dla tych, co czytali Sapkowskiego

19.03.12, 19:34
Dzięki Wam pławię się w komplementach, którymi mnie zarzucacie po przeczytaniu moich opowiadań, zainspirowanych Sagą o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego.
No to na koniec zamieszczam to, które powstało najpierw - "Mistle". Z góry uprzedzam, że ci, którzy Sagi nie czytali, raczej nie połapią się o co chodzi. Niezbędna jest wiedza o tym, kim jest Yennefer, kto to są Nilfgaardczycy, czemu Ciri czepia się czarodziejki o jej uczucia do Geralta, oraz czym zajmują się Szczury i dlaczego lepiej nie jechać do Zazdrości gdzie jest Bonhart. Ot, taka historia alternatywna.

Dodam, że Mistle to jedna z najmniej lubianych przeze mnie postaci. O napisanie tego opowiadania prosiła mnie koleżanka. W końcu uległam i z ogromną niechęcią napisałam co chciała. Poszłam na łatwiznę - fragmenty oryginału posklejałam z własnymi wstawkami. To co wyszło, wrzuciłam na oficjalną stronę AS-a, do działu fanfiction.
Pierwszy komentarz, jaki się pojawił, brzmiał "Wyjdziesz za mnie?" Rozbawiona do łez napisałam maila do wirtualnego adoratora. Pisaliśmy do siebie chyba przez rok. Ale to - jak powiedział R. Kipling - zupełnie inna historia...

Zapraszam do lektury.
    • pi.asia Re: dla tych, co czytali Sapkowskiego 19.03.12, 19:35
      MISTLE


      Hotsporn pozwolił jej podjechać, patrzył jej w oczy z dziwnym uśmieszkiem. Wie, pomyślała Ciri, stary łajdak wie, co ja odczuwam. Psiakrew. Jestem zwyczajnie ciekawa!
        - Sosnowe igiełki - rzekł łagodnie Hotsporn - wczepiły ci się we włosy. Wyjmę je, jeśli pozwolisz.
         Dotyk - wcale jej to nie zdziwiło - sprawił jej przyjemność....

      * * *

         - Nie baw się nim - powiedziała Yennefer. - Bo to podłe.
         - Ja się wcale nie bawię! Ja... ja tylko...
         - Tak. Ty tylko - czarodziejka pokiwała głową. Czarne loki zatańczyły w powietrzu. - Chodź do mnie, brzydulko. Usiądź.
         Ciri posłusznie podeszła, przysiadła na małym stołeczku u stóp Yennefer.
         - Nie jesteś już dzieckiem, Niespodzianko - czarodziejka zaczęła rozczesywać splątane włosy Ciri. - Fizycznie dojrzałaś w Kaer Mohren, a tu, w Melitele weszłaś w nie mniej burzliwy okres dojrzewania psychicznego i emocjonalnego. Efekty są widoczne.
         Ciri milczała. Nauki, jakich udzielała jej Yennefer, często bywały trudne, ba, czasem wręcz nie do przyjęcia. Ale zawsze były prawdziwe.
         I zawsze mogły okazać się przydatne.
         - Nigdy nie ma żadnego "ja tylko" - podjęła Yennefer. - Myślisz, że "tylko" rozmawiasz, "tylko" patrzysz, "tylko" się uśmiechasz. Zapominasz, że jest jeszcze zapach, ciepło, czasem "tylko" twoja obecność w pokoju kogoś, kto żyje w samotności i teraz mąci mu się w głowie na sam twój widok. Zdaj sobie z tego sprawę.
       - Przecież... przecież to nie ode mnie zależy! - zaprotestowała Ciri. - Niech każdy dba sam o siebie! I o swoje uczucia!
          - Nie podnoś głosu, proszę. Masz rację, o swoje uczucia każdy musi dbać sam. Ale cudze trzeba szanować. Czasem po prostu nie dając im szansy na zaistnienie.
          - Pani Yennefer... a... a jeśli...
          - Jeśli zaistniały? - czarodziejka wzięła nożyczki, przycięła nierówny kosmyk popielatych włosów. - Wtedy powinnaś je szanować jeszcze bardziej. Ale bez przesady.
          - Ty i Geralt to było właśnie "bez przesady"? - Ciri hardo uniosła głowę. - Co to miało wspólnego z szanowaniem uczuć?
          Natychmiast pożałowała swego tonu i nieopatrznie zadanych pytań. Oczy czarodziejki zwęziły się. Z podniesionej dłoni strzeliła smuga światła, bezbłędnie trafiając w zielone jabłka, kołyszące się na gałęzi za oknem. Owoce momentalnie zmieniły kolor, nabrały rumieńca, eksplodowały oszałamiającym zapachem. Ciri siedziała skurczona. Miała ochotę zapaść się pod ziemię.
         - A kto by cię potem odkopał? - w głosie Yennefer zabrzmiała złośliwa nutka. - Pamiętaj, że umiem czytać twoje myśli. Wiem, jak często myślisz o Geralcie. I wiem, ile odwagi kosztowało cię zadanie mi tych nieprzemyślanych pytań. Odpowiedź widziałaś. Gwoli wyjaśnienia dodam, że czasem rozstanie jest konieczne, jak światło i ciepło owocom. Pomaga dojrzeć. I ludziom, i uczuciom.
         - Nigdy - Ciri podniosła głowę - nigdy nie zdarzają się uczucia od razu dojrzałe?
         - Zdarzają - Yennefer spojrzała na nią fiołkowymi oczami. - Jeśli takie spotkasz, nie zmarnuj go. Doceń. Czasem zwykły egoizm, zwykła ciekawość, zwykłe niemyślenie, chwila słabości, zwykłe "ja tylko", może zniszczyć coś, czego nie da się odzyskać. A teraz dość rozważań. Rozbieraj się i do balii. Prędziutko.

      * * *
         Bogowie, pomyślała Ciri, co ja najlepszego robię...
         Odtrąciła całującego ją Hotsporna, nie bez trudu wyswobodziła się z obejmujących ją ramion. Chwiejąc się na nogach podeszła do konia, wspięła się na siodło, obejrzała. Hotsporn stał tam, gdzie go zostawiła, gdzie zdążył ją zanieść, płonącą z ciekawości i pożądania.
        - Wybacz, Hotsporn - wymamrotała, czując, jak łuna wstydu zalewa jej twarz. - Pomyliłam się.
         Patrzył na nią zdumiony, z bezradnie opuszczonymi rękami.
        - Na honor - powiedział wreszcie. - Potrafisz zmrozić najbardziej gorące pragnienie, Królowo Śniegu.
        Uderzyła konia piętami, wyjechała z lasu. Szum w głowie powoli ustawał, powietrze chłodziło rozpalone policzki. Zebrała wodze i ruszyła galopem drogą prowadzącą do stacji pocztowej.
        Do Mistle.   
      • pi.asia Re: dla tych, co czytali Sapkowskiego 19.03.12, 19:36

          Cicho jak duch przemknęła na górę po schodach. Szczury spały czujnie, ale Ciri, szkolona w Kaer Mohren, robiła nie więcej hałasu niż podmuch wiatru. Po kilku milach wściekłego galopu ostatnie kilkadziesiąt metrów przebyła pieszo, prowadząc konia za uzdę i trzymając dłoń na jego pysku, żeby nie parsknął, nie zachrapał. Wracała jak złodziej do izdebki, z której nad ranem jak złodziej uciekała. Przez zamknięte okiennice sączyły się strużki światła, ale nawet w półmroku dostrzegła coś, co sprawiło, że stanęła jak wryta.
          Łóżko było puste. Mistle znikła.
          Odwróciła się na pięcie i jak burza wypadła z pokoju.

        * * *
          
        Szlachcianka.
           Rozpieszczona jedynaczka.
           Oczko w głowie ojca, który prychaniem reagował na pierwszych nieśmiałych zalotników.    Delikatna panieneczka, podróżująca wyłącznie w lektykach, blondyneczka o ogromnych orzechowych oczach, smukłym nosku i różowych usteczkach.
           ...kufry pełne strojów, puzderko z biżuterią, własny kucyk, oswojona sarenka...
           I nagle to wszystko znikło.
           Oszołomiona, zapłakana, wlokła się w kolumnie uciekinierów z poczuciem straszliwej krzywdy, przekonana, że jej rozpacz sięgnęła dna.
           O tym, że rozpacz ma jeszcze głębsze dno, dowiedziała się kilka dni później, gdy po ataku Scoia'tael straciła rodziców.
           A potem były kolejne dna.
           Gdy głodowała, marzła, szalała ze strachu i rozpaczy, bo w tłumie wypędzonych ludzi nikt się nią nie zajmował.
           Gdy obozowisko otoczyli łapacze i wymordowali wszystkich z wyjątkiem nietkniętych dziewcząt.
           Gdy sprawdzali, które są jeszcze nietknięte.
           Po tym sprawdzaniu przepłakała całą noc. Rano szła wraz z innymi jak automat, ogłuszona, półprzytomna, zobojętniała na zmęczenie, głód i poszturchiwania. Czuła kompletną pustkę. Nie miała już nic, co mogłaby stracić.
          Tak jej się wydawało. Wkrótce miała przekonać się, jak bardzo się myli.

        * * *

           Nocowali na skraju lasu. Z ciężkiego snu obudziły ją dźwięki podnoszące włosy na głowie.    Szczęk broni, łomotanie kopyt, wrzaski rannych i dobijanych.
           A potem trzask rozdzieranych ubrań, rechot pijanych żołdaków, dławiący się szloch i skowyt gwałconych dziewcząt.
           Nagle zrozumiała, jak wiele może jeszcze stracić.

        * * *

        Z rowu, do którego wrzucono ją wraz z innymi, nagą, posiniaczoną, pokrytą kurzem, krwią i plugastwem, wyciągnął ją barczysty chłopak o jasnych włosach. Później dowiedziała się, że przeżyła tylko ona.
           Asse, chłopak, który ją wyciągnął z rowu, a potem zdobył jakieś ubranie i jedzenie, początkowo budził w niej paniczny lęk. Gdy podchodził, kuliła się, patrząc spod brudnych, splątanych włosów oszalałymi ze strachu oczami. Gdy trochę oprzytomniała, dostrzegła, że jego oczy też są oszalałe z rozpaczy i bólu. Któregoś dnia opowiedział jej o sobie. Jąkając się, z przerwami, mówił jak nilfgaardzki podjazd zamordował mu matkę, ojca i dwie siostry, a on patrzył na to, ukryty w trzcinach, przerażony rzezią, przerażony własnym strachem i słabością.

        * * *  

        Potem spotkali pozostałych - Iskrę, Kayleigha, Reefa i Giselhera. Było ich już sześcioro. Szóstka bandytów, mordujących i rabujących, gardzących życiem - i śmiercią. Gardzących wszystkim i wszystkimi. Szanowali tylko siebie. Elfka, Nilfgaardczyk, syn kowala, szlachcic, dezerter i ona. Dzika i niezależna, z krótko obciętymi włosami, spod których orzechowe oczy patrzyły hardo i nieustępliwie. Szóstka Szczurów.
           Wtedy pojawiła się ta siódma, popielatowłosa dziewczyna, spotkana w karczmie, do której wpadli, by odbić Kayleigha. Szczupła dziewczyna, pląsająca z mieczem zwiewnie i leciutko. Nie umiejąca zabijać zielonooka dziewczyna, pełna hardości i dumy. I rozpaczy.
           Gdy przyjęli ją do bandy, Mistle nie wytrzymała. Wiedziona ciekawością i jakimś nowym, nieznanym dotąd uczuciem, poszła w stronę, gdzie nowa urządziła sobie posłanie. Zdążyła w ostatniej chwili, by odepchnąć Kayleigha, obronić Falkę przed czymś, co ją samą przejmowało grozą i wstrętem, budziło niechciane, koszmarne wspomnienia.
           Potem, pamiętała, położyła się przy rozdygotanej Falce. Uspokoiła ją dotykiem, łagodną, niewinną pieszczotą, która powoli przestawała być niewinna.

        * * *
        • pi.asia Re: dla tych, co czytali Sapkowskiego 19.03.12, 19:37
          Mistle, siedząc na zwalonym pniu nad rzeką, przypominała sobie wszystkie szczegóły tamtej nocy.
             Szeptała wtedy Sokoliczce, że już nie będzie sama. Falka nigdy się nie dowiedziała, że Mistle walczyła przede wszystkim z własną samotnością, że rozpaczliwie zapragnęła mieć kogoś, kto jej nie zrani i nie wykorzysta.
             Falka nigdy się nie dowiedziała, że Mistle postanowiła zagarnąć ją tylko dla siebie, usunąć jej z głowy jakiekolwiek myśli o mężczyznach, obudzić w niej - i utrwalić - inne pragnienie.    Falka nigdy się nie dowiedziała także o tym, do czego Mistle bała się przyznać nawet sama przed sobą - że, upokorzona bólem i przemocą, zapragnęła wiedzieć, co czuje oprawca znęcający się nad ofiarą. Bólu zadawać nie chciała, upokorzyła więc Falkę rozkoszą, narzuciła jej swój dotyk, zmusiła do przeżycia rzeczy jeszcze nie zaznanych, do uległości, oddania, do wpadnięcia z jękiem w gorącą, pulsującą przepaść.

          * * *

          Mistle, siedząc nad rzeką, z impetem cisnęła w wodę kolejny kamień.
             Potem, pomyślała, wszystko potoczyło się zgodnie z oczekiwaniami. Miała Falkę zawsze przy sobie, widziała jej zielone oczy, czuła jej ciepło, jej zapach, opuszkami palców poznawała aksamitną gładkość skóry, gdy nocami wślizgiwały się razem pod futra. Ale do swoich myśli, wspomnień, do swojej przeszłości Falka broniła dostępu. Mistle nie pytała, lecz sprawiało jej to dziwnie dotkliwą przykrość. Długo skrywała przed sobą, jak wiele znaczy dla niej popielatowłosa rozbójniczka.
            Ostatnio coś się zaczęło psuć. I wtedy Mistle ze zgrozą uświadomiła sobie, że kocha Sokoliczkę. Ona, Szczurzyca, mordująca bez litości, rabująca dla zabawy, miękła przy Falce, zabiegała o jej względy, kupowała prezenty, otaczała czułością i opieką, walczyła o wzajemność. Dziś rano, gdy obudziła się w pustym łóżku, zrozumiała, że poniosła klęskę. Dogoniła Falkę w stajni. Tam doszło do dziwnej rozmowy i enigmatycznych obietnic.

          * * *  

          - Muszę wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło. Muszę. Zrozum to, Mistle.
            - To dlatego... Dlatego byłaś dziś miła dla mnie. Ostatni pożegnalny raz? A potem zapomnieć?
            - Ja cię nigdy nie zapomnę, Mistle.
            - Zapomnisz.
            - Nigdy. Przyrzekam ci. Przyjadę po ciebie... Przyjadę poszóstną karetą. Z orszakiem dworzan. Zobaczysz. Obiecuję ci, zdziwisz się, gdy spotkamy się znowu.
          Mistle odwróciła ostrzyżoną głowę.
            - W samej rzeczy - powiedziała cicho. - Bardzo będę zdziwiona, jeśli się jeszcze kiedyś spotkamy. Jeśli jeszcze kiedyś cię zobaczę, malutka. Jedź już. Nie przeciągajmy tego.

          * * *

            Otarła oczy wierzchem dłoni. Podniosła się. Trzeba wracać, pomyślała, Szczury już pewnie dawno wstały. Muszę być z nimi. Sama zginę szybciej niż myślę.
            - Jemiołuszko...
            Serce szarpnęło się w niej. Odwróciła się ostrożnie, jakby bojąc się, co zobaczy.
            Na ścieżce stała Falka. Zdyszana, zarumieniona, ze splątanymi włosami.
           - Sokoliczko? Wróciłaś?
            Falka podeszła, bez słowa przytuliła ją do siebie, przeczesała palcami jasne, krótkie włosy, zajrzała w wilgotne, orzechowe oczy.
            - Nie jestem Falka - szepnęła, delikatnie ścierając łzę z policzka Mistle. - Na imię mam Zireael, Jaskółka. Najbliżsi nazywali mnie Ciri.
            - Ciri?...
           - Tak - szarowłosa Jaskółka uśmiechnęła się, ale w jej oczach zalśniło coś wilgotnego. - Wybacz mi, Jemiołuszko. Już nigdy cię nie opuszczę.
           Mistle milczała, tuląc się do ramienia towarzyszki. Nagle zajrzała jej w twarz.
          - Pojedziemy do Zazdrości? Do tego tam... Bonharta? Czy odłączamy się od reszty?
          - A widziałaś kiedyś - Ciri uśmiechnęła się leciutko - żeby ptaki zadawały się ze szczurami?...
    • rychu20 Re: dla tych, co czytali Sapkowskiego 20.03.12, 11:40
      Pięknie napisane. Tak bardziej ciepło; czuć w tym duszę wrażliwej niewiasty. Wielkie gratulacje.
      A teraz przekornie zastanawiam się jak wyglądałaby dalsza opowieść w tej wersji? Co opowiadałby dziad Pogwizd wiejskim dzieciakom?
      No cóż, musielibyśmy z sagi usunąć Kelpie. Hotsporn nie zginął i ma się dobrze, albo i jeszcze lepiej. Nie mamy szarowłosej dziewczyny na czarnej klaczy wędrującej między światami. Może wędruje na innym koniu?
      Zakładam, że Ciri i Mistle nie pojechały do Zazdrości. Jak napisałaś - Ptaki nie zadają się ze Szczurami. No i co dalej? Bajka może mieć każdy dowolny ciąg dalszy. Aż boję się pomyśleć, że obie spotykają Geralta. A spotkania z Yennefer zupełnie sobie nie wyobrażam. Ale co dalej? Sądzę, że co byśmy sobie nie wymyślili przeznaczenie i tak musiałoby się dokonać. „Młyn przeznaczenia działa, żarna losu mielą.” – jak mówił Avallac’h
      • yoma Re: dla tych, co czytali Sapkowskiego 20.03.12, 11:48
        A ja sobie wyobrażam. Cóż, Yennefer zdarzało się marzyć, że będą mieli z Geraltem dom, że wpadnie Ciri z mężem pokazać dorastające dzieci... tylko dzieci by nie było, poza tym wszystko się zgadza.
    • yoma Re: dla tych, co czytali Sapkowskiego 20.03.12, 11:43
      Kurcze, Pi.Asia! Mówiłaś, że już nic nie masz!

      A miej, miej, jak najwięcej smile
    • rychu20 Re: dla tych, co czytali Sapkowskiego 02.04.12, 10:59
      No cóż. Chyba Andrzej Sapkowski nie ma zbyt wielu fanów na tym forum. Alternatywna opowieść Pi.Asi jest przeurocza.
      • pi.asia Re: dla tych, co czytali Sapkowskiego 02.04.12, 17:54
        Dziękuję dziękuję dziękuję!
        Kiedyś napisałam też zakończenie Sagi o wiedźminie. Krótkie, na niecałą stronę, bo takie były wymogi konkursu. Jak odnajdę to wklepię.
Pełna wersja