pia.ed
19.02.14, 10:39
Najbardziej podoba mi sie trzecia droga ...
... dzieckiem, a nie za rodziną, efektywnego wspierania osób wychowujących dzieci niepełnosprawne, pełnej ściągalności alimentów lub państwowego funduszu alimentacyjnego, no bo skoro w Polsce jest tak wielkie przyzwolenie na porzucanie kobiet i wymigiwanie się mężczyzn od odpowiedzialności za pozostawione dzieci, to państwo, które nie próbuje nawet tego zmienić (na przykład przez równościową edukację już od przedszkola czy eliminacje stereotypów w podręcznikach), powinno płacić.
Druga droga polega na uznaniu praw kobiet, przede wszystkim prawa do decydowania o własnym macierzyństwie. Prawa tego każdy kolejny rząd kobietom odmawia, traktując je jak dzieci, nad którymi trzeba sprawować ojcowską, surową kontrolę (rolę tę w rządzie Tuska chętnie na siebie bierze katolickie Ministerstwo Sprawiedliwości oraz prof. Zoll). Tymczasem przykład Wielkiej Brytanii (gdzie Polki rodzą na potęgę) pokazuje, że tylko tam, gdzie kobiety czują się wolne, a rząd zapewnia im bezpieczeństwo, a nie przymus (!) rodzenia, rośnie dzietność.
No i trzecia droga: otworzyć granice. Na świecie są miliony ludzi, którzy chcieliby pracować, modlić się i mnożyć w takim kraju jak Polska. Wystarczy im to umożliwić.
Każda z tych dróg wymaga jednak spełnienia pewnych warunków wstępnych. Droga pierwsza wymaga rzeczywistej woli politycznej i środków finansowych niezbędnych do realizacji prokobiecej (a nie tylko prorodzinnej) polityki socjalnej. Droga druga: uznania praw kobiet, czyli faktu, że kobieta też jest człowiekiem, a nie maszynką do rodzenia. Droga trzecia: przezwyciężenia narodowej ksenofobii.
Nie widzę polityka, a na pewno nie jest nim Kaczyński, który mógłby spełnić te warunki. Lecz może wystarczy - panie prezesie - się zastanowić, dlaczego nie ma pan dzieci.
Cały tekst: wyborcza.pl/1,75968,15484552,Prezes_i_problem_dzieci.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk#ixzz2tl6a5sfg