Dodaj do ulubionych

Czy to nie walka z wiatrakami...?

14.02.12, 15:10
Dzien dobry wszystkim
Jak to jest dokladnie z tym calym odrobaczaniem? Tak sie zastanawiam czy jest szansa by wyleczyc sie na stale z tego paskudztwa czy juz do konca zycia trzeba bedzie przeprowadzac takie kuracje jak np. u zwierzakow domowych.
Czy po dokladnym przeleczeniu oraz jednoczesnym przestrzeganiu diety oraz sprzataniu na robaki mozna sie uodpornic? Jesli nie to oznacza iz za chwile znow cos zlapiemy no bo co z tego iz w domku bedzie czysciutko jak przeciez poza nim juz nie. Wychodzimy w rozne publiczne miejsca, lapiemy za klamki w przychodniach, pracy, szkole... Przykladow mozna mnozyc. Male dzieci tez nie beda potrafily zachowac takiej czystosci jak powinny... No i powtorka z rozrywki.
Czy to tylko moja czarna wizja czy tez niestety czy rzeczywistosc? A moze pozniej wystarczy juz profilaktycznie raz na jakis czas ziolowy srodek?
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • forumowaa Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 14.02.12, 18:31
      A dlaczego jest tak, ze tylu lekarzy lekcewazy problem pasozytow? Przeciez robaki to nie zadna blahostka - lekcewazone moga spustoszyc organizm! Tymczasem jedynym lekarzem ktory chce pomoc mojej rodzinie jest dr Ozimek - reszta patrzyla na mnie jak na idiotke gdy prosilam o jakies recepty... Co wiecej - lekarze twierdzili iz pasozytami bardzo trudno sie zarazic i narawde malo kto je ma... Hmm, nie wiem, oni malo wiedza po tej medycynie czy ja jestem przewrazliwiona (...).
      Przeciez robaczyca moze powodowac objawy mnostwa chorob - zamiast wiec leczyc nie wiadomo co najpierw trzeba sie odrobaczyc i czekac czy to co nam dokuczalo minie. Zreszta, uwazam, iz praktycznie kazdy czlowiek ma jakiegos pasozyta i nawet jesli nie ma zadnych objawow i czuje sie swietnie to nie oznacza iz nic w nim nie siedzi. Larwy tego swinstwa czaja sie wszedzie, na przedmiotach ktore dotykaja codziennie setki osob... Ble, az mnie odrzuca wink
        • forumowaa Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 14.02.12, 22:18
          Hmm, kto jak kto ale lekarze powinni sie znac na problemie zwiazanym z pasozytami. To w kocu czesc ich "dzialki". Moim zdaniem swietnie by bylo gdyby powstala jakas ogolnopolska akcja rozpowszechniajaca te sprawe jak np. bylo z pneumokokami. W taki sposob na pewno wiele osob dowiedzialoby sie ze w ogole istnieje taki problem no i moze lekarze w koncu zaczeliby chetniej wypisywac recepty...
          • mama_diva Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 15.02.12, 00:49
            To bardzo mądre ! Wiedza na temat robali powinna być bezwzględnie szerzona. Ja też zazwyczaj spotykam się z reakcją lekarzy typu "a skąd pasożyty u tak małego dziecka", "lambliami jest bardzo trudno się zarazić", "gdyby dziecko miało pasożyty byłoby wyniszczone". I są to uwagi od nie byle pediatry ale od wysokiej klasy specjalistów gastoenterologów z długoletnią praktyką szpitalną!!!
            Tymczasem mój starszy syn, który przez kilka lat nie był poprawnie zdiagnozowany a tym samym leczony mając masę typowych dolegliwości robalowych, w tej chwili ma podejrzenie choroby Crohna....
            Jestem pewna, że gdybym wcześniej trafiła na dr Ozimka, nie doszłoby by do tego i organizm mojego dziecka nie zaczął walczyć sam z sobą.
                • igulcowamama Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 16.02.12, 12:41
                  To tylko pogratulować mądrego pediatry, który potrafi przyznać się do tego, że się nie zna na jakimś schorzeniu i odesłać do specjalisty. Ja też trafiłam z wynikami z Felixa do zakaźnika - nie uznał mi tych badań, zlecił badanie z 2 próbek w labie przyszpitalnym (szpital zakaźny) - nic oczywiście nie wyszło, więc zakaźnik uznał, że lamblii moje dziecko nie ma. I tyle w temacie naszych specjalistów.
                  • forumowaa Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 16.02.12, 13:46
                    A dajcie spokoj, tylko czlowiek nerwy traci gdy z lekarzami zacznie na ten temat dyskutowac... Ja juz nawet nie chodze i nie pytam. Dobrze, ze chociaz dr Ozimek powaznie podchodzi do problemu... Nie ukrywam jednak, ze dojechac do niego z drugiego konca Polski to ciezka sprawa.
                    A moze to na tyle "wstydliwy" problem iz krepuje nawet lekarzy wiec wola udawac ze nie wiedza o co chodzi?
                    • ago-ya Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 16.02.12, 14:49
                      z wiatrakami jeśli skupiamy się na obsesyjnym przestrzeganiu higieny, omijaniu miejsc publicznych, zwierząt domowych itd. robale ma każdy, ale nie każdemu zalazły one za skórę. podstawowe pytanie, to dlaczego nam dają się we znaki. trzeba szukać przyczyny (dla mnie jest nią zła dieta), nie leczyć skutki. robal któremu dobrze się mieszka w osłabionym organizmie, będzie bowiem do niego raz po raz powracał uncertain
                      • igulcowamama Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 16.02.12, 14:56
                        No ok, zła dieta - czyli ograniczyć cukier, nabiał, gluten. Ale co , do końca życia obsesyjnie unikać produktów, które mogą te składniki zawierać? Nie pozwolić dziecku zjeść latem loda? Nigdy nie dać na spacerze po prostu kawałka buły, jak młode ma ochotę? Dla mnie takie kurczowe trzymanie się tych wszystkich zasad jest bardzo męczące. U nas jest tak, że ja się staram ograniczać te 3 składniki, ale bez jakiegoś wariactwa. Zresztą - ja ograniczam, a dieta w państwowym żłobku jaka jest, każdy wie. I tak powinnam się cieszyć, że nie dają tam dzieciom w ogóle słodyczy.
                        • ago-ya Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 20.02.12, 20:02
                          obsesja nie jest zdrowa w żadnej dziedzinie wink sporadyczna buła, czy lód nie odbiją się negatywnie na zdrowiu dziecka. warto jedynie pamiętać, że korzyści z takiego jedzenia są żadne i spokojnie można je zastąpić bardziej wartościowym jedzeniem, którego smak również sprawi dziecku radość. nie ma natomiast co przeginać, bo ograniczony jest nasz wpływ na to, co je dziecko, gdy przebywa pod opieką innych osób, a obsesyjne zabieganie o to, by jadło tylko zdrowe jedzenie prędzej skończy się naszą chorobą, niż zdrowiem naszego dziecka tongue_out
                          zdrowe odżywianie nie jest też gwarancją uniknięcia pasożytów, wszak jak wspominałam, mamy je pewnie wszyscy, problem zaczyna się wtedy,gdy zaburzają one nasze normalne funkcjonowanie, co często bywa wynikiem obniżonej odporności będącej skutkiem (choć też nie zawsze) nieprawidłowej diety. prawidłowa dieta zwiększa szanse organizmu na utrzymywanie pasożytów w ryzach i tego się trzymam.
                      • momago Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 16.02.12, 20:35
                        ago-ya, nawet nie wiesz jak bardzo takie teorie są na tym forum niepopularne smile
                        Ja się z Tobą zgadzam, ale sama już o takich rzeczach głośno nie mówię. Do tego co napisałaś dodam tylko, że dieta jest niewątpliwie ważna, ale jednak przyczyn robaczycy może być więcej. Obsesyjne wybijanie robali to najgorsze z możliwych rozwiązań.
                        Pozdrawiam.
                        • mama_diva Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 16.02.12, 23:39
                          Dziewczyny ale samą dietą robali a na pewno lamblii się nie wyleczy. My przestrzegamy / przestrzegaliśmy diety BARDZO i uwierzcie, że to nie wystarczy. Jak myślę o swoim dziecinstwie w PRLu to widzę jedno jedyne mleko proszkowe w worku, biały chleb z dżemem lub ze smalcem na koloniach, herbatę z cukrem, biały makaron i wiele produktów, które ze "zdrową dietą" a przynajmniej zalecaną przy leczeniu candiy i pasożytów nie mają nic wspólnego. I jakoś nigdy, nigdy nie miałam żadnych problemów gastrycznych, katarów, alergii a tym bardziej pasożytów.
                          Jako dorosła osoba długo byłam wegetarianką, przywiązywałam dużą wagę do diety, nigdy nie słodziłam i generalnie nie jadałam słodkiego, gotowałam, piekłam sama chleb a jednak zaraziłam się lambliami od syna, który przyniósł je z przedszkola.
                          Zdrowa dieta nie daje gwarancji, że nie osiedli się u nas jakiś 'obcy'. To trochę tak jak z nowotworem- jeden pali dwie paczki dziennie aż do smierci w wieku 100lat ze starości a drugi nie pije, nie pali i umiera na nowotwór płuc w młodym wieku.
                          Gdyby sama dieta wystarczyła nie byłoby tego forum i tylu ludzi szukających pomocy.
                          • igulcowamama Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 08:34
                            Dzięki dziewczyny za szczerą wypowiedź - mama_diva - o diecie i momago - sprzątaniu (pamiętam, jak się buntowałaś w kilku wątkach smile. Mnie też często przychodzi na myśl moje dzieciństwo - dietetycznie dość podobne do tego, co opisała mama_diva. I jakoś wszyscy to przeżyliśmy, na dodatek w całkiem dobrym zdrowiu. Teraz wspinamy się na szczyty jeśli chodzi o przestrzeganie zdrowych zasad żywienia naszych dzieciaków, a one i tak łapią te paskudztwa. Dlatego ja zaczynam wątpić - i w ścisłą dietę i w rygorystyczne sprzątanie. A już wyparzanie otoczenia wrzątkiem i otwieranie klamek łokciami kojarzy mi się raczej z jakąś nerwicą natręctw. I wszystkie mamy, które to robiły, i tak z czasem miały nawroty - pytam więc, jaki sens?
                            A może jest tak, że dopóki organizm jakoś sobie z tymi lokatorami daje radę, nie ma naprawdę poważnych objawów, to należy to zostawić, odpuścić i nic z tym nie robić? Może my wszystkie, drogie mamy, w czasach naszego dzieciństwa i tej buły z dżemem miałyśmy lamblie, tylko wtedy nikomu do głowy nie przyszło, żeby to sprawdzić i się tym zajmować? I jakoś żyjemy... Nie wiem, to takie moje wątpliwości, którymi chcę się z Wami podzielić.
                            • momago Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 12:34
                              Igulcowamamo, ja mam swoją spiskową teorię odnośnie "zdrowego" odżywiania naszego pokolenia. Byliśmy masowo karmieni mlekiem modyfikowanym i leczeni antybiotykami - być może konsekwencje tego ponoszą dopiero nasze dzieci...
                              Ja przyznaję się bez bicia - w moim domu nigdy niczego nie wyparzałam (no może raz, po powrocie ze szpitala). Piorę ręczniki i pościel w wyższych temperaturach, wszystko prasuję, ale robiłam tak i przed epizodem robalowym. Moje dziewczyny razem się bawią, razem kąpią w wannie, chodzą na place zabaw. Jedyne czego pilnuję to zdejmowania butów w przedpokoju i mycia rąk.
                              A co do wątpliwości... Kto ich nie ma, ale tonący brzytwy się chwyta - nie jest tak? wink
                              Pozdrawiam
                              • igulcowamama Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 13:01
                                Teoria spiskowa smile - lubię takie smile. Momago - może masz rację, może konsekwencje ponoszą dopiero nasze dzieciaki. Generalnie, ja po roku podczytywania tego forum mam jeden wniosek - starać się w kwestii żywienia i leczenia jak najbardziej powrócić do natury. Czyli im mniej chemii w tym, co jemy, tym lepiej. Chodzi mi tylko o to, żeby w tej diecie tez nie popaść w jakąś obsesję - tak jak napisałam wcześniej. Moje dziecko nie dostaje w ogóle słodyczy, jak ma ochotę na słodkie ma figi suszone, rodzynki, czasami kostkę gorzkiej czekolady. Ale nie odmówię Pokemonce latem odrobiny loda - i to nie tego wodnego dziwadztwa, tylko normalnego, mlecznego loda. I jak Pokemonka zgłasza ochotę na jogurt, to go dostaje - oczywiście naturalny i bez cukru. Bo wychodzę z założenia, że organizm sam się czasami dopomina tego, czego aktualnie potrzebuje. I nie chcę się dać zwariować - nawet diecie. Chociaż przyznaję, że zdrowego odżywiania uczę się cały czas. Leczenia ziołami też. No ale ponoć uczyć trzeba się całe życie smile
                                Zgadzam się także z Tobą w kwestii sprzątania. Całego otoczenia, z którym ma kontakt dziecko - nie sparzę wrzątkiem. Dla mnie sprzątanie rozbija się już na etapie żłobka - co z tego, że wyparzę dom, jak młoda pójdzie następnego dnia do niewyparzonego żłobka? No i jeszcze taka moja wątpliwość - skoro dziecię (ani my, rzecz jasnasmile nie biegamy po domu z gołym tyłkiem, pilnujemy mycia rąk po toalecie, spacerze etc., to jak niby rozsiewają się te cysty lamblii?
                                • igulcowamama Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 13:39
                                  Jedyne, co mnie teraz dręczy to niepewność - czy np. częste infekcje u mojego dziecka to jest wynik lamblii, a może jakichś obłych (które nam nigdy w badaniu nie wyszły), a może po prostu faktu, że jej układ odpornościowy jest jeszcze niedojrzały i że chodzi do żłobka, gdzie ciągle coś łapie. Podobnie jest z apetytem - ja niejadek, mąż też - skąd mam wiedzieć, czy dziecko nie je, bo odziedziczyło niejedzenie w genach po rodzicach, czy jest to objaw robali? Momago - Ty mnie tak od samego początku mojej robalowej niedoli wspierałaś, może coś i teraz doradzisz smile
                                  • momago Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 14:49
                                    Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym rozwiać Twoje wątpliwości smile Chyba jednak nie potrafię.
                                    Spróbuj jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, jak podchodziłabyś do sprawy gdybyś nigdy nie usłyszała o pasożytach. Dzieci niejadki były i będą jak świat światem - zwłaszcza, że mają dobry przykład z góry wink. Co do częstego chorowania - to zależy jakie są te infekcje, jak ciężko przebiegają, czy dziecko radzi sobie z nimi (dlatego między innymi namawiałam Cię do szukania mądrego lekarza). Według mnie same infekcje nie świadczą o pasożytach (chyba, że to są nawracające zapalenia oskrzeli lub płuc u niemowlęcia - wtedy może brałabym je pod uwagę), prędzej o jakiejś alergii.
                                    Na pocieszenie - moje dzieci też jedzą lody latem i nie mam w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia wink
                                    • igulcowamama Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 15:05
                                      Dzięki momago smile Jakbym o pasożytach nie wiedziała, to bym była na pewno człowiekiem w stanie błogiej ale szczęśliwej nieświadomości smile. Uznałabym, że żłobkowe dziecko choruje bo tak musi być, że nie przepada za jedzeniem, bo ma to w genach. Czy choruje często - tak, co dwa tygodnie. Czy ciężko - mój pediatra uważa, że nie, bo zapalenia oskrzeli czy płuc nie miała nigdy, zazwyczaj to jest wirusówka z temperaturą, katarem i kaszlem. Obecnie też tak jest - leczymy się neosiną (groprinozina tylko że w syropie), plus sinupret na katar, plus imupret - na przeziębienie właśnie. Dwa ostatnie leki to preparaty ziołowe. Polecam sinupret przy katarze. Ale czy to się nie rozwinie w coś porządniejszego - nie wiem. Już tak było parę razy, że po kilku dniach takiej terapii nie było poprawy i pediatra decydował się na antybiotyk. Testy alergiczne z krwi Pokemonka miała robione w zeszłym roku - wszystko ok. Mam jeszcze na celowniku jedną super alergolog (podobno super - na prywatną wizytę zapisali mnie dopiero na 10 maja) - może ona coś wniesie do sprawy.
                                      Dzięki za info o lodach - podbudowałaś mnie, bo jak czytam o tych żelaznych dietach, to się czuję matką wyrodną.
                          • momago Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 12:11
                            Nie napisałam, że z lamblii wyleczysz się samą dietą. Moją intencją było zwrócenie uwagi, że może nie warto torpedować organizmu kolejną chemią póki nie pozna się przyczyny robaczycy. A przyczyn może być bardzo wiele - zwykle zła dieta, ale także np.nietolerancje pokarmowe, przewlekłe choroby, obniżenie odporności po chorobie (nagminne leczenie byle kataru antybiotykami i sterydami) lub w wyniku stresu, itd. Dla mnie lamblie to skutek, nie przyczyna.
                            A co do skłonności do pewnych chorób - zgadzam się. Wydaje mi się jednak, że lamblie to nie to samo co nowotwór. Z lambliami jest tak samo jak z bakteriami - nosicielami jest wiele osób, ale chorują tylko "wybrani". Chorują bo ich organizmy z jakiegoś powodu nie radzą sobie z walką.
                            Takie jest moje zdanie, oparte na teorii i własnym doświadczeniu. Nie jest wykluczone, że błądzę smile
    • babsee Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 12:37
      Z pasozytow sie wyrasta....male dzieci sa najbardziej narazone na zakazenia, bo mają slabe systemy obronne, niska odpornosc i organizm jeszcze nie umie sam zwalczac.
      A poza tym dieta jest tak fatalna ze sprzyja zakazeniom pasozytniczym, do tego dochodzą psy,koty,piaskownice, zlobki/przedszkola.Naprawde tych czynnikow jest masa.

      Moje dziecko,lamblioza dwukrotnie,nie ma juz od 4 lat zadnych nawrotow, nie ma zakażen, nie jest na diecie,nie beirze zadnych lekow.Da sie.
      Ale ja jestem zwolenniczką tylko i wylącznie ziol, diety i olejkow smile
      Tez mialam takie obawy jak autorka wątku, ze co z tego,ze wyleczę jak zaraz sie zarazi?jak przestrzegać higieny?obsesja to grozi.
      Po fazie sprzatania chaty, zlewania podlog wrzątkiem, gotowania pościeli,zeli antybakteryjnych do kibla,cotygodniowego prania firanek-odpuscilam.Olałam i juz.
      Dziecko wzmacnialam za to obsesyjnie.
      I mam efekty smile
      • forumowaa Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 13:07
        Ale czy na robaki da sie "uodpornic"? Nie jest po prostu tak, ze gdy larwy/ jajeczka czy co tam jeszcze dostana sie do organizmu to czlowiek nie ma bata - zarazi sie tym swinstwem. To w koncu nie jest rozyczka czy ospa by organizm to zwalczal. Taki robak zagniezdza sie i juz.

        Co do diety - mysle, ze jest ona pomocna przy kandydozie lub w trakcie leczenia robaczycy aby wybic i stworzyc zle srodowisko robakom. Na pewno jednak nie pomaga "zapobiegac" zakazeniom...

        Mysle, ze waarto jednak walczyc z dziadami - chocby cale zycie. Nie obsesyjnie oczywiscie bo to tez nie zdrowe i sprzyja rozwojowi nerwicy... Jednak dbanie o czystosc, mycie warzyw/owocow, dieta (tu bym powiedziala ze chodzi wlasnie o kandydoze), po gruntownej terapii lekami ziolka co jakis czas. To chyba wystarczy by czuc sie chocby psychicznie dobrze. Ja przynajmniej tak mysle.

        Robaki to naprawde nie jest byle co. Sieja spustoszenie w naszym organnizmie i nie wolno tego lekcewazyc... Szkoda, ze tak niewielu lekarzy podziela to zdanie... Przeciez "zwykla" robaczyca moze dawac objawy tak wielu chorob - czlowiek zaczyna sie leczyc na cholera wie co a nawet nie wie, ze przyczyna jest zupelnie co innego...

        No i nie wierze badaniom - tyle objawow zakazenia pasozytami a wyniki mowia, ze robakow w organizmie nie ma... Mysle, ze trzeba leczyc nawet gdy wyniki sa ujemne.
        • babsee Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 22.02.12, 08:51
          Absolutnie nieprawda.Nawet w literaturze masz napisane, ze przyladoy tasiemiec, po osiągnieciu psotaci doroslej wynosi sie z organizmu-trwa to 8 mies.Ale jesli mu dobrze, to siedzi dalej.
          Jesli masz niedopowiednie dla robakow ph zołądka, to tez sie nie zagineżdzą.
          Oczywiscie, nie uchronisz sie prze pasozytami generalnie-bedzie dochodzic do zakażen ale spora część wynosi sie sama.
          Dieta dziecięca, pelna mleka, stwarza idealne, sluzowe warunki do zagnieżdzania robactwa.Dlatego dzieciaki sa tak narazone.Dodatkowo, bawią sie z zarazonymi rowieśniakmi.Co z tego,ze myją rece w domu co 10 min jak w przedszkolu piją z tego samego kubka,po zrobieniu kupy wsadzają paluchy do buzi kolegi,czy siedzą w piaskownicy obsikiwanej przez psy i koty.
          Odpowiadajac od razu na posty ponizej- olejkami i ziolami leczylam lamblioze.Podawlam rowniez balsam kapucynski.Natomiast cale sily skierowalam potem na uodparnianie dziecka, regularnie dawlam do picia szałwię, ktora usuwa sluz(ten z kolei pomaga w zagnieżdzaniu robactwa), na stale miala włączony do diety tran-a to z rekina, a to z lososia.Podawalam tez olejek z wiesiolka-regeneruje jelita i nie pozwala na jakiekolwiek zmiany jelitowe.
          Na stale kiszonki-nie chciala kapusty ale za to sok z kapusty jak najbardziej-pila na czczo co sobote pol szklanki.
          Sok z karczochow-zregenrowal biedną wątrobą.I rok czasu dawalam ziola uodparniające.Zapisane przez dr.Dokiciuk-co kwartal inne.
          Ponadto,mniej wiecej co 2 tygodnie podawalam 3 dni olejek tymiankowy.Przerwa 2 tygodnie i znowu.
          Trwalo to rok czasu....ale sie oplacilo.
      • igulcowamama Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 17.02.12, 13:51
        Babsee - napisałaś o wzmacnianiu swojego dziecka - możesz ten temat rozwinąć? Czym, jak?
        Poczytywałam Twoje posty o olejku tymiankowym - czy tylko tym środkiem leczyłaś swoje dzieci z tak dobrym skutkiem? Chciałabym spróbować, ale boję się bardzo, bo córka ma dopiero 2,5 roku, a podobno olejek od 4 roku.
      • anet01 Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 18.02.12, 16:12
        Możesz napisać jakimi dokładnie ziołami i olejkami wzmocniłaś odporność dziecka?My na olejkach i gdy odstawie to za chwile chory jak chorował tak nadal choruje(początki przedszkola). Od tygodnia pijemy tran,probiotyki też bierzemy na stałe.
      • maksimum Jedynym ratunkiem jest GMO. 21.03.12, 06:33
        "Generalnie, ja po roku podczytywania tego forum mam jeden wniosek - starać się w kwestii żywienia i leczenia jak najbardziej powrócić do natury."
        -------
        Przeciez te wszystkie robale biora sie z naturalnego jedzenia i naturalnego nawozenia ziemii uprawnej.
        Jedynym ratunkiem jest GMO,bo tam nie ma naturalnego nawozenia i wyeliminowane sa wszystkie robale.
    • tentimenti Re: Czy to nie walka z wiatrakami...? 06.04.12, 12:55
      U nas też lamblioza była. Teraz nie sprawdzam. Sporo poczytałam literatury - generalnie naukowcy skłaniają się ku temu by wszelakiego życia w nas nie wytępiąć w pień chemią.
      One też uczą naszą immunologię. Podobnie jak katowanie domestosami, cifami etc. wszystkich bakterii - mamy wysyp alergii, Crohna.
      Ma być czysto, ale bez przesady, zarówno w naszych domach, jak i ... w naszych jelitach.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka