Dodaj do ulubionych

ułożone życie męża i moje nieułożone..

20.09.14, 16:44
Wstaje rano o 6, robi nam jedynie herbatę, budzi mnie i dzieci i idzie do pracy. Wraca z pracy po 15stej, zjada podany mu obiad, porozmawia nieco z dziećmi i na 16 wyskakuje do drugiej pracy. Wraca ok. 20-21 i jest zmęczony. Wykąpie się i pada przed komputerem, czasami obejrzy ze mną jakiś film. I wtedy przychodzi taka sobota a on wyskakuje na rower na pół dnia co najmniej. Czasami w niedzielę też. Do niedawna robiliśmy to razem, ale po ostatniej mojej kontuzji rzadziej mam siłę na taką jazdę jak przedtem, teraz jestem mu trochę jak kula u nogi, więc zrezygnowałam z wyjazdów z nim.

I jakoś mu trochę zazdroszczę, nie zazdroszczę mu takiego nawału pracy, ale tego, że w sumie to ma strasznie mało na głowie i on mi się dziwi, że ja jestem zestresowana, nerwowa i często nie umiem wyluzować. Obecnie jestem jeszcze bezrobotna, więc mój dzień zaczyna się tak, że wstaję budzona przez męża o 6:30 i ogarniam dzieciaki by się ubrały, zjadły śniadanie, które JA im robię, robię też śniadania do szkoły, uzupełniam bidony, pilnuję by zabrały stroje sportowe i szkolne wszelkiej maści, wszelkie przybory, łapiąc śmieci segregowalne wyskakujemy z chaty, chwytając jeszcze to co ew. który zapomniał zabrać do szkoły i prowadzę ich na lekcje. Opłacam w szkole wszelkie teatry i inne dodatki, jakie w danej chwili wymyślą, ew. rozmówię się z paniami nauczycielkami w sprawach dzieci. A potem mam czas: na np. rower, śniadanie, drzemkę, sprzątanie, pranie, układanie, wycieranie, ew. na kawę z koleżanką, zakupy, bieganie za przyborami szkolnymi, które co najmniej raz w tygodniu trzeba coś dokupić. Potem biegnę po dzieci, robię obiad jednocześnie robiąc z bąkami (sztuk nie rzadko 4ry, bo jeszcze kuzynki) lekcje, wysłuchuję czytanek zadanych przy mieszaniu zupy/sosu/sałatki po 5-8 razy przez każde, pilnuję czytania lektur, sprawdzam lekcje odrobione, zasądzam poprawki. Potem siadamy z tatuniem do obiadu, ew. biegniemy już na kolejne zajęcia. Odbieram z zajęć w międzyczasie sprzątając, myjąc naczynia lub inne syfiaste zajęcia, bo chata przy takim tabunie dzieciaków brudna robi się w 5 minut max 20. Non stop gary, non stop wszystko w pokojach porozwalane, non stop piach z butów, non stop jakieś pranie.. i jeszcze z dziećmi czasem trzeba gdzieś wyjść, urozmaicić im ten czas walny, a to na rower, a to na boisko, na spacer itp., wracamy pakujemy się do szkoły, kąpiemy, kolacja, targowanie się z nimi przez pół dnia, dlaczego warto zrobić to i owo, dlaczego nie będziemy teraz oglądać bajki/grać/robić ciastek/i innych pierdół, dlaczego teraz lekcje, dlaczego teraz lekturę czytamy, dlaczego tak dużo! (2-3 strony!!) i nareszcie do łóżek, witamy strudzonego tatę. Potem idę pobiegać, wkurw..iona na świat, kąpię się i zalegam tam gdzie jeszcze jest wolne miejsce! obiecując sobie, że jutro poskładam to pranie... jestem utyrana. W niedzielę dodatkowo biegam z nimi do kościoła, bo jedno musi ze względu na obchodzoną rocznicę komunii, a pozostałe już mają przygotowania do I komunii św. i spotkania w związku z tym, również zaliczam ja (bo mój mąż niewierzący od kościoła trzyma się na dystans), zebrania wszelakie też.. Ciągle chce mi się spać, ciągle sprzątam i ciągle mam bałagan, wstydzę się ludzi zapraszać do chaty, ciągle mam coś do zrobienia, a to na pocztę bo coś tam, a to do urzędu w sprawie poszukiwań pracy, a to rozmowy kwalifikacyjne, a to jakieś inne papiery i sprawunki, a jeszcze ew. wypadki losowe jakiś dziadek w szpitalu, wykopki u mamy, podwieźć ciocię/sąsiadkę gdzieś, zrobić ew. przetwory, opłacanie rachunków, bieganie po sklepach bo tu taniej to a tam to, w tym dostanę to, ale już nie dostanę tamtego, więc idę do następnego. Okna córce umyłam wreszcie po 1,5 roku...

I jakoś nie mogę nie czuć smutku, że mąż znów wypadł sobie na rower, na który ja nie mam siły już, zostając w domu samej przy sprzątaniu!! I niby mam w tygodniu czas na rower i inne przyjemności i czas na odpoczynek, a jednocześnie mam na głowie tyle problemów logistycznych okołodzieciowych i innych, że jestem przeciążona, bo wszystko, kompletnie wszystko spadło na moją głowę, bo mąż jest nieobecny. A od 1 października prawdopodobnie dojdzie jeszcze do tego wszystkiego moja praca od 7:30 do 15:30, więc mężowi przybędzie jedynie odbiór dzieci ze szkoły i zawiezienie ich 2x w tygodniu na zajęcia dodatkowe na 15:30, a ja będę biec z ostatnim na 16 na jego piłkę nożną.

Mamy taki podział w domu dodatkowo, że śmieci niesegregowalne wynosi mąż, a my resztę (bo pojemniki w różnych kierunkach są) a tymczasem on nawet i to zapomina, albo tak późno z domu wyskakuje, że już nie ma czasu. No i jak mam mu zabronić tego wypadu, skoro to właściwie jego jedyny czas wolny... tylko, że to powoli zaczyna wyglądać tak, że ja z dziećmi żyjemy sobie sami a on gdzieś obok w sumie prawie bez trosk.. i to wszystko oczywiście była wina Tuska, a teraz go nie ma, więc kto teraz będzie winny?? wink

P.S. Z niecierpliwością czekam aż dzieci podrosną i zastąpią zmywarkę której nie mam wink i podzielimy się obowiązkami big_grin
Obserwuj wątek
                    • rudka-a Re: ułożone życie męża i moje nieułożone.. 21.09.14, 12:15
                      > A potem mam czas: na np. rower, śniadanie, drzemkę, sprzątanie, pranie, układanie, wycieranie, ew. na kawę z koleżanką, zakupy, bieganie za przyborami szkolnymi, które co najmniej raz w tygodniu trzeba coś dokupić.

                      Jednak tez jeździ smile)))))))))))
                      doczytaj....i jeszcze moze sobie strzelić drzemkę i chlapnąć kawę z koleżanka smile)
                      az tak nie jest źle....troche szwankuje organizacja u Anny smile)
                        • darima_ka Re: ułożone życie męża i moje nieułożone.. 21.09.14, 12:50
                          super.halusia napisała:

                          > czyli nie ma co narzekać,cieszyć się tym, co się ma

                          Może gdyby poszła autorka wątku do pracy ,to zmusiło by ją do lepszej organizacji,
                          wszyscy pracujemy,mamy dzieci i dom,nikt za nas nie zrobi porządków,można w większym stopniu zaangażować dzieci do prac domowych.
                          Może wtedy maż nie musiałby pracować aż tyle i miałby więcej czasu i sił dla rodziny.
                          • super.halusia Re: ułożone życie męża i moje nieułożone.. 21.09.14, 13:08
                            darima_ka napisała:

                            > super.halusia napisała:
                            >
                            > > czyli nie ma co narzekać,cieszyć się tym, co się ma
                            >
                            > Może gdyby poszła autorka wątku do pracy ,to zmusiło by ją do lepszej organizac
                            > ji,
                            > wszyscy pracujemy,mamy dzieci i dom,nikt za nas nie zrobi porządków,można w wię
                            > kszym stopniu zaangażować dzieci do prac domowych.
                            > Może wtedy maż nie musiałby pracować aż tyle i miałby więcej czasu i sił dla ro
                            > dziny.
                            > 200% racji
                      • darima_ka Re: ułożone życie męża i moje nieułożone.. 21.09.14, 12:46
                        Też sądzę ,że organizacja trochę szwankuje.
                        Ja jestem sama z dzieckiem i psem,mogę co prawda liczyć na pomoc mamy,
                        ale ta może mi pomagać ,ale nie musi.
                        Pracuję odprowadzałam dziecko do szkoły,na zajęcia,odbierałam,pies wymaga długich spacerów,
                        bo to nie jego wina ,ze takiego wybrałam.
                        Też nie miewałam czasu na rower,teraz kiedy synek jest na tyle samodzielny,że wszędzie pójdzie sam ,mam czas na rower,a mój pies jest przeszczęśliwy kiedy może biec obok roweru.
                        Nie powiem ,ze nie miewałam dołów,ale przecież sama wybrałam takie życie.
                        Każdy z nas dokonuje wyborów lepszych ,czasem gorszych.
                        Dzieci urosną wiele problemów odpadnie,trzeba pozytywniej myśleć.
                        • rudka-a Re: ułożone życie męża i moje nieułożone.. 21.09.14, 13:39
                          Może to brutalnie zabrzmi...ale ale dzieci mozna nauczyc sprzatać po sobie...nie mówię o zmywaniu, lecz składaniu zabawek zeszytów etc....
                          wiem, ze czasem wypadnie coś, co nie było w planie....wiec odbierajac dziecko z....wstepuje na pocztę....
                          autorka watku sprzata, ale jednak "obcym wstep wzbroniony, bo jest bałagan"...
                          jak napisałam wczesniej...zapanował chaos....którego Anna nie potrafi całkowicie opanować ...
                          >Okna córce umyłam wreszcie po 1,5 roku...

                          niestety....jesteś bałaganiara na równi z dziećmi smile))

                          nie wiem, czy to dobry pomysł, żebys poszła do pracy...bo wtedy juz całkowicie nie da sie wejść do domu..nie pracując słabo sobie radzisz....
                          smile
                            • rudka-a Re: ułożone życie męża i moje nieułożone.. 21.09.14, 15:53
                              Trudno, żeby mąż pracując na dwa etaty mył gary i stał przy desce do prasowania....
                              i jeszcze jedna sprawa...
                              rozumiem, że dzieci pakują sie do szkoły przed samym wyjściem (" pilnuję by zabrały stroje sportowe i szkolne wszelkiej maści, wszelkie przybory,..")

                              pod koniec wątku piszesz

                              " wracamy pakujemy się do szkoły,"

                              skoro spakowane, to po jasna cholere to ranne szaleństwo..spokojniej sie tego nie da?

                              podsumowując cały ten rozgardiasz...
                              nie umiesz sobie zorganizować dnia, masz pretensje, żale..ale powinnaś miec je tylko do siebie...zorganizuj sobie dzień, dopilnuj, a wcześniej naucz dzieci, by po sobie sprzatały, bo tak zasadniczo kręcisz się jak kamyk w betoniarce, zahukana, zagubiona..
                              niby sprzatasz, a jest bajzel.....tymi brudnymi oknami, to naprawde mnie zaskoczyłaś...
                              niestety musze dac upust mojej ironii......pójdziesz do pracy, to okna bedziesz myć raz na 3 lata.....
                              • anna_sla Re: ułożone życie męża i moje nieułożone.. 22.09.14, 09:52
                                bo oprócz książek w plecaku często muszą zabierać dodatkowe rzeczy: szkolny mundurek, strój gimnastyczny, strój na basen, strój specjalny na jakiś apel, modele wykonane i inne prace, dodatkowe przybory i inne rzeczy JUŻ SPAKOWANE w dodatkowe torby, ale o tych torbach jeszcze musimy pamiętać by zabrać. Wioząc piątkę dzieci do szkoły, z których każde ma założyć mundurek (pada hasło ubrac mundurki, trójka może posłucha od razu, dwójka niekoniecznie), zabrać jakiś worek ze strojem, jakąś torbę z kasztanami, blokami, itd., które niekoniecznie leżą w przedpokoju wielkości 1x1,5m to wierz mi, że bywa, że dopiero w aucie odkrywam jak robię kolejne sprawdzenie ekwipunku, że ktoś czegoś nie zabrał.. Powtarzam, to nie jest jedno dziecko do wyprawienia, to jest 4-5 i jeszcze siebie musisz zdążyć uczesać, ubrać, wyjść do ludzi. Bywa, że co rzekomo gotowi wyjdą z domu czekając pod autem już a ja nie zdążę oblukać go czy wszystko ma.
                          • anna_sla hehe rudka-a.. i inni 22.09.14, 09:36
                            > nie wiem, czy to dobry pomysł, żebys poszła do pracy...bo wtedy juz całkowicie
                            > nie da sie wejść do domu..nie pracując słabo sobie radzisz

                            a myślisz, że skąd ten bałagan w domu?? big_grin Jestem bezrobotna dopiero od miesiąca z kawałkiem. Wcześniej pracowałam i to w durnych godzinach 10-18, 11-19, najczęściej 12-20-21, 13/14-22 + dojazd i powrót z pracy. Nie mogłam sobie poradzić z codziennością, ciągle chodziłam jak zombie, w pracy bywało, że omdlewałam ze zmęczenia. Dlatego ją rzuciłam. A jeszcze wcześniej pracowałam w domu i dom był czysty tylko zabawki wszędzie rozrzucone tongue_out, bo to była praca z dziećmi w grupie wiekowo żłobkowo-przedszkolnej, sztuk 6-8. Chciałam wrócić do pracy zawodowej gdy moje własne dzieci podrosły i rozwiązałam grupę żłobkowo-przedszkolną, ale znalezienie pracy okazało się trudnym wyzwaniem tu, dlatego mąż zaczął pracować na dwa etaty bo w długi wpadliśmy. Nim znalazłam lepiej płatną pracę kilka miesięcy minęło, a teraz musiałam ją rzucić z powodów wyżej wymienionych.

                            I tak, organizacja mi trochę szwankuje, stałam się trochę leniuchem, bo jak myję naczynia przez godzinę to mnie już szlag trafia i rzucam to. Idę robić coś innego, wracam do nich później albo następnego dnia, ale wtedy dalej się zbiera. Nie jestem już w stanie jak kiedyś spędzać całego dnia wyłącznie na sprzątaniu, robieniu lekcji, praniu itp. bo mnie krew zalewa. Muszę, bo się uduszę big_grin. Wczoraj spędziłam przy garach 1,5 godziny i na wieczór córka przyniosła mi stos różnych naczyń: deski, wałki, miski, blachę do ciasta, kubki, bo robiła masę solną z koleżankami (które wpadły do niej na 2 godzinki tylko!) i pokruszoną masę na dywanie, panelach i ociapany fotel! I oczywiście uciapane pojemniki po mące i soli.

                            Dzieci mam trójkę, przez połowę tygodnia mam również syna kuzynki w różnych godzinach włącznie z nockami (zwłaszcza np. teraz od środy będzie u nas przez tydzień minimum, bo kuzynka do szpitala idzie i często tam ląduje), więc jemu też robię pranie, gotuję, robię lekcje z nim itd. I jeszcze drugiej kuzynki syna ogarniam 3-4 razy w tygodniu z zawiezieniem odebraniem go ze szkoły, lekcje, obiad i po obiedzie zwykle jest odbierany, a czasem później. Czwórka z tych dzieci to równolatki z jednej klasy.

                            Chciałam się tylko pożalić, że zmęczona jestem.

                            A mąż, no wiecie, jak tyra od poniedziałku do piątku od rana do wieczora to w weekend cały też ma z nami tyrać, ale tym razem w domu? Odpoczynek też mu się należy, niech idzie na ten rower i idzie, a mi jest jak jest. Tak, to się kiedyś zmieni, ja znajdę tą kolejną pracę, znajdę stabilną, normalną pracę i wtedy mąż nie będzie musiał ciągnąć drugiego etatu. Póki to się nie zmieni będę narzekać, że mi ciężko big_grinbig_grin

                            P.S. Mężuś stwierdził ostatnio, że lepiej jak jestem w domu, bo ten dom wreszcie zaczyna jakoś wyglądać i prosperować. Pracując w godzinach takich jak wyżej podałam i do tego 5 dni weekendowych to niestety, ale dzieci przestały dbać o cokolwiek, bo kto ich miał przycisnąć, jak wiecznie u cioć siedzieli? To co im rano powiedziałam przed szkołą i tak nie dotrzymywali, mąż wracając z nimi ok. 21 nie gonił ich już do sprzątania tylko do łóżek. Ja wracając o 21:30-23 zastawałam dzieci śpiące... i bałagan. Raz jedyny zrobiłam im nalot po 22, zwaliłam z łóżek i kazałam posprzątać po sobie, bo kolejny raz nie posłuchali tego o co ich rano prosiłam (bo widywałam ich głównie rano przed szkołą)... i sorry, ale ktoś kto ma jedno czy dwójkę dzieci nie zrozumie tego co się dzieje z domem przy trójce i więcej dzieci. Na wakacjach przez 2 tygodnie miałam w domu tylko dwójkę dzieci... to była bajka dla mnie!

                            No to tyle z mojego życia, wystarczy szczegółów wink... Pokrzyczycie jeszcze na mnie trochę czy jednak choć skrawek słowa zrozumienia dostanę? wink Miłego dnia życzę smile
                            • leziox Re: hehe rudka-a.. i inni 22.09.14, 10:39
                              A dla mnie z daleka wyglada to na jakis niekonczacy sie koszmar, z ktorego ani wyjscia ani sposobu na zrobienie z czyms nie widac.
                              Kazdy sobie uklada zycie jak umie, tylko róznie to wychodzi.
                              Czy tylko mam takie wrazenie, czy kiedys po prostu mniej sie mowilo, a wiecej robilo, po kolei odhaczajac kolejne rzeczy do zrobienia?
                              I czy ktos powiedzial ze jak beda dzieci to bedzie latwo?
                              • anna_sla Re: hehe rudka-a.. i inni 22.09.14, 11:39
                                > Kazdy sobie uklada zycie jak umie, tylko róznie to wychodzi.

                                różnie się układa.. ja nie wiedziałam, że się rozchoruję i przy tym będę mieć problemy z zajściem w ciążę, myślałam, że mam czas, ale jak się udało podleczyć lekarz powiedział płodzić teraz albo wcale, a potem szybko trzeba było robić drugie, bo potem to już mogło się nie udać. Nie myślałam o drugim. A drugie wyszły bliźniaki. Nikt nie planował, kto to mógł wiedzieć.. no w sumie lekarz ostrzegał, ale za pierwszym razem się nie zdublowało, więc człowiek taki naiwny "za drugim razem może też się nie zdubluje".. no i wyszło.. a teraz zarób!! Ciąże, a już bliźniaki podcięły mi zawodowe skrzydła, usiadłam w domu na ponad 10 lat, podczas których zawodowo topniałam i przestałam istnieć, bo praca na czarno się nie liczy. Przychodzi jednak taki czas, że należy wrócić na rynek pracy legalnej i tu no niestety...

                                > Czy tylko mam takie wrazenie, czy kiedys po prostu mniej sie mowilo, a wiecej r
                                > obilo, po kolei odhaczajac kolejne rzeczy do zrobienia?

                                a czy kiedyś mówiło się o hobby? Czy moja mama czytywała książki? Czy moja mama jeździła sobie rekreacyjnie rowerem? Pamiętam jak płakała, że nie ma kiedy malować obrazów. Non stop od rana do wieczora pracowała dookoła nas i nie mając czasu na zajmowanie się nami, na zwykłe rozmowy. Jak chciałam z nią porozmawiać jak matka z córką to siadywałam z nią w jej chwili relaksu przy jej papierosie i kawie, to był jedyny czas jaki mogłam uszczknąć dla siebie. Wyobrażam sobie jak to musiało ją irytować. Czy kiedyś rodzice biegali z nami na jakiekolwiek dodatkowe kółka zainteresowań? One były, ale chodziło się dopiero wtedy gdy była możliwość samemu na nie dotrzeć. Kiedyś niańczyły nas sąsiadki, babcie, wujkowie, ciocie, zawsze ktoś nie pracował albo pracował w normalnych godzinach. Zadania domowe odrabiało się głównie samemu, ew. pomagało dużo starsze rodzeństwo. Teraz jak nie pomogę w zadaniach to oznacza to jedynkę lub ocenę niższą. Jeden z moich synów nagminnie kłamie, "schowałeś niepotrzebne jutro książki do szuflady?" "tak", a tymczasem wszedłszy do jego pokoju natykasz się na owe książki leżące na podłodze, "spakowany jesteś?" - "tak", a potem dzwoni do mnie nauczycielka czy mogłabym synowi książki przywieźć, bo nie zabrał, non stop takie numery robi. Teraz trudniej wychować dzieci bardziej obowiązkowym, kiedyś dzieciaki to po prostu wiedziały, a w szkole mogły oberwać wskaźnikiem do map albo linijką po łapie za zachowanie/nieprzygotowanie. Kiedyś mama nie chadzała ze mną na spacery, chodziłam sama albo z wujkiem lub dziadkiem. Teraz wujkowie "nie nadają" się za bardzo do ogarnięcia dzieci, jeszcze jedno jakoś przekuleją, dwójka sprawia im już trudność, zwłaszcza gdy nie wystarczy tylko dopilnować by się nie pozabijały. Na sąsiadki obecnie liczyć nie można, a babcie nadal pracują. Ilość aut i wariatów na drogach zmusza do prowadzania wszędzie dzieciaków do 18 roku życia big_grinbig_grinbig_grin.. a nauczyciele często nie chcą prowadzać dzieciaki ze szkoły na to czy owo i rodzic musi ich dostarczyć samodzielnie. Wiele razy zamieniałam się w pracy na zmiany by przyjść na 14 i zdążyć któreś dziecko dostarczyć na bezpłatny ze szkoły basen właśnie na 13:45. W poniedziałki synowie, we wtorki córka! Ciągle bieg, bieg, bieg, biegałam ja, biegał mąż, biegały ciocie przed pracą, po pracy, byleby z kimś te dzieci móc zostawić i pracować.. ITD. ITP.
                                • ab.priv Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 09:23
                                  Powiem krótko, mam to samo i doskonale cię rozumiem, staram się ogarnąć 3 dzieci - zawsze któreś krzyczy, kłócą się a ja na początku proszę, błagam i w końcu również krzyczę. W piątek syn spakował plecak do szkoły na poniedziałek w w niedzielę wieczorem gdy poszłam sprawdzić połowy rzeczy już w nim nie było i jak tu się nie denerwować? Niby wszystko jest już ogarnięte a tu w ostatnim momencie się okazuje ż e jednak tak nie jest. Męża również bardzo często nie ma bardzo buzo jeżdzi i ma instalacje w różnych częściach Polski a ja zostaje z gromadką sama. Pozdrawia bo długo mogłabym pisać a jestem w pracy :-} agusianiusia
                                    • rudka-a Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 16:48
                                      Wszystko, co tu zostało napisane, to ...dobre słowo...smile
                                      głaskanie kogoś, kto ma problem, to nie jest rozwiazanie....
                                      czasem trzeba pomóc wyciągnąc właściwe wnioski...
                                      nie zawsze da sie to osiągnąć pustym przytakiwaniem smile)
                                      • farma.iluzji Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 17:24
                                        nie mówię o pustym przytakiwaniu tylko o jakiejś formie zrozumienia i współczucia, a może powiedzieć jej "pierd@#$% to wszystko, rzuć męża a dzieci oddaj gdzie sobie chcesz", niektórzy uznają to za formę wyciągnięcia wniosków...
                                        • rudka-a Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 18:49
                                          farma.iluzji napisała:

                                          > nie mówię o pustym przytakiwaniu tylko o jakiejś formie zrozumienia i współczuc
                                          > ia, a może powiedzieć jej "pierd@#$% to wszystko, rzuć męża a dzieci oddaj gdzi
                                          > e sobie chcesz", niektórzy uznają to za formę wyciągnięcia wniosków...

                                          Ależ ja rozumiem i współczuję smile...nieradzenia sobie z obowiazkami smile
                                          nikt nie obiecywał, że będzie łatwo...małe dzieci - mały kłopot....
                                          dorosną też będa problemy...
                                          Chyba nie o współczucie chodziło autorce wątku. Dla własnego spokoju i lepszego samopoczucia należy cos z tym chaosem zrobić.

                                          > ia, a może powiedzieć jej "pierd@#$% to wszystko, rzuć męża a dzieci oddaj gdzi
                                          > e sobie chcesz

                                          chyba masz dzisiaj zły dzień smile)))))) wprowadzasz jakies patologiczne i niezbyt rozważne podpowiedzi....
                                          • farma.iluzji Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 20:48
                                            A dziękuję, dzień mam normalny...przeraża mnie jak łatwo wszyscy dookoła oceniają brak organizacji itp. no smutne, że tak łatwo potrafimy kogoś ocenić. A jeżeli chodzi o pracę męża na dwa etaty i odpoczynek na weekendzie, to przepraszam ale jej praca w domu z dziećmi to praca na cały etat, nie tylko w godzinach 7-15 czy 14-22, to praca 24 h na dobę ale widzę, że mąż wystarczy, że pracuje zawodowo...to może już nic nie robić, nawet nie wynieść wszystkich śmieci, bo wynosi część....niestety miałam, mam i będę miała inne zdanie, niż większość tu osób jak mniemam co do tego tematu...

                                            jedyne z czym się zgodzę to z tym, że podział obowiązków powinien być określony dla całej rodziny, męża też, a dzieci to nie siroty i sprzątać po sobie powinny, oraz myśleć, bo to nie boli...i to już należy do tej, która ten post nasmarowała...być może, że to nie ma nic wpólnego ze złą organizacją a ze zwykłym nadmiarem obowiązków, które na nią spadły...

                                            kropkasmile
                                              • farma.iluzji Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 23:33
                                                Jeżeli szukasz współczucia to omijaj forum, wypłacz się przyjaciołom, tutaj dostaniesz milion rad i jak zauważyłaś zostałaś zdiagnozowana w sposób błyskawiczny...to nie rada to fakt.
                                                Dobrej nocy.
                                                • rudka-a Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 07:14
                                                  farma.iluzji napisała:

                                                  > Jeżeli szukasz współczucia to omijaj forum, wypłacz się przyjaciołom, tutaj d
                                                  > ostaniesz milion rad i jak zauważyłaś zostałaś zdiagnozowana w sposób błyskawic
                                                  > zny...to nie rada to fakt.
                                                  > Dobrej nocy.

                                                  Tutaj załozyła wątek, wiec mieliśmy prawo wypowiadać się.
                                                  • farma.iluzji Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 09:47
                                                    Oczywiście, szkoda tylko, że nie zauważyliście po co założyła wątek...
                                                    Napisałaś "Chyba nie o współczucie chodziło autorce wątku." - jesteś pewna? bo ja co najmniej dwa razy w jej wypowiedziach wyczytałam, że właśnie o to jej chodziło, ale każdy jak widać czyta co chce...powtarzam, przykre i smutne świadectwo człowieczeństwa...
                                                • blondynka.2801 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 10:18
                                                  farma.iluzji napisała:
                                                  > Jeżeli szukasz współczucia to omijaj forum


                                                  To jedynie słuszna rada, posłuchaj jej, Anno i wiej stąd, byle nie na inne forum tutaj, bo
                                                  jedyne, co możesz dostać to albo pasożytnicze karmienie się Twoimi emocjami, albo zabawa w złego i dobrego policjanta, która ma Cię sprowokować do dalszych wyznań. Tu nie warto ufać nikomu, tym rzekomo dobrym też/tym bardziej nie.
                                                  Wiej, dziewczyno. Powodzenia.
                                                  • rudka-a Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 18:28
                                                    blondynka.2801 napisała:

                                                    > To jedynie słuszna rada, posłuchaj jej, Anno i wiej stąd, byle nie na inne foru
                                                    > m tutaj, bo
                                                    > jedyne, co możesz dostać to albo pasożytnicze karmienie się Twoimi emocjami, al
                                                    > bo zabawa w złego i dobrego policjanta, która ma Cię sprowokować do dalszych wy
                                                    > znań. Tu nie warto ufać nikomu, tym rzekomo dobrym też/tym bardziej nie.
                                                    > Wiej, dziewczyno. Powodzenia.

                                                    Komus radzisz, a sama szukasz pożywki- doobre big_grin
                                                  • blondynka.2801 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 18:44
                                                    rudka-a napisała:
                                                    > Komus radzisz, a sama szukasz pożywki- doobre big_grin


                                                    To, co napisałaś to błąd logiczny. Gdybym szukała pożywki, wciągałabym Annę w rozmowę, wyciągała kolejne zwierzenia i usprawiedliwienia, jak robisz to ty i inni tutaj.
                                                    Bez odbioru, rudko, bez odbioru, bo obie nie owijamy w bawełnę.
                                                    Anno, wiej!
                                                  • rudka-a Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 19:05
                                                    blondynka.2801 napisała:

                                                    > To, co napisałaś to błąd logiczny. Gdybym szukała pożywki, wciągałabym Annę w r
                                                    > ozmowę, wyciągała kolejne zwierzenia i usprawiedliwienia, jak robisz to ty i in
                                                    > ni tutaj.
                                                    > Bez odbioru, rudko, bez odbioru, bo obie nie owijamy w bawełnę.
                                                    > Anno, wiej!

                                                    Chyba jednak czegoś nie rozumiesz....
                                                    Anna wystarczająco dużo sama napisała i nie było potrzeby zaglądać w portfel i wyciagac dodatkowe informacje o Jej sytuacji.
                                                    Wydaje mi się, że jesteś bardzo dobrze zorientowana do czego służa fora...
                                                    publiczne i prywatne...wiesz zatem, że do dyskusji, wszelakich porad...
                                                    tego tłumaczyć Ci nie muszę....
                                                    Czyżbys pojawiła sie tutaj tylko po to, by wyrazic swoje animozje do tych, którzy tu komentowali?
                                            • rudka-a Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 22:01
                                              Odniosłam sie jedynie do treści zawartych w postach smile
                                              Gdybyśmy wszyscy mieli jednakowe, zgodne zdania, to zanudzilibyśmy się na śmierć niemalże wink
                                              Wiesz smile)))))))) decydujac się na posiadanie potomstwa trzeba mieć na uwadze, że obowiazków i problemów będzie w kit...i jeszcze wiecej...
                                              czarno to widzę, kiedy pójdzie do pracy....zapanuje jeszcze większy chaos...
                                              rozumiem, że są długi i zyć trzeba...tylko jak to wszystko ogarnie, kiedy nie bedzie jej w domu?
                                              teraz ma mega problemy....
                                              nie nadrobi tego w weekendy...zbyt wiele zaległości nazbiera się przez 5 dni, kiedy bedzie w pracy...
                                              ..żeby to tylko o śmieci chodziło, to pikuś....smile)
                                              • darima_ka Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 19:55
                                                rudka-a napisała:

                                                > Odniosłam sie jedynie do treści zawartych w postach smile
                                                > Gdybyśmy wszyscy mieli jednakowe, zgodne zdania, to zanudzilibyśmy się na śmier
                                                > ć niemalże wink
                                                > Wiesz smile)))))))) decydujac się na posiadanie potomstwa trzeba mieć na uwadze, ż
                                                > e obowiazków i problemów będzie w kit...i jeszcze wiecej...
                                                > czarno to widzę, kiedy pójdzie do pracy....zapanuje jeszcze większy chaos...
                                                > rozumiem, że są długi i zyć trzeba...tylko jak to wszystko ogarnie, kiedy nie b
                                                > edzie jej w domu?
                                                > teraz ma mega problemy....
                                                > nie nadrobi tego w weekendy...zbyt wiele zaległości nazbiera się przez 5 dni, k
                                                > iedy bedzie w pracy...
                                                > ..żeby to tylko o śmieci chodziło, to pikuś....smile)



                                                Kto w tych czasach biega i stoi w kolejkach na poczcie by rachunki opłacić ,a od czego są internetowe konta,w dodatku bezpłatne.
                                                I tak traci chyba sporo czasu zamiast sobie życie ułatwiać.
                                                • kogucik.2872 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 20:05
                                                  dokładnie
                                                  mało tego - jedyne, co płacę "na piechotę" - ale również netem - to rozliczenie za wodę czy ciepło - raz do roku. Reszta faktur za media, telefony itp - rozliczana jest między firmą wystawiającą fakturę a moim bankiem - bez mojego udziału. Ja dostaję tylko fakturę z adnotacją - zapłacono i w wyciągu elektronicznym z banku mam potwierdzenie opłaty. Nawet pamiętać nie muszę co, kiedy i ile.


                                                  darima_ka napisała:


                                                  > Kto w tych czasach biega i stoi w kolejkach na poczcie by rachunki opłacić ,a o
                                                  > d czego są internetowe konta,w dodatku bezpłatne.
                                                  > I tak traci chyba sporo czasu zamiast sobie życie ułatwiać.
                                                  • darima_ka Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 20:08
                                                    A teraz policz ,że na poczcie za każdy przelew poniżej 600zł biorą 2,99,powyżej 600zł ,
                                                    jest więcej,nie wiem ile.Jeśli miesięcznie masz kilka przelewów ,to roczna kwota jest nie mała.
                                                    To też rzutuje w jakiś sposób na budżet domowy.
                                                  • kogucik.2872 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 20:14
                                                    szczerze mówiąc, to zwyczajnie nie mam pojęcia, ile kosztuje przelew na poczcie bo ostatni taki wysyłałem .............oj chyba ponad 10 lat temu. Ja sobie lubię życie ułatwiać maksymalnie i szybko łapię wszelkie udogodnienia. Sporo zakupów też robię netem - taniej - to raz - ale chodzi mi głównie o wygodę.

                                                    co zaś do postu startera - po prostu nie rozumiem, jaki sens ma takie życie - harówka do upadłego, dzieci prawie rodziców nie widują, kupa kredytów, na które trzeba harować - toż to człowiek nic z takiego życia nie ma poza frustracją i odciskami.


                                                    darima_ka napisała:

                                                    > A teraz policz ,że na poczcie za każdy przelew poniżej 600zł biorą 2,99,powyżej
                                                    > 600zł ,
                                                    > jest więcej,nie wiem ile.Jeśli miesięcznie masz kilka przelewów ,to roczna kwot
                                                    > a jest nie mała.
                                                    > To też rzutuje w jakiś sposób na budżet domowy.
                                                    >
                                            • kogucik.2872 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 16:59
                                              bym się ciut nie zgodził - facet wpada do domu na godzinę, między jednym a drugim etatem. Anna pisze, że jak się upora - czyli jednak udaje się jej ogarnąć - to ma czas na drzemkę, zakupy, kawę z koleżanką, rower itp - czyli jednak ma ciut wolnego czasu - facet w tygodniu raczej go nie ma, jak wynika z opisu, więc odpoczywa w weekend. Jak dla mnie to logiczne i sprawiedliwe. Jak Anna pójdzie do pracy, to i tego obiadu w biegu facet nie wtrząchnie, bo raz, że go nie będzie, dwa że godzinę przerwy poświęci na odbieranie dzieci.
                                              Ja rozumiem, że praca w domu to ciężka praca - ale przy odrobinie dobrej woli można sobie wszystko tak poukładać, żeby było dobrze.


                                              Anna pisze też, że pracuje od niedawna - pytanie więc - jak radziła sobie z domem i dziećmi, kiedy pracowała ?



                                              farma.iluzji napisała:

                                              > A dziękuję, dzień mam normalny...przeraża mnie jak łatwo wszyscy dookoła ocenia
                                              > ją brak organizacji itp. no smutne, że tak łatwo potrafimy kogoś ocenić. A jeże
                                              > li chodzi o pracę męża na dwa etaty i odpoczynek na weekendzie, to przepraszam
                                              > ale jej praca w domu z dziećmi to praca na cały etat, nie tylko w godzinach 7-1
                                              > 5 czy 14-22, to praca 24 h na dobę ale widzę, że mąż wystarczy, że pracuje zawo
                                              > dowo...to może już nic nie robić, nawet nie wynieść wszystkich śmieci, bo wynos
                                              > i część....niestety miałam, mam i będę miała inne zdanie, niż większość tu osób
                                              > jak mniemam co do tego tematu...
                                              >
                                              > jedyne z czym się zgodzę to z tym, że podział obowiązków powinien być określony
                                              > dla całej rodziny, męża też, a dzieci to nie siroty i sprzątać po sobie powinn
                                              > y, oraz myśleć, bo to nie boli...i to już należy do tej, która ten post nasmaro
                                              > wała...być może, że to nie ma nic wpólnego ze złą organizacją a ze zwykłym nadm
                                              > iarem obowiązków, które na nią spadły...
                                              >
                                              > kropkasmile
                                              • anna_sla Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 17:03
                                                > odpoczywa w weekend. Jak dla mnie to logiczne i sprawiedliwe. Jak Anna pójdzie
                                                > do pracy, to i tego obiadu w biegu facet nie wtrząchnie

                                                no nie no, obiad będzie, ale do odgrzania...

                                                > Anna pisze też, że pracuje od niedawna - pytanie więc - jak radziła sobie z
                                                > domem i dziećmi, kiedy pracowała ?

                                                odwrotnie. Jestem bezrobotna od miesiąca z hakiem.. I właśnie nie radziłam sobie, bo pracowałam w 90% na drugie zmiany (od 12-13-14) ale obiad był. Niejednokrotnie gotowany do 24stej, bo mam dzieci, którym ten obiad też potrzebny jest.
                                                • kogucik.2872 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 17:04
                                                  sorry - miało być właśnie - że nie pracujesz od niedawna.


                                                  anna_sla napisała:

                                                  > > odpoczywa w weekend. Jak dla mnie to logiczne i sprawiedliwe. Jak Anna pó
                                                  > jdzie
                                                  > > do pracy, to i tego obiadu w biegu facet nie wtrząchnie
                                                  >
                                                  > no nie no, obiad będzie, ale do odgrzania...
                                                  >
                                                  > > Anna pisze też, że pracuje od niedawna - pytanie więc - jak radziła sobie
                                                  > z
                                                  > > domem i dziećmi, kiedy pracowała ?
                                                  >
                                                  > odwrotnie. Jestem bezrobotna od miesiąca z hakiem.. I właśnie nie radziłam sobi
                                                  > e, bo pracowałam w 90% na drugie zmiany (od 12-13-14) ale obiad był. Niejednokr
                                                  > otnie gotowany do 24stej, bo mam dzieci, którym ten obiad też potrzebny jest.
                                                • kogucik.2872 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 17:10
                                                  anna_sla napisała:
                                                  > no nie no, obiad będzie, ale do odgrzania...

                                                  możesz zrezygnować z gotowania - dziś można kupić całkiem dobre żarcie - możesz dogadać się z sąsiadką - dać jej parę groszy i niech ugotuje - możliwości jest naprawdę sporo

                                                  > odwrotnie. Jestem bezrobotna od miesiąca z hakiem.. I właśnie nie radziłam sobi
                                                  > e, bo pracowałam w 90% na drugie zmiany (od 12-13-14) ale obiad był. Niejednokr
                                                  > otnie gotowany do 24stej, bo mam dzieci, którym ten obiad też potrzebny jest.


                                                  ale chyba np trudno, żeby mąż odrabiał lekcje z dziećmi, kiedy go cały dzień nie ma, z tego co zrozumiałem, wybierasz się do pracy nie na cały etat - tak mi się wydało po wymienionych godzinach - zainwestuj w zmywarkę - na raty to niewielkie obciążenie budżetu, za to ogromne odciążenie w obowiązkach - naprawdę można to wszystko ułożyć - przecież ludzie mają dzieci, pracują i jeszcze znajdują czas na rozrywki - może mąż powinien zrezygnować z części etatu, skoro Ty idziesz do pracy - na pewno da się coś wymyślić
                                                  • anna_sla Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 17:19
                                                    jeszcze nie znalazłam drugiej pracy. Ja wcześniej tak pracowałam i na pełny etat od 12 albo od 13 albo od 14...

                                                    > zainwestuj w zmywarkę - na raty to niewielkie obciążenie budżetu

                                                    mam na raty już mikrofalówkę, odkurzacz, fotel, rower męża, raty za elewację, kredyt mieszkaniowy sad.. a i tak nie miałabym gdzie ją wstawić, mam malutką kuchnię, musiałabym stół wywalić, ale znowu ławę w dużym pokoju mąż "przerobił" na biurko komputerowe wink... tak, że pomęczę się jeszcze z miską i zlewem smile, a jak mi dzieci podrosną to one będą myć wink
                                                  • kogucik.2872 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 17:29
                                                    rower męża. A Twój ? Czy Ty nie za dużo masz żalu do męża ?
                                                    od 6 do 20-21 - tyle pracuje z przerwą na obiad - raczej nie ma czasu na drzemkę, kawę w kawiarni, sklepy - o 21 z dziećmi też nie posiedzi nad lekcjami raczej.

                                                    dzieci w wieku szkolnym - zwykle sprzątają już po sobie.


                                                    sorry, ale dla mnie po prostu ta opowieść brzmi trochę chaotycznie i nie bardzo potrafię sobie wyobrazić kto robił te wszystkie wymienione rzeczy w tym czasie, kiedy pracowałaś. Bo nie pracujesz od miesiąca dopiero.
                                                    No może mam mniej ukierunkowaną wyobraźnię.

                                                    nie wiem, co to raty za elewację, mieszkam w bloku i nic takiego mnie nie obchodzi - taki luksus.





                                                    anna_sla napisała:

                                                    > mam na raty już mikrofalówkę, odkurzacz, fotel, rower męża, raty za elewację, k
                                                    > redyt mieszkaniowy sad..
                                                  • anna_sla Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 17:52
                                                    > dzieci w wieku szkolnym - zwykle sprzątają już po sobie.

                                                    nie w sytuacji kiedy ich też nie ma w domu, a tyle ile są to akurat moment na przepakowanie i przebranie i ew. 20 minut - godzina zabawy.

                                                    > sorry, ale dla mnie po prostu ta opowieść brzmi trochę chaotycznie i nie bardzo
                                                    > potrafię sobie wyobrazić kto robił te wszystkie wymienione rzeczy w tym czasie
                                                    > , kiedy pracowałaś. Bo nie pracujesz od miesiąca dopiero.
                                                    > No może mam mniej ukierunkowaną wyobraźnię.

                                                    nie szkodzi smile. Domowe sprawy robiłam ja, ale na niewiele czasu mi wystarczało przez co zrobiło się w domu nie fajnie... Reszta to był jeszcze większy chaos: bywało, że odbierałam ich ze szkoły, podawałam obiad i zostawały same w domu na godzinę nim ktokolwiek do nich przyszedł, na dodatkowe zajęcia dostarczał mąż w tej jednej godzinie jaką miał na ew. odbiór dzieci, dokarmienie ich i zawiezienie dalej, albo robiły to ciocie, albo ja w dni wolne, albo dzieci nie zostały dowiezione z powodu problemów logistycznych. Starałam się z kuzynkami tak dogadywać, że jeśli ja albo kuzynka E. nie miałyśmy wolnego dnia to kuzynka A. miała możliwość elastycznie dopasować swój grafik pod nas. Ja miałam sztywny i dostawałam z góry na cały miesiąc (głównie drugie zmiany), E. pracuje po 12-15 godzin dziennie w systemie 2 dni pracy, 2 dni wolne, no i A. miała możliwość dopasowania swoich drugich zmian lub nocek tak by któraś mogła ogarnąć całą piątkę dzieci łącznie. W miesiącu wypadało zaledwie kilka dni problematycznych, które musiał "pokryć" mąż i np. odmówić popołudniowej pracy (która jest na czarno). To był chaos i orka i utyraliśmy się wszyscy.

                                                    > nie wiem, co to raty za elewację, mieszkam w bloku i nic takiego mnie nie obcho
                                                    > dzi - taki luksus.

                                                    ja też smile, ale z funduszu remontowego za mało kasy było i wspólnota zaciągnęła kredyt, bagatela 500zł m-cznie nas to wynosi
                                                  • kogucik.2872 Re: hehe rudka-a.. i inni 24.09.14, 19:28
                                                    i teraz sama popatrz

                                                    dzieci - cały czas poza domem - szkoła, zajęcia - godzina zabawy ?
                                                    mąż - dwie zmiany - od świtu do nocy
                                                    Ty - ew zmiana i dom
                                                    mijacie się

                                                    ja rozumiem, że kredyty, że pieniądz jest potrzebny - ale na co komu kredyty na rowery, skoro jeździ się samotnie
                                                    sama piszesz o tym, że się martwisz, że mąż nie bywa w domu - w zasadzie to nikt z Was za wiele tam nie nie bywa wspólnie.
                                                    elewacja - czar mieszkania we wspólnocie - ja tam mieszkam w spółdzielczym i 50 zł mc funduszu wystarcza - na wszystko.
                                                    Może trzeba wszystko zmienić - mieszkanie, pracę, rytm rodzinny. Bo z tego co widzę, to wszyscy żyjecie całkiem osobno.
                                  • darima_ka Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 17:54
                                    " ja na początku proszę, błagam i w końcu również krzyczę."

                                    Po co błagasz,one wykorzystują twoje słabe punkty,wystarczy zdecydowanym głosem powiedzieć ,ze będzie kara , i konsekwentnie się tego trzymać.
                            • darima_ka Re: hehe rudka-a.. i inni 23.09.14, 17:45
                              Jestem dzieckiem wychowanym z kluczami u szyi,bo moi rodzice zawsze pracowali,
                              pracowali w systemie 3-zminowym.Miałam obowiązki z których musiałam się wywiązać,do moich obowiązków należało n/m zmywania naczyń kiedy mama szła do pracy na popołudniową zmianę
                              umycie podłóg,wyprowadzanie psa.Kiedy była starsza musiałam chodzić sprzątać i robić zakupy babci.Kiedy czegoś nie zrobiłam nikt mi tego nie odpuszczał.Kiedy nie sprzątnęłam plecaka ,to jednego razu wylądował przez okno na ulicę.Kiedy nie wyniosłam śmieci ,to mi to wiaderko postawiono przy łóżku.Nigdy nie byłam bita,rodzice byli konsekwentni w wymuszaniu na mnie wywiązywania się z obowiązków.Może Tobie brakuje konsekwencji>
                              Co to znaczy ,ze dzieci bałaganią i nie sprzątają?Maja jakieś obowiązki,nawet małe dzieci mogą pomagać w sprzątaniu,chociażby odkurzanie.
                              Dzięki konsekwencji rodziców potrafię sobie dzień zorganizować pracując,mieszkania mam posprzątane ,a większe pranie czy mycie okien zawsze zostawiam na sobotę.Niedziela tylko do odpoczynku.
    • anna_sla ok.. umówmy się 24.09.14, 17:08
      uff, zawrzało tu niesamowicie, zupełnie się tego nie spodziewałam.. W tej sytuacji zakończmy dyskusję, ok? Niech będzie, to był mój błąd, za bardzo się uzewnętrzniłam nieodpowiednim ludziom, dostałam nauczkę i diagnozy wszelkiej maści nie pozostawiające na mnie suchej nitki wink. Kalam się ze wstydu i zakasam rękawy do dalszej pracy... Czy moderatorstwo byłoby tak miłe usunąć ten jakże gorący i poucząjący wątek? Czy jednak nadal mam znosić upokorzenie?
      • kogucik.2872 Re: ok.. umówmy się 24.09.14, 17:11
        skoro spokojne posty uważasz za upokorzenie, to sorry.
        miłego dnia


        anna_sla napisała:

        > uff, zawrzało tu niesamowicie, zupełnie się tego nie spodziewałam.. W tej sytua
        > cji zakończmy dyskusję, ok? Niech będzie, to był mój błąd, za bardzo się uzewnę
        > trzniłam nieodpowiednim ludziom, dostałam nauczkę i diagnozy wszelkiej maści ni
        > e pozostawiające na mnie suchej nitki wink. Kalam się ze wstydu i zakasam rękawy
        > do dalszej pracy... Czy moderatorstwo byłoby tak miłe usunąć ten jakże gorący i
        > poucząjący wątek? Czy jednak nadal mam znosić upokorzenie?
          • zegor Re: ok.. umówmy się 24.09.14, 19:46
            Od samego początku nikt Cię nie obraził,poglądy były wyrażane dość oględnie...
            Za to Ty pojechałaś "nieodpowiednimi ludźmi" i "diagnozami wszelakiej maści"
            Pokazałaś swoje prawdziwe "ja" obrażając dyskutujących....Jeśli taka jesteś również w realu,
            to nie dziwię się Twoim kłopotom !
            Tu nikt Cię nie upokarzał......ale pewnie i tak tego nie zrozumiesz !

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka