Czy to możliwe ...

23.03.10, 20:41
Nie pisałam o tym wcześniej ale bodaj w listopadzie dziwna historia mi się
przydarzyła. I do dzisiaj nie wiem czy to była prawda czy nowy sposób naciągania.
Wracałam z zakupów. Nieopodal przystanku autobusowego zaczepił mnie mężczyzna
z zapytaniem jak dojść na pewną ulicę.Wiedząc ze ta ulica jest dość daleko
zaczęłam mu tłumaczyć jak mógłby podjechać z przesiadkami bo bezpośrednio nie
można.A on mi na to że idzie na piechotę z ... Piły już 15 godzin do Poznania
to i ten kawałek się przejdzie.Zaczął mi opowiadać że jest bezrobotnym
wolontariuszem i na tejże właśnie ulicy mieści się ośrodek pomocy społecznej
czy coś w tym stylu gdzie chciałby pomagać.Mężczyzna ok 40 lat.Na pierwszy
rzut oka myślałam że jest pod wpływem alkoholu ale niczego takiego od niego
nie wyczułam.Potem pomyślałam ze może naćpany.Na końcu jednak doszłam do
wniosku że jeśli to prawda to pewnie zmęczony.
Tym bardziej że wychodził z ulicy na której ja mieszkam i nota bene wzdłuż
niej na nasypie znajdują się tory kolejowe właśnie z kierunku Piły.
Zapytał się ile czasu zajmie mu dotarcie do celu.Na moje oko godzina półtorej
a on na to że da radę.
Podziękował mi i gdy odchodziłam zawołał jeszcze raz z prośbą czy mogłabym mu
dać choć 50 groszy na bułkę.Z drobnych miałam akurat dwa złote,dałam a on : o
to jeszcze starczy mi na jakiś sok.

No i co powiecie.
Historia prawdziwa czy zmyślona bo ja do dzisiaj nie wiem a w pracy gdy
opowiadałam też nikt nie potrafił udzielić mi jednoznacznej odpowiedzi.
    • wladziac Re: Czy to możliwe ... 24.03.10, 10:31
      bardzo trudno tu o jednoznaczną odpowiedź nie znając człowieka,faktycznie
      istnieje duża grupa naciągaczy ale nie mało jest też ludzi naprawdę
      biednych,teoria o tym że gość jest naciągaczem może się potwierdzić wtedy kiedy
      spotkasz go ponownie i dowiesz sie tego samego,w mojej niedalekiej okolicy na
      dość ruchliwej trasie prowadzącej w kierunku poczty "grasuje"starsza wiejska
      kobieta i jest tak upierdliwa że podąża za upatrzonym delikwentem kilkadziesiąt
      metrów nie dając spokoju,codziennie jest ta sama bajeczka o tym że brakuje jej
      na jakiś tam bilet,mieszkańcy pobliskich bloków i ludzie tacy jak ja
      przemieszczający się tą trasą stale są już zorientowani że kobita po prostu
      żebrze,dlaczego nie wiadomo chociaż poszła fama że to rodzina ją wystawia na
      ulicę i utrzymuje się z jej żebrania,różnie plotą się ludzkie losy a bankructwo
      totalne wcale nie jest niemożliwe i spotkało już nie jednego
      człowieka,najbardziej bulwersuje mnie żebractwo w kościele,czasami przechodząc
      obok kościoła w tygodniu wpadam do przedsionka żeby zmówić zdrowaśkę i
      praktycznie nie da sie wejść bo już w progu stoi gość z wyciągniętym kapeluszem
      i tak codziennie,przyznam że głupio się czuję wobec takich ludzi chociaż sama
      muszę dobrze kalkulować żeby przeżyć ale nasuwa mi się myśl co ja bym zrobiła
      będąc w takiej sytuacji,podobno dobro powraca ale ile osób można wspomagać mając
      ograniczone fundusze?
      • salimis Re: Czy to możliwe ... 24.03.10, 12:16
        Jeśli chodzi o naciągającą kobietę o której wspomniałaś to przypomniało mi się
        że latem gdy jechałam do weta, niestety akurat nie miałam do dyspozycji
        samochodu tak więc posiłkowałam się autobusem.
        No więc gdy czekałam na przystanku,podeszła kobieta o balkoniku i zapytała czy
        mogłabym dać jej 2 złote na bilet.Oczywiście w pierwszym momencie odmówiłam.Gdy
        się oddalała zaczęłam mieć wyrzuty sumienia i już chciałam pobiec aby dać jej
        bilet bo miałam akurat w zapasie ale zastanowiło mnie to że w pobliżu przystanku
        nie ma żadnego kiosku czy innego sklepu gdzie mogłaby kupić.Tak więc ostudziłam
        swoje zapędy.Nie całe dwa tygodnie póżniej wracałam z zakupów i patrzę idzie
        właśnie ta kobita.Znowu mnie zaczepiła o bilet.No to jej powiedziałam co miałam
        do powiedzenia i poszłam.Kobieta w szoku bo pewnie nie pamiętała już ze mnie
        wcześniej spotkała.

        Wracając do mojej wcześniejszej historii to zastanawiałam się czy jest możliwość
        przejścia 100 kilometrów w 15 godzin.Pociągiem zajęło by to 2 godziny.Skoro ja
        spotkałam owego mężczyznę koło 15-tej to oznaczałoby że musiał wyruszyć o 24-tej
        w nocy.Pewnie się nie dowiem póki będąc przypadkowo w pobliżu owej ulicy sama
        nie sprawdzę czy faktycznie znajduje się tam jakiś ośrodek.Ponoć miał to być
        nowo powstały.
        • katikot Re: Czy to możliwe ... 24.03.10, 13:51
          Może poszukaj w necie, czy jest tam faktycznie taki ośrodek?
          • salimis Re: Czy to możliwe ... 24.03.10, 15:25
            No patrz , że ja wcześniej o tym nie pomyślałam. Przed chwilą skorzystałam z
            najlepszego netowego przyjaciela jakim jest Google i na tej ulicy znalazłam
            jedynie Zakład Doskonalenia Zawodowego.Żadnego ośrodka no chyba że ja szukać nie
            umiem albo taki faktycznie nie istnieje.
            • barba50 Re: Czy to możliwe ... 24.03.10, 19:54
              Nie jest możliwe przejście 100 km w 15 godzin. Fizycznie niemożliwe. W dobę tak. Mój TŻ brał udział w takich pieszych rajdach w Puszczy Kampinoskiej gdzie trzeba było pokonać właśnie 100 km w czasie doby (było to wiele lat temu) i pierwszego roku spasował po 75 km, w drugim roku mu się udało, ale z wanny musiałam go wyciągać, bo sam nie był w stanie wyjść.
              • salimis Re: Czy to możliwe ... 24.03.10, 20:27
                Dzięki barbo, ja niestety jestem piechur krótko metrażowy,do sklepu i z powrotem.Zatem nie mam żadnego odniesienia a nie znam nikogo kto robi długodystansowe wycieczki.
                W sumie to jeszcze pielgrzymi mieliby o tym jako takie pojęcie.
                No cóż jestem bogatsza o jedno doświadczenie wink
              • wadera3 Re: Czy to możliwe ... 24.03.10, 21:54
                barba50 napisała:

                > Nie jest możliwe przejście 100 km w 15 godzin. Fizycznie niemożliwe.


                W teorii piechur idzie z prędkością ok 7/8 km na godzinę, ale faktycznie to się
                sprawdza przy krótkich dystansach.
                też chadzałam na rajdy(a nawet pielgrzymki do Częstochowy), po kilku godzinach
                człowiek po prostu pada, tam gdzie stoi.
                Istnieje jeszcze jedna możliwość - otóż ludzie chorzy psychicznie nieraz
                wykazują się taką nadludzką siłą.
                No i ludzie w stresie(no, ale nie tyle godzin).
Pełna wersja