tees1
15.06.07, 10:12
"ten zacofany region ma dzisiaj mniejsze znaczenie niż kiedykolwiek i byłoby
lepiej dla wszystkich, gdyby reszta świata nauczyła się go ignorować" -
twierdzi E. Luttwak w Dzienniku
www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=208&year=2007&nrw=164&art=598
Co smakowitsze stwierdzenia:
"Mamy ten sam cykliczny konflikt, który wybucha na nowo, kiedy pokój staje się
zbyt realnym zagrożeniem, po czym przygasa, kiedy przemoc już dostatecznie się
nasili. Łatwość filmowania i relacjonowania z bezpiecznych i komfortowych
izraelskich hoteli sprawia, że każda bijatyka jest rozdmuchiwana przez media.
Humanitaryści powinni jednak zwrócić uwagę, że liczba śmiertelnych ofiar walk
żydowsko-palestyńskich od 1921 roku wynosi mniej niż sto tysięcy - mniej
więcej tyle ludzi ginie podczas jednego sezonu konfliktu w Darfurze."
"Tak, byłoby miło, gdyby Izraelczykom i Palestyńczykom udało się rozstrzygnąć
spory, ale w niewielkim lub zerowym stopniu złagodziłoby to inne konflikty na
Bliskim Wschodzie"
"zacofane społeczeństwa należy pozostawić samym sobie, jak po latach mądrze
zrobili Francuzi z Korsyką i jak po cichu postąpili Włosi na Sycylii,
uświadomiwszy sobie, że megaprocesy skutkują jedynie przejęciem kontroli przez
nowszą i bardziej wyrafinowaną mafię"
"zdecydowanie zbyt wiele uwagi Bliskiemu Wschodowi, pogrążonemu w niemal
powszechnym marazmie regionowi, w którym - pomijając Izrael - nie powstaje
prawie nic nowego"
"Gdyby zaprzestać zarówno inwazji, jak i prób nawiązania przyjaznych
stosunków, ludy Bliskiego Wschodu nareszcie mogłyby mieć swoją własną historię"