Cu na Fe

21.03.14, 12:16
NBP jako wyłączny emitent polskiego pieniądza przyznał się do porażki, jaką była wysoka inflacja w ostatnich 20 latach i która w tym okresie zdewastowała wartość złotego. „Dbamy o wartość pieniądza” – ironizuje NBP w folderze informującym o zastąpieniu mosiądzu stalą.

Krzysztof Kolany
Bankier.pl
    • marii51 Re: Cu na Fe 21.03.14, 13:58
      ironizuje bankier cfffaniak jeden zachcialo mu się Cu na Fe....

      amityr


      prowokujesz, a ja dociekliwie szukam--smile skąd wydobyć więcej wiadomości ufff ( to takie bbb przydatne ćw pamięci...
      forsal.pl/artykuly/489520,inflacja_czyli_jak_sie_mierzy_wartosc_pieniadza.html?gclid=CMXdrbjVo70CFQKWtAod8jYAaQ
    • 1wiosenny Re: Cu na Fe 21.03.14, 17:16
      Inflacyjna polityka NBP prowadzi do nieoczekiwanych i na ogół niepożądanych efektów. Czasem także dla samego banku centralnego. Już kilka lat temu koszt bicia monet o nominalne jednego grosza przewyższał ich wartość nominalną. Innymi słowy: sama miedź zawarta w mosiężnej jednogroszówce jest warta więcej niż jeden grosz. Nawet po ostatniej przecenie miedzi na światowych giełdach (-12% od początku roku) czerwony metal w jednogroszówce był warty prawie... dwa grosze. Opłacalne (lecz podobno nielegalne) stało się także przetapianie dwugroszówek.

      NBP od kilku lat narzekał, że do produkcji „miedziaków” musi dokładać „miliony złotych”, nie wspominając, że na „produkcji” pieniądza zarabia miliardy złotych rocznie. Polacy potwierdzili swój wrodzony spryt i coraz częściej odkładali jedno i dwugroszówki dobrze rozumiejąc, że więcej są warte jako długoterminowy depozyt niż jako nieporęczny bilon. Zgodnie z prawem Kopernika-Greshama gorszy pieniądz wypierał lepszy, bo ten lepszy (czyli „zabezpieczony” miedzią) stawał się środkiem tezauryzacji.

      W końcu polski bank centralny zdecydował się na zmianę materiału, z którego bite są monety o najmniejszych nominałach. Zamiast mosiądzu manganowego będzie to zwykła stal, jedynie powlekana tym miedzianym stopem. Masa monet nie ulegnie zmianie.
Pełna wersja