pia.ed
30.07.13, 17:26
Na ślad witaminowej bandy naprowadził ją zirytowany 84-letni emeryt z północy Niemiec. Zapłacił 3400 euro na sprzedażowym spotkaniu za ampułki z "cudownym środkiem", rzekomo "made in USA". Kiedy nie odczuł żadnego efektu, zgłosił sprawę policji.
Okazało się, że preparat bez jakiejkolwiek wartości zdrowotnej produkowany był w Hesji, rozprowadzany w Niemczech i u zachodnich sąsiadów, ślady bandy prowadzą od Hesji, poprzez Bawarię i Berlin, do Dolnej Saksonii, Hamburga i Bremy.
Zyski ze sprzedaży preparatów przekraczały 35 razy koszty ich produkcji - szacuje policja. Podejrzani będą odpowiadali za oszustwo, naruszenie przepisów o działalności gospodarczej, naruszenie ustaw o środkach spożywczych i ich oznaczaniu i za szereg innych wykroczeń.