luzerski
04.04.14, 23:28
Luzer
"Epitalamium"
Motto:
„A kiedy będziesz moją żoną,
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy...”
/niewieście naiwnej ten bajer
wcisnął niejaki Tetmajer/
A kiedy będziesz moją żoną,
w prawa nadętym protokóle,
całkiem legalnie poślubioną...
to nic nie zmieni się – w ogóle.
Do ślubu pójdę, jak do kiosku,
po papierosy lub po piwo,
ubrany w dżinsy, tak, po prostu,
w koszulę zwykłą, w buty krzywe.
Dzień to więc najzwyklejszy będzie,
żadna znacząca jakaś data,
tak zwykły jak... codzienne szczęście,
jak moje spodnie... całe w łatach.
Pieprzę starego Mendelssohna,
co setkom ślubów zwykł rzępolić...
Mam gdzieś: obrączki, urząd, dzwony...
mnie durny schemat nie zniewoli!
Ja wszak już dawno ślubowałem,
życie składając w Twoje dłonie,
z nich czerpiąc radość moją całą,
wielbiąc je... Tęskniąc wiecznie do nich!
Goście weselni, którym chodzi
o to, by wódą pałę zalać,
miast wrzeszczeć: „Gorzko, państwo młodzi!!!”,
w domu zostaną, Bogu chwała...
A my i nasi przyjaciele,
którzy tam obok nas się znajdą,
(bo świadczyć będą nam musieli)
znajdziemy cichy jakiś grajdoł!
Tam, po zjedzeniu hamburgera,
gdy piwo w kuflu się zapieni,
zawołam: „Klawo jak cholera!
Byczo, tak w ogóle, się ożenić!!!”
Lecz, gdy w domową wrócę ciszę,
poczuwszy z bliska twoją miłość,
pomyślę – błogo jest wydyszeć,
że nic... że nic się nie zmieniło...
Więc, gdy już będziesz moją żoną,
w prawa nadętym protokóle,
całkiem legalnie poślubioną...
niech nic nie zmieni się – w ogóle!
7.07.1993, godz. 03.30
**********************************************