kromisia
09.04.12, 21:26
Poszlam w tyg. na zakupy w celu nabycia bielizny. Poniewaz jakies kilka m-cy temu zamkneli moja ulubiona siec sklepow z bielizna postanowilam poszukac w innych sklepach....czego nie znosze, bo jestem osoba, ktora wchodzi do sklepu i wychodzi z konkretnymi zakupami po max 20 min. Nie znosze szukania, przymierzania, etc
I tak wchodze do jednego sklepu, w ktorym to mozna kupic wszystko: od tuszu do rzes, poprzez majtki do silikonowych foremek do ciasta. Znajduje kolorowa bielizne, w jakies kwiatuszki, inna w kotki. Oczywiscie decyduje sie na zakup, ale waham sie nad rozmiarem. Odpakowywac nie mozna ( napisane jak byk na tabliczce ), do przymierzalni z tym leciec tez ni jak skoro odtwierac pudelka nie mozna, no tylko co najwyzej pomacac. Z doswiadczenia wiem, ze w kazdym sklepie te same rozmiary nie sa te same. Np w Zarze 40 jest jak 38, a w H&M 40 jak 42....przynajmniej tak mnie sie trafialo. A poniewaz nie mam juz ( niestety, sic ) figury jak sprzed kilku lat kiedy moglam spokojnie kupowac ciuchy bez mierzenia to zaczelam sie wahac czy wziac M czy L. Wiec ide do jednej paniusi ukladajacej na regalach, od razu czuje, ze to jakas malpa, no ale pytam o te rozmiary: czy aby "M" to "M", a "L" to "L". A ta do mnie odpryskliwie, ze niby jakby mialo byc inaczej skoro tak napisane i, ze powinnam raczej wziac "XL" bo na jej oko to nie wcisne sie w "L". No franca jedna, sama talia osy nie grzeszyla, a tak sobie pozwolic do klientki.
No i tak mnie skolowala ta baba, ze wzielam w koncu "L" i w domu okazalo sie, ze majtki moge sobie naciagnac po sam pepek takie wielgachne byly. Oczywiscie rozpakowanych oddac nie mozna, ale po kilku dniach wrocilam i zakupilam kilka par w rozmiarze "S". I tylko zalowalam, ze nie bylo tej babki co mi doradzala wiekszy rozmiar, bo zapewne cos milego bym jej powiedziala.
Ale zeby nie bylo, ze ja "S" nosze, o nie, nie...ale w tym sklepie "S" chyba robi za rozmiar 42