.. Pozostały już tylko wspomnienia...

22.04.13, 08:40
Dla takich jak ja, dożywających swoich dni, miłe są wspomnienia czasów młodości. W tych własnych wspomnieniach skupiam się na miejscu pracy, rodzinie, otoczeniu. Nie jest to przecież pełny obraz czasów PRL. Uzupełnić go sobie możemy (i ja to robię) wspomnienianimi i pamiętnikami innych , ludzi uzdolnionych których książki ostatnio sporo mozna znaleźć w sieci lub kupić. Nieraz są to dzieła literackie.

Takie jak ta książka.
Jarosław Kolasiński: „Wyliniałą grzywą potrząsając, stary koń się uśmiał”

fotokolaseum.pl/jaroslaw-kolasinski-wyliniala-grzywa-potrzasajac-stary-kon-sie-usmial/

A to część wstepu do książki
.

Koń jaki jest każdy (po swojemu) widzi, jednakże pogłoski na temat rumakowego poczucia humoru bywają często przesadzone. Czy i w tym wypadku? Włodzimierz Barchacz, znakomitość polskiego fotograficznego światka, twierdzi, że jego peerelowskie wspominki, suto okraszone kapitalnymi zdjęciami z owej epoki powinny każdego konia rozśmieszyć. Nie posiadając na podorędziu żadnego wolnego rumaka, recenzent zmuszony został do przeprowadzenia empirycznej analizy tej tezy na sobie samym. Stało się to możliwe dlatego, że tak się jakoś składa, że być może słusznie nazywany przez niektórych starym koniem. Na własnej więc starokońskiej skórze sprawdził, czy faktycznie jest się z czego w tej książce śmiać.
Jednego peerelu bowiem nie było. Każdy z nas miał swój. Niekoniecznie taki, na jaki sobie zasłużył, ale swój. Ciasny, ale własny. PRL dziadowskiej pensji, młodości, jaboli, Radia Luksemburg, dojrzewania, strajków, intelektualnego kiełkowania, przymusowej (lub nie) przyjaźni z ZSRR i nasiąkania całkiem niezłą peerelowską kulturą, która wcale nie cała przecież pochodziła z międzywojnia. O epoce tej można czarno, jak malują jedni, można też biało lub nawet różowo, jak wolą za PRL ślepo tęskniący. Lepiej jednak użyć pełniejszej (chociaż tez niepełnej) palety barw, jak choćby Kuroń z Żakowskim („PRL dla początkujących”wink lub prof. Friszke („Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL”wink. I tym tropem (choć duuużo lżejszym krokiem) stąpa Włodzimierz Barchacz. Będąc reporterem miał okazję więcej zobaczyć, niż większość z nas – jego rówieśników lub ćwierć-rówieśników. W końcu każdy widział tyle, ile mu pod oczy podeszło. A kiedy człowiek patrzy przez wizjer aparatu, to z samej tylko choćby chęci trzaskania znakomitych, interesujących ujęć – widzi więcej. Jeśli zaś to, co dostrzega dokumentuje na błonie fotograficznej oraz piórem, to efekt musi być taki, jaki jest – solidny i frapujący. Solidny – wcale w tym konkretnym przypadku nie znaczy nudny, sztampowy lub wspominkowo-pouczliwy. W przypadku recenzowanego „Konia…” tak nie jest. A jak jest? Ciekawie i zaskakująco.

Jedną z zalet książki jest to, iż jest równie „zjadliwa” dla czytelnika dobrze pamiętającego „końskie czasy”, jak i dla kogoś, kto w pełni świadomy żywot wiedzie już w III RP. Zupełnie tak, jak to się dzieje z „Rejsem” Piwowskiego, czy komediami Stanisława Barei. Jednych w nich bawi, tumani, przestrasza w nich sam humor z gatunku „czystych” innych też to samo, ale wzmocnione o znajomość kontekstu historyczno-społecznego. Bo się wtedy żyło, bo się ówczesne życie zna.

A życia nie zna, kto nie wypił gruźliczanki uwiecznionej na zdjęciach W. Barchacza. Kiedy tłumaczę swoim dzieciom, co to było krzywią się z obrzydzeniem. – Jak ty mogłeś tego pić po 6 szklanek z sokiem? Ale sami, higieniczni tacy, diabli wiedzą jakie kolorowe świństwa w plastikowych butelkach żłopią bez opamiętania. Może ktoś kiedyś ich sfotografuje, a po latach przypomni. Też się koń uśmieje po pachy, o ile takowe posiada.

PRL odbija się w Barchaczowym zwierciadle w sposób różny. Raz to odbicie sympatię budzi, raz śmiech wywołuje, innym razem grozę (fotoreportaż z supersamu). Nie ma tu jednak mowy o żadnej „komunonostalgii”, choć niejakie plusy dodatnie tamtych czasów – ściślej – ówczesnego życia (milicjanci chadzali bez broni! – patrz kapitalna sesja z dzielnicowym) są tu wspominane. Z niejakim rozrzewnieniem zresztą, ale swoistym i ukierunkowanym. Autor, podobnie jak i każdy normalny człowiek nie tęskni za pustymi półkami, cenzurą za stanem wojennym. Na samą wieść o możliwości powrotu tamtych czasów dostałby z pewnością dreszczy przerażenia. Jeśli już za czymś W. Barchacz tęskni (choć nie łka sentymentalnie, będąc obdarzony poczuciem humoru), to za durną i chmurną młodością oraz… niektórymi absurdami (tak ja to przynajmniej odbieram).

Moim ulubionym zdjęciem opublikowanym w „Koniu…” jest arcypiękna i znamienna dla minionej epoki scenka rodzajowa z zakładowego festynu. Na stadionie kłębi się (aczkolwiek prawie na baczność) tłumek podwładnych, a szallony towarzysz dyrektor, walcząc z przynależnym funkcji brzuszyskiem szallleje, ech, szallleje na skakance. Same dyrektorskie ewolucje sportowe nie bawią jednak nawet w połowie tak, jak wyraz twarzy jednej z pracownic. Z pięknym biurokratycznym uśmiechem na licach, z dłońmi złożonymi jak do modlitwy (o podwyżkę czy talon?) ona po prostu swego szefa kocha, lubi, szanuje… i w najwyższym stopniu Go chce, o Niego (a jednak!) dba i wcale w swym zaangażowaniu nie żartuje. Cudo! Facjaty tow. dyrektora niestety nie widać, ale nie można mieć wszystkiego – otrzymujemy w ramach odszkodowania dyrektorski zadek, jakże z zajmowanym stołkiem kompatybilny. Scena jak z „Rejsu”, z treningu sekcji gimnastycznej. Skojarzenia z tym kultowym filmem podczas lektury książki W. Barchacza wciąż się nasuwają. Absolutnie nieprzypadkowo. Nie sposób też, delektując się „Koniem…” zapomnieć o serialu „Alternatywy 4”, gdy się czyta rozdział poświęcony peerelowskiemu budownictwu – to istny traktat o braku kątów prostych, których stosowanie w ówczesnej praktyce wcale nie było takie proste.
„Ach, mój Boże, jak nasz towarzysz dyrektor wygimnastykowany!”
[ fot. Włodzimierz. Barchacz ]
Nie wszystko wszakże w tej książce śmieszy, a jeśli nawet, to śmiech to bywa nader gorzki. Choćby wówczas, gdy autor opisuje swoje zawodowe perypetie. Nie inaczej (nawet gorzej), kiedy wspomina SB służbowo rozsiewającą o autorze plotki, jakoby cierpiał na – uwaga! – schizofrenię bezobjawową. Dopiero zdobyty certyfikat lekarski, kres tej paszkwilanckiej działalności (ściślej – jej następstwom położył).

Nie tyle też śmiech, co uzasadniony uśmiech się pojawia na twarzy czytelnika, gdy dzięki autorowi obcuje z wielkimi ówczesnej polskiej kultury: z Ryszardem Kapuścińskim, Teodorem Parnickim, Czesławem Niemenem, czy maestro Antonim Witem. Okazuje się, iż w oczach autora (który wcale w minionym ustroju zakochany nie był, delikatnie mówiąc) PRL nie był wcale – jak niektórym się dziś raczy wydawać – kulturalną pustynią. Nawet jeśli bracia Mroczkowie nie brylowali w dwuprogramowej telewizji. Puste były wówczas półki, ale nie głowy i dusze. Z ocenami niektórych wspominanych tu postaci można dyskutować, ale warto pamiętać, że „Koń…” to nie jest podręcznik historii, ale fotograficzno-literacka podróż do „zamierzchłych” czasów. Podróż sentymentalna. Peregrynację taką zawsze warto odbyć,..."
    • czuk1 .. Pozostały już tylko wspomnienia... 22.04.13, 08:47
      Niech bedzie mi wybaczony, wywołany wspomnieniami :
      - rozwlekły wpis, niezgodny z zasadami forumowymi,
      - o charakterze spamu (reklamy).
      Do decyzji Załozycielki.
      • pia.ed Pozostały już tylko wspomnienia... 22.04.13, 17:57
        Ja wspominam te czasy, ale bardziej pod kątem moich osobistych przeżyć wink
        • marii51 Re: Pozostały już tylko wspomnienia... 22.04.13, 19:54
          czuk1
          wspaniale,że zalożyłeś ten wątek.
          Wszystko co nam sie przypomni, jeśli wyszukamy ,tak jak Mariusz zacytował fragmenty , zdjecia charakterystyczne z tamtych czasów
          • marii51 Re: Pozostały już tylko wspomnienia... 22.04.13, 20:43
            sięgłam po pamiątkę ... a z Bułgarii
            podroze.onet.pl/ciekawe/bulgaria-buzludza-opuszczona-swiatynia-komunizmu/jlvxz
      • wlodekbar Napotkałem przypadkowo:)... 18.03.14, 21:33
        ... mówię o wątku.. Mam nieco egzemplarzy książki,można napisać maila,chętnie skreślę dedykację smileProszę tegj informacji nie traktować jako reklamy,niechaj książka służy...!
    • wlodekbar To część recenzji,nie wstepu :) Ale nic to. 18.03.14, 21:35

      • skuter44 Re: To część recenzji,nie wstepu :) Ale nic to. 19.03.14, 07:51
        Mariusz jest słabej formie, nie ma weny do pisania. Za niego - kawał sarkastyczny , nawiązujący do czasów PRL.

        Jaka jest różnica między III RP a PRL?

        Za PRLu rząd był w Londynie, a naród w Polsce...
        • sagittarius954 Re: To część recenzji,nie wstepu :) Ale nic to. 19.03.14, 08:16
          A za IIIRP rząd chce do Brukseli , naród na zachód a lemingi dobrobytu ....
          • amityr Re: To część recenzji,nie wstepu :) Ale nic to. 19.03.14, 10:10
            A sagi na sagi w nasza stronę . Dawno tu nie byłeś. Ja na pewno bym cie chętnie częściej widział.
            • skuter44 Re: To część recenzji,nie wstepu :) Ale nic to. 19.03.14, 12:37
              Ja też. U marii51 i amityra możesz liczyć na przestrzeń. Tu żyje wolność, wolność i swoboda....
    • amityr Re: .. Pozostały już tylko wspomnienia... 19.03.14, 13:16
      skuter, przymoczyłeś .Raczej u marii i pia.ed ja tu raczej za parobka .
      • marii51 Re: .. Pozostały już tylko wspomnienia... 19.03.14, 13:44
        amityr napisał:

        > skuter, przymoczyłeś .Raczej u marii i pia.ed ja tu raczej za parobka .
        ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
        amityr
        ja ci się poobzywam....smile
        • skuter44 Re: .. Pozostały już tylko wspomnienia... 19.03.14, 17:46
          E.... tam. Nie boję się. smile
          • amityr Re: .. Pozostały już tylko wspomnienia... 19.03.14, 18:19
            Właśnie lubię taką atmosferę. Ktoś czasem powinien komuś delikatnie przywalić ale niektórzy zaraz biorą dosłownie. Napisałem na innym forum ,że pia.ed to na pewno jeszcze potrzebuje, czegoś tam, to di dzisiaj mnie czepi, że jestem kundlowaty. Ale o grzebieniu nic nie napisała. Nie to żebym nie miał zarostu ale zawsze .
    • amityr Re: .. Pozostały już tylko wspomnienia... 19.03.14, 18:22
      Jeszcze jedno czuk kojarzy mi się z takim Eskimosem Czukiem z powieści Centkiewiczów, które czytałem we wczesnej młodości z zapartym tchem.
      • marii51 Re: .. Pozostały już tylko wspomnienia... 19.03.14, 19:53

        amityr
        Jasne jasne, lepiej żartować niż chorować ,ale pamietaj ja mam karę jedną stawiam w kątku na kolana na grochu--uaa bolismile
        " Czuk i Hek" prawda ., to lektura kl iii , ale już nie ma jej
        aż sprawdziłam ...
        bibliotekaszkolnazsgraboszyce.blox.pl/2012/02/Wykaz-lektur-szkolnych.html~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
        Wracając do założonego wątku, MAM TERAZ ZAGADKĘ , Bo w moim miasteczku o tym samym nazwisku jest malarz .
        Jak widać , sam autor przybył do nas na forum.
        • amityr Re: .. Pozostały już tylko wspomnienia... 19.03.14, 21:22
          Pokojowy? Robisz remont domu?
          • marii51 Re: .. Pozostały już tylko wspomnienia... 19.03.14, 22:17
            amityr
            --kątek tu na forum
Inne wątki na temat:
Pełna wersja