sadodesperado
03.08.07, 11:37
W pierwszych latach nowego stulecia mialo sie wrazenie, ze spolecznosc
miedzynarodowa postanowila powaznie sie zajac Bliskuim Wschodem. Tak Bill
Clinton chyba do ostatniego dnia swojej prezydentury probowal pogodzic
Palestyne z Izraelem. Jeszcze troche, i historyczna “decyzja o dwu panstwach”
mogla sie zrealizowac, a potem, kto wie – atmosfera zaczela by sie zmieniac.
11 wrzesnia 2001 roku zmusilo juz nowa administracje USA skoncentrowac swa
uwage na regionie od Morza Srodziemnego do polwyspu Hindostan. Nie ma potrzeby
po raz kolejny potepiac neokonserwatorow, ktorzy przez swoj demokratyczny
mesjanizm wsadzili kij w gigantyczne mrowisko. Ich kleska jest oczywista i
uznana juz prawie przez wszystkich. Ciekawe w tym kontekscie jest co innego.
Koncepcja demokratyzacji “Duzego Bliskiego Wschodu”, jakkolwiek byla bledna
czy dwulicowa, metodologicznie byla proba systemowego podejscia do rozwiazania
niezliczonych problemow regionu. Tego typu podejscie zasadniczo odbiegalo od
zasad poprzednich epok. Od zarania dziejow az do poczatku lat 90-ch XX wieku
tereny te sluzyly arena ostrej rywalizacji duzych graczy regionalnych oraz
mocarstw kolonialnych. Podzial Bliskiego Wschodu na strefy interesow sil
rewalizujacych okreslal logike i kierunek jego rozwoju.
Plan “Duzego Bliskiego Wschodu” wywodzil sie (poza oczywistymi
geostrategicznymi inetersami Waszyngtonu) ze slusznego zalozenia, ze
kardynalna zmiana sytuacji mozliwa jest tylko w drodze wszechogarniajacej
modernizacji ukladu spolecznego, politycznego i gospodarczego.
Nie jest przypadkowe, ze ukazanie sie tej koncepcji mocno poparlo na duchu
sily reformatorskie. Raport o rozwoju jednostki ludzkiej w swiecie arabskim
autorstwa wybitnych intelektualistow z krajow Bliskiego Wschodu, co ukazal sie
po raz pierwszy w 2002 roku pod egida ONZ, analizowal zaleznosc bespieczenstwa
i stabilnosci od poziomu zacofania humanitarnego i spolecznego.
Ozywila sie tez Unia Europejska. W 2003 roku ukazal sie Europejski program
sasiedztwa, w ramach ktorego formulowano ogolne podejscia UE do demokratyzacji
I rozwoju sasiednich panstw Afryki Polnocnej i Bliskiego Wschodu. Dzis od tych
dobrych checi nie pozostalo sladu.
Glowna ofiara katastrofy irackiej stala sie idea modernizacji regionu
zasadniczo waznego dla calego Swiata. Polityka bliskowschodnia duzych mocarstw
zmienila sie w manifestacje calkiem cynicznie rozumianych interesow narodowych
na tle ostrej polityki silowej.
Administracja USA oglosila zamiar dostarczyc swoim sojusznikom na Bliskim
Wschodzie - Izraelowi, Egiptowi oraz panstwom Zatoki Perskiej– wspolczesnych
zbrojen o ogolnej wartosci 20 mld dolarow. Stawka robiona jest na
wstrzymywanie szyickiego Iranu, pozycje ktorego sie wzmocnily w wyniku
irackiej kompanii USA. Trzyma to w starchu kraje sunnickie, szczegolnie Arabie
Saudyjska. Waszyngton piecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze,
wzmacnia zwiazki z tradycyjnymi sojusznikami (o ich demokratyzacji zadnej mowy
juz nie ma), poparcie ze strony ktorych jest szczegolnie potrzebne w swietle
nieodleglego wycofania sie z Iraku. Po drugie, potwierdza pozycje
amerykanskich producentow na najbogatszym rynku broni na swiecie.. Przy tym,
co prawda, wyscig zbrojen w regionie i bez tego nafaszerowanym sprzetem
wojskowych wchodzi na kolejny poziom. A Teheran dostaje dodatkowa motywacje
do stworzeniua broni atomowej – tez jako srodka powstrzymywania.
Lecz jest to normalna logika konfrontacji, zwyczajna dla tej czesci swiata.
Jak juz na Bliski Wschod wraca “realpolitik”, Europa nie chce byc w tyle.
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy zrobil ze swojego humanitarnego mediatorstwa
w sprawie uwolnienia bulgarskich pielegniarek z libijskiego wiezienia nie
tylko efektowne ”show”, ale tez operacje komercyjna ze sporymi perspektywami.
Oficjalnie ogloszono, ze firma francuska dostarczy do Tripolis reactor jadrowy
dla napedu instalacji przemyslowej do produkcji oczyszczonej wody z morskiej,
innymi slowy , Francja pierwsza wejdzie na ten rynek. Sukces konkurencyjny
swojego kraju Sarkozy zapakowal i sprzedal z cala swoja francuska elokwencja:
ze w imie unikniecia wojny cywilizacji, nalezy powierzac technologie nuklearne
krajom arabskim..
Warto przypomniec, ze mowa jest o rezimie z reputacja zaiste beznadziejna,
wczesniej przylapanym i na terroryzmie panstwowym i na dazeniu do otrzymania
broni masowej zaglady, oraz budujacym swoja polityke na otwartym szantazu.
Pulkownik Kaddafi , co prawda, okazal sie bardziej rozgarniety, niz jego juz
niezyjacy przyjaciele i koledzy Idi Amin i Saddam Hussajn. Kiedy 5 lat temu
zaczelo sie robic naprawde goraco, Kaddafi na czas sie zorientowal.
“Zakablowal” on Amerykanom “supermarket” nuklearny pakistanskiego fizyka
Abdullaha Kadir Khana, klientem ktorego byla Libia, i rozliczyl sie za
zniszczony na rozkaz Tripolis samolot pasazerski. Po tym krajow na “osi zla”
ubylo – bogata w weglowodany Libia zostala “rozgrzeszona”. A po korzystnej
“sprzedazy” pielegniarek, Kaddafi wogole, jak z satysfakcja zaznaczyl jego syn
Islam, odkryl “zlota mozliwosc” w stosunkach z Zachodem.
Do tego Sarkozy podpisal w Tripolis umowe o wojskowo-technicznej wspolpracy, w
ramach ktorej do Libii po raz pierwszy zaczna sie dostawy broni produkcji
zachodniej.
To ze “tourne” Sarkoziego jest przykladem, lagodnie mowiac, ostrego
pragmatyzmu, nie obciazonego wzgledami moralnymi, jest calkiem oczywiste.
Wazniejsze jest co innego. Glowa panstwa francuskiego nie tylko zadzialal we
wlasnym zakresie “na swoj starch i ryzyko”, w zaden sposob nie koordynujac
swoich poczynan z Unia Europejska i nie zwracajac uwagi na zasady wspolnej
polityki zewnetrznej UE. Obrocil on “wspolnieeuropejski” zasob na korzysc
wylacznie wlasnego kraju. Przeciez negocjacje o losie niefortunnych medykow z
Bulgarii prowadzone byly na szczeblu UE juz od dawna, grunt byl solidnie
przygotowany. Swoim “rzutem z marszu” Sarko ostro “szarpnal koldre na siebie”.
Otwarta konkurencja duzych mocarstw na “Duzym Bliskim Wschodzie” niepokoi
przede wszystkim z tego powodu, ze sytuacja ogolna jednoznacznie sie pogarsza.
Wezel palestynski zaciagnal sie maksymalnie. W Iraku bez zmian. Nowy rzad
Turcji, jak tylko zostanie utworzony, bedzie musial zdecydowac czy dokonywac
inwazji na iracki Kurdystan. Talibowie w Afganistanie staja sie glownymi
“newsmakerami” i sytuacja jest bliska tego zeby zaczac sie rozwijac pod ich
dyktando. Tok wydarzen w Pakistanie staje sie coraz bardziej przerazajacy.
Rosja putinowska jest czesto posadzana o to, ze jej polityka wogole i na
Bliskim Wschodzie w szczegolnosci jest maksymalnie merkantylna i cyniczna.
Sprzedaz broni tam gdzie jest to mozliwe (Syria, Iran). Wspolpraca nuklearna z
tymi z kim jest nieporzadana (Iran). Kontakty z silami uwazanymi za
ekstremistyczne (HAMAS). Aluzje do mozliwosci zmowy kartelowej w sprawie gazu
(Katar, Iran). To sa oczywiste fakty. Lecz chcialoby sie zajrzec w oczy np.
Nicolasowi Sarkozy, kiedy bedzie on wytykal Moskwie wszystkie te winy…