Dodaj do ulubionych

co robić? UK versus Australia. Czy warto?

11.01.13, 17:45

Mój mąż dostał ofertę pracy w Australii -Canberra (+sponsorship, tzn że pracodawca załatwia nasze wizy, opłaca przelot itd) i oczywiście rozważa wyjechanie.
Ja jestem co do tego bardzo sceptyczna a wręcz negatywnie nastawiona.
Do UK przyjechaliśmy 2,5 roku temu. Zaraz po przyjeździe zaciążyłam a ciąża była dla mnie okropnym okresem (bardzo źle ją znosiłam). Mąż przeważnie w pracy, a ja sama w łóżku, w 4 ścianach. Okropnie wspominam ten okres, jako jedną wielka samotność. Mąż Anglik myślał że od razu wystartujemy tu z kopyta, że będzie łatwo, ale początki wcale nie były łatwe ( w końcu i tu kryzys przyszedł), bo pracę miał za nieciekawe pieniądze i bardzo stresującą itd. Pierwsze 1,5 roku dla mnie to był koszmar. Nie znałam nikogo prócz męża i teściów (a ja dusza towarzystwa), z wielkiego miasta przeprowadziłam się do małej wsi (obecnie mieszkamy w małym miasteczku), angielski na wtedy pozostawiał sporo do życzenia itd.
No ale w końcu przyszedł czas, że angielski znacząco się poprawił w ciągu tego czasu (sami Anglicy wokół, angielska tv itd), teraz codziennie z synkiem chodzę na toddlers groups i poznaję nowych ludzi, zawiązuje znajomości i zaczyna się robić coraz fajniej. W między czasie zdałam prawo jazdy, więc sobie mogę śmigać gdzie chcę. Jednym słowem zaczęłam budować tu swoje życie. Pozostaje jeszcze kwestia zawodowa, ale cienko to widzę, bo etatów w moim zawodzie brak (miejsce zamieszkania również w tym nie pomaga).

Nie chciałabym od nowa przechodzić tego w Australii, tej samotności, poznawania wszystkiego od nowa (bo wiadomo, mąż będzie w pracy, choć mniej godzin niż w UK).

Niby zarobki tam większe ale i wszystko dużo droższe. Gdybyśmy pracowali oboje, to wtedy moglibyśmy życ jak pączki w maśle (kwestia czy dostanę pracę). Mam gdzieś obawy, że mąż znowu jest bardziej optymistą niż realistą i żyje marzeniami i że wcale nie będzie nam tak kolorowo tam jak on myśli. A jak pojedziemy tam i coś by nie wypaliło, to nie bardzo mielibyśmy do czego tu wracać (najgorszy scenariusz) No i ta odległość.... Swoich przyjaciól i rodzinę wtedy już będę widzieć dużo rzadziej a i do Polski nie będę się wyrywać, bo nie będę się skazywać na lot samolotem (od urodzenia synka loty mnie przerażają). Można powiedzieć, że będziemy tylko MY.

Poza tym wiadomo, że początkowo będzie na working visa, a z tego co przeczytałam, wtedy za szkołe dla dziecka musimy płacić. Kiedy można ubiegać się o permanet visa?

W Australii widzę takie pozytywy jak cudna pogoda (ja ciepłolubna), więc chce się więcej wychodzić, że ludzie bardziej zrelaksowani, bardziej nastawieni na czas rodzinny, i że powinnam mieć tam większe szanse pracowania zgodnie ze swoim wykształceniem i do tego za bardzo dobre pieniądze.
Ale cała reszta: przeprowadzka, lot, odległość, ryzyko... mnie przeraża.
Nie wiem jaką decyzję podejmiemy.
Ciekawa jestem waszych opinii.


próbowałam szukać opinii na necie, ale są tak skrajne, że teraz to już mam sieczkę z mózgu.
będę wdzięczna za wszelkie rady
Obserwuj wątek
    • dicksmith Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 03:09
      Minusem jest Canberra, bo to dziura opanowana przez Hindusów, acz z doktoratami z Bombaju. Chcesz się z nimi ścigać? Premier, rząd i opozycja dojeżdżają do pracy w Kanberze z Sydney lub Melbourne, a czasem muszą z ciężkim sercem nawet zostać tam na noc. Stąd Kanbera zawsze słynęła z bardzo dobrze zaopatrzonych wypożyczalni DVD - w zakresie hard core sex filmów.
    • luiza-w-ogrodzie Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 06:51
      Czego po nas oczekujesz - że podejmiemy decyzję za Ciebie? Musisz zdecydować się sama, to Twój wybór, nie nasz. Nie możesz kierować się cudzymi opiniami, bo każdy ma inne doświadczenia i innych rzeczy szuka. Zadawaj konkretne pytania (na forum są mieszkańcy Canberry, która jest specyficznym miastem, nastawionym na obsługę urzędników oraz uniwersytetów, położonym w górach, więc zimą są tu przymrozki. ). Czytaj australijska prasę. A przede wszystkim przestań myśleć w kategoriach "Polska = mój dom". Mysl o przyszłości.

      Oglądanie się wstecz na przyjaciół i rodzinę jest bezcelowe z perspektywy prawdziwej emigracji (w Europie dystans geograficzny jest znacznie mniejszy i latwiej się spotkać). Przyjaciół i rodzinę powinnaś stworzyć sama na miejscu.

      Powodzenia i oddaję głos innym forumowiczom
      Luiza-w-Ogrodzie
      Pour vivre heureux vivons cachés - By żyć szczęśliwie, żyjmy w ukryciu.
      • yourdoubt Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 09:28
        dzięki. Oczywiście, że sama podejmę decyzję, ale tak czy siak ciekawa jestem waszych opinii.
        Pierwszy raz słyszę takie rzeczy o Canberra. Mąż przedstawił mi to miasteczko, jako bardzo sympatyczne i piękne miejsce. Póki co tylko tam dostał ofertę pracy.
        Czy zatem Canberra to terytorium górzyste, czy raczej równe podłoże.
        Narazie takie proste pytania:
        Mój synek ma niecałe 2 lata:
        -jak wygląda sprawa przedszkola, szkoły -czy to są bardzo duże wydatki miesięcznie? (biorąc pod uwage pobyt na working visa)
        -kiedy najwcześniej można się starać o permanent visa i czy wtedy dostaniemy ją całą trójką?
        -czy jest możliwość wynajęcia domu przez internet? żeby już czekał na nas gotowy, kiedy przyjedziemy? Nie chciałabym się z dzieckiem instalować najpierw na kilka tygodniu do hotelu.
        -jak wygląda ubezpieczenie zdrowotne. Jakie to są koszta?

        narazie to tyle.

        ps. ja nie jestem negatywnie nastawiona do poznawania ludzi, bo uwielbiam to. Przeraża mnie powtórka z rozrywki i zaczynanie wszystkiego od nowa, bo moje początki z UK nie były miłe.



        -
        • polendwic Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 10:36
          O ubezpieczenie się nie troszcz, jesteście przecież młodzi i zdrowi. Wydałem ze 100 tysięcy na ubezpieczenie, jak do tej pory, i są to całkowicie stracone pieniądze. Wycofać się nie mogę, bo szantaż emocjonalny działa, bo przecież coś mi się na złość może przydarzyć właśnie wtedy gdy się wycofam.
          Kanbera jest poniekąd sympatycznym miasteczkiem, jak Brasilia. Szerokie drogi, muzea... a w muzeach wielkopomne dzieła sztuki, takie jak Blue Poles (Smutni Polacy?) najwybitniejszego taszysty (nomen-omen) Pollocka, ale co twój facet Anglik może o tym wiedzieć?
          • kan_z_oz Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 11:05
            Ja akurat Kanbere lubie. Nie mieszkalam w niej, tylko w pobliskich gorach snieznych - jakies 1,5 godziny jazdy samochodem. Stad znam ja dosyc dobrze glownie z rozrywek rodzic-dziecko.
            Tych akurat w tym miescie sporo. Masz Questacon - zbudowany glownie dla dzieci. Cos na rodzaj muzeum techniki w Warszawie (to z placu kultury). Nowe muzem - ja nazywam wszystkiego. Wszystkie te moj syn uwielbial. Wlaczajac stary Parlament House, Nowy, Muzeum zolnierza (wojska) - czy jak ono sie tam zwie...wszystko darmo.
            Twoj maz ma racje, mowiac ze jest to sympatyczne miasteczko. Tylko, ze towarzysko to nie jest i nie bedzie pepek swiata.
            Jest to taka niezwykla kombinacja miedzy znakomitymi sciezkami rowerowymi wokol jeziora, spacerami po ogrodach i muzeach wszystko na malych pagorkach i tyle.

            Pytanie wiec chyba glownie jest jak sie nastawisz, bo po przeprowadzce tego rodzaju zawsze jest okres czasu typu 'dziura', gdzie wszystko jest dopiero do ustawienia. A Ty wyglada chcialabys tego uniknac?

            Wynajem szukaj na;
            www.realestate.com.au
            www.domain.com.au

            szkoly/przedszkola - tutaj musi specjalista mieszkajacy w ACT...haha...takowy jest, tylko na wakacjach, chyba.

            Powodzenia
            Kan

              • yourdoubt Re: Melbourne? 12.01.13, 13:17
                Co do ubezpieczenia, to wolę je mieć, bo nie jesteśmy pierwszej młodości, mąż (dobrych parę lat starszy ode mnie) od czasu do czasu ma jakieś problemy z plecami i przezorny zawsze ubezpieczonywink

                Dzisiaj mąż wysłał parę ofert do Melbourne i może tam by coś się udało znaleźćwink
                Czy to faktycznie wg Was lepsze miejsce do życia? Czy można nam znaleźć do wynajęcia fajny domek z ogrodem, czy ze wzgl na miasto jest tam ogólna "ciasnota".
                Ewentualnie jakie rejony polecacie, by się oglądać za wynajęciem? By było miło i bezpiecznie a jednocześnie nie zbyt daleko do centrum?
                Ja bym wolała mieszkać w mieście, o ile jest to przyjazne miasto. Bo miasto w UK koło którego mieszkamy pozostawia wiele do życzenia, nie chciałabym w nim mieszkać.
                Jakie tam są zimy? a jakie lata? czy ze wzgl na miasto, gorzej się znosi tam upały, czy to nie ma znaczenia?
                dzięki za wszystkie konkretne odpowiedzi
                • osmanthus Google 12.01.13, 14:13
                  Kobieto,
                  Uzyj na poczatek Google i zobacz jak wyglada Canberra.
                  To "miasteczko" ma 370 tys mieszkancow i zostalo zaplanowane jako miasto ogrod.
                  Korkow nie ma.
                  Smrodu nie ma.
                  Reklam na ulicach nie ma.
                  Road rage nie ma.
                  Ludzie zyczliwi i uprzejmi.
                  Przemyslu nie ma.
                  Sa 2 jeziora.
                  Sa sciezki rowerowe - duzo.
                  Nad morze 2h.
                  W gory 1.5h.
                  Do Sydney 2.5-3h.
                  Sa 4 pory roku ale snieg w zimie nie pada (choc rano moze byc mroz i szron).
                  300 slonecznych dni w roku.

                  Domy i mieszkania do wynajecia ogladaj na www.allhomes.com.au
                  Min. $450/week.
                  Depozyt =4 tyg.
                  Ogrzewanie w C. powinno byc ducted i gazowe.

                  W jakiej profesji bedzie robil Twoj mąż? Bo oplaty za publiczna szkole w ACT dla posiadaczy Business Visa 457 zaleza od tego czy pracuja oni w zawodzie uznanym za deficytowy (np. zawody medyczne). Szkola podstawowa kosztuje ca $ 7,000/rok.

                  Ubezpieczenie medyczne musicie miec - to jest warunek otrzymania wizy.


                  • osmanthus Re: Google 12.01.13, 14:25
                    "szkoly/przedszkola - tutaj musi specjalista mieszkajacy w ACT...haha...takowy jest, tylko na wakacjach, chyba. "
                    Faktycznie, jest na wakacjach. Sort of. Bo zajmuje sie , na szczescie part-time, horsesitting konia corki ewakuowanego prewencyjnie z farmy, na ktorej normalnie mieszka.

                    Wlasnie zauwazylam, ze dziecina autorki watku jest raczej w wieku zlobkowym. Zlobki sa tutaj wylacznie prywatne i kosztuja (full time) min. $300/week . Dofinansowanie z kasy publicznej maja tylko obywatele oraz posiadacze Permanent Visa.

                    Aha, a jaki Ty masz zawod?
        • osmanthus Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 14:37
          > .
          > Czy zatem Canberra to terytorium górzyste, czy raczej równe podłoże.
          650 mnpm (wysokosc Zakopanego)
          tiny.pl/h2ghd

          > Narazie takie proste pytania:
          > Mój synek ma niecałe 2 lata:
          > -jak wygląda sprawa przedszkola, szkoły -czy to są bardzo duże wydatki miesięcz
          > nie? (biorąc pod uwage pobyt na working visa)
          Patrz moj post nizej

          > -kiedy najwcześniej można się starać o permanent visa i czy wtedy dostaniemy ją
          > całą trójką?
          Jezeli pracodawca ja Wam zasponsoruje, to praktycznie natychmiast..
          Oczywiscie


          > -czy jest możliwość wynajęcia domu przez internet? żeby już czekał na nas gotow
          > y, kiedy przyjedziemy? Nie chciałabym się z dzieckiem instalować najpierw na ki
          > lka tygodniu do hotelu.
          Tak. Ale pamietaj, ze domy sa b. rzadko umeblowane.

          > -jak wygląda ubezpieczenie zdrowotne. Jakie to są koszta?
          tiny.pl/h2ghf
          • yourdoubt Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 17:42
            tak, tak google użyłam i Camberre widziałam i też potwierdzam, że wydaje się być miłym i spokojnym miasteczkiem. Natomiast w swym ostatnim poście pytałam bardziej o Melbourne i bardziej o wrażenia ludzi, którzy tam mieszkają i mogą coś więcej powiedzieć jak np o jakość domów, które dzielnice najlepsze etc. Bo podejrzewam, że w większym mieście, domy np mogą być mniejsze, z mniejszym ogrodem itd.

            Oferty domów przeglądamy już od dłuższego czasu i jeżeli mielibyśmy wynająć to wyłącznie umeblowane (bo zanim nasze meble by dopłynęły to sporo by minęło, po za tym nie są jakąś rewelacją żeby je ściągać aż do Australii), a nie stać nas będzie na kupno na dzień dobry.
            Żłobkiem raczej nie jestem zainteresowana. Bardziej szkołą i przedszkolem.
            Mąż robi wszystko przy samochodach (blacharz, lakiernik, mechanik ...) ja z wykształcenia psycholog i w tym kierunku chciałabym się rozwijać (głównie w temacie żałoby).

            To bardzo dobra wiadomość z tym permanet visa, bo to oznacza, że jak mąż się polubi z pracodawcą i pracodawca będzie zadowolony z jego pracy, to wcale nie będzie trzeba czekać 2 lat (jak gdzieś wyczytałam).
            I bardzo cieszy mnie, że aż tyle dni jest słonecznychsmile
            Czy depozyt jest zawsze wymagany?
            • osmanthus Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 20:35
              yourdoubt napisała:

              > tak, tak google użyłam i Camberre widziałam i też potwierdzam, że wydaje się by
              > ć miłym i spokojnym miasteczkiem.

              CaNberra jest idealna dla rodzin z malymi dziecmi.


              Natomiast w swym ostatnim poście pytałam b
              > ardziej o Melbourne


              Zauwazylam


              i bardziej o wrażenia ludzi, którzy tam mieszkają i mog
              > ą coś więcej powiedzieć jak np o jakość domów, które dzielnice najlepsze etc
              B
              > o podejrzewam, że w większym mieście, domy np mogą być mniejsze, z mniejszym og
              > rodem itd.

              Alez oczywiscie, ale beggars can't be choosers i na poczatku niekoniecznie bedziesz mogla wynajac dom (w dodtku umeblowany!) w preferowanej dzielnicy.

              >
              > Oferty domów przeglądamy już od dłuższego czasu i jeżeli mielibyśmy wynająć to
              > wyłącznie umeblowane (bo zanim nasze meble by dopłynęły to sporo by minęło, po
              > za tym nie są jakąś rewelacją żeby je ściągać aż do Australii),
              a nie stać nas
              > będzie na kupno na dzień dobry.

              Kuchnia jest zawsze z meblami, kuchenka, czesto ze zmywarka. Lodowke, pralke, suszarke kupujesz.
              Podstawowe meble kupujesz na poczatek za nieduze pieniadze 2nd hand.
              W Canberze co wtorek w lokalnej gazecie Canberra Times sa ogloszenia ponizej $100.
              Poa tym garage sales (wszedzie).

              > Żłobkiem raczej nie jestem zainteresowana. Bardziej szkołą i przedszkolem.
              Zlobek to rowniez przedszkole. W Canberze nazywa sie "creche" i przyjmuje dzieci do czasu ich pojscia do szkoly, ktora zaczyna sie w LUTYM (dzecko musi skonczyc 5 lat przed koncem kwietnia). Sa klasy panstwowe dla 4-latkow, ale jest ich niewiele i dzialaja przez pol dnia.

              > Mąż robi wszystko przy samochodach (blacharz, lakiernik, mechanik ...)

              To rzeczywiscie zawod deficytowy

              ja z wyk
              > ształcenia psycholog i w tym kierunku chciałabym się rozwijać (głównie w temaci
              > e żałoby).
              Mysle, a nawet jestem pewna, ze bedziesz musiala sie na miejscu doksztalcic.
              I zdac IELTS.


              >
              > To bardzo dobra wiadomość z tym permanet visa, bo to oznacza, że jak mąż się po
              > lubi z pracodawcą i pracodawca będzie zadowolony z jego pracy, to wcale nie będ
              > zie trzeba czekać 2 lat (jak gdzieś wyczytałam).
              As far as I know:
              Po dwoch latach pracy dla tego samego sponsora maz moze sam wystapic o PR.
              Niedyskretne pytania:
              W jakim wieku jest maz?
              Jaka firma konkretnie go sponsoruje w Canberze i jakie zarobki mu proponuja?
              Pytam, bo regularnie sponsorujemy pracownikow i orientuje sie jakie dochody umozliwiaja normalne funkcjonowanie w Canberze.




              > I bardzo cieszy mnie, że aż tyle dni jest słonecznychsmile

              Mnie tez.


              > Czy depozyt jest zawsze wymagany?
              Zawsze.
              W Canberze jest wplacany przez wlasciciela (agenta) domu/mieszkania do Office of Rental Bonds i gdy nie ma problemow zwracany w calosci na koniec lease .

              • yourdoubt Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 12.01.13, 22:13
                osmanthus napisała:

                > yourdoubt napisała:
                >
                >
                > Natomiast w swym ostatnim poście pytałam b
                > > ardziej o Melbourne

                >
                > Zauwazylam

                >
                > i bardziej o wrażenia ludzi, którzy tam mieszkają i mog
                > > ą coś więcej powiedzieć jak np o jakość domów, które dzielnice najlepsze
                > etc
                > B
                > > o podejrzewam, że w większym mieście, domy np mogą być mniejsze, z mniejs
                > zym og
                > > rodem itd.
                >
                > Alez oczywiscie, ale beggars can't be choosers i na poczatku niekoniecznie bedz
                > iesz mogla wynajac dom (w dodtku umeblowany!) w preferowanej dzielnicy.



                ---ale dlaczego od razu beggars? i czemu miałabym nie móc wynająć domu?
                Czemu zamiast odpowiedzieć na moje konkretne pytania apropo Meulborne, odpowiadasz w taki sposób, jakby z góry?

                >
                > Kuchnia jest zawsze z meblami, kuchenka, czesto ze zmywarka. Lodowke, pralke, s
                > uszarke kupujesz.
                > Podstawowe meble kupujesz na poczatek za nieduze pieniadze 2nd hand.
                > W Canberze co wtorek w lokalnej gazecie Canberra Times sa ogloszenia ponizej
                > $100.
                > Poa tym garage sales (wszedzie).

                ---Może i tak, choć wolałabym jednak wprowadzić się z dzieckiem już do umeblowanego domu, niż kombinować jak koń pod górę. Ewentualnie tylko umeblować synka pokój.
                Nie wiem... może mąż pierwszy poleci i przygotuje wszystko na nas przyjazd....bo jakoś takie domeblowywanie mi się średnio podoba. Sprawa do przemyślenia w każdym razie.



                >
                > > Żłobkiem raczej nie jestem zainteresowana. Bardziej szkołą i przedszkolem
                > .
                > Zlobek to rowniez przedszkole. W Canberze nazywa sie "creche" i przyjmuje d
                > zieci do czasu ich pojscia do szkoly, ktora zaczyna sie w LUTYM (dzecko musi sk
                > onczyc 5 lat przed koncem kwietnia). Sa klasy panstwowe dla 4-latkow, ale jest
                > ich niewiele i dzialaja przez pol dnia.

                >

                ---więc jeżeli ma urodziny 29 kwietnia to się łapie na to "przed końcem kwietnia"?


                >
                > ja z wyk
                > > ształcenia psycholog i w tym kierunku chciałabym się rozwijać (głównie w
                > temaci
                > > e żałoby).
                > Mysle, a nawet jestem pewna, ze bedziesz musiala sie na miejscu doksztalcic.
                > I zdac IELTS.


                ---domyślałam się, że będę się musiała dokształcić i dostroić do wymagań Australijskich. Ciekawa jestem jakie to koszta. Ciekawa też jestem czy jest możliwość, że ktoś zatrudni a jednocześnie będę się dokształcać (bo tu takie są możliwości, jeżeli pracodawca widzi potencjał)?



                > Niedyskretne pytania:
                > W jakim wieku jest maz?

                ----w tym roku skończy 45

                > Jaka firma konkretnie go sponsoruje w Canberze i jakie zarobki mu proponuja?

                ---nie wiem jak się nazywa firma, ale oferują mu 70k rocznie


                > Pytam, bo regularnie sponsorujemy pracownikow i orientuje sie jakie dochody umo
                > zliwiaja normalne funkcjonowanie w Canberze. [/i]
                >

                ---a czy te same dochody umożliwiają życie w Meulborne, czy tam może jest inaczej?

                Dzieki za wszystkie przydatne odpowiedzismile
                  • narfi Re: co robić? UK versus Australia. Czy warto? 13.01.13, 03:18
                    70K na rok to jest okolo $900 na tydzien po podatku.W Melbourne za byle jaki dom $400 i daleko od City, na tydzien. Ladny dom w dobrej dzielnicy moze byc $1000 i wiecej.
                    Domow umeblowanych po prostu nie ma. Umeblowany to mozna czasami wynajac pojedynczy pokoj.
                    Na domy w granicach $400 jest olbrzymi popyt. Na kazdy bedzie kilku chetnych.Licza sie referencje z poprzedniego miejsca i udokumentowany dochod. Ani jednego, ani drugiego nie macie. Moga byc klopoty z wynajeciem czegokolwiek.
                    Oczywiscie mozna zaplacic caly rok z gory i wtedy wiekszych klopotow nie bedzie.
                    Wybor dzielnicy? Mhmmm... Dla mnie roznice pomiedzy dzielnicami sa olbrzymie, ale jak zauwazylem, mlodzi emigranci w pierwszych latach pobytu nie zauwazaja zadnych.
                    Odleglosc trzeba brac pod uwage, ale raczej od miejsca pracy a nie od City.
                    W City moze bedziesz musiala byc raz na rok, a w pracy codziennie.
                    Dom trzeba ogrzewac w zimie i chlodzic w lecie, gaz i elektrycznosc wyjdzie jakies $50 na tydzien. Ubezpieczenie medyczne nastepne $50 na tydzien. Zarcie i inne domowe wydatki
                    $150 na tydzien (skromnie)
                    No to juz mamy $650 wydane. Szkola dla dziecka $150 na tydzien to juz zostaje z tych
                    $900 tylko $100 na wszystkie inne wydatki.
                    Musicie miec samochod. Bez samochodu w Melbourne zyc nie mozna.To jest relatywnie spore
                    miasteczko. W skrajnym przypadku 150km z jednego konca na drugi.
                    Petrol kosztuje, ubezpieczenie kosztuje, reperacje kosztuja.
                    No a gdzie kasa na rozrywki, wakacje, ubrania, cos do domu. Ech, jakos nie widze jak dacie rade za te $900 na tydzien w waszej sytuacji, szczegolnie na poczatku.
                    • osmanthus Liczymy 13.01.13, 09:04
                      yourdoubt napisała:

                      > > osmanthus napisała:
                      > >
                      > > > Alez oczywiscie, ale beggars can't be choosers
                      >
                      > coś mi się zdaje, że Cię źle zrozumiałam, bo chyba użyłaś to jako slangu?wink
                      Raczej wyrazenia idiomatycznego.

                      Ale do rzeczy:
                      Dochod AUD 70,000 per annum
                      Odliczamy podatek - ca 21% czyli $14, 700
                      Zostaje $55,300

                      Czyli $1063/week

                      Dalej:
                      Rent/week = min. $450 - $500

                      Zostaje ca $550

                      Oplaty za wode/scieki/gaz/elektrycznosc zapewne srednio $50/week

                      Zostaje $500

                      Odjac od tego u bezpieczenie zdrowotne (jesli nie uda sie wynegocjowac by placil je pracodawca) - $ 30-$50 /week
                      457visa.com.au/Health-Insurance/iman-visitor-cover/basic-visitor-cover
                      Zostaje $450

                      Telefony komorkowe + Internet to minimum $40/tydzien

                      Zostaje $ 410

                      Zalozmy, ze samochod na poczatek bedzie z firmy . Ale jesli nie to
                      Rego = ca $1000 + Ubezpieczenie $600 = $ 1600 rocznie czyli ca $30/week

                      zostaje $380

                      Benzyna jest po $1.50/l, jeden bak w Falconie to okolo $90.
                      Powiedzmy benzyna $50/week
                      (W Canberze powinnas miec swoj samochod, w przeciwnym razie bedziesz uziemiona)

                      zostaje $330

                      Jedzenie na 3 osoby - min $200/week

                      zostaje $130

                      Hmmm, ja to raczej cienko widze...
                      • osmanthus @ Narfi 13.01.13, 09:24
                        No coz, Canberra czy Melbourne, doszlismy do takiego samego wniosku - $70 000 per annum brutto nie jest dochodem, ktory umozliwilby normalne funkcjonowanie 3-osobowej rodziny.

                        Chyba, ze macie jakis fundusze na poczatek?

                        Bylabym zapomniala:
                        gdybys chciala pracowac jako psycholog to
                        musisz wystapic o rejestracje przez Psychology Board of Australia
                        www.psychologyboard.gov.au/Registration/Overseas-Applicants.aspx
                        Jest prawie pewne ze bedziesz musiala dorobic jakies units a dorobienie studiow bedzie Cie sporo kosztowalo jako cudzoziemke.
                        Musisz tez zdac IELTS :

                        The following test of English language proficiency is accepted by the Board for the purpose of meeting this standard: the IELTS examination (academic module) with a minimum score of 7 in each of the four components (listening, reading, writing and speaking).


                        • narfi Re:Liczymy 13.01.13, 10:15
                          Sorry za mylne podanie podatku. Bezmyslnie policzylem 30%, no bo ja tyle place, ale to od innej sumy. Twoje wyliczenia sa prawidlowe, no moze jeszcze 1.5% medicare levy.
                          Nie wiem jak to bedzie z oplatami za szkole. Zdaje sie, ze sama podalas sume $7000 rocznie, czyli $134 tygodniowo.
                          W Melbourne zamiast domu mozna wynajac 2 bedroom unit, bedzie $100 taniej, albo 2 bedroom flat, to bedzie nastepne $50 taniej. Samochod moze byc na LPG ,czyli nastepne $50 oszczednosci.
                          Z drugiej strony te 70K to pewnie za zwykly tydzien pracy. Mozna pracowac overtime. Mozna robic backyard panel beating or repair jobs, cash in hand, no, ale to wszystko to nie tak od razu. Poza tym dziewczyna moze wziac na poczatek pierwsza lepsza robote.
                          Jezeli przyjada bez zadnej kasy, to jednak trzeba kupic meble,white goods, kazdy drobiazg do domu, samochod itd.itp. To pozre kazdego dodatkowego centa, ktorego zarobia extra, przez pierwsze pare lat.
                          Nie mam odwagi, zeby cokolwiek radzic.


                          • kan_z_oz Re:Liczymy 13.01.13, 10:34
                            Ja tez staram sie powstrzymac od rad...oprocz tego, ze dobry mechanik/lakiernik/blacharz moze sie relatywnie szybko ustawic w AU i jesli w rachube wchodzi sprzedaz wlasnego domu/wynajem w GB, ewentualnie dobre oszczednosci to dziura powodowana kosztem wynajmu nie istnieje. Wtedy te 70K z jednego dochodu wystarcza i nie ma potrzeby kombinowania.

                            Osmantus- zaimponowalas mi tym 'horse sitting'.

                            Kan
                            • yourdoubt Re:Liczymy 13.01.13, 10:45
                              dziękujemy ślicznie za konkrety i za otworzenie nam oczu. mamy nad czym myśleć teraz
                              Każda kolejna informacja będzie równie pomocna.
                              • yourdoubt Re:kilka pytań jeszcze 13.01.13, 11:00
                                czy możecie mi jeszcze powiedzieć, czy dobrze rozumiem, że Meulbourne jest droższym miejscem do życia niż Camberra?

                                I jakiej pracy mogłabym się podjąć? Nie mogłaby być to praca stojąca (ze wzgl na złamaną kiedyś stope w dwóch miejscach i tegoż konsekwencje).
                                A może powinnam zacząć najpierw od wolontariatu w tym co mnie interesuje (psycholog, pracownik socjalny) i np po roku takiej pracy miałabym większe szanse na zatrudnienie?

                                Szczerze mówiąc nie chciałabym pracy fizycznej, bo nie widzę siebie w tym (znam swoją psychikę), wolałabym mieć coś wspólnego z pomaganiem ludziom.
                                Czy mam taką szansę czy raczej mogę zapomnieć o tym?


                                mój mąż jest bardzo zaskoczony, że płacicie tam tax, bo ktoś tu mu powiedział, że tak nie jest, stąd wyglądało to lepiej.

                                mój mąż jest bardzo obrotnym -bardzo dobrym pracownikiem, parę lat temu miał własną firmę, która była w top 10 w UK (ale zbankrutował bo klienci byli nie wypłacalni i wspólnik też wystawił do wiatru), jego samochody były w magazynach samochodowych (zajmował się również tuningiem) także wiem, że w pracy sobie poradzi bez najmniejszego problemu. Tyle że naszym celem nie jest jechać do Australii i biedować, tylko podnieść znacznie stopę życiową.
                                W związku z tym, że teraz w UK ciężko z pracą, i wiele rzeczy przypomina mężowi upadek firmy dlatego tak bardzo chciał pojechać do Australii i zacząć fresh, bez wspomnień....z szansą na może rozwinięcie w przyszłości własnego interesu w OZ bo w OZ ludzie powinni mieć kasę by np usportawiać swoje samochody.

                                ps. tu też wynajmujemy dom, więc nie ma szansy na sprzedanie chaty.
                                • osmanthus Re:kilka pytań jeszcze 13.01.13, 11:25
                                  yourdoubt napisała:

                                  > czy możecie mi jeszcze powiedzieć, czy dobrze rozumiem, że Meulbourne jest droż
                                  > szym miejscem do życia niż Camberra?
                                  >

                                  Nie sadze by byly jakies znaczace roznice pomiedzy Melbourne i Canberra.
                                  W Canberze nie placisz za przejazdy drogami szybkiego ruchu. Odleglosci sa tez mniejsze choc miasto tez jest dosc rozciagniete, zwlascza z polnocy na poludnie.
                                  Natomiast ubezpieczenie samochodu jest tutaj bodajze najdrozsze.



                                  > I jakiej pracy mogłabym się podjąć? Nie mogłaby być to praca stojąca (ze wzgl n
                                  > a złamaną kiedyś stope w dwóch miejscach i tegoż konsekwencje).
                                  > A może powinnam zacząć najpierw od wolontariatu w tym co mnie interesuje (psych
                                  > olog, pracownik socjalny) i np po roku takiej pracy miałabym większe szanse na
                                  > zatrudnienie?

                                  > Australia wolontariatem stoi wiec mysle, ze bedzie to wykonalne.

                                  Zwroc uwage na to co juz napisalam - jezeli pojdziesz do pracy Twoje dziecko bedzie musialo miec opieke, ktora jest tutaj dosc kosztowna. Tansze od zlobkow (i b. elastyczne) sa akredytowane Family Day Care


                                  > Szczerze mówiąc nie chciałabym pracy fizycznej, bo nie widzę siebie w tym (znam
                                  > swoją psychikę), wolałabym mieć coś wspólnego z pomaganiem ludziom.
                                  > Czy mam taką szansę czy raczej mogę zapomnieć o tym?
                                  >
                                  >
                                  > mój mąż jest bardzo zaskoczony, że płacicie tam tax, bo ktoś tu mu powiedział,
                                  > że tak nie jest, stąd wyglądało to lepiej.

                                  ??? A skad bralby sie budzet panstwa gdybysmy nie placili podatkow?
                                  Podatki sa dosc wysokie, ale za to GST (wasz VAT) wynosi tylko 10% i nie sa im objete : nieprzetworzone jedzenie, uslugi medyczne, lekarstwa, etc.)
                                  >


                                  > mój mąż jest bardzo obrotnym -bardzo dobrym pracownikiem, parę lat temu miał wł
                                  > asną firmę, która była w top 10 w UK (ale zbankrutował bo klienci byli nie wypł
                                  > acalni i wspólnik też wystawił do wiatru), jego samochody były w magazynach sam
                                  > ochodowych (zajmował się również tuningiem) także wiem, że w pracy sobie poradz
                                  > i bez najmniejszego problemu. Tyle że naszym celem nie jest jechać do Australii
                                  > i biedować, tylko podnieść znacznie stopę życiową.

                                  I to jest zrozumiale

                                  > W związku z tym, że teraz w UK ciężko z pracą, i wiele rzeczy przypomina mężowi
                                  > upadek firmy dlatego tak bardzo chciał pojechać do Australii i zacząć fresh, b
                                  > ez wspomnień....z szansą na może rozwinięcie w przyszłości własnego interesu w
                                  > OZ bo w OZ ludzie powinni mieć kasę by np usportawiać swoje samochody.
                                  >
                                  W tej materii Ci nie pomoge.
                                  Nas ulubiony mechanik jest wprawdzie Brytyjczykiem, ale on nie zajmuje sie rasowaniem samochodow tylko oprocz normalnych napraw dlubie przy starych Mini Cooper'ach, Jaguarach, MG and the alike. No i przy naszym LR big_grin



                                  > ps. tu też wynajmujemy dom, więc nie ma szansy na sprzedanie chaty.
                                  >
                                  sad
                            • osmanthus Re:Liczymy 13.01.13, 11:04
                              kan_z_oz napisała:

                              > Ja tez staram sie powstrzymac od rad...oprocz tego, ze dobry mechanik/lakiernik
                              > /blacharz moze sie relatywnie szybko ustawic w AU

                              Zgoda - w koncu kangurow wskakujacych znienacka na maske samochodu ci u nas dostatek wink
                              Tyle, ze jesli chce byc na swoim musi zainwestowac w warsztat...


                              i jesli w rachube wchodzi spr
                              > zedaz wlasnego domu/wynajem w GB, ewentualnie dobre oszczednosci to dziura powo
                              > dowana kosztem wynajmu nie istnieje. Wtedy te 70K z jednego dochodu wystarcza i
                              > nie ma potrzeby kombinowania.
                              >
                              Zgadza sie.

                              > Osmantus- zaimponowalas mi tym 'horse sitting'.
                              Haha, trzeba bylo widziec Katie dzisiaj, po wypuszczeniu na pastwisko (po 5 dniach kibla w stajni)! Najpierw przypomniala sobie, ze jako Thoroughbred miala robic kariere jako kon wyscigowy a potem wykonala pare numerow jakich najdzikszy bronco by sie nie powstydzil!

                              > Kan
                          • osmanthus Re:Liczymy 13.01.13, 10:51

                            > Sorry za mylne podanie podatku. Bezmyslnie policzylem 30%, no bo ja tyle place,
                            > ale to od innej sumy. Twoje wyliczenia sa prawidlowe, no moze jeszcze 1.5% med
                            > icare levy.

                            Medicare Levy odliczylam, bo wiza 457 nie daje prawa do Medicare (stad obowiazkowe ubezpieczenie warunkiem uzyskania wizy) - i te 1.5% mozna od podatku odjac (trzeba wypelnic kwit dla Medicare)

                            > Nie wiem jak to bedzie z oplatami za szkole. Zdaje sie, ze sama podalas sume $7
                            > 000 rocznie, czyli $134 tygodniowo.
                            Nie policzylam tego bo dziecko za male na szkole.
                            A żłób kosztuje takie pieniadze, ze jezeli nawet kolezanka autorka watku pojdzie do jakies pracy nie w swoim zawodzie to kasa zarobiona zostanie w duzej mierze pochlonieta przez oplaty zlobkowe ( 457 nie ma zadnych ulg i doplat panstwowych).

                              • narfi kilka pytan jeszcze 13.01.13, 12:14

                                yourdoubt 13.01.13, 11:00
                                czy możecie mi jeszcze powiedzieć......

                                Melbourne jest tansze w tym sensie, ze mozna cos wynajac 100-150 taniej niz w ACT. Po prostu takiego dziadostwa jakie mozna znalezc w Melbourne, w ACT sie nie uswiadczy.
                                Co do podatkow to dobrze slyszeliscie. Do niedawna niektore sponsorowane wizy mialy duze ulgi podatkowe.Wiem, ze przyjezdzali ludzie do pracy w kopalniach w Queensland i byli prawie calkowicie zwolnieni z podatkow na czas trwania sponsorship. Nie wiem dokladnie jak to dzialalo, ale rok czy dwa lata temu ten scheme zostal zniesiony.
                                Jasne, ze jezeli ktos emigruje to nie po to, zeby mu bylo gorzej, ale czesto najpierw musi byc gorzej po to, zeby bylo lepiej.
                                No i powiedzmy sobie szczerze 45 lat to nie jest optymalny wiek na emigracje.
                                • osmanthus Re: kilka pytan jeszcze 13.01.13, 22:45
                                  narfi napisał:

                                  > Co do podatkow to dobrze slyszeliscie. Do niedawna niektore sponsorowane wizy m
                                  > ialy duze ulgi podatkowe.Wiem, ze przyjezdzali ludzie do pracy w kopalniach w Q
                                  > ueensland i byli prawie calkowicie zwolnieni z podatkow na czas trwania sponsor
                                  > ship. Nie wiem dokladnie jak to dzialalo, ale rok czy dwa lata temu ten scheme
                                  > zostal zniesiony.

                                  Chyba raczej chodzi o LAFHA :
                                  www.theaustralian.com.au/national-affairs/allowance-changes-delayed-amid-fears-for-foreign-workers/story-fn59niix-1226412765056
                                  www.canberratimes.com.au/national/tax-changes-to-cut-pay-of-foreign-workers-20120507-1y9f8.html
                                  www.ato.gov.au/businesses/content.aspx?menuid=0&doc=/content/52023.htm&page=1&H1
    • starypierdola I jeszcze jedno. 14.01.13, 03:10
      Widze ze zadajesz duzo pytan. I slusznie.

      Tyle ze te pytania powinien zadawac Twoj maz potencjalnemu pracodawcy (piszesz ze go sponsoruja) I tak Ty (piszesz ze mowisz po angielsku) jak I maz Australijskim urzednikom imigracyjnym.

      Rozmaite uprawnienia zaleza od Waszego statusu, glownie rodzaju wizy jaka dostaniecie. A jak ich nie dostaniecie (swiadczen, uprawnien) to pracodawca powinien Wam pokryc wiekszosc kosztow.

      Sytuacja kazdego z piszacych tu byla z pewnosica inna. Od Osmantusa ktory przyjechal jako uciekinier polityczny: mial wszystko pokryte i zaplacone, poprzez Luize ktora przywiozl maz (ktory wszystko zalatwil) do Izy ktora przyjechala na wlasny koszt bo ja bylo stac.

      Wiec we wlasnym interesie wykaz troche przedsiebiorczosci, tak jak ja wykazalas lapiac tego meza- Anglika, niedoszlego milionera ze wsi w Yorkshire.

      Realista SP

      • kan_z_oz Re: I jeszcze jedno. 14.01.13, 11:03
        Starypierdolo widze kumie, ze 'pierdolujecie' dzisiaj ponadwymiarowo...haha
        Mnie wpis ubawil, chociaz czuje sie obrazona niemalze, ze pominieta moja osoba zostala.

        Decyzja to chyba sprawa autorki i meza? A my nie musimy ogladac wynikow STD i pap smear.

        Osmantus - to juz skrecenie zupelne - ja poprosze o zdjecie 'Katie'. Don't care ktory watek...haha

        Kan

        Kan
      • osmanthus Re: I jeszcze jedno. 14.01.13, 12:19
        starypierdola napisał:

        > Widze ze zadajesz duzo pytan. I slusznie.
        >
        > Tyle ze te pytania powinien zadawac Twoj maz potencjalnemu pracodawcy (piszesz
        > ze go sponsoruja)

        Fakt.

        I tak Ty (piszesz ze mowisz po angielsku) jak I maz Australij
        > skim urzednikom imigracyjnym.

        Jakim urzednikom imigracyjnym, na listosc boska?
        Sponsorship, nomination oraz visa application zalatwia sie obecnie online.
        >
        > Rozmaite uprawnienia zaleza od Waszego statusu, glownie rodzaju wizy jaka dosta
        > niecie.
        Jaka wize ewentualnie dostana - wiadomo : 457
        I wiadomo, ze na tej wizie nie maja prawa do Medicare ani zadnych zasilkow przyslugujacych wylacznie tubylcom i rezydentom

        > A jak ich nie dostaniecie (swiadczen, uprawniennien) to pracodawca powinien
        > Wam pokryc wiekszosc kosztow.

        To akurat zalezy od tego jaki package sobie maz autorki watku wynegocjuje.

        >
        > Sytuacja kazdego z piszacych tu byla z pewnosica inna. Od Osmantusa ktory przyj
        > echal jako uciekinier polityczny: mial wszystko pokryte i zaplacone,
        Sure... Czego to sie czlowiek nie dowiaduje!

        poprzez Lu
        > ize ktora przywiozl maz (ktory wszystko zalatwil) do Izy ktora przyjechala na w
        > lasny koszt bo ja bylo stac.

        Komentarze pozostawiam zainteresowanym...
        >
        > Wiec we wlasnym interesie wykaz troche przedsiebiorczosci,

        Tez tak uwazam

        tak jak ja wykazalas
        > lapiac tego meza- Anglika, niedoszlego milionera ze wsi w Yorkshire.

        Dzien bez przysrania jest dniem straconym, nieprawdaz

        >
        > Realista SP
      • yourdoubt Re: I jeszcze jedno. 14.01.13, 12:57
        starypierdola napisał:


        > Tyle ze te pytania powinien zadawac Twoj maz potencjalnemu pracodawcy (piszesz
        > ze go sponsoruja)

        jak przyjdzie czas to o wszystko wypyta, już ja tego dopilnujewink


        >
        > Wiec we wlasnym interesie wykaz troche przedsiebiorczosci, tak jak ja wykazalas
        > lapiac tego meza- Anglika, niedoszlego milionera ze wsi w Yorkshire.
        >
        tak się składa, że to mąż wykazał się w tym temacie przedsiębiorczością, swoją cierpliwością i to on przyjechał do PL by zabiegać o moje względy. Moim zadaniem było się na to zgodzić lub nie. A że swoim charakterem i zaciętością mnie ujął, to ....
        Widzisz, jakoś nigdy nie leciałam na kase (chociaż pewnie ta odpowiedź nie bardzo Cię satysfakcjonuje).

        Jak będziesz miał jakieś przydatne konkrety dla mnie to piszwink


        >
        • kan_z_oz Re: I jeszcze jedno. 14.01.13, 14:28
          Widze pewna wytrwalosc oraz konsekwencje w dazeniach 'meza'
          Pozwole sobie sobie wiec z innej beczki;
          W 2010 gdy startowalismy wlasny biznes w Sydney bylo super. Dziwne, bo po rok po GFC mielismy watpliwosci.
          Rok 2011 byl nadzwyczaj ciekawy - ale ok. Rok 2012 bryndza - na wszystkich frontach i bez wzgedu na rodzaj wlozonej pracy. Zero absolutne, co wg wszelkich danych staystycznych jest zupelnie niemozliwe do osiagniecia.
          Cala pharma, ktrora normalnie jest dobrym biznesem dostala kota, i trzykrotne wypierdalanki ludzi z takowej to bylo apogeum.
          Kryzys w Au jest zajebisty ale bardzo ladnie przykryty.
          Nie wiem jak wyglada w Melbourene ale tez musi spory, bo oparty na korporacjach.

          Spojrz jeszcze raz na ta Canbere, bo ostatni bastion czegokolwiek co funkcjonuje prawidlowo to public sector/government. Tutaj masz $$ na wydatek bo reszta juz obecnie kombinuje jak przezyc.

          Kan
          • ratpole Re: I jeszcze jedno. 14.01.13, 18:33
            kan_z_oz napisała:

            > trzykrotne wypierdalanki ludzi z takowej to bylo apogeum.
            > Kryzys w Au jest zajebisty

            No i nie trzeba bylo tak od razu, a nie jakies Wersale i bułkem przez bibułkem? hehehe
            Niech mnie chvj szczeli, ale swojska z ciebie dzioucha, kan hehehe
          • dicksmith kryzys? jaki kryzys? 14.01.13, 20:41
            > Kryzys w Au jest zajebisty ale bardzo ladnie przykryty.

            Bo farmy w Au zakłada się dziś pod ziemią i tam też trafiają mechanicy samochodowi, gdy chcą zarobić. Wraz z zarobkami skaczą wydatki - barak w Karratha to minimum 1mln dolarów. Rząd tak to zaplanował żeby pośrednik się na boomie obłowił więcej niż górnik i inny specjalista. Dlaczego? Zgadnij sama.
          • iza42 Re: I jeszcze jedno. 14.01.13, 21:48
            kan_z_oz napisała:


            > Cala pharma, ktrora normalnie jest dobrym biznesem dostala kota, i trzykrotne w
            > ypierdalanki ludzi z takowej to bylo apogeum.
            > Kryzys w Au jest zajebisty ale bardzo ladnie przykryty.

            Kan, tutaj mnie zaskoczylas bo nie wiedzialam , ze jest az tak zle w przemysle farmaceutycznym, na zewnatrz wszystko wyglada jak dawniej, na rynek wchodza nowe leki, rzad daje pieniadze na PBS, przychodza repi z lunchem i opowiadaja o sukcesach ich firm , oczywiscie o porazkach sa mniej sklonni opowiadac ze zrozumialych wzgledow..
            Ale moze rzeczywiscie niedlugo beda nam sie szykowac zmiany.
            Medicare zrobilo juz kilka drastycznych ciec.
            >
            > Spojrz jeszcze raz na ta Canbere, bo ostatni bastion czegokolwiek co funkcjonuj
            > e prawidlowo to public sector/government. Tutaj masz $$ na wydatek bo reszta ju
            > z obecnie kombinuje jak przezyc.
            >
            > Kan
            • kan_z_oz Re: I jeszcze jedno. 15.01.13, 04:28
              iza42 napisała:
              >
              > Kan, tutaj mnie zaskoczylas bo nie wiedzialam , ze jest az tak zle w przemysle
              > farmaceutycznym, na zewnatrz wszystko wyglada jak dawniej, na rynek wchodza now
              > e leki, rzad daje pieniadze na PBS, przychodza repi z lunchem i opowiadaja o su
              > kcesach ich firm , oczywiscie o porazkach sa mniej sklonni opowiadac ze zrozumi
              > alych wzgledow..
              > Ale moze rzeczywiscie niedlugo beda nam sie szykowac zmiany.
              > Medicare zrobilo juz kilka drastycznych ciec.

              Na zewnatrz nic nie widac, bo samym globalnym firmom nic sie nie dzieje. Podkreslam tylko fakt, ze wszystkie miedzynarodowe zrobily w 2012 i w drugiej polowie 2011 wyrzutke ludzi. Od jednej do trzech. W przeciagu 18 miesiecy trafily wiec na rynek setki, ktorych ten rynek nie jest w stanie wchlonac w tak krotkim czasie. Masz wiec przemysl caly, ktory kurczy sie raptownie jesli chodzi o ludzi.
              Produkt to mozna podrzucic mniejszej firmie farmaceutycznej do sprzedazy, wiec bedziesz widziec repow, ktorzy obecnie beda mieli misje opowiadania o 10 produktach zamiast jednego czy dwoch.
              A za mowienie zle o matce karmicielce jest wylotka natychmiastowa, nawet w takim ukladzie nie ma okresu wypowiedzenie...haha
              Sa dostepne dane jak ww robia w kazdym kwartale, te tez dla big boys sa dupne - wszystkich niestety ogolnie. Nie jest to wiec koniec ciec.

              Kan
              • iza42 Re: I jeszcze jedno. 15.01.13, 20:40
                kan_z_oz napisała:
                Masz wiec przemysl caly, ktory kurczy sie raptownie jesli chodzi o ludzi.
                > Produkt to mozna podrzucic mniejszej firmie farmaceutycznej do sprzedazy, wiec
                > bedziesz widziec repow, ktorzy obecnie beda mieli misje opowiadania o 10 produk
                > tach zamiast jednego czy dwoch.

                Na razie u nas tego jeszcze nie zauwazylam, w kolko jedno i to samo: te same twarze, te same produkty jeden lub dwa, jednym slowem nudy az gadac sie nie chce. NIedawno jedna repka
                urozmaicila swoj lunch opowiadajac ... o licznych wlamaniach, ktore mialy miejsce w naszej okolicy .Wiele sie dowiedzialam, choc bylo to w zasadzie off topic. Ale ona byla juz na wymowieniu wiec mogla sobie pozwolic na taka dygresje.


      • iza42 Re: I jeszcze jedno. 14.01.13, 21:36
        starypierdola napisał:

        >
        > Sytuacja kazdego z piszacych tu byla z pewnosica inna. Od Osmantusa ktory przyj
        > echal jako uciekinier polityczny: mial wszystko pokryte i zaplacone, poprzez Lu
        > ize ktora przywiozl maz (ktory wszystko zalatwil) do Izy ktora przyjechala na w
        > lasny koszt bo ja bylo stac.

        Jezeli chodzi o mnie to akurat prawda, tylko zupelnie nie wiem skad Ty o tym wiesz?
        Nie tylko emigracja do Australii ale wszystkie moje miedzykontynentalne przeprowadzki poczynajac od odleglego w czasie wyjazdu do RPA byly finansowane wylacznie przeze mnie sama i nikt sie do tego nie dokladal.


        > Realista SP
        >
    • starypierdola Do autorki watku: Praktyczna porada 15.01.13, 03:58
      Tylko jedna, na razie, zeby otworzyc Ci oczy na mozliwosci.

      Z Australijskim pracodawca wynegocjowalem szereg "deals", wlaczajac $5,000 na urzadzenia elektryczne (lodowka, TV, etc). Akurat przeprowadzalem sie (juz dawno, dawno temu vz. Stary) z Ameryki gdzie jest 115V, 60 HZ, wiec nic z "amerykanskiej elektryki" tu nie dziala.

      To akurat moze buc nierealne w Twoim przypadku, jako ze AU ma ten sam prads co UK. TYle ze wtyczki sa inne smile

      Wszystko bylo ok, ale za rok okazalo sie ze musze to doliczyc do 'podstawy wymiaru podatku'; zabrali mi 50% (wtedy akurat bylem w takim "tax bracket"). A jak negocjowalem powinienem byl zazadac zeby pracdawca ten podatek zaplacilsad

      Inne rzeczy do negocjowania:
      - wiza (to zalezy od tego na ile potrzebny jest Twoj maz, na ile silny jest pracodawca, jakich ma prawnikow I na kogo jest w AU zapotrzebowanie). Osmantus pisze od rzeczy..
      - extra pieniadze na "zagospodarowanie", ze dwie mniesieczne pensje (tez opodatkowane): firanki, malowanie mieszkania / domu, etc.
      - Pozyczka na kupno domu (jak nie oprocentowana to 'niepalcony' procent bedzie tez doliczony do "podstawy wymiary podatku"
      - Oplacenie WSZYSTKICH kosztow podrozy dla calej rodziny
      - etc .....

      Wszystko jest opodatkowane, wiec zbieraj WSZYSTKIE kwitki na wydatki zwiazane z przeprowadzka zebys to mogla "odciagnac". Alternatywa: pracodawca moze zaplacic te podatki za Ciebie / Was. Tyle ze go to bedzie slono kosztowac. No ale jak Twoj maz jest wazny I potrzebny to wszystko mu zalatwia.

      Ale, ..... musi byc rzeczywiscie "kims".

      Wazny I bogaty
      SP

      PS. Kan, zlituj sie! Moglas przyjechac do Kal. Tu nikt o kryzysie nie slyszal! Ale zawsze jeszcze masz czassmile
      • yourdoubt Re: Do autorki watku: Praktyczna porada 15.01.13, 13:03
        Dzięki. Narazie mój mąż po zapoznaniu się bardziej z realiami zaczął powątpiewać czy to aby na pewno dobra decyzja. Także,myślę, że w ciągu niedługiego czasu podejmiemy decyzję czy OZ czy jednak UK.
        Dzięki za wszystkie cenne wskazówki.

        ps. Mój mąż na pewno jest dobry w tym co robi, ale nie bogatywink
        • yourdoubt interview w czw 15.01.13, 22:56
          w czw mąż będzie miał pierwsze inteview na skype z potencjalnym pracodawcą i zobaczymy co się uda ustalićsmile
          jeśli macie jakieś porady to jesteśmy otwarciwink
          • starypierdola Skarbie, Ty masz chyba kielbie we lbie 16.01.13, 02:26
            Nikt nie jest w stanie ci nic konkretengo poradzic bo nikt nie wie co za firma, co za praca, kim twoj maz jest itd. itp. Jakiekolwiek porady ktore mozesz dostac to albo wymadrzanie sie, albo jakies pierdoly.

            Pytajac bez podania co I jak wygladasz na kompletnie niepowazna albo wrecz zbzikowana.

            Poza tym od powaznych porad sa powazne firmy kore za powazne porady biora powazne pieniadze. Nawet w Yorkshire!

            Poza tym jak to jest interview przez Skype to nie moze byc nic powaznego; Jakas "masowka", np. jakas pomoc kuchenna, kierowca czy operator koparek w Newman lub Tom Price, WA. Moze nawet w Mt Isa, Qld (to juz blisko Kan). Zgadlem?

            W tej sytuacji wiele nie wynegocjujesz (nawiazanie do mego poprzedniego postu). Ale jak by co to pamietaj o wtyczkach: w AU sa inne niz w PL czy UK.

            Potencjalny doradca SP

            • osmanthus @ starypierdoła 16.01.13, 04:05
              No, musze przyznac, ze wybrales sobie b. adekwatny nick!

              Gdybys zamiast zajmowac sie gratuitous przysrywaniem przeczytal watek od poczatku wiedzialbys czym sie zajmuje angielski mąż zalozycielki watku. I jaka posade mu zaoferowano.
              I za ile. Wiemy tez, ze sponsor pokrywa przelot rodziny do Australii.
              To, czego nie wiemy, to jak sie nazywa firma poszukujaca pracownika.

              Jezeli chodzi o negocjacje w sprawie rozmaitych benefitow/dodatkow do pensji oraz mozliwosci odliczania pewnych wydatkow od podstawy opodatkowania to:
              a/ nie jest to mining industry
              b/ jak rowniez facet nie jest lekarzem

              Zainteresowany moze probowac wynegocjowac wyzsza pensje biorac pod uwage koszt wynajecia domu. Moze tez probowac wynegocjowac ZWROT kosztow zakupu whitegoods oraz podstawowego wyposazenia domu do jakiejs okreslonej kwoty (tak my wlasnie tak robimy).
            • kan_z_oz Re: Skarbie, Ty masz chyba kielbie we lbie 16.01.13, 05:08
              Misia, rozmowa zeszla juz jakis czas temu z udzielania rad fachowych na etap zbiorowego 'wsparcia moralnego'. Ja wiem, ze meska glowa rozleglosci tego zjawiska pojac nie jest w stanie, wiec przetlumacze Ci w "Layman's terms" - za chliwe stracisz obydwie galy (oczy) bo rozjuszyles juz conajmniej 3 lub 4 babki.
              A teraz rob co chcesz...haha

              Kan
              • dicksmith St.Pier zadarłeś z Ligą Kobiet 16.01.13, 09:03
                Interwju przez Skype'a dobrze nie wróży, fakt, ja takie propozycje agentów z góry odrzucam, ale z kobietami się nie walczy, o czym wiedział już Aleksander Macedoński i kiedy zaatakował go oddział Amazonek (to taki rodzaj Sarmatek, wg Herodota), to się po prostu wycofał ze swoją armią.
                • osmanthus Re: St.Pier zadarłeś z Ligą Kobiet :D 16.01.13, 09:14
                  dicksmith napisał:

                  > Interwju przez Skype'a dobrze nie wróży, fakt, ja takie propozycje agentów z gó
                  > ry odrzucam,

                  Jakich agentow?
                  Czy faceci nie potrafia czytac tekstow ze zrozumieniem?
                  Czlowiek ma rozmawiac na Skype'ie z potencjalnym pracodawca a nie z zadnym agentem.
                  • dicksmith Re: St.Pier zadarłeś z Ligą Kobiet :D 16.01.13, 09:31
                    CZW. No cóż, nienajlepsza to nazwa bo brzmi bardziej jak agencja. No dobra, BMW albo VW też kiedyś były mało znane i nie umywały się do czeskiej Skody, nie mówiąc już o czeskiej Tatrze, która przed II Wojną była hitem zauważonym przez samego AH. Ale mamy też przykład negatywny - FSO. Kto wie, może w tym przypadku interwju przez skajpa ma sens, co nie zmienia faktu że St.Pier nie ma z wami żadnych szanssmile
                    • yourdoubt Re: St.Pier zadarłeś z Ligą Kobiet :D 16.01.13, 12:27
                      stary pierdoła, jak nie masz nic konkretnego do wniesienia do wątku, to daruj sobie przygłupie komentarze, bo na mnie nie robią one specjalnie wrażenia. A nie ma potrzeby zaśmiecania wątku.

                      Tia...rozmowa będzie z potencjalnym pracodawcą i zobaczymy, co damy radę wynegocjować.

                      Nie wiem, czemu rozmowa przez skype miałaby nie wróżyć dobrze. Jakoś nie wyobrażam sobie, by ludzie co rusz latali z innych państw na jakieś interview, które tak czy siak pracy nie gwarantuje. Wg mnie, skype to dobre rozwiązanie biorąc pod uwagę sytuację.
                      • yourdoubt Re: trochę of topic 16.01.13, 12:39
                        trochę of topic
                        trochę komentarz pierdoły mnie skłonił do refleksjiwink
                        nie rozumiem tego zjawiska, ale czasem da się zaobserwować na forach czy w realu, że niektórzy Polacy poza granicami własnego kraju są bardzo mało wspierający, a wręcz lubią jak się innym nie układa, są zamknięci na innych Polaków, zawistni wręcz nieprzyjaźni itd. Oczywiście nie wszyscy, ale sporo takich. Ja tego kompletnie nie pojmuję, bo gdybym ja tu poznała nowych Polaków, co dopiero przyjechali, to chętnie bym im pomogła się ogarnąć i zadomowić. Już nie raz się spotkałam z opinią, że lepiej trzymać się od Polaków z daleka za granicą. Skąd to się bierze?
                        Jak idę na Polską mszę (msza i college to jedyne miejsce gdzie mam kontakt z Polakami), to wszyscy są zamknięci w swoich grupach, ciężko się przebić. A jak się poruszam w gronie Anglików, to większość, jest otwarta, przyjazna i skora do rozmowy.
                        W Polsce mam cudownych Przyjaciół, ale tu znaleźć polskich przyjaciół od serca wydaje się niemożliwością.
                        Jakoś inne nacje są bardzo wspierające dla siebie, a ten nasz naród.... dziwne to bardzo i smutne.
                        Ale cóż.... Cieszę się, że nie mam problemu obracaniem się wśród Anglików i nawiązywaniu znajomości.
                        Ciekawam jakie jest wasze doświadczenie.

                        Pozdrawiam Wszystkich bez wyjątkusmile
                        • kan_z_oz Re: trochę of topic 16.01.13, 14:10
                          Dosyc to stereotypowo. Nie jestes zbyt dlugo za granica?

                          Moje obserwacje to roznica miedzy gryzacymi sie Polakami a niektorymi Serbami i Kroatami, czy Kroatami i Macedonczykami, czyli ogolnie mieszkancami jednego niegdys kraju na korzysc wychodzilaby wielu Polakom. Widzialam ciekawe objawy np tez u niektorych Rosjan patrzacych z pulapu sufitu na wszystko co nie pochodzilo z jedynego wlasciwego miejsca na tej ziemi czyli Rosji...
                          Niektorzy Hindusi - u - jakby posluchalac co Ci sami o sobie i miedzy soba. itp, itd.

                          Na temat prawdziwej zyczliwosci paru brytyczykow tez moglabym nieco. Nie znosze prania po mordzie w bialych rekawiczkach i przylepionym sztucznym usmiechem - na zewnatrz to mile wyglada. Nieco mniej jak sie pozna jezyk duzo blizej, idiomy oraz wiekszosc niuansow. Serio, czesc potrafi tak dojebac w sposob tak poprawny i wyartykulowany, ze mnie zemdlilo pare razy, chociaz pytania miedzy pogoda, gdzie mieszkam oraz czym sie zajmuje maz tylko byly...

                          Nazywa sie to; sa LUDZIE i ludzie, a stereotypy sa szkodliwe.

                          Internet jest specyficznym srodkiem komunikacji co widac b. dobrze w miejscach jak Facebook. Wiekszosc wpisow jest neutralna dopoki ktos nie zaczyna ad persona.
                          Na podstawie Forum trudno raczej ustalic zyczliwosc na codzien. Glownie to chyba ustala sie tylko wybuchowosc. I czesc ma nieco dluzszy czasokres wybuchu inna czesc krotszy.
                          Ja tam nie wiem. Jestem tutaj bo lubie czasem popinkolic.


                          Z SP pisuje na Forum od lat chyba 8-miu, czyli od czasu zanim do Australii dotarl Facebook, Nasza klasa, Twiter itp. Krotki zapalnik - tak. Klapa - tak. Niezyczliwy? chyba az za bardzo sie chlop stara...haha
                          Przeciaz najbardziej go frustraje, ze nie masz konkretnych pytan, bo moglby Ci pomoc i udzielic rady.hihihi

                          Kan
                        • bogo200 nie kazdy ,kto pisze po polsku, na forum, jest 16.01.13, 16:09
                          polakiem, to po pierwsze... igorek, ze swiata forum, jest tu sztandarem...!
                          po drugie, wydaje mi sie, ze to co napisal w tym watku "stp", jest motywowane zyczliwoscia i przestroga....to, ze to, nie wspiera, twoich marzen,mysli,obserwacji, to twoj problem....!
                          wiec nie urabiaj mu geby tutaj, prosze... smile!

                          yourdoubt napisała:

                          > nie rozumiem tego zjawiska, ale czasem da się zaobserwować na forach czy w real
                          > u, że niektórzy Polacy poza granicami własnego kraju są bardzo mało wspierający(...)
                          • yourdoubt Re: nie kazdy ,kto pisze po polsku, na forum, jes 16.01.13, 16:55
                            to niestety nie są to tylko stereotypy, bo obserwuję to nie tylko ja, ale i wielu innych. Skądś to się chyba wzięło, prawda?
                            Tu nie trzeba filozofować, to się po prostu widzi, a wręcz czasem rzuca się to w oczy.
                            I nie generalizuje, bo nie powiedziałam, że wszyscy, tylko że sporo takich, a to jednak Rożnica.
                            I nie urabiam pierdole gęby, tylko stwierdziłam, że jego "słodki" komentarz przypomniał mi refleksję na temat, który poruszyłam. A czy on jest z tego typu ludzi, to nie wiem, nie wyrobiłam sobie jeszcze zdania, bo za mało kolegę znam. Także proszę mi nie insynuować czegoś, co nie miało miejscawink
                            Widzę, że to drażliwy temat, ciekawe czemuwink

                            A życzliwość starego pierdoły w tej konkretnej odpowiedzi faktycznie uderzyła mnie po oczachwink czego nie mogę powiedzieć o jego innych odpowiedziach, które wydawały się o niebo lepsze i konkretniejsze.
                            Australia nie jest moim marzeniem, tylko mojego męża jeśli jużsmile
                            A każdą przestrogę podaną w konsktruktywny sposób biorę do serca, co do tej pory czyniłam.
                            • kan_z_oz Re: nie kazdy ,kto pisze po polsku, na forum, jes 17.01.13, 01:19
                              yourdoubt napisała:

                              > to niestety nie są to tylko stereotypy, bo obserwuję to nie tylko ja, ale i wie
                              > lu innych. Skądś to się chyba wzięło, prawda?

                              Napisalam - tak samo jak niektorzy Polacy sa zawistni, niezyczliwi, podobnie rzecz ma sie z niektorymi z Rosjan, Serbow, Kroatow, Hindusow itp, itd - reszta wywodow jest wiec filozofowaniem...

                              > Tu nie trzeba filozofować, to się po prostu widzi, a wręcz czasem rzuca się to
                              > w oczy.
                              > I nie generalizuje, bo nie powiedziałam, że wszyscy, tylko że sporo takich, a t
                              > o jednak Rożnica.
                              > I nie urabiam pierdole gęby, tylko stwierdziłam, że jego "słodki" komentarz prz
                              > ypomniał mi refleksję na temat, który poruszyłam. A czy on jest z tego typu lud
                              > zi, to nie wiem, nie wyrobiłam sobie jeszcze zdania, bo za mało kolegę znam. Ta
                              > kże proszę mi nie insynuować czegoś, co nie miało miejscawink
                              > Widzę, że to drażliwy temat, ciekawe czemuwink

                              Tez byla odpowiedz. Dla facetow brak konkretow i pytania o 'sens zycia' sa nudne. Stad masz od wszystkich Panow forumowych reakcje mdlenia z jednym, ktory poprostu zwymiotowal. Zalezy wiec od Ciebie czy dalej bedziesz kontynuowac czy zrobisz przerwe az do memnetu gdy maz przejdzie interview. Asocjacja, ze 'mdlenie' moze byc w zwiazku z niezyczliwoscia nie jest w porzadku w tym watku.
                              >
                              > A życzliwość starego pierdoły w tej konkretnej odpowiedzi faktycznie uderzyła m
                              > nie po oczachwink czego nie mogę powiedzieć o jego innych odpowiedziach, które w
                              > ydawały się o niebo lepsze i konkretniejsze.

                              Patrz wyzej.

                              > Australia nie jest moim marzeniem, tylko mojego męża jeśli jużsmile
                              > A każdą przestrogę podaną w konsktruktywny sposób biorę do serca, co do tej por
                              > y czyniłam.

                              To bylo moje pytanie w pierwszym wpisie - powtorze; masz kupe strachow wlasnych, nie lubisz zmian, nie widac zadnej checi do emigrowania, nie do Australii - mozemy tylko dac informacje, ktore dac jest bardzo trudno osobie, ktora nie jest takowymi zaintersowana, bo nie jest zaintersowana wyjazdem - i tak wkolo macieju.
                              My sie staramy, ale na koniec wychodzi, ze kupa gnoju lub cos kolo tego?

                              Wiem, ze nie byl to Twoj zamiar, dlatego napisalam internet to bardzo specyficzny srodek komunikacji. Najlepiej dziala gdy ktos jest konkretny. Roznie wychodzi w innych tematach i konczy sie barem gdy autor jest off topic most of the time. Podobnie dziala dla wszystkich, abys sie nie czuje zle czy akurat wyjatkowo...

                              Pozdrawiam
                              Kan
                              • dicksmith jeszcze o nieżyczliwości Polaków 17.01.13, 08:22
                                > Polacy sa zawistni, niezyczliwi, podobnie rzecz ma sie z niektorymi z Rosjan, Serbow, Kroatow, Hindusow

                                Hindusi to świetny przykład. Byłem kiedyś superwajzorem kilku Hindusów i świadkiem niesłychanej nienawiści jaką sobie nawzajem okazywali. Zapewne miało to głównie podłoże kastowe. Inny przykład tej samej, nazwijmy to "azjatyckiej", choroby - Japończycy. Japoński system kastowy został zredukowany niemalże do minimum, bo do jednej kasty, tej najniższej, poniżanej maksymalnie - burakumin. Samo słowo "burakumin" jest tabu i nie wolno go wymawiać głośno. Miałem kiedyś japońską narzeczoną i akurat siedzieliśmy przy stoliku w japońskiej restauracji w Sydney, kiedy moja Japonka zwróciła mi uwagę na japońską parę przy sąsiednim stoliku, która wogle ze sobą nie rozmawiała. "Może oni są burakumin?" zażartowałem. Czar prysnął, moja Japonka poczerwieniała, rozejrzała się wokół sprawdzić czy ktoś z Japończyków nie usłyszał tego słowa tabu po czym spojrzała na mnie jakby chciała zrobić ze mnie sashimi dla kotów.
                                Wzajemna nieżyczliwość miedzy Polakami może mieć takie samo podłoże - kastowe - a to spuścizna po naszym aryjskim pochodzeniu (Aryjczycy jak wiadomo wyruszyli na podbój z ruskich stepów albo spod gór Ałtaj, itp, ze swastykami na tarczach). Na ziemiach naszych całkiem do niedawna istniał wyraźny podział społeczeństwa na szlachtę (po hindusku kasztrije) i mierzwę, albo konkretniej szlachtę i chłopstwo. Podział, którego nie dało się przeskoczyć, bo przeszkoda była genetyczna. Inaczej u Anglików albo Niemców, bo ci w swej masie nie są pochodzenia aryjskiego, tylko celtyckiego, stąd zapewne więcej w ich społeczeństwach wzajemnej życzliwości. Ciekawe co na to Liga Kobiet?
                                • iza42 Re: jeszcze o nieżyczliwości Polaków 17.01.13, 11:57
                                  dicksmith napisał:

                                  > Wzajemna nieżyczliwość miedzy Polakami może mieć takie samo podłoże - kastowe -
                                  > a to spuścizna po naszym aryjskim pochodzeniu ( .....
                                  > ). Na ziemiach naszych całkiem do niedawna istniał wyraźny podział społeczeństw
                                  > a na szlachtę (po hindusku kasztrije) i mierzwę, albo konkretniej szlachtę i ch
                                  > łopstwo. Podział, którego nie dało się przeskoczyć, bo przeszkoda była genetycz
                                  > na. Inaczej u Anglików albo Niemców, bo ci w swej masie nie są pochodzenia aryj
                                  > skiego, tylko celtyckiego, stąd zapewne więcej w ich społeczeństwach wzajemnej
                                  > życzliwości. Ciekawe co na to Liga Kobiet?

                                  Yeah right. Zwlaszcza Anglicy sa typowym przykladem bezklasowego spoleczenstwa wink
                                  Narod, ktory ocenia swoich wlasnch obywateli po akcencie z pewnoscia sie do takowych spoleczenstw zalicza! No i oczywiscie rowniez musimy pamietac o milosci z jaka traktowali i nadal traktuja swoich poddanych w dawnych koloniach .
                                  Tym co wierza w bezklasowosc Anglkow polecam piosenke Lennona Working class hero, ponizej link
                                  www.youtube.com/watch?v=njG7p6CSbCU
                                  Lennon przeciez troche musial wiedziec o swojej nacji, w koncu sie tam urodzil i wychowal ( ale mieszkac tam nie chcial, uciekl do NY )
                                  • dicksmith Re: jeszcze o nieżyczliwości Polaków 18.01.13, 21:21
                                    Klasowe społeczeństwo to nie to samo co kastowe społeczeństwo. Z klasy do klasy można przeskoczyć. Królowa Elżbieta rokrocznie rozdaje nobilitacje gorzej urodzonym. W I RP nadanie nobilitacji zdarzyło się tylko raz, po tym jak chłop Bartosz Głowacki zasłonił czapką lufę rosyjskiej armaty, hehe, ratując w ten sposób życie naczelnika Kościuszko.
                                    A co do Lennona, to ten mocno lewicujący gwiazdor i autor tekstów popełnił śmiertelny błąd uciekając do NY. Długo był tam persona non grata, a kiedy wreszcie otrzymał tę marną greencard, trafiła go zabłąkana kula. Co innego Mick Jagger, ten jest przebiegły do szpiku kości. Kiedy rollingstonsi pogniewali się na Anglię, nie wyemigrowali do USA, jakby nakazywała pozorna logika, tylko na francuską Rivierę. Spryt Jaggera wyraża się też tym, że w tekstach jego nie znajdziesz śladu deklaracji politycznych, czy choćby nawet tylko aluzji społecznych, a pomimo to rollinstonsi maja opinie buntowników, koniunkturalnie pożądaną. Mick dobrze wie, z czym próbował walczyć John, że amerykański rynek pop-kultury jest sterowany odgórnie. Kiedy w latach 50-tych umysłami amerykańskiej młodzieży zawładnąl rock'n'roll i swoisty amerykański patriotyzm znalazł się w odstawce, władza postanowiła rozpędzić towarzycho i przywrócić proporcje. Co prawda prezydent nie wydał oficjalnie dekretu w tej sprawie, ale zbiegiem okoliczności w krótkim przedziale czasu kilka gwiazd rock'n'rolla zginęło w wypadkach, paru trafiło do więzienia, a jeden, ten pozytywny szansonista, dostał powołanie do wojska. Z wojska wyszedł w glorii amerykańskiego patrioty prosto na szczyt list przebojów. Kiedy jego nie-pozytywni koledzy po fachu wyszli z więzienia, mieli już kariery złamane na zawsze. Nawet w ZSRR inżynieria społeczna nie była nigdy tak skuteczna. Tam zesyłano na Sybir, a Amerykanie dobrze wiedzą że zesyłanie na Alaskę może mieć skutek odwrotny do zamierzonego.
                                    • iza42 Re: jeszcze o nieżyczliwości Polaków 19.01.13, 10:53
                                      dicksmith napisał:

                                      > Klasowe społeczeństwo to nie to samo co kastowe społeczeństwo. Z klasy do klasy
                                      > można przeskoczyć. Królowa Elżbieta rokrocznie rozdaje nobilitacje gorzej urod
                                      > zonym.
                                      I to ma byc dowod na mozliwosci awansu klasowego w spoleczenstwie? Nobilitacja nadana przez krolowa? Ilu ludzi spotkal ten zaszczyt? Nie zartuj. Nie jest to wcale przejaw wyrownujacy przepasci pomiedzy plebsem a szlachta ale raczej zreczny chwyt PR . Osobie nagrodzonej wydaje sie, ze jest lepsza , bardziej szlachetna i lepiej urodzona, choc przeciez urodzenie nie ma z tym nic do rzeczy, a maluczcy siedza przed telewizorem i ciesza sie no bo skoro jeden z nas dostal tytul to moze i ja kiedys zostane lordem! Jedna wielka fikcja!

                                      >
                                      > A co do Lennona, to ten mocno lewicujący gwiazdor i autor tekstów popełnił śmie
                                      > rtelny błąd uciekając do NY. Długo był tam persona non grata, a kiedy wreszcie
                                      > otrzymał tę marną greencard, trafiła go zabłąkana kula. Co innego Mick Jagger,
                                      > ten jest przebiegły do szpiku kości. Kiedy rollingstonsi pogniewali się na Angl
                                      > ię, nie wyemigrowali do USA, jakby nakazywała pozorna logika, tylko na francusk
                                      > ą Rivierę. Spryt Jaggera wyraża się też tym, że w tekstach jego nie znajdziesz
                                      > śladu deklaracji politycznych, czy choćby nawet tylko aluzji społecznych, a pom
                                      > imo to rollinstonsi maja opinie buntowników, koniunkturalnie pożądaną.
                                      No moze i tak , ale troche sie oddalamy od tematu. Wiem o klopotach Lennona z urzedem imigracynym USA . Nie chodzi mi o to czy powinien wyjechac do NY czy gdzie indziej.
                                      Szanuje go za to, ze mial wlasne poglady i zyl wedlug nich i nie interesowala go perspektywa awansu spolecznego nadawana przez krolowa angielska. Co do okolicznosci jego smierci , kazdy wierzy w to co chce , a teorie spiskowe sa przeciez bardzo popularne.
                                      • dicksmith 100 23.01.13, 07:18
                                        W 1974 roku John Lennon nagrał w Nowym Yorku płytę "Rock and roll". Są tam kawałki Chucka Berry, Buddy Holly, ale ani śladu "króla rock and rolla" Elvisa Presleya.
                                        Uważam że nie odbiegam od tematu, jako że sprawa wyjazdu do Australii naszej rodaczki z Anglii zdaje się że chwilowo upadła.
                              • yourdoubt Re: apropo .. 17.01.13, 09:04
                                kan_z_oz napisała:

                                >
                                > To bylo moje pytanie w pierwszym wpisie - powtorze; masz kupe strachow wlasnych
                                > , nie lubisz zmian, nie widac zadnej checi do emigrowania, nie do Australii - m
                                > ozemy tylko dac informacje, ktore dac jest bardzo trudno osobie, ktora nie jest
                                > takowymi zaintersowana, bo nie jest zaintersowana wyjazdem - i tak wkolo macie
                                > ju.
                                >
                                Od momentu napisania mojego pierwszego postu moje podejście znacznie się zmieniło. Na początku faktycznie pałałam dużą niechęcią do KOLEJNYCH tak powaznych zmian w moim życiu, bo mam dość takowych "atrakcji", ja lubię stabilizację. Ale po rozmowie z mężem, po usłyszeniu tego, jak on pewne sprawy widzi, jak on się czuje, co on by chciał itd postanowiłam jednak go wspierać w tym temacie i jeżeli dojdzie do wyjazdu to zrobię to dla NIEGO. Także w tym momencie jestem otwarta na taką możliwość. Jeżeli tylko wynegocjuje lepszą ofertę z tym, czy też innym pracodawcą to jestem na TAK. W tym momencie to co ja bym chciała, pozostawiam na boku, bo nie zawsze wszystko musi się kręcić wokół mniewink Od czasu do czasu może wokół mężawink
                                Mimo, iż może nie byłam bardzo konkretna, choć tyle, ile mogłam podać szczegółów to podałam, to uważam, że dostałam sporo cennych wskazówek i rad (za co jestem Wam wdzięczna), które otworzyły nam oczy na pewne rzeczy i zmobilizowały do poszukiwania informacji.
                                Trudno na początku pytać bardziej konkretnie, jeśli samemu nie zna się więcej szczegółów. Poza tym, mój pierwszy post miał na celu jako takie zorientowanie się w temacie, który spełnił swe zadanie.
                                Jeśli będę mieć konkretniejsze pytania/informacje to się odezwę.

                                • kan_z_oz Re: apropo .. 17.01.13, 12:39
                                  Dobrze kochanie, ze zaczynacie rozmawiac. Dobrze tez, ze zaczynasz rozciagac wlasna niechec, bez wzgledu akurat co zdecydujesz czy zdecydujecie. Czy to bedzie Australia czy inny zakatek GB - zobaczymy. Daj znac jakby co - bo mozemy tylko na tyle pomoc na ile pozwala internet. I zawsze bedzie jeden czy dwa glosy 'kraczace' bo to specyfika tego srodka przekazu. Na ogol, masz ludzi chetnych poswiecic swoj czas by naskrobac cos z sensem lub mniej...haha

                                  Powodzenia
                                  Kan
                • kan_z_oz Re: Jakie 4 babki? 17.01.13, 13:12
                  Kurna mac , wykrakales mi tego weza dzisiaj. Mialam jednego, nie wiem tez czy waz czy legless lizard...chyba to drugie - wciaz niemile to jak wypelza...brrr
                  O, przebiega mi przez grzadki od czasu monitor - taki na poltora lub wiecej metra.

                  Kan
                  • starypierdola Porada 17.01.13, 16:55
                    Przyzwyczajony do dawania na tym wadku rad, radze ci:
                    najorsze sa weze zielone (koloru zielonego); wiec uwazaj na niesad

                    No a jak bys trzymala / hodowala swinie (nawet jako pets) to Ci wszystkie weze dokladnie wyzra.

                    Powodzenia
                    SP
    • starypierdola Do autorki watku do przemyslenia 17.01.13, 11:15
      Obserwacje:

      O Polskich emigrantach: mieszkalem w wielu krajach przez dlugie lata, majac mniejszy lub wiekszy kontakt z lokalnymi Poloniami, i nie zauwazylem zeby ci ostatni roznili sie od innych na niekorzysc. Wielu Polskich imigrantow mi pomoglo, ja pomoglem wielu, sytuacja podobna do tej jak z inymi imigrantami.
      Ale tez w kazdej nacji, wlaczajac urodzonych i wychowanych na miejscu, trafia sie 'bulwiackich szczuropolakow (Ratpole, gdzie jestes?)' czy szcuro-innych. Pommies w Au sa naogol nielubiani i zdaza sie nawet widziec napisy "Pommies not welcome here".

      O Tobie: wyglada ze wysoka inteligencja nie grzeszysz, ale tez nie jestes zupelnie beznadziejna.

      O Twoim stosunku do Brytyjskiej Polonii: Masz wszystko: jedzenie, dom, meza, dziecko i nie pracujesz. Wielu Polakow w UK gloduje (czytam ze nawet kradna labedzie w miejskich parkach na strawe), nie ma gdzie mieszkac, nie ma pracy. Czy kiedykolwiek w ciagu swego trzyletniego pobytu w UK pomoglas jakiemus Polakowi? Jesli nie, to dlaczego oczekujesz ze glodny i bezdomny Polak powinien sie przejmowac twoimi urojonymi problemami? Jak Kuba Bogu, tak Bog Kubie.

      Porada:

      Mysle ze Twoje niepowodzenia w kontaktach z lokalna Polonia nie sa spowodowane ich stosunkiem do Ciebie, tylko Twoim stosunkiem do nich? Przemysl to.

      Konkluzja i prognoza:

      W sumie na mnie sprawiasz wrazenie rozkapryszonej i samolubnej dzierlatki. Zwazywszy to, jak i "divorce rate" malzenstw tu emigrujacych jestem prawie pewien ze w AU, predzej czy pozniej, maz Cie rzuci albo vice versa.
      Ale o to sie nie martw. W AU kobiet potrzeba. A jak jestes ponetna i chetna to nawet ja zapisal bym sie do kolejki (Kan mnie 'olewa' juz 8 lat [?], jest wyjatkiem od reguly 'rozwodowej').
      W Kal mamy chyba najwiekszy deficit kobiet w kraju i zwiazane z tym ich mozliwosci zarobkowe sa praktycznie nielimitowane smile Odpowiedni pracodawcy sa na miejscu i szukaja pracowniczek ('sex workers').

      To tyle . Howgh!
      SP

      PS. Teraz widze zes Ty chyba nie z Yorkshire tylko z Lancashire!
      • bogo200 regula rozwodowa....? 17.01.13, 16:07

        a co to jest...! smile?

        starypierdola napisał: (...)
        > W AU kobiet potrzeba. A jak jestes ponetna i chetna to
        > nawet ja zapisal bym sie do kolejki (Kan mnie 'olewa' juz 8 lat [?], jest wyjat
        > kiem od reguly 'rozwodowej').
        • starypierdola Re: regula rozwodowa....? 17.01.13, 19:37
          ... jest taka ze immigranci sie czesto rozwodza; oceniam procent na 80% choc dokladnych statustyk nie znam. Moze pogogluj w danych statystycznych AU jesli Cie to bardzo interesuje a mnie (mi?) nie wierzysz.

          Powodzenia w googlowaniu
          SP
          • yourdoubt Re: regula rozwodowa....? 17.01.13, 19:49
            starypierdola napisał:

            > ... jest taka ze immigranci sie czesto rozwodza; oceniam procent na 80% choc do
            > kladnych statustyk nie znam. Moze pogogluj w danych statystycznych AU jesli Cie
            > to bardzo interesuje a mnie (mi?) nie wierzysz.
            >
            jakoś mnie to zupełnie nie obchodzi.
            ciekawe z jakim następnym mało interesującym tematem wyskoczyszwink

            powodzenia w mądrzeniu. Wiem, że starość nie radość, ale.... może jeszcze coś się da z Tobą zrobićwink
      • yourdoubt Re: Do autorki watku do przemyslenia 17.01.13, 17:11
        starypierdola napisał:

        Czy ki
        > edykolwiek w ciagu swego trzyletniego pobytu w UK pomoglas jakiemus Polakowi?

        Nie mogę się doczekać takowej chwili. Naprawdę!! Poza tym rozwiesiłam lokalnie swoje ulotki, że oferuję pomoc za darmo, ale póki co, nikt się nie zgłosiłsmile
        Mój mąż załatwił pracę Polakowi, z którym przez jakiś czas utrzymywaliśmy znajomość (i z jego rodziną). Do dzisiejszego dnia nie podziękował, choć pracuje w tej samej firmie. Nawet głupiej bombonierki nie kupił, choć z pracy jest baaardzo zadowolony (za to szefowi prawie do d... wchodzi). Teraz jak się dowiedział, że mąż zastanawia się nad wyjazdem do Australii, to powiedział "weź nas ze sobą". A że mój mąż ma bardzo miękkie serce, to nie zdziwiłabym się gdyby tak zrobił, gdyby tylko mógł.
        W miejscowości, w której mieszkam jest mało Polaków, za to obok w mieście bardzo dużo. Na początku mi zależało by poznawać rodaków, ale po paru...rozczarowaniach już mi nie zależy zbytnio.


        > esli nie, to dlaczego oczekujesz ze glodny i bezdomny Polak powinien sie przejm
        > owac twoimi urojonymi problemami? Jak Kuba Bogu, tak Bog Kubie.

        Ja się nie każe innym przejmować moimi "problemami", tym bardziej nie oczekuje tego od bezdomnych. A co, jesteś głodny i bezdomny?


        >
        > Mysle ze Twoje niepowodzenia w kontaktach z lokalna Polonia nie sa spowodowane
        > ich stosunkiem do Ciebie, tylko Twoim stosunkiem do nich? Przemysl to.


        i tu się bardzo myliszwink Ja zawsze byłam i jestem otwarta na innych. Ale nie pcham się tam gdzie mnie nie chcą.

        >
        >
        > W sumie na mnie sprawiasz wrazenie rozkapryszonej i samolubnej dzierlatki.

        jakoś mało mnie obchodzi, jakie na tobie sprawiam wrażeniewink

        >
        > PS. Teraz widze zes Ty chyba nie z Yorkshire tylko z Lancashire!

        pudło. główkuj dalejwink
        • starypierdola No to moze .... jeszcze dwie porady. 17.01.13, 19:33
          ...zadzwon temu Polakowi ktoremu maz pomogl I powiedz ze w UK jest taki zyczaj ze sie dziekuje za przyslugi; jesli tego nie chwyca to sie tez nie mozesz obrazac I zadzierac nosa bo jak sama wiesz w "nizszych sferach" (ci co "zywia I bronia") w PL zwyczaju dziekowania nie ma.

          No I przyslij kopie tej ulotki; najlepiej jej fotografie pokazujaca jak sie prezentuje na slupie/drzewiejej powieszonej na slupie smile

          Doradca SP
          • yourdoubt Re: No to moze .... jeszcze dwie porady. 17.01.13, 19:46
            starypierdola napisał:

            > ...zadzwon temu Polakowi ktoremu maz pomogl I powiedz ze w UK jest taki zyczaj
            > ze sie dziekuje za przyslugi; jesli tego nie chwyca to sie tez nie mozesz obra
            > zac I zadzierac nosa bo jak sama wiesz w "nizszych sferach" (ci co "zywia I bro
            > nia") w PL zwyczaju dziekowania nie ma.


            bzdury piszesz takie, że hej. Widać kultury/dobrych manier Cię nie nauczyli. Cóż, i tacy się zdarzająwink

            >
            > No I przyslij kopie tej ulotki; najlepiej jej fotografie pokazujaca jak sie pre
            > zentuje na slupie/drzewiejej powieszonej na slupie smile
            >

            tak się składa, że moje ulotki są powieszone w rożnych instytuacjach (jak GP etc.), więc takowegoż zdjęcia Ci nie przyślę. Zresztą żadnego Ci nie przyślę.



            https://s10.suwaczek.com/201104291762.png
            • osmanthus Re: I jak poszlo interview na Skype'ie? 19.01.13, 00:30
              yourdoubt napisała:

              > do czego jest Ci potrzebna nazwa firmy?
              > Nie bardzo chcę już wchodzić w aż takie szczegóły i podawać je na publicznym fo
              > rum.
              > Jeżeli znasz jakąś firmę, z którą nie warto współpracować to możesz podać nazwę
              > firmy.
              >
              Sadzisz, ze wlasiciel firmy sledzi Twoj watek na forum Australia?
              Po prostu znam kilku mechanikow/blacharzy w Canberze i moglabym zasiegnac jezyka. Jak nie chcesz publicznie napisz na gmail - osmanthus 87@
              • yourdoubt Re: I jak poszlo interview na Skype'ie? 19.01.13, 19:15
                dzięki osmanthus. Narazie poradzimy sobie bez tego.
                W sumie doszliśmy do wniosku, że wyślemy oferty do innych pracodawców/agencji rekrutyjących z innych miast.
                Więc jeżeli będzie możliwość dostania dobrej oferty pracy w innym -większym mieście, to jesteśmy bardziej ZA.
                Dajemy sobie rok czasu. Jeżeli w ciągu roku nie wyjedziemy do Australii, to zostajemy w UKwink
                Także bez presji, na spokojnie zobaczymy co się da zdziałać
                • osmanthus Re: I jak poszlo interview na Skype'ie? 20.01.13, 12:20
                  yourdoubt napisała:

                  > dzięki osmanthus. Narazie poradzimy sobie bez tego.
                  > W sumie doszliśmy do wniosku, że wyślemy oferty do innych pracodawców/agencji r
                  > ekrutyjących z innych miast.
                  > Więc jeżeli będzie możliwość dostania dobrej oferty pracy w innym -większym mie
                  > ście, to jesteśmy bardziej ZA.
                  > Dajemy sobie rok czasu. Jeżeli w ciągu roku nie wyjedziemy do Australii, to zos
                  > tajemy w UKwink

                  Good luck !
                  > Także bez presji, na spokojnie zobaczymy co się da zdziałać
          • realcucumber pracodawca nie zadzwonil....:(! 20.01.13, 19:37
            Poczatki moze i beda troche trudne , ale maz ma zawod , anglojezyczny i na pewno pod mostem , glodni mieszkac nie bedziecie. Z drugiej strony nie mozna od razu oczekiwac zeby zawod mechanika przynosil bardzo dobre zyski. Nie w Au , nie w USA , nigdzie na swiecie. Na pewno zyc z tego mozna , ale super to nigdzie nie bedzie , chyba ze bedzie mial wlasny , dobrze prosperujacy interes. Wiek chyba pisalas ze 45..... troche moze pozno na emigracje. Ja mialem 18 ale teraz pod 50 to nie wiem czy bym sie zdecydowal , ale glowa do gory i jesli myslisz ze podolasz i zmienisz na lepsze to probuj. Zawsze mozecie wrocic do UK. Apropos to klikam ze Stanow i zadnym apsolutnie expertem Au nie jestem , ale byl to kraj moich marzen emigracyjnych , ale niestety pod koniec 1981 z Austrii kawalerow tak za bardzo tam nie chcieli. Spoznilem sie o jakies 6 miesiecy z przyjazdem do Wiednia , bo ponoc na poczatku 1981 singli Au brala i wielu tam wyemigrowalo.Kiedys moze polece na wakacje.
            • yourdoubt Re: pracodawca nie zadzwonil....:(! 22.01.13, 09:29
              Dzięki.
              Potencjalny Pracodawca zadzwonił na komórkę zupełnie niespodziewanie w godzinach późno wieczornych. Ale nie robię sobie z nim większych nadziei, gdyż jego podejście średnio mi się podoba.
              Na tapecie jest również praca z Brisbone - zobaczymy.
              Mąż docelowo chciałby otworzyć swój własny biznes tutaj czy w OZ, ma dość fajny pomysł, tylko kwestia kasy na zrealizowanie tego. Mąż jest mechanikiem raczej w najmniejszej części, bardziej blacharz, lakiernik i przerabianie samochodów wg życzeń Klienta, także wysokie umiejętnościwink
              Pozdrawiamsmile
            • yourdoubt Australia nadal na topie;-) 23.01.13, 20:24
              > dicksmith 23.01.13, 07:18
              >
              > > Uważam że nie odbiegam od tematu, jako że sprawa wyjazdu do Australii
              > naszej rodaczki z >Anglii zdaje się że chwilowo upadła.


              nic nie upadłowink Mąż dostał ofertę pracy -pracodawca chce go u siebie, teraz czekamy na dokumenty by się temu przyjrzeć, co dokładnie oferują.
              Mąż już psychicznie się przygotowuje do wyjazduwink
              A ja sobie spokojnie czekam co to życie przyniesiesmile
                • yourdoubt Re: Australia nadal na topie;-) 24.01.13, 13:31
                  Dziękujemy.
                  Ponieważ oferty/kontraktu dokładnie jeszcze nie znamy (ma przyjść na dniach) to żadna decyzja nie jest podjęta. Jeżeli się okaże że oferta nie jest zbytnio kusząca, tzn że stopa życiowa byłaby taka sama lub gorsza niż w UK to jej nie przyjmiemy i będziemy czekać czy jakiś inny pracodawca się odezwie i zaoferuje coś lepszego.
                  Pozdrawiam
                    • yourdoubt test IELTS - academic czy general 26.01.13, 09:39
                      Podpowiedzcie, który egzamin powinnam zdawać?
                      Czy jeśli wezmę general, to gdy zdecyduję się dokształcać w swoim zawodzie, to będę mogła? Czy dodatkowo będę musiała zdawać academic?
                      Czy jeśli wybiorę wersję academic, to będę mogła iść do pracy, czy będę musiała dodatkowo zdawać general?
                      Jaka jest różnica pomiędzy nimi?
                      Ile min punktów powinnam zdobyć?

                      dzięki
                      • osmanthus Re: test IELTS - academic czy general 26.01.13, 15:14
                        Bedziesz na wizie meza jako secondary aplicant a zatem nie musisz apriorycznie zdawac zadnego IELTS.
                        Gdybys chciala studiowac lub uczyc w szkole, to co innego.
                        Do szkoly musisz miec wynik jak w watku nizej (moj wpis z linkiem).
                        Na studia - musisz sprawdzic
                          • iza42 Re: test IELTS - academic czy general 26.01.13, 22:08
                            Jezeli chcesz pracowac w swoim zawodzie, jako psycholog to musisz zdawac academic IELTS i zdac go z b dobrym wynikiem, juz o tym chyba wczesniej pisala Osmanthus. Jezeli nie masz na razie szans pracowac w zawodzie i musisz sie wczesniej doksztalcic aby Ci tutaj uznali papiery to nie wiem czy IELTS jest taka dobra inwestycja , ten egzamin wazny jest tylko na okreslony czas, chyba na dwa lata a kosztuje spore pieniadze wiec nie wiem czy to sie oplaca.
      • yourdoubt ile kasy na dzień dobry? 16.02.13, 13:37
        jakiś czas temu mąż dostał ofertę pracy (pisałam o tym). W sumie zostało mu zaoferowane 63 tys + bonusy +dodatki. Mąż nie zgodził się na tą ofertę, powiedział, że jest za dobrym specjalistą, żeby zarabiać tak niską kasę. Bo jak wiecie, życie w OZ jest strasznie drogie.
        Ten sam pracodawca wrócił teraz do niego z kolejną ofertę, kasiorę podbił do 75 tys.
        Ale ja wciąż się zastanawiam czy to jednak nie za mało.
        Jak myślicie, jakie minimum kasy powinno być na początek, by żyło się na przeciętnym poziomie, bez zastanawiania się, czy np na jedzeniu czy czym innym trzeba oszczędzać>?
        Na dzień dobry zarabia tylko mąż i do utrzymania będą 2 samochody.
        będę wdzięczna za konkretne odpowiedziwink
        • troche_wiem999 Re: ile kasy na dzień dobry? 16.02.13, 17:51
          Sadze,ze nie otrzyma wiecej niz 75k, nikt mu nie da na poczatek wiecej jako nieznanemu mechanikowi, a przede wszystkim czlowiekowi bo Australijczycy sa bardzo nieufni i zaczynaja widziec w potencjalnym kandydacie na pracownika "kogos wartosciowego" dopiero jak go osobiscie poznaja i z nim sporo poprzebywaja. Takze nie oczekujcie zbyt wiele, a i tez nie jestem pewny czy dostanie w ogole wiecej nawet jak sie z pracodawca poznaja. 75k to sporo kasy jak na mechanika,to fakt i szczescie ze tyle chca mu dac. W tej chwili znalezc sponsoring w Au jest ciezko i samo to,ze ktos w ogole chce z mezem rozmawiac i odpowiadac na jego oferty graniczy lekko z cudem, jako ze.... (i tu patrz powyzej-brak zaufania) Ten pracodawca musi byc bardzo zdesperowany (i lepiej dla Was) ale upewnijcie sie,ze jest to zarowno i firma i osoba powazna, ktora jesli cos powie to slowa dotrzyma. Sam przechodzilem te rzeczy wiec nie wysysam z palca. W wiekszosci Australijczycy sa raczej niepowazni i bardzo trudno cos z nich wycisnac-mam na mysli ta ostateczna decyzje, na ktorej nam najbardziej zalezy. Sa rowniez nieodpowiedzialni-i tu uwazajcie bo moze cos powiedziec pod wplywem chwili, a to niekoniecznie moze sie pokryc pozniej z prawda. I oby to nie byla ta ostateczna decyzja zatrudnienia bo przyjedziecie tu na daremno i stracicie mnostwo pieniedzy. Wiadomo, wszystko musi byc poparte papierami, ktore wypelnia i pracodawca i maz, jednak ta okropnie olbrzymia tolerancja panstwa australijskiego dla niesolidnosci i smialo mozna powiedziec glupoty swoich obywateli spowoduje ze to Wy stracicie a nie on, jesli sie nagle wycofa z kontraktu. Jego wybroni panstwo, Was nikt. Ale jak napisalem,musi byc chyba zdesperowany, wiec nie powinien sie wycofac. Odradzam Canberre-jak bylo wyzej wspomniane, to miasto nie do zycia dla swiezych emigrantow, umrzecie tam z nudow. Jesli chcecie zobaczyc cokolwiek i pozyc gdzies blisko wiekszego miasta to Melbourne, Sydney albo Perth, przy czym to ostatnie jest na zachodnim wybrzezu i strasznie stamtad wszedzie daleko (mam na mysli inne miasta,o ile chce sie je zobaczyc) Ale zadna Canberra(z pelnym szacunkiem do tego miasta), zrobicie sobie krzywde, naprawde. Emigracja do Australii to bardzo ciezka sprawa, bez wzgledu na jaka wize sie tu przyjechalo i czy juz z PR, czy tez z 457 lub na studenta(hardcore). Ciezko jest bo tu jest wszystko inne niz macie w Europie, a zauwaza sie to niestety dopiero jak sie zacznie rozumowac jak ten caly australijski swiatek dziala. Na poczatku Australia wyglada i smakuje jak miod, ale krotko. Pomijam juz fakt, ze Au jest wiele lat do tylu za Europa w technologii i budowania i zarzadzania, i innych dziedzinach bo to mozna wyczytac na prawie kazdym forum (szkoda tylko,ze nie bierze sie tego do serca zanim sie wyemigruje-bylo by mniej rozczarowanych) no ale coz, takie zycie. Nie mam pojecia czy dacie rade na tych 75k rocznie czy nie. Wszystko zalezy od Waszych wydatkow, to proste. Wiem natomiast,ze jak sie emigruje tu rodzina to powinno sie pracowac we dwoje, wiec z Twoimi problemami z dluzszym staniem to nie wiem jak to bedzie z Twoja praca, a w Australii pracuje sie bardzo ciezko-to Ci moge zagwarantowac. Zapomnij o opiece nad osobami starszymi-najgorsze co moze byc, bedziesz ciezko harowala z rozpuszczonymi,zmanierowanymi starcami przyzwyczajonymi do full-service, ktorych malo co zadowoli (to nie Polska!) Bedziesz jezdzic na odkurzaczu i mopie po dwa razy bo ciagle dla nich bedzie "brudno" Juz lepiej isc do sklepu ukladac towar na polkach badz cokolwiek innego robic, ale nie opiekowac sie staruszkami w Australii. No i na koniec jest temat samotnosci w Australii ale o tym nie bede pisac bo kazdy to przezywa inaczej, zycze Ci tylko zebys nie przezywala tego glebiej niz ja. Nic wiecej nie doradzam i nie sugeruje bo po prostu nie moge. Good luck.

          PS: dlaczego nie probujecie na inna wize, ktora jest od pierwszego dnia permanentna? Np. ENS lub RSMS? Czy maz sie orientowal czy by sia nadawal na ktoras z nich? Bylo by Wam lepiej zyc bedac od razu rezydentami. Skoro ktos go desperacko chce to niech idzie na ustepstwa i zalatwia od razu PR (Ty musialabys tez zdac obowiazkowo IELTS)
          • dicksmith Re: ile kasy na dzień dobry? 17.02.13, 10:53
            > Bedziesz jezd
            > zic na odkurzaczu i mopie po dwa razy bo ciagle dla nich bedzie "brudno" Juz le
            > piej isc do sklepu ukladac towar na polkach badz cokolwiek innego robic, ale ni
            > e opiekowac sie staruszkami w Australii.

            Bzdura. Mój znajomy - artysta grafik z wykształcenia (magister ASP) a grafoman z zamiłowania - pracuje ze staruszkami i sobie chwali bo nareszcie ma prace do emerytury. Mówi że jak mu się staruszek nie podoba to sobie go zmienia.

            > No i na koniec jest temat samotnosci w
            > Australii ale o tym nie bede pisac bo kazdy to przezywa inaczej, zycze Ci tylk
            > o zebys nie przezywala tego glebiej niz ja.

            Samotność to problem jaki można zaserwować sobie pomiędzy uszami, bez względu na to czy się mieszka na Kaszubach czy też w Mittagong. Po 30tu paru latach w Australii stwierdzam autorytatywnie że nigdy nie czułem się tu samotny. Rzuciłem kilka kobiet, jedna rzuciła mnie. Mam, pięknego i utalentowanego syna. Ech, marzę o samotności, ale jak na razie brakuje czasu.
            • kan_z_oz Re: ile kasy na dzień dobry? 17.02.13, 11:11
              dicksmith napisał:
              > Samotność to problem jaki można zaserwować sobie pomiędzy uszami, bez względu n
              > a to czy się mieszka na Kaszubach czy też w Mittagong. Po 30tu paru latach w Au
              > stralii stwierdzam autorytatywnie że nigdy nie czułem się tu samotny. Rzuciłem
              > kilka kobiet, jedna rzuciła mnie. Mam, pięknego i utalentowanego syna. Ech, mar
              > zę o samotności, ale jak na razie brakuje czasu.

              Nie sadzilam, ze sie kiedys tak bardzo zgodze z 'dickiem'.

              Kan
          • yourdoubt Re: ile kasy na dzień dobry? 17.02.13, 11:20
            dzięki Trochewiem999 za konkretną odpowiedź. Dla sprostowania mój mąż jest bardziej blacharzem, lakiernikiem aniżeli mechanikiem (to najmniej chce robić), a za to płacą więcej niż mechanikowi.

            Parę firm powiedziało, że jak tylko będzie w Australii to oni chętnie zaoferują mu pracę, ale nie sponsorują. Ale oczywiście jak napisałeś, na ile w to wierzyć to już inna sprawa.
            W każdym razie nie myślę, by mój mąż miał jakikolwiek problem ze znalezieniem pracy. Kwestia jest tylko odpowiednich pieniędzy do życia na normalnym poziomie
            • dicksmith Re: ile kasy na dzień dobry? 17.02.13, 11:31
              jak już sugerowałem wcześniej, w Queensland (albo w WA) jest niedosyt blacharzy/lakierników. Górnicy zarabiają nie najgorzej, a co się z tym wiąże, tłuką te samochody - owoce swojej pracy - też niezgorzej
            • troche_wiem999 Re: ile kasy na dzień dobry? 17.02.13, 12:18
              Teraz dopiero mi sie przypomnialo ze dobrze znam wlasciciela sieci warsztatow blacharsko lakierniczych. Moja firma wykonywala w jednym z jego workshop-s uslugi instalacyjne, stad ta znajomosc. On wlasnie sponsoruje pracownikow do pracy przy przygotowywaniu blach oraz samych lakiernikow, ktorzy faktycznie, slyszalem ze niezle zarabiaja o ile sa naprawde dobrzy. Naprawiaja tylko prestizowe marki aut i oferuja dobre warunki pracy jak na moje oko i to co udalo mi sie zaobserwowac. Wiecej info moge podac na priv.jesli bylibyscie zainteresowani kontaktem z nim. Moge z nim pogadac i zaanonsowac Wasz telefon jesli trzeba, dla mnie to nie problem. Dowiedzielibyscie sie czy kogos obecnie poszukuje. Pozdr.
              • yourdoubt Re: ile kasy na dzień dobry? 17.02.13, 16:54
                jasne, będę wdzięczna. Napisz tylko jeszcze w jakiej miejscowości.
                Mój mąż kiedyś robił dla klientów samochody sportowe, które były w magazynach samochodowych, na pokazach itd. Także bez dwóch zdań jest wyśmienitym fachowcemsmile
                Spróbuj wysłać na gazetowego maila a jak nie zadziała to dasla(at)rock.com
                dzieki
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka