Dodaj do ulubionych

Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko.

02.11.09, 16:26
Chciałabym się dowiedzieć no właśnie jak się w Australii żyje. Niedługo wybieram się w tamte okolice, fakt że na studia ale wiadomo jak jest z pieniędzmi - pracować trzeba. Jak jest z pracą czy ciężko jest ją znaleźć. Nie chodzi mi o niewiadomo co, jako studentka nie mam wygórowanych aspiracji - polska rzeczywistość uczy kreatywności i elastyczności no i przetrwania chyba w każdych warunkach smile A może jakiś student trafi na mojego posta i sypnie garścią dobrych rad wink

Druga sprawa, która mnie interesuje to czy antypody też dopadł wszechobecny kryzys? Czy warunki życia się ostatnio zmieniły? Czy zarobki spadły? Czy żywność podrożała ostatnio drastycznie? Czy jakieś masowe zwolnienia miały miejsce?

Co jest najtrudniejsze dla Polaka/ki? Jakie ma problemy po przylocie i później? I w ogóle jeśli możecie się czymś podzielić z miłą chęcią czekam :]

Zdradźcie co tam za oceanem na mnie czeka smile


Obserwuj wątek
    • bogo2 Re: Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko. 03.11.09, 12:26
      przed wyjazdem, zrob kurs barmanki, najlepiej, taki, ktory by
      stwierdzal,ze znasz, jak nalewa sie drinki, w higieniczny sposob...
      najlepiej zeby byl uznawany w anglojezycznym swiecie...
      byc moze oszczedzi ci to robienie takiego kursu,tutaj, na miejscu,
      czyli kilkaset $$$$...wcale nie zartuje... !
      barmanka, to sposob na przezycie dla studentki, tutaj... to strefa
      gotowkowej ekonomii... pracy z nocy na noc, z napiwku na napiwek...
      praca zmiennych godzin i pracodawcow... to bardzo ciezka praca, ale
      daje sie zyc... tak przynajmniej, corka mi mowi... smile
      o reszte, zapytaj tutaj....
      forum.melbourne.pl/

      dizzy338 napisała:
      (...)

      > Chciałabym się dowiedzieć no właśnie jak się w Australii żyje.
      > Niedługo wybieram się w tamte okolice, fakt że na studia ale
      > wiadomo jak jest z pieniędzmi - pracować trzeba. Jak jest z pracą
      > czy ciężko jest ją znaleźć. Nie chodzi mi o niE wiadomo co, jako
      > studentka nie mam wygórowanych aspiracji(...)
    • kaganback Re: Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko. 06.11.09, 02:49
      Pracy w Australii juz od 40 lat nie ma. Nie daj sie zwiesc
      kapitalistycznej propagandzie z Europy, ze gdzies za morzami jest
      kraj w ktorym kapitalizm wciaz kwitnie. Australia nie jest tym lucky
      country, realne bezrobocie jest wieksze niz w Niemczech, tyle ze,
      wskutek innego systemu obliczania owego bezrobocia, w liczbach
      wirtualnych wyglada na to ze jest mniejsze. Ale tez faktem jest ze
      Australia calkiem jeszcze nie wdepnela do konca w ten sam gnoj co
      reszta kapitalistycznego swiata, ale to tylko ze wzgledu na swoje
      oddalenie, czyli "the tyrrany of distance" (wygugluj ten tytul to
      sie dowiesz wiecej). Jeszcze nie wdepnela do konca, ale wdepnie juz
      wkrotce.
      Najtrudniejsze dla przybysza z Polski, bedzie znalezienie
      zakwaterowania. Ceny czynszy sa obledne, a jak nie udowodnisz ze
      pracujesz i zarabiasz, a do tego masz solidnego miejscowego
      referenta, ktory za ciebie poswiadczy, to zadna agencja cie na
      czynszownika nie zechce. Jesli jestes zgrabna i masz super angielski
      to prace jako kelnerka moze (ale niekoniecznie) gdzies znajdziesz,
      ale tylko w wiekszych centrach stolic stanowych (np. Sydney).
      Mieszkac bedziesz, jak ci sie uda znalezc gdzies katem
      zakwaterowanie, okolo 80 km od miejsca pracy. Dojezdzac bedziesz
      sztukujac pociagi z autobusami, a to ci zajmie minimum 2 i pol
      godziny w jedna strone. Ogropmna wiekszosc zarobionych pieniedzy
      wydasz na czynsz, no chyba ze znajdziesz mieszkanie prawie za darmo
      miedzy Cobar a Broken Hill i bedziesz stamtad dolatywac 1200 km do
      pracy w Sydney. Tak tez mozna, ale nikt jeszcze nie probowal. To
      byloby po krotce co cie czeka.
    • pjd1 Re: Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko. 05.12.09, 06:41
      jst b. różnie - niektórzy osiągają wiele, i są z tego zadowoleni,
      w szczególności profesjonaliści mają trudności z osiagnięciem odpowiedniego
      statusu i możliwości samorealizacyjnych;
      np.
      X inżynier z wykształcenia, przesympatyczny, inteligengtny człowiek ma piękny
      dom, prześliczne ogromne akwarium - ale zbudował to w oparciu o firmę robiącą
      drzwi garażowe;
      tego co ma - i stylu życia ogromna większość kolegów w Polsce mogłby mu
      pozazdrościć..
      Y - chirurg, specjalista światowej klasy jest lekarzem domowym. Znów, spokoju
      ducha, stylu życia większość lekarzy w Polsce może mu pozazdrościć...

      ale to są sukcesy. Bywa inaczej:
      wg Wiktoriańskiej Human Rights and Equal Opportunity Commission
      "50% of migrants with post-school qualifications rarely, or never use their
      higest qualifications"

      Jedni sobie z tym radzą, inni nie:
      (fragment mojego opracowania):
      Skilled Migrants - Two Cases
      Case-in-point 1: Jurek Gogolkiewicz
      Jurek Gogolkiewicz migrated to Australia in 1992. Jurek completed his studies
      in Gdansk, being trained as naval engineer (MSc Eng). A naval engineer has to
      be a pretty well rounded guy: it is someone who is responsible for all ship
      support systems: electrical, pneumatic and hydraulic … Despite his
      qualifications never managed to get a job in which he would be able to use his
      skills. The best he achieved was a ‘property manager’ – what was just a fancy
      title of an ‘in house’ handyman at one of Queensland pastoral properties.

      In 2003, he was suggested him to consider an opportunity to become an
      air-conditioning contractor. His response was ‘Yes, I would love to do it -its’
      good money. But I would have to go through a three year apprenticeship’.

      Not that he lacked ideas and energy: he was admired and loved by kids and
      teen-agers as a soccer coach; he come-up with an idea of theatre plays DVD
      recordings which could be done in Poland and send to expatriate’ communities
      overseas.

      His marriage fall apart and Jurek was separated from his wife and two sons.

      Finally, looking for ways to find his place in the Australian society and
      economy Jurek decided to take a security course and has completed it in July
      2005 with the best result ever.

      But the long periods of un- and under-employment took a heavy toll on his
      health. In August 2005 Jurek was diagnosed with a massive ulcer; his condition
      was so difficult that it was impossible to operate.

      In September 2005, Jurek was found dead in the house he was renting in Ardeer.
      Cause of death: massive internal bleeding. At the time of his death Jurek was
      only 48 years old.

      Case Two: Larissa Vakulina.
      Larissa, a Russian-trained engineer could not get a job in Australia for four
      years. Even postgraduate studies in business management did not help much.

      In 1999 she created a highly successful business exporting Australian meat
      products to Russia of the value of millions of dollars a year. Larissa’s
      company, Expo-Trade, was nominated as one of most successful and fastest growing
      companies in 2003 by Australian leading business magazine BRW.

      Conclusion and Question:
      Migrants’ skill is the most neglected asset Australia has. What can be done to
      release this potential?
      >>>

      więcej:
      Skilled Migrants NOT Finding Work?
      May 30th, 2008

      www.pigswillfly.com.au/?p=1712

      i konsultacje w parlamencie:
      www.parliament.vic.gov.au/edic/inquiries/Cultural_Diversity/transcripts/EDC-Trans_DrPDabrowski_2004-04-28.pdf......

      Jestem obywatelem PL i Au, moja b. żona (w sepracji) daje sobie świetnie radę
      jako b. ceniona programistka, ja nie znalazłem tam miejsca dla siebie (mimo tego
      że przez kilka lat uczyłem na Swinburne i Monash - ale to wszystko "casual" - na
      tym się nie daje budować życia)..

      słowem - jest różnie...

      Ale jeśli ktoś chce emigrować, to Au jest chyba najlepszym krajem..






      pozdrawiam i wszystkiego dobrego..
      • tandrasz3 Re: Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko. 06.12.09, 04:51
        Panie Pawle,
        www.parliament.vic.gov.au/edic/inquiries/Cultural_Diversity/transcripts/EDC-Trans_DrPDabrowski_2004-04-28.pdf
        [...]
        Mr BOWDEN — In the United States during the 1980s, particularly the
        late 1980s, there were federal minority hiring laws. Are you familiar
        with those? What would be your view as to whether they were
        successful? Do you think introduction of some aspect of the US
        minority hiring laws is worthy of further consideration in Australia?

        Dr DABROWSKI — I am familiar with the project, although I am not
        clear about the results. However, I do not believe in compulsory
        solutions. It has created a lot of bad air and the costs of that are
        too high. I believe in encouragement, I believe in win-win solutions.
        That is why I say, ‘Let’s show businesses how they can benefit’.

        Mr BOWDEN — So the US approach is not recommended?
        Dr DABROWSKI — I would not recommend that.
        [...]

        Może jednak trzeba było zarekomendawać? Ja w Stanach zacząłem
        pracować w zawodzie po 6 tygodniach od przyjazdu. Bez znajomości. Bez
        doświadczenia lokalnego. Za to z akcentem i nazwiskiem, którego nikt
        nie potrafił wymówić.

        Jeśli rząd Australii ściąga wykwalifikowanych imigrantów, to powinien
        również przypilnować by firmy australijskie ich zatrudniały. Jeśli
        język jest problemem, to powinien być podniesiony limit punktowy,
        żeby osoby ze słabą znajomością angielskiego nie zawracały sobie
        głowy Australią.

        Tomek
        • kan_z_oz Re: Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko. 06.12.09, 14:45
          Jeśli rząd Australii ściąga wykwalifikowanych imigrantów, to
          powinien
          również przypilnować by firmy australijskie ich zatrudniały. Jeśli
          język jest problemem, to powinien być podniesiony limit punktowy,
          żeby osoby ze słabą znajomością angielskiego nie zawracały sobie
          głowy Australią.

          ODP: W firmie u znajomego zatrudniono kogos 'etnicznego'. Nie
          pierwszego, nie drugiego - poprostu jednego z wielu. Po 3 tygodniach
          okazalo sie, ze facet 'pali' klientow i to ostro, chociaz mial
          podobne doswiadczenie z zagranicy oraz z Australii. Dano mu
          wymowienie jeszcze na okresie probnym. Gosc odwolal sie do sadu - za
          dyskryminacje rasowa oczywiscie, bo argument pracodawcy, ze sie nie
          nadaje akurat do tej pracy...oraz przynosi straty..oraz proby
          nauczenia go w czasie kilkudniowych wyjazdow z przelozonym do
          klientow, nic nie daly...
          Sprawe przegral - firme kosztowalo to tysiace - w czasie i kosztach
          sadowych.
          Probowano z nim sprawe rozwiazac polubownie - dac mu dobre
          referencje, z tego w czym byl dobry i potraktowac te kilka tygodni
          jako male nieporozumienie...nic z tego.

          Jak sie spytasz tego akurat faceta, ze powie Ci, ze w Australii jest
          dyskryminacja rasowa na 100%.
          Ma tez przerabane bo to maly rynek pracy - Sydney takim jest, szybko
          sie rozchodzi smrodek...

          Rzad nie moze regulowac i nakazywac pracodawcy kogo zatrudniac - na
          tym rynku, ani zadnym innym.

          Ogolnie, to mam wrazenie, ze cyfry rzadowe i te rzeczywiste rynku sa
          nieco rozbiezne. To znaczy potrzeba znacznie mniej niz sie
          sprowadza...
          Wykwalifikowany to znaczy glownie dla rzadu - wyksztalcony, czyli z
          olejem w glowie, czy przekwalifikuje sie w razie potrzeby...na
          specjaliste np; od urzadzen AC - serio...Australijczyk uwaza to za
          normalne oraz nie hanbiace zajecie.

          Jest wiec tez chyba spora roznica w mentalnosci...

          W czasch developments pracowalam z gosciem, ktory kazdego ranka
          zrywal sie o 5 rano i stawial na placu buduwy ze swoja ciezarowka
          lub pracownikami, po odbior budowlanych 'smieci'.
          Najbardziej skromny czlowiek na calej budowei zreszta, bardzo
          serdeczny oraz cieply starszy pan...Wiele razy zdarzaly sie rozne
          sytuacje...wkurzyl sie tylko raz, gdy ktos naprawde dawal mu w kosc.

          Tego dnia zajechal na budowe nowym BMW 700 i poprosil aby rozmawiano
          z jego asystentem...hahahaha
          Dano mu po tym spokoj...dalej sobie wywozil te smieci w tempie
          zolwim ale solidnym.

          Pozdrawiam
          Kan



          • ratpole Re: Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko. 07.12.09, 04:34
            kan_z_oz napisała:

            > Jest wiec tez chyba spora roznica w mentalnosci...

            Zdaje sie, ze p. Pawel nawet dzis jej nie dostrzega.
            Przypuszczam, ze jesli ktos juz wyksztalcil sie na hohoho konstruktora statkow
            to powinien szukac pracy tam gdzie go wyksztalcono, a nie winic obcy kraj, za to
            ze nie stworzyl mu warunkow do robienia tego co by akurat chcial. Polactwo dies
            hard hehehe
            • starywiarus Re: Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko. 07.12.09, 13:37
              To nie pierwszy taki wypadek na forach polonijnych, kiedy ktoś
              nie ułożył sobie życia w Australii na miarę ambicji i uważa to za
              defekt Australii, a nie ambicji.

              Z wielu przypadkow swoich znajomych wiem, że młody Australijczyk
              wyruszający na podbój Nowego Jorku czy Londynu nie dziwi się
              specjalnie, kiedy się okazuje że nikt tam na niego z kwiatami i
              posadą nie czeka.

              Polak natomiast, napompowany od małego przekonaniem o wyjątkowości
              swego narodu, jest przeświadczony, że kraj, do którego emigruje,
              niecierpliwie oczekuje na zstąpienie z nieba Polaków, bo bez nich
              jest niespłniony i zagubiony, bez nich nic nie osiągnie, dopiero oni
              mogą pokazać tubylcom jak należy żyć. Przebudzenie ze snu polskiej
              megalomanii narodowej jest zawsze przykre i bolesne.

              Ratpol ma rację - jeśli ktoś się wykształcił na konstruktora
              statków, niech sobie załatwia posadę konstruktora statków tam gdzie
              potrafi taką posadę załatwić, zamiast margać że nikt mu na drugim
              końcu świata nie da do dyspozycji stoczni, by mógł wszystkim
              pokazać, co potrafi.

              A jeśli chodzi głównie o to, żeby sie przenieść na drugi koniec
              świata, to często ceną za tak radykalną zmianę może być znalezienie
              sobie innego zawodu, studia od nowa i całkowita zmiana kariery,
              rzecz coraz zwyklejsza w wielu krajach. To nie jest rzecz, która
              dotyczy wyłącznie Polaków. Taki, powiedzmy, niemieckojęzyczny
              Szwajcar, z zawodu socjolog, mający ambicję zamieszkania w Brazylii,
              też nie będzie miał tam lekko, a nikt jakoś nie zarzuca, że Brazylia
              Szwajcarow złośliwie dyskryminuje i waży sobie lekce.
              • kan_z_oz Re: Kondycja ekonomiczna Australii i nie tylko. 07.12.09, 14:32
                Starywiarus napisal; Polak natomiast, napompowany od małego
                przekonaniem o wyjątkowości
                swego narodu, jest przeświadczony, że kraj, do którego emigruje,
                niecierpliwie oczekuje na zstąpienie z nieba Polaków, bo bez nich
                jest niespłniony i zagubiony, bez nich nic nie osiągnie, dopiero oni
                mogą pokazać tubylcom jak należy żyć. Przebudzenie ze snu polskiej
                megalomanii narodowej jest zawsze przykre i bolesne.

                ODP: Hahaha - dobrze pamietam wlasne napompowanie, tuz po
                przyjezdzie. Jakos z czasem zluzowalam, po tym jak kilku
                australijczykow wywalilo mi prosto na odlew...nie zlosliwie zreszta,
                tylko szczerze.
                Pomaga tez jak sie czlowiek dostanie na poczatek w miejsce, gdzie
                nie ma Polakow.
                Miejscowi szybko wyprostowali moja megalomanie; narzekanie przy
                piwie i bez, roztrzasanie problemow osobistych do znudzenia,
                krytykowanie innych, brak lub szczatkowe uzywanie slow dziekuje/
                przepraszam oraz ogolne nadasanie czyli poze 'sowy'.

                Bolalo 'ego'jak cholera.

                Nie uwazam Polakow za az tak 'stracony przypadek'. Sa ogolnie
                mowiac 'intensywni' ale spotkalam sporo mlodych ludzi tutaj, ktorzy
                sa zupelnie normalni. Mam tez znajomych Polakow, ktorzy przeszli
                mniej wiecej podobne do mojego pranie i sa obecnie naprawde fajni!!!

                No, niestety jesli ktos nie poluzowal, to jest to negatywna spirala
                sciagajaca w dol...ta czesc omijam - wszystko jedno jakiej 'masci'.

                Pozdrawiam
                Kan

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka