pia.ed
31.08.13, 12:31
Dziś mieszkam w warszawskim bloku, gdzie jestem notorycznie gwałcona przez oczy i uszy. I przynajmniej raz na tydzień przypomina mi się zdanie wypowiedziane przez sąsiadkę - panią weterankę powstania warszawskiego, której czasem pomagam załatwić to i owo: "Przez całą wojnę, za każdym razem jak mnie zatrzymywali modliłam się żeby tylko nie wylądować w kołchozie. No i patrz, dziecko, na co mi przyszło...”
Na to nam przyszło, że mieszkamy wśród chamów, w otoczeniu pełnym agresji. Są wrzaski, jest głośno, jest kradnięcie żarówek z klatki i opryskliwy pan ze wspólnoty. Ludzie, których mijam na klatce po raz setny, na moje "dzień dobry” reagują w większości zdziwieniem lub burknięciem. Zła muzyka na cały regulator i awantury są na porządku dziennym. Nad moim mieszkaniem, na przykład, mieszka rodzina potworów. Chyba wszyscy na zasiłkach, bo awantury są od rana do nocy dzięki sztafecie pokoleń - rano słychać głos starego potwora, który drze się na żonę i matkę, wieczorami - młodego, który drze się na dziewczynę, matkę i babcię. Obydwaj lubią też paniom przylać, ale wezwana kiedyś przeze mnie policja powiedziała, że "oni w sprawy rodzinne się nie mieszają i że można jedynie straż miejską wezwać za zakłócanie ciszy”.
foch.pl/foch/1,132041,14140449,Jak_dobrze_miec_sasiada__o_ile_nie_jest_chamem_lub.html