Na zawał kiedyś zejdę.

10.06.12, 11:49
Od dłuższego czasu przymierzałam się do tego aby Sonię puścić samopas,bez smyczy.
Jednak wspomnienie z ponad dwóch miesięcy wstecz kiedy to goniłam ją ulicami Poznania studziło moje zapały.W uszach cały czas brzmiały słowa poprzedniego właściciela że Sonia lubi po prostu ucieczki.Serce mi się krajało gdy widziałam ją dziarsko spacerującą a ja ograniczam jej wolność .Co z tego że smycz długa,to nie to samo co samodzielny spacer.
Mieszkam niedaleko parku Sołackiego a i jezioro Rusałka jest kawałek dalej.Ci co z Poznania orientują się w sytuacji wink
Wpadłam zatem na pomysł aby przetestować Sońkę na terenie zamkniętym czyli na pobliskim parkingu ogrodzonym zewsząd siatką.Sonia wytarzała się w sianku ,trzy dni wcześniej kosili trawę i była najwyraźniej zadowolona z zaistniałej sytuacji.
Na drugi dzień,po spacerze znowu zaliczyłyśmy parking.Jako że firma dała nam cały tydzień wolnego parking stał pusty i marnował się wink
Dla wyjaśnienia dodam że mieszkam tuż przy fabryce w której pracuję big_grin
Parkingowe wycieczki były "rozgrzewką" przed spotkaniem z rodziną posiadającą duży ogród gdzie Sonia mogłaby swobodnie się wybiegać.
Jako że czwartek był dniem słonecznym ,cały boży dzień spędziliśmy na ogrodzie a Sonia dała popis dobrego wychowania.Pomimo tego że mogła robić co jej się żywnie podoba siedziała grzecznie koło mnie .Ruszyła się z miejsca dopiero wtedy kiedy wstałam.
To utwierdziło mnie w przekonaniu że chyba jest już gotowa do następnego egzaminu.
Kolejne nasze spacery wyglądały tak że w jedną stronę prowadziłam ją na smyczy zaś z powrotem szła luzem.Nie chodziło w tym momencie o moje obawy ale "obczajałam" teren gdyż w pobliżu mieszka gromadka kotów wolno żyjących którym ludzie podrzucają jedzenie a którym Sonia nie wzgardzi.Zbiera wszystko co jej się pod pysk nawinie i co wydaje się być zjadliwe.
Dzisiaj postanowiłam wybrać się na spacer do pobliskiego parku w którym niejednokrotnie bywałyśmy z tą różnicą Sonia osobno smycz osobno.Dziewczyna zachowywała się wzorowo,gdy trochę oddaliła się odwracała łepek sprawdzając czy za nią podążam.Na wołanie reagowała grzecznie czekając.
Ze spaceru wracałyśmy tą samą trasą czyli szerokim pasem zieleni mieszczącym się przy ul.Niestachowskiej.
Wszystko było w porządku do momentu kiedy to zauważyłam że Sońka zwiększyła tempo przebierania łapkami i odległość między nami zaczęła się zwiększać.
Zawołałam ją,nie zatrzymując się zerknęła i strzała przed siebie..Jeszcze raz zawołałam.Zatrzymała się i patrzy.
Myślę : jeśli pobiegnę za nią ruszy naprzód i za cholerę jej nie dogonię.Powtórzy się sytuacja którą już raz przerabiałyśmy.
Zaczęłam biec w przeciwnym kierunku.Sońka obserwuje wyczekująco.Zatrzymałam się i wołam,ani drgnie.Zaryzykowałam i odbiegłam jeszcze dalej wołając ją.
Zerwała się na równe nogi i ile sił w łapkach zaczęła biec w moim kierunku.
Tak się jej spodobało że przebiegła obok mnie,zawróciła i powtórzyła kilka kółek w szaleńczym rozpędzie.Gdy troszkę się zmęczyła szybko chwyciłam i przypięłam do smyczy a ona spojrzała na mnie przyjaźnie tymi swoimi brązowymi oczami i grzecznie podreptała.
Spuściłam ją dopiero na mojej ulicy ale serce piknęło mi mocniej. No przywiązałam się i pokochałam tą maupę i gdyby jej się coś stało ... ech wolę nie myśleć.

Tak wiem ,zdaję sobie sprawę że Sonia dlatego tak pewnie się poruszała w drodze powrotnej bo wiedziała ze wracamy do domu i trasa nie była już dla niej obca.
Bałam się jednak że zamiast skręcić w naszą ulicę pobiegnie dalej .
    • olinka20 Re: Na zawał kiedyś zejdę. 10.06.12, 17:40
      Rozumiem cie, sama mam obawy zeby spuscic Supla ze smyczy, robie to tylko jak idziemy w tzw lasku ( koło nas) nie ma tam samochodów, czasem spotkamy człowieka.
      I to tez nie do konca sie nie boje, bo kiedys poszedł w las i wpadł we wnyki kłusownika, myslalam, ze na zawał zejde jak leciałam go wyciagacuncertain
      To odbieganie w 2 stronę działa.
      • kontik_71 Re: Na zawał kiedyś zejdę. 11.06.12, 07:55
        Tydzien temu, poszlismy z Lenka i Wasylem na pola pobigac. Lenka grzeczna, nie oddala sie i zawsze ma nas na oku. Wasyl w sumie tez jakos niespecjalnie wykazywal chec ucieczki, do momentu gdy zlapal trop. U nas jest duuzo sarenek i pewnie byl to trop jednej z nich. Gonislimy Wasyla przez dobry kilometr a ten nagle ogluchl i stracil pamiec. Nasze wolania kompletnie nic nie dawaly. Wrocil dopiero gdy stracil trop i nie bylo juz czego szukac. Nie chce wiedziec co by bylo gdyby na koncu tropu byla sarneka.. uncertain Pewnie mielibysmy dziczyzne na obiad i zarzuty prokuratorskie o klusownictwo uncertain
        • jottka Re: Na zawał kiedyś zejdę. 11.06.12, 22:21
          mój pies, cocker spaniel, czuł w sobie zew przodków na widok kury i owcy... już lepiej płacić za kłusownictwo niż umykać przed rozjuszonym chłopem z kłonicą, do którego też nijak perswazja nie trafiałasad

          salimis, a soni by się nie dało zapisać na trening klikerowy albo coś w ten deseń? swoje lata ma, fakt, przeszłość też bogatą, ale parę dobrych nawyków by jej nie zaszkodziło. może nikt jej nigdy nie wyjaśnił, że to nieładnie nie pilnować stada?
          • wladziac Re: Na zawał kiedyś zejdę. 11.06.12, 22:57
            może nawet pomoc osoby która bywała na szkoleniach ze swoim psem by się przydała i coś dała w temperowaniu zapędów uciekinierskich Soni,zbyt długo chadzała samopas
            • salimis Re: Na zawał kiedyś zejdę. 17.06.12, 19:50
              Nie dosyć że na zawał zejdę to przedtem sfiksuję uncertain
              Idę ci ja rano z Sonią na spacer a jako że ostatnio byłyśmy w parku tydzień temu postanowiłam zrobić dziewczynie niespodziankę wink
              Sońka zachwycona takim stanem rzeczy dreptała przede mną radosnie.
              Gdzieś w połowie parku przyssał się do nas młody psiak.Rozejrzałam się za właścicielem ,oczywiście ani widu ani słychu.Pobawiły sie pobiegały ale w pewnym momencie młodego zaczęły rozpierać hormony i dawaj w zaloty.Sonia unikała niezręcznej sytuacji jak tylko mogła ale psiak nie dawał za wygraną.Spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem no zrób coś no to wzięłam ją na smycz i do domu. Adorator za nami.Nosz kużwa ja to mam "szczęście" sad
              Jeszcze mi drugi pies potrzebny .
              Zamknęłam go na chwilę w łazience i myślę co robić.
              Dobra mam plan.Jadę do weta celem sprawdzenia czipa.Po drodze dzwonię do koleżanki prowadzącej fundację czy w razie w przygarnęłaby go na DT.
              Piesek zadbany,błyszcząca sierść,czyste uszka. Komuś uciekł ?
              Wszak w nocy była potężna burza,moze sie wystraszył i zwiał z podwórka.
              Czipa niet, wetka ocenia go na 8-9 miesięcy.Ma jeszcze mleczaki. W stosunku do innych psów trochę agresywny,suczkami wyraźnie zainteresowany.
              No nic,wiozę go zatem do koleżanki na chatę. Obfocilam ze wszystkich stron i jutro ruszą ogłoszenia. Mam nadzieję że ktoś za nim tęskni.
              Aha , oczywiście psiak nie miał obroży

              https://img442.imageshack.us/img442/1613/piespark.jpg

              https://img839.imageshack.us/img839/6314/piespark2.jpg
              • andy3458 Re: Na zawał kiedyś zejdę. 17.06.12, 20:42
                Cóż - będzie kolejny domownik na 4 łapkach. Widocznie jest Tobie tak przeznaczone, że wszystkie sierotki i zguby z okolicy garną się do Ciebie. A na zawał nie warto schodzić bo ten nasz doczesny padołek jest tak uroczy, że lepszego w całym Wszechświecie nie uraczysz. Sfiksowanie też odradzam, bo nasza służba zdrowia niewydolna i sama w ciężkiej zapaści, więc za wiele nie pomoże. big_grin
                • salimis Re: Na zawał kiedyś zejdę. 17.06.12, 21:18
                  andy3458 napisał
                  CytatCóż - będzie kolejny domownik na 4 łapkach.

                  Co toto to nie. Niestety mam tylko jeden pokój i kuchnię (razem 42 m kw.)
                  Gdybym miała jeszcze jeden pokój to mógłby zostać na DT do czasu zgłoszenia się właściciela lub adopcji.
                  Sonia jeszcze nie wysterylizowana tak więc działoby się oj dziaaaało. Na koty jeżył się i szczekał.Na szczęście trzymałam go na smyczy.
                  No i trzeba patrzeć realnie czy stać by nas było na utrzymanie piątki zwierzaków.
                  Jedyne co mogłam dla niego zrobić to nie oddawać go do schroniska a do fundacji gdzie warunki ma o niebo lepsze .
                  Jutro muszę jeszcze skontaktować się ze schroniskiem w razie gdyby tam go szukano.
                  • babcia47 Re: Na zawał kiedyś zejdę. 18.06.12, 21:26
                    słyszałam o ludziach-magnesach, przyciągających metalowe przedmioty..ale o ludziach przyciagajacych bezpańskie psy jeszcze nie..moze to skutek uboczny Twoich wieszczych zdolnosci? wink))..znaczy wyczuwają Ciebie wszelakie zwierzaki w potrzebie?..ale to w sumie dobrze o Tobie świadczy, choc pewnie Twój portfel ma o tym inne zdanie
                    • olinka20 Re: Na zawał kiedyś zejdę. 18.06.12, 22:08
                      Co nie?
                      Niesamowite jest to przyciaganie Salimis.
                      • salimis Re: Na zawał kiedyś zejdę. 19.06.12, 16:23
                        Tyle co wczoraj porozwieszałam ogłoszenia a już był telefon od właściciela.Nosz kurde miałam nosa żeby jedno z nich powiesić na rogu dwóch ulic,podejrzewając że piesek tam mieszka wink
                        Spotkałam się z panem,na dowód pokazał mi foty psiaka w telefonie komórkowym a z plecaka wyciągnął szeleczki i smycz.Fakt ze gdy z nim rozmawiałam poczułam alkohol ale to o niczym nie świadczy wszak psiak jest w b.dobrej kondycji a i zdjęcia mnie przekonały.
                        Trzeba kochać zwierzaka skoro nosi się jego fotki w komórce smile
                        Pan wyjaśnił że psiak często mu nawiewa za innymi psami ale zawsze do tej pory wracał.
                        Deja vu czy co ?
                        Trzy miesiące temu słyszałam coś podobnego o Sonii wink
                        Umówiłam się na jutro ze przywiozę Misia bo tak ma na imię uciekinier.
                        Mogłabym z nim tam jechać ale nie znam faceta tak więc ...
                        • salimis Re: Na zawał kiedyś zejdę. 20.06.12, 19:27
                          Miało być pięknie , zabranie Misia z fundacji i zawiezienie do własciciela.Radość,merdanie ogonkiem,wzruszenie.Dzisiaj pojawiły się nowe fakty po których zdecydowałyśmy ze na razie się wstrzymamy. Dzisiaj pan się wygadał że ma jeszcze dwie suczki w domu , jedna 18 letnia druga 3 letnia.Obydwie niesterylizowane. Właściciela nie stać na sterylki i kastrację.
                          Zaproponowałyśmy że fundacja pokryje zabieg kastracji Misia na co pan ochoczo się zgodził.Tak więc piesek wróci do właściciela troszeczkę później niż zamierzyliśmy.
                          Potem weźmiemy się za młodszą sunię.
                          A piesek ?
                          Znalazł w fundacji przyjaciela Karmela (na szczęście) przy którym się uspokaja bo szczeka 24h z małymi przerwami.Juz trochę zachrypł wink
                          • pi.asia Re: Na zawał kiedyś zejdę. 20.06.12, 19:54
                            No pięknie, Salimis, pięknie. Zbierasz cudze psy po ulicach i okaleczasz wink

                            Masz swoją drogą naprawdę pirackie szczęście wink
                            • salimis Re: Na zawał kiedyś zejdę. 21.06.12, 20:35
                              Raczej zapobiegam bezdomności.
                              A pan się zgodził jakby nie było smile
                              • yoma Re: Na zawał kiedyś zejdę. 22.06.12, 12:18
                                Słuchajcie, jak już jesteśmy przy psach - nie przydałyby się komuś rzeczy po dużym psie? Obroża, smycz, micha i sama nie wiem, co tam jeszcze jest, bo to mama mieszkanie po babci likwiduje...
                                • salimis Re: Na zawał kiedyś zejdę. 22.06.12, 16:23
                                  Jeśli nikt nie będzie chciał to może przekaż jakiejś psiej fundacji albo przytulisku dla zwierząt.
                                  Takich rzeczy nigdy tam za wiele.
                                  • yoma Re: Na zawał kiedyś zejdę. 27.06.12, 10:52
                                    I tak pewnie zrobię, dzięki.
                                    • salimis Re: Normalnie czeski film : / 30.06.12, 00:48
                                      Dzwoni dzisiaj do mnie koleżanka u której jest Misiu i mówi że zadzwonił do niej pan przedstawiający się jako właściciel pieska z ogłoszenia .To już drugi.Jest przekonany że to jego pies który jakiś czas temu uciekł.Ma przesłać foty psiaka jako dowód .
                                      Zaczyna się robic ciekawie bo przecież pierwszy pan pokazywał mi zdjęcia w komórce.
                                      Są dwie opcje
                                      jeden pies do drugiego jest bardzo podobny lub pochodzą z tego samego miotu.
                                      Czekamy teraz na maila który miejmy nadzieje rozwieje wszelkie wątpliwości.
Pełna wersja