pi.asia
16.05.12, 19:28
Czasem się zastanawiam, kto nadaje polskie nazwy egzotycznym roślinom. Nazwy te są koszmarne, a im piękniejsza roślina, tym koszmarniejsza nazwa. Co ciekawe, nazwy łacińskie są melodyjne i powszechnie znane, a polskich nie zna praktycznie nikt.
Przykłady:
kroton - trójskrzyn pstry
kalatea - ostrzeszyn
bugenwilla - kącicierń
ismena - błonczatka
Mam wrażenie, że botanicy nienawidzą roślin i stąd te nazwy.
Całkiem odwrotnie jest u entomologów. Oni uwielbiają robactwo i nadają im nazwy czułe i naprawdę urocze. Im gorszy i paskudniejszy robal, tym śliczniej się nazywa. Parę przykładów:
tantniś krzyżowiaczek - szkodnik kapusty
żaczka warzuchówka - szkodnik chrzanu
liściolubka selerowa - szkodnik selera
owocówka jabłkóweczka - robal w jabłku
zęzuś tłuścioch - pająk
Wszystkie te nazwy (kwiatowe i owadzie) łączy obecność polskich liter, możliwość zrobienia nieograniczonej ilości błędów ortograficznych i absolutna niemożność wymówienia ich nie tylko przez cudzoziemców ale i przez większość Polaków.