barba50
28.02.12, 18:53
Niech to piorun strzeli i gęś kopnie. Wybrałam się dzisiaj w południe do fryzjera. A bo mi mąż wczoraj niepochlebnie o moim wyglądzie się wypowiadał

Potem umówiona byłam ze szwagierką w Leclercu. Już w czasie drogi na Ursynów popadywał śnieg, po wyjściu z marketu podjechałam jeszcze do Boliłapki umówić termin usuwania ząbków u Gałeczki i ..... jak wyszłam to się załamałam. Biało, mokro i ślisko. Jakoś wrócić musiałam. Pod pachę auta nie wezmę. Komunikacja miejska odpada, bo musiała być moja, wiejska.
Dojechałam. Jakoś. Większość jechała bardzo wolno, bo na więcej nie pozwalały warunki. Ze dwa razy trochę mnie chmajtnęło, niegroźnie na małej prędkości, ale wrażenie zdecydowanie niefajne...
A już miałam nadzieję, że to już koniec zimowych atrakcji.
Oczko znowu zamarzło

Odnowiłam przerębel, ale czy te moje karpiki przeżyją mam straszne obawy...