Samo zycie ... w bloku

31.08.13, 12:31
Dziś mieszkam w warszawskim bloku, gdzie jestem notorycznie gwałcona przez oczy i uszy. I przynajmniej raz na tydzień przypomina mi się zdanie wypowiedziane przez sąsiadkę - panią weterankę powstania warszawskiego, której czasem pomagam załatwić to i owo: "Przez całą wojnę, za każdym razem jak mnie zatrzymywali modliłam się żeby tylko nie wylądować w kołchozie. No i patrz, dziecko, na co mi przyszło...”

Na to nam przyszło, że mieszkamy wśród chamów, w otoczeniu pełnym agresji. Są wrzaski, jest głośno, jest kradnięcie żarówek z klatki i opryskliwy pan ze wspólnoty. Ludzie, których mijam na klatce po raz setny, na moje "dzień dobry” reagują w większości zdziwieniem lub burknięciem. Zła muzyka na cały regulator i awantury są na porządku dziennym. Nad moim mieszkaniem, na przykład, mieszka rodzina potworów. Chyba wszyscy na zasiłkach, bo awantury są od rana do nocy dzięki sztafecie pokoleń - rano słychać głos starego potwora, który drze się na żonę i matkę, wieczorami - młodego, który drze się na dziewczynę, matkę i babcię. Obydwaj lubią też paniom przylać, ale wezwana kiedyś przeze mnie policja powiedziała, że "oni w sprawy rodzinne się nie mieszają i że można jedynie straż miejską wezwać za zakłócanie ciszy”.



foch.pl/foch/1,132041,14140449,Jak_dobrze_miec_sasiada__o_ile_nie_jest_chamem_lub.html
    • marii51 Re: Samo zycie ... w bloku 31.08.13, 15:14
      fakt życie w bloku nie należy do łatwych, znośnych

      mlodzi nie mając rodziny, dzieci - nie potrafią zrozumieć rodzin z dziećmi-
      starsi a szczegolnie nudzący się wbrew pozorom szukania spokoju niektorzy wyczekują że cos się zdarzy..
      rodziny patologiczne przeważnie zbyt dlugo w bloku nie pomieszkają- bo wiadomo , nie bęą placić wyprowadzić się beą musieli
    • grzech_o_1 Re: Samo zycie ... w bloku 31.08.13, 20:06
      Tak bywa. Niestety. A w blokach mieszkamy od 1976 roku. W jednym do 1980. W obecnym do dziś. I mogę tylko stwierdzić. Chyba mieliśmy i mamy wielkie szczęście
      Oba były małe. Obecny to tylko dwie klatki i 20 mieszkań. Aż dziw, że przez tyle lat cisza i spokój. Żadnych imprez nocnych, cyrków, tłuczenia się, muzyki że aż sciany drżą. A mieszjają też młodzi ludzie, bo przez 33 lata trochę starych się powyprowadzało.
      Ale jak mówię. Chyba mamy szczęście.
      • anka125 Re: Samo zycie ... w bloku 05.09.13, 13:50
        Niestety,mieszkam w bloku.Co prawda małym ale zawsze to blok.
        Diabelnie akustyczne ściany.A do szału doprowadza nas mieszkająca wyżej wielodzietna rodzinka która uważa że skoro wyprodukowała dzieci to teraz wszystko im wolno.
        Mam tego sąsiedztwa naprawdę dość!
        • pia.ed Re: Samo zycie ... w bloku 06.09.13, 02:28
          No to ja mam szczęście ... mieszkam w trzypiętrowym budynku
          w którym dzieci niemal ze nie ma. Jak sie jakieś urodzi, to rodzice sprzedaja mieszkanie i kupuja dom pod miastem ...
          Zagęszczenie mieszkań jest małe; w trzypokojowych mieszkaniach mieszkają najczesciej starsze, samotne osoby. Powiedziałabym, ze w budynku panuje niemal grobowa cisza ...

          Jeśli ktoś z młodzieży chce sie zabawic w sobote, to wywiesza kartkę na tablicy informacyjnej, ze może byc troche głośniej niz powinno. Imprezy koncza sie najczesciej zaraz po północy,
          bo potem młodzież wsiada w taksówki i jedzie bawić sie do centrum.

          Moje mieszkanie kupilam wlasnie dlatego, ze wiedzialam jaki tu panuje porzadek, i ze w budynku mieszkaja tylko Szwedzi. Tam gdzie mieszkaja cudzoziemcy może byc rożnie, ale na ogol porządek jest utrzymywany bo takie sa przepisy lokatorskie.
Pełna wersja