barba50
10.01.12, 23:07
Mój syn to motocyklista. Kiedyś jeździł dużo, miał grono przyjaciół motocyklistów, byli to ludzie w różnym wieku, z trzeźwym spojrzeniem na życie. Bardzo lubiłam jak nas odwiedzali. Niestety 2,5 roku temu zdarzył się wypadek i jeden z kolegów A. nie wrócił z motocyklowej wycieczki. Zabił go pijany kierowca cysterny przewożącej mleko.
Od tego czasu większość z nich straciła serce do motocykli, czasem się spotykają, jeżdżą trochę, ale to nie to co kiedyś. Syn ożenił się (synowa też potrafi jeździć, choć nigdy swojego motocykla nie miała), w tym roku do przemieszczania się kupili skuter i to był bardzo dobry pomysł. Skuterek był "obecny" na ich ślubie (są zdjęcia), na urlopie zjeździli kawał północnej Polski. W związku z zimą, której nie ma syn jeździł skuterem do tej pory. Oczywiście tylko w dzień i przy dobrej pogodzie. Dzisiaj postanowił odstawić skuter do garażu czyli przyjechać do nas. No i niestety na łuku, z górki skuter stracił przyczepność i syn się wyglebił. Zatrzymał się na samochodzie jakiejś pani (ponoć pani w moim wieku i kociara). Na szczęście choć wyglądało groźnie nic poważnego się nie stało. Boli go ręka (mocno stłuczona, poszli do lekarza i na rtg, więc nie przelewki, bo syn ostatnio bezrobotny, więc nie ma ubezpieczenia), nie ma konieczności wkładania w gips, ale i tak przez czas jakiś będzie unieruchomiony.
Małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci- .... Ehhh....