Nie szczaj chamie ....

13.10.12, 16:52

"Przedsiębiorca desperacko walczy o porządek. Usiłuje elegancko przyjmować klientów. Klatka odnowiona. Brama nowiutka, przeszklone, ładne drzwi. Zachęcony tym przedsiębiorca nie tak dawno się tu przeniósł. Zauważył, że mieszkańcy już są jakby pogodzeni z tym, co jemu przeszkadza. W bramie, na klatce ktoś się załatwia. Przedsiębiorca idzie z gościem, a tu cuchnąca, kałuża. Opowiada, że z sąsiadką zwrócili raz uwagę załatwiającemu się. Agresywnie zareagował. Teraz zamiast uwag jest kartka. Na razie nie skutkuje. W czwartek - znów, wprost w drzwiach, nasikane"

Więcej... szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34939,12655103,Desperacki_apel___Nie_szczaj_chamie_w_naszej_bramie_.html#ixzz29BitJqMM
    • marii51 Re: Nie szczaj chamie .... 13.10.12, 18:18
      o pia.ed
      • mattos Re: Nie szczaj chamie .... 14.10.12, 07:01
        Szkoda że ty Superka mało nas odwiedza. Takiego słowa szczaj nie znalazłem w słowniku. Nasze towarzystwa to szczą w windach.
        • super.222 Re: Nie szczaj chamie .... 14.10.12, 08:23
          mattos napisał:

          > Szkoda że ty Superka mało nas odwiedza. Takiego słowa szczaj nie
          > znalazłem w słowniku. Nasze towarzystwa to szczą w windach.
          -------------
          No toś mnie rozbawił Mattosie big_grin
          Mieszkam w bloku 4-piętrowym i problem zaszczanych wind jest mi obcy.

          Ale ... żeby coś napisać w *temacie* (jakże pięknym i wzniosłym) opiszę Ci
          malutki obrazek, który widziałam podczas pobytu w uzdrowisku. Opiszę
          żebyś i Ty mógł się rozbawić w ten szary poranek niedzielny. Pozdrawiam big_grin

          Mieszkałam w nowiutkim obiekcie, spełniającym dwie funkcje: w połowie
          pensjonatu, w połowie sanatorium. Mój pokój znajdował się w części pierwszej,
          miał balkon od strony południowej i ogromny taras od strony wschodniej.
          Pogoda była prześliczna, siedziało się trochę w cieniu, trochę w słońcu
          i z nudów obserwowało przechodniów - prywatnych kuracjuszy sąsiednich willi.
          Gdy jest się w jednym miejscu przez trzy tygodnie, to można sporo zaobserwować.
          Np. jakiś pan od poniedziałku (dzień przybycia) do czwartku chodził sam, ale już
          w piątek pojawiał się z pewną panią, a od soboty trzymali się za paluszki.
          W następnym tygodniu sytuacja się powtórzyła - ale z inną panią - kurcze, ale ja
          nie o miłości, a o szczaniu miałam pisać ...

          Wśród wielu przechodniów, którzy mijali mój balkon, zauważyłam dwie panie.
          Wolniutko wracały w kościółkowych sukienkach i fryzurkach. Nagle jedna poszła
          w bok od deptaka i skierowała się w kierunku sterty pozostawionych opakowań,
          gruzu, żelastwa, co było efektem tfurczej pracy budowlańców, wykańczających
          sąsiedni budynek jeszcze piękniejszy od mojego ... ale w budowie.
          Ten nagły zwrot w zachowaniu obydwu pań bardzo mnie zaintrygował, zaczęłam
          więc obserwować, bo nijak nie potrafiłam skojarzyć wystrojonej starszej pani
          w otoczeniu - jak opisałam wyżej. Druga pani rozglądała się na wszystkie strony,
          w końcu weszła do mojego budynku ... pewnie obejrzała recepcję, przeczytała
          foldery i ogłoszenia, a kiedy wyszła tamtej nadal nie było. Wolniutko udała się
          w kierunku kwatery aż do punktu, w którym stała się dla mnie niewidoczna.
          W czasie, gdy ona zwiedzała nasz obiekt, tamta w gruzowisku rozejrzała się na
          wszystkie strony, podniosła bardzo wysoko świąteczną sukienkę i kucnęła ...
          I ona nie szczała, ona robiła coś znacznie gorszego ... Trwało to długo, skoro
          jej towarzyszka mogła w tym czasie zwiedzić i zniknąć z pola mojego widzenia.
          I teraz ... gdy już się załatwiła jak należy - zaczęła się rozglądać gdzie podziała
          się koleżanka. Podobnie jak tamta, zwiedziła naszą recepcję i wolniutko udała się
          do miejsca zamieszkania, nieustannie odwracając się do tyłu, zdziwiona, że
          koleżanka gdzieś się zawieruszyła.
          W następnych dniach widziałam te panie w różnych sytuacjach - na zabiegach,
          w kawiarni, w ogródku piwnym, na spacerze, i zawsze widok jednej z nich z gołym
          tyłkiem i opuszczonymi do ziemi majtkami, sprawiał mi niewymowną przykrość.
          Tak więc Drogi Mattosie - jak kogoś przyprze, to nie ma znaczenia gdzie ... big_grin

          PS. [i]Powinno być w tytule "nie szczyj", ale "szczaj" też nie jest źle.
          Chodzi bowiem o czystość otoczenia, a nie języka polskiego, o czym oboje wiemy.


          • mattos Re: Nie szczaj chamie .... 14.10.12, 14:53
            Superka napisała: jak kogoś przyprze, to nie ma znaczenia gdzie ...
            Ja takiego samego jestem zdania, ale szczanie w windach jest nagminne przez naszych lokatorów tych, co lubią pić napoje wyskokowe na dworze a potem w windzie szczą a mogliby to zrobić na dworze w krzakach.

            PS. Superko to słowo ty mnie wskoczyło nie potrzebnie i bez tego słowa czytaj
Inne wątki na temat:
Pełna wersja