Dodaj do ulubionych

Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką

27.12.08, 18:41
jak myślicie czy byłby to w miarę poprawny i spokojny związek ?
Obserwuj wątek
    • cahir4 Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 27.12.08, 23:22
      E... tam, skończyłoby się dokładnie tak, jak się skończyło, tylko ze względu na
      dopełnione małżeństwo skandal byłby proporcjonalnie większy. Piękna Iza,
      uznawszy, że wychodząc za Wokulskiego wyrządziła mu wystarczającą łaskę,
      wcześniej czy później posunęłaby się trochę za daleko (jak się jej to zdarzyło w
      pociągu) i mielibyśmy ten sam scenariusz, który wypróbował baron Dalski. Nie bez
      przyczyny wszak widział Wokulski w jego związku wyjaskrawiony obraz własnych
      relacji z panną Izabelą. Byłby więc huczny rozwód lub przynajmniej separacja, a
      potem, kto wie - wielkie bum w Zasławku i/lub laboratorium Geista.
    • izoldakocia Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 11.01.09, 13:39
      Gdyby Wokulski ożenił się z Izabelą, szybko by się rozczarował. Po pierwsze
      prędzej czy później by się dowiedział, że Izabela "przyprawia mu rogi", czyli
      jego ideał sięgnąłby bruku, po drugie szybko by odkrył, że jego wyobrażenie o
      pannie Łęckiej nijak się ma do rzeczywistości. W dodatku on chyba, jak ktoś już
      pisał, był z tych, którzy wola gonić króliczka...
      Czyli w rezultacie albo by się męczył, albo by sfingował samobójstwo i wyjechał
      do Geista, zostawiając żonie pewien kapitał.
      • mmk9 Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 15.01.09, 09:30
        Stanowczo protestuję przeciwko porownywaniu pani Barbary do panny
        Izabeli. Pani Barbara była kobietą o szerokich horyzontach, ceniącą
        wyksztalcenie . Nie fascynowała się trzeciorzędnymi
        wloskimi "artystami", nie uprawiała dobroczynności na pokaz.
        Potrafiła żyć w trudnych warunkach, prawie w biedzie. Owszem,
        mlodzieńczy zawod miłosny zaciążyl na jej życiu, troche bujala w
        oblokach, ale przy calej niezdolności do pokochania Bogumila i
        wszystkich narzekaniach na "schlopienie" zawsze go wysoko ceniła.
        Choć za mlodu do tego nieprzygotowana dzielnie dreptała po
        kurnikach, chlewikach, ogrodkach, pilnując całego kobiecego
        gospodarstwa, co nie bylo proste.
        Izabela mogłaby sie w jej sytuacji zachowywać najwyzej jak pani
        Emilia Korczyńska - żądac i mieć pretensje, albo jak Mecia, matka
        Anielki uciec w chorobę.
        Wokulski a Niechcic ? Bogumil kochal Barbarę bezwarunkowo, z jej
        wszystkimi słabościami, ktore znal lepiej niz ona sama. Wokulski,
        jak ktoś dawno slusznie zauważył - wlasne wyobrażenie o Izabeli,
        trochę tak jak pani Barbara Toliboskiego. Niczego by więc cierpliwie
        nie znosił i nie czekal na odmianę humorow. Prasnąłby to wszystko
        wlaśnie tak jak zrobil. Farewell.

        • anutek115 Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 17.01.09, 21:51
          O, zgadzam sie w całej rozciągłości!!! To co prawda nie to forum i nie ta
          powieść, ale jednak napomknę, że z wiekiem coraz bardziej cenię i szanuję (a
          także coraz bardziej współczuję) Barbarę Niechcicową - jaka to niewiarygodnie
          dzielna kobieta! Zwłaszcza, gdy serial oglądam, serce mi się za każdym razem
          sciska coraz boleśniej, gdy ją widzę - z tymi wszystkimi marzeniami, z tym
          Toliboskim i nenufarami w tle, zajmującą sie kurami i inną żywiną, zmieniającą
          bez słowa sprzeciwu (no dobra, z kilkoma słowami, ale jednak lojalnie podążającą
          za tym swoim Bogumiłem) kolejne "odchowane" folwarki i zaczynającą wszystko od
          nowa. O, ja bym tak nie potrafiła (a daleko mi do mimozy), a co dopiero panna
          Łęcka! Już ona by nigdy nie pozwoliła Wokulskiemu zapomnieć, jakie go szczęście
          spotkało, że mógł ją i jej tatusia od bankructwa ocalić. Na widok takiego,
          powiedzmy, Kalińca globus gigant gwarantowany, porównanie z Emilią Korczyńską
          moim zdaniem niezwykle trafne - po prostu widzę Izabellę leżącą na szlezlongu i
          omdlewającym głosem proszącą o przeczytanie kolejnej strony pamiętnika jakiejś
          markizy "Ach, tak żyć! Kochać! Ach, tam nawet ja mogłbym być zdrową!".
          Z tym, że Wokulski nie Niechcic i nie Korczyński, żadnego pochylania się nad
          nastrojami i globusami by nie było, stawiam raczej na "alternatywną" rodzinę
          (przez co rozumiem utrzymywanie kochanki, ale nie tyu "fiu bżdziu i koronki",
          tylko "stworzę ci, mój Stachu, spokojny dom, gdzie będziesz mógł się chronic
          przed globusami małżonki").
              • jadwiga1350 Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 18.01.09, 13:30
                Pewnie że tak.

                Jeśli chodzi o poruszoną wyżej kwestię pani Barbary, to muszę
                napisać, że ja do niej sympatii nigdy nie żywiłam, a jeśli mi kogoś
                szkoda to Bogumiła.Natomiast jego żona często mnie irytuje. Barbara
                jest uczciwa i pracowita, to fakt. Ale nie wydaje się mi żeby w
                codziennym pożyciu była ona kimś milszym i bardziej interesującym od
                takiej Emilii Korczyńskiej, Emmy Bovary, czy Izy Łęckiej.
                Ta kobieta przecież ciągle na wszystko narzeka i nic jej nie pasuje.
                Bogumił to dla niej prostak, choć oboje pochodzą z tej samej warstwy
                i oboje nie mają majątku. Ale nie, Barbara to delikatna pani
                stworzona do wyższych celów, a Bogumił to prostak. Niechcicowa
                przywiązana jest do męża, ale nie ceni go, ani nie szanuje. Nie
                liczy się z uczuciami Bogumiła, co szczególnie widać po śmierci
                Piotrusia. Mąż ja powinien wielbić i kochać, ale ona może rzucić mu
                prosto w twarz,że kocha innego. Związek Niechciców opiera się na
                tym, że Bogumił daje, a Barbara godzi się łaskawie brać.

                Mieszkając w Krępie Barbara na wszystko narzeka. Kiedy
                przeprowadzają się do Serbinowa to Krępa okazuje się wspaniałym
                miejscem, a w Serbinowie tylko błoto i błoto. Basi nie podoba
                sięwiejskie życie. Ale kiedy zamieszkuje w Kalińcu też jest
                niezadowolona. Wtedy znów wieś wydaje się jej wspaniałym miejscem do
                zamieszkania.
                Niechcicowa jest pracowita, troszczy się o dom i gospodarstwo, ale
                jednocześnie bardzo na wszystko narzeka. Nie opuszcza rąk, umie
                walczyć z biedą.Ale kiedy jako narzecona Bogumiła przyjeżdzą do jego
                domu z góry patrzy na panującą tam nędzę. Choć jako wielka patriotka
                powinna okazać zrozumienie. To przez udział w powstaniu Bogumił wraz
                z matką i wujem żyją w takich, a nie innych warunkach.

                Barbara jest fizycznie wierna swojemu mężowi, ale ciągle rozmyśla o
                Toliboskim. Wydaje się jej że przy nim byłaby szczęśliwa i spełniona.
                Podobnie jak Korczyńskiej wydaje się że byłaby szczęśliwa na dworze
                Ludwika XIV.

                Barbara też ma w swoim życiu okres kiedy ciągle choruje. Nie ma
                wprawdzie globusa, ale dostaje raka w 3 różnych miejscach. I całymi
                dniami dręczy Bogumiła:
                -zlituj się, dzieci na prostaków nie wychowuj!
                -nie, nie wychowam ich na prostaków.
                -a widzisz, doktor powiedział ci, że umrę!
                A już najbardziej irytuje mnie stosunek Barbary do Tomaszka. Po
                rostu globusa dostaję gdy o tym czytam.
                • soova Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 18.01.09, 13:57
                  Jadwigo, podpisuję się pod całością Twojej wypowiedzi.

                  A jednocześnie składam hołd pisarstwu Dąbrowskiej - stworzyć tak doskonale scharakteryzowaną i psychologicznie "domkniętą" postać i osadzić ją w fikcyjnej rzeczywistości ;), to jest dopiero sztuka!

                  Pamiętam, że kiedyś oglądałam w TV serial. Kolega-współlokator, który akurat był w pokoju, na widok Barbary zareagował: o Jezu, jak ja tej baby nienawidzę! :) Musiałam mu wtedy powiedzieć, że mimowolnie prawi w ten sposób komplement pisarce i oczywiście wspaniałej aktorce. :)
                  • anutek115 Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 18.01.09, 14:15
                    Może sobie zbiorowo załozymy jeszcze forum o "Nocach i dniach"? ;-) Bo mam
                    straszną ochotę "pokłócić" się na temat Barbary Niechcicowej, a nie jestem
                    pewna, czy powinniśmy sobie serwować taki off topic :-))).

                    Natomiast wcale nie jestem pewna, czy pani Stawska chętnie tworzyłaby
                    Wokulskiemu alternatywną rodzinę. Owszem, wydawała się bardzo zainteresowana -
                    ale jednak Wokulski był wówczas "do wzięcia". I stwarzał pozory, że jest
                    zainteresowany (poszukiwanie śladów po małżonku, co to był się zniknął, etc.).
                    Jako mąż Izabelli Ł. Wokulski jest poza zasięgiem. I to nawet jeszcze gorzej, bo
                    mógł się ożenić z panią Stawską, a wybrał kogos innego, czyli ona, jako ta
                    kochanka, robiłaby ewidentnie za nagrodę pocieszenia... Naprawdę wątpię, czy by
                    tego chciała.
                    • soova Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 18.01.09, 14:29
                      anutek115 napisała:

                      >Może sobie zbiorowo załozymy jeszcze forum o "Nocach i dniach"? ;-) Bo mam straszną ochotę "pokłócić" się na temat Barbary Niechcicowej, a nie jestem
                      > pewna, czy powinniśmy sobie serwować taki off topic :-))).

                      Może, korzystając z tego, że forum jest (chwilowo ;))"nierozruszane", założyć osobny wątek, a ewentualnie potem w miarę zainteresowania osobny wątek? Chętnie podyskutuję, a mam nadzieję :), że założycielka nie będzie mieć nic przeciwko wyodrębnieniu offtopiku do osobnego wątku.
                • mmk9 Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 18.01.09, 14:39
                  Bogumił kiedy powiedzial Barbarze kilka slow prawdy. O jej słabości
                  i strachu przed życiem. Była tam między innymi sugestia, ze Barbara
                  chciałaby, aby on, Bogumil, sam zaprowadzil ją do Toliboskiego. Ona
                  sie wtedy lekko przerazila, że tak to wygląda z zewnątrz. Myśle, ze
                  gdyby przeczytała to, co Ty, Jadwigo, piszesz, przyznalaby Ci rację.
                  Bo zresztą w głębi duszy wiedziala, że krzywdzi Bogumila. Barbary
                  koncentracja na sobie zmierzała do osiągniecia idealu samej siebie,
                  do sprostania zaplanowanym zadaniom, Emilia pragnęla hołdów /i
                  szlafroczkow/ bez dania z siebie czegokolwiek. Benedykt w swoich
                  codziennych kłopotach był zawsze zupełnie sam, Barbara bywala z
                  Bogumilem solidarna. Wialnia w salonie - trudno, tyfus - coz tam
                  tyfus, potrzebna zaliczka na drenację - bierz nasze pieniądze.
                  Pewnie, ze mnostwo jej można zarzucić ,ale chociaz sie starała :)No
                  i dlatego ją lubię, a z tym Tomaszkiem... cóż, miał jej zastąpić
                  Piotrusia, a że trafił się nicpoń...Dzieki zaślepionej matce nicpoń
                  z wysoką samooceną, ale czy jakiekolwiek wychowanie mogloby go
                  zmienić ? Chyba zsyłka w skrajną biedę, gdzie musiałby pracować, aby
                  przeżyć.
                    • soova Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 18.01.09, 17:39
                      Cały czas miałam wrażenie, że oni tego Tomaszka w ogóle nie wychowywali i przez to wyszło, jak wyszło. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mówimy o realiach XIX-wiecznych, gdzie na dzieci się nie chuchało i dmuchało, tak jak obecnie, ale mimo wszystko wydaje mi się, że od początku został tak jakoś puszczony samopas. Jako niemowlę w kółko płacze, bo mamka miała złe mleko, potem nie uważa na domowych lekcjach, bo jest niedobry i rozrabiaka (swoją drogą zarówno uczenie przez matkę, jak i niezrezygnowanie z panny Celiny, która się ewidentnie do nauczycielstwa nie nadawała, to niezbyt dobtre pomysły :(), nagle zaskoczenie: ojej, Matko Bosko, Tomaszek podbiera pieniądze! Bo on zły jest, i tyle. Jakoś tak od tego momentu jakby zdefiniowali, że z niego ladaco, z któego nic dobrego nie wyrośnie i położyli na nim kreskę. Na dodatek Barbara w tej właśnie sprawie, w której powinna mieć pomoc męża, oparcia w Bogumile nie ma żadnego, bo on syna dostrzega dopiero wtedy, gdy mleko naprawdę się rozlało, tzn. gdy wybryki Tomaszka przekroczyły już granice rozsądku. Wiem, że piszę to rozumując w kategoriach współczesnych, kiedy to od ojca oczekuje się znacznie większego uczestnictwa w wychowywaniu dzieci, niż w czasach powieści, ale odkąd ją przeczytałam, w sprawie Tomaszka mam takie zdanie.

                      -
                      • jadwiga1350 Re: Gdyby Wokulski ożenil sie z Łęcką 18.01.09, 18:53
                        Mnie się natomiast wydaje że tego chuchania i dmuchania ze strony
                        pani Barbary było za dużo.I dlatego Tomaszek wyrósł na takie ladaco.
                        Tomaszek bardzo wcześnie zaczął wykazywać złe skłonności, ale matka
                        od początku stawiała go na piedestale i nie pozwalała ojcu karać.

                        Tomaszek kradł pieniądze? No bo ma dobre serce, chciał chłopakom
                        kupić pierników.
                        Kłamie? Bo nikomu nie ufa.
                        Upił się na weselu w czworakach? Bo ciemni chłopi go zdeprawowali.
                        Zadań nie chce rozwiązywać? Bo ma zmysł kytyczny.

                        To Bogumił przejmuje się Tomaszkiem i jego złymi skłonnościami.
                        Natomiast Barbara robi wszystko żeby syna usprawiedliwić i wybielić.
                        Posuwa się nawet do stwierdzenia, że syn odziedziczył zły charakter
                        po mamce. Choć chyba jako kobieta wykształcona nie wierzy w takie
                        teorie.
                        A szczytem wszystkiego jest to zdarzenie kiedy Tomaszek kradnie
                        kapelusz swego kuzyna Bodzia. A Barbara w rozmowie z mężem jeszcze
                        to chwali, no bo ten Bodzio taki nieprzyjemny, sama chętnie by mu co
                        na złość zrobiła itp. Oburzająca jest taka reakcja ze strony matki.
                        Tylko Bogumił pali się ze wstydu i martwi jak oni będą przed
                        Ostrzeńskimi wyglądać. Kiedy Bogumił chce ukarać Tomaszka, to
                        Barbara naskakuje na niego, że to tak po chamsku, siłą. A ja myślę
                        że porządne lanie nie zaszkodziłoby Tomaszkowi.
                        Rzeczywiście, dzieci Niechciców puszczone są samopas.Zwłaszcza w
                        porównaniu z tym jak rodzice zajmowali się pierworodnym Piotrusiem.
                        Ale taka Agnisia wychowywana w tych samych warunkach jest zupełnie
                        inna.
                        W XIXw w warstwie ziemiańskiej czy inteligenckiej chuchało sie i
                        dmuchało na dzieci więcej niż dzisiaj. Taki Zygmunt Korczyński będąc
                        już sporym chłopakiem był prowadzony na spacerze przez guwernera za
                        rękę. A matka dbała żeby czasem czegoś niestosownego nie zobaczył i
                        nie sprościał. No i wyrósł na wiecznie niezadowolonego bufona.
                        A natomiast Witold Korczyński, który nie był trzymany pod kloszem
                        tryska energią i dobrym samopoczuciem. Co innego jego siostra
                        Leonia, dziewczyna może tylko spacerować po ogrodzie, lub siedzieć w
                        pokoju matki. Na wesele do Bohatyrowicz już jej nie wolno iść żeby
                        sobie czasem układu nie popsuła.
                        • soova OT: Noce i dnie ;) 18.01.09, 19:35
                          jadwiga1350 napisała:

                          > Mnie się natomiast wydaje że tego chuchania i dmuchania ze strony
                          > pani Barbary było za dużo.I dlatego Tomaszek wyrósł na takie ladaco.
                          > Tomaszek bardzo wcześnie zaczął wykazywać złe skłonności, ale matka
                          > od początku stawiała go na piedestale i nie pozwalała ojcu karać.
                          >
                          > Tomaszek kradł pieniądze? No bo ma dobre serce, chciał chłopakom
                          > kupić pierników.
                          > Kłamie? Bo nikomu nie ufa.
                          > Upił się na weselu w czworakach? Bo ciemni chłopi go zdeprawowali.
                          > Zadań nie chce rozwiązywać? Bo ma zmysł kytyczny.

                          > To Bogumił przejmuje się Tomaszkiem i jego złymi skłonnościami.

                          Masz rację, ale zauważ, że Bogumił wcale nie wkracza, gdy widzi, że matka do tego stopnia stawia syna na piedestale, że gdy zdaje sobie on z tego sprawę, natychmiast zaczyna swoją uprzywilejowaną pozycję wykorzystywać. Ojciec nie reaguje - może dlatego, że po prostu nie widzi? Bogumił praktycznie cały dzień pracuje poza domem, jak nie na polach, to w swoim kantorze, więc też i nie ma za często okazji, żeby w ciągu dnia widywać się z rodziną i dostrzec, co się święci.

                          >Choć chyba jako kobieta wykształcona nie wierzy w takie teorie.

                          Może i nie wierzy, ale dopuszcza "zamawianie" dziecka przez Kolanichę.


                          > Tylko Bogumił pali się ze wstydu i martwi jak oni będą przed
                          > Ostrzeńskimi wyglądać. Kiedy Bogumił chce ukarać Tomaszka, to
                          > Barbara naskakuje na niego, że to tak po chamsku, siłą. A ja myślę
                          > że porządne lanie nie zaszkodziłoby Tomaszkowi.

                          Chyba nie w tej sytuacji. Problem ze złodziejstwem Tomaszka nie polega na tym, że ojciec nie mógł mu przyłożyć post factum, żeby zapobiec dalszym takim incydentom w przyszości, a raczej, że chłopak praktycznie nie otrzymywał ze strony rodziców żadnych sygnałów i wskazówek w sprawie właściwości czy niewłaściwości swojego zachowania. A to rodzice byli osobami, na których ciążył ten obowiązek. Tymczasem przy sobie miał rozchwianą emocjonalnie matkę, która z jednej strony chciała mieć w jego osobie kopię zmarłego pierworodnego, a gdy dostrzegała, że Tomaszek jednak różni się od niego na niekorzyść, skupiała się głownie na bagatelizowaniu tego faktu, oraz praktycznie nieobecnego ojca. No to uciekał od matczynych histerii i sióstr (trudno przecież, żeby bawił się z dziewczynami) w towarzystwo, które niekoniecznie było mu dobrym wzorem.


                          > Rzeczywiście, dzieci Niechciców puszczone są samopas.Zwłaszcza w
                          > porównaniu z tym jak rodzice zajmowali się pierworodnym Piotrusiem.
                          > Ale taka Agnisia wychowywana w tych samych warunkach jest zupełnie
                          > inna.
                          > W XIXw w warstwie ziemiańskiej czy inteligenckiej chuchało sie i
                          > dmuchało na dzieci więcej niż dzisiaj. Taki Zygmunt Korczyński będąc
                          > już sporym chłopakiem był prowadzony na spacerze przez guwernera za
                          > rękę. A matka dbała żeby czasem czegoś niestosownego nie zobaczył i
                          > nie sprościał. No i wyrósł na wiecznie niezadowolonego bufona.
                          > A natomiast Witold Korczyński, który nie był trzymany pod kloszem
                          > tryska energią i dobrym samopoczuciem.

                          Zygmunt był wyjątkiem, to Witold był regułą, jeśli można tak powiedzieć. Tak się właśnie wychowywali chłopcy w ziemia nskich rodzinach, bardzo pięknie pisze o tym choćby Wańkowicz w "Szczenięcych latach". Agnisia natomiast jest równie opuszczonym dzieckiem, jak Tomaszek, i tylko własna inteligencja ratuje ją przed losem panny ze zubożałej ziemiańskiej rodziny, jaki stał się chocby udziałem jej własnej siostry. Rodzice intelektualnych zainteresowań i zdolności Agnieszki nnie tyle nie stymulują, ile w ogóle nie zauważają. Trduno zatem zgodzić się z twierdzeniem, że w XIX wieku chuchało się i dmuchało na dzieci o wiele bardziej niż teraz.

                          >Co innego jego siostra
                          > Leonia, dziewczyna może tylko spacerować po ogrodzie, lub siedzieć w
                          > pokoju matki. Na wesele do Bohatyrowicz już jej nie wolno iść żeby
                          > sobie czasem układu nie popsuła.

                          Jakiego układu? Tanecznego? :)
                            • soova Re: OT: Noce i dnie ;) 18.01.09, 21:22
                              kadrel napisała:

                              > Chciałam założyć forum nt Nocy i Dni ale się chyba nie da jeszcze
                              > jednego. Niech któraś z Was założy. Chętnie się poudzielam.

                              A da się np. rozszerzyć tytuł tego forum o dopisek "i inne powieści z akcją w XIX wieku"? :) Bo tak też byłoby wygodnie.
                          • mmk9 Re: OT: Noce i dnie ;) 19.01.09, 09:19
                            -Jakiego układu? Tanecznego? :)
                            hehe, nie śmiej sie, to są słowa matki Leonii. Uklad znaczy
                            tu "ułożenie", a obawy są niebezpodstawne. bo jakby tak Leonia
                            zaczeła naśladować Alżusię z jej nieskrępowaną radością życia...

                          • jadwiga1350 Re: OT: Noce i dnie ;) 19.01.09, 23:21
                            Tomaszek gdy zaczął podbierać pieniądze był małym dzieckiem. Chyba
                            więcej niż 8 lat nie miał. Takiemu dziecku jeszcze można wytłumaczyć
                            niewłaściwość kradzieży, przekonać że to jest złe. A jeśli nie
                            pomogłyby tłumaczenia to obawa przed karą na pewno działałaby
                            hamująca. Tomaszek rozpuszcza się coraz bardziej , bo czuje że
                            wszystko mu wolno. Za nic nie spotyka go najmniejsza przykrość ani
                            kara. Bogumił być może nie uczestniczył w wychowaniu syna, ale dla
                            niego wybryki Tomaszka są powodem do wstydu i do zmartwienia. Może
                            późno, może w niewłaściwy sposób, ale chce reagować. To Barbara
                            bagatelizuje sprawę i uważa że wszyscy uwzieli się na Tomaszka. A
                            być może jakaś kara mogłaby podziałać na Tomaszka otrzeźwiającą. Ale
                            tego wszystkiego nie ma. Jest tylko zamiatanie śmieci pod dywan. Jak
                            bardzo to wszystko Bogumiła bolało i dręczyło może świadczyć ta
                            scena, kiedy na łożu smierci, w maglinie, pyta czy Tomaszek oddał
                            pieniądze.

                            Myślę że w XIXw chuchało się i dmuchało w trochę inny sposób niż my
                            to teraz rozumiemy. Chodziło głównie o to, żeby dziecko niczego
                            niestosownego nie widziało, niczego niestosownego nie słyszało,
                            niebywało w niestosownym towarzystwie, czy nie zawarło małżeństwa z
                            niestosowną osobą.
                            • meduza7 Re: OT: Noce i dnie ;) 20.01.09, 10:01
                              Tu mi się kojarzy jakieś opowiadanie, bodajże Zapolskiej, o pannie z takiego
                              właśnie "dobrego" choć mocno zubożałego mieszczańskiego domu. Bohaterka przed
                              zamążpójściem była chowana totalnie pod kloszem, miała tylko ładnie wyglądać,
                              brzdąkać na fortepianie i trochę parlać po francusku. Po czym zostaje wydana za
                              mąż i wrzucona na głęboką wodę - ma prowadzić dom, nie mając do tego
                              najmniejszego nawet przygotowania. Zostaje kompletnie bez pomocy, nie umie nic,
                              nie potrafi gospodarować wydatkami, nigdy do tej pory nie miała w ręku żywej
                              gotówki i nie ma bladego pojęcia, czy suma, jaką mąż daje jej na miesiąc jest
                              wystarczająca, czy może żałośnie za mała. Zdaje się więc we wszystkim na
                              służącą, a ta oczywiście wykorzystuje sytuację, oszukując ją na potęgę. No i tak
                              to się toczy dość beznadziejnie...
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka