Dodaj do ulubionych

sympatie i antypatie.

14.12.08, 14:05
Nie lubię wrednego kowala, Jadwiga, organiścinę kłonicą by prała :)
Hankę mogłabym do rany przyłożyć, chociaz jestem na nią trochę zła
za bałwochwalczy stosunek do męża. Napewno i Wy macie swoich
ulubionych bohaterów, a inni psuja Wam humor. Możecie o tym
napisać?
Obserwuj wątek
    • mmk9 Re: sympatie i antypatie. 14.12.08, 14:37
      Oprocz organiściny pralabym Kozłową za te biedne podrzutki dla paru
      złotych brane na zamorzenie albo poniewierkę. Witek miał tyle
      szczęścia, ze na Kubę trafil. Sympatia to Szymek, facet kochający ,
      robotny i z charakterem.
    • weronika753 Re: sympatie i antypatie. 14.12.08, 16:21
      Nie lubię Antoniego. Nawet nie chodzi o filmowy wizerunek, bo
      Gogolewski, krępy i z lekka podstarzały tak pasuje do tej roli jak
      pięść do nosa, ghrrrr
      O literackiego Antosia.
      Lekceważącego oddaną mu, zakochaną Hankę. Nie miał szacunku ani dla
      niej, dla jej pracy i tego, że pazurami walczyła o przeżycie dzieci,
      a potem o zachowanie gospodarki.
      Za to, że zapytany przez ludzi, co robić z Jagną odpowiada "jeśli
      chcecie ją na ołtarzach stawiać, to stawiajcie, chcecie wygnać, to
      wygnajcie".
      Jaka z tego bije odpowiedzialność za kobietę, z którą się samemu
      nieźle nabroiło!
      • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 14.12.08, 17:42
        Dla mnie najbardziej odrażającą postacią w całej powieści jest
        organiścina. To wypędzenie Magdy na śnieg i mróz, tuż przed porodem,
        jest czymś niewybaczalnym. Zaraz po tym uczynku organiścina rozmawia
        z Hanką o opłatkach i Panu Jezusie w żłóbku!!!

        Nie przepadam za Antkiem. Ten jego stosunek do Hanki,do ojca, bardzo
        mnie irytuje. Nie dziwie się, że Maciej nie chciał odpisać mu
        gospodarki. Sama też do takiego syna raczej nie chciałabym pójść na
        wycug.

        Hanka, choć ją podziwiam za siłę i lojalność,to drażni mnie swoim
        stosunkiem do niektórych osób.
        W stosunku do Antka jest bezkrytyczna i wszystko potrafi mu wybaczyć.
        Nie chce pójść do młocki? No bo przecież gospodarski syn!!
        Zdradzał ją z Jagusią? No bo to Jagna za nim latała jak ta suka!
        Jest w złym humorze? Bo ojciec go skrzywdził!!!
        Antek jest dobry, wspaniały, tylko inni go krzywdzą i wykorzystują!

        Natomiast dla innych osób Hanka nie jest taka wyrozumiała. Do Józki
        ciągle ma pretensje że za mało pracuje. Straszy ją Antkiem. Mimo, że
        Józka jest szczerze do niej przywiązana, no i za leniwą też jej
        uznać nie można.
        Dla ojca Hanka też nie jest pobłażliwa. Mówi:"za chłopa zjeść
        zjecie, ale i za dziecko nie zrobicie". Choć w ojcu ma największe
        oparcie.To przecież Bylica namawia córkę żeby pogodziła się z
        teściem, albo radzi jej żeby szybko wprowadziła się do domu Borynów.

        Kto budzi moją sympatię;
        Jasiek Płoszka za to że przebaczył żonie zdradę. Zrozumiał, że żona
        była ofiarą Mateusza.
        Szymek-potrafił w końcu sprzeciwić się matce i walczyć o swoje
        szczeście.
        Jasio-zawsze miałam do niego sentyment. Wzruszał mnie i było mi go
        jednocześnie szkoda.

        kowal-wredny, bo wredny, ale mnie zawsze podobała się jego
        inteligencja, zaradność i spryt. Umiał dbać o swoje. Jego żona nie
        musiała się o wszystko turbować sama, jak Hanka przy lekkoduchu
        Antku.

    • malgga Re: sympatie i antypatie. 14.12.08, 21:28
      Sympatie: Kuba, Rocho, Agata, Szymek, Nastka, Mateusz
      Jakoś nie mogę się zdobyć na potępienie Jagny, mimo iż nie była ona w porządku
      wobec Hanki. Żal mi jej, że tak okropnie skończyła.
      Antypatie: ANTEK (palant nad palantami i do tego d... wołowa, co te kobiety w
      nim widziały?), organiścina, wójt, Boryna.
    • stara_dominikowa Re: sympatie i antypatie. 14.12.08, 21:58
      Sympatie:
      - Witek
      Ciężkie życie miał ten chłopak, ciekawe, ile mógł mieć lat? W jego przypadku
      józczyne 10 lat akurat pasuje. Zdolny i pracowity - ciekawe, czy udało mu się
      żyć inaczej? Kto wie, może był rewolucjonistą?

      - Boryna
      Tak, lubię starego Macieja. Kwardy chłop z zasadami, nieustępliwy ale nikogo
      (oprócz Witka, którego potrafił sprać) nie krzywdził. Żył tak, jak trzeba,
      kultywował chłopski obyczaj.

      - Mateusz
      Początkowo wydaje się tylko lekkomyślnym bawidamkiem. Bawi się życiem Tereski,
      taki niebieski ptak z niego. Jednak jako jedyny we wsi broni Jagusi (no, może
      trochę morgów też) co wymaga wielkiej odwagi. Sprzeciwić się "narodowi" mógł
      tylko charakterny chłop.

      - Kuba
      Poczciwy parob i tela.

      - Hanka
      Za ponadludzką siłę i wolę życia. To dla mnie Bohaterka:)

      Antypatie:

      - Antek
      Naburmuszony byczek, wiecznie niezadowolony, chodząca pretensja. Popędliwy
      zwierz, bez zasad, bez kręgosłupa. Budzi we mnie ogromne emocje.

      - Jasio
      Dziecinny, bezwolny chłoptaś, robi wszystko co mamusia wymyśli i nie potrafi się
      sprzeciwić.

      Pośrodku jest Jagna:) Kocham ją i nienawidzę:)
      -
    • minerwamcg Re: sympatie i antypatie. 15.12.08, 10:25
      Wszyscy wymieniają główne postacie, to ja się przejdę opłotkami.

      Sympatie:
      Grzela, wójtów brat: rozsądny, dobry gospodarz, ilekroć się odezwie,
      to mądrze. Sprawiedliwy, nie broni wójta.
      Jasiek: bo wybaczył Teresce.
      Pan Jacek: bo pomaga ludziom, jest zwyczajny i prosty, choć
      dziedzicowy brat.
      Kuba: bo jest poczciwy i wychowuje Witka.
      Filipka: bo jest biedna, ale uczciwa.
      Grzeli z krzywą gębą kobieta: mówi mało ale mądrze, poza tym cudnie
      się nazywa :)
      Jagata: prawie święta. Wszystkim przebaczyła, za wszystkich się
      modli.

      Antypatie:
      Cała rodzina organistów: wiadomo za co.
      Rodzina Jagustynki: wiadomo za co.
      Rodzina Jagaty: też wiadomo.
      Ksiądz: więcej myśli o byku, niż o parafianach.
      • paszczakowna1 Re: sympatie i antypatie. 15.12.08, 20:19
        > Grzela, wójtów brat: rozsądny, dobry gospodarz, ilekroć się odezwie,
        > to mądrze. Sprawiedliwy, nie broni wójta.

        A tak, Grzela wójtów brat to mój idol. Wyjątkowo pozytywna postać. Grzeli z
        krzywą gębą kobieta też. (Przez pewien czas myślałam, że to jego żona - i bardzo
        byłam zbudowana, że się tak dobrze dobrali - ale jednak nie.)

        > Ksiądz: więcej myśli o byku, niż o parafianach.

        Byk, przypominam, nabyty był (częściowo przynajmniej) z myślą o pożytku parafian
        (aczkolwiek nie duchowym), w każdym razie nie dla zysku. Ksiądz mógł być
        zupełnie porządnym facetem, tyle że bez powołania kapłańskiego.

        A co do moich sympatii, zdecydowanie lubię Hankę. Bieda w tym, że jako jedyna
        chyba, lubię i Antka... Głupi bo głupi, ale coś w sobie miał (nawet przebłyski
        inteligencji). Mateusza za to jakoś nie lubię, i w tę jego miłość dla Jagny nie
        wierzę.

        Za starym Boryną też nie przepadam, głównie za stosunek do dzieci. Antkowi
        żałował głupiej złotówki na targu (gdzie w końcu Antek jego interesy załatwiał,
        nie swoje), o istnieniu Magdy w ogóle nie pamiętał, Józka istniała dla niego
        tylko jako siła robocza, jeden Grzela zdaje się był dobry, bo daleko.
        • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 15.12.08, 20:33
          Byk był nabyty dla pożytku parafian? Eeee. Ksiądz na nim zarabiał
          nie mało. Dorabiał do tego ideologię, że to wszystko po to aby Lipce
          doczekały się porządnych krów.

          Boryna idealnym ojcem nie był, ale dzieci idealnych też nie miał.
          Tylko czekały żeby odpisał im gospodarkę a sam szedł na wycug. A
          gdyby Maciej się na to zdecydował to jego los mógłby być taki jak
          los Jagustynki czy Bylicy. Antek jakby się wziął za robotę, a nie
          myślał o głupotach, to miałby tę złotówkę bez proszenia Macieja.A na
          jarmarku Antek załatwiał interesy całej rodziny, nie tylko swojego
          ojca. Może jakby nie skakał tak ojcu do oczu to miałby od niego coś
          więcej niż tę złotówkę?
          • paszczakowna1 Re: sympatie i antypatie. 15.12.08, 21:41
            > Byk był nabyty dla pożytku parafian? Eeee. Ksiądz na nim zarabiał
            > nie mało. Dorabiał do tego ideologię, że to wszystko po to aby Lipce
            > doczekały się porządnych krów.

            Zarabiać zarabiał, ale chyba nie tak dużo. Nie znam się na bykach, ale pamiętam
            (Z Dicka Francisa ;-)), że z ogiera jest teoretycznie 40 kryć rocznie, i w trzy
            lata powinna zwrócić się cena kupna. Byki chyba krócej żyją (?) i szybciej
            powinny się zwrócić? Jeśli tak, ksiądz jednak brał poniżej ceny rynkowej
            (zakładając tyle samo kryć). (Byk 300 rubli, krycie 1 rubel 20 gr). Może jednak
            byk był low profit?

            > Tylko czekały żeby odpisał im gospodarkę a sam szedł na wycug. A
            > gdyby Maciej się na to zdecydował to jego los mógłby być taki jak
            > los Jagustynki czy Bylicy.

            Były możliwości kompromisu. Kowal jaki był, taki był, ale z tą spłatą wcale źle
            nie kombinował.

            > Antek jakby się wziął za robotę, a nie
            > myślał o głupotach, to miałby tę złotówkę bez proszenia Macieja.

            Antek przecież pracował. Jednak w takiej sytuacji, w jakiej był, możliwość
            dorobienia się nie bardzo miał - przecież nie mógł się nawet zatrudnić na
            zewnątrz, bo miał pracować u ojca. Bardzo niezdrowy układ finansowy, BTW.

            > Może jakby nie skakał tak ojcu do oczu to miałby od niego coś
            > więcej niż tę złotówkę?

            Ej, rzuć okiem na ten dialog - gdzie on skakał? Rozmowa była normalna, jak na
            ich stosunki nawet przyjacielska, aż Boryna zaczął swoje.
            • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 16.12.08, 09:55
              > Zarabiać zarabiał, ale chyba nie tak dużo. Nie znam się na bykach,
              ale pamiętam
              > (Z Dicka Francisa ;-)), że z ogiera jest teoretycznie 40 kryć
              rocznie, i w trzy
              > lata powinna zwrócić się cena kupna. Byki chyba krócej żyją (?) i
              szybciej
              > powinny się zwrócić? Jeśli tak, ksiądz jednak brał poniżej ceny
              rynkowej
              > (zakładając tyle samo kryć). (Byk 300 rubli, krycie 1 rubel 20
              gr). Może jednak
              > byk był low profit?

              Ten byk to nie był taki zwykły byk. To był smok wg słów księdza
              proboszcza. On pewnie mógł kryć krowy kilka razy dziennie!

              O to "skakanie do oczu " Antka to nie chodziło mi o scenę na
              jarmarku, tylko tak ogólnie. Antek nie był zbyt miły dla
              ojca:"ogaćcie sobie sami, nam tutaj nie wieje", "ja nie jestem
              drzyk", "nie bucz głupia, ojcowa krowa, nie nasza strata".
              A taki kowal, który umiał sie teściowi podchlebić, to i cielaka
              dostał. Antek dobrocią może więcej by uzyskał od ojca niz złością.
            • yowah76 Re: sympatie i antypatie. 19.12.08, 21:08
              Byk dosc dlugo zyje, wiec na jakies 10-15 lat by ksiedzu starczyl, z
              tym, ze po jakich trzech dobrze byloby go wymienic na nowego tej
              samej rasy; skakac moze i codziennie, z tym, ze to raczej sezonowa
              impreza byla jak sadze. Tzn. krowe sie kryje raz do roku,
              podejrzewam ze przy naturalnym systemie chowu jakos im natura
              reguluje te sprawy i pewnie te krycia mu sie kumulowaly w ciagu
              jakis trzech miesiecy.
              Z drugiej strony, ile w takich Lipcach moglo byc krow? Nawet jak cos
              po sasiedzku doprowadzili to sie buhaj nie przemeczyl.
              Co do ogiera - jest jakis limit kryc w ciagu roku, ale czy w Polsce
              jest to 40? Nie wiem, teraz zreszta coraz czesciej stosuje sie
              inseminacje a wtedy limit ma co najwyzej sens o tyle aby nie kryc
              wszystkiego jednym(u bydla to poza hodowla w stadach praktycznie
              wylacznie, z jednego skoku buhaja spokojnie moze byc 50 cielat i
              wiecej); teoretycznie spokojnie moze wiecej splodzic.
              Przy okazji, witam sie;)
              • mmk9 Re: sympatie i antypatie. 20.12.08, 09:11
                Tak myślę, że byk księdza był jednak raczej zwierzątkiem
                hobbystycznym. 40 gospodarzy we wsi, najwiekszy , Boryna mial
                własnego byka. Młynarz ciągnął do siebie przymusem ekonomicznym. Z
                50 krów najwyżej, myślę, przyszlo do księdza z Lipiec, moze drugie
                tyle z innych wsi parafii. Niektóre po dwa razy, jak się nie
                zacieliły za pierwszym . No to powiedzmy, przez 3 lata zakup mogł
                zwrocić sie w rubelkach, ale co ten smok przez ten czas zeżarł !
                Dłużej chyba nie mógł działać, bo krylby wlasne córki /poł biedy/ a
                później wnuczki, a to już groźne dla jakości pogłowia , wiec ksiądz
                go sprzedał Żydowi, ale na pewno nie za 300 rubli. Low profit, ktoś
                napisał i chyba słusznie.
                • baba67 Re: sympatie i antypatie. 20.12.08, 15:45
                  Ja jednak lubie ksiedza, mial swoje slabosci, ale potrafil tez wspolczuc.
                  Na przyklad kiedy sie Weronce chalupa zawalila, to on namowil Sikorowa zeby
                  rodzine przyjela-po prawdzie Sikorowa dobra kobieta byla i dlugo jej nie
                  namawial, ale wykazal sie refleksem i wyobraznia. No i suma jaka dal Weronce nie
                  byla mala a i zobowiazal sie opiekowac krowa. Czyli nie tylko glaskanie po
                  glowce a konkretna pomoc.
                  Jemu brakowalo troche jaj, pewnych rzeczy wolal nie widziec i nie slyszec.
                  Lubie Jozke i Nastke oraz Jambrozego i starego Bylice.
                  Nie lubie oprocz kowala i Kozlowej Weronki-za brak serca i obojetnosc wobec
                  ojca mimo ze od obcych doznala tyle dobrego Ale chalupe odbudowali, chlop
                  wrocil, a ona nadal nie dbala o ojca.
                • yowah76 Re: sympatie i antypatie. 20.12.08, 23:01
                  No wlasnie, ja sie wczoraj sprezylam i przeczytalam jakies
                  80% "Chlopow: dla przypomnienia (pomijajac glownie opisy pod
                  koniec). Ksiadz mial wyraznie zapedy zootechniczne, pszczolki,
                  koniki, cielaki ogladal po oborach. Sam za bardzo gospodarstwa
                  prowadzic nie mogl. Moze on tego byka tak troche na zlosc mlynarzowi
                  kupil;) W koncu pieniadze mial, na cos je bylo trzeba wydac, a ze
                  akurat zwierzatka lubil...mercedesow wtedy nie bylo;))) Do tego
                  buhaj jest jednak latwiejszy w utrzymaniu niz np. ogier, pracowac
                  nie musi, pasc sie moze na lancuchu a jak sie trafi z dobrym
                  charakterem to i w obsludze klopotliwy nie bedzie. Sprzedac go mozna
                  nawet nie Zydowi ale gdzies dalej do hodowli czy na innego zamienic
                  jak juz pora przyjdzie na nowa krew.
                  Czy Boryna mial buhaja? Niby tak bylo wspomniane, ale chyba na
                  wlasny uzytek bardziej, mieli pod koniec cielaka "z dworskiego
                  gatunku" (czyli wlasnym nie kryli ani nie mlynarzowym),ktory mial
                  zostac do rozplodu. Fakt, ze w duzych obszarowo gospodarstwach
                  czasem bydlo trzymano po czesci na mleko czy mieso, a po czesci na
                  nawoz (cztery morgi wiecej, trzebaby jaka krowine dokupic). Wiec
                  moze byk bywal az sie Zydom sprzedal a pokryl cos tam przy okazji
                  jak sie cos lepszego nie nawinelo.
                  Dalej, ile we wsi bylo krow? Jezeli 40 gospodarzy, Boryna z 5
                  krowami to juz ho, ho! - liczylabym, ze okolo 100-120, moze
                  komornicy niektorzy tez mieli, 150 maksymalnie. Takze te 50-70 kryc
                  rocznie to moglo wypasc (skoro i we dworze kryli?)
                    • yowah76 Re: sympatie i antypatie. 21.12.08, 12:30
                      Tak, w pewnym momencie o byku bylo, ale jak pisalam, cielaka (jakos
                      pod koniec) mieli po dworskim, wiec moze byk po prostu byl pasiony
                      na sprzedaz; byk to niekoniecznieto samo co buhaj.
                      Juz 3 buhaje we wsi na ta setke krow to by byla lekka rozpusta ;)
        • stara_dominikowa Re: sympatie i antypatie. 16.12.08, 08:15
          paszczakowna1 napisała:
          Bieda w tym, że jako jedyna
          > chyba, lubię i Antka... Głupi bo głupi, ale coś w sobie miał (nawet przebłyski
          > inteligencji).

          Moja Paszczakówno! Ja widzę, że to zauroczenie raczej niż szczera sympatia.
          Zwiedły was te brwie czarne, a mocny ci on kiej smok - jak to takiemu się oprzeć?

          :D
        • enesaj Re: sympatie i antypatie. 11.11.16, 23:32
          paszczakowna1 napisała:

          > A tak, Grzela wójtów brat to mój idol. Wyjątkowo pozytywna postać. Grzeli z
          > krzywą gębą kobieta też. (Przez pewien czas myślałam, że to jego żona - i bardz
          > o
          > byłam zbudowana, że się tak dobrze dobrali - ale jednak nie.)

          Jakoś nie mogłam znaleźć tego fragmentu - w którym miejscu wiadomo, że to nie żona?
          • tt-tka Re: sympatie i antypatie. 11.11.16, 23:43
            enesaj napisał(a):

            > paszczakowna1 napisała:
            >
            > > A tak, Grzela wójtów brat to mój idol. Wyjątkowo pozytywna postać. Grzeli
            > z
            > > krzywą gębą kobieta też. (Przez pewien czas myślałam, że to jego żona - i
            > bardz
            > > o
            > > byłam zbudowana, że się tak dobrze dobrali - ale jednak nie.)
            >
            > Jakoś nie mogłam znaleźć tego fragmentu - w którym miejscu wiadomo, że to nie ż
            > ona?


            Zrozumialam, ze Paszczakowna zaluje, iz Grzeli z krzywa geba kobieta nie jest zona Grzeli, wojta brata - rzeczywiscie szkoda, oboje maja odwage glosic poglady niepopularne i obstawac przy swoim.

            Natomiast czy Grzeli z krzywa geba kobieta jest GzKG zona - nie wiadomo. Zawsze jest okreslana w ten sposob (jego kobieta), nie po nazwisku, nie imieniem odmezowskim. Padlo juz gdzies przypuszczenie, ze oni zyja ze soba na karte rowerowa. Co nigdzie nie jest jednoznacznie stwierdzone, ale i to, ze sa malzenstwem, nie jest.
              • tt-tka Re: sympatie i antypatie. 12.11.16, 00:08
                enesaj napisał(a):

                > Jest w książce mowa o jakiejś Grzelowej, ale nie wiem, czy to ta sama. Wspomina
                > o niej Kozłowa, opowiadając o "pobitych w lesie" - z nią i z Filipką zbierały
                > chrust.

                A rzeczywiscie ! Pewnie ta sama, zawsze komornice po chrust chodzily w tym samym skladzie, a wczesniej, zima, chyba powiedziano, ze to GzKG kobieta.
                No to moze i zona. A moze tak dlugo sa razem, ze juz sie utarlo bez wzgledu na stan cywilny :)
    • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 16.12.08, 09:38
      Ano moje sympatie i antypatie nie zawsze sprawiedliwe są, to i
      sympatii Paszczakowej do Antka nie dziwię się.

      Nie cierpię:
      Pierwsza powinna być Kozłowa, bo że złodziejka i kłamczucha, co się
      w paskudnych plotach specjalizowała, to mało. To po prostu
      morderczyni jest. Najgorsza (...) w całej wsi. Bulwersują mnie
      czyny, ale sama postać jakoś słabo mi się konkretyzuje. Co innego
      narzucający się bez przerwy:

      Kowal - obleśny, chciwy łajdak.
      Organiścina - hipokrytka i jędza: Magdę wygnała, żeby obrazy Boskiej
      nie było!

      Nie lubię (kolejność wg ważności postaci, a nie nasilenia emocji):

      Jagusi - no, tu się narażam. Ale co ja poradzę, że istoty bezmyślne
      irytują mnie niepomiernie.

      Boryny - zadufany i zarozumiały, bezduszny i niezdolny do odrobiny
      współczucia dla nikogo. Dla dzieci niesprawiedliwy: Antka wychował
      na gospodarza, co ma po nim przejąć ziemię. Nie na pisarka,
      organistę czy księdza. Nie dał mu innego fachu. Nie chce pójśc na
      wycug - temu się nie dziwię i tego nie żądam. Ale jak w takiej
      sytuacji, jaką stworzył uważa, że to on, swoją krwawicą Antka z
      rodziną utrzymuje i żywi, to mnie szlak trafia. Już tam Antkowie za
      tę łaskę jaśnie pana nieźle odpracować musieli. A zapisanie Jagnie 6
      morgów też nie było w porządku - mz.

      Wójta - kolejny obleśniak i złodziej w dodatku, co własną rodzinę
      miał za nic.

      Młynarz - (drugi plan), to on wymógł na parobku wyrzucenie Magdy;
      potrafił się nawet mścić za prowadzanie krów do księżego byka.

      Jankla - za Kubę.

      Mateusza - bo nie lubię i już.

      Współczuję:

      Dziecku Magdy - nikt nad nim nie zapłakał, chyba nawet matka. Nikt
      się nie poczuł do winy. Poszlochali na kazaniu nad Dzieciątkiem, co
      dziw, że nie zamarzło, a dzień później jakoś nikomu się nie
      skojarzyło, że oni nie dali nawet stajenki.

      Dzieciom od Kozłowej - wszystkim, także tym z przedakcji. No i
      łącznie z Witkiem.

      Wójtowej - znowu mogę podpaść. Ale sporo się na kobietę zwaliło.
      Dwójka dzieci jej zmarła. Mąż tak się tym przejął, że się z miejsca
      zaczął na oczach całej wsi za kochanką uganiać. A na końcu zostaje
      nie tylko bez aresztowanego mężą, ale z resztą dzieci bez grosza,
      bez gruntu, bez domu. Co poniekąd za okoliczność łagodzącą uznaję
      (choć nie usprawiedliwiającą czynu) w sprawie wygnania Jagusi.

      Lubię:

      Hankę - uwielbiam, uzasadniać nie trzeba, choć są i takie sceny,
      kiedy mi "podpada".

      Starego Bylicę - taki lipiecki Ojciec Goriot. Ściska mnie za gardło,
      kiedy mówi, jak to mu jeść dać "zabyła", a on się nie upomniał... I
      przy scenie z postronkowym. Za to mam ogromną satysfakcję, że ten
      lekceważony "nikt", prawie dziad proszalny, jedną daną w dobrym
      momencie Hance radą wykołował takie tuzy jak kowal i Dominikowa.

      Józkę - za to, że broniła Witka, za te słodkie placki Kubie noszone,
      za weselne przysmaki zaniesione Antkom - niby gadatliwy trzpiot, a
      zawsze a takich "drobiazgach" pomyśleć potrafiła. I przy chorych
      dulczyć.

      Grzela, wójtów brak - jako i przedmówczynie.

      Grzeli z krzywą gębą kobieta - jeśli dobrze pomnę, że to ta, co
      dowodzi, że bękart też człowiek.
      • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 16.12.08, 10:23
        cahir4
        >
        > Nie lubię
        >
        > Boryny - zadufany i zarozumiały, bezduszny i niezdolny do odrobiny
        > współczucia dla nikogo. Dla dzieci niesprawiedliwy: Antka wychował
        > na gospodarza, co ma po nim przejąć ziemię. Nie na pisarka,
        > organistę czy księdza. Nie dał mu innego fachu. Nie chce pójśc na
        > wycug - temu się nie dziwię i tego nie żądam. Ale jak w takiej
        > sytuacji, jaką stworzył uważa, że to on, swoją krwawicą Antka z
        > rodziną utrzymuje i żywi, to mnie szlak trafia. Już tam Antkowie
        za
        > tę łaskę jaśnie pana nieźle odpracować musieli. A zapisanie Jagnie
        6
        > morgów też nie było w porządku - mz.

        Antek niby tak cięzko u ojca pracował, a jednak miał czas uganiać
        się za Jagusią. Odniosłam wrażenie, że to głównie Hanka pracowała. A
        Antek jak nie miał ochoty, to nawet drew nie chciał narąbać na
        prośbę żony. Innych rzeczy jak nie miał ochoty to też nie robił. Nie
        chciał ocieplać domu na zimę, bo mu nie wiało.Nie był wcale taki
        zniewolony przez ojca. Antkom niby tak źle było u Macieja, ale jak
        zamieszkali u Bylicy, to zrozumieli co stracili.

        >
        > Mateusza - bo nie lubię i już.

        Tu się zgodzę. Bardzo zarozumiały, bufon do kwadratu. A i Tereskę
        podle wykorzystał.

        >
        > Współczuję:

        > Dziecku Magdy - nikt nad nim nie zapłakał, chyba nawet matka. Nikt
        > się nie poczuł do winy. Poszlochali na kazaniu nad Dzieciątkiem,
        co
        > dziw, że nie zamarzło, a dzień później jakoś nikomu się nie
        > skojarzyło, że oni nie dali nawet stajenki.

        Święte słowa!


        >
        > Wójtowej - znowu mogę podpaść. Ale sporo się na kobietę zwaliło.
        > Dwójka dzieci jej zmarła. Mąż tak się tym przejął, że się z
        miejsca
        > zaczął na oczach całej wsi za kochanką uganiać. A na końcu zostaje
        > nie tylko bez aresztowanego mężą, ale z resztą dzieci bez grosza,
        > bez gruntu, bez domu. Co poniekąd za okoliczność łagodzącą uznaję
        > (choć nie usprawiedliwiającą czynu) w sprawie wygnania Jagusi.

        Wójtowa na współczucie tak bardzo nie zasługuje.Przez ten czas jak
        mąż był wójtem nieźle się nachłapała.Przecież te ruble których
        brakło w kasie, na coś musiały zostać wydane. Mogła więcej swojemu
        Pietrowi patrzeć na ręce i słuchać ostrzeżeń Dominikowej: "jak
        twojego wsadzą do kreminału to się dowiesz!"


        >
        > Lubię:
        > Hankę - uwielbiam, uzasadniać nie trzeba, choć są i takie sceny,
        > kiedy mi "podpada".
        >
        > Starego Bylicę - taki lipiecki Ojciec Goriot. Ściska mnie za
        gardło,
        > kiedy mówi, jak to mu jeść dać "zabyła", a on się nie upomniał...
        I
        > przy scenie z postronkowym. Za to mam ogromną satysfakcję, że ten
        > lekceważony "nikt", prawie dziad proszalny, jedną daną w dobrym
        > momencie Hance radą wykołował takie tuzy jak kowal i Dominikowa.
        >

        Ojciec Goriot idealny. I nawet dwie córki miał. A Hanka i Weronka
        nie lepsze dla ojca były
        niż Anastazja i Delfina
        • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 16.12.08, 11:20
          Hanka nie była taka najgorsza, choć też i nie święta. To postronkowe
          mu wzięła i to było chyba to, co go najbardziej zabolało. Ale kiedy
          tak w nędzy siedzą, to razem jedzą, co jest. Nie głodzi go, jak
          Weronka. Rzuciła mu, owszem, ten tekst, że za chłopa zje, a za
          dziecko nie zrobi, kiedy sobie nie mógł z robotą poradzić, ale po
          tym brzydkim odezwaniu odesłała go do chałupy i sama się za tę
          robotę, za ciężką dla niego wzięła.
          A kiedy lepiej jej się wiedzie, czy to przed wygnaniem od Boryny,
          czy potem, jak wraca, chce go do chałupy przygarnąć, choć to nie od
          niej wycug mu się należy. Został na koniec w swojej ruderze, bo tak
          chciał, ale do niej na posiłki chodził.

          Co do Boryny:
          > Antkom niby tak źle było u Macieja, ale jak
          > zamieszkali u Bylicy, to zrozumieli co stracili.

          Ano z tym się nie godzę, że im łaskę robił, bo ich w domu trzymał.
          Pieskim obowiązkiem rodzica jest zapewnienie dziecku możliwości
          utrzymania, czyli, jak byśmy dzisiaj określili - fachu w ręku. Antek
          został wychowany do gospodarowania na ojcowiźnie. Której też się
          Boryna stary własnymi rękami nie dorobił, a od ojca swojego dostał.
          Antek pod dachem ojca jest więc tam, gdzie jego miejsce. Po
          sprawiedliwości, nie z ojcowego kaprysu. Według wiejskiego poczucia
          sprawiedliwości (które podzielam, w pewnym sensie podziela je także
          współczesne prawo spadkowe), grunt jest po prawie ojcowy, ale po
          sprawiedliwości także dzieciński. Nie mówię nawet o wygnaniu Antków,
          bo tu złożone przyczyny były. Niemniej cała wieś uważa, że im się
          krzywda stała. Ja myślę o sytuacji przed. Nie jest szczególną łaską
          ze strony rodzica, że trzyma w domu dziecko, zanim może ono pójść na
          swoje. (Nie chce trzymać - można mu walnąć alimenty ;).) Boryna nie
          pozwala się Antkowi usamodzielnić w sposób, do jakiego go
          przygotował, to nie ma prawa mu strawy ze wspólnej miski wypominać.
          A on ma się wobec niego za wielkiego łaskawcę.

          A kompromis jakiś pewnie był możliwy, czy to w gospodarzeniu
          wspólnym, czy w podziale. Na 29 morgach (według moich wyliczeń)
          Boryna siedział, niechże by te 4 po żonie oddał, mieliby Antkowie
          chociaż pięć. Nadal biednie, ale nie taka nędza ostateczna, jak na
          trzech. A z pięcioma morgami nowej żony i tak miałby 30. Ale nie -
          ni zagona - żeby już tylko młynarz miał więcej.

          A Antek swoją drogą, zwłaszcza po wygnaniu... Szkoda gadać... I
          plunąć prawdę mówiąc nie warto.
          • lylika Re: sympatie i antypatie. 16.12.08, 22:22
            Chyba mnie odsądzicie od czci i wiary, ale ja wszystkich lubię. Nawet te czarne charaktery; wójta, organiścinę, Kozłową. Powiem więcej, kocham ich wszystkich. Przecież bez nich nie byłoby tak barwnej powieści. To jest właśnie wspaniałe, że mamy tyle osobowości w książce. Oczywiście, że bardziej mi się podoba Jagata niż Kowalowa i bardziej lubię pana Jacka niż wójta, ale wszyscy oni kochani i potrzebni. Chociażby po to, żebyśmy mieli o czym gwarzyć.
            Chyba się naraziłam "narodowi".
            • meduza7 Re: sympatie i antypatie. 17.12.08, 22:50
              Czytam obie właśnie te fragmenty po wygnaniu Antków i nóż mi się w kieszeni
              otwiera. Co za buc z tego Jantosia! Siedzi, przeżywa, nosi się po wsi, a roboty
              brać nie chce, nawet jak mu ją pod nos podtykają (Stacho, co chce brać go do
              młócki). Szkoda gadać!
              A Grzeli z krzywą gębą kobieta przeszła jakąś ewolucję w powieści, bo na
              początku zostaje określona jako pijus baba, wykpis i fortelnica jakich mało, a
              szkudnik w cudzem najgorszy!
              • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 18.12.08, 12:09
                Ano ten sam właśnie fragment czytałam i jaże mną ciepnęło przy
                słowach: "a o dzieci to już niech tam kobieta zabiega". Cytat z
                pamięci, niedokładny być może. A dzieciska głodne siedzą. To już
                nawet nie kłonicą, a to przeflancować go do "Ogniem i mieczem" i
                pasy drzeć, alibo co inszego przyjemnego sprawić.
                • stara_dominikowa Re: Kumy! 18.12.08, 12:35
                  cahir4 napisała:
                  > Ano ten sam właśnie fragment czytałam i jaże mną ciepnęło przy
                  > słowach: "a o dzieci to już niech tam kobieta zabiega".

                  ja tez czytałam ten fragment. proponuję przenieść się do wątku o aktualnościach
                  w powieści, co wy na to? pogwarzym co tam przed Godami w Lipcach się działo:)
                  Zaraz Wigilia i będziemy na czasie:D
              • groha Re: sympatie i antypatie. 21.12.08, 01:43
                A dejcie spokój, Dominikowo, gdyby mi przyszło żyć pod jednym dachem ze starym
                Boryną i jego synalkiem Jantosiem, albo przez jeden płot z taką organiściną, czy
                Kozłową, na przykład, to już wolałabym do studni skoczyć, abo co. Ja się boję
                takich zapiekłych chłopów i wściekłych bab. Nie mówiąc o tym, że i tak pewnie z
                mety umarłabym od zaduchu w chałupie, gdyby mi kaczki spały pod łóżkiem, a okna
                nie chciałoby mi się otworzyć, jak Hance... ;)
                • stara_dominikowa Re: sympatie i antypatie. 21.12.08, 12:27
                  he he:) e tam, przyzwyczaiłabyś się!
                  ja mam za płotem podobne klimaty. fakt, żyją własnym życiem i do sąsiadów się
                  nie czepiają, raczej po somsiedzku chcą zachować poprawne stosunki i poważanie
                  mają (myślę, że głównie w celu ograniczenia interwencji służb porządkowych:).
                  obserwacje za to mam galante! takie życie w czystej postaci. chłopaki robotne i
                  kwarde, teściowa despotyczna, teść od gorzałki nie stroni i z synem potrafi się
                  pokłócić, synowa cichutka i pracowita jak ta mrówka, wiecznie z dzieckiem na ręku.
                  z tym oknem to fakt, a akurat jestem tlenoholiczką. mieszkam jednak w
                  przedwojennym domu i szczelność (a raczej bezszczelność) okien sprzyja mi nawet
                  w siarczyste mrozy:)
        • paszczakowna1 Re: sympatie i antypatie. 30.12.08, 22:15
          > > Wójtowej - znowu mogę podpaść. Ale sporo się na kobietę zwaliło.
          > > Dwójka dzieci jej zmarła. Mąż tak się tym przejął, że się z
          > miejsca
          > > zaczął na oczach całej wsi za kochanką uganiać. A na końcu zostaje
          > > nie tylko bez aresztowanego mężą, ale z resztą dzieci bez grosza,
          > > bez gruntu, bez domu. Co poniekąd za okoliczność łagodzącą uznaję
          > > (choć nie usprawiedliwiającą czynu) w sprawie wygnania Jagusi.
          >
          > Wójtowa na współczucie tak bardzo nie zasługuje.Przez ten czas jak
          > mąż był wójtem nieźle się nachłapała.Przecież te ruble których
          > brakło w kasie, na coś musiały zostać wydane. Mogła więcej swojemu
          > Pietrowi patrzeć na ręce i słuchać ostrzeżeń Dominikowej: "jak
          > twojego wsadzą do kreminału to się dowiesz!"

          Użyła, jak pies w studni. Przecież musiała sama zajmować się całą gospodarką,
          jak mąż sobie urzędniczył - co, nawet w dobrych warunkach materialnych, było
          niezłą harówką, jak widzimy na przykładzie Hanki. I jakoś nie widzę, w jaki niby
          sposób mogła patrzeć na ręce. A śmierć dzieci, zdrada męża, ruina materialna i
          jeszcze wstyd przed wsią... Nieładnie postąpiła wobec Jagny, ale można
          zrozumieć, że w tym momencie chciała winić kogoś z zewnątrz.

          > Antek niby tak cięzko u ojca pracował, a jednak miał czas uganiać
          > się za Jagusią. Odniosłam wrażenie, że to głównie Hanka pracowała.

          Chyba niesłusznie. Boryna narzekał, że to właśnie Hanka mało robi, na Antka nie
          (tzn, nie zarzucał mu lenistwa, bo wszystko inne i owszem). Mam wrażenie, że
          ciężko by mu było o lepszych parobków. Pozwolił za to zbierać z czterech morg,
          faktycznie wielka łaska... (Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że część - albo 1 1/3,
          albo 2 były Antka po matce.)
          • czarna9610 Re: sympatie i antypatie. 30.12.08, 23:30
            Uwielbiam Jagusię to jedna z najciekawszych postaci kobiecych w naszej
            literaturze. Powinnam lubić organiścinę i starą Dominikową niestety jestem w
            swoim macierzyństwie bardzo podobna do nich.Więc jednak je rozumiem i trochę lubię.
            Nie lubię Hanki i nie lubię Antka
          • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 10:40
            > Użyła, jak pies w studni.Przecież musiała sama zajmować się całą
            gospodarką,
            > jak mąż sobie urzędniczył

            No cóż, wg słów Kozłowej pół garnczka cukru do kawy kładła, a czysty
            arak szklankami piła. Nic nie ma o tym w utworze, ale myślę, że taki
            bogacz jak wójt na pewno miał parobka i służącą. Skoro Hanka ledwo
            dawała radę mając do pomocy Pietrka , Witka, Józkę i na przychodne
            Jagustynkę, to jak dałaby sobie radę wójtowa całkiem sama?
            Biedniejsi od wójtów miewali służbę.

            Wiele osób na forum zachwyca się się Hanką. Hanka, owszem, jest
            idealną żoną, ale w stosunku do innych już taka wspaniała nie jest.
            Gdyby Boryna odpisał gospodarkę dzieciom i poszedł na wycug, to
            wątpię, żeby Hanka dbała o niego i szanowała go. Pewnie spotkałby go
            los Bylicy. Najbardziej w Hance drażni mnie to ,że ona uważa że ma
            jakieś szczególne prawo do majątku Boryny, a inni dla niej to
            złodzieje. Taka Jagusia jest dla Hanki "złodziejką", mimo,że obie są
            Borynowymi i mają takie same prawo do majątku mężów.Tak samo kowala
            Hanka ma za ostatniego łajdaka i przez głowę jej nie przejdzie, że
            on jako zięć ma takie same prawa jak ona jako synowa.
            • soova Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 12:03
              jadwiga1350 napisała:

              Najbardziej w Hance drażni mnie to ,że ona uważa że ma
              > jakieś szczególne prawo do majątku Boryny, a inni dla niej to
              > złodzieje. Taka Jagusia jest dla Hanki "złodziejką", mimo,że obie są
              > Borynowymi i mają takie same prawo do majątku mężów.Tak samo kowala
              > Hanka ma za ostatniego łajdaka i przez głowę jej nie przejdzie, że
              > on jako zięć ma takie same prawa jak ona jako synowa.

              Ponieważ Hanka mi charakterem imponuje, będę jej trochę bronić. Ma ona głęboko zakodowane poczucie takiej sprawiedliwości, że majątek - czyli nadgroda od Pana Jezusa za trudy ziemskiego bytowania - należy się tylko temu, kto jest uczciwy. Wobec tego nie mieści jej się w głowie, żeby równe z nią, która wiedzie uczciwy i cięzki żywot, prawo do tego majątku miała Jagna, która zdradza męża, i kowal, który dla własnego interesu szkodzi innym. Powinowactwo nie ma tu nic do rzeczy.
              • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 12:25
                E tam. A za co Pan Jezus ma wynagrodzić majątkiem Antka? Za
                cudzołóstwo z macochą? Za bicie żony? Za zaniedbywanie dzieci? Za
                krzywdzenie rodzonego ojca?
                Hanka mówi że Antkowi należy się gospodarka po ojcu bo on jest
                najstarszy. Czyli zasada pierworództwa ,a nie jakiejś
                sprawiedliwości boskiej.Hanka kierowała się moralnością Kalego. Jak
                Boryna dał jej pieniądze, to wszystko było w porządku. Ale jak
                Jagnie zapisał 6 mórg, to była straszna krzywda i złodziejstwo.
                • soova Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 12:33
                  Toteż napisałam, że Hanki będę bronić trochę, bo jej chciwość, podobnie jak swoboda seksualna Jagny, ;) nie podlega wątpliwości. Zgadzam się, że Hanka w sprawach majątkowych reprezentuje moralność Kalego.

                  jadwiga1350 napisała:
                  > E tam. A za co Pan Jezus ma wynagrodzić majątkiem Antka?

                  Aleście, matko, w poprzednim poście napisali, że Hanka uważa, ze majątek należy się jej, a nie Antkowi. ;)
                  • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 12:49
                    Antek i Hanka byli małżeństwem, a mąż i żona to jedno. Hanka
                    wprawdzie twierdzi,że tylko stróżuje mężowskiego dobra, ale przecież
                    jak Antek będzie miał to dobro to i ona. Hanka czuje taką jedność z
                    Antkiem, że jego ojca uważa za swojego i jego majątek za swój. Ona i
                    Antek ,jako syn i synowa mają święte i niepodważalne prawo do
                    majątku Boryny.Ale Magda i Michał, jako córka i zięć już takiego
                    prawa nie mają. A Jagna, poślubiona w obliczu Boga, prawna małżonka
                    Boryny, to juz zupełna złodziejka dla Hanki.
                    Zabawne, ale tak jest, że najzacieklej o majątek po Borynie walczą
                    nie tyle syn i córka, co zięć i synowa. Hanka i kowal, którzy weszli
                    do rodziny Borynów przez małżeństwo, czują się bardziej uprawnieni
                    do morgów Macieja niż jego rodzone dzieci
            • paszczakowna1 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 12:16
              > No cóż, wg słów Kozłowej pół garnczka cukru do kawy kładła, a czysty
              > arak szklankami piła.

              No daj spokój, wiarygodność Kozłowej jest w ogóle niska, a w temacie wójtowej
              zerowa. Osobiście podejrzewam, że na nieuczciwości wójta najbardziej skorzystały
              okoliczne karczmy tudzież prostytutki.

              > bogacz jak wójt na pewno miał parobka i służącą. Skoro Hanka ledwo
              > dawała radę mając do pomocy Pietrka , Witka, Józkę i na przychodne
              > Jagustynkę, to jak dałaby sobie radę wójtowa całkiem sama?
              > Biedniejsi od wójtów miewali służbę.

              Na 100% miała służbę, ale i tak miała więcej roboty, niż gdyby mąż wójtem nie
              został: 'Aże mu się darzy, to ino bez kobietę; on se wójtuje, a ona w garści
              wszyćko dzierży.'
              • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 12:35
                Prostytutki? A po co mu były prostytutki jak on miał taką Jagusię
                pod bokiem? A na Jagnie chyba nie zbiedniał, skoro jej tylko garść
                karmelków za koszule wepchał. Wszak karmelki nie kosztowały majątku,
                a juz korali Jagna od niego nie chciała.Mnie się wydaje,że wójtowa
                dużo korzystała z wójtostwa męża. Nie była jakąś niewinną liliją.
                • paszczakowna1 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 13:02
                  > Prostytutki? A po co mu były prostytutki jak on miał taką Jagusię
                  > pod bokiem? A na Jagnie chyba nie zbiedniał, skoro jej tylko garść
                  > karmelków za koszule wepchał.

                  Ile ten niby związek z Jagusią trwał? Tyle co nic. A drugiej takiej wójtowi
                  byłoby ciężko znaleźć; Jagusia miała, delikatnie mówiąc, nietypową umysłowość.
                  Wójt chyba zresztą do Adonisów nie należał, a duże skłonności do niewierności
                  małżeńskiej ewidentnie miał.
              • tt-tka Re: sympatie i antypatie. 04.12.16, 11:24
                paszczakowna1 napisała:


                >
                > > bogacz jak wójt na pewno miał parobka i służącą. Skoro Hanka ledwo
                > > dawała radę mając do pomocy Pietrka , Witka, Józkę i na przychodne
                > > Jagustynkę, to jak dałaby sobie radę wójtowa całkiem sama?
                > > Biedniejsi od wójtów miewali służbę.
                >
                > Na 100% miała służbę, ale i tak miała więcej roboty, niż gdyby mąż wójtem nie
                > został: 'Aże mu się darzy, to ino bez kobietę; on se wójtuje, a ona w garści
                > wszyćko dzierży.'


                No wlasnie nie miala. Tej sluzby. Od razu pierwsza scena u wojtow, jak tam Maciej przed sprawa przyszedl - dwoje ich do miski, wojtowa dla Boryny kladzie trzecia lyzke, osobno je tylko dziad. Ani parobka, ani dziewki.
            • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 12:59
              jadwiga1350 napisała:

              > No cóż, wg słów Kozłowej pół garnczka cukru do kawy kładła, a
              czysty
              > arak szklankami piła.

              Mówimy o tej samej Kozłowej, co widywała, jak się Jasio gzi po
              miedzach z Jagusią? No to może okażmy jej nieco mniej zaufania.

              > Wiele osób na forum zachwyca się się Hanką. Hanka, owszem, jest
              > idealną żoną, ale w stosunku do innych już taka wspaniała nie
              jest.
              > Gdyby Boryna odpisał gospodarkę dzieciom i poszedł na wycug, to
              > wątpię, żeby Hanka dbała o niego i szanowała go. Pewnie spotkałby
              go
              > los Bylicy.

              Tu się nie zgodzę, bo tylko Hanka dba jako tako o chorego Borynę,
              chociaż ma on żonę, której "to było psie prawo doglądać przy nim i
              dulczyć". I dwie córki, które za bardzo się jego losem nie
              przejmują. Józia niby młoda, ale przecież z tyloma pracami i
              sprawami sobie radzi, a ojca, z którym mieszka, nie chce się jej
              nawet porządnie nakarmić. Kowalowa to tylko majątku pilnować
              zagląda. O Jagusi trosce czy poczuciu odpowiedzialności litościwie
              nie wspomnę. "Hanka więc i to musiała wziąć na swoją głowę i o
              chorego dbać (...)"; "Hanka modliła się żarliwie , bacząc na dzieci,
              a i do starego zaglądając niekiedy." Chociaż i jej się zdaje czasem
              o nim zapomnieć. Nie mamy podstaw przypuszczać, że gdyby był na
              wycugu traktowałaby go gorzej.


              Najbardziej w Hance drażni mnie to ,że ona uważa że ma
              > jakieś szczególne prawo do majątku Boryny, a inni dla niej to
              > złodzieje. Taka Jagusia jest dla Hanki "złodziejką", mimo,że obie

              > Borynowymi i mają takie same prawo do majątku mężów.Tak samo
              kowala
              > Hanka ma za ostatniego łajdaka i przez głowę jej nie przejdzie, że
              > on jako zięć ma takie same prawa jak ona jako synowa.

              A tutaj kumo, to macie sporo racji. Najlepsza jest moim zdaniem
              akcja ze świniakiem. Mam prawo zarżnąć i mój ci on jest wyłącznie,
              ale u ciebie w izbie go sobie obrobię, a ty se po mnie sama
              posprzataj, choć do mięsa prawa nie masz. No szczyt, moim zdaniem.
              Kocham Hankę szczerze, ale nie znaczy to, że nie widzę jej wad.

              Jako i tego, że z prawnego punktu widzenia zarąbała tę forsę. Z
              moralnego punktu widzenia sprawa jest nieoczywista - Boryna dał jej
              na ratowanie Antka, więc Rocho też uznaje jej prawo do tych
              pieniędzy i każe milczeć. Ale prawnie darowizna taka powinna wrócić
              do masy spadkowej i być podzielona między spadkobierców.

              Tak że jak przed kowalem występuje jako ta, co to swojego nie odda,
              ale na cudze nie łakoma - to tak do końca racji nie ma.

              (Żeby mogła się czuć prawną właścicielką tych pieniędzy musiałyby
              być przekazane pisemną darowizną z zastrzeżeniem uwolnienia od
              powrotu i to też byłoby skuteczne tylko wtedy, gdyby te kilkaset
              rubli plus 6 morgów zapisanych Jagusi nie przekraczało 1/4 majątku
              Boryny w chwili jego śmierci.)


              Taka Jagusia jest dla Hanki "złodziejką", mimo,że obie są
              > Borynowymi i mają takie same prawo do majątku mężów.

              Tutaj to Hankę nieco usprawiedliwię, bo nieco inna była wtedy
              mentalność, a nawet prawo dotyczące majątków. Jagusia nie
              jest "złodziejką" jako żona korzystająca z majątku Boryny, ale jako
              osoba, która część tego majątku wyrwała mężowi na osobistą własność
              i wykluczyła możliwość odziedziczenia go przez dzieci. Majątek był
              wówczas postrzegany bardziej jako własność rodziny, niż jednostki.
              Jak pokazałam w innym wątku, prawo spadkowe chroniło interesy dzieci
              w znacznie większym stopniu niż obecne prawo - wydziedziczenie ich
              było praktycznie niemożliwe. Małżonek był z ekonomicznego punktu
              widzenia elementem obcym - dziedzicem majątku innej rodziny, po
              którym z kolei powinny dziedziczyć jego dzieci. Jeśli ich nie było,
              majątek powinien wrócić do pierwotnej rodziny. Kierując się tą
              zasadą Kodeks Napoleona wykluczał możliwość dziedziczenia po
              współmałżonku, jeśli istnieli krewni zmarłego do DWUNASTEGO
              pokolenia włącznie. Biorąc pod uwagę, że nie istniało coś takiego
              jak współczesne pojęcie małżeńskiej "wspólnoty majątkowej", a cały
              majątek dorobkowy uznawany był za wyłączną własność męża, łatwo
              sobie wyobrazić, jaka mogła być sytuacja wdowy. Dlatego kodeks
              cywilny dla Królestwa Polskiego zmienił to w 1925 r. - małżonkowi
              przysługiwało dożywocie (jeśli zmarły miał dzieci) lub własność
              (jeśli dzieci nie było) niewielkiej części majątku zmarłego. Ale
              prawo prawem, a mentalność, mentalnością. Hanka czuje swe prawo
              tylko jako Borynowa, natomiast Jagusia nie ograniczyła się do prawa
              żony, ale zażądała własności dla siebie, czyli, w efekcie - odebrała
              Borynom i dodała Paczesiom.
              W dodatku część, którą otrzymała, jest większa od tych, jakie Boryna
              zostawiłby każdemu z dzieci, gdyby żył Grzela. Nie tylko Hanka,
              wszyscy we wsi uważają, że to jest dla dzieci krzywda, że po
              sprawiedliwości grunt był "dzieciński". No tak to wtedy widziano.

              Oczywiście to usprawiedliwienie dotyczy tylko patrzenia na kwestię
              zapisu, bo zupełnie czym innym jest Hanki rządzenie się na całym
              majątku Boryny. Tu Jagusia ma świętą rację, gdy mówi, że póki
              (Boryna) żyje "ja waju mogę drzwi pokazać".
              • paszczakowna1 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 13:21
                > Tu się nie zgodzę, bo tylko Hanka dba jako tako o chorego Borynę,
                > chociaż ma on żonę, której "to było psie prawo doglądać przy nim i
                > dulczyć".

                No, z tym dbaniem to było różnie. Na liście priorytetów Hanki plasował się dość
                nisko - zdaje się były momenty, że gdyby nie Witek, Boryna by szklanki wody nie
                dostał. Wycug był żadnym rozwiązaniem, ale i też nikt tego od Boryny nie żądał.

                > Jako i tego, że z prawnego punktu widzenia zarąbała tę forsę. Z
                > moralnego punktu widzenia sprawa jest nieoczywista - Boryna dał jej
                > na ratowanie Antka, więc Rocho też uznaje jej prawo do tych
                > pieniędzy i każe milczeć. Ale prawnie darowizna taka powinna wrócić
                > do masy spadkowej i być podzielona między spadkobierców.
                >
                > Tak że jak przed kowalem występuje jako ta, co to swojego nie odda,
                > ale na cudze nie łakoma - to tak do końca racji nie ma.
                >
                > (Żeby mogła się czuć prawną właścicielką tych pieniędzy musiałyby
                > być przekazane pisemną darowizną z zastrzeżeniem uwolnienia od
                > powrotu i to też byłoby skuteczne tylko wtedy, gdyby te kilkaset
                > rubli plus 6 morgów zapisanych Jagusi nie przekraczało 1/4 majątku
                > Boryny w chwili jego śmierci.)

                No, ale jakby potraktować to, że Boryna sam wydał na kaucję za syna, tyle że za
                pośrednictwem Hanki? Swoje pieniądze chyba wydać mógł na dowolny cel?
                • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 13:51

                  >>Wycug był żadnym rozwiązaniem, ale i też nikt tego od Boryny nie
                  żądał>>

                  Nie żądał albo i żądał.


                  "... a ten Antek... (... )nic, jeno medytuje a medytuje... Prawda,
                  że ma i o czym! Bo i ten ociec nie mógłby to już gront im odpisać,
                  nie czas to staremu iść na wycug? A dyć dogadzałaby mu, że i
                  rodzonemu nie byłoby u niej lepiej..."

                  No jeśli Borynie miałoby być przy Hance tak dobrze jak Bylicy, to
                  jego szczęście, że się na ten wycug nie zdecydował.
                  • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 14:00
                    jadwiga1350 napisała:


                    > No jeśli Borynie miałoby być przy Hance tak dobrze jak Bylicy, to
                    > jego szczęście, że się na ten wycug nie zdecydował.

                    Wycug się Bylicy od Weronki należał, od Hanki i Antka dostał,
                    zgodnie z umową, pieniądze. A to Hanka go karmi i proponuje, żeby
                    się do nich przeniósł, skoro mu źle u Weronki. Mimo, że jest nikim w
                    domu Boryny i jest w dość niezręcznej sytuacji ojca swojego im
                    wciskając. Potem sama ląduje u niego, więc to przestaje być
                    aktualne, ale po zawaleniu się chałupy znowu chce zabrać ojca do
                    siebie - tylko on się nie zgadza. W każdym razie umawiają się, że do
                    niej będzie jeść przychodził.

                    Podejście Weronki i Hanki naprawdę nie jest takie samo.
                  • baba67 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 16:45
                    Ale przeciez wycug Bylicy w przypadku Hanki to byly pieniadze wyplacone ojcu! I
                    Antkowie te pieniadze dali, tylko Weronka wycyganila. Hanka nie musiala wcale
                    karmic ojca, ale robila to kiedy juz sie wyprowadzila do Boryny z powrotem,
                    narazajac sie na przykre uwagi Jagny.
                    Hanka robila wiecej niz musiala, a to ze byla malostkowo skapa to insza inszosc.
                    • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 06.01.09, 15:07
                      Hanka nie musiala wcale
                      > karmic ojca, ale robila to kiedy juz sie wyprowadzila do Boryny z
                      powrotem,
                      > narazajac sie na przykre uwagi Jagny.

                      Jagna miała do Hanki pretensje,że karmi swojego ojca??!! Jagna mało
                      o grunt dbała, a miałaby żałować komuś jedzenia? Co jak co ale Jagna
                      ani chciwa, ani skąpa nie była. I to co robi Hanka z majątkiem
                      Borynów mało ją obchodziło.
                        • woman-in-love Re: sympatie i antypatie. 07.01.09, 11:10
                          Właściwie (nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam) - lubię tylko Jagnę.
                          Za jej niezależność. Wszyscy inni jakoś FUNKCJONUJĄ jako tryby systemu - Jagna
                          jest symbolem i uosobieniem piękna, artystycznej duszy (np. robiła
                          najpiękniejsze pisanki) namiętności i wrażliwości - na przykład - jak działała
                          na nią muzyka - kiedy skrzypce grały - ona odbierała to cała duszą. W jej
                          świecie nie bylo miejsca na FUNKCJONOWANIE chociaż robiła sporo w polu i obejściu.
                          Inne osoby mogę szanować, podziwiać, ale sympatię mam do Jagny.
                          Była szczera i dobra. Jak widać w systemie XIX-wiecznej wsi polskiej na takie
                          osoby nie było miejsca.
                            • soova Re: sympatie i antypatie. 07.01.09, 15:32
                              cahir4 napisała:

                              > Możesz dać jakiś przykład na dobroć Jagny? Poza tym, że dała Agacie
                              > parę groszy?

                              Nastusi i Szymkowi dała w prezencie ślubnym 10 rubli. W czasie choroby Józki w tajemnicy przed Hanką zakradła się i wsunęła chorej garść karmelków, nawet mimo wrogości, jaka panowała w stosunku do niej w gospodarstwie Borynów za czasów Hanki, na prośbę tej ostatniej próbowała odczytać zawiadomienie o śmierci Grzeli. Jagusia zasadniczo skoncentrowana jest istotnie na sobie, ale ma przebłyski życzliwości i pewnie jeszcze kilka takich dałoby się wyłowić.
                              • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 07.01.09, 15:53
                                Z tym prezentem to się nie spieszyła, cała wieś prawie zdążyła ją
                                ubiec, ale niech będzie, że temu to już ten żyd był winowaty. Bo
                                jeśli przykładem dobroci wielkiej ma być próba przeczytania listu o
                                Grzeli, to cieniutko... Ale karmelki to co innego. Karmelki do
                                wiadomości przyjmuję, podobnie jak i to, że - bardzo trafne
                                określenie - przebłyski życzliwości jej się zdarzały. Pewnie dałoby
                                się jeszcze jakieś wygrzebać. Podobnie jak przebłyski, jakby to
                                określić - złości? złośliwości? okrucieństwa?

                                Ale dobroć? Ona jest w zasadzie poza tym.

                                Bardzo spodobało mi się zdanie: "zasadniczo skoncentrowana jest
                                istotnie na sobie" choć odczytuję je, przyznam się, trochę jako
                                eufemizm.
                                • soova Re: sympatie i antypatie. 07.01.09, 16:20
                                  cahir4 napisała:

                                  > Z tym prezentem to się nie spieszyła, cała wieś prawie zdążyła ją
                                  > ubiec,

                                  Ale jakie ta cała wieś miała naprawdę pobudki? Przypomnij sobie. :)

                                  >ale niech będzie, że temu to już ten żyd był winowaty.

                                  Bo akurat naprawdę był. Wszak na wesele (na którym Jaguś była, pilnie popatrując, czy aby nie przyjdą Antkowie, z którymi się spotkać nie chciała) nic nie przyniosła, zdaje się, że z tego powodu właśnie (wyraźnie Jagna mówi, że "nie mogła przódzi").

                                  > Bardzo spodobało mi się zdanie: "zasadniczo skoncentrowana jest istotnie na sobie" choć odczytuję je, przyznam się, trochę jako eufemizm.

                                  To nie do końca eufemizm. Jagusia jest w powieści kimś z innego świata, artystką o rozbudzonym temperamencie seksualnym, do tego piękną kobietą. Jest mentalnie wyalienowana ze swojego otoczenia i przez swoją wyjątkowość skoncentrowana na sobie na tyle, że sprawy innych interesują ją tylko, gdy je czasami dostrzeże. Wtedy zdarzają się właśnie te przebłyski życzliwości.
                                  • paszczakowna1 Re: sympatie i antypatie. 07.01.09, 17:57
                                    Też mnie ta kwestia 'dobroci' Jagusi frapowała. Na końcu książki ten dziad mówi:
                                    'Dobra była la biednych jak mało kto drugi na świecie, poczciwa.' (No, może to
                                    konwencjonalne powiedzenie było.)

                                    A ja jakoś tej dobroci Jagusi nie widzę, a już szczególnie, by kiedykolwiek
                                    kiwnęła palcem, bo komuś w potrzebie pomóc. (Jest dość jasno pokazane, że chory
                                    Boryna pod jej opieką by tygodnia nie przeżył.) Bo dać prezent ślubny rodzonemu
                                    bratu, to nie jest dowód jakiejś szczególnej dobroci. Karmelki dla chorej Józki
                                    z kolei można uznać za chwilowy kaprys. Jakby się dobrze zastanowić, to nawet
                                    Maciej Boryna (nie mówiąc już o Hance), którego o szczególnie czułe serce nikt
                                    nie podejrzewa, lepiej się pod tym względem pokazał niż Jagusia.
                                  • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 07.01.09, 21:52
                                    soova napisała:


                                    > Ale jakie ta cała wieś miała naprawdę pobudki? Przypomnij sobie. :)

                                    Ano pamiętałam i stąd powstało we mnie brzydkie podejrzenie, że Jagusię to
                                    właśnie natchnęło, że skoro wszyscy... Ale upierać się nie będę, na konto żyda
                                    zapiszemy, co za gąski zwrócić nie chciał w terminie. Zaliczam jej ten dobry
                                    uczynek ;).


                                    > > Bardzo spodobało mi się zdanie: "zasadniczo skoncentrowana jest istotnie
                                    > na sobie" choć odczytuję je, przyznam się, trochę jako eufemizm.
                                    >
                                    > To nie do końca eufemizm.

                                    Nie no, domyślałam się, że to w zamierzeniu nie był eufemizm, ale w moich uszach
                                    paskudnych tak brzmi. Nie chcę urazić wszystkich, co czują sympatię dla Jagusi,
                                    ale nie chcę się też wobec Was wykazać szczerością taką jak Jagna wobec Boryny,
                                    więc się przyznam: im dokładniej się Jagnie przyglądam, tym silniejsze mam
                                    przekonanie, że jest ona skończoną egoistką. (To jest właśnie ta forma
                                    nieeufemistyczna).

                                    Miewa czasami "przebłyski życzliwości", ale nie potrafi się przejmować nikim i
                                    troszczyć o nikogo. Zgadzam się z Paszczakową, że palcem nie kiwnęła, żeby komuś
                                    pomóc. Czort z chłopami! Nie zauważyłyście, że nawet miłość Dominikowej do córki
                                    jest nieodwzajemniona?
                                    • woman-in-love Re: sympatie i antypatie. 07.01.09, 22:15
                                      Zgadzam się, że Jagna jest trochę postacią z innego świata; chemicznie czystą
                                      kobiecością. W "grzesznym" wydaniu. Dlatego ją lubię. To jest wątek "de gustibus
                                      non est disputandum"- a ja sobie lubię Jagnę.
                                      • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 07.01.09, 22:38
                                        woman-in-love napisała:

                                        To jest wątek "de gustibu
                                        > s
                                        > non est disputandum"- a ja sobie lubię Jagnę.

                                        A tego Wam, Kumo, nikto nie zapiera, nie Ty jedna ją lubisz zresztą. Ino po co
                                        jej przypisywać cechy, których nie ma? Dość chyba lubić za te, które ma.

                                        > Zgadzam się, że Jagna jest trochę postacią z innego świata; chemicznie czystą
                                        > kobiecością. W "grzesznym" wydaniu. Dlatego ją lubię.

                                        Chyba rozumiem mniej więcej, co chciałaś powiedzieć, ale, pomijając Jagusię, te
                                        zdania zaintrygowały mnie same w sobie. Zaczęła mnie zżerać ciekawość, jak
                                        wygląda z kolei chemicznie czysta kobiecość w wydaniu bezgrzesznym.
                                        "Bezgrzesznym"? To nie jest pytanie retoryczne.
                                        • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 08.01.09, 08:47
                                          Zaczęła mnie zżerać ciekawość, jak
                                          > wygląda z kolei chemicznie czysta kobiecość w wydaniu bezgrzesznym.
                                          > "Bezgrzesznym"? To nie jest pytanie retoryczne.

                                          He, he. A Haneczka nie wydaje Ci się taką chemicznie czystą
                                          kobiecością w wydaniu bezgrzesznym??
                                          • mmk9 Re: sympatie i antypatie. 08.01.09, 09:52
                                            Nie, nie, nie. Bo najpierw była może i sama kobiecością, taką ćma
                                            uwieszoną chlopa, ale wynosila sie nad drugie i nie pozdrawiala
                                            komornic. Jak już życie ja nauczyło poszanowania dla biednego
                                            bliźniego, to się okazało, że jest babą z jajami :) i za siekiere
                                            gotowa łapać.
                                            Za to czy nie pasowałaby tu Nastusia ? Bo jak nawet bezgrzeszność
                                            mąci puszczenie Szymka przed ślubem pod pierzynę, to tylko
                                            odrobinę, po zapowiedziach było i ile Szymek się już dla niej
                                            nastarał...
                                          • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 08.01.09, 10:19
                                            jadwiga1350 napisała:

                                            > He, he. A Haneczka nie wydaje Ci się taką chemicznie czystą
                                            > kobiecością w wydaniu bezgrzesznym??

                                            Moze ja ta za dobrze nie wiem, co to ta chemicznie czysta kobiecość,
                                            ale tak na babski rozum, to mnie sie tam Hanka zdaje kobiecością
                                            nieco przybrudzoną.
                • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 14:11
                  paszczakowna1 napisała:

                  > No, ale jakby potraktować to, że Boryna sam wydał na kaucję za
                  syna, tyle że za
                  > pośrednictwem Hanki? Swoje pieniądze chyba wydać mógł na dowolny
                  cel?

                  No właśnie, to nie jest takie oczywiste. Po pierwsze, jeśli Antek
                  nie ucieknie do Ameryki do kaucja będzie zwrócona, czyli pieniądze
                  nie zostały wydane i powinny pójść do podziału. Po drugie, często
                  nawet koszty poniesione na kształcenie dzieci postrzegane były, jako
                  ta część dziedzictwa, którą dzieci - w formie nauki - odebrały.
                  Tu by była sytuacja o tyle niejasna, że prawo mówi dosłownie o
                  ograniczeniach w możliwości czynienia darowizn i zapisów spadkowych.
                  Ale kowal mógłby próbować udowadniać, że była to forma darowizny,
                  podobnie jak kwoty wysyłane Grzeli do wojska. To prawo dysponowania
                  swoim majątkiem naprawdę było poważnie ograniczone.
                  • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 14:52
                    Jeśli tak ,to dziwne że Boryna tak skutecznie przeprowadził swój
                    zamysł ożenku i zapisu dla Jagusi. Antek spasował i pokorniutko
                    wyniósł się do teścia. Choć ojciec nie miał prawa go wygnać. Antek
                    mógł stwierdzić, że się nie ruszy, stary przecież nie mógłby wołać
                    strażników aby go usuneli z podwórza.Nawet taki wyjadacz jak kowal
                    odpuścił i robił dobrą minę do złej gry, bawiąc się na weselu teścia.
                    Dziwi to trochę, skoro prawo było po stronie dzieci. Rozumiem, że
                    Antek miał ograniczone środki działania. Ale kowalowi nie brakowało
                    pieniędzy żeby się procesować w imieniu żony.
                    • soova Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 15:03
                      jadwiga1350 napisała:

                      > Nawet taki wyjadacz jak kowal
                      > odpuścił i robił dobrą minę do złej gry, bawiąc się na weselu teścia.
                      > Dziwi to trochę, skoro prawo było po stronie dzieci. Rozumiem, że
                      > Antek miał ograniczone środki działania. Ale kowalowi nie brakowało
                      > pieniędzy żeby się procesować w imieniu żony.

                      Kowal nigdy nie stawał otwarcie po jednej stronie konfliktu, żeby nie zadzierać od razu z drugą, bo mu się to po prostu mniej opłacało, niż udawanie życzliwego dla obu stron, a robienie po ciuchutku swego. Nawet po rozmowie o działach, gdzie niby powinien stanąć przeciwko Borynom i reprezentować interesy swojej żony, podchodzi do Hanki i po cichu jej radzi, jak ma wyprowadzić różne składniki majątku z godpodarstwa, żeby nie weszły w skład masy spadkowej.
                    • paszczakowna1 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 15:15
                      Boryna mial prawo się i żenić, i zapis zrobić (jako że nie przekraczał on 1/4
                      majątku). Kowal mógł się procesować tylko o ziemię po matce Magdy i Antka (i tu
                      by na pewno wygrał - ale chyba mu sie nie oplacalo). Antek j.w. (temu by sie i
                      troche ziemi przydalo, ale Antek, w porownaniu do otoczenia, jest dziwnie
                      obojetny na korzysci materialne). Nie sądzę też, by Boryna nie miał prawa Antka
                      wygnac - nie mogl go tylko wydziedziczyc.

                      > Jeśli tak ,to dziwne że Boryna tak skutecznie przeprowadził swój
                      > zamysł ożenku i zapisu dla Jagusi. Antek spasował i pokorniutko
                      > wyniósł się do teścia. Choć ojciec nie miał prawa go wygnać. Antek
                      > mógł stwierdzić, że się nie ruszy, stary przecież nie mógłby wołać
                      > strażników aby go usuneli z podwórza.Nawet taki wyjadacz jak kowal
                      > odpuścił i robił dobrą minę do złej gry, bawiąc się na weselu teścia.
                      > Dziwi to trochę, skoro prawo było po stronie dzieci. Rozumiem, że
                      > Antek miał ograniczone środki działania. Ale kowalowi nie brakowało
                      > pieniędzy żeby się procesować w imieniu żony.
                      • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 16:14
                        paszczakowna1 napisała:

                        > Boryna mial prawo się i żenić, i zapis zrobić (jako że nie przekraczał on 1/4
                        > majątku). Kowal mógł się procesować tylko o ziemię po matce Magdy i Antka (i tu
                        > by na pewno wygrał - ale chyba mu sie nie oplacalo). Antek j.w. (temu by sie i
                        > troche ziemi przydalo, ale Antek, w porownaniu do otoczenia, jest dziwnie
                        > obojetny na korzysci materialne). Nie sądzę też, by Boryna nie miał prawa Antka
                        > wygnac - nie mogl go tylko wydziedziczyc.
                        >

                        Dokładnie. Póki żył mógł Jagnie i całe gospodarstwo podarować (swoje, nie żony).
                        Ale z chwilą jego śmierci musiałaby ona darowiznę zwrócić (tzw. prawo powrotu) i
                        weszłaby ona do masy spadkowej. Mógł zaznaczyć, że darowizna ma być wolna od
                        prawa powrotu, ale w przypadku osoby, która ma troje lub więcej dzieci, ta
                        pozostawiona darowizna nie mogłaby przekroczyć 1/4.
                        Jagna mogłaby uniknąć konieczności zwrotu także, gdyby zrzekła się spadku. Ale i
                        tak nie mogłaby zatrzymać więcej niż 1/4. Nadwyżkę musiałaby zwrócić.

                        Jaguś nie ma tego problemu, bo zapis dla niej nie przekracza owej 1/4. najwyżej
                        spadku się zrzecze - wielkie mi co, dożywocie.
                        • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 16:55
                          Dodam jeszcze, że pisząc, że majątek postrzegany był jako własność rodziny nie
                          miałam na myśli "małej" rodziny, czyli żony i dzieci, ale RÓD. Przyszła twoja
                          kolej dostałeś majątek po przodkach, mogłeś się nim nacieszyć i z wolą żony i
                          dzieci się nie liczyć. Ale kiedy schodzisz z tego świata, przychodzi kolej na
                          następnych w rodzie i to oni mają go dostać. Takie jest poczucie ludowej
                          sprawiedliwości, a prawo stoi na straży tego, byś zbytnio tej części prawym
                          dzieciom należnej, na rzecz "obcych" nie uszczuplił. Na przykład na rzecz żony.
                          Albo ukochanego bękarta.
            • groha Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 13:47
              Tak sobie myślę, że gdybym tych lipeckich ludzi nie lubiła, to pewnie nie
              wracałabym do nich tak często, więc chyba jakoś tam ich wszystkich lubię, a
              Witka to nawet kocham. I dobrego Kubę, i Jambrożego, chociaż pijanica, i
              ozornicę Jagustynkę, i biedną Agatę, a nawet rzępolącego na skrzypicy pana
              Jacka, bo jakoś tak już mam, że zawsze czuję dziwny pociąg do postaci z drugiego
              planu. A z pierwszego, to wiadomo - największe uczucia budzi we mnie Jagusia,
              mimo wszystko, bo tacy inni, niż reszta ogółu, zawsze coś we mnie budzą, i
              właśnie Hanka, choć z zupełnie innych powodów - bo odpowiedzialna, silna i
              niegłupia. Jest jak ta wadera, co sama padnie, a swoje stado ochroni. Przy niej,
              to nawet te wszystkie chłopy wydają się jakieś takie... Silne tylko w gębie, że
              tak powiem. Szczególnie nie przepadam za tą ich zadufaną w sobie elitą, z
              młynarzem, wójtem i plebanem na czele, ale mnie w ogóle odrzuca od takich
              różnych przejawów nabzdyczonego zarozumialstwa, bezwzględnego sobkostwa,
              bezczelnej hipokryzji i tym podobnych przejawów władzy, więc to pewnie dlatego.
              Natomiast z Antkiem bywa u mnie różnie - raz widzę w nim słabego faceta
              straszliwie targanego dzikimi namiętnościami, a innym razem tylko beznadziejnego
              dupka, za przeproszeniem, więc może lepiej już o nim zmilczę.
            • baba67 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 16:36
              Ja mysle, ze Hanka jednak dbalaby o Boryne, tak jak dbala o swojego ojca choc
              nie musiala, zapraszala go do siebie kiedy tylko przeniosla sie do Borynow.
              Faktem jest jednak ze Boryna popojsciu na wycug byly po prostu dozywajacym swych
              dni dziadzina bez zadnego autorytetu.
              Mnie zawsze historia Boryny przypomina historie ze Zmierzchu Babla (jesli ktos
              przypadkiem jeszcze nie czytal, to bardzo polecam).
              Co do Hanki i jej podejscia-bardzo sluszna uwaga. Ciekawa jestem jak Hanka
              zareagowalaby na jakas powazana we wsi wdowe po trzydziestce z dwojgiem
              nastolatkow zdatnych do pomocy. Przeciez taki ozenek nie sprowokowalby kpin
              calej wsi, bylby bardzo rozsadny.
              Podejrzewam, ze zapis byl problemem najwazniejszym ale nie jedynym.
              • matylda1001 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 20:10
                Ja też myślę, że Hanka nie zrobiłaby krzywdy Borynie. Jej stosunek
                do rodzonego ojca, który tak naprawde tylko w niej miał oparcie,
                zdaje sie to gwarantować. Bylicę miała karmić Weronka, Hanka
                wywiązała się ze swojego zobowiązania wobec ojca. Jako skłócona z
                siostrą nie bywała w jej domu, skąd miała wiedziec, że ojciec
                głoduje? Bylica sie nie skarżył. Boryna u Hanki raczej by nie
                głodował. Inna sprawa, czy na wycugu miałby dobre samopoczucie.
                Przecież to nie jakis stary ramol, ale mężczyzna w wieku 58 lat,
                gdzie mu do współczesnej emerytury. Nawet w tamtych czasach nie był
                to wiek podeszły. Gdyby chodziło tylko o strach przed nędzą to
                Boryna miał się jak zabezpieczyć. Już te podarowane Hance pieniądze
                to około 500 rubli, czyli wartość ponad dziesięciu dorodnych krów,
                to majątek! Boryna mógł je zostawic sobie na "czarną godzinę" i nikt
                by sie nie zorientował. Mógl wreszcie zostawić sobie chociażby to,
                co podarował Jagusi. Myślę, że chodziło o sprawy prestiżowe. Boryna -
                najbogatszy we wsi gospodarz, a Boryna - starzec dożywający swoich
                lat, to ogromna różnica. Z tym chyba nie mógł się pogodzić. Co do
                pieniędzy na ratowanie Antka... Tam, w lesie, Boryna chyba dużo
                zrozumiał. Zdał sobie sprawę z tego, że ożenek z Jagusią to nie był
                najlepszy pomysł. Zobaczył do czego go to doprowadziło. Zobaczył
                jednocześnie, że ten syn, któremu przestał ufać, którego skrzywdził,
                i w zasadzie poświęcił "na ołtarzu" Jagusi, stanął w jego obronie.
                Antek poszedł za kratki z powodu ojca, i Boryna poczół wyrzuty
                sumienia. Gdyby "był na chodzie", to sam by wpłacił tę kaucję, sam
                by poszukał i opłacił najlepszego adwokata, gdyby nawet pół
                gospodarki miał sprzedać. Napewno by to zrobił, nie oglądając się na
                to, co pozostałe dzieci powiedzą. Tak przeciez by zrobił każdy
                kochający ojciec, a Boryna Antka mimo wszystko kochał. Poza tym
                mysle, że Hanka miała większe prawo do tych pieniędzy niż kowal.
                Przeciez pracując w gospodarstwie, bezpośrednio przyczyniali sie do
                ich pomnażania. Kowal tylko wycyganiał od teścia.
                • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 01.01.09, 09:29
                  Hanka taka dobra dla Boryny nie była. Przecież autor wyraźnie pisze,
                  że gdyby nie Witek to stary umarłby z głodu. Boryna dla Hanki
                  przedstawiał wartość bankomatu: morgi odpisać, grzeczniutko iść na
                  wycug, czy dać pieniądze na ratowanie Antka.
                  Skoro Hanka wprowadziła się do domu teścia i czuła się tam
                  pełnoprawną gospodynią, to jej świętym obowiązkiem było o tego
                  teścia dbać. Nie była to żadna łaska z jej strony.

                  Jeśli Hanka była taka dobra dla ojca, to dlaczego on zdecydował się
                  na pójście na żebry? Przecież żebranie nie jest niczym przyjemnym,
                  nikt kto ma zapewnione warunki życiowe na to się nie zdecyduje. Może
                  Bylica czuł, że jest dla Hanki kimś zbędnym, niepotrzebnym.
                  Hanka wiele rzeczy robiła tylko od oka, że strachu co ludzie na to
                  powiedzą. Po świniobiciu wysyła Józkę z mięsem do sąsiadów i
                  krewnych, choć w głębi serca żałuje tym ludziom każdego kawałka.
                  Może tak samo było z propozycją żeby Bylica u niej zamieszkał.
                  • matylda1001 Re: sympatie i antypatie. 01.01.09, 12:27
                    Bylica i tak miał lepiej od wielu "wycugowców". Możliwe, że
                    Jagustynka by sie z nim zamieniła. Przynajmniej nie był bity i
                    poniewierany, jak to przydarzyło sie niejakiemu Bartkowi zza wody.
                    To, że poszedł na żebry było nie tyle koniecznością, co
                    demonstracją. Sytuacja Hanki w gospodarstwie teścia była wielce
                    niezręczna, sama nie czuła sie pewnie, a mimo to podkarmiała Bylicę
                    jak tylko mogła. Nawet chciała go wziąć na stałe, wstawić mu łóżko
                    do izby, żeby miał ciepło. Możemy sobie wyobrazić jak na to
                    zareagowałby chociażby kowal. Jagusia też nie zgodziłaby sie na to
                    łatwo. Myśle, że w kontekście tamtych czasów, kiedy ogólnie nie
                    cackano sie ze starymi ludzmi, Hanka nie wypada najgorzej. Nie tylko
                    odwieczny problem "co ludzie powiedzą" podpowiadał jej takie
                    rozwiązanie. A nawet gdyby tak było, to dzieci Jagustynki takie
                    dylematy miały w nosie. Ze starszymi ludzmi bywa różnie. Matka mojej
                    sąsiadki za nic nie chce u niej zamieszkać, chociaz mialaby jak w
                    raju. Moja sąsiadka każdego dnia, po pracy jeżdzi do matki na drugi
                    koniec dużego miasta, żeby podac jej obiad, dostarczyc zakupy,
                    posprzątać. Matka nie chce u niej zamieszkać, żeby (jak twierdzi)
                    nie być dla córki... ciężarem. Z Bylicą mogło byc podobnie. Co do
                    świni... no cóż, gdyby obdarowani wiedzieli jak było, to może te
                    kiełbasy i kiszki stanęłyby im w gardle. Chociaż, jak widac, rozdała
                    spory kawałek tej świni. W sytuacji, gdy głównym problemem było
                    zdobycie pożywienia, moze trudno sie dziwic?
                    ----------------------------------------------------------
                    Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
                    • baba67 Re: sympatie i antypatie. 01.01.09, 19:46
                      Dla mnie mieszkanie z kims innym niz moja rodzina (maz i dzieci) byloby
                      koszmarem. Niektorzy ludzie tak maja. Po prostu nie moge sobie wyobrazic zebym
                      byla szczesliwa w takiej konfiguracji. I rzeczywiscie dojezdzanie do matki nie
                      byloby ciezarem, a mieszkanie z nia tak.
                  • cahir4 Re: sympatie i antypatie. 01.01.09, 22:36
                    Dbanie o Borynę przede wszystkim było obowiązkiem jego żony, która, oględnie
                    mówiąc, materialnie na tym małżeństwie nie straciła, za to nie wykazała się
                    wiernością. Mogłaby mieć na tyle przyzwoitości, żeby się nim zająć choć trochę,
                    ale ogranicza się do obrzucania go od czasu do czasu wyzwiskami. Gdyby się jej
                    Hanka nie zwaliła do chałupy, to by stary pewnie i tygodnia nie przeżył.
                    Wielokrotnie jest wspominane, jak się nim zajmowała, jest faktycznie i ten jeden
                    fragment świadczący, że z czasem, w nawale obowiązków i jej zdarzało się całkiem
                    o nim zapomnieć. Przykre bardzo. I trochę nawet dziwne, skoro w innych momentach
                    Hanka wpada do Boryny, żeby z nim, mimo jego stanu, porozmawiać, podzielić się
                    nadzieją na powrót Antka. Właściwie jemu jednemu się zwierza. Czuje, że w tej
                    sprawie łączy ich wspólna troska, wspólne oczekiwanie. I boli ją, że ojciec
                    powrotu syna nie doczekał. Więc mówienie o bankomacie w tym kontekście na pewno
                    nie jest sprawiedliwe.

                    A już Bylica to od niej z chałupy prawie nie wychodzi. Tylko Bylica ma też swoje
                    zasady - nigdy, przenigdy nie poskarży się na Weronkę. I nie opuści swojej chałupy.

                    Święta Hanka nie jest, ma swoje wady i swoje małostki, ale policzcie jej Kumo na
                    usprawiedliwienie, jako że Jagnę darzycie sympatią, że mimo zaciętej wojny, w
                    najgorszym momencie Jaguś "gdyby nie Hanka, już by co złego sobie zrobiła...
                    Jużci, jedna Antkowa zaopiekowała się nią poczciwie, nie cofając ręki pomocnej i
                    jeszcze broniąc przed ludźmi..."
    • weronika753 Re: sympatie i antypatie. 31.12.08, 20:13
      Bardzo wysoko cenię Szymona Paczesia. Za jego miłość do Nastusi
      Gołębianki, za obłędną pracowitość i upór.
      Za to, że uniezależnił się od zaborczej i toksycznej matki, kupił
      jakieś ugory, które oczyszczał gołymi rękami i marzył, ze dla żony
      wybuduje wspaniałą chałupę.
      • matylda1001 Re: sympatie i antypatie. 01.01.09, 12:32
        Tak, to prawda, nawet mieszkańcom wsi zaimponował do tego stopnia,
        że każdy starał sie mu ulżyć i czymś obdarować. Poza tym Szymek to
        bardzo sympatyczna postać, nikomu nie wchodził w drogę, z nikim nie
        wdawał się w konflikty.
    • cahir4 Żal mi Jasia... 02.01.09, 11:50
      Nie jest zły dzieciak, zaczyna docierać do niego, że rodzice nieco
      specyficzną prezentują moralność i nawet o tym przebąkiwać zaczyna:
      a to, że ojciec z ludzi zdziera, a to, że matka o Jagnie niby tak
      złą ma opinię a do domu ją ciągle zaprasza. Ale na silnym jest
      trzymany postronku - raz przywiązania, szczególnie do matki, a dwa -
      zaciągniętego (bez woli własnej a może i wbrew niej) finansowego
      zobowiązania, jakim były pieniądze wydane na jego kształcenie. Czego
      matka nie omieszkuje mu wypomnieć (dla kogo ojciec to niby zdziera).
      Oczywiście, mam na myśli zobowiązanie moralne. Księdzem ewidentnie
      zostać nie ma ochoty.

      Można by pomyśleć, że gdyby nie jego brak dojrzałości i Jagny, jak
      to któraś z Was określiła, "delikatnie mówiąc nietypowa umysłowość",
      to para ta mogłaby mieć jakieś szanse. W tym sensie, że warunki
      zewnętrzne nie były beznadziejne. Jasio dopiero zaczął seminarium,
      więc pewnie mógł się jeszcze wycofać, na Jagny 11 morgach mogliby
      się utrzymać bez łaski organistów. No, problem byłby ewentualnie z
      koniecznością uzyskania zgody rodziców na ślub, bo chyba by takiej
      potrzebował, skoro nie ma 21 lat. Bo bardzo w ogóle on jest jeszcze
      młodziutki, chyba młodszy od Jagny nawet.

      Teraz są moim zdaniem trzy wyjścia:
      1. Wcześniej, czy później się zbuntuje (mało prawdopodobne). Jeśli
      wcześniej, to może próbować związać się z Jagusią (jeszcze mniej
      prawdopodobne), ale gdyby nawet - nie wróżę im sukcesu. Jeśli
      później, to zbuntuje się pewnie już nie przeciw sutannie (klamka
      zapadnie), ale przynajmniej przeciw rodzicom.
      2. Nie zbuntuje się, zostanie "księdzem z rozsądku" (bo to wówczas
      on jeden?), ale będzie w sobie nosił wyidealizowany obraz Jagusi i
      ta niemożność zapomnienia, niewłaściwa dla kapłana, będzie w nim
      rodziła poczucie rozdarcia, poczucie grzechu.
      3. Nie zbuntuje się, pogodzi się tak dalece, że uzna Jagnę za
      wcielenie pokus szatańskich, co go zwieść chciały, przerzuci na nią
      winę, jak Antek. Tylko, że Antek wtedy zwrócił się ku, stanowiącej
      przeciwieństwo Jagusi, żonie, a Jasio, innych kobiet za dobrze nie
      znający, może w sobie wychodować mizoginizm. Ze szkodą dla
      przyszłych parafianek.
      • jadwiga1350 Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 13:20
        Do Jasia zawsze czułam sentyment. Taki niewinny, romantyczny
        chłopaczek czytający pod gruszą Pana Tadeusza. Zostać księdzem
        rzeczywiście nie ma żadnej ochoty, ale też nie ma nic o tym żeby się
        buntował przeciwko drodze jaką wytyczyła mu matka. Mnie się on
        wydaje podobny do Jagusi, kieruje się porywami, uczuciami, chwilowym
        nastrojem. Wstępuje do seminarium bez głębszego zastanowienia się ,
        podobnie jak Jagna beztrosko godzi się na małżeństwo z Boryną. Może
        i Jaś powiedział matce:"ja tam mamo nie wiem, każe mama pójść na
        księdza, to pójdę na księdza, mamy w tym głowa"

        W związku z prawem własności i tym że małżonek był:"elementem obcym
        ekonomicznie" zastanawia mnie sytuacja Tereski żołnierki. Mieszkała
        ona w swoim rodzinnym domu, bedącym tylko jej własnością. Dlaczego
        więc Jagustynka straszy Tereskę tym, że Jasiek może wygnać ją z
        domu. Jakie on miałby prawo wyganiać ją z jej rodzinnego domu?

        Hanka czuje się w domu Borynów właścicielką, a nie tylką żoną
        korzystającą z majątku męża. Wyraźnie mówi "moja chałupa", choć ani
        tego domu nie budowała, ani nie dziedziczyła po przodkach.
        • weronika753 Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 14:02
          > W związku z prawem własności i tym że małżonek był:"elementem obcym
          > ekonomicznie" zastanawia mnie sytuacja Tereski żołnierki. Mieszkała
          > ona w swoim rodzinnym domu, bedącym tylko jej własnością. Dlaczego
          > więc Jagustynka straszy Tereskę tym, że Jasiek może wygnać ją z
          > domu. Jakie on miałby prawo wyganiać ją z jej rodzinnego domu?

          Bo chłop taką niewierną babę, co jak ta suka rozciekana po całej wsi latała,
          wypędzał z chałupy i cześć.

          Wyobrażasz sobie sytuację, jak to baba odwraca się i z mietłą na niego:
          - w świetle paragrafu 15, artykułu 9 Ukazu Carskiego numer 71, z dnia 13 maja
          1885 to ja mam prawo, ciebie mój mężu z chaty wypędzić.

          No nie! :D
        • groha Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 14:02
          Co do Hanki, to chyba nie do końca prawda, bo kilka razy mówi o tym, że nie
          siedzi na swoim, ale mniejsza z tym, ona sobie i tak poradzi. Za to jeśli chodzi
          o przyszłe kapłaństwo Jasia, to śmiem przypuszczać, że jego ewentualny
          mizoginizm raczej nie przeszkadzałby w niczym parafiankom, bo i tak byłyby
          zapatrzone w niego, jak w obraz, podejrzewam. Ale też mi go żal. Macie rację -
          to dobry, wrażliwy chłopak, do którego nagle zaczyna docierać zbyt wiele prawd o
          dorosłym życiu, a takie przyśpieszone dojrzewanie bywa okrutnie bolesne.
          Szczególnie, gdy te odkrycia, łącznie z pierwszymi fascynacjami płcią odmienną,
          traktowane są przez dorosłych z bezwzględną brutalnością, a możliwości buntu
          praktycznie żadne. Bo każdy, dosłownie - każdy, zaraz wybiliby mu z głowy pasem,
          albo cybuchem, to pewne. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to trauma na całe życie,
          ale kto tam wtedy przejmował się takimi sprawami. Jasia szkoda, a co dopiero
          mówić o takim Witku? Jaka przyszłość czekała to biedne, zdolne i dobre dziecko?
          O tych znajdach u Kozłowej nawet nie wspomnę, bo coś mi się robi. To dopiero
          jest dramat.
          • mmk9 Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 14:37
            Jasia szkoda, a co dopiero
            mówić o takim Witku? Jaka przyszłość czekała
            A ja odwrotnie, o przyszłości Witka potrafię myśleć optymistycznie.
            Najgorsze juz za nim, myśle, że wkrotce mogł zostać u Antków
            prawdziwym parobkiem , jak Pietrek. Jako zdolny do wszelakiej
            majsterki miał szansę na tym sobie dorabiać albo i przystać do
            Mateusza jako pomocnik. Może i do Warszawy wrocił ?
            Za to Jasio zanim odważył sie na bunt, został księdzem i stracil
            możliwość jakiegokolwiek manewru. Zrzucenie sutanny to tez bardzo
            kiepska perspektywa, środowisko by nie wybaczyło. No, chyba, że na
            czas odkrył w sobie powołanie, ale jakoś nie chce mi się wierzyc
            • jadwiga1350 Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 14:56
              Przecież z seminarium duchownego mógł wystąpić. Sam Reymont też
              próbował nowicjatu zakonnego a kiedy to rzucił to świat się nie
              zawalił i dał sobie radę.Może Reymont był prototypem Jasia? Bo to i
              syn organisty, i ten nowicjat zakonny?.Może kreując tę postać
              wykorzystał swoje własne doświadczenia? To uparte kierowanie
              zdolnych chłopskich synów na księży, jakby nie istniały inne drogi
              awansu społecznego. Przecież jak się czyta wspomnienia czy biografie
              znanych ludzi z XIX w, czy pierwszej połowy XX w, pochodzących ze
              wsi, to właściwie z każdego rodzice chcieli zrobić księdza!
              • cahir4 Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 15:25
                Bo to była największa nobilitacja, przy najmniejszej, że tak powiem,
                inwestycji. Chodzi dokładnie o koszty kształcenia i utrzymania w
                seminarium. Jeśli były, to nieproporcjonalnie niskie w stosunku do
                szkół cywilnych.

                A jednocześnie awans był najpewniejszy. Pisarczykami najróżniejszymi
                i kancelistami, to nawet chłopi pogardzają. Doktor, to już by było
                coś, ale na to pieniądze trzeba by mieć wielkie a i potem różnie
                bywało - pacjenci bogatsi bywali albo i nie. Pamiętasz trudne Judyma
                początki?

                A ksiądz nie tylko, że miał posadę zapewnioną, ale także awans
                klasowo - towarzyski. Niechby nawet był chłopski syn, jak lipecki
                proboszcz, święcenia były jak nobilitacja - teraz on już był i dla
                dziedzica z Wólki godne towarzystwo. I jeśli był zwyczaj, że się w
                pewnych sytuacjach księdza w rękę całowało, to się całowało. Nawet
                jeśli twój ojciec dziedzic był, a jego niegramotny chłop.

                Żaden inny zawód nie dawał tak skutecznego awansu przez sam fakt, że
                się go uprawiało.
            • cahir4 Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 15:08
              Jeszcze nie został, obłuczyny (czy jak się to tam nazywa), to
              jeszcze nie święcenia. Mało prawdopodobne, by po pół roku w
              seminarium miał za sobą śluby czystości. Ale noszenie sutanny
              zobowiązywało - mógł ją pewnie jeszcze zrzucić i mieć prawo do
              kościelnego ślubu (chociaż skandal to by był i tak), ale nie mógł
              być klerykiem i jednocześnie się z panną po polach prowadzać.

              O Witku też myślę optymistycznie. W miarę optymistycznie. To znaczy
              wróżę mu dobry los, jak na miarę wiejskiego postucha i znajdę (już
              on tam sobie i ciesiołką i graniem na weselach dorobi), ale los
              skromny jak na miarę jego rzeczywiście niezwykłych i wielostronnych
              talentów. Gdyby się w innym środowisku wychował, mógłby mieć przed
              sobą naprawdę ciekawą przyszłość. Nawet na wsi, gdyby miał rodziców
              o skromnych nawet możliwościach, to przy takich zdolnościach
              chociażby go na organistę wykierowali. Ale mam nadzieję, że jakiś
              następca Rocha, który niewątpliwie do wsi zawita albo i pan Jacek
              jeszcze mu rękę poda...
            • matylda1001 Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 15:27
              Ja też o Witka jestem spokojna. To dobry, inteligentny i uzdolniony
              chłopak. Myśle, że nie został w Lipcach, gdzie szczytem jego kariery
              byłoby stanowisko wykwalifikowanego parobka w gospodarstwie Borynów.
              Witek i tak miał sporo szczęścia. Gdyby nie Boryna to pewnie
              zmarniałby jak te wszystkie biedactwa od Kozłowej. U Boryny nie miał
              tak żle. Głodny nie był, ani nie przymierał z zimna. Że ciężko
              pracował? a czy Boryna oszczędzał Józię, swoją najmłodszą, ukochaną
              córke? Witek podzielał losy gospodarskich synów, z ta tylko różnicą,
              że nie miał nadziei na spadek. Myślę, że za kilka lat podziękowal
              Borynom za wychowanie i pojechał do Warszawy. Tam pewnie na poczatek
              zatrudnił sie przy koniach, a moze potem założył jakiś warsztat
              rzemieślniczy?
      • stara_dominikowa Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 22:38
        Jak tak sobie poredzacie o Jasiu i Witku to ja dorzucę swoje!

        A tyle wam powiem że mnie nie żal Jasia i tyla! Witek miał więcej ikry i
        własnego zdania niż ten organiściuch. Witek wiedział, że kto ma rozum to sam
        wymiarkuje jak coś zbudować, Witek potrafił rzucić gospodarzowi: "pocałujta me
        gdzieś", Witek wykradł boćka księdzu. O, nie dawał sobie w kaszę dmuchać mój
        ulubiony parobek! Jestem o niego spokojna, był zdolny i nie dawał sobą pomiatać.

        Jasio? Eh... Dawał z sobą robić co ino chcieli rodzice. Ta panika kiedy
        przyłapał księżą Marynę z Pietrkiem - to dzieuchy za bydłem już wiedzą o co
        chodzi a on uciekł jak dziesięciolatek. Piszecie, że nie mógł dzieuch obaczyć
        nigdzie i porównania nie miał - a w szkołach przed seminarium? A w podróży? A na
        jarmarku i inszych miejscach? Kto ma chęć samo mu w oczy wejdzie. Był
        dziecinnym, nierozgarniętym głuptaskiem bez własnej woli i charakteru. Co jestem
        skłonna ostatecznie wybaczyć Jagusi w patriarchalnych realiach wsi - czyli
        bezwiedne zamążpójście - młodemu mężczyźnie nie wybaczę.
        Tyla wam powiem albo i co inszego!
          • jadwiga1350 Re: Żal mi Jasia... 02.01.09, 23:05
            Ja bym mu dała tak 18-20. Jasio taki nieuświadomiony nie był.
            Najpierw z zainteresowaniem podsłuchiwał Pietrka i Marynę. Wzburzyły
            go dopiero słowa jakie usłyszał o sobie i Jagnie. Że to Kozłowa
            miała ich przydybać w lesie, że Jagna co noc się z nim spotyka.
            Zrozumiał, że ludzie zupełnie inaczej postrzegają ich wzajemną
            zażyłośc niż on.
            • paszczakowna1 Re: Żal mi Jasia... 03.01.09, 17:52
              > Ja bym mu dała tak 18-20.

              20 to nie. 18 może być, ale raczej koło 17. 20 to w tamtych czasach, i to na
              wsi, był wiek zupełnie dojrzały. A zauważ, że np. Mateusz w ogóle Jasia za
              rywala nie uważa, dla niego to jest 'dzieciuch'.
              • cahir4 Re: Żal mi Jasia... 03.01.09, 19:48
                paszczakowna1 napisała:


                > 20 to nie. 18 może być, ale raczej koło 17. 20 to w tamtych czasach, i to na
                > wsi, był wiek zupełnie dojrzały.

                Tez sądzę, że 17-18. Ale nie zgadzam się, że to był wiek dojrzały. Jagna za
                młódkę uchodzi, co na męża może poczekać, mając lat 19. A to przecież kobieta
                ;). Dla mężczyzny (?) to nie był jeszcze wiek na założenie rodziny. Z tego, co
                myśli Mateusz, można wnioskować, że nawet jako uwodziciel się jeszcze nie
                liczył. Taki dzieciuch ;).

                Pełnoletniość prawna (nie mogę się oprzeć), to 21 lat. Do wcześniejszego
                małżeństwa potrzebna zgoda rodziców.
                • matylda1001 Re: Żal mi Jasia... 04.01.09, 00:44
                  >Tez sądzę, że 17-18. Ale nie zgadzam się, że to był wiek dojrzały.
                  Jagna za młódkę uchodzi, co na męża może poczekać, mając lat 19. <

                  Jagna miała 19 lat? Przeciez Dominikowa mówi: młódka to jeszcze, na
                  dziewietnasta zwiesne jej idzie. Czyli skonczyła 18. W tym wieku
                  każdy miesiąc sie liczy. Z tym czekaniem na męża to chyba taka
                  kokietria Dominikowej była. Nastka ile miała lat, szesnascie,
                  siedemnaście? Co do Jasia, to mial chyba 18-19. Tak w tamtych
                  czasach kończyło sie gimnazjum, a on skończył skoro wstąpił do
                  seminarium. Mateusz mial rację mówiąc, że z Jasia dzieciuch jeszcze.
                  Dziewczęta wcześniej dojrzewały.
                  ---------------------------------------------------------------
                  "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
                  • jadwiga1350 Re: Żal mi Jasia... 04.01.09, 10:08
                    Prawda,że ze strony Dominikowej to tylko taka zagrywka. Chce podbić
                    cenę córki, w tym małżeńskim targu.Boryna musi wiedzieć, że Jagna
                    jest warta tych 6 mórg! Która matka powiedziałaby swatom, że jej
                    córka to już stara panna i trzeba ją jak najszybciej za mąż wydać?
                    Myślę, że nawet jakby Jagna trzydziestkę przekroczyła, to dla matki
                    byłaby młódką.
                    Określenia Jasia "dzieciuch" padają z ust Antka i Mateusza, mężczyzn
                    po trzydziestce. Dla nich rzeczywiście 20-letni Jaś może być
                    dzieciuchem. Po za tym ich obu Jagna rzuciła, więc są zazdrośni. To
                    lekceważące słowo dzieciuch ma podnieść ich wartośc we własnych
                    oczach. Może im też trudno zrozumieć, że Jagna woli dzieciucha, niż
                    chłopa jak smoka.
                    Ale czy w wieku Jasia, w tamtych realiach rzeczywiście było się
                    dzieciuchem? Przecież gimnazjaliści, czy studenci w wieku Jasia
                    często byli już samodzielni zarabiając na własne utrzymanie
                    dawaniem korepetycji. Taka 10-letnia Józka w domu ojca jest w
                    pewnych okresach całą gospodynią. Więc chłopak w wieku Jasia, raczej
                    nie mógłby być traktowany jako dziecko. Sam Reymont chyba też w tym
                    wieku był już zupełnie samodzielny i dorosły.
                    • paszczakowna1 Re: Żal mi Jasia... 04.01.09, 11:44
                      > Określenia Jasia "dzieciuch" padają z ust Antka i Mateusza, mężczyzn
                      > po trzydziestce. Dla nich rzeczywiście 20-letni Jaś może być
                      > dzieciuchem. Po za tym ich obu Jagna rzuciła, więc są zazdrośni. To
                      > lekceważące słowo dzieciuch ma podnieść ich wartośc we własnych
                      > oczach. Może im też trudno zrozumieć, że Jagna woli dzieciucha, niż
                      > chłopa jak smoka.

                      Mateusz mówi to w myślach, i właśnie zazdrosny nie jest. Oczywiście, możliwe
                      jest, że się po prostu przyzwyczaił myśleć o Jasiu jako o dziecku.

                      > Ale czy w wieku Jasia, w tamtych realiach rzeczywiście było się
                      > dzieciuchem? Przecież gimnazjaliści, czy studenci w wieku Jasia
                      > często byli już samodzielni zarabiając na własne utrzymanie
                      > dawaniem korepetycji. Taka 10-letnia Józka w domu ojca jest w
                      > pewnych okresach całą gospodynią. Więc chłopak w wieku Jasia, raczej
                      > nie mógłby być traktowany jako dziecko. Sam Reymont chyba też w tym
                      > wieku był już zupełnie samodzielny i dorosły.

                      Jaś jest traktowany jak dziecko przez matkę (Jasiu, weź szalik, bo chłodno!) i
                      przez Reymonta opisywany (I tom, rozdz 5) jako 'chłopiec', 'chłopak'. Dlatego
                      podejrzewam, że był młodszy. Gimnazjum można było skończyć i w młodszym wieku
                      (zdarzały się nawet 16-latki), wtedy była duża elastyczność. Oczywiście, Jaś
                      mógł być i starszy, tylko opoźniony w rozwoju społecznym i emocjonalnym.
                  • cahir4 Re: Żal mi Jasia... 05.01.09, 10:52
                    matylda1001 napisała:


                    > Jagna miała 19 lat? Przeciez Dominikowa mówi: młódka to jeszcze, na
                    > dziewietnasta zwiesne jej idzie. Czyli skonczyła 18. W tym wieku
                    > każdy miesiąc sie liczy.

                    Dlatego też Kumo i każdy jej liczę ;). Kiedy za Jasiem oczy po polach wypatruje,
                    to rychtyk ma tę już zwiesne za sobą. Ale fakt, Dominikowa mówi to o
                    osiemnastolatce jeszcze.
              • jadwiga1350 Re: Żal mi Jasia... 03.01.09, 19:53
                Myślę że jeśli coś mogło wzbudzić bunt w Jasiu to wiadomość jaką
                rolę odegrali jego rodzice, a szczególnie matka w linczu na Jagusi.
                Jaś poszedł pokornie na pielgrzymkę ze zerżnietą skórą. Ale w
                drodze, z dala od domu i Jagny mógł sobie wszystko spokojnie
                przemyśleć i przeanalizować. Gdy wrócił do Lipiec na pewno się o
                wszystkim dowiedział. Niemożliwe żeby taką rzecz można było przed
                nim ukryć.Jeśli to nie wywołało w nim odruchu buntu, to już chyba
                nic b tego nie mogło zrobić.
                Może jak mieszkańcy Lipiec otrzeźwieli to i żałowali że dali się tak
                podpuścić organiścinie. Jej kłamstwa były przecież łatwe do
                zdemaskowania. Dlaczego Jagna, tak lubiąca się stroić, nigdy nie
                nosiła tych złotych pierścionków, którymi miał ją obdarzać wójt?
                Podczas ataku na chatę Dominikowej chyba też nikt tych luksusów nie
                zauważył.
                • cahir4 Re: Żal mi Jasia... 03.01.09, 20:21
                  Też po cichu liczę, że to wywoła jego bunt.

                  Ale co do drugiej sprawy, to nie wiem, czy one jej wierzyły (jeśli naprawdę
                  wierzyły) nie z rozsądku, ale dlatego, że były tak pełne niechęci do Jagny, że
                  przyjęłyby każdą bzdurę. To się zbiera od samego początku - pierwszy raz zdanie
                  o potrzebie wygnania Jagusi ze wsi pada w PIERWSZYM rozdziale powieści, w scenie
                  kopania ziemniaków. A potem przewija się stale jak wróżba albo groźba. Miałam
                  nawet ochotę, żeby wyłapać wszystkie takie wtrącenia.
                  • jadwiga1350 Re: Żal mi Jasia... 03.01.09, 20:52
                    Ludzie najbardziej bali się tego ze będą musieli spłacać długi
                    wójta. Dlatego tak łatwo dali sie pociągnąć organiścinie. Przecież
                    na początku, gdy tylko poszła fama o aresztowaniu wójta nikt Jagny
                    nie kojarzył z tą sprawą.Jagna nie miała dobrej opinii we wsi , ale
                    nikt wcześniej nie oskarżał ją o chciwość, czy namawianie kogoś do
                    kradzieży. To że wieś musiałaby spłacać deficyt w kasie to mogła być
                    zwykła plotka.Wójt biedakiem nie był, więc być może jego majątek
                    wystarczył do pokrycia niedoboru w kasie.Po za tym nie wiadomo, czy
                    władze rzeczywiście stosowały w stosunku do mieszkańców wsi taką
                    odpowiedzialność zbiorową. A jeśliby się okazała że na ten dług
                    składać się nie trzeba, to i złość by Lipczakom przeszła. Może by
                    mieli tylko satysfakcję, że wojt, niezbyt lubiany, w taki sposób
                    skończył.
                    • cahir4 Re: Żal mi Jasia... 03.01.09, 21:12
                      Dlatego nie została Jagna wygnana za kradzieże wójta, ale za całokształt. Jak
                      pisałam, pierwszy raz taki pomysł pojawia się w pierwszym rozdziale pierwszej
                      części, jeszcze zanim doszło do najgorszych z jej udziałem skandali.

                      Natomiast sprawa z wójtem i obawy ludzi dały organiścinie po prostu okazję.
                      Nastroje społeczne - że użyję współczesnego pojęcia, były tak podgrzane, że
                      łatwo było sprowokować coś, co mogło dać im ujście.
                    • tt-tka Re: Żal mi Jasia... 12.11.16, 17:18
                      enesaj napisał(a):

                      > Czy to zdanie na pewno dotyczyło wtedy Jagusi, a nie jej matki?


                      Ktore zdanie ? Cytuj, prosze, do czego sie odnosisz, bo przy dluzszym watku zwykle czyta sie od najnowszych i trudno sie polapac.
                      • enesaj Re: Żal mi Jasia... 12.11.16, 18:38
                        Już się poprawiam: "To się zbiera od samego początku - pierwszy raz zdanie
                        o potrzebie wygnania Jagusi ze wsi pada w PIERWSZYM rozdziale powieści, w scenie
                        kopania ziemniaków. A potem przewija się stale jak wróżba albo groźba. "
                        • tt-tka Re: Żal mi Jasia... 12.11.16, 18:55
                          A, jasne. Byla juz o tym mowa w innym watku, w tamtej scenie grozba wygnania odnosi sie ewidentnie do czarownicy Dominikowej :)
                          "czarownica to jest (...) bacze, ze dawniej takie ze wsi wyganiali" - mowa caly czas o starej, potem dopiero pada "tym sie nic nie stanie, bo ma je kto bronic (...) a pierwszy pono do obrony to ano chlop Hanki"
                          Bezposrednio pod adresem Jagny grozba wygnania pada chyba dopiero przy plonacym brogu. A moze tylko publicznego ukarania chlosta ? jej i Antka ?

                          Szczerze mowiac tych przewijajacych sie wzmianek o potrzebie wygnania nie pamietam...czas by odswiezyc "Chlopow". Ukarania tak, bo wstyd calej wsi przynosi, ale te pierwsza wzmianke w pierwszym rozdziale (adresowana do Dominikowej) odbieralam zawsze jako przypomnienie, ze taki obyczaj, usankcjonowany tradycja i uznany, byl, a nie jako pogrozke. Wspominany z nostalgia, w stylu "dawniej sie takie sprawy prosto i od reki zalatwialo", ale wlasnie wspominany, a nie jako rozwiazanie na dzis.
                          • enesaj Re: Żal mi Jasia... 12.11.16, 20:13
                            Taka wzmianka przewija się jeszcze gdzieś w karczmie, w gwarze głosów - nie pamiętam dokładnie, w którym miejscu, ale chyba wiosną albo latem, więc już raczej dotyczy Jagny. Może po tym, jak przyłapano ją z wójtem w lesie.
                            • tt-tka Re: Żal mi Jasia... 17.11.16, 00:50
                              Doczytalam sie. Pierwszy raz o wygnaniu Jagny, personalnie Jagny ze wsi mowi sie po tym pozarze brogu, kiedy na pogorzelisku znaleziono jej zapaske i juz wiadomo, ze byla tam z Antkiem.
                              "Taka trzeba ze wsi wyswiecic ozogiem kiej czarownice ! - rzekla w glos Kobusowa".
                              Ewidentnie chodzi o stosunek z pasierbem. O podpalenie podejrzewany jest Antek, nie ona. Prorokuja mu kryminal, i zasluzenie, bo "cala wies mogla pojsc z dymem", ale "Sadow to sprawa, nie nasza, ale kto winowaty przed Bogiem i ludzmi, jesli nie ta suka Jagna - podniesla surowy glos Balcerkowa".
                              Od lutego nabrzmiewalo.
    • tt-tka Re: sympatie i antypatie. 02.05.16, 03:07
      Drzaznia mnie, i to okrutnie, postacie bezmyslne. Czyli Jagna i Jasio.

      Jagna - nie wymaga uzasadnienia. Ona jest poza rozumem tak samo, jak poza moralnoscia.
      Jasio - usiluje myslec, boryka sie ze soba. Ale, o jeny, jaki ten chlopak jest nierozwiniety ! Ja rozumiem uzaleznienie, takze uczuciowe, od rodzicow, warunki, w jakich sie wychowal i ktore ksztaltuja jego postrzeganie swiata, ale przeciez on jako jedyny w Lipcach wyszedl poza to srodowisko ! Byl w szkole, spedzil tam co najmniej piec lat, a szesc, jesli do seminarium byla wymagana matura. Mial kolegow z roznych warstw spolecznych, normalne chlopczynskie srodowisko, szkolne i kolezenskie zwiazki. Przypomnialam sobie "Wspomnienia niebieskiego mundurka", ilez tam jest tej wspolnoty klasowej, stancyjnej, akcji, rozmow, wspoldzialania - a po Jasiu jak woda z gesi splynelo wszystko. Dupek z charakteru, nie tylko z wieku.

      Lubie Jozke, nawet bardzo. Zywa, nieglupia dziewczyna, nikomu zle nie zyczaca, w sympatiach stala i ofiarna, wesola, zaradna - sam miod. Nastka mi sie podoba, charakter ma i tak szczesliwe usposobienie, ze pozazdroscic. Jesli szczescie jest rzeczywiscie stanem duszy, to one obie maja na nie duza szanse, czego im zycze. Witka tez lubie, potrafi byc prawdziwym kumplem. Hanka mi imponuje. Jasiek rzucil mnie na kolana, i tym swoim wybaczeniem pelnym zrozumienia, i wsparciem zony na przyszlosc - ta ich wspolna pielgrzymka (ze scislym postem, choc on nie ma za co pokutowac) to jest rzeczywiscie przyjecie jej grzechu czy bledu po calosci, taka bezslowna deklaracja, ze w dobrym czy zlym zawsze z nia i na wieki wiekow amen.
      Pewnie podpadne, ale lubie Jagustynke - potrafi byc wspanialomyslna, umie mocno czuc (jako matka i babka nawet w zazartym sporze nie opusci w biedzie), ma wlasne zdanie i nie boi sie go wyrazic, niezalezna w ocenach i autorytety jej nie imponuja, a przy tym bylaby wspaniala reporterka krymialnego pismidla. Na jej jezyk trafiaja same wstrzasajace wydarzenia, a czego nie wie, to wymysli albo i stworzy, w sensie doprowadzi do sytuacji, ktora antycypowala. Taka sasiadka to skaranie boskie, ale z bezpiecznej odleglosci mam slabosc do takich babeczek :-)
      • bupu Re: sympatie i antypatie. 02.05.16, 15:04
        tt-tka napisała:

        > Drzaznia mnie, i to okrutnie, postacie bezmyslne. Czyli Jagna i Jasio.
        >
        > Jagna - nie wymaga uzasadnienia. Ona jest poza rozumem tak samo, jak poza moral
        > noscia.
        > Jasio - usiluje myslec, boryka sie ze soba. Ale, o jeny, jaki ten chlopak jest
        > nierozwiniety !

        No ameba taka trochę z tego Jasia, nie da się ukryć. I drażni mnie tak samo jak i was, kumo, Jaguś zresztą też.

        >
        > Lubie Jozke, nawet bardzo. Zywa, nieglupia dziewczyna, nikomu zle nie zyczaca,
        > w sympatiach stala i ofiarna, wesola, zaradna - sam miod. Nastka mi sie podoba,
        > charakter ma i tak szczesliwe usposobienie, ze pozazdroscic. Jesli szczescie j
        > est rzeczywiscie stanem duszy, to one obie maja na nie duza szanse, czego im zy
        > cze. Witka tez lubie, potrafi byc prawdziwym kumplem. Hanka mi imponuje. Jasiek
        > rzucil mnie na kolana, i tym swoim wybaczeniem pelnym zrozumienia, i wsparciem
        > zony na przyszlosc - ta ich wspolna pielgrzymka (ze scislym postem, choc on ni
        > e ma za co pokutowac) to jest rzeczywiscie przyjecie jej grzechu czy bledu po c
        > alosci, taka bezslowna deklaracja, ze w dobrym czy zlym zawsze z nia i na wieki
        > wiekow amen.

        Pełna zgoda z powyższym.

        > Pewnie podpadne, ale lubie Jagustynke - potrafi byc wspanialomyslna, umie mocno
        > czuc (jako matka i babka nawet w zazartym sporze nie opusci w biedzie), ma wla
        > sne zdanie i nie boi sie go wyrazic, niezalezna w ocenach i autorytety jej nie
        > imponuja, a przy tym bylaby wspaniala reporterka krymialnego pismidla. Na jej j
        > ezyk trafiaja same wstrzasajace wydarzenia, a czego nie wie, to wymysli albo i
        > stworzy, w sensie doprowadzi do sytuacji, ktora antycypowala. Taka sasiadka to
        > skaranie boskie, ale z bezpiecznej odleglosci mam slabosc do takich babeczek :-)

        A to mnie kumo nie podpadniecie, bo ja też Jagustynkę lubię :D
      • kindzie Re: sympatie i antypatie. 19.11.16, 19:40
        tt-tka napisała:

        > Pewnie podpadne, ale lubie Jagustynke - potrafi byc wspanialomyslna, umie mocno
        > czuc (jako matka i babka nawet w zazartym sporze nie opusci w biedzie), ma wla
        > sne zdanie i nie boi sie go wyrazic, niezalezna w ocenach i autorytety jej nie
        > imponuja, a przy tym bylaby wspaniala reporterka krymialnego pismidla.

        Jagustynka to od zawsze moja ulubiona postać z "Chłopów". Właśnie z tych powodów, które wymieniłaś. Poza tym ja jeszcze uwielbiam jej ostry dowcip i uważam ją za najinteligentniejszą spośród wszystkich bohaterów powieści.
        • tt-tka Re: sympatie i antypatie. 04.12.16, 12:00
          Tak nawiasem mowiac - wsrod sympatii/antypatii nikt chyba nie wymienil Dominikowej !
          Wyrazista, mocna postac, a zadnych emocji nie wywoluje ?
          (zauwazylam to dopiero, kiedy w innym watku ktos zadeklarowal sympatie dla niej)
    • wojtek_z_lasu_12 Re: sympatie i antypatie. 18.03.17, 21:21
      Lubienie:
      Na pierwszym miejscu jedyna naprawdę pozytywna postać książki czyli
      Rocho
      Na drugim Ona, którą kocham beznadziejną miłością niczym Jasiek Przewrotny Nastkę - Anna z Byliców Borynowa
      Na trzecim Szymek Pacześ, w którego wyzwoleniu, zacisniętych zębach i spracowanych dłoniach widzę brata i pobratyma

      Potem idzie cały szereg sympatycznych, miłych, uczciwych bądź budzących współpczucie osób: Witek, Pan Jacek, Józka, Kuba, Jagata, Jagustynka, Jambroży, Jasio Organistów, Jasio Zołnierz, Tereska, Jasiek Przewrotny, Magda

      Po drugiej stronie drogi stoi chałupa antypatycznych Paczesiów z egocentryczną, narcystyczną i psychopatyczną Jagusią jej tyrańską matarialstyczną matką i tchórzliwym i głupawym Jędrzychem

      Cała resztę kocham ale wolałbym z nimi w życiu nie mieć nic wspólnego ani z fałszywym Kowalem, jego miałką małżonką ani głupiomądrym wójtem, księdzem czcicielem św Spokoju, ani apodyktycznym Boryną, maczo mateuszem, nie mówiąc już o organiścinie, Państwu Kozłach czy krewnych Agaty i Jagustynki
      • jadwiga1350 Re: sympatie i antypatie. 20.03.17, 19:20
        > Na drugim Ona, którą kocham beznadziejną miłością niczym Jasiek Przewrotny Nast
        > kę - Anna z Byliców Borynowa

        No, mieć taką kobietę to wygoda :

        "Dyć byłaby klękała przed nim, dyć byłaby prochy zmiatała, więc jeno niekiedy rwało się jej z piersi jakieś słowo, padając kiej to ważne ziarno i kiej ten kwiat pachnący weselem i oroszony krwią serdeczną, a oczy wierne i oddane, oczy pełne bezgranicznego miłowania kładły mu się pod stopy kiej psy, zdając się na wolę jego i na jego łaskę."
        • tt-tka Re: sympatie i antypatie. 16.08.18, 14:05
          jadwiga1350 napisała:

          > > Na drugim Ona, którą kocham beznadziejną miłością niczym Jasiek Przewrotn
          > y Nast
          > > kę - Anna z Byliców Borynowa
          >
          > No, mieć taką kobietę to wygoda

          Ale Wojtek_z_lasu Hanki nie ma i korzysci zadnych z niej nie ma, a i tak ja kocha miloscia wielka. Tak, wiem, la was, kumo, niepojete. A ja pojmuje.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka