Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :)

28.02.12, 19:49
Czasem w moim warzywniaczku objawiają się tacy klienci, że grzechem byłoby nie opisać ich na forum ku ogólnej uciesze.

ot, choćby takie dialogi:
- ma pani przyprawę?
- ale do czego?
- no... do potraw
- ale jakich?
- do wszystkich...

- dobre te banany?
- bardzo dobre
- a nie są suche w środku?

- czy te jabłka to świeże?

- są może bilety ulgowe?
- w warzywniczym???
- ja nietutejszy...

Będę to uzupełniać na bieżąco.
    • wladziac Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 28.02.12, 21:10
      uciechę to ja też miałam jak kiedyś zatrudniła mnie znajoma w sklepie z garniturami męskimi i dodatkami różnymi ślubnymi też,przychodziły przeważnie pary albo całe rodziny i do jednego garnituru potrafiło przyjść pięć,sześć osób które w sklepie przewrócić potrafiło wszystko do góry nogami,na jakie dąsy panien mogłam się napatrzeć to szkoda mówić,jak inne klientki i my obsługa chwaliłyśmy wygląd to oblubienica przeważnie się nie zgadzała i zdąsana wychodziła wywlekając ze sobą rodzinę,najczęściej po paru godzinach był powrót ze spuszczoną głową i opuchniętymi nogami od łażenia,wytrzymalam tak chyba ze dwa lata i podziękowałam znajomej bo jednak brakło mi cierpliwości a nie musiałam tam pracowac,wracałam do domu zmęczona paru godzinnym bzdurnym gadaniem z ludzmi o dziwnej mentalności
      • agnes-05 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 28.02.12, 21:30
        Ja tez pracuję z ludźmi i to z różnych krajów, więc mam przegląd, ze się tak wyrażę .."głupoty międzynarodowej".smile
        Ostatnio najbardziej ubawiła mnie taka historia: stoimy przed fasadą kościoła, widnieją na niej uskrzydlone postaci. Pewna pani pyta: " czy te kamienne anioły są naturalnej wielkości?"
    • elzbieta.24 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 08:30
      Ja niestety pracuję w spółdzielni mieszkaniowej i nie mam takich zabawnych sytuacji no może jedna.
      8 marca do pokoju wchodzi lokaltor i mówi - wszystkiego najlepszego dla pań z okazji Dnia Kobiet a na to jedna z koleżanek - i nawzajem dla pana.
      • niutaki Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 10:03
        Oj tak ludzie stanowczo sa dziwni, ja pracowalam najpierw jako barmanka, potem w sklepie z odzieza markowawink potem znowu za barem. Czesto byly smieszne zdarzenia albo dziwne, ale najczesciej niestety chamstwo i bezmyslnosc. Ostatnia moja praca za barem byla w takiej pizzerii pomieszanej z pubem, tam byly takie akcje ze czasem kamienna twarz ciezko bylo zachowac.
        • barba50 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 12:31
          Tak mi się skojarzyło. Syn w ub. roku stracił pracę (był odpowiedzialny za pracę serwisu, uczestniczył również w sprzedaży). Znalazł pracę w zupełnie innej branży (budowlanej). Teoretycznie praca mniej ambitna, mniej prestiżowa, ale stała, bez żadnych obaw do jej utraty no i finansowo per saldo korzystniejsza, ale najbardziej urzekło mnie zdanie syna - jest szczęśliwy, że nie będzie musiał nic nikomu sprzedawać!
          • niutaki Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 13:57
            kumpel zmienil prace z kucharza na projektowanie ogrodowsmile i caly szczesliwy mowi do mnie: rozumiesz, zadnego zarciabig_grin
            • marysia191 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 14:43
              Historia z wczoraj:
              Mama odbiera trzylatka z przedszkola. Przechodzę obok korytarzem i słyszę zestaw (zapewne standardowych) pytań do dziecka, w tym jedno dość zaskakujące:
              - a byliście dzisiaj na podwóreczku?
              Wczoraj u nas od samego rana do późnego wieczora lało niemiłosiernie, do tego był porywisty wiatr smile
    • elzbieta.24 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 14:52
      Sprzed 10 minut.
      Dzisiaj w mojej administracji jest dzień bez obsługi lokatorów.Pomimo to lokatorzy przychodzą
      i są mocno wkurzeni.Jedna z Pań oświadczyła-nic nie robicie tylko leżycie i pijecie kawę. Tak w ramach dygresji mój wczorajszy dzień w pracy 7:30 do 22:00.Może jestem niegrzeczna ale odpowiedziałam że nie ma racji bo kawę na leżąco pije się niewygodnie .
      • yoma Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 16:44
        Dawno dawno temu bywałam często w Sejmie na posiedzeniach komisji. Jak znajdę kalendarze z tamtych lat, to wam pocytuję smile
      • pi.asia Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 18:55
        Elu, dokładnie taka odpowiedź przyszła mi do głowy smile

        To jak w tym starym dowcipie dowódca wściekły drze się na żołnierzy: Jesteście zupełnie jak dzieci! Tylko wódka i dziwki w głowie!

        Sytuacja w sklepie:
        Wchodzi klientka, zaczyna wybierać, ważę, nabijam na kasę, klientce dzwoni telefon, odbiera, zaczyna rozmawiać.
        Wchodzi druga klientka, ocenia sytuację i zaczyna zakupy. Kasę mam zajętą, więc liczę ją na kalkulatorze, dzwoni jej komórka, odbiera i zaczyna rozmawiać.
        Wchodzi klient, widzi dwie gadające przez komórki kobiety, więc zaczyna robić zakupy, liczę i notuję na kartce, klientowi dzwoni telefon, odbiera i zaczyna rozmawiać.

        Mam zaczęty paragon na kasie, zaczęte liczenie na kalkulatorze, zaczęty rachunek na papierze, ladę zastawioną towarem przeznaczonym dla trzech różnych osób, a te osoby stoją w moim naprawdę malutkim sklepie i gadają przez komórki...
        Do tej pory żałuję, że też nie wyjęłam telefonu i nie zaczęłam gadać.
        • saga55-5 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 29.02.12, 22:32
          A ja Wam powiem, że współpraca ( handel ) z ludźmi jest strasznie ciekawy i pouczający.
          Też mam taką pracę.
          Zazwyczaj moja sprzedaż opiera się na kompie i telefonie, ale raz na jakiś czas ( albo nawet nigdy ) spotykamy się osobiście.
          Sa to ludzie różnych profesji. Od prezesów, do tzw. " szarej strefy ". Oj co oni czasami nie wygadują i jakie zwierzenia mają.
          • esimona Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 05.03.12, 19:39
            Co nowego w warzywniaczku?
            Jakieś ciekawe pytania klientów? jakieś przepisy?
            Zajrzałam i żadnych nowości. Może jutro będzie coś nowego.
            • pi.asia Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 05.03.12, 21:21
              Nie nowe, ale często słyszane zimą i jesienią:

              - myślałam że pani ma zamknięte...
              - a dlaczego pani tak myślała?
              - a bo drzwi zamknięte
              - przecież na dworze jest -5 stopni!
              - a rzeczywiście.....

              - kupiłabym jabłka, ale czy nie zmarznięte?
              - no oczywiście że nie
              - no bo teraz takie mrozy.... (było -20)
              - ale ja tu grzeję dzień i noc
              - ach, to pani tu grzeje???? (niebotyczne zdumienie)

              Sytuacja z dzisiaj:
              - ma pani te jajka po 45 groszy?
              - ????? po 45 groszy????
              - no kupowałam tu takie....
              - ale chyba ze dwa miesiące temu!
              - no tak.... To co, nie ma ich? bo wszędzie podrożały... i myślałam, że u pani będą po 45 groszy
              (wszędzie, nawet w marketach są powyżej 70 groszy, u mnie ściółkowe są po 69)
              • andy3458 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 05.03.12, 22:28
                Niedawno ok. 2.30 w nocy w pracy zadzwonił telefon. Facet był zainteresowany kupnem części do samochodu. Kiedy powiedziałem mu że salon czynny jest od 8 rano, a teraz najwyżej na parking mogę go wpuścić ale i tak będzie musiał czekać do rana - ten stwierdził że pasuje mu to bo jest właśnie teraz przejazdem w Lublinie i ... chętnie zaczeka na parkingu do rana. Rzeczywiście przyjechał, wpuściłem go na parking -popatrzał przez szybę na samochody w salonie i ... czekał w samochodzie do 8 rano. A na dworze było w nocy - 8 stopni. big_grin
                • pi.asia Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 08.03.12, 21:55
                  Najnowszy hit.

                  - jest może włoska kapusta?
                  - oj, przykro mi ale nie ma
                  - bo potrzebuję na kapuśniak
                  - ale niestety nie ma
                  - bo ja kapuśniak robię z włoskiej kapusty
                  - ale nie ma
                  - może tam naprzeciwko dostanę, bo potrzebuję
                  - może tam będzie, u mnie nie ma
                  - ale nie chce mi się iść, a potrzebuję włoską kapustę
                  - ale ja nie mam włoskiej kapusty, a może pani ugotuje ze zwykłej białej?
                  - nie, ja wolę z włoskiej
                  - ale ja nie mam
                  - no bo z białej by się za długo gotowała, wolałabym włoską
                  - ale nie mam włoskiej
                  - nie ma pani?
                  - no nie mam
                  - a to tylko dzisiaj nie ma czy w ogóle nie ma?
                  - dzisiaj nie ma, mogę przywieźć pani jutro
                  - ale ja potrzebuję dzisiaj
                  - no to dzisiaj nie ma
                  - nie ma?
                  - no nie ma...

                  W pewnym momencie pomyślałam, że jak ta rozmowa jeszcze trochę potrwa, to osobiście polecę do konkurencji kupić włoską kapustę i wręczę ją babie w prezencie, żeby tylko wyszła, bo za chwilę mnie szlag na miejscu trafi.
                  W końcu kupiła białą.
                  • saga55-5 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 08.03.12, 22:05
                    Uwielbiam takie egzemplarze klientów !!!!!!!! brrrr
                    Koszmarne babsko !
                    • andy3458 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 08.03.12, 23:42
                      Asia. Masz chyba stalowe nerwy - podziwiam Cię bo ja bym nie zdzierżył takiego babsztyla chyba.devil
                      • barba50 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 08.03.12, 23:49
                        Że trzeba mieć w takich sytuacjach stalowe nerwy wiem. W ostatnim okresie prowadzenia serwisu często z niepokojem obserwowałam zachowanie męża (toż dobrze go znam po 44 latach obcowania), bo obawiałam się, że w którymś momencie nie wytrzyma i przyłoży jednemu albo drugiemu klientowi... Dobrze, że to już wspomnienie wink
                        • pi.asia Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 09.03.12, 17:51
                          Ach, na tę sytuację patrzyłam trochę przez pryzmat narastającego absurdu, a trochę pod wpływem informacji o burzach na Słońcu, więc wiedziałam, że może być dziwnie.

                          Tak naprawdę ciśnienie mi się podniosło jesienią. To był chyba wrzesień. Wybór ogromny, ceny naprawdę niskie - jak to w sezonie.
                          Przyszła młoda klientka, nabrała różności, w sumie bez mała cztery kilo warzyw, dwie pełne reklamówy, rachunek wyniósł 8.70. Zapłaciła, wzięła resztę i oświadczyła: jakie to wszystko drogie, nic człowiek nie kupił, a prawie dycha poszła....

                          Naprawdę, od wyrwania jej tych toreb i oddania pieniędzy dzieliła mnie tylko cienka czerwona linia.
                          • sol_ Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 10.03.12, 16:51
                            Do tej pory pamiętam pewien odebrany przeze mnie telefon (pracowałam wtedy w sklepie z drogimi, jak na owe czasy meblami):

                            - ja: (odbieram - bla bla)
                            - ktoś (rycząc): Gdzie jest ten facet z trąbką ??!!
                            - ja: ??????
                            - ktoś: (rozłączył się)

                            Nie wyglądało to na dowcip. Jedynym wytłumaczeniem jakie przez te wszystkie lata od tamtego czasu przychodziło mi do głowy jest fakt, że po drugiej stronie ulicy jest filharmonia smile
                            • pi.asia Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 10.03.12, 18:17
                              Tak sobie pomyślałam, że możecie sobie pomyśleć, że moi klienci to jakieś półmózgi, a ja ich szczerze i dogłębnie nienawidzę i traktuję z politowaniem oraz wyższością.

                              Otóż naprawdę tak nie jest. Naprawdę, naprawdę!

                              98% moich klientów to klienci stali, wręcz zaprzyjaźnieni (pisałam już, że zdarza się iż ktoś przyniesie mi obiad), mówią do mnie "Pani Asiu", zostawiają sobie ciężkie torby idąc po inne zakupy, do niektórych mam numery telefonów i wysyłam sms np. że są boczniaki (ciężko kupić!), wiem o ich problemach zdrowotnych, rodzinnych, finansowych, oglądam zdjęcia ze ślubu, wesela, wakacji, wyjazdu, to są po prostu moi klienci. smile

                              ...a że czasem trafi się jakiś oryginał to normalne...
                              • wladziac Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 10.03.12, 18:48
                                takie zaprzyjaźnione panie i ich sklepiki są cudowne,w czasach mojego dzieciństwa tylko takie były i było super,towar świeży przywożony przed otwarciem sklepu a poza tym ile produktów można w nich było kupić,takie mini markety z pysznymi landrynkami,świeżym chlebkiem,jajami,jabłkami,świeczkami i drewnem w szczapach na opał,tak mi się przypomniało przy tej okazji a oryginały ubarwiają życie chociaż przyznaję bywa ciężko z niektórymi
                                • esimona Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 10.03.12, 23:31
                                  Ludzie są bardzo różni obserwacje przynoszą duży materiał do analiz psychologicznych i socjologicznych.
                                  Któregoś dnia przy kasie sklepu, w którym robię od czasu do czasu zakupy, wpadła mi złotówka do szpary w kontuarze. Ekspedientka chciała odsuwać ladę, żeby ją wydobyć. Powiedziałam, żeby tego nie robiła bo to tak, jak pieniążek wrzucony do fontanny, żeby do tego miejsca wrócić.
                                  Pani bardzo się zdziwiła i powiedziała, że jestem pierwszą osobą, która nie chciała poszukiwania monety, ludzie proszą o odsuwanie kontuaru, kiedy wpadnie 1 grosz, zwłaszcza ci, po których widać, że do biednych nie należą.
                                  • pi.asia honor żbika 12.03.12, 22:35
                                    "Żbik" to moje określenie chlora, menela czy jak tam jeszcze zwać te indywidua.

                                    Warzywa drugiej klasy świeżości zwykłam wystawiać w kartonie przed sklep, dla potrzebujących. Ludzie brali, czasem pytali, czasem nie, nieraz usłyszałam od którejś z klientek, że ci co biorą, to wcale do biednych nie należą.
                                    Aż któregoś razu zajrzał do sklepiku żbik. Klasyczny - czerwony nos, czerwona gęba, lekko sepleniący - no żbik w formie czystej.
                                    Żbik powiedział "dzień dobry" i zapytał, czy może sobie wziąć troszkę z tych warzyw z kartonu. Oczywiście potwierdziłam i wróciłam do przerwanej lektury.
                                    A żbik zajrzał ponownie, powiedział "dziękuję" po czym spytał, czy nie trzeba mi na przykład śmieci wyrzucić albo co.
                                    Tu dodam, że do śmietników na tym osiedlu mam naprawdę daleko, no a warzywniaczek trochę odpadów produkuje (mimo że liście kapusty, kalafiora i różne nacie biorą właściciele królików).
                                    Tak więc poprosiłam żbika o wyrzucenie śmieci.
                                    Od tamtej pory żbik przychodził codziennie. Zawsze pytał "wyrzucamy coś?" a potem dopiero "mogę sobie to wziąć?". Kartonik z warzywami II klasy trzymałam już w środku, dla niego. Bo nie ukrywam, że był to dla mnie bardzo wygodny układ. Jemu też to pasowało. Pracował gdzieś jako nocny stróż i wracając z pracy zawsze do mnie przychodził.

                                    Zimą żbik znikł. Obrastałam w śmieci (zimą było niewiele), a na dworze trzaskał mróz, siedziałam zwinięta w kłębek i nie chciało mi się iść do śmietnika. A żbika nie było.
                                    Potem spadł śnieg i zasypał drogę do śmietnika. Żbika nie było.
                                    Wreszcie się zmobilizowałam i wyniosłam śmieci. Żbika nadal nie było. Tak minęły ze dwa tygodnie.
                                    Wtedy znienacka pojawiła się żbikowa. Powiedziała, że mąż jest chory, ma problemy z kręgosłupem, i przysłał ją, żeby mi wyrzuciła śmieci i przeprosiła, że on się nie pokazuje, bo mogę sobie źle o nim pomyśleć, bo skoro się podjął obowiązku, to przyzwoitość nakazuje dotrzymać. I że jak wyzdrowieje, to będzie już przychodził.

                                    Wierzcie mi, dawno nie przeżyłam takiego zaskoczenia! Oczywiście można powiedzieć, że jemu bardziej zależało na układzie ze mną, bo sporo korzystał, ale ile jest takich osób, które szanują to co dostają?

                                    Żbik wyzdrowiał, i codziennie przychodzi wyrzucić mi śmieci. A ja dbam, żeby w kartonie zawsze coś dla niego było.



                                    • jottka Re: honor żbika 12.03.12, 23:49
                                      omamo, no wigilijna opowieśćsmile trzeba zrobić mnóstwo ciasteczek albo czegoś takiego i mieć w słoju dla takich fajnych klientówsmile
                                      • barba50 Re: honor żbika 12.03.12, 23:59
                                        Piękne!
                                        I jak to często pozory mylą.
                                        • jottka Re: honor żbika 13.03.12, 00:07
                                          a to się zgadza, najlepsi klienci to tzw. chłopcy z huty (w warszawie pewnie z pragi, a w trójmieście z orunismile - tatuaże, łyse głowy, ubiór sportowy, ale w życiu słowniejszych klientów nie miałam. jak już się umowę zawarło, to jest święta. i nie spóźniają się, a w razie czego dzwonią z przeprosinami, że niestety nie zdążą na umówioną godzinę i czy spóźnienie o 5 minut ewentualnie wchodzi w gręsmile
                                    • olinka20 Re: honor żbika 13.03.12, 09:38
                                      Piasia, jaka wspaniała, podnosząca na duchu opowiesc!
                                      Tego mi było trzeba, dziekuje.
                                      • esimona Re: honor żbika 13.03.12, 12:44
                                        Piekna opowieść, opowieści z warzywniczka są wspaniałe i wielowymiarowe.
                                        Zaglądam codziennie
                                        • niutaki Re: honor żbika 13.03.12, 15:41
                                          fajne, pozytywne bardzo.
                                          • pi.asia czy jest....? 13.03.12, 21:06
                                            Fajnie mam, wszyscy siedzą na Zakątku, a ja zaanektowałam całą Poczekajkę i trzaskam wątek za wątkiem wink

                                            Dziś będzie lista pytań o dostępne towary.
                                            Czy wiecie, o co można pytać w warzywniaczku?

                                            - o bilety (nagminne)
                                            - o kartę do telefonu (nagminne)
                                            - o chleb krojony
                                            - o balony
                                            - o zeszyty
                                            - o sznurowadła
                                            - o ozdobną papeterię
                                            - o szampon
                                            - o agrafki
                                            - o szare mydło
                                            - o klej do glazury

                                            Parę razy spytano mnie także o możliwość zapłacenia kartą. Wtedy robię ogromne, smutne oczy i mówię, że niestety, żadna firma nie chciała podciągnąć terminala do melaminy...
                                            • barba50 Re: czy jest....? 13.03.12, 21:43

                                              Ja bym się tak bardzo nie dziwiła suspicious
                                              W sklepiku w mojej wsi (nie jest to co prawda typowy warzywniaczek) nie byłoby tylko balonów, kleju do glazury i prawdopodobnie sznurowadeł, ale pewności nie mam.
                                            • olinka20 Re: czy jest....? 13.03.12, 21:45
                                              Asia, zobacz jakie masz pole do popisu na rozwoj warzywniaczka big_grin
                                              • andy3458 Re: czy jest....? 13.03.12, 22:07
                                                Czyli - mydło, widło i powidło . Biznes to biznes big_grin
                                                • malpa-w-czerwonym1 Re: czy jest....? 13.03.12, 23:17
                                                  sprzedaż mieczy i innych rzeczy!
                                                  To mój pierwszy post na poczekajce, chociaż czytam ją od jakiegoś czasu, a dłużej podczytuję zakątek. A dzisiaj, z postu porządnickiej barby50, dowiedziałam się o porządkach w zakątku i z zaskoczeniem stwierdziłam,że tam też należy zapukać! To co? Pukać, nie pukać?
                                                  P.S. mam dwie kotki szylkretki i jednego psa - to chyba się nadaję?
                                                  • barba50 Re: czy jest....? 13.03.12, 23:36
                                                    No dobra suspicious Już Cię dopisałam do Zakątka smile
                                                    Ale ja Ci dam porządnicką Barbę http://emots.yetihehe.com/1/foch.gif
                                                    Chyba że to było w pozytywnym znaczeniu, no http://emots.yetihehe.com/1/wstydnis.gif
                                                  • malpa-w-czerwonym1 Re: czy jest....? 13.03.12, 23:49
                                                    Oczywiście,że w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Porządna od słowa "porządek", a nie "pożądać"! Cieszę się, że jestem na zakątku, bo właśnie przymierzałam się do napisania czegoś! smile
                                                  • andy3458 Re: czy jest....? 14.03.12, 00:16
                                                    Pkt. 1 regulaminu Zakątka - " nie zadzierać z Administracją naszą , żeby nie zostać zepchniętym w niebyt wiekuisty". Pisać, koty głaskać, dzielić się uwagami i ... ale mnie zaraz Barba ochrzani big_grin Nie bij Barbo tylko mi przetłumacz.
                                                  • barba50 Re: czy jest....? 14.03.12, 00:27
                                                    Nie będę bić suspicious Nie mam siły. Sczyściłam razem z Waderą przeszło 2 tys. dusz na Zakątku i tylko mam nadzieję, że nikogo nie wyrzuciłam komu się nie należało shock
                                                    Bić? Za co? My tu wszyscy grzeczni http://emots.yetihehe.com/1/jezyk.gif
                                                  • olinka20 Re: czy jest....? 14.03.12, 09:06
                                                    i znowu wątek zmierzył w druga strone big_grin
                                                  • malpa-w-czerwonym1 Re: czy jest....? 14.03.12, 09:43
                                                    Eee, dlaczego? Przecież zakątkowi bywalcy to tak jak klienci warzywniaczka Pi.Asi!!smile
                                                  • wladziac Re: czy jest....? 14.03.12, 10:20
                                                    witaj małpeczko,fajnie że jesteś z nami i naszymi futrami,wątki się przeplatają i to jest fajne też nie ma monotonii
                                                  • pi.asia Re: czy jest....? 14.03.12, 17:43
                                                    no to ziuuuu....! (z wizgiem zawraca do tematu podstawowego)

                                                    pytanie klientki z dzisiaj:
                                                    - czy te pomidory to letnie?
                                                    (nie wiem o co jej chodziło, nie umiała sprecyzować)

                                                    A rano w hurtowni warzyw zobaczyłam znane mi doskonale warzywo z opisem Sałata szczępiata
                                                    Przez cały dzień miałam dobry humor wink
                                                  • yoma Re: czy jest....? 14.03.12, 20:29
                                                    Dobrze, że nie zębata, lectuca dentata smile
                                                  • pi.asia Re: czy jest....? 14.03.12, 20:48
                                                    Sałata zębata... hm... pomyślimy nad wyhodowaniem wink

                                                    Swego czasu na naszym miejskim Ryneczku ustawiał się starszy pan z owocami z własnego sadu, z opisami:
                                                    - gruszki miękie
                                                    - japka słotkie
                                                    - śliwki bez robaków

                                                    A w poważnym sklepie spożywczym na własne oczy widziałam kiełbasę Żeszowską wink
                                                  • olinka20 Re: czy jest....? 14.03.12, 22:15
                                                    To mi przypomina Zboczek Zbojnicki big_grin
                                                    To Z było takie wielkie, ze zawsze zamiast boczek czytałam zboczek. Długo potem w sklepie sie nie pokazałamwink
                                                  • andy3458 Re: czy jest....? 14.03.12, 23:14
                                                    Swego czasu u nas w salonie klient wypowiedział słowa : "Jedzie Toyota, a z a kółkiem idiota" - tak mu się chlapnęło. Ale więcej już do nas nie przyszedł. big_grin
                                                  • yoma Re: czy jest....? 16.03.12, 19:12
                                                    A ja zawsze mówię zboczek (mężu, a może by tak upiec zboczek?).

                                                    MAtula moja nie pokazywała się w sklepie po tym, jak poprosiła o zapakowanie jej jajek do jajnika. No, do tej wytłoczki na jajka.
    • babcia47 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 16.03.12, 13:56
      mała piekarnia pracująca na jedną, nocną zmianę..ma własne sklepy firmowe, do których ostatnim transportem, przed wyjsciem do domu wysyłałam to, co zostało mi z upieczinych nadwyżek, bo potem i tak nie miałby kto tego sprzedawać..sklepu przy piekarni nie ma własciwie ale te nadwyzki sprzedaje się zwyczajowo okolicznym mieszkańcom. Piekarnia działa od lat, ma tych samych klientów..no i nieodmiennie każdy klient, który przychodził pytał..czy ten chleb świeży?..nawet trzymajac w ręku ten chleb..jeszcze ciepły!! Jeden z klientów wyskakiwał mi z takim pytaniem też w poniedziałek rano..to mu odpowiadałam, ze specjalnie dla niego trzymam ten chleb od soboty
      ..sprzedawało sie tez tzw. zwroty, czesto pieczywo paczkowane, jeszcze w terminie waznosci lub czerstwe bułki jako pokarm dla zwierząt gospodarskich, na tarta bułkę, do kotletów, po mocno obnizonej cenie..jedna z klientek przychodziła regularnie do piekarni i pytała zduszonym szeptem, jakby to były conajmniej narkotyki: "czy ma pani COŚ?..czesto cisneło mi się na usta..mam migrenę
      • dorcia1234 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 16.03.12, 18:05
        kupowałam latem lody o wdzięcznej nazwie Krowie plecki
        oczywiście poprosiłam o krowie placki smile - byłam święcie przekonana, ze taką właśnie nazwę noszą
        • pi.asia Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 19.03.12, 21:52
          Najnowsze:
          - czy ta sałata sprawdzona? nic po niej nie jest?

          - kochana, dostanę u ciebie sitko?
          - sitko? jakie sitko?
          - no takie kuchenne!
          • yoma Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 20.03.12, 11:58
            Rrrany, jak ja nie lubię, jak ktoś mówi do mnie kochana (no chyba że mój mąż)
        • sol_ Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 19.03.12, 23:15
          Krowie plecki? Co za mistrz marketingu wymyślił taką nazwę dla lodów? big_grin
          • dorcia1234 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 20.03.12, 08:29
            sol_ napisała:

            Krowie plecki? Co za mistrz marketingu wymyślił taką nazwę dla lodów? big_grin

            nie wiem kto, jakiś pracownik firmy Nestle smile
    • aankaa Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 21.03.12, 19:06
      Pi.asiu - nie wiem w którym wątku podziękować Ci za wspaniałe chwile. Twoje opowiadania, wierszyki, rękodzieło, poczucie humoru, barwne przedstawianie "życia warzywniaczka"
      no, po prostu, brak mi słów żeby wyrazić swój podziw !

      bajdełejem dziękuję strażniczom wrót za ich uchylenie do poczekajki kiss
      • pi.asia Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 21.03.12, 19:17
        rumienię się http://s18.rimg.info/38a92b77f25a56aa72109e4f58d4f44c.gif

        dziękuję za uznanie (kłania się czapką do ziemi) - postaram się nadal trzymać poziom wink
        • wladziac Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 21.03.12, 20:44
          coraz weselej w warzywniaczku,w końcu zapanowała wiosna,co będzie się działo jak zaczną się nowalijki...ciekawa jestem
          • aankaa Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 21.03.12, 21:53
            - psze pani a te rzodkiewki to świeże?
            - <chwila zastanowienia>
            - no, z gleby ?
            - a jakżeby inaczej
            - za moich (!) czasów to oni byli zapiaszczeni i sznurkiem wiązane
            • dorcia1234 Re: Moi Klienci czyli życie warzywniaczka :) 21.03.12, 22:25
              chyba każdy zawód ma swoje smaczki.
              * Szwagier aptekarz opowiadał dialog, a właściwie monolog:
              -pani magister, ja poproszę tabletki na gardło, te co je wczoraj przed Teleexpresem pokazywali
              *Panie doktorze, mojego syna boli ucho, niech pan ratuje- tak się nagrał pewien pacjent na sekretarkę, w czasach gdy telefony nie miały jeszcze wyświetlania numeru. Kuzyn może i cudotwórca ale nie jasnowidz smile
              • pi.asia cham na wózku 24.03.12, 20:46
                Dzisiaj do mojego sklepu (a właściwie przed mój sklep) zawitał facet na wózku inwalidzkim. Był z kolegą, obaj tacy cwaniaczkowaci. Zaczął od pytania o cenę jajek "Ściółkowatego". Gdy usłyszał że po 70 groszy, to spytał "za sztukę?".
                A za chwilę zapytał o włoszczyznę - przyniosłam mu do pokazania, a on: a co tej lebiody tak mało? Jak jest mało to mi kuśka nie stoi!
                Jego kumpel parsknął śmiechem, on sam też się roześmiał, jakby było z czego.
                Oświadczyłam, że to nie było śmieszne, tylko chamskie, odwróciłam się i weszłam do sklepu.
                Oni się oddalili, bardzo zadowoleni z siebie.
                A ja byłam zła, że zareagowałam tak łagodnie!
                • agnes-05 Re: cham na wózku 25.03.12, 11:21
                  Ale gdybyś go potraktowała " z buta", to by było, że dręczysz kalekę...(((

                  A tak z innej beczki, pi-asiu, ten Twój warzywniaczek to daleko od Jasnej Góry?
                  Bo ja w środę będę na chwilę w Cz-wie z grupą Francuzów i jeśli to nie jest daleko, to w czasie, kiedy oni będą zwiedzać, to ja może bym się kropnęła do warzywniaczka?
                  • pi.asia Re: cham na wózku 25.03.12, 18:19
                    hmmmm, trochę daleko, ale autobusem z Rynku Wieluńskiego (obok Jasnej Góry, sprawdź na zumi.pl) dojeżdżasz w 16 minut. Chętnie Cię poznam, pisz na priva to ustalimy co i jak smile
                    • agnes-05 Re: cham na wózku 25.03.12, 21:48
                      Jakoś nie mogę wysłać priva ( podaje mi, ze zablokowane, ale ja nie za bardzo kumata w tych gazetowych adresach).
                      Autobusem to sie nie wyrobię, najwyżej taksówką. Ewentualnie w innym terminie, bo często sie przemieszczam do Częstochowy.)))
                      • pi.asia Re: cham na wózku 25.03.12, 21:57
                        ja wysłałam do Ciebie
                        • agnes-05 Re: cham na wózku 25.03.12, 22:29
                          Wysłałam odpowiedź jakiś czas temu. Mam nadzieję, że dojdzie.smile
                          • pi.asia Życie warzywniaczka 27.03.12, 20:05
                            Zaskoczył mnie dzisiaj mój dostawca jaj ściółkowych.
                            Współpracuję z nim od grudnia i jestem naprawdę zadowolona. Jajka pyszne, świeżutkie, dostawy regularne dwa razy w tygodniu, a jak jest sytuacja awaryjna to na telefon - aż się wierzyć nie chce, że tak można smile
                            A dzisiaj - dzisiaj przy dostawie otrzymałam prezent - kilka pisanek. I to nie kupnej chińszczyzny, tylko gotowanych, barwionych i lakierowanych własnoręcznie. Mała rzecz, a jak cieszy! Takie drobiazgi świadczą o firmie smile

                            Ja też robię podobnie - przed Bożym Narodzeniem każdemu klientowi dodaję do zakupów garstkę siana przewiązanego złotą wstążeczką. Niektórzy mówią "Ja jeszcze mam to sianko co mi pani dała trzy lata temu!" Ot, sentymentalny naród, zeschłe zielsko przechowuje wink
                            • pi.asia Re: Życie warzywniaczka 30.03.12, 21:34
                              Pytanie z dzisiaj:

                              - Ma pani fasolkę?
                              - Jaką fasolkę?
                              - No... zieloną.... albo żółtą....

                              Kiedyś kobiety wiedziały, że fasolka szparagowa jest tylko latem, teraz to wiedza dla wybranych wink
                              Raz się nawet zdarzyło, że w marcu klientka pytała o krajowe młode ziemniaki, i była bardzo zdegustowana, że nikt nie uprawia zimą ziemniaków w szklarniach.
                              • barba50 Re: Życie warzywniaczka 30.03.12, 21:39
                                Mój syn będąc niewielkim człowieczkiem, bywałym na wsi i w ogóle na tzw. łonie stwierdził (trafnie), że mleko daje krówka, a (nietrafnie) że herbatkę konik big_grin
                                • olinka20 Re: Życie warzywniaczka 30.03.12, 21:55
                                  Nie chciałabym sprobowac takiej herbatki od konika, ale za mleko prosto od krowy bym pokroiławink
                                  Ale ta chwila sie zbliza ( oby, oby).
                                  • pi.asia Re: Życie warzywniaczka 02.04.12, 20:35
                                    Z życia innego warzywniaczka, dwadzieścia lat temu, gdy kapusta i ogóry kiszone były w beczkach.
                                    Od bladego świtu przed warzywniaczkiem czekał mężczyzna ze słoikiem typu weck. To jest duży, litrowy słój.
                                    Gdy otworzyłam, wszedł i nieśmiało spytał, czy może dostać trochę wody spod ogórków. Nalałam mu cały słoik, a on otworzył gębę i wlał sobie to do gardła. Nie wypił, tylko właśnie wlał. Bez przełykania!
                                    Następnie wydał z siebie westchnienie niewysłowionej ulgi przemieszanej z niebiańską błogością i spytał ile płaci. Dowiedziawszy się, że nic, poprosił o jeszcze trochę.
                                    Ten drugi litr wody już wypił jak normalny człowiek.
                                    Ależ musiał mieć kaca!
                              • agnes-05 Re: Życie warzywniaczka 02.04.12, 20:43
                                pi.asia napisała:

                                > Pytanie z dzisiaj:
                                >
                                > - Ma pani fasolkę?
                                > - Jaką fasolkę?
                                > - No... zieloną.... albo żółtą....
                                >
                                > Kiedyś kobiety wiedziały, że fasolka szparagowa jest tylko latem, teraz to wied
                                > za dla wybranych wink

                                Ha ha, od razu mi sie skojarzyło z 'Weselem": "tym ta casem sie nie siwo.."
                                Zawsze były takie Radczynie..))
                                • pi.asia Re: Życie warzywniaczka 05.04.12, 05:18
                                  - Ma pani zwykłe jajka?
                                  - Zwykłe to znaczy jakie?
                                  - no..... kurze....
Pełna wersja