie, ale i jej męża.
                  • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.05.16, 22:36
                    jadwiga1350 napisała:

                    > >> Dominikowej potrzebny jest ziec, ktory Jagne od zlych jezykow osloni
                    > i sprawi, ze ludzie przestana gadac
                    >
                    > Tej Dominikowej, co to jak żywy trup?

                    Wtedy to juz w ogole nie ma o czym mowic, Jagna jest wykleta. Cala historia hipotetycznego dalszego zwiazku Jasia z Jagna moglaby sie rozegrac tylko przed wygnaniem. Czyli rowniez przed tym, nim Dominikowa stala sie kiej ten zywy trup.
                    • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.05.16, 22:43
                      Zaraz, bo dopiero teraz zalapalam. Kuma serio duma, ze mozliwy bylby zwiazek Jasia z Jagna PO zajsciu we wsi ?
                      No pusty smiech mnie ogarnal. W takim wypadku organisty pierwsze zaczelyby zalatwiac psychuszke dla Jagny, oni o takiej mozliwosci dowiedzieli by sie albo dopytali. Ksiadz by odmowil dania slubu pod byle pretekstem, o ile musialby szukac pretekstu, bo brak zgody rodzicow nieletniego nie jest byle pretekstem, tylko powodem uniemozliwiajacym slub. Jasio dostalby takie wciry, ze na dlugo zapomnialby o babach w ogole, a o Jagnie to moze i na zawsze.
                      • ale.sobie.konto.wymyslilem Re: Miłość Jasia i Jagusi. 05.02.19, 22:03
                        'Juści, wiedziałam, że ją spotykasz tu i ówdzie, ale Bóg mi świadkiem, jako cię nie podejrzewałam o nic zdrożnego! Myślałam sobie zawsze, że skoro mój syn nosi kapłańską sukienkę, to splamić się jej nigdy nie poważy! Ady bym cię przeklęła na wieki i wydarła ze serca, choćby wraz pęknąć miało...'

                        Krzyczy organiścina do Jasia i chyba nie jest to tylko 'szantaż emocjonalny'. Ta kobieta naprawdę byłaby skłonna raczej spalić cały swój dobytek i zostać dziadówką z dziećmi-żebrakami niż dać jeden grosz na 'jawnogrzesznicę i wyrodnego syna'. Ta 'miłość' do syna jest patologiczna - ale w realiach Lipiec Jasio nie ma szans na obronę przed toksyczną matką... Rozumiem sympatię Jadwigi do Jasia - sam byłem takim trochę 'inteligenciuchem na przaśnej wsi', ale czarno widzę szanse na związek Jasia&Jagny. Jaś bez grosza przy duszy i bez rolniczego know-how, naiwny jak duże dziecko, Jagna bujająca w obłokach i traktująca Jasia nie jak chłopaka ale ożywiony plakat z Bravo, Dominikowa albo trzeźwo oceniająca że jedyne co zięć wniesie w związek to smród skandalu, albo nieprzytomna (i dalej już wyjaśniono - Szymek na swoim, Jędrzych do woja, a tu Jasia za rączkę prowadzić trzeba... toć Szymek na własną matkę rękę podniósł i ją oślepił walcząc o swoje plany a teraz miałby zmieniać w/w plany aby zadbać o Jasia?)... A jakby tego było mało to na karku psychopatyczna organiścina...
                        • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 14.04.21, 23:07
                          zale.sobie.konto.wymyslilem napisał:

                          > 'Juści, wiedziałam, że ją spotykasz tu i ówdzie, ale Bóg mi świadkiem, jako cię
                          > nie podejrzewałam o nic zdrożnego! Myślałam sobie zawsze, że skoro mój syn nos
                          > i kapłańską sukienkę, to splamić się jej nigdy nie poważy! Ady bym cię przeklęł
                          > a na wieki i wydarła ze serca, choćby wraz pęknąć miało...'
                          >
                          > Krzyczy organiścina do Jasia i chyba nie jest to tylko 'szantaż emocjonalny'. T
                          > a kobieta naprawdę byłaby skłonna raczej spalić cały swój dobytek i zostać dzia
                          > dówką z dziećmi-żebrakami niż dać jeden grosz na 'jawnogrzesznicę i wyrodnego s
                          > yna'.


                          Czy ja wiem, to jednak bardzo pragmatyczna kobieta była. Gdyby Jasia wyrzucono z seminarium, to może innymi oczami spojrzałaby na jego związek z bogatą chłopką.
    • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 15.07.19, 14:34
      jadwiga1350 napisała:

      > Jak myślicie, czy związek Jasia i Jagusi przetrwałby próbę czasu? (...)Czy wykształcenie Jasia, jego
      > obycie w świecie byłoby dla Jagusi barierą nie do przekroczenia? A
      > może ich wzajemna fascynacja była tak wielka, że Jasiowi nie
      > przeszkadzałby, że Jagna jest analfabetką,nie podzielającą jego
      > zachwytu nad Panem Tadeuszem?

      Znalazlam w literaturze tego okresu podobny zwiazek, "Zygmunt Lawicz i jego koledzy" Orzeszkowej. Chlopak wylany z gimnazjum, pisarek sadowy (nie sekretarz, tylko podrzedny urzedniczyna), ona zagrodowa szlachcianka u wuja, woznego sadowego (ale w miescie wiekszym niz Tymow), w miescie juz troche obyta, poza tym kochajaca i zgodna z charakteru jak rzadko, z talentem do szczescia :)
      Malzenstwo bardzo nieudane. Nie kloca sie i nie bija, ona gospodaruje zawziecie, bo pracowita, on tez pracuje duzo, ale porozumienia miedzy nimi zadnego, wlasnie ze wzgledu na te przepasc intelektualna i wyksztalcenie. Jest scena, gdy on ja namawia, zeby cos poczytala, poszerzyla horyzonty, zaczela myslec, a ona na to szczerze i naiwnie "Zygmus, ja bym ci nieba przychylila, ale nie rozumiem, czego ty ode mnie chcesz" :(

      Ad rem - albo, albo.
      Gdyby Jas mial urzedniczyc, to nie w Lipcach, nawet na gminnego pisarza obowiazywal cenzus wiekowy i kilka morg w gminie (chyba trzy, jak na soltysa), a on lat nie ma, a zagona jednego od rodzicow nie dostanie za ich zycia, to mamy jak w banku; zatem exodus, a w miescie, czy nawet miasteczku, Jagna razilaby i zgrzytala bardziej w srodowisku urzednikow, nawet niskiego szczebla, niz w swoim naturalnym srodowisku.

      W Lipcach natomiast ... szczegolowo opisano w watku perspektywy ich wspolnego zycia i gospodarzenia, z wscieklymi organistami po sasiedzku na dodatek ;P
      • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 21.07.19, 21:35
        >Jest scena, gdy on
        > ja namawia, zeby cos poczytala, poszerzyla horyzonty, zaczela myslec, a ona na
        > to szczerze i naiwnie "Zygmus, ja bym ci nieba przychylila, ale nie rozumiem
        > , czego ty ode mnie chcesz"

        Czyli taka prozaiczna wersja tego:

        PAN MŁODY
        Jakżeś mi piękna w osłabieniu swoim — w nieładzie kwiaty i perły na włosach twoich — płoniesz ze wstydu i znużenia — o, wiecznie, wiecznie będziesz pieśnią moją.
        PANNA MŁODA
        Będę wierną żoną tobie, jako matka mówiła, jako serce mówi.


        Tak sobie myślę, ile w takiej postawie było prawdy, rzeczywistej potrzeby a ile zwykłego strojenia fochów i snobowania się na Bóg wie kogo.

        Toż nawet taki goguś jak Zygmunt Korczyński twierdził, że Klotylda do jego potrzeb nie dorosła, mimo, że starannie edukowana, delikatna, z pańskiej familii, talent muzyczny posiadająca.

        Niejedna kobieta namawiana przez mężczyznę do myślenia, poszerzania horyzontów, z czystej przekory mogła zgłupieć do szczętu.


        • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 23.07.19, 23:17
          Grzesikiewicz byl sporo starszy i mocno otarty w swiecie, Oraz dotarli sie bardzo "jakos". Niemniej - wyksztalcenie mieli oboje (oboje nieszczegolne), Grzesikiewicz byl samoukiem, ale ignorantem nie byl.
              • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 25.07.19, 03:17
                Jadwiga, ale co ty w ogole porownujesz ? Ludzi doroslych, z trudnymi zyciowymi doswiadczeniami, o wyrownanym poziomie umyslowym i edukacyjnym z para niedojrzalych smarkaczy, z ktorych jedno jest bardzo swiezym seminarzysta po gimnazjum, a drugie polanalfabetka umyslowo calkowicie nierozwinieta ?
                • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 26.07.19, 23:10
                  tt-tka napisała:

                  > Jadwiga, ale co ty w ogole porownujesz ?

                  A Ty kogo z kim porównujesz? Wyskakujesz z jakimś Zygmuntem Ławiczem, choć ani on, ani jego żona nie mają wiele wspólnego z Jagną i Jasiem.
                  Tobie wolno porównywać? Daj spokój.
                  • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.07.19, 12:18
                    Chlopak po czterech klasach gimnazjum i zagrodowa szlachcianka, ktorej jedyne lektury to zywot sw. Genowefy i historia Magiellony. Rychtyk jak Jas i Jagna - porownanie uprawnione. Twoje jest od czapy, dotyczy osob niepodobnych z zadnej strony do postaci Reymonta.
          • jadwiga1350 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 24.07.19, 22:45
            > Grzesikiewicz byl sporo starszy i mocno otarty w swiecie

            No tak, prawda, jednak Janka wychodzi za niego bez miłości, zrezygnowana i rozgoryczona po doświadczeniach dotychczasowego życia.

            >Oraz dotarli sie bard
            > zo "jakos"

            Bo to życie, nie romantyczna powieść. Ale gdy rodzi się im dziecko, żyją ze sobą dobrze, mimo różnic sferowych i mimo tego, że Janka nie kocha męża.
            Orłowska jest zadowolona z życia, nic sobie nie robi z uwag dawnego znajomego, że "sfilistrzała"

            >>Niemniej - wyksztalcenie mieli oboje (oboje nieszczegolne

            Czemu nieszczególne? Janka skończyła pensję, Andrzej studia(chyba rolnicze), oboje byli bardzo dobrze wykształceni. Problemem było to, że Andrzej był synem chamów Grzesików i nie miał wielkiego pojęcia o etykiecie i ogładzie towarzyskiej.

            Wg psychologów, lepszy jest związek w którym to mężczyzna jest na wyższym poziomie, bo kobieta zawsze podciągnie się do faceta. W drugą stronę to nie działa.

            Tak, więc Ławiczowi, Jasiowi, powinno być łatwiej pociągnąć żonę w górę, niż Jance Orłowskiej czy Justynie Orzelskiej uczynić to samo z mężem.

            • tt-tka Re: Miłość Jasia i Jagusi. 28.07.19, 12:23
              jadwiga1350 napisała:


              to życie, nie romantyczna powieść. Ale gdy rodzi się im dziecko, żyją ze sob
              > ą dobrze, mimo różnic sferowych [b][/


              U Reymonta nie chodzi o roznice "sferowe", tylko o przepasc umyslowa i edukacyjna.


              > Wg psychologów, lepszy jest związek w którym to mężczyzna jest na wyższym pozio
              > mie, bo kobieta zawsze podciągnie się do faceta. W drugą stronę to nie działa.

              Poprosze o tych psychologow. I jakies odnosniki do badan, na ktorych oparte sa te twierdzenia.
    • ayo2137 Re: Miłość Jasia i Jagusi. 11.03.21, 00:53
      jadwiga1350 napisała:
      Jasiowi nie
      > przeszkadzałby, że Jagna jest analfabetką, nie podzielającą jego
      > zachwytu nad Panem Tadeuszem?

      Jagna potrafi czytać i pisać, jeśli dobrze pamiętam z książki.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka