Dodaj do ulubionych

jak niemyśleniem umilać sobie życie :)

16.03.12, 20:03
1. pożyczyć od córki magnetofon i zrobić jej awanturę że nie działa, (pewnie zepsuła!) po czym obserwować jak córka wkłada wtyczkę do kontaktu mówiąc, że teraz powinien działać (moja mama wiele lat temu)
2. iść z psem na spacer i po zakupy, przywiązać go przed sklepem, wrócić z zakupami bez psa. (ja)
3. przecierać mokrą szmatką ekran włączonego telewizora, dziwić się że kopie (ja)
4. w trakcie ubijania śmietany mikserem wyjąć z miski włączony mikser, obserwować śmietanowe bryzgi na ścianach (ja)
5. iść po zakupy do samu i wyjść ze sklepu z firmowym koszykiem w ręku (ja jako dziecko)
6. wyjść z psem na spacer, po drodze zabierając śmieci do wyrzucenia. Obejść pół osiedla, mijając po drodze trzy śmietniki. Wrócić do domu z psem i śmieciami (ja)
7. w sklepie obuwniczym przymierzać kalosze. Mieć wysokie podbicie i założyć kalosz z bardzo wąską cholewką. Przez kwadrans usiłować zdjąć kalosz przydeptując go drugą stopą i ukrywając się przed oczami personelu (ja)
8. pomylić godziny rozpoczęcia lekcji w szkole i beztrosko pojechać z rodzicami na grzyby, a potem wejść w połowie lekcji do klasy i dziwić się, że pani żąda wyjaśnień - przecież jestem za wcześnie!!! (ja)
9. parzyć herbatę w suchym czajniczku. Na pytanie "a woda???" odpowiedzieć "wodę to się do szklanek nalewa" (by moja bratowa)
10.wybrać się z psem piechotą na działkę 3 km. Na miejscu stwierdzić, że zapomniało się kluczy od działki. Przerzucić psa przez ogrodzenie, plecak z wałówką zostawić pod opieką sąsiadów działkowiczów. Wrócić do domu 3 km. Przed drzwiami stwierdzić, że klucze od domu zostały w plecaku na działce. Wrócić na działkę, wałówką poczęstować sąsiadów w zamian za pomoc w przerzucaniu psa przez ogrodzenie w drugą stronę. (ja)

A jak Wy sobie umililiście życie?
Obserwuj wątek
    • uleczka_k Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 16.03.12, 21:15
      > A jak Wy sobie umililiście życie?
      Czytając Twoje przygody. Pi.asiu, jesteś świetna, fantastycznie się Ciebie czyta, myślę, że w Twoim wydaniu nawet PIT jest zajmujący.
      A co do moich wpadek:
      Gotować rosół, nalawszy do garnka wody. Gotować go tak kilka godzin (jak na porządny rosół przystało), następnie zbierać z niego szumowiny, dolewać co jakiś czas wody. Po ugotowaniu stwierdzić, że kość rosołowa leży sobie w najlepsze w lodówce (bardzo młoda ja).
      • dorcia1234 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 16.03.12, 21:49
        -wysłać do szkoły dziecko w bluzce od pidżamy < czy to moja wina, że te pidżamy teraz takie ładne?>
        -włączyć ekspres do kawy i zapomnieć podstawić kubek
        -odlać sobie ziemniaki na nogi- oj, bolało
        dziecięciem będąc dziesięcioletnim miałam usmażyć jajecznice sobie i młodszej o 7 lat siostrze. Nalałam na patelnie oleju, podpaliłam gaz po czym z krzykiem wybiegłam na korytarz wołając ratunku na widok ognia ogarniającego patelnię. Miałam na szczęście tyle rozumu? że ten gaz pod patelnią zgasiłam bo nikt z sąsiadów się nie pofatygował
        • alus59 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 17.03.12, 00:17
          Moje 'umilanie" sobie życia stare i nowe:
          - dziecięciem będąc robiłam kogiel-mogiel używając miksera - ponieważ szybko chciałam sprawdzić smak nachyliłam się nad miską przy włączonym mikszerze. Efekt - wyrwane z łba włosy, ściąganie na cito Rodziców z ważnej imprezy u znajomych, wizyta na pogotowiu i duży łysy placek nad czołem .. Dodatkowym efektem tej akcji była wizyta u pani dermatolog (Mama pomyślała, że doradzi na szybki wzrost wyrwanych włosów), która pomimo szczegółowej informacji o powodzie łysej części mojej głowy stwierdziła u mnie łysienie plackowate ....;
          - gotowanie na śniadanie jajek - miały być na miętko .... Niestety po wstawieniu jajek udałam się do łazienki, żeby umyć zęby. Zupełnie przez przypadek ówczesny TŻ przepyszną kapiel sobie robił ... Jajka udekorowały bardzo gustownie sufit - mieszkanie było wynajmowane, malowanie sufitu było nauczką - śniadanie zaczyna się robić po zakończeniu porannej toalety smile;
          - miała być super miętka wołowinka, miała się gotować kilka godzin i się gotowała. Przed snem wyłączyłam - tylko kurek przekręciłam nie w tę stronę .... Nad ranem obudziłam się w oparach dymu i straszliwym smrodzie spalonego mięsa. Ten smród tkwił w mieszkaniu dłuższy czas;
          - ostatnio zapomniałam, że kupiłam nowe noże (takie same jak poprzednie, które już nie dawały się naostrzyć efektywnie) - kroiłam mostek cielęcy z/k i potrakowałam rzeczony mostek dosyć brutalnie no bo nieoste noże przecież mam .... Trzy szfy na palcu wskazującym lewej ręki - używam teraz tylko starych noży smile

        • pi.asia Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 08:52
          ściągnięte z innego forum (mam nadzieję że Autorka się nie obrazi), a fajne, bo z kotem w roli drugoplanowej:

          jeść w tajemnicy przed dzieckiem czekoladę, usłyszeć jak dziecko nadchodzi, schować czekoladę na szybko do pralki, zapomnieć, nastawić pościel do prania, wyjąć pościel, ganiać oszołomionego kota po całym domu za to że nasrał do pralki, znaleźć rozmiękły papierek po czekoladzie pośród prania, kupić kotu całą makrelę i czuć się winnym przez tydzień.
          • mitta Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 09:50
            No to u mnie:
            1 Przemalować samochód na inny kolor, a potem biegać po całym parkingu i omal policję wzywać, że ukradli auto, bo nie poznałam, że to, które stoi pod nosem to moje.
            2. Przymierzać w sklepie za ciasną sukienkę, a potem ugrząźć w niej na pół godziny z rękami w górze, bo zdjąć się nie chciała,
            3. Przed gwiazdką schować zakupy do zamrażarki w tym koszulę męską na prezent i potem przewrócić dom do góry nogami w poszukiwaniu go.
            4. W drodze do pracy wziąć reklamówkę ze śmieciami do wyrzucenia i drugą z dokumentami i wyrzucić właśnie tę.
            5. I koleżanka - zarzuciła płaszcz na halkę i pojechała do pracy, a pracowała w szkole.
            6. I druga - weszła na Szrenicę w bamboszach i dopiero na górze spostrzegła, że nie przebrała butów.
            • kromisia Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 12:19
              z tego co sobe przypominam:
              - przed wyjazdem do PL schowac obiektywy/zoomy od aparatu i pozniej szukac przez 2 dni ( identycznie z bizuteria...do tej pory nie znalazlam lancuszka, a szukam o sierpnia 2011 ),
              - wymalowac jedno oko, odebrac w miedzy czasie telefon, przegadac 15 min i wyjsc w pospiechu do pracy z .....jednym wymalowanym okiem ( dobrze, ze mialam okulary przeciwloneczne i nie sciagalam ich w tramwaju ),
              - moj facet: podac antybiotyk zdrowemu kotu i jeszcze powiedziec, ze sam do niego przyszedl na odlos krojonej tabletki i ze smakiem ja zjadl surprised ( antybiotyk byl dla kocura a nie kocicy ),
              -moj kot Arthur vel Czarny: przespacerowac po klawiaturze, udreptac ja i pozniej obserwowac swoja pancie jak ta w goraczce szuka opcji odblokowania czegos tam w programie do obrobki zdjec,
              - isc na impreze zeby robic zdjecia, zamontowac lampe na aparacie i zorientowac sie po 5 min, ze baterii nie wlozylo sie do niej, tfu, w ogole nie wzielo z domu ;/
              • macarthur Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 12:53
                - położyć teczkę na dachu samochodu i jechać z nią dopóki nie spadła - dopiero odgłos upadku mnie naprowadził
                - krótko po tym jak zacząłem pracę w systemie zmianowym - dostałem dziwny telefon o godzinie 8.00 od kierownika czy mam zamiar przyjść do pracy - ja że i owszem - on na to o której - ja zdziwiony - normalnie będę - a on na to - normalnie to znaczy o której - ja no o 14-ej
                a on do mnie - dawaj ku....wa do roboty masz pierwszą zmianę - a pierwsza zmiana zaczyna się od 6-ej rano
        • babcia47 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 15:06
          a'propos wyrzucania nie tego co trzeba..noc z soboty na niedzielę, otworzyłam ostatnią paczkę papierosów i wybrałam się dorzucic do pieca co..wziełam też pusta paczkę by przy okazji wrzucić ją do pieca..zgadnijcie którą wrzuciłam?..miałam potem ponadplanową nocną wycieczke na pobliska stację benzynową..ale ponoć zdrowo przewietrzyć się przed snem..dobra, dobra..wiem, ze najzdrowiej nie palić
          • pi.asia Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 18:48
            Z pracy zadzwonić do koleżanki do domu (na stacjonarny), kobiecie która odebrała telefon grzecznie powiedzieć "dzień dobry, czy zastałam Asię?", dowiedzieć się że
            Asi nie ma, pożegnać się i rozłączyć. Chwilę później odebrać telefon od własnej mamy, która pyta "dziecko, ty się dobrze czujesz? przed chwilą zadzwoniłaś i spytałaś czy jesteś w domu!"
            (koleżanka miała tak samo na imię, numery zaczynały się podobną sekwencją cyfr)

            wsiąść do tramwaju z biletem w dłoni, żeby przypadkiem nie zapomnieć skasować, przez całą drogę kurczowo go trzymać, wysiąść z nieskasowanym.

            odkręcić zapchany syfon pod zlewozmywakiem, oczyścić go, po czym przepłukać odkręcając kran nad zlewozmywakiem, zdziwić się.
              • salimis Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 19:15
                Sytuacja z przed dwóch tygodni czyli rozmawiać w pracy z koleżanką i przez moment zapomnieć jej imienia.(na marginesie,znamy się iks lat i ma tak samo na imię jak ja) Nieźle się wtedy uśmiałyśmy wink
                Ale tego bym nie podciągnęła pod niemyślenie tylko pod S.K.S uncertain
                • saga55-5 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 21:05
                  Nagminna rzecz u mnie.
                  Samochód mam na kartę. Nie chowam jej do torebki ( bo czasami system zawodzi i wtedy sztuka jest ją odszukać ) tylko zazwyczaj do kieszeni kurtki, płaszcza itp.
                  Jako ze często latam w innym odzieniu, ciągle wracam z parkingu do domu bo karta została np. w kurtce w której byłam w sklepie. Na spotkanie z klientem pędzę w płaszczu, więc trzeba przełożyć.........no właśnie ! trzeba, ale się zapomina
                  Wychodząc z domu, zabieram śmieci. Czasami wsiadam z nimi do samochodu i jadę. Super ! jeśli skojarzę fakt za bramą. Gorzej jak np. po 10 km. Też mi się zdarzyło.
                  NO i Ciągle szukam okularów ( mam tylko do czytania i kompa)
                  Każdego dnia obiecuję sobie że kupię sobie jakiś łańcuszek czy coś. Ale TYLKO obiecuję.......a później latam, wkurzam się i szukam ich
                  • macarthur Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 21:41
                    z okularami to chyba standard tak samo ze zlewem też miałem to samo za pierwszym razem puściłem wodę przy odkręconym syfonie smile
                    - ale przypomniało mi się jak kiedyś koleś w pracy opowiadał jak zginął im pilot od telewizora w niedzielę i cała rodzina cztery osoby szukały go całe popołudnie
                    niestety kamfora całe mieszkanie przewrócone do góry nogami pilota nie ma
                    poszukiwania zakończone z puentą że któreś z dzieci coś nabroiło i boi się przyznać
                    ale cała tajemnica wyjaśniła się wieczorem przy kolacji - pilot leżał w lodówce
                    okazało się że to ten właśnie kolega w roztargnieniu tam go właśnie umieścił - z jego relacji wynikało że lodówka to było jedyne miejsce gdzie go nikt nie szukał
                    smile
                    • babcia47 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 18.03.12, 22:29
                      hmm..to mi sie przypomniało, ze swoim dzieciakom zawsze mówiłam, że jak cos zginie, to trzeba szukać metodycznie, kompleksowo..zaczynajac od lodówki, co wywoływało duze rozbawienie u malolatów..az kiedyś..robiliśmy ze starszym synem duże zakupy przed świetami Bozego Narodzenia i m.in. kupilismy nowe swiatełka na choinkę, zadne tam cuda, ot pęczek 100 zwyczajnych zarówek, co o tyle ważne, ze nie było jakieś tam duze objetosciowo..no i gdy przyszło do ubierania choinki okazało się, ze światełek ni ma, diabeł ogonem nakrył..i tu wszyscy rzuciliśmy sie do lodówki, gdzie o dziwo światełka grzecznie leżały miedzy sałatą a papryką umieszczone tam z rozpędu przez starszego syna przy wypakowywaniu zakupów... i kto powie że mamusia nie ma zawsze racji? wink
                      • olinka20 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 19.03.12, 09:16
                        Takich spektakularnych wpadek jak wy to chyba nie mam, ale pogrzebałam troche w pamieci i:
                        -właczyc buraki na najwiekszy gaz i wpasc w trans czytania 2 tomu millenium, po skonczeniu ksiazki, jakies 4 godziny pozniej poczuc dziwny zapach, garnek i przyklejone do niego buraki wyrzucic do kosza
                        - miec pretensje do chlopa, ze nie mowil, ze trzeba owych buraków pilnowac i dolewac do nich wody ( bo to oczywiscie jego wina)
                        - wyjezdzając na swieta wielkanocne zamykac drzwi, ale w ferworze wyjazdu ( torby walizki, 2 psy, szczekanie, ogolny chaos) zostawienie w uchylonych drzwiach kluczy, ktorze chlop wyciagnął po powrocie z pracy kilka godzin pozniej ( nadmieniam, ze mieszkamy przy dosc ruchliwej ulicy, drzwi są zaraz przy ulicy, ze nikt sie nie włamał to cud)
                        - za czasów liceum, wstawienie do pieczenia udka z indyka, zaczytanie sie ( to norma u mnie) spalic udka, oskrobac je i podac psu i ojcu. Efekt- ojciec z biegunką w ubikatorku, a ja z psem na dworze przez kilka godzin ( oczywiscie ja nie jadłam smile )
    • elzbieta.24 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 19.03.12, 09:48
      1.Podnieść słuchawkę domofonu i radośnie oznajmić - administracja słucham.
      2.Taszczyć trzy siatki ,przed drzwiami dobloku postawić je na ziemi otworzyć drzwi z klucza podnieść dwie trzecią zostawiając.
      3.Wstawić przed wyjściem do pracy garnek z korpusami dla psów,zapomnieć wyłączyć,dzwonic do sąsiadki o 6:30 na komórkę i gonić ją w szlafroku dwie posesje dalej żeby wyłączyła gaz po moim gankiem.
      4.Przecedzić kompot przez durszlak bez naczynia pod durszlakiem.
    • kontik_71 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 19.03.12, 09:58
      Dzieki "przygodzie" kolegi zawsze nosze wszystkie klucze w jednym peku. Pare lat temu pracowalismy w nowiusienkiej klinice rehabilitacyjnej. Kazdy z nas mial glowny klucz dajacy dostep do wszystkich pomieszczen. Kolega polozyl tenze klucz na dach samochodu, wyciagnal wlasne klucze, wsiadl, ruszyl i po chwili uslyszal szuuuuuuuu na dachu. Klucza nie udalo sie znalezc (zima i snieg) a klinika wymienila wszystkie zamki w calym kompleksie.. Na szczescie bylismy dobrze ubezpieczeni smile
            • mitta Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 19.03.12, 12:51
              A propos karty
              Kiedyś chciałam kupić strój kąpielowy. Przymierzyłam chyba wszystkie w sklepie. Kiedy wreszcie się zdecydowałam i spytałam, czy mogę zapłacić kartą sprzedawczyni z ulgą odetchnęła. A ja podałam jej dyskietkę od lekarza (kto mieszka na Śląsku ten wie). Myślałam, że mnie zabije.
              I jeszcze, jak farbowałam sobie włosy. Wiadomo, jak nudzi się to czekanie. Więc na chwilę usiadłam przy kompie. Ta chwila trwała 2 godziny, a ja spod farby wyszłam czarna, jak z komina (a farba miała być kasztanowa)
                  • olinka20 Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 15:11
                    Znaczy ja to nazywam kartą, bo wygląda jak karta płatnicza/kredytowa. Podobny format.
                    A z nazwą dyskietka sie spotkałam i mysle, ze spowodowane jest to funkcją jaką pełni- ze są na niej dane, wkładasz do czytnika i drukują sie recepty z twoimi danymi ( to tak na szybko)
                    • sol_ Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 16:41
                      u mnie wiele przypadków jak powyżej:
                      1. wychodzenie ze śmieciami i wracanie z nimi do domu
                      2. pozostawienie psa uwiązanego przed sklepem, wrócenie do domu z zakupami i bez psa. Pies cierpliwie czekał przysypany warstwą padającego śniegu...
                      3. chowanie różnych rzeczy "niejedzeniowych" do lodówki - oczywiście, że tak
                      4. odbieranie telefonu w domu i wygłaszanie do słuchawki formułki stosowanej w pracy - kilka razy mi się zdarzyło
                      5. zapominanie, że powinno się pójść do pracy i niezbite przekonanie, że "przecież ja dziś mam wolne" - ależ oczywiście, że tak
                      6. zmiana torebki to koszmar - oczywiście, że połowy niezbędnych przedmiotów nie przełożę z jednej do drugiej
                      7. w zamyśleniu po zrobieniu sobie kanapki wyrzucenie zrobionej kanapki do śmieci i wstawienie pustego talerza do lodówki
                      9. notorycznie w kolejnych miejscach pracy pakując się przed wyjściem do torebki zgarniam swój telefon komórkowy, telefon komórkowy służbowy (ale nie osobisty tylko taki do użytku ogólnego) oraz słuchawkę od bezprzewodowego telefonu stacjonarnego przynależącego do miejsca pracy. Problem polega na tym, że nie pracuję jak normalny biały człowiek 5 dni w tygodniu więc np następnego dnia w pracy nie ma ani mnie ani w/w przedmiotów smile
                      10. z nieznanych mi powodów często po użyciu noża wyrzucam go do kosza na śmieci. Trochę to utrudnia życie smile Nie wiem dlaczego ta przypadłość dotyczy tylko noży smile
                      11. czasem ogarnia mnie całkowita niemoc umysłowa w związku z którą usiłuję zrobić coś niewykonalnego i irytuję się, że mi się to nie udaje (czyli np włożyć coś odwrotnie - to tak jakbyście chcieli włożyć wtyczkę do kontaktu w pionie mimo ze widać, że otwory są usytuowane w poziomie)

                      Reszta grzechów później smile
                      • macarthur Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 19:22
                        - było to kiedy jeszcze nie było telefonów komórkowych - kiedyś latem podczas długiej jazdy samochodem postanowiłem połączyć pożyteczne z przyjemnym i zrobić sobie przerwę na spacer w lesie w zupełnie nieznanym terenie
                        połaziłem trochę grzybów nie było wracam - nie ma samochodu - ciemno się robi samochodu nie ma - już wiem że nie jest przyjemnie - myślę może nie to miejsce nie zaznaczyłem sobie
                        szukam samochodu nie ma znowu w las próbuję rozpoznać drogę jaką zrobiłem wyszedłem w innym miejscu ale samochodu znowuż nie ma - mówię przejdę wzdłuż drogi dojdę do jakiegoś telefonu i zawiadomię policję o kradzieży - idę idę idę po znakach drogowych już mniej więcej zaczynam kumać miejsce - i po jakichś 5 km patrzę coś się czerwieni - serce mi zabiło mocniej
                        dochodzę patrzę jest mój kochany Fiat Uno w kolorze bordo - ale byłem szczęśliwy - jak to człowiekowi mało do szczęścia potrzeba
                        smile
                      • macarthur Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 19:24
                        - krótko po tym rozpowszechniły się telefony komórkowe a wiele lat później zaczęły raczkować nawigacje - jeszcze później nawigacja chociaż jeszcze bardzo droga ale już dostępna dla sporej rzeszy kierowców - pomny historii w lesie postanowiłem i ja zaopatrzyć się w tą zdobycz cywilizacji żeby nie powtórzyć historii sprzed lat - jak się okazało krótko po tym moja kalkulacja w pewnym sensie okazała się słuszna bo już nigdy potem samochodu "nie zgubiłem" ale diabeł nie śpi i postanowił rzucić wyzwanie nawigacji - ale do rzeczy
                        krótko po tym jak się zaopatrzyłem w to drogie jak na ówczesne czasy cacko i nauczyłem się toto obsługiwać na drodze do Warszawy od strony Lublina jesienną porą - wydarzył się wypadek nie było wtedy obwodnicy i korek zaczynał się już chyba w Garwolinie
                        więc ja sobie w nawigacji cyk objazd i heja a był to późny jesienny zimny i deszczowy wieczór
                        jadę jadę nawigacja prowadzi - droga się kończy zaczyna las a w nawigacji komunikat - jedź 5km prosto - podrapałem się chwilę po głowie myślę urządzenie za takie pieniądze chyba nie może się mylić - i w las - niestety Fiat Uno to chyba niezbyt dobra kombinacja z nawigacją gdy ż po jakichś 700 metrach zakopał się w błocie i ani w te ani wewte - co prawda mam telefon komórkowy ale kto przyjedzie do ciemnego lasu w dodatku nie bardzo wiadomo gdzie gdyż nawigacja zgłupiała i zaczęła się co chwilę zawieszać - zadzwonię na Policję to będę mnie helikopterami chyba szukać - zimno - ciemno- ja sam - płakać mi się już chciało - mówię - zaraz mi ktoś tu głowę odrąbie smile - tamta historia z zagubionym samochodem przy tym horrorze wydała się błahym żartem - naprawdę już powoli zaczynałem wpadać w panikę - w końcu już usiadłem bezradnie i myślę spróbuję nawrzucać gałęzi pod koła - nazbierałem jakiegoś chrustu gałęzi liśći - nawrzucałem pod koła - wsteczny sprzęgło - 4000 obrotów -
                        mówię wóz albo przewóz albo pójdzie sprzęgło albo wyjedzie - no i się udało - wyjechał
                        - 700 metrów na wstecznym -i grzecznie do koreczka - jak ja się cieszyłem że mogę sobie tak stać w tym korku - chyba bardziej niż robaczekzwierzaczek kiedy mu Wiewiór nasikał do zlewu
                        smile
                        od tej pory wiem że żaden cud techniki nie zastąpi zdrowego rozsądku



                        • dorcia1234 Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 19:34
                          ha
                          w czasach kiedy telefony komórkowe już były ale całkiem spore, a w domach mieszkały telefony stacjonarne z przenośną słuchawką wybiegłam do pracy w pośpiechu w ostatniej chwili łapiąc telefon do kieszeni. Bardzo się zdziwiłam, gdy chciałam zadzwonić z niego do męża smile bo miałam ten domowy a komórka została na stole. Nie rozumiem tylko czemu nie miał zasięgu smile
                        • sol_ Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 20:07
                          a propos GPS to bardzo lubię przypadki mojego znajomego - o nawigacji, która kazała mu jechać "na durch" przez park w środku miasta albo o tym jak nie zważając na jej wytyczne usiłował pojechać wybraną przez siebie trasą a nawigacja wybrzmiewająca głosem Hołowczyca już tak się zapętliła, że wydała z siebie tylko coś w rodzaju "wgzw lewo bzzz sto zawróć bzz gzzwyy" i umarła. Chyba nie poradziła sobie z niesubordynacją smile

                          Ja coraz bardziej dojrzewam do myśli, że powinnam coś takiego nabyć bo moja orientacja w terenie woła o pomstę do nieba smile
                          • macarthur Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 20:19
                            z nawigacją to jest tak że jak pojedziesz jak ona chce to jest źle ale jak zrobisz przeciwnie to się akurat okazuje że nawigacja miała rację ot taka złośliwość rzeczy martwych ale nic nie przebije gościa którego nawigacja poprowadziła do jeziora
                            wjechał do jeziora
                            a to chyba nie jedyny taki przypadek
                            smile

                            • macarthur Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 20:23
                              zęby zawze myję pastą do zębów ale zdarzyło mi się krople do nosa wkroplic do oczu
                              sad
                              a jeszcze jak jesteśmy w temacie to ja ze swoimi przygodami nie przebiję chyba mojej siostry która dzień przed wyjazdem służbowym męża wyprała mu koszulę z paszportem ( wtedy jeszcze wizy były ) dowodem i jakieś pieniądze
                              to już nie było śmieszne i autentycznie niewiele brakowało do rozwodu

                            • sol_ Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 20:40
                              Tak, znam ten przypadek. Mnie zawsze fascynowało jak można jechać na głupa słuchając nawigacji jeśli widzisz, że coś jest "nie teges". No kurde, człowiek nie widzi, że drogi brak i że do jeziora wjeżdża?
                              • pi.asia Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 20:54
                                Skojarzyło mi się z jeziorem:
                                Nabyć samochód swoich marzeń, czyli starego UAZ-a (terenówa nie do zdarcia). Wybrać się na bezdroża. Na widok rozlewiska na drodze wyjść z samochodu i w sandałach brodzić po błocie, sprawdzając czy nie jest za głęboko i czy UAZ nie ugrzęźnie.

                                a podobno terenówki wymyślono po to, żeby człowiek po błocie nie łaził.
                                • dorcia1234 Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 20:58
                                  odebrać samochód z naprawy z pustym bakiem- mieć miesiąc prawo jazdy i stację benzynową znać jedynie od strony batoników i kawy - wjechać na stację i zamiast zredukować bieg to wrzucić 3 i zaparkować w reklamie stojącej przed zbiornikiem. Nie muszę dodawać chyba że samochód mi zatankował pan z obsługi o mało co nie pękając ze śmiechu. Więcej tam nie pojechałam a samochód tankował już mąż.
                                • sol_ Re: Zapytam z ciekawosci.. 19.03.12, 21:01
                                  ooo UAZ - moje marzenie do rajdów po mazurskich bezdrożach. Naprawić można to własną ręką bo działa na prostych zasadach mechaniki, całkowita redukcja formy bo chodzi tylko o treść. Gorzej, że pali jak smok bo o tym w czasach konstrukcji UAZów nie myślał.
                            • babcia47 Re: Zapytam z ciekawosci.. 21.03.12, 18:52
                              tak OT..kiedyś pokazywali busa wydobywanego z Odry..bo tak go poprowadziła nawigacja gdy jechał w nocy.. Mapy-google bezustannie pokazuja mi jako trase do miejscowosci, gdzie mieszkają wnuki najkrótszą ... z tym mogę sie zgodzić i najszybszą..z przeprawa promowa przez Odrę..tyle ze w sezonie prom przepływa co 2 godziny, o ile pamietam, a poza sezonem..wogóle nie pływa więc objazd i powrót na jakąś sensowna trase zabierze 3-4 godziny.
                              Wjazd na prom to zwykła szosa kończąca się takim przyczółkiem betonowym o który opiera sie pochylnia promu by samochód mógł wjechać a pod nim głęboki nurt rzeki..jeżeli kierowca tego busa miał takie mapy w swojej nawigacji..to mu sie zupełnie nie dziwie, że wykąpał siebie i samochód
      • pi.asia Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 19.03.12, 19:48
        Świetnie się czyta Wasze "umilania" big_grin

        Kolega radiowiec zawsze miał dyżur 12.00-18.00. W sezonie grypowym, gdy padła połowa realizatorów, naczelny łatał grafik jak się dało, wykorzystując tych zdrowych. Koledze przypadł dyżur nocny - 22.00-6.00. Siedział, grał, od czasu do czasu coś powiedział, w pewnym momencie spojrzał na zegar w reżyserce i oświadczył "minęła piętnasta".

        A ile razy umyliście zęby kremem do golenia albo do rąk?
        • lauralay Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 19.03.12, 21:06
          1. Wyjście z domu i zauważenie, że samochód znajduje się pod śnieżną czapą.
          2. Wycedzenie pod nosem wyrazów.
          3. Próbowanie otwarcia zamka (zamarznięty)
          4. Wycedzenie pod nosem wyrazów.
          5. Popsikanie zamka odmrażaczem.
          6. Odśnieżenie auta szalikiem.
          7. Ponowna próba otwarcia zamka z równoczesnym wypsikaniem resztki odmrażacza.
          8. Wycedzenie pod nosem wyrazów.
          9. Dziki galop na stację benzynową (ok. 2 km) w celu nabycia kolejnego.
          10. Ponowna próba otworzenia zamka.
          11. Stwierdzenie zepsucia się zamka.
          12. Wycedzenie pod nosem wyrazów.
          13. Zderzenie się dwóch szarych komórek w próżni mózgoczaszki.
          14. Rzucenie okiem na rejestrację.
          15. Wycedzenie pod nosem wyrazów.

          Tak... Moje auto jak gdyby nigdy nic stało obok. Identyczna biała skoda. Otworzyło się bez problemu. Po zdaniu mrożącej krew w żyłach relacji kolegom z pracy, usłyszałam: "Nie no, luz, w twoim przypadku nie zdziwilibyśmy się nawet wówczas, gdyby to był czarny mercedes".
                • pi.asia Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 20.03.12, 18:18
                  Czterdziestolatek miał łatwiej, bo nie musiał odśnieżać ani lecieć po odmrażacz. wink

                  Kolejna historia z cyklu "jak niemyśleniem umilać sobie życie", trochę ponura.

                  Mieć dwoje dzieci, z tego jedno niejadek sakramencki, ale za to ślepo posłuszne. Pojechać z dziećmi na wczasy nad morze. Stracić cierpliwość bo niejadek nie był w stanie zmęczyć obiadu. Wykazać absolutny brak wyobraźni i surowo przykazać niejadkowi (lat 5) że nie wolno mu się ruszyć od stołu póki nie zje, a ze starszym dzieckiem iść na plażę.
                  Wrócić z plaży po dwóch godzinach, kupując trzy rurki z kremem. Zastać przy stole bladego niejadka nad niedokończonym obiadem, za to w zas...nych majtkach.
                  Zrobić dziecku awanturę, wymyć je w gorącej wodzie, za karę nie dać rurki z kremem. Rurkę kupioną dla niego zeżreć na spółkę ze starszym dzieckiem.
                  Struć się rurkami, rzygać na ciemnozielono, przez trzy dni być na diecie.

                  (od razu wyjaśniam - to nie ja znęcałam się nad niejadkiem)

                  • kotapsota Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 20.03.12, 22:27
                    1.przecedzić rosół z nielubianej (brrr..) cebuli lejąc rosół przez durszlak do ....zlewu. Została ino cebula...
                    2. Zadzwonić do szkoły do siostry w ważnej sprawie ok 10 rano i powiedzieć "Dobry wieczór...." Siostra wieczorem opowiada: była przerwa miedzy lekcjami, dzwoni telefon w pokoju nauczycielskim, kolega podnosi i woła ją: " Gosia, jakaś pijana matka dzwoni do Ciebie!"
                    3.Pojechać po małego kota z ogłoszenia i na pytanie kobiety oddającej kota "Czy pani potrafi opiekować się kotami" odpowiedzieć "Tak, oczywiście. Parę dni temu wpadł mi pod samochód"
                    4. Kupować w kiosku Ruchu kątomierz: "Proszę kątomierz za 2,50". Pani podaje, a ja pytam "Ile kosztuje? (ze 30 lat temu to było, dlatego taki tani)
                    • aankaa Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 21.03.12, 17:36
                      > zima ze 2 lata temu: wzdłuż ulicy stoi sznur śniegowych czap (na chłopa wysokie). Pi-razy-drzwi po kształcie poznać swój samochód, odśnieżyć i dopiero na koniec spojrzeć na rejestrację. Odśnieżyłam samochód sąsiada, na dodatek w wieku moich dziecek sad
                      > chyba standard w wykonaniu każdej pani domu - przecedzić rosół do zlewu
                      > będąc młodą mężatką gotowałam buraki. Byłam święcie przekonana, że to będzie jak z kartofelkami - w ugotowany widelec wejdzie jak w masło. Zajęło mi to prawie 7 godzin, litry wody do uzupełniania w garnku
                      > mając pralkę typu frania włożyć wąż do środka w celu nalania wody i pogrążyć się w pogawędce telefonicznej. Ocknęłam się jak miałam stopy w wodzie. Na szczęście do prania przygotowane były ręczniki więc było czym zbierać wodę z parkietu. A jaki był czyściutki ! smile
                        • babcia47 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 02.04.12, 15:29
                          tez tak miałam, choć oczka były beżowe..i co gorsza nie załapałam w pierwszej chwili..dopiero po jakimś czasie, gdy kot zaczął wsadzać łapkę do szklanki i ją oblizywac z zapałem zajarzyłam, że cóś jest nie tak..wink))..a z podobnego gatunku nie raz zdarzyło mi sie posolic kawę i posłodzić ziemniaki. No i kiedyś w pracy zachcialo mi sie kawy ale moja się skończyła, zaoferował się kolega, który własnie kawę sobie i całemu swojemu działowi zaparzył..zasypałam, wlałam troche wody (do ciepłego jeszcze czajnika), wdałam się w ploteczki..i po chwili, gdy wydało mi się, ze woda powinna sie juz zagotowac a z czajnika szła para(jeszcze) nalałam wody do szklanki..po czym ze zdziwieniem zauwazyłam, ze coś te fusy za bardzo pływają po wierzchu..owszem wodę wlałam, czajnik postawiłam na "matce"..jedynie zapomniałam włączyć ten pieruński czajnik. Ból był straszny bo to była ostatnia porcja "sypanej" kawy w całym banku.
                          Dziś czesto też mi sie zdarza wkurzać, ze woda tak długo sie gotuje, choć mało wstawiłam..a po jakimś czasie zauważyc, ze łatwiej i szybciej by było..gdybym właczyła czajnik wink)))
                          a jeszcze z kawowych "przypadków"..w czasie tzw kryzysu kawa była jednym z deficytowych i "kartkowych" towarów i w czasie, gdy moje zapasy skończyły się daawno wpadłam na pomysł by pójść do rodziców na kawkę (z małym dzieckim), bo ony zawsze mieli coś w zelaznym zapasie. Piję kawe sypaną z płaska łyżeczka cukru, którą sypię pod kawę (taki nawyk)..przygotowałam kawe z cukrem (znów ostatnia porcję) i postawiłam czajnik..gdy woda sie zagotowała tata poszedł ją zalać ale prosiłam by jeszcze nie przynosił, bo cos tam robiłam przy dziecku i nie chciałam by wrzatek stał obok. Po chwili zawitał tez do rodziców mój mąż, którego poprosiłam, by przyniósł mi tą kawę..przyniósł, wzięłam łyk..i zemdliło mnie..okazało się, ze kawę posłodził jeszcze tato zanim zalał kawe bo nie było go widac na wierzchu..a potem jeszcze troskliwy mąż..
    • mary4 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 02.04.12, 14:44
      wiecie Co?
      przepraszam ale dawno sie tak nie uśmialam jak dziś czytajac Wasze przygody,
      ja też mam co rusz...

      -choćby z tankowaniem auta, (pilnuje zeby ropę a nie benzyne, co po zmianie auta na ropniaka jest problem jak diabli i zdaza mi sie sprawdzać w papierach, czasem tankuje firmowe auto i do tego zastanawiam sie gdzie jest wlew paliwa z której strony..)
      mialam zaraz po zdaniu prawka (za zbierane dlugo pieniadze) kupionego fiata UNO i jak sie duzo później dowiedziałam nalezy odpowiednio wlozyć w tym typie auta rączkę z dystrybutora aby nie chlapalo paliwo po nogach, ja świezynka wielokrotnie oblewalam sie, a ostatecznie stawalam z rozstawionymi nogami na szerokość koła, widok był zabawny, aż w koncu sie nauczyłam.. nie mniej jednak odruch rozstawiania nóg mam do dziś wink

      -ostatno zaczełam tankowac na stacji renomowanej z osobą do obsługi przy tankowaniu i nigdy nie wiem jak sie zachować (podziękuje) od kiedy pamietam zawsze tankowalam na samoobsługowej stacji i problem nie problem.. Pan umył też mi okna i światła zgłupilam... dziwne skrępowanie....
      - kulinarne wyczyny:
      wstawic popkorn na rozgrzany olej i iśc do drzwi bo akurat dzwoni a w kuchni gar stoi w ogniu (z 15lat temu )
      - mój tato zwykle chodzi do piwnicy w butach i całe szczęscie bo zamknął sobie klucze w środku (dobrze ze nic na gazie nie było) pozyczył kurtke od sasiada i przyjechał do pracy do mnie po klucze (mieszkam gdzie indziej ale kpl mam zawsze od rodziców mieszkania przy sobie)
      - zapomnieć pinu do karty (mam dwie) i zablokowac kase w sklepie (mój maż skacze zwykle ze złosci pod sufit) az w końcu placi swoją...
      - zabrac kanapki meza do pracy razem ze swoimi i wmawiac mu ze ma napewno są u niego w torbie,
      - byc zmęczonym i robic zakupy w supermarkecie i zgubić sie z meżem albo zapomniec ze z nim przyszłam (wiem porażka) wyszłam ze sklepu i dopiero skumalam ze nie byłam sama bo nie mialam klucza do auta a on w tym czasie robił swoje zakupy... i nie skumal ze mnie nie ma..
      - iść do multikina i nie sprawdzić na którym poziomie zaparkowało się auto, latac szukac bo zniknęło.. (straszne a jaki stress)

      to tak na szybko..


    • babcia47 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 05.04.12, 15:43
      zimą obudzić się, rzucić okiem na zegarek, wpaść w panikę... bo zaspałam dobrą godzinę !!!!.. na pełnych obrotach wziąść prysznic, umyc głowe, wysuszyć włosy i ułozyc fryzure, zrobic makijaż "pracowy", ubrać sie do połowy..i przed obudzeniem dzieci (na szczęście) jeszcze raz rzucić okiem na zegarek..było za dziesięć druga w nocy..ja do pracy na 7-mą..do dzis nie wiem co na zegarku zobaczyłam za pierwszym razem, chyba w pół do pierwszej, które wziełam za siedem po szóstej..ze wzgledu na wędrówke z dziećmi do przedszkola wstawałam wtedy o 5-tej..hmm
      • pi.asia Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 05.04.12, 19:07
        1.Obudzić się o wpół do siódmej (do pracy na siódmą), w dzikim popłochu ubrać się i omalże na sygnale gnać samochodem przez miasto, wpaść do firmy za minutę siódma, zdziwić się że zamknięte, od zdumionego ochroniarza dowiedzieć się, że jest siódma wieczorem.

        (ktoś mi to opowiadał - położył się spać po obiedzie i kompletnie mu się pory dnia pomieszały)

        2. Usłyszeć, że córka odbiera telefon słowami "słucham, wodociągi", wyrwać jej słuchawkę i powiedzieć "biblioteka, słucham". Co pomyślał dzwoniący, pojęcia nie mam.

        I anegdotka, ponoć prawdziwa.
        Swego czasu przybył był do Częstochowy filmowiec nazwiskiem Zygmunt Król. Czy był to reżyser, czy scenarzysta, czy scenograf, czy kierownik planu - nie wiem. Z planu filmu zadzwonił do hotelu, do którego miał przybyć inny filmowiec nazwiskiem Papierz.
        rozmowa wyglądała tak:
        - Dzień dobry, czy Papierz już przyjechał?
        - Kto???
        - Papierz! Miał dzisiaj być! Robił rezerwację!
        - Papież?!
        - No Papierz!
        - A przepraszam, kto mówi?
        - Król!
        - Jaki król?
        - Zygmunt!
        - O matko.....
        Połączenie zostało przerwane. Potem się okazało, że Król dodzwonił się omyłkowo na Jasną Górę.
          • barba50 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 06.04.12, 10:51
            Po opowieści Pi.asi o Królu i Papierzu opowiem coś z życia mojego dziadka w czasach wręcz zamierzchłych. Dziadek miał na nazwisko Bożedaj (ładnie, nie? suspicious ), w zespole pracowali jeszcze Chwalibóg i Gałązka. Do Gałązki zatelefonował dziadek, odebrała służąca (wtedy tak to stanowisko pracy się nazywało wink ), Gałązki nie było, a dziadek koniecznie chciał mu przekazać jakąś wiadomość więc trzykrotnie prosił o przekazanie informacji, że dzwonił Bożedaj. Gałązka po powrocie do domu spytał gosposi czy były jakieś telefony. Służąca odrzekła, że był jeden. Na pytanie kto dzwonił odpowiedziała, że nie wie, ale ten ktoś jej bardzo dobrze życzył http://emots.yetihehe.com/1/haha.gif
      • babcia47 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 06.04.12, 11:21
        Rejs po Bałtyku małym jachtem, syn musiał wypływać mile morskie na sternika..mieli za soba jakiś dłuzszy okres ma morzu i kończyły sie zapasy, na szczęście juz niedaleko do portu.. została jakas większa puszka, za bardzo nie wiedzieli z czym, bo etykieta odkleiła się z wilgoci.. postanowili ją rozbroić.. ale koledze, który próbował zrobic to na burcie wypadł do wody otwieracz (dobrze, ze nie puszka) zapasowy zaginął bardzo dokładnie, więc mój młody z narażeniem zycia a conajmniej palców wziął sie do otwierania jej nozem metodą podpatrzoną kiedyś u mnie. Po długich wysiłkach udało się, postanowił wywalic zawartość na talerz, by łatwiej pokroić, odwrócił "do góry nogami"..i w dnie, który okazał sie wierzchem puszki, zobaczył "zawleczkę" do jej otwierania smile))
        • barba50 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 10.05.12, 19:58
          Można powiedzieć, że sobie dzisiaj umiliłam suspicious
          Zeszło mi powietrze z jednego koła. Musiało schodzić jakiś czas, bo dojechałam na parking przy kauflandzie na flaku, wcześniej słyszałam trąbienie, ale nie skojarzyłam, że to do mnie.
          Koło zostało zmienione rękami miłego pana poproszonego o przysługę, dwie dychy dostał, wróciłam do domu. Posiedziałam jakiś czas i z zamiarem udania się do wulkanizatora wsiadłam w samochód i pojechałam... Po ok. 5-6 km dotarło do mnie, że jadę założyć 2 nowe opony, tyle, że one zostały w domu https://forum.kocie-hospicjum.pl/images/smilies/030.gif
            • noirdesir2 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 11.05.12, 12:39
              super się czyta te opowieści, wszystkich bez wyjątku smile

              takie niemyślenie nie koniecznie umilało mi życie (o najgorszym nie powiem, bo mi wsytd)... ale czasem do śmiechu było:
              - standard- solenie kawy (w zeszłym roku Tż byl na bezrobotnym i gdy rano szykowalam sie do pracy, przed wyjsciem robiłam mu kawę, stawiałam koło łożka, a on sobie ją tam wypijał leżąc w łożku, pomału się przebudzając. No i pewnego ranka po takiej kawie skoczył na równe nogi i opluł pół pokoju)
              - zalewanie kawy zimną wodą z czajnika też przerobiłam,
              - zdarzenie z minionej środy: wyszłam z pracy biorąc w rękę torebkę i listy do wyslania po drodze na pocztę. Będąc w autobusie zorientowałam się, że nie wziełam z biurka kluczy do biura i telefonu. Tego dnia potrzebowalam telefonu jak rzadko, bo TZ mial wracać z zagranicznej podrózy słuzbowej i musiałam z nim być w kontakcie, mial być w domu w srodku nocy. Jadąc wiec tym autobusem wypatrywałam budki telefonicznej ale dopiero na moim osiedlu taka była i całe szczęście, kiosk obok, kupilam kartę i dzwonię. To było już 25 min po oficjalnym zamknięciu firmy, więc albo ktoś jeszcze jest albo nie, ale raczej nie. Na szczęscie był szef big_grin Następne szczęście - nie bylo problemu,żeby przywiózł mi klucze, bo specalnie został w firmie dłuzej, gdyż później miał jechać na mecz i nie opłacało mu sie zawijac do domu i z powrotem. Mecz, na który jechał szef, odbywał sie na stadionie na moim osiedlu, więc tak czy inaczej miał po drodze smile
              - tego samego dnia w pracy poszlam do hurtowni obok zrobić zakupy art biurowych, zapłacić jakąś tam inną fv oraz odebrac zapomnianą fakturę za kwiecień - poszłam, zrobilam zakupy, zapłaciłam za tą jakąś fv, odebrałam kwietniową, poczym wyszłam z tej hurtowni zostawiając portfel i fv kwietniową a w ręku mając tylko zakupy. Totalne zaćmienie mózgu mialam w te środę.
              - też w tym tygodniu: po pracy robię małe zakupy, stałam w kolejce w piekarni po chleb, zamyślona i zmęczona, pan przede mną odchodząc od kasy powiedział "dziękuję" i sprzedawczyni do mnie "dzień dobry, co dla pani?" a ja: "dziękuję, yyy, dzień dobry..."
              - do niedawna jeden z moich szefów (mam ich dwóch) bardzo dużo słodził i herbatę i kawę. W moich obowiązkach było i jest podawać mu herbtę czy kawę gotową do picia czyli posłodzoną, z wciśniętą cytryną i pomieszaną. Slodziłam mu 3 łyżeczki cukru na kubek (czasem przychodził po więcej cukru, jak mu mało slodko było...). Takich herbat wypijal po 3-5 dziennie. Tak mi to slodzenie weszło w nawyk, że nie raz mi się zdarzyło posłodzić tak sobie coś w zamyśleniu i potem sie skrzywić okrutnie... (nb- teraz szef ogranicza się do 1 łyżeczki i nie chce już cytryny w herbacie)
              - znowu związane z pracą: jak wychodzę gdziekolwiek z sekretariatu muszę go zamykać na klucz, więc wiecznie z tymi kluczami latam w ręku i mam to zakodowane w łepetynie, że zawsze muszę je mieć (stąd podwójny stres w minioną środę bo zapomnialam i kluczy i telefonu). Razu pewnego mając powyższy obowiazek w podświadomości, odruchowo zgarnęłam pęk kluczy z biurka kolegów na magazynie. Dopiero w domu je znalazłam w torebce i sie przeraziłam, bo nie wiedziałam co to za klucze, ze może ktoś w autobusie mi podrzucił czy coś... Minął cały weekend i w pracy zaczełam pytać czy komuś nie zginęly klucze... Chłopacy z magazynu biedaki mieli troche stresa, bo myśleli, że zgubili pęk kluczy, nie mieli jak zamknac bramy i musieli gdzies po kogoś dzwonić po zapasowy komplet ...
              - zostawianie psa pod sklepem zdarzało się często mojemu ojcu, kiedyś dobrą godzinę tak siedzieliśmy w domu i nagle ktoś stwierdził, że dziwne, że pies na dzwonek do drzwi nie szczekał i nie podbiegł...
              - rano myjąc włosy sięgnęlam po butelkę z balsamem do ciała. potem myłam te włosy jeszcze chyba ze 2 razy w ciągu dnia
              - wyrzucając do śmieci obierki po ziemniakach, wyrzuciłam tez ulubioną obieraczkę Tż, ale zorientowaliśmy się dopiero pare dni po, ajk już smieci były dawno zabrane przez śmieciarke
              -z niedomalowanym okiem tez zdarzyło mi się wyjść z domu
              • fajnykotek Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 11.05.12, 14:28
                Ja ostatnio, niestety umiliłam życie innym. Byłam bardzo zmęczona (córeczka chora, kaszlała po nocach, a ja o 6 wstaję do pracy, a na w urlop iść nie mogłam) podpisałam i wysłałam przelewy z listami płac, które miałam tylko podpisać (a wysłane miały być na drugi dzień rano). Na rachunku bankowym oczywiście nie było wystarczających środków. System wysłał taką kwotę na jaką było pokrycie sad. Dziewczyny musiały dużo poprawiać sad.
        • barba50 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 11.07.12, 00:00
          Tzn. nie tyle umilać co myśleć, że się kupiło bubel. Przedłużyłam umowę w t-mobile, dostałam telefon z nawigacją i dzisiaj pierwszy raz postanowiliśmy sprawdzić jak działa. A - ktoś mówił mi, że ten gps w telefonie działa nieźle, ale jeśli się wybierze inną drogę, dośc długo nie chce się na nią przestawić. Wracaliśmy ze spaceru z Łazienek, znalazłam swoją lokalizację (ul. Gagarina), kliknęłam, żeby prowadziło do domu. I się zaczęło. Jedź 650 m prosto, na skrzyżowaniu zawróć - oczywiście przejechałam, zsynchronizował się po chwili do nowej sytuacji, ale znowu kazał nam zawracać. No owszem, do domu można równie dobrze jechać Sobieskiego, a nawet Puławską (wszystkie trasy w zasadzie równoległe, każdą dojedzie się), ale jak byliśmy prawie w domu, a pani w telefonie usiłowała nas cały czas nakierować z powrotem zaczęliśmy być lekko źli. Oczyma wyobraźni widziałam wizytę w salonie t-mobile i dyskusje, że to bubel. Po podjechaniu do domu zaczęłam podejrzewać, że adres niby dom wpisał się jakiś przypadkowy, kilka dni temu bawiłam się nawigacją na sucho, przypuszczałam, że chodzi o Piaseczno.



          A prawda okazała się jeszcze gorsza - jako cel wpisała się ul. Gagarina czyli miejsce naszego startu https://forum.kocie-hospicjum.pl/images/smilies/030.gif
          Nie dziwota, że pani warczała cały czas żebyśmy zawracali https://forum.kocie-hospicjum.pl/images/smilies/027.gif
          • dorcia1234 Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 06.09.12, 20:42
            i o mały włos nie spalić przy tym mieszkania.
            przypalić mięsko w garze, przełożyć uratowane resztki do nowego gara, po czym wyjść z domu na 5 godzin. Po powrocie odkryć, że pierwszy garnek jest rozgrzany do czerwoności i śmierdzi niemiłosiernie a pod nim wesoło pali się gaz. Chwała niebiosom, że gaz na minimum a garnek tefalowski bo pewnie bym chałupę spaliła. Nie wiem jak wewnątrz, ale na zewnątrz nie ma śladu po długotrwałym grzaniu.
            • karple Re: jak niemyśleniem umilać sobie życie :) 07.09.12, 12:42
              1) wsiąść do złego autobusu, po czym orientując się że jadzie nie tam gdzie trzeba zamiast wysiąść- jechac dalej w przekonaniu, ze na pewno wkońcu skręci i pojedzie tam gdzie bym chciała big_grin (ja)
              2) dzwonić ze wściekłością do kogoś, wrzeszcząc i przeklinając, że wklawiaturze laptopa nie ma literki "F" big_grin ( mój tato do mnie ) oczywiście literka była bo przecież nie zabrałam jej ze sobą tylko nie mógł jej znaleść tak się jędza schowała ha ha ha
              30 wrócić do domu z zakupów, schować WSZYSTKO do lodówki a potem chodzic po domu godzinę i szukać szmponu, który na bank został kupiony big_grin (ja)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka