pia.ed
22.03.12, 12:00
– Ktoś mógłby pomyśleć, że tak w ogóle to jesteśmy bardzo bogaci – kontynuuje Sebastian, który jest etatowym pracownikiem naukowym w Instytucie Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk.
– Mamy przecież dwa samochody, w tym jeden bus, pianino cyfrowe, dwa piekarniki… Tylko że u nas z jednym autem niczego się nie zorganizuje, pianino dostaliśmy, a dwa piekarniki są potrzebne choćby po to, by Kasia nie musiała całych nocy spędzać w kuchni, chcąc upiec na niedzielę i mięso, i ciasto. Do pokoju, w którym teraz siedzimy, kupiliśmy tylko lampę z Ikei i krzyż. Stół, krzesła, fotele, telewizor i DVD podarowali nam życzliwi ludzie.
Pytam zatem małżonków o ich ocenę prorodzinności państwa polskiego. Uśmiechają się z przymrużeniem oka. Ich zdaniem reformę przepisów trzeba zacząć do zmiany mentalności: by pracodawcy zrozumieli, że bardziej opłaca im się zatrudnić ojca trójki dzieci niż kawalera, bo to ojcu, który ma do wykarmienia rodzinę, będzie bardziej zależało na utrzymaniu się na stanowisku. – Mamy wrażenie, że naszemu państwu jest wszystko jedno – dzielą się doświadczeniem. – Nasze dzieci są fajne i Polsce opłaca się mieć takich obywateli. Takie przedsiębiorstwo jak nasza rodzina wymaga jakiegoś zaangażowania, a tu nic… Sam VAT za towary i usługi w czternastoosobowej rodzinie jest tak wysoki, że żaden zasiłek tego nie zwróci.
religia.onet.pl/publicystyka,6/przedsiebiorstwo-rodzina,35028.html