absztyfikant
15.11.07, 02:37
Ahmadijead dostanie za swoje, zawisnie na stryczku jak Saddam...
Policjantki otoczyły demonstrantki kordonem. Potem do akcji
wkroczyli policjanci, bijąc je i aresztując. Tak wyglądał wiec na
teherańskim placu Haft-e Tir w czerwcu 2006 roku i późniejsza o dwa
miesiące demonstracja pod lokalnym sądem. Feministki – według władz
kobiety złe i nieskromne, bo pokazujące światu kosmyki włosów
wystające spod chust – trafiły na oddział numer 209 więzienia Ewin.
Po kilku dniach zostały wypuszczone, ale nie na zawsze.
Niedługo na 30 miesięcy wróci tam Delaram Ali. Stała się znana, gdy
zdjęcia pokazujące, jak policja targa ją po ziemi i łamie rękę,
pojawiły się na stronach internetowych, których władzom nie udało
się zablokować. Te zdjęcia najbardziej rozjuszyły reżim. Dowodziły,
że policja brutalnie potraktowała demonstrujące kobiety. A
oficjalnie nic się nie stało. Nikt nikogo nie zatrzymywał, nikt
nikogo nie bił.
Dodatkowo Delaram Ali otrzyma w więzieniu dziesięć batów. – To kara
symboliczna, uderzenia nawet nie zdążą zaboleć – mówi z nadzieją
skazana.
Oba wydarzenia z zeszłego roku skłoniły irańskie feministki do
rozpoczęcia akcji „Milion podpisów“. Zbierają je pod kilkoma
postulatami dotyczącymi zmian w niesprawiedliwym dla kobiet prawie.
Zbierają powoli, narażając się na prześladowania i więzienie – akcja
obliczona jest na lata.
Wiecej:
rp.pl/artykul/68279.html