Dodaj do ulubionych

Wpadki wielkiego realisty?

29.11.08, 16:07
Niewiele ich bedzie bo jednak Rejmont to nie Malgorzata Musierowicz .
Niemniej -smierc Boryny- Jagusia spi w chalupie. Potem sie okazuje ze spala u
matki i przyleciala na wiesc o smierci meza.
Dziwna chronologia zalotow Antka i Mateusza do Jagusi. Mateusz wraca do domu
w pazdzierniku po polrocznej przerwie.Potem dowiadujemy sie ze wraz z Ankiem
chodzili do Jagny OD ZAPUST na przyprzazke-cos krotko to trwalo, bo po
powrocie Mateusza Jagusia byla zakochana w Antku, potem wyszla za Boryne wiec
z M. w odstawce.
Niekonsekwencje w kresleniu postaci Jozki-dziwnaprzyjazn 16 dojrzalej Nastki
i dziecka 9 letniego.
Obserwuj wątek
    • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 30.11.08, 12:47
      Wbrew pozorom tych wpadek jest wiele. Przeważnie dotyczą drobiazgów,
      ale są.
      1. Reymont nie pamięta imion swoich bohaterow, nadanych im w
      poprzednich rozdziałach. Tak więc syn młynarza, Stach przemienia sie
      w Felka. Pietrek jest synem Michała, potem synem Rafała. Syn
      Jagustynki, Adam przeistacza się w Wojtka (podczas rozmowy
      Jagustynki z Antkiem).
      2. Ksiądz jest otyły, rumiany, z trudem nosi brzucho. Innym razem
      znów ludzie patrzą na jego smukłą, pochylona postać.
      3. Najlepszy jest Jambroży, który chociaz bez nogi, z kijem zamiast
      protezy, najstarszy we wsi, wyczynia jakieś gonitwy za chłopakami i
      w ogóle zachowuje sie tak jak młody, zdrowy fcet.
      .................................................................
      1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
      2. Nie podajemy gościom kapci
    • stara_dominikowa Re: Wpadki wielkiego realisty? 30.11.08, 18:29
      o, sporo ich było! moja ulubiona:

      - źle obliczony termin porodu (przed Godami Boryna i Dominikowa
      podejrzewali ciążę u Jagny) - na lipca nie mogło wypaść, bo przed
      ślubem nie doszło do konsumpcji związku, ślub był ok. 15 listopada.

      - dziwna pielgrzymka Hanki, która karmiła niemowlę urodzone w
      okolicach kwietnia, a więc czteromiesięczne. nie ma wzmianki o tym,
      czy zabrała dziecko.

      - wójtowa karmiła dziecko piersią na początku powieści (koniec
      września) a za trzy miesiące urodziła następne. musiała zajść w
      ciążę pół roku wcześniej, zakładam, że ok. trzy miesiące po
      poprzednim porodzie - karmione dziecko miałoby ok. 9 miesięcy.
      teoretycznie wszystko w porządku, jednak znając reymontowe
      roztargnienie podejrzewam, że jej ciąże wymyślił przy okazji romansu
      Jagny z Antkiem. Jagusia pod pretekstem doglądania położnicy chce
      udać się za bróg.
        • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 30.11.08, 19:08
          Te prokreacyjne sa wyjątkowo fajne. Dziecko Hanki, chrzczone w
          żniwa, czyli urodzone najwcześniej w połowie lipca, pod koniec
          września ma najwyżej trochę ponad dwa miesiące a juz bałykuje...
          sprytne dzieci widocznie się wtedy rodziły ;) Hance też nie dał
          odpocząć po porodzie i od razu wrobił ją w następną ciążę. Ledwo sie
          wyrobiła do Wielkanocy.
          .................................................................
          1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
          2. Nie podajemy gościom kapci
          • jadwiga1350 Re: Wpadki wielkiego realisty? 01.12.08, 11:24
            Ten chrzest we żniwa też mnie zastanawiał. Może to chodzi o
            poprzednie żniwa? Ksiądz pyta Hankę: jak się wam chowa ten co go
            chrzciłem we żniwa? A to można rozumieć żniwa rok temu, czy 2 lata
            temu. Niekoniecznie tegoroczne żniwa. Chrztu kiedyś udzielano zaraz
            po urodzeniu dziecka. Więc Hanka musiała urodzić w drugiej połowie
            lipca(żniwa są raczej na przełomie lipca i sierpnia)A w kwietniu
            następnego roku rodzi Rocha, więc musiałaby zajść w ciążę parę dni
            po poprzednim porodzie. Optuję więc za chrztem w zeszłoroczne żniwa.
            Choć oczywiście może być to tylko pomyłka autora.


            To że wójtowa karmi dziecko piersią, a za parę miesięcy rodzi
            następne dziecko to nie jest nic dziwnego. Dawniej kobiety,
            zwłaszcza z niższych warstw długo karmiły dzieci
            piersią.w "Krystynie córce Lawransa", mąż złości się na Krystynę,
            że"chce chłopaka nosić przez trzy posty u piersi jak baba zwykłego
            chałupnika" Także w Annie Kareninie jest taka rozmowa wiejskich
            kobiet z księżną Darią.Jedna chłopka mówi coś w tym rodzaju: u nas
            taki zwyczaj żeby dziecko przez dwa posty piersią karmić.

            Boryna spodziewał się porodu Jagusi na żniwa.Czy to taka wyraźna
            pomyłka? Nie jestem pewna ale zdaje się mi że różne rośliny kosi się
            w róznym czasie. Jare, takie jak owies czy pszenica, wcześniej,
            gdzieś w lipcu. Żyto zas dojrzewa później, koszone jest w sierpniu
            (nawet nazwa tego miesiąca pochodzi od sierpa używanego w czasie
            żniw).Może gdyby Jagusia zaciążyła w czasie nocy poślubnej, to i
            poród by jej wypadł we żniwa.
            • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 01.12.08, 13:20
              Chyba chodzi jednak o ostatnie żniwa. Gdyby to miały byc poprzednie,
              to pod koniec września chłopak by nie "coś tam bałykował", ale
              biegał, bo miałby ponad rok i dwa miesiące. Poza tym przez ten rok
              ksiądz ochrzcił tyle dzieci, że gdzieżby tam pamiętał kiedy chrzcił
              małego Borynę. Z tym karmieniem sporych dzieci to juz sprwa bardziej
              zrozumiała. Koleżanka karmiła synka, gdy miał TRZY lata. Wiedział
              tylko, że nie może possać przy gościach, będąc w gościach, w parku,
              w sklepie. Przezabawnie wyglądało jak sie było u nich, mały szedł
              już spać i dyskretnie przymilał się do matki, żeby poszła z nim do
              jego pokoju. Za nic nie chciał powiedzieć dlaczego mu na tym tak
              zależy :) Żniwa... mogło byc tak, jak piszesz. Jednak cała ta sprawa
              nie ma końca. Wtedy, w grudniu wydaje się, że i Jagusia bierze ciążę
              pod uwagę, a potem co? ano nic. Żadnej wzmianki o tym, że oboje sie
              pomylili. Ciąża Hanki też wychodzi na jaw póżno, bo pierwsza
              wzmianka to chyba wtedy, jak spotyka w lesie Borynę, to juz musiał
              być ósmy miesiąc. Może Reymont zapomniał, którą z Borynowych wrobił
              w ciążę?
              ----------------------------------------------------------
              Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
              • baba67 Re: Wpadki wielkiego realisty? 01.12.08, 13:37
                Mnie sie wydaje, ze balykowac oznacza gaworzyc albo raczkowac. Zniwa zaczynaja
                sie w lipcu W listopadzie mialby piaty miesiac teoretycznie sie zgadza. Tylko
                nie jestem pewna co znaczy balykowanie. Co do zachodzenia w ciaze w czasie
                karmienia-zasady swoje natura swoje. jest sporodzieci poczetych kiedy matki
                karmily-sama znam jedno poczete w radosnej beztrosce (nie moje). Znam tez pare
                'Blizniat kiedy jedno sie urodzilo w styczniu, a drugie pod koniec listopada.
                Dzieci dyplomowanej pielegniarki :-)
                • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 01.12.08, 13:57
                  Bałykować znaczy raczkować. Nie chodzi o listopad ale o koniec
                  września (Hanka rozmawiała z dobrodziejem przy kopaniu ziemniaków).
                  Mały ma wtedy najwyżej dwa miesiące i kilka dni. O jakich zasadach
                  myślisz pisząc o ciąży i karmieniu? Karmienie przed ciążą nie
                  chroni, już nawet tamte kobiety o tym wiedziały.
                  ---------------------------------------------------------------
                  "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
                  • stara_dominikowa Re: Wpadki wielkiego realisty? 01.12.08, 15:17
                    z wójtową nie chodziło mi o karmienie podczas ciąży, raczej o to, że
                    "zlegnięcie" wójtowej potrzebne było do ukazania rozterek Jagusi - czy wyjść do
                    Jantosia, czy też nie.

                    a Boryna wyraźnie mówi rozmyślając o ciąży Jagny, że "na lipca" by wypadło,w
                    gorąc i nierychtowny czas. Nie ma znaczenia co kiedy się kosi - na lipca, to na
                    lipca. Akurat w lipcu Jagusia nijak nie mogłaby rodzić.
                    • cahir4 Re: Wpadki wielkiego realisty? 09.12.08, 15:21
                      A co się z tym dzieckiem wójtowej, około Bożego Narodzenia
                      urodzonym, stało? Pamięta któraś? Bo już na wiosnę pada tekst, że
                      się wójtowej za nowym dzieckiem ckni, bo szmaty dziecięce wietrzy -
                      a wójt, urzędem przejęty o ważnych rzeczach zapomina. Wójt zaś na
                      jesień pono chrzciny zapowiada?

                      Pomarło? Z trzymiesięcznym niemowlakiem na ręku chyba tak bardzo
                      cknić się jej za noworodkiem nie może, trzymiesięczne to już takie
                      stare jest? I te chrzciny na jesieni to jak? Jak Hanka Borynowa, na
                      drugi dzień po porodzie w kolejną ciążę zaszła? Może ja
                      pokiełbasiłam coś?
                • andulka7 Re: Wpadki wielkiego realisty? 14.01.09, 14:58
                  baba67 napisała:

                  > Mnie sie wydaje, ze balykowac oznacza gaworzyc albo raczkowac

                  Obstawiam raczkowanie, gdzieś widziałam zdanie o synu Hanki i Antka,
                  który w błoto przed chałupę wybałykował. Muszę sprawdzić.
                  Choć z drugiej strony, kiedy Hanka odpowiada księdzu że mały "coś
                  tam bałykuje", to pasuje raczej na gaworzenie....
                  • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 14.01.09, 21:52
                    >Muszę sprawdzić.<

                    Oszczędźcie sobie fatygi, moja kumo. Bałykować, znaczy raczkowac,
                    czyli chodzic na czterech konczynach. Tylne zgiete w kolanach, a
                    przednie wyprostowane, głowa zadarta. Zdaje sie, że
                    określenie "bałykować", chociaz mało popularne i współcześnie jest
                    używane. Pamiętam, jak moja starsza chodziła do zerówki i
                    nauczycielka skarżyła się na nia, że zamiast siedziec przy stoliku,
                    bałykuje pod nim. Zaskoczona przepytałam dziecinę, co właściwie
                    robiła pod tym stolikiem i okazało sie, że gumka jej upadła, stolik
                    niski, więc musiała wleźć tam na czworaka, czyli bałykować. Gaworzyć
                    nie mogła, bo miała już sześć lat. Nie dość, że mówiła całymi
                    zdaniami to juz od roku dobrze czytała. Nauczycielce mozna wierzyć,
                    może ona rodem z Lipiec, albo, jucha, też miłośniczka???
      • soova Re: Wpadki wielkiego realisty? 22.12.08, 21:38
        stara_dominikowa napisała:

        > - dziwna pielgrzymka Hanki, która karmiła niemowlę urodzone w
        > okolicach kwietnia, a więc czteromiesięczne. nie ma wzmianki o tym,
        > czy zabrała dziecko.

        Mogła zabrać. Krystyna córka Lawransa też przecież zabrała na przebłagalną pielgrzymkę bodajże do Hamaru swego poczętego w grzechu pierworodnego, wtedy niemowlę, które karmiła piersią w katedrze.
      • kocur_zalogowany Re: Wpadki wielkiego realisty? 12.08.15, 20:14
        Terminem chrztu bym się tak bardzo nie przejmował. Owszem, często chrzest był natychmiast po urodzeniu - w najbliższą niedzielę, albo w tym samym dniu. Ale równocześnie często zdarzało się, że dzieci w rodzinie były chrzczone hurtem, mając po kilka lat. Z chrztem wiązała się spora opłata, więc nie zawsze rodzina sobie mogła na chrzest pozwolić. Poza tym Hanka była chorowita - może miała ciężki poród i chrzest urządzono później?
        W połowie grudnia Hanka Ubrała chłopaków, że wnet się przetoczyli do sieni zabawiać z Weronczynymi dziećmi, wrychle też jazgoty a wrzaski szły stamtąd, a chwilę później Antek odwalając dół z ziemniakami raz wraz rzucał pecyną na dzieci, baraszkujące przed progiem. Gdy wyprowadzili krowę dzieci czepiając się matczynego wełniaka uderzyły w krzyk i lament

        Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, żeby była mowa o pięciomiesięcznym (urodzonym w lipcu) dziecku.
        • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 16.08.15, 14:37
          kocur_zalogowany napisał:

          > Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, żeby była mowa o pięciomiesięcznym (urodzonym w lipcu) dziecku.<

          I słusznie :) Nie tylko ta sytuacja jest przykładem na to, że Reymont podchodził bardzo luźno do kwestii wieku dzieci. Chociażby Józka, dziecko, któremu szło dopiero na dziewiąty rok, a kazał jej się przyjaźnić z Nastką - panną na wydaniu, oglądać się za chłopakami i harować jak wół. Dziw, że nie kazał jej wozu ze stodoły wyciągać ;) Wprawdzie dzieci w tamtych czasach pracowały ponad siły, ale bez przesady. Józka musiała być starsza, ale dla Reymonta było to obojętne. Tak mu się powiedziało z tym dziewiątym rokiem, zupełnie przypadkowo. Równie dobrze mógł powiedzieć, że 12 albo 14. a już w tym, co jest w stanie zrobić małe dziecko, niemowlę, nie orientował się zupełnie. Jak spora część mężczyzn, zresztą. Szczególnie takich, którzy nie mają do czynienia z maluchami. Podobnie nie miał wiedzy na temat ciąż, porodów.

          > Terminem chrztu bym się tak bardzo nie przejmował<

          Dzieci chłopskie w tamtych czasach były chrzczone zaraz po urodzeniu. Umieralność niemowląt była duża i nikt nie chciał ryzykować, że maleństwo nie zasili grona aniołków. To byłby też ciężki grzech dla rodziców. Poza tym kogo miałoby być stać na chrzest, jak nie Borynów? Ciężki poród Hanki nie miałby tu nic do rzeczy. Matki i tak w uroczystości nie uczestniczyły, były w połogu. Na chrzcie Rocha Hanki nie było.
          • kocur_zalogowany Re: Wpadki wielkiego realisty? 16.08.15, 14:53
            OK, co do chrztu to pewnie masz rację, odbył się zaraz po urodzeniu. Tylko dziecko urodziło się na wiosnę, a nie na żniwa. Lepiej przyjąć, że Reymont się raz pomylił (co do terminu chrztu/urodzin), niż że konsekwentnie w każdej scenie z udziałem dziecka je postarzał.
            • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 16.08.15, 15:19
              Być może... Ja myślę, że z tymi żniwami, to też sobie tak palnął. Jakby chwilę pomyślał, to napisałby, że ksiądz chrzcił dziecię w siewy.
              Gdyby przewidział, że po stu latach znajdzie się banda oszołomów, która rozliczy go z każdego słowa, to może zwracałby większą uwagę na detale :)
    • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 01.12.08, 17:25
      Następna sprawa. Maciej idąc do wójta (przed sprawą w sądzie)
      rozmyśla o Ewce: "Tłumok ścierwa, hale, ja z nią sipiałem...żebyś
      ozór straciła...lakudro jakaś..." Czyli wiedział o co go skarży
      Ewka? Minęły ze dwa pacierze i dziękuje wójtowi za to, że ten
      powiedział mu, iż chodzi o dziecko, ponieważ dotychczas myslał, że
      chodzi o zasługi. No to wiedział wcześniej, czy nie?
      ---------------------------------------------------------------
      "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
    • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 02.12.08, 12:16
      Mogło tak być, jak piszecie, jednak powiastka z sądu przychodziła
      zawsze najpierw do wójta, i to on informował zainteresowanych gdzie
      i kiedy mają się stawić, i co będzie przedmiotem sprawy. Nie sądzę,
      żeby Ewka zdradzała swoje plany przed całą wsią, to miała byc dla
      Boryny "niespodzianka".
      ---------------------------------------------------------------
      "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
      • jadwiga1350 Re: Wpadki wielkiego realisty? 02.12.08, 12:22
        Chyba Ewka jednak się z tym nie kryła. Pozyskała przecież jakiś
        świadków, którzy w sądzie mieli swiadczyć na jej korzyść. Ale w
        końcu ci świadkowie nic nie zeznali oprócz plotek i domysłów( nie
        siedzieli w końcu Borynie pod łóżkiem).
        • matylda1001 Re: Wpadki wielkiego realisty? 02.12.08, 12:44
          Może i macie racje, coś tam mogło dojść do Boryny. W każdym razie
          długo do Ewki żalu nie miał. Juz miesiąc póżniej gotowala na jego
          weselu.
          .................................................................
          1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
          2. Nie podajemy gościom kapci
          • jadwiga1350 Re: Wpadki wielkiego realisty? 02.12.08, 15:30
            Jest niekonsekwencja z ciążą i porodem Magdy od organistów. Gdzieś
            na początku grudnia Hanka odwiedza organistów. Organiścina wypędza
            wtedy Magdę,która dostała bolów porodowych przy dojeniu krowy.Ale
            Magda dopiero w styczniu urodziła dziecko, które zamarzło.
            • stara_dominikowa Re: Wpadki wielkiego realisty? 02.12.08, 16:53
              tutaj nie wiem, czy to niekonsekwencja. Magda była w szóstym miesiącu w
              okolicach jarmarku (22 października, na świętą Kordulę), zległa i tak za
              wcześnie, bo w noc wigilijną - widać ciężka praca nie wpływała dobrze na
              przebieg ciąży. Jej grudniowe boleści to przedwczesne skurcze, które minęły.
              Organiścina spanikowała, że dziewka urodzi i nie będzie mogła pracować, a może i
              trzeba będzie się nią zająć i dzieckiem.
              • groha Re: Wpadki wielkiego realisty? 02.12.08, 20:41
                One i tak były wtedy z żelaza, te kobiety, słowo daję. Nie dość, że co rok
                prorok, to harowały przecież do końca, jak te woły. Hale, kto by się ta z nimi
                cackał, przecież to nie choroba, wiadomo. Powiem Wam, że gdy czytam, jak
                ciężarnej Hance, dzień w dzień, trzęsą się wątpia i wszystkie kosteczki od tej
                roboty ponad siły, ciężkiej zgryzoty i ciągłego użerania się z otoczeniem, to
                nadziwić się nie mogę, że te dzieci potem takie spokojne...
                • stara_dominikowa Re: Wpadki wielkiego realisty? 03.12.08, 08:17
                  groha napisała:
                  > One i tak były wtedy z żelaza, te kobiety, słowo daję.

                  z nimi też nikt nie cackał się od urodzenia. kto był silny i przeżył dziecięce
                  choroby - żył i znosił swój los. chłopi przywykli do ciężkiej, fizycznej pracy,
                  Hanka nie miała czasu na turbacje kiej jaka dziedziczka - taka terapia przez
                  pracę. Ciężka praca, taka z widocznym efektem to świetna terapia, a ciało
                  przywykło do trudów. Dla współczesnej kobiety to nie do ogarnięcia.
                  • groha Re: Wpadki wielkiego realisty? 03.12.08, 14:37
                    No, selekcja naturalna była, jako żywo. A los wiejskich dziecisków, to też temat
                    na odrębne i całkiem spore gadanie, swoją drogą.
                    Ale teraz o pieskach mi się przypomniało, z którymi też cosik się nie zgadza,
                    zdaje mi się. W obejściu Borynów były dwa na stałe: Łapa i Burek, prawda? Ten
                    ostatni specjalnie przez Macieja przysposobiony do pilnowania, żeby mu Antek
                    kura na dachu nie puścił, o ile pamiętam. A potem był jeszcze Kruczek, ulubiony
                    pies starego Bylicy, przygarnięty przez Hankę po zawaleniu się ojcowej chałupy.
                    Miał zastąpić owego groźnego Burka, który wedle słów Pietrka akurat gdzieś
                    uciekł i już go nie było. Widać jednak wrócił, skoro złodziej, ten od słynnego
                    podkopu do komory, zatłukł go na śmierć żelastwem, choć Łapę oszczędził i
                    zasunął go tylko ocipką w kartoflanym dole, żeby nie jazgotał. Cała wieś
                    oglądała rozwalony łeb Burka i skamlącego Łapę, cała wieś, natomiast o Kruczku
                    nie ma ani jednego słowa. Tymczasem, kiedy się trochę wyludniło, nad kim pochyla
                    się stary Bylica? Nad swoim ulubionym pieskiem i nuże go cucić, a przemawiać do
                    niego cichutko... Najwyraźniej Autorowi imiona się nieco pomieszały, ale co tam,
                    abo to jednemu psu Burek?
    • cahir4 Re: Antkowe dzieci 09.12.08, 15:27
      O tym, co bałykował w wieku trzech miesięcy, już było. Bezimienny on
      pozostał. Najstarszy, Pietruś, cztery lata ma ponoć. Ino jak Antek z
      więzienia wracają, to o dwojgu tylko dzieciach jest mowa - tym, co
      go jeszcze nie widział, a rocho jemu na imię i o Pietrku (a chodźże
      do ojca), który coś tam po swojemu gaworzy i mimo zachęty ze strony
      matki ma kłopot, żeby "tata" powiedzieć. To ten z kolei na jakiegoś
      opóźnionego wygląda. Albo się ten pierwszy z drugim jakoś tu
      Reymontowi "skleił".
        • cahir4 Re: Antkowe dzieci 10.12.08, 11:04
          O to, to. Rychtyk na Gody drugie chrzciny mu sprawim, a Stara
          Dominikowa, jako że znająca, po czterech stronach obniesie (da radę,
          tać z rok jemu jeno było jak się powieść kończyła), coby od mocy
          złych uchronić.
          Jeno upraszam się, nie Maciej, bo nam się ze starym mylić będzie.
          Bartek imię ładne, ale: pierwszy się jako i wójt nazywał, trzeci to
          już wiadomo po kim wziął imię - i znowu znaczna figura to była, a
          drugiego tak Kozła - złodzieja imieniem obdarzać? Żeby nie to, że po
          parobku znowu imię by wychodziło, to bym radziła zwać go Kubą - bo
          to i dźwięcznie, a przy tym i do dzisiejszej mody jak ulał
          przystaje.
    • cahir4 Daty 09.12.08, 15:30
      Czyli dowód na "bezczasowość" bardziej niż wpadka. 2 listopada
      wypada Reymontowi w poniedziałek, a potem 6 stycznia też.
      Niemożebne. Niezależnie od tego, jakie to były lata, jeśli 2.11 w
      poniedziałek, to 6.01 w środę musiałby być. Albo sobota (2.11) i
      poniedziałek (6.01).
      • stara_dominikowa Re: Daty 09.12.08, 15:41
        Tak, o tym rozmawiałyśmy z Matyldą przy okazji zagadek i wyznaczania daty ślubu
        i zrękowin jagusinych. Chłopi to obrazek ze wsi, a nie kronika wydarzeń.
        • jadwiga1350 dzieci Antka 10.12.08, 20:02
          To,że czteroletni Pietruś nie chce iśc do ojca i powiedzieć tata, to
          jeszcze nic dziwnego. Nie widział ojca parę ładnych miesięcy i mógł
          go zapomnieć.Jego postawa mogła wynikać z onieśmielenia, ze wstydu
          naturalnego dla dziecka w tym wieku.
          • jadwiga1350 śmierć Grzeli 10.12.08, 21:36
            Ze śmiercią Grzeli też jest pewna niejasność. Utopił się na
            Wielkanoc, tak wyczytał młynarz z urzędowego pisma. Natomiast w
            liście, który Tereska żołnierka otrzymała od męża grubo po
            Wielkanocy, Jasiek zapowiada swój powrót wraz z Grzelą na żniwa.

            No i darujcież mi kumy ale dla mnie wpadką jest to uprawianie seksu
            przez Antka i Jagnę zimą za brogiem. Mróz, śnieg, ziąb, Hanka z
            Bylicą ledwo się dowlekli do domu.Więc jak Jagna i Antek mogli mieć
            w tym samym czasie ochotę na seks na świeżym powietrzu? No darujcie
            mi, ale nie uwierzę. Uwierzę we wszystkie wiosenne przełazy , ale w
            zimowy bróg to już nie! Chyba trochę Reymonta zawiodła
            wyobraźnia.Powinien sam spróbować ze swoją Aurelią w zimową noc w
            brogu. Poważnego przeziębienia można się nabawić, a nie przyjemność
            mieć!
            • meduza7 Re: śmierć Grzeli 10.12.08, 23:09
              > No i darujcież mi kumy ale dla mnie wpadką jest to uprawianie seksu
              > przez Antka i Jagnę zimą za brogiem.

              Namiętność ich grzała, goronc i kuntentość taka, że ani zdzierżyć.
          • cahir4 Re: dzieci Antka 10.12.08, 22:34
            Bogać tam, kumo!
            "Pietras, a chodźże i ty do ojca - podsadziła starszego, że jął się gramolić na
            ojcowe kolana bełkocąc cosik. Antek objął obydwu z dziwną czułością.
            (...) - Pietras, powiedz: tata! powiedz.
            Juści, co zamamrotał i nawet jeszcze więcej cosik gwarzył po swojemu, ciągnąc
            ojca za włosy."
            Czterolatek, który bełkoce? Którym się można chwalić, że umie tata powiedzieć?
            No i onieśmielony to on nie za bardzo, skoro ojca za włosy szarpie. Musi, co się
            Reymontowi czteroletni Piotruś z tym roczniakiem+ w poprzednie żniwa chrzczonym,
            pomylił. Akuratnie on mógłby się gramolić, gwarzyć po swojemu, a Hanka dumna by
            być mogła, że się pod nieobecność ojca słowa tata nauczył. A o trzecim dziecku w
            ogóle w tej scenie autor zapomniał.
    • cahir4 13. miesiąc, czyli dlaczego Jagna ma rodzić w lipc 17.01.09, 00:55
      Najpierw chciałam wyjaśnić, że studia niniejsze podjęłam pod wpływem Starej
      Dominikowej, która na gruncie ponadczasowiści "Chłopów" stoi i, z tego gruntu,
      krzywym co nieco okiem na drobiazgowość niektórych forumowiczek spogląda.
      Niemniej to ona właśnie zapodała temat: "Co dzisiaj w Chłopach", który skłonił
      mnie do próby rozlokowania wydarzeń lipieckich w czasie. I oto znalazłam nie
      pomyłkę drobną, jakiś piątek, co wypadł w poniedziałek, ale traktowanie czasu z
      realizmem iście magicznym.

      A oto spomnijcie sobie, kumy, jak Antek zaczął pracę w tartaku. Pamiętacie, jak
      się w rytm jej wdrożył, jak go Mateusz ćwiczył w cierpliwości (aż do gwałtownego
      finału)? Opisuje nam to wszystko Reymont i dodaje, że tak płynął "dzień za
      dniem, tydzień za tygodniem, aż do samych godów w ciężkiej i bezustannej pracy".
      A przed godami jeszcze zdążył Antek Mateuszowi żeberka porachować.

      No, porachował najpóźniej 22.12, bo jeszcze na drugi dzień do pracy Antka
      wzywał. A kiedy Antek zaczął pracę? No, kiedy? Najprawdopodobniej 17.12. Mógł
      przepracować najwyżej 5 dni.

      Dlaczego 17?
      - przed samą świętą Łucją zaczął padać śnieg i trzeciego dnia wieczorem przestał
      (12-14.12 - śnieg)
      15- sprzedaż krowy
      16 wieczorem Hanka mówi Antkowi o robocie
      17 późnym rankiem zaczyna.

      Jeśli jest powiedziane, że przed samą Świętą Łucją, to ile to można jeszcze
      przesunąć? Góra dwa dni. To byłby tydzień pracy. Jeden.

      Skąd więc te dni i tygodnie? Otóż moja hipoteza jest taka: pomiędzy 15 a 22
      grudnia dołożył Reymont jeszcze jeden tajemniczy ukryty miesiąc. Zapytacie,
      dlaczego akurat jeden? Bo wtedy wszystkie rachunki zaczynają się zgadzać. Mamy
      te tygodnie ciężkiej pracy, to raz.
      Dwa - pamiętacie, jak Jagusia myśli w święta o Antku i jest napisane, że już
      prawie TRZY miesiące go nie widziała? Trzy miesiące od 25 grudnia, to wypada 25
      września. A wiemy skądinąd, że widziała go w tym czasie i to z bardzo bliska.
      Wszak znikają w mroku nocy czule objęci na dzień przed Jagny zrękowinami. A te
      były w ostatnich dniach października. Można by powiedzieć, że nie widziała go od
      prawie DWÓCH miesięcy. Ale dodajmy magiczny i wszystko się zgadza.

      No i wreszcie sprawa, którą umieściłam w tytule. Dodajmy ten miesiąc, a wtedy
      Jagna, która wyszła za mąż między 22.11 a 4.12 może spodziewać się dziecka w
      końcu lipca.

      Wreszcie wszystko jest jasne :)
      • stara_dominikowa Re: 13. miesiąc, czyli dlaczego Jagna ma rodzić w 17.01.09, 11:59
        cahir4 napisała:
        > Najpierw chciałam wyjaśnić, że studia niniejsze podjęłam pod wpływem Starej
        > Dominikowej, która na gruncie ponadczasowiści "Chłopów" stoi i, z tego gruntu,
        > krzywym co nieco okiem na drobiazgowość niektórych forumowiczek spogląda.

        Bogać tam krzywym! Nadziwić się jeno nie mogę waszej skrupulatności. Mnie nie
        przeszkadzają te błędy i niedopatrzenia - ale świetnie się czyta rozkładanie na
        atomy powieści, Reymont z tego wstydu chyba schowałby się pod pierzynę:)
        Powyższe wyliczenia tłumaczą przykrótką potencjalną ciążę Jagusi, a to zwykle
        mnie nurtowało najbardziej!
        • jadwiga1350 Re: 13. miesiąc, czyli dlaczego Jagna ma rodzić w 17.01.09, 17:31
          Cahir4 poruszyła kwestię 13 miesiąca, więc i ja napiszę co mi leży
          na wątrobie. Mnie też by jeszcze jeden miesiąc pasował ale między
          czerwcem i lipcem, bo te wydarzenia, które dzieją się w lipcu to
          zajełyby ładne dwa miesiące.
          29 czerwca jest w Lipcach odpust. W oktawę śmierci Macieja, czyli 30
          czerwca lub 1 lipca wybucha kłótnia między dwiema Borynowymi, w
          efekcie czego Jagna wraca do matki. Jest to okres kiedy Jagna jest
          już mocno zafascynowana spotkanym na odpuście Jasiem. Czeka na jego
          przyjazd z seminarium. To czekanie trochę trwa, w międzyczasie Jagna
          zalicza jeszcze ostatnią randkę z Antkiem. Przyjeżdża Jasio na
          wakacje.
          Ten okres kiedy kwitnie miłość kleryka i Jagny trwa przynajmniej
          parę tygodni. Gdzieś pod koniec lipca czy na początku sierpnia Jasio
          idzie z kompanią do Częstochowy.
          Zawsze się mi wydawało, że to trochę niemożliwe żeby w jednym
          miesiącu zmieściły się takie rozciągnięte w czasie wypadki.
          Czy moze ktoś ma podobne odczucia?
    • andulka7 Złotówka Kuby 22.01.09, 17:33
      Kuba dostał od księdza za ptaszki złotówkę. Którą to złotówkę rzucił na tacę w
      kościele wybierając sobie reszty 26 groszy. Natomiast dalej Reymont pisze o
      Kubie: "...podniósł się, otrzepał ze słomy i wolno jął się przebierać pod sadami
      ku karczmie... paliła go ano ta złotówka... "
      Po mojemu, to go w tym momencie mogło palić najwyżej 26 groszy.
    • andulka7 Żyto 22.01.09, 17:52
      Boryna do sądu jedzi: "Wschodzi niezgorzej - szepnął przyjrzawszy się pod
      światło szarym zagonom, ordzawionym krótką szczotką wschodzącego żyta. - Kawał
      pola, a przyległo do mojego, kieby kto z umysłu narządził! Żyto, widzi mi się,
      wczoraj posiały..."
      Kiepska jestem w naukach rolniczych, ale mam pewność, że żyto przez jedną noc
      nie wzejdzie...
      • matylda1001 Re: Żyto 23.01.09, 00:23
        >Kiepska jestem w naukach rolniczych, ale mam pewność, że żyto
        przez jedną noc nie wzejdzie<

        :))))))To chyba najlepsza wpadka. Trochę jak w tym opowiadaniu
        starego wojaka. "Mróz 25st, snieg po pas, a my w żyto!".
        A Kuba to strasznie rozrzutny był, na tacy zostawił całe 4 grosze.

        • andulka7 Re: Żyto 23.01.09, 10:04
          matylda1001 napisała:

          > A Kuba to strasznie rozrzutny był, na tacy zostawił całe 4 grosze.

          Kto mi może objaśnić dość skomplikowany podówczas system monetarny?
          Bo to i ruble i kopiejki, i złotówki i grosze... Ze złotówka
          dzieliła sie na 30 groszy, to wiem. Ale jaka była relacja między
          rublem i złotówką? Nie mam czasu szperać w necie, a może ktoś ma
          taka informację w głowie? Jeśli o tym już było na forum, to prosze o
          linka...
            • matylda1001 Re: Żyto 23.01.09, 14:19
              Tak było od 1832 roku, kiedy to system polski został urzędowo
              uzgodniony z systemem rosyjskim. Do 1842, w mennicy warszawskiej
              bito złote i grosze z napisami polskimi i rosyjskimi, potem ruble i
              kopiejki z podaną wartościa w złotych i groszach. a od 1863 juz bez
              tej wartości. Jednak złote i grosze znajdowały sie nadal w obiegu i
              ludność nadal przeliczała wydatki rubowe na system polski. Po
              skasowaniu Banku Polskiego w 1885r. wydano oficjalny zakaz liczenia
              w złotych i groszach, których już zresztą nie było w obiegu, nie
              zmieniło to jednak zwyczaju: nadal ruble i kopiejki przeliczano na
              złote i grosze.
              • andulka7 Re: Żyto 23.01.09, 15:50
                Dzięki za szczegółowe wyjaśnienia :) Ale zaraz nasuwa się następne
                pytanie: czy ksiądz dał Kubie złotówkę prawdziwą,
                czy "przeliczeniową"? To by pozwoliło przybliżyć czas, w jakim
                Reymont ulokował akcję książki. Obstawiam prawdziwą bo nie sądzę,
                żeby Kuba miał czas w kościele na wybieranie reszty z być może dwóch
                różnych leżących na tacy walut, bo to by wymagało dość szybkich
                rachunków pamięciowych. Wprawdzie Kuba guzdrał się wybierając
                resztę, aż go poganiano, ale ....
                • matylda1001 Re: Żyto 23.01.09, 20:14
                  Wydaje się, że ówcześni ludzie miewali problemy z czytaniem, ale nie
                  z liczeniem. Pamiętasz Antka dobijającego z Żydami targu o krowę,
                  jak płynnie przechodzili z rubli na złotówki i odwrotnie? Na
                  jarmarku Antek też sobie doskonale radził. Kuba też gorszy nie był,
                  chociaz napewno rzadziej miał do czynienia z pieniędzmi. Ja myslę,
                  że to wybieranie reszty trwało tak długo, bo nie mogł zdecydowac się
                  co do wysokości ofiary :) Był bardzo przejęty, chyba niezbyt często
                  zdarzało mu sie rzucić coś na tacę. Myslę, że to była prawdziwa
                  złotówka, wszak były w obiegu. W przeciwnym razie Kuba nusiałby
                  dostać 15 kopiejek, a nie jestem pewna, czy w tamtych czasach
                  występowały monety o takim nominale. W póżniejszych latach tak. Mam
                  w domu monetę 15-kopiejkową, ale z roku 1894, czyli pochodzącą z
                  czasów, gdy obowiązywały już tylko rosyjskie monety. Co do czasu
                  akcji... no cóż, dyskusja na ten temat już była i
                  zdania "uczonych" ;) są podzielone. Ja obstawiam czas około 1880r.
                  Wynika z tego:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=87124558&a=87352152
                  ale wszelkie sugestie są mile widziane.
      • pi.asia Re: Wpadki wielkiego realisty? 11.04.15, 21:28

        Boryna do sądu jedzi: "Wschodzi niezgorzej - szepnął przyjrzawszy się pod
        światło szarym zagonom, ordzawionym krótką szczotką wschodzącego żyta. - Kawał
        pola, a przyległo do mojego, kieby kto z umysłu narządził! Żyto, widzi mi się,
        wczoraj posiały..."
        Kiepska jestem w naukach rolniczych, ale mam pewność, że żyto przez jedną noc
        nie wzejdzie...


        To wcale nie musi być wpadka. Żyto może wykiełkować i po jednym dniu. Zdjęcie przedstawia żyto tydzień po sianiu, źdźbła mają już niezłą długość. Pamiętajmy, że wtedy siano ręcznie i ziarno nie było pod ziemią, tylko na ziemi, więc kiełki nie musiały się przebijać przez warstwę gleby.

        https://www.agrofoto.pl/forum/uploads/gallery/category_363/med_zyto-ozime_15022_363_242022.jpg

        Ale upierać się nie będę ;)
        • ananke666 Re: Wpadki wielkiego realisty? 22.04.15, 01:14
          Nie musi być wpadka, bo może być tak, że Boryna patrzy na dwie uprawy. Swoje żyto ozime i tuż na przyległym polu świeżo wysiane żyto jare. O swoim myśli, że wschodzi niezgorzej, po czym przenosi wzrok na sąsiednie pole i myśli o niedawnym na nim wysiewie. Wtedy wilk syty i owca cała, Borynowe zboże faktycznie stworzy szczotkę, a obok spokojnie może sobie być ziarno dopiero rzucone w ziemię.
          Niestety, jeśli to jedno pole, to do bani - po dobie to pewnie mogłoby najwyżej skiełkować.
          • bupu Re: Wpadki wielkiego realisty? 05.10.16, 00:35
            ananke666 napisała:

            > Nie musi być wpadka, bo może być tak, że Boryna patrzy na dwie uprawy.


            Ejże, kumy, a nie zabaczyłyście czasem, że to "wczoraj żyto posiały" to konkluzja czlowieka, któren właśnie umiera skutkiem obrażeń głowy, a wcześniej leżał tygodniami nieprzytomny kiej ta kłoda, z uwagi na te obrażenia? Miało mu się pełne prawo ano we łbie mącić.
            • tt-tka Re: Wpadki wielkiego realisty? 05.10.16, 11:09
              bupu napisała:


              > Ejże, kumy, a nie zabaczyłyście czasem, że to "wczoraj żyto posiały" to konkluz
              > ja czlowieka, któren właśnie umiera skutkiem obrażeń głowy, a wcześniej leżał t
              > ygodniami nieprzytomny kiej ta kłoda, z uwagi na te obrażenia? Miało mu się peł
              > ne prawo ano we łbie mącić.

              Nie,to konkluzja czlowieka zdrowego i w pelni sil - scena jest z pierwszej czesci, kiedy to Maciej z glowa calkiem w porzadku jedzie na sady :)
              >
              >
              • bupu Re: Wpadki wielkiego realisty? 05.10.16, 12:04
                tt-tka napisała:

                > bupu napisała:
                >
                >
                > > Ejże, kumy, a nie zabaczyłyście czasem, że to "wczoraj żyto posiały" to k
                > onkluz
                > > ja czlowieka, któren właśnie umiera skutkiem obrażeń głowy, a wcześniej l
                > eżał t
                > > ygodniami nieprzytomny kiej ta kłoda, z uwagi na te obrażenia? Miało mu s
                > ię peł
                > > ne prawo ano we łbie mącić.
                >
                > Nie,to konkluzja czlowieka zdrowego i w pelni sil - scena jest z pierwszej czes
                > ci, kiedy to Maciej z glowa calkiem w porzadku jedzie na sady :)
                > >
                > >

                A tom sobie pomyliła. Wybaczta ano, niż baryczny źle mi robi na myślenie :D
      • jadwiga1350 Re: Wpadki wielkiego realisty? 12.04.15, 11:48
        stara_dominikowa napisała:

        > W wielką sobotę wieczorem na niebie widać sierp młodego Księżyca. Wielkanoc jes
        > t zawsze w pierwszą niedzielę po wiosennej pełni :) Astronomiczna wpadka ;)
        >


        Może to nie wpadka tylko takie przekomarzanie się pisarza z naturą? (największy laik kojarzy Wielkanoc z pełnią księżyca.) Tak jak dość przewrotne rozpoczęcie cyklu od jesieni, pory roku, która kojarzy się z końcem, przemijaniem, rozkładem, zamiast od wiosny.
    • kocur_zalogowany Re: Wpadki wielkiego realisty? 21.08.15, 14:55
      W tajemniczy sposób ginie byk Boryny.

      W czasie chrzcin Rocha Jagna karmiła cielaczka, o którym chwilę później wójt rozmawiał z Hanką:
      — Ho! ho, ciołek wam się zdarzył, dobrze go przedacie — mówił rozpinając kapot.
      — Na chowanie pójdzie, bo to z dworskiego gatunku.
      Profit będzie pewny, ile że młynarzowy byk już do niczego. Ucieszy się Antek z takiego przychówku.


      Ale przecież już w czasie wesela kumoszki oglądały gospodarstwo Boryny, w które wżeniła się Jagna, gdzie podziwiały między innymi Pięcioro samych krowich ogonów, nie licząc byka, któren profit daje niezgorszy!
      • seshat Re: Wpadki wielkiego realisty? 23.08.15, 19:00
        Kolejna wpadka wypatrzona przy okazji pytania Kocura o czytanie ze zrozumieniem, gdzie to niby Hanka wątek przez płochę przeciągała. Przez płochę przeciąga się osnowę, wątek się płochą dobija w trakcie tkania :)
    • kot_kotando Wędrujące pole proboszcza 11.05.16, 18:09
      Gdy Agata jesienią opuszczała wieś, spotkała księdza doglądającego prac polowych. Z opisu drogi powrotnej księdza wynika, że było to na końcu wsi od strony cmentarza.

      Gdy na wiosnę zbliżała się do wsi od strony młyna, to:
      — Księże żyto, bujne, sielnie się ruszyło!… Prawda, kiej wędrowałam we świat, orał pod nie rolę parobek, a dobrodziej siedzieli se gdzieś tutaj, baczę dobrze…

    • kot_kotando Ilu synów miała Dominikowa? 17.05.16, 20:51
      Pierwsze wieści o wyniku potyczki w lesie przyniósł Hance chłopak Dominikowej.

      Dominikowej chłopak nadbiegał i już z dala krzyczy:
      — Boryna zabit, Antek zabit, Mateusz i drugie!… — zatrzepał rękoma, cosik zamamrotał i padł, że trza mu było nożem zęby ozwierać, by wlać wody, tak go ścisnęło z utrudzenia.


      Co to za chłopak, który tak rączo biegał?

      Dominikowa parobków nie miała - Jędrek i Szymek robili za parobków. Ale oni biegać nie mogli, bo

      Jędrzych Pacześ przetrącony kulas, że stąpić nie mógł i darł się wniebogłosy, kiej go przenosili

      oraz

      Szymek Dominikowej miał przetrącony kulas

      Jednocześnie nie wierzę, że na wsi były dwie Dominikowe. Czyli ten chłopak to jakiś trzeci syn, ukrywany do tej pory przed wszystkimi.
    • seshat Re: Wpadki wielkiego realisty? 02.10.16, 01:35
      Znów się czepiam tego przędzenia, co to Hanka dla organiściny robiła. Ale tym razem to wpadka imć pana Reymonta. Organiścina prosi o oprzędzenie wełny na kółku, coby równo było. Po spotkaniu Hanki z Boryną, kiedy to z lasu z ojcem wracała, deliberując nad tym, czy iść do teścia, czy nie iść, Hanka obrabia końcówkę wełny dla organiściny na wrzecionie jednak, nie na kołowrotku.
      "Po kolacji, gdy dzieci nakarmione do syta, poobtulane w pierzyny, znowu zasnęły, Hanka siadła przed
      ogniem do przędzenia resztek wełny organiścinej [...]. Opuściła na te słowa wrzeciono, wsparła głowę o przęślicę i zadumała się głęboko nad swoją dolą rozważając powoli rady ojcowe."
      • tt-tka Re: Wpadki wielkiego realisty? 03.10.16, 16:31
        Hm, to moze jednak nie wpadka, tylko organiscina sie nie zna ? Hanka przytakuje, bo nie bedzie sie ze zleceniodawczynia wyklocac, zwlaszcza gdy w chalupie glodno, a zrobi tak, jak lepiej, czyli na wrzecionie, o.

        Albo reymontu sie zapomnialo faktycznie...
        • bupu Re: Wpadki wielkiego realisty? 05.10.16, 00:30
          tt-tka napisała:

          > Hm, to moze jednak nie wpadka, tylko organiscina sie nie zna ? Hanka przytakuje
          > , bo nie bedzie sie ze zleceniodawczynia wyklocac, zwlaszcza gdy w chalupie glo
          > dno, a zrobi tak, jak lepiej, czyli na wrzecionie, o.
          >
          > Albo reymontu sie zapomnialo faktycznie...

          — Czasu może wam co zbędzie, to byście oprzędli mi wełnę. Pakulinie miałam dać, ale weźcie wy; tylko na kółku oprzędźcie, bo na przęślicy nić wyjdzie nierówna.

          ...rzekła organiścina.

          I juści, że ktoś tu się nie zna, pan Rejment, albo pani organistowa, bo przęślicą się przecie nie przędzie. To jest ten drąg na którym umieszcza się kądziel, czyli włókna do uprzędzenia, jeśli kto na wrzecionie przędzie. A w kołowrotku to ten pionowy dynks na którym się kłąb wełny abo lnu zasadza.
          • seshat Re: Wpadki wielkiego realisty? 05.10.16, 22:29
            A o tej przęślicy to jużem raz pisała, kumo :) Do tego dokładając wyniesioną z praktyki wiedzę, jako na wrzecionie lepsza przędza i równiejsza, niźli na kółku, kołowrotku znaczy się i do tego rodem z wieku dziewiętnastego :)
    • tt-tka Re: Wpadki wielkiego realisty? 20.11.16, 02:26
      Piekna koralowa wpadka.
      Na jarmarku Boryna mowi, ze ostalo mu po nieboszczkach osiem biczow korali. Potwierdza to narrator, wspominajac, ze na rozplecinach Maciej podarowali Jagnie te osiem sznurkow.
      Hanka w zbozu znalazla szesc. Tyle pokazuje Rochowi.
      Juz po tym, jak Hanka skarb Macieja znalazla, Jagna paraduje w koralach i Jozka mowi kowalowej, ze i te paciorki, i te bursztyny wielgachne to po matusi, piec biczow zostalo i we wszystkie sie macocha ustroila.
      Jagna opuszczajac dom Borynow ma na sobie korale Jozki i odmawia ich oddania. Przy czym mowa wyraznie o tych, ktora sa po matce Jozki, nie o tych, ktore Maciej podobno corce kupil, bo i takie byly wzmiankowane.
      To ile tych paciorkow bylo w sumie, ile Maciej odebral zonie, ile Jagna zachowala sobie ? He ?
      • bupu Re: Wpadki wielkiego realisty? 20.11.16, 11:28
        tt-tka napisała:

        > Piekna koralowa wpadka.
        > Na jarmarku Boryna mowi, ze ostalo mu po nieboszczkach osiem biczow korali. Pot
        > wierdza to narrator, wspominajac, ze na rozplecinach Maciej podarowali Jagnie t
        > e osiem sznurkow.
        > Hanka w zbozu znalazla szesc. Tyle pokazuje Rochowi.
        > Juz po tym, jak Hanka skarb Macieja znalazla, Jagna paraduje w koralach i Jozka
        > mowi kowalowej, ze i te paciorki, i te bursztyny wielgachne to po matusi, piec
        > biczow zostalo i we wszystkie sie macocha ustroila.

        To może po Józinej matusi zostało pięć, po pierwszej Borynowej trzy, a razem osiem. A że w zbożu było sześć... może dwa pozostałe akurat paradowały po wsi, na Jagusinej szyi?
        • tt-tka Re: Wpadki wielkiego realisty? 20.11.16, 12:04
          Ale Jozka mowi, ze Jagna zawiesila na szyi WSZYSTKIE - czyli co najmniej te piec po jozkowej mamie, dla Jozki to mogly byc "wszystkie".
          Piec noszonych przez Jagne i szesc znalezionych przez Hanke nijak nie chce byc osiem :(
          • tt-tka Re: Wpadki wielkiego realisty? 20.11.16, 12:06
            tt-tka napisała:

            > Ale Jozka mowi, ze Jagna zawiesila na szyi WSZYSTKIE - czyli co najmniej te pi
            > ec po jozkowej mamie, dla Jozki to mogly byc "wszystkie".
            > Piec noszonych przez Jagne i szesc znalezionych przez Hanke nijak nie chce byc
            > osiem :(


            Juz nie mowiac o tym, ze "po nieboszczkach ostalo osiem", a jeszcze podobno Jozce kupil...
            Pan Rejment o kobiecych skarbach mial zdaje sie takie samo pojecie jak o hodowli dziecia.
            • tt-tka Re: Wpadki wielkiego realisty? 25.11.16, 00:13
              Kolejna wpadunia - niewielka, ale jednak.
              Przed jarmarkiem na Kordule (22 pazdziernika) Reymont wylicza, jakie wydatki chlopow czekaja - zakupy gospodarskie przed zima, gminne skladki, podatki itd, "a jak niejeden, to i zaslugi sluzbie".
              No nijak nie. Po pierwsze, kto tam mial sluzbe ? ksiadz, organista, mlynarz, no i sam Boryna - dla nikogo z nich ten wydatek nie jest problemem. Po drugie, placilo sie raz lub dwa razy do roku ( "Zaslugi Kuba odebral ? - Gdzie tam, Nowy Rok to ?"), a jesli nawet zdarzylo sie kwartalnie, to tez nie w pazdzierniku. Placilo sie na zwiastowanie, 25 marca, na Jana, 24 czerwca, na Michala, 29 wrzesnia i na Gody, przed lub po. A jesli - na wsi praktycznie to sie nie zdarzalo - co miesiac, to pierwszego lub zaraz po pierwszym.
              • tt-tka Re: Wpadki wielkiego realisty? 05.12.16, 00:10
                Gdy wojt idzie dziewoslebic, wojtowa poszla do sasiadki, rzekomo soli pozyczyc, i wypaplala. A sasiadka z ta sama nowina wpadla przez sad do Klebow, co wpodle siedzieli.

                Nie mogla sasiadka wojtowej sasiadowac zarazem z Klebami. Na przeciwnych koncach wsi mieszkali.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka