pi.asia
11.10.12, 20:31
Często przychodzą do mojego sklepu mamy z dziećmi. Oczywiście większość dzieci jest tak zachwycona tymi wszystkimi kolorowymi owocami, warzywami, napojami i słoikami, że zaczyna przekładać, przestawiać, i ogólnie - ruszać.
I wtedy mama reaguje mówiąc: nie ruszaj, bo ta pani cię skrzyczy
A ja dostaję białej gorączki. Bo mamusi nie chce się wytłumaczyć dziecku, że tu jest sklep, można oglądać, ale nie przestawiać, i raczej nie dotykać, chyba że się chce kupić. Łatwiej polecieć tekstem, że nie wolno, bo ktoś będzie krzyczeć (nie ma jak straszenie dziecka innym człowiekiem!). Poza tym z takiego przekazu jasno wynika, że gdyby nie ta zołza za ladą, toby dziecko mogło ruszać do woli i cały sklep wywrócić do góry nogami, ale lepiej nie ryzykować, bo ta pani....
A jak raz "skrzyczałam" dziecko rozgniatające butami kwitnące bratki, które osobiście posadziłam na trawniku przed sklepem, to matka zrobiła mi awanturę, że przestraszyłam dziecko i jak mogłam, przecież to tylko kwiatki, a to jest dziecko i trzeba zrozumieć.
Dodam, że "skrzyczenie" wyglądało tak: kochanie, zejdź z kwiatuszków na chodnik i ich nie depcz, bo to je boli. Bachor się rozdarł, a mamusia, która gadała przez komórkę kompletnie nie interesując się co robi pociecha, na dźwięk ryku zmieniła się w rozjuszoną wilczycę.
Grrrr.