pia.ed
23.04.13, 10:38
Oszustka i mistyczka ... coś z głowa nie tak ...
Wszystko zaczęło się pięć lat temu. Powiększony węzeł chłonny, dość duży guz. Wizyta w gabinecie, podstawowe badania, antybiotyk. Guzek zniknął.
- Ale gdy wróciłam do domu, powiedziałam mężowi, że mam raka. Najpierw mówiłam, że to ziarnica. Później, że diagnoza były błędna. I że to glejak, guz mózgu. Chyba dlatego, że jest ostrzejszy. Tomasz się strasznie przejął, jak mu powiedziałam. Zresztą, jak wszyscy. Siostra zaczęła częściej dzwonić, tata - wpadał, nawet zostawał.
Cały tekst: wyborcza.pl/1,87648,13781704,Dobrze__ze_choc_raka_nie_ma.html#MT#ixzz2RGzADS1e