Szczyt roztargnienia:

31.10.12, 12:33
Mój nastąpił dzisiaj rano uncertain
Jak zwykle rano robiłam wszystko na najwyższych obrotach, bo jak zwylke wstałam za późno.... I już prawie gotowa, ubrana, umalowana, uczesana wskoczyłam dom łazienki aby psiknąć się perfumami. Wziełam do ręki psiknęłam kilka razy na ubranie i ........... z przerażeniem odkryłam, że w ręku mam nie perfumy a odżywkę w sprayu do włosów-
No nie napisze co sobie pomyślałam i co mówiłam pod nosem- musicie się domyślić suspicious
Czy wy również osiągleliście już szczyt roztargnienia?????
    • noirdesir2 Re: Szczyt roztargnienia: 31.10.12, 12:47
      ooooł , nieźle smile
      ja dwa dni temu rano wysmarowalam całą twarz kremem, który miał być tylko pod oczy.
      a kiedyś "umyłam" włosy balsamem do ciała... ale to naprawdę dawno było smile
      • olinka20 Re: Szczyt roztargnienia: 31.10.12, 18:16
        Hahaha, az taka nie bywam zakrecona.
        Ale swego czasu moj tata mył włosy odzywką, powiedział nam po kilku dniach, zdziwiony, ze ten nowy szampon to sie cus słabo pieni big_grin
        • pi.asia Re: Szczyt roztargnienia: 31.10.12, 18:24
          Przychodzę wczoraj do domu, ściągam kozaki, a tu mi z nogawki spodni coś wystaje. Patrzę - rajstopy!!!!
          Jedne miałam na tyłku, jak Pan Bóg przykazał, a te drugie widocznie tkwiły w spodniach i rano wraz ze spodniami je założyłam. I cały dzień nosiłam je w tych gaciach, i nie zauważyłam.

          • karple Re: Szczyt roztargnienia: 31.10.12, 19:46
            Dzisiaj to pobiłam samą siebie, bo do tej pory moim osobistym szczytem było po powrocie ze sklepu schowanieWSZYSTKICH zakupów do lodówki łącznie z płynem do naczyń, którego potem z godzinę szukałam big_grin
            • agnes-05 Re: Szczyt roztargnienia: 31.10.12, 22:50
              Eee tam. Ja kilka lat temu byłam pewna, że zgubiłam paszport ( leżal zawsze w tej samej szufladzie), który jest dla mne niejako narzędziem pracy, więc po trzykrotnym przeszukaniu całego mieszkania ( w tym przekopaniu rzeczonej szufady z pięć razy) pognałam do biura paszportöw. Na szczęście czasy się zmieniły i nie musiałam przchodzić perypetii Ryszarda Ochódzkiego, tym niemniej 400 zl kary musialam zaplacic i w dodatku straciłam intratne zlecenie, bo nie moglam wyjechać bez paszportu.
              Na wszelki wypadek zawarłam jednak porozumenie ze św. Antonim i przysięgłam mu, że jeśli paszport się znajdzie, to odpalę mu połowę tej kary, którą mi wlepiono. I co? I oczywiście jak tylko wróciłam do domu i otworzyłam szufladę to...paszport sobie w niej leżał.

              Następnego dnia w te pędy z cudownie odnalezionym paszportem do biura, ale kary mi nie oddano w całości, bo jakoby paszport juz anulowany. Dostałam zwrot połowy kary, czyli 200 zł. Antoniemu wrzuciłam do puszki w Częstochowie ( tak tak pi-asiu) obiecaną połowe, czyli stówkę. Ale do dzis ne jestem pewna, czy go nie oszukałam, bo pewnie liczył na dwie stówki. Skàd mógł wiedzieć, ze pazerny urząd zabierze połowę? Od tamtej pory wcale mi nie pomaga, bo wiecznie niczego nie moge znalezc...smile
              Nie warto zadzierać ze świętym..smile
              • wladziac Re: Szczyt roztargnienia: 31.10.12, 23:24
                no widzisz,widzisz-zadarłaś,mnie zawsze pomaga Antoś kochany
                • karple Re: Szczyt roztargnienia: 01.11.12, 08:45
                  Hmmm..... to może teraz bardziej opłacała Ci się dorzucić do puszki drugą stówkę, żeby nic nie gubić suspicious
Inne wątki na temat:
Pełna wersja