Dodaj do ulubionych

WHS - nareszcie!

11.05.08, 22:17
Dzisiejsza prasa donosi ze NZ i Polska podpisaly nareszcie umowe o
Working Holiday Scheme. W zycie wchodzi 29 wrzesnia i bedzie
obejmowac ludzi w wieku 18 do 30 lat.

www.nzherald.co.nz/section/7/story.cfm?c_id=7&objectid=10509289
Obserwuj wątek
      • poledownunder Re: Dlaczego nareszcie ? 12.05.08, 11:50
        Nie wiedzialam, ze working holidays sa po to zeby sie odkuc. Widze,
        ze niektorzy rodacy nadal mierza swe zywoty i oceniaja zywoty innych
        wylacznie w skali od odkuwania sie do dorabiania sie, jakby sie nic
        innego w zyciu nie liczylo. Totalna egzotyka.

        A nareszcie, bo tak jak w nazwie, ludzie beda mogli przyjechac sobie
        na dluzsze wakacje, popracowac i zobaczyc jak to naprawde jest i jak
        sie im podoba nie stawiajac wszystkiego na jedna karte tak jak wielu
        to obecnie czyni bo nie ma specjalnie innego wyjscia. Ilu mlodych
        Polakow stac na to zeby przyjechac do NZ na pare miesiecy na
        rozeznanie terenu jezeli nie maja mozliwosci dofinansowac sobie
        wakacji praca na miejscu? Moze stad tyle potem pelnych jadu
        wypowiedzi ludzi ktorzy w Polsce wszystko sprzedali i nie maja do
        czego wracac, a Nowa Zelandia inna sie im jawi niz w bajkach,
        ktorych sie naczytali?

        Nowa Zelandia roi sie od mlodych ludzi z calego swiata, ktorzy
        dzieki takim umowom moga poznawac swiat nie majac mega konta w
        banku. Ciesze sie ze i Polacy nareszcie beda mieli te mozliwosc,
        moze dzieki temu naucza sie ze mozna cos wiecej w zyciu robic niz
        sie odkuwac.
        • don04 Re: Dlaczego nareszcie ? 12.05.08, 17:38
          Masz racje.Teraz NZ jest bardziej dostepna niz kiedykolwiek dla
          zwyklego szaraka(polaka).Na pewno nie da sie tam wypchac skarpety
          przez kilka miesiecy ale przynajmniej jest duza szansa na "darmowe
          wakacje".Gdybym sie zmiescil w granicy wieku to na pewno bym
          skorzystal z tej szansysad
        • mrouzo Re: Dlaczego nareszcie ? 12.05.08, 22:28
          Sformułowanie "nareszcie" zasugerowało mi, że nie mogłaś si e tego doczekać
          ,tylko ni rozumiałem dlaczego.
          Teraz już wiem. Chcesz, aby jak najwięcej frajerów z kraju wybrało się na
          emigrację downunder.
          Bo jak rozumieć słowa: "Ilu mlodych Polakow stac na to zeby przyjechac do NZ na
          pare miesiecy na rozeznanie terenu jezeli nie maja mozliwosci dofinansowac sobie
          wakacji praca na miejscu? "

          Co to znaczy "rozeznać teren"?
          Wyprawa turystyczna pozwala raczej "poznać", a nie "rozeznać" teren.
          Musze cię jednak zmartwić. Jestem pewien, że wielu Polaków globtroterów z tego
          skorzysta, jednak żadnemu z nich nie przyjdzie do głowy tam zostać dłużej, niż
          jeden taki turnus.
          Czyżby zbyt dużo obywateli tego raju wyjechało do Oz i potrzebne jest świeże
          mięcho armatnie? Polacy mają teraz ciekawsze możliwości osiedlania się, niż
          rasistowska NZ. To już nie lata osiemdziesiąte.

          • poledownunder Re: Dlaczego nareszcie ? 13.05.08, 00:07
            mrouzo napisał:

            > Musze cię jednak zmartwić. Jestem pewien, że wielu Polaków
            globtroterów z tego skorzysta, jednak żadnemu z nich nie przyjdzie
            do głowy tam zostać dłużej, niż jeden taki turnus.

            I bardzo dobrze. O to mi wlasnie chodzi. Nie uwierzylbys ilu
            ludziom marzy sie podroz do Nowej Zelandii, tudziez zamieszkanie
            tutaj. Dzieki WHS beda mogli przyjechac, skonfrontowac mrzonki z
            rzeczywistoscia i podjac rozsadna decyzje. Dla wiekszosci, jak
            piszesz, przygoda zakonczy sie zapewne po jednym turnusie - i tak
            lepiej i dla nich i dla Nowej Zelandii.

            Moze gdybys Ty mial swego czasu taka mozliwosc, nie platalbys sie
            teraz po forach antypodycznych zalewajac je swoja nienawiscia. Czy
            moge zapytac, co Ty tu robisz skoro pasjami nienawidzisz NZ i z tego
            co widze, reszty Antypodow? Po co sie biczowac? Znajdz forum
            czegos co lubisz, a nam moze daj spokoj.
            • mrouzo Re: Dlaczego nareszcie ? 15.05.08, 15:11
              poledownunder napisała:

              Czy
              > moge zapytac, co Ty tu robisz skoro pasjami nienawidzisz NZ i z tego
              > co widze, reszty Antypodow?

              -----

              Przepraszam, ale kiedy i w którym miejscu wyraziłem swoją "nienawiść" do NZ? Ja
              sobie czegoś takiego nie przypominam.
              NZ to piękny i ciekawy pod względem turystycznym kraj.
              A tutaj bywam czasem, bo to całkiem ciekawe forum, a i NZ znam dobrze z autopsji.
              Mogę zrozumieć, że jednemu lepiej tu, innemu tam.
              Ale denerwuje mnie kiedy ktoś nakłania innych do emigracji do swojej nowej
              ojczyzny, a Ty to być może nawet podświadomie, ale czynisz.
              I to doskonale wiedząc, że życie w NZ wcale tak do końca różowo nie wygląda. Ma
              wady i zalety, jak zresztą wszędzie.

              Na innych polonijnych forach aż huczy od zachwalania np. Kanady, namawiania do
              przyjazdu i udzielania instrukcji jak rozpocząć proces wyjazdu na stałe. Tam
              jednak ludzie piszą wprost, że zależy im na świeżych emigrantach z RP, bo stara
              emigracja się kurczy ze względu na wiek i nie będzie komu przejąć pałeczki, a
              oni czują się osaczeni przez chińsko-azjatycką dominację i coraz bardziej
              osamotnieni.
              Twoje wypowiedzi sugerują często podobne odczucia.
              • poledownunder Re: Dlaczego nareszcie ? 15.05.08, 22:33
                mrouzo, przytocze Ci Twoja opinie o nowozelandczykach:

                Po prostu jest się zwykłym, pozbawionym humanizmu i wyobraźni
                ignorantem i prostakiem jak typowy hodowca baranów.

                Twoja opinia o Nowej Zelandii i calej prawdzie o niej meczysz nas
                regularnie w postaci jakichs zdjec z 1982 r.

                Nietrudno sie domyslic ze za krajem i jego ludzmi nie przepadasz.

                Masz oczywiscie prawo odbierac moje wypowiedzi jak chcesz, zawsze
                jest takie ryzyko jak sie cos pisze, ze ktos sobie odczyta po
                swojemu, zupelnie niezgodnie z intencjami autora. Nikogo nie
                naklaniam do emigracji, ani tez nie zauwazylam zeby ktokolwiek inny
                kogokolwiek naklanial. Jedynie co to staram sie moze podkreslic, ze
                wbrew temu co piszesz Ty i sporo innych, tu i na innych forach, nie
                jest to miejsce zsylki dla zyciowych nieudacznikow, a kraj w ktorym
                sie da zyc. Nie dla wszystkich. Nie znam przypadku osoby ktora by
                wyemigrowala do NZ na mocy mojej rekomendacji, wiec moge chyba spac
                spokojnie, a Ty mozesz sobie odpuscic misje zbawiania ludzi przede
                mna.
    • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 17.05.08, 00:32
      Fajnie, ze wprowadzaja dodatkowe ulatwienia, przynajmniej formalnie. Niemniej
      zastanawiam sie czy to rzeczywiscie jest az tak wielkie novum. Przedtem Polakowi
      tez nie bylo trudno przyjechac, a potem bez problemu przedluzac sobie pobyt
      lacznie do roku czasu.

      Nie sadze by ta nowa kategoria wizowa wplynela znaczaco na naplyw polskich
      turystow. Jezeli cos moze na to wplynac, to wewnetrzna sytuacja w Polszcze,
      czyli podnoszacy sie tzw standard zycia, oraz wieksza otwartosc mlodych ludzi na
      swiat, ktorzy pod tym wzgledem powoli upodabniaja sie do swoich
      zachodnioeuropejskich rowiesnikow. Ta zmiana mentalnosci nie przebiega nazbyt
      szybko, ale daje sie zauwazyc. Ludzie sa coraz bardziej ciekawi swiata, coraz
      czesciej spotykam takich, ktorzy nie pytaja na wstepie "a ile mozna zarobic?".
      No i nie zamykaja sie w kregu niemoznosci, w ktorym kiedys Polacy lubili sie
      zamykac.

      Oczywiscie wciaz w Ojczyznie pokutuje prawie powszechne destrukcyjne
      przeswiadczenie, ze pewne rzeczy sa niemozliwe wiec nie nalezy sie porywac z
      motyka na slonce.
      Taką postawą ludzie sobie szkodza. Zycie jest zbyt krotkie by nie probowac
      realizowac swoich marzen. Podroz do NZ to zadne science-fiction, ale dla wielu
      wydaje sie to byc zupelnie nieosiagalne jakby to miala byc pionierska ekspedycja
      na Marsa.

      Zalozycielka tego forum probowala mnie kiedys odwiesc od pomyslu przyjechania do
      NZ. Jedna z postaw, ktore posrednio i nie doslownie skrytykowala byl moj poglad,
      ze moga byc w zyciu wazniejsze rzeczy niz dorabianie sie i ogolnie sprawy
      materialne. Az tu nagle, po ponad roku przerwy zagladam na to forum i co czytam?

      Albo jest to przejaw hipokryzji, albo Poledwonunder zmienila sie. Bardzo bym jej
      tej zmiany zyczyl. Dobrze by bylo, gdyby wreszcie zrozumiala, ze ludzie sa
      rozni, maja rozne priorytety, poglady, system wartosci, wrazliwosc, percepcje,
      potrzeby, zludzenia, marzenia, wrazenia smile Mowiac poetycko: rozna kupe robia.

      I niech tak zostanie, bo ja bardzo lubie roznorodnosc.
    • iza42 Re: WHS - nareszcie! 17.05.08, 05:33
      A ja ciesze sie, ze otworzyla sie dla mlodych Polakow legalna mozliwosc
      czasowego przyjazdu w celach zarobkowych. Nie chodzi tutaj oczywiscie o
      dorabianie sie. Pare lat temu jak mieszkalam w Hawkes Bay spotykalam tam wielu
      mlodych Czechow, ktorzy pracowali na farmach w sezonie a potem wybierali sie
      zwiedzac Australie , Azje Poludniowo- Wschodnia itd, natomiast zawsze dziwilo
      mnie ,ze nie natrafilam na ani jednego Polaka. Teraz z pewnoscia sie to zmieni.
      Wbrew temu co pisza rozmaici malkontenci NZ jest popularna destynacja dla
      mlodych ludzi. Kilka miesiecy temu przyjechal tutaj syn moich znajomych z Kanady
      z zona, oboje mlodzi po dwadziescia pare lat. Zrobili sobie tutaj tzw working
      holiday. Zastanawiaja sie nad emigracjia do NZ ale ten rok w kraju pozwoli im
      skonfrontowac marzenia z rzeczywistoscia i namyslec sie. Nawet jezeli stad
      wyjada beda bogatsi w doswiadczenia.
    • iza42 Re: WHS - nareszcie! 17.05.08, 10:08
      jasyr100 napisał:

      > Izo, mylisz sie. Ja tez nie spotykalem Polakow, ale nie dlatego, ze nie mogli
      > legalnie w NZ podjac pracy. Bo mogli juz wczesniej, na zasadach, ktore opisalem
      > i ktore byly moim udzialem.

      Jasyr, logicznie nie mozesz mi zarzucac mi pomylki, bo wyrok jeszcze nie zapadl.
      Przewiduje, ze po wprowadzeniu w zycie tego porozumienia wzrosnie liczba mlodych
      Polakow podrozujacych i podejmujacych czasowa prace w NZ, za wczesnie jest
      mowic, ze sie myle, zobaczymy za rok -dwa. Zdaje sobie sprawe,ze przepisy zawsze
      jakos mozna obejsc, przyjechac tutaj na wizie turystycznej i tutaj sie starac o
      pozwolenia o prace, albo pracowac na czarno ale takie restrykcje to dodatkowe
      utrudnienie, ktore odstrasza ludzi zwlaszcza jezeli dotyczy to kraju polozonego
      tak daleko jak NZ . Skoro takie przyjazdy sa popularne wsrod np Czechow
      dlaczego miablby w tej grupie zabraknac Polakow? Jezdza do innych krajow,
      przyjada i tutaj.




      • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 17.05.08, 16:40
        Izo, ja nie polecam nikomu by pracowal w NZ na czarno. To bardzo, bardzo zle
        rozwiazanie. Ja nie obchodzilem zadnych przepisow. Nie trzeba bylo wczesniej
        obchodzic jakichkolwiek przepisow by moc podrozowac, szlajać sie po NZ i
        podejmowac tu i owdzie prace. Wszystko bylo i jest bardzo precyzyjnie okreslone
        kiwuskim prawem. Wiza holliday to moze ladnie brzmi, ale i bez niej mozna
        LEGALNIE osiagnac dokladnie to samo co ona daje. Tyym bardziej, ze jak czytam,
        wiza holliday wprowadza pewne restrykcje (natury finansowej), ktorych seasonal
        working visa nie miala.

        Ja ubolewam nad tym, ze polskich turystow jest w NZ tak malo. Naprawde uwazam,
        ze taka podroz moze tylko i wylacznie kazdego mlodego czlowieka wzbogacic (jak
        chyba kazda podroz). Ale fakt, ze bylo i jest malo polskich turystow w NZ nie
        zwiazana jest wcale z dostepnoscia lub niedostepnoscia tej czy innej wizy.

        Izo, czas pokaze, ale wzrost liczby polskich turystow, jak w poprzednim poscie
        sugerowalem, nie bedzie raczej wynikal z wprowadzenia dla nas tego nowego
        wizowego rozwiazania. Bedzie wynikal z prostego faktu, ze pojawia sie coraz
        wiecej Polakow, mlodych Polakow, ciekawych swiata, szukajacych wrazen,
        doswiadczen, przygod, inspiracji. I coraz czesciej pojawiaja sie Polacy, dla
        ktorych podstawowym kryetrium nie jest informacja ile mozna zarobic. Nie od dzis
        wiadomo, ze w Walii wiecej mozna zarobic, a Walia niemal z Polska graniczy.
        Latwiej wiec do Walii sie udac w celach zarobkowych. Moja zacheta by udac sie do
        NZ nie jest wiec adresowana do tych ludzi, ktorzy tylko materialnymi potrzebami
        sie kieruja.

        No i wzrasta zamoznosc Polakow. Wyraznie w ostatnich latach wzrosl standard
        zycia. Wlasciwie wszystkie wskazniki i dane to potwierdzaja. Polscy turysci
        stali sie tez coraz bardziej wybredni, wyuzdani i wymagajacy. Kiedys Chorwacja,
        Grecja, Tunezja, Wegry nad Balatonem, Austria i Slowacja, teraz coraz czesciej
        Dominikana, Kuba, czy Tajlandia.

        Nowa Zelandia ma swoja specyfike. Sama podroz do niej (w obie strony) kosztuje 5
        tysiecy zlociszy, a do tego trzeba dodac, ze kraj ten do najtanszych na swiecie
        nie nalezy. Zwyczajny przecietny Polak-turysta, ktory wyrwal szefu z gardla trzy
        tygodnie urlopu, jeszcze do NZ nie pojedzie. Ale juz mlody czlowiek, przed
        studiami, w trakcie studiow, albo tuz po studiach, szukajacy jakichs nowych
        wrazen, czemu nie. I takich wlasnie ludzi spotyka sie w NZ - problem w tym, ze w
        ogole nie ma wsrod nich Polakow.

        Student bidny jest, ale jak sie dowie, ze na miejscu zarobi na swoje utrzymanie,
        a moze nawet zwroca mu sie koszta podrozy i jeszcze cos odlozy, to powaznie sie
        nad opcja zorganizowania takiej wyprawy zastanowi. To bedzie taki rok wyrwany z
        zycia, w pewnym zyciowym przedsionku, przed moementem podjecia ostatecznych
        zyciowych decyzji. Dla niektorych bedzie to ostatni powiem mlodosci i beztroski.

        Ale wielu na to pojdzie, bo te wspomnienia pozostana na cale zycie. Wyraznie
        poprawi sie angielski, pojawi sie mnostwo fascynujacych i fantastycznych
        znajomosci. Byc moze NZ bedzie tym miejscem, w ktorym ten czlowiek zawiaze
        wiecej przyjazni niz kiedykolwiek wczesniej i pozniej.

        Tak, wielu sie na to skusi, na zycie latwe, zwykle przyjemne, choc niepozbawione
        swoich trudow. Praca fizyczna czasami potrafila paralizowac. Czlowiek wygladal i
        zachowywal sie jak zombie. Mlodziencza energia zastepowana byla apatia. Ale to
        byly chwile, momenciki, ktore rozwiewala swiadomosc tymczasowosci wszystkiego.
        To zycie turysty, ktory przyjezdza do NZ na rok caly, bylo po prostu
        niezobowiazujace. Kazdy robil to na co mial ochote, a nie to co za wszelka cene
        zrobic musial.

        A wielu z NZ robilo wypady. Fidzi pod reka, Wyspy Cooka, Australia, zdarzaly sie
        relacje z Nowej Kaledonii, z Samoa, Tonga. Zdjecia, filmy, moc przygod, opalone,
        usmiechniete oblicza. Czemu nie moze tego miec polski mlody turysta, skoro moze
        to miec miliard Czechow?

        Ja wiem dlaczego, albo przynajmniej wydaje mi sie, ze wiem. Glowna przyczyna
        jest mentalnosc Polakow oraz ich niewiara w mozliwosc realizowania marzen. Ta
        niewiara uwarunkowana jest kulturowo, siedzi gleboko w naszych umyslach.
        Przecietny Polak na slowa "NZ" reaguje wzruszeniem ramion, ktore mowia wprost:
        to nieosiagalne. Co jest osiagalne to osiagalne, trawestujac slowa z piosenki
        Marka Grechuty.

        Lepiej byc na bezrobociu, chlac z kumplami w parku, miec poczucie beznadziei
        wszystkiego wokol. Tak, tak jest lepiej. Lepiej jest podjac prace za 1500
        zlotych, ciezko harować po 9 godzin dziennie, miec wrednego szefa, nieprzyjemna
        atmosfere w zakladzie pracy. I brak mozliwosci awansu. Tak, tak jest lepiej.
        Lepiej byc urzednikiem panstwowym, miec szare zycie, 2 tysiace na reke i plany
        by za 2 lata pojechac nad morze. Ogolnie lepiej jest nie miec zadnych
        perspektyw, nie wyrozniac sie z tlumu, byc niezauwazalnym, dozyc swoich dni bez
        zadnych fajerwerkow. Tak, tak jest lepiej.

        Mlody Polak jedzie do Szkocji by zarobic. Jest to akceptowane pod kazdym
        wzgledem i spolecznie cieszy sie pelna aprobata. A wyjazd do NZ spotyka sie z
        niesmiertelnym pytaniem: a ile tam mozna zarobic.
        A poniewaz mniej, no i jest zdziebko dalej niz do Szkocji, no to sprawa
        zalatwiona. Taki Polak i tak nie pojedzie do NZ, bo na liscie jego priorytetow
        nie znajduje sie realizacja potrzeb duchowych, emocjonalnych, intelektualnych,
        towarzyskich, artystycznych, jeno - w pierwszej kolejnosci - realizacja potrzeb
        materialnych. Taki jest przecietny Polak.

        Ale zdarzaja sie inni Polacy, ktorzy chca swoje zycie zmienic, albo chca nadac
        mu impet i kierunek, ale jeszcze nie wiedza jaki, potrzebuja wiec inspiracji. No
        i maja te dziwne potrzeby, by odczuwac satysfakcje w tym co sie robi. No i
        wiedza, ze zycie jest krotkie. No i maja marzenia, ktore trzeba spelnic. No i
        maja fantazje by byc gotowymi by wszystkie szalone plany wdrozyc w zycie. Albo
        sa po prostu ciekawi, otwarci na swiat, żądni przygod, imprez, szalenstw. To sie
        zawsze chwali, problem jednak w tym, ze oni o NZ nic nie wiedza. Nowa Zelandia
        to abstrakcja, to Wladca Pierscionkow, to jakies skape i wyrwane z kontekstu
        informacje, ktorych nawet nie ma sensu poglebiac.

        Gdyby jednak wiedzieli, to co ja juz wiem, to moze 0,05% z nich (a mowie tu
        wylacznie o ludziach bardzo mloodych) zastanowiloby sie nad opcja takiego
        wyjazdu. I jedno bym im tylko powiedzial: nigdy tego wyjazdu nie bedziecie zalowac.

        A co do wiz. Coz, Wiza holliday z gory daje rok pobytu. Wize seasonal working
        trzeba bylo co pare miesiecy prolongowac. Wysilek zerowy, pretekst do
        zorganizowania sobie kolejnej przygody. Biuro imigracyjne 200 kilometrow dalej,
        to bierzemy tobolek, wychodzimy na ulice, machamy kapelutkiem, odliczamy 20
        sekund i trzy samochody z piskiem opon sie zatrzymuja, a siedzacy w nich Kiwusi
        zaczynaja strzelac do siebie z broni polautomatycznej byle tylko miec tego
        turyste dla siebie. Jezeli jest na swiecie kraj, gdzie latwiej zlapac autostop,
        prosze mi go koniecznie wymienic. Pojade tam.

        Dojezdzamy do Palmerston North, albo Hamilton, gdzie mieszcza sie biura
        imigracyjne. Wypelniamy formularz, w dwoch miejscach popelniamy zwyczajowy blad.
        Skladamy wniosek. Spodziewamy sie, ze za blad nas ukamienuja (przyzwyczailismy
        sie do tego obcujac z polskimi urzedami). A tu zaskocka. Nikt na nas nie
        wrzeszczy, nikt nas nie obraza, nikt nie patrzy na nas z pogarda, nikt nie jest
        wobec nas arogancki czy opryskliwy. Gdybym powiedzial, ze wrecz przeciwnie, to i
        tak nic by to nie znaczylo.

        W biurze zagaduja nas obcy ludzie, wdajemy sie w rozmowe, slyszymy opowiesci o
        Bangladeszu, poludniowych Indiach, Tajwanie, Malezji, Szwecji, Bog wie o czym
        jeszcze. Powiedzcie mi szczerze - czy to nie jest wlasnie to, co tygrysy lubia
        najbardziej? Nowe doswiadczenia, nowe wrazenia, wiedza o swiecie, ktora
        przychodzi wraz z poznawaniem dziennie 700 tysiecy nowych ludzi, pochodzacych z
        najrozniejszych stron swiata, z roznych kontynentow, ukladow planetarnych, galakt
        • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 17.05.08, 16:54
          Nie o to chodzi, ze o to chodzi. Chodzi o to by miec swiadomosc, ze tak latwo
          jest do NZ przyjechac i spedzic w niej slodki rok zycia. Taka podroz to pryszcz.
          Dzis 5 tysiecy, to nie tyle co wczoraj czy przedwczoraj. Zlotowka sie umacnia,
          zarobki gornikow rosna. Chciec to moc. To nie jest dwutygodniowy wyjazd na
          Riviere, gdzie jedzie sie by sie opalac. NZ moze tez troche nauczyc zycia i
          organizacji. Nie ma mamy w poblizu, samemu trzeba robic wszystko, wokol koledzy,
          rowiesnicy, ktorzy sobie jakos radza. Wsszyscy sobie jakos radza.
          Poznaja sie, wspolnie podrozuja, uprawiaja seks, pala wysokiej jakosci
          marihuane, graja w pilke, w siatke, skacza ze spadochronem, razem pracuja,
          mieszkaja w kilkuosobowych pokojach, nieustannie imprezuja, ciesza sie zyciem.
          Czy to az tak zle cieszyc sie zyciem?

          Czemu Polacy tak czesto nie lubia cieszyc sie zyciem? Czemu Polacy tak chetnie
          nie lubia, gdy ktos inny cieszy sie zyciem? Zupelnie tego nie rozumiem. Zawsze
          powtarzam, ze zycie jest krotkie.

          Odnosze drobne sukcesy. Niektorzy moi koledzy "rozwazaja" wyjazd do NZ. Nie wiem
          co to znaczy "rozwazaja", ale to chyba lepsze niz nic. W kazdym razie przekonaly
          ich glownie moje filmy video, ktore na miejscu krecilem bez opamietania. Z moim
          kreceniem filmow video jest troche jak z pisaniem na forum - kompletny brak
          umiaru, przerost formy nad trescia. Ale zawsze pocieszam sie mysla, ze istnieje
          szkola filozoficzna, ktora mowi, ze to w formie jest zakleta tresc, trzeba tylko
          umiec ja odczytac. Im wiecej formy, im wieksza, rozwleklejsza forma, tym wiecej
          tresci. Czyz to nie urocze?

          Okay, koniec tego wodolejstwa. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.


        • poledownunder Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 01:33
          Jasyr, posty zawierajace niepotrzebne tresci usunelam, jezeli przy
          okazji polecialy jakies wypowiedzi na temat, prosze o dopisanie ich
          raz jeszcze.

          A wracajac do tematu, piszesz:
          Ale juz mlody czlowiek, przed studiami, w trakcie studiow, albo tuz
          po studiach, szukajacy jakichs nowych wrazen, czemu nie. I takich
          wlasnie ludzi spotyka sie w NZ - problem w tym, ze w ogole nie ma
          wsrod nich Polakow.

          To nie jest prawda, tacy ludzie sa. Poznalam tutaj kilka takich par
          podczas ich podrozy dookola swiata - ludzie mlodzi, swiezo po
          studiach, tacy o jakich piszesz, tylko odwazniejsi i moze bardziej
          przebojowi. Wiem ze jest podobnych im duzo wiecej, ale caly czas za
          malo. Poczytaj sobie jak to robia.
          dookolaswiata.geozeta.pl/
          www.roundtheworld.pl/index.php?gID=12
          Na kilku podobnych blogach niemoznosc podjecia pracy w NZ byla
          cytowana jako powod skrocenia pobytu. Problem z wiza sezonowa jest
          taki, ze najpierw trzeba znalezc kogos, kto Cie zatrudni. Ty miales
          szczescie, pomogla Ci beatrix, ale nie wszystkim sie to udaje.

          I tu widze najwazniejsza roznice miedzy tym rozwiazaniem a WHS
          dzieki ktoremu wjezdzasz do NZ z prawem do pracy w kieszeni, a
          posiadajac je latwiej jest prace znalezc. Poza tym ten typ wizy nie
          ogranicza Cie do pracy w sadach, na winnicach itp., a wiec otwiera
          mozliwosc pracy poza sezonem owocowo-warzywnym, oraz mozliwosc pracy
          w wiekszych miastach i pracy nie-fizycznej jezeli komus to nie
          odpowiada.

          Wydaje mi sie, ze wprowadzenie tej wizy to jednak duza zmiana.
          • beatrix10 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 09:09
            Chcialam tu dodac ze w pelni sie nie zgodze z toba Pole. Powtarzalam
            to juz wczesniej ale jeszcze raz powtorze.Jest relatywnie bardzo
            latwo dostac prace sezonowa, ktora moze trwac do roku czasu , jest
            (bylo w tamtym roku i przez okolo ostatnich 10 lat)bardzo latwo
            otrzymac wize pracownicza,jest bardzo duzo ludzi w NZ ( nie Polakow)
            do ktorych przypadkowy podroznik niezaleznie od pochodzenie moze
            zglosic sie o pomoc.Znam miejsca w calej NZ gdzie dostaniesz prace
            od reki.I zastrzegam tu ze pracowalam przez lata w branzy i na tym
            sie znam.Nie wiem ile zarabia IT w Auckland, czy warto przyjechac do
            NZ jak sie ma depreche , ile punktow potrzebuje zeby to czy to,czy
            lepiej podrozowac autobusem czy kupic samochod.Moge tylko gdybac i
            sugerowac,ale rzeczywistosc i tak zweryfikuje wszystko.Moje
            informacje sa konkretne , takich jak Jasyr w NZ spotkalam tysiace(
            bez angielskiego itp itd) ale gdy wiedzieli gdzie sie zworocic o
            pomoc wspaniale dawali sobie rade.Dlatego nigdy nie odwodzilam
            Jasyra od wyjazdu , no wlasciwie nigdy z nim nie prowadzilam
            prywatnych korespondencji az do momentu jak wyladowal w
            Hastings.Moja pomoc ,choc byla pewnie zbawienna dla niego nie byla
            jednak niczym nadzwyczajnym, robilam takie rzeczy dla wielu ludzi i
            wielu inntych tez to robi.Ale po przyjezdzie do Hastings Jasyr byl
            na dobrej drodze do sukcesu i zrobil wszystko sam swoja ciezka praca
            i inteligencja , ja mu tylko zaoferowalam konkretna informacje gdzie
            sie zworcic aby rozwiazac konkretny problem, ktory ciagnal sie za
            Nim od Auckland.Tamci ludze z Auckland choc pomogli mu w jeden
            sposob bardzo tez zaszkodzili, potem ,jakby czuli sie chyba panami
            jego losu i chcieli go ukarac robiac zla rzecz co wiazalo sie dla
            niego w tamtych czasach z powrotem do Pl.JA wiedzialam ja tem
            problem rozwiazac bardzo latwo a reszta juz nalezala do Jasyra.I coz
            musze powiedziec ze sie chlopak sprawdzil.Pozdro
            • poledownunder Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 11:01
              Widzisz, a ja z kolei poznalam tu ludzi, Polakow, ktorzy chcieli
              troche popracowac i mieli trudnosci. Na Wyspie Polnocnej, owszem,
              zalapali sie na jakas farme bez wiekszego problemu, ale na
              Poludniowej nikt nie chcial nawet slyszec. Tak wiec objechali Wyspe
              w 3 tygodnie i wyjechali z NZ. O ile pamietam, jednym z argumentow
              dlaczego ich nie chca przyjac bylo wlasnie ze jest tyle ludzi na WHS
              ze najzwyczajniej nie potrzebuja takich, ktorym trzeba zalatwic
              wize. Moze sa to roznice regionalne. Plus ten fakt, ze na WHS
              mozna podjac jakakolwiek prace, a wiec w teorii kontunuowac kariere
              zawodowa robiac sobie przerwe w kraju ojczystym. Pisze w teorii, bo
              w praktyce z zatrudnianiem obcokrajowcow, zwlaszcza tych na
              krotkoterminowych wizach, jest roznie.
              • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 11:58
                Poledownunder --> Beatrix ma calkowita racje. Na Wyspie Polnocnej nie ma
                problemu ze znalezieniem pracy a co za tym idzie z otrzymaniem wizy sezonowej.
                Gdy aplikacje skladamy w urzedach na Polnocnej Wyspie otrzymujemy pozwolenie
                pracy w nastepujacych regionach: Centralne Otago, Hawkes Bay, Marlborough,
                Nelson, Tauranga, Zachodni Dystrykt Zatoki Obfitosci. Inaczej rzecz sie moze
                miec, gdy skladamy wniosek w samym Auckland, albo na Poludniowej Wyspie.

                Poludniowa Wyspa jest piekna, ale tez o wiele rzadziej zaludniona niz Polnocna.
                Trudniej tam znalezc prace, trudniej tam znalezc dobre zarobki. W szczegolnosci
                zima. Choc zima na Polnocnej Wyspie zarobki zwykle rowniez sa gorsze, to wciaz
                mamy okreslona palete prac do wyboru. Na Poludniowej Wyspie tego wyboru w zimie
                czesto nie ma (miedzy innymi z powodu klimatu)...

                Spotkalem okolo dwoch miliardow turystow i generalnie polityke oni mieli podobna
                - pracujemy na Polnocnej, Poludniowa zwiedzamy i cieszymy sie zyciem zanadto
                rekawowo nie zakasajac. Z Hastings, Taurangi, Blenheim moi znajomi czesto
                organizowali sobie tzw crossy, wypady w Alpy Poludniowe albo nawet do
                Christchurch, trwajace powiedzmy nie dluzej niz miesiac, ale z zalozenia pozniej
                do baz swoich wracali, by znowu pare groszy zarobic.

                Pole, tego co pisze nigdy nie nalezy traktowac doslownie. Ja lubie wyolbrzymiac
                by cos zaakcentowac. Gdy mowie "miliard Czechow" albo "zero Polakow" wiadomo, ze
                DOSLOWNIE nie o to mi chodzi, ale takie "skroty myslowe" do czegos mi sluza.

                Czytalem te blogi, wiem, ze zdarzaja sie tam Polacy-turysci, ale sa tak
                przerazliwie rzadkim gatunkiem, ze wlasciwie niewystepujacym. I dlatego mowie
                ZERO POLAKOW. Bo statystycznie to jest bliskie zera, nad czym naprawde bardzo
                ubolewam.

                Ja podczas swoich podrozy (po opuszczeniu Auckland) spotkalem tylko jednego
                przedstawiciela swojego narodu: przesliczna, fantastyczna, bardzo mloda Polke,
                ktora w swoim zyciu zwiedzila wiecej niz trzech takich jak ja razem wzietych.
                Osoba rewelacyjna, brak mi odpowiednich okreslen by ja opisac. Gdyby wiecej
                Polakow bylo takich jak ona, nigdy nie musielibysmy sie wstydzic za labedzie
                zjedzone w parku, za antysemityzm, za pijackie rozroby w centrum Londynu.

                Ale to byla jedna osoba, jedna jedyna. Ja wszedzie o Polakow wypytywalem, czasem
                ktos mi o kims napomknal, ale poza nia nikogo wsrod turystow nie spotkalem. Nie
                musze Ci mowic co by bylo, gdybym wypytywal dajmy na to o Czechow. Nawet
                Slowakow (ktorzy wjezdzali na takich samych zasadach jak my) bylo w NZ wiecej.
                Czym to tlumaczyc? Juz mowilem - nie kategoriami wizowymi jeno informacja oraz
                przede wszystkim mentalnoscia.
                • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 12:24
                  Beatrix ogromnie mi pomogla, ale chyba inaczej niz myslisz. Ona udzielila mi
                  pomocy najwazniejszej z najwazniejszych, ale jest mi cholernie trudno ten
                  charakter pomocy okreslic.
                  Mysle, Pole, ze Ty sobie to inaczej wyobrazasz. Moze wyobrazilas sobie, ze
                  Beatrix przyjechala do mnie i poprowadzila mnie za reke. Albo poprosila kogos by
                  to zrobil. W istocie Beatrix poprowadzila mnie za reke, ale naprawde w nieco
                  innym sensie.

                  Informacja i wskazanie sposobu rozwiazania problemu - oto co bylo najwazniejsze.
                  Pokazanie, że ze zdawaloby sie beznadziejnej sytuacji jest wyjscie albo 10
                  wyjsc. Wszystkie dziwnie proste. INFORMACJA!!!
                  Ja bylem spanikowany, zdezorientowany totalnie, absolutnie zagubiony. Bez
                  jezyka. Bez znajomosci realiow. Ja o niczym nie mialem pojecia. I to jest
                  wlasnie najgorsze, zyc w takim potwornym mroku.

                  Nie chodzi o wiedze z oficjalnej strony imigracyjnej. Nie chodzi o wiedze na
                  temat przepisow i innych tego typu dupereli. Chodzilo o wiedze dotyczaca
                  PRAKTYCZNEGO rozwiazywania biezacych problemow, chodzilo o znajomosc
                  przyziemnych regul. Pozniej nie potrzebowalem pomocy, ale tez wczesniej bym jej
                  nie potrzebowal gdybym WIEDZIAL, gdybym wiedzial co krok po kroku powinienem
                  zrobic. Ale na zadnym forum takich KONKRETNYCH informacji nie bylo.

                  Wy, forumowicze z NZ, odsylaliscie do jakichs linkow, albo powierzchownie tematy
                  poruszaliscie, albo nie do konca sami zaznajomieniu byliscie z zagadnieniem, bo
                  w sumie po co to Wam? Ale NZ ma rozne swoje oblicza, rozne sfery i jest zupelnie
                  oczywiste, ze nie kazda z nich jest Wam dobrze znajoma.

                  To jest caly problem - brak konkretnej informacji. Zalozmy, ze jestem mlodym
                  turysta, takim jak ta Polka, ktora poznalem. Ona byla juz na roznych
                  kontynentach, rozne kraje zwiedzila, teraz cos ja zainspirowalo w kwestii Nowej
                  Zelandii. Zalozmy, ze wchodzi na to forum i na forum Paihy? Poza interesujacymi
                  ciekawostkami i linkami do stron imigracyjnych, gdzie moze sie dowiedziec jak
                  przejsc formalna procedure imigracyjna, nie znajduje konkretnych odpowiedzi na
                  swoje pytania. A jak je zada, to ktos jej powie, ze to juz bylo, niech sobie
                  znajdzie za pomoca wyszukiwarki.
                  Boze! Bosze!

                  Ja bym na jej miejscu podziekowal, sprobowalbym to bardziej na wlasna reke.
                  Poniewaz w Polszcze malo jest osob znajacych NZ, raczej wsrod znajomych na kogos
                  takiego bym nie trafil, skonczyloby sie na tym, ze pojechalbym do NZ w ciemno. I
                  duzo zlego - jak sie domyslacie - moglo by z tego wyniknac.

                  Moja sytuacja byla o tyle trudniejsza, ze wtedy gdy pomagala mi Beatrix nie
                  mialem paszportu. To dluga historia i nie bede jej tu opowiadal. Moja sytuacja
                  byle o tyle trudniejsza w sferze psychicznej, ze przyjechalem z celem
                  emigracyjnym. Mialem wiec inny target, a z tym wiazalo sie wieksze cisnienie.

                  W jakims stopniu dzieki Beatrix i wczesniejszym perypetiom cos sie we mnie
                  zmienilo. Zmienil mi sie target. Zniknelo cisnienie. Wszystko zaczelo sie
                  ukladac. A potem raptem okazalo sie, ze i cel emigracyjny byl to zrealiowania.
                  Jak to zwykle w zyciu bywa - nic nie jest takie proste jak sie wydaje. Ale
                  najwazniejsza jest informacja, czyli wiedza. Bo inaczej blakamy sie omacku. I do
                  Was, drodzy nowozelandzcy Polacy z forow internetowych, mam odrobine zalu, ze
                  tej informacji, tej konrektnej informacji praktycznej nie potrafiliscie i chyba
                  w jakims stopniu wciaz nie potraficie przekazac.

                  Wiem, ze co jakis czas wchodzi tu mloda dusza, ciekawa NZ. A Wy jej -
                  WY-SZU-KI-WAR-KA! To jest chyba najbardziej wulgarne slowo jakie znam. Jestem
                  znany z zamilowania do wulgaryzmow, ale sa granice, ktorych nie nalezy przekraczac.

                  Gdy mloda dusza mowi - nic nie wiem o NZ, ale chce sie czegos dowiedziec,
                  najlepiej po kolei, od poczatku, co zrobic, ile par skarpetek kupic, jakie
                  warunki musze spelnic, czego musze sie wyystrzegac, przed czym uwazac, na jakie
                  okazje zwrocic uwage, ogolnie prosze o fajne sugestie, Wy mu odpowiadacie - badz
                  laskaw skorzystac z wyszukiwarki. Przepraszam, ze lamie regulamin i uzywam
                  wulgaryzmow, ale w tym wypadku musze.


                  • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 12:51
                    Zwykle ludzie tu wchodzacy nawet nie zdaja sobie sprawy, ze ich w jakis sposob
                    dezinformujecie, bo skad niby mieliby miec taka swiadomosc. Wyrabiaja sobie wiec
                    mylne wrazenie, wielu z nich utwierdza sie w przekonaniu, ze wyjazd i pobyt w NZ
                    to misja niemozliwa.

                    To smutne, bo taki delikwent wiecj juz tu nie zajrzy, a przynajmniej tematyka
                    nie zainteresuje go wystarczajaco by ja zglebiac. Mnie nie chodzi o
                    socjotechnike, propagande, pijar, czy nawet indoktrynacje. Mnie chodzi o rozmowe
                    czlowieka z czlowiekiem, o mowienie po ludzku, czasem jak sie nie da inaczej
                    lopatologicznie.

                    Poza tym to co dla jednych jest oczywiste, dla innych jak scisle strzezona
                    tajemnica. Wy, forumowicze mieszkajacy w NZ, wiecie o NZ wiecej, ale tez do
                    wielu zagadnien brak Wam odpowiedniego dystansu. Ktos z zewnatrz ma kaprys by
                    zapytac jakie kolory maja tramwaje w Auckland. A Wy na niego z pyskiem, ze
                    moglby sobie chociaz zadac tyle trudu i sprawdzic, ze w Auckland nie ma zadnych
                    tramwajow. Bosze! Od tego sie zaczyna to polskie nieszczescie.

                    Kazdy moze sie od kazdego czegos ciekawego dowiedziec. To truizm, ale nie kazdy
                    go sobie uzmyslawia. Zwykly amerykanski turysta trzytygodniowy moze miec ciekawe
                    spostrzezenia nt NZ, ktore wczesniej nie przyszlyby do glowy mieszkajacemu w NZ
                    na stale. I moze przypadkiem dowiedziec sie czegos (o jakims aspekcie NZ) o
                    istnieniu czego rodowity Kiwus nie mial zielonego pojecia.

                    Informacja przeplywa we wszystkie strony, byleby ten przeplyw by udrązony. A tu
                    nie jest. Linkowanie to jest zbrodnia przeciwko ludzkosci, chyba, ze link
                    stosowany jest jako dodatkowa pomoc, wskazowka, przyklad itp.

                    Wbijcie sobie to do glow, ze na to forum (o ile Pole, go nie zlikwidujesz) co
                    jakis czas naplywac bedzie nowy narybek, ktory bedzie mial z poczatku niemowleca
                    wiedze o NZ. Waszym obowiazkiem powinno byc przeprowadzic go przez wszystkie
                    mielizny, prostym jezykiem wszystko mu wyklarowac. I do znudzenia powtarzac to
                    ilekroc pojawi sie kolejny taki typ.

                    To Wy, skoro lubicie, uzywajcie wyszukiwarki i do nowo powstalego watku laika
                    wklejajcie wlasne lub cudze dawne wypowiedzi na temat. W charakterze pomocy,
                    oczywiscie. Ja abstrahuje zupelnie od faktu, ze w NZ duzo sie zmienia zarowno w
                    kwestii przepisow wizowych jak i warunkow pobytowych. To co na ten temat
                    wiedzieliscie 5 lat temu, dzis moze byc juz nieaktualne.


                    • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 13:27
                      Reasumujac - jak wpadnie tutaj 20-letni gosc, ktory wlasnie uslyszal, ze
                      istnieje taki kraj jak NZ i zapyta czy naprawde mozna w nim spotkac trolle, orki
                      i gobliny, to nie mordujcie go tak od razu. Poznęcajcie sie nad nim wczesniej.
                      On powie, ze jest studentem, wzial sobie urlop dziekanski, chce sie cieszyc
                      zyciem, szuka miejsc, gdzie mozna kupic wysokiej jakosci marihuane i chce
                      poserfowac, bo uwielbia. Myslal o tym by sie zaciagnac na statek, ale za drogo,
                      nie ma za duzo kasy, no i monotonia by go zabila. Chce spedzic rok w jakims
                      fajnym miejscu, czegos sie nowego dowiedziec o swiecie i o sobie, chce poznac
                      mnostwo fajnych ludzi. Nie da sie zaciagnac do pracy przy zbieraniu pomidorow w
                      Szwecji, bo nie. Nie bo nie.
                      Ale chcialby nie tylko pracowac na utrzymanie, chcialby byc rozbestwionym
                      turysta, co to seksu przypadkowo poznanej pieknej dziewczynie nie odmowi, co ze
                      spadochronem chetnie skoczy, a na plazy nauczy grac w siatke dwoch Bengalczykow.
                      Chcialby tez miec pole manewru, chcialby moc z kraju-bazy skoczyc sobie gdzies
                      na jakas wyspe, moze na dziwki, moze na pipki, moze na rybki. No bo mlody jest.
                      I slonca by chcial troche, ale gorom tez nie odmowi, bo starszy brat go kiedys
                      nartować nauczyl i mu sie nawet spodobalo. I w ogole lubi gory, bo czemu nie. W
                      ogole piknie w tym kraju musi byc, by mogl sie pozniej fotkami fajnymi chwalic.
                      No, ale problem, ta kasa. Mama mu da na podroz, nawet do NZ, ale ojciec 100
                      000zl mu sypnac nie chcial na pobyt. Co zrobic? Wyrobil sobie karte kredytowa
                      VISA, jakis kredycik studencki moze dostanie, ale to wszystko na co moze od
                      zycia liczyc.
                      Nie chcialby jednak wszystkiego wydac, bo z czego bedzie pozniej splacac, skoro
                      on dziennym studentem jest. No wiec szuka jakiegos kraju, ktory spelnilby te
                      jego kryteria i wymagania. Szuka kraju gdzie na utrzymanie sie bedzie mogl bez
                      trudu zarobic.

                      Znacie taki kraj? Rzucicie mu w twarz slowo "wyszukiwarka"? Laskawie obsypiecie
                      go linkami? Jezeli nie bedzie wystarczajaco zdeterminowany i wczesniej
                      zmotywowany, to wzruszy ramionami, zrobi balona gumą i zrezygnowany prychnie. Bo
                      on nie po to jest by sie wysilac, on po to jest by sie bawic i zyciem cieszyc. I
                      jezeli znaajdzie okazje i mozliwosci, to taka wlasnie swoja mlodziencza droga
                      pojdzie. Ma sie te swoje przywileje.

                      A ja od Was chcialbym tylko jednego - ulatwcie mu to, przede wszystko poprzez
                      INFORMACJE, ale konkretna i praktyczna, taka zyciowa. Jedzie na maoryskie dziwki
                      wiec liste burdeli poprosze. Jedzie serfowac, wiec liste plaz poprosze, a trzeba
                      dodac, ze kiwuskie plaze sa wspaniale, niektore stwarzaja fantastyczne warunki
                      do serfowania - jedne z najlepszych na swiecie.

                      Bedzie sie szlajal po backpackersach, wiec jakies rady, ktore backpackersy sa
                      lepsze, tansze, fajniejsze od innych. Narty, gory, od razu info stosowne. W
                      Hawkes Bay jest aeroklub, ktory oferuje rozmaite uslugi, od skokow
                      spadochronowych poczawszy, za niewygorowana cene. Za doplata dolaczaja DVD z
                      lotu, zrobiony jak film do MTV lub Discovery Travel. Z czolowka z napisami,
                      gdzie, Ty, kochany polski turysto, jestes wyszczegolniony z imienia i nazwiska,
                      jako jeden z bohaterow filmu. Ten film to klip, zrobiony wzglednie
                      profesjonalnie, ktory stanowi fajna pamiatke.

                      Ale znowu - gdzie on sie o tym dowie? Wy mu o tym powiecie? W NZ jest milion
                      szczegolow, o ktorych warto wiedziec, w zaleznosci od wymagan, potrzeb,
                      okolicznosci. Drobiazgi stanowia o sile atrakcyjnosci kazdego miejsca i czasu.
                      Niektore z tych drobiazgow dla poszczegolnego czlowieka moga urosnac do rangi
                      spraw zasadniczych, nadrzednych, ktore mu wszystko przenicowaly,
                      przewartosciowaly, zmienily.

                      Ale dla goscia, ktory pierwszy raz w zyciu uslyszal slowo "Zelandia" (po swoim
                      pobycie w Holandii albo Danii) i dla ktorego wszystko jest "Nowe", kazdy
                      element, aspekt, kontekst Waszych do niego odpowiedzi bedzie mial znaczenie.
                      Wlasnie drobiazg moze przewazyc, ze podejmie ostateczna decyzje o przyjezdzie
                      tutaj, albo drobiazg moze zawazyc na tym, ze jego pobyt tutaj bedzie o wiele
                      sympatyczniejszy niz gdyby ten drobiazg nie zaistnial. No i wreszcie dla goscia,
                      ktory rzucil sobie tylko taki luzny pomysl podrozy do NZ wazna bedzie inspiracja
                      z Waszej strony, Wasza szczera zacheta. Cos musi zaiskrzyc, cos musi chca
                      seksualnie podniecic, musze mu oczka zablysnac, musi byc zaintrygowany.

                      A na koniec musi z niedowierzaniem zapytac - kurde, naprawde to takie latwe,
                      naprawde moge przyjechac ot tak, podejmowac sobie prace gdzie chce i kiedy chce,
                      z latwoscia na miejscu sfinansowac swoj pobyt? Naprawde przy odrobinie szczescia
                      zwroca mi sie nie tylko koszta pobytu, ale tez koszta podrozy i jeszcze odloze
                      na dwa hamburgery?

                      Wy musicie mu w tym momencie powiedziec brutalna prawde. TAK.

                      Zmykam.





                      • poledownunder Re: WHS - nareszcie! 21.05.08, 00:28
                        Jasyr, nie sposob sie znac na wszystkim. Ja dla przykladu nie bywam
                        w burdelach, tym niemniej przy odrobinie wysilku jestem w stanie
                        znalezc liste burdeli w internecie czy ksiazce telefonicznej i sie
                        ta informacja z pytajacym podzielic. Uwazam, ze choc moze nie jest
                        to informacja tak cenna jak rekomendacja z pierwszej reki, to jednak
                        bardziej cenna niz pominiecie pytania calkowitym milczeniem. Czar
                        takiego forum polega miedzy innymi na tym, ze kazdy widzi, co inni
                        napisali i jak ktos wie lepiej albo ma doswiadczenie w danej
                        kwestii, moze sie po prostu dopisac. Jezeli nikt sie nie dopisuje,
                        to ja zakladam ze jest tak dlatego iz nie ma wsrod nas kogos kto wie
                        lepiej lub ma doswiadczenie, a nie, ze nikomu sie nie chce, wiec
                        zbywa petenta odeslaniem do linkow lub wyszukiwarki.

                        Na pewne pytania tez trudno odpowiedziec konkretnie. Chociazby Twoj
                        przyklad, w ktorym kraju ktos bedzie mogl bez trudu na utrzymanie
                        zarobic? Skad ja mam wiedziec co dla tego kogos trud? Dla jednych
                        wstac rano z lozka to trud i niewymowny wysilek, drugi moze machac
                        12 godzin lopata i twierdzic, ze to pestka. Skad ja mam wiedziec co
                        ten ktos uwaza za "utrzymanie"? Czy w utrzymaniu miesci sie
                        kawalerka i cos do garnka, czy tez 6 pokoi w nowoczesnym domu z
                        widokiem na morze, zaglowka i SUV?

                        Duzo padajacych tu pytan jest bardzo niekonkretnych jak "czy znajde
                        prace" albo "gdzie znajde prace" nie podajac nawet co sie robi i
                        jakiej pracy sie szuka. Jak odpisze idz na rog Polnej i Lakowej i
                        pytaj o Jasia, tam znajdziesz prace, a on jej tam nie znajdzie,
                        bedzie moja wina, nie?
    • beatrix10 Wczesnoniedzielne rozwazania 17.05.08, 10:11
      Kochani, prosze spokojnie jestesmy wszyscy ludzmi doroslymi.Ja nie
      znam osobiscie ani Poledoununder ani Jasyra.Ale mozliwe ze obydwoje
      nieswiadomie popelnili ten sam blad po przez zaduze emocjonalne
      zaangazowanie sie w internetowo- forumowa trabe powietrzna.Powstanie
      calego tego internetowego swiata jest dla nas badz co badz nowe i
      powstaja w zwiazku z tym jakies nowe wyzwania , patologie ,
      niezrozunienie.My nie utrzymujeny ze soba konwencjonalnych stosunkow
      miedzyludzkich i nasze zachowania moga sie jakos tu wypaczac ,
      szczegolnie gdy wchodza w to wszystko emocje.Ja przeszlam juz swoja
      lekcje na forum Paiha gdzie dziwni ludzie mieli swoja piaskownice a
      moderator byl ich lopatka do kopania.W zwiazku z czym zaproponowalam
      Pole zeby otworzyla swoje forum gdzie z checia bywam i za co jej
      dziekuje.Dla mnie forum , to przyjemnosc , miejsce gdzie moge sie
      czegos dowiedziec a czasami jesli potrafie , sluzyc moja wiedza czy
      pomoca. Glownie jednak wyrazamy tu swoje opinie , klucimy sie czy
      przekomazamy co jest rowniez czescia forum i to jest
      piekne.Otrzymalam kilka dni temu dwa maile od czlowieka ktory chce
      przyjechac do NZ.Zaczal od tego ze ma za duzo pytan i watpliwosci ze
      prosi o moj telefon to zadzwoni. Po czesci poczolam to jako jakac
      fool on inwazje gdzie gosc chce mnie zalac tysiacem pytan , na ktore
      pewnie moge tylko gdybac , przeciez nie jestem alfa i omega.Na forum
      i na internecie moze znalezc wiekszosc odpowiedzi.Jedna moja strona
      mowi dobra dzwon , ale druga mowi kurcze nie mam czasu na rozwazania
      i szukanie odpowiedzi i RADZENIE KOMUS CO MA ROBIC , obcy gosc czego
      on bedzie ode mnie oczekiwal? Musimy szanowac nasza niezaleznosci i
      nie mozna na kogos delikatnie mowiac napierac i oczekiwac pomocy bo
      to czy owo.Pamietajmy ze jestesmy wszyscy bardzo roznymi ludzmi i
      jestesmy tu w jednym kotle.Na ulicy pewnie bysmy ze soba nie
      gadali.Ja mam szacunek do Pola i Jasyra i prosze was nie ma sensu
      ciagnac tego arumentu bo faktycznie niczego sobie nie
      udowodnicie.Trzeba przyjac ze nadajecie na innych falach i
      tyle.Zycze wam obojgu wszstkiego najlepszego.Pozdrowienia z
      burzliwej Polski.
    • abere8 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 10:30
      Mnie cala ta burza chyba ominela, to i dobrze, bo co sie mam niepotrzebnie
      denerwowac smile

      A co do tematu watku, to nie zgadzam sie z Jasyrem, ze co to za roznica,
      Seasonal Work Permit, czy Working Holiday. Roznica jest ogromna, bo tak jak
      powiedziala Poledownunder czy Beatrix, nie trzeba szukac kogos, kto cie zatrudni
      ani nie jest sie ograniczonym do jakiegos zbierania owocow, pory roku czy
      regionu kraju. Sama znam co najmniej dwie osoby, ktore na Working Holiday Visa
      pracuja w firmie prawniczej w Wellington.

      Ciesze sie, ze to wprowadzili, bo moze np. uda mi sie namowic siostre, zeby tu
      przyjechala na dluzej. Jesli jej chlopak by sie zdecydowal, to moze i ona by sie
      zgodzila.
      • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 11:23
        Wiem, ze nowozelandzkie przepisy imigracyjne zmieniaja sie jak w kalejdoskopie
        wiec nie chce niczego kategoryzowac. Chce jednak poinformowac, ze szczesliwi
        posiadacze wizy holliday, z mojego doswiadczenia to wynika, robia dokladnie to
        samo co posiadacze zwyklego pozwolenie na podejmowanie tzw prac sezonowych. Z ta
        roznica, ze pobyt maja z gory zabukowany na rok, oraz ze przy ubieganiu sie o
        wize holliday musza wykazac sie okreslonymi finansami.
        Niby brzmi to podobnie, jak w drugim opisywanym przypadku, ale tak nie jest. Gdy
        dostajesz wize holliday na rok, musisz udokumentowac posiadanie funduszy, ktore
        przez rok pozwola ci w NZ przetrwac. Sa to fundusze niemale, moim zdaniem dla
        wielu mlodych ludzi wrecz nieosiagalne. Karta kredytowa nie wystarczy, trzeba
        miec wydruk stanu konta a na nim - bagatela dla kazdego studenta - grubo ponad
        20 000 zlotych.

        To wszystko i tak jest wielka dezinformacja. Student szkocki nie jedzie tam by
        pieniadze swoje wydawac, ale by na miejscu zarabiac na swoje szkockie
        szalenstwa. I robi dokladnie to samo (w przytlaczajacej wiekszosci) co posiadacz
        seasonal working visa. I nieprawda, ze nie jest ograniczomu do jakiegos
        zbierania owocow, bo jak powszechnie wiadomo taka praca w konsekwencji okazuje
        sie najbardziej dla niego - pod wieloma wzgledami - oplacalna.

        A wiza sezonowa? Otrzymujemy ja w prosty sposob. Na lotnisku w Auckland (albo w
        Wellington lub Christchurch) wbija nam zwykla wize turystyczna uprawniajaca do
        pobytu w tym pieknym kraju przez 3 miesiaca. Pod zadnym pozorem nie mowimy o
        swoich pomyslach z jakas praca. Fundusze? Zerowe. Mozna miec przy sobie w
        gotowce rownowartosc
        3 tysiecy dolarow (tysiac na kazdy miesiac pobytu), ale niekoniecznie. Zwykle,
        mowie to z pelnym przekonaniem, bo to nie jest tylko moje doswiadczenie,
        wystarczy karta kredytowa typu visa, mastercard, albo inne badziewie. Przy
        okienku, gdzie wbito mi pozwolenie na pobyt) bardziej interesowala maoryska
        pania wymowa mojego nazwiska.

        Zalozmy, ze jestesmy w Auckland. Znowuz to samo - pod zadnym pozorem nie udajemy
        sie do miejscowego biura imigracyjnego, bo tu rzeczywiscie po pierwsze moga miec
        obiekcje, po drugie przez ten urzad przechodzi 90% wszystkich wnioskow na kraj.
        Nie czekajmy, nie meczmy sie, po zwiedzeniu miasta, nasyceniu sie jego urokami,
        zmykajmy tam gdzie konkretna praca sezonowa sie znajdzie.

        Gdy trafiamy do pierwszego z brzegu backpackers (taniego hostelu) trafiamy
        jednoczesnie do posrednika pracy. Niemal kazdy hostel sie tym procederem
        zajmuje. I kazdemu delikwentowi, ktorych do nich zabladzi proponuja to samo,
        niezaleznie od tego czy maja holliday czy seasonal.

        Ale my nie mamy jeszcze seasonal. Sa trzy sposoby by to uzyskac.
        Korespondencyjnie czyli faksem, poczta etc, przez miejscowa instytucje, ktora
        sie posrednictwem z immigration service zajmuje (pobiera prowizje), albo
        osobiscie, jadac do wymienianych juz przeze mnie Palmerston North lub Hamilton.
        W zadnym wypadku nie jedzie sie tam autobusem, bo drogo nieprawdopodobnie. Mozna
        poprosic kolege z samochodem (na tym etapie mozna jeszcze nie miec w NZ zbyt
        bliskich kolegow) albo wybrac sie autostopem, ktory to sposob jest moim zdaniem
        najprostszy i wbrew pozorom najprzyjemniejszy.

        W urzedach z miast przeze mnie wymienianych nie ma nazbyt duzego ruchu, czesto
        sprawe zalatwia sie od reki. W najgorszym razie czeka sie pare, parenascie dni
        na potwierdzenie i paszport (ze stosowna wiza).

        W ten sposob Polak przedluza jednorazowo swoj pobyt o okolo 3 miesiace, ale w
        tym momencie otrzymuje tez pozwolenie na podejmowanie tzw prac sezonowych, ktore
        roznie mozna okreslic i zdefiniowac. To nie zawsze sa prace na swiezym
        powietrzu, w sadach czy na farmach. Bardzo duzo ludzi wybiera prace w
        packhousach (magazynach gdzie np sortuje i pakuje sie owoce). Jest mnostwo
        rodzajow prac, ktore mozna znalezc, w zaleznosci od pory roku i regionu. Wiza
        holliday tych uwarunkowan nie omija.

        No i wreszcie finanse. Nie trzeba miec na koncie jakichs niebywalych funduszy,
        znowu zwykle wystarczy pokazac karte kredytowa (moja kserowano). Dodam tez, ze
        na miesiac pobytu wystarczy pokazac juz tylko 350$ albo 400$ a nie tysiac, co
        sprawe dodatkowo upraszcza.

        • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 11:32
          Wszystko jest sprawa informacji, do informacji sie wszystko sprowadza. Zycie w
          NZ nie bedzie stresujace, jezeli w informacje bedziecie zaopatrzeni.

          Chcialem jeszcze dodac kilka spraw wydaje mi sie waznych. Jezeli Polak chce
          przebywac w NZ dluzej niz pol roku (po prolongowaniu waznosci swojgo pobytu o
          kolejne 3 miechy) musi zrobic sobie przeswietlenie pluc. Rzecz kosztuje w
          zaleznosci od miejsca, miasta itp od 65$ do 120$, ale jest sprawa czysto
          formalna i nie nalezy sie tym przejmowac. Ja dla przykladu anegdotycznie powiem,
          ze w swoim pkcie wyrabiania x-ray natknalem sie na piekna przemila pania, ktora
          na bluzce, na wysokosci ksztaltnej piersi wygrawerowane miala slowo "polish".
          Oczywiscie wiemy co to slowo w tym wypadku nie oznacza, ale samii przyznajcie,
          ze jakos tak sympatycznie wyszlo.

          • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 12:29
            Ach, napisalem cos o zerowych funduszach na poczatek. Przesadzilem. Trzeba miec
            pare miedziakow w sakiewce do czasu az sie nie podejmie pracy, a i potem trza
            czekac tydzien (czy dwa) na wyplate.
            • jasyr100 Re: WHS - nareszcie! 20.05.08, 14:00
              Przepraszam, jeszcze dwa slowa.

              Autobus - mozna podrozowac, moze byc taniej niz samochodem, zalezy od taktyki. W
              NZ istnieje cos w rodzaju nakedbus. To takie autobusowe "tanie linie lotnicze"
              smile Z im wiekszym wyprzedzeniem kupujesz bilet, tym taniej. Az do momentu gdy
              bilet kosztuje 1 dolar plus podatek i oplaty lotniskowe smile W sumie moze 3.40...
              Oplaca sie? Dlugo o tym nie wiedzialem, bo niektore spotkane osoby myslaly, ze
              wszyscy o tym wiedza, a inne tez nie wiedzialy. To kolejny drobiazg, ale jak
              czasem moze ulatwic zycie
              Na koniec dodam, ze bilet za dolara kupic mozna wylacznie przez internet za
              pomoca karty kredytowej.

              Holliday - teoretycznie szerszy zakres prac, ktore mozna podjac niz w przypadku
              wizy seasonal, w praktyce jednak sprowadza sie do tego samego. Pole juz o tym
              mowila - malo ktory pracodawca zalozmy z branzy informatycznej, w redakcji
              gazety, w biurze projektowym zatrudni kogos na pol roku. Moze sie zdarzyc, ale
              raczej trudno oczekiwac. Tym bardziej, ze taki mini-kontrakt ogranicza turyste w
              podrozowaniu i w spontanicznym podejmowaniu decyzji co dalej.

              Istota rocznego pobytu w NZ (z pomoca holliday czy seasonal, bez roznicy) jest
              czesta zmiana miejsca.




    • konrath Re: WHS - nareszcie! 22.04.09, 19:17
      ok. minał prawie rok od ogłoszenia tej wiadomości, WHS miał wejść w
      życie 29.09.2009, i jak narazie jest stan zawiesznia na tej dacie.
      ktoś wie jak sytuacja wygląda prawnie? ktoś ma jakieś świeże
      wiadomości?
      • konrath Re: WHS - nareszcie! 22.04.09, 19:18
        konrath napisał:

        > ok. minał prawie rok od ogłoszenia tej wiadomości, WHS miał wejść
        w
        > życie 29.09.2009, i jak narazie jest stan zawiesznia na tej
        dacie.
        > ktoś wie jak sytuacja wygląda prawnie? ktoś ma jakieś świeże
        > wiadomości?

        29.09.2008 rzecz jasna.
        • poledownunder Re: WHS - nareszcie! 22.04.09, 22:33
          O ile wiem sprawy utknely na etapie "wewnetrznych procedur w Polsce"
          i nie wiadomo czy i kiedy rusza, zwlaszcza ze z tego co slyszalam
          mamy obecnie w NZ ambasade bez ambasadora, wiec nie bardzo ma sie
          kto tym chyba zajac. Zastrzegam, ze jest to wiedza z drugiej reki
          wiec moze cos sie zmienilo. W kazdym razie na stronie NZIS jakis
          czas temu pojawil sie link do Poland WHS ale w mgnieniu oka znikl.
          • sennys Re: WHS - nareszcie! 25.04.09, 11:04
            Kurka wodna, no to ładnie, ja myślałem, że to już weszło w życie ...
            Wypatrywałem jakichś Polskich autostopowiczek a tutaj tylko jakieś Germanki się
            panoszę ... już teraz wiem dlaczego ... smile
            strona polska zawsze musi coś spartolić ... sad
            • kotkanadachu Re: WHS - nareszcie! 27.04.09, 01:58
              Od czasu do czasu ktos mnie gzies na necie wygrzebie i podpytuje o
              Nowa Zelandie, staram sie przekazac swoje wiadomosci i odczucia tak
              dobrze jak potrafie, ale ciezko jest powiedziec komus wszystko co
              sie samemu wie.
              Czesto pytajacy maja zupelnie inne wyobrazenia o tym kraju, i nie
              chca takich czy innych informacji przyjac do wiadomosc.

              Tak jak Jasyr pisze, pewnie byloby mu lzej gdyby mial lepszse
              infromacje przed przyjazdem tutaj lub nawet gdyby mial pewne
              informacje na poczatku pobytu.
              Jasyr musisz wziac pod uwage ze dla ludzi ktorzy szukaja podobych
              przygod, doswiadczen w nz jakie ty miales, tylko osoba majace takie
              doswiadzczenia moze pomoc, doradzic, cos podpowiedziec. Wiekszosc
              osob na stale mieszkajacych w nz ma troche inne doswiadzenia niz ty
              miales bo obracamy sie w innych realiach. Nawet jezeli ty i ja
              wybierzemy w to samo miejsce np bungy jumping bedziemy mieli
              zupelnie inne doswiadczenia, bo ja szykuje np koszyk z jedzeniem lub
              nie bo moge wejsc tu czy tam na lunch.wsiadam samochod i po takim
              czy innym czasie laduje tam gdzie mam z tego czy innego mostu
              skoczyc. Ty natomiast zapakujesz swoj plecak, bedziesz sie staral
              zatrzymac kogos zeby cie podrzucil, mozwliwe ze uda ci sie tam
              dojechac jednym samochodem mozliwe ze np trzema.
              Tak czy inaczej twoje wrazenia/wspomnienia beda zupelnie inne niz
              moje.

              Dlatego troszke mnie zdziwilo ze dzielisz nas na MY I Wy. My
              powinnismy, my nie powinnismy, my musimy lub nie musimy, to nasza
              wina zadko kiedy zasluga itd itd, tyle ze My mozemy udzielic innych
              informacji a Wy innych. Dla ludzi ktorzy sie tutaj wybieraja w
              podobynch celach jak Ty, porady tych ktorzy tu byli jako tursci sa
              bezcenne, poniewaz to wlasnie Wy macie wiecej doswiadczen niz my
              ktorzy mieszkamy tutaj. Wy macie inne potrzeby, inne rzeczy sa dla
              Was wazne, dziurawa skarpetka albo brak plastra moze Wam sie dobrze
              dac we znaki, a dla nas to zaden problem.

              Wiec moze przestanmy sie dzielic na Wy i MY a zacznijmy byc jedna
              nacja, jezeli mozemy starajmy sie pomoc jezeli nie mozemy pomoc
              strajmy sie nie szkodzic.

              Dla tych ktorzy maja pytania, przeczytajcie prosze to pytanie
              ponizej i takich pytan nie zadawajcie bo naprawde ciezko na takie
              pytania udzielic odpowiedzi

              "witam pania. przepraszam ze mecze , ale wypadlo na pania. hehe.
              dobrze do rzeczy!
              od dawien dawna mazy mi sie wyjazd do nowej zelandii , i dlatego
              hcialbym sie dowiedziec jakie sa przeszkody prawne i finansowe w tym
              ze wyjezdzie? jak jest z praca i z zyciem codziennym? z gory
              dziekuje za odp . pozdrawiam "




Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka